Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 19 października 2021, 11:06

autor: Patryk „PefriX” Manelski

MMOholik zagubiony w świecie fantasy. Nie pogardzi dobrą książką lub serialem.

Recenzja New World - MMO, którego potrzebowałem

New World budzi skrajne emocje, ale jedno niezaprzeczalnie robi dobrze – doskonale wykorzystuje aspekty MMO i pod tym względem deklasuje wielu rywali. Szkoda jednak, że pewne elementy kuleją, co czyni grę od Amazona niezwykle nierówną i niekompletną.

Związek Rzemiosła Aeternum

Zazwyczaj w recenzjach gier MMORPG narzekam, że gatunek odszedł od korzeni i porzucił elementy MMO na rzecz rozwiązań typowych dla trybu single player z opcjonalną kooperacją i/lub multiplayerem. W New Worldzie jest odwrotnie, to najbardziej „MMO-wate” MMORPG od kilku lat. Liczba interakcji z innymi graczami, która ma miejsce w otwartym świecie, a nie tym instancjonowanym, jest niesamowita. Problem jednak w tym, że dungeonów zwyczajnie brakuje.

Nie jestem fanem kładzenia nacisku na dungeony oraz robienia z nich głównej atrakcji gry. Nie zrozumcie mnie źle, lubię tego rodzaju aktywności, ale nie wtedy, gdy jest to jedyne, co gra oferuje. W New Worldzie sprawa wygląda odwrotnie – jest tylko sześć dungeonów, z czego dwa na maksymalnym poziomie. Trochę ubogo, zwłaszcza że przed wyruszeniem w drogę należy zabrać ze sobą klucz! Taki klucz otrzymujemy po wypełnieniu misji lub tworzymy dzięki profesji, jednak istnieje odgórny limit tygodniowy, więc zapomnijcie o nadmiernym grindzie.

Recenzja New World - MMO, którego potrzebowałem - ilustracja #1
Eksploracja to część uroku New World.

Zresztą wątpię, czy ktoś by się na coś takiego skusił, bowiem dungeony w New Worldzie nie należą do najciekawszych. Za pierwszym razem robią wrażenie, ale szybko okazuje się, że brakuje unikalnych mobów, mechaniki są nadzwyczaj proste, a wrogowie potrafią narobić problemów przez idiotyczny design New Worlda, a nie naszą nieuwagę.

Inaczej nie potrafię opisać kłopotów z „aggro”, czyli utrzymywaniem uwagi nieprzyjaciół. Nawet gdy włożymy odpowiednie kamienie do ekwipunku od prowokowania przeciwników, oni wciąż potrafią oszaleć i skoncentrować swoje ataki na losowym członku drużyny. Brakuje jasnego wskaźnika, który pozwoliłby stwierdzić, kto zaraz będzie celem.

Statystyki postaci z kolei są po prostu standardowe – nic oryginalnego. Co awans na wyższy poziom otrzymujemy garść punktów do przeznaczenia na interesujące nas cechy, które po prostu wzmacniają moc jakiejś broni. Nie ma również podziału na klasy postaci, a to właśnie posiadany oręż decyduje o naszej roli w drużynie. To akurat dobre rozwiązanie, bowiem w obrębie jednego bohatera możemy specjalizować się w różnych dziedzinach, a za opłatą również zresetować statystyki (do 20 poziomu dokonujemy tego za darmo).

Recenzja New World - MMO, którego potrzebowałem - ilustracja #2
Statystyki są podstawowe.

Za to crafting wynagrodził mi w pełni większość bolączek gry, ponieważ jest po prostu cudowny. Niemal wszystko jest tutaj do zebrania, więc moje farmerskie zapędy mogły odreagować przy gromadzeniu ziemniaków czy marchwi. Do tego dochodzi mnogość profesji i fakt, że każdą z nich da się opanować w pełni. Wystarczy wykonywać związane z danym fachem czynności, a umiejętności same wzrosną. Do tego zawody są ze sobą powiązane, więc przy okazji rozwijamy kilka z nich równocześnie.

Recenzja New World - MMO, którego potrzebowałem - ilustracja #3
A teraz doimy krówkę.

Kolejnym plusem jest to, że tworzenie rzeczy ma realne znaczenie w zabawie. W New Worldzie nie spotkamy sprzedawców z ekwipunkiem. Ten pozyskamy od przeciwników, znajdziemy w skrzyniach, otrzymamy dzięki misjom lub sami go sobie zrobimy (ewentualnie od kogoś kupimy). Taki sprzęt jest zazwyczaj lepszy oraz może zawierać dodatkowe bonusy, co jedynie zachęca do tworzenia. Zwłaszcza że część misji opiera się na craftingu, co dodatkowo motywuje, a poza tym można na tym nieźle zarobić, wystawiając nasze wyroby na aukcji!

Im dalej w las, tym mniej grzybów

Mam taki problem z New Worldem, że im dłużej gram, tym bardziej dostrzegam braki tej produkcji. Takie wrażenie odniosłem około poziomu 25–30. Poczułem, że to MMORPG w zasadzie niczego więcej już mi nie zaoferuje. Przede mną jeszcze połowa gry, a ja brałem już udział w wojnie obronnej, zwiedziłem dungeony, zaliczyłem tonę misji, nazbierałem jeszcze więcej jagódek i w zasadzie zaczęła dopadać mnie nuda.

Szczeliny okazały się zbiorową aktywnością w otwartym świecie polegającą na zabiciu grupy przeciwników z finałowym starciem z silniejszym oponentem. W PvP nabiegałem się jak głupi, w zasadzie nie mając z tego większych korzyści, poza ulepszeniem broni do wyższego poziomu. Nie śpieszyłem się, korzystając ze wszystkiego, co oferuje New World, zamiast „expić” jak najszybciej.

Recenzja New World - MMO, którego potrzebowałem - ilustracja #4
Monotonia potrafi szybko przytłoczyć w Aeternum.

W zasadzie chyba dobrze zrobiłem, bo patrząc na aktywności, które czekają na mnie na poziomie 60, nie czuję potrzeby, by łapać tego króliczka – samo gonienie mi wystarcza. Obawiam się bowiem, że jak już dotrę do celu, to okaże się, że Aeternum wcale nie ma tak wiele do zaoferowania, jak się może wydawać. Aktualna zawartość jest bowiem bardzo powtarzalna i szybko staje się zwyczajnie nużąca.

Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że mamy do czynienia z wczesnym dostępem. Amazon Games faktycznie mogło zdecydować się na kolejne przesunięcie premiery gry, aby ją doszlifować i zapewnić nieco więcej mięcha. Rozumiem, że trudno rywalizować pod względem zawartości z MMORPG, które są od lat na rynku. Niemniej to, co dostaliśmy teraz, wystarczy graczom na miesiąc, może dwa, a potem porzucą oni New Worlda, bo nie znajdą w nim nic do roboty. Chyba że zadowoli ich maksowanie broni, profesji oraz reputacji we wszystkich miastach, ale to atrakcja dla nielicznych.

Wszystko zależy zatem od tego, jakie plany mają twórcy względem swego dzieła. Jeśli szybko pojawi się aktualizacja z nowościami, moje obawy okażą się bezzasadne. W pełni liczę się z taką ewentualnością, niemniej w tym momencie Aeternum dla gracza na poziomie 35–40 nie jest już tak fascynującym miejscem i nie zapowiada się na to, by dalsza przygoda miała jakoś mocno różnić się od tego, czego już doświadczyłem.

Recenzja New World - MMO, którego potrzebowałem - ilustracja #5
Quo Vadis, New World.

Nowy Świat: Koniec gry

Poziom 60 wbity, pora więc na tzw. „endgame” – dla wielu graczy w MMORPG dopiero teraz powinna zacząć się „prawdziwa zabawa”. Tak bowiem często definiowany jest ten etap rozgrywki, a droga do niego prowadząca to jedynie wydłużony samouczek. No więc uprzedzam lojalnie, że z takim podejściem bardzo szybko się od New Worlda odbijecie.

Gra Amazon Games ma bowiem ten problem, że w tym momencie nie oferuje mnóstwa atrakcji w endgamie. Jestem przekonany, że nowości pojawią się z czasem, wraz z kolejnymi aktualizacjami, które będą uzupełniały braki. W tym momencie natomiast mamy dwa dungeony, areny z silniejszymi przeciwnikami, tzw. „inwazje” oraz „napady na posterunek”.

Recenzja New World - MMO, którego potrzebowałem - ilustracja #6
Jeden ze złoli czekających na nas w Aeternum

Dla wielu osób może okazać się to niewystarczającą liczbą rzeczy do zrobienia i słysząc o tym, zwyczajnie skreślą New Worlda ze swojej listy gier do przetestowania. Ja z kolei w zasadzie na nudę nie mogłem narzekać, bowiem sam etap rozwijania postaci i doprowadzenia jej do poziomu 60 był długą przygodą – momentami monotonną, ale ostatecznie przyjemną. Niemniej nie ukrywam, że gdy już dotarłem do celu, po tygodniu w zasadzie uczestniczyłem głównie w aktywnościach PvP. Dlaczego?

Powodem tego stanu rzeczy były niewystarczająco porywające dungeony, których mechaniki okazały się zbyt proste. Areny oraz elitarni przeciwnicy wypadają lepiej, ale i tak aktywności te sprowadzają się do walki z jednym, bardziej wymagającym rywalem. Brakuje wśród nich zróżnicowania – takich oponentów jest tylko garstka i dlatego wyzwania te szybko powszednieją.

O wiele przyjemniej bawiłem się podczas inwazji oraz napadów na posterunek. Te pierwsze to wydarzenia PvE polegające na szturmie mobów na naszą osadę. My wcielamy się w obrońców miasta i wykorzystujemy umocnienia, aby poradzić sobie z hordą, w przeciwnym wypadku nasza wioska straci część ulepszeń. Inwazje następują cyklicznie i są fantastycznym uzupełnieniem normalnie toczących się wojen między frakcjami.

Recenzja New World - MMO, którego potrzebowałem - ilustracja #7
Wojna. Wojna nigdy się nie zmienia

Napad na posterunek z kolei to rodzaj battlegrounda dla dwóch dwudziestoosobowych zespołów – jeden odpowiada za atak, drugi zaś za obronę. W tym przypadku mamy połączenie PvP i PvE, bowiem z jednej strony dwa zespoły walczą ze sobą, a z drugiej trzeba dostarczać surowce, by budować umocnienia, lub wybrać się na wycieczkę do lasu, żeby przywołać potężne wsparcie. Całość, o ile jest ciekawa i naprawdę serwuje mnóstwo zabawy, tak szybko staje się monotonna – brakuje modyfikatorów urozmaicających ten tryb, innych map oraz wydarzeń losowych.

Na koniec zostawiłem sobie specjalne misje, pozwalające na zdobycie legendarnej broni. Dla każdego typu oręża w New Worldzie występuje kilka takich zadań – z dedykowanym sprzętem o unikatowych bonusach. To w zasadzie taka minikampania fabularna, w ramach której poznajemy historię danego rynsztunku – aż szkoda, że inne questy w grze nie są tak interesujące.

Ostatecznie zatem z tym endgame’em nie jest aż tak źle, jak mogłoby się wydawać. Czuć jednak spory niedosyt i pozostaje liczyć na to, że Amazon Games wkrótce dostarczy odpowiednią porcję nowości. Nie brakuje już bowiem graczy na poziomie 60., a ci wkrótce (jeśli nie już) zaczną się nudzić i opuszczą wyspę w poszukiwaniu atrakcji w innych tytułach. Co z kolei w znaczący sposób wpłynęło na moją ostateczną ocenę New Worlda, obniżając ją.

Fundamenty położone, pora zatem na resztę

To wszystko stanowi nie najlepszą wróżbę, bowiem grę MMORPG ocenia się nie po tym, jak ta zaczyna, tylko jak kończy. Wiele produkcji oraz dodatków zapowiadało się obiecująco – i na tym poprzestało. Niemniej wierzę, że Amazon Games nie odpuści sobie New Worlda i będzie rozwijać ten tytuł. W obecnym stanie mamy ciekawą alternatywę na rynku oraz coś, czemu warto dać szansę. Zakładam, że za kilka lat świat Aeternum będzie mógł spokojnie rywalizować z takimi uniwersami jak Azeroth, Eorzea czy Tamriel. Pod warunkiem oczywiście, że gra będzie rozwijana, a społeczność się nie wykruszy.

Spędzając czas w New Worldzie, zaliczyłem niemałą huśtawkę emocjonalną. Z dziełem Amazon Games łączy mnie niestabilna relacja, w ramach której jednego dnia nienawidzę tej gry, a drugiego wyczekuję możliwości zalogowania się na serwer. Tak wiele bowiem tytuł ten oferuje, tak duży ma potencjał, że zwyczajnie trudno przejść obok niego obojętnie.

Równocześnie nie brakuje elementów niedopracowanych, które w ogóle nie powinny zadebiutować w tym stanie. O ile pozycja ta może zachwycać przez kilka pierwszych godzin, tak później traci na uroku – brakuje pewnej głębi oraz większej liczby mechanik. Są solidne fundamenty pod naprawdę dobrą grę, ale jej samej tam jeszcze nie ma. Gdyby zatem ktoś mnie zapytał: jak to jest grać w New Worlda? Dobrze? Odpowiedziałbym, że moim zdaniem to nie tak, że dobrze albo że niedobrze. Gdybym miał powiedzieć, co cenię w życiu najbardziej, odparłbym, że ludzi.

O AUTORZE

OK, prawie 70 godzin na liczniku, więc coś tam w New World pograłem. W zasadzie to przybyłem, zobaczyłem i zwyciężyłem, bo dzieło Amazon Games nie ma już dla mnie zbyt wiele do zaoferowania. Czy żałuję czasu spędzonego w Aeternum? Absolutnie nie, chociaż nie ukrywam, że powinno być przyjemniej. New World ma spore braki i o ile na gruncie MMO nie zawodzi, tak warstwa RPG leży. Dlatego twórcy muszą zabrać się do roboty i poprawiać swój produkt. Jeśli nie odpuszczą to za rok pewnie ponownie usłyszmy o New World. O ile wcześniej z niego nie zrezygnują…

ZASTRZEŻENIE

Kopię gry New World otrzymaliśmy nieodpłatnie od firmy Marchsreiter Communications.

Patryk „PefriX” Manelski | GRYOnline.pl