Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Filmy i seriale 12 lutego 2020, 14:58

autor: Nina Wum

Tłumaczy z angielskiego, czasem bloguje. Lubi trochę tandetne rzeczy. Ulubiony film: Predator.

Uważajcie, 365 dni to zły film na walentynki

Zarówno 365 dni Blanki Lipińskiej jak i 50 twarzy Greya to szkodniki. Jeśli chcieliście sobie nimi urozmaicić okolice walentynek, to zaraz dowiecie się, dlaczego to zły pomysł.

Co jest z tym nie tak?

Ależ Nino, mógłby ktoś powiedzieć. Przyjmij tubkę maści na ból części zadnich. To tylko taka bajka. Życie jest ciężkie. Niech sobie kobieciny pofantazjują o byciu zniewoloną przez ponętnego ponuraka milionera/mafiosa (no, jakąś tam szychę), co będzie z nimi uprawiać poziome tango w rozkosznej scenerii jachtów, drogich butików i słonecznych wysp. Może to i głupie, ale co w tym złego?

Śpieszę wyjaśnić.

Zarówno 50 twarzy Greya, jak i dzieło pani Lipińskiej sprzedaje się tak dobrze właśnie dlatego, że oferuje czytelniczkom odskocznię od ponurej rzeczywistości. To eskapizm w stanie czystym. Nie będziesz musiała pracować ani się niczym przejmować. Facet zapewni ci luksusy, o których dotąd czytywałaś w kolejce u fryzjera, w tych lakierowanych pisemkach. A przy okazji – uwolni od zahamowań, co pozwoli ci otworzyć się na swoją dotąd stłamszoną prozą życia seksualność, wolną i dziką… i tu zaczyna się problem.

Wiecie, z tą kobiecą seksualnością to nie jest tak, że ona nie istnieje, dopóki nie pojawi się jakiś chłop i nie zrobi „pstryk”.

Dorosła kobieta nie jest czystą kartką, na której dowolny typ może sobie napisać, co mu się żywnie spodoba. A przynajmniej nie bez przykrych konsekwencji. Seksualność człowieka (i mężczyzny, i kobiety) to złożony proces, który trwa. Aby mógł przebiegać prawidłowo, konieczna jest przestrzeń do wyrażania swoich preferencji i wątpliwości. Niezbędna jest atmosfera bezpieczeństwa i poszanowania czyichś osobniczych granic. Prawo do powiedzenia „nie”. Bo jeśli ktoś jest zbyt stłamszony psychicznie, by wyrazić to „nie” – to jaką wartość będzie miało jego „tak”? Tego w obu książkach zabrakło.

Anastazja wcale nie marzyła o byciu chłostaną przez swojego milionera. Interesowały ją miłość, czułość oraz jak najbardziej tradycyjny, waniliowy związek. Milioner zaś wcale nie potrzebował ulegającej mu we wszystkim kochanki, tylko terapii. Odstawiał focha za fochem jak nabzdyczony pięciolatek, a ona chodziła wokół niego na paluszkach, hołubiąc w naiwnym sercu nadzieję, iż jej uczucie go uleczy. Jeśli to nie jest opis patologii, to nie wiem, co nim jest.

Laura z 365 dni dostała od porywacza propozycję nie do odrzucenia: jeśli nie zakocha się w nim w tytułowym terminie, to Massimo łaskawie puści ją wolno. Na miejscu bohaterki naostrzyłabym widelec świśnięty podczas wystawnego obiadu i trzymała go zawsze w rękawie. Ale mocą autorskiego chciejstwa branka mafiosa socjopaty doznaje na jego punkcie srogiego sztokholmiaka. No i seks, seks jest taki cudowny.

Tymczasem w prawdziwym świecie seks bywa cudowny nie tylko wtedy, gdy jedno z jego uczestników nie ma w tej kwestii za wiele do powiedzenia. Zaryzykowałabym tezę, że szczególnie nie wtedy.

To mój największy zarzut zarówno w stosunku do przygód pana Greya, jak i Laury z Massimem. Obie historyjki kokietują szeroką publiczność ekscytującym powabem klimatów BDSM. Hasło „dominacja i uległość” zapewne budzi w przeciętnym zjadaczu romansów miłe mrowienie pod czaszką – i o to chodziło. Tymczasem te sprawy w rzeczywistości wyglądają kompletnie inaczej, niż to przedstawiono w obu książkach.

Ludzie, którzy uprawiają niszowe praktyki seksualne, należą do najbardziej uczulonych na kwestię jednoznacznej, entuzjastycznie wyrażonej zgody. Seksualny sadyzm nie oznacza bynajmniej bycia brutalnym socjopatą; czyjeś upodobania łóżkowe nie przekładają się wcale na jego codziennie funkcjonowanie w społeczeństwie.

Typowa sesja BDSM zawsze zaczyna się mało seksownie: od rozmowy o tym, czego obie strony oczekują, czego chętnie by spróbowały, a czego robić na pewno nie będą. Strona uległa ma tu zdanie decydujące, bo to na jej organizmie testowane będą te wszystkie atrakcje. Dominujący, który nie potrafi tego uszanować albo próbuje zmieniać ustalenia w trakcie – to marny dominujący, który nie zasługuje na kolejną szansę.

Cała frajda z bycia związanym, bitym czy poddawanym innym nietypowym praktykom erotycznym wynika właśnie z tego, że oto w atmosferze komfortu i bezpieczeństwa możemy przekraczać granice, które wydawały się wyryte w kamieniu. Ale na własnych zasadach.

Dominujący ma przede wszystkim za zadanie dbać o komfort strony uległej. To odpowiedzialna rola, która nie ma nic wspólnego z egoistycznym pójściem na żywioł. Zaryzykowałabym tezę, że niewielu ludzi się do niej nadaje. Ale też i nie każdy musi.

BDSM bywa przygodą, która dodaje życiu barw i otwiera ludzi na zupełnie nowe doznania. Tymczasem autorka przygód Greya przedstawia sadystyczne skłonności bohatera jako efekt krzywd doznanych w dzieciństwie, chorobę, z której oddanie Anastazji ma go „uleczyć”. No i tak się w końcu dzieje.

Blanka Lipińska chyba w ogóle nie zastanawiała się nad tak subtelnymi kwestiami; jej Massimo jest samolubnym, apodyktycznym bubkiem, bo... może. Bo autorka lubi taki styl komunikacji między mężczyzną a kobietą, czemu niejednokrotnie dawała wyraz w wywiadach.

Lubić wolno zasadniczo wszystko poza tym, co nie figuruje w kodeksie karnym.

Szkopuł w tym, że dzieło Lipińskiej śle w eter wyjątkowo nieciekawy przekaz na temat kobiecej seksualności. Wygląda to mniej więcej tak: możesz sobie pozwolić na ostry, beztroski seks, ale tylko wtedy, jeśli ktoś cię do niego przymusi. Skrępuje, ubezwłasnowolni, zastraszy, zgnoi. Tylko wtedy to jest w porządku! Jest to odrażająco wsteczna koncepcja, przeciwko której protestuję.

Świat niszowych zabaw z bólem i uległością zasługuje w popkulturze na lepszych reprezentantów niż Grey czy Massimo. Natura nie znosi próżni, wydawcy także – zatem wszystko jeszcze przed nami.

Nina Wum

TWOIM ZDANIEM

Kto jest bardziej toksyczny?

92,3%
Massimo
7,7%
Christian Grey
Zobacz inne ankiety
Dziś walentynki – 13 przystojniaków z gier, których zabrałybyśmy na randkę
Dziś walentynki – 13 przystojniaków z gier, których zabrałybyśmy na randkę

Nadeszły walentynki. Sklepy już od tygodni są pełne serduszek, misiów i czekoladek, kwiatki podrożały, a w planach na wieczór bynajmniej nie ma dziś grania. O nie, dziś jest czas na randkę.