Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Publicystyka 22 października 2010, 13:11

autor: Filip „fsm” Grabski

Rocznik 84, gra w gry, często chodzi do kina, sporo czyta, serialuje, podcastuje i docenia riffy.

Opowieść post-apokaliptyczna

Jak to się stało w Waszym uniwersum? Z nieba spadł wielki kamień, niszcząc wszelkie życie, które nie zdążyło uciec do głęboko ukrytych schronów? A może Wasi naukowcy zbyt gorliwie rozszczepiali jakieś substancje powodując nieodwracalne zniszczenia?

Apokalipsa. Objawienie. Ale i koniec świata. W Piśmie Świętym opisywana jest jako potworny wstęp do Sądu Ostatecznego, na którym zostaną ocenione wszystkie ludzkie uczynki. Nasze postrzeganie rzeczywistości skutkuje pewnym określonym sposobem opisywania zagłady ludzkości. Tematyka to jednocześnie straszna i szalenie efektowna, przez co od dawna bardzo popularna. Najłatwiej przecież filtruje się własne lęki przez ubranie ich w ciekawą opowieść, w której zawsze tli się nadzieja. Takich historii powstało bez liku, również w świecie gier komputerowych. Zapraszam niniejszym na lekko fabularyzowaną wędrówkę po zniszczonej, postapokaliptycznej Ziemi, jaką często oglądamy na ekranach naszych monitorów.

Apokalipsa

Jak to się stało w Waszym uniwersum? Z nieba spadł wielki kamień, niszcząc wszelkie przejawy tego życia, które nie zdążyło uciec do głęboko ukrytych schronów? A może Wasi naukowcy zbyt gorliwie rozszczepiali jakieś substancje powodując nieodwracalne zniszczenia? Ale przecież jest tyle innych opcji. Całkiem prawdopodobne, że cała planeta została uwikłana w wielki konflikt, który zakończył się wojną nuklearną. W zagładzie mogli też maczać palce przybysze z innej planety lub śmiertelny wirus, który wymknął się spod kontroli... Jedno jest pewne: w jakimś momencie historii miał miejsce kataklizm, który obrócił w nicość większość znanego Wam świata. Minęły długie miesiące, często lata (dziesięciolecia?)... Czas odbudować cywilizację, wyjść na zewnątrz i zacząć wreszcie żyć.

Nowy wspaniały świat

Gdziekolwiek żyjecie, gdziekolwiek miała miejsce Wasza apokalipsa, teraz wychodzicie na zewnątrz, pragnąc ujrzeć nowy świat, chcąc go odbudować i na nowo zaludnić. Co się rzuca w oczy jako pierwsze? Kolor żółty i jego wariacje. Taki odcień ma wszystko – od nieba przez horyzont po ruiny budowli i wraki pojazdów. Wydawałoby się, że rzeczywistość powinna mieć ciekawsze i bardziej zróżnicowane barwy, ale poza nielicznymi wyjątkami tu i ówdzie dominuje brudna żółć.

Na obszarze całej naszej jednokolorowej planety w każdym możliwym uniwersum istnieją enklawy zajmujące się różnymi działaniami. Jakoś w końcu trzeba funkcjonować. Gdzieś są ludzie siedzący w tunelach metra, bojący pojawić się na powierzchni. Inna wersja odrodzenia po końcu świata cofnęła ludzkość do średniowiecza. Gdzie indziej z kolei wszyscy starają się jak mogą, by odtworzyć to, co istniało przez kataklizmem. Powstają nowe osady, odbudowywane są drogi, naprawiane samochody. Istnieje handel, prawo (w takiej czy innej formie), rozrywka... A rozrywka w tych niewesołych dla nas czasach to rzecz kluczowa. Jedni uprawiają hazard, inni zajmują się wyścigami, kolejni próbują szukać wartościowych rzeczy do sprzedania, a jeszcze inni stawiają na staroświecką walkę. Bo na pewno wiecie, że walczyć jest z czym. Promieniowanie (albo wirus, albo kosmici) wywarli potężny wpływ na lokalną faunę oraz na tych, którzy się nie schowali. Nowe formy życia grasują po pustkowiach, starając się przeżyć (choć większość uważa, że wszelkie przejawy mutacji trzeba tępić w momencie, gdy padnie na nie wzmocniony optycznym celownikiem wzrok). Jak więc żyjemy?