Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 13 września 2011, 10:06

autor: Czarny

Recenzja gry Men of War: Vietnam

Seria Men of War kojarzyła się dotychczas wyłącznie z okresem II wojny światowej. Czy przeniesienie akcji do wietnamskiej dżungli wyszło cyklowi na dobre?

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Od wielu lat w sieci krążą plotki, że wszystkie komputerowe adaptacje wojny w Wietnamie są z góry skazane na porażkę. Faktycznie – zdecydowana większość produkcji osadzonych w tych realiach nie odniosła oczekiwanego sukcesu. Być może jest temu winna specyfika samego konfliktu – amerykańscy żołnierze naćpani LSD, nieustanna „zabawa” w chowanego z Wietkongiem, zapach napalmu o poranku, wreszcie przerażająca dżungla pełna pułapek. Trudno przełożyć tak wybuchową mieszankę na język gier komputerowych.

Teoretycznie seria Men of War wprost idealnie nadaje się do przedstawienia wojny wietnamskiej w odpowiednio realnym i sugestywnym świetle. Cykl tych taktycznych strategii odniósł wiele sukcesów – głównie ze względu na bardzo złożony model rozgrywki i wysoki poziom trudności. O ile wszystkie dotychczasowe części sagi działy się podczas drugiej wojny światowej, tak teraz programiści z Best Way pokusili się o przeniesienie akcji do roku 1968 – a więc w sam środek wietnamskiego piekła.

Niestety, jak się szybko okazuje, duch Wietkongu ciągle czuwa – a twórcy gry wpadli w zastawioną przez niego zasadzkę.

Good morning Vietnam!

Po całkiem udanym, acz nieco niekanonicznym dodatku Oddziały Szturmowe (nastawionym na rozgrywkę wieloosobową), autorzy serii postanowili powrócić do korzeni cyklu – a więc taktycznych starć na niewielką skalę. Tym razem jednak postawili na rozwiązanie dość radykalne – w każdej misji dysponujemy bowiem jedynie małym oddziałem wysoce wyspecjalizowanych żołnierzy. W zapomnienie idą więc epickie bitwy i planowanie całego frontu – Men of War: Vietnam w swej istocie przypomina takie gry jak Jagged Alliance czy Commandos – nastawione na cichą, skrupulatną eliminację przeciwników.

Po stracie reszty oddziału Kazakov postanowił samodzielnie wybić dwustu Amerykanów. Udało mu się.

Tytuł oferuje dwie kampanie – północnowietnamską oraz amerykańską – każda z nich liczy po pięć misji. Może się to wydawać mało imponującym wynikiem, jednak model rozgrywki sprawia, że zaliczenie wszystkich zadań potrafi zająć nawet kilkadziesiąt godzin. Powodami tego stanu rzeczy są: złożoność samych misji (z questami pobocznymi i wieloetapowymi wątkami głównymi) oraz ekstremalny wręcz poziom trudności. Wietnam nie jest miejscem dla nowicjuszy – nawet gracze przyzwyczajeni do wysokich „wymagań” serii Men of War tutaj chwycą się za głowę – wyzwania, przed jakimi stajemy, momentami wydają się praktycznie niewykonalne. Eliminacja kilku wiosek pełnych wrogich żołnierzy, zdobycie twierdzy przeciwnika bez podniesienia alarmu (z równoczesnym wykradnięciem ważnych dokumentów etc.), obronienie się przed całym pułkiem wrażego wojska – oto, co czeka na nas w mrocznych ostępach półwyspu Indochińskiego. Żeby było jeszcze trudniej, kierowane przez nas siły są bardzo ograniczone – zwykle cała drużyna naszych wojaków liczy po cztery, pięć osób. Po każdej misji widzimy przed sobą krótkie podsumowanie – wynik „250 zabitych wrogów, 2 straconych żołnierzy” nie jest tu niczym niezwykłym. Zaznaczyć przy tym należy, że nasi bohaterowie nie dysponują wcale lepszym sprzętem czy większą ilością życia niż wróg. To nikt nie jest Rambo – tutaj liczy się taktyka.

Wietnam ma swoją specyfikę – większość czasu spędzamy, czołgając się w zaroślach i unikając pułapek Wietkongu lub amerykańskich czołgów. Zwykle wszczęcie jakiegokolwiek hałasu kończy się błyskawicznym zgonem całego oddziału. Men of War nadal nie dysponuje opcją aktywnej pauzy, więc gracz musi nieraz podejmować wiele dyskretnych akcji z iście nadludzką zręcznością. Na szczęście tutaj pomocą służą: tryb kooperacji (wspierany przez platformę Steam, której produkcja wymaga) oraz znana z poprzednich części cyklu opcja Direct Control. Pozwala ona na przejęcie bezpośredniej władzy nad żołnierzem, by przy pomocy klawiszy kierunkowych i myszki wygodnie pokierować jego poczynaniami. Gdyby nie te dwa czynniki, Men of War: Vietnam byłoby grą po prostu niemożliwą do ukończenia.

Nawet dżungla chciała jego śmierci

Niestety, trudność zabawy nie polega tylko na stopniu jej złożoności i skali wyzwań (jak to było dotychczas), ale również na absurdalnym wręcz zabugowaniu niemal każdego elementu. Pomijając już sporadyczne wyjścia do Windowsa i krytyczne błędy, nie da się nie zauważyć ogólnego niedopracowania produkcji. Ma ono dwojaki charakter – czasem wyraźnie wspomaga gracza, czasami natomiast nie daje mu absolutnie żadnych szans w starciu z wrogiem.

Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG
Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG

Recenzja gry

Dobrze znane graczom King’s Bounty stało się zupełnie inną, bardziej erpegową produkcją. Czy to wyszło jej na dobre? Nie jestem pewien.

Recenzja gry Humankind - ambitny rywal Cywilizacji
Recenzja gry Humankind - ambitny rywal Cywilizacji

Recenzja gry

Czy potrzebujemy jeszcze jednej gry, takiej jak Civilization? Twórcy Humankind odpowiedzieli twierdząco i na dodatek faktycznie mieli pomysły na to, co zrobić inaczej. Wyszło lepiej?

Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine

Recenzja gry

Na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka, Siege Survival jest klonem This War of Mine. Grupa cywilów próbuje przetrwać w oblężonym mieście. Dalej zaczynają się różnice, które sprawiają, że nowa polska gra jest zarówno lepsza, jak i gorsza.