Forum

Persecuted ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

30.04.2017 12:20
Persecuted
60
7.0

Warto zacząć od początku :).

https://www.youtube.com/watch?v=znOieSu_PRI

29.04.2017 08:07
Persecuted
60

U mnie Game Studio Tycoon 2 nadal kosztuje 14,99.

28.04.2017 21:16
Persecuted
60

Mam przeczucie, że gra od strony rozgrywki będzie najwyżej średnia, ale akurat artystycznie nie ma się do czego przyczepić. Ich wizja piekła jest chyba najlepszą jaką stworzono na potrzeby gry czy filmu (do tej pory przyznawałem ten tytuł Constantinowi z Keanu Reevsem) i już choćby z tego powodu warto dać jej szansę.

28.04.2017 13:50
odpowiedz
Persecuted
60

Dobrze, że Sapek nie ma pojęcia o grach. Wtedy miałby jeszcze większy ból d**py i powody do zazdrości, uświadomiwszy sobie, że REDZi pod wieloma względami byli w stanie mu dorównać, tworząc elementy wiedźmińskiego świata w niczym nieodbiegające od oryginału. Widać to głównie na płaszczyźnie dialogów, potworów i autorskich postaci jak np. Roche, Kalkstein, Letho czy Iorweth (tak ten ostatni się u Sapka pojawia, ale tylko z imienia). Foltesta czy Henselta z kart książek w ogóle nawet nie pamiętam (może tyle, że Foltest był przystojny) i to właśnie CDP nadał im osobowość i charakter. To co w książkach było tylko nazwą czy imieniem, w grze nierzadko zyskało własny wygląd i podmiotowość.

AS pewnie o tym nawet nie wie. Może to i lepiej.

26.04.2017 13:42
Persecuted
60

Nie liczyłbym na to. Singlowe gry AAA ogólnie są w odwrocie (zbyt wysokie koszty produkcji i marketingu), a praktycznie ostatnią ostoją tego segmentu, są właśnie sandboxy. Zapewniają relatywnie sporo dobrej zabawy, a ich tworzenie jest znacznie łatwiejsze od "normalnej" gry, bo sporo opiera się na powtarzaniu tego samego, po wielokroć skopiowanego. Nie jest to może sytuacja idealna, ale ja mimo wszystko wolę takie sandboxy niż sieciówki na modłę For Honor, Battlefront czy The Division.

Jedyna nadzieja jest chyba w odrodzeniu gier AA, które pod wieloma względami przypominają AAA, ale jednak czuć w nich pewne cięcia budżetowe i większą umowność pewnych elementów (np. Nioh, Vampyr, Greedfall czy The Surge).

Może Ubi pójdzie tą drogą?

post wyedytowany przez Persecuted 2017-04-26 13:44:34
26.04.2017 13:33
Persecuted
60

Zgadzam się z elathir. Akurat ataki DDos do szczególnie zaawansowanych nie należą. Owszem trzeba wiedzieć co się robi, ale nie jest to specjalnie skomplikowane.

Kiedyś napisałem podobny, choć bardzo prymitywny programik (brat chciał wytestować napisane przez siebie zabezpieczenie serwera przed DDoSami), a nie jestem nawet programistą, tylko samoukiem i amatorem.

26.04.2017 13:25
2
Persecuted
60

@Damian1539

No i? Przecież za nią zapłacił i miał do tego prawo.

Zwłaszcza że w tym wypadku ataki nie były niczym uzasadnione i uderzyły przede wszystkim w uczciwych użytkowników.

A w dzisiejszych czasach znalezienie wolnego czasu na swoje pasje nie jest zbyt łatwe, więc tym bardziej te komplikacje były bolesne.

26.04.2017 11:32
7
Persecuted
60

Dokładnie. Nie wygra i nie powinien wygrać. Nie dlatego, że po drugiej stronie jest korporacja, ale dlatego, że jest zwykłym szkodnikiem.

26.04.2017 11:30
2
odpowiedz
Persecuted
60

Skoro krawaciarze z Vivendi byli w stanie zmienić na gorsze nawet takiego Blizzarda, to i z Francuzami sobie niestety poradzą ;(.

23.04.2017 10:21
12
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
60

Dziwne zachowanie. Gdyby chcieli przekonwertować całą grę, wtedy bym ich ruch zrozumiał, ale samą mapę? Wytłumaczenia widzę dwa:

1. Rockstar sam szykuje wersje PCtową (mało prawdopodobne).
2. Jak zwykle do głosu doszła banda korpo-skur***li, która we wszystkim widzi zagrożenie dla swoich interesów. Bo na pewno jakiś gracz zrezygnuje z zakupu RDR czy RDR 2 dlatego, że pograł sobie w moda udostępniającego mapę z jedynki. To taki sam poziom absurdu jak w przypadku Nintendo, które banuje na YT filmiki prezentujące ich gry. Nawet, jeżeli są to filmiki ociekające pochwałami i zachwytami (jak choćby ostatnia Zelda). No chyba, że youtuber podzieli się z nimi zyskiem.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-04-23 10:24:23
22.04.2017 10:29
Persecuted
60

To własnie trochę zabawne, ale w moim przypadku częściej się zdarza, że nie mogę pograć w starszy tytuł niewymagający żadnej platformy cyfrowej, niż w nowsze tytuły ze Steam czy Origin. Raz skaszaniła mi się płyta (była stara i porysowana), innym razem na drodze stanął brak kompatybilności ze współczesnymi systemami (Kozacy 2), jeszcze innym miałem problemy z Games for Windows Live...

Steam, Origin czy Uplay też mogą zostać wyłączone właściwie w każdej chwili, więc jakieś ryzyko istnieje. Niemniej moim zdaniem jest to tak samo prawdopodobne jak fakt, że terroryści wysadzą wszystkie elektrownie i zabraknie prądu (co też pozbawi mnie dostępu do moich gier), albo Amerykanie zdetonują nad Polską bombę EMP i cała elektronika sczeźnie. Ich zaleta jest natomiast taka, że wszystko - przynajmniej teoretycznie - ma działać. Ma być spatchowane i kompatybilne z nowymi komputerami (bez szukania nieoficjalnych łatek czy modów).

Sam lubię edycje pudełkowe, jednak kupuję je bardziej jako kolekcjoner. Dlatego też cieszy mnie, że w środku poza płytką, czeka na mnie także kod do platformy cyfrowej.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-04-22 10:35:21
18.04.2017 21:16
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
60

Fabuła w tej serii nigdy najwyższych lotów nie była, ale jednak jakieś tam znaczenie miała. Jej jeszcze większe uszczuplenie przywodzi na myśl Ghost Recon Wildlands, Far Cry 4 czy Mafię 3, co niestety jest dosyć niepokojące.

Teoretycznie dobra rozgrywka jest w stanie - przynajmniej dla mnie - zamaskować fabularne braki (tak było u mnie chociażby w przypadku Mad Maxa czy serii Arkham) ale tutaj mamy do czynienia z grą Ubisoftu, czyli może być bardzo różnie. Francuzi raz na jakiś czas mają przebłyski i potrafią wręcz wytyczać nowe standardy (nie da się przecież zanegować faktu, że elementy Assassyna znajdziemy dziś chyba w każdym liczącym się sandboxie). Niestety ostatni Wildlands nie odzwierciedla zapewnień Ubisoftu o zupełnie nowym podejściu do projektowania otwartego świata.

Nadzieja w tym, że Wildlands zaczęto tworzyć jeszcze przed nowym Assassynem (a więc może jeszcze nie załapał się na "nową politykę"), oraz w fakcie, że za Empire odpowiada studio, które wcześniej stworzyło najlepszą odsłonę w całej serii - Black Flag.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-04-18 21:17:40
18.04.2017 18:06
1
odpowiedz
Persecuted
60

@alchemiakr

Bo nic nie smakuje tak dobrze, jak zostanie paladynem w lśniącej zbroi, który kilka godzin wcześniej zbierał rzepę na polu (Gothic 2) albo gotował gulasz dla ubogich (Risen). We współczesnych cRPGach trochę brakuje mi właśnie tej przyziemności. Przychodzi taki gołodupiec (nasz protagonista) do pierwszej lepszej wioski i na twarz dostaje zadania w stylu: uratuj naszą wioskę przed bandytami, zabij smoka, ocal króla itp. Moim zdaniem powinno się zaczynać od błahostek (nawet z pozoru nudnych), bo to dobrze wpisuje się w rozwój postaci i budowanie własnej legendy.
Fajnie zostać kimś, gdy zaczynało się od bycia nikim. Ten moment pod koniec gry, kiedy wyciągało się miecz w Starym Obozie, a wcześniej zarozumiali i agresywni strażnicy traktujący Bezimiennego jak śmiecia, z trwogą w głosie prosili go, by schował oręż i nie robił im krzywdy - bezcenny.

17.04.2017 15:37
9
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
60

Czy drożenie gier jest podyktowane tylko i wyłączne wyrównywaniem cen? Mam wrażenie, że niekoniecznie.

Zauważcie, że w wielu przypadkach ceny gier w dolarach, euro i funtach są identyczne i dla tytułów AAA wynoszą zazwyczaj 60. Ma to sens o tyle, że nawet pomimo różnicy w realnej sile tych walut, możemy uznać, że ich siła nabywcza jest mniej więcej porównywalna. Innymi słowy, wydać dla Niemca 1 euro, to jak dla Brytyjczyka wydać 1 funt, a dla Amerykanina 1 dolara (widać to chociażby po cenach podstawowych produktów jak chleb, mleko, masło czy bilet komunikacji miejskiej).

Niestety wyrównywanie do tych modelowych 60 ma miejsce tylko wtedy, gdy równanie następuje w górę i wydawca może zgarnąć więcej. W drugą stronę to niestety nie działa. Przecież siła nabywcza złotówki nie różni się specjalnie od siły nabywczej walut wymienionych powyżej, więc zgodnie z tą logiką, gry powinny u nas kosztować 60 złotych. My jednak płacimy 5x więcej.

Czyli kiedy wydawca może na tym zyskać, równa ceny w górę do 60, przyjmując parytet siły nabywczej. Gdyby jednak miał na tym stracić, automatycznie przeskakuje na przelicznik zgodny z kursem dolara. Sprytne.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-04-17 15:40:19
17.04.2017 15:16
-2
Persecuted
60

Okradać? Bo twórca nie ma prawa zażądać za swoje dzieło tyle ile zechce?

12.04.2017 11:40
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

@CyberTron

Akurat w tym wypadku pre-order niczego nie zmieni. Zamówienie przedpremierowe jest o tyle złe, że kupuje się kota w worku i nie wiadomo na jakim poziomie będzie stała gra. Tutaj wiadomo właściwie wszystko. Wiadomo, że całość będzie w dniu premiery mocno okrojona, wiadomo, że połowa zawartości będzie sprzedawana w DLC (za które przyjdzie zapłacić kolejne 60 dolarów) itd. Niemniej, jeżeli ktoś jest tego świadomy i mu to nie przeszkadza, to czemu miałby nie zamówić pre-ordera? Przecież to wygląda tak samo od lat, a sprzedaż Battlefieldów i Battlefrontów wcale tragiczna nie jest.

No i pamiętaj o fanach single'a. Oni też spokojnie mogą kupić, bo ich żadne DLC nie interesują (co chyba, że fabularne, ale DICE takich nie robi).

10.04.2017 13:27
Persecuted
60

@Anomandaris

Nikt REDom nie każe robić "oklepanego fantasy". Mogą wrócić do słowiańszczyzny (tym razem na własną rękę, bez wiedźmińskich ograniczeń), albo wykreować coś własnego, czerpiąc z różnych źródeł (jak chociażby prawie kompletnie nieznanej w zachodnim kręgu kulturowym, mitologii Bliskiego i Dalekiego Wschodu, Indii czy Afryki).

@Grave

Moim zdaniem jednak kilka razy się noga twórcom Wiedźmina powinęła... Mniejsze gafy można wybaczyć, ale słabo zbalansowany otwarty świat (mam na myśli loot, rozmieszczenie przeciwników i zadań) czy kompletnie zepsuty system zdobywania doświadczenia (na modłę MMO), już nie bardzo.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-04-10 13:29:42
09.04.2017 15:34
odpowiedz
Persecuted
60
10

Dla mnie to gra kwietnia, która dziwnym trafem nawet nie trafiła na GOLową listę najciekawszych premier tego miesiąca...

Polecam edycję kolekcjonerską, bo to fajny zestaw w dobrej cenie.

09.04.2017 15:26
odpowiedz
Persecuted
60
9.0

Ja już zamówiłem pre-order. Będzie jak znalazł dla wnuka na 18 urodziny :).

09.04.2017 11:19
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
60

Tylko po co komu kolejny "Wiedźmin" bez Geralta, Ciri, Triss itd? Pomysł na wiedźmiński świat jest oczywiście fajny (dark fantasy mocno czerpiące głównie z mitologii słowiańskiej, ale też po trochu z celtyckiej czy nordyckiej), tylko czy aby na pewno coś takiego musi się pojawić pod szyldem Wiedźmina? Przecież równie dobrze REDZi mogliby wykreować własny świat fantasy, bez opierania się na pomyśle Sapkowskiego. Bo i po co?

Przecież AS nie ma monopolu ani na słowiańszczyznę, ani na dark fantasy, ani na nic innego, co developerzy mogliby wykorzystać w swojej grze. Sapek ma oczywiście postaci, ma też historie, nazwy własne, miejscówki itd., no ale skoro kolejna odsłona raczej na pewno będzie się od tego odcinać, to w takim razie po co w ogóle korzystać z wiedźmińskiej licencji?

Oczywiście rozumiem argument, że "brand jest silny i zainwestowano w niego masę pieniędzy", tylko czy to nie będzie zbytnie ograniczanie własnej wizji twórczej? Bo przecież nawet bez Geralta i reszty, twórcy będą musieli utrzymać zgodność między innymi z sytuacją geopolityczną wiedźmińskiego świata, jego historią, zależnościami pomiędzy rasami itd. A to wszystko w zamian za... no właśnie co? Rozpoznawalność marki jest chyba jedynym atutem.

Biznesowo Wiedźmin 4 ma ogromny sens, tylko czy wyjdzie z tego dobra gra?

Z drugiej strony miło byłoby ponownie wcielić się w łowcę potworów, ale tym razem wykreowanego przez nas samych. Bohatera, który - inaczej niż Geralt - jest jedynie pustą skorupką, a gracz sam może ją wypełnić, podejmując decyzje zgodnie z własnym sumieniem i uznaniem (bez kagańca w postaci "niby dajemy ci wybór, ale cokolwiek zrobisz, musi to być zgodne z charakterem książkowego Geralta, więc zapomnij np. o zabijaniu kogo popadnie czy wykonywaniu zleceń płatnego mordercy"). Zostać renegatem - to by było coś ;].

09.04.2017 10:57
-1
Persecuted
60

Świat GTA V ciekawy? Piękny, dopracowany, pełen detali, żyjący, wiarygodny, zróżnicowany - tak, ale ciekawy? Nigdy w życiu (a już na pewno nie ciekawszy od tego z Wiedźmina).

W GTA V oczywiście widać ogromny budżet, a wykreowany na jego potrzeby świat gry - mimo swoich rozmiarów - aż kipi od smaczków i szczególików, których próżno szukać w wielu innych, nawet wielokrotnie mniejszych produkcjach. Niemniej trzeba uczciwie zaznaczyć, że jest to świat ze swej natury dosyć nudny, bo celujący w zwyczajność, typowość i realistyczne odwzorowanie znanej nam rzeczywistości. Nawet po wielokroć słabsze Watch Dogs wypada pod tym względem lepiej, bo wprowadza od siebie jakieś oryginalne, interesujące elementy.

Chciałbym kiedyś zobaczyć świat fantasy (albo SF) wykreowany przez magików z Rockstara. Z ich umiejętnościami i budżetem to byłaby pewnie bomba.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-04-09 11:00:20
06.04.2017 22:08
Persecuted
60

@Aro PL

Moim zdaniem "zieloni" i "niebiescy" wyciągną lekcję z tej generacji, tylko sam nie wiem jaką...

Być może następna generacja postara się sprostać oczekiwaniom i będzie mocniejsza technologicznie (choćby miała kosztować więcej niż zazwyczaj). A może wręcz przeciwnie. Może sytuacja, w której cykl życia jednego urządzenia wynosi 2-3 lata (a potem trzeba wypuścić jego dopakowaną wersję) jest im zupełnie na rękę i od teraz tak będzie działać konsolowy rynek? Zamiast jednej platformy raz na 6-7 lat, przesiadka co 2-3, a na w sumie to samo tylko trochę lepsze?

post wyedytowany przez Persecuted 2017-04-06 22:10:09
06.04.2017 19:45
2
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
60

A mnie się zdaje, że taka karta - poza oczywistym skierowaniem do zaawansowanych użytkowników i zamożnych entuzjastów - jest trochę jak taki telefon flagowy od znanego producenta. Pakuje się tam wszystko co najlepsze (przy obecnym poziomie technologicznym), nie zważając na cenę, popularność wśród nabywców czy opłacalność. Po prostu trzeba naprężyć muskuły i pokazać kto dzieli i rządzi na rynku. Jak dla mnie ma to sens.

06.04.2017 18:20
Persecuted
60

Na ten moment zapowiada się nieźle. Nie widać po niej typowo "indyczej" toporności i siermiężności, co dobrze wróży.

05.04.2017 14:32
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

Wszystko moim zdaniem rozbije się o gry. Będzie fajnie, jeżeli konsola okaże się mocna i wydajna (a przy tym niezbyt droga), ale jeżeli line-up gier będzie porównywalny do Xone, to nie wróżę sukcesu. I nie, "mamy to samo co PS4 tylko w 60 klatkach i bez przycinek" nie załatwi sprawy. To muszą być wymuskane exy na miarę Uncharted, God of War czy Horizona. Bez tego MS znowu odpadnie w przedbiegach. Czy są na tyle kumaci, by to zrozumieć? Wątpię (oceniając przez pryzmat dotychczasowej polityki względem Xone i obietnic co do rynku PCtowego) choć trzymam kciuki.

Poza tym czy bebechy są tak na prawdę najważniejsze? Nintendo pokazało, że niekoniecznie...

05.04.2017 14:08
4
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
60

Heh. Niby wszyscy toniemy w zalewie kontynuacji, co wszystkim już powoli wychodzi bokiem, ale akurat te kontynuacje, na które wiele osób czeka (np. Stalker, Gothic, Half Life, Beyond Good and Evil) jakoś nie mogą powstać... Trochę słabe czasy w gamingu nastały.

05.04.2017 07:41
Persecuted
60

@Camelson

Nethrerealm się może z nimi równać :). Ich kod sieciowy na początku też zwykle nie działa...

03.04.2017 22:10
1
Persecuted
60
9.0

Ta gra na GOLu jakoś niespecjalnie cieszy się popularnością ;/.

03.04.2017 17:34
Persecuted
60

Wiedzę, że w redakcji nikt nie czeka na Little Nightmares ;(.

01.04.2017 23:08
1
Persecuted
60

@Up

Chyba tylko tyle, że Risen 3 na premierę kosztował więcej niż Wiedźmin 3, a Elex zapewne poniżej Andromedy też cenowo nie zejdzie...

post wyedytowany przez Persecuted 2017-04-01 23:08:54
01.04.2017 20:19
-2
Persecuted
60

@kęsik

Risen 2 było tak tandetne, że nie dałem rady skończyć. Nic tam nie grało - durna fabuła (jakieś bzdury, nawet nie bardzo pamiętam), dziecinny klimat (piraci rodem z Disney'a tylko z rynsztokowym językiem), niedziałający system walki (przed dodaniem uników to był po prostu koszmar, po patchu zrobiło się tylko trochę lepiej), nudny projekt lokacji (jednakowe tunelowe dżungle), system rozwoju postaci (chwała zamiast punktów nauki), bezsensowny ekwipunek (sprzęt zatracił większość właściwości, zamiast tego zostały jakieś bonusy typu "złotousty"), itd.

Risen 3 było lepsze od poprzednika pod właściwie każdym względem, ale w moim odczuciu nadal słabsze od "jedynki", która - jak już pisałem - była w porywach solidnym średniakiem. Grać się dało, tylko po co? Za dużo jest gier i za mało czasu, żeby marnować go na coś takiego. Po ok. 10 godzinach przymuszania się stwierdziłem, że nie po to płacę za produkt, żeby sobie zatruwać wolny czas. Wolałbym przejść Gothica 15 raz, niż męczyć się z Risenem 2 i 3.

To właśnie pozwala mi sądzić, że PB to banda partaczy, która przez prawie 20 lat w branży, nie nauczyła się ABSOLUTNIE NICZEGO. Cyanide, Spiders, Telltale czy DONTNOD jakoś potrafią robić postępy. Nasze polskie CDP RED i Techland też, a Piranha nie może?

Brak talentu? Brak umiejętności? Partactwo? Nie wiem i w sumie mnie to nie obchodzi. Ja na nich postawiłem krzyżyk i obstawiam, że porażka Elexa zakończy ich działalność (przynajmniej w takim składzie, może ktoś nowy będzie potrafił coś zmienić). Starzy fani PB się wykruszają (jak ja chociażby), a nowych im jakoś nie przybywa. Elex też serc nie podbije. Stara (i zatwardziała) gwardia kupi, reszta poczeka na 80% zniżki na Steamie albo w ogóle oleje.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-04-01 20:24:11
01.04.2017 13:45
-1
Persecuted
60

Bo PB nie umie robić gier, po prostu. Raz im się udało trafić w gusta odbiorców fajnym (jak na tamte czasy) klimatem i światem gry, przez co szybko dorobili się miana "kultowego developera". Niestety (dla nich) świat poszedł do przodu i garażowa jakość nie jest już akceptowalna w game devie (zwłaszcza, jeżeli wydawca woła za nią cenę gry AAA i to takiej z wyższej półki...). Gdyby jeszcze nowe gry PB miały w sobie coś, co pozwoliłoby przymknąć oko na niedoróbki (tak jak kiedyś Gothic robił to klimatem), to można by kilka rzeczy wybaczyć. Niestety o ile Risen był solidny (ni mniej ni więcej), to już "dwójka" i "trójka" ssały. Elex zapowiada się odrobinkę lepiej, ale trudno mi jest poczuć magię świata, który wygląda jak z czasów wczesnego PS2.

Oprawa wizualna - wbrew temu co mówią - JEST JEDNYM Z NAJWAŻNIEJSZYCH ELEMENTÓW KAŻDEJ GRY (obok warstwy audio). To ona stanowi główną płaszczyznę, na której odbywa się cała komunikacja na linii gracz - gra. To dzięki niej możemy wczuć się w świat gry i jego klimat, poczuć pewne sytuacje, zrozumieć je itd. Gdyby warstwa wizualna nie miała znaczenia, do dziś gralibyśmy w tekstówki...

post wyedytowany przez Persecuted 2017-04-01 13:47:20
27.03.2017 15:11
Persecuted
60

Miałem na myśli nostalgię właśnie po stronie społeczności. Bo "to już nie to samo" nie brzmi jak sensowny argument skłaniający do wybrania SC zamiast SC2...

27.03.2017 11:55
-1
Persecuted
60

Czyli zwykła nostalgia?

26.03.2017 20:17
Persecuted
60

@TRX

Bo? Masz jakieś argumenty, czy tylko dziedziczną głupotę?

Gorn221

Nie widzę związku. ME siłą rzeczy musi rozgrywać się w kosmosie, a CoD nie jest przypięty do jednych realiów. Ja się z powrotu do WWII bardzo cieszę, tylko trochę obawiam się korporacyjnej natury Activision. Jak wyszło pierwsze Modern Warfare to wszyscy też piali z zachwytu nad nowym, odświeżającym kierunkiem tej serii (i słusznie). Przy Black Ops 3 czy Advanced Warfare (stworzonym w oparciu o te same pryncypia) już niekoniecznie. Chciałbym po prostu, żeby tym razem nie popełnili tego błędu i nie doprowadzili do przesytu. Inaczej historia znowu zatoczy koło.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-26 20:26:07
26.03.2017 20:15
odpowiedz
Persecuted
60

SC2 to przecież taka jedynka na "sterydach", prawda? Ulepszona grafika, interface, mechanika, więcej klatek na sekundę, więcej jednostek itd. W związku z tym, czemu ktoś chciałby grać w odnowioną "jedynkę", zamiast po prostu w "dwójkę"? Czy oprócz nostalgii jest coś jeszcze? Serio pytam.

26.03.2017 20:06
Persecuted
60

Nie zapominajcie, że murzynom nie wolno być nigdzie w kulturze masowej. Nawet w roli kosmicznego, niezbyt rozgarniętego robotnika.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-26 20:08:57
25.03.2017 13:26
Persecuted
60

Zaraz, a gdzie ja napisałem, że mi się to nie podoba? Po prostu wyraziłem swoje obawy związane z typowym rozumowaniem wielkich korpo, pokroju właśnie Activision. Jak Modern Warfare rozpoczął boom na współczesne strzelanki to wszyscy męczyli nas tym aż do porzygu. Potem w FPSach zagościł futuryzm i wyszło to samo - powtarzanie w kółko aż do przesytu.

Powrót CoDa na drugowojenne tory to świetna wiadomość (najlepsza z możliwych), ale obawiam się, że na jednej grze się nie skończy. O ile za pierwszym razem będzie pewnie fajnie, to już ogrywając Call of Duty: Historic Warfate 4 niekoniecznie...

Gdyby Acti miało trochę zdrowego rozsądku, prowadziliby wszystkie serie równocześnie. Trochę historii, trochę futuryzmu, trochę teraźniejszości.

Zobaczymy jak będzie.

25.03.2017 08:25
Persecuted
60

Akurat mnie w Shogunie pociągają nie tyle bitwy czy nawet klimat feudalnej Japonii (który mimo wszystko lubię), ale - moim zdaniem - najlepszy w całej serii balans gry i różnorodność rozgrywki.

Trochę to paradoksalne, bo w Shogunie dużo elementów powstało metodą kopiuj/wklej (większość jednostek i budynków jest wspólna dla wszystkich frakcji), ale wszystko rozbija się o detale. Wystarczy, że dasz jednemu klanowi takie początkowe cechy jak chrześcijaństwo i szybki dostęp do prochu oraz broni palnej, a przebieg kampanii będzie zupełnie inny i wyjątkowy (nawet pomimo faktu, że poza tymi różnicami pozostała część gry zostaje prawie niezmienna).

Nie bez znaczenia jest też dosyć niewielki teren działań (wszystko jest o rzut beretem od siebie), łatwość w przyswajaniu nowych prowincji (nie ma barier kulturowych i religijnych, przez co miejscowi szybko godzą się z okupacją), czy równy start dla wszystkich frakcji (wszyscy zaczynają od zera, nie ma lokalnych potęg i hegemonów, nie licząc może Kyoto).

No i wreszcie duże dodatki FotS i RotS są doskonałe. Wprowadzają do gry zupełnie nowe mechaniki (typu artyleria morska, kolej żelazna, karabiny maszynowe) i balans, sprawiając jednocześnie, że ma się wrażenie obcowania z (niemal) nową produkcją (zwłaszcza FotS).

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-25 08:29:38
25.03.2017 08:09
Persecuted
60

@Warrir

Dokładnie. To jeden z tych momentów gdzie człowiek uświadamia sobie, że coś ważnego stało się właściwie przez rzut monetą.

Gdyby wtedy Sapkowski zastrzegł sobie możliwość wpływania na kształt gry, może trylogia w ogóle by nie powstała? Może jedynka sprzedałaby się tak słabo, że na nim skończyłaby się przygoda Redów z gamedevem? Jak brak Dzikiego Gonu wpłynąłby na całą branżę gier (bo przecież wielu twórców przyznaje się do inspiracji nim)?

Taki trochę efekt motyla :). Jedna pozornie niewielka zmiana, a możliwe konsekwencje nieskończone.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-25 08:10:33
25.03.2017 07:50
-2
odpowiedz
6 odpowiedzi
Persecuted
60

Fajnie, chociaż teraz pewnie seria zakotwiczy w realiach WWII na kolejne 3-4 lata i będzie nas karmić tylko tym :). Z drugiej strony nie miałbym nic przeciwko systematyce 1 gra = 1 front, z uwzględnieniem wszystkich ważniejszych operacji, bitew i potyczek.

24.03.2017 17:30
16
Persecuted
60

A ja myślę, że dobrze się stało. Z całym szacunkiem, ale AS się na grach nie zna i aż boję się myśleć co by było, gdyby zechciał w znacznym stopniu ingerować w proces produkcyjny. Komuś, kto nie rozumie świata gier, trudno jest wytłumaczyć techniczne ograniczenia i zawiłości z tym związane.

post wyedytowany przez Admina 2017-03-24 19:01:49
24.03.2017 16:11
2
Persecuted
60

Jest. Do Shoguna II ;].

23.03.2017 12:10
-1
Persecuted
60

@elathir

Jeżeli już musisz przenosić AC na grunt polityczno-światopoglądowy, to najprościej ujmując, assassyni będą liberałami (może trochę lewicującymi ;d), a templariusze prawicowymi konserwatystami.

Nawet jeżeli serial pójdzie po linii najmniejszego oporu i przedstawi świat na czarno-biało (assassyni = dobrzy, templariusze = źli), to faktycznie wyjdzie z tego taka tragedia? Przecież nie byłby to pierwszy serial wtykający szpilę konserwatystom (republikanom).

Poza tym templariusze i assasyni nie są aż tacy zerojedynkowi. Obie strony w sumie walczą o to samo (realizację wizji lepszej przyszłości), tylko trochę innymi metodami i w innym celu. Templariusze chcą odebrać ludziom wolną wolę w zamian za spokój i bezpieczeństwo, co w sumie aż tak złym pomysłem nie jest. Assassyni natomiast ślepo walczą o wolność i równość dla wszystkich, nie zauważając, że nie zawsze przynosi to pozytywne skutki.

Generalnie to templariusze zawsze odgrywają rolę tych gorszych, głównie za sprawą stosowanych metod (brutalność, bezwzględność, bezkompromisowość i parcie po trupach do celu), a assassyni tych lepszych (są szlachetni, bezinteresowni, niezłomni, uczciwi itp.).

Ciężko winić za to Ubisoft, bo moim zdaniem oni celowo i z rozmysłem tak to polaryzują. Skoro bowiem nie mamy możliwości wyboru stronnictwa, to jednak powinniśmy czuć, że trzymamy z tą właściwą stroną. Inaczej gra mogłaby być po prostu mało przyjemna i satysfakcjonująca.

Serial ma szansę dużo w tej kwestii namieszać, za co trzymam kciuki.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-23 12:13:43
23.03.2017 07:05
Persecuted
60

Wiem, że budżetówka, ale wyjątkowo dobra jak na swoją klasę.

22.03.2017 23:03
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
60

@Bryt_RZ

Już weszli. Lords of the Fallen nie było wolne od wad, ale to z całą pewnością gra z segmentu AAA. Moim zdaniem "otarli" się też o taki poziom przy okazji Alien Rage.

22.03.2017 21:45
1
Persecuted
60

@Krieg

Nie rozumiesz niestety podstawowej kwestii - bojkot to nie jest żadna metoda walki z nieprawidłowymi praktykami rynkowymi. Zmiany muszą iść od góry (w sferze regulacji prawnych i ochrony konsumentów), a nie od dołu.

Gdybym faktycznie chciał bojkotować każdego wydawcę, producenta lub developera, który wypuszcza lub kiedykolwiek w przeszłości wypuścił wadliwy lub okrojony produkt... to już dawno w ogóle przestałbym być graczem. Czemu? Bo nie mógłbym kupić ABSOLUTNIE NICZEGO (z gier które mnie interesują) od ABSOLUTNIE NIKOGO.

Rise of Tomb Raider? Nie, bo przecież złowieszcze Square Enix nie dość, że zdecydowało o pocięciu Hitmana (2016) na kawałki, to jeszcze swego czasu chciało uzależnić ilość zawartości w Deus Ex: HR od ilości pre-orderów. Paskudna praktyka - bojkotujemy!

To może Prey? Po tym co 2K Games zrobiło z Mafią 3?! W życiu!

Shadow of War? Nie, bo przecież Mortal Kombat X (PC), Arkham Knight (PC) i brak PCtowej wersji Injustice 2.

Dying Light? Jak wyżej (mimo że to świetna gra, a PCtowy port był przygotowany przez sam Techland i działał bez zarzutu).

Mass Effect Andromeda? Nie, bo trzeba "ukarać" EA za ich znane od lat antykonsumenckie postawy (typu podstawka okrojona z zawartości i Season Pass kosztujący drugie tyle co sama gra).

Może chociaż nowy Assassin's Creed? No błagam, przecież to UBISHIT!!!111111

Tak jest, najlepiej bojkotować wszystko i przestać być graczem. Ale skoro i tak miałbym przestać nim być, to czemu miałbym w ogóle przejmować się rynkiem, który przestał mnie dotyczyć (jako "nie-gracza")? Dla następnych pokoleń? Dobre sobie. Ja męczennikiem zostawać nie zamierzam.

Gra mi nie pasuje to jej nie kupuję. Nie mam jednak zamiaru obrażać się na całego wydawcę czy producenta, bo to zwyczajnie durne i nieskuteczne, a w dłużej perspektywie bezcelowe. Jeszcze chyba nigdy, żaden bojkot nie przyniósł oczekiwanego rezultatu.

PS. Jak reżyser nakręci słabszy film, to od tego momentu bojkotujesz całą jego twórczość?

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-22 21:58:55
22.03.2017 17:28
-5
Persecuted
60

A co ma jedno z drugim wspólnego? Myślisz że jak nie kupię Shadow of War, to Warner Bros zrozumie, że to "kara" za (czasowe) porzucenie Mortal Kombat X na PC? Bardzo wątpię. "Zyskam" na tym tyle, że nie zagram w grę, która mi się podoba, a WB co najwyżej postawi krzyżyk na rynku PC, uważając go za nierentowny...

Warto bojkotować to co nam się nie podoba i kupować to co akceptujemy, by demonstrować nasze (konsumentów) oczekiwania. Bojkot całego wydawcy / producenta jest głupi.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-22 17:32:02
22.03.2017 16:47
-4
Persecuted
60

A to niby czemu? To już człowiek nie ma prawa dobrze się bawić z Assassin's Creed'em, Far Cry'em, Ghost Recon'em czy Watch Dogs'em?

20.03.2017 22:09
Persecuted
60

A co w niej takiego biednego było? Ja grałem na niejajmłodszym PCcie i problemów nie miałem żadnych.

20.03.2017 20:59
Persecuted
60

Pierwsza część zaczęła się dobrze, ale potem trochę siadło. Za dużo było "otwartych" przestrzeni (nie w sensie designu, bo to wciąż były tylko proste tunele, ale były tam miejsca ze swej natury otwarte, jak miasto, wioska, farma, pole, las itd.) i za dużo scen rozgrywało się w dzień, co popsuło klimat. Potem doszła jeszcze niezbyt porywająca fabuła spod znaku "nic nie dzieje się na prawdę" i niezbyt udane rozwiązania gameplayowe (niedorobione skradanie, kusza z magicznymi pociskami, pułapki itp.).

Dla kontrastu z DLC wycięta została cała akcja (walki nie było wcale), a 100% gry odbywało się w ciasnych, zamkniętych i ciemnych lokacjach (wykorzystano też motyw z np. Obcego Izolacji, z nieśmiertelnym, krążącym po okolicy superpotworem).

Efekt? + 1000000 do klimatu! Gdyby tylko cała gra taka była ;].

Tak czy inaczej TEW wspominam bardzo ciepło i uważam go za najlepszą (nieformalną) odsłonę Resident Evil od czasów "czwórki"... do czasu "siódemki" :).

Kontynuację przyjmę z otwartymi ramionami.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-20 21:00:00
20.03.2017 09:15
odpowiedz
Persecuted
60

Czyli mamy bardzo solidne otwarcie nowej serii Mass Effect! No i super, można śmiało wyruszać w kosmos ;).

18.03.2017 13:40
26
odpowiedz
Persecuted
60

@.:DarkPassenger:.

Kretyński troll prowokator za 3, 2, 1... A nie, już tu jesteś.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-18 13:41:03
18.03.2017 13:11
Persecuted
60

Srogie przeceny w tym tygodniu :).

16.03.2017 22:20
odpowiedz
Persecuted
60

Arasz, jaka - twoim zdaniem - jest różnica między mikrotransakcjami, a DLC?

Moim zdaniem żadna. No może taka, że DLC kupuje się zazwyczaj z poziomu platformy do grania / sklepu (np. Steam, Origin czy Uplay), a mikrotransakcje są najczęściej wbudowane w samą grę (in-game shop). Osobiście nie mam z tym żadnego problemu, o ile takie mikrotransakcje nie wpływają w sposób inwazyjny na rozgrywkę (np. stawiając alternatywę: zapłać albo gnij w nudnym i bezsensownym grindzie).

Skórki do Tomb Raidera (2013) można kupić w formie DLC (na PC robi się to z poziomu Steama) i jakoś ludzie nie mają z tym problemu (mimo że jest to singlowy AAA za 60 dolarów). Ale niech tylko jakaś gra oferuje podobne, kosmetyczne skórki poprzez wbudowany w grę sklepik, to zaraz podnosi się larum. Gdzie tu logika?

Zwłaszcza, że wiele osób (w tym ja) przykłada sporą wagę do kosmetyki, lubi personalizować swojego avatara i jest w stanie wydać na to pieniądze. A czy będzie to w formie mikrotransakcji czy też DLC - co za różnica?
Lords of the Follen sprzedaje runy w formie DLC dostępnych z poziomu Steama (i nie jest to jednorazowy zakup, bo można je kupować w nieskończoność). Nie przypomina to mikrotransakcji? Ktoś w ogóle zwrócił na to uwagę?

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-16 22:31:19
16.03.2017 14:54
5
odpowiedz
Persecuted
60

Jeżeli symulator będzie miał realistycznie odwzorowaną i aktualizowaną na bieżąco bazę podzespołów (z uwzględnieniem wymiarów, zapotrzebowania na energię, generowanego ciepła i hałasu - również po podkręcaniu), to może z tego wyjść na prawdę świetne i przydatne narzędzie.

Jeżeli natomiast będzie to tylko poglądowy i abstrakcyjny symulatorek, pokazujący co gdzie włożyć i jakim kablem podpiąć, to raczej sukcesu nie wróżę. Ani to przesadnie pouczające (po pierwszym razie człowiek już załapie o co chodzi), ani na dłuższą metę atrakcyjne jako rozrywka.

16.03.2017 14:36
Persecuted
60

@Sir Xan

Dla mnie jest to dosyć "płynna" kwestia i dużo zależy od konkretnej gry. AC: Black Flag moim zdaniem miał optymalną (idealną wręcz) ilość śmieci do zebrania - ani za dużo, ani za mało. Natomiast już AC: Unity jak dla mnie mocno pod tym względem przesadził i nawet jako nałogowy zbieracz nie dałem rady wszystkiego opędzlować (poddałem się w okolicy 70%). A znowu taki Mad Max od Avalanche, moim zdaniem mógłby mieć nawet więcej bzdet do zebrania. Jakoś tak fajnie mi się szukało tego wszystkiego (może to kwestia faktu, że znajdźki nie były dokładnie zaznaczone na mapie i trzeba było trochę samemu się wysilić?) ;].

16.03.2017 11:42
2
odpowiedz
Persecuted
60

Skoro najlepszym elementem gry jest walka, a najgorszym "writing" (da się to jakoś zgrabnie przełożyć na polski? Pisarstwo?), to zapowiada się spektakularna porażka. Zwłaszcza słowa dziennikarza GameSpotu są znamiennie. Coś w stylu:

"Możemy mówić tylko o pierwszych 2 godzinach gry, bo obowiązuje nas embargo. Ja pograłem już dłużej, dużo dłużej (kopia recenzencka) i cóż... chciałbym za kilka godzin - już po ukończeniu gry - powiedzieć, że bawiłem się dobrze".

Dla mnie oznacza to tyle, że późniejsze godziny gry wcale nie są dużo lepsze, ale recenzent ma nadzieję, że gra jako całość jednak pozostawi po sobie pozytywne wrażenie. Nie napawa to optymizmem.

16.03.2017 11:11
4
Persecuted
60

Sensowność zbieractwa to osobna kwestia. Niektórzy po prostu to lubią ;).

15.03.2017 13:04
-1
Persecuted
60

@zychomir

Jak wspomniałem, problemem - przynajmniej moim zdaniem - jest miarodajność takiej oceny dla potencjalnych nabywców. Wysoka nota dla takiej gry jak Uncharted czy Mass Effect, może być całkiem niezłym drogowskazem, bo są to produkcje o raczej szerokim "targecie". Jasne, nie da się całkowicie uniknąć sytuacji, gdzie ktoś zaufa recenzji a potem się rozczaruje (bo np. Mass Effect Andromeda wcale nie jest podobny do Wiedźmina 3, mimo że w recenzji autor tak zasugerował), ale ryzyko wpadki jest jednak mniejsze.

Z Zeldą jest chyba inaczej. Wydaje mi się ona być grą dosyć specyficzną i skierowaną raczej do wąskiego grona graczy (choć nie wykluczam, że mogę się mylić). Chętnie przeczytałbym recenzję kogoś, kto np. za esencję dobrego sandboxa uważa gry z serii Far Cry albo Assassin's Creed i czy komuś takiemu Zelda również jawi się produkcją na 10. Jeżeli nie, to miałbym jasny sygnał, żeby sobie nową grą od Nintendo nie zawracać głowy.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-15 13:08:34
15.03.2017 11:04
5
Persecuted
60

@planeswalker

Nie prawda :). Dark Souls to reprezentant dosyć niszowego podgatunku i z całą pewnością nie trafi do każdego. Przy takich grach jest taki problem, że zazwyczaj recenzują je ludzie o ukierunkowanym guście i to niestety ma wpływ na ich ocenę. Bardziej krytyczne głosy w stronę DS też płynęły, ale raczej od zwykłych graczy. Profesjonalne redakcje mówiły stanowczo jednym głosem. Głosem zachwytu. Przypadek?

Nie, bo gdy do growej redakcji trafi dajmy na to japońska gra z gatunku visual novel, to prawie na pewno nie zrecenzuje jej pierwszy lepszy redakcyjny spec od Call of Duty czy StarCrafta, tylko fan tego gatunku albo przynajmniej miłośnik japońszczyzny (w przypadku GOLa to pewnie byłby Jordan ;d). Być może gra okaże się świetna (w swojej niszy), a recenzent wystawi jej 9+ z adnotacją, że to prawdopodobnie najlepsza visual novela jaka istnieje. Inni recenzenci z innych redakcji (o podobnych upodobaniach) prawdopodobnie zrobią to samo. Tylko na ile taka ocena będzie miarodajna dla - nazwijmy to - zwyczajnego odbiorcy? Czy visual novela wyceniona na 9+ jest lepsza od chociażby Uncharted 4 z oceną 9?

To ogólnie dotyka odwiecznego problemu wymierności i porównywalności ocen gier, ale jest to zdecydowanie bardziej widoczne właśnie w takich "specyficznych" i niszowych produkcjach, które często (choć nie twierdzę, że tak jest i tutaj) zostają wyniesione na piedestały przez grupkę zapaleńców. Nikt inny (na poziomie profesjonalnych recenzji) z reguły takich gry nie tyka, wychodząc z założenia, że lepiej powierzyć oficjalną ocenę komuś, kto lepiej "czuje" daną specyfikę. Istnieje więc taka możliwość, że wysokie oceny nowej Zeldy napływają właśnie od fanów Nintendo, którym po prostu pasuje sposób, w jaki ten koncern projektuje swoje gry.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-15 11:22:06
15.03.2017 10:04
3
odpowiedz
Persecuted
60

@alchemiakr

A co jest złego w tym nekromanice?

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-15 10:04:59
15.03.2017 09:25
1
Persecuted
60

@Up

Jak we wszystko. Tylko że gry wybitne (a o takiej możemy mówić, jeżeli dajemy jej 10/10) zazwyczaj potrafią "sprzedać" swoją wyjątkowość także w formie filmików czy tekstów. Czytając recenzję takiego arcydzieła, człowiek ma ochotę z miejsca się ubrać i polecieć do sklepu, żeby samodzielnie zasmakować tych niesamowitości.

No a tutaj czytam, oglądam i jakoś nie robi to na mnie wrażenia. Żadnego. Dlatego też przyczyn upatruje w dwóch możliwościach:

1. Nowa Zelda zarezerwowana jest tylko dla pewnej grupy graczy o specyficznym guście i tylko oni zdołają docenić jej wartość.
2. Gra nie objawi swojego potencjału, dopóki samodzielnie się w nią nie zagra.

Na pewno nie kupię konsoli, by sprawdzić opcję nr 2 :).

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-15 09:26:23
15.03.2017 09:24
-2
odpowiedz
Persecuted
60

[ERROR]

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-15 09:25:22
15.03.2017 09:07
2
odpowiedz
7 odpowiedzi
Persecuted
60

Gra wygląda bardzo sympatycznie, ale oglądając filmiki i czytając recenzje, na prawdę nie dostrzegam tu produkcji na 10. Może to jedna z tych gier, w które trzeba po prostu zagrać? A może trafia ona wyjątkowo dobrze w gusta "specyficznych odbiorców" (zakładam, że ktoś kto w ogóle kupuje konsole od Nintendo, z definicji jest "specyficznym odbiorcą", oczekującym od gier nieco mniej standardowych doświadczeń)? Czyli każdy kto w ogóle ją ograł (i zrecenzował) jest specyficzny i może stąd te zachwyty?

Podobnie było chociażby z Dark Souls. Grę recenzowali tylko i wyłącznie ludzie, którzy lubią taki rodzaj doświadczeń, stąd głosów krytycznych było bardzo niewiele.

Gdyby Zelda wyszła na "normalne" platformy, to pewnie dałbym jej szansę :].

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-15 09:10:23
13.03.2017 13:59
6
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
60

Znalazłem kilka nieścisłości ;].

1. Talion NIE dostanie nowych broni. Jego zestaw zostaje ten sam - miecz oraz sztylet i nie ma mowy o wspomnianej w tekście maczudze. Celebrimbor zostanie natomiast dozbrojony o włócznie (widać ją w kilku miejscach na gameplayu) oraz młotek (również widoczny na filmiku). Oba narzędzia mają znaleźć różne zastosowania (np. włócznia ma być teraz główną bronią używaną w czasie ujeżdżania Karagora, a młotek ma służyć jako podstawowa bron naszego upiora, gdy "opuszcza" on ciało Taliona, np. w czasie podwójnych egzekucji).

2. Obecny wygląd Taliona to jedna z eksperymentalnych iteracji, ale ta finalna ma bardziej przypominać pierwotną (broda powróci :D).

3. Smoki mają być dostępne w całym świecie gry, nie tylko w bitwach. Ponadto jedna z późniejszych umiejętności Taliona ma mu pozwalać na przyzwanie takowych w dowolnym momencie.

4. Edycje kolekcjonerskie gry NIE zawierają Season Pasa (który na ten moment w ogóle oficjalnie nie istnieje). Zauważcie, że Złota Edycja ma zawierać 4 wymienione z nazwy rozszerzenia (2 rywalizacyjne i 2 fabularne) i na tym koniec. A przecież są jeszcze chociażby bonusy przedpremierowe, które... zgadliście, będą dołączane tylko do pre-orderów. Osoba, która kupi nawet i mithrilową edycję - ale po premierze - tych dodatków nie dostanie. No i nie wiemy czy na tym się zakończy. Może Monolith ma w planach kolejne rozszerzenia?

5. Systemy skradania i walki zdecydowanie bardziej przypominają te z Batmana niż Assassin's Creed, bo... zostały z niego skopiowane 1:1, tylko z innym zestawem animacji.

===================================================================

Dorzuciłbym też kilka ciekawostek, które się w tekście nie znalazły:

+ Twórcy - w trosce o to, by tym razem Talion nie stał się zbyt potężny na wczesnym etapie gry - zablokowali możliwość "przejmowania" orków dużo silniejszych od Taliona. Takowym osobnikom można jedynie namieszać w głowie, przez co ich ranga zostanie odpowiednio obniżona. Skutkiem ubocznym może być popadnięcie orka w obłęd.

+ Świat ma być podzielony na regiony z hubami (w tej role właśnie fortece), coś w stylu Wiedźmina 3.

+ Możliwy do zwiedzenia teren gry, raczej na pewno będzie wykraczał poza Mordor i jego najbliższe okolice. Twórca wspomniał o lasach, strumieniach i bujnej roślinności, a takowych (chyba, bo specem od Śródziemia nie jestem) w Mordorze nie było.

+ Orkowie mają się teraz dzielić na klasy i klany. Cechy te mają wpływać na ich umiejętności, charakter i ścieżkę awansu. Dodatkowo system lootu ma być związany z klanami. Przedmioty zostały bowiem podzielone na zestawy (6 częściowe: zbroja, miecz, sztylet, łuk, płaszcz / kaptur i runa do zamontowania w pierścieniu), a "drop" każdego z nich, ma być przypisany właśnie do poszczególnych klanów.

+ Ork może nas zdradzić, np. jeżeli o niego nie zadbamy (przykładowo porzucając go na pastwę losu w trudnej sytuacji)... albo po prostu ma taki zdradliwy charakter.

+ Twórca opowiadając o Cieniu Mordoru, nazywa go grą akcji z elementami RPG, natomiast Cień Wojny to dla niego już Action RPG, co sugerowałoby mocniejszy nacisk na elementy tego gatunku. Moim zdaniem to trochę przesadzone (bo np. na system dialogów raczej nie mamy co liczyć), ale kto wie :].

+ W grze mają być co najmniej 3 poziomy trudności.

+ Raz zdobyte twierdze mogą zostać odbite z rąk gracza. Jednak twórcy jeszcze nie zdecydowali jak często (i czy w ogóle) będzie to możliwe w czasie kampanii fabularnej (by zbytnio nie odrywać graczy od historii). Natomiast po ukończeniu opowieści (w tak zwanym "Elder Game"), ma być to stały element mechaniki gry.

+ Powalenie / pokonanie naszego sługi (orka cz trolla) nie musi być ostateczne. W grze ma się pojawić możliwość reanimowania (postawienia na nogi) takiego osobnika. Twórca jako przykład wskazał, że trolla z gameplayu (który został oblany olejem i spalony przez smoka) normalnie można było jeszcze odratować, ale w demku opcja ta celowo została wyłączona.

+ Gra będzie zawierała mikrotransakcje w jakiejś formie (sugeruje to karta produktu na Steamie).

Informacje te pochodzą głównie z trwającego prawie 2 godziny streamu, w którym udział wziął jeden z twórców gry.

Link: https://www.twitch.tv/videos/127773772

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-13 14:47:07
13.03.2017 13:10
Persecuted
60

Muve na pewno jest bezpieczne i raczej niezawodne, ale też dosyć drogie (kiedyś przynajmniej oferowali darmową dostawę, teraz już nie). Moim zdaniem nie warto, bo jest po prostu sporo innych, a przy tym bardzo solidnych sklepów, oferujących lepsze ceny (np. 3kropki albo konsoleigry). Sam korzystam z ich usług od lat i złego słowa nie mogę napisać (nie jest to reklama, tylko bezinteresowna i szczera opinia).

A co do tych DLC, zaryzykuję że będzie to możliwe. Może nawet - jak w przypadku "jedynki" - wyjdzie wersja GOTY. Season Pass pewnie też nie jest wykluczony.

13.03.2017 12:54
Persecuted
60

Zapowiada się nieźle. Gier o feudalnej Japonii nigdy za wiele :).

11.03.2017 18:24
Persecuted
60

No przecież są :].

Chociażby u samego wydawcy (Muve), ale też w kilku innych sklepach. Cena niestety zaporowa - od 1200 zł w górę (i może ulec zmianie, bo zależy od kursu dolara).

Ta figurka jest super (piszę to jako osoba, która generalnie figurek w edycjach kolekcjonerskich nie znosi), ale nie w takiej cenie. Przecież za mniej można kupić PS4 lub XONE!

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-11 18:25:10
10.03.2017 22:23
Persecuted
60

@Up

Nie wiem, po prostu piszę o tym co widzę.

10.03.2017 18:03
-1
odpowiedz
Persecuted
60

Za parę lat kampania marketingowa i PRowa Andromedy będzie opisywana w podręcznikach akademickich pod hasłem "Antymarketing".

Jak już zrobili w miarę sensowny zlepek scen (bez ciągłego piu-piu laserkiem), to przy okazji dowalili muzykę tak pasującą do klimatu, że klękajcie narody.

Ich dział marketingu powinien zatrudnić kogoś bardziej kompetentnego. Jakiegoś stażystę z Ubisoftu czy coś...

10.03.2017 09:38
1
Persecuted
60

@kotonikk

Akurat ja sam jestem jednym z tych, którzy "pieją z zachwytu" nad Cieniem Wojny. Nie dlatego, że owa gra jest taka doskonała, ale dlatego, że jestem po prostu fanem Śródziemia i staram się doceniać każdy przejaw związanej z nim twórczości (o ile trzyma jakiś poziom). Próbuję nie myśleć w kategoriach, że znowu nie dostałem tego czego oczekiwałem (czyli rozbudowanego cRPG z otwartym światem) i cieszyć się po prostu tym co jest.

Tak jak z resztą wspomniałem, tolkienowskie uniwersum nigdy nie miało zbytniego farta do gier, więc każda produkcja wybijająca się ponad przeciętność, w mojej opinii zasługuje na pewną taryfę ulgową. Te w miarę dobre można policzyć na palcach jednej ręki - Shadow of Mordor, War in the North, Battle For The Middle Earth, od biedy Return of the King The Game i LOTR Online - więc nie można być za bardzo wybrednym.

Komiksowe adaptacje też długo czekały na swojego mesjasza, aż w końcu nadszedł i zwał się Batman: Arkham Asylum. Rocksteady pokazało wtedy, że można to zrobić dobrze, pod warunkiem jednak, że nie działa się z zamiarem stworzenia prostej gierki odcinającej kupony od znanego uniwersum, tylko pełnoprawnej i przemyślanej produkcji twórczo wykorzystującej materiał źródłowy, a nie bezwstydnie na nim żerującej.
To chyba jednak bardziej zależy od tych mitycznych "panów w garniturach" wykładających kasę na produkcję. Oni niestety najczęściej wychodzą z założenia, że nie trzeba się za bardzo wysilać i wydawać zbyt dużo, bo przecież uniwersum zrobi robotę.

Obawiam się, że niestety na takiego mesjasza Śródziemia sobie jeszcze poczekamy... Póki co, spieszmy się kochać orków, bo tak szybko odchodzą (w serii "Shadow" to nawet setkami) :].

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-10 09:47:19
09.03.2017 21:57
2
Persecuted
60

Sam tego nie rozumiem. Tolkien stworzył jeden z bardziej kompleksowych i rozbudowanych światów fantasy (z całkiem złożoną historią, mitologią i geografią), a (chyba) jedyną próbą osadzenia w tym uniwersum gry z otwartym światem, był LOTR Online (niezły, ale jednak to MMO).

Mało tego, nie można zapomnieć, że Peter Jackson w bardzo udany sposób zdefiniował to uniwersum od strony wizualnej. Nikt dziś nie musi się zastanawiać jak powinny wyglądać tolkienowskie elfy, orkowie, ludzie, krasnoludy czy hobbici. Jak powinny prezentować się ich pancerze, broń, ubiór, architektura itd. Wszystko jest, wystarczy czerpać z materiałów źródłowych (twórcy Alien Isolation tak zrobili i wyszło świetnie).

Moim zdaniem cRPG na modłę Wiedźmina 3 byłby cudny. Sama możliwość zwiedzenia tych wszystkich niesamowitych zakątków Śródziemia stanowiłoby wartość samą w sobie, a gdyby dołożyć do tego jeszcze sensowną fabułę, dobrze napisane dialogi i ciekawe zadania... Rozmarzyłem się ;/.

Jakoś tak jest, że im większe i bardziej znane uniwersum, tym ma większego pecha do gier. Władca Pierścieni, Obcy, Gwiezdne Wojny, Warhammer (ten klasyczny, bo 40K radzi sobie nieźle), Star Trek.

09.03.2017 21:39
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
60

Wygląda jak Total War: Attila, czyli... tak sobie (od strony graficznej).

08.03.2017 19:35
Persecuted
60

Fakt, wystarczy przecież wybrać najbardziej soczysty fragment gry (choćby nawet nie był zbyt reprezentatywny dla całości) i pokazać go światu od możliwie najlepszej strony. EA - nie wiedzieć czemu - ma z tym jakieś dziwne problemy i dosłownie potyka się o własne nogi (w przypadku ME, bo z Battlefieldem 1, Battlefrontem czy Catalyst'em było OK). Chcę wierzyć, że problemem nie jest kompletny brak fajnych rzeczy do pokazania (to by była katastrofa dla takiej gry jak Andromeda, w której ten efekt "wow" po prostu być musi), tylko jakiś stażysta w dziale marketingu ;].

08.03.2017 18:41
odpowiedz
Persecuted
60

Zbieram szczękę z podłogi!

Wiem, wiem, gra wygląda jak podrasowana "jedynka", ale co poradzę, że jestem fanem Śródziemia i w poprzedniej odsłonie bawiłem się doskonale? :).

Dwójka zapowiada się na więcej tego samego, tylko lepiej i mocniej - dla mnie bomba. Oby tylko Warner Bros nie skopał optymalizacji (głównie PC) i nie przegiął pały z wyciskaniem kasy z graczy (mikrotransakcje to raczej pewnik, co sugeruje obecność srebrnych, złotych i mithrilowych skrzyń).

04.03.2017 17:37
Persecuted
60

No czy ja wiem... Dla mnie las nawet z Ryse Son of Rome wygląda lepiej:

https://www.youtube.com/watch?v=7LpHRWWjxag

Ten z Uncharted jest dosyć rzadki i też niespecjalnie ładny (taki Far Cry 3 na średnich). To dosyć zaskakujące, bo niektóre lokacje z U4 były dużo ładniejsze i bardziej szczegółowe.

https://www.youtube.com/watch?v=H1HO4c0W73Q

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-04 17:38:47
03.03.2017 21:33
4
odpowiedz
Persecuted
60

I co, to było takie trudne panowie z EA?

Może nie jest to jeszcze mega hype na niewyobrażalną skalę, niemniej ten filmik o eksploracji na prawdę mnie "ruszył". To pierwszy raz odkąd EA zaczęło promować Andromedę! Jeszcze ze 2-3 takie i może nawet bym złożył pre-order ;].

Nie można było tak od razu, zamiast katować nas piu piu laserkami i wybuchami?

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-03 21:37:42
01.03.2017 15:58
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

Jeżeli zwykła 1080 pójdzie w dół, to "niebezpiecznie" zbliży się do 1070. Wtedy również 1070 będzie musiał stanieć, bo kto inaczej go kupi? A jak on stanieje, to i 1060 będzie musiał.

BTW. Obawiam się, że AMD ze swoją Vegą jednak nie zdoła namieszać na rynku na tyle, żeby NVidia poczuła jego oddech na karku. Zieloni w zanadrzu mają Pascal Refresh, a potem jeszcze Voltę.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-03-01 16:03:37
01.03.2017 15:56
Persecuted
60

A wykręcisz na pojedynczym GTX 1080, rozdziałkę 4K i 60 FPS? W większości przypadków nie i dopiero SLI na to pomoże :). W Wieśku 3 to bodaj dopiero SLI z dwóch Titanów dało odpowiednią ilość mocy.

28.02.2017 23:04
odpowiedz
Persecuted
60

Pierwsze podejście Ubisoftu do Avatara, moim zdaniem było całkiem udane. Gra nie była jakaś genialna, ale na pewno wypadła całkiem przyzwoicie (zwłaszcza jak na tanią, skleconą na premierę filmu grę na licencji). Niezły system walki, pojazdy (także latające i pływające), zadania poboczne, system doświadczenia i ulepszeń, dwie frakcje (a więc i dwie kampanie) do ogrania. Taki trochę Far Cry TPP na innej planecie :).

Trzymam kciuki za "dwójkę" (film i grę).

28.02.2017 22:07
-1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

Wygląda jak bardzo ładna ale przeciętna gameplayowo strzelanka TPP. Tragedii nie ma, ale czy aby na pewno o to chodziło?

27.02.2017 22:53
-3
Persecuted
60

@Up

Niestety nie, bo hejt pojawił się już na etapie prezentacji postaci, gdy widzowie poznali odtwórcę postaci Finna i 90% zarzutów dotyczyła jego koloru skóry. Żałosne ale prawdziwe.

A co do Shadow of War to zobaczymy. Oczywiście nie wykluczam sytuacji, że kolor skóry tej postaci jest jedynie efektem cynicznej kalkulacji, mającej na celu zwiększenie sprzedaży gry. Takie sytuacje niestety się zdarzają i w żadnym razie nie udaję, że tego nie widzę. Niemniej czepianie się czarnoskórego już na starcie (właściwie za samo pojawienie się), to przykład współczesnego rasizmu.
Rasizm w XXI wieku to już nie ludzie w śmiesznych kapturach czy skinhedzi wykrzykujący nienawistne hasła. "Nowoczesny rasizm" to właśnie działania jakie tutaj obserwujemy - z pozoru niewinne i racjonalne. Polegają przede wszystkim na przekonywaniu, że pojawianie się - w przestrzeni publicznej czy kulturowej - posiadaczy innych kolorów skóry (głównie czarnych), to coś nienormalnego, złego, wymuszonego i zmanipulowanego. To obrzydzanie, krytykowanie i dorabianie teorii spiskowych. To przekonywanie, że dla kolorowych nie ma tam miejsca (bo nie i już!).

Jasne, czasem jest to uzasadnione (np. w Wiedźminie, gdzie zgodnie z wizją autora czarnych faktycznie nie było, a czepianie się za to gry przez jednego z recenzentów było po prostu głupie), ale większości przypadków podyktowane jest po prostu uprzedzeniem.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-27 22:56:06
27.02.2017 21:46
2
Persecuted
60

I katolik!

27.02.2017 21:40
-2
Persecuted
60

@Up

Ale własnie o to chodzi, że TYM ludziom TO przeszkadza. Jak pojawiły się pierwsze trailery Przebudzenia Mocy, to na GOLu też były płacze, że Finn nie powinien być czarny... bo nie. A jak trafiały się już jakieś argumenty, to raczej w stylu:

"Seria Star Wars skierowana jest do białego odbiorcy i nie powinna schlebiać czarnym gustom". Serio, autentyk.

Co do gry, to skąd wiadomo, że to rodowity Gondorczyk? Przecież nie znamy jego historii i nie wiemy skąd pochodzi i co tam robi. A z Gondoru do Haradu rzut beretem ;d.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-27 21:43:47
27.02.2017 20:06
-1
odpowiedz
9 odpowiedzi
Persecuted
60

Wiedziałem, że płacz rasistów (zakamuflowanych jako walczących z mityczną "poprawnością polityczną") jest tylko kwestią czasu. Dziwne, że ów szlachetnym bojownikom jakoś nie przeszkadzają występujący w dziełach kultury Azjaci, Indusi czy Latynosi, za to pojawienie się czarnego to dla nich zbrodnia.

Każdy przecież wie, że czarnych nigdy, nigdzie nie było i nie ma prawa być. Każde pojawienie się ich w grze, filmie, komiksie czy książce jest wywołane tylko i wyłącznie poprawnością polityczną, dyskryminacją białych, żydowskim spiskiem czy co tam jeszcze.

27.02.2017 15:50
26.02.2017 13:26
1
Persecuted
60

Na mnie brak możliwości walki z przeciwnikami w grach tego typu, działa raczej... uspokajająco. Głównie dlatego, że taki stan rzeczy wymusza na developerach specyficzny design gry, który ja nazywam "opiekuńczym".

Gracz niby nie może się bronić, ale przecież musi mieć JAKIEŚ możliwości walki o przetrwanie i posuwania historii naprzód. Najczęściej oznacza to tyle, że gracz cały czas jest pilnowany i wyjścia z trudnych sytuacji "pojawiają się" same. Trzeba się chować? Rozejrzyj się wokół siebie, a na pewno znajdziesz jakąś kryjówkę. Trzeba uciekać? Żaden problem, na pewno jest tu gdzieś odpowiednio przygotowana trasa, dzięki której nie zostaniesz schwytany.

Bardzo dobrze widać to zwłaszcza w grach, w których - co do zasady - możemy się bronić, ale czasowo tracimy taką możliwość (np. Alan Wake czy Dead Space). Niby czujemy się bezbronni, ale czy aby na pewno?
Gdy jako nieuzbrojony Alan przemierzałem mroczny las, doszedłem do przekonania, że:

a) Nie zostaję zaatakowany w ogóle, bo przecież wtedy najpewniej zginę i gra nie będzie mogła toczyć się dalej.
b) Zostanę zaatakowany, ale twórcy przygotują dla mnie jakąś trasę ucieczki albo źródło światła.

Nie pomyliłem się. Większość etapu polegała na straszeniu odgłosami (bez przeciwników), końcówka sprowadzała się do oskryptowanego biegu w stronę latarni, z maszkarami za plecami.

Gry z możliwością obrony robią o tyle lepszą robotę, że zrzucają na gracza część odpowiedzialności za jego własny los. Gracz musi sam zdecydować kiedy stanąć do walki (i czy w ogóle to robić, może ucieczka jest lepszym wyjściem?), a potem musi ją jeszcze wygrać. Do tego oczywiście potrzebuje broni i zapasów, a te same się przecież nie znajdą.

Myślę jednak, że to można zmienić. Twórcy muszą zacząć projektować "bezbronne" gry w bardziej zróżnicowany i nieliniowy sposób. Tak, by z jednej sytuacji dało się wybrnąć różnymi metodami i by gracz musiał ponosić odpowiedzialność za swoje wybory. Tylko nie tak jak w Obcym, gdzie jedynym wyborem było: schować się pod stołem czy w szafce pod ścianą, a potem mieć nadzieję, że paskuda nas nie znajdzie. To żadne napięcie i żadna odpowiedzialność, tylko zwykły rzut monetą...

25.02.2017 19:32
2
odpowiedz
Persecuted
60

Heh, już myślałem, że to ja jestem dziwny ;].

Też tak miewam, że wsiąkam w jakąś grę nie z uwagi na gameplay czy fabułę, ale właśnie z uwagi na fantastycznie wykreowany świat. TheHunter tylko potwierdza to co zauważyłem przy okazji Mad Maxa. Avalanche ma niesamowicie utalentowanych artystów i projektantów poziomów. Skoro nawet kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych jałowej pustyni potrafili wypełnić różnorodnymi i na prawdę ciekawymi miejscówkami, to co to dla nich naskrobać w edytorze kawałek lasu? :). Patrząc na niektóre sceny, od razu zamarzyło mi się coś w rodzaju nowego Stalkera czy singlowego DayZ.

A co do lasu, to moim zdaniem dzieło Cryteka pobiło już dawno... inne dzieło Cryteka, czyli Rise: Son of Rome.

https://www.youtube.com/watch?v=7LpHRWWjxag

Nie ta skala, wiadomo. Niemniej oceniając sam efekt wizualny, moim zdaniem odwalili kawał dobrej roboty.

Mimo wszystko moim ulubionym lasem nadal pozostanie ten z okolic Flotsam w Wiedźminie 2

https://www.youtube.com/watch?v=igJFh5nK0C8

Moim zdaniem Wiedźmin 3 - przy całym swoim graficznym bogactwie - niestety takiego poziomu lasu nie osiągnął (choć było kilka fajnych, zwłaszcza na Skellige). Zapewne przy takiej skali świata nie starczyło mu mocy obliczeniowej, na wyrenderowanie odpowiednio bujnej i "żywej" roślinności. Za to tereny bagniste (np. Krzywuchowe Moczary) wyglądały bajecznie.

Z tak zwanych "honorable mentions" dorzuciłbym:

- Rise of the Tomb Raider za najlepszy zimowy las
- Far Cry Primal za klimatyczny, prehistoryczny las pełny gigantycznych drzew.
- Battlefield 1 i Battlefront (bo to ta sama technologia) za las, który z modami wygląda jak sceny z filmu :).

Macie jakieś własne typy?

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-25 19:33:35
22.02.2017 21:18
Persecuted
60

Dzięki, dobrze wiedzieć z tym mATX.

Oglądałem po prostu podsumowanie konferencji w San Feancisco i youtuber, który je przygotował, stwierdził, że mATX mają być "later this year" ale nie "with Ryzen release".

W takim razie czekam na oficjalne wyniki bench i kto wie :).

@Legion 13

Nie wiem czy był. Tak po prostu podają różne serwisy sprzętowe.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-22 21:20:34
22.02.2017 21:00
-1
Persecuted
60

Przecież te procki od AMD mają działać na sockecie AM4, który jeszcze oficjalnie nie wyszedł. Oficjalne zapowiedziano 5 modeli, wszystkie w formacie ATX.

Co do wydajności to nie wiem, ale wszędzie zestawiają 1700 (bez X) z I7-7700K, czyli najbardziej zaawansowanym procem z rodziny Kaby Lake, kosztującym na ten moment około 1660 zł.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-22 21:14:41
22.02.2017 20:21
odpowiedz
7 odpowiedzi
Persecuted
60

O ile Ryzen 1700 jest tylko nieco tańszy od swojego konkurenta I7-7700K (niecałe 100 zł), tak 1800X może faktycznie pozamiatać. Prawie o 50% niższa cena, przy zbliżonej, na prawdę monstrualnej wydajności?! Po prostu wow! O ile jego moc się potwierdzi w samych grach, to jest na co czekać. Nawet jeżeli ktoś nie chce kupić Ryzena, to na pewno będzie można liczyć na jakieś przetasowania cenowe ze strony Intela.

W sumie sam jestem teraz na etapie składania nowej puszki do grania. Budżet mam dosyć spory (ok. 6000 zł), ale chyba spasuję z AMD. Między innymi dlatego, że na start nie zaplanowali żadnych płyt w formacie micro ATX, a w taki właśnie rozmiar celuję (spokojnie idzie do niego upchać 1060 - 1070 GTX i niezłe chłodzenie).

BTW. Dziś (zbieg okoliczności?) trafił do sprzedaży zapowiedziany jeszcze w styczniu ROG GR8 II, czyli minikomputerek od Asusa. Przyznam szczerze, że spodziewałem się czegoś lepszego (to znaczy stosunku cena / jakość).

http://www.komputronik.pl/search/pl/run/showProducts/1/hide_boxes/1/searchString/Uk9HIEdSOA==/category/1?gclid=CPes-uizpNICFVFeGQodQagBTw&gclsrc=aw.ds&query=GR8

Gdyby droższa wersja kosztowała tyle co tańsza, to byłby hit. No ale tak...

Na szczęście zapowiedziano też inny zestaw (kolejny zbieg okoliczności? ;d), tym razem od intela, co się nazywa NTT Game W250G. Kosztuje "trochę" więcej (bo 5200 zł), ale zestaw ma znacznie więcej sensu, choć nadal customowy zestaw moim zdaniem sprawdzi się lepiej (w tej cenie).

http://sklep.ntt.pl/komputery-ntt-game/5616-ntt-game-w-250g-i5-7600k-b250-16gb-240gb-ssd-1tb-dvd-rw-gtx1060-6gb-450w-w10.html?search_query=W250&results=1

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-22 20:28:52
22.02.2017 08:10
Persecuted
60

O to to :).

Mimo że lubię produkty Intela, to (tak jak chyba każdy w tym momencie) trzymam kciuki z konkurencję. Monopol służy Intelowi, ale nie konsumentom. Niemniej mam obawy, czy AMD zdoła cokolwiek zdziałać. Trzeba czekać na oficjalne testy w grach i ceny nowych podzespołów. Nawet nie muszą pobijać tych high-endowych porcków od Intela, wystarczy że im dorównają i będą kosztować mniej.

21.02.2017 18:43
3
Persecuted
60

Nie da się zrobić reprezentanta kategorii AAA (a takim na pewno jest cRPG z otwartym światem), nie mając na to budżetu i odpowiednich umiejętności. To znaczy można, ale wtedy wychodzi z tego Risen 2... Powinni mierzyć siły na zamiary. Zrobić coś mniejszego, bardziej skupić się na detalach i wartości produkcyjnej, poduczyć się czegoś nowego, może spróbować nowej technologii (jakiegoś darmowego, wydajnego silnika).

Można przez lata robić gry w stylu Risena 2 i zbierać średnie oceny w okolicy 50%... albo zrobić 10 razy mniejszego Ori and the Blind Forest i dostać oceny na poziomie 90% oraz łatkę "małego dzieła sztuki". Droga wolna, ale niech nie oczekują cudów. Jeszcze gdyby Elex kosztował max 90 zł na premierę, to bym może przebolał liczne braki. Niestety zapewne powtórzy się sytuacja z Risenem 3 i przywita nas cena na poziomie 130 zł albo i więcej.

PB i Nordic Games to tacy "Janusze biznesu". Grę o wartości produkcyjnej znacznie niższej od Diablo III, Wiedźmina 3 czy Skyrima, chcą sprzedać za taką samą cenę jak tamte tytuły. Pogratulować "sprytu".

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-21 18:43:41
21.02.2017 13:31
6
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
60

Dwie sprawy:

1. Można przymknąć oko na pewne "niedociągnięcia", jak grafika, animacje, mimika, dialogi czy system walki (tak, to był sarkazm), ale gra musi to czymś rekompensować. Gothic rekompensował to fajnym -i wtedy niespotykanym nigdzie indziej - klimatem. Risen nie miał nawet tego i skończył marnie. Czy Elex da radę zrekompensować czymś swoje braki? Trzymam kciuki ale kompletnie w to nie wierzę.

2. Już nikt chyba się nie nabierze na tłumaczenia o małym i biednym studiu, które robi gry z miłością i pasją. Uwierzyłbym, gdyby nie było takich developerów jak Spiders, Cyanide, CI Games czy... CDP RED. Ten ostatni w niespełna 10 lat awansował z małego wschodnioeuropejskiego studia, do twórcy jednego z najlepszych cRPGów w historii. Można?

Piranha najwyraźniej skupia po prostu ludzi miernych i mało uzdolnionych. Może i mają pasję, może mają wizję, ale zwyczajnie się do tego nie nadają. Dawali radę 20 lat temu, kiedy pół-amatorskie firmy garażowe mogły tworzyć wielkie hity, ale dziś...

Nadal im dobrze życzę, tyle że w nich kompletnie nie wierzę. Gdy widzę te animacje, ten system walki bronią białą, to strzelanie z broni dystansowej... Korzystając z assetów wbudowanych w silnik gry (np. Unreal Engine, Unity czy CryEngine) można osiągnąć lepsze efekty. Baa, na Youtube widziałem tutoriale, pokazujące krok po kroku jak tworzyć lepiej wyglądające animacje, nawet bez użycia mo-capu.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-21 13:33:35
21.02.2017 08:42
-1
Persecuted
60

@PacoPaczesas

Moim też i o to właśnie chodzi. To obiektywnie całkiem udane produkcje, ale finansowo sukcesu nie odniosły (do tego stopnia, że sequel DMC został anulowany, nad czym bardzo ubolewam ;/).

@kaszanka9

Może dla ciebie. Ja tam widzę oceny rzędu 8,5 - 9.0 / 10.0. Jeżeli to jest twoim zdaniem średniak, to masz chyba jakąś zaburzoną skalę ocen.

@Camelson

Jeżeli porównasz sobie Absolution do Blood Money to zauważysz różnice. Choćby taką, jak zmiana gatunku gry i skali świata. Akurat mi Absolution podobało się nawet bardziej niż Blood Money, ale większość graczy nie zostawiła na nim suchej nitki. Gra doczekała się kontynuacji, w postaci restartu serii i powrotu do struktury znanej z Blood Money. Co prawda wyszło to jej na dobre, ale fakt faktem, że twórcy musieli ugiąć się przed fanami i dać im to, co już kiedyś było.

I że niby w DMC było to samo? Serio? Przecież to był reboot totalny ze zmianą wszystkiego co tylko możliwe. Gdyby z DMC wyrzucić imiona i nazwy własne, to gra zatraciłaby JAKIKOLWIEK związek z poprzedniczkami. Fabuła, klimat, stylistyka, system walki, projekt poziomów, postaci itd., wszystko uległo zmianie.

Niestety, ale my sami jako gracze mamy spory udział w podcinaniu producentom skrzydeł. Niby krzyczymy, że chcemy nowości, ale jak przychodzi co do czego, to kupujemy to co już znamy...

I tak jak pisałem wcześniej, dla większości graczy "nowość" to nie mechanika, tylko setting. Popatrzcie na takie gry jak np. Far Cry Primal czy Battlefield 1. Niby to samo (to wręcz "skórki" graficzne nałożone na wcześniejsze odsłony tych serii), ale jednak zainteresowanie graczy dużo większe. Z drugiej strony mamy takie gry jak Gears of War 4, Uncharted 4 czy Arkham Knight, gdzie niby wszyscy chwalili, a jednak narzekali na zmęczenie materiału.

Ubisoft jako jeden z pierwszych odkrył, że więcej świeżości do gry wnosi zmiana klimatu czy settingu, a nie jej mechaniki (bo do wtórności tejże i tak jesteśmy przyzwyczajeni) i na tym zbudował siłę takiego choćby Assassin's Creed. Całkiem podobną strategię stosuje z resztą Activision ze swoim Call of Duty. Niedawno podobną próbę (choć mniej udaną) podjęto przy okazji Mafii 3.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-21 08:47:33
20.02.2017 16:28
Persecuted
60

A może po prostu ludziom się podoba? Wiem, że niektórym trudno w to uwierzyć, ale dla większości ludzi miarą jakości gry jest po prostu dobra zabawa. Kij z tym czy oryginalna czy wtórna, ważne żeby miło spędzić czas.

Poza tym ja się producentom nawet nie dziwię. Nie raz i nie dwa twórcy gier obrywali za próby zrobienia czegoś inaczej niż dotychczas (np. Mirror's Edge, DMC, Hitman: Absolution), więc bezpieczne i sprawdzone podejście wydaje się po prostu bardziej logiczne.

Zwłaszcza, że większość graczy poprzez "nowość" rozumie setting i klimat, a nie mechanikę.

19.02.2017 18:50
3
Persecuted
60

@DamnGoodGamer

System jak system, dla mnie co prawda jest on strasznie brzydki i mało wygodny, ale można się przyzwyczaić. Problemem jest Windows Store, bo wpływa negatywnie na wydajność gier i pomniejsza bazę graczy (są oddzieleni od Steama i reszty świata).

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-19 18:50:42
19.02.2017 08:30
1
Persecuted
60

Nie przesadzaj. Jakby nie było, Ubi stworzył przecież dosyć oryginalną grę z ciekawą mechaniką i fajnym systemem walki. Jak na pierwsze podejście do tematu i tak wyszło bardzo dobrze.

17.02.2017 21:13
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

Ja bym się nie obraził na jakąś sensowną kontynuację HSa. Może w świecie Diablo, może StarCrafta, może w tym samym, ale zaprojektowaną inaczej, zwłaszcza od strony balansu i modelu biznesowego.

17.02.2017 21:07
2
Persecuted
60

@DM

Eeee. niekoniecznie ;d.

Dla mnie gra multi - nawet najbardziej klimatyczna w swoich założeniach - i tak w końcu swój klimat traci. Głównie dlatego, że po jakimś czasie ludziom po prostu odpier...dziela i dostają głupawki. Przestają "ogrywać role" i (prawdopodobnie z nudów) zaczynają zachowywać się jak "typowi gracze" w "typowej grze", skupiając się bardziej na mechanizmach gry (głównie grind), a nie na przeżywaniu przygód i wczuwaniu się.

A poza tym pewne emocje i doświadczenia najlepiej przeżywać w pojedynkę. Nie wyobrażam sobie przechodzenia Stalkera czy Metra w co-opie (choć wierzę, że MMO w takim klimacie to by było coś!).

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-17 21:11:16
17.02.2017 20:13
1
Persecuted
60

@DM

W to nie wątpię, baza zawsze się znajdzie ;). Tylko własnie ciekawe jak duża i czy wystarczająca, by usatysfakcjonować finansowo developerów i wydawcę.

BTW. Czemu nikt nie zrobi takiej gry w singlu? Przecież popyt jest!

17.02.2017 18:03
odpowiedz
7 odpowiedzi
Persecuted
60

Zapowiada się baaaardzo specyficzny i niszowy produkt. Ciekawe czy pokryje się to z oczekiwaniami finansowymi twórców.

15.02.2017 18:17
1
Persecuted
60

Bardzo przypomina Bioshocka i to zarówno pod tym dobrym, jak i tym trochę mniej dobrym względem. Klimat i projekt poziomów na pewno na duży plus, ale gameplay wypada już raczej tak sobie.

Szczególnie walka wygląda na bardzo płytką (od strony audio-wizualnej) i mało satysfakcjonującą. Tak jak w Bioshocku, jakoś nie czuć tu mocy broni (co oczywiście nie musi mieć przełożenia na jej faktyczną siłę w grze, chodzi mi tylko o wizualny sposób prezentacji obrażeń i towarzyszące temu odgłosy).

14.02.2017 18:58
Persecuted
60

"Pojedynek 1 n 1" to pleonazm (masło maślane). Pojedynek - ze swej natury - odbywa się zawsze w konfiguracji 1 na 1.

13.02.2017 18:03
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

Na milion procent niedługo usłyszymy o nowym Far Cry'u, który prawdopodobnie zabierze nas do Ameryki Południowej. Skąd takie przypuszczenia? Bo Ubisoft jest bardzo pragmatyczny i właściwie nigdy nie inwestuje zasobów w tylko jedną grę. To całkiem rozsądne, bo przecież tworzenie tak zwanych "assetów" (tekstur, modeli, animacji, dźwięków, efektów, skryptów, silnika fizycznego itd.), to dosyć droga inwestycja. Dlatego właśnie gry od Ubi chodzą parami, albo nawet grupami, wykorzystując te same elementy.

Jako że ostatnimi czasy wpakowali sporo zasobów w osadzony w Ameryce Południowej Ghost Recon Wildlands, po prostu nie wierzę, by nie zrobili z tego podwójnego użytku (co z resztą byłoby marnotrawstwem). Co więcej, jeden z bohaterów Far Cry'a 4 - niejaki Longinus - opuszczając Kyrat pod sam koniec gry zdradza, że prawdopodobnie uda się do Ameryki Południowej albo na Kubę.

Niby nic, ale według mnie to pasuje idealnie. Seria Far Cry jeszcze tam nie była, a miejsce to idealnie wpasowuje się w jej realia.

Tak poza tym, to całkiem pewne wydaje mi się nowe Metro i może usłyszymy o czymś od Blizzarda. Mam nadzieję na WarCrafta 4, ale nie wiadomo...

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-13 18:04:50
13.02.2017 17:27
odpowiedz
Persecuted
60

Nie ma wersji pudełkowej, to na premierę nie kupię (bo i po co?). Poczekam na steamową wyprzedaż albo wersję GOTY.

12.02.2017 23:16
3
odpowiedz
Persecuted
60

Mam wrażenie, że twórcy zupełnie błędnie używają słów "sandbox" i "otwarty świat" jako synonimów. W to, że ich gra nie jest sandboxem to jestem w stanie uwierzyć (i nawet się z tego powodu cieszę), ale że niby Andromeda nie ma otwartego świata? A w tym gatunku tak się w ogóle da? Jak sięgam pamięcią, to cRPG zawsze miały jakoś tam otwarty świat. Np. Baldur's Gate, Neverwinter Nights, Fallout, Torment, Gothic, Wiedźmin, KOTOR, Mass Effect itd. Każdy z nich to co prawda trochę inny typ otwartości, ale jednak.

Moim zdaniem, jeżeli gra nie narzuca graczowi gdzie ma iść i co ma robić (a przynajmniej nie robi tego cały czas), to tak, mamy do czynienia z otwartym światem. Bez tego ja sobie szczerze mówiąc żadnego cRPG nie wyobrażam, dlatego też wątpię, by Andromeda była tej cechy pozbawiona.

12.02.2017 23:06
2
Persecuted
60

Z wycieków wynika, że ma być to zrealizowane w formie filmowej scenki z mostka dowodzenia. Czyli po prostu będziesz widział przez dużą szybę jak Twój statek wchodzi w atmosferę planety i ląduje. Ma się to odbywać bez ekranów doczytywania, ale też bez manualnej kontroli nad statkiem.

Wyobrażam to sobie tak (oglądać od 1:10):

https://youtu.be/MkvVZzOMYSs?t=1m10s

Jeżeli tak faktycznie będzie to wyglądać, to ja jestem za! Ręczna kontrola byłaby pewnie fajniejsza, a rozumiem kompromisy.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-12 23:07:21
11.02.2017 19:00
Persecuted
60

A moim zdaniem się da, wystarczy podnieść "skalę zadań". Mechanicznie to nadal będzie to samo - zabij X czegostam, przynieś Y czegośtam, idź gdzieśtam, ale sama zmiana otoczki fabularnej zrobi różnicę. Przecież zamiast zabijać 10 szczurów w piwnicy, można by np. zapolować na bandytów, którzy ukrywają się po lasach i napadają miejscowych wieśniaków. Wystarczy dać takiemu bandycie siłę typowego "szczura z piwnicy" i wyjdzie na to samo (łatwe zadanko do nabicia expa), ale odczucia gracza będą zupełnie inne, a i realizm świata na tym zyska.

Coś podobnego zastosowano w Mass Effect'ie. Od strony rozgrywki Shepard był na początku typową tabula rasa (żadnego doświadczenia, żadnych umiejętności, żadnego wyposażenia), ale fabularnie startował z dość znaczącej pozycji komandora (do tego jednego z najlepszych) i właściwie z marszu przystępował do zadań odpowiednich dla swojego statusu społecznego (ratowanie wszechświata, budowanie pozycji ludzkości w galaktycznej radzie, mianowanie pierwszego w historii człowieka na widmo i inne takie duperele). Mechanicznie to było nic innego jak właśnie "zbieranie kapusty" i "zabijanie szczurów", ale z bardziej pasującą do sytuacji otoczką.

Moim zdaniem to jest właściwa droga, jeżeli twórcom zależy na zachowaniu powagi adekwatnej do sytuacji.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-11 19:04:49
11.02.2017 10:48
1
odpowiedz
Persecuted
60

We DWÓCH!

10.02.2017 19:46
-2
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

Czy ten developer ma na koncie jakieś sukcesy, poza "pracą nad multiplayerem do Mass Effecta 3"? Jeżeli nie, to obawiam się, że mogą nie podołać zadaniu.

Zazwyczaj tak niestety jest, że gdy jakiś developer próbuje swoich sił w czymś po raz pierwszy, to nie wychodzi mu to super dobrze. Przykłady? Assassin's Creed, Far Cry 2, GTA 3, Red Dead Revolver, Mafia 3, Uncharted, Battlefield Hardline, Deamon Souls, Watch Dogs. Tego po prostu trzeba się nauczyć metodą prób i błędów, a to przychodzi z czasem.

Nawet świetny Wiedźmin 3 dobrze wypadł głównie w tym, co twórcy mieli okazję przećwiczyć wcześniej (klimat, dialogi, zadania, walka), ale nie za bardzo poradził sobie z nowością, czyli implementacją otwartego świata (rozwój postaci, narracja, eksploracja, itemizacja, system losowania statystyk itp.).

Nie inaczej było z resztą z pierwszym Mass Effectem, który był - delikatnie mówiąc - daleki od ideału. Tak na prawdę dobrze zagrały w nim tylko dialogi, fabuła i klimat, natomiast sama mechanika zabawy raczej męczyła (chociażby z powodu bardzo słabej i drewnianej walki).

Czy ci tutaj sobie poradzą? Trzymam kciuki, ale w to nie wierzę ;/.

09.02.2017 20:43
Persecuted
60

Jeżeli będzie na poziomie The House Abandon, to ja podziękuję. Gra owszem, ma swój klimacik, ale jednak jest zbyt krótka, za mało rozbudowana, mało straszna i do tego słaba od strony technicznej (konia z rzędem temu, komu udało się wejść do pokoju siostry...).

Gra jest darmowa, więc każdy może się o tym przekonać.

09.02.2017 15:13
Persecuted
60

Takie inicjatywy to ja lubię, brawo Cenega!

09.02.2017 15:12
2
odpowiedz
Persecuted
60

Wygląda jak potomek Wiedźmina 3 (bies, kolorystyka), Assassin's Creed III (Haytham Kenway) i Risena 2 (ubiór bohaterów) ;].

Ale co tam, podoba mi się. Spiders powoli bo powoli, ale jednak uczy się na błędach i robi postępy (nie to co np. Piranha Bytes, klepiąca od lat to samo). Setting na plus, przynajmniej dostaniemy coś oryginalnego.

09.02.2017 12:02
Persecuted
60

Równie dobrze można by zarzucić każdemu klasycznemu RTS-owi, że jest kalką Dune, Warcrafta czy pierwszego C&C albo Starcrafta, bo w każdym zbiera się surowce, buduje bazę i walczy wyprodukowanymi jednostkami

Dokładnie i to samo mówiłem wtedy napinaczom, oskarżającym LOTF o zżynanie z Soulsów. Oczywiście, że Lordsy kopiują Soulsy i nawet się z tym nie kryją, ale co w tym złego?

Raz na jakiś czas pojawiają się takie gry, którą przynoszą elektronicznej rozrywce jakiś nowy standard (np. Gears of War i system osłon, Assassin's Creed i "tryb detektywistyczny" czy właśnie Soulsy i specyficzna struktura świata oraz wysoki poziom trudności). Co jest złego w powielaniu fajnych rozwiązań? Moim zdaniem fani jakiejś mechaniki powinni się cieszyć, że znajdą ją w większej ilości produkcji, a nie psioczyć.

A LOTF wcale nie był 100% kalką, bo trochę wnosił też od siebie. Między innymi inaczej podchodził do odzyskiwania "dusz" po śmierci (tam ich ilość malała z czasem, więc trzeba było się spieszyć), dodawał też specjalne mnożniki dusz, jako nagrodę za ryzyko związane z niezapisywaniem gry (im dłużej walczyło się bez zapisywania, tym mnożnik był większy). Dla mnie to całkiem niezłe pomysły w obrębie tej samej mechaniki.

No a poza tym, była to jednak gra znacznie przystępniejsza. O ile Soulsy podnoszą poziom trudności względem typowej, współczesnej gry o jakieś 300%, w przypadku LOTF jest to powiedźmy 150-200% Nadal znacznie trudniej od średniej, ale nie AŻ TAK bardzo :). Ja po ukończeniu Lordsów dałem Soulsom drugą szansę i bawiłem się wtedy znacznie lepiej (inna sprawa, że za drugim razem grałem w wersję na PS3 a nie PCtowy, gówniany port...). Soulsy to rzut na głęboką wodę, a LOTF to takie "miękkie" wprowadzenie do tego podgatunku i choćby za to należy mu się pewne uznanie.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-09 12:05:07
08.02.2017 23:02
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
60

Czemu - tak jak przy Lords of the Fallen - nikt nie płacze, że "gra zżyna z Soulsów"? Eh te podwójne standardy...

A Nioh wydaje się dosyć ciekawe. Setting to na pewno spory plus.

04.02.2017 12:41
1
Persecuted
60

A ja tak szczerze mówiąc, mam już dosyć tej całej sprzętowej napinki. Najpierw była ekscytacja siódmą generacją, potem nadeszła siódma generacja + (PS 4 Pro), teraz nadchodzi siódma generacja ++ (Scorpio). Wszystko spoko, tylko w całym tym wyścigu, oba koncerny chyba o czymś zapomniały. Hmm, ciekawe o czym? Aaaa już wiem - o grach!

Sony jeszcze daje radę i coś tam się u nich kręci (są exy, VR się rozkręca) a Microsoft? Wyszła Forza, wyszedł GoW 4, a co potem? Co mi po Scorpio, skoro nie pogram na nim w nic interesującego?

XONE i PS4 są jakie są (czytaj: dosyć słabe), ale bez przesady, da się przecież odpalić na nich całkiem sensownie działające i wyglądające produkcje (np. GoW 4, Uncharted 4, Rise of the Tomb Raider, Forza, Horizon, Wiedźmin 3 itd.). Można? No można, więc po co drążyć (sprzętowy) temat? Zwłaszcza, że Sony zamiast dać ludziom - przy okazji Pro - to na co wszyscy czekali od lat (czyli stabilne 60 klatek w 1080p) uparł się na jakieś pseudo 4K. Po jaką cholerę? Niektóre gry dają wybór (4k lub 60 klatek), ale niektóre nie i wtedy 4K (lub supersampling, jeżeli nie ma się telewizora 4K) jest wymuszone wraz z 30 klatkami (niekoniecznie stabilnymi z resztą).

Mnie ta technologiczna wojna szczerze mówiąc odpycha od konsol coraz bardziej. Może to i lepiej? Sukces Denuvo pokazuje, że walka z piractwem jest możliwa, a więc renesans PC jako pełnoprawnej platformy również może się zdarzyć.

02.02.2017 18:47
1
Persecuted
60

@Up

Wiem jak to działa, dlatego własnie napisałem, że od strony prawnej wszystko jest jasne i klarowne. Z wątpliwościami chodziło mi o stronę etyczną i kwestię tego, jak bardzo wynalazca może czerpać ze swojego wynalazku i na ile można mu to ograniczyć. Powtarzam - nie prawnie, tylko etycznie.

02.02.2017 16:15
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
60

Z tym Coarmackiem to ponoć wygląda tak, że owszem wyniósł te pliki związane z technologią VR, ale wcześniej sam je stworzył jako - jeszcze wtedy - pracownik ZeniMaxa. Od strony prawnej jest pozamiatane, bo to ZM jest właścicielem tych plików, a nie Carmack. Od strony etycznej... sam nie wiem.

02.02.2017 16:01
Persecuted
60

Coś w tym jest. Złapali się za robienie miliona rzeczy, a w sumie nie zrobili nic. Całkiem przyjemny Ryse to ostatnie dzieło Cryteca, które zapadło mi w pamięć.

02.02.2017 11:07
3
Persecuted
60

Oby to jakoś przetrwali, choćby tylko po to, żeby nadal rozwijać swój silnik (za który branża powinna im być wdzięczna, bo to kawał imponującej technologii).

02.02.2017 08:32
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
60

A potem się gawiedź dziwi, czemu nie ma dem... Podziękować crackerom.

01.02.2017 17:57
odpowiedz
Persecuted
60

Super. To chyba pierwsza gra, która faktycznie przywraca wiarę w VR. Jeden Resident Evil wiosny nie czyni, ale na pewno pokazuje, że można to zrobić dobrze.

01.02.2017 14:22
2
Persecuted
60

Piszesz, że gra ma dostarczać rozrywkę. Zgoda, ale zauważ, że współczesne gry (zwłaszcza te zachodnie) coraz rzadziej skupiają się na mechanizmach i rozgrywce jako takiej, celując raczej w stworzenie pewnego spójnego doświadczenia. Sam gameplay schodzi na dalszy plan, bo najważniejszy jest klimat, wczucie się w postać, immersja itp. Bez nich - mówiąc krótko - wszystko pada, a gra traci sens.

O ile zdaję sobie sprawę, że wycięcie swastyki czy nazwiska Hitlera raczej zbytnio gry nie okaleczy, tak zmiana koloru krwi (czy całkowite jej usunięcie) niestety tak.

01.02.2017 12:04
Persecuted
60

A np. taki Bioshock w wersji na PC? Gra wyszła w czasach, gdy jeszcze 99% PCtowego rynku nie była związana ze Steamem. Z tego własnie powodu ani wydanie premierowe, ani późniejsze re-edycje z tanich serii, nie były wersjami steamowymi. Jakie to ma znaczenie? Ano takie, że gracz był skazany na to, co dostał na płytce i nie mógł sobie zassać plików legalnie z internetu. No a tak się składa, że kolejna już re-edycja Bioshocka (na potrzeby PKK - Pomarańczowej Kolekcji Klasyki), inaczej niż wcześniejsze edycje, wydana została na licencji niemieckiej i to niemiecka gra trafiła na płytkę w naszym kraju. Jak się później okazało, była to wersja ocenzurowana (pozbawiona większości krwi i szeroko pojętego gore). Niby potem krążył jakiś patch przywracający wszystko do normy (nawet nie wiem czy oficjalny i legalny, czy była to tylko fanowska łatka), ale u większości ludzi... zwyczajnie nie działał (jak i wszystkie pozostałe aktualizacje i łatki do gry, które po prostu "gryzły" się z okrojoną wersją gry). Skończyło się na tym, że ludzie polowali na Allegro na - niedostępne już wtedy w normalnej dystrybucji - wersje z Platinum Games lub po prostu nabywali wersję Steam.

Także tego. O ile 99% doniesień na temat cenzury w Niemczech faktycznie nie mogę potwierdzić własnymi doświadczeniami, tak nie wmówisz mi, że problem w ogóle nie istnieje. Owszem istnieje i stoi nawet na mojej półce z grami...

01.02.2017 11:51
3
Persecuted
60

Pytanie - dlaczego mają to gdzieś? Nie przeszkadza im granie w wybrakowany, często mocno odbiegający od oryginalnej wizji twórczej produkt? Już nie wspominając o tym, jak takie wykastrowanie potrafi wpływać na immersję (czy właściwie jej brak).

01.02.2017 11:47
1
Persecuted
60

1. Usuwanie nazizmu z gier historycznych czy produkcji mocno osadzonych w realistycznych realiach, to po prostu absurd.
2. Promowanie (propagowanie) to nie samo mówienie o czymś. Promowanie to przede wszystkim popularyzowanie i stawianie w dobrym, pozytywnym i atrakcyjnym świetle, w celu zachęcenia do kogoś lub czegoś. Ja sobie nie przypominam, by jakakolwiek gra robiła coś takiego odnośnie nazizmu. Jeżeli już, to tylko w celu ukazania działania nazistowskiej propagandy (vide słynny polski ból d*** o Codename Panzers i przedstawienie nas tam jako prowokatorów II wojny światowej).

post wyedytowany przez Persecuted 2017-02-01 11:48:36
01.02.2017 11:38
Persecuted
60

A ja odwrotnie. Mam gdzieś, czy postać ma na mundurze swastykę czy Kaczora Donalda, bo to zasadniczo na grę nie wpływa (często jest wręcz niezauważalne). Co innego alternatywne kadrowanie scen przemocy, usuwanie krwi, czy zamiana ludzi na roboty.

28.01.2017 12:31
Persecuted
60

"Last but not least" :).

27.01.2017 22:44
-1
odpowiedz
Persecuted
60

Prędzej zabraknie prądu niż Steama.

21.01.2017 21:14
1
odpowiedz
Persecuted
60

Fajnie się zapowiada. Widać, że SP nie jest tylko dodatkiem i że samodzielnie też można się dobrze bawić.

Trochę mnie dziwi, że twórcy wykorzystali ten sam silnik co ostatnio (lub jego iterację). Ta technologia bardzo nadrabia bujną roślinnością, oświetleniem i efektami cząsteczkowymi, ale w scenach pozbawionych tych atutów (patrz: pierwsza część filmiku), prezentuje się dosyć brzydko (to samo było w Future Soldier). Dziwne, bo Dunia - na której śmiga cała seria Far Cry - takich problemów nie ma i jest wręcz stworzona do renderowania dzikiej przyrody i otwartych przestrzeni.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-21 21:15:06
20.01.2017 12:33
Persecuted
60

A to się da od siebie odseparować? ;).

20.01.2017 11:32
-1
Persecuted
60

Cyanide nie nastraja niestety zbyt pozytywnie, ale trzymam kciuki, głównie ze względu na tematykę (wilkołaki trafiają do gier jeszcze rzadziej niż wampiry).

20.01.2017 11:26
-1
odpowiedz
5 odpowiedzi
Persecuted
60

@smyro flux

Bo i telefon to już nie telefon, tylko niemal niezbędna część naszego życia. Urządzenie niekoniecznie musi być małe, tylko funkcjonalne i wygodne (a wygoda jednak wymaga sporego wyświetlacza).

Myślę z resztą, że dożyjemy czasów, w których posiadanie przy sobie smartphone'a stanie się obowiązkiem obywatela (bo np. tam będą wszystkie dokumenty jak dowód osobisty, prawo jazdy czy paszport). Już teraz telefon zastępuje nam zegarek, aparat fotograficzny, kamerę, książkę, GPS, kalkulator, kalendarz, notatnik czy portfel, więc czemu by nie?

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-20 11:27:28
19.01.2017 16:13
2
odpowiedz
Persecuted
60

Przyłączam się!

Błąd ze strony polskiego wydawcy, że nie pomyślał o fizycznym wydaniu na PC, o edycji kolekcjonerskiej nawet nie wspominając. Sam posiadam EK trzeciej odsłony i liczyłem na równie fajną "czwórkę". #CenegaFail...

Techland ostatnio wydaje bardzo ładne i całkiem niedrogie edycje pudełkowe mniejszych gierek i nieźle na tym wychodzi.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-19 16:13:43
18.01.2017 18:11
19
odpowiedz
6 odpowiedzi
Persecuted
60

Wszystko niby racja, ale to trochę nie fair, by oczekiwać ciągłego, spektakularnego rozwoju Diablo 3. Jakby nie było, jest to płatna jednorazowo gra single player z domieszką trybów wieloosobowych, nie zaś abonamentowe MMO czy napędzanie mikropłatnościami F2P. Skąd więc to przeświadczenie, że Blizzard ma obowiązek czy powinność by rozwijać "trójkę" w nieskończoność i ciągle zaskakiwać graczy świeżymi pomysłami?

Nawet pomijając fakt, że wieloletnie wsparcie gry SP nie jest żadnym standardem w tej branży, nie możecie zapomnieć, że Diablo też ma swoje granice gatunkowe i ciężko sypać w nim na prawo i lewo innowacyjnymi pomysłami. Przecież Blizzardersi nie wprowadzą pojazdów, destrukcji otoczenia czy np. systemu moralności. Mogliby, ale to już prędzej w następnej odsłonie serii (czemu mieliby to oferować już teraz, zupełnie za darmo?). Teraz mogą dorzucić jedynie więcej tego samego - postaci, lokacji, przedmiotów, zadań itp., ale ile można? To też musiało się w końcu przejeść.

Osobiście nie pogniewałbym się na duży dodatek z nowymi postaciami, nowym aktem i nową fabułą, ale Nekromanta to chyba wszystko, na co możemy liczyć.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-18 18:13:50
15.01.2017 15:00
Persecuted
60

O jej, inni ludzie robią to, czego ja nie chcę / nie mogę. Koniecznie muszę ich skrytykować i wyśmiać!

Idź być prymitywnym gdzie indziej...

15.01.2017 13:56
Persecuted
60

Mnie przed 100% powstrzymał bug (ponoć nie mnie jednego). Nie dostałem aczika za dotarcie do fortecy Kriwtobrodego :(, mimo że powinien mi wpaść z automatu...

15.01.2017 13:54
1
odpowiedz
Persecuted
60

Z tymi osiągnięciami to kwestia psychologii. Sam też często nie mam na to ochoty, ale męczę dany tytuł do końca. Czemu? Pojęcia nie mam ;].

Też najbardziej nie lubię aczików wymagających odpalania szeroko pojętych trybów sieciowych. Zwłaszcza w grach, w których takie tryby szybko umierają (z braku graczy albo poprzez wyłączenie nierentownych serwerów). Powodzenia dla wszystkich tych, którym teraz przyjdzie do głowy maxowanie takiego Black Flaga, wymagającego wykonania "wyzwań społeczności", wyłączonych przez Ubi jakieś 2 lata temu... W Unity też takie były, ale Ubi zachował się o tyle fair, że jakiś czas po premierze wypuścił patcha odblokowującego je wszystkim graczom.

Osobiście najbardziej lubię takie osiągnięcia, które z jednej strony stanowią powód do dumy (bo czegoś od gracza wymagają) ale z drugiej sprawiają po prostu frajdę. Moja ulubiona gra pod tym względem, to Hitman Absolution. Wymaksowanie w nim wszystkiego nie było łatwe, ale finalnie dało mi niezwykłą satysfakcję. Wymusiło na mnie przede wszystkim perfekcyjne nauczenie się wszystkich map i jednocześnie wypróbowanie chyba wszystkich możliwych metod wykonania zadania (odsłaniając tym samym niezliczone sekrety i smaczki przygotowane przez twórców). Takie coś to ja rozumiem ;). To taki kompromis między odejściem od prowadzenia gracza za rączkę, a chęcią pokazania mu wszystkiego co w pocie czoła przygotowali twórcy.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-15 13:58:08
13.01.2017 18:04
1
odpowiedz
Persecuted
60

Twarz U.V i te miny w stylu: "OMG, co oni pier***?!" ;].

11.01.2017 20:00
2
Persecuted
60

Na pewno zagram, bo mam słabość do takiej stylistyki (low poly ale w wysokiej rozdzielczości) ;].

09.01.2017 21:46
Persecuted
60

LOTF i tak jest dużo przystępniejsze od gier From Software. Punkty zapisu są znacznie gęściej rozmieszczone, a walki z bossami nie wymagają aż takiej precyzji czy uczenia się reakcji na wiele ich nowych zachowań i zagrywek.

09.01.2017 21:22
Persecuted
60

Mi też to pasuje.

Ubi akurat ma pod ręką gotowe assety z egipskiego settingu (Empire to praktycznie w 99,99% pewniak), a dla nich nie jest problemem wypuszczenie pobocznego, mniejszego projektu skleconego w kilka miesięcy. Zwłaszcza, jeżeli Francuzi wykorzystają silnik na którym śmiga Chronicles (bo na grę właśnie w tym stylu liczę).

Poza tym to doskonały sposób (i moment) na zbudowanie hype'u wokół nadchodzącej dużej odsłony.

05.01.2017 13:30
-1
odpowiedz
Persecuted
60

Bywa tak, że dobrze prezentowana na materiałach promocyjnych gra, okazuje się być - z różnych powodów - dosyć marna (vide Watch_Dogs, Evil Within czy Mafia 3). Nie pamiętam jednak, by ostatnio pojawiła się jakaś sytuacja odwrotna, czyli gra zapowiadająca się słabo, okazała się hitem. Tak, pamiętam o Doomie, ale w jego przypadku obawy wynikały raczej z braku większej promocji, słabej bety (MP nie jest w Doomie najlepszy) i braku kopii recenzenckich. Sama rozgrywka z trybu SP na filmikach prezentowała się dość dobrze i po premierze to się potwierdziło.

Przypominam zwłaszcza casus No Men's Lie. Zaniepokojeni ludzie pod kolejnymi filmikami pisali: "Spoko, ale gdzie jest prawdziwy gameplay i realna treść tej gry?! Przecież celem nie może być łażenie bez celu i zbieranie kolorowych skałek". Na takie zarzuty wielu odpowiadało: "Spokojnie, wszystko na pewno jest na swoim miejscu, tylko twórcy nie chcą zdradzać zbyt wiele, żeby nie psuć zabawy". Jak wyszło, to chyba wiemy wszyscy...

Nie jest przecież tajemnicą, że marketing polega na zachęcaniu konsumenta do zakupu, poprzez pokazywanie mu tego co w produkcie najlepsze (a nawet tego czego nie ma, byle tylko zapłacił...). W myśl tej zasady "efektowne" piu piu laserkiem jest chyba najlepszą cechą Andromedy (bo jak do tej pory nie pokazano nam niczego innego). Jeżeli tak, to ja z Nexusa wysiadam... W ukrywanie najlepszych smaczków przed graczami, to ja mogę uwierzyć trollowi Kojimie, ale nie EA, które słynie z raczej dobrego i agresywnego marketingu (vide Battlefield 1, Mirror's Edge czy Battlefront).

Jeżeli marketing zawodzi, to po samej grze też niczego dobrego się nie spodziewam.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-05 13:32:34
05.01.2017 13:06
Persecuted
60

Pre-order zazwyczaj pozwala wyrwać fajne dodatki lub czasem nawet... kupić grę znacznie taniej. Tak miałem z Doomem, Falloutem 4 i Battlefieldem 1. Każdą z tych gier zamówiłem w PO i do każdej dostałem steelbook, który szybko udało mi się odsprzedać. BF1 na premierę za 90 zł? To ja rozumiem ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-05 13:08:49
05.01.2017 09:32
-1
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
60

Już zamówiłem pre-order... tiaaaa.

01.01.2017 16:45
odpowiedz
Persecuted
60

A ja mam odwrotnie. "Jedynkę" uważam za bardzo toporną i w rezultacie frustrującą produkcję (prawie nic tam nie działa poprawnie!), a "dwójka" do dziś mi się podoba (głównie za świetnie uchwycony, "brudny" klimat mroczniejszej strony współczesnej Azji - Sleeping Dogs się chowa ;d - i fajną konwencję amatorskiego filmu).

Osobiście gorąco odradzam zbliżanie się do "jedynki" i zachęcam do zagrania od razu w kontynuację. Ot gusta ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-01 16:45:41
31.12.2016 10:58
Persecuted
60

@futureman16

Ja tu nie narzekam na grę (spodziewam się nawet, że będzie bardzo dobra), tylko wkurza mnie mierna, nudna i kompletnie nijaka kampania marketingowa. Mieć w ręku taki hit i nie umieć przekonać mnie (fana serii!) do zakupu kolejnej odsłony - to jest sztuka...

30.12.2016 20:17
Persecuted
60

z gowna bata nie ukrecisz

Marketingowcy (niestety) nieraz już pokazali, że jednak można...

Ja rozumiem, że ME to cRPG, a ten gatunek trudno zaprezentować na krótkim filmiku. Niemniej ME (jako uniwersum) ma w sobie wystarczająco dużo uroku by gracza zachęcić i zaciekawić. Mogliby na przykład pokazać parę klimatycznych lokacji (których przecież w takiej grze powinno być mnóstwo - kosmiczne bazy, obce planety, miasta, statki kosmiczne, jaskinie, ruiny itd.) albo zrobić przechadzkę po nowej Normandii (czy jak tam się to ustrojstwo teraz nazywa). Pokazać system craftingu, progresję ekwipunku, rozwój postaci (klasy, moralność, umiejętności), może jakieś przykładowe zadanie poboczne. 2-3 minuty pociętego na urywki "piu piu" laserkiem raczej nikogo nie przekona...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-12-30 20:19:33
30.12.2016 17:26
2
odpowiedz
7 odpowiedzi
Persecuted
60

Już lecę zapisać w kalendarzu, bo jeszcze przegapię! Cholera, do 4 już na pewno nie zasnę ;/...

A tak serio i bez złośliwości to sam już nie wiem - ja się starzeje czy "fachowcy" od marketingu mają w dzisiejszych czasach coraz bardziej na wszystko wyje**ne?

Abstrahując od jakości samych gier (bo z tym moim zdaniem najgorzej nie jest), odnoszę wrażenie, że growi marketingowcy coraz rzadziej potrafią wykrzesać ze mnie jakikolwiek entuzjazm. Ostatnie dwie gry, które na prawdę były w stanie mnie emocjonalnie poruszyć, to najnowszy God of War oraz Horizon Zero Dawn. Co do obu mam co prawda pewne wątpliwości, ale nie mogę im odmówić bardzo dobrze zaplanowanego i udanego "comming outu", budzącego autentyczną ekscytację i spory hype. Marketingowcy W krótkich prezentacjach potrafili uwypuklić ważniejsze atuty swoich produkcji (jak grafika, klimat, świat, projekt lokacji itd.) i jednocześnie rozbudzić apetyt na więcej.

Z kolei taki ME Andromeda niby ma wszystko co niezbędne, by mi się spodobać (i to nawet bardziej niż Horizon i GoW, bo kosmos wprost uwielbiam!), ale jest prezentowany w tak nudny i nieudolny sposób, że nawet przez myśl nie przeszło mi złożenie nań pre-ordera (gdzie po prezentacji tamtych dwóch tytułów poważnie myślałem o zakupie PS4 i tylko zapowiedź rychłej premiery PRO mnie wtedy powstrzymała). A przecież to cholerny Mass Effect! Świetnie i klimatyczne uniwersum, mozolnie budowane przez 3 pełnoprawne produkcje i liczne projekty poboczne (komiksy, książki itd.). Twórcy na prawdę nie wiedzą gdzie leży siła ich dzieła i w co powinni uderzać, by zdobyć serca graczy? Jeżeli w styczniu pokażą kolejny "spektakularny" montaż eksplozji i strzelanin, to odpowiedź prawdopodobnie brzmi nie...

30.12.2016 16:47
2
odpowiedz
Persecuted
60

Sporo bym dał za S.T.A.L.K.E.R.'a 2, ale raczej prędko się go nie doczekamy (jeżeli w ogóle) ;[. Przynajmniej wiadomo, że nowe Metro powstaje, więc wschodnie post-apo jeszcze nie zginęło ;d.

29.12.2016 17:52
4
Persecuted
60

Jordan musisz mówić zdecydowanie WOLNIEJ. Aż uszy więdną, kiedy "zjadasz" kolejne słowa, wypluwając je z siebie z prędkością karabinu maszynowego.

O ile Twoje materiały są ostatnio lepsze merytorycznie niż kiedyś (więcej konkretów, mniej "dupy Maryny"), tak pod względem formy przekazu nadal leżą. Szkoda, bo kilka razy musiałem pominąć interesujący mnie temat, nie mogąc słuchać tego bełkotu (nie w sensie "głupot", tylko dosłownie "niewyraźnej mowy").

24.12.2016 14:13
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
60

Trochę kulawo opracowany temat. Krajobrazów zimowych w grach ogólnie nie ma zbyt wiele, także było po prostu skupić się na wirtualnym śniegu, lodzie i zimnie, niekoniecznie w horrowej otoczce (zwłaszcza, że umieszczony na liście Lost Planet ma się do horroru jak Call of Duty do symulatora...).

Do listy "śnieżnych gier" z fajnym klimatem, dorzuciłbym jeszcze Far Cry 4 (z naciskiem na DLC "Dolina Yeti"), Far Cry Primal, Cryostasis, Never Alone, Uncharted 2, Wiedźmin 3, Crysis i Assassin's Creed Rogue.

23.12.2016 17:08
3
odpowiedz
4 odpowiedzi
Persecuted
60

Bo ja wiem, czy w kontekście VR można mówić o rozczarowaniu? Przecież to było dosyć jasne, że tak właśnie będą wyglądały rynkowe początki tej technologii (przy czym przez "początki" należy rozumieć 3-5 lat...). Ma ona ogromny potencjał, ale jej wykorzystanie wymaga sporych środków, których nikt póki co raczej nie wyłoży. Baza użytkowników (a więc potencjalnych nabywców) jest zbyt mała, w związku z tym i nie ma wielkich szans na choćby zwrot kosztów produkcji (nie wspominając o zysku).

Moim zdaniem idealnie sprawdziłaby się tu gra, w której zasiadamy za sterami jakiejś maszyny, np. samolotu, gwiezdnego myśliwca, czołgu albo mecha. Do tego dorzucić sterowanie padem + kontrolery ruchowe (tak było w ostatniej grze z serii Steel Batalion na Kinecta) i zabawa mogłaby być na prawdę niezła.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-12-23 17:09:21
20.12.2016 18:30
Persecuted
60

Do postaci Negana mam takie zastrzeżenie, że z jednej strony to niesamowicie łebski psychopata, który zbudował imponującą strukturę opartą na strachu i posłuszeństwie, ale z drugiej zachowuje się bardzo nieracjonalnie, wybaczając Rickowi i jego ludziom kolejne "grzeszki".

Rick wymordował mu cały posterunek - spoko. Carl chciał go zabić - spoko. Rosita chciała go zabić - spoko... Na co on jeszcze czeka? Grupa Ricka stwarza mu MASĘ problemów, a ten się z nimi cacka jak z jajkiem. W imię czego? Przecież ma pod sobą setki ludzi, na cholerę mu krnąbrny Rick i jego zgraja? Rozumiem, że to sadystyczny psychopata, któremu takie "gierki" sprawiają frajdę, ale bez przesady...

Tak poza tym, na prawdę mi się ten sezon podoba. Wszystkie poprzednie (może za wyjątkiem pierwszego) miały taki problem, że dobrze się zaczynały i nie najgorzej kończyły, ale pogrążał je nijaki "środek" i miałem poważne obawy, że tutaj będzie podobnie. Na szczęście tak się nie stało!

Otwarcie sezonu było bardzo mocne i stanowiło jasny sygnał, że Negan to sadysta i psychopata, którego widz ma od pierwszego wejrzenia znienawidzić i życzyć mu bolesnej, powolnej śmierci. W związku z tym finału można się łatwo domyśleć (Negan zapewne dostanie za swoje), więc i tam emocji z pewnością nie zabraknie. No ale co pomiędzy? Jaka treść będzie na tyle absorbująca, by pozwolić widzowi zapomnieć (choćby na chwilę) o pragnieniu odwetu na upiornym antagoniście?

Scenarzyści TWD zawsze mieli problem z tymi historyjkami pobocznymi, które zazwyczaj fajnie się zaczynały, ale z czasem traciły impet i stawały się nudne, albo kończyły się w mało satysfakcjonujący sposób (np. grupa ze szpitala i Beth, czy wilki). W najnowszym sezonie nieźle z tego wybrnęli, stawiając na... ilość. Zaserwowali nam kilka mini historyjek , które zdążyły się skończyć, zanim zaczęły nudzić.

W drugim odcinku - z pomocą Carol i Morgana - poznajemy Ezekiela i jego królestwo. W kolejnym trafiamy do bazy zbawców. W następnym do obozu na wzgórzu. W kolejnym do Alexandrii. Potem do grupy znad oceanu. Następnie znowu do zbawców itd. Każdy odcinek pokazywał coś nowego i na swój sposób ciekawego. Gdyby scenarzyści próbowali te wątki jakoś rozwijać i pogłębiać, to pewnie wyszłoby jak zwykle. Zamiast tego mieliśmy krótkie, jednoodcinkowe opowiastki, w jakiś tam sposób szykujące grunt pod finał. Na prawdę dobra robota. Nie genialna, ale dużo lepsza niż wcześniej.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-12-20 18:35:10
20.12.2016 12:31
-3
odpowiedz
Persecuted
60

Skoro pojawiają się stwierdzenia, że to "najlepsza adaptacja filmowa gry video", to znaczy, że efekt musi być... co najmniej zadowalający.

Fakt, żadnej dotychczasowej adaptacji dziełem sztuki bym raczej nie nazwał, ale było wśród nich kilka - moim zdaniem - znośnych pozycji. OK, może niezbyt dobrych jako adaptacje, ale przynajmniej zjadliwych jako filmy (a to już pewien sukces). Mam tu na myśli przede wszystkim Silent Hilla, Prince of Persia, WarCrafta i Hitmana z 2007 roku. Jeżeli AC trzyma taki poziom, to nie ma tragedii.

14.12.2016 07:39
Persecuted
60

@robert357

A wiesz, że są jeszcze w Polsce miejsca, gdzie zdarzają się dosyć częste przerwy w dostawie prądu?

W ogóle co to za pomysł, żeby gry wymagały stałego opływu prądu?! Skandal!

11.12.2016 17:51
2
Persecuted
60

Zgadzam się, że Spec Ops to świetna i niedoceniona produkcja, ale aż takiej złej prasy nie miała. Na Metacriticu wykręciła 76 metascore i 8.2 userscore, także wielkiej dysproporcji nie widać.

11.12.2016 12:29
2
odpowiedz
Persecuted
60

Wydaje mi się, że wytłumaczeniem tego "fenomenu" jest specyfika tych gier.

Recenzent musi rzetelnie ocenić to co dostanie, a jeżeli trafi mu się projekt bardzo... "nietypowy", to istnieje duża szansa, że po prostu mu się nie spodoba, czemu da potem wyraz w recenzji. Gracz natomiast zawsze ma wybór i można założyć, że decydując się na zakup takiej - bądź co bądź - niszowej gry, robi to w pełni świadomie.

W końcu o ile takie Call of Duty czy Assassin's Creed przeciętny gracz może nabyć właściwie w ciemno, ze sporą szansą, że gra trafi w jego gust (są to w końcu produkcje lekkie, skierowane do bardzo szerokiego "targetu"), to na taki symulator kozy czy farmy trzeba być - w pewnym sensie - wewnętrznie przygotowanym i raczej nie może być mowy o zakupie "z przypadku".

Stąd wydaje mi się, że te pozytywne recenzje pochodzą właśnie od takich ludzi - którzy wiedzieli co kupują i po co. Dla jednych (np. dla mnie) Surgeon Simulator to irytujące badziewie, a dla innych źródło świetniej rozrywki. Ot gusta.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-12-11 12:31:12
11.12.2016 12:09
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

Pomysł fajny (jak wiele innych pokroju Observer, Agony, Inner Chains czy Scorn itp.), niemniej obawiam się, że całość skończy jako kolejny, niskobudżetowy średniak sklecony na fali popularności symulatorów chodzenia i VRu. Z Adr1ft też wiązałem spore nadzieje, a wyszło jak wyszło...

07.12.2016 22:38
odpowiedz
Persecuted
60

Jest popyt jest podaż. Żaden płacz i zgrzytanie zębami tego nie zmienią.

07.12.2016 17:12
-2
Persecuted
60

@Leopold2OOO

Nie ma to jak wytykać innym pisanie z fake'owego konta, co nie Legolas? ;]

07.12.2016 01:25
3
Persecuted
60

@xsas

To chyba zbyt mało się orientowałeś w temacie skoro tak twierdzisz. Nie znasz chyba przypadków (tutaj zarzucana innym przez Ciebie niewiedza), gdy osoby po jakimś czasie stwierdzały, że pociąga ich własna płeć, podczas gdy od dawna posiadali normalne rodziny. Bądź też przypadki ludzi którzy zostali "wyleczeni" z homoseksualizmu (ew. im "przeszło") No ale najlepiej wrzucić wszystko do jednego wora

Ponownie polecam lepsze zapoznanie się z tematem.

Tożsamości płciowej nie można zamknąć w prostych pojęciach w stylu "homo", "hetero" "bi" itd. Każdy człowiek jest pod tym względem trochę inny i nawet pomimo jednoznacznego zdeklarowania (np. jako hetero), mogą pojawiać się podwyższone poziomy pociągu (albo przynajmniej fascynacji) względem tej drugiej płci. Jest to z resztą proces, który kształtuje się z czasem i miewa różny przebieg. W okresie dojrzewania - zwłaszcza u dziewcząt - nierzadkie są przypadki podkochiwania się w koleżance czy nauczycielce, które czasem mijają bezpowrotnie (po wygaśnięciu burzy hormonów), a czasem wręcz się nasilają. Stąd mamy np. ludzi chętnych do różnych eksperymentów (w stylu "trójkącik" w różnych konfiguracjach), jak i ludzi całkowicie pozbawionych tego typu skłonności. Są wreszcie i tacy, u których nigdy nie dochodzi do ukształtowania się tak zwanej "dominującej orientacji" lub jest ona dominująca jedynie w sposób słaby i niestały (np. 55 do 45%) i to właśnie u nich najczęściej trąbi się o "wyleczeniu homoseksualizmu". Sęk w tym, że oni wcale homoseksualistami nie są. Oni po prostu nie mają jednoznacznie określonych preferencji i potrafią między nimi dryfować.
Freddie Mercury jest tu niezłym przykładem, bo jego też łączyły długoletnie związki zarówno z kobietami jak i mężczyznami, jednak nie równoległe, a następujące po sobie. On sam kilka razy mówił, że nie do końca wie kto pociąga go bardziej i jak powinien się określać.

Osobiście nie spotkałem się z tym aby osoby leworęczne, albo o danym kolorze oczu itp. przeprowadzały marsze tolerancji, parady równości albo ubiegały się o jakieś specjalne traktowanie. Nie widzę też by takie osoby organizowały sobie jakieś symbole (tęcza), czy skróty identyfikujące ich środowisko (LGBT) aby za ich pomocą demonstrować wszem i wobec swoją odmienność.
Skoro homo jest czymś normalnym, to po co marsze? po co wszelkie kampanie "tolerancji", czy akcje jak ta z tęczowymi koszulkami w Fifie? Normalność nie potrzebuje być propagowana.

A kiedy ostatnio spotkałeś się z sytuacją, że ktoś dostał w ryj za to, że jest leworęczny albo niebieskooki?

Jak już pisałem - skończy się homofobia, to skończy się walka osób LGBT. Ci ludzie walczą po prostu o swoje prawa i swoją godność, a ja to w pełni rozumiem.

A homoseksualizm jest w pełni zgodny z naturą, bo to właśnie natura go stworzyła (występuje z resztą nie tylko u ludzi, u innych zwierząt także).

A jak już chcesz rozliczać cudzą "zgodność a naturą", to przypominam, że do mutacji (a więc odstępstw od "normy"), należy zaliczyć między innymi właśnie leworęcznych, rudych i blondynów, a także posiadających kolor oczu inny niż brązowy.

To co, ich też prześladujemy i opluwamy?

06.12.2016 23:12
1
Persecuted
60

Zgadzam się, zwłaszcza z konkluzją. Twórcy Hitmana mają teraz doskonały fundament, który wystarczy jedynie wypełniać nową zawartością wysokiej jakości. Nową nawet nie w sensie mechaniki rozgrywki (bo tam niczego nie brakuje), ale raczej w sensie treści.

Coś w stylu serii Assassin's Creed, która też najpierw zbudowała sobie pewną podstawową formułę rozgrywki, a potem wtłaczała ją w różne epoki historyczne i realia.

A materiału na nowe zlecenia dla Agenta 47 mają aż nadto. Jest przecież tyle fascynujących zakątków na ziemskim globie, że spokojnie mogą tak pociągnąć i 7-10 kolejnych sezonów. Kto wie, może kiedyś trafi mu się jakaś mała robótka w Polsce? ;].

06.12.2016 21:52
-3
odpowiedz
12 odpowiedzi
Persecuted
60

Tak czytam te komentarze i dochodzę do wniosku, że w wielu przypadkach nie są wynikiem tylko i wyłącznie głupoty (chociaż z pewnością ma ona swój wydatny udział), ale również... niewiedzy i ignorancji. Gdyby ludzie trochę zainteresowali się tematem, to wiedzieliby, że wszelkie zaburzenia tożsamości płciowej ani nie stanowią choroby (bo nie wywołują dyskomfortu czy złego samopoczucia i jako takie nie podlegają leczeniu), ani nie powstają na płaszczyźnie świadomej decyzji obarczonej nimi jednostki. Innymi słowy - człowiek taki się rodzi i taki umiera, bo nie ma na to żadnego wpływu.

To z kolei uwypukla 2 kwestie:

1. Tego typu zaburzeń (jak i jakichkolwiek innych zaburzeń osobowości czy tożsamości) NIE DA SIĘ PROMOWAĆ. "Promować" to inaczej "czynić coś popularnym i pożądanym". Promować można więc nowy telefon, telewizor czy samochód, ale nie zaburzenia! To tak jakby ktoś - pod wpływem tego mitycznego "promowania homoseksualizmu" - miał nagle stwierdzić: "O kurde, homoseksualizm jest spoko, chętnie sam spróbuję!". Nawet gdyby ktoś faktycznie chciał (chociaż nie wiem po co...), to i tak NIE MOŻE, bo takich zaburzeń nie można wywołać siłą woli (ani lekami, terapiami czy czymkolwiek innym). Z tym się trzeba urodzić, podobnie jak z psychopatią czy Zespołem Aspergera.

2. Skoro nie mamy na to wpływu, to po co z tym walczyć? Możecie nienawidzić, prześladować, a nawet mordować homoseksualistów, ale oni byli, są i będą, czy wam (albo im samym) się to podoba czy nie. Oni nie mają na to wpływu i wy również, więc całe to zwalczanie nie ma sensu. To tak samo mądre i celowe, jak czepianie się leworęcznych, albo ludzi o konkretnym kolorze oczu... To waszym zdaniem fair by kogoś prześladować za to, że urodził się inny?
Coś czuję, że znaleźlibyście wspólny język z pewnymi zwolennikami niebieskookich blondynów...

A dlaczego homoseksualiści nakręcają te wszystkie akcje? Właśnie przez was homofobów! Gdybyście nie darzyli ich otwartą niechęcią, nienawiścią i pogardą, to nie byłoby problemu. Oni nie żądają przywilejów czy specjalnego traktowania, oni chcą być po prostu ludźmi i żyć jak normalni ludzie, bez agresji, poniżania, wytykania palcami, dyskryminacji itd. Gdy te zjawiska znikną, nie będzie potrzeby przeprowadzania jakichkolwiek akcji na rzecz tolerancji LGBT.

06.12.2016 21:09
-2
Persecuted
60

@RobmalYetiowskiTheGracz

Dlaczego? Ciasno ci?

06.12.2016 17:37
-7
Persecuted
60

Propagowanie czy też promowanie homoseksualizmu, jest tak samo logiczne jak propagowanie u ludzi zielonych oczu ;].

06.12.2016 16:00
2
odpowiedz
Persecuted
60

Czyli ich politycy to tacy sami kretyni jak nasi. Zamiast zajmować się realnymi problemami (których Rosja ma od groma), skupiają się na kolorze tekstur w grze komputerowej... Podatnicy są na pewno usatysfakcjonowani.

06.12.2016 15:58
-7
Persecuted
60

Jeżeli EA się ugnie, to będzie niezły absurd.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-12-06 16:00:10
05.12.2016 22:55
1
odpowiedz
Persecuted
60

Co do Assassyna, to jego stronniczość jest akurat uzasadniona fabularnie. Praktycznie każda odsłona oscyluje wokół odwiecznego konfliktu asasynów i templariuszy, toteż twórcy muszą dosyć jasno określać kto trzyma z kim i w ten sposób dzielić na dobrych i złych.

Jest to niestety trochę pójście na łatwiznę, bo przecież nawet przyjmując taką polaryzację, wcale nie trzeba wszystkich szufladkować tak sztywno i zerojedynkowo. Zawsze można próbować pokazać zagadnienie z kilku różnych perspektyw, nawet w obrębie stałej osi asasyni vs templariusze. Z drugiej strony właśnie wspomniane Unity, było temu chyba najbliższe. Pamiętam zaprezentowane tam kreacje Napoleona czy Marquisa de Sade, które wcale takie jednoznaczne nie były ;].

A wizja Ubi, w której "ci dobrzy" stanęli po stronie monarchii, moim zdaniem wynika z przede wszystkim z tego, że jakoś musieli to dopasować do swojej odwiecznej barykady i zwaśnionych frakcji po jej obu stronach. Chyba doszli do wniosku, że rewolucjoniści jednak bardziej pasują na templariuszy :).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-12-05 22:57:01
02.12.2016 12:37
8
odpowiedz
Persecuted
60

Filmik nie powala ale bądźmy szczerzy, pokazali na nim to, co nigdy specjalnie mocną stroną tej serii nie było (czyli plastikową i drętwą walkę z "zabawkowymi", laserowymi karabinkami). Siła ME zawsze leżała w fabule, klimacie, postaciach, wyborach, a tego na filmiku nie pokazali wcale.

Oni sami to zawalili. Twórcy Wiedźmina przytomnie wyszli z założenia, że prezentując grę cRPG, trzeba pokazać coś konkretnego, co uwypukli jej walory jako gry fabularnej, np. jakieś zadanie poboczne z zarysowaną historią, dialogami, wyborami itd., a nie losowe urywki naszpikowane akcją i wybuchami. No ale marketingowcy EA chyba wiedzą lepiej...

Ja tam czekam na materiały z większą ilością kosmosu, eksploracji, fabuły i klimatu. To co zobaczyłem raczej nie napompowało mojego hype'u, ale też pozwoliło zachować umiarkowany optymizm (raczej klęski nie będzie).
Jeżeli jednak potwierdzą się przypuszczenia i gra zbyt mocno skręci w stronę Dragon Age "zbieraj 200 pierdołek na godzinę" inkwizycji, Andromeda dostanie od graczy pewnie coś w okolicach 6-7/10 i na tym się skończy "nowa trylogia"...

Ostrożnie trzymam kciuki.

02.12.2016 12:22
Persecuted
60

Racja, ale to już trochę tradycja tej serii, czyż nie? ;).

Z resztą filmiki z ME2 też nie wyglądały zbyt dobrze (ta sama drętwota co poprzednio), a moim zdaniem przeskok gameplayowy względem "jedynki" był ogromny. Lepiej czuć było moc broni i trafienia w przeciwników, system osłon dawał radę, umiejętności miały większą użyteczność itd. Jasne, nadal nie był to poziom chociażby GoWa, ale grało się po prostu przyjemnie.

PS. Już nie współpracujesz z serwisem? Zdawało mi się, że miałeś "plakietkę" GOLa...

27.11.2016 09:12
2
Persecuted
60

@Up

1.

"konstrukcja świata (rozmieszczenie potworów i questów)"
Jest jak w większości RPGów z otwartym światem? Nie widzę tam nic złego...

=========

Idziesz do wioski przeznaczonej na początkowe fazy rozgrywki, podchodzisz do tablicy ogłoszeń i zbierasz zadania. Na poziom 7, 10, 6... i 34. Po co tam takie zadanie? Żeby przez pół gry zaśmiecać quest loga? To tak samo bezsensowne, jak zebranie zadania na poziom 12, będąc w lokacji przeznaczonej dla poziomów 25+ (co też się zdarzało).

Podobnie z potworami. Jestem w jakimś początkowym obszarze. Widzę jezioro, a na jego brzegu skrzynkę ze skarbem i pilnujące jej utopce na 6 poziomie. Po ich zabiciu, zauważam w moim polu widzenia (w odległości mniej niż 20 metrów) kolejny skarb pilnowany przez podobną grupkę utopców. Podchodzę do nich, a one mają 29 poziom... Omijam je i idę dalej brzegiem tego samego jeziora. Napotykam kolejną grupkę utopców pilnujących kontrabandy (w odległości kilku metrów od tych silnych), które ponownie mają 6 poziom...

Odwrotne sytuacje też miały miejsce. Np. czyściłem ze znaczników obszar na wysoki poziom 30+ i spotykałem tam grupki bandytów pilnujące "ciekawych miejsc", mające poniżej 10 poziomu. Ubaw po pachy, wyrżnąć wszystkich jednym cięciem, a potem - w ramach nagrody - zabrać bezwartościowy śmieć.

Czemu taki design świata ma służyć? Dla mnie - poza sztucznym rozbijaniem "flow" eksploracji - nie wnosi on nic pozytywnego ani ciekawego do rozgrywki

2.

"eksploracja"
A cóż dziwnego jest w eksploracji? Działa na zasadzie innych gier, idziesz do lokacji, robisz zadanie, itd. jakieś konkrety?

==========

Po części to co napisałem wyżej, ale poza tym przeszkadzał mi jej kompletny bezsens w zakresie balansu i proporcji. Świat przepełniony był "ciekawymi miejscami" - skrzynkami, kontrabandą, podziemiami, opuszczonymi wioskami, uwięzionymi kupcami, siedliskami potworów itd., co początkowo wydawało się fajne. Bardzo szybko jednak "odkrywanie" tego wszystkiego przestało mi sprawiać jakąkolwiek satysfakcję czy frajdę. Było tego za dużo, było to zbyt powtarzalne, a nagrody były po prostu mega słabe i generyczne (po jaki ciul mi kolejna, losowo wygenerowana kedweńska kurtka, skoro wiedźminski pancerz deklasuje wszystko?).

Dla mnie dobra eksploracja jest wtedy, kiedy w grze jest może 10-20 interesujących miejsc (a nie 200!), przy czym każde ma w sobie coś unikatowego i ciekawego oraz może zapewnić graczowi jakąś cenną i na prawdę użyteczną nagrodę za cały jego trud (np. super miecz czy pancerz).

Dobry przykład - grobowce z Assassin's Creed Brotherhood i Revelations.

3.

"crafting"
I znów to samo co w większości gier, zbierasz surowce i robisz...

============

Sam w sobie crafting w W3 był świetny - bardzo rozbudowany i fajnie pomyślany (zwłaszcza to rozbijanie przedmiotów na surowce). Niemniej zupełnie mi on nie pasował do postaci Geralta i jego profesji. Momentami czułem się jak obwoźny skup złomu, a nie wędrowny zabójca potworów. Zwłaszcza że moim zdaniem dużo pary poszło w gwizdek, bo osobiście poza wiedźmmińskim rynsztunkiem nie stworzyłem niczego.

4.

"zwłaszcza dla osoby znającej pierwowzór i wiedzącej od początku kim jest Ciri, Dziki Gon, Avallac'h, o co chodzi z białym zimnem, Emhyrem itd.)."
Nie za bardzo rozumiem co ma znajomość książek do gier? Równie dobrze można to powiedzieć o pierwszej części, tam fabuła również jest analogią do książek...

=============

To przecież dosyć oczywiste. Żeby wirtualna fabuła była dobra, musi zawierać w sobie jakąś tajemnicę albo niedopowiedzenie. Coś, co zostanie wyjawione graczowi z czasem, w miarę postępów w grze.

Dla mnie takiego elementu w wątku głównym Wiedźmina 3 w ogóle nie było. Znając książki wiedziałem dokładnie kim jest Ciri i dlaczego wszyscy się tak nią interesują. Kim jest gon i czego chce od młodej. Dlaczego Emhyr szuka córki i dlaczego ona nie chce przez niego być znaleziona. Skąd pochodzi moc Ciri i jak ona działa. Kim dla Ciri jest Geralt i skąd oni w ogóle się znają. O niektórych z tych elementów dowiadujemy się w grze bardzo późno i to dosyć szczątkowo (albo wcale), co moim zdaniem twórcy zrobili z rozmysłem, chcąc w ten sposób stworzyć pewien suspens dla osób nie znających pierwowzoru.

W rezultacie strasznie się wynudziłem, bo fabuła właściwie nie była w stanie mnie niczym zaskoczyć (inaczej niż "jedynka", "dwójka" i DLC do "trójki", które były autorskimi, o wiele lepiej napisanymi historiami i bawiłem się przy nich świetnie, śledząc z wypiekami na twarzy przebieg wydarzeń). Nawet to, że Ciri jednak "ożyje" w kulminacyjnym momencie na wyspie mgieł, było dla mnie dosyć oczywiste (choć uważam, że właśnie jej śmierć w tamtym momencie byłaby ciekawa i zaskakująca).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-27 09:28:17
26.11.2016 16:16
odpowiedz
4 odpowiedzi
Persecuted
60

Wiedźmin 3 jako całość jest spoko (głównie za sprawą klimatu, postaci i dialogów), ale nie robiłbym z niego takiego cudu. Pod względem mechanizmów typowo cRPGowych jest to moim zdaniem wręcz jedna z gorszych gier w tym gatunku. Rozwój postaci, system levelowania, konstrukcja świata (rozmieszczenie potworów i questów), eksploracja czy crafting, za bardzo moim zdaniem przypominały grę MMO i w rezultacie bardziej irytowały niż dawały frajdę. Fabuła też jakaś szczególnie dobra nie była, uważam wręcz, że najsłabsza z całej trylogii (zwłaszcza dla osoby znającej pierwowzór i wiedzącej od początku kim jest Ciri, Dziki Gon, Avallac'h, o co chodzi z białym zimnem, Emhyrem itd.).

25.11.2016 20:39
2
Persecuted
60

Zależy od wizji, prawie każda religia ma swoje piekło :).

25.11.2016 17:39
4
Persecuted
60

Dla mnie pierwszy Wiedźmin miał świetnie zrobione wybory. Raz, że były odwleczone w czasie (więc nie bardzo był sens by wczytywać zapis i testować inne rozwiązania, bo to wymuszałoby powtórzenie wielu godzin gry), a dwa, że na prawdę robiły różnicę. Może nie wywracały historii do góry nogami, ale dawały poczucie posiadania wpływu na otoczenie i wymuszały liczenie się z odczuwalnymi konsekwencjami.
Np. w pierwszym rozdziale można było pomóc havekarom i zabić wiewiórki albo odwrotnie, stanąć po ich stronie i pomóc im zdobyć broń. Dzięki niej, wiewiórki przeprowadzały później udany zamach w wyzimskiej karczmie, wskutek czego życie tracił niejaki Coleman, przez co my traciliśmy dostęp do paru zadań pobocznych, a przebieg jednego z głównych był trochę inny. Takie wybory to ja rozumiem! Struktura rozgrywki pozostaje z grubsza taka sama (a więc twórcy nie muszą się martwić setkami rozgałęzień), a jednak gracz ma poczucie, że odcisnął jakieś piętno na przebiegu fabuły.

"Dwójka" też nie była pod tym względem zła, bo przecież od naszej decyzji zależał przebieg właściwie całego II aktu (jakieś 10-15 godzin gry!). Nie wszystkie wybory były realne, ale większość wypadła fajnie.

25.11.2016 00:33
1
Persecuted
60

@Crod4312

Ja akurat nie mam nic przeciwko "otwieraniu światów" w grach, zwłaszcza, gdy pasuje to do ich konwencji (czyli prawie zawsze, bo otwarty świat jest jak "elementy cRPG" - pasuje niemal do wszystkiego). Warunek jest jednak taki, że musi to być zrobione z pomysłem i rozsądkiem, a nie "napchamy 200 znaczników na mapie i jakoś to będzie".

Wspomniane przez Ciebie Mirror's Edge moim zdaniem aż prosiło się o otwarty świat, ale nie taki jak w Catalyst! Był tam potencjał na zbudowanie czegoś na prawdę fajnego, ale postawili na nudny i pusty świat wypchany masą generycznej zawartości.

Otwarty świat to dla mnie nieskrępowana niczym możliwość odkrywania nieznanego, ciekawość, radość z eksploracji, nieliniowość, poczucie samodzielności w decydowaniu o swoim wirtualnym losie itd. Wielkie i wydmuszkowe światy te atuty po prostu niwelują.

Dark Souls, Darksiders, Gothic - tak moim zdaniem powinno się konstruować świat w grze cRPG.

24.11.2016 21:56
2
odpowiedz
5 odpowiedzi
Persecuted
60

Przeczytałem i czuję się zbrukany...

Moim zdaniem ten durny design "napęczniałych od teoretycznej zawartości wydmuszek" nie zniknie ze współczesnych produkcji, dopóki projektanci nie zrozumieją, że otwarty świat wcale NIE MUSI BYĆ DUŻY! (choć są od tego wyjątki. W takim GTA - z racji obecności pojazdów - jednak musi być poczucie pokonywania znacznych odległości). Świat w grze powinien być przede wszystkim ciekawy i różnorodny. Duży powinien być jedynie wtedy, gdy faktycznie służy to rozgrywce (czyli baaaardzo rzadko).

Gry z serii KOTOR miały raptem po kilka planet do zwiedzenia (a na każdą z nich składało się ledwie parę tunelowych, oddzielonych ekranami ładowania lokacji) i komuś to przeszkadzało? Obie gry były długie, treściwe i szalenie satysfakcjonujące (także fabularnie).

Andromeda - według plotek - ma udostępniać ponad setkę w pełni "odwiedzalnych" planet. Ja się pytam: Po jaką cholerę?! Ktoś by na prawdę narzekał, gdyby cała gra toczyła się np. w obrębie tylko jednego układu gwiezdnego z niewielką ilością planet i ciał niebieskich (czegoś na wzór naszego Układu Słonecznego)?

Mam dosyć cRPG w stylu Skyrima, Wiedźmina 3, Inkwizycji, Fallouta 3-4 itd., czyli gier pełnych generycznej zawartości umieszczonej w nich w myśl zasady: "No trzeba dać graczom coś do roboty przez te 200 godzin". Chcę małego ale ciekawego świata i przede wszystkim dobrej historii! Już w sumie nie pamiętam, kiedy ostatnio jakiś "otwratoświatowiec" dał mi jakąkolwiek satysfakcję z ukończenia głównego wątku fabularnego. To było chyba w okolicach Wiedźmina 2 (czyli gry, która w sumie otwartego świata nie miała...).

Nadal czekam na Andromedę, ale po tych doniesieniach moje oczekiwania zjechały z 9/10 na 4/10...

24.11.2016 08:52
5
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

Jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, pamiętajcie, że to ma być przede wszystkim uczta dla graczy, a nie pasjonatów historii. Zmierzam do tego, że jeżeli nowy TW ma stworzyć kolejną odnogę marki, to musi ona wystarczająco mocno - na płaszczyźnie rozgrywki i ogólnego klimatu - odróżniać się od innych podserii. Do tego stopnia, że przeciętny gracz musi już po kilku minutach obcowania z produktem, być w stanie stwierdzić, że gra w coś zupełnie nowego, czego do tej pory w tej serii nie było.
Obstawiam, że właśnie dlatego XVI i XVII wiek zostały dotychczas pominięte i z tego samego powodu znowu do gry nie trafią. Pod względem historycznym stanowią doskonały temat na grę, ale czy pod względem mechaniki rozgrywki również? Gra musiałaby być czymś pomiędzy Medievalem a Empire'em i nie jestem pewien, czy byłoby to wystarczająco świeże i oryginalne.

Z drugiej strony można to w pewnym sensie "obejść". Jak słusznie zauważył Clash01, ostatnie odsłony z tej serii, oprócz zróżnicowanych epok historycznych, stawiają też na pewne motywy przewodnie, charakterystyczne dla danego miejsca i czasu, wprowadzając do ugry unikatowe mechaniki (np. Shogun II i podział królestwa czy Attila i wędrówki ludów). Gdyby więc twórcy wystawili na pierwszy plan jakąś wystarczająco ciekawą, charakterystyczną tylko dla tego okresu i mocno odmieniającą rozgrywkę mechanikę, wtedy to by się mogło udać. Może np. coś związanego z reformacją? Przydałoby się, żeby jakiś TW wreszcie wykorzystał należycie wpływ religii na światową geopolitykę.

Jeżeli nie, to ja stawiam na starożytne Chiny. To świetny materiał na grę, wystarczająco mocno odróżniającą się od dotychczasowego dorobku serii.

22.11.2016 20:28
Persecuted
60

Czepianie się wyglądu Diablo 3 jako za mało "mhocznego" już dawno wyszło z mody ;).

Owszem całość jest dosyć kreskówkowa, co wcale nie musi się każdemu podobać i w pełni to rozumiem, ale przyrównywanie oprawy Diablo 3 do "casualowej gry dla dzieci" jest - eufemistycznie rzecz ujmując - mało mądre i niepoważne...

Wskaż mi proszę jedną grę dla dzieci, która wygląda jak Diablo 3.

22.11.2016 15:42
2
Persecuted
60

Mniejsza o to GDZIE pokazali, ważniejsze CO pokazali. Ten filmik był po prostu strasznie słaby, raptem kilka ujęć z wnętrza dziwnej bazy obcych czy innej świątyni.

Trochę wnerwiające jest to wodzenie za nos. Gra rzekomo wychodzi w marcu (czyli za niecałe 4 miesiące!), a oni robią wielkie wydarzenie, bo mają pokazać PIERWSZY, prawdziwy gameplay... Coś tu chyba nie gra.

W takie zagrywki to się może bawić Blizzard albo Rockstar. Ani EA, ani Bioware nie mają aż takiego kredytu zaufania u graczy (zwłaszcza po średnio udanej Inkwizycji), żeby ludzie z wypiekami czekali na kilkusekundowe, wyrwane z kontekstu urywki pełne wybuchów i strzelanin.

Sam strasznie na Andromedę czekam, ale irytacja powoli bierze górę nad ekscytacją...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-22 15:44:27
22.11.2016 13:42
2
odpowiedz
Persecuted
60

Ja bym się tu dopatrywał kilku czynników:

1. Powtórka z Assassin's Creed Unity i Syndicate, czyli następna część sprzedaje się gorzej niż poprzednia, mimo że prawie pod każdym względem jest lepsza. Być może gracze nie chcieli ryzykować i nie dali marce kolejnej szansy po poprzednim rozczarowaniu.

2. Zmiana klimatu. Początkowo sam czekałem na WD 2. Przestałem w momencie ogłoszenia pierwszej zapowiedzi, bo mam alergię na klimaty w stylu "yo madafaka nigga cool kids ziooom". Być może nie tylko ja...

3. Siłą tego typu sandboxów (czyli zbieracko-kolekcjonerskich z milionem znaczników na mapie), nie są wcale aktywności poboczne w stylu odhaczania skrzynek czy liścików na długaśnej liście, tylko wykreowany świat przedstawiony. To właśnie on ma nas wciągać i zaabsorbować, a czyszczenie mapy z ikonek powinno być jedynie pretekstem do spędzenia w tymże świecie dodatkowych godzin. To właśnie dlatego gry pokroju Assassin's Creeda, Mad Maxa, Far Cry'a czy Mafii 3, znajdują nabywców. Niestety, świat Watch Dogs w ogóle nie powala. Ot, coś w rodzaju naszej rzeczywistości, tylko odrobinkę bardziej futurystycznej i dystopijnej. Żeby setting tego typu kogokolwiek zainteresował, musi być dopracowany i bogaty w detale co najmniej na poziomie GTA... co łatwe (ani tanie) nie jest.

Spodziewam się, że po tej odsłonie marka zostanie porzucona (może na jakiś czas, może na zawsze). Wchodząc na to terytorium musisz albo konkurować z GTA pod względem jakości wykonania i poziomu dbałości o detale (a takie starcie jest prawie niemożliwe do wygrania, choć kilku próbowało), albo zaprezentować coś, co wystarczająco mocno wyróżni twój świat na tle reszty (np. ciekawy setting, świeża mechanika, dobra fabuła, ciekawe postaci itp.).

Z wyżej wymienionych, Ubisoft potrafi zaskakiwać jedynie fajnymi settingami (to bez wątpienia jego ogromny atut) i od czasu do czasu napisać całkiem znośne postaci (vide Far Cry i Assassin's Creed), ale pod tym względem WD jest już chyba spalony (bo z czym mogliby jeszcze wyskoczyć?). Bez totalnego przeobrażenia świata tej gry (np. w coś w stylu Mirror's Edge czy Deus Ex'a), nie wyobrażam sobie jej dalszej przyszłości.

22.11.2016 12:23
odpowiedz
Persecuted
60

Od dawna miałem oko na tą gierkę (stary dobry Commandos + feudalna Japonia = czego więcej potrzeba? ;]), ale trochę bałem się o jej jakość (niezbyt znane studio + dosyć niszowy gatunek, który można dosyć łato zepsuć niedoróbkami technicznymi albo przesadnie zawyżeniem poziomem trudności). Demko jednak mnie uspokoiło - kupuję :). Gra jest ładna (lekko rysunkowa grafika), klimatyczna (są japońskie dialogi!) i całkiem przyjemna w odbiorze (choć to może ulec zmianie, w demie jest tylko tutorial, więc wszystko idzie dosyć gładko :p). To już druga ostatnimi czasy (po Aragami) dobra gra z japońskim settingiem - miło.
Plusik dla twórców za odwagę i wypuszczenie wersji demonstracyjnej w tych czasach.

PS. Trochę paradoksalne, ale na dobrą grę o Japonii trzeba zazwyczaj czekać, aż zrobi ją studio spoza Azji ;).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-22 12:27:09
19.11.2016 20:11
-1
Persecuted
60

@Up

Spoko. Żeby to zrozumieć, wystarczy nie być aroganckim bufonem, dla którego dana gra jest słaba na zasadzie "bo ja tak mówię". Ergo - dla Ciebie Primal jest bublem, ale wielu innym się podobała. Nie podzielasz tego zdania? Twój problem.

18.11.2016 21:53
-2
Persecuted
60

@Gorn221

A nie, bo AC II był najnudniejszy. Bo ja tak mówię ;].

18.11.2016 17:46
odpowiedz
Persecuted
60

Obstawiam WWI, bo to jedyny okres historyczny, który się jeszcze nie pojawił, a w miarę racjonalnie da się przerobić na mechanikę TW. Osobiście uważam jednak, że powinni pójść drogą Shoguna II i zamiast na zmienione czasy (i po raz kolejny rzucać nas do Europy w jakimś tam okresie), postawić na nowe miejsce. Skupić się chociażby na Ameryce Północnej i Środkowej, przedstawiając najciekawsze okresy z jej historii, czyli np. konkwistę, wojnę o niepodległość, wojnę secesyjną itd. Inne propozycje to Chiny, Indie albo Afryka.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-18 18:10:51
18.11.2016 17:40
Persecuted
60

@Orek666

Żołnierze z intra to Bizantyjczycy, a noszone przez nich pancerze bardzo przypominają XVI wieczne, bizantyjskie zbroje:

Gra:

https://i.ytimg.com/vi/rn8e4VFLHhM/maxresdefault.jpg

Oryginał:

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/f3/0e/59/f30e595f731cd31ad6fee708fa20cc48.jpg
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/09/8c/6b/098c6b0e3f07baedf1f47daddbd23653.jpg

Wiadomo, że Ubi dorzucił do tego trochę swojej fantazji, ale co w tym złego? Tak się składa, że historyczne pancerze - jako że miały przede wszystkim zapewniać ochronę - zazwyczaj nie wyglądały zbyt... atrakcyjnie. Z tego powodu filmy, gry czy komiksy prawie zawsze wprowadzają jakieś własne modyfikacje, żeby nadać im trochę bardziej "badassowy" wygląd. Ot choćby wyśmienity Gladiator z 2000 roku. Na pierwszy rzut oka pancerze legionistów wyglądają OK, ale jak im się dokładniej przyjrzeć... :). Zmniejszono im ochraniacze karku i policzków, powiększono kirysy, dodano wysokie nagolenniki i karwasze, dzięki czemu wyglądają bardziej masywnie, pancernie, potężnie.

Oczywiście niektóre pancerze same z siebie wyglądają bardzo fajne i nie wymagają modyfikacji (albo nieznacznych), np. zbroja husarska, zbroja francuskiego kirasjera, czy pancerz samuraja.

Wiedźmin 3 poszedł w tym aspekcie w realizm i moim zdaniem nie wypadł za dobrze. Większość dostępnych pancerzy wyglądała śmiesznie lub głupio, a przecież nie o to chodziło...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-18 18:14:38
18.11.2016 12:15
-2
Persecuted
60

Ostatnio?

Jak dla mnie w okolicy AC: Syndicate i DLC do niego (świetna gra, świetny dodatek), choć nie brakuje i takich, którym podoba się Watch Dogs 2 i The Division.

A Ubisoft dostaje taki odzew graczy, na jaki zasługuje. Zbiera baty gdy coś spaskudzi i pochwały gdy zrobi coś dobrze. Uczciwie.

EDIT:
====
Zapomniałem o Far Cry Primal. Daleki od ideału ale też spoko. Spory plus za odwagę, by przenieść serię w zupełnie inne realia, mocno oderwane od wcześniejszych.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-18 12:49:04
18.11.2016 12:12
1
Persecuted
60

Orek666

"Mianowicie przeciwnicy byli odziani w cały komplet ubrań i uzbrojenia począwszy od Iw n.e. do jakiegoś XVIII włącznie - co jest absurdalne do tego stopnia że powinni jeszcze do naszego protagonisty strzelać z kalasza ( w końcu od roku 1800 do 2000 to tylko 200 lat)"

Możesz jaśniej? Bo nie rozumiem o co chodzi w tym zdaniu. To źle, że przeciwnicy mieli ubrania, broń, a czasem nawet - adekwatnie do epoki historycznej - także pancerz? Powinni chodzić nadzy czy jak?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-18 12:12:27
17.11.2016 18:29
5
Persecuted
60

Jaki kraj, takie gry, ale wszystko jeszcze przed nimi.

Generalnie uważam, że dobrym pomysłem jest uderzanie w ich rodzime (afrykańskie) klimaty. Przecież taka gra jak Wiedźmin 3 podbiła zachód nie dlatego, że wszyscy nagle zakochali się w słowiańszczyźnie. To raczej efekt "czegoś nowego", zdecydowanie odmiennego od typowej dla świata zachodu fantastyki "post-tolkienowskiej". To samo obserwujemy z resztą przy grach osadzonych np. w mitologii nordyckiej, perskiej, japońskiej czy inuickiej, gdzie odmienność od mainstreamu sama w sobie jest wielką zaletą. Jeżeli jeszcze całość jest w miarę zjadliwa jako gra, to sukces jest właściwie zagwarantowany.

17.11.2016 16:46
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

Super, zostaje czekać na GOTY i być może dostaniemy najlepszą odsłonę serii, która przebije nawet Shoguna II z dodatkami :).

16.11.2016 22:52
1
odpowiedz
Persecuted
60

Ten dysonans był, jest i będzie, bo w większości przypadków po prostu nie da się od niego uciec, co wynika z samej natury gier video.

Przykładowo, co musi się znaleźć w strzelance, by zapewniała graczowi właściwy poziom rozrywki i dobrej zabawy? Oczywiście strzelanie, a najlepiej dużo strzelania... No ale przecież nie w każdej grze można racjonalnie wytłumaczyć fakt, że nasz protagonista jest masowym mordercą. O ile we wspomnianym Dead Space jest to w pełni uzasadnione (choć niekoniecznie logiczne, bo co niby jest w Isaacu takiego wyjątkowego, że nie może mu dać rady cały rój necromorphów?), to już w takim Maxie Payne kompletnie nie przejdzie. Bo jak cholera zracjonalizować to, że w czasie całej kampanii nasz bohater w pojedynkę(!) kładzie trupem KILKUSET wrogów (często lepiej od siebie uzbrojonych i wyposażonych)? Pomijając fakt, że nijak to nie pasuje do byłego gliniarza o dosyć mocnym kręgosłupie moralnym, zwraca w tym uwagę przede wszystkim totalny brak realizmu. Zwykły koleś bez super mocy robi coś takiego? Niby jak?! Logicznie tego uzasadnić nie sposób, a zmiana koncepcji rozgrywki nie wchodzi w rachubę. Pozostaje więc... udawanie. W takiej sytuacji gry po prostu prowadzą narrację dwutorowo - z jednej strony za pomocą gameplayu, z drugiej za pomocą wszystkiego, co gameplayem nie jest. Co ważne, obie te płaszczyzny są najczęściej od siebie niezależne i udają, że nie wiedzą o swoim istnieniu, ani występującej między nimi sprzeczności.

Jeżeli ktoś nie zagra w Tomb Raidera z 2013 roku, a jedynie obejrzy na Youtubie wszystkie cut-scenki (to się nazywa "Full Movie"), to - być może ku swojemu zaskoczeniu - odkryje, że wtedy narracja jest zaskakująco spójna. Ewolucja Lary z delikatnej dziewczyny w mistrza przetrwania, odbywa się tam stopniowo i całkiem naturalnie, bez absurdów w stylu mordowania całych zastępów najemników czy kultystów, pomiędzy scenami umartwiania się nad brutalnością i niesprawiedliwością ludzkiego losu...

Z Maxem Paynem w 3 części jest z resztą podobnie. W jednej scenie Max zostaje postrzelony w ramię z karabinu sniperskiego. Pomijając fakt, że w rzeczywistości ten kaliber z takiej odległości prawdopodobnie urwałby mu rękę, fragment ten pokazuje, że Payne jest tylko (starzejącym się) człowiekiem - kruchym i śmiertelnym, a nie superbohaterem. Spoko, tylko jak to się ma do pozostałych 10 godzin gry, w których Max bierze na klatę setki albo tysiące pocisków, po których nie zostaje nawet ślad? Max z cut-scenek i Max z gameplayu to zwyczajnie dwie, zupełnie różne postaci, przy czym gra udaje, że istnieje tylko ten pierwszy (śmiertelny). Max-cyborg służy nam jedynie na płaszczyźnie rozgrywki.

A pamiętacie Geralta, który ciągle narzekał na brak gotówki, mimo że sterujący nim gracz obracał majątkiem jakiego chyba nikt inny w świecie gry nie psoaidał (z czego z resztą sami twórcy zdawali sobie doskonale sprawę, bo inaczej nie ustalaliby kosztów renowacji posiadłości czy ulepszeń zaklinacza na kilkadziesiąt tysięcy koron novigradzkich...)?

A te wszystkie sytuacje, w których bohater gry cRPG nosi przy sobie 12 mieczy i 4 pełne zbroje płytowe? Nic sobie nie robi z 3 strzał wbitych w głowę? Wypija 20 butelek z napojem leczniczym, jedna po drugiej?

Skąd takie przypadki? Jak już wspomniałem, podyktowane jest to wymogami rozgrywki. Lara prawdopodobnie nie musiałaby tyle walczyć, a np. się skradać (co dla mnie nie stanowiłoby problemu, bo lubię ten gatunek). Tylko ile taka koncepcja miałaby wspólnego z dawnym TRem? Czego by nie mówić o obecnym kształcie tej marki, jest ona całkiem - w swoich założeniach - podobna do pierwowzoru, tyle że unowocześniona i dostosowana do dzisiejszych - bardziej realistycznych i filmowych - standardów.

Max pewnie też mógłby napotykać na swojej drodze o 80-90% mniej przeciwników, tylko czy to byłaby dobra zabawa? Strzelanka, w której nie ma za wiele strzelania?

Taka fikcja jest potrzebna, inaczej wiele gier po prostu nie miałoby prawa istnieć.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-16 23:00:11
14.11.2016 15:25
Persecuted
60

Najwyraźniej nie rozumiesz jak to działa.

W umowach cywilnych, strony mogą sobie zawrzeć takie postanowienia, na jakie mają ochotę, byle tylko były one zgodne z obowiązującym prawem. Nie może tam więc trafić klauzula w stylu:

"Jeżeli nie zapłacisz w terminie, to przyjadę i wytnę Ci nerkę",

ponieważ jest to niezgodne z prawem. Można natomiast zamieścić coś takiego:

"Jeżeli nie zapłacisz w terminie, naliczę Ci karę umowną w wysokości X".

Valve umieszczając w umowach licencyjnych klauzulę o zakazie udostępniania konta innym osobom, MA DO TEGO PRAWO (bo żaden zewnętrzny przepis im tego nie zabrania) i jest to właśnie realizacja wspomnianej przeze mnie "swobody traktowania" (wywodzącej się jeszcze z prawa rzymskiego).

Najprościej ujmując: Strony mogą zawrzeć w umowie wszystko to, czego prawo im nie zabrania.

14.11.2016 13:30
-2
Persecuted
60

1. To nie jest prawo polskie.
2. Prawo dalszej dzierżawy czy wynajmu można umowie ograniczyć, co Valve zupełnie legalnie czyni w swoich umowach licencyjnych (wystarczy się wczytać).

14.11.2016 13:28
-1
Persecuted
60

Oczywiście, że sklepy nie tworzą prawa. Niemniej istnieje coś takiego, jak "swoboda traktowania", w granicach obowiązującego prawa. Valve trzyma rękę na pulsie i tak konstruuje czy modyfikuje swoje umowy licencyjne, że niewiele można im zarzucić i niewiele można ugrać w ewentualnym sporze z nimi.

14.11.2016 13:25
-1
Persecuted
60

@Up

"niezmienia to faktu, że kupując używkę możesz na ps4 grać jak w nówkę"

Sam sobie odpowiedziałeś, dlaczego tak jest. Używany samochód zawsze będzie tańszy od nowego, bo przy samochodzie dochodzi aspekt starzenia się i zużycia. Gra sama w sobie się nie zużywa (ewentualnie nośnik), więc zakup używki oznacza praktycznie to samo co zakup nówki, tylko zazwyczaj zdecydowanie taniej. Dlatego właśnie nie jest to w porządku.

14.11.2016 12:12
Persecuted
60

@Up

Jak nie mają problemu? Oczywiście, że mają. Właściciele konsolowych platform już od dawna starają zwalczyć rynek używek, działając różnymi sposobami (np. dodając różne bonusy w formie DLC albo dostarczając tryb multiplayer w formie cyfrowego, jednorazowego klucza) . Wszystko zmierza w stronę Steama, czyli gier na stałe "przypiętych" do konta MS czy Sony i tak się pewnie stanie.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-14 12:12:30
14.11.2016 12:07
-1
Persecuted
60

@Up

Dlaczego nie ma prawa, skoro z regulaminu wynika coś wprost przeciwnego?

14.11.2016 10:57
-1
Persecuted
60

@Up

Akurat Valve robi to zgodnie z prawem, bo całość ma formę usługi opartej na subskrypcjach, a nie prostej transakcji sprzedaży produktu. I nie jesteś niestety właścicielem konta, a jego "posiadaczem", który na określonych warunkach je od Valve "wydzierżawia". Możesz go być - na określonych warunkach - pozbawiony, tak samo jak można Ci ograniczyć dostęp do niego. Innymi słowy, nie masz wobec tego konta przymiotów typowo właścicielskich i nie jest ono Twoje na stałe. Valve może równie dobrze zamknąć Steama i stracisz wszystko - zupełnie legalnie.

14.11.2016 10:49
Persecuted
60

@Up

Możesz, tylko po co? Po co masz kupować w sklepie za 100% ceny, skoro możesz mieć to samo za 80% ceny? Gdyby Steam dopuścił handel grami, to prawie nikt by w sklepie nie kupował.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-14 10:50:31
14.11.2016 09:48
1
Persecuted
60

Też się cały czas zastanawiałem, czemu ta PCtowa wersja remastera jest taka brzydka i czemu nie ma w tekście słówka o tym, że PCtowy port wygląda dużo gorzej od tego na PS4...

Podpisy są po prostu mylące i wprowadzają w błąd. Autor powinien wskazać wprost, że górny screen pochodzi z ORYGINALNEJ wersji gry, a dolny z remastera. W obecnej formie podpis sugeruje, że oba obrazki są z remastera, tylko z różnych platform.

14.11.2016 09:40
-1
Persecuted
60

@@mevico

A przeszło Ci przez myśl, że dobra elektroniczne się nie amortyzują (nie tracą na wartości w związku ze zużyciem)?
Innymi słowy, po co ktoś miałby kupować grę w sklepie, skoro mógłby ją odkupić od innego użytkownika o X zł taniej? Wystarczyłoby zainwestować np. 200 zł rocznie i grać we wszystkie najnowsze tytuły w okolicach premiery (za każdym razem odsprzedając grę ze stratą np. 10-20 zł i sięgając po następną). Twoim zdaniem byłoby to uczciwe i opłacalne dla twórców i wydawców?

14.11.2016 09:34
Persecuted
60

@mevico

W umowie najmu można zastrzec, że najemca nie ma prawa dalszego podnajmu i udostępniania mieszkania innym osobom.

Dokładnie taka sama sytuacja jest na Steamie. Ty jesteś najemcą konta, a Steam wynajmującym i w umowie, którą z nimi zawierasz, jest zawarty warunek, że nie wolno Ci udostępniać konta ani gier nikomu innemu. Proste?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-14 09:40:53
14.11.2016 09:33
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

Steam jak Lidl, nie przewidział buractwa i cebulactwa niektórych ludzi...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-14 09:34:59
13.11.2016 12:31
Persecuted
60

@Matysiak G

Nie chodzi o to czy grałeś. Chodzi o to, że nie możesz tego zweryfikować przed obejrzeniem materiału, a jedynie po (czyli kiedy jest już za późno). Tym razem miałeś szczęście i nie dostałeś w twarz żadnym spolerem. Mogło być jednak zupełnie inaczej (zakładając oczywiście, że nie jesteś no-life'em grającym we wszystko jak leci, chociaż nawet wtedy nie mógłbyś być w 100% pewien).

@Gorn221

Nie obchodzą Cię gry konsolowe? Spoko, ale NIE MOGŁEŚ WIEDZIEĆ, że to właśnie one zostaną zaspoilerowane, dopóki nie obejrzałeś filmiku. Równie dobrze mogły tam być same tytuły PCtowe, na których osobistym poznaniu Ci zależało.

12.11.2016 21:57
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
Persecuted
60

Z tymi spoilerami to zawaliłeś po całości. Tak ostrzegałeś przed nimi, ale nie podałeś konkretnych tytułów! W praktyce osiągnąłeś tym tyle, że materiał bez obaw mógł oglądać tylko ten, kto grał we WSZYSTKO... czyli nikt.

Nagrałeś filmik dla nikogo, gratuluję.

08.11.2016 23:15
odpowiedz
Persecuted
60

Umiesz zachęcić :].

Normalnie bym na coś takiego nawet nie spojrzał, ale wygląda nieźle i chyba sprawdzę.

08.11.2016 23:06
1
odpowiedz
Persecuted
60

O ile uwielbiam serię TW tak muszę stwierdzić, że SEGA zrobiła się cholernie chciwa, przekraczając granice przyzwoitości i dobrego smaku. Najpierw puszczają na rynek mocno wykastrowaną podstawkę, a potem każą sobie płacić krocie za mikro dodatki z nowymi frakcjami czy jednostkami. O ile Shogun II doczekał się przynajmniej edycji gold, zawierającej wszystkie DLC (za wyjątkiem "Gore Packa"), tak podobny los jakoś do tej pory nie spotkał Rome'a II ani Attili i to się chyba już nie zmieni.

Ta edycja Old World to po prostu taki sklepowy "restart". Nabywca nie dostaje absolutnie niczego nowego, ale musi zapłacić pełną cenę, bo przecież nie kupuje gry sprzed X miesięcy, tylko świeżutki, premierowy produkt, który właśnie trafił do sklepów i można wołać za niego 100% ceny...

Dziękuję, postoję. Warhammera kupię najwcześniej wtedy, gdy podstawka i wszystkie dodatki będą już dostępne za dwucyfrową sumę.

08.11.2016 18:54
1
odpowiedz
Persecuted
60

Rozbieżności co do koncepcji gry? Tomasz Gop też poróżnił się z CI Games w kwestii pomysłu na LOTF 2, ale ostatecznie obie strony się dogadały i wrócił. Może tu będzie podobnie ;d.

08.11.2016 18:44
4
Persecuted
60

Ano ma. Przypatrz się efektom tkanin (np. balon sterowca uginający się pod naciskiem butów bohaterów), deszczu (zwłaszcza spływającego po szklanych powierzchniach), ognia i oświetlenia (lampy uliczne). czy efektowi błyskawic.
Trzeba oddać The Order, że takimi detalami na prawdę powala.

Wiedźmin 3 to też bardzo ładna gra (zwłaszcza z modami), ale jednak nie aż tak szczegółowa. Nic dziwnego, co innego wyrenderować pomieszczenie 3x3 metry wypchane po sufit różnymi szczególikami, a co innego świat w skali makro.

08.11.2016 14:43
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
60

Ciekawe jak długo mają jeszcze zamiar udawać, że nic się nie stało? Mogą sobie wprowadzać obsługę pseudo 4K czy lepsze wygładzanie krawędzi (co na pewno robi pewną różnicę), ale tym nie zamaskują oczywistego braku mocy obliczeniowej. Jeżeli gry mają faktycznie wyglądać lepiej, to konsole po prostu muszą dostać mocniejsze bebechy. Niech zrobią grę wielkości Wiedźmina 3, z grafiką The Order 1886, wtedy możemy mówić o skoku technologicznym. Udawane 4K czy 60 FPS to tylko półśrodki.

08.11.2016 11:35
Persecuted
60

@Up

A ja to rozumiem odwrotnie. To znaczy jako oderwanie naszych zachowań, od sztywnego stawiania nas po stronie dobra lub zła.
Dzięki temu gracz będzie mógł postąpić w konkretny - zgodny ze swoim przekonaniem i oceną sytuacji - sposób, bez oczywistego wskazywania mu palcem co jest dobre, a co złe. Wyobrażam to sobie jako coś na wzór Wiedźmina, gdzie decyzje obarczały przede wszystkim nasze sumienie i nie zawsze miały oczywiste, jednoznaczne konsekwencje na płaszczyźnie fabuły. Paragon owszem, był wygodny (bo pozwalał kreować bohatera w konkretnym kierunku), ale też strasznie sztuczny.

Mam tylko nadzieję, że konsekwencje będą realne i namacalne. Nie na zasadzie, że NPC - któremu na przykład odmówiliśmy pomocy - powie nam "Jest mi bardzo przykro", a potem jak gdyby nigdy nic wróci do dawnej rutyny i będzie traktować nas tak jak wcześniej, np. sprzedając nam magiczne miecze po promocyjnej cenie...

08.11.2016 10:50
2
Persecuted
60

@sebogothic

Racja, nie to co w Gothicu! Szkoda, że Andromedy nie robi Piranha Bytes :/.

08.11.2016 01:13
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
60

Z tym Max'em Payne'm 3 to była świetna zagrywka. Do dziś mnie zastanawia, jak odebrali tą grę ludzie, którzy znają portugalski i byli w stanie zrozumieć treść dialogów ;]. Dla nich to poczucie wyobcowania i zagubienia było pewnie zdecydowanie mniejsze i ciekawe jak to się odbiło na ich wczuciu się w klimat gry.

A tak swoją drogą, może ci Brazylijczycy tak na prawdę gadali o pogodzie albo opowiadali sobie sprośne kawały? To byłby niezły easter egg ;p.

07.11.2016 21:29
Persecuted
60

@Yarpen z Morii

A czemu swoje? Na tym właśnie polega umowa dealerska, że dostawca dogaduje się z dystrybutorem, którego zadaniem jest wprowadzenie danego towaru na rynek. To właśnie on - jako podmiot znający lokalne warunki i charakterystykę rynku na którym działa - wie najlepiej w jaki sposób dotrzeć do klienta i zmaksymalizować sprzedaż. Stąd nierzadko poszczególne wydania gier na świecie (w Polsce również) różnią się od siebie, np. zawartością pudełka albo typem lokalizacji (napisy, dubbing, lektor).

Tak swoją drogą, moim zdaniem Techland wyrósł teraz na najlepszego wydawcę w Polsce. Wypuszczają na prawdę ładne i fajnie zaprojektowane zestawy w bardzo przystępnych cenach. Człowiek kupuje niby zwykłą edycję, a dostaje coś, co jeszcze kilka lat temu mogłoby uchodzić za edycję premium albo kolekcjonerską :).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-07 21:30:21
07.11.2016 21:06
1
Persecuted
60

Okropne! Wygląda jak podstarzały alkoholik ;/.

07.11.2016 18:47
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

Coraz bardziej mnie wkurza sposób prezentowania tej gry. Z jednej strony zapowiedzieli Andromedę dobre 100 lat przed premierą (jak mniemam po to, żeby nakręcać hype), a z drugiej dawkują informacje o niej, jakby to była tajemnica państwowa. Że niby kolejny filmik napakowany losowymi urywkami pełnymi wybuchów i taniego dramatyzmu, ma mnie "nakręcić" na grę i skłonić do zakupu? Niedoczekanie. Mnie szczerze mówiąc ta zabawa w kotka i myszkę coraz bardziej irytuje i zniechęca.

Zrozumiał bym, gdyby powiedzieli coś w stylu: "Nie chcemy jeszcze startować z promocją gry, bo to za wcześnie" albo "Jeszcze nie za bardzo mamy co pokazać". Ale nie, zamiast tego po raz kolejny obiecują "nowy super hiper ekstra ekskluzywny trailer", a potem puszczają takie coś... Na prawdę?

Co do edycji kolekcjonerskiej to polecam nazywać rzeczy po imieniu, np. "zestaw gadżetów kolekcjonerskich", albo "zestaw kolekcjonera".

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-07 18:49:50
06.11.2016 20:43
Persecuted
60

@DM

Myślę, że przynajmniej częściowo jest to sensowna teoria. Marketing tej gry był taki, że każdy epizod - jak przekonywali PRowcy - miał graczom dostarczyć cały miesiąc zabawy (co od początku było oczywistą bujdą, nawet wliczając wyzwania i czasowe zlecenia). "Łykając" te zapewnienia, teoretycznie można było uwierzyć, że 6 epizodów, to aż 6 miesięcy zabawy, więcej niż kiedykolwiek przedtem w tej serii.

Pytanie tylko, na ile taka strategia wydawnicza wpłynęła na fakt wypuszczenia jedynie 6 epizodów i nazwania ich pełnoprawnym produktem? I dalej, czy wydanie gry w tradycyjny sposób, pozytywnie wpłynęłoby na jej zawartość lub jakość?

Nie jestem do końca przekonany. Moim zdaniem SE miało po prostu pewną pulę środków, którą mogło (chciało?) przeznaczyć na produkcję nowego Hitmana i nie sądzę, by strategia wydawnicza miała na nią jakiś wpływ. Innymi słowy, moglibyśmy faktycznie dostać więcej epizodów (8? 10?), ale wyprodukowanych za te same pieniądze, za które powstało obecne 6. Tylko co w takim razie byłoby z ich jakością? Inna opcja jest taka, że mogliśmy jednorazowo dostać te 6 epizodów (tak jak teraz), tylko po prostu z inną marketingową bajeczką w tle, wyjaśniającą dlaczego nie ma ich więcej...

Inna sprawa, że wielu ludzi zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę, a i tak kupili / zamierzają kupić cały sezon. Zobaczymy po premierze kto przeważy - zadowoleni czy rozczarowani ;].

06.11.2016 14:51
Persecuted
60

@DM

Że jest mało misji, to się zgadza. Tylko co to ma wspólnego z wydaniem gry w formie epizodycznej? Przecież równie dobrze mogli jednorazowo wsadzić do pudełka grę z 6 misjami i wyszło by na to samo (tak pewnie z resztą by było). Ja tu nie widzę jakieś chytrej metody na dodatkowy zarobek. Jedyny ich zysk polega na tym, że gra dłużej może trzymać pełną cenę.

A widząc w jaki sposób SE traktuje Hitmana, raczej nie sądzę, by wydając grę w normalny sposób pozwolili pracować IO do początku 2017 roku (czyli tak jak teraz). Przypuszczam, że premiera nastąpiłaby o te kilka miesięcy wcześniej, pewnie kosztem jakości gry.

@Stranger.

Ale dlaczego mogłyby? Skąd taki wniosek? To znaczy jasne, że gra mogłaby być lepsza (co można powiedzieć zawsze i o każdej produkcji, bo przecież zawsze istnieje jakieś pole do usprawnień), tylko co to ma wspólnego z formą dystrybucji?

06.11.2016 12:08
1
Persecuted
60

Niekoniecznie. Choć "serialowość" faktycznie nie wyszła na zdrowie fabule gry, to jednak nie od dziś wiadomo, że Hitman stoi przede wszystkim dobrze zaprojektowanymi, różnorodnymi mapami. A te - jak się zdaje - sporo zyskały na takim modelu dystrybucji. Kasa powoli skapywała do kieszeni producenta i wydawcy, a developerzy mogli w miarę spokojnie dłubać przy kolejnych epizodach. Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby gra wyszła w "normalnej" formie, to poszczególne misje byłby o wiele słabsze.

Zwłaszcza, że Hitman raczej nie jest oczkiem w głowie Square Enix. To produkcja, z którą co prawda wiążą pewne nadzieje finansowe, ale na pewno nie jest to dla nich hit na miarę Deus Ex'a czy Tomb Raidera. Sądzę więc, że chcąc wydać go w tradycyjnej formie, po prostu nakazaliby IO wyrobienie się z pracami do konkretnej daty i tyle. A gdyby nie zdążyli? Mówi się trudno... i się wycina.

Co prawda też nie lubię tej praktyki wydawania gry w kawałkach, ale mam na to radę. Po prostu wyparłem ze świadomości fakt, że Hitman 2016 (jak go pieszczotliwie nazywam ;p), miał już swoją premierę. O obecnym jego stanie lubię myśleć jak o otwartej becie, a premiera - zgodnie z moim przekonaniem - nastąpi pod koniec stycznia 2017 roku. To na prawdę działa, bo kilka razy łapałem się na myśleniu w stylu "Ciekawe jaki ten Hitman będzie, kiedy już wyjdzie" :).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-06 12:11:41
06.11.2016 09:53
Persecuted
60

No i pewnie tak było ;].

Mam co do tego elementu mieszane uczucia. Niby fabuła nigdy nie była szczególnie znaczącym elementem tej serii (od zawsze stanowiła raczej "zapychacz"), ale czy to jest dobre usprawiedliwienie? To że seria od początku kulała na tym polu nie oznacza przecież, że twórcy są zwolnieni z obowiązku zadbania o ten aspekt. Moim zdaniem nieumiejętność napisania jakiejś sensownej - choćby i minimalistycznej, dostosowanej do serialowego formatu - fabuły, to w dzisiejszych czasach trochę obciach... Z drugiej strony, ostatnimi czasy ze świecą szukać porządnych historii w grach.

Sam nie wiem, czy nie lepiej byłoby zwyczajnie całkowicie wyciąć warstwę fabularną. Uformować otoczkę w taki sposób, że Agent 47 po prostu przyjmuje kolejne zlecenia i tyle. Zostawić w grze jedynie klasyczny "briefing" Diany przed każdą misją: "Hello 47, this assignment is..." i tyle. Nie silić się na żadne większe klamry fabularne, meta-historię itd.

Nikt by nawet braku fabuły nie odczuł, a i nie byłoby się czego czepiać w recenzjach ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-06 09:54:50
05.11.2016 16:11
Persecuted
60

Z jednej strony racja, chociaż trzeba pamiętać, że społeczność fanów Hitmana jest dosyć... nietypowa :].

Najlepsza zabawa w Blood Money była wtedy, gdy gracz narzucał sobie dodatkowe - niekoniecznie zgodne z zamysłem twórców - ograniczenia i obostrzenia. Granie z rygorem "Suit Only" albo "Accidents Only" na prawdę wynosiło grę na nowy poziom (szczerze mówiąc, to właśnie ten aspekt zmienił w moich oczach grę z "No, nawet fajna zabawa", na "Wow, to jest niesamowite!"). Podobnie z resztą w Absolution. Tym razem gra sama z siebie oferowała dodatkowe wyzwania i osiągnięcia (twórcy podchwycili pomysł stworzony przez fanów), ale najczęściej nie za bardzo przewidywała ich łączenie podczas jednego przejścia (a ja własnie to starałem się robić ;s). Granie w taki sposób bywało nieziemsko trudne i frustrujące, ale całościowo wspominam je jako jedno z najlepszych growych doświadczeń ostatnich lat.

Zmierzam do tego, że fani Hitmana prawdopodobnie i tak będą grali w najnowszą odsłonę na swój własny sposób. Pytanie więc, czy jest potrzeba, by odgórne narzucać pewne utrudnienia wszystkim graczom bez wyjątku?

Przecież na podobnej zasadzie działa w sumie większość współczesnych skradanek. W takie Dishonored czy Splinter Cell Blacklist, też można grać na różne sposoby. Albo jako masowy morderca, który zostawia za sobą jedynie stos trupów i pożogę, albo jako totalnie niewykrywalny duch, który nigdy nie wchodzi w zbędne interakcje z otoczeniem. Oczywiście poziom trudność jest wtedy diametralnie różny, ale o to własnie chodzi!

05.11.2016 15:48
-1
Persecuted
60

OK, ale nie oceniaj dodatku przez pryzmat tego co chciałbyś by w nim było, tylko tego co w nim jest i za jaką cenę możesz go nabyć...

05.11.2016 15:41
7
Persecuted
60

"Poza zabiciem celu wszystko inne stanowi opcjonalne wyzwanie i czasem trochę za bardzo rzuca się w oczy prosty schemat: właściwe przebranie – swobodne eksplorowanie."

Trochę to dziwny zarzut. To znaczy rozumiem jego sens, ale czy to przypadkiem nie było wyjście projektantów gry naprzeciw oczekiwaniom fanów?

O ile sam uwielbiam Blood Money, tak uważam, że przebrania jednocześnie stanowiły jego największą zaletę jak i piętę achillesową. Z jednej strony zapewniały to charakterystyczne dla Hitmana, fantastyczne i niepowtarzalne uczucie bycia zakamuflowanym wilkiem w stadzie owiec... z drugiej czyniły grę koszmarnie łatwą (choć nadal potwornie satysfakcjonującą ;d).

W Absolution postanowiono to zmienić, całkowicie odmieniając sposób działania mechaniki przebrań. Choć była to kontrowersyjna decyzja, moim zdaniem okazała się słuszna. Gra co prawda straciła swój dawny charakter (i należy uznać to za wadę), ale sama rozgrywka na tym znacznie zyskała.

W najnowszej odsłonie teoretycznie mamy rozwiązanie hybrydowe, które jednak bardziej skręca w stronę Blood Money. Przebrania ponownie zapewniają swobodę działania w terenie, tylko nie aż tak dużą jak kiedyś. Ośmielę się stwierdzić, że to najlepszy kompromis jaki w tym zakresie można było osiągnąć.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-05 15:51:13
05.11.2016 14:51
Persecuted
60

Czemu porażka? Postać Ci się nie podoba?

05.11.2016 00:51
odpowiedz
Persecuted
60

Mnie się nawet podoba. Jeżeli cena nie będzie z kosmosu, to chętnie popykam nekromantą (to moja ulubiona - obok druida - klasa z "dwójki").

Tak swoją drogą, to Blizzard chyba przeprowadza tutaj kolejny eksperyment. Jeżeli to się uda, to być może w kolejnym Diablo, znajdzie się już pełnoprawny system wydawanych w formie DLC paczek z postaciami.

05.11.2016 00:38
2
Persecuted
60

Strzelam w 19.99$ ;).

05.11.2016 00:37
1
Persecuted
60

Remake D2 na silniku D2? Po jaką cholerę?

04.11.2016 20:15
2
odpowiedz
Persecuted
60

Fajny materiał i do tego na czasie. Nikt nie powiedział, że trzeba trzymać się oklepanej formuły "Gramy!". Można prezentować nowe produkcje w dużo bardziej kreatywny i ciekawy sposób, co Hed właśnie udowodnił ;d. Tak trzymać.

O ile wcześniej zignorowałem TF2, tak po tym materiale będę go mieć na oku. Faktycznie wygląda na dobrą, nieco odświeżającą zabawę.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-04 20:16:59
04.11.2016 19:57
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

@Up

Chodziło pewnie o uchwały ;].

04.11.2016 13:49
Persecuted
60

Odezwał się dorosły, który obraża innych, bo ośmielają się mieć inny gust niż on ;D.
Jeszcze się rozpłacz, wtedy będziesz bardziej przekonujący ;].

04.11.2016 13:49
odpowiedz
Persecuted
60

[ERROR]

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-04 13:49:36
03.11.2016 23:09
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

Akurat Gwiezdne Wojny to nie do końca dobry przykład filmowego remastera, bo tam były zmiany w samej treści filmu. "Han strzela pierwszy", coś świta? :).

A Reboot to też niekoniecznie sposób na wskrzeszenie starej marki. Czasem jest to po prostu dobra okazja do "odcięcia" zbędnego balastu, w postaci wielu wcześniejszych odsłon (jak konsument ma się nie wystraszyć, widząc na sklepowej półce grę pokroju FInal Fantasy 78?) jak i bagażu fabularnego. Gdy historia dobrnie do tak absurdalnego punktu, że nie za bardzo jest do czego dobudować jakiś sensowny sequel, najlepiej jest po prostu "puścić to wszystko z dymem" i zacząć od zera (np. Mirror's Edge Catalyst, Homefront The Revolution, Hitman czy Assassin's Creed). Dzięki takiemu zabiegowi nie trzeba kończyć znanej i lubianej serii i jednocześnie borykać się z wcześniejszymi potknięciami fabularnymi.

Szkoda też, że nie wspomniałeś nic o grach, które ciężko jest jednoznacznie sklasyfikować na tej skali trzech R. Takie na przykład "Zaginięcie Ethana Cartera" w wersji redux, to dokładnie ta sama gra co wcześniej, tylko przeniesiona na Unreal Engine 4. Dla mnie jak nic jest to remaster, ale w Twojej definicji remastera się nie mieści, bo zmieniono silnik ;].

A Metro 2033 w wersji redux? To jeszcze remaster, czy już remake? Koniec końców to właściwie (prawie) ta sama gra co wcześniej, tylko korzystająca z dobrodziejstw ulepszonego silnika i mechanik rozgrywki poprawionych na potrzeby Last Light'a (np. skradania czy modyfikacji ekwipunku). Innymi słowy, czy odświeżona wersja gry, w której 90% nowości sprowadza się do wyeliminowania błędów i bolączek oryginału, mieści się jeszcze w pojęciu remastera? Ja szczerze mówiąc sam nie wiem ;s. Na remaster to już chyba za dużo, ale też jeszcze trochę za mało na remake.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-03 23:24:03
03.11.2016 19:02
2
odpowiedz
Persecuted
60

Dla mnie paradoksalnie setting Infinite Warfare sprawia, że jest to najciekawsza z trzech futurystycznych odsłon CoDa przygotowanych ostatnio przez Activision. Problemem jest to, że IW uderza po raz trzeci w bardzo podobny klimat i realia, toteż trudno mu uniknąć "efektu przejedzenia". Moim zdaniem powinni najpierw wypuścić coś na odświeżenie (może WWII, Wietnam, Pacyfik albo coś zupełnie nowego), a dopiero potem brać się za kolejną wizję futurystycznej wojny.

No ale Activision jest zbyt aroganckie i pewne siebie, żeby takie rzeczy w ogóle pojmować.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-03 19:03:25
03.11.2016 18:44
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
60

@Fëanor

Zimportowana postać wnosi do gry tylko te ciuchy, dusze i umiejętności, których aktualnie używa. Nie można przenieść żadnych transformacji (bo teraz działają inaczej), akcesoriów, ani skilli Bardocka i Whisa. Potem ta postać kilka razy pojawia się w przerywnikach filmowych (bo odgrywa pewną rolę w fabule), raz musimy z nią walczyć (jej siła i umiejętności są niezależne od tego co zimportowaliśmy, gra sama to narzuca), ale tak ogólnie to wiele nie robi. I nie, wojto96 nie ma racji, bo nie zostaje ona nauczycielem. Nie wiem nawet, czy w ogóle można ją gdziekolwiek spotkać...

Jako że większość rzeczy można zdobyć relatywnie łatwo, nie ma sensu za bardzo się tym aspektem przejmować. Ja przeniosłem sobie zestaw ubrań Supreme Kai (jeden z najtrudniejszych do zdobycia w "jedynce", wyfarmienie całości zajęło mi bodaj miesiąc, ze względu na żałośnie niski drop rate), a po 2-3 dniach gry w XV2 miałem już takich 5 :).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-03 18:45:54
03.11.2016 12:50
Persecuted
60

System walki absolutnie nie jest taki sam. Bo nie powiesz mi chyba, że "stamina break" czy "homing dash" nie robią żadnej różnicy? Teraz system walki ma wszystko co potrzebne do uczciwej potyczki, a właściwie każda zagrywka ma odpowiednią kontrę. Nie ma już mowy o trzymaniu przeciwnika na dystans, ani spamowaniu super atakami (to znaczy można próbować, ale to szybka droga do grobu). Mnóstwo rzeczy poprawiono i lepiej zbalansowano, dzięki czemu nie można już np. posiadać właściwie nieskończonej ilości staminy (dzięki odpowiedniej kombinacji umiejętności) albo trzymać przeciwnika w stanie wiecznego ogłuszenia.

Balans nadal trochę kuleje, ale pracują nad tym. Zobaczymy z jakim skutkiem.

03.11.2016 08:14
Persecuted
60

A co za różnica, dodatek czy "czwórka"?

02.11.2016 23:18
2
odpowiedz
Persecuted
60
7.5

Gdybym miał podsumować Xenoverse 2 jednym słowem, byłoby to "lenistwo"... Długo się zastanawiałem nad tym, dlaczego w Xenoverse (pierwsze jak i drugie) wygląda tak a nie inaczej. Odpowiedź wydaje mi się prozaiczna - to nie są gry zrobione przez prawdziwych miłośników tego uniwersum. Nie czuć tu wcale takiej miłości, jak np. CDP RED do Wiedźmina. Te gry to bardziej dzieła rzemieślników, klepiących robotę od punktu A do B, bez polotu i artyzmu.

Rozumiem oczywiście kwestie balansu rozgrywki i dostosowywania prawideł świata DB do mechaniki gry. Pewne kompromisy są potrzebne, bo koniec końców gra rządzi się trochę innymi prawami niż manga czy anime, a przecież obcowanie z nią musi sprawiać frajdę. Nie mogę natomiast pojąć wszechobecnego w XV2 niechlujstwa i dziwacznych decyzji na płaszczyźnie designu samej gry.

Ot kilka przykładów (uwaga, kto nie zna DB, ten nie zrozumie ;s):

1. Dlaczego saiyanom stworzonym przez graczy nie zmienia się fryzura po transformacji?
2. Dlaczego WIĘKSZOŚCI ciuchów w grze PONOWNIE nie można przebarwić, mimo że w pierwszej części stało się to możliwe krótko po premierze, dzięki niezbyt skomplikowanym modom?
3. Dlaczego poszczególne rasy nie dostały w "dwójce" ŻADNYCH (nie licząc startowych) dedykowanych dla siebie ubrań? Najbardziej cierpi na tym Frieza Race, bo jej przedstawiciele nie wyglądają zbyt dobrze (między innymi z racji odmiennej fizjonomii) w zwykłych ciuchach, przeznaczonych dla tradycyjnych humanoidów.
4. Dlaczego nie udostępnili większej ilości transformacji, skoro w wielu przypadkach to tylko kwestia podmiany kilku tekstur i dopisania kilku linijek kodu (tak jest, moderzy już teraz - czyli parę dni po premierze - zaczynają dodawać SSGSS, Rose, Final Form itd.).
5. Dlaczego Majin po transformacji zawsze wygląda tak samo (nie uwzględnia nawet płci!)?
6. Dlaczego brakuje tak wielu postaci (np. większość androidów czy grupa Bojaka) i transformacji (2 forma Cella, monster form Zarbona, 2 i 3 forma Friezy itd.).
7. Dlaczego edytor jest tak ubogi i ograniczony? Na dobrą sprawę nie da się w nim odtworzyć prawie żadnej postaci z uniwersum, głównie z powodu zbyt małej ilości dostępnych klocków (fryzury Goku albo Vegety? Zapomnij! Czemu? Właściwie nie wiadomo, nie i już!).
8. Dlaczego saiyanie znowu nie mają ogonów (i to nawet w formie akcesoriów)?
9. Dlaczego 90% akcesoriów jest taka durna? Po co dodawać jakieś głupie czapeczki, żółwią skorupę czy różowe odchody na patyku (serio!), olewając jednocześnie np. maskę Bardocka czy kolczyki Potara, dzięki którym postacie mogłyby wyglądać fajnie zamiast głupio?
10. Dlaczego poza 100% zżynką z anime i mangi, twórcy gry nie wprowadzili dosłownie NICZEGO własnego? Nie pojawił się ani jeden autorski ciuch czy przedmiot, co najwyżej "recolory". Porównajcie to sobie z warstwą artystyczną przygotowaną na potrzeby Dragon Ball Heroes (grę od tego samego developera...). Można? Tylko czemu nie w Xenoverse?

http://pre05.deviantart.net/e625/th/pre/i/2014/164/5/2/db_heroes_jm_beat_ssj3_v2_by_metamine10-d7igtfj.png

itd.

Tak wiem, to wszystko są niby detale. Trzeba jednak pamiętać, że Xenoverse skierowany jest do konkretnego grona odbiorców, które na takie rzeczy zwraca uwagę. A większość uchybień to kwestie bardzo nieskomplikowane, które na dobrą sprawę można było załatwić naprawdę niewielkim nakładem pracy. Fan uniwersum by to wiedział, wyrobnik niekoniecznie.

Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze bolączki opisane w recenzji. Za mało nowości, za dużo grindu, żałosna fabuła (pomysł bezczelnie skopiowany z oryginału!) itd. Nie zgodzę się za to z Jordanem co do systemu walki. Trzeba pamiętać, że Xenoverse to wbrew pozorom NIE JEST bijatyka. To zręcznościowa gra RPG z ogromnym naciskiem na strategię i taktykę, gdzie liczy się przede wszystkim odpowiedni dobór umiejętności i statystyk oraz sprytne zarządzanie energiami (zdrowiem, staminą i KI). Sztuką nie jest nauczenie się kombosów i spamowanie co silniejszymi "czarami", tylko umiejętne wykorzystanie wszystkich mechanik (zwłaszcza tych nowych jak "stamina break" i "homing dash"). O ile "jedynka" faktycznie była fatalnie zaprojektowanym rajem spamerów, tak "dwójka" z łatwością ustawi takich graczy do pionu.

Żeby nie było z resztą tak pesymistycznie, muszę pochwalić w Xenoverse 2 bardzo poprawiony balans poziomu trudności (za wyjątkiem może 2-3 walk), podrasowaną sztuczną inteligencję wrogów i sojuszników (teraz AI potrafi być na prawdę kompetentne i nie wykorzystuje już nieuczciwej zagrywki w postaci super pancerza, przewagi liczebnej, czy 5-krotnie wydłużonego paska zdrowia) oraz przede wszystkim całkowicie przebudowany system RNG!

Teraz "wyfarmienie" upragnionych przedmiotów czy ataków z PQ to kwestia minut, a nie - jak kiedyś - tygodni czy miesięcy. Dla wyjątkowo pechowych czy niecierpliwych przegotowano też specjalne sklepy (czynne tylko w weekendy), w których za specjalną walutę (medale) można kupować bardzo potężne umiejętności, dusze (tutaj zwane super souls) czy ubrania. Warto też wspomnieć o rodzince Buu, którą można wykorzystywać (po uukończeniu stosownego questa) do zdobywania losowych przedmiotów i dusz. Maksymalny poziom (na ten moment 80) wbija się praktycznie sam (ja po prostu ukończyłem kampanię i szkolenia u trenerów, nie musiałem nawet ruszać PQ!), nie ma też większych problemów z gotówką (są nawet specjalne dusze zwiększające jej przyrost).

Innymi słowy, grind jest nadal obecny, ale - o dziwo - prawie w ogóle nie przeszkadza. Jeżeli kogoś wkurzał w "jedynce", to bez obaw może sięgnąć po XV2, bo problem został praktycznie całkowicie rozwiązany.

Nareszcie opłaca się też grać innymi rasami niż saiyanie ;). Co prawda technicznie nie byli oni najsilniejszą rasą "jedynki" (miano to dzierżyli... ludzie), ale i tak większość graczy decydowała się właśnie na nich z uwagi na fajne (i ekskluzywne dla tej rasy) transformacje. Teraz każda rasa ma swoje przemiany i - co ważne - nie są one tylko "klimatyczną zabawką" dla fanów (jak było z SSJ w pierwszym Xenoverse). Przyrost mocy postaci jest odczuwalny natychmiast (w każdym przypadku trochę inny), ale zazwyczaj ma pewną ceną, toteż trzeba z tego korzystać mądrze.

Aha no i miasto jest super! To chyba najlepsza okazja dla fanów, by postawić stopę w tym samym świecie co Goku, Vegeta i reszta ;d.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-02 23:26:48
31.10.2016 15:53
1
odpowiedz
Persecuted
60

Nasz mózg dosyć trudno jest oszukać, toteż wirtualna (albo szerzej: udawana) przemoc nijak ma się do tej prawdziwej.

Osobiście nie mam żadnych problemów z doświadczaniem brutalnych (nawet naturalistycznych) gier czy filmów. Wydłubywanie ofiarom oczu w Manhuncie czy sceny patroszenia wnętrzności w serii filmów "Piła", nie robią na mnie najmniejszego wrażenia. Przez moment zdawało mi się nawet, że może faktycznie jestem odrobinę zdehumanizowany przez obcowanie z takimi produkcjami, ale do czasu...

Z racji wykonywanego zawodu musiałem kiedyś zapoznać się z fotografiami "z miejsca zdarzenia". Były na nich zwłoki 15 letniej dziewczyny, która popełniła samobójstwo (wieszając się na pasku od spodni). Ciało było pozbawione jakichkolwiek ran czy zewnętrznych obrażeń, widać było jedynie nienaturalnie bladą twarz, siny pas odciśnięty na szyi i przerażająco nieludzkie, zamglone oczy. Efekt? Dość powiedzieć, że było to kilka lat temu, a ja ciągle mam w pamięci ten widok. Wtedy właśnie pierwszy raz w życiu zobaczyłem prawdziwe zwłoki. Co prawda tylko na zdjęciu, ale było to dla mnie na prawdę traumatyczne przeżycie.

Rzeczywistość to jedno, a gry to drugie. Moim zdaniem - tak jak powiedziano na filmie - dzisiejsi ludzie są bardziej humanitarni i przeciwni przemocy niż kiedykolwiek wcześniej. Myślę, że spektakle pokroju krwawych walk gladiatorów na arenach czy publicznych kaźni z udziałem kata i wymyślnych narzędzi tortur, spotkałyby się z ostrą krytyką, oburzeniem i niechęcią.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-10-31 16:31:36
28.10.2016 15:56
1
odpowiedz
Persecuted
60

@kubalek15

Jak dla kogo. Dla mnie Origins to najlepsza odsłona (pomijając skandaliczny stan techniczny gry w dniu premiery). Całość była znacznie poważniejsza od trylogii (mniej komiksowa), według mnie miała najfajniejszy klimat (Gotham w śniegu), najlepsze walki z bossami (Deathstroke!), najlepsze DLC (mr. Freeze) i najlepszy tryb wyzwań. Nawet voice acting - mimo początkowego sceptycyzmu - przypadł mi do gustu bardziej niż oryginał (dzięki Bakerowi, Joker przestał być postacią z kreskówki, a stał się groźnym psycholem).

27.10.2016 09:37
Persecuted
60

Tylko że "fora i opinie graczy" zazwyczaj nie mają dostępu do gry przed premierą, a prasa owszem...

27.10.2016 09:35
Persecuted
60

Oj sypią sypią, ostatnio np. przy Mafii 3 albo Kozakach 3, same 10 leciały...

27.10.2016 09:17
Persecuted
60

Temat był wałkowany milion razy. Kupowanie pre-orderów jest korzystniejsze od nabywania na premierę, bo praktycznie zawsze dostajesz z tej okazji różne bonusy. Najczęściej są to DLC, które potem możesz dokupić osobno, dopłacając np. 5 euro (czyli około 20 zł). Czasem (rzadko ale jednak) zdarzają się ekskluzywne dodatki, których po premierze w ogóle nie można nabyć (np. SSJ 4 Vegeta dodawany do pre-orderów Xenovers'a). Bywają wreszcie unikatowe i limitowane dodatki fizyczne typu steelbook czy soundtrack. Nie wspominając o tym, że edycje kolekcjonerskie - mimo nierzadko monstrualnej ceny rzędu 700 zł - najczęściej rozchodzą się w 100% przedpremierowo, a wiara w możliwość ich zakupu wprost ze sklepowej półki, jest po prostu naiwnością...

Jeżeli ktoś chce nabyć produkt za pełną cenę i grać w dniu premiery, to moim zdaniem opłaca się właśnie tylko pre-order. Kupowanie "gołego" produktu prosto ze sklepowej półki to według mnie kiepska inwestycja. Skoro nie dostaję niczego ekstra, to równie dobrze mogę zaczekać kilka miesięcy na obniżkę...

27.10.2016 09:03
2
Persecuted
60

Moim zdaniem żadną z powyższych i właśnie dlatego robią to teraz...

Zauważ, że zawsze gdy jakaś firma nie udostępnia kopii recenzenckich, pojawia się przypuszczenie, że na pewno gra jest słaba i wydawca stara się to ukryć (co czasem jest prawdą, a czasem nie).

Teraz już takich spekulacji nie będzie, bo wytłumaczenie braku wczesnych recenzji będzie zawsze jedno: wewnętrzna polityka firmy.

Dlatego też obstawiam, że gry o których piszesz będą w miarę dobre. Właśnie po to, żeby pokazać graczom, że brak kopii recenzenckich nie musi oznaczać jakichś przekrętów. Dopiero później się zacznie...

22.10.2016 00:16
Persecuted
60

A po czym to widać?

21.10.2016 10:07
2
Persecuted
60

A może warto byłoby wreszcie pojąć, że dla niektórych to nie są kwestie ideologiczne, tylko czysto praktyczne i związane z subiektywnymi preferencjami?

Wielu graczom (w tym mnie), po prostu nie odpowiada sterowanie padem. W większości gier absolutnie nie mam z tym problemu. Innych (które wymagają zwiększonej precyzji - np. strzelankach) nie jestem w stanie zdzierżyć. Tak, wiem - wymaga to trochę wprawy, ale DA SIĘ tego nauczyć. Nie zmienia to jednak faktu, że mi to po prostu NIE ODPOWIADA. Nie lubię tego i staram się unikać gdy tylko mogę. To coś w stylu: Jeżeli całe życie jeździłeś Rolls-Roycem, raczej nie będziesz szczęśliwy z powodu przesiadki na Forda (mimo że to również solidne i dobre auto, choć z całą pewnością nie tak dobre).

Od niedawna mam XBOX One, ale RDR 2 na niego nie kupię. Albo ogram wersję PCtową albo wcale. Nie stoi za tym żadna ideologia czy dziecinne obrażanie się na Rockstara. Po prostu jestem konsumentem i ja decyduję o moim czasie i pieniądzach. Jeżeli mam inwestować w jakiś produkt (i to nie mało), to oczekuję pewnego poziomu jakości. Jeżeli gra nie jest w stanie sprostać moim oczekiwaniom (w tym wypadku związanym ze sterowaniem), to rezygnuję. No hard feelings jak to mówią Amerykanie...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-10-21 10:09:56
20.10.2016 13:13
Persecuted
60

Arasz - ale skąd wniosek, że powinniście się trzymać skostniałej formuły "Gramy"? Albo inaczej - jak to robią youtuberzy growi, że potrafią do siebie przyciągnąć setki tysięcy czy nawet miliony widzów? Skoro nie macie pomysłu, to może warto podpatrzeć coś u konkurencji?

Wiecie dlaczego recenzje od Angry Joe są tak popularne? Bo z jednej strony są to sprawnie wyreżyserowane i zmontowane materiały o dużym walorze rozrywkowym, z drugiej są to jedne z lepszych wideo-recenzji gier w internecie. Zamiast typowego skrótowca na kilka czy kilkanaście minut, Joe wrzuca filmiki potrafiące trwać i 45 minut, w których odnosi się praktycznie do wszystkiego, do czego odnieść się warto. Jasne, można się z nim nie zgodzić, ale ciężko mu zarzucić brak rzetelności czy przemilczanie jakichś aspektów.

Tylko troszkę gorszy jest występujący tutaj Quaz, który również nagrywa wyczerpujące i treściwe - a przy tym bardzo sprawnie przedstawione - recenzje. Nie brakuje w nich zarówno rzeczowego omówienia ważniejszych aspektów danej produkcji, jak i barwnych porównań i metafor czy nienachalnego, umiejętnie wplecionego humoru.

Wasze ostatnie materiały to ani zabawne, ani ciekawe (nie licząc coraz rzadszych wrzut odpowiednio Heda i Kacpra, ewentualnie Gambrinusa).

20.10.2016 00:57
-4
odpowiedz
Persecuted
60

TVHipster w natarciu...

Wy tam macie jeszcze jakiś program (jak kiedyś, gdy pojawiały się w miarę regularne serie), czy po prostu kręcicie te pierdoły losowo, w zależności od nastroju?

Z publicystyki wychodzą wam tylko - niestety coraz rzadsze - wrzuty Kacpra na temat różnych technologicznych i designerskich aspektów gier (są świetnie przygotowane merytorycznie, dobrze zmontowane i po prostu ciekawe) oraz ewentualnie materiały historyczne Gambrinusa (Kotarski albo Jędrek z zamku Chojnik z niego nie jest, ale słucha się go całkiem przyjemnie). Ciekawe, czy wykorzystacie potencjał drzemiący w premierze Battlefielda 1 i sklecicie coś z jego udziałem, czy wyjdzie jak zwykle...

Arasz - w małych dawkach - też ujdzie. Gdy jednak zaczyna spamować swoimi nostalgicznymi - godnymi kolesia mającego lat 50, a nie 20-parę - wycieczkami w przeszłość (z których i tak zawsze dowiadujemy się oczywistego faktu, że Dark Forces był najlepszy we wszystkim - od projektu poziomów, przez grafikę, aż po fabułę, system walki i znajdźki), to robi się po prostu nudno...

Nowe gry to u was ostatnio temat praktycznie nieistniejący, a wielkie premiery najwyraźniej w ogóle was nie dotyczą. Wychodzi na to, że to co dobre i interesujące dla casualowego pospólstwa, nie spełnia oczekiwań koneserów z TVHipster...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-10-20 00:58:44