Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Grand Theft Auto: The Trilogy - The Definitive Edition Newsletter

Newsletter 13 listopada 2021, 14:44

autor: Krystian Smoszna

Fan black metalu i szeroko rozumianych gier akcji. Kocha Dooma miłością prawdziwą.

Rockstar przycyberpunkował - GTA The Trilogy to jeden wielki chaos

Nie czekałem na ten remaster, ale gdy został zapowiedziany, uznałem, że i tak go kupię. Niestety, był to błąd, bo jedna z moich ulubionych firm postanowiła „przycyberpunkować", wydając niedokończony produkt w pełnej cenie.

Restauracja serwująca odgrzewane kotlety działa w branży elektronicznej rozrywki od lat i nikogo specjalnie już nie dziwi, że karta dań ciągle poszerza się o nowe pozycje. Wydawcy do perfekcji opanowali sztukę grania na sentymencie, dlatego właśnie z taką łatwością raz jeszcze kupujemy to, co doskonale znamy, mając nadzieję, że przy ponownym kontakcie odkurzymy jedynie te dobre wspomnienia. Niestety, nierzadko w takich sytuacjach zostajemy brutalnie sprowadzeni na ziemię. Bywa, że sami jesteśmy sobie winni, bo istniejące w naszych głowach wyobrażenie o danym produkcie nie pokrywa się ze stanem faktycznym, zwłaszcza po latach, kiedy dawne rozwiązania wydają się toporne, a grafika archaiczna. Zbyt często jednak zdarza się tak, że zwyczajnie nie „dowożą” ci, którzy odpowiadają za przygotowanie remastera, i z takim właśnie przypadkiem mamy do czynienia przy Grand Theft Auto: The Trilogy.

Wśród fanów serii GTA, którzy od wczoraj eksploatują odświeżone gry wchodzące w skład tzw. trylogii 3D, można wyróżnić dwa podejścia. Jedni bagatelizują niedoskonałości i po prostu cieszą się tym, że na popularnych obecnie platformach mogą powrócić do klasyki i raz jeszcze przeżyć doskonale znane przygody gangsterów. Po drugiej stronie barykady znajdują się ci, którym aktualna kondycja remasterów zdecydowanie nie odpowiada i punktują firmę Grove Street Games za wszystkie niedoróbki. Ja sam przez pewien czas byłem rozdarty pomiędzy tymi dwoma obozami, bo przecież świetnie się bawiłem, wspinając się wraz z Tommym po kolejnych szczeblach przestępczej drabiny, ale z drugiej strony byłem zażenowany tym, co momentami „podziwiam” na ekranie. Teraz, czyli po kilkunastu godzinach sesji z Vice City i San Andreas, kotłują się już we mnie wyłącznie negatywne emocje.

Największym sukcesem deweloperów jest to, że wszystkie trzy gry działają i powinno dać się je ukończyć. Powinno, bo pewności tutaj nie mam, biorąc pod uwagę błąd, którego doświadczyłem w Vice City. Podczas ratowania Lance’a na wysypisku śmieci ten nie chciał się ruszyć z krzesła, przez co misja zawsze kończyła się porażką. Po kilku nieudanych próbach okazało się, że gra nie działa poprawnie tylko wtedy, jeśli wznawiamy rozgrywkę od checkpointu – wystarczyło więc załadować „sejw” sprzed godziny, przebić się przez kilka zadań aż do wysypiska i wreszcie wszystko potoczyło się zgodnie z planem. Wachlowanie zapisami okazało się zresztą przydatne potem w kilku innych momentach, bo bohaterowie niezależni lubią zapadać się pod ziemię albo robić to, czego scenariusz nie przewiduje. Da się przeżyć, ale ile bluzgów poleciało w eter, to moje.

Najbardziej drażni mnie jednak ogólna kondycja techniczna produktu. Na Reddicie krąży już sporo relacji o kiepskim działaniu gry, nie tylko na konsolach (tego akurat doświadczyłem sam), ale również na pecetach, gdzie najmocniejsze karty na rynku potrafią się zakrztusić w GTA. Posiadacze komputerów mają zresztą przesrane po całości, bo zaraz po premierze Rockstar rozpoczął przerwę techniczną, która z krótkimi wyjątkami trwa do tej pory (piątek, 13:40). Chciałem z ciekawości sprawdzić trylogię na blaszaku, ale nie jestem w stanie jej ściągnąć, bo launcher nie łączy się z serwerem. Nad stylem graficznym, wyglądem modeli i wiążącymi się z nimi błędami nawet nie będę się pochylać, bo po sieci krąży już tyle przykładów, że pewnie każdy miał je okazję zobaczyć i wyrobić sobie zdanie.

Po krótkiej jeszcze przygodzie z remasterem trylogii mam podejrzenie graniczące z pewnością, że Rockstar „cyberpunkował”, czyli kompletnie zignorował widoczne gołym okiem babole, wychodząc z założenia, że jakoś to będzie. Termin premiery po raz kolejny wygrał z ogólną kondycją pakietu, więc bez skrupułów wydano grę, której powinno dać się jeszcze sporo czasu na mniejsze lub większe szlify. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, w pogoni za kasą zabrakło zdrowego rozsądku, bo naprawdę nie trzeba umieć wróżyć z fusów, żeby przewidzieć, jak takie podejście zostanie przyjęte przez fanów.

Firma plącze się nawet w ogólnej komunikacji, bo oficjalnie zaprezentowana lista skasowanych utworów z radia zawiera piosenki, które w grze można usłyszeć, a zapowiadanego wcześniej terminu premiery (czwartek, 16:00) nie udało się dotrzymać, bo nikt nie zorientował się, że w PlayStation Store produkty cyfrowe domyślnie debiutują o północy. Mówiąc krótko, jeden wielki burdel, po którym złe wrażenie będzie zacierane przez mityczne, zapowiedziane już zresztą łaty. Fantastycznie, ale dlaczego za 270 złotych?

ZAPISZ SIĘ DO NEWSLETTERA

Ten tekst powstał z myślą o naszym newsletterze. Jeśli Ci się spodobał i chcesz otrzymywać kolejne felietony przed wszystkimi, zapisz się do newslettera.

Krystian Smoszna

TWOIM ZDANIEM

Będziecie grać w te remastery GTA?

Nie, dziękuję...
85%
A, dam szansę...
15%
Zobacz inne ankiety
Grand Theft Auto: The Trilogy - The Definitive Edition

Grand Theft Auto: The Trilogy - The Definitive Edition

Nie zdziwcie się, jak Cyberpunk 2077 zostanie… grą roku
Nie zdziwcie się, jak Cyberpunk 2077 zostanie… grą roku

Miesiąc z malutkim hakiem dzieli nas od kolejnej, ósmej już gali The Game Awards, która pretenduje do miana growych Oscarów. Ze względu na specyficzne zasady głosowania szanse na statuetkę dla najlepszej gry roku ma Cyberpunk 2077.