Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 27 maja 2014, 09:00

autor: Krystian Smoszna

Fan black metalu i szeroko rozumianych gier akcji. Kocha Dooma miłością prawdziwą.

Recenzja gry Watch Dogs - Ubisoft ma już swoje GTA

Dawno już żadna gra nie wywoływała tylu kontrowersji przed premierą, co właśnie Watch_Dogs. Bierzemy Ubisoftowego sandboksa na warsztat i sprawdzamy, czy spuszczone ze smyczy psy rzeczywiście zasługują na taką pianę w ustach.

Recenzja gry Watch Dogs - Ubisoft ma już swoje GTA - ilustracja #1
Po ulicach spaceruje mnóstwo ludzi. Na brak ruchu na ulicach również nie można narzekać.

Od strony graficznej Watch_Dogs prezentuje się bardzo ładnie. Wersja na PlayStation 4 działa płynnie (delikatne przycięcia mógłbym policzyć na palcach jednej ręki) i nie budzi zastrzeżeń pod względem jakości, chyba że ktoś spodziewał się na nowej konsoli Sony grafiki rodem z wypasionych pecetów – w tej generacji to już się na pewno nie zdarzy. Uwagę zwracają piekielnie dobre wybuchy, dym oraz inne efekty cząsteczkowe. Produkt Ubisoftu świetnie prezentuje się też w rzęsistym deszczu, gdy kolorowe światła imponująco odbijają się na zalanym wodą asfalcie. Nie dam się pokroić za ultrawypasioną grafikę i nie szukam imponujących doznań wizualnych w sandboksach, ale lubię, jak gry wyglądają ładnie na miarę swoich czasów. Watch_Dogs wymagania te spełnia. Kwestia oprawy gry od dawna budzi na forach ogromne emocje, co w kraju zdominowanym przez pecetową rasę panów mnie specjalnie nie dziwi, nie można jednak zarzucić Ubisoftowi, że ich produkt prezentuje się kiepsko.

Recenzja gry Watch Dogs - Ubisoft ma już swoje GTA - ilustracja #2

W Watch_Dogs dostępnych jest sporo różnych minigierek. Można spróbować swoich sił w pokera, wziąć udział w zawodach w piciu, a także odpalić kilka ciekawych aplikacji na smartfonie, m.in. demolowania miasta za sterami mechanicznego pająka.

Mocno zawiodła mnie natomiast muzyka. Wytyczone przez Rockstar Games standardy to absolutna podstawa, nieobecność stacji radiowych w tego typu sandboksie traktuję z miejsca jako duży minus. Licencjonowanych kawałków jest akurat sporo, ale opcja przerzucania ich po kolei za pomocą przycisku na padzie to chybiony pomysł. Dodam, że przypadły mi do gustu raptem dwa numery z całej listy (Ministry i Danko Jones – obie kapele doskonale znam), co też kiepsko świadczy o repertuarze. Różnorodność w tej kwestii to podstawa, wszak każdy ma inny gust i powinien znaleźć coś dla siebie. Dedykowane radio, które pozwaliłoby posłuchać muzyki zbliżonej do moich prywatnych preferencji, sprawdziłoby się znacznie lepiej.

Krystian Smoszna | GRYOnline.pl

Zostało jeszcze 50% zawartości tej strony, której nie widzisz w tej chwili ...

... pozostała treść tej strony oraz tysiące innych ciekawych materiałów dostępne są w całości dla posiadaczy Abonamentu Premium

Abonament dla Ciebie