Forum

Persecuted ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

20.01.2017 12:33
Persecuted
57

A to się da od siebie odseparować? ;).

20.01.2017 11:32
-1
Persecuted
57

Cyanide nie nastraja niestety zbyt pozytywnie, ale trzymam kciuki, głównie ze względu na tematykę (wilkołaki trafiają do gier jeszcze rzadziej niż wampiry).

20.01.2017 11:26
-1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
57

@smyro flux

Bo i telefon to już nie telefon, tylko niemal niezbędna część naszego życia. Urządzenie niekoniecznie musi być małe, tylko funkcjonalne i wygodne (a wygoda jednak wymaga sporego wyświetlacza).

Myślę z resztą, że dożyjemy czasów, w których posiadanie przy sobie smartphone'a stanie się obowiązkiem obywatela (bo np. tam będą wszystkie dokumenty jak dowód osobisty, prawo jazdy czy paszport). Już teraz telefon zastępuje nam zegarek, aparat fotograficzny, kamerę, książkę, GPS, kalkulator, kalendarz, notatnik czy portfel, więc czemu by nie?

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-20 11:27:28
19.01.2017 16:13
2
odpowiedz
Persecuted
57

Przyłączam się!

Błąd ze strony polskiego wydawcy, że nie pomyślał o fizycznym wydaniu na PC, o edycji kolekcjonerskiej nawet nie wspominając. Sam posiadam EK trzeciej odsłony i liczyłem na równie fajną "czwórkę". #CenegaFail...

Techland ostatnio wydaje bardzo ładne i całkiem niedrogie edycje pudełkowe mniejszych gierek i nieźle na tym wychodzi.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-19 16:13:43
18.01.2017 18:11
19
odpowiedz
6 odpowiedzi
Persecuted
57

Wszystko niby racja, ale to trochę nie fair, by oczekiwać ciągłego, spektakularnego rozwoju Diablo 3. Jakby nie było, jest to płatna jednorazowo gra single player z domieszką trybów wieloosobowych, nie zaś abonamentowe MMO czy napędzanie mikropłatnościami F2P. Skąd więc to przeświadczenie, że Blizzard ma obowiązek czy powinność by rozwijać "trójkę" w nieskończoność i ciągle zaskakiwać graczy świeżymi pomysłami?

Nawet pomijając fakt, że wieloletnie wsparcie gry SP nie jest żadnym standardem w tej branży, nie możecie zapomnieć, że Diablo też ma swoje granice gatunkowe i ciężko sypać w nim na prawo i lewo innowacyjnymi pomysłami. Przecież Blizzardersi nie wprowadzą pojazdów, destrukcji otoczenia czy np. systemu moralności. Mogliby, ale to już prędzej w następnej odsłonie serii (czemu mieliby to oferować już teraz, zupełnie za darmo?). Teraz mogą dorzucić jedynie więcej tego samego - postaci, lokacji, przedmiotów, zadań itp., ale ile można? To też musiało się w końcu przejeść.

Osobiście nie pogniewałbym się na duży dodatek z nowymi postaciami, nowym aktem i nową fabułą, ale Nekromanta to chyba wszystko, na co możemy liczyć.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-18 18:13:50
15.01.2017 15:00
Persecuted
57

O jej, inni ludzie robią to, czego ja nie chcę / nie mogę. Koniecznie muszę ich skrytykować i wyśmiać!

Idź być prymitywnym gdzie indziej...

15.01.2017 13:56
Persecuted
57

Mnie przed 100% powstrzymał bug (ponoć nie mnie jednego). Nie dostałem aczika za dotarcie do fortecy Kriwtobrodego :(, mimo że powinien mi wpaść z automatu...

15.01.2017 13:54
odpowiedz
Persecuted
57

Z tymi osiągnięciami to kwestia psychologii. Sam też często nie mam na to ochoty, ale męczę dany tytuł do końca. Czemu? Pojęcia nie mam ;].

Też najbardziej nie lubię aczików wymagających odpalania szeroko pojętych trybów sieciowych. Zwłaszcza w grach, w których takie tryby szybko umierają (z braku graczy albo poprzez wyłączenie nierentownych serwerów). Powodzenia dla wszystkich tych, którym teraz przyjdzie do głowy maxowanie takiego Black Flaga, wymagającego wykonania "wyzwań społeczności", wyłączonych przez Ubi jakieś 2 lata temu... W Unity też takie były, ale Ubi zachował się o tyle fair, że jakiś czas po premierze wypuścił patcha odblokowującego je wszystkim graczom.

Osobiście najbardziej lubię takie osiągnięcia, które z jednej strony stanowią powód do dumy (bo czegoś od gracza wymagają) ale z drugiej sprawiają po prostu frajdę. Moja ulubiona gra pod tym względem, to Hitman Absolution. Wymaksowanie w nim wszystkiego nie było łatwe, ale finalnie dało mi niezwykłą satysfakcję. Wymusiło na mnie przede wszystkim perfekcyjne nauczenie się wszystkich map i jednocześnie wypróbowanie chyba wszystkich możliwych metod wykonania zadania (odsłaniając tym samym niezliczone sekrety i smaczki przygotowane przez twórców). Takie coś to ja rozumiem ;). To taki kompromis między odejściem od prowadzenia gracza za rączkę, a chęcią pokazania mu wszystkiego co w pocie czoła przygotowali twórcy.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-15 13:58:08
13.01.2017 18:04
1
odpowiedz
Persecuted
57

Twarz U.V i te miny w stylu: "OMG, co oni pier***?!" ;].

11.01.2017 20:00
2
Persecuted
57

Na pewno zagram, bo mam słabość do takiej stylistyki (low poly ale w wysokiej rozdzielczości) ;].

09.01.2017 21:46
Persecuted
57

LOTF i tak jest dużo przystępniejsze od gier From Software. Punkty zapisu są znacznie gęściej rozmieszczone, a walki z bossami nie wymagają aż takiej precyzji czy uczenia się reakcji na wiele ich nowych zachowań i zagrywek.

09.01.2017 21:22
Persecuted
57

Mi też to pasuje.

Ubi akurat ma pod ręką gotowe assety z egipskiego settingu (Empire to praktycznie w 99,99% pewniak), a dla nich nie jest problemem wypuszczenie pobocznego, mniejszego projektu skleconego w kilka miesięcy. Zwłaszcza, jeżeli Francuzi wykorzystają silnik na którym śmiga Chronicles (bo na grę właśnie w tym stylu liczę).

Poza tym to doskonały sposób (i moment) na zbudowanie hype'u wokół nadchodzącej dużej odsłony.

05.01.2017 13:30
-1
odpowiedz
Persecuted
57

Bywa tak, że dobrze prezentowana na materiałach promocyjnych gra, okazuje się być - z różnych powodów - dosyć marna (vide Watch_Dogs, Evil Within czy Mafia 3). Nie pamiętam jednak, by ostatnio pojawiła się jakaś sytuacja odwrotna, czyli gra zapowiadająca się słabo, okazała się hitem. Tak, pamiętam o Doomie, ale w jego przypadku obawy wynikały raczej z braku większej promocji, słabej bety (MP nie jest w Doomie najlepszy) i braku kopii recenzenckich. Sama rozgrywka z trybu SP na filmikach prezentowała się dość dobrze i po premierze to się potwierdziło.

Przypominam zwłaszcza casus No Men's Lie. Zaniepokojeni ludzie pod kolejnymi filmikami pisali: "Spoko, ale gdzie jest prawdziwy gameplay i realna treść tej gry?! Przecież celem nie może być łażenie bez celu i zbieranie kolorowych skałek". Na takie zarzuty wielu odpowiadało: "Spokojnie, wszystko na pewno jest na swoim miejscu, tylko twórcy nie chcą zdradzać zbyt wiele, żeby nie psuć zabawy". Jak wyszło, to chyba wiemy wszyscy...

Nie jest przecież tajemnicą, że marketing polega na zachęcaniu konsumenta do zakupu, poprzez pokazywanie mu tego co w produkcie najlepsze (a nawet tego czego nie ma, byle tylko zapłacił...). W myśl tej zasady "efektowne" piu piu laserkiem jest chyba najlepszą cechą Andromedy (bo jak do tej pory nie pokazano nam niczego innego). Jeżeli tak, to ja z Nexusa wysiadam... W ukrywanie najlepszych smaczków przed graczami, to ja mogę uwierzyć trollowi Kojimie, ale nie EA, które słynie z raczej dobrego i agresywnego marketingu (vide Battlefield 1, Mirror's Edge czy Battlefront).

Jeżeli marketing zawodzi, to po samej grze też niczego dobrego się nie spodziewam.

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-05 13:32:34
05.01.2017 13:06
Persecuted
57

Pre-order zazwyczaj pozwala wyrwać fajne dodatki lub czasem nawet... kupić grę znacznie taniej. Tak miałem z Doomem, Falloutem 4 i Battlefieldem 1. Każdą z tych gier zamówiłem w PO i do każdej dostałem steelbook, który szybko udało mi się odsprzedać. BF1 na premierę za 90 zł? To ja rozumiem ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-05 13:08:49
05.01.2017 09:32
-1
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
57

Już zamówiłem pre-order... tiaaaa.

01.01.2017 16:45
odpowiedz
Persecuted
57

A ja mam odwrotnie. "Jedynkę" uważam za bardzo toporną i w rezultacie frustrującą produkcję (prawie nic tam nie działa poprawnie!), a "dwójka" do dziś mi się podoba (głównie za świetnie uchwycony, "brudny" klimat mroczniejszej strony współczesnej Azji - Sleeping Dogs się chowa ;d - i fajną konwencję amatorskiego filmu).

Osobiście gorąco odradzam zbliżanie się do "jedynki" i zachęcam do zagrania od razu w kontynuację. Ot gusta ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2017-01-01 16:45:41
31.12.2016 10:58
Persecuted
57

@futureman16

Ja tu nie narzekam na grę (spodziewam się nawet, że będzie bardzo dobra), tylko wkurza mnie mierna, nudna i kompletnie nijaka kampania marketingowa. Mieć w ręku taki hit i nie umieć przekonać mnie (fana serii!) do zakupu kolejnej odsłony - to jest sztuka...

30.12.2016 20:17
Persecuted
57

z gowna bata nie ukrecisz

Marketingowcy (niestety) nieraz już pokazali, że jednak można...

Ja rozumiem, że ME to cRPG, a ten gatunek trudno zaprezentować na krótkim filmiku. Niemniej ME (jako uniwersum) ma w sobie wystarczająco dużo uroku by gracza zachęcić i zaciekawić. Mogliby na przykład pokazać parę klimatycznych lokacji (których przecież w takiej grze powinno być mnóstwo - kosmiczne bazy, obce planety, miasta, statki kosmiczne, jaskinie, ruiny itd.) albo zrobić przechadzkę po nowej Normandii (czy jak tam się to ustrojstwo teraz nazywa). Pokazać system craftingu, progresję ekwipunku, rozwój postaci (klasy, moralność, umiejętności), może jakieś przykładowe zadanie poboczne. 2-3 minuty pociętego na urywki "piu piu" laserkiem raczej nikogo nie przekona...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-12-30 20:19:33
30.12.2016 17:26
2
odpowiedz
7 odpowiedzi
Persecuted
57

Już lecę zapisać w kalendarzu, bo jeszcze przegapię! Cholera, do 4 już na pewno nie zasnę ;/...

A tak serio i bez złośliwości to sam już nie wiem - ja się starzeje czy "fachowcy" od marketingu mają w dzisiejszych czasach coraz bardziej na wszystko wyje**ne?

Abstrahując od jakości samych gier (bo z tym moim zdaniem najgorzej nie jest), odnoszę wrażenie, że growi marketingowcy coraz rzadziej potrafią wykrzesać ze mnie jakikolwiek entuzjazm. Ostatnie dwie gry, które na prawdę były w stanie mnie emocjonalnie poruszyć, to najnowszy God of War oraz Horizon Zero Dawn. Co do obu mam co prawda pewne wątpliwości, ale nie mogę im odmówić bardzo dobrze zaplanowanego i udanego "comming outu", budzącego autentyczną ekscytację i spory hype. Marketingowcy W krótkich prezentacjach potrafili uwypuklić ważniejsze atuty swoich produkcji (jak grafika, klimat, świat, projekt lokacji itd.) i jednocześnie rozbudzić apetyt na więcej.

Z kolei taki ME Andromeda niby ma wszystko co niezbędne, by mi się spodobać (i to nawet bardziej niż Horizon i GoW, bo kosmos wprost uwielbiam!), ale jest prezentowany w tak nudny i nieudolny sposób, że nawet przez myśl nie przeszło mi złożenie nań pre-ordera (gdzie po prezentacji tamtych dwóch tytułów poważnie myślałem o zakupie PS4 i tylko zapowiedź rychłej premiery PRO mnie wtedy powstrzymała). A przecież to cholerny Mass Effect! Świetnie i klimatyczne uniwersum, mozolnie budowane przez 3 pełnoprawne produkcje i liczne projekty poboczne (komiksy, książki itd.). Twórcy na prawdę nie wiedzą gdzie leży siła ich dzieła i w co powinni uderzać, by zdobyć serca graczy? Jeżeli w styczniu pokażą kolejny "spektakularny" montaż eksplozji i strzelanin, to odpowiedź prawdopodobnie brzmi nie...

30.12.2016 16:47
2
odpowiedz
Persecuted
57

Sporo bym dał za S.T.A.L.K.E.R.'a 2, ale raczej prędko się go nie doczekamy (jeżeli w ogóle) ;[. Przynajmniej wiadomo, że nowe Metro powstaje, więc wschodnie post-apo jeszcze nie zginęło ;d.

29.12.2016 17:52
4
Persecuted
57

Jordan musisz mówić zdecydowanie WOLNIEJ. Aż uszy więdną, kiedy "zjadasz" kolejne słowa, wypluwając je z siebie z prędkością karabinu maszynowego.

O ile Twoje materiały są ostatnio lepsze merytorycznie niż kiedyś (więcej konkretów, mniej "dupy Maryny"), tak pod względem formy przekazu nadal leżą. Szkoda, bo kilka razy musiałem pominąć interesujący mnie temat, nie mogąc słuchać tego bełkotu (nie w sensie "głupot", tylko dosłownie "niewyraźnej mowy").

24.12.2016 14:13
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
57

Trochę kulawo opracowany temat. Krajobrazów zimowych w grach ogólnie nie ma zbyt wiele, także było po prostu skupić się na wirtualnym śniegu, lodzie i zimnie, niekoniecznie w horrowej otoczce (zwłaszcza, że umieszczony na liście Lost Planet ma się do horroru jak Call of Duty do symulatora...).

Do listy "śnieżnych gier" z fajnym klimatem, dorzuciłbym jeszcze Far Cry 4 (z naciskiem na DLC "Dolina Yeti"), Far Cry Primal, Cryostasis, Never Alone, Uncharted 2, Wiedźmin 3, Crysis i Assassin's Creed Rogue.

23.12.2016 17:08
3
odpowiedz
4 odpowiedzi
Persecuted
57

Bo ja wiem, czy w kontekście VR można mówić o rozczarowaniu? Przecież to było dosyć jasne, że tak właśnie będą wyglądały rynkowe początki tej technologii (przy czym przez "początki" należy rozumieć 3-5 lat...). Ma ona ogromny potencjał, ale jej wykorzystanie wymaga sporych środków, których nikt póki co raczej nie wyłoży. Baza użytkowników (a więc potencjalnych nabywców) jest zbyt mała, w związku z tym i nie ma wielkich szans na choćby zwrot kosztów produkcji (nie wspominając o zysku).

Moim zdaniem idealnie sprawdziłaby się tu gra, w której zasiadamy za sterami jakiejś maszyny, np. samolotu, gwiezdnego myśliwca, czołgu albo mecha. Do tego dorzucić sterowanie padem + kontrolery ruchowe (tak było w ostatniej grze z serii Steel Batalion na Kinecta) i zabawa mogłaby być na prawdę niezła.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-12-23 17:09:21
20.12.2016 18:30
Persecuted
57

Do postaci Negana mam takie zastrzeżenie, że z jednej strony to niesamowicie łebski psychopata, który zbudował imponującą strukturę opartą na strachu i posłuszeństwie, ale z drugiej zachowuje się bardzo nieracjonalnie, wybaczając Rickowi i jego ludziom kolejne "grzeszki".

Rick wymordował mu cały posterunek - spoko. Carl chciał go zabić - spoko. Rosita chciała go zabić - spoko... Na co on jeszcze czeka? Grupa Ricka stwarza mu MASĘ problemów, a ten się z nimi cacka jak z jajkiem. W imię czego? Przecież ma pod sobą setki ludzi, na cholerę mu krnąbrny Rick i jego zgraja? Rozumiem, że to sadystyczny psychopata, któremu takie "gierki" sprawiają frajdę, ale bez przesady...

Tak poza tym, na prawdę mi się ten sezon podoba. Wszystkie poprzednie (może za wyjątkiem pierwszego) miały taki problem, że dobrze się zaczynały i nie najgorzej kończyły, ale pogrążał je nijaki "środek" i miałem poważne obawy, że tutaj będzie podobnie. Na szczęście tak się nie stało!

Otwarcie sezonu było bardzo mocne i stanowiło jasny sygnał, że Negan to sadysta i psychopata, którego widz ma od pierwszego wejrzenia znienawidzić i życzyć mu bolesnej, powolnej śmierci. W związku z tym finału można się łatwo domyśleć (Negan zapewne dostanie za swoje), więc i tam emocji z pewnością nie zabraknie. No ale co pomiędzy? Jaka treść będzie na tyle absorbująca, by pozwolić widzowi zapomnieć (choćby na chwilę) o pragnieniu odwetu na upiornym antagoniście?

Scenarzyści TWD zawsze mieli problem z tymi historyjkami pobocznymi, które zazwyczaj fajnie się zaczynały, ale z czasem traciły impet i stawały się nudne, albo kończyły się w mało satysfakcjonujący sposób (np. grupa ze szpitala i Beth, czy wilki). W najnowszym sezonie nieźle z tego wybrnęli, stawiając na... ilość. Zaserwowali nam kilka mini historyjek , które zdążyły się skończyć, zanim zaczęły nudzić.

W drugim odcinku - z pomocą Carol i Morgana - poznajemy Ezekiela i jego królestwo. W kolejnym trafiamy do bazy zbawców. W następnym do obozu na wzgórzu. W kolejnym do Alexandrii. Potem do grupy znad oceanu. Następnie znowu do zbawców itd. Każdy odcinek pokazywał coś nowego i na swój sposób ciekawego. Gdyby scenarzyści próbowali te wątki jakoś rozwijać i pogłębiać, to pewnie wyszłoby jak zwykle. Zamiast tego mieliśmy krótkie, jednoodcinkowe opowiastki, w jakiś tam sposób szykujące grunt pod finał. Na prawdę dobra robota. Nie genialna, ale dużo lepsza niż wcześniej.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-12-20 18:35:10
20.12.2016 12:31
-3
odpowiedz
Persecuted
57

Skoro pojawiają się stwierdzenia, że to "najlepsza adaptacja filmowa gry video", to znaczy, że efekt musi być... co najmniej zadowalający.

Fakt, żadnej dotychczasowej adaptacji dziełem sztuki bym raczej nie nazwał, ale było wśród nich kilka - moim zdaniem - znośnych pozycji. OK, może niezbyt dobrych jako adaptacje, ale przynajmniej zjadliwych jako filmy (a to już pewien sukces). Mam tu na myśli przede wszystkim Silent Hilla, Prince of Persia, WarCrafta i Hitmana z 2007 roku. Jeżeli AC trzyma taki poziom, to nie ma tragedii.

14.12.2016 07:39
Persecuted
57

@robert357

A wiesz, że są jeszcze w Polsce miejsca, gdzie zdarzają się dosyć częste przerwy w dostawie prądu?

W ogóle co to za pomysł, żeby gry wymagały stałego opływu prądu?! Skandal!

11.12.2016 17:51
2
Persecuted
57

Zgadzam się, że Spec Ops to świetna i niedoceniona produkcja, ale aż takiej złej prasy nie miała. Na Metacriticu wykręciła 76 metascore i 8.2 userscore, także wielkiej dysproporcji nie widać.

11.12.2016 12:29
2
odpowiedz
Persecuted
57

Wydaje mi się, że wytłumaczeniem tego "fenomenu" jest specyfika tych gier.

Recenzent musi rzetelnie ocenić to co dostanie, a jeżeli trafi mu się projekt bardzo... "nietypowy", to istnieje duża szansa, że po prostu mu się nie spodoba, czemu da potem wyraz w recenzji. Gracz natomiast zawsze ma wybór i można założyć, że decydując się na zakup takiej - bądź co bądź - niszowej gry, robi to w pełni świadomie.

W końcu o ile takie Call of Duty czy Assassin's Creed przeciętny gracz może nabyć właściwie w ciemno, ze sporą szansą, że gra trafi w jego gust (są to w końcu produkcje lekkie, skierowane do bardzo szerokiego "targetu"), to na taki symulator kozy czy farmy trzeba być - w pewnym sensie - wewnętrznie przygotowanym i raczej nie może być mowy o zakupie "z przypadku".

Stąd wydaje mi się, że te pozytywne recenzje pochodzą właśnie od takich ludzi - którzy wiedzieli co kupują i po co. Dla jednych (np. dla mnie) Surgeon Simulator to irytujące badziewie, a dla innych źródło świetniej rozrywki. Ot gusta.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-12-11 12:31:12
11.12.2016 12:09
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Pomysł fajny (jak wiele innych pokroju Observer, Agony, Inner Chains czy Scorn itp.), niemniej obawiam się, że całość skończy jako kolejny, niskobudżetowy średniak sklecony na fali popularności symulatorów chodzenia i VRu. Z Adr1ft też wiązałem spore nadzieje, a wyszło jak wyszło...

07.12.2016 22:38
odpowiedz
Persecuted
57

Jest popyt jest podaż. Żaden płacz i zgrzytanie zębami tego nie zmienią.

07.12.2016 17:12
-2
Persecuted
57

@Leopold2OOO

Nie ma to jak wytykać innym pisanie z fake'owego konta, co nie Legolas? ;]

07.12.2016 01:25
3
Persecuted
57

@xsas

To chyba zbyt mało się orientowałeś w temacie skoro tak twierdzisz. Nie znasz chyba przypadków (tutaj zarzucana innym przez Ciebie niewiedza), gdy osoby po jakimś czasie stwierdzały, że pociąga ich własna płeć, podczas gdy od dawna posiadali normalne rodziny. Bądź też przypadki ludzi którzy zostali "wyleczeni" z homoseksualizmu (ew. im "przeszło") No ale najlepiej wrzucić wszystko do jednego wora

Ponownie polecam lepsze zapoznanie się z tematem.

Tożsamości płciowej nie można zamknąć w prostych pojęciach w stylu "homo", "hetero" "bi" itd. Każdy człowiek jest pod tym względem trochę inny i nawet pomimo jednoznacznego zdeklarowania (np. jako hetero), mogą pojawiać się podwyższone poziomy pociągu (albo przynajmniej fascynacji) względem tej drugiej płci. Jest to z resztą proces, który kształtuje się z czasem i miewa różny przebieg. W okresie dojrzewania - zwłaszcza u dziewcząt - nierzadkie są przypadki podkochiwania się w koleżance czy nauczycielce, które czasem mijają bezpowrotnie (po wygaśnięciu burzy hormonów), a czasem wręcz się nasilają. Stąd mamy np. ludzi chętnych do różnych eksperymentów (w stylu "trójkącik" w różnych konfiguracjach), jak i ludzi całkowicie pozbawionych tego typu skłonności. Są wreszcie i tacy, u których nigdy nie dochodzi do ukształtowania się tak zwanej "dominującej orientacji" lub jest ona dominująca jedynie w sposób słaby i niestały (np. 55 do 45%) i to właśnie u nich najczęściej trąbi się o "wyleczeniu homoseksualizmu". Sęk w tym, że oni wcale homoseksualistami nie są. Oni po prostu nie mają jednoznacznie określonych preferencji i potrafią między nimi dryfować.
Freddie Mercury jest tu niezłym przykładem, bo jego też łączyły długoletnie związki zarówno z kobietami jak i mężczyznami, jednak nie równoległe, a następujące po sobie. On sam kilka razy mówił, że nie do końca wie kto pociąga go bardziej i jak powinien się określać.

Osobiście nie spotkałem się z tym aby osoby leworęczne, albo o danym kolorze oczu itp. przeprowadzały marsze tolerancji, parady równości albo ubiegały się o jakieś specjalne traktowanie. Nie widzę też by takie osoby organizowały sobie jakieś symbole (tęcza), czy skróty identyfikujące ich środowisko (LGBT) aby za ich pomocą demonstrować wszem i wobec swoją odmienność.
Skoro homo jest czymś normalnym, to po co marsze? po co wszelkie kampanie "tolerancji", czy akcje jak ta z tęczowymi koszulkami w Fifie? Normalność nie potrzebuje być propagowana.

A kiedy ostatnio spotkałeś się z sytuacją, że ktoś dostał w ryj za to, że jest leworęczny albo niebieskooki?

Jak już pisałem - skończy się homofobia, to skończy się walka osób LGBT. Ci ludzie walczą po prostu o swoje prawa i swoją godność, a ja to w pełni rozumiem.

A homoseksualizm jest w pełni zgodny z naturą, bo to właśnie natura go stworzyła (występuje z resztą nie tylko u ludzi, u innych zwierząt także).

A jak już chcesz rozliczać cudzą "zgodność a naturą", to przypominam, że do mutacji (a więc odstępstw od "normy"), należy zaliczyć między innymi właśnie leworęcznych, rudych i blondynów, a także posiadających kolor oczu inny niż brązowy.

To co, ich też prześladujemy i opluwamy?

06.12.2016 23:12
1
Persecuted
57

Zgadzam się, zwłaszcza z konkluzją. Twórcy Hitmana mają teraz doskonały fundament, który wystarczy jedynie wypełniać nową zawartością wysokiej jakości. Nową nawet nie w sensie mechaniki rozgrywki (bo tam niczego nie brakuje), ale raczej w sensie treści.

Coś w stylu serii Assassin's Creed, która też najpierw zbudowała sobie pewną podstawową formułę rozgrywki, a potem wtłaczała ją w różne epoki historyczne i realia.

A materiału na nowe zlecenia dla Agenta 47 mają aż nadto. Jest przecież tyle fascynujących zakątków na ziemskim globie, że spokojnie mogą tak pociągnąć i 7-10 kolejnych sezonów. Kto wie, może kiedyś trafi mu się jakaś mała robótka w Polsce? ;].

06.12.2016 21:52
-3
odpowiedz
12 odpowiedzi
Persecuted
57

Tak czytam te komentarze i dochodzę do wniosku, że w wielu przypadkach nie są wynikiem tylko i wyłącznie głupoty (chociaż z pewnością ma ona swój wydatny udział), ale również... niewiedzy i ignorancji. Gdyby ludzie trochę zainteresowali się tematem, to wiedzieliby, że wszelkie zaburzenia tożsamości płciowej ani nie stanowią choroby (bo nie wywołują dyskomfortu czy złego samopoczucia i jako takie nie podlegają leczeniu), ani nie powstają na płaszczyźnie świadomej decyzji obarczonej nimi jednostki. Innymi słowy - człowiek taki się rodzi i taki umiera, bo nie ma na to żadnego wpływu.

To z kolei uwypukla 2 kwestie:

1. Tego typu zaburzeń (jak i jakichkolwiek innych zaburzeń osobowości czy tożsamości) NIE DA SIĘ PROMOWAĆ. "Promować" to inaczej "czynić coś popularnym i pożądanym". Promować można więc nowy telefon, telewizor czy samochód, ale nie zaburzenia! To tak jakby ktoś - pod wpływem tego mitycznego "promowania homoseksualizmu" - miał nagle stwierdzić: "O kurde, homoseksualizm jest spoko, chętnie sam spróbuję!". Nawet gdyby ktoś faktycznie chciał (chociaż nie wiem po co...), to i tak NIE MOŻE, bo takich zaburzeń nie można wywołać siłą woli (ani lekami, terapiami czy czymkolwiek innym). Z tym się trzeba urodzić, podobnie jak z psychopatią czy Zespołem Aspergera.

2. Skoro nie mamy na to wpływu, to po co z tym walczyć? Możecie nienawidzić, prześladować, a nawet mordować homoseksualistów, ale oni byli, są i będą, czy wam (albo im samym) się to podoba czy nie. Oni nie mają na to wpływu i wy również, więc całe to zwalczanie nie ma sensu. To tak samo mądre i celowe, jak czepianie się leworęcznych, albo ludzi o konkretnym kolorze oczu... To waszym zdaniem fair by kogoś prześladować za to, że urodził się inny?
Coś czuję, że znaleźlibyście wspólny język z pewnymi zwolennikami niebieskookich blondynów...

A dlaczego homoseksualiści nakręcają te wszystkie akcje? Właśnie przez was homofobów! Gdybyście nie darzyli ich otwartą niechęcią, nienawiścią i pogardą, to nie byłoby problemu. Oni nie żądają przywilejów czy specjalnego traktowania, oni chcą być po prostu ludźmi i żyć jak normalni ludzie, bez agresji, poniżania, wytykania palcami, dyskryminacji itd. Gdy te zjawiska znikną, nie będzie potrzeby przeprowadzania jakichkolwiek akcji na rzecz tolerancji LGBT.

06.12.2016 21:09
-2
Persecuted
57

@RobmalYetiowskiTheGracz

Dlaczego? Ciasno ci?

06.12.2016 17:37
-7
Persecuted
57

Propagowanie czy też promowanie homoseksualizmu, jest tak samo logiczne jak propagowanie u ludzi zielonych oczu ;].

06.12.2016 16:00
2
odpowiedz
Persecuted
57

Czyli ich politycy to tacy sami kretyni jak nasi. Zamiast zajmować się realnymi problemami (których Rosja ma od groma), skupiają się na kolorze tekstur w grze komputerowej... Podatnicy są na pewno usatysfakcjonowani.

06.12.2016 15:58
-7
Persecuted
57

Jeżeli EA się ugnie, to będzie niezły absurd.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-12-06 16:00:10
05.12.2016 22:55
1
odpowiedz
Persecuted
57

Co do Assassyna, to jego stronniczość jest akurat uzasadniona fabularnie. Praktycznie każda odsłona oscyluje wokół odwiecznego konfliktu asasynów i templariuszy, toteż twórcy muszą dosyć jasno określać kto trzyma z kim i w ten sposób dzielić na dobrych i złych.

Jest to niestety trochę pójście na łatwiznę, bo przecież nawet przyjmując taką polaryzację, wcale nie trzeba wszystkich szufladkować tak sztywno i zerojedynkowo. Zawsze można próbować pokazać zagadnienie z kilku różnych perspektyw, nawet w obrębie stałej osi asasyni vs templariusze. Z drugiej strony właśnie wspomniane Unity, było temu chyba najbliższe. Pamiętam zaprezentowane tam kreacje Napoleona czy Marquisa de Sade, które wcale takie jednoznaczne nie były ;].

A wizja Ubi, w której "ci dobrzy" stanęli po stronie monarchii, moim zdaniem wynika z przede wszystkim z tego, że jakoś musieli to dopasować do swojej odwiecznej barykady i zwaśnionych frakcji po jej obu stronach. Chyba doszli do wniosku, że rewolucjoniści jednak bardziej pasują na templariuszy :).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-12-05 22:57:01
02.12.2016 12:37
8
odpowiedz
Persecuted
57

Filmik nie powala ale bądźmy szczerzy, pokazali na nim to, co nigdy specjalnie mocną stroną tej serii nie było (czyli plastikową i drętwą walkę z "zabawkowymi", laserowymi karabinkami). Siła ME zawsze leżała w fabule, klimacie, postaciach, wyborach, a tego na filmiku nie pokazali wcale.

Oni sami to zawalili. Twórcy Wiedźmina przytomnie wyszli z założenia, że prezentując grę cRPG, trzeba pokazać coś konkretnego, co uwypukli jej walory jako gry fabularnej, np. jakieś zadanie poboczne z zarysowaną historią, dialogami, wyborami itd., a nie losowe urywki naszpikowane akcją i wybuchami. No ale marketingowcy EA chyba wiedzą lepiej...

Ja tam czekam na materiały z większą ilością kosmosu, eksploracji, fabuły i klimatu. To co zobaczyłem raczej nie napompowało mojego hype'u, ale też pozwoliło zachować umiarkowany optymizm (raczej klęski nie będzie).
Jeżeli jednak potwierdzą się przypuszczenia i gra zbyt mocno skręci w stronę Dragon Age "zbieraj 200 pierdołek na godzinę" inkwizycji, Andromeda dostanie od graczy pewnie coś w okolicach 6-7/10 i na tym się skończy "nowa trylogia"...

Ostrożnie trzymam kciuki.

02.12.2016 12:22
Persecuted
57

Racja, ale to już trochę tradycja tej serii, czyż nie? ;).

Z resztą filmiki z ME2 też nie wyglądały zbyt dobrze (ta sama drętwota co poprzednio), a moim zdaniem przeskok gameplayowy względem "jedynki" był ogromny. Lepiej czuć było moc broni i trafienia w przeciwników, system osłon dawał radę, umiejętności miały większą użyteczność itd. Jasne, nadal nie był to poziom chociażby GoWa, ale grało się po prostu przyjemnie.

PS. Już nie współpracujesz z serwisem? Zdawało mi się, że miałeś "plakietkę" GOLa...

27.11.2016 09:12
2
Persecuted
57

@Up

1.

"konstrukcja świata (rozmieszczenie potworów i questów)"
Jest jak w większości RPGów z otwartym światem? Nie widzę tam nic złego...

=========

Idziesz do wioski przeznaczonej na początkowe fazy rozgrywki, podchodzisz do tablicy ogłoszeń i zbierasz zadania. Na poziom 7, 10, 6... i 34. Po co tam takie zadanie? Żeby przez pół gry zaśmiecać quest loga? To tak samo bezsensowne, jak zebranie zadania na poziom 12, będąc w lokacji przeznaczonej dla poziomów 25+ (co też się zdarzało).

Podobnie z potworami. Jestem w jakimś początkowym obszarze. Widzę jezioro, a na jego brzegu skrzynkę ze skarbem i pilnujące jej utopce na 6 poziomie. Po ich zabiciu, zauważam w moim polu widzenia (w odległości mniej niż 20 metrów) kolejny skarb pilnowany przez podobną grupkę utopców. Podchodzę do nich, a one mają 29 poziom... Omijam je i idę dalej brzegiem tego samego jeziora. Napotykam kolejną grupkę utopców pilnujących kontrabandy (w odległości kilku metrów od tych silnych), które ponownie mają 6 poziom...

Odwrotne sytuacje też miały miejsce. Np. czyściłem ze znaczników obszar na wysoki poziom 30+ i spotykałem tam grupki bandytów pilnujące "ciekawych miejsc", mające poniżej 10 poziomu. Ubaw po pachy, wyrżnąć wszystkich jednym cięciem, a potem - w ramach nagrody - zabrać bezwartościowy śmieć.

Czemu taki design świata ma służyć? Dla mnie - poza sztucznym rozbijaniem "flow" eksploracji - nie wnosi on nic pozytywnego ani ciekawego do rozgrywki

2.

"eksploracja"
A cóż dziwnego jest w eksploracji? Działa na zasadzie innych gier, idziesz do lokacji, robisz zadanie, itd. jakieś konkrety?

==========

Po części to co napisałem wyżej, ale poza tym przeszkadzał mi jej kompletny bezsens w zakresie balansu i proporcji. Świat przepełniony był "ciekawymi miejscami" - skrzynkami, kontrabandą, podziemiami, opuszczonymi wioskami, uwięzionymi kupcami, siedliskami potworów itd., co początkowo wydawało się fajne. Bardzo szybko jednak "odkrywanie" tego wszystkiego przestało mi sprawiać jakąkolwiek satysfakcję czy frajdę. Było tego za dużo, było to zbyt powtarzalne, a nagrody były po prostu mega słabe i generyczne (po jaki ciul mi kolejna, losowo wygenerowana kedweńska kurtka, skoro wiedźminski pancerz deklasuje wszystko?).

Dla mnie dobra eksploracja jest wtedy, kiedy w grze jest może 10-20 interesujących miejsc (a nie 200!), przy czym każde ma w sobie coś unikatowego i ciekawego oraz może zapewnić graczowi jakąś cenną i na prawdę użyteczną nagrodę za cały jego trud (np. super miecz czy pancerz).

Dobry przykład - grobowce z Assassin's Creed Brotherhood i Revelations.

3.

"crafting"
I znów to samo co w większości gier, zbierasz surowce i robisz...

============

Sam w sobie crafting w W3 był świetny - bardzo rozbudowany i fajnie pomyślany (zwłaszcza to rozbijanie przedmiotów na surowce). Niemniej zupełnie mi on nie pasował do postaci Geralta i jego profesji. Momentami czułem się jak obwoźny skup złomu, a nie wędrowny zabójca potworów. Zwłaszcza że moim zdaniem dużo pary poszło w gwizdek, bo osobiście poza wiedźmmińskim rynsztunkiem nie stworzyłem niczego.

4.

"zwłaszcza dla osoby znającej pierwowzór i wiedzącej od początku kim jest Ciri, Dziki Gon, Avallac'h, o co chodzi z białym zimnem, Emhyrem itd.)."
Nie za bardzo rozumiem co ma znajomość książek do gier? Równie dobrze można to powiedzieć o pierwszej części, tam fabuła również jest analogią do książek...

=============

To przecież dosyć oczywiste. Żeby wirtualna fabuła była dobra, musi zawierać w sobie jakąś tajemnicę albo niedopowiedzenie. Coś, co zostanie wyjawione graczowi z czasem, w miarę postępów w grze.

Dla mnie takiego elementu w wątku głównym Wiedźmina 3 w ogóle nie było. Znając książki wiedziałem dokładnie kim jest Ciri i dlaczego wszyscy się tak nią interesują. Kim jest gon i czego chce od młodej. Dlaczego Emhyr szuka córki i dlaczego ona nie chce przez niego być znaleziona. Skąd pochodzi moc Ciri i jak ona działa. Kim dla Ciri jest Geralt i skąd oni w ogóle się znają. O niektórych z tych elementów dowiadujemy się w grze bardzo późno i to dosyć szczątkowo (albo wcale), co moim zdaniem twórcy zrobili z rozmysłem, chcąc w ten sposób stworzyć pewien suspens dla osób nie znających pierwowzoru.

W rezultacie strasznie się wynudziłem, bo fabuła właściwie nie była w stanie mnie niczym zaskoczyć (inaczej niż "jedynka", "dwójka" i DLC do "trójki", które były autorskimi, o wiele lepiej napisanymi historiami i bawiłem się przy nich świetnie, śledząc z wypiekami na twarzy przebieg wydarzeń). Nawet to, że Ciri jednak "ożyje" w kulminacyjnym momencie na wyspie mgieł, było dla mnie dosyć oczywiste (choć uważam, że właśnie jej śmierć w tamtym momencie byłaby ciekawa i zaskakująca).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-27 09:28:17
26.11.2016 16:16
odpowiedz
4 odpowiedzi
Persecuted
57

Wiedźmin 3 jako całość jest spoko (głównie za sprawą klimatu, postaci i dialogów), ale nie robiłbym z niego takiego cudu. Pod względem mechanizmów typowo cRPGowych jest to moim zdaniem wręcz jedna z gorszych gier w tym gatunku. Rozwój postaci, system levelowania, konstrukcja świata (rozmieszczenie potworów i questów), eksploracja czy crafting, za bardzo moim zdaniem przypominały grę MMO i w rezultacie bardziej irytowały niż dawały frajdę. Fabuła też jakaś szczególnie dobra nie była, uważam wręcz, że najsłabsza z całej trylogii (zwłaszcza dla osoby znającej pierwowzór i wiedzącej od początku kim jest Ciri, Dziki Gon, Avallac'h, o co chodzi z białym zimnem, Emhyrem itd.).

25.11.2016 20:39
2
Persecuted
57

Zależy od wizji, prawie każda religia ma swoje piekło :).

25.11.2016 17:39
4
Persecuted
57

Dla mnie pierwszy Wiedźmin miał świetnie zrobione wybory. Raz, że były odwleczone w czasie (więc nie bardzo był sens by wczytywać zapis i testować inne rozwiązania, bo to wymuszałoby powtórzenie wielu godzin gry), a dwa, że na prawdę robiły różnicę. Może nie wywracały historii do góry nogami, ale dawały poczucie posiadania wpływu na otoczenie i wymuszały liczenie się z odczuwalnymi konsekwencjami.
Np. w pierwszym rozdziale można było pomóc havekarom i zabić wiewiórki albo odwrotnie, stanąć po ich stronie i pomóc im zdobyć broń. Dzięki niej, wiewiórki przeprowadzały później udany zamach w wyzimskiej karczmie, wskutek czego życie tracił niejaki Coleman, przez co my traciliśmy dostęp do paru zadań pobocznych, a przebieg jednego z głównych był trochę inny. Takie wybory to ja rozumiem! Struktura rozgrywki pozostaje z grubsza taka sama (a więc twórcy nie muszą się martwić setkami rozgałęzień), a jednak gracz ma poczucie, że odcisnął jakieś piętno na przebiegu fabuły.

"Dwójka" też nie była pod tym względem zła, bo przecież od naszej decyzji zależał przebieg właściwie całego II aktu (jakieś 10-15 godzin gry!). Nie wszystkie wybory były realne, ale większość wypadła fajnie.

25.11.2016 00:33
1
Persecuted
57

@Crod4312

Ja akurat nie mam nic przeciwko "otwieraniu światów" w grach, zwłaszcza, gdy pasuje to do ich konwencji (czyli prawie zawsze, bo otwarty świat jest jak "elementy cRPG" - pasuje niemal do wszystkiego). Warunek jest jednak taki, że musi to być zrobione z pomysłem i rozsądkiem, a nie "napchamy 200 znaczników na mapie i jakoś to będzie".

Wspomniane przez Ciebie Mirror's Edge moim zdaniem aż prosiło się o otwarty świat, ale nie taki jak w Catalyst! Był tam potencjał na zbudowanie czegoś na prawdę fajnego, ale postawili na nudny i pusty świat wypchany masą generycznej zawartości.

Otwarty świat to dla mnie nieskrępowana niczym możliwość odkrywania nieznanego, ciekawość, radość z eksploracji, nieliniowość, poczucie samodzielności w decydowaniu o swoim wirtualnym losie itd. Wielkie i wydmuszkowe światy te atuty po prostu niwelują.

Dark Souls, Darksiders, Gothic - tak moim zdaniem powinno się konstruować świat w grze cRPG.

24.11.2016 21:56
2
odpowiedz
5 odpowiedzi
Persecuted
57

Przeczytałem i czuję się zbrukany...

Moim zdaniem ten durny design "napęczniałych od teoretycznej zawartości wydmuszek" nie zniknie ze współczesnych produkcji, dopóki projektanci nie zrozumieją, że otwarty świat wcale NIE MUSI BYĆ DUŻY! (choć są od tego wyjątki. W takim GTA - z racji obecności pojazdów - jednak musi być poczucie pokonywania znacznych odległości). Świat w grze powinien być przede wszystkim ciekawy i różnorodny. Duży powinien być jedynie wtedy, gdy faktycznie służy to rozgrywce (czyli baaaardzo rzadko).

Gry z serii KOTOR miały raptem po kilka planet do zwiedzenia (a na każdą z nich składało się ledwie parę tunelowych, oddzielonych ekranami ładowania lokacji) i komuś to przeszkadzało? Obie gry były długie, treściwe i szalenie satysfakcjonujące (także fabularnie).

Andromeda - według plotek - ma udostępniać ponad setkę w pełni "odwiedzalnych" planet. Ja się pytam: Po jaką cholerę?! Ktoś by na prawdę narzekał, gdyby cała gra toczyła się np. w obrębie tylko jednego układu gwiezdnego z niewielką ilością planet i ciał niebieskich (czegoś na wzór naszego Układu Słonecznego)?

Mam dosyć cRPG w stylu Skyrima, Wiedźmina 3, Inkwizycji, Fallouta 3-4 itd., czyli gier pełnych generycznej zawartości umieszczonej w nich w myśl zasady: "No trzeba dać graczom coś do roboty przez te 200 godzin". Chcę małego ale ciekawego świata i przede wszystkim dobrej historii! Już w sumie nie pamiętam, kiedy ostatnio jakiś "otwratoświatowiec" dał mi jakąkolwiek satysfakcję z ukończenia głównego wątku fabularnego. To było chyba w okolicach Wiedźmina 2 (czyli gry, która w sumie otwartego świata nie miała...).

Nadal czekam na Andromedę, ale po tych doniesieniach moje oczekiwania zjechały z 9/10 na 4/10...

24.11.2016 08:52
5
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Jakkolwiek banalnie by to nie brzmiało, pamiętajcie, że to ma być przede wszystkim uczta dla graczy, a nie pasjonatów historii. Zmierzam do tego, że jeżeli nowy TW ma stworzyć kolejną odnogę marki, to musi ona wystarczająco mocno - na płaszczyźnie rozgrywki i ogólnego klimatu - odróżniać się od innych podserii. Do tego stopnia, że przeciętny gracz musi już po kilku minutach obcowania z produktem, być w stanie stwierdzić, że gra w coś zupełnie nowego, czego do tej pory w tej serii nie było.
Obstawiam, że właśnie dlatego XVI i XVII wiek zostały dotychczas pominięte i z tego samego powodu znowu do gry nie trafią. Pod względem historycznym stanowią doskonały temat na grę, ale czy pod względem mechaniki rozgrywki również? Gra musiałaby być czymś pomiędzy Medievalem a Empire'em i nie jestem pewien, czy byłoby to wystarczająco świeże i oryginalne.

Z drugiej strony można to w pewnym sensie "obejść". Jak słusznie zauważył Clash01, ostatnie odsłony z tej serii, oprócz zróżnicowanych epok historycznych, stawiają też na pewne motywy przewodnie, charakterystyczne dla danego miejsca i czasu, wprowadzając do ugry unikatowe mechaniki (np. Shogun II i podział królestwa czy Attila i wędrówki ludów). Gdyby więc twórcy wystawili na pierwszy plan jakąś wystarczająco ciekawą, charakterystyczną tylko dla tego okresu i mocno odmieniającą rozgrywkę mechanikę, wtedy to by się mogło udać. Może np. coś związanego z reformacją? Przydałoby się, żeby jakiś TW wreszcie wykorzystał należycie wpływ religii na światową geopolitykę.

Jeżeli nie, to ja stawiam na starożytne Chiny. To świetny materiał na grę, wystarczająco mocno odróżniającą się od dotychczasowego dorobku serii.

22.11.2016 20:28
Persecuted
57

Czepianie się wyglądu Diablo 3 jako za mało "mhocznego" już dawno wyszło z mody ;).

Owszem całość jest dosyć kreskówkowa, co wcale nie musi się każdemu podobać i w pełni to rozumiem, ale przyrównywanie oprawy Diablo 3 do "casualowej gry dla dzieci" jest - eufemistycznie rzecz ujmując - mało mądre i niepoważne...

Wskaż mi proszę jedną grę dla dzieci, która wygląda jak Diablo 3.

22.11.2016 15:42
2
Persecuted
57

Mniejsza o to GDZIE pokazali, ważniejsze CO pokazali. Ten filmik był po prostu strasznie słaby, raptem kilka ujęć z wnętrza dziwnej bazy obcych czy innej świątyni.

Trochę wnerwiające jest to wodzenie za nos. Gra rzekomo wychodzi w marcu (czyli za niecałe 4 miesiące!), a oni robią wielkie wydarzenie, bo mają pokazać PIERWSZY, prawdziwy gameplay... Coś tu chyba nie gra.

W takie zagrywki to się może bawić Blizzard albo Rockstar. Ani EA, ani Bioware nie mają aż takiego kredytu zaufania u graczy (zwłaszcza po średnio udanej Inkwizycji), żeby ludzie z wypiekami czekali na kilkusekundowe, wyrwane z kontekstu urywki pełne wybuchów i strzelanin.

Sam strasznie na Andromedę czekam, ale irytacja powoli bierze górę nad ekscytacją...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-22 15:44:27
22.11.2016 13:42
2
odpowiedz
Persecuted
57

Ja bym się tu dopatrywał kilku czynników:

1. Powtórka z Assassin's Creed Unity i Syndicate, czyli następna część sprzedaje się gorzej niż poprzednia, mimo że prawie pod każdym względem jest lepsza. Być może gracze nie chcieli ryzykować i nie dali marce kolejnej szansy po poprzednim rozczarowaniu.

2. Zmiana klimatu. Początkowo sam czekałem na WD 2. Przestałem w momencie ogłoszenia pierwszej zapowiedzi, bo mam alergię na klimaty w stylu "yo madafaka nigga cool kids ziooom". Być może nie tylko ja...

3. Siłą tego typu sandboxów (czyli zbieracko-kolekcjonerskich z milionem znaczników na mapie), nie są wcale aktywności poboczne w stylu odhaczania skrzynek czy liścików na długaśnej liście, tylko wykreowany świat przedstawiony. To właśnie on ma nas wciągać i zaabsorbować, a czyszczenie mapy z ikonek powinno być jedynie pretekstem do spędzenia w tymże świecie dodatkowych godzin. To właśnie dlatego gry pokroju Assassin's Creeda, Mad Maxa, Far Cry'a czy Mafii 3, znajdują nabywców. Niestety, świat Watch Dogs w ogóle nie powala. Ot, coś w rodzaju naszej rzeczywistości, tylko odrobinkę bardziej futurystycznej i dystopijnej. Żeby setting tego typu kogokolwiek zainteresował, musi być dopracowany i bogaty w detale co najmniej na poziomie GTA... co łatwe (ani tanie) nie jest.

Spodziewam się, że po tej odsłonie marka zostanie porzucona (może na jakiś czas, może na zawsze). Wchodząc na to terytorium musisz albo konkurować z GTA pod względem jakości wykonania i poziomu dbałości o detale (a takie starcie jest prawie niemożliwe do wygrania, choć kilku próbowało), albo zaprezentować coś, co wystarczająco mocno wyróżni twój świat na tle reszty (np. ciekawy setting, świeża mechanika, dobra fabuła, ciekawe postaci itp.).

Z wyżej wymienionych, Ubisoft potrafi zaskakiwać jedynie fajnymi settingami (to bez wątpienia jego ogromny atut) i od czasu do czasu napisać całkiem znośne postaci (vide Far Cry i Assassin's Creed), ale pod tym względem WD jest już chyba spalony (bo z czym mogliby jeszcze wyskoczyć?). Bez totalnego przeobrażenia świata tej gry (np. w coś w stylu Mirror's Edge czy Deus Ex'a), nie wyobrażam sobie jej dalszej przyszłości.

22.11.2016 12:23
odpowiedz
Persecuted
57

Od dawna miałem oko na tą gierkę (stary dobry Commandos + feudalna Japonia = czego więcej potrzeba? ;]), ale trochę bałem się o jej jakość (niezbyt znane studio + dosyć niszowy gatunek, który można dosyć łato zepsuć niedoróbkami technicznymi albo przesadnie zawyżeniem poziomem trudności). Demko jednak mnie uspokoiło - kupuję :). Gra jest ładna (lekko rysunkowa grafika), klimatyczna (są japońskie dialogi!) i całkiem przyjemna w odbiorze (choć to może ulec zmianie, w demie jest tylko tutorial, więc wszystko idzie dosyć gładko :p). To już druga ostatnimi czasy (po Aragami) dobra gra z japońskim settingiem - miło.
Plusik dla twórców za odwagę i wypuszczenie wersji demonstracyjnej w tych czasach.

PS. Trochę paradoksalne, ale na dobrą grę o Japonii trzeba zazwyczaj czekać, aż zrobi ją studio spoza Azji ;).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-22 12:27:09
19.11.2016 20:11
-1
Persecuted
57

@Up

Spoko. Żeby to zrozumieć, wystarczy nie być aroganckim bufonem, dla którego dana gra jest słaba na zasadzie "bo ja tak mówię". Ergo - dla Ciebie Primal jest bublem, ale wielu innym się podobała. Nie podzielasz tego zdania? Twój problem.

18.11.2016 21:53
-2
Persecuted
57

@Gorn221

A nie, bo AC II był najnudniejszy. Bo ja tak mówię ;].

18.11.2016 17:46
odpowiedz
Persecuted
57

Obstawiam WWI, bo to jedyny okres historyczny, który się jeszcze nie pojawił, a w miarę racjonalnie da się przerobić na mechanikę TW. Osobiście uważam jednak, że powinni pójść drogą Shoguna II i zamiast na zmienione czasy (i po raz kolejny rzucać nas do Europy w jakimś tam okresie), postawić na nowe miejsce. Skupić się chociażby na Ameryce Północnej i Środkowej, przedstawiając najciekawsze okresy z jej historii, czyli np. konkwistę, wojnę o niepodległość, wojnę secesyjną itd. Inne propozycje to Chiny, Indie albo Afryka.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-18 18:10:51
18.11.2016 17:40
Persecuted
57

@Orek666

Żołnierze z intra to Bizantyjczycy, a noszone przez nich pancerze bardzo przypominają XVI wieczne, bizantyjskie zbroje:

Gra:

https://i.ytimg.com/vi/rn8e4VFLHhM/maxresdefault.jpg

Oryginał:

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/736x/f3/0e/59/f30e595f731cd31ad6fee708fa20cc48.jpg
https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/09/8c/6b/098c6b0e3f07baedf1f47daddbd23653.jpg

Wiadomo, że Ubi dorzucił do tego trochę swojej fantazji, ale co w tym złego? Tak się składa, że historyczne pancerze - jako że miały przede wszystkim zapewniać ochronę - zazwyczaj nie wyglądały zbyt... atrakcyjnie. Z tego powodu filmy, gry czy komiksy prawie zawsze wprowadzają jakieś własne modyfikacje, żeby nadać im trochę bardziej "badassowy" wygląd. Ot choćby wyśmienity Gladiator z 2000 roku. Na pierwszy rzut oka pancerze legionistów wyglądają OK, ale jak im się dokładniej przyjrzeć... :). Zmniejszono im ochraniacze karku i policzków, powiększono kirysy, dodano wysokie nagolenniki i karwasze, dzięki czemu wyglądają bardziej masywnie, pancernie, potężnie.

Oczywiście niektóre pancerze same z siebie wyglądają bardzo fajne i nie wymagają modyfikacji (albo nieznacznych), np. zbroja husarska, zbroja francuskiego kirasjera, czy pancerz samuraja.

Wiedźmin 3 poszedł w tym aspekcie w realizm i moim zdaniem nie wypadł za dobrze. Większość dostępnych pancerzy wyglądała śmiesznie lub głupio, a przecież nie o to chodziło...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-18 18:14:38
18.11.2016 12:15
-2
Persecuted
57

Ostatnio?

Jak dla mnie w okolicy AC: Syndicate i DLC do niego (świetna gra, świetny dodatek), choć nie brakuje i takich, którym podoba się Watch Dogs 2 i The Division.

A Ubisoft dostaje taki odzew graczy, na jaki zasługuje. Zbiera baty gdy coś spaskudzi i pochwały gdy zrobi coś dobrze. Uczciwie.

EDIT:
====
Zapomniałem o Far Cry Primal. Daleki od ideału ale też spoko. Spory plus za odwagę, by przenieść serię w zupełnie inne realia, mocno oderwane od wcześniejszych.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-18 12:49:04
18.11.2016 12:12
1
Persecuted
57

Orek666

"Mianowicie przeciwnicy byli odziani w cały komplet ubrań i uzbrojenia począwszy od Iw n.e. do jakiegoś XVIII włącznie - co jest absurdalne do tego stopnia że powinni jeszcze do naszego protagonisty strzelać z kalasza ( w końcu od roku 1800 do 2000 to tylko 200 lat)"

Możesz jaśniej? Bo nie rozumiem o co chodzi w tym zdaniu. To źle, że przeciwnicy mieli ubrania, broń, a czasem nawet - adekwatnie do epoki historycznej - także pancerz? Powinni chodzić nadzy czy jak?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-18 12:12:27
17.11.2016 18:29
5
Persecuted
57

Jaki kraj, takie gry, ale wszystko jeszcze przed nimi.

Generalnie uważam, że dobrym pomysłem jest uderzanie w ich rodzime (afrykańskie) klimaty. Przecież taka gra jak Wiedźmin 3 podbiła zachód nie dlatego, że wszyscy nagle zakochali się w słowiańszczyźnie. To raczej efekt "czegoś nowego", zdecydowanie odmiennego od typowej dla świata zachodu fantastyki "post-tolkienowskiej". To samo obserwujemy z resztą przy grach osadzonych np. w mitologii nordyckiej, perskiej, japońskiej czy inuickiej, gdzie odmienność od mainstreamu sama w sobie jest wielką zaletą. Jeżeli jeszcze całość jest w miarę zjadliwa jako gra, to sukces jest właściwie zagwarantowany.

17.11.2016 16:46
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Super, zostaje czekać na GOTY i być może dostaniemy najlepszą odsłonę serii, która przebije nawet Shoguna II z dodatkami :).

16.11.2016 22:52
1
odpowiedz
Persecuted
57

Ten dysonans był, jest i będzie, bo w większości przypadków po prostu nie da się od niego uciec, co wynika z samej natury gier video.

Przykładowo, co musi się znaleźć w strzelance, by zapewniała graczowi właściwy poziom rozrywki i dobrej zabawy? Oczywiście strzelanie, a najlepiej dużo strzelania... No ale przecież nie w każdej grze można racjonalnie wytłumaczyć fakt, że nasz protagonista jest masowym mordercą. O ile we wspomnianym Dead Space jest to w pełni uzasadnione (choć niekoniecznie logiczne, bo co niby jest w Isaacu takiego wyjątkowego, że nie może mu dać rady cały rój necromorphów?), to już w takim Maxie Payne kompletnie nie przejdzie. Bo jak cholera zracjonalizować to, że w czasie całej kampanii nasz bohater w pojedynkę(!) kładzie trupem KILKUSET wrogów (często lepiej od siebie uzbrojonych i wyposażonych)? Pomijając fakt, że nijak to nie pasuje do byłego gliniarza o dosyć mocnym kręgosłupie moralnym, zwraca w tym uwagę przede wszystkim totalny brak realizmu. Zwykły koleś bez super mocy robi coś takiego? Niby jak?! Logicznie tego uzasadnić nie sposób, a zmiana koncepcji rozgrywki nie wchodzi w rachubę. Pozostaje więc... udawanie. W takiej sytuacji gry po prostu prowadzą narrację dwutorowo - z jednej strony za pomocą gameplayu, z drugiej za pomocą wszystkiego, co gameplayem nie jest. Co ważne, obie te płaszczyzny są najczęściej od siebie niezależne i udają, że nie wiedzą o swoim istnieniu, ani występującej między nimi sprzeczności.

Jeżeli ktoś nie zagra w Tomb Raidera z 2013 roku, a jedynie obejrzy na Youtubie wszystkie cut-scenki (to się nazywa "Full Movie"), to - być może ku swojemu zaskoczeniu - odkryje, że wtedy narracja jest zaskakująco spójna. Ewolucja Lary z delikatnej dziewczyny w mistrza przetrwania, odbywa się tam stopniowo i całkiem naturalnie, bez absurdów w stylu mordowania całych zastępów najemników czy kultystów, pomiędzy scenami umartwiania się nad brutalnością i niesprawiedliwością ludzkiego losu...

Z Maxem Paynem w 3 części jest z resztą podobnie. W jednej scenie Max zostaje postrzelony w ramię z karabinu sniperskiego. Pomijając fakt, że w rzeczywistości ten kaliber z takiej odległości prawdopodobnie urwałby mu rękę, fragment ten pokazuje, że Payne jest tylko (starzejącym się) człowiekiem - kruchym i śmiertelnym, a nie superbohaterem. Spoko, tylko jak to się ma do pozostałych 10 godzin gry, w których Max bierze na klatę setki albo tysiące pocisków, po których nie zostaje nawet ślad? Max z cut-scenek i Max z gameplayu to zwyczajnie dwie, zupełnie różne postaci, przy czym gra udaje, że istnieje tylko ten pierwszy (śmiertelny). Max-cyborg służy nam jedynie na płaszczyźnie rozgrywki.

A pamiętacie Geralta, który ciągle narzekał na brak gotówki, mimo że sterujący nim gracz obracał majątkiem jakiego chyba nikt inny w świecie gry nie psoaidał (z czego z resztą sami twórcy zdawali sobie doskonale sprawę, bo inaczej nie ustalaliby kosztów renowacji posiadłości czy ulepszeń zaklinacza na kilkadziesiąt tysięcy koron novigradzkich...)?

A te wszystkie sytuacje, w których bohater gry cRPG nosi przy sobie 12 mieczy i 4 pełne zbroje płytowe? Nic sobie nie robi z 3 strzał wbitych w głowę? Wypija 20 butelek z napojem leczniczym, jedna po drugiej?

Skąd takie przypadki? Jak już wspomniałem, podyktowane jest to wymogami rozgrywki. Lara prawdopodobnie nie musiałaby tyle walczyć, a np. się skradać (co dla mnie nie stanowiłoby problemu, bo lubię ten gatunek). Tylko ile taka koncepcja miałaby wspólnego z dawnym TRem? Czego by nie mówić o obecnym kształcie tej marki, jest ona całkiem - w swoich założeniach - podobna do pierwowzoru, tyle że unowocześniona i dostosowana do dzisiejszych - bardziej realistycznych i filmowych - standardów.

Max pewnie też mógłby napotykać na swojej drodze o 80-90% mniej przeciwników, tylko czy to byłaby dobra zabawa? Strzelanka, w której nie ma za wiele strzelania?

Taka fikcja jest potrzebna, inaczej wiele gier po prostu nie miałoby prawa istnieć.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-16 23:00:11
14.11.2016 15:25
Persecuted
57

Najwyraźniej nie rozumiesz jak to działa.

W umowach cywilnych, strony mogą sobie zawrzeć takie postanowienia, na jakie mają ochotę, byle tylko były one zgodne z obowiązującym prawem. Nie może tam więc trafić klauzula w stylu:

"Jeżeli nie zapłacisz w terminie, to przyjadę i wytnę Ci nerkę",

ponieważ jest to niezgodne z prawem. Można natomiast zamieścić coś takiego:

"Jeżeli nie zapłacisz w terminie, naliczę Ci karę umowną w wysokości X".

Valve umieszczając w umowach licencyjnych klauzulę o zakazie udostępniania konta innym osobom, MA DO TEGO PRAWO (bo żaden zewnętrzny przepis im tego nie zabrania) i jest to właśnie realizacja wspomnianej przeze mnie "swobody traktowania" (wywodzącej się jeszcze z prawa rzymskiego).

Najprościej ujmując: Strony mogą zawrzeć w umowie wszystko to, czego prawo im nie zabrania.

14.11.2016 13:30
-2
Persecuted
57

1. To nie jest prawo polskie.
2. Prawo dalszej dzierżawy czy wynajmu można umowie ograniczyć, co Valve zupełnie legalnie czyni w swoich umowach licencyjnych (wystarczy się wczytać).

14.11.2016 13:28
-1
Persecuted
57

Oczywiście, że sklepy nie tworzą prawa. Niemniej istnieje coś takiego, jak "swoboda traktowania", w granicach obowiązującego prawa. Valve trzyma rękę na pulsie i tak konstruuje czy modyfikuje swoje umowy licencyjne, że niewiele można im zarzucić i niewiele można ugrać w ewentualnym sporze z nimi.

14.11.2016 13:25
-1
Persecuted
57

@Up

"niezmienia to faktu, że kupując używkę możesz na ps4 grać jak w nówkę"

Sam sobie odpowiedziałeś, dlaczego tak jest. Używany samochód zawsze będzie tańszy od nowego, bo przy samochodzie dochodzi aspekt starzenia się i zużycia. Gra sama w sobie się nie zużywa (ewentualnie nośnik), więc zakup używki oznacza praktycznie to samo co zakup nówki, tylko zazwyczaj zdecydowanie taniej. Dlatego właśnie nie jest to w porządku.

14.11.2016 12:12
Persecuted
57

@Up

Jak nie mają problemu? Oczywiście, że mają. Właściciele konsolowych platform już od dawna starają zwalczyć rynek używek, działając różnymi sposobami (np. dodając różne bonusy w formie DLC albo dostarczając tryb multiplayer w formie cyfrowego, jednorazowego klucza) . Wszystko zmierza w stronę Steama, czyli gier na stałe "przypiętych" do konta MS czy Sony i tak się pewnie stanie.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-14 12:12:30
14.11.2016 12:07
-1
Persecuted
57

@Up

Dlaczego nie ma prawa, skoro z regulaminu wynika coś wprost przeciwnego?

14.11.2016 10:57
-1
Persecuted
57

@Up

Akurat Valve robi to zgodnie z prawem, bo całość ma formę usługi opartej na subskrypcjach, a nie prostej transakcji sprzedaży produktu. I nie jesteś niestety właścicielem konta, a jego "posiadaczem", który na określonych warunkach je od Valve "wydzierżawia". Możesz go być - na określonych warunkach - pozbawiony, tak samo jak można Ci ograniczyć dostęp do niego. Innymi słowy, nie masz wobec tego konta przymiotów typowo właścicielskich i nie jest ono Twoje na stałe. Valve może równie dobrze zamknąć Steama i stracisz wszystko - zupełnie legalnie.

14.11.2016 10:49
Persecuted
57

@Up

Możesz, tylko po co? Po co masz kupować w sklepie za 100% ceny, skoro możesz mieć to samo za 80% ceny? Gdyby Steam dopuścił handel grami, to prawie nikt by w sklepie nie kupował.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-14 10:50:31
14.11.2016 09:48
1
Persecuted
57

Też się cały czas zastanawiałem, czemu ta PCtowa wersja remastera jest taka brzydka i czemu nie ma w tekście słówka o tym, że PCtowy port wygląda dużo gorzej od tego na PS4...

Podpisy są po prostu mylące i wprowadzają w błąd. Autor powinien wskazać wprost, że górny screen pochodzi z ORYGINALNEJ wersji gry, a dolny z remastera. W obecnej formie podpis sugeruje, że oba obrazki są z remastera, tylko z różnych platform.

14.11.2016 09:40
-1
Persecuted
57

@@mevico

A przeszło Ci przez myśl, że dobra elektroniczne się nie amortyzują (nie tracą na wartości w związku ze zużyciem)?
Innymi słowy, po co ktoś miałby kupować grę w sklepie, skoro mógłby ją odkupić od innego użytkownika o X zł taniej? Wystarczyłoby zainwestować np. 200 zł rocznie i grać we wszystkie najnowsze tytuły w okolicach premiery (za każdym razem odsprzedając grę ze stratą np. 10-20 zł i sięgając po następną). Twoim zdaniem byłoby to uczciwe i opłacalne dla twórców i wydawców?

14.11.2016 09:34
Persecuted
57

@mevico

W umowie najmu można zastrzec, że najemca nie ma prawa dalszego podnajmu i udostępniania mieszkania innym osobom.

Dokładnie taka sama sytuacja jest na Steamie. Ty jesteś najemcą konta, a Steam wynajmującym i w umowie, którą z nimi zawierasz, jest zawarty warunek, że nie wolno Ci udostępniać konta ani gier nikomu innemu. Proste?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-14 09:40:53
14.11.2016 09:33
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Steam jak Lidl, nie przewidział buractwa i cebulactwa niektórych ludzi...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-14 09:34:59
13.11.2016 12:31
Persecuted
57

@Matysiak G

Nie chodzi o to czy grałeś. Chodzi o to, że nie możesz tego zweryfikować przed obejrzeniem materiału, a jedynie po (czyli kiedy jest już za późno). Tym razem miałeś szczęście i nie dostałeś w twarz żadnym spolerem. Mogło być jednak zupełnie inaczej (zakładając oczywiście, że nie jesteś no-life'em grającym we wszystko jak leci, chociaż nawet wtedy nie mógłbyś być w 100% pewien).

@Gorn221

Nie obchodzą Cię gry konsolowe? Spoko, ale NIE MOGŁEŚ WIEDZIEĆ, że to właśnie one zostaną zaspoilerowane, dopóki nie obejrzałeś filmiku. Równie dobrze mogły tam być same tytuły PCtowe, na których osobistym poznaniu Ci zależało.

12.11.2016 21:57
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
Persecuted
57

Z tymi spoilerami to zawaliłeś po całości. Tak ostrzegałeś przed nimi, ale nie podałeś konkretnych tytułów! W praktyce osiągnąłeś tym tyle, że materiał bez obaw mógł oglądać tylko ten, kto grał we WSZYSTKO... czyli nikt.

Nagrałeś filmik dla nikogo, gratuluję.

08.11.2016 23:15
odpowiedz
Persecuted
57

Umiesz zachęcić :].

Normalnie bym na coś takiego nawet nie spojrzał, ale wygląda nieźle i chyba sprawdzę.

08.11.2016 23:06
1
odpowiedz
Persecuted
57

O ile uwielbiam serię TW tak muszę stwierdzić, że SEGA zrobiła się cholernie chciwa, przekraczając granice przyzwoitości i dobrego smaku. Najpierw puszczają na rynek mocno wykastrowaną podstawkę, a potem każą sobie płacić krocie za mikro dodatki z nowymi frakcjami czy jednostkami. O ile Shogun II doczekał się przynajmniej edycji gold, zawierającej wszystkie DLC (za wyjątkiem "Gore Packa"), tak podobny los jakoś do tej pory nie spotkał Rome'a II ani Attili i to się chyba już nie zmieni.

Ta edycja Old World to po prostu taki sklepowy "restart". Nabywca nie dostaje absolutnie niczego nowego, ale musi zapłacić pełną cenę, bo przecież nie kupuje gry sprzed X miesięcy, tylko świeżutki, premierowy produkt, który właśnie trafił do sklepów i można wołać za niego 100% ceny...

Dziękuję, postoję. Warhammera kupię najwcześniej wtedy, gdy podstawka i wszystkie dodatki będą już dostępne za dwucyfrową sumę.

08.11.2016 18:54
1
odpowiedz
Persecuted
57

Rozbieżności co do koncepcji gry? Tomasz Gop też poróżnił się z CI Games w kwestii pomysłu na LOTF 2, ale ostatecznie obie strony się dogadały i wrócił. Może tu będzie podobnie ;d.

08.11.2016 18:44
4
Persecuted
57

Ano ma. Przypatrz się efektom tkanin (np. balon sterowca uginający się pod naciskiem butów bohaterów), deszczu (zwłaszcza spływającego po szklanych powierzchniach), ognia i oświetlenia (lampy uliczne). czy efektowi błyskawic.
Trzeba oddać The Order, że takimi detalami na prawdę powala.

Wiedźmin 3 to też bardzo ładna gra (zwłaszcza z modami), ale jednak nie aż tak szczegółowa. Nic dziwnego, co innego wyrenderować pomieszczenie 3x3 metry wypchane po sufit różnymi szczególikami, a co innego świat w skali makro.

08.11.2016 14:43
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
57

Ciekawe jak długo mają jeszcze zamiar udawać, że nic się nie stało? Mogą sobie wprowadzać obsługę pseudo 4K czy lepsze wygładzanie krawędzi (co na pewno robi pewną różnicę), ale tym nie zamaskują oczywistego braku mocy obliczeniowej. Jeżeli gry mają faktycznie wyglądać lepiej, to konsole po prostu muszą dostać mocniejsze bebechy. Niech zrobią grę wielkości Wiedźmina 3, z grafiką The Order 1886, wtedy możemy mówić o skoku technologicznym. Udawane 4K czy 60 FPS to tylko półśrodki.

08.11.2016 11:35
Persecuted
57

@Up

A ja to rozumiem odwrotnie. To znaczy jako oderwanie naszych zachowań, od sztywnego stawiania nas po stronie dobra lub zła.
Dzięki temu gracz będzie mógł postąpić w konkretny - zgodny ze swoim przekonaniem i oceną sytuacji - sposób, bez oczywistego wskazywania mu palcem co jest dobre, a co złe. Wyobrażam to sobie jako coś na wzór Wiedźmina, gdzie decyzje obarczały przede wszystkim nasze sumienie i nie zawsze miały oczywiste, jednoznaczne konsekwencje na płaszczyźnie fabuły. Paragon owszem, był wygodny (bo pozwalał kreować bohatera w konkretnym kierunku), ale też strasznie sztuczny.

Mam tylko nadzieję, że konsekwencje będą realne i namacalne. Nie na zasadzie, że NPC - któremu na przykład odmówiliśmy pomocy - powie nam "Jest mi bardzo przykro", a potem jak gdyby nigdy nic wróci do dawnej rutyny i będzie traktować nas tak jak wcześniej, np. sprzedając nam magiczne miecze po promocyjnej cenie...

08.11.2016 10:50
2
Persecuted
57

@sebogothic

Racja, nie to co w Gothicu! Szkoda, że Andromedy nie robi Piranha Bytes :/.

08.11.2016 01:13
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
57

Z tym Max'em Payne'm 3 to była świetna zagrywka. Do dziś mnie zastanawia, jak odebrali tą grę ludzie, którzy znają portugalski i byli w stanie zrozumieć treść dialogów ;]. Dla nich to poczucie wyobcowania i zagubienia było pewnie zdecydowanie mniejsze i ciekawe jak to się odbiło na ich wczuciu się w klimat gry.

A tak swoją drogą, może ci Brazylijczycy tak na prawdę gadali o pogodzie albo opowiadali sobie sprośne kawały? To byłby niezły easter egg ;p.

07.11.2016 21:29
Persecuted
57

@Yarpen z Morii

A czemu swoje? Na tym właśnie polega umowa dealerska, że dostawca dogaduje się z dystrybutorem, którego zadaniem jest wprowadzenie danego towaru na rynek. To właśnie on - jako podmiot znający lokalne warunki i charakterystykę rynku na którym działa - wie najlepiej w jaki sposób dotrzeć do klienta i zmaksymalizować sprzedaż. Stąd nierzadko poszczególne wydania gier na świecie (w Polsce również) różnią się od siebie, np. zawartością pudełka albo typem lokalizacji (napisy, dubbing, lektor).

Tak swoją drogą, moim zdaniem Techland wyrósł teraz na najlepszego wydawcę w Polsce. Wypuszczają na prawdę ładne i fajnie zaprojektowane zestawy w bardzo przystępnych cenach. Człowiek kupuje niby zwykłą edycję, a dostaje coś, co jeszcze kilka lat temu mogłoby uchodzić za edycję premium albo kolekcjonerską :).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-07 21:30:21
07.11.2016 21:06
1
Persecuted
57

Okropne! Wygląda jak podstarzały alkoholik ;/.

07.11.2016 18:47
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Coraz bardziej mnie wkurza sposób prezentowania tej gry. Z jednej strony zapowiedzieli Andromedę dobre 100 lat przed premierą (jak mniemam po to, żeby nakręcać hype), a z drugiej dawkują informacje o niej, jakby to była tajemnica państwowa. Że niby kolejny filmik napakowany losowymi urywkami pełnymi wybuchów i taniego dramatyzmu, ma mnie "nakręcić" na grę i skłonić do zakupu? Niedoczekanie. Mnie szczerze mówiąc ta zabawa w kotka i myszkę coraz bardziej irytuje i zniechęca.

Zrozumiał bym, gdyby powiedzieli coś w stylu: "Nie chcemy jeszcze startować z promocją gry, bo to za wcześnie" albo "Jeszcze nie za bardzo mamy co pokazać". Ale nie, zamiast tego po raz kolejny obiecują "nowy super hiper ekstra ekskluzywny trailer", a potem puszczają takie coś... Na prawdę?

Co do edycji kolekcjonerskiej to polecam nazywać rzeczy po imieniu, np. "zestaw gadżetów kolekcjonerskich", albo "zestaw kolekcjonera".

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-07 18:49:50
06.11.2016 20:43
Persecuted
57

@DM

Myślę, że przynajmniej częściowo jest to sensowna teoria. Marketing tej gry był taki, że każdy epizod - jak przekonywali PRowcy - miał graczom dostarczyć cały miesiąc zabawy (co od początku było oczywistą bujdą, nawet wliczając wyzwania i czasowe zlecenia). "Łykając" te zapewnienia, teoretycznie można było uwierzyć, że 6 epizodów, to aż 6 miesięcy zabawy, więcej niż kiedykolwiek przedtem w tej serii.

Pytanie tylko, na ile taka strategia wydawnicza wpłynęła na fakt wypuszczenia jedynie 6 epizodów i nazwania ich pełnoprawnym produktem? I dalej, czy wydanie gry w tradycyjny sposób, pozytywnie wpłynęłoby na jej zawartość lub jakość?

Nie jestem do końca przekonany. Moim zdaniem SE miało po prostu pewną pulę środków, którą mogło (chciało?) przeznaczyć na produkcję nowego Hitmana i nie sądzę, by strategia wydawnicza miała na nią jakiś wpływ. Innymi słowy, moglibyśmy faktycznie dostać więcej epizodów (8? 10?), ale wyprodukowanych za te same pieniądze, za które powstało obecne 6. Tylko co w takim razie byłoby z ich jakością? Inna opcja jest taka, że mogliśmy jednorazowo dostać te 6 epizodów (tak jak teraz), tylko po prostu z inną marketingową bajeczką w tle, wyjaśniającą dlaczego nie ma ich więcej...

Inna sprawa, że wielu ludzi zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę, a i tak kupili / zamierzają kupić cały sezon. Zobaczymy po premierze kto przeważy - zadowoleni czy rozczarowani ;].

06.11.2016 14:51
Persecuted
57

@DM

Że jest mało misji, to się zgadza. Tylko co to ma wspólnego z wydaniem gry w formie epizodycznej? Przecież równie dobrze mogli jednorazowo wsadzić do pudełka grę z 6 misjami i wyszło by na to samo (tak pewnie z resztą by było). Ja tu nie widzę jakieś chytrej metody na dodatkowy zarobek. Jedyny ich zysk polega na tym, że gra dłużej może trzymać pełną cenę.

A widząc w jaki sposób SE traktuje Hitmana, raczej nie sądzę, by wydając grę w normalny sposób pozwolili pracować IO do początku 2017 roku (czyli tak jak teraz). Przypuszczam, że premiera nastąpiłaby o te kilka miesięcy wcześniej, pewnie kosztem jakości gry.

@Stranger.

Ale dlaczego mogłyby? Skąd taki wniosek? To znaczy jasne, że gra mogłaby być lepsza (co można powiedzieć zawsze i o każdej produkcji, bo przecież zawsze istnieje jakieś pole do usprawnień), tylko co to ma wspólnego z formą dystrybucji?

06.11.2016 12:08
1
Persecuted
57

Niekoniecznie. Choć "serialowość" faktycznie nie wyszła na zdrowie fabule gry, to jednak nie od dziś wiadomo, że Hitman stoi przede wszystkim dobrze zaprojektowanymi, różnorodnymi mapami. A te - jak się zdaje - sporo zyskały na takim modelu dystrybucji. Kasa powoli skapywała do kieszeni producenta i wydawcy, a developerzy mogli w miarę spokojnie dłubać przy kolejnych epizodach. Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby gra wyszła w "normalnej" formie, to poszczególne misje byłby o wiele słabsze.

Zwłaszcza, że Hitman raczej nie jest oczkiem w głowie Square Enix. To produkcja, z którą co prawda wiążą pewne nadzieje finansowe, ale na pewno nie jest to dla nich hit na miarę Deus Ex'a czy Tomb Raidera. Sądzę więc, że chcąc wydać go w tradycyjnej formie, po prostu nakazaliby IO wyrobienie się z pracami do konkretnej daty i tyle. A gdyby nie zdążyli? Mówi się trudno... i się wycina.

Co prawda też nie lubię tej praktyki wydawania gry w kawałkach, ale mam na to radę. Po prostu wyparłem ze świadomości fakt, że Hitman 2016 (jak go pieszczotliwie nazywam ;p), miał już swoją premierę. O obecnym jego stanie lubię myśleć jak o otwartej becie, a premiera - zgodnie z moim przekonaniem - nastąpi pod koniec stycznia 2017 roku. To na prawdę działa, bo kilka razy łapałem się na myśleniu w stylu "Ciekawe jaki ten Hitman będzie, kiedy już wyjdzie" :).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-06 12:11:41
06.11.2016 09:53
Persecuted
57

No i pewnie tak było ;].

Mam co do tego elementu mieszane uczucia. Niby fabuła nigdy nie była szczególnie znaczącym elementem tej serii (od zawsze stanowiła raczej "zapychacz"), ale czy to jest dobre usprawiedliwienie? To że seria od początku kulała na tym polu nie oznacza przecież, że twórcy są zwolnieni z obowiązku zadbania o ten aspekt. Moim zdaniem nieumiejętność napisania jakiejś sensownej - choćby i minimalistycznej, dostosowanej do serialowego formatu - fabuły, to w dzisiejszych czasach trochę obciach... Z drugiej strony, ostatnimi czasy ze świecą szukać porządnych historii w grach.

Sam nie wiem, czy nie lepiej byłoby zwyczajnie całkowicie wyciąć warstwę fabularną. Uformować otoczkę w taki sposób, że Agent 47 po prostu przyjmuje kolejne zlecenia i tyle. Zostawić w grze jedynie klasyczny "briefing" Diany przed każdą misją: "Hello 47, this assignment is..." i tyle. Nie silić się na żadne większe klamry fabularne, meta-historię itd.

Nikt by nawet braku fabuły nie odczuł, a i nie byłoby się czego czepiać w recenzjach ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-06 09:54:50
05.11.2016 16:11
Persecuted
57

Z jednej strony racja, chociaż trzeba pamiętać, że społeczność fanów Hitmana jest dosyć... nietypowa :].

Najlepsza zabawa w Blood Money była wtedy, gdy gracz narzucał sobie dodatkowe - niekoniecznie zgodne z zamysłem twórców - ograniczenia i obostrzenia. Granie z rygorem "Suit Only" albo "Accidents Only" na prawdę wynosiło grę na nowy poziom (szczerze mówiąc, to właśnie ten aspekt zmienił w moich oczach grę z "No, nawet fajna zabawa", na "Wow, to jest niesamowite!"). Podobnie z resztą w Absolution. Tym razem gra sama z siebie oferowała dodatkowe wyzwania i osiągnięcia (twórcy podchwycili pomysł stworzony przez fanów), ale najczęściej nie za bardzo przewidywała ich łączenie podczas jednego przejścia (a ja własnie to starałem się robić ;s). Granie w taki sposób bywało nieziemsko trudne i frustrujące, ale całościowo wspominam je jako jedno z najlepszych growych doświadczeń ostatnich lat.

Zmierzam do tego, że fani Hitmana prawdopodobnie i tak będą grali w najnowszą odsłonę na swój własny sposób. Pytanie więc, czy jest potrzeba, by odgórne narzucać pewne utrudnienia wszystkim graczom bez wyjątku?

Przecież na podobnej zasadzie działa w sumie większość współczesnych skradanek. W takie Dishonored czy Splinter Cell Blacklist, też można grać na różne sposoby. Albo jako masowy morderca, który zostawia za sobą jedynie stos trupów i pożogę, albo jako totalnie niewykrywalny duch, który nigdy nie wchodzi w zbędne interakcje z otoczeniem. Oczywiście poziom trudność jest wtedy diametralnie różny, ale o to własnie chodzi!

05.11.2016 15:48
-1
Persecuted
57

OK, ale nie oceniaj dodatku przez pryzmat tego co chciałbyś by w nim było, tylko tego co w nim jest i za jaką cenę możesz go nabyć...

05.11.2016 15:41
3
Persecuted
57

"Poza zabiciem celu wszystko inne stanowi opcjonalne wyzwanie i czasem trochę za bardzo rzuca się w oczy prosty schemat: właściwe przebranie – swobodne eksplorowanie."

Trochę to dziwny zarzut. To znaczy rozumiem jego sens, ale czy to przypadkiem nie było wyjście projektantów gry naprzeciw oczekiwaniom fanów?

O ile sam uwielbiam Blood Money, tak uważam, że przebrania jednocześnie stanowiły jego największą zaletę jak i piętę achillesową. Z jednej strony zapewniały to charakterystyczne dla Hitmana, fantastyczne i niepowtarzalne uczucie bycia zakamuflowanym wilkiem w stadzie owiec... z drugiej czyniły grę koszmarnie łatwą (choć nadal potwornie satysfakcjonującą ;d).

W Absolution postanowiono to zmienić, całkowicie odmieniając sposób działania mechaniki przebrań. Choć była to kontrowersyjna decyzja, moim zdaniem okazała się słuszna. Gra co prawda straciła swój dawny charakter (i należy uznać to za wadę), ale sama rozgrywka na tym znacznie zyskała.

W najnowszej odsłonie teoretycznie mamy rozwiązanie hybrydowe, które jednak bardziej skręca w stronę Blood Money. Przebrania ponownie zapewniają swobodę działania w terenie, tylko nie aż tak dużą jak kiedyś. Ośmielę się stwierdzić, że to najlepszy kompromis jaki w tym zakresie można było osiągnąć.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-05 15:51:13
05.11.2016 14:51
Persecuted
57

Czemu porażka? Postać Ci się nie podoba?

05.11.2016 00:51
odpowiedz
Persecuted
57

Mnie się nawet podoba. Jeżeli cena nie będzie z kosmosu, to chętnie popykam nekromantą (to moja ulubiona - obok druida - klasa z "dwójki").

Tak swoją drogą, to Blizzard chyba przeprowadza tutaj kolejny eksperyment. Jeżeli to się uda, to być może w kolejnym Diablo, znajdzie się już pełnoprawny system wydawanych w formie DLC paczek z postaciami.

05.11.2016 00:38
2
Persecuted
57

Strzelam w 19.99$ ;).

05.11.2016 00:37
1
Persecuted
57

Remake D2 na silniku D2? Po jaką cholerę?

04.11.2016 20:15
2
odpowiedz
Persecuted
57

Fajny materiał i do tego na czasie. Nikt nie powiedział, że trzeba trzymać się oklepanej formuły "Gramy!". Można prezentować nowe produkcje w dużo bardziej kreatywny i ciekawy sposób, co Hed właśnie udowodnił ;d. Tak trzymać.

O ile wcześniej zignorowałem TF2, tak po tym materiale będę go mieć na oku. Faktycznie wygląda na dobrą, nieco odświeżającą zabawę.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-04 20:16:59
04.11.2016 19:57
2
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

@Up

Chodziło pewnie o uchwały ;].

04.11.2016 13:49
Persecuted
57

Odezwał się dorosły, który obraża innych, bo ośmielają się mieć inny gust niż on ;D.
Jeszcze się rozpłacz, wtedy będziesz bardziej przekonujący ;].

04.11.2016 13:49
odpowiedz
Persecuted
57

[ERROR]

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-04 13:49:36
03.11.2016 23:09
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Akurat Gwiezdne Wojny to nie do końca dobry przykład filmowego remastera, bo tam były zmiany w samej treści filmu. "Han strzela pierwszy", coś świta? :).

A Reboot to też niekoniecznie sposób na wskrzeszenie starej marki. Czasem jest to po prostu dobra okazja do "odcięcia" zbędnego balastu, w postaci wielu wcześniejszych odsłon (jak konsument ma się nie wystraszyć, widząc na sklepowej półce grę pokroju FInal Fantasy 78?) jak i bagażu fabularnego. Gdy historia dobrnie do tak absurdalnego punktu, że nie za bardzo jest do czego dobudować jakiś sensowny sequel, najlepiej jest po prostu "puścić to wszystko z dymem" i zacząć od zera (np. Mirror's Edge Catalyst, Homefront The Revolution, Hitman czy Assassin's Creed). Dzięki takiemu zabiegowi nie trzeba kończyć znanej i lubianej serii i jednocześnie borykać się z wcześniejszymi potknięciami fabularnymi.

Szkoda też, że nie wspomniałeś nic o grach, które ciężko jest jednoznacznie sklasyfikować na tej skali trzech R. Takie na przykład "Zaginięcie Ethana Cartera" w wersji redux, to dokładnie ta sama gra co wcześniej, tylko przeniesiona na Unreal Engine 4. Dla mnie jak nic jest to remaster, ale w Twojej definicji remastera się nie mieści, bo zmieniono silnik ;].

A Metro 2033 w wersji redux? To jeszcze remaster, czy już remake? Koniec końców to właściwie (prawie) ta sama gra co wcześniej, tylko korzystająca z dobrodziejstw ulepszonego silnika i mechanik rozgrywki poprawionych na potrzeby Last Light'a (np. skradania czy modyfikacji ekwipunku). Innymi słowy, czy odświeżona wersja gry, w której 90% nowości sprowadza się do wyeliminowania błędów i bolączek oryginału, mieści się jeszcze w pojęciu remastera? Ja szczerze mówiąc sam nie wiem ;s. Na remaster to już chyba za dużo, ale też jeszcze trochę za mało na remake.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-03 23:24:03
03.11.2016 19:02
2
odpowiedz
Persecuted
57

Dla mnie paradoksalnie setting Infinite Warfare sprawia, że jest to najciekawsza z trzech futurystycznych odsłon CoDa przygotowanych ostatnio przez Activision. Problemem jest to, że IW uderza po raz trzeci w bardzo podobny klimat i realia, toteż trudno mu uniknąć "efektu przejedzenia". Moim zdaniem powinni najpierw wypuścić coś na odświeżenie (może WWII, Wietnam, Pacyfik albo coś zupełnie nowego), a dopiero potem brać się za kolejną wizję futurystycznej wojny.

No ale Activision jest zbyt aroganckie i pewne siebie, żeby takie rzeczy w ogóle pojmować.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-03 19:03:25
03.11.2016 18:44
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

@Fëanor

Zimportowana postać wnosi do gry tylko te ciuchy, dusze i umiejętności, których aktualnie używa. Nie można przenieść żadnych transformacji (bo teraz działają inaczej), akcesoriów, ani skilli Bardocka i Whisa. Potem ta postać kilka razy pojawia się w przerywnikach filmowych (bo odgrywa pewną rolę w fabule), raz musimy z nią walczyć (jej siła i umiejętności są niezależne od tego co zimportowaliśmy, gra sama to narzuca), ale tak ogólnie to wiele nie robi. I nie, wojto96 nie ma racji, bo nie zostaje ona nauczycielem. Nie wiem nawet, czy w ogóle można ją gdziekolwiek spotkać...

Jako że większość rzeczy można zdobyć relatywnie łatwo, nie ma sensu za bardzo się tym aspektem przejmować. Ja przeniosłem sobie zestaw ubrań Supreme Kai (jeden z najtrudniejszych do zdobycia w "jedynce", wyfarmienie całości zajęło mi bodaj miesiąc, ze względu na żałośnie niski drop rate), a po 2-3 dniach gry w XV2 miałem już takich 5 :).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-03 18:45:54
03.11.2016 12:50
Persecuted
57

System walki absolutnie nie jest taki sam. Bo nie powiesz mi chyba, że "stamina break" czy "homing dash" nie robią żadnej różnicy? Teraz system walki ma wszystko co potrzebne do uczciwej potyczki, a właściwie każda zagrywka ma odpowiednią kontrę. Nie ma już mowy o trzymaniu przeciwnika na dystans, ani spamowaniu super atakami (to znaczy można próbować, ale to szybka droga do grobu). Mnóstwo rzeczy poprawiono i lepiej zbalansowano, dzięki czemu nie można już np. posiadać właściwie nieskończonej ilości staminy (dzięki odpowiedniej kombinacji umiejętności) albo trzymać przeciwnika w stanie wiecznego ogłuszenia.

Balans nadal trochę kuleje, ale pracują nad tym. Zobaczymy z jakim skutkiem.

03.11.2016 08:14
Persecuted
57

A co za różnica, dodatek czy "czwórka"?

02.11.2016 23:18
2
odpowiedz
Persecuted
57
7.5

Gdybym miał podsumować Xenoverse 2 jednym słowem, byłoby to "lenistwo"... Długo się zastanawiałem nad tym, dlaczego w Xenoverse (pierwsze jak i drugie) wygląda tak a nie inaczej. Odpowiedź wydaje mi się prozaiczna - to nie są gry zrobione przez prawdziwych miłośników tego uniwersum. Nie czuć tu wcale takiej miłości, jak np. CDP RED do Wiedźmina. Te gry to bardziej dzieła rzemieślników, klepiących robotę od punktu A do B, bez polotu i artyzmu.

Rozumiem oczywiście kwestie balansu rozgrywki i dostosowywania prawideł świata DB do mechaniki gry. Pewne kompromisy są potrzebne, bo koniec końców gra rządzi się trochę innymi prawami niż manga czy anime, a przecież obcowanie z nią musi sprawiać frajdę. Nie mogę natomiast pojąć wszechobecnego w XV2 niechlujstwa i dziwacznych decyzji na płaszczyźnie designu samej gry.

Ot kilka przykładów (uwaga, kto nie zna DB, ten nie zrozumie ;s):

1. Dlaczego saiyanom stworzonym przez graczy nie zmienia się fryzura po transformacji?
2. Dlaczego WIĘKSZOŚCI ciuchów w grze PONOWNIE nie można przebarwić, mimo że w pierwszej części stało się to możliwe krótko po premierze, dzięki niezbyt skomplikowanym modom?
3. Dlaczego poszczególne rasy nie dostały w "dwójce" ŻADNYCH (nie licząc startowych) dedykowanych dla siebie ubrań? Najbardziej cierpi na tym Frieza Race, bo jej przedstawiciele nie wyglądają zbyt dobrze (między innymi z racji odmiennej fizjonomii) w zwykłych ciuchach, przeznaczonych dla tradycyjnych humanoidów.
4. Dlaczego nie udostępnili większej ilości transformacji, skoro w wielu przypadkach to tylko kwestia podmiany kilku tekstur i dopisania kilku linijek kodu (tak jest, moderzy już teraz - czyli parę dni po premierze - zaczynają dodawać SSGSS, Rose, Final Form itd.).
5. Dlaczego Majin po transformacji zawsze wygląda tak samo (nie uwzględnia nawet płci!)?
6. Dlaczego brakuje tak wielu postaci (np. większość androidów czy grupa Bojaka) i transformacji (2 forma Cella, monster form Zarbona, 2 i 3 forma Friezy itd.).
7. Dlaczego edytor jest tak ubogi i ograniczony? Na dobrą sprawę nie da się w nim odtworzyć prawie żadnej postaci z uniwersum, głównie z powodu zbyt małej ilości dostępnych klocków (fryzury Goku albo Vegety? Zapomnij! Czemu? Właściwie nie wiadomo, nie i już!).
8. Dlaczego saiyanie znowu nie mają ogonów (i to nawet w formie akcesoriów)?
9. Dlaczego 90% akcesoriów jest taka durna? Po co dodawać jakieś głupie czapeczki, żółwią skorupę czy różowe odchody na patyku (serio!), olewając jednocześnie np. maskę Bardocka czy kolczyki Potara, dzięki którym postacie mogłyby wyglądać fajnie zamiast głupio?
10. Dlaczego poza 100% zżynką z anime i mangi, twórcy gry nie wprowadzili dosłownie NICZEGO własnego? Nie pojawił się ani jeden autorski ciuch czy przedmiot, co najwyżej "recolory". Porównajcie to sobie z warstwą artystyczną przygotowaną na potrzeby Dragon Ball Heroes (grę od tego samego developera...). Można? Tylko czemu nie w Xenoverse?

http://pre05.deviantart.net/e625/th/pre/i/2014/164/5/2/db_heroes_jm_beat_ssj3_v2_by_metamine10-d7igtfj.png

itd.

Tak wiem, to wszystko są niby detale. Trzeba jednak pamiętać, że Xenoverse skierowany jest do konkretnego grona odbiorców, które na takie rzeczy zwraca uwagę. A większość uchybień to kwestie bardzo nieskomplikowane, które na dobrą sprawę można było załatwić naprawdę niewielkim nakładem pracy. Fan uniwersum by to wiedział, wyrobnik niekoniecznie.

Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze bolączki opisane w recenzji. Za mało nowości, za dużo grindu, żałosna fabuła (pomysł bezczelnie skopiowany z oryginału!) itd. Nie zgodzę się za to z Jordanem co do systemu walki. Trzeba pamiętać, że Xenoverse to wbrew pozorom NIE JEST bijatyka. To zręcznościowa gra RPG z ogromnym naciskiem na strategię i taktykę, gdzie liczy się przede wszystkim odpowiedni dobór umiejętności i statystyk oraz sprytne zarządzanie energiami (zdrowiem, staminą i KI). Sztuką nie jest nauczenie się kombosów i spamowanie co silniejszymi "czarami", tylko umiejętne wykorzystanie wszystkich mechanik (zwłaszcza tych nowych jak "stamina break" i "homing dash"). O ile "jedynka" faktycznie była fatalnie zaprojektowanym rajem spamerów, tak "dwójka" z łatwością ustawi takich graczy do pionu.

Żeby nie było z resztą tak pesymistycznie, muszę pochwalić w Xenoverse 2 bardzo poprawiony balans poziomu trudności (za wyjątkiem może 2-3 walk), podrasowaną sztuczną inteligencję wrogów i sojuszników (teraz AI potrafi być na prawdę kompetentne i nie wykorzystuje już nieuczciwej zagrywki w postaci super pancerza, przewagi liczebnej, czy 5-krotnie wydłużonego paska zdrowia) oraz przede wszystkim całkowicie przebudowany system RNG!

Teraz "wyfarmienie" upragnionych przedmiotów czy ataków z PQ to kwestia minut, a nie - jak kiedyś - tygodni czy miesięcy. Dla wyjątkowo pechowych czy niecierpliwych przegotowano też specjalne sklepy (czynne tylko w weekendy), w których za specjalną walutę (medale) można kupować bardzo potężne umiejętności, dusze (tutaj zwane super souls) czy ubrania. Warto też wspomnieć o rodzince Buu, którą można wykorzystywać (po uukończeniu stosownego questa) do zdobywania losowych przedmiotów i dusz. Maksymalny poziom (na ten moment 80) wbija się praktycznie sam (ja po prostu ukończyłem kampanię i szkolenia u trenerów, nie musiałem nawet ruszać PQ!), nie ma też większych problemów z gotówką (są nawet specjalne dusze zwiększające jej przyrost).

Innymi słowy, grind jest nadal obecny, ale - o dziwo - prawie w ogóle nie przeszkadza. Jeżeli kogoś wkurzał w "jedynce", to bez obaw może sięgnąć po XV2, bo problem został praktycznie całkowicie rozwiązany.

Nareszcie opłaca się też grać innymi rasami niż saiyanie ;). Co prawda technicznie nie byli oni najsilniejszą rasą "jedynki" (miano to dzierżyli... ludzie), ale i tak większość graczy decydowała się właśnie na nich z uwagi na fajne (i ekskluzywne dla tej rasy) transformacje. Teraz każda rasa ma swoje przemiany i - co ważne - nie są one tylko "klimatyczną zabawką" dla fanów (jak było z SSJ w pierwszym Xenoverse). Przyrost mocy postaci jest odczuwalny natychmiast (w każdym przypadku trochę inny), ale zazwyczaj ma pewną ceną, toteż trzeba z tego korzystać mądrze.

Aha no i miasto jest super! To chyba najlepsza okazja dla fanów, by postawić stopę w tym samym świecie co Goku, Vegeta i reszta ;d.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-11-02 23:26:48
31.10.2016 15:53
1
odpowiedz
Persecuted
57

Nasz mózg dosyć trudno jest oszukać, toteż wirtualna (albo szerzej: udawana) przemoc nijak ma się do tej prawdziwej.

Osobiście nie mam żadnych problemów z doświadczaniem brutalnych (nawet naturalistycznych) gier czy filmów. Wydłubywanie ofiarom oczu w Manhuncie czy sceny patroszenia wnętrzności w serii filmów "Piła", nie robią na mnie najmniejszego wrażenia. Przez moment zdawało mi się nawet, że może faktycznie jestem odrobinę zdehumanizowany przez obcowanie z takimi produkcjami, ale do czasu...

Z racji wykonywanego zawodu musiałem kiedyś zapoznać się z fotografiami "z miejsca zdarzenia". Były na nich zwłoki 15 letniej dziewczyny, która popełniła samobójstwo (wieszając się na pasku od spodni). Ciało było pozbawione jakichkolwiek ran czy zewnętrznych obrażeń, widać było jedynie nienaturalnie bladą twarz, siny pas odciśnięty na szyi i przerażająco nieludzkie, zamglone oczy. Efekt? Dość powiedzieć, że było to kilka lat temu, a ja ciągle mam w pamięci ten widok. Wtedy właśnie pierwszy raz w życiu zobaczyłem prawdziwe zwłoki. Co prawda tylko na zdjęciu, ale było to dla mnie na prawdę traumatyczne przeżycie.

Rzeczywistość to jedno, a gry to drugie. Moim zdaniem - tak jak powiedziano na filmie - dzisiejsi ludzie są bardziej humanitarni i przeciwni przemocy niż kiedykolwiek wcześniej. Myślę, że spektakle pokroju krwawych walk gladiatorów na arenach czy publicznych kaźni z udziałem kata i wymyślnych narzędzi tortur, spotkałyby się z ostrą krytyką, oburzeniem i niechęcią.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-10-31 16:31:36
28.10.2016 15:56
1
odpowiedz
Persecuted
57

@kubalek15

Jak dla kogo. Dla mnie Origins to najlepsza odsłona (pomijając skandaliczny stan techniczny gry w dniu premiery). Całość była znacznie poważniejsza od trylogii (mniej komiksowa), według mnie miała najfajniejszy klimat (Gotham w śniegu), najlepsze walki z bossami (Deathstroke!), najlepsze DLC (mr. Freeze) i najlepszy tryb wyzwań. Nawet voice acting - mimo początkowego sceptycyzmu - przypadł mi do gustu bardziej niż oryginał (dzięki Bakerowi, Joker przestał być postacią z kreskówki, a stał się groźnym psycholem).

27.10.2016 09:37
Persecuted
57

Tylko że "fora i opinie graczy" zazwyczaj nie mają dostępu do gry przed premierą, a prasa owszem...

27.10.2016 09:35
Persecuted
57

Oj sypią sypią, ostatnio np. przy Mafii 3 albo Kozakach 3, same 10 leciały...

27.10.2016 09:17
Persecuted
57

Temat był wałkowany milion razy. Kupowanie pre-orderów jest korzystniejsze od nabywania na premierę, bo praktycznie zawsze dostajesz z tej okazji różne bonusy. Najczęściej są to DLC, które potem możesz dokupić osobno, dopłacając np. 5 euro (czyli około 20 zł). Czasem (rzadko ale jednak) zdarzają się ekskluzywne dodatki, których po premierze w ogóle nie można nabyć (np. SSJ 4 Vegeta dodawany do pre-orderów Xenovers'a). Bywają wreszcie unikatowe i limitowane dodatki fizyczne typu steelbook czy soundtrack. Nie wspominając o tym, że edycje kolekcjonerskie - mimo nierzadko monstrualnej ceny rzędu 700 zł - najczęściej rozchodzą się w 100% przedpremierowo, a wiara w możliwość ich zakupu wprost ze sklepowej półki, jest po prostu naiwnością...

Jeżeli ktoś chce nabyć produkt za pełną cenę i grać w dniu premiery, to moim zdaniem opłaca się właśnie tylko pre-order. Kupowanie "gołego" produktu prosto ze sklepowej półki to według mnie kiepska inwestycja. Skoro nie dostaję niczego ekstra, to równie dobrze mogę zaczekać kilka miesięcy na obniżkę...

27.10.2016 09:03
2
Persecuted
57

Moim zdaniem żadną z powyższych i właśnie dlatego robią to teraz...

Zauważ, że zawsze gdy jakaś firma nie udostępnia kopii recenzenckich, pojawia się przypuszczenie, że na pewno gra jest słaba i wydawca stara się to ukryć (co czasem jest prawdą, a czasem nie).

Teraz już takich spekulacji nie będzie, bo wytłumaczenie braku wczesnych recenzji będzie zawsze jedno: wewnętrzna polityka firmy.

Dlatego też obstawiam, że gry o których piszesz będą w miarę dobre. Właśnie po to, żeby pokazać graczom, że brak kopii recenzenckich nie musi oznaczać jakichś przekrętów. Dopiero później się zacznie...

22.10.2016 00:16
Persecuted
57

A po czym to widać?

21.10.2016 10:07
2
Persecuted
57

A może warto byłoby wreszcie pojąć, że dla niektórych to nie są kwestie ideologiczne, tylko czysto praktyczne i związane z subiektywnymi preferencjami?

Wielu graczom (w tym mnie), po prostu nie odpowiada sterowanie padem. W większości gier absolutnie nie mam z tym problemu. Innych (które wymagają zwiększonej precyzji - np. strzelankach) nie jestem w stanie zdzierżyć. Tak, wiem - wymaga to trochę wprawy, ale DA SIĘ tego nauczyć. Nie zmienia to jednak faktu, że mi to po prostu NIE ODPOWIADA. Nie lubię tego i staram się unikać gdy tylko mogę. To coś w stylu: Jeżeli całe życie jeździłeś Rolls-Roycem, raczej nie będziesz szczęśliwy z powodu przesiadki na Forda (mimo że to również solidne i dobre auto, choć z całą pewnością nie tak dobre).

Od niedawna mam XBOX One, ale RDR 2 na niego nie kupię. Albo ogram wersję PCtową albo wcale. Nie stoi za tym żadna ideologia czy dziecinne obrażanie się na Rockstara. Po prostu jestem konsumentem i ja decyduję o moim czasie i pieniądzach. Jeżeli mam inwestować w jakiś produkt (i to nie mało), to oczekuję pewnego poziomu jakości. Jeżeli gra nie jest w stanie sprostać moim oczekiwaniom (w tym wypadku związanym ze sterowaniem), to rezygnuję. No hard feelings jak to mówią Amerykanie...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-10-21 10:09:56
20.10.2016 13:13
Persecuted
57

Arasz - ale skąd wniosek, że powinniście się trzymać skostniałej formuły "Gramy"? Albo inaczej - jak to robią youtuberzy growi, że potrafią do siebie przyciągnąć setki tysięcy czy nawet miliony widzów? Skoro nie macie pomysłu, to może warto podpatrzeć coś u konkurencji?

Wiecie dlaczego recenzje od Angry Joe są tak popularne? Bo z jednej strony są to sprawnie wyreżyserowane i zmontowane materiały o dużym walorze rozrywkowym, z drugiej są to jedne z lepszych wideo-recenzji gier w internecie. Zamiast typowego skrótowca na kilka czy kilkanaście minut, Joe wrzuca filmiki potrafiące trwać i 45 minut, w których odnosi się praktycznie do wszystkiego, do czego odnieść się warto. Jasne, można się z nim nie zgodzić, ale ciężko mu zarzucić brak rzetelności czy przemilczanie jakichś aspektów.

Tylko troszkę gorszy jest występujący tutaj Quaz, który również nagrywa wyczerpujące i treściwe - a przy tym bardzo sprawnie przedstawione - recenzje. Nie brakuje w nich zarówno rzeczowego omówienia ważniejszych aspektów danej produkcji, jak i barwnych porównań i metafor czy nienachalnego, umiejętnie wplecionego humoru.

Wasze ostatnie materiały to ani zabawne, ani ciekawe (nie licząc coraz rzadszych wrzut odpowiednio Heda i Kacpra, ewentualnie Gambrinusa).

20.10.2016 00:57
-4
odpowiedz
Persecuted
57

TVHipster w natarciu...

Wy tam macie jeszcze jakiś program (jak kiedyś, gdy pojawiały się w miarę regularne serie), czy po prostu kręcicie te pierdoły losowo, w zależności od nastroju?

Z publicystyki wychodzą wam tylko - niestety coraz rzadsze - wrzuty Kacpra na temat różnych technologicznych i designerskich aspektów gier (są świetnie przygotowane merytorycznie, dobrze zmontowane i po prostu ciekawe) oraz ewentualnie materiały historyczne Gambrinusa (Kotarski albo Jędrek z zamku Chojnik z niego nie jest, ale słucha się go całkiem przyjemnie). Ciekawe, czy wykorzystacie potencjał drzemiący w premierze Battlefielda 1 i sklecicie coś z jego udziałem, czy wyjdzie jak zwykle...

Arasz - w małych dawkach - też ujdzie. Gdy jednak zaczyna spamować swoimi nostalgicznymi - godnymi kolesia mającego lat 50, a nie 20-parę - wycieczkami w przeszłość (z których i tak zawsze dowiadujemy się oczywistego faktu, że Dark Forces był najlepszy we wszystkim - od projektu poziomów, przez grafikę, aż po fabułę, system walki i znajdźki), to robi się po prostu nudno...

Nowe gry to u was ostatnio temat praktycznie nieistniejący, a wielkie premiery najwyraźniej w ogóle was nie dotyczą. Wychodzi na to, że to co dobre i interesujące dla casualowego pospólstwa, nie spełnia oczekiwań koneserów z TVHipster...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-10-20 00:58:44
18.10.2016 23:05
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
Persecuted
57

Mamy chyba najgorętszy okres roku 2016, za nami premiery między innymi: Kozaków 3, ReCore, Mafii III, Gears of War 4, Rise of the Tomb Raider w wersji na PS4, Aragami czy nowego epizodu do Hitmana. Wcześniej było np. Worms W.M.D, WoW: Legion, Obduction i pewnie jeszcze masę innych pozycji, o których już zdążyłem zapomnieć.

Może by tak CZASEM sklecić JAKIŚ materiał dotyczący takich (czytaj: będących na czasie) produkcji? Eee tam, kogo w ogóle interesują takie niszowe gierki. Lepiej wrzucać nudne filmiki o niczym (z pogranicza publicystyki i grafomanii), rodem z sezonu ogórkowego.

Aż dziwne, że jakimś cudem udało się wam pokazać trochę gameplay'u z Shadow Warriora 2... Battlefield 1 się załapie, czy to też za mała produkcja, niegodna waszego czasu?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-10-18 23:06:27
18.10.2016 17:20
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Jedno pytanie: Czemu?

Piractwo na PC już dawno przestało być czynnikiem decydującym o tym, czy dana gra pojawi się na tej platformie czy też nie. Jasne, nadal stanowi problem, ale już na pewno nie decydujący o opłacalności wydawania gry na blaszaku.

Jako że nie jest to także tytuł ekskluzywny dla MS czy Sony, to ciężko jest mi znaleźć racjonalne wyjaśnienie.

18.10.2016 09:47
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
57

Za wcześnie na "czwórkę". Nie sądzę by mieli jakieś pomysły na nowe Diablo, których nie dałoby się zrealizować w ramach ostatniej odsłony (czy to za pomocą patchy czy ewentualnie większych, płatnych rozszerzeń). Od strony technologicznej też nie ma się czego przyczepić. Engine świetnie daje radę, zapewniając wyśmienitą oprawę audio-wideo i dobrą fizykę, nie mając problemów z generowaniem zarówno klimatycznych wnętrz jak i otwartych, rozległych przestrzeni.

Moim zdaniem powinni po prostu rozbudować to co jest. Dodać nowe akty (np. w stylistyce dżungli, bagna, lasu), nowe klasy postaci (zwłaszcza dystansową i magiczną, ale możliwych archetypów jest chyba z miliard, np. pół-demon, wampir, likantrop, czarnoksiężnik, driada... samuraj ;d itd.), nowe zestawy i przedmioty zapewniające jakieś ciekawe, czasem zwariowane efekty (np. pierścień, który zmienia gracza w potwora albo miecz, którego statystyki zależą od ilości zabitych wrogów danego typu).

Ja jednak odnoszę wrażenie, że sam Blizzard nie dostrzega tego potencjału. O ile w pełni rozumieją, że WoW nie będzie wiecznie przyciągał graczy tą samą zawartością (a więc pompują go nieustannie nowymi dodatkami), tak na Diablo III chyba już postawili krzyżyk... A może im nie zależy? W końcu ludzie już kupili i żadnego abonamentu płacić nie muszą...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-10-18 09:49:18
17.10.2016 07:45
Persecuted
57

@Blackthorn

Pierwsze Dark Souls miało ekrany wczytywania, choć zakamuflowane (np. przelot do Undead Asylum czy przeniesienie do Kiln of the First Flame), późniejsze odsłony nie wiem, bo nie grałem. GTA V też je miało, przy wchodzeniu do większości budynków w czasie misji. W Just Cause 2 nie grałem.

17.10.2016 01:13
Persecuted
57

@Mastyl

Akurat "gry" to trochę za dużo powiedziane. Jak do tej pory Gothic 3 jest jedynym faktycznie bezszwowym dziełem PB, wszystkie ich pozostałe produkcje miały dodatkowe ekrany wczytywania. Niemniej jednak i tak jest to dosyć imponujące osiągnięcie, zwłaszcza zważywszy na fakt, że chyba żaden większy cRPG od czasów G3 nie może się poszczycić podobną cechą (szczerze mówiąc to i z czasów przed Gothicem 3, nic konkretnego mi do głowy nie przychodzi).

16.10.2016 17:05
4
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Przeczuwam, że oto zbliża się ostatnia gra tego studia, w takiej formule jak dotychczas. Po kolejnej porażce będą musiały zajść u nich radykalne zmiany. Albo zaczną się uczyć na własnych błędach i analizować w kółko powtarzane błędy, albo PB po prostu zakończy swój żywot.

Skąd ten pesymizm? Bo patrząc na Elexa prawie nie widzę w nim Gothica. Widzę natomiast strasznie dużo drugiego i trzeciego Risena, czyli Gier, w które grałem z totalnego przymusu, na siłę i których odinstalowanie dało mi radość nieporównywalną prawie z niczym. To była ogromna ulga, coś w stylu: "Nareszcie! Już nie muszę w to grać, koszmar się skończył"...

Elex ma szansę wyjść z tego zwycięsko, jeżeli nadrobi wszystkie swoje braki klimatem i fabułą (jak zrobił to Gothic przed laty). Niestety, do tej pory ujawnione materiały na to nie wskazują.

13.10.2016 07:11
odpowiedz
Persecuted
57

Liczyłem na Kioto, ale też fajnie ;).

Mam nadzieję, że od styczna wystartuje drugi sezon.

12.10.2016 18:30
odpowiedz
Persecuted
57

1. Powtarzalność - zgoda, bo to cecha tej serii, którą można stwierdzić całkiem obiektywnie. Nuda i monotonia - tu się nie zgodzę, bo to tylko Twoje zdanie. Dodatkowo zdanie nie tak popularne, jak by się mogło wydawać. Jak to mówią: "psy szczekają, a karawana jedzie dalej". Utyskiwania na serię AC trwały od lat, jednak nigdy specjalnie nie przekładały się na sprzedaż, z której Ubi był bardzo zadowolony. Dopiero Syndicate wypadł pod tym względem słabiej i wymusił zmianę strategii. Dobrze się stało, choć to paradoksalnie nawet nie przez znudzenie formułą, tylko złe wrażenie jakie pozostawił po sobie Unity. Syndicate był pierwszym Assassynem, którego nie kupiłem na premierę (własnie z obawy o jakość techniczną). Nabyłem go mniej więcej rok później, za ułamek premierowej ceny... i okazało się, że to świetna gra! Gdybym to wiedział, nie czekałbym tak długo ;). Z tego co wiem, wielu graczy miało podobnie. Wszyło na to, że Ubi się zrehabilitował, ale ludzi dowiedzieli się o tym zbyt późno.

2. Najmocniejszą stroną Wiedźmina 3 jest właśnie jego klimat. Od strony rozgrywki i konstrukcji otwartego świata, to raczej... średniak, toteż nie wiem, czy wzorowanie się na nim - pod akurat tymi względami - należy uznać za dobry pomysł.

3. Przesada z tym nieznanym Egiptem. Fakt, w jego historii nadal występuje wiele białych plam, ale AŻ TAK źle to nie jest i Ubisoft na pewno nie będzie musiał wszystkiego wymyślać od zera. W Black Flagu jakoś sobie poradzili, mimo że też musieli samodzielnie wypełnić wiele luk i sporo dopowiedzieć od siebie.

4. Większość obszaru gry, będą zapewne stanowić rozległe połacie pokrytego piachem i skałami... niczego, toteż nie ma się co dziwić mniejszemu naciskowi na aspekt skradankowy. W takim środowisku raczej o to ciężko.

5. W akapicie dotyczącym walki, pierwszy raz wyłazi z autora brak rzetelności, wynikający z nieznajomości najnowszych odsłon serii. Można i trzeba ten aspekt serii krytykować (sam to robię), ale twierdzenie, że walka W OGÓLE się nie zmieniła, jest zwykłym kłamstwem. System walki na potrzeby Unity został całkowicie przebudowany od zera (niekoniecznie na lepsze, ale jednak), podobnie jak w Syndicate, gdzie został on mocno upodobniony do tego znanego z Batmana i jemu podobnych (Shadow of Mordor, Mad Max).

Wydaje mi się, że tego właśnie może dotyczyć chęć wzorowania się na Wiedźminie 3 (w przecieku pada takie stwierdzenie jak "witcher-like free roam combat"). AC od początku miało system walki oparty o potyczki 1v1 (tyle, że prowadzone seryjnie, jedna po drugiej), a Wiedźmin 3 umożliwiał swobodne szlachtowanie wszystkiego, co znalazło się w zasięgu miecza. Jeżeli zechcą akurat to skopiować w Empire, to nie mam nic przeciwko.

6. System wspinaczki - zgadzam się. Przy czym moim zdaniem nie powinni wzorować się na Mirror's Edge, tylko na ich własnym Prince of Persia z piaskowej trylogii.

7. W akapicie o unikatowych zabójstwach, znowu widać u autora brak znajomości Unity i Syndicate, w których... właśnie coś takiego się pojawiło! Jasne, było to zbyt liniowe, za mało różnorodne i za mało rozbudowane... ale było. Całkowite pominięcie tego milczeniem jest albo celową manipulacją, albo - co obstawiam - właśnie brakiem rzetelności autora, który tych gier po prostu nie zna.

Co do sedna się jednak zgodzę. Też chciałbym zobaczyć misje skrytobójcze z rozmachem na miarę Hitmana. Sprytnie zaprojektowane, nieliniowe, wymagające planowania, przygotowań i kombinowania. Niemniej w starożytnym Egipcie bym na to nie liczył, bardziej w kolejnych odsłonach.

8. Przewaga GTA nad AC jest taka, że GTA nie wychodzi co roku, tylko co 5 lat, przez co apetyt na kolejną odsłonę jest znacznie większy. Z poważniejszych zmian V względem IV, można wskazać właściwie tylko na wprowadzenie do gry 3 grywalnych bohaterów. Reszta to kalka i powrót do mechanik z San Andreas. Całość jest genialna i temu nie przeczę, ale to wynika raczej z ogólnego poziomu dopracowania gry, a nie z innowacyjnych rozwiązań. Seria GTA z begiem lat stawała się coraz lepsza technologicznie, ale formuła od czasów III się specjalnie nie zmienia. Czy to źle? Absolutnie nie, ale fakt jest faktem.

9. Od siebie dodam, że ja bym chciał zobaczyć AC w bardziej cRPGowym stylu. Z ekwipunkiem, poziomami, dialogami, zadaniami pobocznymi itd. Oczywiście nadal z dużą ilością akcji, ale jednak. Coś w stylu np. Wiedz.... zaaaraz... :).

11.10.2016 08:01
Persecuted
57

Zważywszy na fakt, że dużą rolę w całym tym syfie odegrał Sean Murry, ostrożnie możemy zacząć mówić "One Man's Lie" ;].

06.10.2016 01:02
Persecuted
57

Dla mnie to jest właśnie największa zaleta Fallouta 1 i 2. One traktują post-apo jako pewne tło, które odciska się prawie na wszystkim co robi gracz, ale prawie nigdy nie stanowi treści rozgrywki samej w sobie.

Bardziej obrazowo: Co gracz miałby do roboty w takim Dying Light, gdyby usunąć z niego zombie? NIC, bo 99% treści tej gry dotyczy własnie rozwiązywania problemów z umarlakami.

Ot np. takie zadanko w stylu "Przynieś mi butelkę wody!". Czy miałoby ono sens, gdyby nie postapokaliptyczne realia? Raczej nie, bo co to za problem by w normalnym świecie zdobyć butelkę wody? Bez setek zombie na ulicach to nie wypali.

Stare Fallouty są pod tym względem inne. Tam ludzie po prostu żyją swoim życiem i mają swoje sprawy, często bardzo podobne do naszych. Wiele ze zleconych tam zadań, można by spokojnie umieścić w jakimś GTA czy Wiedźminie, bo ich treść jest zupełnie uniwersalna i oderwana od realiów pustkowi (np. handel narkotykami, hazard, wykonywanie zleceń dla rodzin mafijnych, walki za pieniądze na ringu, zabójstwa na zlecenie itd).

Oczywiście to, że zadania tego typu dostajemy właśnie w Falloucie, często ma pewne przełożenie na ich przebieg (wynikający choćby z ogólnie panującego tam bezprawia, obecności zmutowanych bestii, czy dostępu do futurystycznych technologii), niemniej rzadko ma to decydujące znaczenie.

04.10.2016 23:29
Persecuted
57

Taaa, mój ulubiony bullshot ;]. Niestety nawet z modami Wiesiek tak nie wygląda ;/.

04.10.2016 23:28
-2
odpowiedz
3 odpowiedzi
Persecuted
57

Zaraz, jakie przyzwolenie graczy?! A co gracz ma do gadania? Koniec końców odbiorca produktu ma tylko jedną, skuteczną formę wyrażenia swojego niezadowolenia - rezygnację z zakupu. Gdyby jednak chcieć reagować takim bojkotem na wszystkie "nieczyste" zagrywki wydawców, to trzeba by właściwie przestać kupować... cokolwiek (może poza indykami).

Nie kupuję bo płatne DLC. Nie kupuję bo bullshoty. Nie kupuję bo przedpremierowe dodatki dodawane do preorderów. Nie kupuję bo downgrade graficzny. Nie kupuję bo problemy techniczne i "day one patche". Nie kupuję bo brak wsparcia dla modów itd. Nie kupuję bo serwery nie działają itd.

To nie przejdzie.

03.10.2016 21:46
odpowiedz
Persecuted
57

Żeby w ogóle czerpać przyjemność z gier MP, zazwyczaj trzeba poświęcać im sporo czasu. Po prostu im więcej grasz, tym jesteś lepszy (chyba, że masz do tego naturalny dryg). Im mniej czasu poświęcisz, tym bardziej będziesz odstawać od reszty.

Jako że nie jestem ani specjalnie cierpliwy, ani naturalnie utalentowany, zazwyczaj muszę w grach MP znosić na prawdę długi i "bolesny" okres bycia workiem treningowym dla innych graczy, zanim zaczynam odnosić jakiekolwiek sukcesy pozwalające mi na odczuwanie choćby odrobiny satysfakcji (inna sprawa, że chyba nigdy w życiu nie grałem w żadną sieciówkę od premiery, zawsze dołączam przy okazji jakieś przeceny czy promocji, gdy już od dawna istnieje bardziej doświadczona społeczność).

W końcu doszedłem do wniosku, lepiej trzymać się od MP z daleka. Po co mam się irytować i stresować, skoro i tak wraz z pierwszymi sukcesami, najczęściej nadchodzi znudzenie, skutkujące porzuceniem gry (no ale po 300 godzinach to chyba normalne ;d)?

Dłużej posiedziałem chyba tylko przy LoLu (ponad 2 lata) ale i on mi w końcu zbrzydł. Gra przestała się rozwijać w interesującym mnie kierunku (nowa zawartość w postaci bohaterów czy przedmiotów), a twórcy przerzucili prawie całą moc przerobową na balansowanie rozgrywki, e-sport (turnieje, rankingi)... i skórki.

03.10.2016 16:11
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Japoński epizod prawie na pewno będzie się rozgrywać w scenerii nawiązującej do czasów feudalnych, w jakiejś świątyni, klasztorze czy dojo. Cały ten sezon prezentuje mocno stereotypowe i oczywiste podejście do różnych zakątków świata, (Włochy = urokliwe miasteczko z wąskimi uliczkami, USA = farma, Maroko = bazar, Francja = pałacyk, Tajlandia = luksusowy hotel), więc pewnie i z Japonią - mam nadzieję - nie będzie inaczej.

No i ciekawe co zaserwują następnym razem. Zakładając, że nadal będą wypuszczać po 6 epizodów na sezon, najbardziej stereotypowe i wprost nasuwające pomysły powinny im się wyczerpać dopiero koło 7 odsłony ;].

Brazylijskie fawele, egipskie piramidy, meksykańskie piramidy, indyjski pałac, karaibski kurort wczasowy, austriacki kurort narciarski itp. Liczę też na bardziej nietypowe miejscówki, np. pokład statku, zamek warowny, szkoła, czy elektrownia w Czarnobylu ;d.

PS. gdyby padło na Polskę, jakie waszym zdaniem powinno być miejsce akcji? Może Pałac Kultury i Nauki albo jakaś stocznia? ;).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-10-03 16:12:45
29.09.2016 23:09
Persecuted
57

@Vroo

1. Z tą egzotyką to sam się zastanawiałem i doszedłem do wniosku, że jednak chodzi o kreację świata. Jest wiele gier liniowych, których settingi również przypadły mi do gustu. Np. wspomniane przez Ciebie Enslaved, Remember Me, czy Syndicate. Co jednak sprawia, że w moim odczuciu ustępują one otwartym światom? Sposób budowania iluzji.

Remember Me wrzuca gracza do futurystycznej Francji (dokładnie Neo-Paryża), co samo w sobie jest fajne. Nie da się jednak nie zauważyć, że całe to growe miasto, to tylko kilka połączonych ze sobą, wąskich korytarzy, tuneli i małych placyków. Cała reszta to tło, które ma sprawić, że w tą iluzję miasta - jako gracze - uwierzymy. Twórcy mogą sobie na to pozwolić, bo to oni decydują co widzimy, kiedy, w jakiej kolejności i z jakiej perspektywy. To coś jak np. makieta filmowa, która jest zbudowana z 2 kawałków dykty, czego jednak widz nie jest w stanie dostrzec dzięki odpowiedniemu kadrowaniu i montażowi.

Otwarty świat nie ma tak łatwo. On musi zamknąć gracza w pewnej ograniczonej przestrzeni (zazwyczaj dosyć rozległej) i wypełnić ją jakąś spójną zawartością, bo nie jest w stanie przewidzieć co, gdzie i kiedy gracz będzie tam robił. Oznacza to tyle, że finalnie cały świat jest po prostu lepszy, bogatszy i bardziej wiarygodny. Wszystkiego jest więcej - postaci, przedmiotów, miejscówek, dialogów, tła fabularnego itd., a poszczególne elementy dodatkowo muszą do siebie pasować.

Dlatego wolę otwarte światy w grach. Są po prostu lepsze... jako światy.

2. Czy bym nie chciał? Jasne, że tak! Tylko co poradzę, że Ubi mi tego nie chce zapewnić? Cały czas mam nadzieję, że AC wzbudzi we mnie jeszcze kiedyś takie emocje, jakie wykrzesała ze mnie pierwsza część. No ale jest jak jest, biorę co dają i nie wybrzydzam, bo alternatyw - jak już wspomniałem - brak, a pokusa jest zbyt silna ;(,

3. Widzę, że się rozumiemy, bo ja też większość gier od Ubi traktuję właśnie jako "symulator turysty". To trochę paradoksalne, ale taki lekki (czytaj: odmóżdzający) charakter ich produkcji, tylko temu sprzyja ;). W Far Cry'u 2 lubię sobie wskoczyć do Jeepa i po prostu pośmigać po sawannie - ot tak, żeby "zasymulować" egzotyczne wakacje, których nigdy nie miałem ;s. Podobnie z resztą z Black Flagiem i Karaibami.

Tak w ogóle, to jedną z moich ulubionych gier wszech czasów, jest... Mirror's Edge. Nie przez gameplay (który uważam za taki sobie), ale właśnie klimat i setting. Niby zwykłe miasto, ale takie idylliczne. Czyste, ciche, spokojne, słoneczne... 10-15 minut w ME i nawet najgorszy dzień w pracy idzie w niepamięć :).

Jak chcę pograć, to sobie odpalam np. Dooma albo Mortal Kombat X. Gdy chcę odpocząć i się zrelaksować, to sięgam do gier od wujka Ubi ;].

PS. Jeżeli potwierdzą się plotki co do AC: Empire, to seria może znowu zabłysnąć. Duże zmiany w rozgrywce (idą ponoć w ślady Wiedźmina 3... cokolwiek to znaczy), świetny setting (po raz kolejny Ubi czyta mi w myślach, bo ze wszystkich "obszarów" starożytności, Egipt lubię najbardziej ;d), zerwanie z wątkiem współczesnym (nareszcie!). Warto czekać.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-29 23:17:06
29.09.2016 21:05
1
Persecuted
57

@Vroo

W moim przypadku jest to dosyć proste. W grach szukam przede wszystkim odskoczni od rzeczywistości i możliwości zanurzenia się w realiach zupełnie odmiennych od mojego codziennego życia. W realiach, których w rzeczywistym życiu doświadczyć nie mogę (np. życie w kolonii na Marsie) albo nie chcę (np. życie na świecie po apokalipsie nuklearnej). Im te realia są fajniejsze i ciekawsze (w moim subiektywnym odczuciu oczywiście), tym lepiej się bawię. Dlatego własnie Watch Dogs - bardzo zbliżony do naszego świata - znudził mnie po 40 minutach, Sleeping Dogs po 30, a GTA V - mimo bycia grą niemal doskonałą - w moim prywatnym rankingu growych światów, przegrał nawet z Mad Maxem od Avalanche :).

Ten aspekt jest dla mnie tak ważny, że jestem w stanie wybaczyć grze (prawie) wszystko inne, jeżeli telko przekona mnie do siebie realiami. Wspomniany Max Max ma słaby system jazdy, taką sobie walkę wręcz, wołające o pomstę do nieba walki z bossami, nieistotną fabułę, płaskie postaci, powtarzalne aktywności poboczne, bezużyteczne i nudne znajdźki itp... ale to wszystko i tak nie ma dla mnie większego znaczenia! Czemu? Bo projektanci świata z Avalanche to prawdziwi magicy. Ten wykreowany przez nich kawał pustyni, to w moim odczuciu MAJSTERSZTYK. Wyszukiwanie każdej kolejnej z 12348592 paczek złomu było co prawda tak samo fascynujące, jak obserwowanie schnącej farby, ale przynajmniej dawało mi pretekst do przebywania w tym świecie, zwiedzania, eksploracji i odkrywania jego sekretów. Gdyby WB wypuścił DLC za 5 euro w stylu "Znajdź dodatkowe 100000 paczek złomu!", to bym je bez mrugnięcia okiem kupił, bo znowu miałbym powód, żeby do Max Maxa wrócić ;].

Troszkę inaczej podchodzę do gier pokroju Tomb Raidera czy Far Cry'a. One co prawda też bazują na naszej rzeczywistości, ale jednak stawiają na jakąś egzotykę. Zamiast betonowych metropolii mamy dżungle, lasy, góry, bagna, pustynie... czyli po prostu coś innego i fascynującego, w przyjemny sposób łechcącego moją naturę niespełnionego, kanapowego odkrywcy ;s.

Od fantastycznych, wirtualnych światów, bardziej lubię jedynie wirtualne "światy historyczne". Grając w takie Assassin's Creed Unity, szczerze miałem w nosie taki sobie gameplay, słabą fabułę czy kupę błędów i niedoróbek. Sama możliwość przespacerowania się uliczkami (i dachami) rewolucyjnego Paryża, była dla mnie przeżyciem wręcz mistycznym i - nie będę kryć - spełnieniem jednego z marzeń (pasjonuje mnie rewolucja francuska i następujące po niej czasy wojen napoleońskich).

To sprawia, że każdy kolejny AC może powstawać metodą kopiuj/wklej, a ja i tak go kupię, jeżeli tylko realia historyczne trafią w mój gust (do tej pory tak było, bo szczerze mówiąc jest niewiele okresów historycznych, których nie lubię ;d).

Nie wiem czy to tylko ja jestem taki... "oryginalny", czy inni też tak mają, ale w moim przypadku to jest właśnie "sekret", który sprawia, że lubię i kupuję gry Ubi. Nikt oprócz nich jakoś nie chce tworzyć gier w tym stylu (albo robi to słabo), więc w sumie nie mam większego wyboru ;D. Bo czy jest jakaś konkurencja dla Assassin's Creed? Far Cry'a? Ghost Recon: Wildlands (szykuje się świetny sandbox w bardzo oryginalnych realiach!)? For Honor?

Poza małymi wyjątkami mam wrażenie, że Ubi istnieje tylko po to, żeby mi robić przyjemność ;). Praktycznie co druga ich gra czy marka, trafiają w mój gust i spełniają oczekiwania. Czemu miałbym na to narzekać?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-29 21:11:39
29.09.2016 14:58
Persecuted
57

@Vroo

Zależy co od czego :).

Watch Dogs w ogóle mi się nie podoba ("dwójka" jeszcze mniej). LA Noire cenię za klimat i historię, ale jego aspekty sandboxwe uważam za jedne z najsłabszych z jakimi miałem do czynienia. Wiedźmin 3 to fajna gra z otwartym światem, ale czy sandbox? Nie wydaje mi się.

GTA V mi się podobało, chociaż szczerze mówiąc, już po ukończeniu wątku głównego nie chciało mi się wykonywać zadań pobocznych ani w ogóle grać dalej. Nie zmienia to faktu, że najnowsze GTA stawiam ponad - w moim odczuciu średnim - Far Cry'em 3 i 4, na równi z Primalem i o stopień niżej od mojej ulubionej "dwójki".

W Assassynach z kolei zdarzało mi się nabić i 200 godzin, ale też nie we wszystkich odsłonach. Np. Unity bardzo mi się podobało jako całość, ale ilość zawartości dodatkowej mnie po prostu przytłoczyła i odechciało mi się "maxowania". AC 3 rzuciłem w kąt zaraz po skończeniu głównej fabuły. W Black Flagu natomiast zrobiłem wszystko co się dało, a nadal lubię go sobie odpalić, żeby bez celu powłóczyć się po Karaibach ;).

Ot, taki mam gust.

29.09.2016 07:20
-2
Persecuted
57

@sebogothic

Po prostu nie jesteś "targetem" ich gier. Ot cała filozofia.

29.09.2016 07:19
Persecuted
57

@kuba1711

Na prawdę wierzysz, że oni mogą sobie pozwolić na to, by takiej wizji nie mieć? Ich gry AAA to produkcje ogromne, w które zwyczajowo wpompowują setki milionów dolarów i tysiące roboczogodzin. Z całą pewnością nie robią tego metodą na chybiła trafił, inaczej już dawno by splajtowali. Jestem przekonany, że przy każdym takim projekcie wszystko mają doskonale "policzone" i przeanalizowane, od razu wiedząc do kogo skierowany jest produkt i na jaką sprzedaż mogą liczyć.
Wybrany przez nich "target" może i jest bardzo szeroki, ale jednak określony. Widać to choćby na podstawie tego co napisaliście tu obaj wraz z sebogothic. Was sandboxy Ubisoftu nudzą, ale innym (takim jak ja), dają ogromnie dużo frajdy. Od czego to zależy? Nie mam pojęcia (choć mam swoje teorie ;d), ale najwidoczniej ja jestem celem ich gier, a Wy nie. Jednym przyjemność sprawia umieranie w Dark Souls, gromadzenie lootu w jakimś grinderskim, koreańskim MMO, czy rozkopywanie prostokątnej ziemi w Minecrafcie, a dla innych są to czynności stanowiące przeciwieństwo dobrej zabawy. Są nawet ludzie, dla których No Man's Sky w obecnym kształcie(!) jest grą marzeń. Nie wiem co oni ćpają, ale najwyraźniej potrafią się dobrze bawić... niczym ;].

Nie próbujcie nawet tego zrozumieć (np. poprzez analizę), to po prostu kwestia preferencji.

28.09.2016 22:58
-2
Persecuted
57

Oby nie. W chwili obecnej produkują moim zdaniem najfajniejsze sandboxy :).

28.09.2016 22:56
-3
odpowiedz
4 odpowiedzi
Persecuted
57

Ubisoft moim zdaniem słusznie przerabia stare marki. One najczęściej i tak nie mają rynkowej przyszłości, w swojej oryginalnej (nierzadko archaicznej) postaci. Niby zazwyczaj posiadają jakąś tam bazę fanów, ale ta garstka zazwyczaj jest kompletnie niewarta uwagi z biznesowego punktu widzenia. Innymi słowy, nikogo nie obchodzi, że np. 100 tysięcy graczy strzeli focha i zrazi się do dawnego obiektu kultu, skoro w marce drzemie potencjał sprzedaży na poziomie kilku milionów.

Warto też zadać sobie pytanie, co dla marki jest lepsze. Definitywna śmierć, czy podarowanie jej nowego - choć niekoniecznie zgodnego z oczekiwaniem pewnych grup odbiorców - życia? Czasem wychodzi to wybornie (np. Tomb Raider z 2013), a czasem tak sobie (np. Fallout 3 i 4), ale moim zdaniem próbować zawsze warto. Uważam, że lepiej zaryzykować i przegrać, niż całkiem odpuścić i pozwolić marce zdechnąć. Przez takie podejście prawdopodobnie nigdy nie zagramy w nowego Gothica, Stalkera, Half-Life'a, czy Legacy of Kain.

PS. PoP zdechł podobno z powodu zbyt wysokich opłat licencyjnych.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-28 22:57:26
28.09.2016 07:01
Persecuted
57

@DM

Prawda, ale system walki w CoDach ma też jedną, niezaprzeczalną zaletę - reakcję przeciwników na postrzał. CoDy to jedne z niewielu gier, w których można ubić przeciwnika 1-2 strzałami w korpus (tak przynajmniej było do czasu Black Ops II, później nie wiem bo nie grałem ;d). To niby niewiele ale cieszy, bo pozwala na chwilę oderwać się od kompletnie nierealistycznego w realiach pola walki, obsesyjnego "łowienia" headshotów. Mimo oczywiście arcadowej natury CoDa, takie podejście daje pewne poczucie realizmu i możliwość wczucia się w postać.

28.09.2016 01:20
odpowiedz
Persecuted
57

Szukanie dziury w całym. Wielu osobom (np. mnie) takie materiały bardzo pasują. Im ich więcej, tym pełniejsze zdanie o danej grze mogę sobie wyrobić.

Nierzadko bywa też tak, że jakaś produkcja przez dłuższy czas niezbyt mnie interesuje, aż do momentu, gdy z materiałów promocyjnych dowiem się, że występuje w niej jakiś pożądany przeze mnie element X, który jest w stanie przekonać mnie do zakupu (np. Medievala 2 kupiłem tylko ze względu na dodatek Kingdoms i możliwość poprowadzenia w nim państwa Azteków). Gdybym musiał "odkryć" to samemu, to nigdy bym gry nie kupił.

Pierwsze zapowiedzi Mafii 3 nie robiły na mnie większego wrażenia. Po ostatnich mam już zamówiony pre-order ;). Z drugiej strony gdyby nie długie filmiki z rozgrywki, raczej na pewno wtopiłbym kasę w Quantum Break albo Re-Core. Do czego prowadzi brak treściwych i uczciwych materiałów, pokazali ostatnio No Man's Sky i Kozacy 3...

A jak komuś taki natłok materiałów promocyjnych nie pasuje, wcale nie musi ich czytać ani oglądać.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-28 01:23:07
26.09.2016 18:15
odpowiedz
Persecuted
57

Temat chyba nie do końca przemyślany. Moim zdaniem to bez sensu się tak rozdrabniać i skupiać swoją uwagę akurat na developerach. Depresja to depresja, ciężka choroba, która dotyka bardzo różnych ludzi z różnych profesji i branż; developerów - jako ludzi z krwi i kości - także. Mimo wszystko nie są oni narażeni na nią mniej czy bardziej niż inni, a ich praca ma po prostu swoją charakterystykę i swoje bolączki.

Przecież ten cały "crunh" (częściej zwany "dealine" albo "D-Day") nie jest niczym specjalnie nowym czy wyjątkowym i występuje w różnych branżach (zwłaszcza takich, w których pracuje się od terminu do terminu, którego absolutnie przekroczyć nie można). A że jest to zjawisko absolutnie obrzydliwe, nieludzkie i karygodne to zupełnie inna sprawa. Tyle że tutaj wkraczamy już w ogólną tematykę praw pracowniczych, praw człowieka, czy korporacyjnej rzeczywistości, która nie jest stricte powiązana z developerami.

Natomiast druga część materiału - ta dotycząca realiów pracy developera - całkiem ciekawa. W sumie ciężka sprawa - lepiej tworzyć małe gierki, o których usłyszy ledwie garstka, czy wielkie projekty, w które zagrają miliony, ale w których będziesz tylko trybikiem, tworzącym swój malutki, teoretycznie irrelewantny dla całości kawałeczek treści?

20.09.2016 17:45
1
Persecuted
57

Słaby troll.

20.09.2016 10:28
1
odpowiedz
Persecuted
57

No cóż, ciężko mi sobie wyobrazić grę pasującą do VR bardziej niż właśnie Alien Isolation i jemu podobne (jak Outlast, Amnesia czy Resident Evil VII).

Ich największym atutem jest umiejętne umiejscowienie gracza w ciele protagonisty, dające mu możliwość poczucia śmiertelności i kruchości odgrywanej postaci. Wirtualne gogle ten efekt dodatkowo zwielokrotniają, więc wydają się naturalnym rozwinięciem takiej koncepcji budowania klimatu.

Jeżeli jakieś gry mają sprzedawać VR, to moim zdaniem właśnie takie. Alien sam w sobie wybitną grą nie był (to jedna z tych produkcji, które lepiej wspominam z perspektywy czasu, niż na świeżo, zaraz po ograniu ;s), ale VR z pewnością da mu drugie (lepsze?), życie.

20.09.2016 10:17
2
Persecuted
57

A ja się obawiam, że następną grą z tego uniwersum będzie niestety GTA MMO... GTA Online to takie eksperymentalne quasi MMO, które chyba spełniło oczekiwania Rockstara i jednocześnie spodobało się wielu graczom. Co miałoby ich teraz powstrzymać, przed stworzeniem pełnoprawnego MMO z setkami czy nawet tysiącami graczy jednocześnie, masą zadań i mechanik wieloosobowych?

Z resztą może nie byłoby to takie złe. Udane MMO w tym stylu chyba jeszcze nie wyszło, a kto może to zrobić lepiej niż Rockstar?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-20 10:17:32
14.09.2016 00:12
odpowiedz
Persecuted
57

"Trzymajcie się ciepło"?! Jordan miej litość, za oknem jest ze 30 stopni...

11.09.2016 20:36
-1
Persecuted
57

Dlatego, że ta seria do tej pory traktowała swoją nazwę bardzo dosłownie, opowiadając o grupach przestępczych zorganizowanych we włoskim (sycylijskim) stylu.

To tak jakby seria np. Dark Souls nagle przeniosła się np. do czasów wojny w Wietnamie. No bo przecież nikt nigdy nie obiecywał, że to cały czas będzie klasyczne dark fantasy, prawda? To trochę wkurzające, zwłaszcza że Mafia właściwie nie ma żadnej alternatywy. Tak jak II wojna umarła w strzelankach wraz z Modern Warfare, tak klasyczny gangsterski klimat lat 30-50, umarł wraz z Mafią 3...

Osobiście nie mam nic przeciwko temu, żeby ta seria - trochę na wzór serii Assassin's Creed czy Total War - poeksperymentowała sobie z różnymi settingami i pomysłami na rozgrywkę. W końcu w historii ludzkości było sporo różnych, zorganizowanych grup przestępczych i na pewno warto to wykorzystać. Tylko po co palić za sobą mosty?
Gdyby zamiast trójki w tytule dorzucili jakiś podtytuł, sprawa byłaby jasna. Coś w stylu "na ten moment dajemy odpocząć klasycznemu settingowi, ale nie zamykamy sobie drogi powrotnej". Niestety okraszając najnowszą odsłonę taką a nie inną cyferką, dają do zrozumienia, że oto przed nami nowe oblicze tej serii...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-11 20:38:33
11.09.2016 18:08
odpowiedz
5 odpowiedzi
Persecuted
57

Jak dla mnie właściwie jedyny zgrzyt w przypadku nowej Mafii, to jej tytuł. Szkoda, że twórcy nie zdecydowali się np. na uruchomienie osobnej podserii (jak robi to choćby Call of Duty), zamiast nazywać to oficjalnie "trójką" i tym samym trochę przekreślając szanse na powrót do dawnego settingu. Niemniej poza tym aspektem jestem na prawdę dobrej myśli. Pierwsze materiały z gry nie wzbudziły we mnie większego entuzjazmu, ale teraz jestem zdania, że Mafia 3 zwyczajnie NIE może się nie udać. Sporo będzie oczywiście zależeć od fabuły i postaci, ale od strony rozgrywki szykuje się na prawdę mocna produkcja, czerpiąca wszystko co najlepsze z sandboxowego dorobku ostatnich lat.

Fajne miasto, oryginalny klimat, soczysta rozgrywka - czego chcieć więcej od produkcji z tego gatunku?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-11 18:09:49
09.09.2016 22:35
-4
Persecuted
57

Model jazdy nie wygląda za dobrze

Na wcześniejszych filmikach wyglądał fatalnie, tutaj jest znacznie lepiej. No ale zgoda, ocenimy po premierze.

Mechanizmy rozgrywki są oklepane, typowe i nudne

Zgoda, ale jakie inne mechaniki byś widział w grze tego typu? Jakieś pomysły? Ja szczerze mówiąc nie bardzo wiem, co innego miałby wyrabiać czarnoskóry gangster w latach 70 na ulicach Nowego Orealnu.

kucamy za rogiem, a tuż przy rogu stoi przeciwnik i nie dostrzega nas kątem oka?

Tak działa skradanie w większości gier. Jest to kompletnie nierealistyczne (jak większość cech mechanik gier skradankowych), ale taka już poetyka tego gatunku. Gdyby skradanki były realistyczne, to byłby po prostu niegrywalne.

atakujemy a drugi koleś grzecznie czeka z przygotowaną bronią aż skończymy walczyć

Tak, AI jest durne i powinni to zdecydowanie poprawić.

Banalne, nudne, oklepane, nierealistyczne

Jak 99% gier...

Gra nastawiona na robienie sieczki, pościgi, efektowne walki i eksplozje

Ponownie - jakiego zatem typu rozgrywki oczekujesz od gry gangsterskiej? Wolałbyś, żeby Lincoln zamiast w pościgach i strzelaninach, brał udział w turniejach szachowych albo wymiatał na basie w kapeli jazzowej? Na prawdę? Tego oczekujesz od gry o mafii?

teraz mam wrażenie, że gra jest skierowana głównie do młodych graczy, dla których w grze liczy się tylko i wyłącznie rozpierducha.

Znowu - a czego niby się spodziewałeś?

Co było cechą szczególną i wyróżnikiem pierwszej Mafii? Relatywnie dobra fabuła. Relatywnie, bo scenarzysta odwalił niezłą robotę... jak na grę (zwłaszcza w tamtym czasie, gdy dobrze opowiedziana i filmowa historia była rzadkością). Patrząc jednak bardziej obiektywnie, był to po prostu zbiór oklepanych motywów i klisz zaczerpniętych z kina gangsterskiego. W grze robiło wrażenie, ale w kinie by to furory nie zrobiło.

Niestety poza fabułą (i oczywiście klimatem) w Mafii wiele więcej nie było. "Trójka" stara się to zmienić, po raz pierwszy w tej serii dodając do gry JAKĄŚ zawartość, inną niż wątek główny. Coś w tym złego?

Tak, zgadzam się, że może nie jest w tym zamyśle zbyt oryginalna (inspirację podobnymi grami widać na kilometr), ale co innego mieliby wymyślić? Jakieś koncepcje?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-09 22:42:07
09.09.2016 22:18
-2
Persecuted
57

Średnak... bo? Kolejny, który zrzędzi i nie podaje absolutnie żadnych argumentów...

09.09.2016 22:16
-2
Persecuted
57

A czym się różni model rozgrywki tej Mafii, od modelu rozgrywki "prawdziwej" Mafii? Czyżby tym, że w tej "prawdziwej" Mafii, pomiędzy misjami wątku głównego, nie było dosłownie NICZEGO? To jest niby zaleta? BRAK ZAWARTOŚCI jest lepszy, od różnych OPCJONALNYCH aktywności do wykonania?

Nie pojmuję tej logiki niektórych ludzi, którzy narzekają chyba tylko dla samej przyjemności(?) narzekania...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-09 22:16:51
09.09.2016 19:46
-1
Persecuted
57

Potraficie podać jakieś argumenty, czy tylko dawać łapki w dół?

09.09.2016 17:23
-2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
57

Do narzekających: Nie podoba się wam, że Mafia III wygląda GTA... ale właściwie dlaczego? Co złego jest w sandboxowej strukturze rozgrywki?

Z tego co pamiętam, to właśnie tego brakowało najbardziej poprzedniej odsłonie.

08.09.2016 13:25
Persecuted
57

No właśnie o to chodzi, że tu nie ma czego szukać i czego wyjaśniać. Odpowiednie raporty rozwiewające wszelkie wątpliwości (co najważniejsze zgodne z prawami fizyki i wiedzą naukową) już są. To, że ktoś woli wierzyć w "teorie alternatywne", to jego sprawa, ale póki nie zacznie przedstawiać dowodów i faktów, nie będzie potraktowany poważnie.

08.09.2016 13:05
odpowiedz
Persecuted
57

W sumie nie wiem co myśleć. Pokazali fragment, który nie mówi absolutnie niczego istotnego o samej grze. Można wyciągnąć z niego tylko tyle, że Andromeda wygląda nieźle (i tylko nieźle) od strony graficznej. Poziom Battlefronta ani Battlefielda 1 to nie będzie, bliżej temu raczej do Dragon Age Inkwizycja (czyli w sumie całkiem przyzwoicie). Z resztą ME nigdy nie błyszczał technikaliami, ale bardziej stylówą. Projekty lokacji, pancerzy, broni, pojazdów, kolorystyka - to zawsze robiło na mnie największe wrażenie i mam nadzieję, że tym razem nie będzie inaczej.

08.09.2016 12:58
1
Persecuted
57

Nie bardzo rozumiem... Co takiego nie podobało Ci się w ME2 oraz ME3 i co - oceniając po tym filmiku - pozwala Ci sądzić, że nie będzie tego w Andromedzie?

08.09.2016 12:49
-1
Persecuted
57

Ten film jest wyśmiewany, ponieważ forsuje jedynie słuszną, niepopartą żadnymi dowodami teorię o zamachu, oraz związanym z nią spisku dotyczącym zacierania śladów i prób ukrycia prawdy. Kompletnie ignoruje przy tym fakty i po prostu kreuje rzeczywistość, dopasowując ją do obranej koncepcji. Wskazuje też niemalże palcem winnych tej katastrofy i stosuje aluzje tak zgrabne, jak bryła betonu wyciosana przy pomocy trotylu (w stylu nazwy stacji telewizyjnej, która zwie się TVM)...

Obejrzyj sobie na youtube archiwalne odcinki Polskiej Kroniki Filmowej (najlepiej z lat 40 XX wieku) i powiedź sam, czy na propagandowe bzdury tego kalibru może być jakaś inna reakcja, niż tylko szyderczy uśmiech? Na stonkę ziemniaczaną zrzucaną z samolotów przez imperialistów. Na wyuczone i nieudolnie recytowane z pamięci kwestie wystraszonych robotników, udzielających "spontanicznych" wywiadów przed kamerą, w których wygłaszają peany na temat partii socjalistycznej. Na piętnowanie imperialistycznej kultury, przez którą "mlodzież" chadza do klubokawiarni, zamiast pracować w fabryce i wyrabiać 500% normy na chwałę Polski Ludowej...

Smoleńsk jest tylko odrobinkę mniej bezpośredni w swoim przekazie, więc reakcje są jakie są.

Nie, nie oglądałem jeszcze filmu, ale czytałem recenzje. Na ich podstawie wiem, że szykuje się solidne kino rozrywkowe, taki niezamierzony pastisz.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-08 13:11:56
08.09.2016 11:10
Persecuted
57

Dlaczego? Który z obecnych na filmików elementów budzi w Tobie takie wątpliwości?

08.09.2016 11:06
Persecuted
57

Też liczę na niezłe kino komediowe. Podobno są duchy i radzieckie rozpylacze mgły, więc zapowiada się dobra zabawa ;].

08.09.2016 11:05
-2
Persecuted
57

Kto by się spodziewał, że to Sony wymięknie jako pierwsze w tym konsolowym wyścigu? Zawsze się zdawało, że to MS nie nadąża na rynkiem ;d.

08.09.2016 09:53
1
odpowiedz
Persecuted
57

Nie lubiłem Yenn od czasów książek i zawsze liczyłem, że Geralt jednak ją rzuci w cholerę. Gdy tylko gra dała mi taką możliwość, skorzystałem z niej. Zwłaszcza, że gry moim zdaniem trochę podkręciły wizerunek obu pań. Triss wydała mi się jeszcze fajniejsza niż w pierwowzorze, bo zachowała swoją dziewczęcość i nieco młodzieńczej naiwności, ale jednocześnie ujawniła niezwykłą odwagę, oddane i silny charakter.

Yenn natomiast wydała mi się w grze jeszcze gorsza niż w książkach. Bardziej cyniczna, sarkastyczna wobec Geralta i wyrachowana. W książkach pojawiały się pewne sceny "ocieplacze" z jej udziałem, w których np. dowiadywaliśmy się czegoś o jej trudnym dzieciństwie, albo słyszeliśmy jak Ciri nazywa ją mamusią, czule tuląc się do niej. To pokazywało jej bardziej ludzką, ciepłą stronę i budziło sympatię i zrozumienie. W grze jakoś mi tego zabrakło. Bezustanne poniżanie, uszczypliwości, protekcjonalność wobec Geralta... nie mogłem tego wytrzymać.

Co prawda odprawiając ją było mi trochę żal, że przekreśliłem wszystko co łączyło Geralta i Yenn. Zdecydowałem jednak, że przyzwyczajenie nie może być podstawą udanego związku.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-08 09:53:58
08.09.2016 09:33
Persecuted
57

Fakt, też bym wolał prawdziwe ;d.

07.09.2016 00:39
Persecuted
57

@Alacer

To Ty nie rozumiesz... Kilkanaście studiów rozsianych po świecie NIE JEST w stanie pracować jednocześnie nad jedną i tą samą grą, nawet gdyby chciało (co najwyżej mogą sobie wzajemnie pomagać np. wymieniając się technologią czy fragmentami kodu). Myślisz że np. Ubisoft Toronto, Ubisoft Paris albo Ubisoft Montreal nie są w stanie stworzyć nowej gry, bo akurat w tym samym czasie Ubisoft Shanghai na drugim końcu świata robi remaster pierwszego Raymana? Niedorzeczne.

A te wszystkie studia owszem kosztują, ale nie istnieją bez powodu. Ubisoftowi do tworzenia nowych Assassynów, Watch Dogsów, Splinter Cellów i Ghost Reconów spokojnie wystarczyłoby posiadanie 5-6 dużych podmiotów. Oni jednak z powodzeniem utrzymują ich 4 razy więcej (bo ich na to stać). Na prawdę myślisz, że dobrowolne ponoszenie przez Ubisoft takiego ciężaru finansowego, w jakikolwiek sposób spowalnia produkcję ich gier? Przecież te studia istnieją z jednego tylko powodu - przynoszą zysk. Mają swoje zadania i najwidoczniej są rentowne, inaczej Ubi by ich dawno pożegnał...

Gdyby studio zostało stworzone specjalnie na potrzeby remastera, wtedy miałbyś rację (bo to byłby znaczący koszt, faktycznie mogący wpłynać np. na decyzję o produkcji czegoś zupełnie nowego). Tutaj jednak w grę wchodzi sytuacja, w której remaster będzie tworzył jeden ze stałych podmiotów Take-Two, który i tak cały czas MUSI MIEĆ COŚ DO ROBOTY, najlepiej zyskownego i uzasadniającego sens jego istnienia.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-07 00:53:25
06.09.2016 12:21
Persecuted
57

Przykro mi, ale to nie są argumenty, tylko "tak jest, bo ja tak mówię".

Tak się bowiem składa, że duże podmioty pokroju właśnie Rockstara, Ubisoftu, czy Blizzarda mają wiele NIEZALEŻNYCH od siebie studiów, których praca w ogóle ze sobą nie koliduje. Myślicie, że jak Ubisoft tworzy np. PCtowy port jakiejś swojej gry, to ściąga do tego wszystkich swoich programistów z całego świata?! Że zaprzęga do tego Ubisoft Annecy, Ubisoft Barcelona, Blue Byte, Ubisoft Bucharest, Ivory Tower, Ubisoft Halifax, Ubisoft Kiev, Massive Enterteinment, Ubisoft Milan, Montpellier, Ubisoft Montreal, Nadeo, Ubisoft Paris Ubisoft Pune, Quazal Ubisoft Quebec, Red Storm Studios, RedLynx, Reflections Ubisoft Shanghai i Ubisoft Toronto? Na prawdę?

Różne komórki mają RÓŻNE zadania, którymi zajmują się równocześnie i często niezależnie od siebie.

nagytow twierdzi, że jest inaczej... bo on tak mówi. Faktycznie argument nie do przebicia...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-06 12:21:50
06.09.2016 08:12
Persecuted
57

Tak tak, "myśl logicznie, no przecież mam rację!", to dopiero argument ;].

05.09.2016 21:50
Persecuted
57

@nagytow

Jasne że kończysz. Po co brnąć dalej nie mając argumentów?

05.09.2016 20:55
Persecuted
57

@nagytow

A skąd wiesz, kto w ogóle będzie robił ten remaster? Akurat takie molochy jak Ubisoft, Rockstar czy Blizzard mogą sobie pozwolić na dłubanie przy wielu rzeczach jednocześnie i to zupełnie niezależnie od siebie. Myślisz, że prace nad np. PCtowym portem Assassin's Creeda spowalniają produkcję kolejnych części tej serii? Albo że stworzenie konwersji Diablo III na konsole w jakikolwiek sposób opóźniło Overwatcha? Dobre sobie.

Remastery rzadko tworzy ten sam "development team", który zajmuje się kolejną odsłoną. Jak to mniej więcej wygląda od kuchni, można zobaczyć na przykładzie Creative Assembly, które nieraz opisuje na swoich forach czym się aktualnie zajmuje.

Na ten moment jedna ekipa rozwija Total War Arena, druga Total War Kindoms, trzecia patchuje Warhammera, opracowuje też DLC i dodatki do niego, czwarta rozwija markę Warhammer, a piąta tworzy kolejną, dużą, historyczną odsłonę gry.

Poza tym produkcja gry to długi i skomplikowany proces, składający się z wielu różnych etapów. Nie na każdym z nich potrzebni są wszyscy pracownicy, dlatego tych chwilowo bez zajęcia można spokojnie przydzielić do czegoś innego... lub zwolnić (często z resztą biorą pracowników kontraktowych, zatrudnianych tylko do konkretnych czynności).

Ergo nie masz żadnych dowodów, że remaster cokolwiek spowalnia czy blokuje ^^. To tylko Twoje teorie.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-05 21:03:48
05.09.2016 19:29
-1
Persecuted
57

@nagytow

A na czym byś oparł to ryzykowne stwierdzenie? "Bo tak mi się wydaje"?

05.09.2016 18:49
Persecuted
57

@nagytow

To w takim razie podaj proszę przykłady remasterów, które zastąpiły duże, pełnoprawne produkcje.

05.09.2016 17:21
1
Persecuted
57

@nagytow

A wiesz, że zrobienie remastera to kwestia kilku miesięcy pracy relatywnie niedużego zespołu i wydatek rzędu kilkuset tysięcy dolarów, gdzie zrobienie nowej gry pożera tysiące roboczogodzin setek pracowników i potrafi kosztować ponad ćwierć miliarda dolarów (zwłaszcza gdy mówimy o firmie pokroju Rockstara)?

Oznacza to tyle, że remaster NIE konkuruje na żadnym polu z nową grą. Nie jest wcale tak, że trzeba wybrać jedno albo drugie. To tak jakbyś decydował na co wydasz swoje oszczędności - nowe Ferrari czy hamburgera, zakładając że jedno wykluczy drugie... Najczęściej do wyboru jest robić remastera lub go nie robić, ale nie ma to wpływu na produkcje innych tytułów.

Remaster jest też o tyle dobry, że zyski z niego można przeznaczyć własnie na produkcję nowej gry lub po prostu rozwój studia (zatrudnienie nowych pracowników, zakup sprzętu itd). Na pewno jednak w produkcji nowych gier remastery nie przeszkadzają. Chyba, że kogoś interesują tytuły o budżecie remastera, ale wtedy pozostaje współczuć gustu...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-05 17:26:55
05.09.2016 16:51
odpowiedz
Persecuted
57

Jeżeli to będzie dobry remaster (patrz przeniesienie GTA V ze starej w nową generację), to mamy kandydata do gry roku ;D.

05.09.2016 16:50
Persecuted
57

Z całym szacunkiem, ale jaki w ogóle jest sens "kręcenia nosem na remastery"? Nikt nikogo nie zmusza do ich kupowania, a dla wielu może być to fajna okazja do nadrobienia zaległości.

Nawet jeżeli nowa wersja nie różni się znacząco od starej (np. tylko podniesiono rozdzielczość tekstur), to i tak całość może stanowić wartość samą w sobie, np. dzięki temu, że gra wychodzi na nowe platformy, daje się uruchomić na nowych systemach operacyjnych, albo jest okazją do kupienia całej kolekcji w jednym pudełku.

Po co się tego czepiać? W czym to przeszkadza? Im więcej remasterów tym lepiej, bo płyną z nich same korzyści.

05.09.2016 07:44
1
Persecuted
57

Byłby to może trolling, gdyby nie to, że w miarę kompleksowo uzasadniłem taką a nie inną kolejność. A że się ktoś z tym nie zgadza? Trudno, to w końcu w pełni subiektywna kwestia.

W ramach erraty mogę dodać tyle, że lista w takim kształcie wcale nie oznacza, że jej dolne pozycje w ogóle mi się nie podobają. Po prostu moim zdaniem wypadają wyraźnie słabiej od reszty (z dzisiejszej perspektywy, kiedy mogę oceniać je przez pryzmat całości, czyli 10 dużych odsłon i kilku mniejszych). Nadal jednak same w sobie stanowią dobre, wartościowe i udane produkcje.
Skłamałbym z resztą, gdybym zaprzeczał temu, że maksowałem Brotherhooda z wypiekami na twarzy, albo cieszyłem się jak dziecko po zdobyciu zbroi Altaira czy pełnej rozbudowie posiadłości w AC2. Jestem przekonany, że gdybym dał ostatniej trójce z mojej listy kolejną szansę, to wszystkie wciągnęłyby mnie bez reszty na co najmniej kilka godzin.

Niemniej jak ranking to ranking.

PS. Ludzie dający łapkę w dół "bo on ma inne zdanie niż ja!!!!" są po prostu żałośni...

04.09.2016 22:22
1
Persecuted
57

Dokładnie. Z racji wysokości i poziomu skomplikowania konstrukcyjnego budynków z tamtego okresu, raczej odpadła tam możliwość szybkiej i łatwej wspinaczki ledwie kilkoma susami (tak jak to miało miejsce dawniej). Zwłaszcza po wymianie systemu poruszania na bardziej naturalny i realistyczny ale też znacznie wolniejszy i wymagający precyzji.

Bo ile razy można się wspinać - marnując długie sekundy - na fabrykę czy dworzec kolejowy? Twórcy mogli albo ograniczyć konieczność łażenia po budynkach (co raczej nie spodobałoby się fanom), albo uczynić wspinaczkę bardziej znośną i mniej mozolną. Moim zdaniem postąpili słusznie.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-04 22:26:46
04.09.2016 22:15
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
57

Od najlepszego do najgorszego:

1. Black Flag
2. Unity
3. Rogue
4. Syndicate
5. Revelations
6. Liberation HD
7. AC
8. AC III
9. Brotherhood
10. AC2

1. Krótko - podoba mi się w nim prawie wszystko. BF to dla mnie nie tylko najlepsza odsłona serii, ale jedna z moich gier życia. Do dziś spoczywa na moim dysku jako "rozweselacz", który odpalam na kilka minut zawsze wtedy gdy mam np. zły dzień w pracy albo za oknem paskudna pogoda. +10 do poprawy humoru gwarantowane ;]. No i Freedom Cry to chyba najfajniejszy dodatek jaki "popełnił" Ubisoft.

2. Tyle assassyńskiego klimatu nie pamiętam od czasów "jedynki". Cała ta zakapturzona otoczka jakoś wyjątkowo dobrze pasowała mi do tego settingu, który sam w sobie był genialny. Błędy wkurzały - fakt, ale ten klimat! To miasto! Z resztą rewolucja francuska to jedno z moich ulubionych zagadnień w nowożytnej historii. Możliwość zwiedzenia Paryża z tamtego okresu (i spotkania Napoleona :d) stanowiła dla mnie doznanie nieporównywalne z niczym.

3. Bo to nadal dobre danie o mocnym smaku Black Flaga, tylko jakby trochę mniej świeże, pewnie mrożone (rozumiecie, taki żart bo tam zimno było... eee nie ważne ;d) i gorzej doprawione. Nie taki fajny setting (Nowy York i okolice to nuuuuuda), nie taki fajny bohater (Shay często zachowywał się głupio, coś jak Ezio w AC2), nie taka fajna fabuła (potencjał był ogromny, ale wyszło jak wyszło)... Wszystko robiło wyczuwalnie gorsze od Black Flaga wrażenie, choć nadal dało mi kupę radochy i dobrej zabawy. Pływanie statkiem (kreatywnie usprawnione), kolekcjonowanie śmieci i eksplorowanie (głównie mroźnej północy) było po prostu fajne, klimatyczne i wciągające.

4. Fajny setting (pod tym względem postawiłbym go zdecydowanie nad Rogue i niewiele pod Unity, prawie na równi z nim). Rozgrywka sama w sobie świetna (poprawili i wyostrzyli wszystko to, co w Unity kulało), ale całość była jakaś taka bez wyrazu. Elementy assassyńskie zostały obcięte jeszcze bardziej niż w Black Flagu (jedynym prawdziwym kapturnikiem pozostawał pierdołowaty Green, który czasem wtrącił coś o kredzie assassynów i ich misji), a bohaterowie (bardzo sympatyczni i charyzmatyczni trzeba przyznać) mieli własne motywacje i cele... ale z tym właśnie mam problem. Jacobem fajnie zdobywało się Londyn i budowało własny gang, tylko nie za bardzo wiadomo po co... Zwłaszcza, że w parze z tym nie szły żadne ciekawe mechaniki. O ile w Black Flagu faktycznie można było się poczuć jak kapitan statku, a w AC Revelations jak doświadczony mentor assassynów, tak Syndicate nijak nie potrafił zbudować poczucia bycia szychą czy kolesiem u steru władzy (mimo kontrolowania wszystkich dostępnych dzielnic miasta i kontaktów z najważniejszymi osobami w państwie).

5. Bo to generalnie "jedynka" (powrót do orientalnego settingu), tylko ze wszystkimi usprawnieniami późniejszych odsłon. Poprawiono walkę, system poruszania, skradanie, dodano nowe mechaniki, znajdźki, broń, przedmioty, pancerze, grobowce itd. Miło było też zobaczyć Ezio jako doświadczonego i - dla odmiany - sympatycznego protagonistę, z którym dało się identyfikować. Warto wspomnieć, że Altair też zaliczył ponowny występ (i to jaki!). Aha no i można było prawie całkowicie olać sekwencje z Desmondem (wtedy to była nowość) ;D.

6. Głównie za setting (Nowy Orlean, trochę Meksyku) i niegłupie pomysły na urozmaicenie rozgrywki (np. przebieranki). Twist fabularny też niezły. Poza tym czuć niestety, że to mobilny Bieda Creed przekonwertowany na mocniejsze urządzenia.

7. Setting nadal boski (najlepszy jaki mogę sobie w tej serii wyobrazić), choć bardziej mam ochotę go wspominać, niż do niego faktycznie wracać (jeszcze bym sobie wspomnienia popsuł) ;]. AC niestety brzydko się zestarzał i dziś strasznie czuć w nim brak... wszystkiego.

8. Nie lubię w nim właściwie niczego poza systemem walki. To znaczy w tamtym czasie kilka rzeczy robiło wrażenie (np. pływanie statkiem, polowanie czy wspinaczka na drzewa), ale potem kolejne odsłony robiły to samo, tylko lepiej. Nie jest na końcu, bo siekanie Brytyjczyków tomahawkiem nadal daje radę, zwłaszcza, że gra sypie podwójnymi kontrami jak z rękawa ;P. Aha i DLC też były wyjątkowo fajnie - tak fabularnie jak i mechanicznie (moce zwierząt, król Waszyngton).

9 i 10. Co jest gorsze od renesansu? Renesansowe Włochy rzecz jasna :). Nie lubię tego okresu historycznego (nuuuuda), zwłaszcza z perspektywy młodego dandysa imieniem Ezio (to się tyczy AC2, w Brotherhoodzie było już znacznie lepiej). Z jaśniejszych punktów wspominam możliwość obicia facjaty papieżowi i zbroję Brutusa ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-04 22:27:17
02.09.2016 12:42
3
Persecuted
57

Bardzo lubię całą serię Total War, ale ich polityka cenowa i wydawnicza jest po prostu karygodna...

01.09.2016 21:30
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Z tym Candy Crush Saga to nie byłbym taki pewien. Cała gierka oparta jest o mechanikę zwaną "Match 3", znaną w branży gier od połowy lat osiemdziesiątych i wykorzystywaną pod różnymi postaciami. A to, że różni twórcy niezależne od siebie wpadli na pomysł wykorzystania cukierków jako motywu przewodniego, nie jest przecież jakoś specjalnie nieprawdopodobne. No chyba, że podobieństw między nimi było więcej.

01.09.2016 06:56
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Na prawdę super, ale mnie cieszy jeszcze coś innego. Mianowicie potwierdzają się spekulacje, że SE planuje kolejne sezony Hitmana. Pomijając dosyć wkurzające wydawanie gry w kawałkach, moim zdaniem Hitman zrobi w ten sposób coś, co gry powinny robić już dawno.

Mają opracowaną doskonałą bezę, czyli ciekawy pomysł na grę i przystającą do niego technologię. Po co więc przeskakiwać np. do pracy nad nową częścią (zapewne bliźniaczo podobną do poprzedniej), skoro spokojnie można po prostu rozwijać tę, która już jest? Sami zauważcie, że wiele kontynuacji to takie bardziej "mission packi" do poprzednich odsłon, często bez większych zmian w kwestiach technicznych czy mechanicznych.

No a tutaj będziemy mieli sezony (ponoć 3), które będzie można potraktować jako jedną, wielką odsłonę serii Hitman, stanowiącą zarazem jego - miejmy nadzieję - magnum opus. Twórcy prawdopodobnie będą w stanie wysłać Agenta 47 w każde możliwe miejsce na ziemi jakie im tylko przyjdzie do głowy (nie wyłączając bardziej szalonych miejscówek pokroju podwodnej bazy czy dojo gildii ninja) i tym samym na jakiś czas wyczerpać ten temat (aż do kolejnego skoku technologicznego usprawiedliwiającego powrót do marki i kolejną próbę zrobienia czegoś świeżego). Dla mnie fajna sprawa. Byle tylko ustabilizowali tempo powstawania i częstotliwość wypuszczania kolejnych "odcinków" (np. raz na miesiąc, w z góry ustalonym dniu) i powinno być dobrze.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-09-01 07:00:20
01.09.2016 06:29
Persecuted
57

Ideą tych zadań jest właśnie ich czasowość, więc raczej wątpię. Niemniej całkiem możliwe, że w związku z premierą pełnego sezonu, zostaną uruchomione ponownie dla wszystkich, którzy zdecydowali się na zakup dopiero teraz.

31.08.2016 21:26
5
Persecuted
57

Działa to trochę inaczej. To nie jest tak, że oni wycinają coś z wersji PC i XONE, pozostawiając to tylko w wersji PS4. Wręcz przeciwnie, Oni DODAJĄ nową zawartość do wersji PS4, za którą po prostu zapłaciło im Sony. Innymi słowy, te dodatki istnieją tylko dlatego, że Sony wyłożyło kasę...

Można się zastanawiać, czy przyjmowanie takich ofert jest w porządku i czy w ogóle powinno mieć miejsce. Chwilę później przychodzi jednak refleksja, że przecież to Square Enix, które nie tak dawno sprzedało swoją MULTIPLATFORMOWĄ markę Microsoftowi... Czasowo, ale jednak.

30.08.2016 15:57
1
Persecuted
57

To raczej nawiązanie do steampunku, z którego ta gra czerpie inspiracje (technologia parowa)...

30.08.2016 14:28
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

A co się przejmować zadufanym w sobie, smutnym starcem z manią wielkości?

Niech dalej żyje sobie w świecie, w którym jest największym twórcą literackim jakiego nosiła polska ziemia, a sukces Wiedźmina jest tylko i wyłącznie jego zasługą, na którym wszyscy inni jedynie żerują.

Mam wrażenie, że "Endrju" po śmierci może zostać zapamiętany bardziej jako zgorzkniały burak, niż jako utalentowany twórca i literat (którym przecież koniec końców był / jest).

28.08.2016 17:06
-3
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
57

Zdecydowanie wolę TPP.

Gordon Freeman z Half-Life 2 jest jaki jest (czyli kompletnie pusty, pozbawiony jakichkolwiek cech osobowości, charakteru itp) podobno dlatego, że ma to ułatwić graczowi wyobrażenie sobie, że to on sam znajduje się w świecie gry i robi wszystko to, co sam widzi na ekranie. Dla mnie taka koncepcja jest absolutnie odpychająca i pozbawiona sensu. Dlaczego? Bo ja, jako zwyczajny Jan Kowalski zwyczajnie NIE CHCĘ BYĆ W ŚWIECIE GRY! Ja nie jestem jego częścią i do niego nie pasuje.

Nie chcę być komandorem Janem Kowalskim - zbawcą wszechświata. Janem Kowalskim - zmutowanym, wędrownym zabójcą potworów. Janem Kowalskim - zamaskowanym stróżem prawa, siejącym postrach wśród bandytów na ulicach Gotham City.

Wręcz przeciwnie, grając chcę zapomnieć że jestem Janem Kowalskim. Po to właśnie sięgam po gry! Siedząc przed monitorem, chcę być komandorem Shepardem, wiedźminem Geraltem, Batmanem, Agentem 47, Edwardem Kenwey'em itd. To ja chcę się stać bohaterem, zamiast pozwalać mu ustępować mi miejsca w świecie gry.

Innymi słowy, grając w cokolwiek celującego w wywołanie we mnie poczucia immersji, potrzebuję jakiegoś wiarygodnie zarysowanego awatara w świecie gry. Postaci, z którą przez kilka następnych godzin będę mógł się utożsamiać i identyfikować. Kogoś, kto ma twarz, głos, osobowość i przede wszystkim jest w taki czy inny sposób powiązany ze światem gry.

Widok TPP jest do tego najlepszy, bo dzięki temu zwyczajnie wiem kim w danej grze jestem i jaki jestem. Widząc swojego awatara (jego mimikę, emocje, gesty, animacje, reakcje na konkretne sytuacje itd.) mam po prostu lepsze pojęcie o nim i łatwiej jest mi wczuć się w jego rolę.

Jest to z resztą jeden z czynników, przez który odbiłem się od gier Bethesdy (Fallout, TES). cRPG to gatunek, którego sukces zależy właśnie od immersji (bez niej cała gra traci sens), a tryb FPP dla mnie takową dyskwalifikuje.

26.08.2016 18:18
Persecuted
57

@<Rydygier>

Czyli nawet Ty przejrzałeś na oczy :).

Agrelm

Racja, twórcy zapomnieli dodać jedynie kilku pomniejszych szczegółów, takich jak chociażby - bo ja wiem - gameplay? Reszta jest zupełnie OK... Zaraz, jaka reszta?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-08-26 18:21:19
25.08.2016 11:22
odpowiedz
Persecuted
57

Zgadzam się. Aczkolwiek jak już wspomniałem, moim zdaniem sam pomysł na konkretne levele oraz ich wykonanie, stały na na prawdę najwyższym poziomie.

Wiadomo, że to także kwestia ograniczeń technologicznych, ale wiele poziomów z Blood Money rozgrywało się w danej lokalizacji właściwie tylko z nazwy. Paryska opera była nią tylko dlatego, że tak nam powiedziano przed misją. Sam poziom rozgrywał się w 100% wewnątrz budynku, który na dobrą sprawę mógłby znajdować się prawie wszędzie - w Madrycie, Wiedniu, Londynie albo nawet Warszawie.
W przypadku Flatline w pierwszej chwili myślałem, że jestem w... Japonii (przez ten różowy kolor liści na drzewach), a nie w Kalifornii :).
Dance with the Devil tak samo mógłby się rozgrywać wszędzie, bo to kolejna misja w całości "budynkowa".
The Murder of Crows odbywa się na ulicach Nowego Orleanu, ale równie dobrze mógłby to być Berlin albo Sztokholm ;d.

W Absolution prawie zawsze można było wyczytać lokalizację danego zadania jedynie na podstawie projektu poziomu i jego klimatu. W Hitmana 2016 jeszcze nie grałem, ale jestem - pod względem poziomów i klimatu - dobrej myśli. Czekam zwłaszcza na poziom w Japonii.

25.08.2016 08:05
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Chyba o każdym Hitmanie można powiedzieć, że miał gorsze momenty, choć to w większości kwestia gustu. Ja np. w Blood Many niezbyt lubiłem misję w paryskiej operze (przez niektórych uważaną za wizytówkę tej odsłony, ukazującą to co najlepsze w grze, tyle że w pigułce) czy Białym Domu, ale za to uwielbiałem zlecenie w bogatej, amerykańskiej dzielnicy (A New Life) oraz to na Mardi Grass (The Murder of Crows).

Absolution - choć może to zabrzmieć kontrowersyjnie - pod względem klimatu i różnorodności poziomów, przypadł mi do gustu właściwie w 100% i uważam go za największe w tej kategorii osiągnięcie serii (w Hitmana 2016 jeszcze nie grałem). Niby miejscem akcji jest tylko i wyłącznie USA (a konkretniej dwa stany: bardziej wielkomiejskie Illinois i dosyć mocno osadzona "wieśniackim" klimacie Południowa Dakota), ale wszystkie zaprezentowane tam lokacje są w mojej opinii po prostu niesamowite. XIX wieczny hotel, gmach wiejskiego sądu, bar na zadupiu, sklep z bronią i strzelnicą, małe południowe miasteczko, pole kukurydzy, wielki apartamentowiec, muzeum, stara kopalnia, fabryka broni, chińska dzielnica, sierociniec, cmentarz itd. Nawet w Blood Money - w którym Agent 47 zjechał dosłownie pół świata - nie czułem takiej różnorodności, oryginalności i pomysłowości.

Z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że wielu ludzi bardzo na ten element w Absolution narzekało. Widać jedni wolą różnorodność teoretyczną (wynikającą z lokalizacji misji w danej części świata, mimo braku wyraźnego przełożenia tego faktu na klimat czy strukturę zadania - vide paryska opera), od faktycznej różnorodności, wynikającej z samego projektu poziomu ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2016-08-25 08:06:25
22.08.2016 19:43
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Ten gameplay trochę niestety potwierdza moje obawy. To znaczy widać na nim (miejscami) fajne i bardzo realistyczne otoczenie oraz kontrastujące z nim, niezbyt ładne modele postaci, animacje i efekty (domyślam się, że to wina przede wszystkim niemłodego już silnika gry).

Podobnie z resztą było w The Vanishing of Ethan Carter. Momentami dało się wyłapać ultra realistyczne i robiące niemałe wrażenie elementy otoczenia, ale całość nie wypadała jakoś specjalnie oszałamiająco, głównie za sprawą Unreal Engine 3.0 (który jest już dosyć stary, a poza tym nigdy nie był specjalnie dobry w generowaniu otwartych przestrzeni, zwłaszcza pełnych roślinności).

Całe szczęście, że Gliwiczanie - w przeciwieństwie do np. Hello Games - zdają sobie sprawę z tego, że sama technologia to za mało i musi za nią stać dobra mechanika rozgrywki. Na razie nie wygląda to może specjalnie zachęcająco, ale takie gry jednak trzeba samodzielnie "poczuć", by móc poprawnie je ocenić. Klimat jest (kojarzy mi się z Metrem i Stalkerem) i to mnie cieszy. Ostrożnie trzymam kciuki.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-08-22 19:44:47
20.08.2016 08:48
9
Persecuted
57

@sebogothic

Rozumiem, że bronisz PIranha Bytes (nick zobowiązuje), ale kompletnie nie rozumiem czemu robisz to poprzez atakowanie Wiedźmina 3... Tak, gra nie przypadła Ci do gustu - załapaliśmy już dawno. Niemniej jej paniczne krytykowanie kompletnie nic Ci nie da. Owszem wiesiek ma swoje wady (niektóre z nich są wręcz przytłaczające, jak np. system rozwoju postaci czy eksploracji), ale to nie zmienia faktu, że jest to po prostu świetna i piękna produkcja, oraz jeden z najlepszych przedstawicieli swojego (wymierającego niestety) gatunku action RPG. Atakując go na każdym kroku tylko się ośmieszasz i podważasz sensowność swoich argumentów...

20.08.2016 08:36
15
odpowiedz
5 odpowiedzi
Persecuted
57

Ludzie, przestańcie usprawiedliwiać Piranha Bytes i powtarzać, że to małe i biedne studio!

Budżet pierwszego Wiedźmina wyniósł około 19 milionów złotych. Budżet drugiego lekko przekroczył 30 milionów. "Trójka" kosztowała już astronomiczne 300 milionów. Piękny przykład drogi od "grupki zapaleńców", do prężnego i profesjonalnego studia tworzącego hity na światowym poziomie, a wszystko to w niespełna 10 lat.

Piranha Bytes produkuje gry już od około 15 lat. Nie dość, że nie robi żadnych, znaczących postępów, to wręcz się cofa. Ich gry są brzydkie, toporne, archaiczne, a na wielu płaszczyznach po prostu źle zaprojektowane. Rozumiem niski budżet, ale przecież każde studio kiedyś musiało się z nim borykać! Rzadko zdarza się tak, że początkujący dostaje na start ogromne środki i pełną swobodę twórczą. Zawsze trzeba od czegoś zacząć i przebrnąć trudne początki.

Nie tylko z resztą CDP Red jest przykładem tego, że można osiągnąć sukces nawet zaczynając z relatywnie niskiego pułapu.

Studio Spiders na przestrzeni 6 lat stworzyło aż 4 gry: Faery: Legends of Avalon, Mars War Logs, Bound By Flame i The Technomancer. Nadal nie osiągnęli dostatecznie wysokiego poziomu, ale w ich pracy widać postęp. Jeżeli tendencja wzrostowa się utrzyma to kto wie, może ich następna gra będzie hitem?

Studio DONTNOD najpierw stworzyło takie sobie Remember Me, potem wysoko oceniane i nagradzane Life is Strange, a teraz produkuje mocno oczekiwane i obiecujące Vampyr.

Studio Telltale w ciągu kilku lat wyrosło z klepacza niszowych, średnich jakościowo przygodówek, na... klepacza bardzo popularnych i bardzo dobrych przygodówek ;].

Nasz polski Bloober Team też zaczynał od gierek na handheldy i minigierek zręcznościowych, a ostatnio wypuścił Layers of Fear (odraz dodatek do niego) czyli na prawdę niezły, dopracowany technicznie i całkiem dobrze przyjęty przez branżę horror, z budżetem około 1 miliona złotych. Ich następna gra - Observer zaledwie podwaja tą kwotę ale i tak wygląda 10 razy lepiej niż Elex...

Tak można by wymieniać na prawdę długo. W dzisiejszych czasach, w których na wyciągnięcie ręki są darmowe i potężne narzędzia pokroju Unity czy Unreal Engine 4, trzeba na prawdę się postarać, by będąc developerem od 15 lat, tworzyć takie potworki jakie produkuje ostatnio PB...

PS. Gdyby PB ogłosiło kampanię na Kikcstarterze i zrobiło zbiórkę na "duchowego spadkobiercę Gothica", to moim zdaniem mogliby zgromadzić budżet co najmniej na poziomie Wiedźmina 2. No ale każda wymówka jest dobra. A wy pobłażając im, tylko pogarszacie sytuację. Nimi trzeba potrząsnąć, doprowadzić ich na skraj bankructwa, to może wtedy zrozumieją, że potrzeba im zmian.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-08-20 08:41:36
19.08.2016 18:49
6
Persecuted
57

Jasne, w dobie potężnych i darmowych narzędzi dostępnych dla każdego? Takie Battlestate Games to też małe studio, a ich Escape from Tarkov wygląda świetnie. Podobnie jak Playdead odpowiedzialne za Limbo i Inside, czy Moon Game Studios odpowiedzialne za Ori and the Blind Forest.

Mały budżet nie musi oznaczać odwalania fuszerki. A jak kogoś nie stać na zrobienie porządnej gry z danego gatunku... to niech się zajmie innym gatunkiem. Lepiej klepać słabe cRPG zbierające 5/10 czy robić np. plarformówki lub przygodówki z 9/10, określane mianem dzieł sztuki swojego gatunku?

19.08.2016 12:21
4
Persecuted
57

Bo prawda jest taka, że Piranha nie ma bladego pojęcia o robieniu gier... Piszę to z ciężkim sercem, bo sam jestem fanem serii Gothic i pierwszego Risena, ale teraz nie mam już wątpliwości.

Nawet Gothic - uczciwie na niego patrząc - nigdy nie był wielkim objawieniem świata gier. Jasne, jego twórcy odwalili kawał dobrej roboty w kwestii klimatu i ogólnej konstrukcji świata (fajnie zarysowany podział na klasy społeczne), czy też kilku bardzo fajnych i oryginalnych mechanik rozgrywki (np. ciekawie zrobionych gildii czy rozwoju postaci przez nauczycieli). Jednocześnie nie popisali się za bardzo w kwestii fabuły, dialogów czy też aspektów technologicznych.

Dla mnie po prostu trafili z właściwym pomysłem we właściwy czas i to wszystko. Stąd potrafią (a właściwie potrafili) tworzyć nie gry w ogóle, lecz jedną konkretną grę - Gothica.

Doskonale widzimy, że im dalej ich kolejne produkcje odchodzą od gothicowej esencji, tym są gorsze. Jestem z resztą przekonany, że ponieśliby porażkę nawet wtedy, gdyby faktycznie spróbowali zrobić Gothica 4 czy 5. Bo ileż można się "bujać" na nostalgii i dawnej chwale? Oni mentalnie zatrzymali się jakieś 10-15 lat temu i nie mogą przeboleć, że czasy się zmieniły.
Osobiście mam serdecznie dosyć pobłażania im na zasadzie: "Oj bo to Piranha, ich gry zawsze były toporne i archaiczne". No były... i co z tego?! Pora wziąć się w garść albo zejść ze sceny.

Zobaczmy do czego doczłapał się np. taki CDP Red. Zaczynali od niszowego, topornego cRPGa i w przeciągu kilku lat doszli do czegoś, co przez wielu nazywane jest najlepszym cRPG w jakiego grali w życiu. Można?

Niedawny The Technomancer co prawda był daleki od ideału, ale na pewno o klasę lepszy od poprzednich dokonań jego twórców, czyli studia Spiders (również dosyć małego i pracującego z relatywnie niskim budżetem).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-08-19 12:25:56
16.08.2016 13:51
1
odpowiedz
Persecuted
57

@Up

Spoko, na pewno będą kolejne frakcję... w płatnych DLC. Jak zwykle poczeka się na złotą edycję z pełną zawartością w przyzwoitej cenie.

16.08.2016 13:21
Persecuted
57

Coś w tym jest ;).

To raczej mało realne z powodu wymaganego nakładu pracy, ale ja bym widział to w ten sposób, że każde zadanie w grze występuje w różnych wariantach, które aktywują się lub dezaktywują w zależności od obecnego stopnia zaawansowania naszej postaci. Nie chodzi nawet o poziom, ekwipunek czy realny potencjał bojowy, tylko reputację w świecie gry.

Dzięki temu wbicie przez gracza reputacji np. poziomu 2, usuwałoby ze świata gry możliwość podjęcia się zadania w stylu: "Zabij 7 szczurów" (po prostu zleceniodawca traciłby prowadzące do niego linie dialogowe) i wrzucało w jego miejsce quest typu: "Zniszcz obóz bandytów". Poziom trudności i nagroda pozostałyby na takim samym poziomie (żeby nie psuć balansu gry), ale klimat zadania byłby zupełnie inny i bardziej pasujący do naszego statusu. Oczywiście im wyższy status, tym bardziej "heroiczna" konstrukcja zadania, np.

Reputacja 1: Zabij 7 szczurów
Reputacja 2: Zniszcz obozowisko bandytów
Reputacja 3: Oczyść podziemia z demonów
Reputacja 4: Zdobądź magiczny artefakt zdolny ocalić świat ;).

itd.

15.08.2016 20:21
1
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

@JaspeR90k

Akurat w tym wypadku nie trzeba było mieć specjalnej intuicji, żeby wyczuć szwindel.

Jeżeli po 3 latach produkcji gry wiadomo było o niej tyle, ile ujawniono po pierwszej, publicznej zapowiedzi, a nieliczne filmiki prezentowały praktycznie cały czas to samo (czyli właściwie nic), to - parafrazując słynnego księdza - należało wiedzieć, że coś się dzieje...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-08-15 20:22:30
15.08.2016 20:11
1
Persecuted
57

Takie porównanie obraża Primala. Może nie jest to gra najwyższych lotów, ale przynajmniej jest tam co robić.

15.08.2016 07:35
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
57

To ja bardziej kontrowersyjnie ;).

Dead Space 2
Bioshock 2
Hitman 2
Force Unleashed 2
Castlevania Lords of Shadows 2
Diablo 2
Far Cry 2
Crysis 2
WarCraft 2

PS. OST do Warrior Within stworzył Stuart Chatwood znany z The Tea Party. Godsmack wrzucił tam tylko 1-2 kawałki ;].

12.08.2016 17:03
1
Persecuted
57

@<Rydygier>

No i mamy rozwiązanie zagadki :). Po prostu Ty cały czas piszesz o grze swoich marzeń, a nie o tym, czym NMS faktycznie jest...

To wszystko o czym piszesz (czyli wygenerowane proceduralnie, złożone, całkowicie unikatowe i nieprzewidywalne ekosystemy) byłoby na prawdę niesamowite i ekscytujące do odkrywania. Z pewnością przewyższałoby też efekt pracy nawet najbardziej utalentowanego projektanta czy level-designera (pod względem eksploracyjnym rzecz jasna, artystycznie moim zdaniem maszyna nigdy nie pokona człowieka). Problem w tym, że tego w No Man's Sky NIE MA, a to właśnie o nim jest dyskusja, nie o naszych growych marzeniach... Co zatem jest? To o czym pisałem, czyli kwiatuszki, skałki i zwierzątka w różnych kolorach pomnożone przez miliard...

Takie cuda z pewnością będą kiedyś możliwe (raczej nie za naszego życia), ale chwilowo zalecam zejść na ziemię :].

Sam niezmiernie fascynuje się kosmosem i też zawsze marzyłem o jego odkrywaniu. Zdarzyło mi się bawić w "kosmicznego eksploratora", bez celu jeżdżąc Mako w pierwszym ME. Przez jakiś czas trzymałem też save z 6 rozdziału Dead Space 3, żeby móc sobie trochę pobyć w pięknie wykreowanym, psudo-otwartym kosmosie ;).

To był jednak tylko dodatek, odskocznia, zabawa na 15 minut. NMS z takiej odskoczni robi całą grę...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-08-12 17:03:32
12.08.2016 15:13
Persecuted
57

@<Rydygier>

Pozwól mi zatem zrozumieć ;). OK, jak mniemam ekscytuje Cię to, że na jednej planecie znalazłeś czerwony kwiatek, na następnej zielony, a na jeszcze kolejnej niebieski. Tylko gdzie tu dobra zabawa?

O ile sam nie lubię gier sportowych i wyścigowych, tak rozumiem co ludziom może się w nich podobać i dlaczego po nie sięgają. Nie lubię też gier pokroju Dark Souls, ale wiem doskonale, dlaczego przyciągają tak wielu graczy. Podobnie z Minecraftem, DayZ czy Overwatchem - sam się odbiłem ale pojmuję zasadę ich magnetyzmu. Natomiast tego co Ty piszesz, nijak zrozumieć nie mogę.

Na prawdę poświęcenie np. 30 minut swojego życia, by odnaleźć ten sam zlepek poligonów (skałę, kwiatek czy zwierzaka) ale pokryty inną teksturą, może się komukolwiek podobać? Jeżeli tak, to chyba pora umierać, bo najwyraźniej przestałem rozumieć rzeczywistość... Zrozumiałbym, gdyby takie znalezisko niosło za sobą jakieś konsekwencje (np. rzadka skała = rzadki minerał = super przedmiot dający nowe możliwości). Ale odkrycie skały, by móc stwierdzić: "wow, ma inny kolor niż ta poprzednia!"? Na prawdę?

Jesteś pierwszą napotkaną przeze mnie osobą, którą kręci coś takiego.

12.08.2016 12:57
odpowiedz
Persecuted
57

Może będzie jak z Diablo 3, czyli przez kolejne 2-3 lata wyjdzie masa nowego, darmowego(!) contetntu i gra zyska nowe życie? Pomarzyć można...

12.08.2016 12:33
2
Persecuted
57

@<Rydygier>

Ileż można szukać zaklętych zbroi i dzienników? Ja mam serdecznie dość.

Czyli szukanie powtarzających się w kółko pól surowców i roślinek jest lepsze? Ze znalezienia legendarnej zbroi przynajmniej masz jakąś satysfakcję (o ile oczywiście zdobycie takiego pancerza zrobione jest bardziej na modłę Dark Souls niż Wiedźminie 3). Z wydłubania losowo wygenerowanego, 29873612 kilograma rudy tytanitu czy innego plutonu, chyba nie za bardzo...

Mówisz, że z góry wiesz, co znajdziesz na innej planecie. Ja powiem odwrotnie - nie masz pojęcia, co tam znajdziesz i w tym całe piękno eksploracji, jaką proponuje NMS - że nikt nie ma pojęcia, łącznie z twórcami.

Błąd. Oczywiście, że wiem. NMS ma ZAMKNIĘTĄ pulę znalezisk, które mogą ewentualnie się trafić lub nie. Choć więc nigdy nie wiesz co konkretnie znajdziesz (bo to zależy od rzutu kością), to jednak WIESZ DOKŁADNIE, czego możesz się spodziewać.

Z kolei ja "wiem z góry" co znajdę w kolejnym ręcznie i często alogicznie zbudowanym, a jeszcze częściej nużącym i nudnym dungeonie - znajdę jakąś sztampę

Niezupełnie. Jasne, gry wymodelowane ręcznie też mają pewną zamkniętą pulę znalezisk. Może to być np. przeciwnik, przedmiot, zadanie, zasób, NPC, audiobook itp., z tą jednak różnicą, że każde takie znalezisko może być absolutnie NIEPOWTARZALNE I WYJĄTKOWE! W grach z dobrze zrobioną eksploracją nigdy nie trafisz 2x na taki sam legendarny przedmiot, na takie samo zadanie czy tak samo wyglądającą lokację. Innymi słowy, za każdym razem masz szansę zobaczyć coś, czego jeszcze nigdy nie widziałeś i czego już prawdopodobnie drugi raz nie zobaczysz. Jako że możesz tym sposobem ominąć wiele ciekawych rzeczy (np. część bardzo mocnego zestawu przedmiotów, istotny fragment fabuły, czy zadanie otwierające Ci drogę di nowych wątków), to po prostu chcesz eksplorować i poznawać, czujesz do tego silną motywację.

NMS stara się taki być, ale - jak piszą ludzie w internecie - kompletnie mu to nie wychodzi. Niby poszczególne elementy różnią się od siebie, ale to tylko kosmetyka, której poznawanie nie daje satysfakcji i nie powoduje ekscytacji. Bo jak można się ekscytować tym, że np. kwiatek na planecie X jest fioletowy, a na planecie Y był czerwony? Że na planecie A jest woda, a na planecie B jej nie ma? Co w tym ciekawego?

Sam na prawdę uwielbiam gry z otwartym światem. Nieobce jest mi łażenie w nich bez celu, tylko po to, żeby np. pogapić się na widoczki i chłonąć atmosferę kunsztowne zbudowaną przez projektantów (miałem tak np. w Mad Maxie, który sam w sobie jest przeciętniakiem, ale projekt jego świata to dla mnie mistrzostwo). W NMS nie widzę pretekstu nawet do tego, bo jego świat jest po prostu pusty, nudny i nawet niezbyt ładny (paskudne tekstury, mały FOV, doczytywanie się na oczach gracza).

No i gdzie autentyczne odkrywanie nieznanego, jeśli wszystko zostało przez kogoś przygotowane, co gorsza - specjalnie dla mnie - ktoś to wszystko zrobił, z namysłem i rozmysłem zaprojektował, ktoś to zna i ta świadomość czyni eksplorację pozorną. Niczego nieznanego nie odkrywam, tylko zwiedzam czyjś teatrzyk postawiony mi przed oczy. To też pewien problem z ręcznie konstruowanymi światami. To poczucie, że to sztucznie obmyślony "nieautentyczny" świat, który kręci się wokół gracza nawet, jeśli jacyś statyści udają, że żyją własnym życiem. Pozór.

Wolę interesujący i ekscytujący "teatrzyk" (którego nawet nie odczuwam, jeżeli gra jest dobrze zaprojektowana), niż świat zmontowany na kolanie z "klocków Lego", przez bezduszną i pozbawioną gustu maszynę, która potrafi wytworzyć jedynie to, co jej programista wstukał do zasobów... Zgoda, świat generowany proceduralnie ma szansę przebić ten formowany ręcznie... ale dopiero za wiele lat, gdy moc obliczeniowa i technologia pozwolą na tworzenie przestrzeni na prawdę niepowtarzalnej i naturalnie wyglądającej. Na razie jednak, utalentowany level-designer wyprzedza maszynę o 2-3 długości, co widać np. na przykładzie Diablo 2 i Diablo 3. Świat z trójki jest oczywiście mniej oryginalny, ale wygląda po prostu 5 razy lepiej.

tęsknię za czymś świeżym, naprawdę świeżym, niesztampowym, nieschematycznym i nieprzewidywalnym

To tego w NMS nie znajdziesz. Po kilku planetach sztampa, schematyczność i przewidywalność są widoczne bardziej niż w jakiejkolwiek innej grze...

Czy dla przykładu ja znajdę w NMS to, czego szukam?

Trzymam kciuki ale wątpię. Chyba, że jesteś jednym z tych graczy, którzy odpalając Mass Efecta stoją przy oknie Normandii przez 40 minut i podziwiają gwiazdy ;).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-08-12 12:36:13
12.08.2016 07:23
5
Persecuted
57

Dla eksploratorów, czyli między innymi dla mnie, a NMS mnie po prostu odpycha...

Kiedy wchodzę do mrocznej jaskini, w której mogę spotkać legendarne monstrum strzegące potężnej zbroi - to jest eksploracja. Kiedy przemierzam korytarze majestatycznej, kunsztownie zaprojektowanej i pełnej smaczków lokacji - to jest eksploracja. Kiedy błąkając się po opuszczonej stacji kosmicznej poszukuję dzienników audio, odsłaniających przede mną kulisy fabuły i pomagających zrozumieć coś się właściwie stało - to jest eksploracja.

Zbieranie surowców na jednej planecie, by móc napełnić zbiorniki swojego statku kosmicznego i dzięki temu zbierać surowce na kolejnej planecie, a potem na następnej i następnej - to NIE jest eksploracja, to zwykły grind!

Odkrywać trzeba mieć co. Musi być jakaś pula interesujących i wartych szukania rzeczy oraz motywacja do ich poszukiwań. Losowo wygenerowane zwierzątka i pola surowców to za mało. Gdyby Twórcy postarali się o jakąś fabułę (np. podaną tak jak w Dark Souls, a więc zmuszającą gracza do samodzielnych interpretacji i łączenia faktów) albo przynajmniej nadali graczowi jakiś konkretny, jasny cel, to faktycznie poświęcanie czasu NMS miałoby sens i mogłoby dawać frajdę.

A jaki jest sens w opuszczaniu planety i podróży na następną, gdy WIESZ, że możesz tam "odkryć" co najwyżej inny kolor trawy czy wody i kolejne tony surowców do zebrania? Jaka to motywacja? Dla mnie żadna.

NSM to moim zdaniem technologia, która przez 3 lata produkcji nie zdążyła obrosnąć w coś, co można by nazwać grą.

11.08.2016 13:40
1
odpowiedz
Persecuted
57

Dla mnie NMS prawie od początku stanowił poroniony pomysł. Ewidentnie jest to efekt stworzenia ciekawej technologii, do której ktoś desperacjo próbował dorobić grę...

Czasem nawet jedna taka nowinka wystarczy, żeby napędzić całą grę (np. nemesis z Shadow of Mordor albo system osłon z Gears of War). Tylko czy z samego proceduralnego generatora świata i bezszwowego świata da się zrobić fajną produkcję? Dla mnie to tak, jakby chcieć budować grę w oparciu o technologię RealTree albo PhysX...

Pozostaje czekać, aż ktoś wykorzysta koncept z NMS w jakieś prawdziwej grze w stylu Mass Effect, Dead Space czy KOTOR. Plotki z resztą głoszą, że Andromeda ma umożliwiać podróż międzyplanetarną bez ekranów doczytywania, więc jest nadzieja, że wirtualna eksploracja kosmosu w końcu stanie się możliwa ;).

10.08.2016 20:29
1
odpowiedz
Persecuted
57

Jeżeli MS zacznie wypuszczać na Steam również inne swoje dobre produkcje (np. GoW 4, Re-core), to może nawet zmienię zdanie na ich temat ;d.

Sam Windows 10 jeszcze ujdzie (i tak wcześniej czy później trzeba będzie się na niego przesiąść, chociażby z okazji kolejnych bibliotek z serii DirectX), tylko ten przeklęty Windows Store...

Microsoft tak bardzo przywykł do roli monopolisty, że już chyba zapomniał co to znaczy z kimś uczciwie konkurować. Zamiast powalczyć o klienta cenami czy jakością usług, woli na nim wymusić współpracę, np. poprzez ekskluzywność gier dla jednego tylko systemu, albo jednego tylko sklepu... Nie tędy droga.

10.08.2016 11:45
Persecuted
57

A co fabularnie w kontynuacji TEW? Powrót do STEM?

10.08.2016 09:19
-2
Persecuted
57

To widzę, że masz sporo do nadrobienia ;).

09.08.2016 23:01
3
odpowiedz
1 odpowiedź
Persecuted
57

Czyli bieda niestety ;/.

Wszyscy ciągle powtarzają, że mocną stroną NMS jest odkrywanie... ale właściwie czego? Kolejnych skałek z surowcami? Kwiatuszków? Zwierzątek, o których fizjonomii zadecydował rzut kością (RNG)?

Sam bardzo lubię eksplorację w grach, ale musi ona oferować coś ciekawego i wartego poświęcania na nią czasu.
Przemierzając swego czasu piękny i różnorodny świat Wiedźmina 3, nigdy nie mogłem sobie odmówić przyjemności wejścia do napotkanej jaskini czy pradawnych ruin. Nie zawsze było mi to po drodze, ale ciekawość zazwyczaj okazywała się silniejsza. Nieustanie towarzyszyło temu uczucie, że w środku może być coś na prawdę fajnego (nawet nie w postaci wymiernej nagrody, ale np. kunsztownie zaprojektowanej i klimatycznej lokacji pełnej smaczków). Podobnie z resztą miałem w Mad Maxie, Batmanie AK, Tomb raiderze, GTA V, czy kolejnych odsłonach serii Assassin's Creed - aż chciało się to wszystko zwiedzać.

W NMS raczej nie ma co liczyć na cuda. Bezduszna maszyna nigdy nie wygeneruje wirtualnego świata na takim poziomie, na jakim robi to utalentowany level-designer, będący swego rodzaju artystą.

Jeżeli cała gra ma polegać na skakaniu od planety do planety w poszukiwaniu surowców, to ja podziękuję. Na ile to z resztą wystarczy? W internecie można wyczytać, że ludzie wymiękają już przy 4-5 planecie...

Niestety, ale wychodzi na to, że na odegranie roli kosmicznego odkrywcy przyjdzie na poczekać co najmniej do premiery Andromedy...

09.08.2016 21:10
-1
odpowiedz
Persecuted
57

Gra w formule TEW od Mikamiego? Bardzo tak! Kontynuacja TEW? Niekoniecznie...

Kto grał w "jedynkę" ten wie dobrze, że fabularnie całość została praktycznie wyczerpana i nie za bardzo jest do czego dokleić sequel. Poza tym...

spoiler start

skoro już wiemy, że wszystkie te "strachy" były jedynie wytworem Matri... STEM zakażonego chorym umysłem Ruvika, to nie sądzę by gracze dali się na to złapać ponownie. No bo czego się tu bać, jeżeli to wszystko nie dzieje się na prawdę? Cała iluzja pryska, tak jak i klimat.

spoiler stop

post wyedytowany przez Persecuted 2016-08-09 21:12:23
09.08.2016 12:45
odpowiedz
Persecuted
57

Są już pierwsze prasowe "recenzje wstępne" (work in progress) i na razie powodów do zachwytu niestety nie ma ;/.

Piszący wskazują na to, czego większość obawiała się grubo przed premierą - rozgrywka nie jest zbyt pasjonująca ani wciągająca. Ot skacze się z planety na planetę i robi ciągle to samo.

09.08.2016 12:42
3
Persecuted
57

W tym akurat nic zabawnego nie ma. Powtarzalność w grze nie musi być czymś złym, jeżeli jest dobrze zrobiona.

Są produkcje, w które można łupać przez setki godzin robiąc to samo (np. większość gier sieciowych z dobrze zrobionym aspektem współzawodnictwa) ale są i takie, w których wszystko nudzi się bardzo szybko, mimo teoretycznie nieskończonego potencjału (dla mnie był to np. system nemesis w Shadow of Mordor, który znudził mnie po 2-3 godzinach).

NMS jakoś specjalnie atrakcyjnie na tym polu nie wygląda...

07.08.2016 12:33
Persecuted
57

@Matysiak G

Słabe warunki pracy nie tłumaczą braków aktorskich. OK, jestem w stanie wybaczyć kiepskie dopasowanie emocji do odgrywanej sceny, bo faktycznie, jeżeli aktor ma do dyspozycji jedynie karteczkę z rozpisaną kwestią i dopiskiem w nawiasie "jesteś wkurzony", to nie możemy oczekiwać cudów. Niemniej nie powinno to w żadnym stopniu powodować sztuczności i teatralności.

Tak jak pisałem, większość polskich autorów głosowych używa innego głosu w czasie nagrań i innego w codziennym życiu, co niestety słychać. Porównaj to sobie do zachodnich tuz dubbingu, takich jak chociażby Troy Baker, Nolan North czy Roger Craig Smith.

Jeżeli odpalisz sobie dowolną cutscenkę z dowolnej gry i posłuchasz oryginalnych głosów, to poczujesz się przynajmniej tak, jakbyś oglądał film czy serial.W polskiej wersji, pierwszym skojarzeniem będzie Cartoon Network...
Nasi aktorzy głosowi uparcie - z nieznanego mi powodu - zawsze starają się kreować postać, odgrywać kogoś kim nie są. Niezależnie od posiadanego talentu, jeżeli ktoś zacznie sztucznie gadać niższym czy bardziej "twardzielskim" głosem (którym nie posługuje się na co dzień), to niestety od razu będzie to słychać.

Z takich fajniejszych wystąpień to kojarzę właściwie tylko Tomasza Borkowskiego w roli Iorwetha z Wiedźmina 2. Sam nie wiem czemu, ale cały czas towarzyszyło mi poczucie, że ta postać powinna mówić w dokładnie taki sposób. Może dlatego, że do Iorwetha pasuje teatralność i przesadny dramatyzm? :).

Tomasz Dedek jako Krwawy Baron też wypadł zaskakująco dobrze. Słuchając go, prawie w ogóle nie miałem tego charakterystycznego dysonansu, między jego kreacją głosową a kreacjami aktorskimi. Miałem poczucie, że jest po prostu sobą.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-08-07 12:33:33
07.08.2016 09:44
Persecuted
57

@Matysiak G

To zupełnie coś innego. W kreskówkach nie przeszkadza (a może wręcz pomaga) przerysowanie postaci, teatralność czy pewna karykaturalność (a w tym akurat polscy aktorzy są nieźli). Niestety w poważnych rolach (czyli w sumie tak z 80% całego growego dubbingu) wypada to strasznie kiepsko (bo nienaturalnie i kiczowato).

Z jednym się zgadzam - połączenie dubbingu z sesjami mocap, mogłoby bardzo pomóc. Niektórzy z naszych aktorów głosowych pojawiają się także na ekranie, gdzie - jak zauważyłem - brzmią zazwyczaj zupełnie inaczej niż w dubbingu, bardziej naturalnie i ludzko.
Pewnie bierze się to z tego, że występując w filmie czy serialu, aktor skupia się także na innych aspektach swojej roboty aktorskiej (mimice, mowie ciała, ekspresji itp.), a nie konkretnie na głosie, jego modulacji czy sposobie mówienia. Taki Boberek na przykład, ma z milion różnych kreacji głosowych, których jednak właściwie nigdy nie słyszymy gdy gra w serialach czy filmach (tam najwyraźniej pozostaje po prostu sobą). Czasem aż ciężko uwierzyć, że jakiś aktor, którego znamy z kina czy telewizji, to ta sama osoba, która dubbinguje jakąś charakterystyczną postać z gry...
Wydaje mi się więc, że sesja mocap pozwoliłaby "zająć" czymś aktorów, by na chwilę zapomnieli o swoich wygibasach głosowych i byli po prostu naturalni.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-08-07 09:46:44
06.08.2016 22:21
1
odpowiedz
8 odpowiedzi
Persecuted
57

Polski dubbing dzieli się generalnie na 2 grupy - zły i bardzo zły.

Tak, nawet powszechnie chwalone za ten aspekt produkcje pokroju Wiedźmina czy Gothica, niestety nie prezentują zbyt wysokiego poziomu, jeżeli zestawimy je z efektem pracy dubbingowych wyjadaczy z zachodu.

Moim zdaniem główna przyczyna takiego stanu rzeczy jest prozaiczna - mamy kiepskich aktorów (tak dubbingowych jak i filmowych). Są po prostu straszliwie sztywni, teatralni i sztuczni. Przesadnie hiperbolizują emocje i mają skłonność do przybierania różnych dziwnych manier i póz. O ile coś takiego sprawdza się na deskach teatru (chyba nieprzypadkowo polscy aktorzy największe sukcesy odnoszą właśnie tam), to kompletnie nie sprawdza się w filmach. Nie kończyłem szkoły aktorskiej więc mogę tylko gdybać, ale podejrzewam, że u podstaw problemu leży przestarzały i nieprzystający do dzisiejszych czasów proces edukowania przyszłych aktorów, dla których głównym miejscem pracy powinno być przecież kino i telewizja, a nie teatr (który co prawa nadal cieszy się estymą i aurą elitaryzmu, ale z kinematografią nie wygra).

Według mnie jest w Polsce kilku niezłych aktorów głosowych pasujących także do poważnych ról (a nie tylko kreskówek), ale oni mają głosy - jak ja to nazywam - lektorskie. Z jednej strony zostali obdarzeni bardzo ciekawą i miłą dla ucha barwą głosu, ale potrafią robić z niej użytek w jeden tylko sposób. Rozenek, Banaszyk, Mikołajczak, Nowicki, czy Marzecki - całe życie jedna rola. Rozenek - jako że dosyć mocno moduluje swój głos w dubbingu - nawet nie potrafi odgrywać emocji, innych niż jego podstawowa maniera. Jest kilka takich scen w Wiedźminach, gdzie Geralt - zamiast wygłaszać kwestie typowym dla siebie niskim i powolnym głosem - musi krzyczeć. Wtedy to brzmi wręcz karykaturalnie, dosłownie tak, jakby za Geralta przemawiała inna osoba (a to Rozenek używa po prostu swojego zwykłego głosu).

Są oczywiście i tacy, którzy potrafią grać i wcielać się w różne role (np. Pawlak, Szczesny, Kopczyński, Boberek, Nikiel, Bąk, Bauman, Wituch, Kulczycki, Tondera, Klimek, Raczek, Konopka itd.), ale oni niestety nadają się głównie do kreskówek i gier dla dzieci. Tak, przez teatralność.

Czy w tym kraju jest choćby jeden aktor głosowy, który przemawia po prostu swoim głosem? Bez maniery, modulacji itd., a przy tym potrafi wykrzesać z siebie różne tony, odpowiadające różnym stanom emocjonalnym?

===================

Tak dla porównania:

https://www.youtube.com/watch?v=M9eRNGsenjQ

Zamknijcie oczy i powiedźcie sami - czy to nie brzmi jak dialog co najmniej na poziomie filmowym? Czy postać nie wydaje się przez to ludzka i autentyczna?

Gdzie nam do takiego poziomu...

A tu coś z humorem ;). D.C. Douglas to równy gość.

https://www.youtube.com/watch?v=p52-QBTXZyM

post wyedytowany przez Persecuted 2016-08-06 22:26:32
05.08.2016 13:27
-4
odpowiedz
Persecuted
57

Ta gra przywraca moją wiarę w branżę, bo pokazuje, że jeszcze można wprowadzić coś świeżego ;d.

04.08.2016 14:39
Persecuted
57

Brzmi na prawdę intrygująco, oby wszystko to wypaliło ;d.

03.08.2016 19:28
Persecuted
57
8.0

Z Diablo raczej nie wygra, ale i tak zapowiada się kawał solidnego H&Sa. Jego mocną stroną z pewnością jest nordycki setting, który niby się w grach od czasu do czasu pojawia, ale zazwyczaj nie na pierwszym planie, tylko jako tło czy dodatek do czegoś innego (np. Skellige w Wiedźminie).

30.07.2016 01:03
odpowiedz
Persecuted
57

Dedukcji Arasz, dedukcji ;]...

28.07.2016 09:00
Persecuted
57

Ehe. Skoro twórcy boją się pokazać więcej niż 2 sekundy, żeby nie "zdradzać za dużo szczegółów produkcji przed premierą", to można się tylko domyślać, ile tych "szczegółów" w grze faktycznie jest i na jak długo utrzymają grę przy życiu.

Dziwne, że ludzie odpowiedzialni za Dual Universe nie mają podobnych problemów, nie sądzisz?

26.07.2016 07:35
1
Persecuted
57

Powrót do korzeni czyli do czego? Pytam zupełnie serio, bo poza słowami runicznymi, nie bardzo widzę cechy które były w Diablo 2, a których jakoś mocno brakuje w "trójce".

25.07.2016 23:44
Persecuted
57

Czyli lubisz w tyłek? ;s.

25.07.2016 20:21
odpowiedz
Persecuted
57

Obecne Diablo III jest na prawdę niezłe, ale jak dla mnie brakuje w nim jakiegoś głębszego sensu. Moim zdaniem Blizzard powinien jednak elitaryzować rozgrywkę, zamiast ją ułatwiać. Wprowadzać mechaniki dające jeszcze potężniejsze i bardziej pożądane przedmioty*, ale nie na zasadzie losowego dropa wymagającego mozolnego grindu, tylko umiejętności gracza i odpowiednio silnej postaci. Coś w stylu niezwykle trudnych questów (np. musisz każdorazowo wpłacić 100 milionów złota wpisowego, nie wolno ci zginać, nie wolno ci korzystać z pomocy towarzyszy lub innych graczy, masz tylko 60 minut na zrobienie całości itp), których ukończenie daje np. jakąś specjalną walutę, którą można wymieniać na specjalne przedmioty, u specjalnego handlarza (coś na wzór WoWa, gdzie można kupować sprzęt i sety za specjalne tokeny).

Do tego oczywiście jakiś sensowny multiplayer, żeby ludzie mieli jakąś satysfakcję ze swojej ciężkiej "pracy", a zarazem motywację do dalszego pompowania swojej postaci.

Na pełnoprawny dodatek z nowym aktem (np. czymś w stylu tropikalnej wyspy, albo afrykańskiej sawanny) i z nową postacią też bym się nie obraził. Może jakiś zmiennokształtny czarodziej? Może strzelec oparty na broni palnej?

===
*Mam tu na myśli przede wszystkim itemki z różnymi ciekawymi właściwościami, które np. odmieniają całkowicie działanie jakiejś umiejętności, albo dodają zupełnie nowe. Coś w stylu pierścienia, który pozwala graczowi zmienić się np. w Diablo z własnym skillsetem na wzór oryginału ;d.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-25 20:22:11
25.07.2016 19:14
6
odpowiedz
Persecuted
57

Wspomniani panowie na pewno nie są totalnymi amatorami i trzeba im to oddać. Wszyscy trzej już trochę operują głosem i mają jakieś doświadczenie w tej materii. Czy to jednak oznacza, że są porównywalni (lub wręcz lepsi), od profesjonalnych AKTORÓW głosowych? Z pewnością nie. I nie piszę tego ze złośliwości, tylko z powodu zwykłej logiki.

Aktor głosowy - jak sama nazwa wskazuje - to człowiek, który umie grać głosem. Ma talent, odpowiednie przygotowanie (z zakresu np. emisji głosu) oraz umiejętności aktorskie (a więc wie, jak odgrywać odpowiednie stany emocjonalne, wczuwać się w sytuacje poszczególnych postaci, kreować odpowiednie wrażenie itd). Czy amator bez doświadczenia aktorskiego sobie z tym poradzi? Nie sądzę.

Jeszcze żeby chociaż wybrali takich youtuberów, którzy faktycznie mają jakieś naturalne predyspozycje do tego zadania, jak np. Fangotten. On pewnie też by się w tej roli nie sprawdził (bo brak mu wspomnianego wcześniej przygotowania aktorskiego), ale przynajmniej ma świetny, niepowtarzalny głos i nienaganną dykcję. A ci trzej panowie mają coś poza internetową popularnością i pewnym stażem gadania do mikrofonu? Nie wydaje mi się.

To niestety pozwala sądzić, że polski oddział EA postawił marketing ponad finalną jakością produktu. Dobrze, że odpowiadają oni tylko za lokalizację, a nie całą grę.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-25 19:16:26
24.07.2016 21:45
odpowiedz
Persecuted
57

Mam podobnie jak kilku przedmówców. Jestem fanem Star Wars, ale Przebudzenie Mocy w ogóle mi się nie podobało. Star Treka nigdy nie trawiłem (tak jak autorowi recenzji, zawsze wydawał mi się plastikowy i kiczowaty, a zamiast działać na moją wyobraźnię, działał jedynie na przeponę) ale mimo wszystko nowe filmy mi się podobały.

Do historii Kirka i spółki w wydaniu Jar Jara Abramsa (mam na myśli część 1 i 2) zasiadałem właściwie bez oczekiwań. Co prawda w czasie seansu strzeliłem kilka razy facepalma, widząc te niedorzeczności fabularne (np. wtedy, gdy Romulanie wiercili dziurę w powierzchni Ziemi, której mieszkańcy najwyraźniej NIE MAJĄ ŻADNEJ FLOTY BOJOWEJ ANI SYSTEMÓW OBRONY NAZIEMNEJ i po prostu biernie czekali na zagładę, choć w praktyce wystarczył JEDEN mikro stateczek z podstawową bronią, by urwać całe wiertło w cholerę i zażegnać niebezpieczeństwo), ale generalnie bawiłem się nieźle.

"Trójkę" pewnie też łyknę ale z tego co czytam, nie warto iść do kina. Cóż, chyba zaczekam na Legion Samobójców ;d.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-24 21:47:30
22.07.2016 20:01
-1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
57

1/4 pensji na nową grę w krajach trzeciego świata? U nas nie jest niestety wiele lepiej, bo na nową grę trzeba wydać "tylko" 1/10 minimalnej pensji (1850 zł) w przypadku PC i 1/7 pensji na grę konsolową (ale to się niedługo zrówna, bo PCtowe wersje drożeją).

22.07.2016 16:41
2
odpowiedz
5 odpowiedzi
Persecuted
57

A mnie się wydaje, że cel istnienia tej karty jest taki sam, jak np. The Order 1886 czy Ryse Son of Rome. Nie chodzi o wypuszczenie produktu, który faktyczne zrobi furorę wśród konsumentów (a w konsekwencji zapewniając dobrą sprzedaż i przyzwoity zysk). Chodzi raczej o wizerunkowe prężenie muskułów i towarzyszący temu rozgłos.

Nvidia na pewno kokosów na tej karcie nie zarobi, ale przynajmniej będzie mogła całkiem prawdziwie twierdzić, że oferuje najszybszą produkowaną seryjnie kartę graficzną jaka istnieje. Warto? No pewnie, dobry marketing i PR to przecież podstawa (zwłaszcza, jeżeli pozwala jeszcze bardziej pognębić AMD).

A może AMD w końcu - na wzór Microsoftu - straci ochotę na ciągłe bycie "tym gorszym" i wypuści coś na wzór XONE Scorpio, żeby odgryźć się Nvidii?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-22 16:42:10
21.07.2016 06:33
Persecuted
57

@Cre‹A›ToR

Drogi misiu o bardzo małym rozumku (lepiej?) ;]...

bo masz jakieś wyolbrzymione wymagania co ty chcesz żeby w Batmanie się na słonie polowało ?? Tam już nie idzie zrobić rewolucji jest tylko ewolucja

Aha, czyli w Batmanie "nie idzie zrobić rewolucji" i to jest twoim zdaniem OK, ale już analogiczny brak rewolucji w GoW 4 nie jest OK? Żelazna logika ;d.

Napisz w takim razie, jakie zmiany powinny się Twoim zdaniem pojawić w "czwórce". Chętnie poczytam.

20.07.2016 23:04
1
Persecuted
57

@Cre‹A›ToR

No tak, linka z hakiem zmienia wszystko. Na tej zasadzie Assassin's Creed Syndicate też możemy nazywać zupełnie nową jakością...

Uncharted 4 to wspaniała i piękna gra, ale też żadna rewolucja. Ot więcej tego samego, tylko zwielokrotnionego (więcej, mocniej, lepiej). Czy to źle? Absolutnie nie, ale fakty są jakie są, Uncharted 4 nie różni się znacznie od poprzednich dokonań tej serii i raczej pewne rzeczy rozwija, zamiast faktycznie coś zmieniać.

Arkham knight-Dodano nowe gadżety,dodano wiele nowych możliwości wykorzystania haku,dodano wiele nowych animacji do stealth killi i ogólnie systemu walki oraz go ulepszyli,dodano też możliwość jazdy Batmobilem oraz zmieniono szybowanie,dodano system zniszczeń to mało???

Żeby mówić o dobrej grze - nie. Żeby mówić o faktycznych i zauważalnych zmianach względem poprzedniczek - tak, to mało. W AK gra się po prostu tak samo jak we wcześniejsze odsłony, bo w gruncie rzeczy to ta sama gra, zaserwowana nam po raz czwarty. Tak jak w przypadku Uncharted 4, nie ma w tym nic złego (bo całość jest dobra i sprawia frajdę), ale doszukiwanie się w AK rewolucyjnych zmian jest po prostu głupie i niepoważne.

A w Gearsach? A w Geasach... NIE WIADOMO! Do tej pory pokazano nam ze 2 czy 3 kilkuminutowe zapisy rozgrywki z kampanii, a ty jedynie na ich podstawie narzekasz na brak zmian? Bez komentarza.

Z resztą obaj przecież wiemy żeś jest zwykły troll, który próbuje złowić podobnych sobie (znaczy "bystrych inaczej") wojowników Xboxa i zmusić ich do bitki. No cóż, szukaj dalej ;].

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-20 23:06:32
20.07.2016 22:41
Persecuted
57

@Zdzichsiu
Nie wiem jak stoisz z ostatnimi sagami Dragon Balla (Ressurection of F i Super) ale musisz wiedzieć, że za ich sprawą cała mitologia tego uniwersum nabrała nowej głębi. Do tej pory przedstawiono nam wielu panów, królów, nadzorców i bogów, ale praktycznie zawsze były to w rzeczywistości "zwykłe" istoty, którym po prostu przypisano pewne funkcje lub nadano pewne uprawnienia. Na tej zasadzie Kami - ziemski bóg - tak na prawdę był po prostu członkiem innej rasy i przybyszem z innej planety (Namek). Kaio Shini (lub Supreme Kais) - zarządcy 4 sektorów w każdym z 12 wszechświatów, to w rzeczywistości także członkowie obcej rasy, pochodzący z obcej planety (Shin-jin z planety Kaishin).

Można było więc nawet założyć, że poza tymi "samozwańczymi" bogami, istnieje tam jakiś "prawdziwy" bóg, który nie jest nim tylko z nazwy.

Wszystko to się jednak zmieniło, gdy wspomniane wyżej sagi wprowadziły między innymi Beerusa i Champę (bogów zniszczenia z wszechświata 7 i 6) oraz ich opiekunów, rodzeństwo Whis i Vados. Ci bogowie w odróżnieniu od tych wcześniejszych, na prawdę posiadają boską moc i boskie przymioty. Mają np. niewykrywalne przez zwykłych śmiertelników boskie KI (czyli rodzaj emitowanej przez wszystkich mieszkańców świata DB energii) i są w zasadzie nieśmiertelni (tzn. można ich unicestwić, ale ze starości nie umrą). Nad nimi jest jeszcze Zeno, władca wszystkiego, zdolny mrugnięciem oka zmieść cały wszechświat (co z resztą w gniewie ponoć kiedyś uczynił ;d).
Wydaję mi się więc, że przy takim postawieniu sprawy, raczej nie ma tam już miejsca na "naszych" bogów.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-20 22:46:06
20.07.2016 22:40
odpowiedz
Persecuted
57

[ERROR]

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-20 22:41:10
20.07.2016 20:32
odpowiedz
8 odpowiedzi
Persecuted
57

@Cre‹A›ToR
@12dura

A jakieś konkrety? Zgoda, gra nie zapowiada się na żadną rewolucję i z pewnością można jej zarzucić pewną wtórność względem poprzednich odsłon (choć raczej nie większą niż np. Arkham Knight'owi czy Uncharted 4). No ale czego więcej można od tej serii oczekiwać? Gears of War to seria futurystycznych, paramilitarnych, trzecioosobowych cover shooterów i jako kontynuacja tej tradycji, "czwórka" zdaje się spełniać swoje zadanie (ciężko mi z resztą znaleźć jakiegoś innego przedstawiciela tego gatunku, który robiłby to lepiej niż Gearsy).

Ta formuła może już nie robić takiego wrażenia jak przed laty (nie zapominajmy, że GoW był przecież niegdyś prawdziwym system sellerem Xboxa 360), ale ciągle jest tu miejsce na solidną, soczystą i emocjonującą grę akcji. Jeżeli wypali fabuła (zobaczymy po premierze), klimat (to raczej 100% pewniak), mechanika (też raczej będzie OK) i lokacje (nie wiadomo, ale zaprezentowane fragmenty nastrajają pozytywnie), to GoW 4 nie powinien mieć powodów do wstydu, a gracze do narzekań.

Twórcy nie mają tu z resztą zbyt wielkiego pola manewru. Przecież nie wrzucą nagle do gry otwartego świata, pojazdów czy systemów typowo cRPGowych. Albo się lubi ten gatunek takim jaki jest, albo nie.

NIE, nie jestem fanboyem Xboxa, bo nie mam Xboxa, ani 360, ani One.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-20 20:34:48
20.07.2016 17:01
1
Persecuted
57

Pokemony - odkąd pamiętam - miały strasznie pod górę, w czasie gdy inna popkulturowa legenda rodem z Japonii czyli Dragon Ball, przeszła w sumie bez echa.

To trochę dziwne, że kolorowe stworki o sympatycznych mordkach wzbudzają tyle kontrowersji, skoro we wspomnianym DB możemy znaleźć dużo "gorsze" rzeczy (i to całkiem obiektywnie). Dosadna przemoc (łamanie i wyrywanie kończyn, tryskająca krew, ćwiartowanie, tortury, dekapitacje, przebijanie na wylot itp.), sporo dwuznacznych podtekstów i nagości, magia, mistycyzm, a także - co dla niektórych środowisk powinno być kluczowe - jawne zaprzeczanie dogmatom wszystkich znanych religii. "Smocze Kule" mają wszak własny panteon bogów, własną mitologię, własną wizję życia wiecznego, piekła, nieba, aktu powstania wszechrzeczy itd.

Takie Pokemony właściwie w ogóle nie nawiązują do religii (tak samo z resztą jak ten nieszczęsny Harry Potter), ale dla fanatyków równanie jest proste: Skoro nie mówi się o bogu, to znaczy że go tam nie ma, a to jest złe!

DB otwarcie przeczy istnieniu znanych nam bogów i prezentuje własnych, a fanatykom kompletnie to nie przeszkadza?

Nigdy nie zrozumiem takich ludzi...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-20 17:03:50
20.07.2016 12:16
2
odpowiedz
Persecuted
57

Być może ludzie czekają na Slima i Scorpio, przez co nie chcą inwestować w stare "X-pudło". Z drugiej strony te nowe wersje też pewnie kokosów nie przyniosą, jeżeli MS nie ogarnie się w kwestii gier. Walka Sony vs MS zaczyna mi przypominać walkę NVIDIA vs AMD... Szkoda.

19.07.2016 19:35
Persecuted
57

Po tym materiale od razu mi się PKF przypomniała ;d.

https://www.youtube.com/watch?v=Ys7ywCbpZlY

19.07.2016 06:48
1
Persecuted
57

@Plakenzi

Nie, jeżeli uświadomisz sobie, że złożenie PCta o podobnej mocy do Scorpio, pożarłoby w chwili obecnej jakieś 4500-5000 złotych (zakładając, że wyznacznikiem jest 6 teraflopsów).

18.07.2016 21:20
-1
Persecuted
57

@CzarnaKreda
A moim zdaniem MS wcale tak źle nie kombinuje. Zapowiedzieli dwie konsole XONE S i Scorpio, a Sony tylko jedną, czyli PS4 Neo. Ze specyfikacji wynika, że "S'ka" będzie mocą obliczeniową zbliżona właśnie do Neo (i to z nim prawdopodobnie ma konkurować), w czasie gdy Scorpio - przynajmniej na chwilę obecną - pozostaje bezkonkurencyjny (Sony nie podjęło rękawicy). Jeżeli ich konsola faktycznie wyciśnie te 6 teraflopsów i nie będzie kosztować przesadnie dużo (powiedzmy max 3500 zł), co Sony może mieć niemały problem, żeby się po takim ciosie pozbierać. Przynajmniej sprzętowo, bo swoim katalogiem gier, to niestety Amerykanie z Japończykami przegrywają w przedbiegach. Nawet nie chodzi o dzielenie exów z PCtem, tylko o brak prawdziwych system sellerów i jakiejś klarownej wizji rozwoju tej platformy. Gearsy na pewno wypalą, Forza pewnie też da radę, ale co więcej? Gdzie odpowiedź "mikromiękkich" na Uncharted, God of War, Days Gone czy Horizon Zero Dawn? Sony sukcesywnie odświeża stare i wprowadza nowe marki, a MS... właściwie nie wiadomo co robi, ot miota się bezsensownie ciągle coś kombinując.
Ta generacja w ogóle jakaś taka rozmemłana (3 rok im leci, a my ciągle toniemy w remasterach i multiplatformówkach!). O ile jednak Sony zaczyna się jako tako ogarniać, tak MS dalej tkwi w dziwnej stagnacji i ani myśli się z niej wygrzebać...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-18 21:21:58
18.07.2016 21:20
odpowiedz
Persecuted
57

[ERROR]

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-18 21:21:01
18.07.2016 19:30
1
Persecuted
57

Od 7 października będzie można składać pre-ordery, czy już normalnie kupić? Bo chętnie bym sobie nabył XONE S w "piórkach" GoW 4, a najlepiej zaklepał egzemplarz w przedsprzedaży. Obawiam się jednak, że Polska (leżąca zdaniem MS gdzieś pomiędzy Rosją a Kazachstanem, w której nie ma internetu, a ludzie grają na Pegasusach podpiętych do starych Rubinów), może mieć przydział na poziomie 10 konsol na cały kraj, z czego 8 zgarną sprytni pracownicy sklepów...

13.07.2016 14:28
Persecuted
57

TWOM momentami bywało mocno niesprawiedliwe, ale takie było po prostu założenie jego twórców, którzy w ten sposób chcieli zobrazować "uroki" wojny. To jednak szybko wzbudziło we mnie chęć skupiania się przede wszystkim na mechanice rozgrywki i próbie optymalizacji mojej machiny survivalowo-produkcyjnej, zamiast na postaciach i ludzkich dramatach. Po prostu doszedłem do wniosku, że skoro "życie mnie kopie", to nie pozostanę mu dłużny ;d.

Co prawda dalej starałem się nie kraść i nie zabijać, ale nie z powodów moralnych, lecz praktycznych. Dbanie o dobry nastrój w TWOM jest zwyczajnie strasznie upierdliwe i jak dla mnie nie warte tych kilku dodatkowych gratów (zwłaszcza, jak już się nabierze doświadczenia w zarządzaniu surowcami).

Z resztą takie "matematyczne" podejście do gry, ujawniło sporo jej słabości. Wkurzała mnie np. bezużyteczność większości dostępnych postaci wspomagających (support). Niby mieli różne przydatne zdolności, ale moim zdaniem żadna z nich nie była warta dodatkowej gęby do wykarmienia, opatrywania ran, pocieszania i leczenia.
O wiele łatwiej i przyjemniej grało mi się z drużyną 2 osób, a przy odrobinie szczęścia dawałem radę się "ustawić" już w pierwszym tygodniu wojny. Połączenie Roman (najlepszy strażnik i wojownik w grze) + Katia (całkiem niezły zbieracz i dobry handlarz - chyba najbardziej przydatna zdolność pasywna w grze) zapewnia wszystko co do szczęścia potrzebne.

Gra była też trochę za mało rozbudowana. Całość aż się prosiła o jakiś głębszy crafting (np. różne produkty żywnościowe, a nie tylko "jedzenie" i "warzywa"), konieczność zdobywania ubrań na zimę, bardziej złożony system produkcyjny (a nie tylko pułapka na myszy dająca dwie "jednostki jedzenia" co kilka godzin) itp.

Jak już wzniesie się kluczowe konstrukcje, to całość robi się zwyczajnie nudna. Zapasów zostaje tyle, że nawet najazdy bandytów nie są zbyt bolesne (zwłaszcza, że większość udaje się odeprzeć bez strat, jeżeli posiada się odpowiednie zabezpieczenia domu, pancerz i broń).

Może kiedyś powstanie część druga i się doczekam ;d.

13.07.2016 08:55
Persecuted
57

"Fun", czyli po naszemu dobra zabawa, faktycznie niezbyt dobrze nadaje się do wartościowania produkcji o których wspominasz. O ile jednak nie każda gra musi być źródłem dobrej zabawy, to wszystkie powinny dawać nam przyjemność płynącą z obcowania z nimi.

Idąc do kina na jakiś poważny film (np. o ludobójstwie albo terroryzmie), raczej nie oczekujemy dobrej, relaksującej zabawy, ale nadal mamy nadzieję na czerpanie z seansu przyjemności (takiego czy innego rodzaju). Bo jeżeli nie, to jaki byłby sens oglądania takich filmów? Po co mielibyśmy poświęcać czas na coś, co nam się nie podoba, co nas nudzi, brzydzi, wkurza czy odpycha?

Dlatego też zgadzam się z Tobą, że obok poważnej treści, musi iść odpowiednio dobra i przemyślana forma. Niestety wielu developerów (zwłaszcza tych mniejszych) o tym zapomina, prawdopodobnie wychodząc z założenia, że sam przekaz (często kontrowersyjny i skłaniający do refleksji) narobi wokół gry szumu i obroni całość jako komercyjny produkt.

Stąd też moim zdaniem wzięła się dosyć ostra i zasadna krytyka That Dragon, Cancer, "gry", która główny nacisk kładzie na przekaz, a miałką i niesatysfakcjonującą rozgrywkę dodaje na siłę, jakby z obowiązku. Niektórzy bronili tej produkcji, twierdząc, że przecież nie o rozgrywkę tutaj chodzi, tylko właśnie o treść. Ale czy aby na pewno? Jeżeli tak, to po w ogóle dodawać do tego jakąkolwiek rozgrywkę Żeby można było TDC szumnie nazwać grą? Przecież równie dobrze można było stworzyć nieinteraktywną animację, napisać książkę albo narysować komiks... Efekt byłby ten sam, a może nawet lepszy.

Jeżeli twórcy chcą opowiadać jakiekolwiek historie (lekkie i ciężkie, poważne i niepoważne) to najpierw muszą się nauczyć operować formą z którą pracują. Film nie podbije serc widzów samą tematyką. Obok przekazu muszą być dobre dialogi, zdjęcia, scenariusz, narracja, aktorstwo, ścieżka dźwiękowa, efekty itd. "Ida" nie zostanie "Listą Schindlera" (czyli jednym z najwyżej ocenianych filmów w historii kinematografii) tylko dlatego, że dotyka nieco podobnej problematyki.
Podobnie z grami, gdzie nawet najciekawsza historia może zostać pogrzebana, przez nieciekawą i niedopracowaną rozgrywkę.

Małe Limbo zostało zapamiętane głównie z powodu treści i przekazu, ale także dlatego, że dawało radę po prostu jako gra w swoim gatunku. Nie było jakoś super oryginalne ani wymagające ale miało zwyczajnie dobrą, dopracowaną i dokładną mechanikę, czytelną dla gracza, odpowiednio zbalansowaną pod względem proporcji rozgrywki i narracji itd.

Never Alone to przykład innej, małej i bardzo ciekawej (pod względem treści) platformówki, ale niestety obarczonej masą błędów i niedoróbek. Niedopracowany i niedokładny gameplay, dziwna praca kamery, momentami nieczytelna sytuacja na planszy, nieintuicyjne sterowanie... Koniec końców gra została zapomniana, choć miała w sobie spory potencjał.

Morał? Bez dobrej rozgrywki, nie opowiesz dobrej historii. Przy czym dobra rozgrywka niekoniecznie musi być rozbudowana i skomplikowana. Są przecież produkcje, przy których nie wiadomo, czy to jeszcze gra, czy już interaktywna animacja (np. gry Telltale), ale w gruncie rzeczy to nie przeszkadza, jeżeli tylko rozgrywka jest dobrze zaprojektowana (czytaj: nie męczy, nie frustruje i spełnia swoje zadanie, dając graczowi poczucie - albo przynajmniej iluzję - aktywnego uczestnictwa w opowiadanej historii).

To z resztą powinna być przestroga dla początkujących developerów, próbujących swoich sił w świecie "indyków". Dobry pomysł to za mało, jeżeli nie umiesz osadzić go w jakiejś sensownej grze.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-13 09:04:28
11.07.2016 16:59
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
Persecuted
57

Wirtualna turystyka jest o tyle ciekawsza od prawdziwej, że pozwala odwiedzić realia, których normalnie odwiedzić się po prostu nie da. Podróże w czasie, loty w kosmos, spacerowanie po powierzchni innych planet, zwiedzanie fantastycznych krain pełnych obcych ras, magii i mitycznych stworów, przemierzanie światów zniszczonych przez apokalipsę, światów futurystycznych, wymiarów alternatywnych itd.

Gdy wirtualna rzeczywistość rozwinie się dostatecznie mocno (matrix!), tradycyjna turystyka będzie się przy niej wydawać nudna i nijaka :).

08.07.2016 14:04
4
Persecuted
57

Ja bym zaryzykował stwierdzenie, że chodzi o płynną (bez doczytywania, w czasie rzeczywistym) podróż między kosmosem i powierzchnią planet. Tego jeszcze nie było i może okazać się bardzo fajne... przynajmniej przez kilka pierwszych godzin ;).

08.07.2016 11:23
1
Persecuted
57

Ja sam uważam się za fana eksploracji, ale szczerze mówiąc nie wierzę, by była ona szczególnie mocną stroną NMS.

Po prostu moim zdaniem świat generowany proceduralnie nie jest jeszcze w stanie dorównać ręcznie wyrzeźbionej i pieczołowicie zaprojektowanej strukturze.

08.07.2016 08:12
Persecuted
57

"Wszyscy się jarają tym Outlastem a i tak dla mnie najlepsza gra tego typu to Condemned: Criminal Origins."

I to jest niby argument?

post wyedytowany przez Persecuted 2016-07-08 08:13:27
07.07.2016 19:00
Persecuted
57

Czemu dziecinny? Ciekawi mnie to ;d.

06.07.2016 14:11
1
odpowiedz
Persecuted
57

Ehh, ten serwis się stacza, wszędzie spoilery ;].

01.07.2016 08:51
-1
odpowiedz
Persecuted
57

Dla mnie obecność na rynku kilku modeli tej samej konsoli miałaby sens tylko wtedy, gdyby poszczególne wersje zapewniały "bajery", którymi nie wszyscy muszą być zainteresowani. Jeżeli pomiędzy PS4 a PS4 Neo różnica będzie polegać TYLKO na możliwości podpięcia gogli VR albo rozdzielczości 4K to spoko, nie każdemu to do szczęścia potrzebne i takie osoby (np. ja), spokojnie mogą się zadowolić wersją podstawową.

Zdaje się, że właśnie w coś takiego celują obecnie Sony i Microsoft - wybór konsoli w zależności od potrzeb i oczekiwań gracza. Problem w tym, że ja korpo nie ufam. Idę o zakład, że w pewnym momencie developerzy zaczną narzekać, że ich produkt będzie musiał zostać ostro obcięty na wszystkich wersjach, z uwagi na przymusowe równanie w dół do najsłabszej maszyny. Wtedy Sony i MS wymyślą jakieś marketingowe "pierdu-pierdu", które "uświadomi" wszystkim graczom, że wcale nie zostali nabici w butelkę wierząc w ich zapewnienia o równości graczy, a postęp technologiczny po prostu wymusza takie działania. Zacznie się od 30/60 fps, a skończy na okrajaniu mechaniki rozgrywki, mniejszych mapach itd...

30.06.2016 17:24
Persecuted
57

@ligant

Nie napisałem, że gra wyglądała źle (wręcz przeciwnie, jako całokształt nawet dziś nieźle się broni). Nie zmienia to jednak faktu, że od strony technologicznej była po prostu przestarzała i brzydka na tle tego, co w tamtych czasach można było wygenerować w kwestii grafiki. Sprytnie zamaskowano to niesamowitym stylem artystycznym (moim zdaniem to do dziś jedna z najwspanialszych wizji artystycznych w całej historii gier video), ale gra mogłaby wyglądać znacznie lepiej, gdyby nie jej technologiczna ułomność.

@puci3104

A co to za wytłumaczenie? Od kiedy gra z ciekawą stylistyką musi być zacofana technologicznie? To już na prawdę nie można mieć jednego i drugiego? Remaster to idealna okazja, by naprawić ten błąd z przeszłości.

Microsoft z GoW: UE pokazał wszystkim jak można i jak powinno się robić remastery (może za wyjątkiem konwersji na PC...).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-06-30 17:25:07
30.06.2016 17:07
2
odpowiedz
Persecuted
57

Kacper to takie Polimaty gier video, nie ważne o czym robi materiał, po prostu dobrze się go słucha :].

Jeżeli twórcy konsol faktycznie pójdą w ślady rynku smartfonów, to moim zdaniem gracze wyemigrują w kierunku rynku PC. Paradoksalnie to blaszak stanie się ostoją stabilizacji, gdzie będzie można kupić sprzęt raz na kilka lat i niczym się nie martwić. Gdyby tylko pojawił się ktoś chętny do wzięcia PCtowego rynku gier pod swoje skrzydła (np. NVidia albo AMD), to Sony i MS miałyby spory problem.

30.06.2016 13:29
odpowiedz
Persecuted
57

Mam nadzieję, że wersja PC śladem Limbo też trafi w końcu "do pudełka".

30.06.2016 12:08
odpowiedz
6 odpowiedzi
Persecuted
57

@RossoNero

Sorry, ale akurat w tym przypadku - PIERDZIELISZ. Bioshock to stosunkowo stara gra (ma na karku 9 lat, w tej branży to wieczność), a do tego nawet na premierę była mocno zapóźniona technologicznie, przestarzała (w tamtych czasach królował już UE 3.0, a Bioshock hulał na zmodyfikowanym UE 2.5) i stosunkowo brzydka (kanciaste modele, rozmazane i doczytujące się na oczach gracza tekstury). Gra oczywiście dawała radę od strony artystycznej i projektowej (np. woda nawet dziś robi wrażenie), ale odświeżenie bardzo jej się przyda. Zwłaszcza, że Bioshock to fajna historia i fajny setting (klimat powala), ale sama rozgrywka jest niestety taka sobie. Systemowi walki brakuje ikry (lub jak niektórzy mawiają - pier***nięcia ;d) a przeciwnicy są durnymi jak but, atakującymi chmarami, gąbkami na pociski. Ze wszystkich broni strzela się prawie tak samo, nie ma headshotów ani sensownych animacji trafień.

Gdyby więc remaster objął nie tylko grafikę ale i zmiany w rozgrywce, to chętnie bym się grą zainteresował.

Swoją drogą patrząc na screeny porównawcze, mam wątpliwości czy remaster faktycznie wypada lepiej. Zwróćcie uwagę na oświetlenie oraz tekstury, bo coś tu chyba nie gra...

post wyedytowany przez Persecuted 2016-06-30 12:11:57
28.06.2016 17:48
-1
odpowiedz
Persecuted
57

Co ciekawe, Mars War Logs zostało na premierę wycenione całkiem sensownie i adekwatnie do jakości gry. ich kolejna gra - czyli Bound By Flame - niestety przywaliła cenę z kosmosu, mimo, że sama produkcja była raczej słaba (gorsza nawet od MWL).

Technomancer na szczęście jest nieporównywalnie lepszy od BBF ale to i tak nie usprawiedliwia stawki 150 zł.

post wyedytowany przez Persecuted 2016-06-28 17:48:56
28.06.2016 11:06
3
Persecuted
57

Finansowo wynik może i będzie się zgadzać, ale takie myślenie jest mało opłacalne i nierozwojowe. No chyba, że ktoś całe życie chce siedzieć w niszy i klepać taśmowo swoje produkcje klasy B.

Moim zdaniem zdecydowanie lepiej jest zadbać o budowanie marki, przekonać do siebie odbiorców, zaistnieć. Choćby po to, by móc z czasem robić coraz lepsze i coraz bardziej ambitne produkty, konkurujące z najlepszymi.

Redom się to udało, Techlandowi również, nawet CI Games powoli wychodzi z cienia. Z kolei takie Piranha Bytes istnieje już prawie 20 lat, a zatrzymali się na etapie niszowych produktów relatywnie niskiej / średniej jakości, będąc smutnym reliktem przeszłości.

Dodatkowo żyjemy w czasach, w których gier jest dużo, a czasu mało, więc chcąc nie chcąc, trzeba być wybrednym. W takim zalewie produktów klasy AAA, kierowanie swojej uwagi na produkcje niszowe jest... coraz mniej prawdopodobne. Jasne, niszowe produkcje nadal potrafią być całkiem atrakcyjne, jednak by tak było, muszą być oryginalne i na swój sposób bezkonkurencyjne, oferując rozwiązania i elementy, których nie spotkamy nigdzie indziej.

Technomancer jest całkiem świeży i oryginalny, bo uderza w ciekawe i niezbyt mocno eksploatowane realia. Niemniej jest to plus minus dosyć klasyczny cyberpunk, który ostatnimi czasy przeżywa w świecie gier mały renesans (nowy Deus Ex za pasem, Cyberpunk od CDP Red też gdzieś tam majaczy). Tak więc jego niszowość polega w tym wypadku bardziej na bezkompromisowości rozgrywki (wynikającej po części z budżetowej toporności), niż na robieniu czegoś faktycznie wyjątkowego i niepowtarzalnego.

Ergo Technomancer nie jest znowu taki niszowy. Nie ma w nim takiego czynnika: albo on, albo... nic innego (z czego korzysta choćby STALKER czy Dark Souls).

post wyedytowany przez Persecuted 2016-06-28 11:14:53