Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 8 października 2019, 15:17

autor: Jakub Mirowski

Miłośnik gier dla jednego gracza – niby przez lepszy klimat, ale tak naprawdę jest słaby w multi.

Recenzja Warsaw – najlepsza gra o powstaniu warszawskim nie jest dobra

Warsaw nie jest wierną kopią znacznie bardziej udanego Darkest Dungeon. Niestety, te elementy, które deweloperzy z Pixelated Milk dodali od siebie, irytują zdecydowanie częściej, niż dają jakąkolwiek frajdę.

Bryła ciemna, Warszawa

Warsaw rozgrywa się na trzech poziomach. Pierwszy z nich to kryjówka powstańców – to tam możemy rozwinąć umiejętności naszych bohaterów, przydzielić im nowy ekwipunek, pohandlować, zrekrutować nowych członków oddziału i przede wszystkim spojrzeć na mapę miasta. Warszawa jest tu podzielona na sześć dzielnic, a w każdej z „tur” (trwających po kilka dni) możemy wybrać misję mającą miejsce tylko w jednej z nich – pozostałe zostaną automatycznie oznaczone jako nieudane, co poskutkuje spadkiem morale oraz wzrostem wskaźnika wyczerpania danego sektora. Gdy pierwszy z tych parametrów zmaleje do zera, dany region skapituluje.

Recenzja gry Warsaw – powstanie warszawskie, które głównie frustruje - ilustracja #1
Jeśli akurat nie są na misji, powstańcy bezczynnie siedzą na swoich miejscach. Szkoda, że nie jest nam dane zobaczyć, jak buduje się pomiędzy nimi duch braterstwa.

Tu pojawia się pierwszy problem: niezależnie od tego, jak doskonale idzie nam wykonywanie zadań, wskaźniki morale w dzielnicach i tak nieubłaganie spadają. I to nawet w tej, w której przed chwilą wyeliminowaliśmy pięć niemieckich patroli czy zlikwidowaliśmy wyrzutnie Nebelwerfer. Doprowadza to do demobilizującej sytuacji, w której po perfekcyjnie przeprowadzonej akcji bez żadnych strat patrzymy na ekran podsumowania misji, by przekonać się, że impet powstania znowu wyhamował, Ochota, Wola i Śródmieście padły łupem hitlerowców, a morale w dzielnicy, z której właśnie wróciliśmy, zmalało o kolejne kilka punktów.

Warsaw potrafi zrazić do siebie także w dwóch następnych fazach rozgrywki. Po wybraniu zadania przenoszeni jesteśmy na mapę walczącej stolicy, gdzie próbujemy zlokalizować patrolujące ulice oddziały niemieckie, skrytki z zaopatrzeniem i interesujące zdarzenia. Mamy na to jednak mocno ograniczoną liczbę punktów akcji, jeśli więc nie trafimy od razu w pobliże kluczowego punktu, jesteśmy zmuszeni do szukania na czuja, co często kończy się tym, że nie zdążamy z wykonaniem docelowych zadań i wracamy do bazy na tarczy. Warsaw po prostu odciąga od aktywnej eksploracji mapy, sugerując raczej, by zawsze ograniczać swoje ambicje do bezpiecznego minimum.

Recenzja gry Warsaw – powstanie warszawskie, które głównie frustruje - ilustracja #2
…Przynajmniej łatwo trafić.

Pamiętaj: pewność siebie to zdradliwy i powolny zabójca

Recenzja gry Warsaw – powstanie warszawskie, które głównie frustruje - ilustracja #3

Wielu graczy narzekało na kiepski stan techniczny Warsaw, mnie jednak szczęśliwie ominęły wszelkie niedogodności. Niekiedy grze zdarzało się jedynie bardzo długo wczytywać mapę miasta, źle zaliczyła także jedno osiągnięcie – ogólnie jednak nie miałem z nią większych kłopotów. No, poza faktem, że jeszcze do niedawna tytuł ten udostępniał jedynie dwa miejsca na zapis stanu rozgrywki i nie pozwalał na ich usuwanie – ale po ostatniej łatce problem ten został wyeliminowany.

Ostatnią i najważniejszą fazą, w której spędzamy gros czasu zabawy, są potyczki z niemieckimi siłami. W przeciwieństwie do Darkest Dungeon w Warsaw nie mamy określonej kolejności, w której uderzają bohaterowie; zamiast tego otrzymujemy liczbę aktywacji, równą liczebności naszej drużyny, i po trzy punkty gotowości dla każdej postaci. Możemy więc w jednej turze trzy razy skorzystać z umiejętności żołnierza, kompletnie pomijając sanitariusza – co daje więcej możliwości taktycznych, ale i zmusza do planowania w dalszej perspektywie. Punkty gotowości odnawiają się bowiem po jednym na turę, może się zatem okazać, że w kluczowym momencie bitwy nie będziemy mogli zaatakować najsilniejszym z naszych podopiecznych.

Najważniejszym aspektem walk jest w Warsaw zarządzanie ryzykiem. Brawura to tutaj sprawdzony sposób, by odesłać swoich powstańców do kostnicy – a że śmierć jest ostateczna, pośpiech nie popłaca. Oczywiście, podobnie jak w Darkest Dungeon, dużo zależy od wyimaginowanego rzutu wirtualną kostką – może się zdarzyć, że kontrolowany przez nas bohater spudłuje przy strzale z 95-procentową szansą powodzenia lub że karabin maszynowy trafi ciosami krytycznymi trójkę naszych najlepszych postaci – ale ten element losowości nie dokucza jakoś szczególnie i przy odrobinie wprawy można zmniejszyć straty w swoich szeregach niemal do zera w trakcie całej kampanii. Warsaw jest trudne – ba, jeśli na przykład stracimy jedynego sanitariusza, to wręcz niemożliwie trudne – ale za sprawą sztucznej inteligencji, która dobiera cele i ataki na chybił trafił, zamiast bezlitośnie wykańczać najsłabsze jednostki, można sobie z tym poradzić.

Recenzja gry Warsaw – powstanie warszawskie, które głównie frustruje - ilustracja #4
Na polu bitwy znajdują się barykady, które mają chronić naszych powstańców. W rzeczywistości głównie przeszkadzają one w zajęciu odpowiedniej pozycji.

Ciekawym, choć średnio wyegzekwowanym, pomysłem okazała się kwestia amunicji. Istnieją trzy rodzaje pocisków: krótkie, długie i ciężkie, a każda broń korzysta z jednego z nich. W wersji recenzenckiej, z którą zaczynałem przygodę z Warsaw, wprowadzenie tego elementu okazało się nie do przejścia, bo naboi cały czas brakowało, a z dostaw i handlu mogliśmy wygenerować zaledwie kroplę w morzu potrzeb. Doprowadziło to m.in. do sytuacji, w której po długiej walce na placu boju po stronie przeciwnika został pojedynczy owczarek niemiecki... a ja nie mogłem go dobić, ponieważ skończyła mi się amunicja, a o czymś takim jak cios kolbą czy nożem żaden z powstańców nie słyszał. Aktualizacja premierowa z kolei przesadziła w drugą stronę – teraz nabojami jesteśmy obsypywani na każdym kroku, w związku z czym na parę dni przed końcem powstania możemy uzbierać arsenał, którym samodzielnie zdołalibyśmy przegonić Niemców z Warszawy... a pewnie i na Sowietów by coś zostało.

Recenzja gry Warsaw – powstanie warszawskie, które głównie frustruje - ilustracja #5
Po ulicach ogarniętej pożogą Warszawy najwidoczniej walały się tony amunicji do granatników.

Wycofać się!

Takie niedociągnięcia występują w niemal każdym elemencie Warsaw. Niemal – bo trudno przyczepić się do oprawy wizualnej. Rysunkowy styl wcale nie odbiera tej produkcji powagi związanej z tematyką powstania, a dzięki niemu gra jest przejrzysta i miła dla oka. Szkoda tylko, że nie pokuszono się o nieco więcej zawartości. Liczba pól bitew i wariacji przeciwników została mocno ograniczona, dokucza też dość wąski dobór bohaterów, a misjom brakuje polotu. Także wydarzeń, w których bierzemy udział – takich jak werbunek nowej postaci, akcja ratunkowa w celu uwolnienia ludzi uwięzionych w gruzach zniszczonego budynku czy rozwiązanie sporu cywilnego – jest niewiele. Już po kilku godzinach ma się wrażenie, że widzieliśmy tu niemal wszystko i rozgrywka niczym nas nie zaskoczy.

Recenzja gry Warsaw – powstanie warszawskie, które głównie frustruje - ilustracja #6
W odpowiedzi na malejące wpływy z datków Czerwony Krzyż zdecydował się na bardziej agresywne formy zdobywania funduszy.
Recenzja gry Warsaw – powstanie warszawskie, które głównie frustruje - ilustracja #7

Dotychczasowa zawartość Warsaw będzie na szczęście rozszerzana. Już na ten miesiąc zaplanowano sporo nowinek: kilka rodzajów przeciwników, broni oraz wydarzeń, dodatkową postać powstańca, ataki w zwarciu, usprawnione misje poboczne, możliwość zaskoczenia oddziału wroga... W grze pojawią się także konfigurowalne poziomy trudności, co do których mam mieszane uczucia – tytuł ten może bowiem sporo stracić, jeśli nie zaoferuje odpowiedniego wyzwania.

Recenzja gry Warsaw – powstanie warszawskie, które głównie frustruje - ilustracja #8
Zamiast znanych z Darkest Dungeon czterech pól postaci, w Warsaw jest ich aż osiem. Dzięki temu nieco łatwiej jest uniknąć ataków obszarowych naszych przeciwników.

Produkcji Pixelated Milk przydałoby się jednak parę miesięcy we wczesnym dostępie (naprawdę nie wierzę, że właśnie to napisałem), by zweryfikować pewne decyzje dotyczące rozgrywki, które w ostatecznym rozrachunku okazały się chybione. Brak angażującej historii i postaci, kulejąca sztuczna inteligencja i być może najważniejsze – poczucie, że nasze działania mają niemal zerowy wpływ na przebieg powstania – wszystko to składa się na tytuł, który zamiast sprawiać frajdę serwuje przede wszystkim frustrację. Frustrację tym bardziej dojmującą, że przecież Warsaw nie jest grą złą. Gdzieś tutaj znajdują się fundamenty dla solidnej, wymagającej strategii, która co prawda chętnie zapożycza elementy z Darkest Dungeon, ale jednocześnie nie jest bezczelnym klonem. Jednak giną one pod dziwnymi decyzjami deweloperów i w efekcie w Warsaw zamiast 63 dni chwały przeżyjecie kilkanaście godzin zobojętnienia.

O AUTORZE

Z Warsaw spędziłem około 17 godzin. W tym czasie dwa razy udało mi się dotrwać do 2 października (dojście do tego momentu zajmuje zazwyczaj około 4–5 godzin), kilkakrotnie zaś moje powstanie kończyło się przedwcześnie. Trzeba jednak zaznaczyć, że deweloperzy wyjaśniają jedynie podstawy zabawy, więc pierwsze podejścia należy poświęcić na odpowiednie zapoznanie się ze wszystkimi opcjami.

ZASTRZEŻENIE

Kopię Warsaw na PC otrzymaliśmy bezpłatnie od firmy MSL Group, obsługującej twórców gry.

Jakub Mirowski | GRYOnline.pl

TWOIM ZDANIEM

Jakie inne wydarzenie z historii Polski chciałbyś zobaczyć w grach wideo?

Wojny z Zakonem Krzyżackim
48,6%
Cud nad Wisłą
20,1%
Zdobycie Moskwy w 1610 roku
15,2%
Odsiecz wiedeńską
6%
Powstanie Listopadowe
4%
Powstanie Kościuszkowskie
2,6%
Inne (napiszę w komentarzu)
2%
Bitwę pod Cedynią
1,5%
Zobacz inne ankiety