Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 9 lipca 2008, 11:38

autor: jedik

Europa Universalis: Rzym - recenzja gry

Szukacie klimatu EU w nieco odświeżonej oprawie i w innych realiach historycznych? Europa Universalis: Rzym ma to wszystko – aż tyle i... tylko tyle.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Próżno szukać fana rasowych gier strategicznych, który nie słyszałby o serii Europa Universalis. Początki tej jednej z najbardziej znanych (i zarazem kontrowersyjnych) sag strategicznych przypadają na rok 2000. Wtedy właśnie na półkach sklepowych pojawiła się pierwsza odsłona cyklu. Wydanie tej pozycji wywołało prawdziwą burzę. Gra szybko zyskała równie liczne grono oddanych wyznawców, co krytycznie nastawionych osobników, wytykających mniej lub bardziej poważne błędy i niedociągnięcia. Mimo tego, że od samego początku seria budziła skrajne emocje, zainteresowanie pomysłem firmy Paradox Entertaiment było tak duże, że do roku 2008 wydano ponad 10 produkcji opartych na silniku EU. Najnowszą z nich jest Europa Universalis: Rzym.

Ci, którzy znają serię, wiedzą zapewne, że wszystko zaczęło się od czasów średniowiecznych. To właśnie w nich osadzono kilka pierwszych „universalisów”. Pierwotny koncept był genialny w swej prostocie. Ogólnie rzecz biorąc, postanowiono zebrać większość rozwiązań znanych z klasycznych strategii turowych i wcisnąć je w ramy czasu rzeczywistego, który można było w dowolnej chwili zatrzymać.

W odróżnieniu od większości hardcore’owych gier strategicznych, zrezygnowano ze szczegółowej mikroskali na rzecz narzędzi, które umożliwią graczowi zarządzanie krajem w skali makro. Właśnie ten zabieg uczynił EU jedną z najbardziej kontrowersyjnych strategii w historii. Jego atutem było znaczne ułatwienie obsługi, bez rezygnacji z elementów charakterystycznych dla gier decyzyjnych z górnej półki. Było to rozwiązanie niezwykle trafione, tyle że wyłącznie na pierwszy rzut oka. Im dłużej się w Europę grało, tym bardziej było widać, że skala mikro, z której w teorii zrezygnowano, wciąż jest obecna w grze. Tyle że gdzieś w odległym planie. Trudno się było zresztą temu dziwić. Gdyby jej brakło, EU zamieniłoby się w zwykłego erteesa.

Panowie z Paradox długo zapewne myśleli, jak pogodzić przesadne odchudzenie merytoryczne swego dzieła z systemem gwarantującym możliwie najprostszą obsługę. Ostatecznie przesunęli elementy mikrozarządzania do tysięcy mniej lub bardziej oczywistych współczynników, wzorów, norm itd. Część z nich była wyraźnie sygnalizowana, większość jednak pozostawała w ukryciu, a wielu graczy dowiadywało się o ich istnieniu dopiero z kompleksowych poradników, tworzonych przez osoby znające EU lepiej niż własną kieszeń. Moment, w którym gracz uświadamiał sobie, że tak naprawdę ma w tej grze wpływ wyłącznie na kilka globalnych instrumentów, a większości spraw (łącznie z bitwami) może się tylko biernie przyglądać, był kluczowym dla odbioru serii. Jednym to wystarczało. Inni coraz głośniej narzekali i wytykali grze płytkość, ukrytą pod płaszczykiem tajemnic, komplikacji i modelu wyjątkowo sprawnie udającego rasową strategię.

Początkowo donośniejszy był głos fanów. Z czasem nawet oni zaczęli wściekać się na archaiczną i wciąż taką samą Europę. Paradox zareagował podseriami, które powstały w oparciu o mocno zmodyfikowany silnik EU. W domyślnym założeniu miały oferować to, czego zabrakło pierwszej Europie. Jedną z najbardziej znanych gier tego typu były Hearts of Iron, akcję których osadzono w czasach II WŚ. W odróżnieniu od poprzednich produkcji, w tej do dyspozycji gracza oddano wiele mikronarzędzi, które umożliwiały ingerencję w sferę będącą wcześniej poza zasięgiem decyzyjnym (głównie machina wojenna i badania).

Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine

Recenzja gry

Na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka, Siege Survival jest klonem This War of Mine. Grupa cywilów próbuje przetrwać w oblężonym mieście. Dalej zaczynają się różnice, które sprawiają, że nowa polska gra jest zarówno lepsza, jak i gorsza.

Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder
Recenzja gry Endzone: A World Apart - radioaktywny city-builder

Recenzja gry

Survivalowy city builder w wykonaniu studia Gentlymad to tytuł ze wszech miar godny uwagi, aczkolwiek pod pewnymi warunkami. Jakimi? Dowiecie się z naszej recenzji.

Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?
Recenzja gry Twierdza: Władcy wojny - solidnie, ale czy to wystarczy?

Recenzja gry

Twierdza: Władcy wojny otwiera nowy rozdział w historii Firefly Studios i przenosi nas w nowe dla serii klimaty. Czy to wystarczy, żeby Stronghold: Warlords zdobyło serca graczy?