Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Publicystyka 18 września 2008, 12:15

autor: Shinobix

Po dwu stronach młota, czyli oblicza Warhammera

Witajcie w świecie, gdzie chaos drąży serca ludzi i innych ras, a pomiędzy dobrem i złem są jeszcze dziesiątki odcieni szarości. Witajcie w świecie Warhammera.

Wyobraźmy sobie świat przypominający XV wieczną Europę. Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego uproszczone do Cesarstwa, rządzonego przez cesarza i jego potężnych wasali – elektorów. Niderlandy skupione w dużym porcie zwanym Marienburgiem, a Francję zamienioną na Bretonię, kraj błędnych i pyszałkowatych rycerzy. Jeśli rzucimy okiem na południe, zauważymy, że zachodnie rubieże starego świata to Estalia, odpowiednik Hiszpanii, zaś południowe to Tilea – do złudzenia przypominająca średniowieczną Italię. Krainy te oprócz ludzi zamieszkują krasnoludy, elfy, niziołki i wiele innych mniej lub bardziej przyjaznych stworzeń. Religia kłóci się z nauką, a fanatyczni wyznawcy rozmaitych bóstw przelewają krew innowierców... od czasu do czasu wybuchają wojny, powstania, klęski głodu, epidemie. Jednym słowem idylla. Wszystko to pewnie dusiłoby się po wieki we własnym sosie, gdyby nie fatum zalegające nad owymi krainami. Przyczajone na dalekiej północy siły Chaosu tylko czekają, by w odpowiednim momencie zatopić je w morzu zniszczenia. Witajcie w świecie, gdzie Chaos drąży serca ludzi i innych ras, a pomiędzy dobrem i złem są jeszcze dziesiątki odcieni szarości. Witajcie w świecie Warhammera.

To akurat jest zwykły młot, nie Młot.

Sukces Warhammera i związanych z tą marką uniwersów nie wziął się z powietrza. Złożyła się na niego praca wielu ludzi, którzy przez lata wkładali weń swój talent. Wszystko zaczęło się w połowie lat 70 w Wielkiej Brytanii, gdy Jack Peake, Ian Livingstone i Steve Jackson postanowili stworzyć Games Workshop, firmę zajmującą się produkcją innowacyjnych gier planszowych. Wychowani na komiksach Marvela, literaturze science-fiction i Tolkienie, uwielbiali też gry strategiczne reprezentowane wówczas głównie przez produkcje nawiązujące do II wojny światowej. Jak z nieba spadł im wtedy system Dungeons & Dragons, pierwsza w świecie gra fabularna, którą Games Workshop zaczęło wydawać w Wielkiej Brytanii. Ze Stanów Zjednoczonych nadeszła moda na smoki i potwory, a Games Workshop rozwijało się coraz szybciej i szybciej.

Nie gry fabularne były jednak najważniejszym projektem tej firmy. Pod koniec lat 70 założyła ona oddział produkujący metalowe figurki do gier wojennych i fabularnych. Citadel Miniatures, mimo że ściśle powiązana z firmą-matką, wraz z upływem lat zaczęła zyskiwać na znaczeniu. Stało się tak po części dlatego, że Livingstone i Jackson (Peak opuścił firmę w 1976 r.) skupili się na pisaniu gier książkowych, które szybko stały się bestsellerami. Firmę odkupił zarządzający wówczas oddziałem Citadel Miniatures Brian Ansell i właśnie od tego momentu rozpoczęła się historia Bitewnego Młota.