Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Publicystyka 30 lipca 2009, 13:24

autor: Lans Tartare

Te złe gry i ta zła pornografia

Gry i filmy erotyczne na konsolach i pecetach stale budzą kontrowersje. Tymczasem wirtualna pornografia to doskonały przykład wielkiego konfliktu interesów.

Pomyślmy chwilę. Co się lepiej sprzedaje niż gry wideo? Jaki wytwór służący rozrywce generuje miliardowe dochody? Spójrzmy na wyniki sprzedaży. Odpowiedź jest prosta. Pornografia. Co zatem dostaniemy z połączenia pornografii i gier wideo? Pewny dochód.

Gry wideo o zabarwieniu erotycznym to fakt. Główny nurt, słynne pozycje unikają tematu seksu lub zadowalają się półśrodkami, co jednak nie przeszkodziło zaistnieć całej branży gier erotycznych. Producenci dużych i głośnych tytułów unikają dosłownego potraktowania tematu cielesności. Wystarczy przypomnieć sobie subtelne sceny z Wiedźmina czy Mass Effect, które i tak starano się rozdmuchać, zupełnie nie zwracając uwagi na przedział wiekowy i docelową grupę odbiorców tych gier. Nie można również zapomnieć o zabawnej cenzurze z GTA czy grotesce znanej z serii God of War, przeznaczonej dla dorosłych graczy, gdzie sceny seksu przedstawiono w postaci ocenzurowanej minigry. Zarazem te przykłady świetnie obrazują hipokryzję, jaka panuje w środowisku odbiorców i komentatorów gier wideo.

Słynna scena z Mass Effect.

Bo w grze można zabić. W grze można kraść. W grze można mordować i palić. Jednak nie można zazwyczaj pokazać nagiego ciała. Podczas gdy stosunkowo niewiele brutalnych gier wywołało poważniejsze kontrowersje, tak tytuły znane z pierwszych stron gazet trafiają pod oko głodnych sensacji dziennikarzy choćby z powodu jednego nieocenzurowanego sutka. Czy gry słusznie doczekały się takiego niepoważnego traktowania – ciężko oceniać. Każdy powinien sam rozpatrzyć, czy elektroniczna rozrywka stała się medium takim samym jak książka, film lub komiks. Pomimo takiego spłycania tej formy, warto pamiętać, że porno już dawno temu przedostało się do gier wideo.

Nie ma sensu wspominać zamierzchłej historii tego typu gier (pozycja o kowboju gwałcącym Indiankę) czy słynnego moda Hot Coffe lub rzekomego kodu Nude Raider, mającego rozebrać Larę Croft. W artykule interesuje nas; jak wygląda to dzisiaj, jak reagują media oraz być może – jaka szykuje się nagonka na podobne pozycje. Nie ma to być naukowe opracowanie tematu godnego książki, a jego delikatne nakreślenie. Należy dodać, że ta część artykułu dotyczy rynku światowego, stąd dla przejrzystości musiałem poczynić pewne uproszczenia.