Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Publicystyka 5 kwietnia 2006, 11:47

autor: Gienia

Była sobie gra...

Współczesne gry trójwymiarowe liczą sobie 10 lat, gry obdarzone 'dostrzegalną' grafiką ze 20. Pierwsze, w które dało się tak naprawdę grać mają ponad 30 lat. A co było wcześniej, co doprowadziło do powstania gier w ogóle?

Pierwszy automat z grą video okazał się klapą, bo gra była za trudna. Pierwsza konsola do gier powstała w laboratorium wojskowym. Twórca drugiej w historii gry, o tym, że jest pionierem nowej gałęzi przemysłu, dowiedział się 20 lat później. Autor pierwszej gry, nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że stworzył coś nowego. W takich bólach rodził się przemysł, którego historia ma już ponad 50 lat, a obroty sięgają dzisiaj 24 miliardów dolarów.

Oczywiste jest stwierdzenie, że gry video nie mogły zaistnieć, dopóki nie powstały komputery. Ale i to nie wystarczyło. Pierwsze elektryczne maszyny liczące komunikowały się z użytkownikiem głównie przy pomocy kart perforowanych. Jakoś trudno mi wyobrazić sobie rozgrywkę przy użyciu takowych. Naukowcy w latach 40 nie przebijali mnie w tym względzie inwencją i nie tworzyli gier na amerykańskiego ENIAC-a czy angielskiego Colosussa.

Pierwszy komputer wyposażony w monitor rozpoczął pracę 6 maja 1949 r. na University of Cambridge. Przy okazji EDSAC był też pierwszą maszyną, która dała się symbolicznie programować. Początkowo nikt nie myślał, żeby wykorzystywać go do pisania gierek, jednak 3 lata później, na tej właśnie maszynie, uruchomiono pierwszy program, który od biedy można nazwać grą komputerową. Jego autorem był młody doktorant – A.S. Douglas. Swoją pracę doktorską pisał na temat możliwej interakcji między człowiekiem a maszyną. Dla zobrazowania własnych przemyśleń napisał w asemblerze, a konkretnie jego odmianie zwanej Initial Orders, prosty program umożliwiający grę w kółko i krzyżyk. (Prostota jest rzeczą względną. Maniaków odsyłam do http://www.adit.co.uk/html/edsac_source.html). Gierka nie była zbyt skomplikowana. Na początku, na monitorze o „porażającej” rozdzielczości 16x35 punktów (pikselami bym tego nie nazwał), komputer rysował planszę. Potem gracz decydował o tym, kto rozpoczyna rozgrywkę i już można było na długie godziny zapomnieć o bożym świecie. Żeby było jeszcze ciekawiej, EDSAC nie miał klawiatury. Do wyboru pola, na którym chciano postawić znaczek, służyła najzwyklejsza tarcza telefoniczna. I to właściwie wszystko, co o tej grze można napisać. Pojęcia nie mam, ile osób w nią zagrało. Pewne jest natomiast, że umarła ona wraz z rozmontowaniem swojej macierzystej maszyny. Najciekawszy jest chyba jednak fakt, że sam A.S. Douglas raczej nie zdawał sobie sprawy, że stworzył coś odkrywczego i chociaż to nie jemu przypisuje się ojcostwo pierwszej gry komputerowej, to nie ulega wątpliwości, że zasłużył sobie na miejsce w tej dosyć specyficznej alei chwały.

Wspaniała maszyneria EDSAC (w tle widoczne monitory CRT).

Kolejny bohater naszej historii również nie wykazał się spostrzegawczością. O tym, że stworzył jedną z pierwszych gier komputerowych dowiedział się jakieś dwadzieścia lat po fakcie. 13 marca 1981 roku Brookhaven Bulletin, wewnątrzzakładowa gazeta Brookhaven National Laboratory, opisała historię jednego z pracowników spekulując, że być może należy uważać go za pomysłodawcę i twórcę pierwszej gry video. Chodziło o Williama Higinbothama. Otóż w 1958 roku BNL, jako rządowe laboratorium, będące pod kuratelą Departamentu Energii USA, organizowało dni otwarte. Wspomniany naukowiec stwierdził, że fajnie byłoby ożywić ciut laboratorium, a przede wszystkim pokazać zwiedzającym, że olbrzymia kasa wydawana na badania, może zaprocentować czymś użytecznym dla zwykłego śmiertelnika.