Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 20 grudnia 2000, 20:47

autor: spyTHEr

Heavy Metal F.A.K.K. 2 - Rytualne zabójstwo Lary C.

Recenzja gry, która jawi się jako bardzo mocny konkurent kultowej chyba już serii Tomb Raider z Larą Croft. W roli głównej występuje równie piękna, powabna i zarazem silna bohaterka - Julie, której zadaniem jest ocalenie świata Eden od złego Lorda Tylera.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Na początku muszę się Wam do czegoś przyznać. Może zabrzmi to dziwnie, ale ja w zasadzie nigdy nie lubiłem Lary Croft i nie lubię jej nadal, a co gorsza chyba już nigdy nie obdarzę ją sympatią. Sprawiła to inna „kobieta”, nazywają ja Julie i jest ona doprawdy „nie z tego świata” :). Świat ten jest przedziwny i niezwykły. Pełen jest on niezwykłych ludzi, zwierząt i roślin, nie zawsze przyjaznych dla naszej bohaterki. Równie niesamowite są budowle i maszyny – ich konstrukcja i architektura nieodmiennie przywodzi na myśl tą z Q3 Arena. Prawdopodobnie jest tak, ponieważ gra korzysta z engine właśnie z tej, doskonałej gry FPP.

Fabuła gry sięga swoimi korzeniami do znakomitej (i kultowej już zapewne) serii komiksowej Heavy Metal, gdzie główna rolę grały piękne i śmiertelnie niebezpieczne kobiety, odziane w stal, skórę, władające niesamowitymi broniami i mocami, przy których to bohaterkach osławiona Lara jawi się jako grzeczna dziewczynka bawiąca się lalkami... Wracając do fabuły. Po tego typu grach nigdy nie obiecywałem sobie jakiegoś wielce wysublimowanego wątku fabularnego. I w tym konkretnym przypadku jest podobnie, znów mamy do czynienia ze złym, podstępnego, a dodatkowo psychopatycznym osobnikiem z manią wielkości i chorobliwym przekonaniem o swej wartości. Osobnik taki napada na bogu ducha winnych ludzi, starając się zawładnąć ich światem, a tym razem dodatkowo ma jeszcze ochotę na potężny artefakt, dzięki któremu stanie się „niepokonany”. Ile razy już słyszeliśmy coś takiego? :) Zapewne często... i znów biedny gracz jest zmuszany do odwalenia całej brudnej roboty samemu – tym razem kierując poczynaniami pięknej bohaterki. Inną sprawą jest to, że jest to zadanie nad wyraz przyjemne i dające wiele satysfakcji. Gra zaczyna się dość ciekawie (akurat ten patent to chyba został zerżnięty z Tomb Raidera), nie zostajemy bowiem wrzuceni od razu na „wielką wodę”, tylko jest nam dana szansa potrenowania i wypróbowania wielu umiejętności naszej bohaterki. Możemy tego dokonać na specjalnej sali treningowej wyposażonej we wszystkie niezbędne urządzenia, na których będzie można wypróbować wszystkie możliwe ruchy i posunięcia jakie jest w stanie wykonać Julie. Repertuar tychże posunięć jest imponujący. Oprócz standardowego zestawu obejmującego bieganie, skakanie, kucanie i turlanie się na boki, mamy do dyspozycji przeciąganie się na rękach po linie, wspinanie po ścianach, podciąganie się na rękach wisząc na krawędzi, czy chodzenie po wąskich gzymsach plecami do ściany. Warto poświęcić trochę czasu na potrenowanie tych wszystkich ruchów, gdyż później podczas gry dzięki umiejętnemu sterowaniu można dostać się do ciekawych miejsc, w których zajdziemy wielce przydatne fanty ułatwiające rozgrywkę i ogólnie przetrwanie w niegościnnym środowisku. Trzeba szczególnie pokreślić, że Julie wykonuje te wszystkie ewolucje z wielką gracją i nad wyraz efektownie, o bogowie jak ona się porusza! Po prostu poezja. Po „centrum treningowym” zaczyna się właściwa przygoda. Powolutku, powolutku podnosi się poziom gry i stają przed nami coraz to trudniejsze wyzwania. Stopniowanie trudności jest jednak trochę nierówne, czasami bowiem spokojnie przechodzi się cały etap, by w pewnym momencie trafić na jakiś kosmicznie trudny element, na sforsowanie którego potrzeba czasami nawet kilkanaście prób, co okupione jest z reguły zgrzytaniem zębów, przekleństwami pod adresem całego świata i samej wdzięcznej Julie, a na koniec niezbyt cenzuralnymi uwagami skierowanymi do autorów gry! Jednym (o przepraszam – czterema słowami) słowem: małpia zręczność i precyzja rulez! Tak jest! Zręczność, szybkość, precyzja i ruch to podstawa sukcesu w tej przygodzie. Nie polecam zatrzymywać się w jednym miejscu na dłuższą chwilę, bo może skończyć się to dla naszej bohaterki niezbyt miłym spotkaniem choćby li tylko z upierdliwymi „muchami”, niby nieszkodliwymi, ale w większej ilości naprawę niebezpiecznymi. Trzeb podkreślić, że w ogóle całe otoczenie, w którym nasza bohaterka się obraca, jest do niej nastawione raczej negatywnie. Nie mówię tu oczywiście o jej znajomych i innych „ludzkich” mieszkańcach świata Eden, którzy będą się starali pomóc szlachetnej wojowniczce w jej misji wyzwolenia świata spod kosmicznego terroru i chaosu. Julie przyjdzie odwiedzić wiele, różnorodnych lokacji i miejsc, poczynając od rozległych skalnych pieczar, przez bagna i rozlewiska, a kończąc na starożytnych budowlach, które zostały wzniesione przez przodków (prawdopodobnie) ludzi zamieszkujących planetę. Wszystkie poziomy zaprojektowane są z rozmachem i bardzo pomysłowo. Na każdym poziomie znajdują się takie elementy, miejsca (różne występy, wąskie półki, liny, poręcze itp.), gdzie należy umiejętnie wykorzystać możliwości naszej wojowniczki. Wszystkie lokacje w tej grze charakteryzuje doskonałe wykonanie graficzne. Tekstury są świetne, bardzo plastyczne i realistyczne, niektóre w wysokich rozdzielczościach i często animowane. Podobnie doskonale wykonane są wszelkie modele, czy to ludzi, potworków, czy po prostu przeróżnej maszynerii. Animacji tychże nie można nic zarzucić, a szczytem doskonałości ruchów (w tej grze) może oczywiście pochwalić się główna bohaterka, która porusza się nad wyraz realistycznie i zarazem z pełna gracją. Sterowanie na początku jest nieco uciążliwe, ale po pewnym czasie, kiedy przyzwyczaimy się do nietypowego systemu kontroli jest w porządku. Dość ciekawie rozwiązano sprawę używania broni. Julie bowiem potrafi używać na raz dwóch rodzajów uzbrojenia, trzymając różne bronie w lewej i prawej ręce. Jest to świetny pomysł i bardzo świeży. Dzięki temu można przyjąć taktykę defensywną (tarcza plus jakaś jednoręczna broń), albo ofensywną (wyposażając Julie w dwie bronie, np. dwa uzi, albo używając ciężkiej broni dwuręcznej). Sam arsenał dostępnej broni jest wręcz imponujący, a i tak wiele z jej egzemplarzy dysponuje (podobnie jak w Unreal Tournament) alternatywnym sposobem prowadzenia ognia. Daje nam to bardzo szerokie możliwości zastosowania broni – przeciwników możemy eksterminować na naprawdę wiele sposobów. Co więcej, niektórych przeciwników nie można skrzywdzić przy użyciu konkretnych broni trzeba kombinować z innymi. Czyni to grę bardziej wymagającą i ciekawą.

Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym
Recenzja Hyrule Warriors: Age of Calamity - zabiłem 75 000 potworów i dobrze mi z tym

Recenzja gry

Hyrule Warriors: Age of Calamity to nie jest być może Zelda, na którą czekaliście – to jednak naprawdę dobra gra z gatunku musou, która wyjmie wam kilkadziesiąt godzin z życia.

Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory
Recenzja gry Call of Duty: Cold War - zimna wojna i gorące wybory

Recenzja gry

Po wielkim restarcie marki Modern Warfare, odświeżenia doczekała się także seria Black Ops. Przygody Masona, Woodsa i Hudsona powracają w świetnym stylu, bo Cold War to jedna z najlepszych kampanii w historii CoD-a!

Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie
Recenzja Assassin's Creed Valhalla - to jest Asasyn, którego szukacie

Recenzja gry

Miniony tydzień był cholernie intensywny. Spędziłem go z grą AC Valhalla, u boku Eivor, dzielnej wojowniczki z Norwegii, która wraz z bandą przyjaciół wyruszyła do Anglii, żeby zbudować swój dom.