Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 19 stycznia 2007, 16:33

autor: Shuck

World of Warcraft: The Burning Crusade - recenzja gry

Krótka wersja recenzji brzmi: Blizzard, WoW, Burning Crusade – i wszystko jasne. Bardziej dociekliwych z Was zapraszam do podsłuchania nie byle jakiej rozmowy. Rozmowy o Burning Crusade.

Shuck: Koniec końców, jak się w Burning Crusade gra? Spełnia oczekiwania? Daje więcej tego samego, czy zaskakuje? A może coś, co w WoW-ie było dobre i lubiane, tu zostało zepsute?

Solnica: Do tej pory dodatki do WoW-a – te drobne, bezpłatne – oprócz jednej krainy, którą zmieniły – Silithus – skupiały się na nowych instance’ach, nowych przedmiotach. Burning Crusade to przede wszystkim dużo całkowicie nowych krain do zwiedzania.

Hellmaker: Docenić trzeba spore poczucie humoru Blizzarda, które przejawia się w wielu elementach gry. Znajdziemy, dla przykładu, w Outlandzie elfkę, blondynkę, która nazywa się Haris Pilton. Innym razem przyjdzie nam wykonać quest pt. Outland sucks.

Solnica: Istotnym jest, iż Outland zaprojektowany został z myślą o casual players. Dotychczas wysokolewelowe przedmioty spadały z trudnych do pobicia bossów – gracz musiał być w grupie 40 osób, żeby w ogóle móc marzyć o zabiciu takiego bossa, a przy tym jeszcze mieć sporo szczęścia, bo prawdopodobieństwo zdobycia takiego przedmiotu wynosiło na przykład 1%. Teraz większość tych doskonałych przedmiotów możesz kupić za punkty reputacji, a te zdobywasz bez pomocy innych graczy. Podobnie rozmiary raidów (prowadzonych na terenach Outlandu) zostały zmniejszone – z dotychczasowego ograniczenia na 40 osób do 25.

W każdej szanującej się grze RPG musi gdzieś być pentagram.

Na koniec warto wspomnieć o systemie aren, na których można walczyć dwóch na dwóch, trzech na trzech, czy pięciu na pięciu. Nieco przypomina to styl PvP z Guild Wars. Walczyć na nich można po osiągnięciu 70 poziomu, a wiąże się to ze zdobywaniem jeszcze jednego rodzaju punktów, za które można kupić niesamowite wręcz przedmioty.

Potok myśli rozpalonych ognistym dodatkiem uczesał

Borys „Shuck” Zajączkowski

PLUSY:

  • fantastyczne, różnorodne nowe krainy, razem 11 nowych map, 3 nowe miasta i 1 battleground – dużo ciekawych pomysłów na projekty nowych lokacji;
  • dwie ciekawe nowe rasy;
  • wysokolewelowe bonusy, przedmioty, umiejętności, czary – wszystko, co się wiąże z dodaniem dziesięciu poziomów doświadczenia;
  • nowe rzemiosło – jewelcraft – które pozwala tworzyć magiczne przedmioty dotychczas możliwe do zdobycia wyłącznie w walkach;
  • latające mounty;
  • poczucie humoru;
  • areny przeznaczone do walk dla mniejszych drużyn i wiążące się z nimi punkty, służące do zakupu szczególnie interesujących przedmiotów;
  • uwzględnienie oczekiwań graczy szukających mniej regularnej i czasożernej rozrywki;
  • wciąż bardzo przyzwoite wymagania sprzętowe;
  • więcej i obficiej tego wszystkiego, co uczyniło z WoW-a najpopularniejszą grę na świecie.

MINUSY:

  • obciążenie serwerów w pierwszych dniach po premierze dodatku ponownie owocuje pokazem slajdów i strasznymi lagami;
  • wylewelowanie postaci do nowego maksimum w średnio 2 tygodnie to mało, nawet jak na przyjęte przez WoW-a tempo;
  • szukanie balansu pomiędzy Hordą a Przymierzem mogło przybrać inną formę niż dodanie pierwszej paladynów a drugiemu szamanów.