Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Publicystyka

Publicystyka 28 stycznia 2020, 16:12

autor: Patryk „PefriX” Manelski

MMOholik zagubiony w świecie fantasy. Nie pogardzi dobrą książką lub serialem.

Granie w Battle for Azeroth przypomina odrabianie pracy domowej

15 lat na rynku i siedem dodatków później – World of Warcraft wciąż króluje, ale to już nie jest ten sam władca, jakiego znaliśmy. Dzisiaj przypomina giganta na glinianych nogach, a Battle for Azeroth udowadnia, że coś niedobrego dzieje się u Blizzarda.

Jestem fanem World of Warcraft. Muszę to zaznaczyć na samym początku, chociaż równocześnie podkreślam, że dla mnie największy okres świetności króla MMORPG przypadał na czasy The Burning Crusade. Wrath of the Lich King nie jest moim ulubionym dodatkiem, chociaż udanie łączy przystępność dla niedzielnych graczy z wymagającą więcej czasu i uwagi zawartością dla całej reszty.

Przeżyłem Cataclysm, dobrze bawiłem się w Mists of Pandaria, które urzekło mnie klimatem, oraz – praktycznie jak każdy – pomarudziłem na garnizon w Warlords of Draenor. No i na twist fabularny, bowiem zabawa z alternatywną rzeczywistością zdecydowanie nie wyszła WoW-owi na dobre. Na szczęście ponownie zakochałem się w grze dzięki Legionowi, który był po prostu udany. A Battle for Azeroth? O tym dodatku najchętniej bym zapomniał.

Nierówny ten dodatek jak Podhale

Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że ostatnie rozszerzenie okazało się jakoś okrutnie tragiczne. Nie, zwyczajnie stanowi kolejny dowód na to, że coś niedobrego dzieje się w szeregach Blizzarda. Zazwyczaj z dystansem podchodziłem do informacji o wpływie Activision na firmę, ale coraz trudniej idzie mi ignorowanie ponurej rzeczywistości. Pewną nadzieję na lepsze jutro przyniosła aktualizacja 8.2 do Battle for Azeroth. Miała wprowadzić sporo zawartości i generalnie rzecz biorąc, naprawić dodatek. Zapowiadało się zatem dobrze, a jak wyszło?

Wracamy do Uldum, ale uważajcie, gdzie lecicie!

O tym, jak mocno wspomniane rozszerzenie było średnie i jak bardzo potrzebowało porządnej aktualizacji, przeczytacie w mojej recenzji. Azerite Gear, które miało być sporą nowością w Battle for Azeroth, zostało zepchnięte na drugi tor – bonusy w ekwipunku nie są już związane z poziomem naszyjnika Heart of Azeroth, więc całość sprowadza się do zdobywania konkretnego sprzętu, z pasującymi do naszej specjalizacji atrybutami.

Sam amulet wzbogacony został o esencje, pozyskiwane na różne sposoby. Te z rajdów, dungeonów na poziomie Mythic+ czy ekspedycji na wyspy oraz PvP to całkiem angażująca sprawa. Szkoda, że inne, np. zgarnianie przez grind reputacji dla frakcji, to kiepska atrakcja. Zwłaszcza że w Battle for Azeroth grindu nie brakowało, i to takiego ograniczonego czasowo. Czym innym jest bowiem pozwolenie graczom na poświęcenie dowolnej ilości czasu, by móc przyśpieszyć proces zdobywania punktów reputacji, a czym innym limitowanie jej dziennego przyrostu konkretną liczbą zadań.

Seria zadań wprowadzających była niepotrzebnie długa.

Sztuczne przedłużanie zawartości to chyba najlepsze podsumowanie tego dodatku i wydawać by się mogło, że Blizzard zdaje sobie sprawę z niskiej atrakcyjności takiego rozwiązania. Aktualizacja 8.3 udowadnia, że może i tak jest w rzeczywistości, ale najwidoczniej deweloperzy nie zamierzają nic z tym zrobić.

Aktualizacja 8.3, czyli dobre pomysły oraz słabe wykonanie

Tutaj trzeba podkreślić, że patch 8.3, czyli Visions of N’Zoth, to finałowa zawartość Battle for Azeroth. Nie dostaniemy już niczego więcej, poza hotfixami. Pozostaje zatem czekanie na nadchodzący dodatek Shadowlands oraz pre-patch, który posłuży za wprowadzenie do nowej przygody. Oznacza to, że przez przynajmniej pół roku jesteśmy skazani na to, co oferuje aktualizacja 8.3, która jest zwyczajnie mierna.

TO JUŻ JEST KONIEC, NIE MA JUŻ NIC

N’Zoth został pokonany. Jesteśmy czempionem Azeroth, rany planety zasklepiono, a świat ponownie uratowano. Horda z Przymierzem, wyniszczone wojną, postanowiły zawiesić broń, a Sylvanas okazała się kolejnym złym warchiefem – w rozszerzeniu Shadowlands mamy ujrzeć efekty jej knowań oraz konszachtów z jeszcze groźniejszymi siłami. Co jednak z nocnymi elfami, które zostały przetrzebione? Co z Tyrande oraz jej poplecznikami, wzmocnionymi mocą Elune? Co z samym azerytem, który był niesamowicie potężnym surowcem? Wreszcie, co z wielkim mieczem, cały czas wbitym w Silithus?

O tym dowiemy się w następnym odcinku telenoweli zatytułowanej World of Warcraft. Niestety, w ramach Battle for Azeroth Blizzard poruszył ogromną liczbę wątków i zaangażował tłum ważnych postaci. Azshara uciekła, pojawił się Wrathion, który miał swoje pięć minut, powrócił Thrall, kolejny przedwieczny bóg został pokonany, nawet Ny’alothę udało się zniszczyć. Pozostaje mieć nadzieję, że finał ostatniego dodatku, czyli aktualizacja Visions of N’Zoth, jest dokładnie tym, co sugeruje tytuł – jedynie wizją, majakiem N’Zotha, bowiem w innym przypadku należałoby pogodzić się z faktem, że dostaliśmy okrutnie zmarnowany scenariusz i niesamowicie słaby koniec przeciwnika, który mógł być kimś więcej niż tylko zbiorem macek i oczu.

W ramach Visions of N’Zoth przychodzi nam powalczyć z samym przedwiecznym bogiem oraz zmierzyć się z jego knowaniami. Wojna pomiędzy Przymierzem a Hordą została zawieszona, więc standardowo, trzeba się zjednoczyć w ramach walki z większym złem. Walki, która jest nieznośnie nudna, bowiem sprowadza się do codziennego odwiedzania Vale of Eternal Blossoms oraz Uldum. Te miejsca wybrał sobie N’Zoth do dokonania inwazji. Powracamy zatem na stare śmieci, które w ramach assaults zostały odpowiednio „upiększone” – jest mrocznie, nie brakuje macek oraz wszystkowidzących oczu.

W Battle for Azeroth pełno jest macek. I oczu.

Problem w tym, że zabawa sprowadza się do tego samego! Zamiast world questów mamy inwazje, czyli to samo, ale inaczej nazwane, bowiem wciąż otrzymujemy garść codziennych zadań do wykonania na konkretnym obszarze. W ten sposób zdobywamy reputację dla jednej z dwóch frakcji oraz walutę. Reputacji potrzebujemy do nowych esencji do Heart of Azeroth, a waluty do uczestniczenia w nowej atrakcji, czyli Horrific Visions.

Ten ostatni element to najfajniejsza część Battle for Azeroth oraz pewna zapowiedź tego, co dostaniemy w Shadowlands, czyli Torghast, the Tower of the Damned. Horrific Visions to taka okrojona wersja, służąca w głównej mierze ulepszaniu legendarnego płaszcza, który otrzymujemy w aktualizacji 8.3. Musimy go używać, bowiem daje odporność na korupcję, fantastyczne statystyki oraz jest wymagany w nowym rajdzie. Ulepszanie go również okazuje się obligatoryjne, więc czy się to komuś podoba, czy nie, w Horrific Visions musi uczestniczyć.

TWOIM ZDANIEM

Kiedyś to było? Czy WoW kiedyś był lepszy?

Tak
92,2%
Nie
7,8%
Zobacz inne ankiety
World of Warcraft

World of Warcraft

World of Warcraft: Battle for Azeroth

World of Warcraft: Battle for Azeroth

Żerowanie na sentymencie czy ukłon w stronę graczy? WoW Classic nadciąga
Żerowanie na sentymencie czy ukłon w stronę graczy? WoW Classic nadciąga

Choć zapowiedź World of Warcraft Classic spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem nie możemy nie zadać pytania, czy okrojona z wielu ułatwień i zawartości wersja MMORP-Ga nie okaże się ostatecznie niewypałem?

Historia Azeroth w pigułce, czyli wprowadzenie do World of Warcraft: Warlords of Draenor
Historia Azeroth w pigułce, czyli wprowadzenie do World of Warcraft: Warlords of Draenor

Żelazna Horda ruszyła do ataku 13 listopada wraz z premierą najnowszego dodatku do World of Warcraft: Warlords of Draenor. Najwyższy czas odświeżyć swoją wiedzę o uniwersum Warcrafta i przypomnieć sobie, kto jest kim w legendarnej sadze Blizzarda!