Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Recenzja gry 7 października 2019, 15:00

autor: DM

Strzelam i jeżdżę – wirtualnie i w realu. Później o tym piszę – krytycznie lub z zachwytem.

Recenzja gry Ghost Recon: Breakpoint – przy Anthem bawiłem się lepiej

Breakpoint to nieudany, bezkształtny zlepek pomysłów ze wszystkich gier Ubisoftu. W niekończącej się powodzi wirtualnych śmieci do zbierania i kupowania, nie został nawet ślad po kultowej serii Ghost Recon.

Wycieczka po Auroi bez przewodnika

Jednym z elementów, który faktycznie uległ poprawie w stosunku do Ghost Recon: Wildlands, jest sposób przedstawiania fabuły. Nie mamy już wrażenia ciągłego powtarzania tego samego schematu w każdej prowincji. Historia rozwija się naturalnie od początku do samego końca. Jest więcej przerywników filmowych, więcej informacji o świecie gry i postaciach odgrywających tu kluczowe role. Również misje poboczne stały się o wiele bardziej złożone, z osobnym tłem fabularnym oraz bohaterami. Autorom należy się także pochwała za takie skonstruowanie wszystkich questów, by można było wykonać je bez znaczników na mapie. Każda postać czy dokument szczegółowo informuje, gdzie szukać danego miejsca, na jakie elementy krajobrazu czy kierunki zwracać uwagę, i to rzeczywiście pomaga – pod warunkiem, że chcemy spędzić z grą naprawdę dużo czasu.

Recenzja gry Ghost Recon: Breakpoint – przy Anthem bawiłem się lepiej - ilustracja #1
Wiele elementów jest tu dostępnych wyłącznie za prawdziwe pieniądze. Kupienie prawie wszystkiego ze sklepiku gry pochłonie około 2500 złotych.
Recenzja gry Ghost Recon: Breakpoint – przy Anthem bawiłem się lepiej - ilustracja #2
W Breakpoincie pojawiły się o wiele większe obszary wewnątrz budynków.

Tak jak jednak wspomniałem – to, co dobre, ma też jakieś ale. Lepszy sposób zaprezentowania fabuły nie sprawił nagle, że stała się ona ciekawa i wciągająca. Zamaskował tylko trochę fakt, że wszystkie misje są do siebie bliźniaczo podobne: wyczyść bazę, pogadaj z naukowcem, zhakuj komputer. Historia opowiadająca o przejęciu wyspy z fabryką futurystycznych dronów przez zbuntowanego eksżołnierza i jego prywatną armię okazuje się po prostu słaba i niemiłosiernie nużąca. Jeśli ktoś nie oglądał netflixowego Punishera, to nawet nie zauważy, że twórcy zatrudnili do roli głównego antagonisty aktora Jona Bernthala. Gra on typowego twardziela wygłaszającego bzdurne kazania i ociekającego testosteronem, przez co kompletnie nie różni się od kilku innych postaci z tej opowieści.

Do Breakpointa zabłąkał się również wybór zupełnie nieistotnych kwestii dialogowych, jak w Anthem, a tryb gry bez znaczników wymusił konieczność przeklikiwania się przez dziesiątki krótkich notatek i zdjęć, nazwaną trochę na wyrost „prowadzeniem śledztwa”. Wszystkie te wciśnięte na siłę elementy gry RPG, łącznie z nieodczuwalnym wzmacnianiem postaci, zupełnie nie pasują do strzelaniny z taktycznymi aspiracjami. Niepotrzebnie tylko wydłużają rozgrywkę i potęgują uczucie nudy. Podczas gry nie widać też, żeby twórcy korzystali z pomocy doradcy militarnego. Pokazujące wojnę na Bliskim Wschodzie scenki z przeszłości sugerują raczej, że było dokładnie na odwrót, a szkoda, bo tego typu porady bardzo by się scenarzystom przydały.

Płacz i płać

Mechaniki z RPG i looter shooterów byłyby być może nieco bardziej znośne, gdyby autorzy przygotowali je równie starannie jak trzy dostępne w grze sklepy. Breakpoint jeszcze przed premierą „zasłynął” za sprawą zbyt agresywnych mikrotransakcji i niestety – jest w tym sporo prawdy. Wśród dosłownie setek różnych przedmiotów do zdobycia znajdziemy sporo dostępnych wyłącznie za prawdziwe pieniądze, i to nie tylko kosmetyczne skórki, ale np. wyścigowe motocykle normalnie nieobecne w świecie gry czy licencjonowane plecaki producentów militarnego wyposażenia. Dziwna jest także polityka cenowa rzeczy do nabywania za zbieraną w grze walutę. Podczas gdy za wielki helikopter zapłacimy 40 tysięcy kredytów, niepozorne okulary kosztują 100 tysięcy.

Recenzja gry Ghost Recon: Breakpoint – przy Anthem bawiłem się lepiej - ilustracja #3
Górskie krajobrazy naprawdę mogą się podobać.
Recenzja gry Ghost Recon: Breakpoint – przy Anthem bawiłem się lepiej - ilustracja #4
Od skrzyni do skrzyni – i tak non stop, dzień w dzień, by w pełni wykorzystać granie w usługę na cały etat.

Czy Breakpoint jest grą pay-to-win?

Recenzja gry Ghost Recon: Breakpoint – przy Anthem bawiłem się lepiej - ilustracja #5

To zależy, jak na to spojrzeć. Breakpoint dzieli doświadczenie i sprzęt pomiędzy wszystkie tryby, czyli do rozgrywek multi można podejść tylko z tą bronią, którą zdobyliśmy czy odblokowaliśmy w którymś momencie zaliczania kampanii, misji dziennych czy meczów wieloosobowych. Karabiny mają wyrównywane statystki, by różnice pomiędzy nimi oraz poziomy postaci nie zaburzały balansu gry. Tak samo jest z perkami dla danej klasy.

Jeśli ktoś przystąpi do rozgrywek PvP już na samym początku, to oczywiście nie będzie mieć takiego wyboru celowników czy broni odpowiedniej dla swojego stylu gry jak osoba, która na starcie wszystko sobie kupi. Wystarczy jednak spędzić odrobinę czasu w trybach singlowych, by zebrać podstawowe wyposażenie i móc z powodzeniem radzić sobie z innymi. Według mnie o pay-to-win można więc mówić tylko w przypadku tej jednej, dość nienaturalnej sytuacji spotkania dwóch świeżych graczy ze skrajnym wyposażeniem. Przy normalnym podejściu nie ma powodów do zmartwień.

TWOIM ZDANIEM

Czy planujesz zagrać w Breakpointa?

Nie, w ogóle mnie ta gra nie interesuje
71,9%
Tak, ale w przyszłości (np. po przecenie)
17,4%
Już gram!
10%
Tak, na dniach kupię grę
0,6%
Zobacz inne ankiety