Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać

Rain of Reflections Felietony

Felietony 20 stycznia 2020, 15:36

autor: Draug

Gracz, fantasta, bibliotekarz. Entuzjasta dobrych opowieści, intensywnych strzelanin i samochodówek.

Świetna gra, której nikt nie zna – Rain of Reflections to przygodówkowy XCOM

Gdybym miał wskazać jedną tylko grę z 2019 roku, która zasługuje na Waszą uwagę, a została przegapiona przez cały świat, byłoby to Rain of Reflections. Co zacz? Wyobraźcie sobie XCOM-a jako cyberpunkową przygodówkę a la Detroit. Niedorzeczne? Sprawdźcie.

Zanim zacznę opowiadać o Rain of Reflections i się rozgadam – mała prezentacja wideo. Skoro już mniej więcej wiecie, z czym to się je, przeczytawszy tytuł tekstu i zajawkę, obejrzyjcie zwiastun gry (bo obraz wart jest więcej niż tysiąc słów, czy jakoś tak):

Niektórzy z Was pewnie zwrócili uwagę, że aktorzy głosowi wypadają trochę drętwo, a animacje postaci mogłyby wyglądać bardziej naturalnie. Zgoda. Weźcie jednak poprawkę na skalę tego przedsięwzięcia. Stoi za nim niezależne szwedzkie studio Lionbite Games, w którym pracuje raptem osiem osób, a Rain of Reflections jest sprzedawane na Steamie za jedyne 35,99 zł (właściwie to cena za pierwszy z trzech zaplanowanych rozdziałów gry – każdy z nich opowiada w dużej mierze samodzielną historię, nie tak jak typowe epizodyczne przygodówki). Obejrzyjcie zwiastun jeszcze raz, mając te liczby na względzie.

Uprzedzając pytanie, które zadacie jako pierwsze – nie, gra niestety nie jest dostępna w polskiej wersji językowej.

Ujmę sprawę tak: jeszcze nigdy nie miałem do czynienia z „indykiem”, który wywołałby u mnie równie silne złudzenie obcowania z pozycją AAA. Decydują o tym głównie detale. Schludnie zaprojektowany i pełen ruchomych elementów interfejs, pełne udźwiękowienie każdego aspektu gry (nawet e-maile są czytane przez aktorów głosowych) czy wetknięte tu i tam cieszące oko efekty wizualne – takie drobnostki zebrane razem potrafią stworzyć iluzję tytułu, za którym stoi wielki zespół, a nie 8-osobowa grupa pasjonatów. Choć tak naprawdę największe znaczenie w warstwie graficznej mają oczywiście dopracowane obiekty 3D i technika motion capture użyta do animowania postaci.

Przygodówka i strategia w jednym stały domu...

A o czym to właściwie jest?

Akcja Rain of Reflections toczy się w dystopicznej wizji względnie niedalekiej przyszłości. Nasza cywilizacja osiągnęła bardzo wysoki poziom rozwoju technologicznego, ale teraz znalazła się na krawędzi zagłady. Wszystko z prozaicznego powodu – jałowości, która dotknęła całą ludzkość.

Główną bohaterką pierwszego rozdziału gry jest Wilona – pani naukowiec pracująca w laboratorium prowadzącym rozpaczliwe poszukiwania remedium na bezpłodność. Poznajemy ją, gdy dokonuje trudnego wyboru. Decyduje się na sabotaż własnych badań, targana wątpliwościami co do ich moralnych podstaw. Kluczem do uratowania ludzi przed wyginięciem uczyniono bowiem eksperymenty genetyczne z udziałem ostatniego „prawdziwego” dziecka na Ziemi. Wilona zamierza je uwolnić – a gracz ma dopomóc w tym bohaterce. Tylko czy w tym planie na pewno nie ma już miejsca na ani jedno ziarno wątpliwości? Zwłaszcza jeśli protagonistce stanie na drodze jej własna rodzina?

Rain of Reflections to:
  1. cyberpunkowy klimat z pogranicza Deus Ex i Blade Runnera;
  2. filmowa reżyseria na miarę Detroit: Become Human;
  3. przygodówkowa eksploracja rodem z gier point-and-click;
  4. taktyczne konfrontacje skradankowo-bitewne niczym w XCOM-ie;
  5. hakerskie łamigłówki nasuwające skojarzenia z Deus Ex.

Ale, ale – nie zebrałem Was tutaj, by ględzić o grafice. Nie ze względu na nią powinniście zwrócić uwagę na Rain of Reflections. Prawdziwym powodem jest przynależność gatunkowa tej gry... która nieomal przyprawiła mnie o ból głowy, gdy przyszło mi ją jednoznacznie ustalić na potrzeby naszej encyklopedii. Przez długi czas RoR było podpięte pod kategorię RPG (taki obraz wyłaniał się z zapowiedzi) – ale koniec końców okazało się, że to nie jest RPG, a przynajmniej nie w tradycyjnym rozumieniu. Nie ma tu questów, rozwoju postaci ani zarządzania ekwipunkiem. Są tylko wybory moralne, które wpleciono w liniowo przedstawioną historię i eksplorację lokacji rodem z przygodówek point-and-click. Tylko i aż.

Easter eggi zawsze w cenie.
Prawie jak Blade Runner.

Owa eksploracja sama w sobie nie kryje żadnych niespotykanych rozwiązań, ale sprawia przyjemność, bo odbywa się w klimatycznych lokacjach. Od wnętrz majestatycznego apartamentowca dla wyższych sfer po podtopioną dzielnicę biedoty – przekrój miejsc do zwiedzenia jest szeroki, a każde z nich zostało dopieszczone i cieszy oko. Eksplorację uzupełniają minigry logiczne, które reprezentują hakerskie zdolności Wilony. Zostały porządnie opracowane, więc można przy nich trochę rozruszać szare komórki. Do tego występują w trzech różnych odmianach – to gwarantuje nawet większą różnorodność zabawy w hakowanie niż w ostatnich grach z serii Deus Ex.

Rain of Reflections

Rain of Reflections