Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 6 lutego 2001, 10:34

autor: Gorim

Kingdom Under Fire - recenzja gry

Pomimo upływu lat, duch Warcrafta - mega przeboju ze stajni Blizzarda, nadal drzemie w wielu dzisiejszych produktach. Jako ostatni, jego sukces postanowili powtórzyć twórcy Kingdom Under Fire. Czy się powiodło? Zapraszam do recenzji.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Rok 2000 był z pewnością przełomowy dla strategii czasu rzeczywistego. Gry takie jak: Ground Control, Dark Reign, czy choćby polski Moon Project na dobre wprowadziły RTS-y w trójwymiarową przestrzeń, otwierając przed graczem wachlarz nowych opcji. Nie chodzi wyłącznie o doznanie estetyczne, ale przede wszystkim o szereg możliwości związanych z realistycznym ujęciem terenu i wykorzystaniem jego zalet i wad w planowaniu taktycznym.

Dlatego przyszłość gatunku należy upatrywać właśnie w takim przedstawianiu świata, odchodząc od klasycznego, dwuwymiarowego widoku. Czy to oznacza definitywne rozstanie z tytułami wzorowanymi na Command&Conquer, czy Starcraftcie? Jak na razie nie, czego doskonałym przykładem jest opisywany Kingdom Under Fire.

Historia, której będziemy świadkami i uczestnikami równocześnie, przenosi nas do Bersjah, krainy rodem z powieści Tolkiena. To świat, gdzie magia nie jest obca ludziom, a elfy i krasnoludy są równie prawdziwe jak nieżyczliwy sąsiad zza miedzy.

Ponad sto lat temu krainę tę nawiedził wielki kataklizm. Ze wschodu nadeszła potężna armia ciemności, niszcząca wszystko, co stanęło na jej drodze. Legiony orków, ciemnych elfów i nieumarłych zostały powstrzymane i pokonane dopiero dzięki odwadze i zaangażowaniu siedmiu wielkich bohaterów zakonu Xok. Jednak czas szybko zabliźnia rany - ludzie zajęli się życiem codziennym, bohaterowie powiesili oręż nad kominkiem, a możni i królowie oddali się politycznym sporom. Wszyscy zapomnieli, że prawdziwe zło nigdy nie zostaje pokonane, tylko w ukryciu gromadzi siły i czeka na odpowiedni moment do odwetu. Na nieszczęście dla mieszkańców Bersjah, moment ten następuje z chwilą rozpoczęcia przez nas nowej gry...

Na samym wstępie muszę przyznać, że z niecierpliwością oczekiwałem na nadejście KUF. W informacjach prasowych i reklamówkach tytuł ten jawił się jako znakomite połączenie strategii czasu rzeczywistego z grą adventure w stylu Diablo. Kilkukrotnie odkładana premiera jeszcze bardziej zaostrzyła mój apetyt, dając nadzieję na przebój roku. W końcu przyszedł czas premiery i trzeźwego spojrzenia na całość.

Na samym początku gra daje nam możliwość wybrania jednej ze stron konfliktu. Albo poprowadzimy hordy ciemności, albo staniemy w obronie cywilizowanego świata Zachodu.

Po dokonaniu wyboru i stworzeniu własnego profilu (pozwalającego uniknąć przypadkowego zmazania save-ów przez innego gracza), możemy przejść do właściwej rozgrywki.

Nastrojowa animacja, pojawia się bohater i dynamicznie ruszamy do akcji. Już po kilku minutach przeżywamy pierwsze deja vu. To kropka w kropkę Warcraft 2. Może trochę lepszy graficznie, ale budowle, typy jednostek i sterowanie nie pozostawiają wątpliwości. Również późniejszy sposób rozbudowy naszej bazy i siły militarnej jest prawie identyczny jak u jego następcy, czyli w „Starcrafcie”. Należy jednak uczciwie przyznać, iż wykorzystanie wzoru starszych braci wyszło KUF na dobre. Prostota i przejrzystość obsługi pozwalają każdemu, nawet temu, kto nie miał wcześniej do czynienia z produktami Blizzarda, na szybkie i bezbolesne opanowanie zasad gry. Należy dodatkowo docenić mnogość skrótów klawiszowych, stanowiących nieodzowną pomoc w zarządzaniu i sterowaniu jednostkami.

Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG
Recenzja King’s Bounty 2 - gry, która próbuje wejść do pierwszej ligi gier RPG

Recenzja gry

Dobrze znane graczom King’s Bounty stało się zupełnie inną, bardziej erpegową produkcją. Czy to wyszło jej na dobre? Nie jestem pewien.

Recenzja gry Humankind - ambitny rywal Cywilizacji
Recenzja gry Humankind - ambitny rywal Cywilizacji

Recenzja gry

Czy potrzebujemy jeszcze jednej gry, takiej jak Civilization? Twórcy Humankind odpowiedzieli twierdząco i na dodatek faktycznie mieli pomysły na to, co zrobić inaczej. Wyszło lepiej?

Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine
Recenzja Gloria Victis: Siege Survival - średniowieczne This War of Mine

Recenzja gry

Na pierwszy, drugi, a nawet trzeci rzut oka, Siege Survival jest klonem This War of Mine. Grupa cywilów próbuje przetrwać w oblężonym mieście. Dalej zaczynają się różnice, które sprawiają, że nowa polska gra jest zarówno lepsza, jak i gorsza.