Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Bloodforge Recenzja gry

Recenzja gry 30 kwietnia 2012, 15:49

autor: Przemysław Zamęcki

Grał we wszystko na wszystkim. Fan retro gratów i gier w pudełkach, które namiętnie kolekcjonował. Spoczywaj w pokoju przyjacielu - 1978-2021

Monochromatyczne faux pas – recenzja gry Bloodforge

Bloodforge ma wszystko, co teoretycznie powinien mieć interesujący slasher. Ciekawy koncept, niezłą grafikę, hektolitry wylewającej się z ekranu krwi, broni do wyboru, do koloru. Coś jednak nie zagrało.

Recenzja powstała na bazie wersji X360.

PLUSY:
  • interesujący koncept świata i ładne modele postaci.
MINUSY:
  • bezładna sieczka z fatalną sztuczną inteligencją i pijanym kamerzystą;
  • mało zróżnicowane lokacje.

Za oknem temperatura rośnie, a tymczasem po dwóch niezmiernie udanych środach na Xbox Live Arcade kolejna przynosi spore rozczarowanie. Bloodforge, brutalny slasher, którego kwintesencją jest rywalizacja ze znajomymi z listy w widowiskowym zabijaniu mobków, okazuje się nieudaną próbą uczynienia z prostej nawalanki wyrobu artystycznopodobnego.

Głównym bohaterem tytułu jest Crom. Wiele osób z pewnością kojarzy to imię z serii o Conanie, gdzie barbarzyńca powoływał się na nie równie często jak Asterix na Teutatesa. Crom Climaxu i Crom Roberta E. Howarda to raczej nie ten sam osobnik, niemniej faktem jest, że autorzy inspirację do stworzenia Bloodforge’a czerpali z celtyckich wierzeń. W które nawet dość mocno się zagłębili, bowiem od wszelkich dziwacznych imion bogów i bogiń w grze aż się roi. To fajny, oryginalny zabieg. W końcu ktoś przedstawił nieco inny panteon niż już niemal zupełnie odarte z tajemniczości mity skandynawskie czy greckie. Problem w tym, że fabuła nie ma za grosz oryginalności. Crom mści się na bogach za śmierć ukochanej, którą zresztą sam zabił, biorąc ją za wroga. Halo, halo? Wam też nasuwa się skojarzenie z Kratosem i God of War?

Poza interesującym konceptem świata i próbą stworzenia wrażenia, że Bloodforge to coś więcej niż tylko sama sieczka, niewiele tu oryginalności. Przez cały czas rozgrywki towarzyszyło mi wrażenie, że to, co dzieje się na ekranie telewizora, już gdzieś widziałem. Czasem było to tylko delikatne ukłucie deja vu, być może zupełnie niesłuszne, ale w głowie non stop telepały mi się takie tytuły jak Too Human (to chyba to ciągłe obcowanie z bogami) czy Mark of Kri (tu znowu ptak, z którego zwiadu korzystał główny bohater – w Bloodforge’u pod postacią kruka występuje pewne wiedźma przewodniczka). Choć to niemożliwe, by ktoś od kogoś zrzynał, owa wiedźma pojawia się i znika w sposób identyczny jak pewien stwór z Alan Wake’s American Nightmare, a na dodatek wygląd pierwszego ogromnego bossa, z którym walczy Crom, sugeruje, że typek urwał się z Resident Evil 4. A to nie koniec tego typu natręctw, jednak nie będę już Was nimi zanudzał.

Mechanika rozgrywki polega na mashowaniu przycisków pada. Co prawda w każdej chwili można podejrzeć, jaka kombinacja wyprowadza różne ataki, ale tak naprawdę nie ma to większego znaczenia. Wystarczy zapamiętać, że X to cios lekki, Y mocniejszy, i jazda. Sens nawalania w guziki jest znacznie mniejszy niż w Ninja Gaiden 3 (ha! miało już nie być porównań), bo tam było to przynajmniej dużo bardziej widowiskowe, a i widz ciekaw był rozgrywanej na jego oczach historii.

Crom używa różnorodnych typów broni, ale to mizerne pocieszenie. Miecz, wielki młot czy nakładki na ręce w postaci pazurów nie wymuszają specjalnie zmiany taktyki walki. Co prawda animacje poszczególnych ataków wydłużają się lub skracają, ale w ogarniającym pole bitwy chaosie kłębowiska kilkunastu ludków nie ma to większego znaczenia, bo taktyka zawsze sprowadza się do klasycznego uderz i uciekaj. Crom może wykonywać uniki, więc to drugie nie jest problemem.

Recenzja Marvel's Guardians of the Galaxy - nieprędko zagracie w lepszego Mass Effecta
Recenzja Marvel's Guardians of the Galaxy - nieprędko zagracie w lepszego Mass Effecta

Recenzja gry

Ubiegłoroczne Avengers zgasiło Wasz entuzjazm wobec kolejnych marvelowskich gier Square Enix? Dobrze radzę, wykrzeszcie go z siebie trochę dla Guardians of the Galaxy. To jedna z najlepszych produkcji tego roku.

Recenzja Metroid Dread - znakomita gra, która niemal mnie złamała
Recenzja Metroid Dread - znakomita gra, która niemal mnie złamała

Recenzja gry

Znacie serię, w której ekran „game over” to niemal element gameplayu? Zgadza się, Metroidy zawsze były trudne, a Dread nie odchodzi od tej tradycji. To gra, przez którą chciałem wyrzucić Switcha przez okno. To też gra, od której nie mogłem się oderwać...

Recenzja gry Far Cry 6 - to dobra gra. Tylko dobra
Recenzja gry Far Cry 6 - to dobra gra. Tylko dobra

Recenzja gry

Po fali obsuw do rangi najgorętszych premier jesieni urosły odgrzewane kotlety, a Far Cry 6 miał być pośród nich jednym z bardziej łakomych kąsków. Niestety, danie pierwszej klasy to nie jest.