Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 22 listopada 2021, 14:40

autor: Michał Mańka

Najczęściej mainstream, od święta dobre indie. PC-towy beton z dodatkiem konsoli.

Battlefield 2042 - recenzja. Dla każdego coś multiplayerowego

Najnowsza produkcja studia DICE zrezygnowała z kampanii singlowej – zamiast tego zdecydowano, że gracze otrzymają więcej różnorodności w zawartości dla wielu graczy. Czy to dobry kierunek rozwoju?

Zmiany, które nie wszystkim się spodobają

Spornym punktem wśród graczy po beta-testach było porzucenie typowych klas żołnierzy na rzecz specjalistów – wzorem chociażby Rainbow Six: Siege. Na start do gry trafia ich dziesięciu i pomimo swoich indywidualnych cech wpasowują się we wcześniejsze archetypy szturmowców, inżynierów, zwiadowców i żołnierzy wsparcia. Ogromną zmianą na plus w porównaniu z zabawą w becie okazuje się większa różnorodność specjalistów wykorzystywanych przez graczy. Trend ten utrzymuje się w grze, choć są oczywiście faworyci. Często ginie się z rąk Caspera, regularnie trafiam na rozstawione przez Borysa wieżyczki, a na każdej mapie z wyższymi punktami da się zauważyć tonę latających Sundance. Oczywiście są też tacy, którzy nie przypadli do gustu graczom – jeśli już wybiera się żołnierzy wsparcia, to częściej spotkacie Falck niż Angela, a im dalej od premiery, tym rzadziej jestem skanowany przez Rao. Wielu sięga także po Paik po odblokowaniu jej na 25. poziomie, ale tutaj nie ma się co dziwić, bo jej umiejętność, będąca w zasadzie czasowym wallhackiem, jest bardzo pomocna.

Powtórzę się z jedną rzeczą – uważam, że specjaliści zostali przygotowani specjalnie z myślą o Hazard Zonie i tam sprawdzają się świetnie. Ostatecznie jednak granie nimi w standardowych trybach też nie jest bardzo bolesne, można się spokojnie przyzwyczaić do nowej formuły zabawy. Niektórzy powiedzą, że nie trzeba było poprawiać sprawdzonych rozwiązań, ale potrafię zrozumieć chęć zmodyfikowania skostniałej formuły. Teraz nie musi się to podobać każdemu, ale gdy dziś czytam na Reddicie listy elementów, których graczom brakuje w 2042, i widzę na nich rozwiązania wprowadzone w poprzednich dwóch grach z serii, które ostro krytykowano na starcie, nie pozostaje mi nic innego, jak stwierdzić: czas pokaże. Za kilka lat, przy kolejnym BF-ie, może się okazać, że specjaliści będą tym, czego gracze właśnie oczekują.

Kontrowersyjny jest system Plus, czyli specjalne menu dostępne już w trakcie rozgrywki, które pozwala na wybranie dodatków do broni. Oczywiście nie przedzieramy się przez wszystkie, gdyż najpierw z poziomu głównego menu, w ramach swojej kolekcji, ustalamy podstawowy loadout broni (czyli pierwsze sloty w menu Plus), a później dokładamy tam maksymalnie kolejne dwa z każdego rodzaju dodatków (optyka, magazynek, lufa, podwieszany element) i to właśnie pomiędzy nimi będziemy mogli przełączać się w trakcie zabawy. System wydaje się jednak przekombinowany, bo sam łapię się na tym, że w trakcie rozgrywki jedynym, co zmieniam, jest optyka. Widzę potencjalną sytuację, w której mógłbym chcieć założyć na broń tłumik. Zabawa w 2042 jest jednak na tyle dynamiczna, że brakuje mi czasu na zastanawianie się, która lufa będzie dla mnie korzystniejsza w danym momencie.

Design interfejsu i menu w grze został średnio przemyślany. Liczba ekranów, sekcji, podsekcji i innych rzeczy do klikania jest zdecydowanie zbyt duża i łatwo się w tym pogubić. Te wszystkie okna, przez jakie należy się przebić, by dotrzeć do opcji, które faktycznie chcemy znaleźć, powinny przejść konkretną przebudowę – mam nadzieję, że przygotowany na wiele lat produkt doczeka się z czasem poprawek.

Pochwalić za to muszę zmiany w samym interfejsie względem bety (już w trakcie rozgrywki) – wszystko jest bardziej przejrzyste i zgodne z obietnicami złożonymi w podsumowaniu wniosków z beta-testów. Dla mnie wystarczające usprawnienie stanowi już to, że nie strzelam co chwilę do kogoś z własnego zespołu, bo żołnierze dużo bardziej odróżniają się od siebie. Brakuje mi za to rozwiązania ze starszych Battlefieldów, gdzie po prostu spamowało się Q, by pooznaczać wszystkich w polu widzenia. Nie sądziłem również, że kiedyś to powiem, ale całe szczęście, że w grze są skórki dla postaci (choć nie ma ich znowu aż tak wiele), bo dzięki temu mecze nie wyglądają jak kompletny atak klonów.

Jeśli ktoś zapyta: „No dobra, to jaki ogólnie jest ten Battlefield?”, krótko powiem, że jest mniej więcej taki, jakiego chciałem. Rozgrywka okazuje się dynamiczna, różnica między rodzajami broni zauważalna (nawet jeśli połowa graczy biega w tej chwili z PP-29), a zestrzeliwanie helikopterów czołgiem nadal tak samo satysfakcjonujące. Podoba mi się to tempo zabawy, podoba mi się to, że po raz kolejny uczę się, jak odpowiednio kontrolować ogień i na jaki dystans jestem skuteczny z konkretnym wyposażeniem. Podobają mi się nawet umiejętności niektórych specjalistów i na ten moment wiem, że w swojej rotacji będę regularnie korzystał z trzech albo nawet czterech, w zależności od potrzeb zespołu. Uważam za to, że dopracowania wymaga jeszcze odgłos kroków – grałem w słuchawkach, kierunki wyłapywałem całkiem nieźle, ale nie da się dobrze ocenić odległości, bo brzmi to zawsze tak, jakby przeciwnik był tuż obok.

To dobry czy niedobry jest ten Battlefield?

Battlefield 2042 jest pierwszym krokiem DICE w kierunku zwiększenia liczby graczy na serwerze – i to widać. Design map, który pozostawia trochę do życzenia, czy chociażby zmiana liczby pojazdów, które można sprowadzić na pole walki (dwukrotnie większa po wnioskach z bety), wskazuje, że twórcy wciąż uczą się, jak przystosować swoją grę do takiej liczby żołnierzy w jednej rozgrywce. Dlatego też uważam, że Battlefield 2042 jest tym pierwszym krokiem, który nie będzie jeszcze doskonały i będzie cierpiał na choroby wieku dziecięcego. Ze śledzenia takich rozgrywek można jednak wyciągnąć masę danych, mam więc nadzieję, że kolejne mapy (nie te najbliższe, bo te są już zapewne prawie gotowe) okażą się bardziej przemyślane. Natomiast prawdziwy progres zauważymy prawdopodobnie dopiero w... kolejnej grze. Życzyłbym sobie jednak opcji grania na mniejszych wersjach map, gdzie jednocześnie pojawia się tylko 64 żołnierzy. No i przydałaby się jeszcze możliwość wybrania mapy, na której chcemy zagrać – w ciągu pierwszych 20 godzin zabawy na Rozłamie znalazłem się chyba tylko 2 razy.

Powyżej pojawia się sporo narzekań z mojej strony, bo i też sporo rzeczy nie działa tak, jak powinno. Występują problemy z serwerami, masa gliczy czy głupie błędy w stylu możliwości zabicia samego siebie przy wsiadaniu do czołgu. Osoby, które są z serią od dawna, wiedzą, że jest to, niestety, standard przy premierach pozycji z tego cyklu. Widać jednak, jak duża zmiana zaszła w odbiorze takich niedoróbek przez graczy – review bombing w każdym zakątku internetu jest srogi. Niech to jednak nie zniechęca Was kompletnie do 2042, bo jego fundamenty są niezwykle solidne i gdyby wszystko działało jak trzeba, ocena przy tekście byłaby zauważalnie wyższa. Niemniej na ten moment wypada powiedzieć sobie otwarcie: kilka miesięcy poprawek to to, co nas teraz czeka. Co nie zmienia faktu, że w tym czasie ja i tak będę w tę grę grał, bo mam z tego więcej frajdy niż w dwóch poprzednich odsłonach serii.

System progresu i unlocków został przygotowany nie najgorzej, bo na początku dość szybko odblokowujemy kolejne elementy, a później trzeba się już co prawda namęczyć, ale podstawowy wachlarz uzbrojenia okazuje się dość zróżnicowany. Z jednej strony nie ma zbyt wiele dostępnych typów broni, z drugiej – nim dotrzemy do opcji ich odblokowania, i tak poświęcimy trochę czasu na grę. Jestem przekonany, że wraz z kolejnymi battle passami uzbrojenia będzie więcej, do tego dojdą nowi specjaliści, więc jeśli tylko zostanie to zrealizowane w przemyślany sposób, gracze i tak powinni mieć się czym zająć.

Niektórych będzie bolał brak kampanii singlowej, ale jednego jestem pewien już teraz – przeznaczenie środków, jakie ta by pochłonęła, na tak duże rozbudowanie multiplayera na pewno wyjdzie tej odsłonie cyklu na dobre. Widać to chociażby w tym, ile różnych wariantów rozgrywki dostajemy na start. 2042 jest grą-usługą, więc już wiadomo, że w ciągu pierwszego roku wsparcia otrzymamy cztery battle passy – część zawartości będzie do odblokowania za darmo, a dodatkowo będzie można dokupić wersję płatną, by uzyskać jeszcze więcej bonusów. Nie wiem, czy jest to słuszne rozwiązanie, ale zdecydowanie wolę taki, popularny dziś sposób monetyzacji, niż to, co wcześniej zrobiono z okazji premiery Battlefronta 2.

O AUTORZE

Z serią Battlefield spędziłem zdecydowanie zbyt wiele godzin, więc przy kolejnej odsłonie zamierzam dołożyć do tej puli kilkaset kolejnych. Cieszę się, że Battlefield po tymczasowym skoku w realia historyczne powrócił do współczesności i oferuje więcej zabawy w stylu, który pamiętam z poprzednich gier.

ZASTRZEŻENIE

Grę do recenzji dostarczyła firma EA.

Michał Mańka | GRYOnline.pl