Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 14 czerwca 2002, 11:20

autor: Hitman

Die Hard: Nakatomi Plaza - recenzja gry

Die Hard: Nakatomi Plaza to gra akcji/FPS oparta na fabule pierwszej części słynnej serii filmów akcji „Die Hard”. Gracz wciela się w postać głównego bohatera filmu, policjanta John McClane.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Jak się zapewne domyślacie Die Hard: Nakatomi Plaza jest strzelaniną zrealizowaną w konwencji FPS opartą na pierwszej części klasycznego filmu akcji, znanego w Polsce jako Szklana Pułapka, w którym główną rolę zagrał Bruce Willis. Gra odtwarza większość z filmowych lokacji i postaci. Zabawa odbywa się w rozwijającej się liniowo akcji rozłożonej na 30 misji. Pod względem wierności filmowi gra jest pełnym sukcesem, chociaż dodano kilka elementów, ale o tym później. Pojawia się niestety sporo zgrzytów, które znacznie osłabiają wizerunek gry. Są to: niewielkie problemy ze sterowaniem i inteligencją przeciwników oraz trochę większe z grafiką.

W Die Hard: Nakatomi Plaza wcielamy się w rolę Johna McClane’a, detektywa nowojorskiej policji, który wybrał się z wizytą do swej byłej żony mieszkającej w Los Angeles. Żona zaprosiła go na przyjęcie gwiazdkowe organizowane przez firmę, w której pracuje. Jak przystało na Los Angeles siedziba tej firmy to 40 kondygnacyjny drapacz chmur - Nakatomi Plaza. Wkrótce po przyjeździe McClane’a wieżowiec zostaje opanowany przez grupę terrorystów, mówiących ze swojskim niemieckim akcentem. Budynek momentalnie został odcięty od świata, a wszyscy ludzie, którzy w nim przebywali, stali się zakładnikami. Żądanie terrorystów to okrągła suma-milion dolarów.

Jedyna osoba, która nie wpadła w łapy terrorystów to McClane. Jako prawdziwy twardziel decyduje się na solową akcję przeciw bandziorom. Arsenał, jaki posiada to niezbyt imponujący zestaw, Beretta i zapalniczka (!?). Wszystkie pozostałe postacie z filmu również pojawiają się w grze i odgrywają swoje role w przerywnikach, które są zmontowane prawie identycznie jak w filmie. Mamy tu: sierżanta Ala Powella, Argyle, Harrego Ellisa, Holly Gennero i Hansa Grubera.

Przy pomyślnych wiatrach grę można ukończyć w 10 do 15 godzin. Trwa to rzecz jasna o wiele dłużej niż film (2:11), ale przyznacie, że to niezbyt imponujący czas. Dla odświeżenia scenariusza, twórcy gry dodali kilka sekwencji filmowych i misji, które nie pojawiły się w filmowej wersji Szklanej Pułapki. Niestety to, co nieźle wygląda na papierze znacznie gorzej sprawdza się w praktyce. Tak też jest w wypadku dodanych przygód McClane’a, które nie najlepiej komponują się z resztą gry. Dodatkowe misje zmuszają naszego bohatera do czołgania się w przewodach wentylacyjnych, przeprowadzanie po budynku ludzi z oddziału SWAT i eskortowanie kilku zakładników. Wszystko byłoby pięknie gdyby tylko zakładnicy nie byli tak durni żeby pchać się na terrorystów i włazić im prosto przed lufy. Przyznam, że zadania same w sobie nie byłyby takie złe, ale jak napisałem wcześniej zupełnie nie komponują się z resztą scenariusza gry, który stanowi wyraźną całość.

Co jeszcze nie trzyma się kupy? Aha! Kiedy McClane po raz pierwszy nawiązuje kontakt z sierżantem Powellem mówi mu, że budynek został opanowany przez grupę terrorystów i że udało się mu „zaopiekować” kilkoma z nich. Tak jest w filmie, a tymczasem w grze, kontakt ma miejsce, kiedy mamy na koncie około 20 zabitych bandziorów. Na zakończenie Nakatomi Plaza okaże się, że zlikwidowaliście setkę przeciwników, co stanowi chyba 10-krotnie większą liczbę niż w filmie. Mówię Wam cała armia.

Recenzja gry Halo Infinite - oldskul jest cool
Recenzja gry Halo Infinite - oldskul jest cool

Recenzja gry

Nowa strzelanka Microsoftu „dowozi”. Jest co prawda bardzo oldskulowa, ale mnie to akurat odpowiada. Halo Infinite nie zrewolucjonizuje gatunku, jednak nie tylko przełomowe dzieła potrafią dostarczać rozrywki.

Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego
Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego

Recenzja gry

Najnowsza produkcja studia DICE zrezygnowała z kampanii singlowej – zamiast tego zdecydowano, że gracze otrzymają więcej różnorodności w zawartości dla wielu graczy. Czy to dobry kierunek rozwoju?

Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem
Recenzja GTA Trilogy Definitive Edition - nie o taki remaster nic nie robiłem

Recenzja gry

GTA: The Trilogy Definitive Edition to mocno nieprzemyślany pakiet remasterów. Pomimo dość ładnej grafiki za cenę jednej gry dostajemy trzy stare. Można się przy nich nieźle bawić, ale raczej nie przekonają do siebie nowych graczy.