Polecamy Recenzje Przed premierą Publicystyka Warto zagrać
Publicystyka 10 września 2019, 15:03

autor: Adam Bełda

Wielbiciel dobrej fabuły i drzewek rozwoju. Po ciężkim dniu też mięsistych headshotów.

Dlaczego świat Cyberpunka 2077 jest przestarzały, ale to nie ma znaczenia

CD Projekt RED tworzy grę o przyszłości na podstawie wizji sprzed 30 lat. Czy to oznacza, że będziemy patrzeć na Cyberpunka 2077 z politowaniem? Niekoniecznie, bo w wielu kwestiach Mike Pondsmith wcale się nie mylił.

Cyberpunkowy romantyzm

Istnieje jeszcze druga warstwa futurystycznego świata przedstawionego, którą można uznać za solidnie przestarzałą – stylistyka. Kiedy mamy już opracowany rdzeń danego uniwersum, pomysł, na którym opierać się będą poszczególne wątki opowiadanych w nim historii, i nakreśloną z grubsza linię czasową, przychodzi pora na wypełnianie tych szkieletów treścią. Malowanie bezbarwnych przestrzeni czarną farbą i pokrywanie ich neonowymi wzorami.

Tak, od strony wizualnej cyberpunk często igra z kiczem, świadomie nawiązując do festyniarskiej wizji przyszłości z lat 80. i 90. Zderzenie jaskrawych świateł z zadymionymi tłami, wnętrzami podejrzanych klubów nocnych czy wiecznej ulewy w Night City potrafi spowodować w dzisiejszym odbiorcy dysonans poznawczy. Nie ma on bowiem do czynienia ani z popularnym dzisiaj minimalizmem material designu, ani z subtelnym budowaniem nastroju wyalienowania, znanym chociażby z Blade Runnera, ani z radosną eksplozją kolorów w przywołujących punkowe skojarzenia Borderlands czy Rage’u 2. Zamiast tego dostaje nieco nieprzystający do współczesności miks tego wszystkiego.

Stonowana kolorystyka, nastrojowe miasto i Harrison Ford? To wymysł Ridleya Scotta. Przed filmem Blade Runner był w Polsce przedstawiany znacznie bardziej swojsko. - 2019-09-10
Stonowana kolorystyka, nastrojowe miasto i Harrison Ford? To wymysł Ridleya Scotta. Przed filmem Blade Runner był w Polsce przedstawiany znacznie bardziej swojsko.

I owszem, jest to stylistyka przestarzała. Ale na tej samej zasadzie powiedzieć można, że jońskie kolumny czy gotyckie katedry również są przestarzałe – mało kto pokusiłby się o zbudowanie podobnego gmachu w 2019 roku. A jeśli już – byłoby to świadome nawiązanie. Tak samo jest i tutaj – Cyberpunk 2077 stanowi w pewnym sensie nostalgiczną podróż do epoki, w której internet dopiero raczkował, a korporacje nie były jeszcze panami świata. Jest odświeżeniem stylu, którego czas już przeminął. A jak wie każdy cyberpunk – styl jest zawsze ponad istotą.

Tamte lata to nie tylko wesoły kicz mięśniaków na VHS-ach, ale i dość znaczący zwrot w popkulturze, widoczny szczególnie na rynku amerykańskich komiksów. Wydane w 1986 roku Watchmen Alana Moore’a i Powrót Mrocznego Rycerza Franka Millera pokazywały, że jest spore zapotrzebowanie na dzieła bardziej mroczne, bardziej poważnie traktujące odbiorcę, czerpiące pełnymi garściami ze stylistyki noir i zimnowojennej paranoi. Zapoczątkowało to tak zwaną mroczną erę komiksu superbohaterskiego.

CO MA BATMAN DO CYBERPUNKU?

Batman pojawił się tu nie bez powodu – Mroczny Rycerz miał swoją bardzo ciepło przyjętą cyberpunkową inkarnację. Powstała pod koniec lat 90. kreskówka Batman Beyond opowiada o nastolatku Terrym McGinnisie – jego los przez przypadek związany zostaje z losem podstarzałego Bruce’a Wayne’a, który dawno już odwiesił pelerynę na hak z powodu problemów z sercem. Chłopak staje się więc nowym Batmanem, mierząc się z problemami cyberpunkowego miasta przyszłości. Pomysł okazał się na tyle dobry, że trafił do komiksów, co zaowocowało kilkoma seriami i włączeniem postaci do kanonu.

Konkurencja oczywiście nie spała – Marvel wypuścił całą serię, również kanonicznych, komiksów osadzonych w cyberpunkowych realiach roku 2099. Szczególnie warty uwagi jest Miguel O’Hara, Spider-Man z tamtego okresu.

Część autorów z tego nurtu doskonale rozumiała nihilizm i obsesję przemijania, jakimi Miller i Moore uwiedli tysiące czytelników – dzięki nim powstawały dzieła wybitne, na niespotykaną dotąd skalę zagłębiające się w psychikę postaci i poruszające trudne tematy. Echa tego okresu pojawiają się zresztą w popkulturze aż do dzisiaj, a neonoir to prawdopodobnie gatunek wciąż najbardziej wpływowy, przynajmniej w tej masowej części dorobku naszej cywilizacji.

Inni jednak „mrok” zrozumieli... inaczej. Bardziej groteskowo. Tworząc potworki, których dzisiaj momentami nie da się oglądać. Artyści tacy jak Rob Liefeld czy Todd McFarlane nadali komiksom z lat 90. charakterystyczny, rażący współczesne oczy styl wizualny – absurdalną muskulaturę, absurdalnie wielkie spluwy, wszędzie kolce, krew, ogień, czaszki i karykaturalnie atrakcyjni bohaterowie (co ciekawe, w tej kwestii akurat panowało swoiste równouprawnienie – uprzedmiotowiane były zarówno postacie męskie, jak i kobiece, chociaż te drugie, oczywiście, z większym pietyzmem).

Fabuły też okazywały się zwykle pretekstem do rozwałki i pseudofilozoficznych rozważań nad mrokiem w sercach wszystkich ludzi. Przykładem może być Maximum Carnage, crossover kręcący się wokół Spider-Mana i symbiontów, opowiadający o tym, jak traumatyczne przeżycia Cletusa Kasady’ego sprawiły, że jego głównym hobby stało się szlachtowanie ludzi. Oczywiście poza kadrem, żeby komiks jednak mógł być sprzedawany nastolatkom.

Kapitan Ameryka w wersji nineties. Autor: Rob Liefeld, Człowiek, Który Nie Umiał Rysować Stóp. - 2019-09-10
Kapitan Ameryka w wersji nineties. Autor: Rob Liefeld, Człowiek, Który Nie Umiał Rysować Stóp.

MODA 2077

CD Projekt na potrzeby swego dzieła stworzył historię mody. W świecie gry nastąpiły po sobie kolejne okresy. Najpierw był prosty i utylitarny entropizm, który wynikał z głębokiego kryzysu ekonomicznego. Gdy sytuacja zaczęła się poprawiać, pojawił się radosny i kolorowy kicz, po którym przyszedł neomilitaryzm. W tej modzie dominował praktyczny luksus, linie proste i surowe kolory. Wszystko to, by podkreślić rosnącą władzę korporacji. Ostatni przyszedł neokicz, styl retro, ukochany przez bogaczy, czerpiący, ile się da, z natury. Zwierzęce wzory, drewno, futra, pióra, wszystko, co kojarzy się z ginącą przyrodą, w roku 2077 oznacza szyk i wysokie ceny na metkach.

Dodajmy, że świat, jaki zobaczymy w grze, ma być swego rodzaju miksem tych czterech stylów, bo przecież każda moda pozostawia po sobie ślad.

Cyberpunk 2020 dość sprawnie lawirował pomiędzy dojrzałym mrokiem a czystą przesadą. Z jednej strony nie bał się poruszać poważnych tematów i robił to inteligentnie oraz z wyczuciem – z wrażliwością podchodził do kwestii nierówności społecznych, zagubienia człowieka w gąszczu technologii i sprzecznych ideologii czy niepewności związanej z życiem w dynamicznie zmieniającym się świecie. Z drugiej jednak za dewizę postawił sobie „poza jest wszystkim” i „styl ponad istotą”, dość jasno pokazując, że do tych wszystkich ciekawych elementów trzeba się dokopać, bo ukryte są pod ogromną warstwą kolorowego lukru. Tutaj też wszystko miało być wielkie, ekstremalne i przesadzone. Miasta? Gdzie tam zwykłe aglomeracje – niech będą gigantyczne! Korporacje? Moralnie szare? Precz, niech będą demoniczne, złe do szpiku kości! Przemoc? Na każdym rogu, ale nie zwykłe strzelanie, tylko rozrywanie się na strzępy wybuchowymi pociskami i cyberszponami!

Ale czy to faktycznie aż tak razi? Czy rzeczywiście chcielibyśmy grać w grę, w której przykładny pracownik korporacji chodzi do pracy, a street kid żebrze pod sklepem o puszkę piwa i konserwę krakowskiej? Oczywiście przesadzam. Dzisiaj przecież też tworzy się gry akcji, osadzone w „mrocznej przyszłości”, epatujące przemocą i z niejednoznacznymi wyborami moralnymi. Ale robi się to inaczej. W bardziej stonowany sposób. Albo w bardziej radosny, bezpretensjonalny.

I o ile wierzę, że Cyberpunk 2077 znacznie uwspółcześni stylistykę, tak z pewnością nie pozbawi jej tych na pozór niepasujących do siebie elementów. Bo to właśnie one tworzyły ów specyficzny klimat, który znalazł swoją niszę i mimo problemów przetrwał do dziś. Tylko dzięki temu sklejonemu z anachronizmów i celowych uproszczeń romantyzmowi będziemy mogli czuć wiatr we włosach, pędząc na cybermotocyklu uliczkami Night City. Tylko dzięki niemu muzyka Silverhanda o twarzy Keanu i głosie wokalisty zespołu Refused ma taką moc. I wreszcie – tylko dzięki niemu możemy tak nienawidzić złych korporacji i marzyć, aby móc w końcu stanąć z nimi do walki o wolność. A wszystko to, kiedy siedzimy sobie w bezpiecznym, ocieplanym biurze jednej z nich, z gwarantowanym pakietem benefitów i wypłatą pozwalającą na w miarę wygodne życie.

Adam Bełda

TWOIM ZDANIEM

Możesz mieć cybernetyczną rękę, silniejszą od prawdziwej. Bierzesz?

62,4%
Tak
37,6%
Nie
Zobacz inne ankiety
Cyberpunk 2077

Cyberpunk 2077

Świat Cyberpunka 2020 – przewodnik po uniwersum gry Cyberpunk 2077
Świat Cyberpunka 2020 – przewodnik po uniwersum gry Cyberpunk 2077

Podobnie jak w przypadku Wiedźmina, także i w przypadku Cyberpunka 2077 CD Projekt RED opiera się na bogatym materiale źródłowym kultowej marki. Warto go poznać, jeśli chcecie lepiej zrozumieć, czym będzie nowa polska superprodukcja.