Forum Dyskusyjne
Lista Wątków

WerterPL

informacje o czytelniku

stopień na forum: [ Pretorianin ] , ranking na forum: +39

napisał postów: 266, średnio postów dziennie: 0.13 data rejestracji: 17 kwietnia 2009.

WerterPL ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach
02.10.2014
23:05

stworzył wątek:
Wiadomość: Film Dead Rising: Watchtower będzie jak Indiana Jones z zombie

Dlaczego mam wrażenie, że z grą ten film będzie miał wspólny wyłącznie tytuł i absolutnie nic więcej? Z ekranizacjami tak jest zawsze! A na 100% będzie czerpał pełnymi garściami z Walking Dead albo czegoś podobnego. Już bardzo dawno nie widziałem ekranizacji, która byłaby wierna grze. Zawsze są tylko wspólne - tytuł, imię bohatera i to wszystko...

29.09.2014
19:58

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=12178565

A ja mam z Edycją Cesarską mały problem. Może ktoś zna rozwiązanie :) Nie spełniam zalecanych wymagań, ale wiem, że w 100% spełniam wszystkie wymagania minimalne. Gra się uruchamia do menu, wszystko płynnie chodzi. No to wybieram kampanię, Spartę i odpalam. Kiedy pasek dojdzie do końca, to ekran robi się czarny, słyszę urwaną kwestię, potem znowu czarny i gra wywala do pulpitu bez żadnego komunikatu o błędzie. Wie ktoś dlaczego?

20.09.2014
17:35

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=12178565

@Blackbeard - a nie mógłbyś trochę rozwinąć swojej myśli? Jeżeli mówisz, że Edycja Cesarska coś pieprzy z grą, to może opisz dokładnie co takiego pieprzy? Potencjalni nabywcy będą lepiej doinformowani.

13.08.2014
19:26

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=13020073

Znowu Polska wygląda tragicznie! Ludzie, czy to tak ciężko zobaczyć chociażby w Google Grafika jak wyglądała międzywojenna Polska!? Dlaczego wszyscy zniekształcają nasze granice?! Ale Francja, Niemcy i inne kraje, to już się dało zrobić idealne...

22.05.2014
16:26

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8120167

Dobra, już rozwiązałem. Wymyślili sobie jakieś nadmierne zgrupowanie czy inny bzdet! Generalnie gra mi się bardzo podoba, ale ma takie debilne wymysły twórców, że to ludzkie pojęcie przechodzi!

- Masz w prowincji 50 dywizji (których nie można łączyć) ale jak atakujesz, to może walczyć maks. 4 a reszta sobie stoi i się gapi.
- Nie wiem czy to przez ilość prowincji czy coś, ale podboje trwają CHOLERNIE DŁUGO!! Zaatakowałem Francję około maja 1940 a w czerwcu 1941 dopiero jakieś 1/3 Francji zajęte!
- NAJBARDZIEJ WKURWIAJĄCE to że nagle ze 140% oficerów nagle z dupy potrafi się zrobić 0% i przegrywasz na każdym froncie! Nieważne, że masz mega-elitarne nowoczesne wojska, nagle nie ma oficera, to odnosisz porażkę w starciu z oddziałem milicji!
- Jak toczysz wojnę z Aliantami i zajmujesz Europę, to KAŻDĄ prowincję nadmorską, musisz obstawiać wojskiem, bo inaczej pojedyncze grupki Australii czy innej Gwatemali ci tam desant robią i łażą po całej Europie, a ty musisz gonić. I nie możesz zostawić nawet jednej prowincji nieobstawionej, bo masz 100% szans, że zaraz coś tam wyląduje!

I nie próbujcie mi nawet tłumaczyć to jakimś realizmem! W życiu nie uwierzę, że takie głupoty się zdarzały naprawdę! Gra, to ma być gra! Mam się czuć przy niej jak dowódca państwa a nie wkurwiać na każdym kroku! Mam potężną armię, to powinienem być potężny, a nie nagle z dupy oficerowie znikają jak wessani przez czarną dziurę i ZSRR zostaje pokonane przez Luksemburg! Ale mimo to podoba mi się ta gra, jednak te głupoty powinny zniknąć!!

[ 2014-05-22 16:38 ] zmodyfikowane przez autora.
20.05.2014
18:31

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8120167

Ludzie to jakaś masakra! Jest jakiś sposób, żeby bitwy nie trwały tak cholernie długo? Mam wojsko zmodernizowane pod każdym względem, kadrę oficerską w komplecie i z dostawami też żadnych problemów, a mimo to czasem 50 moich dywizji przez 2 miesiące toczy walkę z 1 dywizją wroga a wskaźnik waha się pomiędzy 98% a 99% na moją korzyść. Co się dzieje?!

20.04.2014
12:07

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9036065

voltek18 - dziękuję za uznanie ;) Miło, że ktoś docenia ;) A co do pytań jakie zadałeś, to powiem w ten sposób: Gra jest raczej typowo dla skradania, ale daje dosyć sporą swobodę. Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś eliminował przeciwników, bo nie ma za do żadnych kar. Po prostu zbierasz inne osiągnięcia wtedy. A to dość satysfakcjonujące przeszyć komuś łeb z łuku czy obić pałką ;> Można przeszyć czyjąś szyję ostrą strzałą, albo nawet podpalić wybuchową. JEDNAK! działa to raczej wtedy, kiedy Garrett nie został odkryty przez przeciwników. Jeżeli już cię odkryją, to raczej szanse na przeżycie są niskie. Chyba, że używa się koncentracji. Garrett to nie wojownik i źle znosi obrażenia. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś zabawił się w nieuchwytnego skrytobójcę, który sieje strach wśród przeciwników, eliminując ich z łuku ;)

12.04.2014
14:00

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=12693870

Wow! Survival-horror o którym od lat marzyłem i jednocześnie modliłem się, by nie było. Zawsze przerażała mnie wizja chodzenia po lesie w nocy, a tu jeszcze polujące na ciebie plemię. I to jeszcze premiera 5 dni przed moimi urodzinami :) Mam tylko nadzieję, że nastanie nocy nie zmusza nas do natychmiastowej walki z kanibalami a daje też możliwość np. zaszycia się gdzieś w ciemnościach czy zaroślach na całą noc i przeczekanie zagrożenia. To byłoby też fajne, bo wzmacniało poczucie, że jesteśmy bezbronnym cywilem. Oczekuję niecierpliwie ;) Zapowiedzi przetrwania od jedzenia, picia, ogrzewania po chowanie się przed głodującym plemieniem to może być arcydzieło ;)

10.04.2014
17:00

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9036057

UWAGA: Zanim rozpocznę recenzję, to chciałem przeprosić, że dopiero teraz umieszczam ją, po tak długim czasie od premiery. Miałem mnóstwo innej pracy. To po pierwsze. Drugie to krótka notka z mojej strony do większości recenzentów w Polsce. Przed premierą nowego Thief naczytałem się bardzo dużo polskich recenzji w Internecie. Mogę powiedzieć jedno. W życiu nie widziałem tak zmasowanego steku bzdur i kłamstw pisanych przez autorów recenzji. Nawet recenzent gry-online (zresztą nie pierwszy raz) miał swoje 5 minut w tym maratonie bzdur. Jestem właśnie po przejściu gry osobiście i nie natrafiłem nawet na 1/3 minusów o których pisali koledzy. Nasuwają mi się jedynie 3 powody, dlaczego pisali jak pisali:
1. Albo grali w jakiegoś zupełnie innego Thiefa niż ja o którym mi nie wiadomo nic.
2. Albo (bardziej prawdopodobne) koledzy grali na najłatwiejszym poziomie trudności lub maksymalnie normalnym, bo na pewno nie trudnym.
3. Albo (najbardziej prawdopodobne) podeszli do tej gry po najprostszej linii oporu – Aaaa gierka nowa, pograjmy chwilę, poczepiajmy się czegoś na krzyż, napiszmy tekst raz dwa, zgarnijmy kasę i pocałujmy się w dupę.
Nie odbierajcie tej notki jako ataku w waszym kierunku. Nie, po prostu popełniliście grafomanię a ja jako recenzent z grafomanami zamierzam walczyć. Nieważne czy ktoś ma 2 czy 30 lat doświadczenia w branży. Grafomania to grafomania. Ale szerzej w recenzji.

RECENZJA

Grę przechodziłem na konsoli Xbox 360.

Mistrz złodziejski Garrett po 10 latach wychodzi z cienia i po raz kolejny daje o sobie znać. Nie ma takich drzwi, których on by nie otworzył i nie ma takiej kosztowności, której on by nie ukradł. Czy te 10 lat to o 10 lat doświadczenia więcej, czy też Mistrz zaczął odczuwać oznaki starości? Zatopmy się w mroku i obserwujmy.
Ci z was, którzy mnie znają wiedzą pewno, że jestem nie tyle fanem, co fanatykiem serii Thief. Wszystkie części przeszedłem na expert, prawie nikogo nie ogłuszając i nie ma takiej rzeczy związanej z Thiefem, gdzie byście mnie zagięli. Mój fanatyzm nawet sięgał takich skrajności, że przechodząc grę miałem kaptur założony na głowę, a w levelach części pierwszej gdzie Garrett nie ma oka miałem również zamknięte prawe oko. Najnowszą część przygód Garretta również zacząłem od razu od poziomu Mistrz. Ale przejdźmy do wszystkich dzieł Budowniczego i plugastw Szachraja.

Nie łatwo jest dostrzec Opiekuna – fabuła
Akcja najnowszego Thief dzieje się kilka lat po wydarzeniach z Thief: Deadly Shadows (zaraz! O czym on pieprzy!? Przecież to Reboot! Wyjaśnienie w Post Scriptum recenzji). Miasto bardzo się zmieniło. Baron wrócił z wojny z Blackbrook i nakłada nowe prawa, przez co dzieje się co raz gorzej. Skrajna nędza wśród obywateli, wszędobylski głód, korupcja wśród stróżów prawa i przestępstwa wszelkiej maści. To codzienność obecnego Miasta. Wtedy jedna, legendarna postać wyłania się z cienia. Garrett – mistrz złodziejskiego fachu wraz ze swoją uczennicą Erin szykuje kolejny skok. Erin może i jest doskonałą złodziejką, ale brak jej dyscypliny, przez co skok kończy się dla niej tragicznie. Garrett natomiast doznaje amnezji i budzi się dopiero rok później. Chcąc się dowiedzieć co się wydarzyło i dlaczego nic nie pamięta rusza w kolejną przygodę, gdzie nie tylko on ale też Baron i dążący do rewolucji Pogrzebowcy odegrają kluczową rolę.

Bogacze Miasta cierpią na nadmiar bogactw. Dobrze, że mogą liczyć na moją pomocną dłoń - Gameplay
Od strony gameplay'u twórcy odwalili kawał naprawdę profesjonalnej roboty. Grając czułem się nie jako Werter grający w grę, ale jako Garrett. Byłem w skórze złodzieja i to moje ciało skradało się w ciemnościach. Wszystkie interakcje, takie jak kradzież łupów, ogłuszanie, otwieranie drzwi/zamków itp zawierają animacje. Garrett łapie za klamkę, wyciąga ręce po kosztowności i zaciska palce na krawędzi ściany zza której się wychyla. Któryś recenzent próbował oskarżyć grę, że przez przeszukiwanie szuflad i szaf gra się dłuży, ale w moim odczuciu jest to kolejny aspekt wczucia się w rolę złodzieja. I wcale nie nudziłem się przy rabowaniu pokoi. Większość czasu złodziej porusza się po dachach, które tak jak w oryginale nazywane są nie bez powodu Szlakiem Złodziei. Moim zdaniem zostały wykonane naprawdę rewelacyjnie i nie utrudniają przemieszczania. Ponadto ciągle towarzyszyło mi to uczucie zaszczucia. Wiedziałem, że jestem poszukiwany w Mieście, mało jest miejsc gdzie mogę się pokazać, muszę poruszać się ponad ulicami, kraść i wiecznie przemierzać mrok. Byłem samotny, poszukiwany, prześladowany i skazany na ukrywanie się. Jednak byłem też stworzeniem ciemności. Byłem jak shinobi, jak uświadomiony strzęp cienia, jak duch którego żywiołem jest mrok. Byłem mistrzem kradzieży i ukrywania się. To Miasto bało się mnie, a żadna z ich sztuczek czy zabezpieczeń nie były w stanie mnie powstrzymać. Cień postaci realistycznie pada i przemieszcza się przy oświetleniu, a patrząc w dół widzimy ciało bohatera. Skradanie wypada bardzo dobrze i daje satysfakcję, jednak patrząc w dół można zauważyć, że animacja czasami lekko szwankuje, a stopy złodzieja dokonują małego poślizgu.
Poza ręcznymi interakcjami wracają również elementy ekwipunku z poprzednich Thiefów. Garrett nadal ma swoje legendarne strzały wodne, ogniste, gazowe czy sznurowe. Tu kolejna moja odpowiedź na grafomanię. Jeden z recenzentów mówił, że w ciągu całej gry musiał użyć 2-3 strzał sznurowych. Tu ewidentnie pokazuje, że szedł jedynie wątkiem głównym i to bez kombinowania - po frontowych drzwiach. Kiedy wykonujemy misje poboczne, to prawie zawsze wymaga to od nas, aby wbić gdzieś strzałę sznurową i dostać się do mieszkania. Gdy włamujemy się do miejsc fabularnych również istnieje kilka dróg, a jedną z nich jest znaleźć boczne wejście oknem, gdzie użyliśmy strzały linowej. Co do całego ekwipunku, to mam jedynie zastrzeżenie do bomb błyskowych. Nie można ich rzucić tak jak przedmiotów do odwracania uwagi. Garrett może jedynie rzucić ją sobie pod nogi a działa ona na przeciwników naprawdę krótko. Zazwyczaj nie starczy czasu nawet na schowanie się do szafy.
Inteligencja komputera stoi na przyzwoitym poziomie. Cywile chodzą po ulicach, rozmawiają albo szukają żywności na pustych straganach. Strażnicy natomiast zmieniają trasy patroli, interesują się nagle zgasłymi pochodniami i nawet zapalają je na powrót. Nawet gdy zostawiłem nierozważnie otwarte drzwi, to przechodzący strażnik już zaczynał się dziwić i stawać bardziej czujny. Zgodzić się mogę z zarzutem, że mundurowi nie reagują na kosztowności, które chwile temu były a teraz ich nie ma, ale jeszcze słyszałem aż 3 bzdury:
- Strażnicy nie słyszą upadającej z łoskotem skrzyni, która wisiała na linie - Taa? ciekawe, bo u mnie słyszeli i w dodatku natychmiast przeszli na żółty poziom zaalarmowania.
- Gdy Garrett siedzi w ciemności może obejrzeć białka oczu strażnika, a ten go nie widzi - ten recenzent ewidentnie grał na łatwym, bo na pewno nie na mistrzu. U mnie wystarczyło, że znaleźli się ode mnie 2-3 metry i już zaczynali się robić podejrzliwi. Ciemność i tryb skradania nie dawały 100% niewidzialności.
- Strażnicy nie reagują, że właśnie na ich oczach ogłuszyłem ich kolegę - kolejna bzdura. U mnie jak strażnicy znajdowali się w jednym pokoju, to nie było opcji, żeby ogłuszyć jednego i nie zaalarmować drugiego. Nie wiem panowie w jakiego wy Thiefa graliście ale na pewno nie tego co ja tu recenzuje.
Na koniec poruszę najbardziej kontrowersyjną rzecz w Thief. Dodano bardziej ożywioną akcję. Garrett ucieka, poruszając się bardziej parkour'owym stylem i większość czasu spędza na dachach miasta - "szlaku złodziei". Chociaż przyznaję, że elementy parkour nie pasują do Thief, to wyszły moim zdaniem naprawdę spektakularnie. Oglądało się je dość przyjemnie i poniekąd dawały tę satysfakcję, że jest się nieziemsko dobrym złodziejem, który ucieknie każdemu przeciwnikowi. Jednak ma to też swoje minusy, bo strasznie mało jest misji głównych, gdzie po wykonaniu misji można się cicho ulotnić. Zamiast tego niemal każda misja kończy się wybuchem akcji, gdzie Garrett zmienia się w Ezio z Assassin's Creed 2. To z czasem jest już lekko irytujące.
Co do samych pościgów, to uważam, że stoją na dość przyzwoitym poziomie. Gdy zobaczą nas strażnicy, to zwykle możemy zgubić ich za zakrętem w ciemnej alejce, albo uciekając na dach, ale przynajmniej nie ma tu takich idiotyzmów jak w Assassin's Creed, że strażnicy nagle okazują się równie dobrymi akrobatami i za nami przemierzają dachy. Tu tak nie ma. Strażnicy ograniczają się wtedy do posłania w naszym kierunku strzał z łuków oraz wyzwisk.
Lokacje które nam przyjdzie odwiedzić są naprawdę ciekawe. Mamy nie tylko mieszkania przeciętnych obywateli czy sklepy, ale również dom publiczny, sekretne przejścia do zapomnianych, starożytnych części Miasta, fabryki, rezydencje itp. Tradycyjnie dla całej serii nie zabrakło również poziomu, który z założenia ma być horrorem trzymającym nas w ciągłym strachu i napięciu. I przyznaję szczerze, poziom-horror w tej części bije na głowę nie tylko Nawiedzoną Katedrę z Thief 1 czy Siedzibę Mechanistów z Thief 2 ale nawet Przytulisko Przedmościa z Thief: Deadly Shadows! Byłem przerażony przez cały czas i modliłem się, aby nawet na sekundę nie znaleźć się w świetle. Dodatkowo do wielu lokacji można dostać się na różne sposoby. Wystarczy tylko dobrze poszukać, panowie leniwi recenzenci.

Przerasta pan legendę, panie Garrett. Jest pan nadzwyczajnym złodziejem - Garrett
Złodziej się zmienił i nie ma co do tego wątpliwości. Przypadł mi do gustu wygląd stroju i ekwipunku Garrett'a. Widać, że jest to człowiek, który żyje w mroku i daleko od towarzystwa. Jest samotnikiem, który chce tylko wykonać swoją robotę, bez niepotrzebnej przemocy. Jednak charakter złodzieja mam wrażenie, że z biegiem gry się zmienia na gorsze. Staje się bardziej sentymentalny, emocjonalny czy wręcz nieostrożny. Nie przypomina mi Garrett'a, którego bardzo dobrze znam.
Oryginalny Garrett był człowiekiem cynicznym, zamkniętym w sobie, odludnym i myślącym wyłącznie o cudzych bogactwach. Jednak był jednocześnie człowiekiem niesamowicie inteligentnym. Zawsze wiedział wszystko na bieżąco o sytuacji w Mieście, wśród frakcji czy patrycjuszy, gdzie znajdują się obecnie cenne przedmioty, jak się nazywają, jakich niebezpieczeństw się spodziewać itp. Garrett był prawdziwym mistrzem i weteranem, który mógłby być Sensei'em przyszłych złodziei. Niestety nowy charakter Garrett'a jest zupełnie inny. Wie bardzo mało, informacji udziela mu Basso i królowa żebraków. Można to tłumaczyć jego amnezją, ale czasami bardzo brakowało mi niesłychanej inteligencji złodzieja i jego cynicznych komentarzy. Cynizm Garrett'a niestety zniknął niemal całkowicie, co uważam za wadę. Bardzo cierpiałem z powodu braku głosu Stephen'a Russell'a, chociaż nowy głos aż tak straszny nie jest. Jednak sprawa o której warto wspomnieć (tym razem to bzdura samych twórców!), to fakt, że można było spokojnie go zatrudnić do głosu Garretta. Nie ma tutaj motion-capture gdzie Garrett by mówił jednocześnie wykonując arcytrudne akrobacje. Ewidentnie chodziło o to, żeby był aktor, który weźmie mniej pieniędzy. Podobało mi się natomiast wprowadzenie do fabuły wątku osobistej wojny pomiędzy Garrettem a generałem straży. Ich drogi niejednokrotnie się krzyżują i widać, że nie chodzi tu tylko o starcie przestępcy ze stróżem prawa. To sprawa osobista!
Wracając do stroju Garrett'a, to warto wspomnieć o opończy, która teraz zasłania twarz złodzieja. O dziwo powiem, że wygląda ona dobrze tylko gdy znajduje się na twarzy Garrett'a. Gdy jest ściągnięta pod brodę, to złodziej zaczyna wyglądać dziwnie. To jednak jedyna wada jego nowego stroju. Złodziej ma teraz niezmienny strój i nie ma takich dziwnych rzeczy jakie były w oryginalnej trylogii, że w filmach Garrett ma kaptur i pelerynę okrywającą całe ciało a w czasie gry z jakiegoś powodu już jej nie ma.

Po co to ukrywanie, skoro cię słyszałem? – Muzyka
Tutaj pozwolę sobie krótko powiedzieć. Muzyka jest bardzo dobra, fajne ma brzmienie i zachęca do grania. Jednak zastanawiam się czasem, czy nie jest zbyt żywa jak do akcji. Często pod jej brzmieniem bardziej czułem się jak agent-ninja niż jak złodziej. Dodatkowo często muzyka gra tak głośno, że zagłusza wszystko inne! Zdecydowanie brakowało mi mrocznej, zimnej i tajemniczej muzyki jaka towarzyszyła nam w poprzednich Thiefach. Zwłaszcza ta w intro Thief 1 była wręcz oskarowa. Krótko mówiąc, muzyka jest bardzo dobra, ale czasami zbyt głośna i zbyt budująca klimat akcji a nie mroku i skradania.

Łacherze, na śmierć głupoluda się przygotowawszy - wady
Wad ta gra kilka ma. Nie tak dużo jakby chcieli tego niektórzy, jednak znalazło się parę takich, które nie zasługują na pominięcie:
- ptaki i psy. To nowe sposoby na alarmowanie straży i chociaż o dziwo psy mnie tak strasznie nie drażniły, to kanarki w klatkach doprowadzały mnie do łacherskiej pasji! Ptaki reagują na ruch i wystarczy szybciej przemknąć koło nich a już drą mordy i alarmują okolicznych strażników. Miasto chyba składa się z samych fanów ptaków, bo czasami całe poziomy są nimi zawalone. Już ci się wydaje, że zręcznie wszystkich ominąłeś, robisz ślizg i nagle słyszysz wku****jące ćwierkanie.
- kryjówka Garrett'a. Nie powiem, jest ciekawa. Wieża zegarowa, gdzie możemy oglądać zrabowane łupy. Fajnie to wygląda, ale chciałoby się jednak, żeby była jakoś bardziej interaktywna. Żeby zawierała chociaż jakiś pokój na ćwiczenia strzelania czy coś i żeby można było wykonać jakieś bardziej zróżnicowane akcje. Oglądanie łupów to fajna rzecz, ale niestety można oglądać tylko te co się powtarzają, jak obrazy, bransoletki itp. aby obejrzeć łup wyjątkowy jak diament zwany Sercem Lwa musisz włączyć menu, które masz całą dobę. Nie można obejrzeć na surowo przedmiotu leżącego w gablocie.
- NAJGORSZA WADA: Zakończenie gry - Nienawidzę gdy gra nie dość, że nie wyjaśniła wszystkich wątków, to jeszcze daje mi zakończenie, które powiększa liczbę pytań bez odpowiedzi. W dodatku zakończenie mogło by być jakieś bardziej rozbudowane, a tak to mamy krótką akcję, patrzenie i narazie - napisy końcowe. Co prawda po przejściu gry można dalej zwiedzać miasto, ale wtedy następuje to, co mamy przy przejdziemy którekolwiek Grand Theft Auto. Szybko przekonamy się, że nie ma już niczego ciekawego do roboty. Można wykonywać na nowo zadania, ale ja wolałem już zacząć grę od nowa.
- tryb koncentracji. Sztuczne oko Garretta ma teraz nową cechę. Wykrywa obiekty interaktywne, przeciwników itp. Nie wiem, mi podobało się tylko w tym szybsze zgarnięcie łupów i podświetlenie otwieranego zamku od środka, ale to po wykupieniu tylko jest dostępne. Zdecydowanie miałem w grze za dużo momentów, gdzie tęskniłem za funkcją przybliżania obrazu jak w Thief 2 i Deadly Shadows. To byłoby bardziej pomocne, niż podświetlenie na niebiesko kilku miejsc. Dodatkowo irytuje mnie fakt, że teraz KAŻDA gra musi mieć tryb skupienia. Tomb Raider, Hitman a teraz Thief. Na szczęście można to wyłączyć, a nawet osiągnięcie jest za to.
- dialogi mieszkańców miasta. Są bardzo ciekawe. Można się z nich dowiedzieć obecnej sytuacji miasta, lokalizacji cennych przedmiotów itp. Plotki na ulicach zawsze były ważne w Thief. Niestety jest jedna ostra rzecz, co rujnuje całą magię. Powtarzanie się dialogów! I nie mówię tu o czymś takim, że przejdziesz ulicą i ze 3 razy na godzinę usłyszysz ten sam dialog. O nie. Jak tylko rozmowa się skończy, to NATYCHMIAST zaczyna się na nowo. Czekałem w ciemnościach aż strażnik pójdzie gdzie indziej i ze 7-8 razy usłyszałem, że gościu nie cuchnie szczynami i potem. Przeszedłem grę raz i już pamiętam każdą możliwą rozmowę z ulic Miasta. Dobry sposób, żeby pamiętać położenie łupów, ale niestety irytujący.
- przerywniki filmowe. Patrzyłem okiem fanatyka trylogii i stwierdzałem bardzo dziwną rzecz - za dużo w nich Garretta! Tak, przerywniki filmowe zwykle są jasne i pokazują nam złodzieja w pełnej krasie. Może i nie były tragiczne, ale jednak odzywała się we mnie nostalgia za wyświetlającymi się fragmentami z ksiąg Młotodzierżców, podczas gdy w tle słychać było tajemnicze szepty, uderzenia młotów o kowadła i mroczną muzykę. Garrett natomiast prawie zawsze był skryty cieniem, widać było jedynie usta albo mroczną sylwetkę. Tutaj tak nie jest.
- rodzaje łupów. Tak jest. Kradzież sprawia wielką przyjemność, ale czasem odnosiłem wrażenie, że za mało jest złotych pucharów, naszyjników, pierścionków itp. a za dużo pozłacanych widelców, kałamarzy czy dzwonków recepcji. Łupy są mało zróżnicowane. Za mało. Dodatkowo mnie jako fana zirytowało to, że Garrett chowa łup do torby i od razu zamienia się on w gwinee. Wolałbym zdecydowanie, żeby wrócił system zanoszenia łupów do pasera. Niektórzy by narzekali, ale nie ja, bo to byłby wzrost realizmu złodziejstwa.
- Na koniec ekskluzywna misja "Włamanie do banku". Od razu mówię, że NIE uznaję tej misji za wadę. Jest bardzo dobrze wykonana. Co prawda bank jest o wiele mniejszy niż w Thief 2, jednak wykonany bardzo dobrze, szczegółowo i faktycznie był wyzwaniem dla złodzieja. Nie był aż tak trudny jak się spodziewałem, bo przeszedłem go bez ogłuszania kogokolwiek czy niszczenia którejkolwiek kamery, ale bardzo dobrze wspominam tę misję. Czemu więc jest w wadach? Ponieważ podobnie jak w przypadku banku z Thief 2 rozczarowałem się ilością łupów. Spodziewałem się, że bank pozwoli mi się obłowić przynajmniej w stopniu, który pokaże mi, że warto było. Tymczasem wyniosłem z niego mniej więcej tyle co z większości misji. Banki w Mieście widać bardzo słabo stoją...
Jeszcze w związku z bankiem dodam, że czuje się trochę oszukany przez twórców/wydawców gry. Kupiłem grę przed premierą i czytałem: „Posiadacze przedpremierowej gry dostaną ekskluzywną misję z włamaniem do banku”. Tymczasem po dziś dzień chodzę po sklepach z grami i widzę Thief z ekskluzywną zawartością. Każdy egzemplarz ma tą misję! Oni wcisnęli kit, że to tylko dla tych, co kupili przedpremierowo. Na szczęście nie żałuję wydanych pieniędzy.

Nic się nie zmieniło. Wszystko jest tak jak zapisano - Podsumowanie
Thief to bardzo dobry powrót Garrett’a po dekadzie nieobecności w świecie gier. Gra zajęła mi 35 godzin 30 minut i 57 sekund (wykonałem wszystkie zadania poboczne i działałem bez pośpiechu) do przejścia, co jest wspaniałą długością w świecie współczesnych gier. Złodziej nadal kradnie lepiej niż ktokolwiek, nadal jest nieuchwytny i niewidoczny dla swoich wrogów. Gra ma swoje minusy, ale na pewno nie aż tyle ile chcieliby recenzenci opisujące niestworzone błędy czy wady. Na pewno nie dorasta legendarnej trylogii, ale wcale mnie nie rozczarowała. Wciąga, ma swój klimat, dobrze się czujemy w roli złodzieja, świat jest bogaty i podobnie jak oryginał ma mnóstwo tajemnic do odkrycia. Grając na najwyższym poziomie trudności przeżywamy prawdziwe emocje i niekiedy wyzwanie. Historia zawarta w grze, pomimo rozczarowującego zakończenia, wciąga nas, zwłaszcza gdy spotkamy nowy rodzaj przeciwników. Osobiście uważam, że wciąż potencjał tkwi w serii Thief i warto było czekać 10 lat na ponowne wcielenie się w najlepszego złodzieja w historii. Niektórzy będą na siłę starali się czepiać byle czego, ale to po prostu zbyt wysokie oczekiwania. A ja tego już się dawno oduczyłem względem współczesnych gier. Moja osobista ocena to 8/10. Polecam fanom serii oraz składanek. Liczę, że wkrótce usłyszymy o kontynuacji i mam nadzieję, że następna część Thief odpowie mi na mnóstwo pytań jakie teraz zrodziły się w mej głowie. A tymczasem zakładam kaptur i znikam w mroku nocy, aby zacisnąć swe palce na kolejnych grach do zrecenzowania ;)

PS: Zapewne pamiętacie jak pisałem, że gra dzieje się po wydarzeniach z Deadly Shadows. Oczywiście wszyscy wiemy, że to reboot, ale ja powiem wam jedno. Usiadłem do tej gry z nastawieniem – Tak! To kolejna część. Tak, to dzieje się po wydarzeniach z Deadly Shadows. I muszę wam przyznać, że z takim nastawieniem gra stała się o wiele bardziej logiczna. Więcej rzeczy znalazło swoje wyjaśnienie, bo mamy mnóstwo nawiązań do poprzedniczek i wydarzeń, które wskazują, że to się dzieje parę lat później. Trafiamy na wzmianki postaci z trylogii, które teraz albo nie żyją albo coś innego. W grze nie ma Pogan, Młotów czy Opiekunów, ale mamy mnóstwo pozostałości po nich. A ci co pamiętają zakończenie Deadly Shadows na pewno skojarzą je z Erin. To daje nam szerokie pole do popisu, aby grać w grę z nastawieniem, że dzieje się ona po wydarzeniach z trylogii. Ja zagrałem z takim nastawieniem i o wiele bardziej logiczna stała się ta gra. Polecam również wam grać z takim nastawieniem a zobaczycie różnice. Pozdrawiam ;)

[ 2014-04-10 17:11 ] zmodyfikowane przez autora.
10.04.2014
16:58

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9036065

UWAGA: Zanim rozpocznę recenzję, to chciałem przeprosić, że dopiero teraz umieszczam ją, po tak długim czasie od premiery. Miałem mnóstwo innej pracy. To po pierwsze. Drugie to krótka notka z mojej strony do większości recenzentów w Polsce. Przed premierą nowego Thief naczytałem się bardzo dużo polskich recenzji w Internecie. Mogę powiedzieć jedno. W życiu nie widziałem tak zmasowanego steku bzdur i kłamstw pisanych przez autorów recenzji. Nawet recenzent gry-online (zresztą nie pierwszy raz) miał swoje 5 minut w tym maratonie bzdur. Jestem właśnie po przejściu gry osobiście i nie natrafiłem nawet na 1/3 minusów o których pisali koledzy. Nasuwają mi się jedynie 3 powody, dlaczego pisali jak pisali:
1. Albo grali w jakiegoś zupełnie innego Thiefa niż ja o którym mi nie wiadomo nic.
2. Albo (bardziej prawdopodobne) koledzy grali na najłatwiejszym poziomie trudności lub maksymalnie normalnym, bo na pewno nie trudnym.
3. Albo (najbardziej prawdopodobne) podeszli do tej gry po najprostszej linii oporu – Aaaa gierka nowa, pograjmy chwilę, poczepiajmy się czegoś na krzyż, napiszmy tekst raz dwa, zgarnijmy kasę i pocałujmy się w dupę.
Nie odbierajcie tej notki jako ataku w waszym kierunku. Nie, po prostu popełniliście grafomanię a ja jako recenzent z grafomanami zamierzam walczyć. Nieważne czy ktoś ma 2 czy 30 lat doświadczenia w branży. Grafomania to grafomania. Ale szerzej w recenzji.

RECENZJA

Grę przechodziłem na konsoli Xbox 360.

Mistrz złodziejski Garrett po 10 latach wychodzi z cienia i po raz kolejny daje o sobie znać. Nie ma takich drzwi, których on by nie otworzył i nie ma takiej kosztowności, której on by nie ukradł. Czy te 10 lat to o 10 lat doświadczenia więcej, czy też Mistrz zaczął odczuwać oznaki starości? Zatopmy się w mroku i obserwujmy.
Ci z was, którzy mnie znają wiedzą pewno, że jestem nie tyle fanem, co fanatykiem serii Thief. Wszystkie części przeszedłem na expert, prawie nikogo nie ogłuszając i nie ma takiej rzeczy związanej z Thiefem, gdzie byście mnie zagięli. Mój fanatyzm nawet sięgał takich skrajności, że przechodząc grę miałem kaptur założony na głowę, a w levelach części pierwszej gdzie Garrett nie ma oka miałem również zamknięte prawe oko. Najnowszą część przygód Garretta również zacząłem od razu od poziomu Mistrz. Ale przejdźmy do wszystkich dzieł Budowniczego i plugastw Szachraja.

Nie łatwo jest dostrzec Opiekuna – fabuła
Akcja najnowszego Thief dzieje się kilka lat po wydarzeniach z Thief: Deadly Shadows (zaraz! O czym on pieprzy!? Przecież to Reboot! Wyjaśnienie w Post Scriptum recenzji). Miasto bardzo się zmieniło. Baron wrócił z wojny z Blackbrook i nakłada nowe prawa, przez co dzieje się co raz gorzej. Skrajna nędza wśród obywateli, wszędobylski głód, korupcja wśród stróżów prawa i przestępstwa wszelkiej maści. To codzienność obecnego Miasta. Wtedy jedna, legendarna postać wyłania się z cienia. Garrett – mistrz złodziejskiego fachu wraz ze swoją uczennicą Erin szykuje kolejny skok. Erin może i jest doskonałą złodziejką, ale brak jej dyscypliny, przez co skok kończy się dla niej tragicznie. Garrett natomiast doznaje amnezji i budzi się dopiero rok później. Chcąc się dowiedzieć co się wydarzyło i dlaczego nic nie pamięta rusza w kolejną przygodę, gdzie nie tylko on ale też Baron i dążący do rewolucji Pogrzebowcy odegrają kluczową rolę.

Bogacze Miasta cierpią na nadmiar bogactw. Dobrze, że mogą liczyć na moją pomocną dłoń - Gameplay
Od strony gameplay'u twórcy odwalili kawał naprawdę profesjonalnej roboty. Grając czułem się nie jako Werter grający w grę, ale jako Garrett. Byłem w skórze złodzieja i to moje ciało skradało się w ciemnościach. Wszystkie interakcje, takie jak kradzież łupów, ogłuszanie, otwieranie drzwi/zamków itp zawierają animacje. Garrett łapie za klamkę, wyciąga ręce po kosztowności i zaciska palce na krawędzi ściany zza której się wychyla. Któryś recenzent próbował oskarżyć grę, że przez przeszukiwanie szuflad i szaf gra się dłuży, ale w moim odczuciu jest to kolejny aspekt wczucia się w rolę złodzieja. I wcale nie nudziłem się przy rabowaniu pokoi. Większość czasu złodziej porusza się po dachach, które tak jak w oryginale nazywane są nie bez powodu Szlakiem Złodziei. Moim zdaniem zostały wykonane naprawdę rewelacyjnie i nie utrudniają przemieszczania. Ponadto ciągle towarzyszyło mi to uczucie zaszczucia. Wiedziałem, że jestem poszukiwany w Mieście, mało jest miejsc gdzie mogę się pokazać, muszę poruszać się ponad ulicami, kraść i wiecznie przemierzać mrok. Byłem samotny, poszukiwany, prześladowany i skazany na ukrywanie się. Jednak byłem też stworzeniem ciemności. Byłem jak shinobi, jak uświadomiony strzęp cienia, jak duch którego żywiołem jest mrok. Byłem mistrzem kradzieży i ukrywania się. To Miasto bało się mnie, a żadna z ich sztuczek czy zabezpieczeń nie były w stanie mnie powstrzymać. Cień postaci realistycznie pada i przemieszcza się przy oświetleniu, a patrząc w dół widzimy ciało bohatera. Skradanie wypada bardzo dobrze i daje satysfakcję, jednak patrząc w dół można zauważyć, że animacja czasami lekko szwankuje, a stopy złodzieja dokonują małego poślizgu.
Poza ręcznymi interakcjami wracają również elementy ekwipunku z poprzednich Thiefów. Garrett nadal ma swoje legendarne strzały wodne, ogniste, gazowe czy sznurowe. Tu kolejna moja odpowiedź na grafomanię. Jeden z recenzentów mówił, że w ciągu całej gry musiał użyć 2-3 strzał sznurowych. Tu ewidentnie pokazuje, że szedł jedynie wątkiem głównym i to bez kombinowania - po frontowych drzwiach. Kiedy wykonujemy misje poboczne, to prawie zawsze wymaga to od nas, aby wbić gdzieś strzałę sznurową i dostać się do mieszkania. Gdy włamujemy się do miejsc fabularnych również istnieje kilka dróg, a jedną z nich jest znaleźć boczne wejście oknem, gdzie użyliśmy strzały linowej. Co do całego ekwipunku, to mam jedynie zastrzeżenie do bomb błyskowych. Nie można ich rzucić tak jak przedmiotów do odwracania uwagi. Garrett może jedynie rzucić ją sobie pod nogi a działa ona na przeciwników naprawdę krótko. Zazwyczaj nie starczy czasu nawet na schowanie się do szafy.
Inteligencja komputera stoi na przyzwoitym poziomie. Cywile chodzą po ulicach, rozmawiają albo szukają żywności na pustych straganach. Strażnicy natomiast zmieniają trasy patroli, interesują się nagle zgasłymi pochodniami i nawet zapalają je na powrót. Nawet gdy zostawiłem nierozważnie otwarte drzwi, to przechodzący strażnik już zaczynał się dziwić i stawać bardziej czujny. Zgodzić się mogę z zarzutem, że mundurowi nie reagują na kosztowności, które chwile temu były a teraz ich nie ma, ale jeszcze słyszałem aż 3 bzdury:
- Strażnicy nie słyszą upadającej z łoskotem skrzyni, która wisiała na linie - Taa? ciekawe, bo u mnie słyszeli i w dodatku natychmiast przeszli na żółty poziom zaalarmowania.
- Gdy Garrett siedzi w ciemności może obejrzeć białka oczu strażnika, a ten go nie widzi - ten recenzent ewidentnie grał na łatwym, bo na pewno nie na mistrzu. U mnie wystarczyło, że znaleźli się ode mnie 2-3 metry i już zaczynali się robić podejrzliwi. Ciemność i tryb skradania nie dawały 100% niewidzialności.
- Strażnicy nie reagują, że właśnie na ich oczach ogłuszyłem ich kolegę - kolejna bzdura. U mnie jak strażnicy znajdowali się w jednym pokoju, to nie było opcji, żeby ogłuszyć jednego i nie zaalarmować drugiego. Nie wiem panowie w jakiego wy Thiefa graliście ale na pewno nie tego co ja tu recenzuje.
Na koniec poruszę najbardziej kontrowersyjną rzecz w Thief. Dodano bardziej ożywioną akcję. Garrett ucieka, poruszając się bardziej parkour'owym stylem i większość czasu spędza na dachach miasta - "szlaku złodziei". Chociaż przyznaję, że elementy parkour nie pasują do Thief, to wyszły moim zdaniem naprawdę spektakularnie. Oglądało się je dość przyjemnie i poniekąd dawały tę satysfakcję, że jest się nieziemsko dobrym złodziejem, który ucieknie każdemu przeciwnikowi. Jednak ma to też swoje minusy, bo strasznie mało jest misji głównych, gdzie po wykonaniu misji można się cicho ulotnić. Zamiast tego niemal każda misja kończy się wybuchem akcji, gdzie Garrett zmienia się w Ezio z Assassin's Creed 2. To z czasem jest już lekko irytujące.
Co do samych pościgów, to uważam, że stoją na dość przyzwoitym poziomie. Gdy zobaczą nas strażnicy, to zwykle możemy zgubić ich za zakrętem w ciemnej alejce, albo uciekając na dach, ale przynajmniej nie ma tu takich idiotyzmów jak w Assassin's Creed, że strażnicy nagle okazują się równie dobrymi akrobatami i za nami przemierzają dachy. Tu tak nie ma. Strażnicy ograniczają się wtedy do posłania w naszym kierunku strzał z łuków oraz wyzwisk.
Lokacje które nam przyjdzie odwiedzić są naprawdę ciekawe. Mamy nie tylko mieszkania przeciętnych obywateli czy sklepy, ale również dom publiczny, sekretne przejścia do zapomnianych, starożytnych części Miasta, fabryki, rezydencje itp. Tradycyjnie dla całej serii nie zabrakło również poziomu, który z założenia ma być horrorem trzymającym nas w ciągłym strachu i napięciu. I przyznaję szczerze, poziom-horror w tej części bije na głowę nie tylko Nawiedzoną Katedrę z Thief 1 czy Siedzibę Mechanistów z Thief 2 ale nawet Przytulisko Przedmościa z Thief: Deadly Shadows! Byłem przerażony przez cały czas i modliłem się, aby nawet na sekundę nie znaleźć się w świetle. Dodatkowo do wielu lokacji można dostać się na różne sposoby. Wystarczy tylko dobrze poszukać, panowie leniwi recenzenci.

Przerasta pan legendę, panie Garrett. Jest pan nadzwyczajnym złodziejem - Garrett
Złodziej się zmienił i nie ma co do tego wątpliwości. Przypadł mi do gustu wygląd stroju i ekwipunku Garrett'a. Widać, że jest to człowiek, który żyje w mroku i daleko od towarzystwa. Jest samotnikiem, który chce tylko wykonać swoją robotę, bez niepotrzebnej przemocy. Jednak charakter złodzieja mam wrażenie, że z biegiem gry się zmienia na gorsze. Staje się bardziej sentymentalny, emocjonalny czy wręcz nieostrożny. Nie przypomina mi Garrett'a, którego bardzo dobrze znam.
Oryginalny Garrett był człowiekiem cynicznym, zamkniętym w sobie, odludnym i myślącym wyłącznie o cudzych bogactwach. Jednak był jednocześnie człowiekiem niesamowicie inteligentnym. Zawsze wiedział wszystko na bieżąco o sytuacji w Mieście, wśród frakcji czy patrycjuszy, gdzie znajdują się obecnie cenne przedmioty, jak się nazywają, jakich niebezpieczeństw się spodziewać itp. Garrett był prawdziwym mistrzem i weteranem, który mógłby być Sensei'em przyszłych złodziei. Niestety nowy charakter Garrett'a jest zupełnie inny. Wie bardzo mało, informacji udziela mu Basso i królowa żebraków. Można to tłumaczyć jego amnezją, ale czasami bardzo brakowało mi niesłychanej inteligencji złodzieja i jego cynicznych komentarzy. Cynizm Garrett'a niestety zniknął niemal całkowicie, co uważam za wadę. Bardzo cierpiałem z powodu braku głosu Stephen'a Russell'a, chociaż nowy głos aż tak straszny nie jest. Jednak sprawa o której warto wspomnieć (tym razem to bzdura samych twórców!), to fakt, że można było spokojnie go zatrudnić do głosu Garretta. Nie ma tutaj motion-capture gdzie Garrett by mówił jednocześnie wykonując arcytrudne akrobacje. Ewidentnie chodziło o to, żeby był aktor, który weźmie mniej pieniędzy. Podobało mi się natomiast wprowadzenie do fabuły wątku osobistej wojny pomiędzy Garrettem a generałem straży. Ich drogi niejednokrotnie się krzyżują i widać, że nie chodzi tu tylko o starcie przestępcy ze stróżem prawa. To sprawa osobista!
Wracając do stroju Garrett'a, to warto wspomnieć o opończy, która teraz zasłania twarz złodzieja. O dziwo powiem, że wygląda ona dobrze tylko gdy znajduje się na twarzy Garrett'a. Gdy jest ściągnięta pod brodę, to złodziej zaczyna wyglądać dziwnie. To jednak jedyna wada jego nowego stroju. Złodziej ma teraz niezmienny strój i nie ma takich dziwnych rzeczy jakie były w oryginalnej trylogii, że w filmach Garrett ma kaptur i pelerynę okrywającą całe ciało a w czasie gry z jakiegoś powodu już jej nie ma.

Po co to ukrywanie, skoro cię słyszałem? – Muzyka
Tutaj pozwolę sobie krótko powiedzieć. Muzyka jest bardzo dobra, fajne ma brzmienie i zachęca do grania. Jednak zastanawiam się czasem, czy nie jest zbyt żywa jak do akcji. Często pod jej brzmieniem bardziej czułem się jak agent-ninja niż jak złodziej. Dodatkowo często muzyka gra tak głośno, że zagłusza wszystko inne! Zdecydowanie brakowało mi mrocznej, zimnej i tajemniczej muzyki jaka towarzyszyła nam w poprzednich Thiefach. Zwłaszcza ta w intro Thief 1 była wręcz oskarowa. Krótko mówiąc, muzyka jest bardzo dobra, ale czasami zbyt głośna i zbyt budująca klimat akcji a nie mroku i skradania.

Łacherze, na śmierć głupoluda się przygotowawszy - wady
Wad ta gra kilka ma. Nie tak dużo jakby chcieli tego niektórzy, jednak znalazło się parę takich, które nie zasługują na pominięcie:
- ptaki i psy. To nowe sposoby na alarmowanie straży i chociaż o dziwo psy mnie tak strasznie nie drażniły, to kanarki w klatkach doprowadzały mnie do łacherskiej pasji! Ptaki reagują na ruch i wystarczy szybciej przemknąć koło nich a już drą mordy i alarmują okolicznych strażników. Miasto chyba składa się z samych fanów ptaków, bo czasami całe poziomy są nimi zawalone. Już ci się wydaje, że zręcznie wszystkich ominąłeś, robisz ślizg i nagle słyszysz wku****jące ćwierkanie.
- kryjówka Garrett'a. Nie powiem, jest ciekawa. Wieża zegarowa, gdzie możemy oglądać zrabowane łupy. Fajnie to wygląda, ale chciałoby się jednak, żeby była jakoś bardziej interaktywna. Żeby zawierała chociaż jakiś pokój na ćwiczenia strzelania czy coś i żeby można było wykonać jakieś bardziej zróżnicowane akcje. Oglądanie łupów to fajna rzecz, ale niestety można oglądać tylko te co się powtarzają, jak obrazy, bransoletki itp. aby obejrzeć łup wyjątkowy jak diament zwany Sercem Lwa musisz włączyć menu, które masz całą dobę. Nie można obejrzeć na surowo przedmiotu leżącego w gablocie.
- NAJGORSZA WADA: Zakończenie gry - Nienawidzę gdy gra nie dość, że nie wyjaśniła wszystkich wątków, to jeszcze daje mi zakończenie, które powiększa liczbę pytań bez odpowiedzi. W dodatku zakończenie mogło by być jakieś bardziej rozbudowane, a tak to mamy krótką akcję, patrzenie i narazie - napisy końcowe. Co prawda po przejściu gry można dalej zwiedzać miasto, ale wtedy następuje to, co mamy przy przejdziemy którekolwiek Grand Theft Auto. Szybko przekonamy się, że nie ma już niczego ciekawego do roboty. Można wykonywać na nowo zadania, ale ja wolałem już zacząć grę od nowa.
- tryb koncentracji. Sztuczne oko Garretta ma teraz nową cechę. Wykrywa obiekty interaktywne, przeciwników itp. Nie wiem, mi podobało się tylko w tym szybsze zgarnięcie łupów i podświetlenie otwieranego zamku od środka, ale to po wykupieniu tylko jest dostępne. Zdecydowanie miałem w grze za dużo momentów, gdzie tęskniłem za funkcją przybliżania obrazu jak w Thief 2 i Deadly Shadows. To byłoby bardziej pomocne, niż podświetlenie na niebiesko kilku miejsc. Dodatkowo irytuje mnie fakt, że teraz KAŻDA gra musi mieć tryb skupienia. Tomb Raider, Hitman a teraz Thief. Na szczęście można to wyłączyć, a nawet osiągnięcie jest za to.
- dialogi mieszkańców miasta. Są bardzo ciekawe. Można się z nich dowiedzieć obecnej sytuacji miasta, lokalizacji cennych przedmiotów itp. Plotki na ulicach zawsze były ważne w Thief. Niestety jest jedna ostra rzecz, co rujnuje całą magię. Powtarzanie się dialogów! I nie mówię tu o czymś takim, że przejdziesz ulicą i ze 3 razy na godzinę usłyszysz ten sam dialog. O nie. Jak tylko rozmowa się skończy, to NATYCHMIAST zaczyna się na nowo. Czekałem w ciemnościach aż strażnik pójdzie gdzie indziej i ze 7-8 razy usłyszałem, że gościu nie cuchnie szczynami i potem. Przeszedłem grę raz i już pamiętam każdą możliwą rozmowę z ulic Miasta. Dobry sposób, żeby pamiętać położenie łupów, ale niestety irytujący.
- przerywniki filmowe. Patrzyłem okiem fanatyka trylogii i stwierdzałem bardzo dziwną rzecz - za dużo w nich Garretta! Tak, przerywniki filmowe zwykle są jasne i pokazują nam złodzieja w pełnej krasie. Może i nie były tragiczne, ale jednak odzywała się we mnie nostalgia za wyświetlającymi się fragmentami z ksiąg Młotodzierżców, podczas gdy w tle słychać było tajemnicze szepty, uderzenia młotów o kowadła i mroczną muzykę. Garrett natomiast prawie zawsze był skryty cieniem, widać było jedynie usta albo mroczną sylwetkę. Tutaj tak nie jest.
- rodzaje łupów. Tak jest. Kradzież sprawia wielką przyjemność, ale czasem odnosiłem wrażenie, że za mało jest złotych pucharów, naszyjników, pierścionków itp. a za dużo pozłacanych widelców, kałamarzy czy dzwonków recepcji. Łupy są mało zróżnicowane. Za mało. Dodatkowo mnie jako fana zirytowało to, że Garrett chowa łup do torby i od razu zamienia się on w gwinee. Wolałbym zdecydowanie, żeby wrócił system zanoszenia łupów do pasera. Niektórzy by narzekali, ale nie ja, bo to byłby wzrost realizmu złodziejstwa.
- Na koniec ekskluzywna misja "Włamanie do banku". Od razu mówię, że NIE uznaję tej misji za wadę. Jest bardzo dobrze wykonana. Co prawda bank jest o wiele mniejszy niż w Thief 2, jednak wykonany bardzo dobrze, szczegółowo i faktycznie był wyzwaniem dla złodzieja. Nie był aż tak trudny jak się spodziewałem, bo przeszedłem go bez ogłuszania kogokolwiek czy niszczenia którejkolwiek kamery, ale bardzo dobrze wspominam tę misję. Czemu więc jest w wadach? Ponieważ podobnie jak w przypadku banku z Thief 2 rozczarowałem się ilością łupów. Spodziewałem się, że bank pozwoli mi się obłowić przynajmniej w stopniu, który pokaże mi, że warto było. Tymczasem wyniosłem z niego mniej więcej tyle co z większości misji. Banki w Mieście widać bardzo słabo stoją...
Jeszcze w związku z bankiem dodam, że czuje się trochę oszukany przez twórców/wydawców gry. Kupiłem grę przed premierą i czytałem: „Posiadacze przedpremierowej gry dostaną ekskluzywną misję z włamaniem do banku”. Tymczasem po dziś dzień chodzę po sklepach z grami i widzę Thief z ekskluzywną zawartością. Każdy egzemplarz ma tą misję! Oni wcisnęli kit, że to tylko dla tych, co kupili przedpremierowo. Na szczęście nie żałuję wydanych pieniędzy.

Nic się nie zmieniło. Wszystko jest tak jak zapisano - Podsumowanie
Thief to bardzo dobry powrót Garrett’a po dekadzie nieobecności w świecie gier. Gra zajęła mi 35 godzin 30 minut i 57 sekund (wykonałem wszystkie zadania poboczne i działałem bez pośpiechu) do przejścia, co jest wspaniałą długością w świecie współczesnych gier. Złodziej nadal kradnie lepiej niż ktokolwiek, nadal jest nieuchwytny i niewidoczny dla swoich wrogów. Gra ma swoje minusy, ale na pewno nie aż tyle ile chcieliby recenzenci opisujące niestworzone błędy czy wady. Na pewno nie dorasta legendarnej trylogii, ale wcale mnie nie rozczarowała. Wciąga, ma swój klimat, dobrze się czujemy w roli złodzieja, świat jest bogaty i podobnie jak oryginał ma mnóstwo tajemnic do odkrycia. Grając na najwyższym poziomie trudności przeżywamy prawdziwe emocje i niekiedy wyzwanie. Historia zawarta w grze, pomimo rozczarowującego zakończenia, wciąga nas, zwłaszcza gdy spotkamy nowy rodzaj przeciwników. Osobiście uważam, że wciąż potencjał tkwi w serii Thief i warto było czekać 10 lat na ponowne wcielenie się w najlepszego złodzieja w historii. Niektórzy będą na siłę starali się czepiać byle czego, ale to po prostu zbyt wysokie oczekiwania. A ja tego już się dawno oduczyłem względem współczesnych gier. Moja osobista ocena to 8/10. Polecam fanom serii oraz składanek. Liczę, że wkrótce usłyszymy o kontynuacji i mam nadzieję, że następna część Thief odpowie mi na mnóstwo pytań jakie teraz zrodziły się w mej głowie. A tymczasem zakładam kaptur i znikam w mroku nocy, aby zacisnąć swe palce na kolejnych grach do zrecenzowania ;)

PS: Zapewne pamiętacie jak pisałem, że gra dzieje się po wydarzeniach z Deadly Shadows. Oczywiście wszyscy wiemy, że to reboot, ale ja powiem wam jedno. Usiadłem do tej gry z nastawieniem – Tak! To kolejna część. Tak, to dzieje się po wydarzeniach z Deadly Shadows. I muszę wam przyznać, że z takim nastawieniem gra stała się o wiele bardziej logiczna. Więcej rzeczy znalazło swoje wyjaśnienie, bo mamy mnóstwo nawiązań do poprzedniczek i wydarzeń, które wskazują, że to się dzieje parę lat później. Trafiamy na wzmianki postaci z trylogii, które teraz albo nie żyją albo coś innego. W grze nie ma Pogan, Młotów czy Opiekunów, ale mamy mnóstwo pozostałości po nich. A ci co pamiętają zakończenie Deadly Shadows na pewno skojarzą je z Erin. To daje nam szerokie pole do popisu, aby grać w grę z nastawieniem, że dzieje się ona po wydarzeniach z trylogii. Ja zagrałem z takim nastawieniem i o wiele bardziej logiczna stała się ta gra. Polecam również wam grać z takim nastawieniem a zobaczycie różnice. Pozdrawiam ;)

[ 2014-04-10 17:12 ] zmodyfikowane przez autora.

8.0

07.03.2014
10:08

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=13138953

Garrett otworzył oczy. Był obolały i czuł, że jego ciało zwisa na rękach. Chciał ruszyć nimi, ale bez skutku. Były przytwierdzone okowami do kamiennej ściany. Rozejrzał się próbując rozpoznać teren. Był już tutaj. Pomimo mroku rozpoznał nawiedzoną katedrę, z której wiele lat temu ukradł Oko. W końcu sali, nad ołtarzem paliło się blade światło. Nagle dostrzegł, że znajduje się na nim formuła.
Witaj ponownie, Garrett – usłyszał niosący się echem głos Maggie gdzieś z lewej.
- Co się dzieje?! Jeśli chcesz mnie zabić, to, na co czekasz?
- Zabić? Garrett, o którym słyszałam nie był głupcem. Nie zabiję cię, a przynajmniej nie teraz.

W świetle pojawiła się sylwetka kobiety. Maggie uśmiechnęła się nieprzyjemnie i dodała – Victoria oczarowana tobą była. Niestety też głupia jak Dyan. Obie doprowadziłyby do upadku Pogan. Nie ma już Strażników ani Młototłuków, ale dzieci Konstantyna przetrwają dzięki tobie.
Konstantyn. Szachraj – wycedził Garrett – On od wielu lat nie żyje. Zadbałem o to.
Mylisz się Łacherze – odpowiedziała Maggie – Zniszczyłeś jego ziemską formę. Szachraj jednak wciąż żyje i dzięki formule sprowadzimy go znowuż. Widzisz, formuła to Glif. Jednak, aby działał potrzeba mu Strażnika. Strażnika, który ma klucz. Zwodziłam Basso i uśpiłam twą czujność. Teraz Leśny Pan przyjmie twe ciało i spełni swój plan. Ale dość gadki! Bracia, przyprowadziwszy go!

Garrett zrozumiał znaczenie tych słów. Spojrzał na swoją dłoń, na której Ostateczny Glif wypalił symbol klucza, podczas jego starcia z Wiedźmą Gamall. Nagle dwaj mężczyźni wyłonili się z ciemności i uwolnili ręce Garretta. Gdy okowy puściły udał utratę sił i padł na podłogę. Strażnicy natychmiast podnieśli go za ramiona. Jednak to kilka sekund starczyło na sięgnięcie po bombę.
Szachraj dostał moje oko – powiedział Garrett, po czym rzucił bombę, a całą salę wypełnił oślepiający błysk – Ale na pomocną dłoń musi sobie zasłużyć!
Dwaj Poganie osłonili oczy a Garrett błyskawicznie zanurkował w otchłań mroku.
Głupcy! – wrzasnęła Maggie – Łapać go, ale nie zabijawszy! On żywy Szachrajowi potrzebny!
Poganie zaczęli przetrząsać salę, ale Garrett znał dobrze to miejsce i miał przewagę. Maggie wściekle sycząc rozglądała się dookoła. Nagle zobaczyła przed sobą świecący punkt i usłyszała cięciwę. Szybko uskoczyła przed ognistą strzałą, ale ta nie była wycelowana w nią. Płonący grot uderzył w Formułę na ołtarzu. Wybuch wstrząsnął katedrą.
Głupoludzie! – Maggie krzyknęła z wściekłością i przerażeniem – Ty wszystko zniszczywszy! Szachraj już nigdy nie przybywszy!
Nie zauważyła, iż całe miejsce zaczęło się rozpadać. Nie zauważyła też wielkiego, żelaznego młota spadającego prosto na nią…
Garrett pędem wybiegł na dziedziniec gdzie kiedyś poznał ducha brata Murusa. Zręcznym susem pokonał płot, gdy katedra zawaliła się całkowicie.

Basso siedział w swoim biurze, gdy usłyszał kroki.
- Garrett wreszcie . Udało ci się zdobyć…
Pytanie przerwała pięść Garretta lądująca na jego potylicy.
Basso zachwiał się – Ejże, a to za co!?
Za bycie Łacherem, który nie zna zleceniodawców
– odparł Garrett, ale zaraz złagodził ton – Jednak dzięki tobie chyba znów ocaliłem Miasto.
Że co? – Zdziwił się Basso – O czym ty mówisz?
Garrett już miał odpowiedzieć, gdy usłyszał żeński głos – Hej mentorze. Przypominam o twej obietnicy.
Odwrócił się i ujrzał smukłą sylwetkę złodziejki.
- Obiecałeś mnie zabrać na miasto. A noc dziś piękna.
Erin
– uśmiechnął się Garrett i spojrzał przez okno na oświetlone blaskiem księżyca Miasto – Jak dobrze pójdzie, to nawet znajdziemy ci ładne kolczyki.

[ 2014-03-07 10:18 ] zmodyfikowane przez autora.
01.10.2013
21:07

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8721184

Dragon_666 - no to mam problem, bo chwilowo nie mam na swoim komputerze dostępu do internetu, a Steam nawet w offline nie chce przejść nie wiadomo dlaczego. W każdym razie dzięki za odpowiedź.

30.09.2013
22:29

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8721184

Mam pytanie. Chcę sobie kupić tą grę w Gamebook'u. Czy do instalacji i grania w singla muszę mieć koniecznie połączenie z internetem?

04.01.2013
12:41

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10014908

Teraz już jestem w 100% pewny, że EA Games to złodzieje, oszuści, beztalencia i nic tylko kasa, kasa, kasa a resztę mają w dupie. Kupiłem Mass Effect 3 i oczywiście nie mogę pograć bez instalacji tego jebanego Origina. No to dobra, pomimo nieufności do wszelkiego gówna od EA instaluję. I co? Nie mogę się zalogować, bo Do pierwszego logowania jest niezbędne połączenie z internetem Fajnie, tylko KURWA JA MAM POŁĄCZENIE Z INTERNETEM!!
Wchodzę na stronę tego EAowskiego gówna i tam próbuję się zalogować. Okazuje się, że nie pamiętam hasła, no to wysyłam przypomnienie. Dostaję mail i próbuję zmienić hasło. Co wyskakuje!? Przepraszamy!(tak jasne)W tej chwili mamy problemy natury technicznej. Próbuj później Ta, tylko, że patrząc po necie to już taki jebany problem od pół roku mają! Pograłem sobie kurwa w Mass Effect 3 od jebanego EA Games.

A teraz pytanie do tych wszystkich co tak jadą po piratach: Jak tu masz człowieku być uczciwy!? Piraci sobie grają bez problemu a ja uczciwie kupiłem i nawet kurwa zainstalować nie mogę przez jebanego Origina, który nie działa!!

02.08.2012
11:14

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8856638

Max Payne nie miał lekkiego życia. Przeszedł ciężką drogę, stracił najbliższych, przetrzebił 3/4 gangów Nowego Jorku, jednak wciąż los nie zdecydował się na danie mu upragnionego spokoju. Po raz kolejny wpakuje się w sytuację, która zawsze zaczyna się tak samo i kończy tak samo. A to za sprawą trzeciej części przygód Maxa.

Amerykański sen zmienia się w koszmar – Fabuła i Max
Rok 2012, Sao Paulo w Brazylii. W jednym z lokali przebywa były glina z Nowego Jorku – Max Payne. Stał się całkowitym wrakiem człowieka. Wciąż nie może się pogodzić z utratą rodziny i ani na chwilę nie może odstawić szklanki z whiskey, papierosów i leków przeciwbólowych. Payne znalazł się na samym dnie, ale mimo wszystko ręka dzierżąca pistolet nadal nie jest gotowa, żeby przystawić lufę do skroni.
Payne z pewnych ważnych powodów (na szczęście będzie to wyjaśnione w trakcie fabuły) ucieka z Nowego Jorku do Brazylii razem z przyjacielem – Raoulem Passosem. Razem pracują dla wpływowego biznesmena - Rodrigo Branco. Payne jednak nie zdaje sobie sprawy, że wkrótce porwanie żony szefa ponownie wciągnie go w wir walki, krwi, przemocy i cierpienia. Po raz kolejny wszystko zacznie się od kobiety.
Fabuła wyszła Rockstarowi naprawdę dobrze. Wydawałoby się, że przeniesienie akcji do słonecznej Brazylii całkowicie zniszczy mroczny klimat poprzedniczek, ale tak się jednak nie stało. Trzecia część jest można powiedzieć, że jeszcze bardziej mroczna. W trakcie gry pokazują się wspomnienia Maxa, które dzieją się właśnie w Nowym Jorku. Dowiadujemy się z nich, czemu Max uciekł z NY, jak zaczęły się jego kłopoty, jak upadał na samo dno. Dodatkowo dla wyjadaczy takich jak ja Rockstar przygotował niespodzianki w postaci wielu nawiązań do poprzedniczek. Pojawiają się imiona dobrze nam znanych osób, wspomnienia wydarzeń itp. Twórcy postarali się nawet o takie smaczki jak przerywniki, które przemieniają się niczym karty komiksów (tym razem animowanych), ślady po kulach na ścianach wyglądają identycznie jak w poprzednich częściach, bullet-time dokładniej pokazuje nam podróż pocisku a i tym razem w ciele zarówno przeciwników jak i Maxa pozostają otwory po kulach, skóra się rozrywa, krew wypływa, pozostają ślady otoczone krwią, a nawet ubranie i czoło pokrywa się potem. Nie musimy jednak się obawiać, że zobaczymy Maxa podziurawionego jak sito a mimo to biegającego. Rany pojawiają się w odpowiednio ograniczonych ilościach a dopiero jak zabijemy wroga możemy go zmasakrować do woli. Twórcy odwalili kawał profesjonalnej roboty. Pojawiają się też elementy humorystyczne jak spotkania z emerytowanym gliną, ale to sami sobie zobaczycie ;)
Świetnie przedstawiony jest również dramat głównego bohatera. Więcej niż krwi przelewa on tylko alkoholu. Widzimy Maxa siedzącego w ciemnym pokoju, opróżniającego butelkę whiskey za butelką, palącego papierosy, zarośniętego, zaniedbanego i patrzącego na leżący pistolet. Zwykle czujemy pogardę do takich ludzi, ale tutaj tak nie jest. Jest jeszcze bardziej cynicznie nastawiony do wszystkiego, co go otacza. Patrząc na dramat Maxa naprawdę odczuwamy współczucie. Wydaje się niemal żywą osobą, pogrążoną w tragedii po stracie żony i dziecka i osobiście pragniemy, by życie wreszcie stało się dla niego lepsze. Jednak pomimo takiego stanu Max nie zapomniał jak się walczy. Wciąż idzie naprzód z wyciągniętymi rękami, dzierżącymi pistolety, posyłające do piachu setki przeciwników. Wciąż szuka odpowiedzi na pytania, których nie zadał. Wciąż kroczy w poszukiwaniu zemsty, która do niczego go nie doprowadzi ani nie rozwiąże problemów. Jednak pozostaje pytanie – co innego mu zostało? Nadal nie brakuje ironicznych komentarzy Maxa, za które pamiętamy go najbardziej, a to za sprawą wciąż genialnego głosu podkładającego – Jamesa McCaffreya.
Przerywniki filmowe dobrze prezentują nam fabułę. Nie da się ich pominąć, co dla wielu może być błędem, ale jak dla mnie to bardzo dobra rzecz, bo można dobrze poznać historię a nooby nie będą sobie przewijać a potem gadać w minusach gry, że nic nie rozumieją.

Pytania straciły sens kilkaset pocisków temu – Gameplay
Świat oddany nam do gry jest dopieszczony. Zwiedzamy budynki mieszkalne, ulice, stadion, slumsy itp. W każdym czeka nas mnóstwo akcji i rewelacyjnych efektów, głównie za sprawą bullet-time. Max nadal może wykonywać swoje słynne spowolnione skoki a gdy zostanie już ostatni przeciwnik, możemy go zasypać kulami i dokładnie obejrzeć to widowisko jak pociski masakrują głowę wroga. Również profesjonalnie ukazuje nam kamera lot pocisku ze snajperki aż do celu. Jednak walka z przeciwnikami nie jest już taka prosta. Tym razem dysponują oni nie tylko różnymi broniami, ale też czasami kamizelkami kuloodpornymi, chowają się za przeszkodami, wykorzystują otoczenie i walczą do końca. Popełniają tylko jeden błąd – nie wiedzą kim jest Max Payne.
Podczas przemierzania poziomów natrafiamy również na specjalne złote bronie, które potem można nosić. Jak dla mnie wyglądają one kiepsko, bo nie lubię błyszczących broni z wystającym, za dużym magazynkiem, ale dzięki niech będą Rockstarowi, że da się to wyłączyć, w przeciwieństwie do ulepszeń w Ubisoftowym Splinter Cell: Conviction. Ważnymi rzeczami są również wskazówki, które pozwalają nam dokładniej poznać historię. Trzeba dokładnie szukać, a odkryjemy naprawdę wiele smaczków.
Jeżeli chodzi o leczenie, to pozostało niezmienione. Max wciąż używa painkillersów, od których jest uzależniony. Mało ich jest, jednak tym razem dają nam one o wiele więcej życia. Dodatkowo doszła teraz opcja – powrotu z martwych. Tzn, że jeżeli Max ma przy sobie, chociaż jedną paczkę leków i dostanie za dużo pocisków, to czas zwalnia a kamera kieruje nam automatycznie na tego, który nas ustrzelił. Jeżeli zdążymy go zabić zanim Max padnie, to wrócimy do sprawności i możemy walczyć dalej. A walka również jest rozwinięta. Max może teraz wykonywać też przewrót do przodu, poruszać się w kuckach, położyć, strzelać na oślep a nawet zestrzeliwać w powietrzu granaty. Chowanie się za przeszkodami jest obowiązkowe, jednak należy pamiętać, że większość z nich w końcu się niszczy. Dodatkowo, gdy chcemy wykonać spowolniony skok, trzeba patrzeć czy Max nie leci prosto na ścianę, ponieważ uderzy w nią i natychmiast znajdzie się na linii strzałów.
Arsenał został trochę zmniejszony dla podniesienia realizmu. Max może teraz nosić przy sobie maksymalnie 2 rodzaje broni krótkiej i karabin. Może mieć w jednej ręce Berettę a w drugiej Ingram, a jeżeli dysponuje karabinem, to będzie go trzymał za głownię a używał jedynie pistoletu, jeżeli chcemy tak zrobić ;)
Przeciwnicy, jako że w większości stanowią Brazylijczyków, mówią po portugalsku. Nawet napisy są wtedy portugalskie, co jak dla mnie też jest lepszym realizmem, bo Max nie rozumie tego języka, co pozwala lepiej się utożsamić.

Podłoga zmieniła się w zielony wir. Spadłem – grafika i fizyka
Moim zdaniem Rockstar, który zawsze miał genialne gry, nigdy specjalnie nie słynął z grafiki, jednak w tej grze wyszła im naprawdę profesjonalnie. Widać brud slumsów, mrok nocy Nowego Jorku, szczegóły na ścianach i trupach wrogów. Dodatkowo bardzo fajny efekt daje widok spoconego czoła Maxa, włosów moknących od deszczu, rozbryzg krwi i wypływającego mózgu z przestrzelonej głowy i wiele innych. Otoczenie realistycznie się niszczy po strzelaninie i nadal nie znikają ciała. Grafika to kawał dobrej roboty.
Fizyka również dostaje ocenę celującą. Widać to po ragdollach, reakcjach maxa przy używaniu spowolnionego skoku, rozpływaniu się krwi. Jeżeli podobała wam się fizyka w Max Payne 2 to tutaj ją pokochacie. Szczególnie poziomy gdzie Max nosi swój tradycyjny strój – kurtka skórzana i krawat. Widać po nich, że poruszają się naprawdę realistycznie, jakby były normalnie noszone i ruch na nie oddziaływał. Swoją drogą chciałbym kurtkę Maxa ;p
Obok fizyki i grafiki warto dodać również, że gra jest naprawę genialnie zoptymalizowana. Nawet na słabym sprzęcie chodzić będzie płynnie a grafika nadal będzie robiła wrażenie.

Głosy moich bliskich krzyczały do mnie w koszmarach - Dźwięk
Jak zwykle ścieżka dźwiękowa zawarta w grze zapada głęboko w pamięć. Nie zabraknie tradycyjnego teamu Maxa, ale poza tym wiele utworów dobrze wprowadzających w klimat nie tylko akcji, ale też dramatu, poczucia zemsty, zdrady, cierpienia i oddania sprawie. Ja sam pisząc teraz tą recenzję słucham mojego ulubionego kawałka – „Tears” z oficjalnego soundtracku ;) Nie będę się za bardzo rozpisywał, to trzeba usłyszeć w grze.

Szczęście okazało się dziwką. A ja klientem bez portfela – Wady
Nie ma gier bez wad. To też dotyczy niestety Max Payne 3. Rockstar nie ustrzegł się i oto ich 7 grzechów głównych w tym tytule:

- Długość. Tradycja współczesnych gier. Nie mówię, że gra jest krótka, bo na mój gust w sam raz, ale jest przycięta w porównaniu z jedynką i dwójką. Poprzednie części miały około 30 poziomów, a ta część ma około 15. Mimo, że nie jest wcale taka krótka, to jednak mogła być trochę dłuższa.

- Liczba przeciwników. Akcja to dobra rzecz i właśnie jej się oczekuje od serii Max Payne, ale miałem czasem wrażenie, że tych przeciwników jest zdecydowanie za dużo. Wśród osiągnięć za grę jest jedno, które odblokowuje się za zabicie tysiąca przeciwników i odblokowało mi się już za pierwszym razem jak przechodziłem Maxa. Nie mówię, że dużo przeciwników to zła rzecz, ale czasem była to zdecydowana przesada.

- Niespełnione obietnice. W sumie drobiazg, ale przytoczę. Rockstar obiecywał takie rzeczy jak Max właśnie będący pod wpływem alkoholu a zmuszony do walki z utrudnionym celowaniem, albo potrzeba zażywania środków przeciwbólowych nie tylko, żeby się leczyć, ale też dlatego, że Max czuje uzależnienie. Cóż, niczego takiego w grze nie doświadczyłem.

- Dziwne zjawiska. Bardzo, bardzo rzadko, ale jednak istnieją. Czasem zdarzało mi się, że przyjeżdżał Jeep z wrogami, a oni zamiast wysiadać, to zapadli się pod ziemię i zaliczało mi zabicie ich dopiero po wysadzeniu wozu. Przez to nie raz nie mogłem iść dalej, bo przejście odblokowało się dopiero po zabiciu wszystkich.

- Najważniejsza wada – upadli wrogowie. Cieszy mnie bardzo, że Rockstar postawił na realizm i często jest tak, że przeciwnik padnie na ziemię, ale jeszcze żyje i strzela, więc trzeba go dobić. To naprawdę fajna rzecz, ale czasem jednak strasznie irytująca. Wystrzelamy 20 przeciwników i okazuje się, że jednak nie możemy iść dalej, więc musimy teraz łazić po mapie i dobijać wrogów, którzy jeszcze dychają na ziemi. Najgorsze to jest, kiedy przyjdzie nam walczyć z przeciwnikami na dachach albo za niedostępnymi murkami. Wtedy trzeba koniecznie im strzelać w łeb, bo jak padną na ziemię żywi w takich miejscach, to kaplica. Trzeba wczytać punkt zapisu.

- Mało możliwości zabawy bronią. Nie zrozumcie źle, że niby mało broni. Jest ich od groma, ale ja praktycznie przez całą grę walczyłem pistoletem, a karabinu użyłem może 2 razy. Pistolet jest najbardziej poręczny i jakoś nie odczuwałem potrzeby użycia cięższego kalibru. Jedyne, czego nie mogę wybaczyć to, że przez całą grę ani razu nie miałem okazji użyć granatu ani koktajlu Mołotowa.

- Zakończenie. W sumie nie jest wcale złe i całkiem mnie ucieszyło, ale jednak pojawił się w nim, jaki niedosyt i zdecydowanie mogę się wyrazić, że chciałbym, aby o wiele więcej mi wytłumaczyło. Chyba, że Rockstar szykuje Max Payne 4.

Odrobinę bliżej Nieba – podsumowanie
Max Payne 3 to naprawdę dobre kino akcji, w którym sami możemy być reżyserem. Zdecydowanie polecam kolejną część przygód byłego gliniarza z Nowego Jorku. Wpadamy klimat, przeżywamy razem z Maxem jego osobistą tragedię, czujemy nienawiść do tego samego, co on i na pewno zapadną nam w pamięć kolejne ironiczne teksty padające z ust Payne’a. Ma kilka wad ten tytuł, jednak większość z nich można usunąć odpowiednią łatką. Na pewno nie rozczaruje nas przedstawienie osobowości Maxa, chyba, że ktoś na siłę będzie chciał skrytykować, ale jak dla mnie była to najbardziej widowiskowa i jednocześnie tragiczna historia, z jaką miałem do czynienia w ciągu ostatnich lat. Moja ocena całej gry to 9/10. Polecam nie tylko fanatykom Maxa Payne’a takim jak ja. Max dostaje ostatnią szansę na zmianę swojego losu. Warto tę szansę wykorzystać.

[ 2012-08-02 11:20 ] zmodyfikowane przez autora.
08.11.2011
18:16

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10896222

@Łoker men - Z tego co mi wiadomo, to na smokach niestety nie da się latać. Przynajmniej tak mówili z Bethesdy. No ale początkowo też mówili, że nie będzie Wilkołaków, więc może zmienili zdanie :p Mi też się bardzo podoba, że jednak bestie nocy będą. I fajnie przemiana wygląda, tylko nie wiem czemu nadal miał miecz przy pasie :p Ale tak jak mówisz - zawsze są starzy, dobrzy modderzy ;) Na pewno zrobią niejeden extra mod.


Do premiery już tylko 193476 sekund :D

06.11.2011
13:45

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10344208

@mikros - Ja miałem. Rozdzielczość nie zmieniała tego, ale nie rzucało się jednak w oczy.

05.11.2011
23:23

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10344208

popo601 i arczik11 - Taki już styl Ubisoftu. To jakiś filmowy zabieg, tylko nazwy nie pamiętam. W Assassin's Creed 2 albo Splinter Cell: Conviction też będziecie mieli takie czarne pasy na górze i dole. Przyznaję, mnie to na początku bardzo irytowało, ale z czasem człowiek się przyzwyczai bez kłopotu ;)

05.11.2011
19:34

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10896222

Mam nadzieję, że będzie więcej zadań pobocznych w stylu np. "Cień nad Hackdirt" z Obliviona. Było bardzo klimatyczne i momentami przerażające ;) Lubię właśnie klimaty typu miasteczka/domy gdzieś w głębokim lesie, niemili z nieznanego powodu mieszkańcy, niebezpieczeństwa w piwnicach, pustelnicy okazujący się kanibalami itp.

05.11.2011
15:55

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10896222

@Keb - Byłem dzisiaj w Saturnie w Porcie Łódź i powiedzieli mi, że Skyrim będą mieli 10 listopada. Więc myślę, że inne sklepy też będą mieć.

04.11.2011
14:11

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10896222

Dobra, panowie. Nieważne czy da się spiracić czy nie da. Ten kto zamierza kupić oryginał takich problemów raczej mieć nie będzie ;) Ja mam tylko nadzieję, że Steam nie będzie spowalniał gry, bo ten program strasznie dużo ramu zżera. Miejmy nadzieję, że nie wpłynie to na płynność gry, bo zmniejszania detali nie znoszę.

04.11.2011
08:38

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10896222

Spodziewałem się, że te brudasy coś takiego wywiną. Ja naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy takie coś odwalają. Ściągnie 1-2 graczy i potem napiszą, że to kłamstwo, koleś dostanie bana i nara. Już więcej by zarobił, jakby był uczciwym uploaderem. No ale szczerze mam ich gdzieś. Chociaż nie powiem, twórcy gier też mnie dzisiaj wkurzają, bo nie rozumiem czemu nie mogą wydawać wersji demo gier, jak to się kiedyś robiło niemal ze wszystkim! Najlepsza to była akcja ze Splinter Cell: Conviction. Demko tylko na konsole, bo tam możemy kaskę pozdzierać. Na PC się tak nie da, więc nie ma. -.-


W każdym razie dla mnie cioty, które wrzucają inną grę niż podali, to jakieś głąby, które tak naprawdę sami sobie szkodzą, bo więcej by zarobili, gdyby nie odwalali takich numerów :p No ale niektórych ludzi nie zrozumiem. Tak samo jełopów, którzy na YT zamiast filmu wrzucają, że Rick Roll tańczy i widzą w tym coś śmiesznego. Do tej pory nie rozumiem tego zje***ego kawału. Chcesz zobaczyć film a zamiast tego widzisz Ricka Rolla tańczącego. No zajebiście śmieszne, buahahah.....


A co do Skyrim na konsolę, to raczej i tak bym tego nie ściągnął. Nie chce mi się przerabiać konsoli i potem mieć problemów, to raz. A dwa na PC (oryginalne) będę miał lepszą grafikę, polską wersję (że gracze konsolowi nie dostaną polskiej wersji to mogła tylko Cenega tak odwalić. No i może EA), z czasem na pewno genialne mody (bez których Elder Scrolls często nie może istnieć :) ) i będzie mi non-stop na bieżąco pobierać patche. No konsole to nie dość, że bym miał bardziej okrojoną grę, bez modów itp. to jeszcze bym zapłacił chyba o stówę więcej. Bez sensu.


Podoba mi się bardzo, że wróci muzyka z Morrowinda, bo była naprawdę kozacka. Zastanawia mnie też, czy będzie kilka smaczków typu - Nawiązania do bohatera z Morrowind i Oblivion, bo w Oblivionie było nawiązanie, a takie smaczki są fajne :) No ale znając twórców, niejedno nam zafundują, bo oni też to lubią :p A jeżeli większość jaskiń będzie podobna do tej z gameplay'a, to warto będzie więcej poszperać, bo przyznać trzeba, że jaskinie w Oblivionie w większości wydawały się takie same i poza skarbami nie było tam często nic ciekawego albo tajemniczego.


Zastanawia mnie jeszcze jedno. Widziałem już fragmenty, gdzie bohater się skrada, ale nie widziałem, żeby było tam gdziekolwiek coś w rodzaju symbolu czy jest widoczny czy nie. Dla mnie jako złodzieja to dosyć istotne :p A okradając dom Norda, który ma charakter i bitkę jak Wiking po wpadnięciu w szał Berserkera, to raczej sorry, ale zauważony przez niego bym nie chciał zostać :p

03.11.2011
12:37

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10896222

wincelo194 -> Najlepszy (wg. mnie) mod z Wilkołakami do Obliviona to "Curse of Hircine". Tu obrazek - http://www.tesnexus.com/downloads/images/34924-1-1304710850.png. Zmieniasz się tylko w pełnię a nie każdej nocy, możesz wyć, żywić się ofiarami, zarażać itp :)


WrednySierściuch -> Faktycznie, irytują te komentarze nagrywającego i jego kumpla, ale spróbuję przeboleć te następne filmy ;) Ech.... boli tylko to co już w sumie mówiłeś. Niektórzy już grają, a my musimy czekać co najmniej do 11. Mam jeszcze tylko nadzieję, że dopracowana będzie sprawa ze smokami. Bardzo podoba mi się, że nie są one oskryptowane i będą latać tam gdzie im się żywnie podoba, ale żeby przez to nie robiły się błędy typu, że smok wleci do miasta, żeby zabrać jedną osobę, ktoś go zdąży uderzyć przez co smok zostanie i wytnie 3/4 miasta. Mam nadzieję, że smoki raczej od miast się będą trzymać z daleka. No ale to się przekonamy tylko po premierze. Ciekawe jakie jeszcze będą Smoki poza lodowymi i ognistymi.

03.11.2011
08:51

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=7901343

Na pewno się zainteresuję, jak wreszcie wyjdzie :) Mam tylko nadzieję, że ta gra nie będzie cierpiała tak jak dwójka na stada zahipnotyzowanych dzieci, które zwyzywają twoją matkę, obrzucą twój dom gównem i koktajlami mołotowa oraz przeklną cię do 10-ego pokolenia, jeżeli dasz Diablo ocenę niższą niż 11/10. Bo niestety dwójka takich miała całe rzesze.

03.11.2011
08:15

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10896222

wincelo194 -> Masz rację, że z tym "pójdzie mi?" (a częściej "pujdzie mi?"), to istna plaga i też tego nie znoszę, bo chcę poczytać opinie o grze, a zamiast tego cała strona zawalona tymi pytaniami. Jeszcze dochodzą do tego szpanerzy, którzy niby pytają czy im pójdzie, a się chwalą nowoczesnym komputerem. Strona dobra rzecz, ale wg. mnie nawet ona jest niepotrzebna ;) Zamiast zadawać pytania "pójdzie mi?" to mogliby po prostu zobaczyć wymagania Skyrim i porównać ze swoim sprzętem, bez spamowania w internecie. Co za problem?


A co do filmu z tworzenia Skyrim, to bardzo podobał mi się momencik, gdzie pokazano złodzieja :) Przez całą (prawie) serię zawsze byłem mistrzem Złodziei i tak pozostanie ;) Ciemny strój z kapturem, krótki miecz przy pasie, łuk i kołczan na ramieniu, ciche skradanie i wtapianie się w ciemność, kradzież w nawet najbardziej strzeżonych miejscach, otwieranie zamków, ciche eliminowanie potworów i bandytów (nie jestem mordercą cywilów) i wykorzystywanie wszystkiego co możliwe do działania w ukryciu. To mój styl na przetrwanie ;) Widzę, że magia też raczej stoi na wysokim poziomie, więc przyjaciel będzie zadowolony. Szkoda tylko, że mam to głupie uczucie, że im bliżej do premiery, tym czas wolniej idzie :p Mam nadzieję, że twórcy dobrze oddadzą realia kraju na krawędzi wojny domowej, no i charaktery poszczególnych ras ;) Np. Nordowie to nie lubią co najmniej Cesarskich, Bretonów, Altmerów, Bosmerów, Dunmerów, Khajiitów i Orków :p Kłótliwi trochę.


Tematu Wilkołaków narazie nie poruszam, bo bez przerwy napływają sprzeczne informacje, że nie będzie, potem, że jednak będzie a potem itd... Pojawił się niby obrazek Wilkołaka ze Skyrim, ale narazie nie można potwierdzić, że to obrazek ze Skyrim http://img444.imageshack.us/img444/1773/wherewolf.jpg


No i jeszcze taki, który może bardziej jest prawdopodobny, że Wilkołaki jednak będą: http://i.imgur.com/CwBdd.jpg

02.11.2011
19:53

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9036065

Ja też się nie zgodzę, że trójka była kitem. Ci co tak mówią, nie podają żadnych argumentów, tylko typowo po przedszkolu - "Gówno, bo ja tak mówię". Thief 3 miał dobrą fabułę, świetną mechanikę i lokacje, a przede wszystkim wręcz mistrzowskie cieniowanie. To sprawiło, że ta gra naprawdę nabrała mrocznego klimatu. Oby Thi4f im dorównał, no i oby ponownie przyszło nam zobaczyć Garretta.

02.11.2011
19:50

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11688533

Trochę mnie niepokoją te obrazki z rękami Złodzieja. Wyglądają za bardzo kobieco i chyba nawet mają pomalowane paznokcie. Sorry, ale ja nie chcę chodzić kimś innym niż Garrett'em. Chyba, że ta postać ma dużo wspólnego z zakończeniem Thief: Deadly Shadows. Z jednej strony Garrett zrobił już tyle, że można by dać mu spokój, ale z drugiej strony nie wyobrażam sobie "Thief" bez tego złodzieja. To tak jak by zrobić Tomb Raidera bez Lary Croft. A na przykładzie serii "Larry" wiemy już, że dawanie nowej postaci psuje serię. Daliby wreszcie jakieś więcej informacji, bo takie teksty "że się robi" to tak samo jak z Duke Nukem Forever. Czekasz 12 lat i otrzymujesz totalny syf. A spieprzenia serii "Thief" nie podaruję.

02.11.2011
17:39

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10896222

wincelo194 -> Wg. tej strony nie spełniam nawet minimalnych wymagań jednej gry, która mi chodzi bez najmniejszego zacięcia na high :p Nie do końca można wierzyć tej stronie.

01.11.2011
08:11

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10341015

Wilu2 -> Najlepiej poczekać aż wyjdzie jakiś ogromny patch, bo gra jest strasznie dziurawa. No i jak cena mocno spadnie, to wtedy nawet się będzie opłacać, chociażby dla wątku w kampanii militarnej, który jednak jest psuty jak narazie przez bugi i powolność gry.

29.10.2011
23:05

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=7300477

giermuś1972 -> Jak uważasz, że tutaj się rozpisałem, to zobacz mój post w "Fight Night Champion" pod Xbox 360 :p

29.10.2011
22:29

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10341015

Salwikto@ Tak, tak. Idź zrób kupę, bo reszta cyganów nie ma co jeść. Ja przynajmniej podałem argumenty za i przeciw, a ty żadnych, więc nie mamy o czym dyskutować. Poziom na gry-online "-7", to mówi wszystko :) I to nie ja się prężę, bo to ty pierwszy zacząłeś atakować ludzi o odmiennym zdaniu. Najlepiej napisz pozew przeciw wszystkim graczom, którym to się nie podoba, bo "tobie się podoba, a wiadomo, że tylko ty masz rację jedyną i największą". No ale dobra, ja już swoje mówiłem i naprawdę nie widzę powodu, żeby dalej dyskutować z fanboy'em czegoś co z oceny 8.6 spadło na 6.5 w 3 dni. No ale tak to jest, jak ktoś kupi nawet takie coś jak Fifa 12 za 120 zł. bo różni się od poprzedniczki tym, że piłka się zatrzyma w kałuży a w gwizdku sędziego widać kulkę.


Też uważam, że będzie ok, jak wyjdą patche, ale te patche musiałby ważyć tyle co jedno wielkie DLC.

29.10.2011
18:19

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10341015

Salwik -> Ojej, bobasek się oburzył, że go skrytykowałem :) Nawet mojej ksywy nie umie dobrze przeczytać. Forum jest po to, żeby pisać komentarze pozytywne i negatywne. Że cię zabolało, że skrytykowałem syfa, to już twój problem :) A jakby jedno dziecko napisało "Gra jest zajebista!! Ci co ją krytykują to cwele" i potem cała reszta to połknęła, to byś pewno zaliczył ekstazę i się dołączył. Owszem, wiedziałem że 3 nie będzie jak 1, ale nie sądziłem, że zrobią aż taką kaszanę. Dziurawa jak ukraińskie drogi po nalocie dywanowym. A ty nie wymieniłeś nawet jednego argumentu, dlaczego wg. ciebie to coś jest dobre. Pewno sam nie znasz plusów, a bronisz gierki, bo wydałeś kasę na EK i teraz nie chcesz wyjść na debila.


A co do twoich "genialnych" porad, to nawet gdybym cały net przejrzał, to nigdy nie będę do końca pewny oceny gry dopóki sam w nią nie zagram. A po zagraniu będę pisał o niej takie zdanie jakie na mnie wywarła. A że tobie się to nie podoba, to obchodzi mnie mniej niż gówno zrobione przez Aborygena miesiąc temu gdzieś w Zimbabwe.


Jak ci się nie podoba mój komentarz i fakt, że recenzje negatywne były, są i zawsze będą, to załóż sobie forum "Pokuj fanuf Tfjerdzy Tszy" i tam zrzeszaj sobie podobnych. I nawet cieszy mnie, że moja tu obecność denerwuje takich fanboyów jak ty :) Tym bardziej tu będę. Gdybyś nie atakował osób o odmiennym zdaniu a po prostu napisał swoją opinię o grze, to by problemu nie było, ale jedno jest pewne - z twoimi rozkazami w moją stronę, to mogę zrobić to samo, co mi mówiłeś żebym zrobił z grą jeżeli mi się nie podoba. Gierka już dawno wylądowała z powrotem w sklepie, gdzie jej miejsce.

28.10.2011
16:40

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10341015

Pols -> Staram się nie przeklinać zazwyczaj, bo też tego nie lubię. Ale tutaj nie umiałem inaczej. To mój drugi przypadek, że nie panowałem. Pierwszym był Zmierzch Bugów. A co do edycji kolekcjonerskiej, to na szczęście nie kupiłem, ale słowo daję, że mało brakowało :p


Salwik -> Twoja głupota przez przeczenie sam sobie też nie zna granic. Mówisz, że trzeba było się dowiedzieć jak gra wygląda. A jak niby mielibyśmy się dowiedzieć nie kupując jej? Od twórców!? Oni za cholerę nie przyznają się do niedopracowań swojego produktu. A tych jest jeszcze cała góra lodowa. Mówisz, że gdyby Twierdza 3 wyglądała jak 1, tak jakby to była wada. A wg. mnie po graniu w ten syf powinna wyglądać jak 1, bo tamta gra to legenda. Co kolejna gra to co raz gorsza. Twierdza 3 żeby dorównać 1 potrzebuje jeszcze kilku gigabajtów patchów. O gustach się nie dyskutuje, ale ty zrobiłeś coś, czego ja nie zrobiłem - zaatakowałeś osoby, które mają inne zdanie niż ty. Nawet argumentów nie podajesz, tylko "Mi się gra podoba, a wy to debile. Tylko moje zdanie ma rację" No ale w sumie to nie mój problem.

27.10.2011
20:53

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10341015

Ach, Twierdza. Chyba jedna z tych gier, co zajmują czołową pozycję w moim sercu. Do tej pory pamiętam tą budowę zamków, obserwowanie życia swoich poddanych, rozbudowę ekonomi, walkę ze Szczurem, Wężem, Wieprzem i wreszcie Wilkiem. Cudowny symulator, fajna fabuła, genialny dubbing i wiele innych zalet. Zadbano o najdrobniejsze szczegóły, nawet o takie jak kowal broniący się mieczem, który właśnie wykuł i niesie do zbrojowni. Zabawne teksty mieszkańców zamku po kliknięciu na nich i cudowna muzyka, dzięki której czujemy średniowieczne klimaty :)
Wzruszyliście się już? W takim razie szykujcie teraz chusteczki na łzy rozpaczy, bo z tych wyżej wymienionych niczego nie znajdziecie w Twierdzy 3!! Tak jest! Jeżeli twórcy z FireFly Studio byli prawdziwymi rycerzami przy tworzeniu Twierdzy 1, to wiecie co wraz z trójką zaczęło pokrywać ich zbroje? TwieRDZA! Jeżeli ktoś ma ochotę zobaczyć reakcję odzwierciedlającą idealnie moje odczucia podczas grania w trójkę, to polecam ten 30-sekundowy fragment z jednego odcinka Nostalgia Critic’a - http://www.youtube.com/watch?v=LTNP792ykYM


Ludzie cię kochają, panie – Fabuła
Zanim jednak zjadę ten crap tak jak na to zasługuje, obejrzyjmy może pozytywne strony, które jednak udało mi się znaleźć. Fabuła Twierdzy 3 zaczyna się 10 lat po wydarzeniach z Twierdzy 1 i przyszło nam kierować losem tego samego Lorda co w pierwszej części.

spoiler start

Po zjednoczeniu całego królestwa i powrocie króla na tron, wydawało się, że lud zazna wreszcie spokoju i szczęścia. Jednak okazuje się, że nie na długo. Diuk de Wolpe zwany Wilkiem zdołał jakimś cudem przeżyć spotkanie z Lordem, który mścił się za śmierć ojca. Wilk uciekł do ziemi świętej, gdzie arabscy medycy wyleczyli jego rany i ocalili mu życie. Ten jednak nie zamierza darować utraty tytułu. 10 lat poświęca na zbudowanie potężnego wojska i z pomocą odnalezionych synów Szczura, Wieprza i Węża uderza na Anglię szukając krwawej zemsty. Lord, który zjednoczył kraj musi uciekać i stworzyć silną organizację partyzancką, która ponownie i tym razem ostatecznie wypędzi Wilka z tego świata

spoiler stop


Muszę powiedzieć, że fabuła to jedna z najciekawszych zalet tej części, bo bardzo mnie zaskoczyła. Jest nawet wciągająca, zaskakuje i na pewno jest ukłonem w stronę fanatyków Jedynki, takich jak ja. Niestety cała reszta gry skutecznie zniechęca do poznania jej z zadowoleniem, jakie towarzyszyło nam w podstawce. Dlaczego? Zapraszam serdecznie do następnego rozdziału. „Serdecznie” tutaj jest ironią -.-


Ruiny TwieRDZY - Gameplay
O ile fabuła mocno przemawia za trójką, to gameplay sprawia, że przypomina mi się dzieło pewnych niedorobionych hindusów, zwane dodatkiem do Gothic 3. Gra posiada dwa tryby single player – Militarny i Ekonomiczny. O militarnym pisałem już wyżej. Ekonomiczny dzieje się zaraz po wojnie, ale już pierwszy film mnie odrzucił. Mamy tradycyjnie budować i zbierać zapasy, ale….UWAGA – Na czas! Tak jest, najbardziej znienawidzona rzecz wśród graczy, a w Twierdzy 3 jeszcze bardziej znienawidzona. Dlaczego? Ponieważ wszystko w tej grze trwa cholernie długo! Kmiecie, którzy w jedynce pojawiają się jeden po drugim, tutaj pojawiają się co 20 sekund. Spróbujcie wtedy tworzyć wojsko -.- Wróg raz po raz wysyła armię, a my mamy tylko jednego, gównianego chłopa co pół minuty. Fajnie, nie?
Myślicie, że to jedyne, co uniemożliwia nam obronę? To jeszcze warto dodać, że takie budynki jak drwal, żywność, bronie itp. Są cholernie drogie. Odpowiednik chaty myśliwego (Hodowla świń) kosztuje 100 sztuk drewna. A jakby tego było mało mijają wieki, zanim jakiś chłop się tam zatrudni a to powoduje następne komplikacje. O ile grając w Twierdzę 1 czułem się jak prawdziwy władca, to grając w Twierdzę 3 miałem odczucia jakby Gracjan Roztocki siedział mi pod biurkiem i bawił się moimi jajami -.- Tyle „przyjemności” daje trójka….
W Twierdzy 1 najważniejsze było dla mnie mieć nadwyżkę żywności. Myślicie, że tutaj jest tak samo? Tutaj trzeba już na początku ograniczyć racje do 1/2, bo te grubasy zjadają tonę żarcia na sekundę! Możesz mieć 7 hodowli krów, ale zanim zdążą się zrobić zapasy to ścierwo już wyżre cały spichlerz i natychmiast spada populacja, przez co nie ma kto robić żywności i takie to błędne koło przez całą cholerną grę!! A warto jeszcze dodać, że jak np. zapomnieliśmy zrobić chatę drwala, a nie mamy na nią drewna, to musimy wczytać grę. Czemu? Bo teraz usunięcie budynku nie zwraca nam zasobów! Co za debile robiły tą pop*****loną grę!? Na pewno nie te, co zrobiły jedynkę! Nigdy w to nie uwierzę. Tak więc długie zbieranie chłopów, szybko opróżniający się spichlerz, strasznie wysokie ceny za niemal cokolwiek, natychmiast spadająca populacja i popularność Lorda, znikanie ludzi z miejsc pracy połączone z misjami na czas kampanii ekonomicznej, to sami sobie odpowiedzcie co z tego wychodzi -.- A już pierwsza misja mnie po prostu rozwaliła. Kraj jest po wojnie i brakuje towarów oraz żywności. Jaką mamy pierwszą misję? Zbudować kościół….. JAJA SE KU**A ROBICIE!? Rozumiem, że w średniowieczu religia odgrywała bardzo ważną rolę, ale cholera to jest kraj zniszczony wojną!
Pomyślcie przez chwilę. Jesteście lordem państwa, które właśnie skończyło wojnę i ma poważne kłopoty z surowcami oraz żywnością dla całej ludności. Macie do wyboru – Zainwestować w budynki, które wyprodukują żywność dla poddanych, albo postawić kościół i przeznaczyć kasę na modły. Co wybieracie?....... Dobra wiem, że politycy PiSu by wybrali to drugie bez wahania, ale zakładamy, że w tej kampanii jesteśmy mądrymi ekonomistami a nie zidiociałymi fanatykami.
Budowanie zamku to nadal fajna sprawa, ale byłaby o wiele fajniejsza, gdyby nie to, że non-stop nam spada populacja przez głód i bankructwo! Nie wiem kto z Firefly wpadł na tak genialne pomysły, ale powinno się na niego rzucić tysiąc Pałkarzy i każdy jeden powinien po pięć razy trzasnąć go tą pałką po jajach!! Jak można wydać legendarną grę a po latach tak ją spier***ić!? Pytam się, JAAAAK!?


Myślicie, że tylko ekonomia jest w grze spieprzona? To poczytajcie o militarystyce. Skoro jesteśmy już przy szybkości gry, to również wojsko porusza się tak, jakby każdy z nich chciał w tej chwili postawić kloca! Pamiętacie jak „szybko” poruszali się wojownicy w zbrojach z Jedynki? To tutaj mniej więcej tak porusza się niemal każdy żołnierz! Poruszanie się armią to U-DRĘ-KA! I to nie tylko przez ich szybkość. Często jak prowadzisz większą armię to część z nich zatrzyma się w połowie marszu, a nawet w czasie bitwy! Tylko połowa rzuci się na wroga a reszta będzie stała z tyłu i się gapiła! To idealnie odzwierciedla brytyjską inteligencję twórców po tych latach! Często musiał klikać kilka razy, aż ci anemicy wreszcie raczyli się ruszyć!
A najlepsza była pierwsza misja kampanii militarnej. Sama w sobie była całkiem udana, ale słynie ona z zupełnie innej rzeczy. Mogłem tam podziwiać prawdziwie epicki pojedynek dwóch rycerzy. Serio! Musicie mi uwierzyć, ta legendarna batalia przejdzie do historii. Było to niesłychanie epickie oglądać, jak dwóch rycerzy stoi naprzeciw siebie, nie ruszając się w ogóle a paski życia im się kurczą……Kur*a mać!! A jeszcze jak prowadziłem swój oddział to najlepsi byli wrogowie, którzy respili się na moich oczach! Nie można było zrobić, że wynurzają się z mgły wojny, do ciężkiej cholery!?
Wiecie co jest najgorszą zmorą naszych dzielnych wojaków? Wojska Wilka? Nieeee. Katapulty? Nieeee. Mówię o czymś bardziej przerażającym. Bramy własnych zamków! Nawet najdzielniejsi wojacy nie odważą się przejść przez te obrzydliwe budowle z piekielnych otchłani! Wszyscy zablokują się w nich i nie przejdą dalej. Muszę dalej komentować? -.- Ale to nie jeden przykład ich „zajebistej” inteligencji. Pamiętam jak ustawiłem żołnierzy rzucających włóczniami na bramie i pod mury podszedł wróg. Mogli zostać na górze, gdzie by ich zmasakrowali. A oni co? Zeszli z bramy na dół i wróg ich wszystkich wyciął. Genialne, nie!? A mówiłem już, że bramy teraz nie da się zamykać? Wróg nie wejdzie, ale brama będzie ciągle otwarta przed jego nosem. Kolejny przykład inteligencji rodem z Anglii.


Podobała mi się również akcja z jednej misji. Nie poszła mi dobrze i wróg zmasakrował niemal cały mój zamek. Ale w czasie tego najazdu pojawiło się wydarzenie – Król przybył z wizytą. Zadowolenie ludzi od razu wskoczyło na +30. No fajnie, ci ludzie są zajebiście optymistyczni. Coś jak – O panie. Wróg spalił nasze domy, wymordował nasze rodziny, idzie prosto na nas i jak tylko przyjdzie, to zmasakruje mężczyzn, zgwałci kobiety i zrówna z ziemią całe to miejsce. Ale przyjechał Król z wizytą, więc jesteśmy bardzo szczęśliwi. Idziemy do kościółka zrobić wielką biesiadę


Uwaga na wilki. To inteligentniejsze stworzenia od twórców. Nie tylko wilki zresztą, bo indyki też są od nich mądrzejsze, ale nie ma ich w grze. Wilki natomiast nie dość, że potrafią wspiąć się po drabinach na mury, to jeszcze zdarza się, że taki pojedynczy, dziki piesek wytnie pół tuzina żołnierzy zanim zostanie zabity. Tak, brachu. Nie zadzieraj z wilkiem. Nie tylko tym w zbroi. Mógłbym tym żołnierzom natychmiast wysyłać wsparcie, gdyby nie fakt, że nie da się ustawić pier****nego punktu zbornego! Naprawdę się pytam, czy tą grę na pewno robili ludzie, którzy stworzyli Jedynkę? Bo podejrzewam, że to tak naprawdę nie oni, tylko spłodzone abominacje twórców Limbo of the Lost i tych je**nych hindusów od Gothic 3: Zmierzch Bugów, które się tylko pod nich podszyły. Tylko oni potrafią robić gry, które na różne sposoby są nie do przejścia. Poziomów trudności też tu nie uświadczymy, więc przygotujcie się na experta…….z cierpliwości, bo to trzeba mieć, żeby grać w tą grę.
Mógłbym jeszcze wymienić setki innych błędów, ale wtedy to byłoby już zwykle czepialstwo i szukanie dziur w całym, a poza tym siedzielibyśmy tu całą dobę. Dlatego może na koniec powiem, że zalety gameplayu też są. Można obracać budynki zanim się je postawi. Jest zmiana pogody, która ma wpływ na nastrój naszych obywateli. Np. gdy pada deszcz, ludzie są smutni i jest jeden ester egg, który sprawił, że się uśmiechnąłem – drwale gwiżdżą sobie melodyjkę „I am the lumberjack” znaną fanom Monty Pythona. Ale jak na razie to tyle!!


Sir, nie wygląda to dobrze - Grafika
Grafika powala. Zacofaniem. Nie mówię, że wygląda źle, bo nigdy nie byłem wymagający względem grafy. Nawet mi odpowiada i niektóre budynki całkiem porządnie wyglądają. No ale mam wrażenie czasem, że w Twierdzy 1 o wiele lepiej to wyglądało. Twierdza 3 wygląda jakby starali się skopiować grafikę z Twierdzy 1 i zrobić w HD, ale akurat ktoś z Firefly się zerzygał na klawiaturę, zrobiło się zwarcie i grafika nie wyszła taka, jaka miała wyjść. Efekty kolizji są strasznie sztuczne i o ile coś takiego było dopuszczalne 10 lat temu, to powinno być zakazane w 2011 roku. Budowanie zamku nadal sprawia przyjemność, ale nie rozumiem, dlaczego nie można już np. zrobić takich grubych murów jak byśmy chcieli, tylko jesteśmy skazani na jeden typ muru. Pocieszeniem jest tu tylko to, że teraz można naprawiać każdy budynek, jaki jest na mapie, o ile wróg nie jest za blisko. Poza samym wyglądem murów i budynków, jeszcze dobrze wyglądają modele jednostek i mieszkańców, chociaż czasem mi się wydaje, że bardziej realistycznie wyglądają te z Medieval II: Total War. No ale ludzie, po 10 latach byśmy oczekiwali czegoś więcej. W Twierdzy 1 mogliśmy naprawdę zobaczyć życie w zamku. Rzemieślnicy pracowali, psy spały, węszyły, nawet sikały, kury grzebały w ziemi, drwale ścinali drzewa, wycinali pnie, przerabiali na deski, wszystko! Tutaj już tak nie jest. Prawie niczego nie można obejrzeć. A nawet, jeżeli to na pewno nie tyle, co w jedynce. Jeżeli mam rzucić jakieś zdanie podsumowujące o grafice, to może powiem to, co już kiedyś mówiłem – Jest jak pierwszy w życiu seks z dziewczyną. Było fajnie, ale mogło być o wiele lepiej.


Bębny w oddali (o puste, zakute łby twórców) – Dźwięk
Pamiętacie jeszcze legendarne udźwiękowienie Twierdzy 1? Muzyka była genialna i świetnie wprowadzała w klimat gry. Dźwięki wydobywające się z pełnego życia zamku, naprawdę dawały wrażenie, że oglądamy populację z krwi i kości. Odgłosy poruszania się rycerzy, szczęki mieczy, świst strzał i uderzenia kamieni o mury były niczym z życia wzięte. Do tego dochodził również kapitalnie wykonany polski dubbing. Głosy aktorów były doskonale dopasowane. Zwłaszcza głos Skryby, Szczura, Wilka i Sir Długoręki. Do tej pory pamiętam każdy dialog z gry, każdy przerywnik, każdy dźwięk.
A jak to wygląda w Twierdzy 3? Muzyka może i zła nie jest, ale wcale nie zapada w pamięć. Jest raczej prosta, ale katastrofa zaczyna się jak dojdziemy do polskiego dubbingu. Nie wiem, jaki jest oryginalny, ale w tej części polski jest straszny. A wszędzie było dużo szumu i podniecali się, że występuje Piotr Fronczewski. No ok., tylko, że jedyne, co w grze robi to czyta opisy do bitew historycznych!! To tak jakby Kolekcja Klasyki zaczęła się reklamować – Wiecie dlaczego warto kupować gry z naszej kolekcji? Ponieważ Piotr Fronczewski czyta 5-cio sekundowy wstęp za każdym razem! Nie przegapcie takiej okazji!. Głos Wilka – zimny, groźny i genialny całokształtem w jedynce, tutaj brzmi jakby 2 dni nie spał i siedział na nudnym 4 godzinnym wykładzie z fizyki. Podobnie genialny głos Skryby został zastąpiony jakimś prostym i pozbawionym emocji, jak syntezator. Jedyny głos jaki przypadł mi do gustu, to głównego bohatera, ale to chyba dlatego, że dubbinguje go Jacek Kopczyński (Znany z roli Lee w Gothica, oraz Jaskra w Wiedźminie). A już najgorszy głos jest chyba ten, co pod koniec misji mówi „Zwycięstwo”. Boże, brzmi jakby na plan wparował jakiś stereotypowy pedzio z podwiązanymi jajami (pewno jeden z twórców) i chciał to słowo powiedzieć w stylu – „Zwycięstwo, och jejku, jakie to słitaśne”. Aż patrzyłem czy na liście aktorów nie było Gracjana Roztockiego, bo przez chwilę się bałem. Ale dubbing z Twierdzy 3 ma jednak jedną zaletę. Dzięki niemu przypomniałem sobie jak genialne były polskie głosy w jedynce i tym mocniej utrwaliły w przekonaniu, że Twierdza pierwszej generacji, to jedyna słuszna gra z tej serii.


Przeklęty głupcze! Cóżeś na Boga, zdziałał najlepszego!? – Podsumowanie
Firefly Studio wzięło kubki do herbaty, poszło nad jeden z dołów kloacznych, jakie były w jedynce, nabrali i krzyknęli – „zdrowie!”. Wszystko poszło do mózgu i PUUUU – tak powstała Twierdza 3. Gra jest totalną profanacją legendarnej jedynki i całkowitym zniszczeniem mojego dzieciństwa! Mam wrażenie, że każdy z tego studia teraz śpiewa o sobie piosenkę – Jestem Brytolem. Pa Ra Ra Ra . Co zrobię, później spier**lę. Pa Ra Ra Ra . Gra obdarła Jedynkę ze wszystkiego, co piękne i granie w nią jest równie przyjemne, co oglądanie tyłka stałego bywalca McDonalda! Ma naprawdę ciekawą fabułę, co by mocno przemawiało za Trójką, ale rujnuje ją fakt, że przez swoje chore bugi i pomysły twórców jest strasznie odpychająca i wkur*ia w każdej misji. Nie ma trybu skirmish, misje typu - Oblężenie potrafią się wieszać już w ekranie wczytywania, historyczne ograniczone do około 100 ludzi po każdej stronie, żadnych fajnych rzeczy typu własna potyczka, swobodne budowanie ma tylko dwie i to cholernie nędzne mapki i na koniec powiem, że w grze z 2001 roku można wybaczyć rozwalanie kamiennych murów za pomocą włóczni ale nie w grze z 2011 roku!


Wiecie co? Zazwyczaj byłem bardzo przeciwny DLC, ze względu na ich komercyjność. Ale w tym wypadku DLC jest do tej gry baaaardzo wskazane. Nie jako rozszerzenie, ale jako patch. Bo żeby ta gra była grywalna, to wymagana jest łatka wielkości, co najmniej sporego DLC!! Może gdyby poprawili inteligencję (swoją zwłaszcza), zmniejszyli ceny budynków i spożycie ze spichlerza, to ta gra byłaby całkiem przyjemna. A tak to mamy tu produkt, który ma więcej dziur niż szwajcarski ser, który był celem niemieckiego CKMu. Wyobraźcie sobie człowieka opóźnionego w rozwoju i wiecznie naćpanego, który zjeżdża gołą dupą po tarce i uwielbia skakać z trampoliny do basenu pełnego pułapek na myszy, a w wolnych chwilach smaruje się cały miodem i wchodzi do rezerwatu dla niedźwiedzi. Ten człowiek byłby normalny w porównaniu z debilami podszywającymi się pod ludzi z Firefly Studio. Tak jest! Podszywającymi, bo nie wierzę, żeby twórcy mistrzowskiej Twierdzy 1 odpier***lili takie gówno! To muszą być jakieś niedorozwinięte klony z rodziny międzygalaktycznych orangutanów posiadających mózgi w miejscu prostaty! Moja ocena Twierdzy 3 to 1.5/10!. Chyba największe rozczarowanie jeżeli chodzi o serie gier, z którymi jestem związany emocjonalnie. Dopóki do tej gry nie wyjdzie taki patch, który uczyni ją równie grywalną co jedynkę, to dla mnie Firefly jest skreślone za taką profanację!

25.10.2011
20:24

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=2798150

Duke Nukem powrócił zgodnie z zapowiedziami, którymi od 12 lat nas zasypywano. Gracze na całym świecie wręcz zarzekali się, że to będzie międzynarodowy hit tak jak „Duke Nukem 3D”. Jak to wyszło w praniu? Znacie powiedzenie – Odgrzewany kotlet? To za mało, żeby opisać, co zaserwowali nam twórcy po 12 latach czekania. Ale wniknijmy głębiej.


Powrót króla…….z zabiegu kastracji
Muszę powiedzieć, że na samym początku sądziłem, że warto było czekać te 12 lat. Wielka posiadłość Duke’a niczym rezydencja rasowego Playboya, ogromne kasyno będące miejscem kultu Duke’a, nagie laski dookoła, setki wielbicielek i zachwyconych fanów. Król jest tylko jeden, dziwko. Spodobało mi się również to, że gra jest bardzo interaktywna. Można zrobić popcorn w mikrofali, wypić Colę z automatu, napisać coś na tablicy, odlać się, przejrzeć w lustrze itp. Duke żyje sławą i jest supergwiazdą znaną na cały świat. W tym momencie naprawdę czułem się jak król. Jedyny król, suko! Jednak nie może nic być tak różowe jak się wydaje. Po 12 latach na horyzoncie znów pojawiają się kosmici. Prezydent zabrania Duke’owi atakowania obcych oraz pokazywania obraźliwych gestów w stronę ich statków. Duke niechętnie na to przystaje, ale jednak okazuje się, że kosmici wcale nie są nastawieni przyjaźnie i atakują pierwsi. Mam nadzieję, że podobała wam się moja lista zalet gry, bo więcej już ich nie ma…. -.-


Nie zamierzam cię recenzować. Zamierzam skopać ci dupę!
Tak jest. Jak widać te 12 lat źle zrobiły Duke’owi, bo z dawnego twardziela o ciętej ripoście został tylko wygląd. A tragedia zaczyna się już od wczytywań pomiędzy poziomami. Tak jest! Nawet zwykłe wczytywanie jest porażką! Pomiędzy levelami można spokojnie iść sobie zrobić kolację, bo wczytywanie trwa średnio 5-7 minut. Raz zdążyłem nawet zrobić sobie Danie w 5 minut Knorra, a jak wróciłem do kompa, to nadal się wczytywał. Myślicie, że to jedyna głupota wczytywania między poziomami? A takiego wała. Jeszcze jesteśmy zasypywani poradami do gry. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że zalewają nas oczywistymi poradami, jak np. „Ukrywaj się, to nie będziesz otrzymywać obrażeń” albo „Jak czerwona beczka zaczyna się palić, to znaczy, że zaraz wybuchnie”. Serio? Może jeszcze nam uświadomcie, że „Stawianie jednej nogi przed drugą na zmianę nazywamy chodzeniem” albo „Kiedy mamy oczy otwarte to widzimy”. Tak nisko upadliśmy, ludzie. Tak nisko upadliśmy -.-
A to dopiero początek. Jak mówiłem Duke został tylko z wyglądu. Jego cięte riposty nie zapadają tak w pamięć jak w 3D. Są właściwie bez wyrazu. Wszyscy pamiętamy legendarne teksty Nukem’a z poprzedniej części. Słuchało się tekstów typu –„I am not gonna fight you. I am gonna kick your ass!” i mówiliśmy sobie –„ Kur*a, ten Duke jest zajebisty. Jedyny król, mackowata cioto!”. Tutaj jedyny tekst, jaki zapadł mi w pamięć, to „Rest In Pieces” (Spoczywaj w kawałkach).
Jakby tego było mało, Duke naprawdę stał się ciotą. Jak wygląda walka z kosmitami w wykonaniu naszego twardziela w tej części? Chowanie się za przeszkodami jak cipka i oglądanie czerwonego ekranu co 3 sekundy. Nasz superbohater dzielnie chowa dupę przed meduzami, ludzie! Przez ostatnie 5 lat mojej kariery z grami to chyba tylko bohater Penumbry był mniej odporny niż ta Duke Ciota. A jeszcze trzeba dodać, że teraz może nosić przy sobie tylko 2 bronie, z czego jedna musi być rakietnicą, bo tylko to działa na Bossów. Gdzie ten chodzący testosteron, wywalony giwerami, robiący z kosmitów krwawą masę i zostawiający całą okolicę w zgliszczach? Twórcy argumentowali to chęcią realizmu. !!!!!!! No tak, bo przecież Duke Nukem aż się prosi o realizm! Cała ta sprawa z kosmitami, mięśniakiem ratującym świat, zabawą jajami obcego niczym workiem treningowym to wszystko jest bardzo realistyczne i trzeba było do tego dodać noszenie 2 broni maksymalnie. A co do samych broni, to tradycja – pistolet, shotgun, karabin maszynowy, RPG i dwie które mi się bardzo podobały – Zmniejszasz i Zamrażacz. Postarali się nawet o taki drobiazg, że zamrozi nas, jeżeli użyjemy go pod wodą. Niestety jak się można domyślić, z tych dwóch ostatnich korzystamy najmniej….
Ego zastąpiło pasek życia. Interakcja z otoczeniem i pokonywanie bossów podnoszą nasze ego o 1 punkt albo 3, ale szczerze to przez całą grę nie widziałem, żeby w ogóle zmieniła się długość tego paska. Duke pozostawał taką ciotką jaką jest przez całe Forever.
Ale twórcom należy się jedna pochwała, bo jest jedna rzecz która sprawiła, że poczułem się lepszy niż Duke Nukem. Ja, żeby się nawalić potrzebuję około 4 browarów wypitych szybkimi łykami. Wiecie ile piw potrzebuje Duke, żeby się nawalić jak świnia? Jednego! Kogoś, kto zalicza śrubę po jednym piwku uznalibyście za twardziela? Bo ja na pewno nie.
Szkoda gadać… Co do samych kosmitów to spotkamy niektóre, które zadowolą fanów Duke’a. Chociażby legendarne Świniory. Jednak tutaj warto zaznaczyć jeden z największych grzechów Duke Nukem Forever. Walka z kosmitami jest………..nudna!! Tak jest! Już 100 razy bardziej wciągnęło mnie na początku jak Duke przeglądał się w lustrze i rozdawał autografy, niż walka. Nic kompletnie nie wnosi nowego do gatunku, jest monotonna, schematyczna i non-stop trzeba się ukrywać, bo ta nafaszerowana sterydami pipka udająca Duke’a co chwila ginie. A jak dodamy do tego fakt, że 7 minut trwa wczytanie po śmierci, to mamy na prawdę dłuuuugą grę. Warto dodać również przeciwników, którzy respią się na twoich oczach albo rozciągającą się krzywo grafikę mordy po uderzeniu pięścią.
Do przejścia jest 23 misji. Ale nie dajcie się nabrać, że to dużo. Większość z nich można na upartego przejść w 10 minut. Gra wydaje się długa tylko dlatego, że długo trwa wczytywanie poziomów. Tak to można spokojnie zaliczyć całą grę w 6 godziny. W levelach też prawie nic się nie dzieje, masz tylko przejść, zabić kilka świń i ewentualnie nacisnąć przełącznik. Chociaż możemy natknąć się na aluzje do innych (lepszych) gier. Np. Halo, przez tekst Duke’a – „Pancerze są dla ciot”. Odpowiedziałbym do tego – „No to tobie tym bardziej by się przydał”. Ale był również do Mass Effect (pojawia się nazwisko Shepard) albo Assassin’s Creed (Kolega stracił serdeczny palec). Chętnie oddałbym palec serdeczny, mały, wskazujący i kciuk, żeby mieć tylko środkowy, który bym całą dobę pokazywał twórcom. A zakończenie jest tak gówniane, że nawet sam Duke tak uważa. Fabuła prawie bez przerwy idzie takim tokiem, że nie wiem w ogóle jaką mam misję ani po co ją robię. Zero jakiegoś namiaru, czegokolwiek.
Oczywiście musiała się również znaleźć misja, gdzie strzelamy z helikoptera. Odkąd było tak w Modern Warfare, teraz każdy poczuł się zobowiązany zrobić to samo. Battlefield, Homefront, Medal of Honor a teraz Duke Nukem Forever. Chociaż w przypadku Duke’a sposób strzelania i efekty wizualne wybuchów to dosłowna zżyna z MW. Wszystko wygląda identycznie. A misja nudziła mnie tak samo jak reszta. Jedyne misje, jakie mi się podobały to pierwsza i jedna, która jest snem Duke’a. Nawet walki z bossami nie wkręcają, mimo że ciekawie są zrobione te potwory. A już najgorsze są momenty (na szczęście bardzo niewiele) gdzie Duke zostaje pomniejszony. Jedyne, co w nich jest pozytywnego, to teksty kobiet na widok małego Duke’a. Chociaż z drugiej strony Duke powinien być taki malutki całą grę, bo tylko tyle testosteronu w nim zostało po tych 12 latach.
Jeden mój przyjaciel jak usłyszał, że przymierzam się do recenzji DNF, wysłał mi trailer tej gry z 2001 roku. I co tam było? Masa giwer, ekstra bitwy, postać z jajami, rzeź, riposty i chyba nawet lepsze tekstury!! Ja chcę takiego Duke’a! Ta marna imitacja to napompowany Gracjan Roztocki z okularami!!


Cholera, nieźle wyglądam – Grafika
Większość osób już zapewne wie, że nie jestem człowiekiem wymagającym, jeżeli o grafikę chodzi. Nie mam wobec niej niczego do zarzucenia, bo jest całkiem przyzwoita. Jednak miałem wrażenie, że już gdzieś widziałem taki silnik a było to kilka lat temu. I wtedy przypomniałem sobie Turok’a i Fallout’a 3. Obie te gry wyszły w 2008 roku. Ta gra ma niemal taką samą grafikę. Podobno na konsoli jest jeszcze gorsza. Grafika z Turoka i Fallouta nie była wcale zła, ale po 3 latach oczekiwałoby się o wiele lepszej grafy. Co ja gadam!? Po 12 latach oczekiwałoby się 100 razy bardziej rozbudowanej gry!! Generalnie o grafice mogę powiedzieć krótko – w tym roku spodziewałbym się lepszej, ale nie mam nic przeciwko niej. Chociaż……..Mam! Po włączeniu okularów Nukem’a, działających jak noktowizor! Fajny bajer, ale często byłem w sytuacji, że jestem w korytarzu tak ciemnym, że nic nie widać. No to włączam okulary i nagle zrobiło się tak jasno, że też nic nie widać. No to jak mam grać!? Zwłaszcza poziom „Hive” ma problemy ze zdecydowaniem się, czy powinniśmy teraz włączyć okulary czy nie. Jedyna zaleta ciemnych pomieszczeń to, że widać przynajmniej cycki kobiet.


Tańcz, laluniu! - Muzyka
Tutaj obok początku i interakcji kolejna zaleta DNF. Muzyka w grze jest naprawdę dobra i buduje fajny klimat. Szkoda tylko, że bitwy są tak cholernie nudne, bo w połączeniu z tą muzyką tworzyłyby prawdziwie dobrą chwilę akcji. Pamiętacie jak wyglądała walka w takim „Serious Sam: Pierwsze/Drugie Starcie”? Zarąbista muza połączona z ostrą siekaniną setek wrogów, przy użyciu ton pocisków z ogromnych giwer. To było piękne i wciągające. I czegoś takiego bym oczekiwał od Duke Nukem Forever, a nie, że muzyka jest podkładem do nudnej kaszany. Nie będę się za bardzo rozpisywał. Muzyka i dźwięk są zadbane i dobrze dopasowane. Nie uświadczyłem dźwięków, głosów albo utworów, które by mnie irytowały.


Shit happens – Podsumowanie
Duke Nukem skończył się 12 lat temu. Niektórzy cały ten czas czekali na tą grę i zarzekali się w niebiosa, że to będzie super hit. Ja z każdym rokiem co raz bardziej spodziewałem się syfu, ale nie sądziłem, że aż na taką skalę. Gra zupełnie niczego nowego nie wniosła, broni się jedynie humorem, walka jest nudna, levele schematyczne a z Duke’a jakiego znaliśmy w 3D zostały tylko mięśnie (chociaż tutaj chyba silikonowe). Obcięto mu jaja, odebrano twardość i zrobiono z niego chowającą się ciągle cipkę, która nawet dwóch pistoletów podnieść nie umie. To nie jest Duke Nukem. O nie. I to nie jest jedynie moje zdanie. Angry Joe też tak uważa i setki recenzentów oraz graczy na całym świecie. Moja ocena to marne 4/10. Poniżej przeciętnej. A gdybym miał jeszcze oceniać męskość Duke’a w tej części to bym walnął ocenę 1/10. To 1 za teksty. Twórcy (wszyscy ze wszystkich zespołów tworzących DNF) wrzucili do gry sterydy i piwo. Obie te rzeczy chyba zażywali na potęgę przez całe 12 lat powstawania gry. Jeżeli ktoś chce w grze odwzorować moje odczucia względem tej części, to niech wyjmie z kibla gówno i rzuci o ścianę. Scena ta będzie idealnie symbolizować całą grę. Tym gównem najlepiej rzucić w otwarte gęby twórców za wykastrowanie legendarnej postaci. Jeżeli mógłbym mieć jedno życzenie względem twórców, to powiedziałbym krótko – Książe, wysadź ich atomem na zawsze!. W tłumaczeniu na język oryginału – Duke, nuke’em forever!

25.10.2011
16:41

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10896222

WrednySierściuch -> Spoko. Ja chyba też czasem za bardzo biorę do siebie pewne sprawy. Co do modów, to też uważam, że mody na realizm to pozycja obowiązkowa. Bynajmniej sama siekanina mnie za bardzo nie interesuje, bo Elder Scrolls to nie Enclave ;) Zgadzam się z tym. No nic. Pozostaje tylko poczekać te 3 tygodnie a potem mieć nadzieję, że szybko pojawią się mody tak genialne jak są do Morka czy Obliviona :) Pozdro.

23.10.2011
23:32

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10896222

WrednySierściuch - Widzę po twoich wypowiedziach, że wyraźnie szukasz prowokacji. Co to znaczy to zdanie "Tyle że szanse że TY w nie zagrasz są jakby zerowe"? Masz mnie za jakiegoś durnego konsolowca? Nie wiem czym cię prowokowałem do ataku, ale sądziłem, że tutaj nie spotkam ludzi wysokich rangą, którzy zachowują się jak na onecie. Mam nadzieję, że mówiąc "miałem nadzieję, że będzie ulepszonym Morrowindem" miałeś na myśli fabułę i klimat, bo jeżeli takie rzeczy jak system walki to no comment. Tutaj mogę się zgodzić, bo pod względem fabuły i klimatu Oblivion był daleko za Morrowindem. Jednak złodziejstwo było w Morku żałosne a w Oblivionie jest całkiem dobrze zrobione, dlatego każda gra jest w czymś lepsza od innej. Ale nie można w kółko żyć tylko jedną grą, bo z każdej by się w końcu zrobił odgrzewany kotlet. Poza tym Elder Scrolls zawsze mocny stawał się razem z modami, więc nie wiem w czym masz problem. Obecnie ani Morka ani Obliviona nie wyobrażam sobie bez modów i z czasem na pewno tak będę miał ze Skyrim. Ale czy to oznacza, że zanim wyjdą mody to mam oceniać Skyrim na 0/10? Przesada. A mówiąc o arcydziele, nie mówiłem, że ta gra z góry będzie arcydziełem (mnóstwo gier zapowiadało się jako arcydzieło a wyszły kaszany), ale nie możesz mieć 100% pewności czy to arcydzieło czy kaszana dopóki nie zagrasz. Gdybym miał podchodzić do każdej gry z nastawieniem "Gra nr. 3 jest gównem, bo nie jest taka jak nr. 1" to by mi się żadna nowa gra nie podobała.


Nie ma wilkołaków. Cóż, jakoś to przeżyję, ale uważam, że do świata Skyrim pasowałyby idealnie, więc nie wiem czemu Bethesda z nich rezygnuje. Były 100 razy ciekawsze niż te całe wampiry.


Co do zimna, to czy na postawie tego, że bohater lata z gołą klatą od razu można oceniać całą grę? To tak jakby mówić, że Morrowind to gówno, bo bohater na początku gry skacze 3 cm nad ziemię a pod koniec nawet 300 metrów w górę. W Morrowindzie można było nie tylko na golasa iść przez zamieć śnieżną, ale też biegać z prędkością Ferrari, skakać z miasta do miasta, zjadać diamenty ze złomem i wiele innych absurdalnych rzeczy, których nikt się nie czepiał.


Nie tylko ty jesteś hardcorowym graczem Elder Scrolls, bo ja też przebrnąłem przez wszystkie części. Ja po prostu nie żyję wyłącznie jedną grą i nie stawiam sobie wymagań typu - "Gra niepodobna do Morrowinda a podobna do Obliviona to gówno automatycznie". Nie rozumiem też tej całej nagonki na Obliviona. Od Morrowinda gorszy był tylko klimatem, fabułą i ciekawostkami spotykanymi w świecie gry, ale tak to miał mnóstwo cech, którymi również przewyższał Morka. Mimo mojego zawodu nad głównym wątkiem, wniknąłem w możliwości w grze, zająłem się eksploracją świata i Oblivion bardzo przypadł mi do gustu. A jak ktoś wyznaje zasadę "Podoba ci się Oblivion to jesteś noobem", to mu szczerze współczuję. O gustach się nie dyskutuje.


Szanuję Twoje zdanie, ale naprawdę nie wiem, czemu od razu mnie atakujesz, bo nie mam wygórowanych wymagań względem Skyrim. Ja po prostu nie jestem graczem z rodzaju - "Seria kończy się dla mnie na jednej grze". Z takim podejściem to już dawno bym musiał skreślić Thief, Splinter Cell i Tomb Raider. Ja w Elderach nigdy jakoś nie stawiam na wątek główny, tylko na eksplorację świata i wczuwanie się w kierowaną przeze mnie postać. Prowadzenie swojego życia w świecie gry itp.. Dzięki temu każda gra z serii mi się bardzo podobała, ale jak już mówiłem, o gustach się nie dyskutuje.


Jak już przyjdzie mi dać Skyrim ocenę, to pewno postąpię tak jak w przypadku Arcanii, że ocenię oddzielnie jako grę i jako następcę serii, ale to w swoim czasie.

23.10.2011
17:36

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10896222

WrednySierściuch - To są informacje ze strony Skyrim, które czytałem już chyba 3 razy. A Wilkołaki na 99% będą w grze, tylko nie wiadomo jeszcze czy będzie można się w nie zamieniać. Nawet jeżeli nasza postać nie będzie mogła zostać jednym z nich, to jednak sam fakt, że są one obecne w grze mnie zadowala. Mają nawet mieć różne umaszczenia futra. Nie wiem też co złego widzisz w trzęsieniu się z zimna. Jak dla mnie to raczej realistyczne. A w pełnym pancerzu też byś się trząsł z zimna, bo metalowa zbroja cię raczej nie ogrzeje ;) Mówisz, że już z góry wiesz, że gra która się nawet nie ukazała będzie kaszanką. No z takim podejściem, to będzie, bo będziesz na siłę sobie udowadniał, że gra jest mierna, nawet gdyby okazała się arcydziełem.


Ale tak wracając do Wilkołactwa, to jednak jakimś priorytetem ono nie jest. Dla mnie bardziej ważne jest, że złodziejstwo i skrytobójstwo jest dopieszczone, bo zawsze gram taką właśnie postacią ;)


janosik6 - Nie no, ryzyko istnieje zawsze, ale nie wydaje mi się, żeby Bethesda była tak chamska jak EA Games czy 2K Czech, żeby okrajać grę z tylu smaczków i dawać je dopiero w DLC. Pożyjemy, zobaczymy. Premiera już niedługo ;) W ich grach przeważnie DLC dawały dosyć ciekawe rzeczy, ale same gry nie wyglądały jakby były okrojone, jak to było z np. Mafią 2. No nic. Gra wyjdzie, to sami się przekonamy ile obietnic dotrzymali.

23.10.2011
09:33

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10896222

stevie -> Nic nowego. Niemal każda gra na PC jest ładniejsza graficznie. Dodatkowo ma mody, programy i wiele innych fajnych bajerów, co brakuje konsoli.


A co do samego Skyrim to moja obsesja. Każdego dnia odhaczam ile jeszcze zostało do premiery :P Elder Scrolls to dla mnie seria z gatunku "Musisz mieć!" Zrezygnowałem jednak z Edycji Kolekcjonerskiej, bo 600 zł. to zdecydowana przesada. W całej serii zawsze grałem jako Cesarski Złodziej, który z czasem stawał się lepszy niż sam Garrett ;> W Skyrim nie będzie inaczej. Świat wydaje się pełen miejsc, które warto odwiedzić nocą. Liczę też na Wilkołactwo, bo uwielbiałem to z Bloodmoona. A skoro już tu jestem, to może podzielę się wszystkimi faktami, jakie już można zaleźć. Oto co czeka nas w Skyrim:


SMOKI


- smoki będą pojawiały się w świecie gry losowo, a starcia z nimi nie będą oskryptowane
- zraniony smok nie będzie w stanie latać, więc będzie można spokojnie zmierzyć się z nim na ziemi
- smoki używają w walce tych samych krzyków, których może nauczyć się gracz
- różne smoki będą zachowywały się różnie, w związku z czym gracz będzie musiał wypracować własną strategię walki z nimi
- smok powalony na ziemię bez możliwości latania jest bardziej podatny na ataki z bliska
- po śmierci smok zamienia się w płonący szkielet i wtedy można wchłonąć jego duszę, dzięki czemu można odblokować kolejne poziomy danego krzyku
- gra będzie pilnować, by smoki nie atakowały nas zbyt często i zbyt licznie
- czasami dwa smoki mogą wspierać się w walce z graczem i npcami
- sa różne typu smoków, niektóre używają krzyków ognistych, inne krzyków lodowych itd.


SMOCZE KRZYKI


- “Yol Toor” czyli Ognisty Oddech (Fiery Breath) - wystrzelenie fali ognia w kierunku wroga
- “Iiz Slen” czyli Kryształy Mrozu (Frost Crystals) - obsypanie wroga deszczem mroźnych kryształów
- "Strun Bah Qo" czyli Wezwanie Burzy (Storm Call) - wezwanie błyskawic uderzających we wroga z nieba
- Spowolnienie Czasu (Slow Time) - taktyczne spowolnienie walki
- Wirujący Duch (Whirlwind Spirit) - szybkie poruszanie się w kierunku wroga lub taktyczne zwiększenie dystansu
- Lodowa Postać (Ice Form) - sparaliżowanie wroga poprzez uwięzienie go w bloku lodu
- Bezlitosna Moc (Unrelenting Force) - wysłanie potężnej fali mocy zdolnej przewrócić wroga lub strącić go z wysokości


ŚWIAT


- questy w Skyrim mają być dużo bardziej realistyczne i ciekawsze niż w Oblivionie
- w grze znajdziemy 13 różnych rodzajów rud metali
- potwierdzono trzy nowe organizacje, poza Mrocznym Bractwem będą jeszcze : Gildia Złodziei, Kolegium Winterhold dla magów, oraz Towarzysze (The Companions) dla wojowników
- ścieżki fabularne poszczególnych organizacji będą powiązane ze sobą wzajemnie, oraz z wątkiem głównym gry
- każde miasto w grze będzie posiadało własną ekonomię, którą gracz będzie w stanie manipulować
- miasta będą nadal patrolowane przez strażników, ale nie będą oni już tak groźni i wszechwiedzący jak strażnicy w Oblivionie
- nagrody wyznaczane za głowę gracza nie będą od tej pory globalne, czyli jeśli zabijemy kogoś w jednym z miast, to w drugim nas za to nie aresztują
- pojawią się różne opcje transportu takie jak : wierzchowce w postaci koni - system podróży znany z Morrowinda, w postaci powozów kursujących między dużymi miastami - oraz szybka podróż znana z Obliviona, która ponownie będzie działała tylko w lokacjach, które gracz już odkrył
- strażnicy patrolujący okolice Whiterun będą pomagać graczowi w walce ze smokami
- nieumarli w grze dzielą się w ramach złożonej hierarchii
- w okolicach Riverwood lisy będą polowały na króliki i podobnie będzie zachowywała się większość zwierząt w grze
- mieszkańcy Riverwood normalnie pracują - kowal ostrzy miecz, a drwal układa kłody drewna
- różne questy mogą kierować nas do tych samych jaskiń (dungeonów), ponieważ są w nich ukryte smocze słowa niezbędne do nauki krzyków
- gracz może zerwać większość roślin w grze
- zamiast skalować się wraz z poziomem gracza, niektóre dungeony będą dla gracza zamknięte aż do osiągnięcia odpowiedniego levelu
- konie mogą galopować i zachowują się bardzo realistycznie
- olbrzymy mają mieć 12 stóp wysokości (czyli ponad 3,5 metra)
- mamuty podróżują w stadach, i często przebywają w pobliżu olbrzymów


GRA


- na początku gry nasza postać cudem ucieka z własnej egzekucji i trafia do górskiej wioski Riverwood
- w Riverwood gracz dostanie zadanie odzyskania skradzionego złotego pazura od złodziei ukrywających się w norskiej jaskini zwanej Black Falls Barrow
- złodziej złotego pazura, którego spotykamy na dnie jaskini nosi imię Arvel The Swift - prosi on gracza o pomoc, ale po chwili próbuje go oszukać
- w jaskini Black Falls Barrow żyją Draugrowie, czyli nieumarłe nordyckie upiory, na czele których stoi Draugr Overlord spoczywający w sarkofagu
- złoty pazur jest elementem układanki, po której rozwiązaniu odkrywamy ścianę zapisaną w smoczym języku, dzięki której uczymy się okrzyku Storm Call
- podczas pierwszego ataku smoków gracz znajduje się w okolicach centralnego miasta Whiterun, otoczonego brązowo-zielonym krajobrazem trundry


POSTAĆ


- w walce będziemy mogli używać pochodni jako broni
- uderzenie wroga pochodnią spowoduje, że stanie on w płomieniach
- możliwe kombinacje uzbrojenia obu rąk to : broń i broń, broń i tarcza, broń i pochodnia, czar i broń, czar i tarcza, czar i pochodnia, pochodnia i tarcza, czar i czar, oraz broń oburęczna
- umiejętność Walki Wręcz (Hand to Hand) została usunięta
- gracz może własnoręcznie ściąć sobie drzewo i je nastepnie sprzedać lub użyć w piecu do wytopu rudy
- przy strzelaniu z łuku możemy skorzystać z zoomu połączonego ze spowolnieniem czasu na strzał
- łukiem można blokować nadchodzące ciosy
- gracz będzie miał do dyspozycji specjalne runy (frost runes), które po rozrzuceniu na podłodze będą zachowywały się jak miny, oraz będzie mógł przyzywać magiczne bronie
- trzy główne systemy umiejętności zawodowych to zaklinanie, kowalstwo i alchemia - te zdolności umożliwiają nam tworzenie i ulepszanie przedmiotów za pomocą różnych rud metali i nasycanie ich magią, zaś stary system naprawy broni i zbroi z Obliviona został porzucony
- w ekwipunku będzie możliwość stworzenia listy ulubionych przedmiotów, zaklęć, itd. które będzie można zakładać i zdejmować jednym klawiszem
- istnieją 3 główne specjalizacje (wojownik, mag, złodziej), a w obrębie ich umiejętności około 280 perków
- jest 13 znaków zodiaku - nie wybieramy ich już jednorazowo, tylko korzystamy teraz ze specjalnych głazów rozsianych po całym Skyrim (Doomstones) i w razie potrzeby możemy znak zmieniać
- po wybraniu rasy gracz tradycyjnie będzie mógł ustalić wygląd swojej postaci
- gracz będzie mógł nosić znacznie więcej przedmiotów niż w Oblivionie (obciążenie ekwipunku), zaś ubrania będą uproszczone w formie całościowych setów stroju czy zbroi


TECHNIKALIA


- losowe questy generowane przez system Radiant Story został oparte na bazie systemu losowych potyczek z Fallota 3
- w grze usłyszymy 60 tysięcy linijek nagranych dialogów wypowiadanych przez większą liczbę aktorów niż w Oblivionie i Falloucie 3 (dla porównania, w Oblivionie było 40 tysięcy linijek dialogów)
- świat Skyrim jest bardzo bogaty w szczegóły, absolutnie każdy jeden przedmiot w grze ma swój model 3d i może być dokładnie obejrzany
- pomimo działania systemu Radiant Story questy są zaprojektowane ręcznie, a losowe są w nich tylko pewne elementy (takie jak lokacja, nagroda, przeciwnik itd)
- doświadczenie wszystkiego co oferuje gra i zwiedzenie całego świata zajmie według Todda Howarda około 300 godzin minimum
- system dialogowych strzałek z Obliviona zniknął, a zamiast tego mechanika dialogów przypomina tą z Fallouta 3
- przy tworzeniu questów w systemie Radiant Story designerzy wykorzystują sieć określonych "ról" wymagających sprecyzowania (takich jak typ npca, lokacji, przedmiotów, przeciwników itd), a sam system dostosowuje je do konkretnego etapu i okoliczności rozgrywki i jest to po części zbliżone do rozwiązań znanych z Fallouta 3
- Todd potwierdza, że Dragonborn może mieć dowolną rasę (np Argonianin), a przypakowany Nord z prezentacji to po prostu sztandarowa wizualizacja pasująca do klimatu prowincji - w istocie świat gry będzie reagował na odmienne rasy, ale będzie to raczej kwestia smaczków dialogowych niż poważnych ograniczeń
- w grze będą funkcjonowały trzy gildie wymienione przy okazji prezentacji na E3 (Companions, College of Winterhold, Thieves Guild), ale w finalnej wersji mają się także pojawić inne zorganizowane grupy, choć nie będą już tak duże jak te trzy podstawowe
- Skyrim prawie na pewno doczeka się oficjalnych pluginów (DLC) i wedle zapewnień będą one większe i bardziej rozbudowane niż dotychczas, tzn bliżej im będzie do oficjalnych dodatków niż drobnych usprawnień znanych z Obliviona - tym samym gra ponownie nie będzie miała końca w odróżnieniu od Fallouta 3
- w demo Skyrim na E3 twórcy ukazali dwa typy smoków - ognistego i lodowego, ale wedle zapewnień w finalnej grze pojawi się jeszcze kilka innych typów
- w demo ukazana została wersja na konsolę, ale Todd Howard zapewnia, że wersja na PC wygląda znacznie lepiej z tytułu wyższej rozdzielczości i lepszej jakości tekstur
- 150 ręcznie robionych podziemi do spenetrowania


- 500 zróżnicowanych aktywności (nie sprecyzowano jednak bliżej co będzie się na nie składać)


- 280 perków do odblokowania


- 300 książek do przeczytania (i skolekcjonowania)


W przeciwieństwie do Fallouta 3 gdzie humor w dużej mierze opierał się na nawiązaniach do świata rzeczywistego, w Skyrim wszystkie śmieszne momenty będą budowane tak, by śmieszyły również z perspektywy gry


Wszystkie dialogi są wielokrotnie sprawdzane pod kątem wpasowania w świat gry


W Skyrim poprawione mają zostać mechanizmy kierujące gracza ku głównemu wątkowi, ale będą się one opierały na wskazywaniu graczowi kolejnych celów i delikatnym skłanianiu go ku nim, jednak podobnie jak w poprzednich częściach, jeżeli ktoś nie będzie chciał podejmować dalej głównego wątku to nie będzie do tego zmuszany


W dużej mierze stopień trudności jest zależny od wysokości terenu. Im wyżej, tym potężniejsze bestie będzie można napotkać, a z drugiej strony im wyżej, tym lepsze znajdziemy przedmioty


Magia będzie odgrywać mniejszą rolę niż w poprzednich częściach, ale jest to związane z przyjętą koncepcją świata gry


Skyrim pod względem odmienności świata ma prezentować w pewnym stopniu balans pomiędzy Morrowindem i Oblivionem, tzn gracz nie będzie czuł się w pełni obco, ale jednocześnie ma być zaskakiwany kulturowymi odmiennościami.


- podczas tworzenia postaci możemy nie tylko wybrać malunki i tatuaże, jakie ozdobią jej skórę, ale także to, czy ma być ubrudzona - a jeśli tak, to jakiego rodzaju błotem i ziemią,
- grę rozpoczynamy znając zaklęcie uzdrawiające i rażące wrogów ogniem,
- Cesarscy nadal dysponują mocą Głosu Cesarza - tym razem pozwoli nam na uspokojenie jakiegoś przeciwnika,
- kowalstwo pozwoli także na wytwarzanie własnej biżuterii
- możemy wybrać moment, w którym chcemy zdobyć nowy poziom; wiąże się to z pełnym uzdrowieniem naszej postaci,
- pochodniami możemy podpalać wrogów albo parować ich ciosy,
- efekt mikstur leczniczych jest natychmiastowy.
- akrobatykę usunięto gdyż zbyt łatwo było ją rozwinąć skacząc w miejscu, twórcom zależy na uczynieniu wszystkich umiejętności równymi sobie zarówno jeśli chodzi o ich przydatność, jak i łatwość rozwijania,
- możliwości jakie dawała wcześniej akrobatyka teraz mają wynikać bezpośrednio ze sposobu projektowania poziomów
- jedyną różnicą między potworami napotykanymi na początku gry i na jej końcu ma być ich siła i zdolności specjalne, SI wszystkich ma być równie dobra i dopracowana,
- większość questów można rozwiązać na co najmniej kilka sposobów, a skradanie się i unikanie przeciwników ma być taktyką o wiele sensowniejszą i lepszą niż dotychczas,
- jedynym sposobem na poznanie właściwości składników alchemicznych są eksperymenty, możemy albo łączyć je ze sobą licząc na uzyskanie jakiejś mikstury albo próbować je jeść, by poznać choćby podstawowe z ich własności,
- niszczenie otoczenia ogranicza się do ustalonych z góry miejsc, w których możemy wybrać odpowiednią opcję - machając toporem czy miotając czarami nic nie osiągniemy,
- w grze nie pojawią się dekapitacje i rozczłonkowywanie,
- na dzień dzisiejszy nie ma możliwości udostępniania modów na konsolach, problemu nie stanowi technologia - ta bowiem już działa - ale podnoszone przez producentów kwestie bezpieczeństwa.
- choć świat jest mniej więcej wielkości tego z Obliviona, różne interesujące miejsca zostały w nim umieszczone o wiele gęściej - i są to nie tylko wszelkiej maści lochy i jaskinie, ale także chatki zagubione w lesie czy po prostu miejsca urokliwe i ciekawe,
- gotowanie nie jest minigierką - odbywa się poprzez aktywację obiektów takich jak kuchenki, piece czy ogniska,
- główny wątek ma nam zająć od 20 do 25 godzin,
- Hines potwierdził, że level scalling został zmodyfikowany (także w stosunku do tego z Fallouta), nie ma więc nawet cienia szansy na napotkanie losowego bandyty w szklanym pancerzu,
- główne różnice między wersjami na PC i konsole to obecność Creation Kita i wyższa jakość grafiki w wersji na komputery osobiste, prócz nich Pete wspomniał o obecnych w niej większej liczbie skrótów klawiszowych i lepszym skalowaniu czcionek,
- w grze ma pojawić się 220 różnych perków - co oznaczałoby, że każda umiejętność ma 12 do wyboru. Poprzednie doniesienia mówiły co prawda o ok. 280, ale wliczały w to kolejne poziomy jednego perku,
- w grze napotkamy kilka ras psów,
- na chwilę obecną możemy mieć tylko jednego towarzysza na raz,
- kontrola nad towarzyszami ma być o wiele większa niż dotychczas - możemy np. rozkazać im atakować konkretny cel albo udać się we wskazane przez nas miejsce,
- dzięki lepszej optymalizacji, czas ładowania się poziomów ma być o wiele krótszy niż w poprzednich grach,
- firma nadal szuka złotego środka między wielkością DLC (a więc i czasem ich produkcji) a ich ceną.
- przygotowanie rud do craftingu to proces dwuetapowy - najpierw musimy je wydobyć z ziemi, a następnie przetopić w sztabki,
- nasza postać może łapać ryby, ptaki i owady - z tych pierwszych przyrządzimy smaczne potrawy, z ostatnich trucizny i magiczne wywary,
- perki związane z wytwarzaniem pancerzy mają pozwolić nam na specjalizację w określonych ich typach.
- wersja, którą testowali wyglądała świetnie, choć zdarzały się rzeczy psujące ogólny efekt: niektóre tekstury były nie najlepszej jakości, części roślin przydały by się dodatkowe detale, a pewne animacje można określić wyłącznie jako komiczne.
- choć system zaklinania uległ zmianom, proces nadal wymaga kamieni z duszami naszych przeciwników.
- redaktorzy stwierdzają, że menu zostało przesadnie uproszczone - do tego stopnia, że gracze komputerowi mogą zatęsknić za tym, znanym z Obliviona.
- otwieranie zamków opisano jako identyczne z tym z Fallout 3
- nekromanci mogą ożywiać poległych sojuszników, przerwanie tego procesu spowoduje rozsypanie się zwłok nieszczęśnika,
- jeśli zmienimy broń z oburęcznej na jednoręczną, w drugiej zostanie automatycznie umieszczony ten oręż/tarcza/zaklęcie z którego ostatnio korzystaliśmy w połączeniu z przedmiotem świeżo wyekwipowanym,
- na chwilę obecną zaklęte przedmioty mogą mieć wyłącznie jeden efekt magiczny - choć ta sprawa podobno nie jest jeszcze zamknięta.
w grze nie pojawi się arena taka, jaką znamy z Obliviona,
ekipa nie planuje wprowadzenia trybu hardcore (czyli wymagań odnośnie odpoczynku i pożywienia),
potwierdzono istnienie 4 dużych gildii,
Pete podkreślał wielokrotnie, że pod względem zawartości to największa gra w historii studia,
zadań pobocznych ma być około 6 do 7 razy więcej niż w Fallout 3,
wyglądu naszej postaci nie będzie można zmienić w trakcie gry,
przed premierą nie zostanie udostępniony generator postaci (znany np. z Dragon Age),
potwory jednego gatunku mogą się różnić od siebie,
w sumie głosów postaciom w grze użyczyło ponad 70 osób, a sam materiał nagrywano kilka miesięcy,
jedną z nich jest Lynda Carter, która odpowiadała za głosy Nordek i Orczyc w Oblivionie,
obrażenia nie będą zależne od miejsca trafienia,
w czasie walki możemy zranić swoich sprzymierzeńców, nasi kompani będą w stanie wybaczyć nam raz czy dwa, ale na kolejne trafienia odpowiedzą agresją,
kropierze pojawią się wyłącznie jeśli ekipa wymyśli jakiś porządny żart z ich udziałem,
w grze pojawią się nekromanci, choć nie jako grupa do której moglibyśmy dołączyć,
będziemy mogli jednak poznać stosowane przez nich zaklęcia,
wymagań sprzętowych nie podają, gdyż gra jest jeszcze przed etapem ostatecznej optymalizacji, każdy komputer będący co najmniej odpowiednikiem X-boxa 360 powinien wystarczyć do komfortowej gry,
osoby wyszkolone w sztuce zaklinania wolniej zużywają ładunki zaklętej broni,
by wytworzyć coś więcej niż skórzane i żelazne przedmioty musimy wybrać odpowiednie perki,
wbrew wcześniejszym informacjom, strażnicy w całej prowincji będą wiedzieć o naszych zbrodniach - chyba, że wyeliminujemy wszystkich świadków przestępstwa, wtedy bowiem grzywna za dany czyn zostanie anulowana,
Pete odmówił odpowiedzi na pytania o wampiry, wilkołaki i obecność argoniańskich i khajiickich dzieci w grze,
a jeśli ktoś chciałby w czasie gry posłuchać viking metalu, musi go sobie puścić z jakiegoś odtwarzacza.
Najwięcej emocji w ostatnich dniach wzbudziła informacja przekazana przez Pete'a Hinesa na Twitterze mówiąca o tym, że nasza postać będzie mogła wejść w związek z NPCem tej samej płci co ona. Wzbudziło to wiele kontrowersji i dyskusji, których załagodzeniu nie pomogła nawet uściślenie jakiego dokonał mówiące, że w grze ma nie być osób o zadeklarowanej homoseksualności, a po prostu wszyscy kandydaci na małżonków mają być dla nas dostępni niezależnie od płci naszego Dovahkiina (czyli będą się do nas odnosić jak niezapomniany Crassius Curio z Morrowind).


Kolejną kwestię budzącą wątpliwości także wywołał nasz ulubiony marketingowiec - otóż ze Skyrim wyleciało znane z poprzednich części serii zużywanie się broni i pancerzy. Zamiast tego wprowadzono system umożliwiający nam ulepszanie i tworzenie tych przedmiotów. Zmiana ta ma - wg słów Hinesa - sprawić, że rozgrywka kowalem będzie ciekawsza.


Z tego samego źródła wreszcie uzyskaliśmy potwierdzenie obecności w Skyrim wampirów i tego, że nasza postać będzie mogła zostać krwiopijcą. Póki co wszystkie związane z nimi szczegóły pozostają jednak tajemnicą.


Tajemnicą nie są natomiast kwestie takie jak:


- to, że mając w rekach dwie bronie albo zaklęcie jesteśmy pozbawieni jakiejkolwiek możliwości parowania i blokowania ciosów,
- że w czasie tworzenia postaci skorzystać będzie można z suwaka regulującego jej budowę, wzrost zaś zależy wyłącznie od wybranej przez nas rasy,
- a także to, że gdy osiągniemy kolejny poziom zostaniemy o tym powiadomieni, a nasze menu umiejętności zmienia się w menu awansu. Kiedy je wykorzystamy zależy wyłącznie od nas.


Ostatnią rzeczą jakiej dowiedzieć mogliśmy się z Twittera jest to, że na początku przyszłego tygodnia - o ile nie pojawią się żadne problemy - udostępniony zostanie gameplay w jakości HD.


Nie tylko słowa Hinesa budziły kontrowersje - dowiedzieliśmy się bowiem ostatnio, że pierwsze dwa (a być może i kolejne) DLC do Skyrim będą dostępne dla posiadaczy X-boxów o 30 dni wcześniej , niż dla osób korzystających z PC czy PS3.


W Skyrim pojawić ma się nowy system patchowania , umożliwiający ekipie na błyskawiczne łatanie błędów, które skorygować można niewielkimi zmianami w tabelach danych gry. Większe błędy wymagać będą tradycyjnych patchy. Sama gra ma być jednak o wiele bardziej dopracowana niż wcześniejsze tytuły studia.


W czasie Penny Arcade Expo gracze mieli możliwość przetestowania gry - i choć czas zabawy był ściśle ograniczony, relacje kilku osób, które skorzystały z tej możliwości pozwoliły nam na poznanie pewnych nowych informacji:


- wytrzymałość jest o wiele ważniejsza niż w Oblivionie - w czasie walki czy sprintu szybko ją zużywamy, a jej brak nie tylko uniemożliwia nam wykonywanie ataków specjalnych, ale i sprawia, że zwykłymi ciosami zadajemy mniej obrażeń,
- poznaliśmy specjalne zdolności niektórych ras: Argonianie zyskali przyspieszoną regenerację zdrowia, Khajiici zadają większe obrażenia w walce bez broni a Nordowie dysponują Okrzykiem Bojowym,
- jeden z krzyków ma umożliwiać okiełznanie zwierząt (Animal Allegiance),
- w grze pojawi się wiele rodzajów ryb - nawet osoby grające zaledwie kilka minut mówiły o tym, że złapały ich co najmniej kilka,
- Błędne Ogniki mają teraz postać zwiewnych, eterycznych kobiet,
- na jednym z ekranów ładowania była mowa o wiedźmokrukach (hagraven), okrutnych hybrydach kobiet i ptaków,
- poznaliśmy efekty kilku perków: zwiększenie szansy na krytyk gdy korzystamy z łuku (zdaje się, że tego typu perki istnieją dla każdej z umiejętności związanych z orężem), o wiele większa szansa na oszołomienie celu gdy łączymy zaklęcia i wyciszenie naszych kroków przy skradaniu się,
- tarcza jest teraz zaklęciem podtrzymywanym, tworzącym przed naszą postacią okrągłą barierę ochronną,
- w chłodniejszych obszarach nasza postać ma drżeć z zimna.
- w skyrimskich jaskiniach natkniemy się na wampiry i wilkołaki,
- DLC będą czymś pomiędzy Shivering Isles i Point Lookout zarówno jeśli chodzi o ich wielkość, jak i cenę. Samych dodatków ma być mniej, ale będą wyższej jakości.
- każde z dużych miast czymś się wyróżnia: Whiterun ma problemy z wiedźmami, Solitude jest dużym portem, Windhelm to dawna stolica, Winterhold jest bardzo bogatym miastem a w Markath Side ludzie studiują Głos.
- Jedną z nowości w grze jest to, że po pozbyciu się wszystkich nieprzyjaciół w jakiejś lokacji zostaje ona oznaczona jako "oczyszczona", dzięki czemu nie musimy się zastanawiać, czy w tej jaskini już byliśmy, czy też może jeszcze nie,
- Falkreath jest miastem mocno zmilitaryzowanym - wyrosło wokół dawnego fortu.
- W grze będziemy mogli dołączyć do Cesarskiego Legionu,
- Jednym z przeciwników będą Spriggany - dysponujące magicznym atakiem,
- specjalne cechy Argonian to: Skóra Histów (odporność na choroby 50%), zaklęcie przyspieszające regenerację zdrowia, oddychanie w wodzie,
- Nowym efektem dostępnym dla zaklętych przedmiotów jest obniżanie kosztów rzucania zaklęć z konkretnej szkoły o pewien procent (Żelazna zbroja pomniejszej iluzji sprawia, że na te czary zużywamy o 12% mniej many).
- jednym z materiałów związanych z craftingiem będzie korund - choć raczej będzie metalem, nie kryształem (pojawia się bowiem w formie sztabek),
- konie które ukradliśmy uciekają od nas,
- nekromanci mogą ożywiać nie tylko ludzi, ale także i zwierzęta,
- Spriggany mogą się leczyć - a nawet regenerować po śmierci.
klawisz F domyślnie odpowiada za oznaczanie przedmiotów jako "ulubione", te z kolei przypisać możemy klawiszom numerycznym
gra dokonoju autosave'a co 5 do 15 minut
gra wyposażona jest w dynamiczny system odtwarzania muzyki - jej głośność zależy także od tego, co dzieje się na ekranie,
wydajność ma być niezwykła, biorąc pod uwagę brak optymalizacji wersji testowanej (choć wziąć pod uwagę należy, na jakim sprzęcie odbywały się testy: Core i7-980X, 6GB RAM, GeForce GTX 470 (rozdzielczość 1680x1050), dysk 7200RPM),
zużycie kondycji w czasie sprintu zależne jest od ciężaru naszej zbroi,
towarzyszom możemy rozkazać np. zaatakowanie konkretnego strażnika, otwarcie wybranych przez nas drzwi czy kradzież danego przedmiotu, nie zawsze wykonają oni te polecenia - każdy ma własną moralność i mogą nam odmówić,
jeśli przejdziemy w tryb skradania, nasi towarzysze także zaczną się skradać - nawet jeśli zostaną wykryci, my możemy dalej pozostać niezauważonymi,
w im wyższe obszary gór wejdziemy, tym silniejszych przeciwników napotkamy,
wampiry (tradycyjnie) zarażają nas chorobą, która - nieleczona - wywoła naszą przemianę,
Strażnicy Stendarra mogą wyleczyć nas z chorób całkiem za darmo,
awansowanie w czasie walki przywróci nam pełnię sił - to w pełni świadomy wybór twórców, jak mówi Todd "Szybko uczysz się, by czekać z awansem aż będziesz ledwo żywy. Działa to jak super mikstura."
jeśli ciała wrogów trafią do rzeki, woda niesie je z nurtem, a one same obracają się w niej,
zabicie losowego NPC nie wystarczy do tego, by zainteresowało się nami Mroczne Bractwo (ale o tym więcej dalej),
po aresztowaniu w Whiterun trafimy do lochów Dragonsreach
popularnym tematem rozmów w Whiterun jest konflikt między Burzowymi Płaszczami i Dziećmi Bitwy (Battle-Born),
pomniejsze zadania (typu przynieś-wynieś-pozamiataj) notowane są w osobnej zakładce dziennika,
zmiana poziomu trudności wpływa wyłącznie na siłę przeciwników - łupy i szybkość awansu pozostają niezmienione.
mikstury tworzymy tak jak dotąd - z dwóch lub więcej składników. Nowością jest fakt, że łącząc je nie wiemy, jaki dadzą nam efekt - i czy w ogóle jakiś dadzą - dowiadujemy się tego po fakcie. Podstawowy efekt (lub dwa - jeśli mamy odpowiedni perk) możemy poznać kosztując danego składnika, pozostałe poznamy wyłącznie metodą prób i błędów,
im wyższy poziom umiejętności tym trudniej ją rozwinąć, ale jednocześnie w większym stopniu wpływa ona na tempo zdobywania poziomów przez naszego bohatera
do trzech znanych z poprzednich gier sposobów na przekonanie NPC do nas (zastraszenia, perswazji i łapówki) dołączyła możliwość walki na pięści - wygrana zaowocuje zyskaniem nowych informacji. Sam pojedynek nie jest groźny dla naszego zdrowia - chyba, że sięgniemy po oręż. Wtedy starcie przeradza się w normalną walkę, z wszystkimi jej konsekwencjami (rany, śmierć czy grzywna),
w grze pojawią się trenerzy pomagający rozwinąć nasze umiejętności, choć ich liczba ma nie być zbyt wielka,
z im cięższej broni korzystamy, tym szybciej zużywamy wytrzymałość i wolniej poruszamy się,
tarcze można dzierżyć jedynie w lewej ręce,
w gospodach znajdziemy najemników skłonnych walczyć dla nas za pewną opłatą,
NPC którzy są z nami zaprzyjaźnieni mogą pozwolić zabrać nam jakieś drobiazgi ze swojego ekwipunku - co traktują jako podarowanie nam prezentu a nawet towarzyszyć nam w naszych podróżach,
towarzyszom możemy wydać następujące rozkazy:


- zaatakowanie wroga
- otwarcie zamkniętych drzwi lub pojemnika
- podniesienie jakiegoś przedmiotu
- użycie jakiegoś obiektu znajdującego się w świecie gry (np. dźwigni)
- oczekiwanie w konkretnym miejscu


jednocześnie pamiętać musimy, że nie wszystkim możemy rozkazywać - a nawet jeśli dany NPC przyjmuje od nas rozkazy, pewne rzeczy mogą leżeć poza jego możliwościami,
pamiętać trzeba też, że popełniane przez naszych kompanów przestępstwa obciążają nasze konto,
w czasie gry pojawić się mają okazje do zdobycia kilku unikalnych mocy (mechanicznie podobnych do tych, z którymi startuje każda z ras),
pomiędzy kolejnymi użyciami Smoczego Zewu musimy chwilę odczekać - w tym czasie nasz kompas będzie błyskał; gdy przestanie, będziemy wiedzieć, że znów możemy wykorzystać Zew,
na sukces w skradaniu się wpływa kilka czynników


- linia wzroku - czyli to, czy jakiś przeciwnik teoretycznie mógłby nas zobaczyć
- oświetlenie - im ciemniej, tym lepiej
- tempo poruszania się - w biegu o wiele ciężej pozostać niezauważonym
- powodowany przez nas hałas - ciężki pancerz i broń dwuręczna znacząco utrudniają skradanie się, broń jednoręczna jest o wiele mniej uciążliwa (a sztylety są całkowicie "bezszelestne", rzucanie zaklęć zdecydowanie zwraca na nas uwagę (i dźwiękiem, i światłem)


przeciwnicy będą reagować na dźwięki aktywowanych pułapek czy strzał uderzających w jakiś obiekt - co można wykorzystać przeciwko nim,
w menu głównym pojawi się dodatkowa opcja, w której zapoznać będziemy się mogli z dostępnymi dla nas DLC,
w dzienniku pojawi się zakładka "pozostałe", w której gromadzone będą informacje mogące nas doprowadzić do nowych zadań, miejsc czy przedmiotów,
na mapie będziemy mogli ustawić własne znaczniki,
ekwipunek będzie zawierał następujące zakładki: wszystko, broń, ubiór, mikstury, ingrediencje, księgi, żywność, klucze, pozostałe,
przedmioty w nie należących do nas skrzyniach potrafią zniknąć (jednym ze sposobów na uniknięcie tego jest kupienie własnego domu),
księgi zaklęć znikają po użyciu.


Jak widać jest na co czekać ;)

21.10.2011
14:19

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=7300477

Kosmos to bardzo niezbadane miejsce. Przekonali się o tym ludzi z załogi Ishimury jak i gracze, którzy kierowali Isaaciem Clarkiem. Zagłębmy się w mroczne, pełne krwi i śmierci zakamarki statku Ishimura. Przekonajmy się, co się tam stało i odpowiedzmy wreszcie na pytanie – Czy jesteśmy sami we wszechświecie?


Zagubieni w Kosmosie – Fabuła
Muszę przyznać, że fabularnie Dead Space bardzo mi się spodobał. Wiele wątków jest całkiem oryginalnych i zaskakujących. Tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z grą, radzę wcześniej obejrzeć film animowany Dead Space: Downfall. Wiernie ukazuje nam wydarzenia tuż przed akcją gry i tragedię Ishimury. Fabuła w skrócie prezentuje się następująco – Ludzie pod dowództwem kapitana Mathiusa, na nieznanej planecie dokonują odkrycia niezwykłego artefaktu, zwanego „Znakiem”. Wierni „Kościołowi” twierdzą, że pochodzi on od samego Boga i zabierają na statek. Od tego momentu dzieją się niepokojące rzeczy. Ludzie tracą głowę, popadają w paranoję, widzą tajemnicze wizje i wreszcie, zaczynają umierać w tajemniczy (mówiąc konkretniej, krwawy) sposób.
Wkrótce na pokład dostaje się obca forma życia, która przemienia martwe ciała w straszliwie zdeformowane, krwiożercze istoty - Nekromorfy. Te bardzo szybko opanowują statek i masakrują załogę. Sygnał SOS Ishimury odbiera Kellion - niewielki statek kosmiczny, na którego pokładzie znajduje się grupa ratunkowa. W jej skład wchodzi inżynier Isaac Clarke, którym to przyjdzie nam pokierować w czasie gry.
Fabuła wyraźnie jest inspirowana klasykami jak „Obcy”, jednak posiada bardzo wiele oryginalnych wątków. Bohater przemierzając niebezpieczny statek, sam odczuwa to, co odczuwali ludzie z Ishimury, jego głowę zaprząta myśl o dziewczynie a prawa ręka, co chwila kieruje broń w stronę potwornych istot. Z czasem pojawią się nowe pytania i tajemnice, np. kto tak naprawdę jest przyjacielem? Ale tego dowiecie się już z gry ;) Na drodze do przejścia jest 12 rozdziałów, co czyni grę dosyć długą jak na dzisiejsze tytuły.


Obcy pasażer Ishimury – Przeciwnicy
Wygląd Nekromorfów stoi na naprawdę wysokim poziomie. Zmutowane i mocno zdeformowane ciała ludzkie, przeistoczyły się potwory, jakie nie śniło nam się zobaczyć. Kończyny zastąpiły ostrza i macki a skórę lśniąca powłoka przypominająca pancerz. Potwory można rozróżnić. Poza zwykłymi, najpopularniejszymi mutacjami cywili, zobaczymy jeszcze zmutowanych żołnierzy, latające płaszczki, które zmieniają zwłoki w kolejne hybrydy, grube Pregnanty, które w swoich brzuchach chowają następne potwory, a nawet zmutowane niemowlęta ludzkie, z mackami wyrastającymi z pleców. Monstra są bardzo zróżnicowane i ich wygląd przyciąga uwagę. Mogą nawet wprowadzić w pułapkę, poprzez krzyki o pomoc czy udawanie martwych. Co ciekawe zabicie ich nie idzie starym schematem typu – rozwal głowę czy wpakuj tonę ołowiu w ciało. Te potwory zabijać należy przez odcięcie ich kończyn. Większość z nich po czymś takim padnie ostatecznie, ale zdarzają się również takie, których części ciała ożyją i wciąż będą stać nam na drodze. Trafimy na bardzo różne bestie, ale więcej smaczków zdradzać nie będę.
Idąc korytarzami średnio trafiamy na 1-2 okazy mutantów, jednak mogą się zdarzyć skrajne przypadki, że rzuci się na nas nawet 8 jednocześnie. Najlepszym lekarstwem są na to odpowiednie bronie np. piła plazmowa czy rozpruwacz podobny do pił tarczowych. Każda broń ma alternatywne możliwości, a jeżeli powalimy wciąż żywego wroga na ziemię, możemy go wykończyć ciężkim stąpnięciem na jego łbie ;) Isaac mimo, że jest inżynierem, broni się jak zawodowy komandos. Poza bronią i atakami wręcz Isaac może również użyć czegoś na wzór telekinezy jak i spowolnić wroga lub jakieś urządzenie, co często niezbędne jest do pchnięcia fabuły. Np. Musimy przesunąć platformę przez wentylator. Musimy wtedy spowolnić go mocą a następnie telekinezą korzystać z okazji i przesunąć platformę.


Słyszałeś? Widziałeś!? – Grafika i Dźwięk
Grafika statku, postaci, efektów to jedna z najmocniejszych stron Dead Space. Momentami może jest zbyt jasny, ale wiernie ukazuje statek opanowany przez bezlitosne istoty. Wszystko jest zniszczone, światła mrugają, połowa statku obryzgana jest krwią i przysypana kawałkami ciał. Narzędzia i przedmioty porozrzucane są w nieładzie, szyby powybijane a gdzieniegdzie wyłączona jest grawitacja. Już od momentu wejścia na pokład statku, można gołym okiem stwierdzić, że coś strasznego się tu stało i że raczej nikt nie przeżył. Są jednak pozytywne strony. Na swojej drodze poza potworami, trafiamy też na skrytki o skrzynki z amunicją, węzłami do ulepszania, pieniędzmi, cennymi rzeczami i oczywiście medykamentami. Zbieramy też dzienniki, które często pokazują nam urywki i nagrania załogi, opisującej tragedię Ishimury. Co chwila trafiamy na magazyny, gdzie możemy dokonać zakupu nowych broni (o ile znaleźliśmy schemat) albo podnieść poziom pancerza, co daje nam większą wytrzymałość i więcej miejsc w ekwipunku. No i oczywiście nowy wygląd. Są jeszcze warsztaty, które pozwalają nam dzięki węzłom ulepszyć moc, broń, pancerz itp. Daje to bonusy jak większe obrażenia, szybsze przeładowanie, pojemniejszy magazynek czy dłuższy pasek życia. Życie symbolizuje biały, świecący przewód na naszych plecach, co wg. mnie jest lepsze niż interface.


Drugim aspektem jest dźwięk. Muzyka stoi na całkiem przyzwoitym poziomie, ale to dźwięki otoczenia budują prawdziwy klimat. Słyszymy tajemnicze skrzypienie, odległe krzyki, szepty czy płacz i nie do końca jesteśmy pewni, czy to głosy ocalałych, czy wciągających nas w pułapkę potworów, a może to wszystko tylko w naszej głowie? Najmniejszy odgłos spadającej puszki budzi lekki niepokój a ryki potworów pozostają w pamięci.


Strachy na Lachy – Czy gra jest straszna?
Na pewno mogę ją śmiało zaliczyć do survival horrorów, no bo do przygotówek byłoby ciężko. Gra ma wciągającą fabułę i niejeden wątek, którego byśmy się nie spodziewali. Ale mówiąc szczerze – czy jest ona przerażająca? Wg. mnie nie za bardzo. Owszem było kilka momentów, że się wzdrygnąłem, ale szybko odzyskiwałem zimną krew i stawałem do boju. Gra mnie nie przeraziła jak np. Blair Witch Projekt: Rustin Parr, czy legendy jak „Penumbra” i „Amnesia: Mroczny Obłęd”.
W Amnesii dla przykładu non-stop szedłem małymi kroczkami, mając oczy dookoła głowy, uszy wytężone do granic i duszę na ramieniu. Każde drzwi otwierałem bardzo powoli, rozglądałem się 3 razy po całym pokoju, zanim odważyłem się wejść. Bez przerwy modliłem się, żeby nikogo nie spotkać, a jak już wpadłem na potwora to chowałem się w kąt i cały dygotałem, albo ukryty w szafie szalałem z przerażenia, żeby tylko mnie nie znalazł. Musiałem nawet robić kilkugodzinne przerwy od gry, żeby pozbierać myśli. Tutaj tak nie jest. W Dead Space poruszałem się odważnie i pewnie. Gra mnie wciągała i chciałem iść dalej. Wchodziłem do pokoi i od razu kierowałem się do skrzynek, nie patrząc czy nic nie stoi w przeciwnym rogu. Do potworów szybko się przyzwyczaiłem i co dziwne jak na grę horrorowatą – OCZEKIWAŁEM aż się pojawią! Tak jest. W Penumbrze czy Amnesii wystarczyło, że pojawił się jeden potwór w ciemnym korytarzu i wyłączałem grę. A tutaj widząc zgraję mutantów cieszyłem się, bo wiedziałem, że dostanę za nie dużo kredytów i amunicji. W Dead Space bez problemu grałem w nocy, czego bym w przypadku Amnesia: Mroczny Obłęd nie zrobił, choćby mnie pejczami biczowano i przypalano stopy. Tutaj zabijanie potworów traktowałem rozrywkowo i nie bałem się nawet jak mnie dopadały. Dlatego muszę powiedzieć, że Dead Space mimo bycia naprawdę dobrą grą o wspaniałym klimacie, jednak nie straszy prawie wcale.


Śmieci w kosmosie – Wady
-Tutaj za mocno się raczej nie rozpiszę, bo poza wyżej wymienioną, Dead Space to naprawdę genialna gra. Jedyne, co może wkurzać, to bohater, który przez całą grę się nie odzywa. Jest to dla mnie najbardziej lamerska rzecz, jaką można robić w grach. Człowieku, trafiłeś na niebezpieczne istoty z kosmosu, walczysz o życie, wszędzie krew. Nawet tego nie skomentujesz!? Dobrze, że przynajmniej można oglądać jego twarz na początku i końcu.
-Kolejna rzecz denerwująca, to drobne niezgodności z filmem. Dla przykładu Znak w filmie miał pewne oddziaływanie na potwory, a w grze nie wiem, czemu już nie ma na nie w ogóle wpływu. I nawet tego nie wyjaśnili. Podobnie jak losu jednej z występujących w grze postaci, ale tu szczegółów nie podam.
-No i niestety najpoważniejszy grzech gry to, że jest ona za łatwa. Tak, gra przez większość czasu nie sprawia żadnych trudności. Nawet walki z bossami są banalne, wystarczy tylko refleks. Nigdy nie lubiłem gier przesadnie trudnych, bo jak gram to nie mam zamiaru się wkurzać przez cały czas jej trwania, ale Dead Space momentami był po prostu zbyt łatwy i to w takich momentach, gdy spodziewasz się większego wyzwania.
-Jeszcze na koniec powiem, że kamera chyba jest trochę za blisko bohatera, bo ten momentami 3/4 ekranu zasłania, ale można się przyzwyczaić.


Jasna strona mocy – Podsumowanie
Dead Space to naprawdę dobra gra. Nie za krótka, nie za długa z oryginalnym pomysłem na przeciwników, tajemniczą fabułą, genialnymi lokacjami i wieloma zwrotami akcji. Jest to też jedna z naprawdę nielicznych gier, która ukazuje, co może się stać przez chorych fanatyków religijnych, którzy nawet w najbrutalniejszej śmierci ludzi widzą dzieło Boże. Od razu przypomnieli mi się obrońcy krzyża i inni pseudowierzący, którym niczego się nie da logicznie wytłumaczyć, a wystarczy powiedzieć – „Zrób to, bo Bóg tak chce”, a oni będą gotowi nawet sprowadzić zagładę na własną planetę. Moja ocena Dead Space to mocne 8/10. Nie przestraszyła mnie, tak jak miała założenie, ale naprawdę dobrze spędziłem przy niej czas i zobaczyłem bardzo ciekawą historię Isaaca Clarke’a i koszmar załogi statku Ishimura. Wkrótce biorę się za Dead Space 2, bo bardzo chcę poznać dalsze losy dzielnego inżyniera. Zobaczymy, może przerazi mnie tym razem ;)


Przyznaję to z bólem, ale EA Games - Komerching Everything potrafi jednak raz na dekadę zrobić porządną grę.

20.10.2011
14:48

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11657254

Moim zdaniem nie będzie źle, bo już chyba gorszego gówna niż Max Payne Film się zrobić nie da. Poprzekręcane dosłownie wszystko, a wspólne tylko imiona i nazwa Valkiria. Najbardziej mnie wkur**ła Mona Rosjanka, Lisa Punchinello - puszczalska, klubowa laska i BB jako główny wróg. Wali mnie, że psuję komuś zakończenie. Im mniej osób obejrzy ten syf tym lepiej. Już film-teledysk "Max Payne - Hero" był 100 razy lepszy, bo przynajmniej przez cały seans pamiętałem, że oglądam Maxa Payne'a. W tym z 2008 non-stop o tym zapominałem. Dziesiątki osób pominięto, takie jak Gognitti, Punchinello czy Rico Muerte a Nicole Horne sobie po prostu limuzyną jeździ i właściwie nic do filmu nie wnosi. Bullet-time jeden na cały film i to w dodatku w scenie totalnie beznadziejnej a cała fabuła jedyne co ma wspólnego z grą to stację Roscoe Street. Reszta wszystkim się różni. Kur*a ludzie nauczcie się wreszcie, co oznacza termin EKRANIZACJA! To oznacza przeniesienie książki/gry na ekran z zachowaniem tej samej fabuły i bohaterów. Można coś od siebie dodać, a nie robić wszystko po swojemu, żerując na genialnym tytule, żeby kasę zedrzeć z fanów. Bo tak ten grubas, który to wyreżyserował zrobił! Jeszcze trochę i będziemy szli do kina na film reklamowany jako "Ekranizacja Krzyżaków" a będzie się dział w czasie I wojny światowej i będzie przedstawiał losy dwóch żołnierzy o imionach Zbyszko i Maćko. Na tej samej zasadzie zrobiony jest Max Payne i wszystkie inne gówniane ekranizacje dobrych gier. Nawet niezły byłby Hitman, ale oczywiście nie mogli się powstrzymać od wprowadzenia do filmu pier****nego wątku miłosnego! Miłosny wątek w filmie o zimnym zabójcy, LUDZIE!!!


A co do gry Max Payne 3 to uważam, że zapowiada się ciekawie. Zmienili na szczęście ten wygląd bohatera i pokazują go w skrajnym wyczerpaniu psychicznym. Jak dla mnie zapowiedź całkiem ciekawa, mimo że już nie ma tego mroku jak w 1 i 2. No ale nie jestem graczem, który wiecznie by chciał to samo, ani takim, który stawia ocenę przed premierą. Poczekamy, zobaczymy ;)

17.10.2011
19:35

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11277580

Taka firma jak EA, co myśli jedynie o zżeraniu kasy zrobi wszystko, żeby tylko każdy grosz wyciągnąć. Szkoda cholera, że wychodzą z dołka, bo każdego dnia mam nadzieję, że ta chodząca komercja się rozsypie -.- Albo przynajmniej znajdą się w takiej sytuacji, że zaczną wydawać dobre gry. A co do Fify, to doskonała strategia - "Jak wydawać każdego roku to samo gówno, jedynie z poprawioną lekko grafiką, a zarabiać na tym grube kokosy". Serio, Fifa 10 to powinien być patch do 09, bo prawie niczym się nie różniło.

16.10.2011
08:48

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10622452

Ja tylko chcę, żeby na powrót były Zombie, a nie jacyś zarażeni z kosami w łapach i mordami Predatora. Resident Evil to Zombie, dlatego pierwsze 3 części były naprawdę genialne. 4 i 5 były dobre, ale TYLKO dobre. O filmach już nie mówię, bo to była katastrofa na całej linii. O ile jedynka jeszcze była całkiem dobra, to reszta przez tą beznadziejną Alice z mocami bogów i sztukami walki zepsuła cały klimat RE. Co z tego, że leci całe niebo zarażonych kruków, skoro Alice tylko rękę uniesie i zmiecie wszystkie naraz.... -.- Jeżeli komuś takie coś się podoba, to znaczy, że z serią RE się chyba tylko otarł a nigdy nie zagłębił...

08.10.2011
09:19

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10344208

John Tanner powraca. Czy po dosyć kiepskiej akcji z Driv3ra odzyska jeszcze uznanie swoich przełożonych? Okazuje się, że wigor nadal tkwi w tym mistrzu kierownicy. A to za sprawą najnowszego Drivera – San Francisco.


Wracamy do akcji, partnerze
6 miesięcy po wydarzeniach z Istanbulu. John Tanner przeżył wybuch, a Jericho trafił za kratki. Jednak nie wszystko jest takie proste jak się wydaje i przestępca zostaje spiskiem uwolniony. Tanner chcąc go powstrzymać ma wypadek z ciężarówką, przez co zapada w śpiączkę. Od teraz cała akcja z poszukiwaniem swojego Nemezis dzieje się w głowie detektywa. Posiada on nową zdolność, zwaną „Skokiem”, która pozwala mu przeistoczyć się w kierowcę dowolnego pojazdu. Cel pozostał jednak ten sam – Dopaść Jericho.
Fabuła, mimo że wydaje się lekko dziwaczna, okazuje się, że jest naprawdę mocną stroną gry. Nie zawiodła mnie ani trochę i świetnie się przy niej bawiłem. Cała akcja jest snem Tannera, więc nie zdziwcie się , jak zobaczycie naprawdę dziwne zjawiska. Wątek rozbudowuje się z chwili na chwilę i prowadzi do całkiem dobrego zakończenia. Większość recenzentów narzekało na zakończenie, ale mi nawet całkiem przypadło do gustu. Chociażby, dlatego że nie jest to zakończenie z rodzaju – „Chcesz poznać koniec? To poczekaj na następną część, która już za 3 lata”, bo takich zakończeń po prostu nie znoszę.
W Driverze San Francisco zaaplikowano również coś, co nieczęsto zdarza się w grach. Aby kontynuować wątek główny, trzeba koniecznie zaliczyć kilka zadań pobocznych. A tych jest naprawdę ogromna liczba. Przejście wątku głównego i jedynie potrzebnych zadań zajęło mi ponad 11 godzin, a nie było to chyba nawet 15% wszystkich zadań, jakie są dostępne w grze. Twórcy odwalili kawał profesjonalnej roboty pod tym względem :) Będziemy śledzić rozmowę z porywaczem, doprowadzać do zawału instruktora nauki jazdy, śledzić dwóch japońskich studentów, zarabiających na studia wyścigami albo nawet uczestniczyć jako policja w akcji rodem z „Need For Speed: Hot Pursuit”.


PS: Nie wiem czy to moja wyobraźnia, ale mam wrażenie, że John Tanner bardzo wyglądem przypomina Sama Fishera z najnowszego Splinter Cell: Conviction. Taka ciekawostka ;)


Jestem panem swoich myśli - Shift
Muszę przyznać, że gdy usłyszałem o tym trybie, to myślałem, że wyrzygam wnętrzności. Byłem do tego pomysłu nastawiony skrajnie negatywnie i nieraz wyzwałem twórców od debili, ale na szczęście grubo się pomyliłem :) System pozwala nam na bardzo spektakularne akcje i został świetnie wpasowany w grę. Tanner może obserwować miasto z góry, wcielać się w inne samochody i zmuszać je do zwariowanych manewrów. Możemy np. gdy nie możemy dogonić jakiegoś wroga, to wcielamy się w jakiś odległy pojazd z przeciwka i po prostu zaliczamy z wrogiem czołówkę. Przydałoby się to w prawdziwym życiu :p
Poza Skokiem, Tanner może w swoim śnie również dać przyśpieszenie. Coś jak nitro, ale szczerze to nie widać za bardzo tej różnicy w prędkości jak to było w NFS. Jeszcze dosyć ciekawą opcją jest taranowanie wroga. Jak przytrzymamy przycisk, to samochód Johna zacznie jakby palenie gum, by po chwili ostrym zrywem wystrzelić do przodu i zadać poważne zniszczenia innemu pojazdowi.
Warto dodać, że Tanner wcielając się w innego kierowcę, dla pasażerów wygląda tak jak postać, w jaką się wcielił. Daje to często zabawne efekty, gdy pasażerowie mówią – „Nie poznaję cię. Kiedy nauczyłeś się tak dobrze jeździć?”.


Fani czterech kółek
Tutaj jestem Ubisoft’owi naprawdę gotowy dać owację na stojąco. Samochodów jest całkiem sporo, dobrze się je prowadzi, wnętrza wykonane są bardzo szczegółowo i CO NAJWAŻNIEJSZE odwzorowane są wszystkie animacje zachowania za kółkiem. Drobiazg, ale dla mnie bardzo ważny. Tanner kręci kierownicą zmieniając ułożenie rąk, sięga prawą ręką do skrzyni biegów, naciska klakson i zmienia ułożenie ręki przy drifcie. Szkoda jedynie, że za kierownicą możemy spojrzeć tylko w lewo, prawo i do tyłu, bo odwzorowanie samochodów aż się prosi o pełną swobodę rozglądania się we wnętrzu pojazdu.
Co do samych aut to nie ma na co narzekać. Jest mnóstwo sportowych, terenowych, ciężarowych czy nawet starych i malutkich. Oczywiście „oryginalny” Tanner porusza się tylko w swoim legendarnym Dodge Challengerze z lat 70-tch, ale jak można wywnioskować po jego wypowiedziach, uwielbia też te najnowsze. Jak przeniesiemy się Shiftem do drogiego, sportowego wozu, to może się zdarzyć, że John powie np. „Extra. To dopiero wóz!”
Co do prowadzenia tych samochodów, to jak dla mnie jest ona naprawdę świetna. Fizyka nie dorównuje tej legendarnej, jaka była w pierwszej części Mafii, ale wg. Mnie jest idealna do takiej gry. Nie za trudna, nie za łatwa. Nienawidziłem za to Need For Speed: Shift, że tam EA Games sobie z góry wymyśliło nastawienie na kierownicę, a na klawiaturze kompletnie nie dało się kierować samochodem, tak żeby w poślizg nie wpaść. Tutaj samochód zachowuje cię bardzo dobrze i jazda nie wywołuje frustracji. Warto również dodać, że to jest chyba jedyna gra w mojej karierze, którą całą przeszedłem na widoku zza kierownicy. Wg. mnie jest najfajniejszy, bo możemy poczuć się jak prawdziwy kierowca, a na dodatek nacieszyć oko ładnie wykonanym wnętrzem samochodu, z licznikami włącznie. Szkoda tylko, że kierunkowskazów nie ma :p
Same misje są o tyle wciągające, że czasem nawet zapominałem, że jest możliwość swobodnej jazdy po mieście. Jak tylko się kończyła natychmiast chciałem następną. Czułem się czasem jak Frank Martin – bohater mojej ulubionej serii filmów „Transporter”. I z tej strony twórcy dostają ode mnie naprawdę dużą pochwałę.


Nowy lakier – Grafika
Widok trójwymiarowego San Francisco robi wrażenie. Nie tylko jest to naprawdę gigantyczne miasto do zwiedzania, ale również grafika stoi na przyzwoitym poziomie. Nie jest może jakaś genialna, ale wystarczająca, żeby cieszyć oko. Jeżeli preferujecie widok kamery zza samochodu, to nacieszycie również się ładnymi odbiciami słońca od lakieru wozu. Pozwolę sobie pochwalić grafikę Drivera w stosunku do tej z GTA IV. W Driverze wszystko szczegółowo widać nawet z daleka i nie ma żadnych dziwnych zjawisk z tym związanych. Do tej pory pamiętam z GTA IV te doczytywania się tekstur na moich oczach czy ziarniste cienie, które wyglądały tak żałośnie, że nie da się opisać. W Driverze takich problemów nie ma. Jestem człowiekiem o bardzo niskich wymaganiach graficznych, więc nie mam tu nic do zarzucenia.


Włącz radio – Dźwięk
Utwory zawarte w grze bardzo przypadły mi do gustu. Tutaj to ciężko mnie rozczarować, bo jestem raczej człowiekiem lubiącym niemal każdy gatunek ;P Nie ma się co za bardzo rozpisywać o muzyce. Trzeba samemu jej posłuchać i sobie ocenić, ale jak dla mnie bardzo pasuje do tej gry. Dynamiczna i wpadająca w ucho.
Pozostałe dźwięki również robią wrażenie, jak piski opon, uderzenia o inne samochody, tłuczone szkło i krzyki przechodniów, których tradycyjnie nie da się rozjechać, bo zawsze uciekną :p Jedyne co mam chyba do zarzucenia, to że dźwięki silników chyba są trochę za ciche. Może to dlatego, że bardzo przyzwyczaiłem się do silników diesla, ale w tym wypadku to już moja wina :p


A gdzie moje BMW!? – Wady
Po zachwytach czas na wady. Właściwie przyszły mi do głowy tylko 3, w tym jedna wyłącznie moja osobista.


- Nie ma BMW. Tak jest, w całej grze nie natrafimy na ani jeden model BMW, a to moja ulubiona marka i nie obchodzi mnie, że w Polsce sobie ją upodobali dresiarze. To jedne z najlepszych samochodów i trochę mnie zabolało, że nie mogłem zasiąść za kółkiem któregoś w tej grze, no ale pozostaje czekać aż twórcy modów wezmą sprawy w swoje ręce ;)


- Garaże. Tak, w tej grze można kupować garaże. Za niebezpieczne manewry i wykonywanie zadań dostajemy punkty adrenaliny, które przeznaczamy jak pieniądze na zakup garaży, samochodów, ulepszeń itp. Dlaczego więc zaliczyłem to do wad? Bo tak naprawdę w ogóle nie musiałem tego używać. Zrobione są raczej jako bajer, ale podczas gry całkowicie zapomniałem o ich istnieniu. O ile ulepszenia to jeszcze całkiem fajna rzecz, to kupowanie aut wg. mnie mija się z celem.


- Najgorsza wada! Ucieczki przed policją. O ile same w sobie są naprawdę dynamiczne, to mają jedną wadę, która doprowadzała mnie do czerwoności. Kiedy uciekniesz na tyle, że wyjdziesz z czerwonej strefy poszukiwań, masz 10 sekund, żeby zgubić policję. Jednak wtedy to czasem prawie niewykonalne, bo nagle dostają jakiegoś kopa, że w chwili cię dogonią i to tak jakby jechali po czystych szynach. Zakręty pokonują niemal bez fizyki i nie wpadają w poślizgi. Jeszcze to cholerstwo, że jak wyjedziemy na skrzyżowanie, to często palant jadący z równorzędnej ci stanie przed maską. No bo przecież tak by się każdy kierowca zachował, jakby pędziło na niego auto, prawda? Straciłem przez to mnóstwo nerwów i tutaj Ubisoft dostanie kopa. I nie obchodzą mnie najgłupsze argumenty – „Jak gra taka trudna to dobrze”. Może ktoś jest takim masochistą, że wkurzanie się na siłę przy grze powoduje u niego ejakulację, ale dla mnie z gry ma być czerpana przyjemność a nie nerwy. Generalnie same pościgi i ucieczki oceniam bardzo dobrze, ale za tą akcję, że w momencie gubienia policji dostają szyny i super Speeda, to mam nadzieję, że twórca tego już miał kastrację zardzewiałym sekatorem, żeby w przyszłości nie spłodził takich debili jak on sam. Jeszcze dodam, że oczywiście jak była misja, że muszę kilka radiowozów doprowadzić w jedno miejsce, to o dziwo bardzo łatwo było ich zgubić.


Wszystkie płyny na poziomie – podsumowanie
„Driver – San Francisco” to naprawdę udana gra. Wg. mnie zmazała plamę na honorze po Driv3rze. Fabuła wciąga i jest naprawdę długa, jazda sprawia wielką frajdę, akcji nie brakuje i postarano się o niemal każde szczegóły. Polecam nie tylko fanom serii, ale również motoryzacji i większości gier wyścigowych. Chyba, że jesteś typowym użytkownikiem Onetu, to będziesz szanował tradycję i wszystko krytykował, ale na szczęście nikt się takimi ludźmi nie przejmuje ;) Ubisoft jest jednak w formie i zafundował nam naprawdę dobre kino akcji, w którym sami bierzemy udział.
Moja ocena całej gry to 9/10. Bardzo dobry powrót John’a Tanner’a za kierownicę. Polecam i pozdrawiam.

19.09.2011
18:17

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10344208

Mam zasadę, że grę recenzuję dopiero po przejściu całej, dlatego na razie nie wystawiam oceny. Ale jedną rzecz pozwolę sobie skomentować, która wg. mnie jest naprawdę dziwna. Podoba mi się bardzo odwzorowanie pojazdów ze środka, bo od dawna czekałem na grę, która będzie pokazywać jazdę samochodem jak z reala, ale ze swobodą, której brakuję Shiftom. Jednak skomentuję ten fragment fabuły, że bohater jest w śpiączce, lata nad miastem i potrafi wcielać się w cudze pojazdy, które tylko wypatrzy. Sorry, ale to chyba najgłupszy pomysł o jakim słyszałem. To już lepszy był totalnie porąbany pomysł z "Wheelman'a" gdzie bohater skakał z samochodu do drugiego. Skoro ma takie super moce teraz, to niech wcieli się w samochód Jericho, rozbije o najbliższą ścianę i problem z głowy.... Wyobrażacie sobie Franka Martina z "Transportera", który wciela się w goniące go wozy policyjne i rozbija? Ja nie wiem co jest strasznego w opcji wyjścia z samochodu, aby przejść do innego? Jak dla mnie to o wiele więcej swobody i realizmu.
No nic, czekam na nowego Drivera. Może okaże się hitem, kto wie. Na razie tylko twierdzę, że pomysł z wcielaniem się Tannera w cudze samochody jest beznadziejny. Wolałbym naprawdę odgrywać jego przeżycia a nie sny. No ale dobra, z oceną poczekam do premiery i momentu przejścia.

05.09.2011
08:11

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10124223

Pierwsza, najważniejsza i jedyna zasada - NIGDY nie przyłączać się do EA Games. Jak już się dorwą do jakiejś firmy to natychmiast ją rozwalą. Pozbędą się najlepszych osób, ograniczą swobodę scenarzystom do minimum i zażądają aby tytuł jaki następnie wyjdzie był z góry nastawiony na kasę. Te skurwiele kiedyś o mało nie doprowadzili do zniknięcia Assassin's Creed i Splinter Cell, bo chcieli Ubisoft wchłonąć. A sami ostatnio robią ściemę z grami na 4 godziny a za 160 zł.

31.08.2011
14:45

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=5378554

Pewno katoliki się burzyły i gra została anulowana. Typowe -.- A wg. mnie bardzo fajny pomysł. Mogła być dobra gra, ale jak zwykle musiały jakieś orangutany zaprotestować.

17.08.2011
13:26

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11413907

@MultiSamuelson -> Gothic 1 (najlepszą część) zrobił zespół, który wtedy w większości składał się z ludzi w wieku 17-18 i było w nim tylko 13 osób. Więc nie wierz w pozory ;) Dzisiaj mnóstwo jest zespołów od gier, zatrudniających po 500 wykwalifikowanych i doświadczonych osób, a robią shity jakich mało.

14.08.2011
13:43

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10540724

Shifty to już są symulatory, czyli gry z góry nastawione na kierownicę. Nie byłoby w tym nic złego, ale tak to niech EA do każdego egzemplarza dorzuca kierownicę, najlepiej Logitecha. Wtedy będzie wszystko ok. Nie wiem po co w opcjach jest ustawienie dla każdej kierownicy i klawiatury, skoro na klawiaturze nawet wtedy gra się tragicznie. Jednak z kierownicą gra trzeba przyznać wymiata jeżeli chodzi o jazdę samochodem. Niestety to nie jest za bardzo gra dla mnie, bo ja bardziej preferuję wyścigi uliczne, ale podobają mi się bardzo utwory w tej części oraz samochody. Jest nawet moje ulubione BMW M3 E46, tylko szkoda, że nie da się go do końca przerobić na GTR ;) Oceny nie wystawiam, bo moja zasada to oceniać grę dopiero po przejściu (chyba, że jest tak tragiczna jak Gothic 3: Zmierzch bUgów), a Shift II niestety nie przeszedłem do końca. Mogę tylko powiedzieć, że jak ktoś lubi zwykłe wyścigi na zawodowym torze i jest w posiadaniu dobrej kierownicy, to będzie grą zachwycony. Jeżeli jednak ktoś zdecydowanie bardziej woli wyścigi uliczne jak Most Wanted, Carbon czy Hot Pursuit, to może być zawiedziony. No ale każdy sobie oceni wg. własnych gustów ;)

09.08.2011
10:43

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10326529

Tak długo jak EA Games nie położy na tym swoich komercyjnych łap, jest nadzieja, że będzie to udana gra :)

27.07.2011
17:59

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

power89 - konkretną opinię!? Jasne. Konkretna opinia jest podparta konkretnymi argumentami i przykładami, a ty piszesz w stylu "taka ocena bo ja tak mówię" w dodatku ty nie dajesz opinii tylko spamujesz, bo powtarzasz się kilka razy, jakbyś specjalnie chciał, żeby ktoś na ciebie zwrócił uwagę.

26.07.2011
20:04

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8432335

@marcel90 - Ty się ośmieszasz dwoma rzeczami. Nie używaniem interpunkcji oraz kontrargumentem typowego konsolowca, że "jak uważasz PC lepszy od konsoli to się ośmieszasz" i koniec. Może byś się, Einsteinie trochę mocniej wysilił? Udowodnij mi, że się mylę, bo taką odpowiedź to możesz sobie wiesz gdzie włożyć. Już nie wiadomo ile razy poruszałem taki temat i konsolowcy zawsze mi odpowiadali w taki sposób. Jak widzę wasza argumentacja jest nie dość, że tak skomplikowana jak większość waszych gier, to w dodatku solidarnie odpowiadacie tak samo. Crysis 2 wygląda wszędzie tak samo, bo musiał zostać zmniejszany jakościowo właśnie przez konsolę. To dzięki wam mamy takiego samego Crysisa na PC jak wy. Tak to miał być o wiele lepszy. I z całym szacunkiem. Jeżeli mam wybierać między grą na PC za 80 zł. co po przejściu mogę pościągać fajne trainery, mody i dodatki co sprawiają, że mam nowe pole do popisu i jakby zupełnie inną grę, a tą samą grą na konsolę za 150-190 zł, co ją przejdę a potem mogę albo przejść jeszcze raz taką samą albo odstawić na półkę, to mój wybór jest oczywisty. Mogę zrobić całkiem sporą listę gier na PC, które wciągnęły mnie na długie tygodnie. W konsoli taką grą, która mnie na długo wciągnęła, jak dotąd jest tylko Dead Rising, no i GTA IV, ale na PC wygodniej mi się celuje i prowadzi samochód, no i wspominałem o modach oraz spolszczeniu. Nie mam na celu krytykowania Konsoli, ale nigdy nie zgodzę się, że dorasta ona do możliwości Peceta. I nie zapominaj, że gdyby nie Pecet to byś nie mógł czytać opinii i informacji na temat swoich gierek przed kupnem, ani pisać komentarzy.

26.07.2011
19:48

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

@asasyn537 - nie odpisuj mu, przecież wyraźnie widać, że to troll, który ma nadzieję na sprowokowanie. Czytałem jego kompletnie pozbawione argumentacji wypowiedzi i widać wyraźnie, że boli go sukces gry lepszej od jego Dragon Age 2. Jak traktować takich ludzi już napisałem parę postów wyżej. Pozdr.

25.07.2011
18:18

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8432335

shuffler -> Krótko. PC góruje mocno nad konsolami. Teraz to nawet już grafika do gier specjalnie jest zaniżana, żeby konsole udźwignęły. Na przykładzie Crysis 2. Grafika miała być tam jeszcze lepsza, ale Crytek musiał ją zmniejszyć, bo tylko PC mógł to udźwignąć.
Albo Mafia II. Jakość grafy, odłamków i efektów na PC wygląda najlepiej. Można obejrzeć na YT dowód. Już nie mówię o Mafii 1, która na konsole była po prostu ŻA-ŁO-SNA!
A co do gier? Mam konsolę i jak dotąd jedyne gierki, które mnie bardziej wciągnęły to Dead Rising, Call of Duty 3 i Fight Night, ale tylko dlatego, że są to gry wyłącznie konsolowe. Tak to reszta jest strasznie krótka i polega na przejściu z punktu A do B każdej planszy. Już nie wspomnę, że na konsolową grę wydaje się 4 razy więcej kasy po to, żeby odstawić ją na półkę po 4-6 godzinach, bo nic już nie można z grą robić.
A na PC? Grę przejdę, to zawsze mogę sobie ściągnąć jakiś genialny mod zmieniający bronie, pojazdy, grafikę czy czasem nawet cały świat gry, albo nawet zrobić mogę moda, co konsolowcy nie potrafią. Zawsze mogę się pobawić Trainerem, zminimalizować i popatrzeć coś w necie, zamiast w kółko wyłączać kontroler. Na PC mogę sobie ściągnąć gry z legendarnych konsol typu NES i grać. Nie muszę mieć do tego starej konsoli. No i mogę grać z kumplami. I nie mów mi tu marcel90, że na konsoli też to można, bo tak się składa, że prawie żaden mój kumpel nie ma konsoli a Peceta wszyscy. Dodatkowo na PC częściej wychodzą gry polegające na logice i posiadające genialną fabułę i piękny, otwarty świat, a nie tylko, żeby rozwalić wszystkich na mapie z kałacha i biec do następnej planszy. Ogółem Konsole może i są dobre, ale fakt pozostaje faktem - Do PC im daleko.

24.07.2011
22:22

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=5578136

Złodziej. Zawód wyklęty, jednak powoli zbliżający się do czołówki najbardziej opłacalnych. Mało tego, w Polsce, jako jedynym kraju, żeby być złodziejem musisz studiować – Politykę. Jednak każda branża ma swojego mistrza. W fachu złodziejskim niewątpliwie mistrzem mistrzów jest Garrett – bohater serii „Thief”.


THIEF : THE DARK PROJECT


Fabuła
Pierwsza część sagi „Thief” prezentuje przede wszystkim niezwykle oryginalny pomysł na gameplay. Nie jesteśmy ani blond mięśniakiem z głupim uśmieszkiem, ani detektywem dążącym do rozwiązania zagadki, ani nawet facetem który ma za cel ocalić świat. Jesteśmy ustawieni po drugiej stronie barykady, jako złodziej.

spoiler start

Historię Garetta poznajemy już od jego najmłodszych lat, kiedy będąc bezdomnym dzieciakiem, kradł aby nie umrzeć z głodu. Pewnego dnia chwycił za sakwę wiszącą u pasa jednego z „Opiekunów” dbających o równowagę w mieście. Wyczyn młodego Garretta zaimponował Opiekunowi, przez co ten zaproponował mu dołączenie do bractwa. Młody złodziej, ucząc się wszystkich umiejętności od Opiekunów, zdecydował się jednak opuścić braci. Wykorzystując swe talenty szybko staje się mistrzem złodziejskiego fachu.

spoiler stop


Fabuła prezentuje się naprawdę znakomicie. Początkowo wydaje się, że naszym zadaniem będzie po prostu okradanie. Jednak jak to w życiu bywa, nie wszystko układa się zawsze po naszej myśli. Dotyczy to także Garetta, który wplącze się w coś niezwykle wielkiego.


Garrett
Postać tytułowego złodzieja mocno zapada w pamięć. Grając nim, czujemy jakbyśmy naprawdę byli mistrzem przestępczego fachu. Musimy pamiętać, że Garrett nie jest wojownikiem. Nie lubi walczyć (chyba, że nie ma wyboru) ani zwracać na siebie uwagi. Jako prawdziwy mistrz, woli ukrywać się w ciemnościach przed oczami strażników, ominąć przeciwników albo ewentualnie ogłuszyć, zabrać kosztowności i niezauważony opuścić miejsce włamania. Dlatego grając w każdą część POLECAM brać poziom trudności Expert. Wtedy nie dość, że nie wolno nam nikogo zabić, to jeszcze często, po wykonaniu zadania, musimy wrócić do punktu startu. Dzięki temu gra jest bardziej realistyczna. Niestety fanatycy Hitmana raczej nie znajdą tu nic dla siebie, bo jeżeli zamierzają zabijać niewinnych strażników, to radziłbym trzymać się od Thiefa z daleka.
Poza umiejętnościami Garrett ma też całą masę przydatnych przedmiotów stanowiących ekwipunek. Od miecza i łuku oraz pałki służącej do ogłuszania, aż do bomb oślepiających, min gazowych czy mikstury szybkości oraz oczywiście wytrychów. Jednak zdecydowanie najciekawsze są rodzaje strzał do łuku. Nie tylko ostre do zabijania, ale też wodne (do gaszenia pochodni), ogniste, gazowe, linowe, mchowe (do rozrzucania mchu, tłumiącego nasze kroki) czy też hałasujące (do odwracania uwagi strażników).
Poza tym sam charakter naszego złodzieja jest świetnie zrobiony. Wydaje się, że Garrett jest całkowicie cynicznym samotnikiem (i tak jest w rzeczywistości), jednak jest też człowiekiem całkowicie oddanym swojej pracy (jaka by ona nie była) oraz gotowy do poświęceń gdy wymaga tego sytuacja. Jednak zawsze pragnie wykonać swoją robotę i być pozostawionym w spokoju. Gwarantuję, że nawet jeżeli jesteś osobą która nienawidzi złodziei, to Garrett będzie jedynym złodziejem do którego nabierzesz szacunku ;)


Przeciwnicy
Kolejna bardzo mocna strona „Thief’a”. Postacie jakie spotkamy na naszej drodze, to nie tylko strażnicy pilnujący posiadłości i ulic. Na naszej drodze staną też fanatycy zakonni, zombie, buriki (pseudodinozaury), mutanty, szczurołaki czy przeraźliwe zjawy. Poza nimi są też postacie zwykłych cywili, którzy będą uciekać na nasz widok i wołać straże. Ale co najciekawsze, nie będą się nami przejmować gdy chodzimy po ulicy i nie zachowujemy się podejrzanie (tzn. nie łazimy z wyciągniętym mieczem itp.). Skoro jesteśmy już przy AI NPC-ów to jest to kolejny powód do pochwał dla twórców. Strażnicy wymieniają między sobą informacje, reagują gdy nas usłyszą (ale niekoniecznie zobaczą) i szukają w okolicy źródła hałasu. Jeżeli mają taką możliwość, włączą alarm albo rzucą się do ucieczki po wsparcie. Na szczęście większość z nich można ogłuszyć (nie trzeba zabijać) albo oślepić bombą błyskową i szybko się ulotnić w mroku.


Świat gry
Świat w którym rozgrywa się akcja, to chyba jeden z najoryginalniejszych światów z gier komputerowych w jakich przyszło mi przebywać . Miasto robi prawdziwe wrażenie i żyje własnym życiem. Pełne jest nadętych bogaczy, prześladowanych kupców, przestępców i Stróży prawa, którzy za cel życia postawili sobie złapanie legendarnego Garretta. Czasy, w jakich dzieje się akcja, wydają się przypominać głównie średniowiecze, jednak zauważyć można obecność prymitywnej technologii, takiej jak machiny z kołami zębatymi, tryby, odlewnie, alarmy włączane przyciskiem a nawet zapalane w ten sposób światła.
To nie wszystko. Można powiedzieć, że poza bogaczami, złodziejami czy obywatelami, miasto podzielone jest między dwie, zwalczające się nawzajem frakcje. Uzbrojonych w żelazne młoty fanatyków zakonnych, zwanych Motodzierżcami (albo po prostu Młotami), czczących bóstwo zwane Budowniczym. Zakon niestety siłą i gwałtem narzuca innym swą wiarę, jednak jest bardzo szanowany w mieście. Drugą frakcją są Leśni Ludzie, zwani też Poganami, czczącymi driady, przyrodę, potwory a przede wszystkim swe okrutne bóstwo – Szachraja (zwanego też Oszustem lub Leśnym Panem). Obie frakcje odegrają ogromną rolę w losach Garretta, mimo iż ten nie zamierza w ogóle mieszać się w sprawy tego typu. Pomiędzy tymi dwiema stronami stoją dawni mentorzy złodzieja – Opiekunowie.


Muzyka i filmy
Nie ma co ukrywać. Jest genialna. Tajemnicza, klimatyczna i budująca mroczny nastrój. Zwłaszcza muzyka w Intro i Autorach jest naprawdę świetna. Większość poziomów ma naprawdę dobrze dopasowane utwory, ale tego nie da się opisać. To trzeba posłuchać ;)
Co do samych filmów, to kolejna rzecz za co twórcom należą się pochwały. Na początku mamy zawsze bardzo ciekawe cytaty z np. Księgi Mistrza Budowniczego, zapisków pogan itp. Same filmy stworzone są w formie naszkicowanych genialnie obrazków, albo też normalnych, mrocznych nagrań. Wszystkie filmy i poziomy razem tworzą naprawdę genialną fabułę, opływającą w wydarzenia których zazwyczaj byśmy się niespodziewani.


Wady?
No właśnie. Czy „Thief” ma jakieś wady? Jak dla mnie to nie. Może co najwyżej być za trudny dla niektórych, no i tak jak mówiłem, zapaleni fani Hitman’a raczej niczego tu dla siebie nie znajdą. Garrett to złodziej, a nie morderca.
Jedyna wada jaka mi przychodzi do głowy to fakt, że Thief ma problemy z działaniem na Windowsie XP. Ale i na to jest metoda. Zaraz po odpaleniu Thief’a, naciskamy Alt+Ctrl+Delete. Gdy wyskoczy nam Menedżer Zadań, wybieramy „Procesy”, znajdujemy „Thief” i klikamy prawym przyciskiem. Wybieramy „ustaw koligację”. Tam mamy oznaczenie „CPU 0” i „CPU 1”. Wyłączamy odznaczenie CPU 1 i wracamy do gry. Teraz będzie wszystko ok ;)


Podsumowując, gra z gatunku „Trzeba to mieć”. Genialnie przedstawiona historia mistrza złodziei, który wiele razy będzie zmuszony działać wbrew swej woli oraz wplącze się intrygi bardzo niecodzienne. Chyba mogę to powiedzieć z czystym sercem, ale to jest gra która motywuje do zostania złodziejem :P Tylko nie bierzcie tego na poważnie! Moja ocena to zdecydowane 10/10 ;)


THIEF II: THE METAL AGE


Fabuła
Garrett powraca. I powraca w wielkim stylu. Po raz kolejny gra zachwyca od strony fabularnej. Zwłaszcza wydarzeń, nagłych zwrotów akcji, przygód spotykanych przez Garretta itp. Wracają starzy przyjaciele i wrogowie, ale również kilku nowych. Historia przedstawiona w Thief II dzieje się ledwie kilka dni po wydarzeniach z Thief I.

spoiler start

Po zwycięstwie w pierwszej części gry, życie Garretta nie jest już takie proste. Kradzieże stały się cięższe, przez co nasz złodziej zalega z czynszami. W Mieście pojawił się nowy szeryf – Truart. Postawił sobie za życiowy cel, wyczyścić całe miasto z wszelkiej przestępczości. Garrett jest jego celem numer jeden. Jakby tego było mało, w zakonie Młotodzierżców doszło do rozłamu. Pojawił się nowy zakon, czczący Budowniczego, a jednocześnie uważany przez Młotów za Heretyków – Mechaniści. Ich siłą są wszelkie machiny, a przywódcą został Brat (teraz Ojciec) Karras. Co ciekawe, zachowanie Mechanistów i Straży Truarta, sprawia wrażenie powiązania ze sobą, w celu złapania Garretta. I tego zamierza dowiedzieć się złodziej.

spoiler stop


Fabuła różni się od tej w jedynce, jednak wg. Mnie jest równie genialna. Tym razem Garrett włamuje się w większości do miejsc gdzie można spotkać ludzi. Potworów jest znacznie mniej. Na swej drodze spotka osoby, które wpłyną mocno na to jakie zadania go czekają. Włamywać przyjdzie nam nie tylko do posiadłości bogatych patrycjuszy, ale też do siedzib zakonnych, podziemnych cywilizacji a nawet przyjdzie nam rabować Bank. Czy tylko dla pieniędzy? Zagraj a zobaczysz ;)


Garrett
Mistrz złodziei bardzo się zmienił. Na skutek zmian w Mieście (tak z dużej litery, bo nazwa tego miasta to po prostu „Miasto”), stał się bardziej ostrożny ale i skuteczniejszy. Do jego ekwipunku doszło kilka nowych przedmiotów. Np. Eliksir niewidzialności, flary, mikstury powolnego spadania itp. Jednak najciekawszy jest chyba inny przedmiot.

spoiler start

Ci co przeszli jedynkę, pamiętają zapewne, że Złodziej traci oko w trakcie gry. Teraz jego brakujące oko zostało zastąpione mechanicznym. Można za jego pomocą przybliżać i oddalać obraz, ale poza tym, jest z nim skoordynowany przedmiot podobny do szpiegowskiej kuli. Możemy rzucić taką kulę za róg ulicy, a widok tamtej okolicy będzie przesłany do mechanicznego oka Garretta. Można dzięki temu szpiegować miejsca, do których nie mamy pewności czy warto wchodzić.

spoiler stop


Charakter Złodzieja za bardzo się nie zmienił. Wciąż jest cynicznym samotnikiem, włamującym się w celu zdobycia kosztowności i zniknięcia. Tak jak w poprzedniej części, po każdej misji wymienia zdobyty łup na części ekwipunku. Jednak trzeba jeszcze dodać, że biorąc pod uwagę miejsca odwiedzane przez niego, oraz fakt, że nie boi się tam zagłębiać, to mogę powiedzieć krótko – Garrett ma chyba największe jaja w mieście :p


Przeciwnicy
Jeżeli ktoś uważa, że wrogowie w Thief: Dark Projekt byli trudni, to pokocha ich po zagraniu w Thief II. Tyle mogę powiedzieć :p Poza wymienionymi już wcześniej strażnikami (w tej części także strażnicy-kobiety) czy zombie, dochodzi cały arsenał Zakonu Mechanistów. Mamy tu wykrywające ruch kamery, zakonników uzbrojonych w metalowe maczugi o kształcie zębatki, a przede wszystkim groźne roboty bojowe, strzelające bombami. Da się je na szczęście zniszczyć miną albo strzałami wodnymi jeżeli trafimy w dwa czerwone punkty na ich żelaznych ciałach. Roboty jednak łatwo ominąć, gdyż robią masę hałasu, poprzez mówienie „jesteśmy dziećmi Karrasa” itp. No i ciężkie, metalowe nogi, których kroki niosą się echem. Należy mimo wszystko pamiętać, że roboty też mają wyczulony słuch. A do tego dochodzi fakt, że większość poziomów w grze jest oświetlone i ma kafelkowe podłogi, przez co ciężko jest się ukryć albo przejść niepostrzeżenie. Zapewniam jednak, że jest to nadal możliwe, a zwiększona trudność tylko dodaje tej grze smaku. Poza tym poprawiono sztuczną inteligencję i przeciwnicy zachowują się bardziej naturalnie. Np. gdy nas szukają.


Świat gry
Miasto ewoluowało wraz z grą. Odwiedzam nowe i jeszcze bardziej tajemnicze lokacje. Mamy okazję zobaczyć doki, miejski bank, siedzibę mechanistów, zatopione tajemnicze miejsca, a nawet dachy miasta czy wrócić do jednej znanej nam lokacji z jedynki. Mieszkańcy żyją swoim życiem, chodzą po ulicach albo śpią w domach, do których teraz czasem przyjdzie nam się włamać. W opuszczonych możemy nawet trafić na włóczęgów. Pojawili się też inni złodzieje, ale nie myślcie nawet o łączeniu sił. Są to zwykłe rzezimieszki, myślące o zysku. Dla nich Garrett jest konkurencją i nienawidzą go z całego serca. Ale robiąc odpowiedni hałas i ukrywając się, można frajerom ściągnąć na łeb straż, a samemu przemknąć się wtedy dalej ;)
Młotodzierżcy nie stanowią już tak ważnej frakcji jak w jedynce. Na pierwsze miejsce wysunęli się Mechaniści. Uważani oni się przez Młotów za heretyków i bluźnierców, ale sprawy fanatyków pozostawmy im samym. Napomnę tylko, że po raz kolejny mimo, że staraliśmy się uniknąć tego jak tylko się da, zostaniemy wciągnięci w wir wojny między frakcjami.
Poprawie uległo AI wrogów. Teraz jak zaczną cię szukać to po jakimś czasie odpuszczają, ale za to jak cię szukają to nie łażą zawsze w to miejsce gdzie akurat się schowałeś, jak niestety bywało w jedynce.
W tej grze otoczenie zdecydowanie jest przeciwko nam. Zwiedzamy miejsca najeżone strażą, ochronnymi urządzeniami, światłem i podłogą niosącą echo. Ale Garrett zwykłym kieszonkowcem nie jest i ma nowe sposoby na radzenie sobie z takimi drobnostkami ;)


Muzyka i filmy
Nie ustępują poprzedniczce, a powiem nawet, że są o wiele lepsze niż w jedynce. Intro, które można odpalić w menu głównym sprawia, że ciarki mi przechodzą, zwłaszcza przez tamtejszą muzykę. Filmy jakie oglądamy są lepiej wykonane i wciąż w stylu obrazka naszkicowanego przez naprawdę dobrego rysownika. Garrett lepiej wyjaśnia jakie zadanie przed nim stoi no i nie zabrakło cytatów, utrzymujących nas w klimacie świata Złodzieja.


Wady?
Właściwie podobnie jak w jedynce. Fani Hitmana nie będą zadowoleni i Windows XP. Nie ma co tu dużo gadać. Ktoś kto dostał komputer w 2005 roku będzie pienił się na grę za trudność, ale na szczęście ze zdaniem takich osób prawie nikt się nie liczy ;)


Podsumowując - gra legenda i również dostaje ode mnie zasłużone 10/10 plus pochwały dla twórców, bo naprawdę trzeba mieć wspaniałą wyobraźnię, żeby stworzyć taki świat i historię. Garrett to pierwszy złodziej, do którego prawie każdy nabierze szacunku. Prawdziwy mistrz i niezwykle mądry osobnik jak na swój fach.


THIEF: DEADLY SHADOWS


Fabuła
Legenda świata przestępczego wraca po raz trzeci. Wydawałoby się, że po pokonaniu wrogów, Garrett wreszcie zazna spokoju i będzie mógł bez problemów wykonywać swoją robotę. Niestety po raz kolejny jego fach zaprowadzi go do większej intrygi. Po raz kolejny jego niezwykłe umiejętności będą wykorzystane wbrew jego woli. Pozostaje tylko pytanie, czy po raz kolejny odniesie sukces.

spoiler start

Śmierć szeryfa Truart’a i Karrasa oraz zniszczenie zakonu Mechanistów nie do końca przyniosło wytchnienie złodziejowi. Prawo wciąż ściga go bez wytchnienia. Młoty i Poganie wciąż walczą o Miasto i również pragną na swój sposób wykorzystać Garretta. Opiekunowie przewidują nadejście nowej ery – Ciemności, która pogrąży świat w chaosie. Przepowiednia o Bracie i Zdrajcy zaczyna być co raz żywsza, a w mieście dochodzi do co raz gorszych rzeczy, w których brutalne morderstwa ze zrywaniem skóry ofiar wcale nie są najgorsze. Po raz kolejny Opiekunowie zamierzają prosić o pomoc ich dawnego ucznia, a jest to ostatnia rzecz jakiej by sobie życzył. Nie wie tylko, że tym razem wróg będzie bliżej niż komukolwiek może się wydawać.

spoiler stop


Wydawać się może, że z czasem fabuły w grach już tracą swój blask, ale nie tyczy się to Thief. Wciąż pozostaje ten mroczny, tajemniczy charakter i ciasne lokacje w których Garrett wykonuje swoją pracę. Historia rozwija się bardzo ciekawie i nieraz będziemy świadkami rzeczy, które przez myśl by nam nie przeszły. Nigdy nie możemy być do końca pewni kto jest przyjacielem a kto wrogiem.


Garrett
Zmiany u Złodzieja zaszły bardzo daleko. Legendarny charakter zbytnio się nie różni, ale teraz możemy oglądać Garretta z widoku nie tylko FPP ale i TPP. Złodziej zrezygnował z ciężkiego miecz i zastąpił go sztyletem, co o wiele bardziej zmusza go do chowania się i unikania walki.

spoiler start

Mechaniczne oko uległo zmianom również i gdy używamy go obraz staje się zaśnieżony. Wg. mnie jest to bardziej realistyczne (o ile pozwalające widzieć, mechaniczne oko w oczodole może być realistyczne :p).

spoiler stop


Naszemu złodziejowi doszły też nowe przedmioty, jak chociażby bomba gazowa, olej na którym wróg się ślizga, albo nadający się do stworzenia płonącej kałuży. Strzała mchowa służy teraz nie tylko do tłumienia kroków. Można z niej wycelować wrogowi w mordę i sprawić, że zacznie się dławić. Zrezygnowano za to ze strzały linowej na rzecz rękawic do wspinania się na ceglaste lub kamienne ściany. Pomysł wg. mnie ciekawy.
Teraz Garrett w miarę fabuły naraża się również zarówno Młotom jak i Poganom, ale na szczęście są sposoby na przebłagania obu ras i z czasem mogą stać się przyjaźni (przestaną nas atakować, chyba że wkroczymy na ich teren) a nawet sojuszniczy (będą nas bronić, a kapłani będą rzucać na nas przyjazne zaklęcia).
Jednak na pewno największej zmianie uległo otwieranie zamków wytrychami. Gdy dobieramy się do zamka, widzimy uzbrojone w wytrychy ręce Garrett’a a na dole bębenki w zamku jakie musimy otworzyć. Kręcimy jednym wytrychem i gdy trafimy zapadkę, celujemy tak by otworzyć, po czym następny bębenek. Są 4 rodzaje zamków. Ostatni ma około 9 bębenków. Na szczęście Garrett może kupić sobie zamek ćwiczebny i ćwiczyć w domu.
Właśnie, skoro o tym mowa, przejdźmy do następnego tematu.


Świat gry
Zaszła ogromna zmiana. Na pewno pierwsze co rzuca się w oczy to przerwy między misjami, ale o tym zaraz. Lokacje, które zwiedzamy to np. Katedra Młotów, podziemia Pogan czy innych istot, zamek Patrycjuszy a nawet straszny, od dawna opuszczony sierociniec. Gra wciąż przeraża i jest strasznie mroczna i klimatyczna.
Teraz zmiana. Po przejściu misji często lądujemy na ulicach miasta, a konkretnie to w kamienicy, gdzie Garrett wynajmuje mieszkanie. Tak jest. Możemy zwiedzać sobie ulice, włamywać się do domów, okradać przechodniów, jednak uważać należy na strażników, którzy znają wygląd Mistrza Złodziei i natychmiast zaatakują. Na szczęście Garrett śpi w dzień i pracuje w nocy, więc nie brakuje miejsc do ukrycia ;)
Skoro jesteśmy przy cieniowaniu, to tutaj autorom należą się owacje na stojąco. Cienie są nie tylko bardzo mroczne, ale przede wszystkim diabelnie dynamiczne. Możemy otworzyć drzwi i schować się w cieniu jaki zrobiły. Wielkość naszego cienia zmienia się w miarę jak zbliżamy się do źródła światła, wszystko rzuca cień o innym położeniu i kształcie, w miarę jak mija je strażnik z pochodnią. Gra jest bardzo dopracowana pod względem oświetlenia i chyba do tej pory ma najgenialniejsze cienie w historii. Ale tego nie da się opisać, to trzeba zobaczyć.
Jako złodziej, teraz po wykonaniu misji musimy iść do specjalnego miejsca oznaczonego czerwoną dłonią. To właśnie paserzy u których sprzedajemy nasz towar. Następnie szukamy sklepów, aby kupić coś ciekawego. Taka również ciekawostka, że po każdym dniu w dzielnicach Miasta wiszą karteczki z opisaną liczbą kradzieży/morderstw/wyłamanych zamków itp. Z zeszłej nocy.
Bardzo dobrym pomysłem jest również misja dodatkowa. Jaka? A no taka, że jeżeli mieliśmy pecha i strażnicy nas złapią za pierwszym razem, ładują nas do więzienia i musimy się wydostać. Misja bardzo fajna ;) Ale jednak za drugim razem nie będziemy mieli szczęścia i straż nas po prostu zabije.
Zdecydowanie największe wrażenie robi najstraszniejsza misja w opuszczonym przytulisku, ale nie zdradzę szczegółów. Powiem tylko, że odgłosy, sytuacja i całe to miejsce sprawi, że nie raz zadamy sobie pytanie – cholera, dlaczego ja zawsze muszę się wpieprzać w takie miejsca!? Ale na szczęście Garrett odwiedza znowu miejsca w większości patrolowane przez ludzi, więc ludzie o słabym sercu też mogą grać ;)


Przeciwnicy
Generalnie za dużych zmian w rodzaju nie ma. Nadal są to strażnicy, Młotodzierżcy, Zombie (chociaż zombie są teraz też różnie rodzaje), Zwierzoludzie Pogan itp. Ale ogromna różnica jest AI. Zachowują się naturalnie jak słyszą hałas, ich kwestie są przyzwoite i wykonują swoje obowiązki. Zwłaszcza można to dostrzec wśród zwykłych mieszczan. Na ulicy nie zwrócą na ciebie uwagi (ewentualnie zapytają po co ten kaptur :p) ale jeżeli przyłapią cię w czyimś domu, wzywają straż. Często starają się działać w grupie. Czarodzieje uzbrojeni są w niebezpieczne różdżki, ale nie będą mieli szans, jeżeli im je zerwiemy z pasa ;) Teraz przeciwnicy zwracają uwagę na więcej rzeczy. Poprzednio zwracali uwagę na ciała i krew. Teraz na brak kosztowności czy strażników na warcie, otwarte drzwi, zgaszone pochodnie itp.
Jedyną ich wadą jaką mogę wymienić, to że gdy Garrett przylgnie plecami do ściany w ciemnościach, to właściwie jest na 100% bezpieczny, bo wróg będzie się o niego ocierał a i tak go nie spostrzeże. No ale pamiętajmy, że zaalarmowani strażnicy szukający złodzieja trzymają w ręku miecz. Jeżeli przejdą akurat tak, że ostrze przejedzie po nas, to nasze zdrowie to odczuje.


Muzyka i filmy
Tradycyjnie. Muzyka robi ogromne wrażenie i świetnie nas trzyma w mrocznym klimacie serii Thief, ale tym razem na pierwsze miejsce bardziej wysuwają się dźwięki otoczenia. Głos Garretta niezmiennie rewelacyjny, a największe wrażenie robią na pewno odgłosy w Przytulisku. Włos się jeży.
Przerywniki filmowe uległy zmianie w stosunku do poprzedniczek. Tym razem nie są to już szkice, tylko normalne filmy, ale czasem tak jak to bywało w poprzedniej części, z żywymi aktorami. Uważam, że to mimo wszystko dobra odmiana. Zwłaszcza filmik z zakończenia nasuwa bardzo wiele podejrzeń jak i jest na pewno dużym ukłonem w stronę fanów pierwszej części jak i całokształtu postaci Garretta, takich jak ja ;) Przejdźcie wszystkie części to zobaczycie sami :p


Wady?
Ma na pewno, jednak nie tak dużo jak niektórzy by tego chcieli. Dla mnie osobiście jedyną wadą gry jest pewien dosyć irytujący Bug. Mianowicie, jeżeli chcemy się wspiąć na coś przed nami i źle to skorygujemy (najpierw skoczymy a potem wciśniemy klawisz naprzód) to Garrett nam się zbuguje i będzie w dziwnej pozycji lewitował. Można to naprawić albo spadając z jakiejś niedużej wysokości, albo zapisać grę i wczytać. Niewielka wada, ale jeżeli akurat jesteśmy ścigani, to może napsuć krwi.
Złośliwi jeszcze powiedzą wam bzdury typu: To już nie ten klimat itp. A skrajne dzieci mogą coś napomknąć o „gupjej grafice” ale takich to do Więzienia Cragscleft Młotodzierżcom oddawać i spokój będzie ;)


Podsumowując – Gra nie traci wigoru. Dynamika cieni, fabuła zapadająca głęboko w pamięć i wciąż nieśmiertelny Garrett to materiał, który prosi się o dobry film (Ale nie życzę sobie ekranizacji tej gry, bo już znam współczesnych „genialnych” scenarzystów i reżyserów, którzy fanów gry mają w dupie a robią po swojemu, żeby tylko kasę zdzierać, dlatego WON od Złodzieja). Thief Deadly Shadows otrzymuje ode mnie 9.5/10


Podsumowanie całej Antologii
Seria Thief to jedna z najwspanialszych skradanek i legendarnych gier komputerowych, w które każdy szanujący się gracz powinien zagrać. Z głównym bohaterem naprawdę można się mocno zżyć, a świat w którym dzieje się akcja gry powala swoim mrokiem, tajemnicami, bogactwem i historią, z frakcjami i tajemniczymi istotami włącznie. Cała Antologia dostaje mocne 9.5/10. Więcej takich gier, naprawdę! Garrett to legenda, która jest i na zawsze pozostanie bardzo ważną częścią mojej kariery w świecie gier. Stawiam go na równi z takimi sławami jak Sam Fisher, Solid Snake, Ezio Auditore, Tommy Angelo, Lara Croft, Bezimienny z Gothic’a czy nawet Raziel i Kain z Legacy of Kain.
Z niecierpliwością czekam na czwartą część przygód złodzieja – Thi4f. Co prawda trochę się obawiam, biorąc pod uwagę co się dzieje ze współczesnymi grami, ale tak samo bałem się przed premierą „Splinter Cell: Conviction” a miło się zaskoczyłem. Jest to też jedna z gier gdzie mam bardzo mieszane podejście do sprawy. Z jednej strony bardzo chcę, aby bohaterem nadal był Garrett, bo innego sobie nie wyobrażam, ale z drugiej przez poprzednie części tyle zrobił, że można by dać mu już święty spokój ;) No nic, pożyjemy zobaczymy. Do zobaczenia po premierze Thi4f.

24.07.2011
20:29

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

Miecz przeznaczenia ma dwa ostrza. Jednym jest „Wiedźmin ”, drugim „Wiedźmin II: Zabójcy Królów”. Gra na którą czekałem już od pierwszych wzmianek. Pierwsza część była jedną z najlepszych gier 2007 roku i posiadała coś, czego już dawno nie mogłem się doszukać w współczesnych grach cRPG. Dojrzałą, długą fabułę, sporo akcji i świetne dialogi. Nie zawiodłem się nie tylko jako gracz ale również jako fan Sapkowskiego. Obie części gry kupiłem w Edycji Kolekcjonerskiej i nie żałuję ani grosza. Poza tym od niedawna Wiedźmin (zarówno Książka jak i gra) jest oficjalnie dobrem narodowym ;) Został podarowany prezydentowi USA, Barack’owi Obamie przez premiera Donalda Tuska. Muszę powiedzieć, że piękny gest, panie premierze. Ale skupmy się na samej części drugiej.


Ścigany
Fabuła części drugiej zaczyna się zaraz po wydarzeniach z jedynki. Rebelia Zakonu Płonącej Róży została stłumiona, Salamandra jest tylko historią a Geralt z Rivii jest osobistym ochroniarzem Króla Foltesta w czasie oblężenia zamku La Valettów. Razem z Triss wciąż jednak podąża też swoim tropem – nieznanego Wiedźmina-Zabójcy, przed którym Geralt uratował króla. Oczywiście nie zdaje sobie sprawę, że wkrótce zostanie powiązany z tą sprawą bardziej niż mógłby sobie tego życzyć. Fabuła nadal jest mocną stroną gry i chociaż nie jest na tyle długa co w pierwszej części, to nie zawodzi bod względem liczby wątków, zwrotów akcji i ciekawostek. Od naszych wyborów (których już od samego początku jest wiele) zależy jakie lokacje zwiedzimy i co się wydarzy, czasem nawet w granicach politycznych. Oczywiście nie zabraknie zabijania genialnie wykonanych potworów. Ponad to, w czasie podróży Geralt zaczyna wreszcie odzyskiwać pamięć, również z czasów Sagi, co rzuca na światło dzienne wiele nowych faktów, jak i niektóre może mocno skomplikować. Ciekawostka również, że jeżeli zachowaliśmy savy z jedynki to będziemy mogli wybrać jaki początek będzie mieć Wiedźmin II i będziemy dysponować tym samym pancerzem, uzbrojeniem i kilkoma przedmiotami.


Portret Białego Wilka
Wygląd Geralta z Rivii uległ oczywistym zmianom pod nowy silnik, ale wg. mnie są to zmiany bardzo pozytywne. Geralt zdecydowanie przypomina zwierzę, do którego pasuje jego przydomek. Uwydatniły się jego kocie oczy, dzięki czemu zdecydowanie bardziej widać, że jest mutantem. Włosy upięte ma na koński ogon, ale dzięki niedawnemu DLC można zmienić sobie fryzurę (nawet na taką jaka była w jedynce). Jednak chyba największą „atrakcją” jest ciało Wiedźmina. Widać wyraźnie po nim, że wykonuje bardzo niebezpieczny zawód oraz, że to ciało ma ponad 200 lat. Na prawie każdym centymetrze blizny bo ranach ciętych, kąsanych a nawet można dostrzec trzy dziury na brzuchu, które fani Sagi na pewno skojarzą.
Ewolucji uległ również wygląd przyjaciół Geralta. Zoltan i Jaskier wyglądają o niebo lepiej niż w jedynce i są bardziej naturalni. Bard i Krasnolud o wiele lepiej przypominają wyglądem tych jakich sobie wyobrażałem w czasie czytania Sagi. Jednak najlepszej przemianie uległa Triss Merigold. Nosi strój, który dobrze uwzględnia ładne ciało czarodziejki i jednocześnie nie utrudnia ruchów w przypadku walki. I przede wszystkim nie ma już tego lekkiego wytrzeszczu, jaki był w jedynce. Oglądając i słuchając Triss w Wiedźminie II, nie raz myślałem, że gdyby jej chłopakiem nie był sam Biały Wilk, to bym od razu starał się ją odbić :D Nie jest jakąś zagubioną dziewczynką tylko dojrzałą kobietą. Zrobiła wrażenie nawet na Angry Joe z ekipy That Guy With the Glasses (Nostalgia Critic), który bardzo pozytywnie wypowiada się o grze ;) http://www.youtube.com/watch?v=ZalDXnEC1cE


Świat Sapkowskiego
Od strony graficznej nie mam grze nic do zarzucenia. Oświetlenie, szczegóły i efekty robią prawdziwe wrażenie. Świetnie wykonane lokacje związane zwłaszcza z lasem. Teraz to prawdziwa, gęsta puszcza i czujesz się lekko zagubiony. Podobnie wykonane są miasta, a zwłaszcza autorzy zasługują na pochwalę za miasto krasnoludów. Nigdy nie sądziłem, że da się dobrze ukazać cywilizację krasno ludzką a tu proszę :) Otoczeniu niczego nie brakuje, flora i fauna dopasowana bardzo dobrze. Efekty pogodowe robią swoje, tak samo zmiany pór dnia. Wszystko to ma nadal wpływ na zachowanie ludzi jak i potworów. Jeszcze warto dodać, że tekstury i ogół wizualny są bardzo ostre, na co bardzo zwracam uwagę, ponieważ nienawidzę grafiki rodzaju – rozmyta, zamglona, niewyraźna jak np. Fable III.
I Najważniejsze. Nie ma wreszcie tych wczytywań co każde drzwi, na które gracze ryczeli z wkur***nia w jedynce :p Tutaj Geralt otwiera dzwi i jest w środku. Tak samo zapisywanie gry. Klikamy zapisz i mamy zapisaną grę, bez żadnych pasków.


Graj muzyko
Mocną stroną Wiedźmina 1 była muzyka. Podobnie jest z drugą częścią. Ścieżka dźwiękowa jest przyjemna dla ucha. Dużo w nich spokoju i harmonii gdy idziemy sobie przez ładne pole a również dużo akcji i dynamiki gdy jesteśmy w centrum walki. Wg. mnie od strony dźwiękowej gra zasługuje na 10/10


Dobądź miecza
Na pewno każdy zauważył, że ogromnej zmianie uległ system walki. Czy na plus? Tak. Nic nie miałem do systemu walki z jedynki (chociaż dzieci Dungeon Siege’a na niego narzekały), ale ten w dwójce jest wg. mnie dynamiczniejszy. Lewy przycisk myszy odpowiada za szybki styl a prawy za silny. Jest również grupowy, ale jako opcja do wykupienia i aktywuje się sam podczas walki z dużą liczbą przeciwników (niemal przez całą grę tak jest).
Warto dodać, że twórcy wrzucili do gry pewną kontrowersyjną cechę z Sagi. Dlaczego kontrowersyjną? Ponieważ gracze, którzy nie znają książkowych przygód Geralta, mogą bardzo narzekać. Mianowicie picie eliksirów. Teraz możliwe jest to tylko w trakcie medytacji. Pomysł wg. mnie skierowany do fanów Sapkowskiego, ponieważ tak właśnie robił książkowy Geralt. Idziesz na zlecenie to się przygotowujesz przed walką a nie w trakcie. Musisz przeczytać informacje o potworze na którego polujesz, dowiedzieć się o jego słabościach, a potem przygotować się i zażyć odpowiednie eliksiry. Dopiero wtedy walka ;) Pomysł wg. mnie genialny. Jak ktoś narzeka, to niech przeczyta Sagę, albo przynajmniej pierwsze opowiadanie „Wiedźmin”.
Ruch Geralta w czasie walki mieczem jest wg. mnie bardziej realistyczny. Widać, że to doskonały szermierz, ale nie ma tutaj jakichś przesad w stylu Spider-Man’a z akrobacjami, saltem czy nie wiadomo czym jeszcze. Białowłosy porusza się płynnie, zwinnie i wiedźmińsko szybko. Można nawet zadać kontrę przeciwnikowi, albo odbić mieczem strzałę w jego kierunku.
Jeszcze jedna ważna rzecz. Przeciwnicy Wiedźmina również umieją walczyć. Nie zawsze da się rzucić na wroga i zaszlachtować. Może on cię zdrowo zaskoczyć i dojdzie kilka blizn zanim pozwoli ci wstać. Geralt to legendarny Wiedźmin, ale nawet on dupa gdy wrogów kupa.


Zmianie uległy również znaki. Można używać ich do gaszenia/zapalania pochodni, w konwersacjach a nawet doszedł szósty znak do odblokowania. Podczas gry poza walką twarzą w twarz przyjdzie nam się również skradać przed oczami strażników. Można ich wtedy ogłuszyć i zgasić pochodnię, aby ukryć ciało. Coś w stylu Thief (Kolejnej mojej ulubionej gry). Geralt potrafi teraz medytować w bardzo wielu miejscach a nie tylko przy ogniskach i nauczył się wspinać na skały. Tutaj warto zaznaczyć 2 rzeczy, które mi się bardzo podobają i brakowało mi ich w jedynce. Geralt umie chodzić a nie tylko biegać, dzięki temu mogę zachowywać się naturalnie w mieście, oraz może w każdej chwili dobyć miecza i ćwiczyć ciosy w powietrzu a nie tylko na celu. Jednak nie radzę wyciągać broni w mieście. Straż się doczepi, kobiety zaczną krzyczeć, dzieci uciekać itp.


Czasem uprawiam hazard, ale to?
Ten wyżej cytat od polskiego żołnierza, Jarka Owicza idealnie pasuje. Zarabiać pieniądze możemy nie tylko przez zlecenia, ale również gry takie jak niezapomniany krasnoludzki poker, walki na pięści, czy nowość – siłowanie na rękę. Gry wykonane są bardzo dobrze, chociaż walka na pięści jest wg. mnie zbyt łatwa.
W kości możemy teraz za pomocą siły ruszania kursorem ustalić jak chcemy rzucić. Gra jest trudniejsza niż w jedynce, ale daje więcej frajdy. Siłowanie na rękę polega na utrzymaniu kursora na pasku, który idzie w lewo jeżeli wygrywa przeciwnik albo w prawo, jeżeli przewagę zyskuje Geralt. Nie można jednak bawić się za długo, bo pasek ciągle się kurczy od upływu siły a wtedy utrzymać chwiejący się kursor nie jest łatwo. Walka na pięści natomiast, polega na wciskaniu W S A lub D w momencie gdy pojawi się na ekranie i możemy podziwiać jak wróg obrywa w mordę. Taka ciekawostka, że w czasie gry pojawi się nawet jeden pięściarz, którego mogliśmy obić w jedynce ;)
Tym razem na hazardzie nie da się już zarobić majątku, ale wg. mnie to zaleta gry, bo nie mogąc uzbierać bogactwa, jesteśmy ciągle zmuszeni, żeby pracować tak jak książkowy Geralt.


Idź i wychędoż się sam
Kolejna bardzo mocna strona gry – Erotyka. Powiedzmy sobie szczerze, ta część części pierwszej gry była dosyć prymitywna. Kartami mało kto się zadowoli. Tutaj tak nie jest. Opowieść jest naprawdę gorąca i stanowi doskonałe kino. Ponętność Triss będziemy podziwiać parę razy, a Geralta przez zaciśnięte zęby wyzwiemy od fartownego skurwiela. Wystąpią tu nawet wątki humorystyczne i prawdopodobnie niektórzy znajdą się w sytuacji Angry Joe wymienionego wcześniej :p Za wadę można wymienić małą bardzo liczbę kobiet do wychędożenia, ale w sumie w tej grze chciałem z całej siły być wierny Triss. Boże, ale ta czarodziejka gorąca. Ale tego opisać się nie da, sami musicie zobaczyć ;) Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że pod względem efektów i dojrzałości erotycznej Wiedźmin II to najlepsza gra istniejąca na świecie. Seks w ubraniu z Gothic’a II i Dragon Age’a albo ledwie widoczny z Mass Effect’a mogą się schować.


Twarda jak rzyć Trolla
Gigantycznym zmianom uległ poziom trudności. Oczywiście to na plus, ponieważ gracz może „ewoluować” i przechodzić na co raz trudniejszym poziomie. Pragnę jednak zaznaczyć, że grając pierwszy raz wziąłem poziom „średni” i zanim przeszedłem sam prolog, to zginąłem 30 razy :p Nie jest to jednak powód do wstydu, ponieważ byłem na konferencji CD-Projekt w Łódzkiej Manufakturze i wspomniałem o tym, pytając o styl grupowy w grze. Otrzymałem odpowiedź, że sporo ludzi z ekipy CDP również zginęło ze 30-40 razy zanim przeszli prolog. Póki co nawet nie myślę, żeby odpalić najtrudniejszy, odkąd dowiedziałem się, że jak na razie przeszła go jedyna tylko osoba na świecie :p


Pomyliłeś gwiazdy z ich odbiciem w wodzie
Niestety jak każda gra, Wiedźmin II ma swoje wady. Na początek chciałem jednak zaznaczyć, że wcale nie powoduje to rozczarowania roku itp. Nieraz oglądam jak robi się ranking największych porażek 2011 i oczywiście zawsze jakiś matoł musi w komentarzach napisać „a gdzie Wiedźmin II?” Otóż za porażkę roku uznano Dragon Age II a nie Wiedźmina, który wciąż był mocno chwalony nawet za granicą. Jak zobaczycie komentarze typu „Wiedźmin II to porażka roku. Nic dodać, nic ująć” to autor albo pochodzi z Onetu, albo nie ma ambitniejszych celów w życiu, niż prowokowanie ludzi na forach (czyli pochodzi z Onetu). Ale wymieńmy teraz wady Wiedźmina.
Pewno pierwsza rzucająca się wada to długość w stosunku do jedynki. Rzeczywiście gra jest o wiele krótsza i sam byłem tym zdegustowany, ale jednak fabuła jest na tyle ciekawa, że spokojnie nadrabia ten wątek. Uważam, że nic nie stoi na przeszkodzie w oczekiwaniu na Wiedźmina 3 ;)
Druga wg. mnie wada to wyżej wymienione już walki na pięści. Są one dynamiczne, ale tak jak mówiłem są zbyt łatwe. Właściwie jak się postaramy to każdy pojedynek możemy wygrać bez zadrapania. Oczywiście jeżeli wróg nas trafi, to mocno to odczujemy, ale raczej zdarzy się to tylko jeżeli pomylą nam się klawisze.
Kolejna wg. mnie wada to brak w grze możliwości jedzenia i picia alkoholu. Zawiodło mnie to trochę, no bo myślałem, że będę zachowywał się realistycznie i po ciężkiej pracy polegającej na walce z potworami, pójdę na wieczór do karczmy, zjem ciepły posiłek, napiję się gorzałki z Jaskrem i pójdę medytować. A tutaj niestety nie ma tak. Można kupić jedzenie, ale zaliczane jest do „rupieci” i nie da się go zjeść. Alkoholu też pić nie można. Oczywiście są przerywniki, że Geralt pije wódkę, ale w jedynce było to 100 razy bardziej dojrzałe. Wspomniałem o tym na konferencji, a jeden z CD-Projekt powiedział, że w sumie czegoś mu brakowało i może pomyślą nad DLC. Dlatego jeżeli pojawi się dodatek, że można się upić to możecie mi dziękować :D
Najpoważniejsza wada to chyba zakończenie. Jest jakieś takie nijakie w stosunku do tego co było w jedynce, ale mimo wszystko muszę powiedzieć, że zaciekawiło mnie kilka dialogów w nim zawartych i tym bardziej czekam na wydanie trzeciej części gry. Mowa w niej o pewnej istotnej postaci, ale szczegóły poznacie jak przejdziecie.
Jeszcze może tak od siebie dodam, że zadanie w I akcie, gdzie trzeba zabić Nekkery chyba jakieś niedopracowane, albo to ja nie mogę znaleźć. Mianowicie trzeba zrobić kartacze, ale ni cholery nie mogę znaleźć przepisu na nie. Dotąd tego zadania nie wykonałem.
Na koniec nasuwają się jeszcze pytania. Mianowicie chciałbym wiedzieć, skoro dwójka zaczyna się zaraz po jedynce to co się stało z Geraltem? W jedynce miał amnezję i było logiczne, że na nowo uczy się wiedźmińskiej sztuki walki, ale tutaj czemu znowu jest zielony? To dosyć dziwna sprawa. Tak samo jego związek z Triss. Owszem, ja zawsze wybierałem akurat ją, ale przecież są ludzie, którym bardziej do gustu przypadła Shani i trochę dziwne w ich przypadku może być, że Geralt był z Shani a teraz nagle jest z Triss (która znienawidziła go, jeżeli oddał Alwina Shani).
Na koniec czepię się rozwoju postaci. Wg. mnie okienko „alchemia” jest niepotrzebne, bo logiczne, że każdy gracz będzie raczej inwestował w szermierkę i magię a nie rzemieślnictwo czy składniki naturalne. No ale nie uznaję tego za wadę, bo może są fani Wiedźmina - zielarza, więc dla każdego coś miłego ;) Tylko te mutageny. Nie do końca jest wyjaśnione po co one. Coś tam dają ale niewiele. Zbiera się je na tony, ale tak na dłuższą metę można użyć ze 5-7.


Ogólnie podsumowując, moja ocena gry 9/10 Ma swoje wady jak każda gra, ale Polacy odwalili kawał genialnej roboty. Zachód się tą grą zachwyca (Na wschodzie hitem jest Czarnobyl: Terrorist Attack, taka ciekawostka :p). Recenzenci prawie zawsze jak opisują tą grę, to przy okazji objeżdżają Dragon Age II, fabuła wciąga, walka jest dynamiczna, cała gra ocieka namiętnym seksem a dialogi są genialne zarówno te śmiertelnie poważne jak i te humorystyczne. Wciąż styl genialnego Andrzeja Sapkowskiego. No i jak mówiłem na początku, nasza gra oficjalnie jest dobrem narodowym ;) Wreszcie doceniono nasze fantasy za granicą, po dosyć kiepskim filmie i serialu. Teraz Geralt z Rivii z uniesioną głową idzie przed siebie w stronę zachodzącego słońca i ponownie zamierza wypełnić przeznaczenie. A to nastąpi w Wiedźminie III, na którego czekam z niecierpliwością.


Z fartem Wilku!

23.07.2011
13:25

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8432335

@marcel90 -> na konsoli jest lesza grafa!


I nic poza tym.

23.07.2011
13:21

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11413907

@Xinjin -> Najpierw ciągle płaczecie, że w kółko robi się gry o Amerykanach i Brytolach, a kiedy robią wreszcie gry o Polakach to narzekacie albo, że to nie temat na gry, albo mogliby co innego robić. Kurna ludzie, czy ten naród naprawdę musi być taki popier***ony!? Poczekamy, zobaczymy. Może będzie hit może kit, ale narazie nie błyskajcie inteligencją.
@Kwarak -> Narodowości piszemy z wielkiej litery.

09.07.2011
19:20

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10495680

3/3


W pewnym wywiadzie powiedziałem otwarcie –Jeżeli chcesz wygrać tą walkę Szkopie, będziesz musiał mnie zabić!


Po bardzo długim oczekiwaniu, nastał dzień tej ważnej walki. Był to marzec 2031 roku. Sala MGM Grand była tego wieczoru rozświetlona ogniem i wypełniona po brzegi wrzeszczącym tłumem. Wszyscy wznieśli jeszcze głośniejsze okrzyki, gdy zobaczyli mnie. Wyszedłem z wściekłą miną i szybko zmierzałem w stronę ringu, na którym zaraz się znalazłem. Nie zmieniając wyrazu mojej twarzy, wzniosłem rękę w górę. Po krótkiej chwili salę wypełnił hymn niemiecki. Z drugiej strony buchnęły smugi dymu i wyszedł Fisher. Od stóp do głów czerwono - czarno - złoty. Z głupim uśmieszkiem wszedł na ring i wzniósł obie ręce. Sędzia kazał nam walczyć uczciwie, ale niewiele zrozumiałem, bo z dziką wściekłością patrzyłem prosto w niebieskie oczy Niemca. Wreszcie kazał nam podać sobie ręce. Hans uderzył w moje pięści tak mocno, że miałem wrażenie, że odrobinę wgniótł je w nadgarstki. Nie przeraziło mnie to jednak. Byłem gotowy na wszystko, byle tylko pomścić Andrzeja.
Gdy tylko odezwał się dzwonek góra mięsa rzuciła się w moją stronę i skierowała w moją stronę ołowianą pięść. Uniknąłem w ostatniej chwili i próbowałem skontrować, ale Hans odparł mój cios i niespodziewanie uderzył mnie w twarz. Przez chwilę miałem wrażenie, że czaszka dosłownie wgniotła mi się do środka. Starałem się ze wszystkich sił skupić na obronie. Było to bardzo trudne, gdyż Fisher nie tylko zadawał ciosy niezwykle silne, ale również szybkie, co trochę wytrącało mnie z równowagi. Na zmianę okładałem go po głowie i korpusie, ale efekt był podobny jak w pierwszej rundzie z Popinskim. Zero efektu na rywalu.
Gdy runda zaczęła zbliżać się do końca, Razor niespodziewanie zadał mi prawy prosty. Siła uderzenia i zaskoczenie ogłuszyło mnie, a nie minęła nawet sekunda, jak poczułem drugi cios, podbródkowy, który natychmiast powalił mnie na ziemię. Hans już zaczął triumfować, ale ja szybko złapałem się lin i wstałem. Zdążyłem jeszcze zadać mu parę ciosów, ale po chwili zadzwonił dzwonek.
Wciąż byłem oszołomiony, ale wiedziałem o co toczy się gra. Poznałem już na własnej skórze siłę tego Niemca, ale również jego taktykę. Miałem już plan na drugą rundę.
Natychmiast po dzwonku, Hans rzucił się w moją stronę. Skupiłem się na robieniu uników. Wiedziałem, że to działanie doprowadza go do furii a również kosztuje sporo energii. Gdy była okazja, zadawałem mu silny cios w twarz. Było to trudne, gdyż Razor bez przerwy na mnie nacierał i starał się zagonić do narożnika. Dzielna obrona jednak nie obyła się bez kilku ciosów. Każdy z nich odczuwałem niczym zgniatanie pod ciężarem Tira. Ale osiągnąłem swój cel. Runda dobiegła końca. Ja nazbierałem punktów, a Fisher nie dość, że był wściekły, to jeszcze zmarnował całkiem sporo energii.
Trzecia runda nie była jednak już tak szczęśliwa. Postanowiłem go zmęczyć i większość ciosów kierowałem na jego korpus. Niestety nie pozostawał mi dłużny i całkiem sporo jego uderzeń wylądowało na moim ciele. Przez chwilę zastanawiałem się czy nadal mam całe żebra, albo czy przypadkiem właśnie mi nie przebił jelita. Jednak w czasie walki zdarzyła się wyjątkowa okazja, która mnie uratowała. Fiszer zamachnął się, przed czym udało mi się uciec. Korzystając z okazji, włożyłem całą dostępną mi siłę w lewy cios i przyłożyłem Niemcowi w łeb. Stało się coś co jeszcze nigdy nie miało miejsca. Policzek Razor’a pękł a ciemna krew trysnęła na moją rękawicę i spodenki. Publiczność zamilkła z szoku a Fisher zaryczał ze wściekłości. Już miał rzucić się na mnie i rozerwać na strzępy, ale zobaczył, że szykuję się do kolejnego ciosu i odruchowo osłonił twarz. Wykorzystałem to i skierowałem dwie mocne bomby w jego korpus. Więcej ciosów nie padło, gdyż rozległ się dzwonek. Siedziałem spokojnie i obserwowałem drugi narożnik, gdzie Fisher aż się gotował z wściekłości. Już wtedy dokonałem niemożliwego, bo nigdy nie musiał tak długo walczyć, ale nadal był śmiertelnie niebezpieczny, o czym pamiętałem.
Chwilę później zaczęła się kolejna runda. Wstaliśmy jednocześnie i unieśliśmy gardę. Razor robił wszystko aby jednym, potężnym ciosem złamać mi kręgosłup, ale ja bez przerwy trzymałem dystans i kiedy tylko było to możliwe okładałem go po korpusie. Musiałem tylko wiele razy pilnować swoich kroków, bo rywal ciągle próbował zapędzić mnie do narożnika. Broniłem się praktycznie przez całą rundę, ale w końcu dopiął swego i jego ołowiana rękawica dosięgła mojej twarzy, rozcinając brew i powalając mnie na matę. Przed oczami świat składał się z wymieszanych barw, ale wytężając wszystkie siły odzyskałem panowanie i po chwili wstałem, gotowy do dalszej walki. Wiedziałem, że to duża szansa na samobójstwo, ale żądza zemsty za Andrzeja wciąż była silniejsza.
Gdy tylko odzyskałem pełną sprawność, ponownie rzuciłem się do walki. Kilkanaście sekund później rozległ się dzwonek. W samą porę, moje oko puchło błyskawicznie. Narożnik zrobił co mógł, aby zmniejszyć opuchliznę. Niestety zanim na dobrze dało się ją usunąć już zaczęła się piąta runda.
Była bardzo ciężka. Robiłem co mogłem, żeby walczyć i unikać, ale opuchlizna mi to mocno utrudniała. Hans tymczasem, mimo krwawienia widział bardzo dobrze i wciąż miał mnóstwo siły. Nie minęła nawet pierwsza połowa rundy, gdy ponownie posmakowałem jego pięści. Energia uderzenie odrzuciła mnie na liny i skierowała z powrotem na matę. Opanowując drżenie tak mocno jak to tylko było możliwe, wstałem po chwili na nogi. Runda była dla mnie strasznie dramatyczna. Fisher był obity, zmęczony i zakrwawiony, ale jakimś przeklętym cudem wciąż miał mnóstwo siły w ciosach. Starałem się jak tylko mogłem, żeby obić mu korpus aż do żywej kości. Niestety, skupiając się na jego korpusie nie zauważyłem, że zagania mnie w narożnik. Gdy się zorientowałem było już za późno. Niemiec podbił bliżej i zadał 3 silne ciosy, które natychmiast wgniotły mnie w deski. Oczy zaszły mi mgłą a dźwięk był zagłuszony i totalnie niezrozumiały. Nie czując prawie w ogóle sił i bezwładnie ruszając rękami, słyszałem tylko głos sędziego – raz……dwa…… W oczach wyobraźni przeszło mi całe życie. Ciężkie treningi i zdobycie mistrzostwa wagi średniej…..trzy….cztery….. przejście do wyższej kategorii i kolejne mistrzostwo….pięć…..sześć…... ślub, pokonanie Sody Popińskiego i ogłoszenie, że jestem największym bokserem w historii…… siedem…..osiem….. wtedy pojawił się Hans „Razor” Fisher. Ten co zabił człowieka, który był dla mnie jak ojciec. W jednej chwili odzyskałem całe panowanie. Oczy zaszły mi ogniem a ja wściekle wstałem na dziewięć. Fisher wytrzeszczył oczy i nie wierzył w to co widzi. Ale ja uderzyłem pięścią o pięść oznajmiając, że walka jeszcze się nie skończyła. Krew zalewała mi pół twarzy, ale wtedy nawet tego nie zauważałem. Razor nadal walczył, ale tym razem jakimś cudem jego ciosy nie szkodziły mi aż tak. Za to on zarobił sporo ciosów prosto w twarz. Nie trwało to jednak długo, bo odezwał się dzwonek.
Fisher mocno zarobił pod koniec tej rundy, ale wiedziałem, że wygrał ją, ponieważ 2 razy udało mu się mnie powalić. Byłem w bardzo niebezpiecznej sytuacji, ale nie zamierzałem się poddawać.
Czekałem tylko na dzwonek do szóstej rundy i po chwili się doczekałem. Hans oczywiście ruszył do przodu, ale uskakiwałem mu z drogi i uderzałem najsilniej jak umiałem. Brzmi to jakbym kierował wściekłą ofensywą, ale tak naprawdę nadal moja walka przypominała bardziej obronę. Jednak gdy runda się skończyła, Fisher krwawił już z obu stron twarzy a jedno z jego oczu wyraźnie zapuchło. Widziałem w jego oczach strach i zamierzałem wykorzystać to do samego końca.
Siódma runda zaczęła się z przewagą dla niego. Udało mu się co najmniej 3 czy 4 razy skontrować moje ciosy, ale po jakimś czasie udało mi się uskoczyć przed jego sierpowym i z całej siły przywalić mu prosto w twarz. Stało się wtedy coś co jeszcze miejsca nie miało. Cios oszołomił Fishera i zamroczył. Chciałem to natychmiast wykorzystać i ponownie uderzyć, ale niestety Fisher bardzo szybko doszedł do siebie i ponownie ruszył do walki. Zrozumiałem wtedy, że moja jedyna nadzieja w rozwaleniu tego bydlaka, to wyczerpać go tak mocno jak to tylko możliwe. Uderzenia Razora wciąż były mocne jak kamień, ale teraz już przestały być szybkie, przez co większość bez problemu dało się uniknąć. Ja za to wszystkie mocne uderzenia kierowałem na jego korpus, pozbawiając rywala resztek tchu. Tą taktykę stosowałem przez całą siódmą i ósmą rundę. W ósmej ponownie udało mi się zamroczyć niemieckiego kolosa, a również wtedy utrzymał się na nogach. Jednak na skutek dziesiątek ciosów w korpus, jego płuca nie miały już prawie miejsca na powietrze. Wiedziałem, że jest już na granicy uduszenia się. Szczęśliwie dla niego (i mnie, bo oberwałem kilka ciosów, co ponownie otworzyło moje rany) rozległ się dzwonek.
Byłem wykończony, zakrwawiony, obity i ledwo trzymałem przytomność, ale wiedziałem, że zaszedłem już bardzo daleko. Zrobiłem coś czego nie zrobił żaden bokser i zamierzałem dociągnąć wszystko do końca. Cała dziewiąta runda wyraźnie ukazała, że zarówno Ja jak i Hans mamy już dosyć i chcemy zakończyć tą walkę najszybciej jak się da. Wymienialiśmy cios po ciosie i ledwo ruszaliśmy się po ringu, ale każdy z nas nadal znajdował energię, aby zagrozić przeciwnikowi. Nie patrzyliśmy już na nasze bezpieczeństwo, ile krwi z nas upływa ani cokolwiek innego. Myśleliśmy tylko o tym, aby wzajemnie się pozabijać. Rozdzielił nas sędzia oznajmiając, że runda się skończyła.
Usiedliśmy w swoich narożnikach. Miałem już nawet kłopoty z pamięcią. Dopiero menedżer przypomniał mi, że to ostatnia, dziesiąta runda. Jeżeli chciałem go pokonać, to miałem teraz ostatnią na to szansę.
Ledwo wstaliśmy gdy zaczęła się ostatnia runda. Natychmiast chciałem zadać cios, ale Fisher mnie ubiegł i trafił mnie w twarz, mocnym prostym. Zaskoczyło mnie to i natychmiast klinczowałem.
Zginiesz, skurwielu – wyszeptał do mnie Fisher – Tak jak Twój brudny trener.
Słowa te podziałały na mnie jak płachta na byka. Nagle zapomniałem o obrażeniach i zmęczeniu, bo miejsce ich zajęła wściekłość do granic, że ten szwab śmie obrażać człowieka, którego zabił. Odepchnąłem go i zacząłem zamiast silnie uderzać szybko. Fisher schował się za gardą, ale nie zwracałem na to uwagi i zasypywałem go deszczem strzał i po korpusie i po twarzy. Hans próbował walczyć i kilka razy mnie trafił, ale nawet to mnie nie zatrzymało. Wreszcie rywal zarobił długą serię po twarzy, co sprawiło, że jego nogi nie były już takie twarde jak zwykle. Zachwiał się i zaczął nieprzytomnie zataczać. Dostałem wtedy litrowy zastrzyk adrenaliny i bez opamiętania rzuciłem się do przodu i wykorzystując całą dostępną mi siłę zadałem lewy podbródkowy. Pięść rozbiła się na jego brodzie i odrzuciła jego głowę do tyłu a krew obryzgała widownię. Publiczność zamarła z wrażenia, widząc jak niemiecki kolos trafiony prosto w szczękę zatoczył się i ciężko runął na ziemię, powodując wstrząs ringu. Sędzia zaczął odliczanie, a Fisher desperacko próbował wstać. Niestety nie wiedział nawet gdzie jest góra a gdzie dół i był totalnie bezradny. Gdy sędzia doliczył do siedmiu, niemal udało mu się wstać, ale znowu stracił równowagę i wrócił na deski.
Wtedy sędziego zagłuszyła publiczność, która zawyła zanim zdążył krzyknąć nokaut. Wokół ringu wystrzeliły iskry i a ja ledwo przytomny wzniosłem obie ręce do góry i padłem na kolana. W samą porę bo rzuciło się na mnie co najmniej kilka osób. Kibice triumfowali razem ze mną. Udowodniłem, że nie ma rzeczy niemożliwych i oto człowiek, który miał opinię niemożliwego do pokonania przez śmiertelnika, leżał półżywy na ringu. Andrzej został pomszczony.
Diesel – powiedział komentator przez mikrofon – właśnie udowodniłeś, że jesteś największym wojownikiem jaki chodzi po tym świecie. Że nie ma dla ciebie starcia, którego nie można wygrać. Co chciałbyś powiedzieć?
Moje zakrwawione usta zdążyły powiedzieć tylko – lekarza.


Legenda trwa
Obudziłem się w szpitalu. Dowiedziałem się tam od rodziny i zebranych fanów, że straciłem przytomność po dojściu do mikrofonu. Menedżer słono zapłacił, aby lekarze jak najlepiej poskładali mnie do kupy. Gdy odzyskałem już wystarczająco sił, udzieliłem publicznie pierwszego wywiadu.
Hans Fisher został pokonany – mówiłem – Z tego miejsca chciałem powiedzieć, że to nie moje zwycięstwo. Należy ono do mojego trenera, Andrzeja Luszyńskiego, którego śmierć sprawiła, że chciałem aby sprawiedliwości stało się za dość. Wiem, że jego marzeniem było być ze mnie dumnym i mam nadzieję, że udało mi się spełnić to marzenie w pełni.
W trakcie mojego wystąpienia stało się coś nieprzewidywalnego. Wysoki mężczyzna z tłumu wszedł na mównicę i stanął przede mną. Był to sam Soda Popinski. Nie wiedziałem czego się po nim spodziewać, ale ku memu zaskoczeniu, jak i wszystkich, Popinski położył rękę na moim ramieniu i rzekł – Diesel. Jesteś żywą legendą, którą ja nigdy nie będę. Dopiero teraz zrozumiałem, że walka z Tobą była największym zaszczytem mojego życia. I z tego miejsca chciałem Ci podziękować.
Dziękuję, Soda – odpowiedziałem, wciąż zaskoczony – Przykro mi, że straciłeś tytuł
Lecz Popinski roześmiał się i wyjaśnił – Odzyskałem, kiedy leżałeś w szpitalu. Fisher po spotkaniu z Tobą i przebudzeniu, natychmiast stwierdził, że odchodzi na emeryturę


Po walce z Hans’em Fisher’em wciąż kontynuowałem walki. Stwierdziłem, że był to epizod a nie koniec. Cieżko było znaleźć następnych przeciwników, gdyż po pokonaniu Razora, mało kto chciał się ze mną bić. Kolejnymi rywalami byli Hosea Richards i Balthasar Lynch, którzy padli w 1 rundzie. Następnie Elmo Norris, który wytrzymał do drugiej rundy.
Kilka dni później zostałem zaskoczony wiadomością, że moim następnym przeciwnikiem chce być Jorge Hanson. Wyzywa mnie do walki. Natychmiast zwołałem konferencję.
Hanson’owi nie muszę już niczego udowadniać – mówiłem – Ponad to nie widzę powodów, żeby przyjmować to wyzwanie, po ostatnim występie w jego wykonaniu, razem z tą „genialną” taktyką maratonu po ringu
To były stare czasy – odpowiedział Hanson – taktyka się nie sprawdziła, ale teraz mam sposób na to jak rozłożyć cię na ringu
Zastanowiłem się przez chwilę, gdy nagle wpadła mi genialna myśl. Odpowiedziałem – Wiesz co? Racja. Przyjmuję twoje wyzwanie. Ale z miejsca informuję, że mam sposób, który nie da ci tym razem spieprzać po całym ringu. Będziesz zmuszony ze mną walczyć


Parę miesięcy później wyszliśmy na ring. Gdy zabrzmiał dzwonek od razu zobaczyłem po ruchach Hanson’a, że szykuje się do kolejnych ucieczek. Ale nie tym razem. Wykorzystałem swoją nową taktykę, która lekko zdziwiła publiczność. Przez całą walkę nie poruszyłem się z miejsca i ciągle prowokowałem do ataku. Jak rywal zbliżał się w zasięg moich ramion, uderzałem. Nie miał wyboru. Musiał zbliżać się do mnie aby walczyć. Dzięki temu udało mi się dłużej nacieszyć publiczność. Mimo, że w 3 rundzie Hanson lekko skaleczył mnie w policzek, udało mi się stojąc w miejscu rozwalić go w 6.


Po tej walce chęć pojedynku ze mną wysunął pewien bokser Brendan Abraham z Portoryko. Niestety, okazało się, że jest tak słabowity, że nie minęła nawet połowa pierwszej rundy gdy padł na deski.
Ostatnie lata szły po prostu doskonale. Zawodnicy jacy się ze mną mierzyli wyraźnie bali się oberwać, wciąż mając w pamięci moją walkę z agresywnym Niemcem. Moja 80-ta walka skończyła się w 2 rundzie, gdy powaliłem Ashera Newman'a. Następny był Casey Dixon. Wszyscy wiedzieli, że nienawiść do Anglików sprawi, że uwinę się bardzo szybko. Nie rozczarowali się. Dixon wytrzymał na ringu 23 sekundy i padł przez TKO. Podobnie skończył następny rywal - Balthasar Lynch. Po tej
walce wyzwanie rzucił mi Hosea Richards. Zdążył utrzymać się 3 rundy, ale w końcu uległ moim pięściom.
Następna walka była o tyle zaskoczeniem, co przyjemnością. Casey Dixon po raz kolejny postanowił spróbować szczęścia. Tym razem był lepiej przygotowany, bo wytrzymał na ringu 24 sekundy. O sekundę więcej niż poprzednia walka. Dixon stwierdził, że więcej nie zamierzam się ze mną
mierzyć.


Zmierzch boga
Zaczął się rok 2035. Nie zaczął się dla mnie zbyt dobrze. Mój menedżer przyszedł do mnie z przykrą wiadomością - Słuchaj, chłopcze. Nie znoszę przynosić złych wiadomości, ale rozmawiałem z
Twoimi lekarzami. Obejrzeli dokładnie Twój mózg i stwierdzili, że walka z Hansem Fisher'em mocno go uszkodziła. Za jakieś 2 lata powinieneś skończyć z boksem. Inaczej może to być niebezpieczne

Przyjąłem tą wiadomość bardzo ciężko. Boks był moim życiem, ale wiedziałem, że menedżer ma rację. Siły wkrótce zaczną mnie opuszczać i może to popsuć mój wspaniały wynik.
Kolejnym przeciwnikiem był niejaki Severin Corbett z Kuby. Zrobił dobre wrażenie, ale pokonałem go w drugiej rundzie. Jednak kolejny rywal - Brendan Abraham w czasie walki ogłuszył mnie, co nie zdarzyło się od bardzo dawna. Ale szybko się zrewanżowałem i wylądował na linach.
W drugich rundach rozbiłem później Asher'a Newman'a i Jorge Hanson'a, który wyzwał mnie na pojedynek.
Wreszcie nadszedł ten dzień. Z początkiem 2037 roku publicznie oświadczyłem, że przechodzę na emeryturę i przed kamerami odwiesiłem rękawice. Dla fanów był to bardzo ciężki dzień, ale pewno powód do świętowania dla innych bokserów.
Boks był całym moim życiem. Zakończyłem karierę z wynikiem 89(88) – 0 – 1 i stałem się legendą na niespotykaną skalę. Dorobiłem się gigantycznego majątku ale wiedziałem co teraz muszę zrobić.
Po konferencji wsiadłem do samochodu. Zobaczyłem w lusterku, że jadą za mną dziennikarze. Myśleli, że jadę do domu bo tam skręcili. Ja jednak zamiast skręcić pojechałem dalej i dotarłem do cmentarza.
Ściskając jedną ze swoich rękawic podszedłem do grobu Andrzeja. Człowieka, który doprowadził mnie do tego sukcesu.
Dziękuję Andrzej – powiedziałem, kładąc rękawicę na grobie – Dziękuję za wszystko


Moja kariera:


Waga średnia:


1. Nicky Armstrong (Argentyna) – remis
2. Danny Ray (Niemcy) – TKO w 1 rundzie
3. Ivor Pryor (USA) – TKO w 1 rundzie.
4. Robbie Coney (Australia) – KO w 2 rundzie
5. Ron Chacon (Portoryko) – KO w 1 rundzie.
6. Mordecai Black (Australia) – TKO w 1 rundzie.
7. Steven Torres (Portoryko) – KO w 2 rundzie.
8. Cyprian Reed (Meksyk) – KO w 1 rundzie.
9. Yves Murray (Anglia) – KO w 4 rundzie.
10. Sigmund Larson (Ukraina) – KO w 1 rundzie.
11. Marius Snyder (Australia) – KO w 1 rundzie.
12. Fernando Vargas (USA) – TKO w 4 rundzie.
13. Danny Jacobs (USA) – KO w 2 rundzie.
14. August Jenkins (Finlandia) – KO w 2 rundzie.
15. Peter Manfredo Jr. (USA) – KO w 2 rundzie.
16. Erislandy Lara (Kuba) – KO w 3 rundzie.
17. Kelly Pavlik (USA) – KO w 2 rundzie.
18. Hezekiah Lowe (Kanada) – KO w 4 rundzie.
19. „rewanż” Hezekiah Lowe (Kanada) – KO w 4 rundzie.
20. Marvin Hagler (USA) – KO w 8 rundzie.
21. Jake Lamotta (USA) – KO w 4 rundzie. (walka o mistrzostwo EABC)
22. Carlos Monzon (Argentyna) – KO w 2 rundzie.
23. Eben Webb (USA) – KO w 4 rundzie. (walka o mistrzostwo EABF)
24. Eliot Burton (Panama) – KO w 4 rundzie.
25. Dan Willis (Ukraina) – KO w 1 rundzie (walka o mistrzostwo EABA)
26. Lance Day (Portoryko) – KO w 8 rundzie.
27. Cornelius Benvenuti (Panama) – KO w 2 rundzie.
28. Ekuit Burton (Panama) – KO w 2 rundzie (rewanż)
29. Dan Willis (Ukraina) – KO w 8 rundzie (rewanż)
30. Tanner Strum (Kanada) – KO w 2 rundzie.
31. Lance Day (Portoryko) – KO w 6 rundzie.
32. Jake Lamotta (USA) – KO w 8 rundzie.
33. Eliot Burton (Panama) – KO w 2 rundzie.
34. Cornelius Benvenuti (Panama) – KO w 1 rundzie.
35. Felix Hamed (Meksyk) – KO w 3 rundzie (walka z wyższą kategorią)
36. Tanner Strum (Kanada) – KO w 1 rundzie.


Waga półciężka:


37. Joshua Walters (Guayana) – KO w 8 rundzie.
38. Tod Ross (Guayana) – TKO w 5 rundzie.
39. Spiro Hale (Meksyk) – KO w 4 rundzie. (walka o mistrzostwo EABA)
40. Amory Dunn (Australia) – KO w 3 rundzie.
41. Nicholas Burns (Portoryko) – KO w 2 rundzie. (walka o mistrzostwo EABF)
42. Al. Abraham (USA) – KO w 5 rundzie. (walka o mistrzostwo EABC)
43. Joshua Walters (Guayana) – KO w 2 rundzie.
44. Frank Sullivan (Panama) – KO w 1 rundzie.
45. Nicholas Burns (Portoryko) – KO w 6 rundzie.
46. Al. Abraham (USA) – KO w 5 rundzie. (rewanż roku)
47. Spiro Hale (Meksyk) – KO w 8 rundzie.
48. Amory Dunn (Australia) – KO w 2 rundzie.
49. Tommy Bush (Anglia) – KO w 1 rundzie.
50. Joshua Walters (Guayana) – KO w 2 rundzie.
51. Elmo Norris (Panama) – KO w 1 rundzie.
52. Erwin Berto (USA) – KO w 1 rundzie.
53. Frank Sullivan (Panama) – KO w 1 rundzie.
54. Asher Newman (Finlandia) – KO w 4 rundzie.
WALKA POKAZOWA. Soda Popinski (Rosja) – KO w 10 rundzie. (starcie tysiąclecia)
55. Frank Perkins (Panama) – KO w 4 rundzie.
56. Erwin Berto (USA) – KO w 1 rundzie.
57. Lambert Bell (Panama) – KO w 1 rundzie.
58. Elmo Norris (Panama) – KO w 1 rundzie.
59. Frank Perkins (Panama) – KO w 6 rundzie.
60. Asher Newman (Finlandia) – KO w 4 rundzie.
61. Frank Sullivan (Panama) – KO w 3 rundzie.
62. Jorge Hanson (Australia) – KO w 6 rundzie.
63. Lambert Bell (Panama) – KO w 1 rundzie.
64. Asher Newman (Finlandia) – KO w 1 rundzie.
65. Balthasar Lynch (Meksyk) – KO w 4 rundzie.
66. Elmo Norris (Panama) – KO w 1 rundzie.
67. Jorge Hanson (Australia) – KO w 2 rundzie.
68. Hosea Richards (Kanada) – KO w 5 rundzie.
69. Jorge Hanson (Australia) – KO w 3 rundzie.
70. Barnaby Louis (Niemcy) – KO w 4 rundzie.
71. Balthasar Lynch (Meksyk) – TKO w 1 rundzie.
72. Hosea Richards (Kanada) – KO w 1 rundzie.
73. Asher Newman (Finlandia) – KO w 5 rundzie.
74. Barnaby Louis (Niemcy) – KO w 1 rundzie.
WALKA POKAZOWA. Hans Fisher (Niemcy) – KO w 10 rundzie (starcie życia)
75. Hosea Richards (Kanada) – KO w 1 rundzie.
76. Balthasar Lynch (Meksyk) – KO w 1 rundzie.
77. Elmo Norris (Panama) – KO w 2 rundzie.
78. Jorge Hanson (Australia) – KO w 6 rundzie.
79. Brendan Abraham (Portoryko) – KO w 1 rundzie.
80. Asher Newman (Finlandia) – KO w 2 rundzie.
81. Casey Dixon (Anglia) – KO w 1 rundzie.
82. Balthasar Lynch (Meksyk) – TKO w 1 rundzie.
83. Hosea Richards (Kanada) – KO w 3 rundzie.
84. Casey Dixon (Anglia) – KO w 1 rundzie.
85. Severin Corbet (Kuba) – KO w 2 rundzie.
86. Brendan Abraham (Portoryko) – KO w 1 rundzie.
87. Asher Newman (Finlandia) – KO w 2 rundzie.
88. Jorge Hanson (Australia) – KO w 2 rundzie.


I to by było na tyle ;) Do zobaczenia w następnej recenzji.


09.07.2011
19:19

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10495680

2/3


Głośno zrobiło się w prasie o tej walce. Udzieliłem wywiadów, gdzie stwierdziłem, że pozostali mistrzowie powinni się przygotować bardzo dobrze, bo to samo czeka ich.


Moim następnym celem był kolejny pas mistrzowski – organizacji EABF. Dzierżył go Eben Webb z USA. Walka była zażarta, ale podobnie jak z poprzednim pasem, udało mi się go pokonać przez KO w 4 rundzie. Zaraz po nim miałem drugą już obronę tytułu – przeciwko Elliot’owi Burton’owi z Panamy. Po tej walce zaczęto mówić – „Do trzech razy czwórka” ponieważ jego również pokonałem w 4 rundzie.
Tym sposobem stanąłem do walki o ostatni pas mistrzowski – EABA. Jego właścicielem był niepokonany Dan Willis z Ukrainy. W czasie walki stało się jednak coś co zaszokowało nie tylko widownię, ale również mnie samego. Mniej więcej w połowie rundy, wystarczył jeden mój mocny cios, by Ukrainiec padł na deski i odmówił dalszej walki. Było to jedno z moich najszybszych zwycięstw, w dodatku najszybsze chyba w historii zdobycie mistrzostwa świata. Willis tłumaczył potem w wywiadzie, że czując siłę moich ciosów zrozumiał, że nie wygra tej walki i lepiej ratować życie.


Rewanż roku
Tamten rok był bardzo dobry dla mnie. Zostałem mistrzem każdej organizacji, wziąłem ślub z moją dziewczyną i urodziła się nam córka. Razem z Andrzejem dużo świętowaliśmy, ale nie zapominaliśmy o treningach. W końcu aby zwyciężyć, trzeba zwycięstwo jeszcze utrzymać. Pierwszy był niejaki Lance Day z Portoryko. Okazał się naprawdę twardym zawodnikiem. Dopiero w 8 rundzie udało mi się go ostatecznie znokautować, a wcześniej posyłałem go na deski 5 razy. Po walce podszedłem do niego i wzniosłem jego rękę do góry. Potem był Cornelius Benevenuti z Panamy. Walka skończyła się już w 2 rundzie przez KO. Podobnie następna walka, rewanżowa z Burtonem.
Wszystko szło po mojej myśli, jednak któregoś wieczora dostałem wiadomość, że rewanżu żąda sam Dan Willis. Nikt nie mógł w to uwierzyć, jednak na konferencji oficjalnie potwierdził przed światem, że chce odzyskać tytuł.
- Diesel to wspaniały bokser. Szanuję go i podziwiam. Owszem, poddałem się po tym jak poczułem jego uderzenia. Jednak teraz jestem inny. Bardzo mocno trenowałem i stałem się mocniejszy. Czas najwyższy, żebym odzyskał tytuł.
- Oczywiście przyjmuję twoje wyzwanie
– Odpowiedziałem – ale zdajesz sobie sprawę, że przez ten czas ja też ćwiczyłem i stałem się jeszcze lepszy? I ja również ciebie szanuję oraz podziwiam, ale zapowiadam od razu, że za nic nie dam sobie odebrać tytułu.
- Zgadza się. Wiem, że jesteś lepszy i nie dasz sobie odebrać mistrzostwa. Jednak znam sposoby, by sprawić, że będzie to rewanż roku.


Po okresie na trening, stało się. Wyszliśmy ponownie na ring. Przywitały mnie oklaski i krzyki fanów. Willis pełen energii czekał w narożniku. Wreszcie zabrzmiał dzwonek. Pewny siebie ruszyłem i zadałem ciosy, które Dan przyjął na gardę, po czym odpłacił mi się kontrą w korpus. Zaskoczony tym obrotem sprawy, spróbowałem prawego sierpowego. Jednak i tym razem skończyło się na kontrze w mój korpus. Willis nie kłamał. Naprawdę się przygotował. Postanowiłem, że skupię się na ciosach szybkich oraz trzymaniu dystansu.
Moja taktyka się sprawdziła. Przez 1,2 i 3 rundę trzymałem się na odległość moich prostych, które słałem na rywala. On jednak również nie był mi dłużny i z rundy na rundę byliśmy co raz bardziej obici. To nie był już Dan Willis z pierwszej walki. Stał się twardy, pewny i strasznie zawzięty.
4 i 5 runda wyraźnie wykazała, że obaj straciliśmy cierpliwość. Nie dbając zbytnio o osłonę nawalaliśmy się niczym dresiarze. Czułem, że opadam z sił, a Willis mimo, że pogruchotany do granic nadal nie chciał się poddać.
6 i 7 runda przebiegała dosyć monotonnie. Kiedy się do siebie zbliżaliśmy, staraliśmy się nawzajem zadać rywalowi jak najmocniejszy cios w łeb. Nie wiedziałem czy 6 rundę wygrałem ja czy on, ponieważ kręciło mi się w głowie. Za to w rundzie 7 udało mi się zadać mocne cięcie z dołu, które otarło się o prawy policzek Dana i zostawiło długie rozcięcie. Na jego twarz, tors i spodenki natychmiast chlusnęła krew. Przeraził się tym trochę, ale nie zaprzestał walki. Nadal nacierał i starał się powalić mnie na deski. Jednak nie uszło mojej uwadze, że stara się teraz za wszelką cenę ochronić zranione miejsce.
Gdy zabrzmiał dzwonek, siedziałem w narożniku i już miałem plan na 8 rundę. Narożnik Dana robił wszystko aby zatamować ranę, a sam rywal wyglądał na całkowicie wyczerpanego. Po chwili zadzwoniło.
Natychmiast zbliżyłem się do Willisa, ukrytego za murem z rękawic. Bez zastanowienia zacząłem okładać go po korpusie. Odskakiwałem, po chwili znowu się zbliżałem i kolejna seria na korpus. Po chwili osiągnąłem swój cel. Dan zaczął osłaniać ciało. Natychmiast to wykorzystałem i z całej siły uderzyłem go sierpowym w zraniony policzek. Jego układ nerwowy zadziałał jak zerwany kabel pod napięciem. Paraliżujący ból zamroczył go, a ja nie czekając na nic ponowiłem uderzenie. Dan zahaczając o liny padł ciężko na ziemię. W tej chwili z narożnika padł ręcznik, co oznaczało, że zwycięstwo należy do mnie. Widownia zawyła z radości, a Andrzej wskoczył na ring i wykonał dziwny taniec triumfu. Musiałem publicznie przyznać, że była to najcięższa dotąd walka w moim życiu.


Wyższa półka
Moja ostatnia walka obiegła świat. Ja jednak nie żyłem tym, tylko teraźniejszością i nadal broniłem tytułu. Na mojej drodze stawali nowi bokserzy, ale również wiele razy walczyłem ze znanymi, którzy raz po raz starali się odebrać mi tytuły.
Na mojej drodze stanął Tanner Strum z Kanady, którego pokonałem w 2 rundzie. Potem pojawił się ponownie Lance Day, ale przegrał przez nokaut w 6 rundzie. Podobnie Jake Lamotta, który zamiast walczyć, głównie się bronił, przez co rozłożyłem go dopiero w 8 rundzie.


Jakiś czas po walce, pokonany przeze mnie kiedyś Elliot Burton stwierdził, że się starzeję. Zareagowałem rzuceniem mu wyzwania i powiedziałem, że zobaczy jak bije polski dziadek. Walka przebiegła po mojej myśli. Przez 1 rundę tylko się broniłem i pozwoliłem, aby nawalał najsilniej jak potrafi. Już na początku stracił sporo energii, dzięki czemu w 2 rundzie, to ja przejąłem ofensywę i walka skończyła się przez TKO! Powiedziałem: „Jeżeli chcesz walczyć ze starcem, to upewnij się najpierw, że nie jest z Polski”.


Kolejną walką był pojedynek z Corneliusem Benvenutim. Jednak nie był on całkowicie przygotowany do tego starcia, przez co przegrał już w 1 rundzie. 3 dni później dostałem bardzo ciekawego maila od Andrzeja.


Witaj Diesel
Piszę do Ciebie z bardzo ciekawą propozycją. Zauważyłeś pewnie, że bez problemu rozwalasz wszystkich przeciwników jakich Ci podeślemy. Dodatkowo niektórzy Ci się powtarzają i nadal mają durną nadzieję, że Cię pokonają. Dlatego postanowiłem umówić Cię na walkę z bokserem z kategorii Półciężkiej. Zobaczymy jak poradzisz sobie z kimś z wyższej kategorii i będziemy wtedy myśleć, czy nie przenieść cię wyżej w poprzeczce. Tak więc ćwicz ostro, bo półciężka to nie przelewki. Do zobaczenia, chłopcze.


Andrzej


Zaskoczył mnie jego e-mail, ale jednocześnie poczułem satysfakcję, że będę mógł walczyć z kimś z wyższej kategorii. Natychmiast zacząłem trening.
Moim rywalem okazał się Felix Hamed z Meksyku. Jego mocarne ciało wyglądało imponująco, ale nie pozwoliłem, żeby mnie to przeraziło. 1 runda wykazała różnicę miedzy nami. Zadawałem mu masę ciosów, jednak niedużo robiło to na nim wrażenia. Natomiast jego uderzenia odczuwałem jakbym był obrzucany kamieniami.
2 runda była bardzo dramatyczna. Nadal okładałem go jak tylko mogłem i chyba wreszcie do odczuł, ale w pewnym momencie trafił mnie na tyle celnie, że nie wiedziałem co się dzieje. Wykorzystał to i przygwoździł mnie ciosami. Padłem ciężko na deski, jednak tradycyjnie szybko się podniosłem. Ta runda należała do niego.
3 runda wreszcie miała dobry dla mnie skutek. Przez cały czas jej trwania zadawałem silne ciosy na głowę, które pod koniec ogłuszyły go. Tym razem to on padł na matę, jednak nie wstał już z niej. Nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Nie dość, że pokonałem boksera z wyższej kategorii, to jeszcze już w 3 rundzie. Postanowiłem urządzić przyjęcie z tej okazji. Pojawił się na niej niezapowiadany gość, a jednocześnie mój idol, co mnie strasznie mile zaskoczyło – Andre Bishop, mistrz świata wagi ciężkiej, który sławny był z tego, że jako jedyny pokonał strasznego Isaac’a Frost’a.
Jesteś doskonałym bokserem, Diesel – powiedział Bishop – Potrafię docenić talent jak go widzę i niechaj nie ziemia pochłonie, jeżeli nie masz talentu. Wierzę, że któregoś dnia świat będzie lepiej znał Ciebie niż mnie.
Sam Andre Bishop mnie chwalił. Nie sądziłem, że dożyję tego dnia. Z czasem zostaliśmy całkiem bliskimi przyjaciółmi.
Moja następna walka była przeciw Kanadyjczykowi – Tanner’owi Strum’owi. Jednak w porównaniu z poprzednim przeciwnikiem, było mi strasznie łatwo. Kanadyjczyk przegrał już w 1 rundzie.


Po tej walce stało się dla mnie jasne, co muszę robić. Złapałem za telefon i wykręciłem do Andrzeja.
Witam, trenera. Czy oferta dla wyższej kategorii jest jeszcze aktualna?


Po mistrzostwo po raz drugi
Ogłosiłem w prasie i TV, że oddaję swoje mistrzowskie pasy i przechodzę do wyższej kategorii. Obiecałem, że również tutaj zdobędę wszystkie pasy. Moja decyzja została dobrze przyjęta, a ja natychmiast umawiałem nową walkę.
Moim pierwszym rywalem był Joshua Walters z Gujany. Tym razem przekonałem się, że walki nie są tu takie łatwe. Miałem słaby cios dla rywala, pokrytego pancerzem z mięśni. Było bardzo ciężko, ale ku mojej radości walka zakończyła się moim zwycięstwem w 8 rundzie.
Fani byli zadowoleni z mojego półciężkiego debiutu, ale zrozumiałem jak muszę odtąd trenować. Poświęcałem dużo czasu na ćwiczenie wytrzymałości, zwinności a przede wszystkim siły ciosu. Było już widać dzięki temu postępy w następnej walce z kolejnym Gujańczykiem – Tod’em Ross’em. Odniosłem imponujące zwycięstwo przez TKO w 5 rundzie.
Stwierdziłem, że nie ma na co czekać i umówiłem walkę o mistrzostwo EABA. Pas dzierżył Meksykanin Spiro Hale. Słynął z tego, że zadaje mocne ciosy, ale miał jedną słabość. Bardzo rzadko trzymał gardę.
Kiedy wreszcie nastał dzień walki i wyszliśmy na ring, przekonałem się, że z tymi mocnymi ciosami to nie przelewki. Uderzał jak młot, ale również sprawdziło się to, że nie trzyma gardy, gdyż punktowałem raz za razem. Po pierwszej rundzie, mogłem spokojnie stwierdzić, że da się go pokonać, ale muszę uważać, bo jego ciosy są niebezpieczne.
W drugiej i trzeciej rundzie skupiłem się na zadawaniu ciosów na zmianę. Szybkie w głowę, silne w korpus. Dzięki temu po 3 rundzie rywal był nie tylko obity i pogruchotany, ale także ledwo zipał. Chciałem już mieć pas mistrza, dlatego jak zaczęła się 4 runda, nie czekałem tylko wystartowałem i zasypałem jego głowę ciosami. Hale padł na deski i po chwili wstał, ale nie dałem mu wytchnąć i ponownie się rzuciłem. Po tym nokdaunie został już na macie a ja zostałem mistrzem wagi półciężkiej, ku wielkiej radości widowni i zapewne milionów ludzi przed telewizorami. Ale wiedziałem, że moje zadanie zostało wykonane dopiero w 1/3.


Superstar
Zanim mogłem sięgnąć po kolejne pasy, musiałem uzbroić się w cierpliwość. Bycie mistrzem oznaczało, że należy szykować się na wyzwania. I takie też przyszło od boksera Amory’ego Dunn’a z Australii. Walka z nim pokazała mi wyraźnie co sobie myślał. Trafił na kogoś kto pochodzi z niższej kategorii, przez co będzie łatwa okazja do zdobycia tytułu. Zdziwił się, gdy rozłożyłem go w rundzie 3. Była to już moja 40-sta walka.
Postanowiłem iść za ciosem i sięgnąć po następny pas – EABF. Nie ma co się rozgadywać, walka była bardzo łatwa i skończyła się w 2 rundzie. Pochodzący z Portoryko Nicholas Burns, strasznie bał się tej walki, przez co błyskawicznie przegrał a ja zdobyłem drugi pas. Na mojej drodze stał już tylko jeden mistrz, z USA – Al Abraham. Mówił, że nie robią na nim wrażenia moje walki, bo każdego z nich on też by bez problemu pokonał. Teraz moje zwycięstwa się skończą. Wkrótce mieliśmy się przekonać.


Hall of Famer
Długo oczekiwany przez wszystkich dzień nastał. Miałem zmierzyć się z ostatnim mistrzem – Al Abrahamem’em.
Wyszedłem na ring przywitany owacjami i powiewaniem biało-czerwonych flag. Jednak Abraham również miał na widowni sporo fanów, którzy przywitali go wiwatami. Al wzniósł pięść w górę, a następnie skierował ją w moją stronę. Po chwili usłyszeliśmy dzwonek.
Wyszedłem do przodu, ale postanowiłem sprawdzić dokładnie jego styl. Abraham zaatakował mój korpus trzy razy a następnie starał się zadać mi prawy podbródkowy. Wszystkie te ciosy odparowałem, ale gdy chciałem skontrować, okazało się, że on również wie co to porządna garda. Starałem się być jak najbardziej skupiony, ale i tak przekonałem się, że to nie wystarczy. Jego zwodzący cios wylądował na mojej głowie, a po nim następny. Odsunąłem się, po czym szybko doskoczyłem. Udało mi się go tym zaskoczyć, przez co sam parę razy poobijałem jego głowę. Niestety po chwili zarobiłem mocną kontrą. Zrozumiałem, że nie tędy droga. Trzeba go pokonać trochę inaczej. Odtąd kiedy tylko była okazja zadawałem mu szybkie ciosy na korpus. Zarobiłem nie raz w głowę, ale odwdzięczałem się seriami. Walka wyglądała tak przez 1, 2 i 3 rundę. W 4 trochę zmieniłem taktykę i zadawałem na korpus mocne ciosy. Miałem jeszcze sporo energii, a on był wyczerpany. Niestety za wcześnie stwierdziłem, że mogę działać na całego. Chciałem go mocno i szybko znokautować, a on to wyczuł, przez co nadziałem się na jego podbródkowy, który posłał mnie na deski. Zaskoczony i otumaniony potrzebowałem 5 sekund, żeby wstać na nogi. Już miałem mu odpłacić, ale rozległ się dzwonek.
Byłem podirytowany, ale zrozumiałem, że miał szczęście. Tak naprawdę nie ma siły, żeby nadal się pewnie trzymać. Czekałem na start 5 rundy i po chwili się doczekałem.
Jak tylko wstałem, ruszyłem ostrożnie w jego stronę. Starałem się imitować, że przymierzam się do ciosu na korpus. Abraham odruchowo osłonił korpus, a ja tylko na to czekając zadałem 3 szybkie ciosy na głowę i jeden potężny sierpowy. Wyczerpany Amerykanin został oszołomiony, a po moich żyłach rozlała się adrenalina. Z całym impetem zadałem bardzo silny, lewy sierpowy, który rozgniótł mu policzek, uszkodził nos i powalił z łoskotem na deski. Mistrz starał się wstać jak najszybciej, ale na 5 stracił równowagę i ponownie wylądował na macie. Sędzia krzyknął – NOKAUT! Tym sposobem w tle ogłuszających ryków publiczności i padającego konfetti podniosłem triumfalnie swój trzeci pas mistrzowski. Wtedy to pierwszy raz nazwano mnie „Conan znad Wisły”.


Oczywiście moje zwycięstwa nie zniechęciły rywali i otrzymałem maile, gdzie nadal wyzywano mnie do walki. Pierwszy był rewanż z Joshua Waltersem. Ten jednak nie docenił mnie i przez 1 rundę ciągle obrywał. Z kolei jak tylko zaczęła się runda druga, podszedłem i już po pierwszym ciosie rywal padł na deski.
Równie ciekawa walka była następna z Frank’iem Sullivan’em z Panamy. Jakieś 12 sekund po rozpoczęciu walki, zadałem sierpowy, który trafił go w twarz i znokautował. Trudniejszy jednak okazał się rewanżujący Nicholas Burns. Ciężka obrona i zwody spowodowały, że rywal przedłużał walkę, ale i tak zakończyła się przed czasem w 6 rundzie. Miałem dłuższe wakacje, gdyż zdążył mnie mocno obić.
6 dni po walce mój promotor przedstawił mi ciekawą propozycję. Zamierzał zorganizować tzw. „rewanż roku”, gdzie miałbym stanąć ponownie przeciwko Al’owi Abraham’owi. Mówił mi, że Abraham nie pogodził się z porażką i myśli tylko o tym, aby odzyskać swój pas. Nie widziałem powodów, żeby odmówić.


Wieści o „Rewanżu roku” szybko dotarły do mediów. Bilety wykupiono już pierwszego dnia, a wejście na salę było zapchane już z ulicy. Na szczęście Ja i Abraham dostaliśmy się do środka. Gdy tylko dym opadł i pojawiłem się, zmierzając w stronę ringu myślałem, że ogłuchnę od euforycznych wrzasków publiki. Przez chwilę zastanawiałem się, czy dojdę do ringu z całymi bębenkami, ale na szczęście udało się. Wzniosłem rękę w górę a za mną promotor i trener wznieśli w górę moje pasy. Po chwili wszedł Al Abraham, również powitany oklaskami. Zapowiadało się na zaciętą walkę. Przywitaliśmy się i podaliśmy rękawice. Po chwili walka się rozpoczęła.
Miałem już sporo doświadczenia w byłych mistrzach, którzy wyzywali mnie na rewanż, więc wiedziałem, że nie należy lekceważyć rywala. I nie pomyliłem się. Abraham był bardzo ciężkim przeciwnikiem. Zadawał szybkie, celne ciosy i mimo moich kontr i osłon, nie sprawiał wrażenia zmęczonego ani podłamanego. Walczył bez wytchnienia.
Publiczność na trybunach była bardzo zadowolona, gdyż daliśmy popis zaciętej walki, gdzie każda strona wymieniała ciosy kiedy tylko mogła. Trwało to tak przez 1, 2, 3 i 4 rundę. Po tej ostatniej byliśmy obici jak po ataku stada dresiarzy. Ja nie widziałem na jedno oko, a Abraham krwawił z lewej brwi. Dopiero w 5 rundzie ponownie zaczęliśmy wymieniać ciosy, ale robiąc szybkie zwody, chociaż z wielkim wysiłkiem, słałem na jego głowę mnóstwo ciosów podbródkowych, co w końcu powaliło go na deski i zakończyło walkę moim zwycięstwem. Mimo agresji, po tej walce ja i Al zaprzyjaźniliśmy się. Obydwaj szanowaliśmy się jako profesjonalni bokserzy i nigdy już nie powiedzieliśmy o sobie złego słowa.


Ring Legend
Po „rewanżu roku” zyskałem nowy przydomek „Legenda ringu”. Moja sława obiegała cały świat. Nawet bokserów z wagi ciężkiej uważano za mniej interesujących. Kariera bokserska szła wciąż do przodu. Następną walkę zacząłem w 2024, przeciwko Spiro Hale. Okazał się naprawdę wymagającym przeciwnikiem. Udało mu się nawet powalić mnie w 4 rundzie, ale walka skończyła się tradycyjnie w 8 rundzie, przez KO. Kolejnym był Amory Dunn, który jednak padł w drugiej.
Tommy Bush, który był kolejnym rywalem, został przeze mnie agresywnie zmiażdżony już w 1 rundzie. Dlaczego tak szybko? Nie dlatego, że był słaby, ale dlatego, że był anglikiem.
Po walce dowiedziałem się od przyjaciela, Al’a Abrahama, że przechodzi na emeryturę. Stwierdził, że osiągnął w boksie wszystko co chciał i teraz chce skupić się na rodzinie. Zrobiliśmy mu pożegnanie z wielkim rozmachem.
Ja tymczasem po kilku miesiącach stanąłem do swojej 50-tej w życiu walki, po raz kolejny przeciw Joshua Waltersowi. Widać było po nim, że jest zdeterminowany. Co prawda przegrał już w 2 rundzie, ale w pierwszej padł 2 razy i wstał.
Po jakimś czasie dowiedziałem się o bardzo ważnej rzeczy. Z Panamy przyjechał niejaki Elmo Norris, aby wyzwać mnie na pojedynek i odebrać pasy. Norris był podobno niekwestionowanym mistrzem swojego kraju i teraz zamierzał sięgnąć po świat.
Zdawałem sobie doskonale sprawę z mojego legendarnego talentu, ale Andrzej już dawno nauczył mnie aby NIGDY nie lekceważyć przeciwnika, dlatego porządnie trenowałem. Kilka dni później dowiedziałem się, że na tej walce będzie sam Andre Bishop, który chce ją oglądać na żywo. Postanowiłem, że go nie zawiodę.
W dniu walki tradycyjnie zostałem ogłuszony przez wrzask tłumu. Podałem rywalowi ręce i zaczęliśmy walkę. Wysunął się z uniesioną gardą i jak tylko się do mnie zbliżył, starał się mocno uderzyć. Powtarzał to za każdym razem, gdy znalazłem się blisko niego. W pewnym momencie straciłem cierpliwość. Zrobiłem unik przed jego ciosem i zadałem lewy sierpowy z dołu, który trafił go z boku w głowę. Ku mojemu zaskoczeniu walka się skończyła. Norris padł i nie był w stanie sam wstać z maty, a kiedy mi przeszło zdziwienie wzniosłem ręce ku radości moich fanów. Andre Bishop wskoczył na ring, objął mnie ramieniem i powiedział przez mikrofon: „Diesel, you are the Greatest of All Time!”.


Greatest of All Time
Słowa wypowiedziane przez Bishopa przylgnęły do mnie. Teraz prawie każda gazeta i stacja telewizyjna określała mnie tym przydomkiem. Mój ubiór też się zmienił. Przysłano mi wspaniałe rękawice z czarnej, błyszczącej pięknie skóry, podpisane „Only for the Greatest” Podobnie zmieniłem bokserki, na błyszczące, w czarno-białym kolorze. Nawet został z przodu napis „POLAND”. Z podobnego, błyszczącego tworzywa zrobiono mój nowy szlafrok.
Wbrew pozorom wciąż przybywało bokserów, którzy za wszelką cenę chcieli mi ten tytuł odebrać. Jak np. Erwin Berto z USA, który padł w 1 rundzie, albo Frank Sullivan, który przegrał też w 1 rundzie, dosłownie 3 sekundy przed zakończeniem rundy.
Któregoś dnia gdy miałem więcej wolnego czasu, postanowiłem zrobić coś wyjątkowego. Odwiedziłem osobiście Nicky’ego Armstronga. Mojego pierwszego rywala, a jednocześnie jedynego boksera, który ze mną zremisował. Gratulował mi takiego wyniku, niestety jemu niespecjalnie szło w walkach. Miał na koncie sporo zwycięstw ale również porażek. Ale moja wizyta mocno wpłynęła na jego sławę. Myślałem, że wszyscy widzą mnie w bardzo dobrej barwie. Niestety okazało się, że nie wszyscy.


Wejście Rosjanina
Żyło mi się dobrze i czas płynął spokojnie. Od czasu do czasu zaglądałem w rankingi kategorii ciężkiej. Uwagę zarówno moją jak i prasy przyciągał pewien niezwykły bokser. Nazywał się Soda Popinski i pochodził z Rosji. Był niepokonany i każdą walkę kończył nokautem. Był wieloletnim mistrzem Rosji. Jego ciało robiło wrażenie. Było niczym wyrzeźbione z marmuru przez prawdziwego artystę. Był w dodatku mierzącym 6’8 stóp wzrostu kolosem. Czyniło go to chyba najwyższym bokserem świata. Na głowie nie miał włosów, zamiast tego długie, czarne wąsy i wyglądające groźnie brwi. Ale nie z tego Popinski był najbardziej znany. Jego znaczkiem było to, że fanatycznie wręcz przepadał za gazowanymi napojami, typu Coca-Cola. Pił je kiedy tylko było to możliwe. Podobno zdarzało się to nawet w przerwach między rundami. Widziałem zdjęcie zrobione przez jego promotora, gdzie Popinski w ruskiej czapce i bokserkach idzie przez śniegi Rosji, trzymając w rękach 2 skrzynie z Colą.
Popinski błyskawicznie piął się w rankingu. W którymś wywiadzie stwierdził, że jego celem nie jest samo mistrzostwo. Chce czegoś więcej. Zadziwił w czasie wywiadu tym, że mimo sprawiania wrażenia kretyna, zna 3 języki – Rosyjski, Polski i Angielski.
Nie jestem tutaj tylko po pas mistrza wagi ciężkiej – mówił Soda – moim celem jest zdegradowanie pseudoboksera, który myśli, że osiągnął coś w walce z prawdziwymi wojownikami. Dajcie mi Diesla. Pokażę światu, że Polak zostanie zgodnie z historią zmiażdżony przez Rosjanina. Tak jak być musi!
Machina zadziałała natychmiast. Mój dom został zaszturmowany przez legiony dziennikarzy, chcących znać moje zdanie w tej sprawie.
Widziałem wywiad z Sodą Popinskim- mówiłem – Ale moim zdaniem jest to po prostu lament wrzaskliwego pieniacza, który za wszelką cenę chce się wypromować. Niech najpierw zdobędzie jakiś pas mistrzowski to wtedy pogadamy.
Mój komentarz musiał rozwścieczyć rosyjskiego kolosa, bo podobno zaczął jeszcze szybciej piąć się po szczeblach rankingu, a większość jego rywali wyglądało jak krwawa masa.
Ja w tym czasie przygotowywałem się na 30-stą już obronę tytułu. Moim rywalem był Asher Newman z Finlandii. Pokonałem go dopiero w 4 rundzie. Dlaczego dopiero? Ponieważ mogłem pokonać go dużo wcześniej, ale głowę miałem zaprzątniętą Popinskim, przez co miałem problemy z koncentracją.
Soda tymczasem atakował mnie, kiedy tylko mógł. Ciągle rzucał w wywiadach zdania typu: „Diesel, dostaniesz cios do picia albo Wypiję za twoje zdrowie, Laszku. Gdy już przejdę po twoich zwłokach
Wreszcie nastał dzień, którego szczerze mówiąc bardzo się bałem. Usłyszałem, że Soda Popinski staje do walki o mistrzostwo świata, z Andre Bishop’em. Andre stwierdził, że pokonał Frost’a, więc pokona też Popinskiego. Nie byłem tego taki pewny, ale liczyłem, że się nie pomylił.
Wieczorem w dniu walki Ja, moja żona, Andrzej i mój przyjaciel Al Abraham siedzieliśmy przed telewizorem i oglądaliśmy. Andre Bishop wyszedł skupiony i przywitał się z widownią. Sodę tymczasem roznosiło w narożniku. Widać było, że chce rozwalić Andre w szybkim tempie.
Gdy walka się zaczęła, ujrzeliśmy przerażającą scenę jak mocarne uderzenia Popińskiego rzucają Bishopem po całym ringu. Próbował walczyć, unikał, zadawał najsilniejsze ciosy jakie potrafił, ale nie robiły one wrażenia na potężnym Moskalu. Starał się stosować taktykę zmęczenia, jakiej używał gdy walczył z Isaac’iem Frost’em, ale nawet to nie pomagało. Soda zaganiał Bishopa do narożników i zadawał mordercze serie ciosów. Andre został ogłuszony, a Soda Popinski pokazując mu gest podrzynania gardła, podbił i zadał silny podbródkowy. Andre pod wpływem uderzenia padł już w 1 rundzie. Jakoś udało mu się wstać, ale nadal był oszołomiony. Uratował go dzwonek. W czasie przerwy widać było wyraźnie przerażenie na twarzy Bishopa. Jego trener chciał przerwać walkę, ale Andre nie zgodził się. Popinski tymczasem śmiał się w ringu i pociągnął zdrowy łyk z butelki Coli.
Po chwili zaczęła się 2 runda. Bishop wyszedł i trzymał wysoko gardę. Wtedy stało się coś strasznego. Popinski jednym, silnym ciosem przełamał obronę i posłał na głowę Andre masę uderzeń, niczym żelaznym młotem. W pewnym momencie usłyszeliśmy dźwięk jak pięść Rosjanina łamie Bishopowi kość szczęki. Andre padł ciężko i ledwo przytomny na ziemię. Trener nie czekał na nic, tylko natychmiast rzucił ręcznik. Bishopa wyniesiono na noszach, a Popinski wzniósł triumfalnie pas mistrza. Gdy podano mu mikrofon, powiedział po polsku –Szykuj się, Diesel. Ty będziesz następny!


Po walce wszyscy odwiedziliśmy Bishopa w szpitalu. Bardzo ciężko oberwał, ale jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Wyglądał nadal na przerażonego tą walką.
Tego bydlaka nie da się pokonać – mówił Bishop – rozsmarował mnie po ringu. Nie wierzę, że ktoś go może pokonać
Opowiedziałem – Każdego można pokonać, Andre. A ja nie puszczę płazem tego co Ci zrobił. Zamierzam przyjąć wyzwanie Popinskiego
Nie – powiedziała moja żona – Proszę Cię. Sam widziałeś co ten potwór mu zrobił. Nie chcę, żebyś skończył w taki sposób. Nikt nie wie jak go pokonać.
Ja wiem – odezwał się nagle głos za naszymi plecami. Ku naszemu zaskoczeniu był to dawny rywal Bishopa – Isaac Frost.
Frost? – Zdziwił się Bishop – Co ty tutaj robisz?
Przyszedłem cię odwiedzić – opowiedział Frost – Nigdy się nie zgadzaliśmy, Andre. Ale przyznam, że wczoraj miałem nadzieję, że to właśnie ty wygrasz. Popinski jest taki jak ja kiedy ze mną walczyłeś. Arogancki, pewny siebie i brutalny. Tylko on może pokonać ten problem.
Frost pokazał palcem w moją stronę.
Tak zrobię – powiedziałem.


Diesel vs Soda – Walka Tysiąclecia
Wszyscy początkowo odradzali mi tą walkę. Moja żona i przyjaciele, nawet mój własny trener ani żadne branże bokserskie nie wierzyli w to, żebym miał jakiekolwiek szanse. Stwierdziłem, że jak taka ich wola to nie ma sprawy, ale nie odciągną mnie od tej walki. Powiedziałem to publicznie, ku uciesze Popinskiego. Jednak gdy wszyscy zrozumieli, że będę walczył, stanęli wręcz na głowie, żeby przygotować mnie do starcia. Ustaliliśmy, że staniemy przeciw sobie w walce pokazowej w Nowym Jorku. Promotorzy natychmiast zaczęli rozsławiać ten pojedynek jako „Walkę Tysiąclecia”. Zanim do niej doszło upłynęło wiele potu na treningach i napojów gazowanych z butelek Popinskiego. Nie powiem, że nie byłem zestresowany. Pierwszy raz w życiu miałem walczyć z bokserem wagi ciężkiej. Dodatkowo niesamowicie brutalnym i niepokonanym przez najlepszych. Mike Tyson zadzwonił do mnie któregoś dnia i powiedział krótko – I have only one wish . Please, crush this Soda Pop.
Fani wciąż we mnie wierzyli co wpływało na moją determinację. Wreszcie nastał dzień walki. Wyszedłem na ring, witany tysiącami oklasków i wiwatów. Uśmiechając się krzywo, podniosłem rękę. Po chwili wyszedł Soda Popinski. Był kolosalnie wielki. W szerokości ramion również mnie przebijał. Gdy mieliśmy podać sobie ręce, po prostu w nie uderzył, co przekonało mnie o jego ogromnej sile. Zląkłem się i przez chwilę pomyślałem – kur*a, co ja tu do cholery robię!?. Jednak szybko się opamiętałem, bo przypomniałem sobie Bishopa, który na pewno siedzi teraz przed TV i mnie ogląda. Wziąłem się w garść i uniosłem pięści.


Rozległ się dzwonek. Popinski ruszył do przodu i mocno się zamachnął, aż powietrze zafalowało. Udało mi się uniknąć ciosu, który pewno pogruchotałby mi kark. Musiałem się nieźle nagimnastykować, bo Soda raz po raz chciał mnie dosięgnąć bardzo potężnymi uderzeniami. Zdawałem sobie sprawę, że tak naprawdę walczę o życie, co mi pomagało. Udało mi się zadać kilka szybkich ciosów, ale patrząc po rywalu, były to dla niego jedynie dotknięcia. Rozwścieczyły go jednak, bo zaczął mocno napierać. Kręciłem się po ringu i musiałem ze wszystkich sił unikać ciosów. Zadawałem całą masę szybkich ciosów na jego głowę, ale wciąż żadnych skutków.
Wreszcie stało się. Jedna z jego kamiennych pięści dosięgła mojej głowy. Poczułem się tak jakby uderzył we mnie rozpędzony Nosorożec. Obraz zafalował i po chwili stał się czarny, wrzawa publiczności brzmiała jak przez echo. Nie wiedziałem w ogóle co się dzieje. Natychmiast klinczowałem, ale Popinski nie czekając na nic odepchnął mnie i ponowił cios. Jakimś cudem udało mi się uniknąć. Inaczej byłbym już na deskach, albo poza ringiem. Od kalectwa ocalił mnie dzwonek.


Usiadłem w narożniku, starając się odzyskać pełnię świadomości. Popinski uśmiechał się nieprzyjemnie z narożnika. Andrzej poklepał mnie po twarzy – Hey! Skup się, do cholery!
- Jest strasznie mocny, Andrzej. Ma siłę jak pędzący Tir.
- Więc nie napier***aj go po mordzie! Spraw, żeby Tir najpierw stracił paliwo. Wtedy nie będzie taki mocny.
Druga runda się rozpoczęła. Znowu Popinski z całych sił młocił w moją stronę, a ja robiłem uniki. Garda nic nie dawała, przełamałby ją bez kłopotu. Kilka jego ciosów mnie dosięgnęło i zawsze musiałem łapać oddech. Kiedy tylko mogłem, uderzałem w jego korpus. Ale zaraz potem odskakiwałem przed rosyjską zemstą. Soda nie oszczędzał energii, nawalał tak by zniszczyć. Trafiłem w jego korpus mnóstwo razy, ale pod koniec rundy byłem strasznie obity. Z mojego lewego policzka sączyła się krew, a twarz była napuchnięta. On tymczasem był tak świeży jak gdy wychodził na ring. Co raz bardziej wątpiłem w zwycięstwo, ale wciąż miałem nadzieję.
Trzecia runda była podobna, ale tym razem Popinski nie trafiał mnie za często. Ja za to nadal słałem całą masę szybkich ciosów na jego korpus. Miałem nadzieję, że moja taktyka się sprawdzi. Obijając mu korpus i pozwalając by zadawał mocne ciosy, zamierzałem szybko go zmęczyć. Było już widać po nim małe oznaki, ale wciąż walczył jak diabeł.
Po rundzie, widziałem w jego narożniku, że dyszy. Osiągałem powoli swój cel. W moim sercu zrodziła się nadzieja, która dodała mi sił.
Gdy zaczęła się 4 runda, krążyłem dookoła niego, unikając ciosów, które i tak czasem mnie dosięgały. Ale nadal zadawałem masę ciosów w jego potężny korpus. Mięśnie stanowiły pancerz, ale nawet on powoli rdzewiał.
Po chwili poczułem jego niebezpieczny cios na twarzy. Nie ogłuszył mnie, ale musiałem na chwilę odskoczyć, bo poczułem się jak po spirytusowej libacji. Soda Popinski ponawiał uderzenia, starając się posłać mnie na matę. Był bardzo wściekły, gdyż nigdy nie musiał tak długo walczyć. W pewnym momencie stało się coś, czego jeszcze nigdy nie widziano. Mój szybki, lewy sierpowy rozbił się na jego twarzy, powodując długie rozcięcie. Krew chlusnęła na ring. Popinski lekko przestraszony pomacał policzek. Teraz jego wściekłość wzięła górę. Ruszył energicznie przede mnie, ale musiał się cofnąć, gdyż zadzwonił dzwonek.
Patrzyliśmy wrogo na siebie z narożników. Soda był teraz o wiele bardziej niebezpieczny, ale ja zyskałem kolejną nadzieję – Zrozumiałem, że jego też da się zranić. Że jest zbudowany z ciała a nie metalu.
Po chwili dzwonek ogłosił początek 5 rundy. Moja taktyka nadal była niezmienna. Trzymałem dystans i atakowałem seriami gdy tylko mogłem. Ale tym razem w łeb. Popinski dysząc ze wściekłości również okładał mnie ciosami. Trafił mnie parę razy, ale jego ciosy nie były już aż tak silne jak na początku. Jednak wciąż bardzo niebezpieczne. Na jego twarzy wreszcie było widać rezultaty moich ciosów. Dramatyczna walka była do tego stopnia zawzięta, że na widowni panowała całkowita cisza. Wszyscy wstrzymując oddech oglądali pojedynek. Pod koniec rundy za późno od niego odskoczyłem, co było błędem. Jego potężny, prawy prosty dotarł do mojej głowy, a dodatkowa siła i kierunek uderzenia natychmiast pozbawiły mnie równowagi i posłała na deski. Sędzia zaczął odliczać, ale wstałem na trzy.
Zaraz po moim powrocie na nogi zabrzmiał dzwonek. Popinski triumfował ten nokdaun, ale nadal obaj wiedzieliśmy, że jest wyczerpany, a jego twarz pokrywała spływająca krew. Zamierzałem potem to wykorzystać, chociaż sam nie byłem lepszy. Moja twarz była czerwona, spuchnięta i zalana posoką.
W 6 rundzie nadal okładaliśmy się pięściami po twarzach. Moja zawziętość musiała go przerażać, bo mimo zarobienia kilku naprawdę mocnych uderzeń, ja wciąż walczyłem. On również co raz bardziej był opuchnięty. Ponad to robiłem wszystko, aby jak najwięcej ciosów zadawać w jego ranę. Za którymś razem udało mi się trafić centralnie w rozcięcie. Soda został ogłuszony, a ja pod wpływem adrenaliny podbiłem i chciałem natychmiast go powalić. Przeliczyłem się jednak, bo Rosjanin błyskawicznie odzyskał świadomość i zadał silny sierpowy w moją stronę. W ostatniej chwili udało mi się go uniknąć. Byłem tak zabójczo obity, że utrudniało mi to orientację, ale wciąż wiedziałem, że prędzej zginę na tym ringu niż się poddam. Publiczność śledziła wszystko jak zahipnotyzowana.


W przerwie zacząłem ustalać taktykę. Cios w ranę go oszołomił, ale nie powalił. Stwierdziłem, że jedynym dla mnie sposobem na pokonanie tego giganta, jest poprawienie rany. Przez co, gdy tylko zaczęła się runda 7, wystartowałem i celowałem lewe sierpowe w jego głowę. Soda nadal mnie okładał, ale przychodziło mu to z co raz większym trudem. Oczywiście wciąż trzymał mnie na odległość. Wolałem nie ryzykować. Jednak zaszedłem już tak daleko, że ani myślałem przegrać! Po którejś serii mocnych ciosów z mojej strony, Soda cofnął się i zasłonił gardą. Zrobiłem wtedy coś co praktycznie nigdy nie robię. Pokazałem pięściami gest mówiący – No chodź tu, tchórzu! Byłem tak zawzięty, że powoli przestawałem zwracać uwagę na jakikolwiek ból. Miałem w głodnych oczach tylko jedno – Zniszczyć tego bydlaka! Soda starał się zadać kolejną serię ciosów. Trafił parę razy, jednak w odpowiedzi otrzymał szybkie ciosy z lewej i prawej. Któryś z nich zrobił to co chciałem. Poprawił Rosjaninowi rozcięcie, przez co po raz kolejny zalał się krwią.
W czasie przerwy narożnik Popinskiego robił wszystko, żeby zatamować jego ranę. Z niedużym skutkiem. Mój narożnik z kolei robił wszystko, żeby zmniejszyć opuchliznę na moich oczach. Na rundę 8 postanowiłem zmienić trochę taktykę. Walka powoli się kończyła i wiedziałem, że jeżeli chcę go zniszczyć, to muszę się spieszyć.
Po dzwonku wyszliśmy przeciw sobie. Tym razem nie nacierałem. Stałem i czekałem na jego ruch. Trochę zdezorientowany, zaatakował jednak. Natychmiast się odsunąłem i posłałem silną kontrę na jego głowę. Popinski zachwiał się, ale ponowił cios. Ponownie zarobił kontrę, tym razem na korpus. Przez większość walki robiłem uniki i zadawałem na zmianę kontry. Po jakimś czasie jednak zadał cios na tyle silny, że ponownie mnie zamroczyło. Natychmiast starałem się zmniejszyć dystans, co się udało. Mimo tego zamroczenia, wydaje mi się, że runda należała do mnie.
Po raz kolejny zmieniłem taktykę, w 9 rundzie. On zresztą też. Nie bawiliśmy się już w uniki, gardy ani blokady. Nawalaliśmy się po twarzy i ciele jak osiedlowi chuligani. Zarówno Soda Popinski jak i Ja byliśmy wyczerpani do granic możliwości oraz tak obici, że ledwo co dostrzegaliśmy gdzie kierujemy ciosy. Wszystko mi w głowie szumiało i nawet nie wiem ile otrzymałem ciosów. Po jakimś czasie jak przez mgłę usłyszałem dzwonek.
Trzymaj się – powiedział Andrzej – To już 10 runda. Zaszedłeś cholernie daleko! Zrobiłeś z tego komunisty warzywo i on dobrze o tym wie. Dokończ dzieła i nie zawiedź Bishopa!


Na dźwięk nazwiska Andre Bishopa dostałem jakby nowego kopa. Natychmiast wziąłem głęboki oddech i rzuciłem złe spojrzenie rywalowi. Zapomniałem o wyczerpaniu i całkowicie obitej głowie. Po raz kolejny wzniosłem ręce do walki.
Z dużym wysiłkiem podaliśmy sobie ręce do ostatniej rundy, po czym zabrzmiał dzwonek. Soda jak widać też starał się robić wszystko, żeby mnie powalić. Ale nie był już na tyle mocny, żeby przełamać moją gardę. Tymczasem po raz kolejny trafiłem go kontrą. On trafił w mój korpus, co pozbawiło mnie tchu, ale na szczęście nie na długo.
W pewnym momencie Popinski zadał prawy podbródkowy, który nie trafił mnie. Wykorzystałem to, że czyniąc to odsłonił twarz i z wielkim impetem uderzyłem w jego ranę. Popinski natychmiast został zamroczony i ledwo stał na nogach, co dla mnie było wielkim zastrzykiem adrenaliny. Nie czekając na nic, rzuciłem się do przodu i wykorzystując całą resztę sił zadałem lewy prosty. Moja pięść rozbiła się na jego nosie, a twarz Moskala zafalowała. Wszyscy z westchnieniem zobaczyli jak gigantyczny Rosjanin pada ciężko na deski. Sędzia natychmiast wyszedł i zaczął odliczać. Popinski wciąż zamroczony, ze wszystkich sił starał się wstać, ale nie mógł znaleźć równowagi, przez co jego próby skończyły się fiaskiem. Wreszcie ledwo będąc przytomnym, usłyszałem – 8….9….10. NOKAUT!
Starając się nie stracić przytomności, padłem na kolana i wzniosłem ręce, wśród ogłuszającego ryku zachwytu widowni. Niedaleko ringu buchnęły ognie a z góry posypało się morze konfetti. Po chwili poczułem jak Andrzej, mimo swojego wieku rzuca się na mnie energicznie i śmieje z radości. Publiczność zeszła z trybun i wzniosła mnie na rękach, niosąc po całym pomieszczeniu. Dokonałem niemożliwego. Pokonałem najpotężniejszego rywala, z jakim kiedykolwiek miałem do czynienia. Niezwyciężony Soda Popinski został zniszczony w 10 rundzie. Moje zwycięstwo zostało wpisane na 1 miejsce największych zwycięstw w historii.
Jednak po świętowaniu przyszedł czas na wyjazd do szpitala. W walce zostałem tak obity, że potrzebowałem specjalistów. Dostałem tysiące listów z gratulacjami. W tym od Andre Bishopa i Mike’a Tysona.


Wielki mur Polski
Po walce z Sodą Popinskim i wyleczeniu obrażeń, kontynuowałem obrony tytułu. Po rozłożeniu niepokonanego kolosa, wielu bokserów odmawiało walki ze mną, ale nadal znajdowali się tacy co próbowali. Tak jak Frank Perkins z Panamy, który przegrał w 4 rundzie, jednak kolejną sensacją była moja walka z Amerykaninem Erwinem Berto. Za późno zacząłem treningi, przez co w dniu walki byłem równie zmęczony co w walce z Armstrongiem. Jednak teraz byłem lepszym bokserem, przez co wygrałem przez KO w 1 rundzie.
Na moim koncie było już 15 milionów $. A majątek wciąż się powiększał, dzięki Lamberowi Bell’owi z Panamy, który przegrał przez mój niespodziewany cios w 1 rundzie. Tak samo Elmo Norris, który rzucił mi wyzwanie. Potem przyszedł Frank Perkins. Walka trwała dłużej, ale skończyła się nokautem w 6 rundzie.
Następnym ambitnym na moje pasy był Asher Newman, ale mocarny prawy sierpowy w 4 rundzie, sprowadził go na ziemię. Kolejny, Frank Sullivan padł już w 3 rundzie, przez mocny podbródkowy. Później dowiedziałem się, że po tej walce Sullivan postanowił przejść na emeryturę.
Jorge Hanson z Australii bronił się całkiem mocno, ale dotrwał tylko do 6 rundy.
Potem przyszło wyzwanie od Lamberta Bell’a. Niczego się ten człowiek nie nauczył, przez co ciągle rzucał mi wyzwania. Ta walka skończyła się tak jak ostatnio, w 1 rundzie. Następnie ponownie Asher Newman, który przegrał 3 sekundy po rozpoczęciu walki. Nowym rywalem był Meksykanin Balthasar Lynch. Był całkiem godnym rywalem, jednak przegrał w 4 rundzie. Po tej walce znowu odezwał się Elmo Norris, który wylądował na deskach po silnym ciosie w 1 rundzie. Dzięki tym błyskawicznym nokautom, zostałem „Bokserem Roku – 2029”.


Następna walka skończyła się w 2 rundzie, przeciw Jorge Hanson’owi. Kolejny był Kanadyjczyk, Hosea Richards. Nie doceniłem go, bo mimo, że w 1 rundzie padł dwa razy to wstał i zaczął być defensywny. Bronił się, zadawał mi mocne ciosy i ciężko było go potem trafić. Od 5 rundy nawet zacząłem krwawić, tak mocno mnie obił. Ale runda 5 nie była dla niego radosna, bo właśnie w niej przegrał. Po tej walce musiałem się wyleczyć u specjalistów za 12 tys. $


Hans podnosi łeb
Któregoś dnia doszły mnie wieści, że w wadze ciężkiej znowu się coś dzieje. Pojawił się kolejny bokser, bardzo przyciągający uwagę. Nazywał się Hans Fisher i pochodził z Niemiec. Jego ciało było wielkim skupiskiem mięśni, wyglądających jak z kamienia. Słynął podobno z tego, że jest straszliwie agresywnym człowiekiem. Zamierzał zarżnąć każdego rywala, stąd jego ksywa „Razor”. Cóż, cokolwiek można było o nim powiedzieć, to na pewno, że był ogromnym patriotą. Widać to było po nim. Jego ciało było mocno wytatuowane, a najbardziej rzucała się w oczy ogromna flaga Niemiec na jego torsie. Nad flagą był niemiecki, czarny orzeł, trzymający 2 sztylety. Drugi wielki tatuaż znajdował się na jego plecach. Była to stalowa tarcza z Krzyżem Żelaznym na środku. Na tym nie koniec. Jego rękawice były barwy flagi narodowej Niemiec a na środku znajdowało się godło. Podobnie wyglądały jego spodenki, na których widniał wielki napis „GERMANY”, podobnie jak „POLAND” na moich. Jego szlafrok również był w niemieckie barwy narodowe. Ponad to jego utworem na wejście był hymn Niemiec. Razor pędził w rankingach jak błyskawica, rozwalając rywali w 1 rundach. Tylko bardzo niewielu wytrwało do drugiej. Oczywiście nazwał to Blitzkrieg’iem.


Zagwizdałem z zachwytu jak to zobaczyłem, ale stwierdziłem, że muszę się skupić na swojej karierze. Następny w kolejce był ponownie Jorge Hanson. Chwalił się, że teraz ma taktykę, która zapewni mu zwycięstwo. Zaciekawiony przyjąłem jego ofertę.
Kiedy zaczęła się walka, zobaczyliśmy wszyscy jego „genialną” taktykę. Mało moich ciosów dosięgało Hansona, bo on cały czas….uciekał. Nawet nie starał się uderzać, tylko po prostu spieprzał przede mną. Trwało to do 3 rundy, gdzie wreszcie zagoniłem go do narożnika i znokautowałem.
Po tej żałosnej walce, poszedłem do TV i udzieliłem publicznego apelu – Tu Diesel. Apeluję do wszystkich bokserów, którzy zamierzają ze mną walczyć. Kiedy wychodzę na ring, oczekuję wojownika a nie baletnicy. Dlatego proszę aby ludzie pokroju Jorge’a Hansona nie wyzywali mnie do walki, jeżeli zamierzają podwijać spódnice a potem z piskiem uciekać na paluszkach


Jednak już następny przeciwnik okazał się całkiem ciekawy. Miała to być już moja 70-ta walka. Przeciwnikiem miał być Niemiec, Barnaby Louis. Wyglądał na w miarę godnego rywala, więc przyłożyłem się do treningu. Kilka miesięcy później nastał dzień walki. Nie pomyliłem się. Louis naprawdę był dobrym bokserem. Doświadczony w walce, unikach, osłonie i zwodach. W dodatku był o wiele ode mnie młodszy. Jednak nie miał szczęścia, bo w 4 rundzie zadałem mu silny, lewy prosty, który złamał mu nos i znokautował. Moja 70-ta walka zakończyła się zwycięstwem.


Po walce jednak zostałem zaskoczony. Usłyszałem w radiu, jak Hans Fisher „Razor” zaatakował mnie w wywiadzie. Był wściekły, że znokautowałem Niemca. Padło wiele agresywnych słów, ale stwierdziłem pozostawić to bez komentarza. Nie miałem zresztą powodów, żeby zawracać sobie tym głowę. Miałem niedługo obchodzić 40-ste urodziny.


Następny w kolejce był Balthasar Lynch, ale padł przez piękne TKO w 1 rundzie. Tak samo Hosea Richards, przez KO w 1 r. Po tej walce usłyszałem, że wyzywa mnie Asher Newman. Wiele razy go pokonałem, ale przygotował się, bo dotrwał do 5 rundy.
Wokół „Razor’a” robiło się co raz głosniej. Wielu bokserów po walce z nim poszło na emeryturę. A lada moment miał nastać dzień, na który bardzo wiele osób czekało. Hans Fisher miał walczyć o mistrzostwo świata wagi ciężkiej, przeciwko Sodzie Popinskiemu. Postanowiłem, że obejrzymy tą walkę w telewizji. Chciałem zobaczyć jak walczy ten Niemiec. Popinski przegrał ze mną, ale dopiero w 10 rundzie. Mało tego, nadal nie było nikogo nowego kto by go pokonał, więc zapowiadała się ciekawa walka.
W dniu gdy mieli wyjść na ring, usiedliśmy wieczorem przed TV i oglądaliśmy. Pełen energii Soda Popinski wyszedł z uniesionymi pięściami. W tle jego trener i promotor trzymali mistrzowskie pasy. Soda pewny siebie, z Colą w ręku przeszedł przez liny i uniósł rękę, witając widownię. Po chwili zabrzmiał niemiecki hymn i wyszedł Fisher z pewną miną. Wszedł na ring i świecąc flagami Niemiec, wzniósł rękę w górę. Może mi się tylko wydawało, ale ten gest przypominał chyba od złudzenia „sieg heil”. Kiedy mieli podać sobie ręce, Popinski wystawił, ale Fisher zawarczał ostro i je odsunął.
Jak zaczęła się walka, zobaczyliśmy z przerażeniem, że Fisher wręcz gniecie Popinskiego i rzuca nim. Soda próbował walczyć, ale Razor okładał go ostro, przez co Rosjanin szybko wylądował na deskach. Podniósł się po chwili i wznowił walkę. Razor z wielką siłą uderzył w jego korpus, czym zgiął Sodę, a następnie zadał bardzo silny, prawy sierpowy w głowę. Siła ciosu pozbawiła Popinskiego równowagi i ponownie posłała na deski. Znowu się podniósł i dotrwał do końca rundy, ale tylko dlatego, że postawił wszystko na obronę. Nie wierzyłem własnym oczom. Potężny bokser, którego dopiero w 10 rundzie udało mi się rozłożyć, leżał już 2 razy w pierwszej. Gdy zaczęła się druga, Razor ponownie mocno uderzył i zasypał Rosjanina ciosami w głowę. Soda został ogłuszony, a Niemiec bez chwili wytchnienia, zadał silny prosty w twarz, czym znowu powalił Popinskiego. Ponownie wstał, ale z wielkim trudem. Wtedy Fisher z całej siły uderzył 2 razy w jego korpus, a gdy Soda starał się go odepchnąć, Hans uderzył sierpowym od góry, po czym dodał drugi od dołu. Z ust Popinskiego chlusnęła krew a on padł ciężko na deski i nawet nie próbował wstać. Tak oto Soda Popinski utracił swój pas mistrzowski. Hans Fisher w przerażający sposób zdobył mistrzostwo wagi ciężkiej.


Zbliżała się ważna walka. W tej chwili miałem stoczyć równo 50-tą obronę tytułu. Nie mogłem długo znaleźć przeciwnika, gdy nieoczekiwanie odezwał się Niemiec, Barnaby Louis. Powiedział, że pragnie rewanżu. Uważałem, że może być dobrym konkurentem i przyjąłem wyzwanie. Na nieszczęście dla Louis’a, walka skończyła się bardzo szybko, gdyż moje celne trafienia w jego głowę, zakończyły walkę już w 1 rundzie. 50-ta obrona tytułu była wielkim sukcesem. Okazało się, że jednak nie każdemu się to spodobało.


Hans Fisher pojechał udzielać wywiadu. Znajomi powiedzieli mi, żebym natychmiast włączył radio. Usłyszałem głos Fisher’a – Skandal! Ten cholerny Polaczek ośmiesza mój naród! Nie pozwolę na to. Nie pozwolę, żeby jakaś biedna, słowiańska ciota z półciężkiej kategorii myślała, że coś znaczy w boksie! Wyzywam Cię! Wyzywam zasrany Polaczku! Zobaczysz co to znaczy prawdziwa walka!


Zwołaliśmy konferencję na której mój obóz spotkał się z obozem Fisher’a. Dyskutowaliśmy o sytuacji.
chcę jego krwi- agresywnie mówił Razor –Nie będzie przedstawiał mojego narodu jako jakiegoś łatwego do pokonania bękarta. To co on robi to zniewaga dla mnie!
Nie wiem o co chodzi Razor’owi – zabrałem głos – Ale on chyba nie wie, że tak wygląda boks. Nie mam w interesie szkodzić wizerunkowi Niemiec. Rozbiłem w karierze wielu bokserów z Panamy czy USA i jakoś te kraje nie straciły na wizerunku. Louis wiedział na co się porywa, wyzywając mnie na pojedynek. Takie życie
Ja ci pokażę życie, brudny robaku! – wrzasnął Fisher i zanim ktokolwiek zdążył zareagować, wstał i ruszył na mnie niebezpiecznie. Andrzej starał się mnie zasłonić, ale Fisher brutalnie uderzył go i odepchnął. Po chwili Fishera otoczyli ochroniarze i odciągnęli.
Wyzywam cię, Polaczku!- wciąż wrzeszczał Fisher – Rozwalę ciebie i twój gówno warty naród jednym ruchem ręki!
Ja jednak byłem przerażony, bo Andrzej leżał na ziemi i nie odzyskiwał przytomności. Natychmiast zadzwoniliśmy po karetkę, która zawiozła mojego trenera do szpitala.


Przez 2 dni siedziałem w szpitalu i czekałem pełen napięcia. Niestety, mimo ogromnych starań Andrzeja nie udało się uratować. Otrzymał silny cios, co dla człowieka w jego wieku było śmiertelne. Nie mogłem się pozbierać gdy to usłyszałem. Człowiek, który mnie wychował, doprowadził do sukcesu i był dla mnie jak ojciec, został zabity bo chciał mnie osłonić. Po pogrzebie, mój żal zmienił się w furię. Zawsze chciałem, żeby Andrzej był ze mnie dumny. Postanowiłem, że i teraz też go nie zawiodę. Złapałem telefon i wykręciłem do promotora, mówiąc – Witaj, tu Diesel. To co teraz powiem, to nie prośba, tylko żądanie. Powiedz temu szwabskiemu ścierwu, że przyjmuję wyzwanie i rozerwę go na kawałki!


Diesel vs Razor – krew za krew
Cały świat nie wierzył w tą wiadomość. Wszystkimi wstrząsnęła wieść o śmierci Andrzeja, dlatego szybko zrozumieli dlaczego postanowiłem zgodzić się na walkę pokazową z Fisherem. Ten tymczasem w ogóle nie przejął się, że spowodował śmierć i nadal atakował mnie w mediach. Nie byłem mu dłużny. Dużo czasu poświęcałem na mordercze treningi i pozwalałem by rządza zemsty mnie opanowała. Przestałem bać się jego wyników.

09.07.2011
19:17

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10495680

1/3


Seria Fight Night od zawsze była jedną z moich ulubionych w branży gier komputerowych. Nie znam chyba obecnie lepszego symulatora boksu. Szczególnie cenię sobie Fight Night 3 za genialny edytor do tworzenia boksera, oraz Fight Night 4 za całokształt i Tomasza Adamka ;) Nie było możliwości, że przegapię kolejną odsłonę serii, jaką jest Fight Night Champion. Jak wypada na tle poprzedniej odsłony? O tym wszystko napiszę.


Na początek jeszcze zaznaczę, że tak jak w recenzji o FNR 4, najpierw napiszę reckę, a potem opowiadanie o mojej karierze. Wiem, że nikt nie przeczyta bo za długie, ale i tak mam satysfakcję :D


Dawaj na ring
Już po odpaleniu gry, pierwsze co rzuca się w oczy to, że Fight Night Champion ma więcej trybów w stosunku do FNR 4. Oczywiście, większość rzeczy w opcjach jest podobna, a czasem niemal identyczna, ale Champion poza trybem "Fight Now" oraz "Legacy Mode", ma jeszcze fabularny "Champion Mode", ale o tym za chwilę. Jeszcze mamy możliwość rozegrania gier treningowych, dzięki czemu możemy nauczyć się trenować boksera, zanim rozpoczniemy karierę. Może w skrócie omówię trzy najważniejsze tryby, czyli Fight Now, Karierę i Fabułę.
Fight Now - trybu chyba nie trzeba przedstawiać. Dzięki niemu możemy spokojnie zobaczyć jak wygląda gra. Mamy tutaj do wyboru wszystkich bokserów, kategorie wagowe i stadiony. W grze jest aż 50 rzeczywiście istniejących bokserów. Możemy znokautować, bądź też wcielić się w prawdziwe Legendy boksu, jak np. Muhammad Ali, Mike Tyson, Sonny Liston, Lennox Lewis a nawet Bracia Kliczko.
Co ciekawe, jeżeli chcemy możemy obejrzeć mecz bokserski swoich marzeń, gdyż gra oferuje pojedynek CPU vs CPU. Dzięki temu możemy zobaczyć walki o jakich marzą miliony promotorów, np. Kliczko vs Kliczko.
Niestety w tej części nie ma Tomasza Adamka, ale co ciekawe w grze istnieje nazwisko Adamek, oraz miejscowość Zywiec, Poland. Widocznie zostało po części czwartej :p Ogółem o Fight Now można powiedzieć, że jest to trening przed karierą ;)
Champion Mode - Nowość w serii Fight Night. Obserwujemy karierę boksera - Andre Bishop'a oraz jego konfrontacje ze skorumpowanym promotorem. Fabuła moim zdaniem była mocno oparta o serię "Rocky" i chociaż jest dosyć krótka, to jednak gra się w nią naprawdę przyjemnie :) Mamy ciekawe wydarzenia, ograniczenia na daną walkę, świetne przerywniki filmowe itp. Polecam ten tryb, bo historia Bishop'a mimo, że krótka to naprawdę wciągająca.
Legacy Mode - Chyba ulubiony tryb każdego weterana Fight Night :p I nie bez powodu. To właśnie tutaj prowadzimy karierę naszego boksera. Już istniejącego, bądź też przez nas stworzonego. O tworzeniu boksera za chwilę powiem. Zaczynamy karierę amatorską, aby przejść do zawodowej i piąć się na szczyt, od zwykłego chłopaka z sal treningowych po prawdziwą gwiazdę. Można w czasie gry przejść nawet do wyższej kategorii wagowej, jeżeli w swojej osiągniemy szczyt. Jesteśmy zasypywani e-mailami od trenera i sponsora o ofertach biznesu, informacjach a nawet wyzwaniach. Droga do sukcesu wiedzie przez mordercze treningi i jeszcze bardziej mordercze rozprawianie się z rywalami.
Podoba mi się również to, że teraz musimy uważać na to, aby zbyt mocno nie obrywać, bo szybko pójdziemy na emeryturę. Mamy oznaczenie cięć i obić, które w miarę jak jesteśmy bici się zmniejsza. Jesteśmy po kilkunastu latach kariery bardziej podatni na niebezpieczne ciosy. Jest to całkiem realistyczne. Kariera naprawdę wygląda jak z życia prawdziwego boksera.
Tu taka ciekawostka. Tryb Legacy Mode jest rozbudowany w stosunku do FNR 4. Teraz wybieramy miasto gdzie chcemy trenować i musimy uważać na pasek Staminy w czasie treningów. Tydzień przed walką najlepiej odpocząć, bo potem w czasie walki będziemy mieć krótszy pasek staminy. Treningi możemy brać klasyczne, albo coś na wzór auto, gdzie wybieramy jaką statystykę chcemy podnieść. Po walkach zdobywamy punkty i zarabiamy pieniądze. Na ringu wreszcie jest sędzia, który nie pojawia się wyłącznie przy odliczaniu i po walce. Kolejna nowość. Pieniądze przeznaczamy np. właśnie na wybór miejsca gdzie chcemy trenować. Punkty natomiast na rozwój statystyk. Wg. mnie jest to o wiele lepsze niż w FNR 4, bo możemy wybierać to co chcemy, a nie rozwinąć coś kosztem drugiego.
E-maile też są rozbudowane. Otrzymujemy o wiele więcej wyzwań od rywali, oferty aby reklamować coś związanego z boksem, umówić się na sparing z mistrzem czy nawet sponsorować w danej walce coś od Nike, czy Adidasa :) Generalnie tryb jest naprawdę ciekawy. Walczymy i mamy z tego prawdziwe zyski, a ciężkie treningi się opłacają.


Bokserze bij się sam
Tworzenie boksera to jedna z fajniejszych rzeczy w Fight Night. Nadal żałuję, że nie ma cudownego edytora z trzeciej części, ale mimo wszystko robienie swojego zawodnika wciąga. Wybieramy twarz (albo możemy za pomocą kamerki internetowej, wygenerować swoją twarz i zobaczyć ewentualnie jak wyglądamy po ostrym wpier**lu, tak zwanym :P) następnie imię, nazwisko, miejsce zamieszkania, styl walki, lewo-praworęczny, fryzurę, wzrost, posturę, ubiór i wiele wiele innych. Zabawa z robieniem swojego zawodnika jest przednia. Możemy nawet stworzyć sobie Tomasza Adamka czy Andrzeja Gołotę i potem prowadzić ich do szczytu kariery, albo stoczyć z nimi pojedynek. Dużo by tu opowiadać, to trzeba samemu zobaczyć ;) Jeżeli mamy ochotę, to możemy nawet stworzyć sobie tzw. „Boksera do testu” czyli jakiegoś totalnego ciołka, który nie wiadomo czego szuka w boksie (jak np. stworzony przeze mnie Issuck Lowitsh, który używany jest do testowania siły innych bokserów :D). Mało tego, przy tworzeniu boksera możemy ustalić jego charakter, gdyby grał nim komputer. Czyli ustalamy jak często używa np. nielegalnych ciosów, klinczy, jego styl walki itd.


Moja krew
Krwawienie to często nieodłączna część boksu. Mieliśmy już z tym do czynienia w poprzednich Fight Nightach. Jednak np. w 4 pamiętacie pewno, że krew była mocno przyczepiona do twarzy i ewentualnie czasem trochę spłynęła po policzku. Zatem tutaj oczy wam wyjdą na wierzch. Kiedy zadamy cios po którym tryśnie krew, rozlewa się ona po całej twarzy, kapie na tors, brudzi spodenki zarówno przeciwnika jak i twoje. Nawet na rękawicach może Ci zostać trochę krwi. Kiedy bokserzy są już mocno obici i krwawią, po jakimś czasie zobaczymy sporo plam krwi na ringu. Jest to wykonane po prostu świetnie :)


Tańcz w rytm pięści
Muzyka to jak zwykle mocna strona gry. W 4 moją ulubioną było „Ready for the Fight”. Tutaj tego nie ma, ale jest całe mnóstwo nowych i równie dobrych utworów. Pasują one bardzo dokładnie do bokserskiej gry. Zwłaszcza gdy wybierzemy któryś utwór jako „piosenkę na wejście”. Wśród utworów znalazło się nawet kilka hymnów narodowych. Np. francuski, niemiecki, kanadyjski, angielski itd. Niestety nie ma polskiego, ale z tego co wiem, jest możliwość wrzucenia również takiego ;) Jedno czego nie rozumiem, to dlaczego jest całkiem sporo utworów, które mają klimat hiszpańsko-meksykański, no ale pewno się nie dowiem :p


Ruszaj się, człowieku!
Kolejne różnice można zobaczyć w sterowaniu. Twórcy najwidoczniej posłuchali dzieci, które nie potrafiły posługiwać się analogiem, dlatego teraz możemy zadawać ciosy zarówno za pomocą analogu, jak i przycisków. Jeżeli chodzi o analog, to nie trzeba już robić łuków itp. Wystarczy, że przechylimy np. analog w lewo po skosie, to zadamy sierpowy. Dzięki temu ataki są szybsze i łatwiejsze. Ciężko było mi się na początku przestawić do klinczy, bo teraz trzeba wcisnąć LB i RB, a gdy klinczuje przeciwnik i chcemy go odepchnąć, to trzeba szybko naciskać LB. Dużo wygodniejsze jest za to zadawanie ciosów w korpus i głowę. Teraz wystarczy, że wciśniemy LT i nasz bokser już przestawia się na ciosy w korpus. Co do gardy, to tu również musiałem się przestawić. Teraz wystarczy nacisnąć RT. Nie trzeba do góry. Dzięki temu gra również jest prostsza w obsłudze, bo bokser sam wyczuwa gdzie ma osłaniać ciało albo głowę. Jednak nie wyobrażajcie sobie, że to czyni gierkę bardzo prostą. Gardę da się przebić, wystarczy dobrze trafić w szczelinę ;) Mamy również dodatkową umiejętność, która nie wiadomo dlaczego, została dodana do nielegalnych ciosów. Poza uderzeniami poniżej pasa, albo z główki, możemy teraz sprowokować przeciwnika. Nasz bokser np. unosi rękę w górę, pokazuje gest „no chodź tutaj” czy podrzynania gardła. Tauntów jest dużo.


Nokaut
Tradycyjnie. Wiadomo, że żadna gra nie obeszła się bez minusów, a byłbym nieobiektywny gdybym je sobie zwyczajnie pominął. Na sam początek muszę powiedzieć, że trochę zbulwersowało mnie to, że nie usunięto tych rzeczy które mnie irytowały w Fight Night Round 4. Zwłaszcza czegoś takiego – Walczysz z przeciwnikiem już wiele rund. Jest cały obity i wykończony. Wreszcie zadajesz nokdaun. Ledwo ma siły wstać, ale wstaje na 9. Po jakimś czasie obijasz go i męczysz jeszcze mocniej, po czym znowu nokdaun. Teraz stara się bardzo szybko wstać i zawsze na 4 albo 5 jakoś dziwnie się potyka i pada. Wygląda to naprawdę sztucznie i dziwię się, że jeszcze tego nie usunęli.
Kolejna rzecz jaka mnie denerwuje, to zachowanie przeciwników w ringu. Oglądał ktoś żałosną walkę Nikolaia Valuev’a z Davidem Haye’m? Zatem powiem wam, że często przeciwnik zachowuje się tak jak Haye w tej walce. Zamiast stanąć i walczyć, to on przede mną spieprza po całym ringu. Muszę go zaganiać do narożnika i dopiero wtedy mogę dosięgnąć jego gęby. Wiem, że to jest często spotykana taktyka, ale sorry. Bokser przychodzi na ring walczyć a nie tańczyć. Lepiej by było gdyby robili coś takiego jak Tomasz Adamek, to jest podskakiwali, zadawali ciosy i odskakiwali. Tymczasem oni ciągle przede mną spieprzają dookoła ringu. Na szczęście zdarzają się wyjątki i są tacy co walczą. Dlatego właśnie w trybie fabularnym Champion, uwielbiam walkę z finałowym przeciwnikiem. On praktycznie nigdy nie ucieka, tylko naciera na ciebie, zagania do narożników i zadaje mordercze ciosy. I to jest prawdziwy bokser!
Kolejny moim zdaniem minus to coś dziwnego przy nokaucie. Jak już wiadomo, że przeciwnik nie wstanie, to zwykle od razu odliczanie jest ucinane. Tak nagle. Sędzia zamiast powiedzieć np. Pięć! powie pię… i koniec. Nie wiem po co tak zrobili, ale przynajmniej teraz widzimy ciekawsze podnoszenie rywala z maty przez sędziego, albo ludzi z jego narożnika.
Jeszcze jedna rzecz, którą w sumie nie wiem czy zaliczyć do minusów, ale może być irytująca. Teraz nie mamy wpływu na to co dzieje się w czasie przerwy w narożniku. Komputer nam automatycznie dobiera uzupełniania życia i staminy. Z jednej strony jest to realistyczne, ale jednak nie każdemu może to odpowiadać. Zwłaszcza, że jakimś dziwnym cudem rywal zawsze dostaje więcej uzupełnienia i będzie miał 100% staminy przez dobre 6-7 rund jeżeli nie zadawałeś ciosów w korpus.
Kolejny punkt, też w sumie nie do minusów, ale wypomnę go, żeby wyjaśnić przy okazji. Mianowicie poziomy trudności. Są takie same jak w 4. Amateur, Pro, Champion, Greatest of All Time. Jednak osoby które by miały pierwszy styk z Fight Night mogą odnosić wrażenie że Amateur jest za łatwy (prawda) ale Pro już za trudny (nieprawda). Na początek powiem, że Amateur w ogóle nie warto ustawiać. Może tylko na sam początek, ale przez to walki są tak łatwe, że gra szybko wam się znudzi. Pro to już inna bajka. Wbrew pozorom nie jest wcale taki trudny. Będzie trudny jeżeli będziecie tylko zadawać ciosy do przodu. A wtedy oberwiecie mnóstwo kontr i do widzenia. Tutaj trzeba używać gardy, trzymać dystans odpowiedni i wyłapać kiedy można zadać cios. Jak dobrze obmyślicie strategię, to rozłożycie championa nawet w 1 rundzie ;)
Ale jeszcze muszę jedną rzecz wytknąć. Refleks refleksem i inteligencja inteligencją, ale uważam, że przesadzili czasem z tym u komputerowych przeciwników. Czasem jest tak, że zadasz ciosy z różnych stron i w różne części ciała, ale rywal i tak je wszystkie ochroni. No sorry, ale niemożliwe jest, żeby tak perfekcyjnie przewidział wszystkie ciosy jakie zadam. Np. zadam 10 ciosów w korpus i jeden w łeb. Będzie wiedział, że ten 11 cios idzie w łeb i osłoni. To już przesada.
Najgorszy chyba minus i to już wypominali recenzenci na całym świecie. Niedopracowane są treningi uderzania w worek. Gra czasami nie odczytuje dobrze danego ciosu. Mimo, że wykonaliśmy to dobrze, to i tak nie zalicza. Zwłaszcza gdy chce ruchu lewym analogiem oznaczonego na niebiesko. Nie wiem jak to działa, ale nigdy mi tego nie zaliczyło.
Jeszcze nie wiem czemu, czasem zdarza się, że zanim będzie następna walka, niepotrzebnie tracimy miesiąc życia. Nie wiem może wakacje czy coś, ale przez to lata szybciej nam przelatują.


Jednogłośna decyzja
Fight Night Champion to rewelacyjny symulator boksu. Ma wady które już widzieliśmy w części czwartej, ale za to jest od niej o wiele bardziej rozbudowany. Oferuje nowe możliwości, smaczki i dodatkowy tryb krótkiej, jednak bardzo ciekawej fabuły o losach Andre Bishopa. Jeżeli ktoś myślał, że ta część jest nokautem dla całej serii, to ma rację. Ponieważ równo znokautowała wszystkie poprzednie części i teraz ona dzierży pas championa. Uważam, że była to jedna z najlepszych gier kupionych przez mnie w tym roku. Nie żałuję ani złotówki i gorąco polecam fanom pięściarstwa. Mój werdykt dla gry 9.5/10. Byłoby równo 10 gdyby nie te błędy w treningu i nie usunięcie minusów czwórki. Ale mimo wszystko jest to moim zdaniem najlepszy Fight Night dostępny obecnie na rynku.


A teraz, żeby szanować tradycję, opiszę dokładnie swoją karierę, tak jak w Fight Night Round 4 :p Będzie to historia tego samego boksera, jednak będzie się trochę różnić. Nie będzie Tomasza Adamka i więcej szczegółów zostanie wysuniętych. No to najpierw dane:


Pseudonim: Diesel
Wzrost: 6’0
Waga: 160 lbs
Styl: Leworęczny, Szybki
Skąd: Pabianice, Polska
Kategoria wagowa: Średnia


Byłem nazywany największym. Rywale drżeli przed moimi pięściami. Moją największą bronią było moje serce i duch walki. Znany byłem jako „Diesel”. Jako „Lewa strona mocy” i „Conan znad Wisły”
Oto moja historia…
DIESEL - WEJŚCIE ORŁA BIAŁEGO


"Nie narzekaj, że masz pod górkę, skoro zmierzasz na szczyt"
Diesel


Początek
Moja przygoda bokserska zaczęła się w 2008 roku, zupełnie przez przypadek. Wracając do domu, któregoś dnia zostałem napadnięty przez dwóch wyrostków. Żądali, żebym oddał wszystkie pieniądze i komórkę. Nie wiedzieli niestety, że od bardzo młodych lat ćwiczyłem na siłowniach. Odmówiłem, na co obaj rzucili się w moją stronę. Natychmiast uskoczyłem przed chwytem i trafiłem lewym sierpowym prosto w twarz jednego z nich. Z nosa trysnęła krew, a facet padł z zaskoczenia na ziemię. Drugi przestraszył się i zwiał, a ten co padł, po chwili wstał i również uciekł, znacząc drogę krwawymi plamami. Już miałem kontynuować drogę do domu, gdy poczułem czyjąś dłoń na ramieniu.
Gwałtownie się odwróciłem, gotowy na zadanie kolejnego ciosu, lecz moim oczom ukazał się lekko starszy mężczyzna w berecie i luźnej koszuli.
Ło, spokojnie - powiedział i cofnął się, unosząc ręce w górę – nie zamierzam Cię atakować. A już na pewno nie po tym co zobaczyłem. Mogę Ci zająć chwilkę?
Może - odpowiedziałem, nadal lekko podejrzliwy - Czego pan chce?
Masz talent, chłopcze - zaśmiał staruszek - A ja zawsze powtarzam, że talent to skarb o jaki powinno się dbać całym sercem. Tamci dwaj mieli tupet, ale nie rozum. Ty wbiłeś im coś do głowy i teraz będą
mądrzejsi. Jednak nie oni są ważni teraz. Jak Cię zwą, chłopcze?
- Piotr. Ale nadal nie rozumiem o co panu chodzi. Jaki niby talent?
- Cierpliwości, wojowniku. Przyjmij moją propozycję, a zobaczysz co to
za talent.


Potem dowiedziałem się wszystkiego. Mężczyzna nazywał się Andrzej Luszyński. Był profesjonalnym trenerem boksu. Niestety przez dłuższy czas nie miał żadnego ucznia, przez co wbrew woli spędzał urlop, spacerując i szukając ludzi z "sercem wojownika" jak to określał. Zaciekawiony poszedłem z nim. Moim oczom ukazała się duża hala treningowa. Worki treningowe, ring sparingowy, gruszki i wiele innych. Jedna ze ścian oblepiona była zdjęciami bokserów. Prawdopodobnie byli to jego uczniowie.


Nie jest lekko - westchnął Andrzej - W tych czasach jest wielu młodziaków z ambicjami. Ale niestety nie mają w sobie tego czegoś, co czyni boksera wojownikiem. Nie widzę u nich głodu ani duszy bestii.
- Dlaczego w takim razie ma pan nadzieję względem mnie? Po prostu obroniłem się przed napaścią.
- Właśnie. Nie byłeś na to przygotowany, a mimo to zaczął krwawić już po pierwszym ciosie. Mało tego, był nokdaun. Więc nie wmawiaj mi, że nie masz talentu.
- Ale nigdy w życiu nie boksowałem. Ćwiczę sporo, jednak nie miałem okazji walczyć. A poza tym z moją masą, to nie sądzę, żebym nadawał się do sportu walki.
- Masz rację, Piotr. Nie nadajesz się na boksera i jesteś nikim. Ale do cholery, tak długo jak będziesz tak debilnie myślał! A ktoś kto nie chce nawet poznać swojego talentu, nigdy nie będzie prawdziwym
sukcesorem. Daję Ci teraz proste wyzwanie. Otwieram przed Tobą szansę, żebyś pokazał tym frajerom na co Cię stać. Żebyś poprzez pięści kreował swój świat. Masz teraz podjąć męską decyzję. Jeżeli jesteś zdolny do sukcesu i ciężkiej pracy aby go osiągnąć, to ze mną możesz to zdobyć. Jeżeli jesteś kolejnym, szarym niedorozwojem, co zamierza zmarnować swoje powołanie, zejdź mi z oczu!


Po tym agresywnym przemówieniu, Andrzej wstał i prychając poszedł do swojego pokoju. Słyszałem jak szura krzesłem i ciężko siada. Tego dnia coś dziwnego się ze mną działo. Moje ciało poruszało się samo. Nawet nie wiem kiedy wstałem, poszedłem do jego pokoju i kładąc rękę na jego ramieniu, zapytałem - gdzie znajdę rękawice?


Kariera amatorska
Trening trwał dwa lata. Andrzej był bardzo surowy, ale mocno motywujący. Wyciskał ze mnie wszystkie soki na treningach. Kiedyś powiedział, że jeżeli daję z siebie 100% to znaczy, że jeszcze trzymam rękę w nocniku, bo prawdziwy wojownik daje z siebie 250%. Czasami zastanawiałem
się, po cholerę się na to zgodziłem. Treningi były bardzo ciężkie i frustrujące. Dodatkowo musiałem ograniczyć jedzenie swojego ulubionego spaghetti bolognese. Jednak nie mogę zaprzeczyć, że moja kondycja, siła i szybkość mocno wzrosły. Nauczyłem się dobrze balansować ciałem i wyprowadzać szybkie, mocne ciosy. Byłem z tego bardzo zadowolony. W sparingach, moją szczególną dumą był lewy prosty, w którym czułem wielką siłę. Z czasem zacząłem zastanawiać się nad pseudonimem jaki
powinienem mieć. Siedziałem i myślałem, gdy mój wzrok padł na mój samochód - Rover'a 45. Nie wiedzieć czemu, pierwsze co przeszło mi przez myśl to jego paliwo - Turbodiesel. Od razu skojarzyło mi się to z napędem oraz niewielkim zużyciem. Mocno pasowało mi to do mojego stylu.
I tak zrodził się "Diesel" - leworęczny bokser z Polski. Andrzej zdenerwował mnie pewnego wieczora, gdy chwaliłem się swoim "ciosem-sygnaturą". Gdy odwróciłem się na chwilę, Andrzej odpowiedział na to - Masz rację. To wyjątkowy cios, bo jeszcze tak ślamazarnych uderzeń w swojej karierze nie widziałem. To zdanie podziałało na mnie jak płachta na byka. Moja duma została urażona i straciłem panowanie. Błyskawicznie odwróciłem się twarzą do Andrzeja i zadałem lewy prosty. Mój cios zatrzymał się kilka centymetrów przed jego twarzą. Nagle ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu Andrzej uśmiechnął się radośnie. Położył dłoń na mojej wycelowanej pięści i powiedział - Jesteś gotowy, chłopcze.


Wreszcie nadszedł ten dzień. Miałem stoczyć pierwszą w swoim życiu walkę amatorską. Stresowałem się jak diabli, ale nie pozwalałem aby opanowało mnie zwątpienie. Moim rywalem był niejaki Jeff Dempsey. Wyszedłem na ring wręcz nieprzytomny ze stresu, jednak wiedziałem, że muszę się przełamać. Kiedy rozległ się dzwonek, usłyszałem jeszcze od Andrzeja w narożniku - obserwuj jego ciosy. Walka się zaczęła. Dempsey podskoczył do mnie i wymierzył prawy sierpowy. Jednak pamiętałem słowa Andrzeja i odruchowo zrobiłem unik. Rywal ponawiał ciosy, ale ja robiłem uniki i blokowałem. Wreszcie, przekonując się, że mogę ustać na ring, mój stres zniknął całkowicie. Spowodowało to, że na głowę rywala posypały się ciosy. Oberwałem kilka razy, ale Dempsey natychmiast dostawał odpowiedź. Kiedy zabrzmiał dzwonek usiadłem w narożniku. Andrzej powiedział - Dobrze. Ale nie chcę oglądać w kółko takich samych ciosów. Wal w korpus i podbródkowe. Pokaż mu na co cię stać. W drugiej rundzie, zgodnie z poleceniami zacząłem zadawać ciosy na korpus. Osłabiło to trochę rywala, ale nie wstrząsnęło nim.
Cała 2 runda polegała na wymianie szybkich ciosów. Większość z nich na szczęście udało mi się zablokować. Po przerwie zabrzmiał dzwonek na 3 i ostatnią rundę. Wiedząc o tym, postanowiłem wykorzystać siłę, którą wciąż miałem i gdy tylko miałem okazję, słałem na głowę rywala mocne ciosy. Ciężko mu było się przed tym bronić, ale nadal pewnie stał na nogach. Gdy runda się skończyła, pozostało tylko czekać na werdykt sędziów. Serce stało mi w gardle. Po chwili usłyszałem - Jednogłośną decyzją sędziów wygrywa....Diesel!
Poczułem się jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody. Nie wierzyłem własnym uszom. Udało mi się zwyciężyć już w pierwszej walce. Andrzej podszedł do mnie i powiedział - jestem z Ciebie dumny,
chłopcze. Ale to była dopiero rozgrzewka.


Zwycięstwo tak mnie zmotywowało, że treningi przestały mnie męczyć. Przeciwnie, stały się prawdziwą przyjemnością. Andrzej pilnował jednak, żebym za bardzo nie zachłysnął się szczęściem, tylko nadal uważał walki za wyzwanie. Moim drugim rywalem miał być Amerykanin Bubba Pearson. Gdy zaczęła się walka, zobaczyłem już w pierwszych sekundach, że oponent jest zestresowany. Ciosy zadawał nerwowo i niepotrzebnie wkładał w nie mnóstwo siły. Dzięki temu bez problemu mogłem
przewidzieć większość jego ciosów i zadawałem serie szybkich, prosto na twarz. W czasie przerwy dostrzegłem, że Pearson już jest wyczerpany. Zadawał mnóstwo bardzo silnych ciosów, które uderzały w powietrze, przez co był wypompowany. Postanowiłem wykorzystać to w drugiej rundzie.
Gdy odezwał się dzwonek, ruszyłem do przodu i trzymając nieduży dystans, zadawałem na głowę masę szybkich ciosów. Oponent zaczął klinczować. Wiedziałem, że jest bezradny i przestraszony, ale
odepchnąłem go i stanąłem, trzymając gardę. Bubba rzucił się do przodu i zadał mocny sierpowy. Na to właśnie liczyłem. Uchyliłem się w lewo i odpowiedziałem równie mocnym, lewym podbródkowym. Wykończony i mocno zaskoczony rywal padł na deski. Sędzia zaczął odliczanie, a Bubba starał się wstać, ale zamroczenie zrobiło swoje i ponownie stracił równowagę. Wtedy sędzia krzyknął NOKAUT! A ja uniosłem ręce w geście zwycięstwa. Mój pierwszy Nokaut. Czułem się niemal jak mistrz świata.
W tym właśnie momencie, boks stał się moją pasją. Zrozumiałem, że jestem zdolny do zwyciężania. Moja euforia rosła z każdą chwilą. Zwłaszcza podskoczyła bardzo wysoko, gdy moja trzecia walka amatorska z niejakim Lawtonem Reynolds'em zakończyła się przez TKO już w 1 rundzie! Nigdy bym nie przypuszczał, że jestem zdolny do takich rzeczy.
Wreszcie nastał ważny dzień. Andrzej powiedział, że jeszcze jedna zwycięska walka i będę mistrzem amatorów. Nie sądziłem, że pójdzie to tak szybko. Boksowałem dopiero rok, a wyniki były wspaniałe. W każdym razie, moim rywalem o mistrzostwo amatorskie był Amerykanin Scott Spencer. Do tego pojedynku przygotowywałem się bardzo poważnie. Zwłaszcza pracowałem nad zwiększeniem siły moich ciosów. Stwierdziłem, że bardzo mi się to przyda. Kiedy nastał dzień walki, wyszedłem na ring i uważnie obserwowałem każdy ruch Spencera. Oponent był spokojny i potrafił balansować ciałem, ale zadawał mnóstwo przewidywalnych ciosów, przez co raz po raz kontrowałem na jego głowie. W wyniku tego, już w połowie 1 rundy był kilkakrotnie zamroczony. Wreszcie mniej więcej w drugiej minucie walki, ruszyłem do przodu i zadałem całą serię sierpowych. Po którymś ciosie Spencer zaczął się chwiać. Pewno nie zdawał sobie w ogóle sprawy co się dzieje. Wykorzystałem to błyskawicznie. Podskoczyłem do niego i całą swoją siłę włożyłem w lewy prosty. Posłało go to prosto na deski, a sędzia zaczął liczyć. Scott nadal był zamroczony, przez co nawet nie próbował wstać. podniósł tylko głowę, którą po chwili opuścił. W ten sposób, przez KO w 1 rundzie, zostałem mistrzem amatorów!


Wejście w zawodowstwo
Byłem bardzo upojony osiągnięciami w karierze amatorskiej. Na ziemię, jak zwykle sprowadził mnie Andrzej. Powiedział - Dobra, chłopcze. Przeszedłeś rozgrzewkę. Teraz czas żeby wziąć się za to na
poważnie. Zrozumiałem, że czas najwyższy zacząć zawodową karierę. Zostałem zaklasyfikowany do średniej kategorii wagowej. Jakoś na początku 2011 roku zaplanowano moją pierwszą walkę. Dodatkowo usłyszałem, że w związku z promowaniem nowych bokserów, walkę tę będą oglądali eksperci bokserscy oraz byli mistrzowie świata, w tym sam Mike Tyson i Muhammad Ali. Moim rywalem miał być pochodzący z Argentyny, Nicky Armstrong. Słyszałem, że nazwisko do niego pasuje, dlatego wręcz fanatycznie trenowałem kondycję, siłę i szybkość. Nie dawałem sobie
wolnego mimo, że nawet Andrzej mi to proponował. Kiedy nadszedł dzień walki, przekonałem się jak wiele trener miał racji po raz kolejny. Moim błędem było to, że nie dawałem sobie odpoczynku. Byłem w dobrej formie, ale byłem bardzo wyczerpany. Rywal był w pełni sił, co dawało mu nade mną dużą przewagę. Jednak postanowiłem, że wytrwam tą walkę. Wiedziałem, że patrzą na mnie szychy świata boksu a to mój debiut.
Zadźwięczał dzwonek i Argentyńczyk ruszył na mnie. Miałem mało energii, ale zablokowałem ciosy jakie poleciały w moim kierunku. Raz oberwałem, ale w odpowiedzi oponent również oberwał serię na głowę. Niestety Armstrong zdał sobie sprawę, że jestem zmęczony i starał się ze wszystkich sił posłać mnie na deski. Pierwsze rundy były dramatyczną obroną z mojej strony. Ciosów zadawałem niewiele, w przeciwieństwie do rywala. Trwało to do 3 rundy. W czwartej postanowiłem, że mimo mojego stanu, zacznę walczyć. Armstrong też już trochę opadł z sił, więc miałem więcej możliwości ataku. Na zmianę posyłaliśmy na swoje głowy mocne i szybkie ciosy. Walczyło mi się strasznie ciężko. Po 2-3 ciosach musiałem łapać oddech. Tutaj on miał przewagę. Jednak dużo moich uderzeń trafiało w rywala i wkładałem w nie siłę. Ale ja również odczuwałem jego sierpowe, przez co wkrótce
obaj byliśmy zapuchnięci. Walka była bardzo zażarta. Armstrong też był zmęczony, ale mimo to wciąż na pewno miał więcej siły ode mnie. Co chwila na jego głowę spadał mocny cios z mojej strony, a na moją głowę uderzenie z jego strony.
Trwało to cały mecz. Pojedynek bardziej ze zmęczeniem niż z rywalem, mocne ciosy proste, sierpowe i podbródkowe, dramatyczna obrona i duch dalszej walki. Nie pamiętam nawet kiedy odezwał się dzwonek oznaczający koniec ostatniej rundy. Teraz czekaliśmy na werdykt. Nawet nie wiedziałem
który z nas był lepszy, bo byłem na skraju wyczerpania. Jak przez mgłę usłyszałem, że walka Diesel-Armstrong zakończyła się remisem. Jednak gdy sędzia poprosił o brawa dla nas obu, zdarzyło się coś
dziwnego. Sędzia najpierw prosił o brawa dla Armstronga, a potem dla mnie. Ale gdy powiedział - "...oraz brawa dla Diesla" eksperci oraz byli mistrzowie urządzili mi owację na stojąco. Zrozumiałem, że nie wygrałem walki, ale moja zawziętość właśnie przysporzyła mi ogromną popularność. Duch walki jakim się wykazałem, mimo mojego stanu, mocno zaimponował widowni, zwłaszcza Ali'emu i Tysonowi, którzy podeszli do mnie i wznieśli moje ręce w górę, jakbym zwyciężył. Ponad to, później usłyszałem od Andrzeja, że już mam promotora. Mimo remisu, dzień skończył się wspaniale.
Walka była dla mnie bardzo ważną lekcją. Zrozumiałem, że muszę trenować, ale również dawać sobie czas na odpoczynek. Dlatego postanowiłem, że ostatni tydzień przed każdą walką, będę przeznaczał na odzyskanie tchu.
Drugim moim rywalem został zawodnik z Niemiec. Niejaki Danny Ray. Tym razem jednak byłem bardzo dobrze przygotowany i Niemiec niczym mnie nie zaskoczył. Walka zakończyła się wspaniałym zwycięstwem Diesla, przez TKO w 1 rundzie. W taki sam sposób rozprawiłem się z trzecim rywalem -
Ivor'em Pryor'em. Moje szybkie zwycięstwa przykuły uwagę. Któregoś wieczora przeglądałem skrzynkę internetową i zobaczyłem, że Robbie Cooney z Australii, wyzywa mnie na pojedynek. Oczywiście przyjąłem wyzwanie.
Walka nie była tak łatwa jak z dwoma poprzednimi rywalami, ale jednak nie sprawiła mi kłopotu. Przez pierwszą rundę bez przerwy okładałem przeciwnika. Gdy usiadł w narożniku, nie widział na jedno oko. Prawdopodobnie nie docenił moich lewych prostych, które po każdym treningu stawały się co raz silniejsze. W drugiej rundzie robiłem uniki i bez przerwy zadawałem silne sierpowe. Wreszcie Australijczyk oberwał tak mocno, że zamroczony padł na deski. Sędzia natychmiast przerwał walkę, stwierdzając, że rywal nie jest zdolny do dalszej walki. Było to kolejne zwycięstwo leworęcznego Diesla. Stawałem się co raz bardziej popularny w świecie wagi średniej.
Piątą walkę miałem odbyć przeciwko Ron'owi Chacon'owi z Puerto Rico. Przed walką powiedziałem, że mam bardzo dużą motywację, żeby pokonać go szybko, ale zdradzę ją dopiero po walce.
Przez pierwszą połowę 1 rundy broniłem się. Zauważyłem, że praktycznie 90% ciosów Chacon'a to sierpowe. Postanowiłem to wykorzystać i gdy zadawał sierpowy, ja zadawałem przeciwny, silny sierpowy, który praktycznie zawsze lądował na jego twarzy. Nie minęła chwila, gdy rywal walczył ze złamanym nosem. Wykorzystałem to zadając proste, które oszołomiły go. Nie tracąc czasu zadałem kolejny sierpowy i zwaliłem oponenta na deski. W ten oto sposób walka się skończyła. Później zapytano mnie:
- Diesel, czy możesz teraz nam powiedzieć, co było twoją inspiracją?
Tak - odpowiedziałem z uśmiechem - Trener obiecał mi, że jeżeli go pokonam, to będę mógł zjeść spaghetti bolognese.


Club Fighter
Mój promotor okazał się strzałem w dziesiątkę. Moja popularność rosła każdego dnia. Dostałem kilka ofert wywiadów i promocji. Zwłaszcza butów firmy Grant, za co dostałem 5 tys. dolarów. Miejscami
gdzie miałem odtąd staczać pojedynki, nie były już obskurne sale treningowe, ale eleganckie kluby bokserskie. Trenowałem intensywnie, wciąż inspirowany przez Andrzeja oraz korzyści jakie się pojawiły. moje kolejne walki również kończyły się przez KO lub TKO w 1 bądź 2 rundzie. Zwłaszcza przeciw ostatnim rywalom, takim jak Mordecai Black z Australii, Steven Torres z Puerto Rico czy Cyprian Reed z Meksyku. Przy tej walce sponsorowałem buty Nike. Wreszcie usłyszałem, że po raz kolejny ktoś rzuca mi wyzwanie. Tym kimś okazał się, Yves Murray z Anglii. Natychmiast przyjąłem wyzwanie. Na początku kariery poprzysiągłem sobie, że jeżeli będę miał porażki w karierze, to nigdy nie dam się pokonać Anglikowi. Obiecałem sobie, że pokażę im że z Polakiem się nie zadziera. Trenowałem bardzo ostro w sparingach i uderzając w worek. Również pokonywałem wielkie dystanse dla kondycji, ale pamiętałem, że muszę dać sobie kilka dni luzu.


Wreszcie nadszedł dzień walki. Jak tylko rozległ się dzwonek, ruszyłem i zadałem masę silnych prostych prosto w twarz Murray'a. Ku mojemu zaskoczeniu wytrzymał ten atak. Jego ciosy też nie należały do przeciętnych, ale nie pozwalałem mu punktować i trzymałem dystans. Anglik starał się mnie zmęczyć, dlatego dużo defensywy poświęciłem korpusowi i słałem tak dużo ciosów na jego głowę jak to tylko możliwe. Gdy nastała przerwa, był cały obity na twarzy, ale jednak trzymał się mocno.
Druga runda wyglądała podobnie. Murray kiedy mógł zadawał ciosy, ale ja nie pozostawałem dłużny. W pewnym momencie, nieoczekiwanie zadał mocny, prawy podbródkowy, który trafił mnie centralnie w szczękę i spowodował zamroczenie. Przez chwilę miałem nogi z waty, ale wiedząc z kim walczę, błyskawicznie oprzytomniałem i zrewanżowałem się mocnym, lewym prostym w oko przeciwnika. Chwilę potem rozległ się dzwonek i usiadłem w narożniku. Andrzej powiedział - Dobra robota. Świetne zakończenie rundy. Odpowiedziałem - Prędzej zginę na ringu niż dam się znokautować Brytolowi.
Trzecia runda była bardziej dla mnie spokojna. Murray nadal wyprowadzał ciosy, ale ledwo widział na prawe oko, przez mocno zapuchniętą i obitą twarz. Postanowiłem w tej rundzie nie marnować sił. Anglik okazał się dosyć twardym przeciwnikiem, cokolwiek bym o nim nie mówił. Kręciłem się dookoła niego i zadawałem szybkie proste przy każdej okazji. Próbował się bronić i nieźle mu to szło, ale widać było wyraźnie, że siły go opuszczają. Mimo porządnego obicia i zadania mi kilku kontr,
dotrwał do końca rundy, ale jakieś 20 sekund przed końcem, udało mi się zadać szybki, lewy sierpowy, który rozciął mu łuk brwiowy. Krew rozlała się po jego twarzy, torsie i spodenkach. W czasie przerwy, w jego narożniku robili co mogli, aby powstrzymać krwawienie. Ja za to słuchałem dokładnie rad Andrzeja.
Wreszcie zaczęła się 4 runda. Tym razem byłem spokojny i trzymałem gardę. Obserwowałem dokładnie przeciwnika, robiąc unik przed każdym jego ciosem. Wyczekiwałem kiedy będzie chciał zadać prawy sierpowy i odsłoni zraniony łuk brwiowy. W międzyczasie zadałem mu kilka ciosów
na korpus, co jeszcze bardziej pozbawiło rywala tchu. Był właściwie na mojej łasce. Wreszcie zrobił to! Zbliżyłem się, a on zadał silny, prawy sierpowy. Natychmiast zrobiłem unik i zrewanżowałem się lewym, silnym sierpowym, który trafił centralnie w ranę. Anglik zachwiał się z bólu i pod wpływem ciosu, padając ciężko na ziemię. Sędzia rzucił się i przerwał walkę. Takie było moje zwycięstwo przez KO w 4 rundzie. Wtedy powiedziałem jeszcze do mikrofonu - To spotka każdego Anglika,
który ośmieli się stanąć przeciw Dieslowi.


Kilka miesięcy po walce miałem bardzo zaskakujący telefon. W słuchawce usłyszałem samego Dan'a Willis'a - ówczesnego mistrza świata wagi średniej. Powiedział mi, że bardzo podoba mu się mój styl i zapytał czy nie miałbym ochoty na sparing z nim, przed kolejną walką. Zamurowało mnie, że sam mistrz chce ze mną wyjść na sparing. Oczywiście zgodziłem się, podekscytowany. W międzyczasie trener umówił mnie na kolejną walkę z Sigmund'em Larson'em, zawodnikiem z Ukrainy. Kilka tygodni przed walką, nastała data sparingu. Przyjechała telewizja i mnóstwo dziennikarzy. Założyłem kask ochronny i podaliśmy sobie z Willisem ręce.
Już kilka chwil po rozpoczęciu sparringu, uświadomiłem sobie co to walka z mistrzem świata. Każdy jego cios odczuwałem niczym cios w łeb dużą bryłą betonu. Lecz mimo tego udało mi się przez cały sparring utrzymać na nogach. Zadawałem sporo ciosów na korpus i głowę, ale chyba nie zrobiły na nim specjalnie dużego wrażenia. Po sparringu, Willis powiedział jeszcze - Masz dobry styl, przyjacielu. Ale radzę Ci jeszcze popracować nad siłą ciosu. Popracuj nad tym, a zanim się obejrzysz, spotkamy się w walce o mistrzostwo świata. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie. Mistrz mówi, że mam szansę aby być jego rywalem w obronie tytułu. Było to dla mnie bardzo motywujące. Parę tygodni później miałem walkę z Ukraińcem. Larson wyszedł na ring z uniesioną ręką. Ja stałem skupiony i czekałem na dzwonek. Wreszcie walka się zaczęła, ale już 15 sekund później zdarzyło się
coś bardzo dziwnego. Zdążyłem zadać ledwo 3 ciosy, a potem napiąłem mięśnie i zadałem silny, lewy prosty w twarz Ukraińca. Ten natychmiast padł na deski i sędzia ogłosił Nokaut. Wszyscy, łącznie ze mną przecierali oczy z niedowierzania. Było to chyba najszybsze zwycięstwo tego roku. Larson powiedział potem, że czując mój lewy prosty miał wrażenie, że przenosi się na tamten świat.
Następna walka była przeciwko Marius'owi Snyder'owi z Australii. Nie trwała aż tak krótko, ale również zakończyła się KO w 1 rundzie, gdyż przeciwnik w ogóle nie miał pomysłu na walkę.
Kilka miesięcy później zostałem wyzwany na pojedynek przez Fernando Vargas'a z USA, ale został on przeze mnie pokonany przez TKO w 4 rundzie. Media były oczarowane moim talentem, a bokserzy wagi ciężkiej wręcz kipieli ze wściekłości, gdyż nawet nimi mniej się interesowano niż mną.
W późniejszym czasie, naprzeciw mnie stanęli Danny Jacobs z USA, August Jenkins z Finlandii i Peter Manfredo Jr. z USA. Wszystkich pokonałem bez większych problemów. Treningi i dobra taktyka robiły swoje. Andrzej po jakimś czasie umówił mnie na walkę z robiącym wrażenie zawodnikiem z Kuby, zwanym Erislandy Lara. Kubańczyk był bardzo agresywny, jednak szybkość nie była jego mocną stroną, przez co bardzo szybko jego twarz stała się opuchnięta, a walka ostatecznie zakończyła się przez KO w 3 rundzie. Moje walki ściągały do klubów tysiące ludzi, aż brakowało miejsca, a wszyscy mieli na ustach słowo - Diesel.


Contender
Prasa, telewizja i społeczność zaczęły co raz mocniej mnie doceniać. Gdy wychodziłem na ring, już na starcie kilkadziesiąt osób z widowni wykrzykiwało – Diesel! I niekoniecznie tacy, co trzymali biało-czerwone flagi. Krok po kroku, cios po ciosie zbliżałem się do szczytu rankingu.
Moja kolejna walka nastała bardzo szybko. Zostałem wyzwany przez Amerykanina o imieniu Kelly Pawlik. Mimo zapowiedzi, że pokaże mi gdzie moje miejsce, bez problemu rozłożyłem go przez KO w drugiej rundzie.
Następny był jednak pewien przeciwnik, który do tej pory nie zaliczył ani jednej porażki. Nazywał się Hezekiah Lowe i pochodził z Kanady. Na konferencji powiedział, że jest równie szybki jak ja, równie silny jak ja, ale bije mnie na głowę pod względem celności. Nie lekceważyłem go, ale też nie obawiałem się. Byłem spokojny, jak zalecił Andrzej i czekałem na dzień walki, trenując jak zwykle.
Wreszcie spotkaliśmy się na ringu. Pierwsza runda pokazała mi, że wcale nie żartował. Naprawdę był świetny w celowaniu, bo bardzo często jego ciosy dochodziły do mojej głowy lub korpusu. Oczywiście nie byłem mu dłużny. Przez pierwsze 2 rundy uwagę skupiłem na ciosach w korpus. Nie było to łatwe, bo wykorzystywał każdą okazję, żeby zadawać mi ciosy w głowę. W 3 rundzie bardziej skupiłem się z kolei na sierpowych w łeb. Lowe nadal zadawał ciosy, ale nie był już tak szybki jak początkowo, przez co jego ciosy przestały mnie dosięgać. Trzymałem dystans i przyjmowałem ciosy na gardę, aż zadźwięczał dzwonek. W przerwie zerknąłem w narożnik rywala. Lowe mocno dyszał, co sprawiło, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Jak tylko zaczęła się 4 runda, wyskoczyłem do przodu z silnym, lewym sierpowym w korpus. Przeciwnik zasłonił ciało, a ja natychmiast posłałem całą serię na jego głowę. Rywal został ogłuszony, a ja łapiąc głęboki wdech, podskoczyłem i z całej siły uderzyłem lewym podbródkowym. Kanadyjczyk padł na deski, zamroczony i totalnie zaskoczony. Nie był już w stanie wstać i na moje konto wskoczyło następne zwycięstwo.
Kilka tygodni później dostałem zaskakującego e-maila. Lowe nie pogodził się z porażką i kategorycznie żąda ode mnie rewanżu. Oczywiście zgodziłem się odpowiadając, że chętnie pokażę co się dzieje z osobami które dwa razy ze mną zadzierają. Co ciekawe, na konferencji doszło między nami do zakładu. Założyłem się, że w tej walce również rozwalę Lowe’a nie później niż w 4 rundzie. Jeżeli wygram zakład, Lowe będzie musiał za swoje pieniądze kupić mi taki samochód jaki tylko zechcę. Miałem na oku BMW M3 GTR, więc było warto.
Parę miesięcy później, doszło do walki rewanżowej. Lowe wyszedł spokojnie na ring. Widać, że całą siłą starał się być skupiony. Po dzwonku ruszyliśmy na siebie. Ku mojemu zaskoczeniu Lowe przeszedł na ciężką ofensywę, przez co musiałem przystopować i przyjąć wszystko na gardę. Po chwili odepchnąłem go i odskoczyłem na bezpieczny dystans. Więc taka była jego taktyka. Po chwili dobił do mnie i ponownie uderzył ciężką serią. Trwało to przez całą rundę, a ja momentami całkowicie nie wiedziałem co mam robić. Na szczęście zabrzmiał dzwonek i usiadłem w narożniku.
Dobra nasza – powiedział Andrzej – Mamy go w garści.
-Że co? Przecież cały czas taranował mnie jak czołg. Jakim cudem niby mamy go w garści?
-Dokładnie. Nie widzisz tego? Napieprza w ciebie z całych sił. Zużywa całą energię. Trzymaj tak dalej, a pokonasz go bez problemu.
Słowa Andrzeja otworzyły mi oczy. Natychmiast nabrałem otuchy i wyszedłem na drugą rundę. Lowe non-stop zadawał ciężkie ciosy, a ja wszystko przyjmowałem na gardę. Teraz trochę spuścił z tonu, przez co mogłem sam zadać kilka ciosów w głowę. Przez całą rundę 2 i 3 robiłem wszystko, byle tylko Kanadyjczyk zużywał całą siłę na próżno.
Wreszcie nastała czwarta runda. Lowe był wyczerpany, ale nadal chciał zadawać ciosy. Na początek zadałem mu na twarz trzy mocne kontry, a gdy opuścił gardę, natychmiast to wykorzystałem. Rzuciłem się z silnym, lewym sierpowym, a zaraz po nim z całą serią, która w kilka chwil posłała rywala na deski. Sędzia rozpoczął odliczanie, ale Lowe wstał na 5. Nie czekając na nic, zaatakowałem ponownie. Lowe zaczął się wycofywać, ale byłem nieugięty i po chwili ponownie zarobił mocny cios na głowę i wylądował na deskach. To był koniec walki. Zwyciężyłem i rewanżowy pojedynek i zakład. Wiedziałem już, że za chwilę pojadę do domu wymarzonym BMW.
Przeglądając listę rankingową zobaczyłem, że jestem drugi. Na drodze do mistrzów świata stał mi jeszcze tylko jeden przeciwnik. Amerykanin Marvin Hagler. Zdążyliśmy już, dawno temu zmierzyć się w sparingu. Był prawdziwym wyzwaniem i teraz na pewno był jeszcze lepszy. Słynął on z potężnych uderzeń i niezłomnego ducha, ale natychmiast wyzwałem go do walki. Na konferencji zaniepokoiła mnie jedna rzecz, a przy okazji dowiedziałem się, skąd jego pseudonim „Samuraj”. Przez całą konferencję miał kamienną twarz i był niesłychanie spokojny. Mówił cicho i powoli, niczym mnisi z Shaolin. Całkowicie przeczyło to jego zachowaniu w ringu, gdzie agresywnie niszczył przeciwników. Ale wiedziałem, że jeżeli chcę walczyć z mistrzami, muszę najpierw pokonać jego.
Kilka tygodni później wyszliśmy na ring. Podczas wejścia i przedstawiania, był równie spokojny i skupiony jak na konferencji. W końcu rozbrzmiał dzwonek. Tradycyjnie ruszyłem naprzód zadając ciosy, ale Hagler większość z nich przyjął na gardę. Próbowałem zadawać ciosy, ale większość nie trafiała przez połowę rundy. Wreszcie jego mocny cios dosiągł mojej głowy. Zaskoczenie i siła ciosu mnie zamroczyła. Starałem się bronić, ale Hagler szedł za ciosem i ponownie mnie trafił. Wtedy nastało bardzo ważne wydarzenie w mojej karierze. PIERWSZY raz w życiu leżałem na deskach. Usłyszałem odliczanie sędziego, ale szybko wstałem. Widziałem jak Hagler zbliża się w moją stronę, ale nagle odezwał się dzwonek. Usiadłem w narożniku cały drżący. Andrzej wyskoczył przede mnie.
- Co jest, Piotrek? To Ci się jeszcze nie zdarzyło.
- Zaskoczył mnie. Skurwiel ma mocny cios i chce mnie zmęczyć.
- Zatem nie pozwól mu na to! Ten Jankes walczy jedną z najskuteczniejszych metod, dlatego teraz walcz głową. Skup się na jego ruchach i trzymaj dystans. Nie atakuj jak debil, bo skończy się podobnie. Weź się w garść, bo osobiście Ci wpier**lę!
Po tych słowach Andrzej wrócił za liny, a ja usłyszałem jak zaczyna się runda druga. Stanąłem na proste nogi i wzniosłem gardę. Hagler znowu był spokojny, ale nie dałem mu się zwodzić. Zbliżyłem się na bezpieczną odległość i obserwowałem. Nagle Hagler zadał mocne ciosy na mój korpus, jednak przewidziałem to i obroniłem ciało. Musiało go to zaskoczyć, bo udało mi się w odpowiedzi samemu poobijać mu korpus. Wściekły Amerykanin stracił nieco ze swojego spokoju i starał się mnie znokautować. Ale ja ciągle ruszałem głową, przyjmując na nią bardzo niewiele ciosów. Za to odwdzięczałem się celnymi i mocnymi uderzeniami w jego ciało. Trwało to aż do 4 rundy. Widziałem, że „Samuraj” jest bardzo wyczerpany i chyba trochę wystraszony, dlatego teraz zacząłem celować wyłącznie w jego głowę. Z ofensywy przeszedł w dużą defensywę, ale mimo to sporo moich ciosów sięgało celu. Między rundami 4, 5, 6 Hagler walczył z co raz to bardziej zapuchniętą twarzą. W siódmej ponownie postawiłem na ciosy w korpus. Wyczerpany Amerykanin starał się nadal uderzać, ale jego ciosy bardziej przypominały popchnięcia. Ponad to jego siły wciąż opadały, pod wpływem moich uderzeń w korpus. W przerwie robiłem wszystko, żeby odzyskać jak najwięcej sił. Patrzyłem w przeciwny róg, gdzie „Samuraj” miał bardzo kwaśną minę bólu. Wiedziałem, że jestem blisko celu.
Wreszcie nastała runda ósma. Hagler ledwo się ruszał i chyba już kompletnie nie widział na jedno oko. Postanowiłem ulżyć jego cierpieniu. Podbiłem do niego i bez chwili wahania posłałem na jego głowę dwa silne sierpowe. Natychmiast został oszołomiony, więc chciałem szybko dokończyć dzieła i silny, lewy prosty wylądował na jego twarzy. Samuraj tak jak stał, padł na deski niczym do trumny. Sędzia liczył, a Hagler ze wszystkich sił próbował wstać. Jednak przez oszołomienie stracił równowagę i padł ponownie. Publiczność zaryczała z radości, gdy sędzia krzyknął – KO! Ja również podskoczyłem w powietrze. Sędzia już czekał na mnie z mikrofonem, ale ominąłem go i podniosłem triumfalnie rękę mojego trenera. Człowieka, który sprawił, że otworzyła się przede mną droga do mistrzostwa świata.


Wejście mistrzów
Gdy wyleczyłem się po ostatniej walce, postanowiłem natychmiast brać się do roboty. Ogłosiłem publicznie coś, na co wszyscy czekali. Wyzwałem do walki mistrza świata organizacji EABC – Jake’a Lamottę z USA. Mistrz przyjął moje wyzwanie i powiedział, że czas najwyższy aby ktoś powstrzymał atak Sowietów na Stany Zjednoczone. Jego wypowiedź mnie rozwścieczyła. Nie dość, że uważał mnie za jakiegoś komunistę, to jeszcze stwierdził, że mój naród to spadkobiercy ZSRR.
Przygotowania do walki były bardzo ostre. Prasa nie mogła za nami nadążyć. Lekko mnie zdziwiło, gdy dowiedziałem się, że większość zakładów stawia na Lamottę jako zwycięzcę. Postanowiłem pokazać im, że określenie „Polak potrafi” nie jest używane bezpodstawnie.
Wreszcie nastał dzień walki. Tłumy wręcz zalały trybunę. Nie było gdzie wcisnąć szpilki. Spokojny i z podniesioną głową wszedłem na ring, skupiając się tylko na swoich pięściach. Lamotta witał się z kibicami i chodził dookoła ringu z uniesionymi rękami. Spojrzałem na niego wyzywająco i wzniosłem rękawice.
Na sam dźwięk dzwonka rzuciłem się przed siebie, ale zwiodłem rywala. Spodziewał się gradu ciosów z mojej strony, ja tymczasem w ostatniej chwili wzniosłem gardę. Odparowałem jego odruchowy cios i odpowiedziałem silnym sierpowym prosto w jego łeb. Lamotta był zaskoczony, podobnie jak całe trybuny. Wściekły rywal rzucił się, zadając ciosy i kręcąc się dookoła mnie. Broniłem się, chociaż przyznam, że nie było łatwo. Wiele razy jego ciosy mnie dosięgały, jednak zawsze odpowiadałem gradem z mojej strony. W przerwie uzgodniłem z Andrzejem, że postaram się zmęczyć go i zadawać „bolesne użądlenia”. Tak też było przez drugą i trzecią rundę. Trzymałem dystans, po czym podskakiwałem, zadawałem serię ciosów na korpus i znowu odskakiwałem. Rywal nie miał pojęcia co robić. Starał się atakować, ale słabł z każdą chwilą. Mogłem w tej chwili go mocniej zaatakować, ale wiedziałem, że kontroluję walkę i nie zamierzałem tego niszczyć. Mistrz robił wszystko, żeby osłaniać korpus, a wtedy ja słałem szybkie serie na jego głowę. Z trudem dotrwał do końca rundy.
W końcu nastała runda 4, gdzie postanowiłem dzięki zwodom pokonać go raz na dobre. Gdy zadzwonił dzwonek, wzniosłem gardę i po prostu stałem. Lamotta podszedł i starał się zadać mocny sierpowy. Na to właśnie liczyłem. Uchyliłem się przed jego ciosem, po czym odpowiedziałem bardzo silnym, lewym podbródkowym, który niczym do grobu zwalił mojego rywala na deski. Sędzia już miał zacząć odliczanie, ale narożnik Lamotty poddał boksera. Publiczność przez chwilę zaniemówiła, ale po chwili urządziła owacje na stojąco. Tak oto zostałem nowym mistrzem świata, kategorii średniej. Świętowaniu nie było końca. Ale jeszcze tego samego dnia, przeglądając skrzynkę pocztową, znalazłem mail od argentyńskiego boksera – Carlos’a Monzon’a. Napisał, że gratuluje zdobycia mistrzostwa, ale stwierdził, że nie będę się cieszył nim długo, ponieważ wyzywa mnie na pojedynek.


Była to moja pierwsza obrona tytułu. Transparenty na trybunach z napisem „Diesel” urzekły mnie. Carlos wyglądał na mocnego i skupionego, ale uznałem, że łatwo go pokonam. Jak tylko walka się zaczęła, wymieniliśmy nawzajem całą masę uderzeń. Jednak jakoś w drugiej połowie rundy, ku mojemu zaskoczeniu Carlos uderzył mnie mocno w korpus, po czym szybko dodał ciosy podbródkowe. Zaskoczony tym padłem na deski, na co publika wstrzymała oddech. Oczywiście bez problemu wstałem. Wściekły tym co zrobił, chciałem natychmiast go zmasakrować, ale usłyszałem koniec rundy. Musiałem poczekać do następnej.
Gdy zaczęła się runda druga, miałem prostą bardzo metodę. Groźnie i wściekle ruszyłem do przodu, patrząc rywalowi prosto w oczy. Gdy zauważyłem, że zląkł się, wzniosłem pięści i nie zważając na nic, całą energię włożyłem w sierpowe, które ani się obejrzałem, posłały go na deski. Carlos złapał się lin i wstał na 5 albo 6, nie pamiętam. Jednak ognie w moich oczach nie zgasły i natychmiast ruszyłem znowu. Carlos chciał odskoczyć, ale zagrodziłem mu drogę i zapędziłem do narożnika, gdzie przyjął kolejną serię silnych ciosów. Wreszcie oszołomiony Argentyńczyk zarobił silny sierpowy w łeb i zwalił się na liny. Tym razem już nie wstał. W taki sposób wygrałem swoją pierwsza obronę tytułu...

14.06.2011
17:41

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11379806

@AntonioMontegio -> Ale wtedy USA użyło nie znanej wówczas światu broni. Poza tym USA znacznie góruje nad Japonią, podczas gdy Korea nigdy dla Japonii nie była takim zagrożeniem, żeby aż musieli spodziewać się okupacji. Chociaż i tak już poprawili, bo początkowo również Chiny miały być okupowane przez Koreę, a to byłby już totalny absurd.

14.06.2011
15:41

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=2798150

@Frodok -> Oceny porównawcze Wiedźmina II i Duke Nukem:


Wiedźmin II:


Eurogamer 9/10
GameSpot 9/10
GamesRadar 10/10
GameTrailers 9.4/10
IGN 9/10


Duke Nukem:


Eurogamer 3/10
IGN 5.5/10
PALGN 5/10
PC Gamer UK 80/100
Joystiq 2/5


W DNF jeszcze nie grałem, dlatego chwilowo swojej oceny nie piszę. Ale jak na razie to słyszę, że tak naprawdę jedyne co jest w tej grze fajne to humor. No nic, przekonam się w swoim czasie.


PS: Istnieje coś takiego jak kropki i przecinki. Poza tym jeśli już to "wynajĘci"

14.06.2011
12:16

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11379806

@quaku -> Pisałem już plusy i minusy, to przytoczę tutaj fragment mojej recenzji. Ten z minusami. Zacznę może od najbardziej błahego.
- Błąd w historii. Twórcy postarali się naprawdę z fikcyjną historią Korei Północnej, ale był moment "Japonia kapituluje przed Koreą". Sorry bardzo, ale Japonia prędzej by dała się zatopić niż skapitulowała. To kraj o straszliwie wysokim poziomie honoru i oddania ojczyźnie. Prędzej bym uwierzył, że Korea siłą i brutalnością przyłączyła Japonię niż, że kraj kwitnącej wiśni skapitulował.
- Jedna rzecz która mnie bardzo zirytowała to, że gdy gramy w grę, to mamy nieaktywne opcje graficzne. Trzeba wyjść do menu głównego i dopiero wtedy można zmieniać opcje grafiki. Nie rozumiem naprawdę takiej polityki, bo nie mogę znaleźć ani jednego argumentu co by przemawiał za tym, że musiałbym częściej wyłazić do menu.
- AI przeciwników stoi na strasznie niskim poziomie. Chcecie przykładu? Proszę bardzo. Najlepszym na to dowodem był oddział żołnierzy Koreańskich który ze mną walczył. Rzuciłem w ich stronę granat, a oni jakby tylko na to czekali, pobiegli w miejsce gdzie ten granat wylądował i stanęli na nim, po czym wszyscy zginęli. Czegoś takiego uczą w wojsku? Poza wrogami to również nasi kompani często mają jakieś problemy. Np. raz miałem dwóch kumpli i mieliśmy na trzy, cztery rozwalić oddział 4 Koreańców. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że po odliczeniu trzy, cztery tylko ja strzelałem i sam jeden zabiłem wszystkich czterech. Tamtych dwóch partyzantów mogło równie dobrze nie być...
- Grafika wg. mnie stoi na przyzwoitym poziomie, ale tragicznie wygląda ogień z karabinów. Naprawdę, lepiej chyba już to wyglądało w Medal of Honor: Allied Assault. Czasami odnosiłem wrażenie, że wygląda jakoś cukierkowo.
- Jest w tej grze jedna rzecz, co w FPS'ach mnie cholernie irytuje. Wróg bardzo często używa granatów i w sumie to normalne. Ale nie to mnie wkurzało. Co zatem? A to, że wszystkie te granaty zawsze leciały tylko w moją stronę. Zupełnie jakbym na tle innych partyzantów fosforyzował w ciemności. Nienawidzę w grach jak wróg z tłumu widzi tylko ciebie.
- Niewidzialne ściany. Ja nie wiem jak w tych czasach można jeszcze coś takiego robić. Tutaj gra jest liniowa aż do bólu. I ten system - Nie możesz przez to przejść, zanim wszyscy inni nie przejdą, bo ty jesteś ciota i masz być na końcu.
- Twórcy chyba mieli poważny problem z edukacją o czasie. Dlaczego? Przytoczę fragmencik jednej misji. Wychodzę rano do obozu partyzantów. Słoneczny, piękny poranek. Miły nastrój itd. ale trzeba zejść do tunelu, co nas wyprowadzi na inną dzielnicę. No to schodzę do tego tunelu i jakieś 20 sekund później wychodzę na powierzchnię. Więc co w tym dziwnego? A to, że nagle zrobiła się noc! W południowo-zachodnim USA dzień trwa tylko minutę!? Jakim cudem oni tam funkcjonują.
- Słabe kule. Tak jest, jak na bronie z roku 2027 to kule są naprawdę słabe. Koleś krył się za zwykłymi deskami i za nic nie można było go zabić. A chyba najlepsze jak wyskoczył mi koleś z łysą czaszką. Posłałem mu serię prosto w łeb i....przeżył!! (sic). Widocznie miał kamizelkę kuloodporną wszytą pod czaszkę.
- Checkpointy. Jest ich dużo, ale czasem są totalnie beznadziejne. Masz checkpoint, wybiegniesz, robisz rozwałkę, biegniesz w nowe miejsce, przestawiasz, walczysz i dalej biegniesz, a potem nagle dostaniesz kulkę. Musisz wszystko zaczynać od nowa. Było to bardzo irytujące.
- Sterowanie wojskowym samochodem. TRA-GE-DIA! Jak jedziesz to obsługujesz CKM. Jednak koleś który kieruje tak strasznie wykręca wozem, że czasem niemożliwe jest trafienie we wroga. Obraz Ci śmiga przed oczami, a ty nawet nie wiesz co się dzieje.
- Zakończenie i długość. Niestety, tak jak cała historia mnie oczarowała, tak zakończenie mnie rozczarowało. Nie podam żadnych szczegółów, ale powiem, że jest to najbardziej znienawidzony przeze mnie rodzaj zakończeń, z rodzaju "Sam się domyśl co było potem". Jak już postarali się ze wstępem, to mogli równie dobrze postarać się z zakończeniem! A tak to wykonaliśmy zadanie i co dalej ze światem, USA i Koreą? Sam musisz sobie wyimaginować. Sorry, ale ja chcę szczegółów. Takie zakończenia są wg. mnie na odwal się i do widzenia. Niestety tutaj będzie mocny minus. Dodatkowo muszę powiedzieć, że przejście całej gry zajęło mi 7 godzin. Nie tak mało jak na FPS, ale chciałoby się o wiele więcej.


Oceniłem grę na 6/10 ale kontynuację w sumie chętnie zobaczę.

29.05.2011
10:25

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11263254

Fajnie by było gdyby tym bohaterem okazał się główny bohater z Most Wanted i Carbon :) Chciałbym bardzo kontynuację zmagań tego bohatera. No i mam nadzieję, że w grze będzie moja ulubiona fura - BMW M3 GTR (albo przynajmniej E46) ;) Czekamy.

16.05.2011
09:32

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

@Soplic --> W sumie to nie wiadomo. No nic, zobaczymy za 1-2 godziny. Mam tylko nadzieję, że nie wyskoczy coś w rodzaju "Błąd. Numer seryjny został już wykorzystany". Moim zdaniem CD Projekt o wiele lepiej by się zachował, gdyby od razu po sprawdzeniu użyczył graczom tej rejestracji a DLC, których i tak nie użylibyśmy w Prologu, doczepili później. Wtedy nie byłoby aż takiej frustracji. Wiadomo, że gracze bardziej zniosą przesunięcie DLC niż całej premiery. No nic, czekamy jeszcze.

16.05.2011
09:16

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

@Love&Pain... -> czyli wg. ciebie to, że nie wywiązują się z obietnicy, którą od bardzo dawna zalewali 3/4 internetu i mediów, w dodatku za kasę fanów to mały drobiazg, ale to, że ludzie, którzy im szczerze zaufali i są oburzeni tym jak zostali potraktowani, to zachowanie 5-latków? No to fajnie rozumujesz, koleś. Gówno mnie obchodzą piraci. Właśnie mi uświadomiono, że piraci wyszli na wszystkim 100 razy lepiej niż najwierniejsi, uczciwi fani. Było wiele gier, które miało takie zabezpieczenia. Tyle, że tam uczciwi grali a piraci nie. Tutaj z tego co słyszę piraci grają a uczciwi nie. No ale skoro dla ciebie to i tak nie jest powód, żeby krytykować to pozdro.

16.05.2011
08:30

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

http://www.youtube.com/watch?v=6QQ8YGf91iY - Utwór chyba jakby żywcem napisany jako odpowiedź na wszystkie informacje od CD Projekt.

16.05.2011
01:02

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

Z całym szacunkiem, w dupie głęboko mam ich problemy techniczne. Jakbym dostał termin kiedy mam im wysłać przelew kasy to by ich nie obchodziły moje problemy techniczne czy inne. Obiecywano mi pod niebiosa, że uruchomię grę o 0:01. I w dodatku szczytem bezczelności było, że o problemach poinformowali łaskawie 2 minuty przed czasem. Sorry, ale jak tak traktują najwierniejszych fanów, to spodziewam się, że jutro w Manufakturze w ramach rekompensaty dostanę bluzę za darmo. O pieniądze nie robię awantury, bo 240 zł to żaden majątek, ale nie znoszę jak ktoś składa obietnice bez pokrycia. I kiedy wreszcie będzie ten kod do DLC!!?


Pracę CD Projektu najlepiej przedstawi wywiad z Talarem:


Ja: Czy CD Projekt pracuje dokładnie?
Talar: Co ty, ochu**łeś?
Ja: Słyszałeś, że CD Projekt przesunął premierę?
Talar: Je**ne gady, słyszałem...
Ja: Czyli rozumiem, że ktoś spieprzył mimo zapewnień w nieskończoność o godzinie premiery.
Talar: Jest ku**a niesamowity. Prawdziwy, chędożony magik.
Ja: Czy masz coś do powiedzenia jeszcze człowiekowi, który obiecywał premierę a teraz udaje niewidocznego?
Talar: Tak. Niewidoczne to będą twoje jajca, jak Ci je utnę i wsadzę w rzyć, matole.

15.05.2011
19:08

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

Nom. Jeszcze niecałe 5 godzin :) Chociaż oficjalna premiera będzie dokładnie za 136258 sekund :P

15.05.2011
14:38

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

A tak z ciekawości zapytam. Mogę wiedzieć, kogo to na dłuższą metę obchodzi, kto popiera tych a kto tamtych? Tutaj chyba o Wiedźminie mieliśmy dyskutować :p A premiera już za 9 godzin i 21 minut :)

15.05.2011
10:20

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

@hemik9 --> to nie tak. Jeżeli ktoś pobiera grę, tylko po to aby sprawdzić czy mu ruszy, a potem wywalić i kupić oryginał, to nie ma w tym nic złego. Powiem nawet, że to bardzo inteligentne ;)
Szmatami są tylko ci ludzie, którzy ściągają grę i ją sobie trzymają, całą przechodzą i nie usuwają, nie zamierzając w ogóle kupić oryginała jeżeli im się podoba.


@luki965 --> Co do Arcanii to powiem Ci, że jako gra jest całkiem niezły, ale już faktycznie bardzo kiepski jako następca Gothica. Zostały tam tylko postacie, chociaż wygląd i zachowanie Rhobara III bije na głowę Beziego z trójki z mordą Hoge'a.
Ale powiem wam jedną rzecz. Arcania to wspaniała gra jeżeli ją porównamy z "Gothic 3: Zmierzch bUgów". W to nie grajcie nigdy! Ja o mało sobie psychiki nie rozwaliłem, przez tych niedorobionych hindusów, którzy talentu w robieniu gier mają tyle co ja w lataniu w powietrzu, machając gołymi rękami.

15.05.2011
08:25

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

@matapek --> Możliwe, że na spotkaniu CD Projektu 16 maja w tych Empikach gdzie będą, będzie można nabyć. Tak mi się wydaje ;)


A co do samego Wiedźmina 2, to jeszcze może przedstawię kilka faktów odnośnie gameplay'u i możliwości w grze :) Spokojnie, żadnych spoilerów fabularnych tu nie będzie, bo sam ich nie znam :P


Zapewne większość z was już to wie, ale i tak napiszę.
1. W grach poza piciem, kośćmi i walką będzie siłowanie się na rękę.
2. Gra w kości różni się od poprzedniczki. Teraz kierujemy kursorem jak chcemy rzucić. Musimy uważać, żeby kości nie wyleciały poza planszę :P
3. Walka na pięści również jest inna. Teraz polega na Quick Time Eventach.
4. O wiele lepiej rozwinięte sceny erotyczne. Co widać po Triss :P
5. System walki na miecze bardziej przypomina walki z Assassin's Creed 2. Teraz nie wybieramy stylu walki, tylko lewym przyciskiem zadajemy ciosy szybkie a prawym mocne, w zależności od rodzaju przeciwnika. Można kiedy się chce blokować ciosy i wymierzać kontry, ale potrzeba do tego punktów wigoru. Sztyletami można rzucać we wroga.
6. Pić eliksiry można w czasie medytowania. Teraz mogą działać jednocześnie tylko 2 eliksiry, a po zdobyciu specjalnej umiejętności - 3.
7. W opcjach dialogowych poza łapówką, pokerem itp. będzie też można użyć perswazji, zastraszyć albo nawet użyć znaku aby wywołać presję.
8. Każda zdolność specjalna ma 2 poziomy. Przykład:

spoiler start


Poziom 1 - Odbijanie strzał mieczem.
Poziom 2 - Odbijanie strzał w stronę przeciwnika

spoiler stop


9. W grze jest około 30 pancerzy
10. W czasie gry nie odwiedzamy 3 dzielnic miasta, ale co najmniej 3 królestwa ze świata Wiedźmina :) Każde różnie się od siebie klimatem.


Takie kilka ciekawostek ode mnie :p

14.05.2011
18:10

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

@up --> jeżeli wiochę stać na model M3 E46 (pewno gówno ci to mówi) to znaczy, że twój poziom w porównaniu z wiochą też jest baaaardzo niski. Czym tam jest widzew to mnie nie obchodzi. A ja nie jestem z Łodzi, mieszkam blisko po prostu. I panie rage wiem, że to pan, bo te same błędy i jeszcze niższy poziom :) A co do tych modeli BMW którymi jeżdżą dresiarze...cóż, to i tak o kilkanaście klas wyżej niż ty i twój tricykl, z którego do tej pory spadasz :D Jak widać, zawsze na łeb, po drodze zahaczając o kamienne krawędzie budynków.

14.05.2011
17:41

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

Leon_Willy --> Wiem, ale zanim to się stanie, to jeszcze trochę go pomęczę świadomością, że niczego w życiu nie osiągnie ;] Wystarczy popatrzeć na jego najnowszy komentarz. Zero argumentów, same wyzwiska i jeszcze próbuje udawać, że ma gdzieś wysokie stanowisko xD Pewno wśród osiedlowych, łysych pasiaków ma wysokie stanowisko, ale w życiu jest ono warte równo 0 i to go boli. No ale masz rację, kolego. Szkoda czasu, niech wie, że nikt nigdy na niego nie zwróci uwagi. Jeszcze zazdrości blokersom, że mają gdzie mieszkać, nie to co on. ;)
rage many --> Upośledzony człowiek to i tak nadal człowiek w przeciwieństwie do ciebie :) Tobie może pomaga zwalenie, ale ja wolę noc z kobietą. Kolejne o czym możesz pomarzyć :D


No ale dobra, koniec już :) Już do premiery bardzo niewiele, a jak dobrze pójdzie, to może jeszcze załapie się jakąś fajną bluzę w poniedziałek. Zapraszam do Manufaktury w Łodzi :) Teraz pozostaje tylko czekać na noc z niedzieli na poniedziałek. Szkoda, że akurat w kolosa, no ale trudno :p Potem przejście i tradycyjnie będzie recenzja ode mnie ;) Jeszcze tylko wcześniej opublikuję reckę Fight Night Champion, bo trzeba wreszcie :p Pozdrawiam, Dh'oine.

14.05.2011
17:18

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

rage ops --> Haha jasne! Umiesz na siebie zarobić, ale nie umiesz ułożyć najprostszych słów bez błędów. Pewno ludziom odstawiasz wózki w marketach i czasem dostajesz to 2 zł. Jak jesteś taki zarobiony to opowiedz o swojej pracy, chętnie posłuchamy. W sensie opisz mi ją dokładnie, czego trzeba przestrzegać i jakie się ma obowiązki. Nie wiedziałem, że istnieje dobrze płatna praca gdzie zatrudniają analfabetę, nie umiejącego normalnie żyć w społeczeństwie. Posłucham chętnie :) Chociaż w sumie to jest bardzo wielka szansa, że pochodzisz z bardzo zamożnej rodziny, bo oni często zapominają wychować dzieciaka. Co widać po tobie. Szkoda tylko, że jak odziedziczysz majątek, to pewnie go przepierdzielisz w jeden rok.
A co do konsoli, to też słucham, podziel się w czym konsole są takie świetne? No wyjaśnij dokładnie. Że gry się nie zacinają? Na kompie też mi się nie zacinają, a dodatkowo mogę sobie zawsze jakieś fajne mody zrobić lub pobrać i inne smaczki, których konsola nie daje. Jak dotąd jedyne gry tylko na konsole co mi się podobały bardzo to Dead Rising, seria Fight Night i Punch-out.


PS: Nie, nie niszczę ludzi. Akurat ludziom życzę jak najlepiej, gdy im się powodzi. Ty się do ludzi nie zaliczasz, więc nie widzę powodu, żeby życzyć ci dobrze. Zwłaszcza, że ty milionom ludzi życzysz źle, którzy pracują za pomocą komputerów. Bez komputera to ty byś w ogóle nie istniał, trollu. Nie mógłbyś spamić i wtedy już nikt by na ciebie uwagi nie zwracał :)

14.05.2011
16:44

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

rage rtl --> Normalnie nie wdaję się w dyskusję z trollami i dziećmi, które są tak biedne, że nawet w słownik nie mogą zainwestować, ale trudno, zrobię wyjątek. Jeżeli chcesz wiedzieć, to na konsolę też są piraci, wystarczy tylko nieco ją przerobić. Poza tym, co ostatnio mają konsole do zaoferowania? Już nawet gry na PC mają lepszą grafikę. Crysis 2 miał mieć jeszcze lepszą, ale musieli zmniejszyć bo konsole nie wyrabiały. W dodatku ostatnie gry na konsole jakie widziałem to tylko przejdź z punktu A do B, ewentualnie zabij coś i 3 godziny później widzisz napisy końcowe. No zajebiste gierki :)
I jeszcze tak przy okazji. Coś tam gadałeś o konsoli, że my możemy tylko zazdrościć. Ja mam PC, Xbox'a 360, przymierzam się do kupienia Wii, Samochód Rover 45 a przymierzam się do BMW M3 E46 i co najlepsze, to wszystko mam dzięki właśnie PC. Co ty osiągniesz w życiu dzięki swojej konsolce? Chyba tylko nieznajomość ortografii oraz życia w społeczeństwie.
No ale nie dyskutuję już z tobą. Nie będę jeszcze bardziej dobijał dziecka wściekłego na cały świat, że nie ma żadnej przyszłości :) Ciesz się, że Cię rodzice utrzymują bo jak tak dalej pójdzie, to za parę lat będziesz musiał tą konsolkę sprzedać, żeby cokolwiek zjeść.
Żeby nie było, nie ubliżam tu konsolowcom. Kieruję to do rage, który po prostu jest zły, że nam się powodzi a jemu nie. I jeszcze jak dla ciebie 200 zł to majątek, (Mało tego, to gruba kasa na wszystko z wyjątkiem gierek na konsolę) to nie mamy o czym gadać, żebraku :p

14.05.2011
09:55

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

mrzams47 --> Spoko, to nic. Ja kiedyś miałem sprawę sądową, bo w Liceum zabiłem mieczem babkę od Matmy. W sądzie musiałem się tłumaczyć, że chciałem ochronić przyjaciół przed Zjadarką.


A dodając jeszcze to jestem ciekaw, czy faktycznie będzie można wybrać Geraltowi fryzurę, taką jaka nam odpowiada. Byłoby fajnie, bo co prawda nie przeszkadza mi nowa, ale poprzednia leżała bardziej. Jednak superowa opcja, że gra zacznie się tak, jak skończyła poprzednia. Ciekawe czy spotkam np. Zygfryda (Bo go nie zabiłem)

14.05.2011
08:41

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

@ecth ---> Na stronie CD Projekt jest napisane ;)


- Warszawa Złote Tarasy - impreza główna! Start o godz. 22:00 na dziedzińcu od ul. E. Plater
- Kraków Rynek Główny 5, start o godz. 22:00
- Wrocław Rynek 50, start o godz. 21:00
- Gdańsk, Galeria Bałtycka Al. Grunwaldzka 141, start o godz. 21:00
- Łódź CH Manufaktura ul. Karskiego 5, start o godz. 22:00
- Poznań ul. Ratajczaka 44, start o godz. 21:00

13.05.2011
07:51

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

Ogame_fan --> Że ja kupiłem EK, to powody są różne. Najprostszy jest taki, że po prostu mnie stać i nie jestem skąpy. 250 zł to nie jest majątek, a zawartość mi się bardzo podoba. Jako fan Wiedźmina mam obie EK i nie żałuję ani grosza, podobnie jak za cały pięcioksiąg Sagi i 2 zbiory opowiadań. Jeżeli kupiłeś wersję Premium twoja sprawa, ale nie ubliżaj ludziom którzy nie są dusigroszami ale fanami, którzy chcą mieć większą kolekcję.

12.05.2011
08:01

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

Ja już wczoraj dostałem mail, że EK zostało wysłane. Dzisiaj przyjdzie :) A co do pytania, czego najbardziej oczekuję poza grą... Chyba jakichś obfitych źródeł informacji, tak jak np. w poprzedniej EK była książka o potworach. Generalnie cała zawartość jest bardzo ciekawa. Trochę brakuje tego medalionu, no ale mamy już go z poprzedniej EK, więc trochę dziwne by było wrzucanie go drugi raz :P A tak to teraz, może zawieszę swój medalion na szyi Geralta z imitacji marmuru :p No i trochę szkoda, że dostaniemy tylko jednego orena. Chciałoby się mieszek :D

11.05.2011
19:50

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

Nie polecam wzorować się na "Can you run it?". Strona ma błędy. Dla przykładu, patrzyłem z ciekawości co mi powie o Arcania: Gothic Tale, który chodzi mi płynnie, a wg. tej strony nie spełniam nawet minimalnych wymagań :D

10.05.2011
15:18

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11174169

Nawet jeżeli ten patch jest eliksirem uzdrawiającym, to i tak nie dam trzeciej szansy temu hinduskiemu wytworowi! Co z tego, że znikną te bugi, skoro wciąż będziemy menelem na posyłki a ratować królestwo będziemy przez zbieranie okruchów chleba i kartek dla Anoga, który gówno zrobił, ale i tak jest teraz ważniejszy w Myrthanie od Beziego. Najgorszemu wrogowi bym nie polecił tego słoniowego gówna z Bombaju, które zrobiły jakieś bezmózgie hindusy z umiejętnościami tworzenia gier na tak zaawansowanym poziomie, jak tworzenie nanotechnologicznych promów kosmicznych w Zimbabwe.

09.05.2011
09:27

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9512616

A niechaj narodowie wżdy postronni znają, że Polacy nie gęsi i swój megahit mają. Pierwsza część Wiedźmina oczarowała mnie, jako wielkiego fana twórczości Sapkowskiego. Nieoficjalna kontynuacja Sagi wyszła bardzo przyzwoicie. Oczekuję, że Wiedźmin 2 będzie równie udany albo nawet o wiele lepszy :) Co mi się jak dotąd spodobało:
- Są poziomy skradankowe na wzór Thief 3. Wyglądają bardzo mrocznie.
- Mocno rozwinięta erotyka (wystarczy popatrzeć na sceny z Triss :P)
- System odczytywania save z poprzedniej części
- Nowa dynamika walki
- (podobno) możliwość wybrania sobie fryzury


Jako olbrzymi fan, tak jak w przypadku jedynki zamówiłem grę w Edycji Kolekcjonerskiej :) Czekamy, a po przejściu dokładnym gry, recenzja. Bywajcie Dh'oine.

24.04.2011
10:00

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=237629

@Ishimura12 --> Owszem, od tego jest forum, żeby wyrażać swoje opinie, ale opinia musi być podparta argumentami. Takie mówienie o starej (ale w dodatku kultowej) grze, że żałosna bo słaba grafa, to udowadnia mi, że ten numer 1999 to jego rocznik. Poza tym zobacz inne jego komentarze. Widać, że albo przedszkolak albo oneciarz.
@Łoker men --> Uważasz, że to było własne zdanie? Czyli jeżeli Cię zwyzywam bez argumentów to też nie będziesz miał nic przeciwko, bo to moje własne zdanie? Pomyśl człowieku dwa razy i naucz się odróżniać własne zdanie od bezpodstawnych, żałosnych wypowiedzi.
@michcio1999 --> Tak jak mówiłem. Mam tu dowód, że urodziłeś się najwcześniej w 1999. Jakbyś zagrał w Fallout w dniu premiery to byłaby to jedna z najlepszych grafik jakie widziały wtedy oczy. Poza tym od kiedy to najważniejsza w grach jest grafika? Chyba tylko dla bezmózgich konsolowców. Fallout 1 ma to czego twoje ukochane współczesne gry w większości przypadków nie mają. Ciekawą, długą fabułę i niepowtarzalny klimat świata po zagładzie atomowej. A co do grafiki to uważam, że nawet dzisiaj jest całkiem przyzwoita i dobrze buduje uczucie życia po wojnie nuklearnej. Jeżeli dla ciebie gra zasługuje na 10/10 jak ma żałosną fabułę na 2 godziny, zero swobody i wieje straszną nudą, ale ma grafikę 4D, to nie mam o czym rozmawiać z takim tumanem jak ty. Tak samo z jakimiś Łoker menami, którzy jeszcze bronią takich ludzi. No ale wśród oneciarzy, pisowców, dzieci neo, moherów i im podobnych prymitywów, zauważa się duży wskaźnik solidarności :)

21.04.2011
08:16

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11180900

A ja mam jakiś dziwny problem z tą grą. Rozwijam mocno potencjał przemysłowy i wszystko fajnie, ale do czasu aż komuś wypowiem wojnę, bądź ktoś mi. Nagle nie wiadomo skąd PP spada wtedy do minimum i całe wojsko szlag trafia. Co się do diabła dzieje? Macie też tak?

31.03.2011
15:26

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9119360

No właśnie też uważam, że gdyby zakończenie było w stylu początku, to byłoby bardzo fajnie. No ale niestety...

31.03.2011
11:16

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9119360

@gackarob --> Zobacz mój post w Fight Night Round 4 :P

30.03.2011
22:20

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9119360

Koreańska okupacja rozrasta się po świecie. Wreszcie dotarła również do mojego domu, żeby zaprowadzić kult wodza. Czy ten wódz okazał się wspaniały, czy też jest to tylko komunistyczna propaganda? Zobaczmy sami.


Zanim zacznę, chciałem powiedzieć, że jakoś byłem lekko sceptyczny do historii tej gry. Korea Północna okupująca USA? Jest na to nie tylko za mała, ale ma też za słaby sprzęt. Co z tego, że ich armia liczy miliony, skoro sprzęt wojskowy jest z lat 50-tych? No ale z drugiej strony doceniam gry które mają swoją własną fabułę, a nie w kółko Normandia. Moje obawy co do gry, spowodowane były też tym, że wciąż mam w pamięci "Turning Point: Fall of Liberty". Chyba najgorszego, najbardziej syfiastego, krótkiego, płytkiego i przereklamowanego gniota wśród FPS-ów. Oczekiwałem oryginalnej gry, a dostałem to co wymieniłem przed chwilą. Bardzo się bałem, że z Homefront będzie tak samo. Jednak okazało się, że gra jest dużo lepsza niż mi się wydawało :) Ale zacznijmy od początku.


Plusy
- Do największych plusów muszę zaliczyć historię przedstawianą w grze. Mamy dokładnie pokazaną opowieść, w formie reportaży i wiadomości telewizyjnych, o tym co się działo w Korei na przełomie lat 2012-2027. Bałem się, że bez wyjaśnień trafimy w wir walki, ale na szczęście twórcy uświadamiają nas jak doszło do inwazji na USA. Co prawda niektóre rzeczy są absurdalne, ale widać, że postarali się z wyjaśnieniami całej akcji.
- Kolejny MEGA plus jaki muszę wymienić, to przedstawienie okupacji. Tutaj muszę przyznać, że w jeszcze żadnej grze nie widziałem tak świetnie odwzorowanej brutalności okupacji i wrogiego reżimu. Żołnierze Korei Północnej (A raczej tutaj Wielkiej Koreańskiej Republiki) dokonują tak strasznych rzeczy, że patrząc na to byłem naprawdę wstrząśnięty. Nie raz zatrzymywałem się i okazywałem minutę ciszy, mimo patrzenia na zwykłą wirtualną grafikę.

spoiler start

Na porządku dziennym widzimy jak żołnierze Koreańscy zabijają rodziców na oczach małego dziecka. Jego płacz naprawdę uderza w serce. Wszędzie widzimy powieszonych cywilów na wieżach i słupach, zniszczone domy, helikoptery bombardujące bezlitośnie strefy mieszkalne i koparki wysypujące niczym zwykłe śmieci, setki ciał zamordowanych bestialsko ludzi, do zbiorowych mogił. Krzyki przerażonych kobiet i ciągły strach. Będąc w obozie pracy w jednej misji, do tej pory mam w oczach około 7-letniego chłopca, który podszedł i błagał o jedzenie, mówiąc, że od kilku dni nic nie jadł.

spoiler stop

Mówię poważnie, jeszcze nigdy żadna gra tak mną nie wstrząsnęła, pokazując jak straszliwą rzeczą jest okupacja. Daje to do myślenia, co muszą obecnie przeżywać obywatele Korei Północnej. Na naszych oczach rozgrywa się piekielny dramat. Tutaj twórcy zasługują na ogromnego plusa.
- Następnym plusem mogę obdarzyć grę za smaczki jakie pojawiły się w grze. Twórcy naprawdę się postarali i widzimy dzięki temu, że przebywamy w okupowanym kraju. Tabliczki z angielskimi i koreańskimi napisami, graffiti na murach nawołujące do walki. Nawet pamiętam, że w obozie partyzantów znalazłem książkę zatytułowaną "Fight after fall" (Walka po upadku), co mimo, że drobne to jednak cieszy :) Tak samo w grze można znaleźć 61 gazet, gdzie można poczytać artykuły o historii Korei Północnej w latach 2012-2027. Bardzo fajny smaczek i można poczytać wiele ciekawych informacji. Ten punkt również mocno podwyższa ocenę grze ;)
- Kolejnym plusem jest to, że gra właściwie nie nudzi. Jest naprawdę sporo akcji i jest bardzo widowiskowo. Co prawda o wiele większe wrażenie robią początkowe misje, ale i tak można akcję zaliczyć do plusów.
- Jeszcze chciałem dodać, że bohater ( bardzo rzadko, ale jednak) mówi. Nienawidzę jak w grach bohater jest totalnym niemową. Wtedy czuję się jakbym grał jakimś totalnym niedorozwojem, co nawet już down umiejący przynajmniej wypowiedzieć: Buebebueah. jest mądrzejszy.
Minusy
Niestety poza punktami gdzie twórcy odwalili kawał wspaniałej roboty, są też fragmenty gdzie zrobili prawdziwą kaszanę. Oto minusy jakie mogę wymienić. Zacznę może od najbardziej błahego.
- Błąd w historii. Twórcy postarali się naprawdę z fikcyjną historią Korei Północnej, ale sorry bardzo. Był moment "Japonia kapituluje przed Koreą". Sorry bardzo, ale Japonia prędzej by dała się zatopić niż skapitulowała. To kraj o straszliwie wysokim poziomie honoru i oddania ojczyźnie. Prędzej bym uwierzył, że Korea siłą i brutalnością przyłączyła Japonię niż, że kraj kwitnącej wiśni skapitulował.
- Jedna rzecz która mnie bardzo zirytowała to, że gdy gramy w grę, to mamy nieaktywne opcje graficzne. Trzeba wyjść do menu głównego i dopiero wtedy można zmieniać opcje grafiki. Nie rozumiem naprawdę takiej polityki, bo nie mogę znaleźć ani jednego argumentu co by przemawiał za tym, że musiałbym częściej wyłazić do menu.
- AI przeciwników stoi na strasznie niskim poziomie. Chcecie przykładu? Proszę bardzo. Najlepszym na to dowodem był oddział żołnierzy Koreańskich który ze mną walczył. Rzuciłem w ich stronę granat, a oni jakby tylko na to czekali, pobiegli w miejsce gdzie ten granat wylądował i stanęli na nim, po czym wszyscy zginęli. Czegoś takiego uczą w wojsku? Poza wrogami to również nasi kompani często mają jakieś problemy. Np. raz miałem dwóch kumpli i mieliśmy na trzy, cztery rozwalić oddział 4 Koreańców. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie to, że po odliczeniu trzy, cztery tylko ja strzelałem i sam jeden zabiłem wszystkich czterech. Tamtych dwóch partyzantów mogło równie dobrze nie być...
- Grafika wg. mnie stoi na przyzwoitym poziomie, ale tragicznie wygląda ogień z karabinów. Naprawdę, lepiej chyba już to wyglądało w Medal of Honor: Allied Assault. Czasami odnosiłem wrażenie, że wygląda jakoś cukierkowo.
- Jest w tej grze jedna rzecz, co w FPS'ach mnie cholernie irytuje. Wróg bardzo często używa granatów i w sumie to normalne. Ale nie to mnie wkurzało. Co zatem? A to, że wszystkie te granaty zawsze leciały tylko w moją stronę. Zupełnie jakbym na tle innych partyzantów fosforyzował w ciemności. Nienawidzę w grach jak wróg z tłumu widzi tylko ciebie.
- Niewidzialne ściany. Ja nie wiem jak w tych czasach można jeszcze coś takiego robić. Tutaj gra jest liniowa aż do bólu. I ten system - Nie możesz przez to przejść, zanim wszyscy inni nie przejdą, bo ty jesteś ciota i masz być na końcu.
- Twórcy chyba mieli poważny problem z edukacją o czasie. Dlaczego? Przytoczę fragmencik jednej misji. Wychodzę rano do obozu partyzantów. Słoneczny, piękny poranek. Miły nastrój itd. ale trzeba zejść do tunelu, co nas wyprowadzi na inną dzielnicę. No to schodzę do tego tunelu i jakieś 20 sekund później wychodzę na powierzchnię. Więc co w tym dziwnego? A to, że nagle zrobiła się noc! W południowo-zachodnim USA dzień trwa tylko minutę!? Jakim cudem oni tam funkcjonują.
- Słabe kule. Tak jest, jak na bronie z roku 2027 to kule są naprawdę słabe. Koleś krył się za zwykłymi deskami i za nic nie można było go zabić. A chyba najlepsze jak wyskoczył mi koleś z łysą czaszką. Posłałem mu serię prosto w łeb i....przeżył!! (sic). Widocznie miał kamizelkę kuloodporną wszytą pod czaszkę.
- Checkpointy. Jest ich dużo, ale czasem są totalnie beznadziejne. Masz checkpoint, wybiegniesz, robisz rozwałkę, biegniesz w nowe miejsce, przestawiasz, walczysz i dalej biegniesz, a potem nagle dostaniesz kulkę. Musisz wszystko zaczynać od nowa. Było to bardzo irytujące.
- Sterowanie wojskowym samochodem. TRA-GE-DIA! Jak jedziesz to obsługujesz CKM. Jednak koleś który kieruje tak strasznie wykręca wozem, że czasem niemożliwe jest trafienie we wroga. Obraz Ci śmiga przed oczami, a ty nawet nie wiesz co się dzieje.
- Zakończenie i długość. Niestety, tak jak cała historia mnie oczarowała, tak zakończenie mnie rozczarowało. Nie podam żadnych szczegółów, ale powiem, że jest to najbardziej znienawidzony przeze mnie rodzaj zakończeń, z rodzaju "Sam się domyśl co było potem". Jak już postarali się ze wstępem, to mogli równie dobrze postarać się z zakończeniem! A tak to wykonaliśmy zadanie, słyszymy reportera i co dalej ze światem, USA i Koreą? Sam musisz sobie wyimaginować. Sorry, ale ja chcę szczegółów. Takie zakończenia są wg. mnie na odwal się i do widzenia. Niestety tutaj będzie mocny minus. Dodatkowo muszę powiedzieć, że przejście całej gry zajęło mi 7 godzin. Nie tak mało jak na FPS, ale chciałoby się o wiele więcej.


Moja ocena? 6/10 Gra ma plusy i minusy. Nie jest arcydziełem i raczej tak do przejścia na raz. Ale na pewno wyróżnia się bardzo od innych gier, gdyż w mistrzowski sposób pokazuje tragedię okupacji i realia reżimu w Korei Północnej. Jeżeli by mnie ktoś zapytał czy do gry warto wracać, to odpowiedziałbym - do pierwszych kilku misji owszem, ale dalej już nie za bardzo. Nie każdemu pewno ta gra przypadnie do gustu, jednak uważam, że mimo swoich wad warto w nią zagrać, dla samego przerażającego widoku zbrodni i terroru jaki prawdopodobnie istnieje naprawdę za odcinającymi od świata murami i drutami kolczastymi stanowiącymi granice Korei Północnej. Przy okazji polecam obejrzeć polski film dokumentalny - "Yodok Stories"

15.03.2011
07:37

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11140829

8 godzin? To jest niby dużo!? Wiedziałem, że będzie to kolejna gra która stawia tylko na Multi. A ja mam w dupie jakieś zasrane multi. Dla mnie liczy się fabuła! Co mi po jakichś mapkach gdzie wyskoczę z kilkoma, w kółko skaczącymi graczami!? Można zrobić dobry Multi ale nie daje to pretekstu żeby olać Singla (którego przecież w kółko reklamowano przez zarys fabularny).
Dobra, jeszcze zgodzę się na te osiem godzin. Ale wtedy i tylko wtedy jeżeli przerywniki filmowe wyjaśnią mi wszystko! To jest, jak doszło do inwazji, co się działo w Korei przed i po inwazji i co się dzieje z Koreą i resztą świata po przejściu Kampanii. Jeżeli zobaczę po skończeniu gry coś w rodzaju że się kilku Jankesów cieszy a potem od razu The End, to ocena baaaardzo pójdzie w dół. Dlaczego? Bo takie coś było w najgorszym FPS-ie wszech czasów - Turning Point: Fall of Liberty. I jeżeli jakaś gra mi w jakimś stopniu przypomina tą przed chwilą wymienioną, to odczuwam ogromny niesmak do niej. No ale pozostaje czekać.

13.03.2011
20:25

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9119360

TobiAlex -> Jeżeli w twoim mniemaniu ściągnięcie gry żeby ją przetestować a po jakimś krótszym czasie grania usunąć, by mieć pewność czy warto kupić jest złodziejstwem, to już wolę być złodziejem niż głupkiem, który wszystko kupuje w ciemno. Aha, nikt mi nie każe tego kupować? No to niech żaden gracz nie kupuje. Twórcom na pewno to nie będzie przeszkadzać :)
I nie drzyj na mnie mordy, panie poprawny, bo NIKT CI NIE KAŻE MI ODPISYWAĆ! Nie kradnę gier. Pobieranie dla testu nie jest żadną kradzieżą. Ściągnięcie i trzymanie sobie, to JEST kradzieżą. Ale nie ma nic złego w tym jak ktoś pobierze i po prostu przetestuje czy warto wykasować i kupić oryginała czy gra okaże się kiepska, więc wywalić i nigdy do niej nie wracać. No ale pan pewno wszystko non-stop kupuje w ciemno, nawet jak gra kosztuje 200 zł. i wszędzie ma opinię żałosnej i krótkiej. Ale to już pana sprawa :) Dla ciebie to co ja robię może być złodziejstwem, ale dla mnie to co ty robisz to głupota.

12.03.2011
08:58

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9119360

tigeR91 -> To co robisz niekoniecznie musi być piractwem ;) Można kogoś nazwać piratem/złodziejem jeżeli ściąga grę i ją sobie trzyma do grania. Wtedy tak. Jednak nie nazywałbym piratem (raczej inteligentnym człowiekiem) kogoś kto pobiera grę żeby ją przetestować. Sam tak robię, bo dzisiaj wiadomo jakie mamy ceny i długość gier. Ja mam zamiar tak samo zrobić z Homefront. Pobiorę, sprawdzę i jeżeli będzie fajna gra to usunę i kupię oryginał. Jeżeli jednak będzie kiepskie i po pierwszej godzinie będę miał za sobą już 45% gry to nie dziękuję. Nie dam zarobić złodziejom (tak jest. Wtedy to twórca/wydawca jest złodziejem bo sobie jaja robi, chcąc taką kasę za wersję demo).
W każdym razie jeżeli dla kogoś piractwem jest samo ściągnięcie gry, nawet tylko dla testu, to znaczy, że ma coś nie po kolei, albo próbuje udawać na forum jaki to on czysty i szlachetny (a przy tym głupi, bo wszystkie gry kupuje w ciemno). Pozdrawiam ;) Na Homefront'a czekam z niecierpliwością, bo nareszcie jakiś nowy temat, więc warto się tym zainteresować. Jednak cały czas się boję żeby nie było z tym tytułem tak jak z Turning Point: Fall of Liberty. No ale pożyjemy, zobaczymy ;)

11.03.2011
20:33

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9119360

JaxXxo -> I uważasz kampanię na 3 godziny za coś co jest w porządku? 120 zł mogę owszem zapłacić. Ale pod warunkiem że 10 zł. za każde dwie godziny gry, co najmniej. Dla mnie fabuła to jedna z najważniejszych rzeczy w grze. Dlatego jeżeli ktoś robi grę z założeniem tylko na multi to dziękuję bardzo.
PS: Powiedziałem 160-230 zł. bo liczę razem z całą masą (przeważnie kiepskich) DLC które potem wychodzą.

10.03.2011
16:38

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9119360

monopolista -> To jak byłbyś tak dobry, pozamykaj wszystkich polityków i twórców/wydawców pokroju EA Games co za byle jaką grę na 3-4 godziny domagają się średnio 160-230 zł.

09.03.2011
08:55

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9119360

W dzisiejszych czasach, takie coś jak liczebność wojska, to jeden z najmniej ważnych czynników skuteczności armii. Korea Północna może i ma (razem z rezerwistami) około 9 milionów żołnierzy, jednak jej problemem jest zacofanie technologiczne. Większość sprzętu wojskowego pochodzi z czasów II Wojny Światowej. Także mimo swej militarnej natury, Korea Płn. pod względem nowości sprzętu wypada tragicznie przy USA.
Poza tym, nawet to 9 milionów żołnierzy (z czego tylko 1,2 miliona to tacy co mają doświadczenie wojskowe) to za mało żeby okupować kraj zamieszkany przez ponad 300 milionów ludzi.


Dobra, wiem że to tylko gra, gdzie wszystko jest możliwe, ale niektórzy tutaj powołują się na fakty, więc też napisałem swoje. Korea to może i bardzo militarny kraj, ale wciąż nie ma żadnych szans na okupowanie całego USA. A poza tym te wszystkie informacje o rzekomej potędze KRL to nie wiadomo czy nie kolejna propaganda Kim Dżong Ila.

05.03.2011
11:08

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8711007

Lukas172_Nomad_ --> Powiedz, jaką ty byś chciał fabułę będącą arcydziełem w grze o Zombie? A poza tym skąd wiesz że jest pusta, skoro sam się przyznałeś że NIE GRAŁEŚ? Nie wiem jakiej ty rozgrywki oczekiwałeś od gry o Zombie, skoro logiczne że będzie tu chodziło o przetrwanie. A poza tym w całej fabule Dead Rising chodzi o coś więcej niż tylko rozwalanie Zombie. Byś się dowiedział co tak naprawdę bohater musi rozwiązać, gdybyś łaskawie zagrał ( i przeszedł) a potem dopiero komentował, a nie tylko po obejrzeniu obrazków i rozwałek na YT.

05.03.2011
10:59

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11128710

Taa, tylko że łaskawie mogliby wreszcie podać jakieś lepsze informacje niż tylko "Thief 4 powstaje". To super, podobno Polakom też żyje się co raz lepiej i co raz więcej autostrad powstaje. Jakieś informacje wypada podać, bo tak sobie powiedzieć że powstaje to każdy jeden może.

17.02.2011
19:48

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11086407

yasiu --> no to prawda. Ale myślę że większość ludzi to by na widok Zombie nie wpadała w szał, tylko spieprzała albo mdlała :P Chyba że byliby w tej sytuacji na tyle długo że by się z tym wszystkim jako tako oswoili. Wtedy się zgodzę ;)

17.02.2011
19:46

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11086407

U.V. Impaler --> Nie no, tutaj też się zgadzam że realizm raczej bije na głowę poprzednie gry o Zombie :) Jednak mam nadzieję że da się tą grę przejść na różne sposoby, bo wtedy będzie fajnie ;) Fani eksterminacji będą zadowoleni oraz fani survivala. Dla każdego coś dobrego ;) No i mam nadzieję że nie zrezygnowali z ciekawie zapowiadanej fabuły, systemu - Skóra, mięśnie i kości oraz z Zarazy rozprzestrzeniającej się stopniowo po wyspie :)

17.02.2011
19:36

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11086407

yasiu---> W opisie jest "Gatunek - Przygodowa/Survival Horror". Ale w sumie to bardziej miałem na myśli survival :P Chodziło mi o to że wg. mnie fajniej będzie jeżeli będziemy musieli zrobić wszystko żeby przetrwać. Żeby broń Boże nie było tak że łapiesz z przyjaciółmi za siekiery i robisz pogrom setek Zombie, bo dla mnie takie coś już było zdecydowanie za dużo razy. Walka o przetrwanie poprzez ucieczki, barykadowanie się itp. jest wg. mnie fajniejsza ;) No bo przecież gdybym chciał w szale powycinać setki Zombie to bym odpalił L4D albo Dead Rising ;)

17.02.2011
19:26

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=11086407

Czekam na tą grę od dawna i na pewno ją kupię. Również widziałem zwiastun i podobał mi się bardzo. Uważam że będzie to jedna z lepszych gier o jednym z moich ulubionych tematów - Zombie. Jednak szczerze mówiąc niektóre pomysły mi się średnio podobają. Murzyn który wpada w szał i gołymi pięściami eksterminuje zombie? Kilka ocalałych, rodzaje zombie, bossowie. Trochę za bardzo zajeżdża mi to Left 4 Dead. Jak dla mnie lepiej by było gdyby każdy bohater był zwykłym cywilem, raczej nie za dobrze posługującym się bronią. Żebyśmy czuli że ciężko przeżyć. Takie "czarne pieści zagłady" obawiam się że trochę popsują klimat horroru, bo najpierw autor pisze że ma dosyć gier gdzie zabijanie Zombie to zabawa, a potem okazuje się że tu też się to do tego skłania. Oby nie. Ale czekam z niecierpliwością ;)

09.02.2011
08:36

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10108057

lanB -> Popieram że piractwo to złodziejstwo, jednak uważam że nie ma nic złego w tym jak ktoś ściąga grę żeby ją przetestować, czy faktycznie nadaje się żeby ją kupić. Wtedy przynajmniej ma pewność że nie wyda pieniędzy w ciemno (Bo wtedy można by powiedzieć że złodziejami byli twórcy). Tak to pobiera, przechodzi trochę i jeżeli fajna to usuwa i kupuje oryginał. Faktycznie, co innego jeżeli pobiera i trzyma sobie, bez zamiaru kupowania oryginału. Wtedy można to nazwać złodziejstwem.
Jednak szczerze, czasami wydawcy sami sobie są winni takiej skali piractwa. Powiedz mi, kupiłbyś grę za 119-130 zł. albo na konsolę za 200-250 zł. żeby ją przejść w 4-5 godzin i odstawić na półkę? Ja bym na pewno takiej kasy nie wywalał na pół dnia zabawy.

28.01.2011
13:53

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=3638143

Scarface - The world is Yours jest grą która śmiało może uchodzić za konkurenta dla GTA: Vice City. Chociaż założeniem była raczej walka o pierwszeństwo z "Godfather'em" (który wg. mnie przez Scarface'a został ładnie zaopatrzony w betonowe buciki i zrzucony do rzeki), to przez bardzo podobne klimaty, natychmiast zaczęły się porównania do dzieła Rockstar'a. Moim skromnym zdaniem gra wyszła naprawdę świetnie i wciągnęła mnie o wiele, wiele mocniej niż słynne Vice City. Dlaczego? Już wyjaśniam. Jednak zanim opiszę wrażenia z gry, wyjaśnię jedną rzecz. Mianowicie, żeby móc oceniać z czystym sumieniem tą grę, to obowiązkowo TRZEBA NAJPIERW OBEJRZEĆ FILM! ;)


Przywitajcie się z moim małym przyjacielem
Zacznijmy od tego że twórcy gry pozwolili sobie na małą modyfikację scenariusza. Gra kończy się tam gdzie skończył się film z Al'em Pacino w roli głównej.

spoiler start

Tony Montana z legendarnym okrzykiem "Say hello to my little friend!" walczy w swej posiadłości przeciwko zbirom Sosy. Udaje mu się wyjść z tego cało i uciec, ale całe jego imperium narkotykowe obraca się w ruinę. Celem Tony'ego jest odbudowanie swojej potęgi w Miami, oraz bezwzględna zemsta na Aleksie Sosy.

spoiler stop


Świat należy do Ciebie
Oddany nam w grze świat, oddaje nam pełną swobodę działania. Mamy bardzo ładnie odwzorowany klimat miasta Miami. Obecne są niemal też wszystkie lokacje z filmu, dzięki czemu fani "Scarface'a" na pewno będą zadowoleni ;) Mamy dostęp do takich miejsc jak banki, restauracje a nawet jeden bank spermy. Po co? O tym później ;)
Miastem Miami zawładnęły gangi. Montana ma całą masę roboty na drodze do odbudowania swojego imperium. Poza Miami, do naszej dyspozycji będą również wyspy, z których zaopatrywać możemy się w kokainę do sprzedania. Jest ona podstawą zarabiania grubej forsy. Systematyczne zajmowanie miasta, wykańczanie konkurencji, wykupywanie sklepów, klubów i firm to główny cel gry, obok zemsty na Sosie.


Jestem Antonio Montana
Główny bohater to kawał dobrej roboty twórców. Komputerowy Tony jest niemal idealnym odbiciem filmowego, granego przez Al'a Paciono. Brutalność, dążenie do władzy za wszelką cenę, bardzo ostry język i skłonność do agresji. To ten sam Tony Montana którego pamiętam z filmu ;) Aktor użyczył mu twarzy, jednak wbrew pozorom, głos podkłada ktoś zupełnie inny. Jednak brzmi niemal identycznie jak Pacino i spisał się naprawdę rewelacyjnie.
TERAZ UWAGA. Ktoś narzekał że Montana nie może zabijać przechodniów. Oto mamy przykład człowieka który nie oglądał filmu. Gdyby oglądał, to wiedziałby że Tony nie miał problemów z zabijaniem wrogów, jednak brzydził się krzywdzeniem osób niewinnych i nie mających nic wspólnego z "interesami".
Ciekawą umiejętnością Tony'ego jest "stan furii". Bohater w czasie walki napełnia pasek Rage. Gdy osiągnie max a my naciśniemy odpowiedni przycisk, bohater wpada w szał i zabija każdego przeciwnika w zasięgu broni, rzucając mnóstwem bluzg znanych z filmu ;) Skoro poruszyliśmy kwestię wymowy Montany, to ciekawym smaczkiem jest to że bohater może zwracać się do przechodniów, czego nie umiał Tommy Vercetti (Swoją drogą opierany na Montanie).
Bohater ma dostęp do ciekawych broni, jak chociażby, znany fanom filmu, M16 z granatnikiem M203. Jednak aby zdobyć te bronie trzeba się trochę napocić :P W czasie walki bohater zdobywa również tzw. "Jaja". Im ostrzejsza walka, tym więcej punktów jaj. Odwiedzając później bank spermy, można wymienić "jaja" na kasę :p


Ciężko na tą forsę pracowałem
Kasa w grze "Scarface" to jeden z głównych punktów przy których ta gra bije na głowę Vice City. Pamiętacie pewno że Tommy V. zarabiał miliony, jednak na dłuższą metę nie było za bardzo na co tego hajsu wydawać. W "Człowieku z Blizną" mamy prawdziwe pole do popisu. Tony może unowocześniać swoją potężną rezydencję, dokupować nowe meble, ozdoby, atrakcje, a także samochody, wzmacniać inwestycje, wynająć własnego szofera i wiele innych. Z forsą zawsze jest co robić ;) Wspomniany wcześniej szofer, również jest bardzo fajną sprawą. Nie musimy tak jak w GTA wciąż kraść co to nowych samochodów. Zamiast tego łapiemy za komórkę, wzywamy szofera i po chwili przyjeżdża naszym luksusowym autem. Dzięki temu wszystkiemu co wymieniłem wcześniej, nigdy nie czujemy że pieniędzy mamy za dużo. A to jest plus, bo nie rozleniwiamy się ;)


Zatańczymy?
Kolejnym mocnym plusem gry jest muzyka. Jestem fanem lat 80-tych i tutaj moje oczekiwanie zostało zaspokojone całkowicie ;) Mamy całą gamę Rock'a, Dance, Hip-Hopu, Reggae czy innych gatunków, w tym nawet "muzykę z filmu". Osobiście uwielbiam utwór "Push it to the Limit" (W filmie leciał gdy Tony otwierał swoją posiadłość) i słuchałem go na okrągło. Tutaj kolejny plus w stosunku do GTA. Nie musimy jechać samochodem żeby słuchać muzyki. Możemy zawsze włączyć ją gdy nam się podoba. Nawet będąc daleko od cywilizacji, na nogach. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie żeby wrzucić do gry swoją własną muzykę ;) Jednak muszę uprzedzić że Rammstein albo Sabaton, mogą niestety popsuć klimat lat 80-tych gry.


A macie tygrysa?
Niestety, żadna gra nie będzie chyba idealna. Na początek do wad mogę wymienić, że gra momentami strasznie frustruje. Zwłaszcza gdy rozprowadzasz narkotyki po swoich terenach. Czasem trzeba bronić jakiegoś miejsca, które zostało zaatakowane. Polega ono na dojechaniu tam jak najszybciej, rozprawieniu się z atakującymi, których bywa sporo, odbudowie uszkodzeń no i przeżyciu tego. Jeżeli nie dojedziesz na czas, rozwalone jest całe miejsce. Chyba każdy się domyśla że to mocno obniża dochody.
Kolejną rzeczą jest to że poza wątkiem głównym, misje poboczne z czasem mogą zacząć nużyć i męczyć. Wyganianie wrogiego gangu ze swoich terenów po raz 50-ty robi się nudny.
Aha i nie daj Boże jeżeli goni Cię policja! Jeżeli uciekniesz na czas to wszystko gra, jednak jeżeli pasek dojdzie do końca i wyskoczy na ekranie napis "Masz przeje**ne" to wiedz że naprawdę masz. Wtedy nie da się uciec i rzuca się na ciebie cała artyleria Miami.
Ogółem za najgorszą wadę uznaję to że później misje poboczne są monotonne, ale tak to nie mam już chyba nic do zarzucenia.
Moja ocena gry to mocne 9/10. Polecam każdemu kto lubi tego typu gry, jednak polecam też aby przed zagraniem w grę obejrzeć film. Zdecydowanie lepiej wtedy jest się obeznanym w sytuacji ;)

16.01.2011
22:16

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9937442

Fifa to gra po prostu wymarzona dla EA Games - Komerching everything. Dlaczego? Dlatego że jest to gra z rodzaju "Jak wydawać co roku tę samą grę z podrasowaną odrobinkę grafiką i domagać się za nią grubej forsy". Niestety, ale między ostatnimi Fifami to poza numerkiem w nazwie to nie widzę za bardzo różnicy. A już na pewno takiej żeby płacić takie sumy jakich domaga się EA Games.

07.01.2011
22:42

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8432335

Koktajl Mrozacy Mozg ---> Chcesz wiedzieć w czym Mafia II przebija GTA IV? Proszę bardzo, już Ci mówię.


1. Samochody są o wiele lepiej dopracowane pod względem ciężkości, zawieszenia jak i mocy drzemiącej w każdym modelu. Dodatkowo większy realizm, taki jak tankowanie, możliwość naprawy samochodu bez zmieniania koloru czy bardzo wiele opcji tuningu. I NAJWAŻNIEJSZE - 10 razy lepsze hamulce.
2. Policja reaguje odpowiednio na przestępstwa. Mandat, Areszt lub Ostrzał. I można policję przekupić, a po zgubieniu jej jeszcze czasem trzeba zmienić ubiór lub rejestracje.
3. Playboy'e - na pewno o wiele fajniejsza rzecz niż Gołębie.
4. Ruch drogowy - W Mafii 2 jest to dobrze zrobione. Kierowcy przestrzegają przepisów, nie wpieprzają Ci się przed nosem na twój pas i NAJWAŻNIEJSZE - Tu nie ma tak że jak odwrócisz kamerę to Ci się znikąd pojawi samochód. W GTA IV na porządku dziennym są karambole, stłuczki, nieprzestrzeganie zasad ruchu itp. Poza tym w Mafii 2 można jechać zgodnie z ograniczeniem a nie zawsze ponad setką.
5. Radio - poza muzyką, nadaje również historyczne wiadomości ze świata.


Uważam że od tych stron Mafia 2 bije GTA IV na głowę. Ale to wciąż są dwie moje ulubione gry o tej tematyce, więc proszę bez spin ludzie. Uwielbiam obie te gry.
I żeby nie było. Nie napisałem tego komenta żeby Ci nawtykać ;) Po prostu odpowiedziałem na Twoje pytanie. Owszem GTA IV ma sporo cech którymi bije Mafię II, jednak również Mafia II ma cechy którymi bije GTA IV. Pozdrawiam ;)

30.12.2010
22:57

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8711007

Lukas172_Nomad_--> No widać że nie grałeś w tą grę, albo jeżeli to pewno kilka minut. Otóż gra MA fabułę i to całkiem dobrą, tylko że trzeba iść jej śladem. Ty jeżeli grałeś, to zapewne fabułę olałeś a oglądałeś tylko świat gry i zabijałeś zombie. Tak też się da grać, ale wtedy się nie dziw że gra wydaje Ci się pozbawiona fabuły. I od kiedy to gry z Zombie mają być śmieszne? To że Stubbs the Zombie był w klimacie komedii, nie znaczy od razu że reszta też taka ma być. Dlatego proszę Cię nie wciskaj ludziom kitu że gra to sama rozwałka. Zombie w tej grze są po to żebyś czuł że walczysz o przetrwanie i życie córki Bohatera. A gra MA sensowną fabułę, tylko że trzeba iść jej śladem.

29.12.2010
19:44

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=2261230

Ja rozumiem nie lubić gry za dopracowanie, kiepską fabułę czy coś w tym stylu. Ale czepiać się gry z 1999 roku za to że ma kiepską grafikę to sorry :) Może jeszcze powiesz dzieciaczku że GTA IV jest lepsze od II tylko dlatego że grafa lepsza? :D Dziecko, nie chcę Cię obrażać, ale dorośnij. W roku w jakim ta gra wyszła, to miała naprawdę cudną grafikę. Wtedy nie było Crysisa ani Xbox 360. A ty nagle wyjechałeś w 2010 roku do gry z 1999 że ma kiepską grafę i za to jest beznadziejna. Jak kupujesz książkę (wątpię) to też mówisz że beznadziejna bo ma głupią okładkę?
Aha i powiem Ci jedno. Większość tych gier z beznadziejną grafą to właśnie wciąga na długie godziny dzięki niezapomnianej fabule, klimatowi i co najważniejsze długości. Popatrz sobie na większość dzisiejszych gier. Wywalona w kosmos grafa i nic poza tym. Gry do przejścia w 3 godziny, fabuły płytkie i oklepane jak jasna cholera. Jak podobają Ci się takie gry to pozostawiam to bez komentarza :p I broń Boże nie graj w TES III: Morrowind. Co z tego że genialna fabuła, historia, świat i nieograniczone możliwości? Tam taka beznadziejna jest grafa że cała gra na 0/10! :p :p

28.12.2010
19:44

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10937996

Nie wiem czy recenzent dokładnie przeanalizował tą grę. Mianowicie wcale nie zaczyna się w roku 1647. Zaczyna się w 1655 tak jak podstawka. To taki Warband dla Ogniem i Mieczem.

28.12.2010
19:32

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=5027166

sztabantypiracki ---> A Sztab Graczy informuje że osoba zasypująca wątki, fora, tematy itp. w kółko jednym, uprawia przestępstwo internetowe zwane potocznie - Trollingiem. Ponadto nabijanie sobie na forum wysokiej rangi poprzez kopiowanie w kółko tego samego tekstu to tzw. - Lamerstwo i Noobstwo. Ale swoją drogą dobry pomysł, podszyć się pod organizację i nabijać wysoki poziom.

28.12.2010
11:50

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=4526599

Gra jest na pewno dobra. Moja ocena 7/10, jednak mam jej bardzo dużo do zarzucenia. O plusach nie będę się rozpisywał. Największym jej plusem jest fabuła. Lubię tematy wyścigów ulicznych, a tutaj cała opowieść prezentuje się bardzo dobrze. Ilość przeciwników z czarnej listy jest odpowiednia. Nie za mało ale też nie za dużo. Grafika i modele samochodów też mi się bardzo podobały. Ogółem od strony fabuły, grafiki czy muzyki nie mam się czego czepiać. Wszystko jest dobrze zrobione.
Natomiast gra ma wiele cech które mnie, za przeproszeniem, wkur***ją. Na początek muszę powiedzieć że przeciwnicy są tutaj faworyzowani i wspomagani jak cholera. Mam wrażenie że ta gra była zrobiona nie dla graczy ale wyłącznie z myślą o mistrzach świata, fanatycznie grających w NFS-y. Na drodze wyścigów trafiasz na takie rzeczy jak słupy, bardzo ostre zakręty, zygzaki, cywilne samochody itp. Przy takich prędkościach jakie są w grze, stanowią one cholernie ciężkie i wkurzające przeszkody. Jednak one są tylko dla Ciebie. Wróg oczywiście świetnie sobie z nimi radzi! Zawsze wyminie w cal, wykręci, wyrobi na zakręcie, na nic nie wpadnie i oczywiście przy tym ani troszkę nie zwolni!! A nawet jeżeli już na coś wpadnie to nie minie sekunda a wróci na trasę i w 3 sekundy osiągnie 200 na liczniku!
Ludzie ja rozumiem wyzwanie wyzwaniem, ale ku**a trzeba znać umiar! W tej grze to ja chyba nie ścigam się z kierowcami, bo żaden człowiek przy prędkościach ponad 300 nie byłby w stanie tak perfekcyjnie operować za kółkiem jak przeciwnicy w tej grze!
Dodatkowo rodzaj wyścigów oznaczony czerwoną flagą (nie pamiętam nazwy) to chyba najgorszy rodzaj jaki widziałem. Trzeba pilnować szybkości, dobrze zmieniać biegi żeby nie przegrzać silnika, zmieniać pasy uważając na setki samochodów cywilnych, manewrować....No cholera ludzie! Nie jestem w stanie mieć uwagi na 80 tysięcy rzeczy naraz! Dodatkowo wszystko tak naciągane jak jasna cholera! Jechałem jednym pasem, z bocznej wyjechała ciężarówka i mnie zniszczyła. Potem jechałem najbardziej wysuniętym na lewo i wtedy oczywiście ta ciężarówka zdążyła już na ten pas dojechać i mnie znowu zniszczyć. Albo wyjeżdżam z ostrego zakrętu na 4 pasmowej drodze i oczywiście w całej okolicy żadnego samochodu tylko na moim pasie i mnie spowolnił!
Jest jeszcze jedna rzecz której się uczepię. Mianowicie, nie wiem po cholerę w tej grze jest tzw. "ulepszanie osiągów Samochodu" skoro to właściwie polega na tym że ulepszasz osiągi przeciwnika -.- Masz Audi to on ma Porshe, ale jak ty masz na Max dopaszone Audi to wtedy on już ma Ferrari. Dodatkowo jakikolwiek masz samochód, na max dopakowany i z nitro to przeciwnik praktycznie zawsze jest szybszy od Ciebie. A jak dojdzie do tego fakt że każdy z nich jedzie jak po szynach to niekiedy wyścig jest niemal niemożliwy do przejścia! Co z tego że jadę 348 km/h Viperem skoro wróg, nawet w postaci zwyczajnego radiowozu i tak zawsze będzie się trzymał na ogonie...
Dla udowodnienia mojej tezy raz pozwoliłem sobie na eksperyment. Zapisałem grę i ściągnąłem trainera na nieograniczone nitro. Biorę wyścig i jadę z non-stop włączonym nitro. I co? Wróg bez nitro i tak często jedzie szybciej!! Twórców tej gry od tej strony po prostu POSRAŁO! Nie każdy musi być super mistrzem wszechświata w te gry! A ta gra chyba była robiona wyłącznie z myślą o takich.
Niektóre samochody z czarnej listy. Jedzie o wiele szybciej ode mnie, ale jak go pokonam i dostanę jego wózek, to okazuje się że ma osiągi o wiele mniejsze od mojego. Więc jakim cudem tak zapieprzał!?
Na koniec doczepię się do jednej drobnej rzeczy. Mianowicie uważam że ten "efekt" spowolnionego skoku z rampy jest zupełnie niepotrzebny, bo straszliwie rozprasza. Niech kamera łaskawie trzyma się na dupie samochodu i nie próbuje udawać cudownej sceny jak sobie auto leci.
I proszę was ludzie, nie mówcie mi nic o jakichś wyzwaniach itp. Wyzwania wyzwaniami, ale kurna trzeba znać umiar! Tutaj to przechodzi ludzkie pojęcie. Wróg dokonuje rzeczy totalnie niemożliwych i to z 300 na liczniku. Jak już się chce robić grę gdzie można się podjąć naprawdę trudnych wyzwań to się robi coś takiego jak cholerne "poziomy trudności". Wtedy każdy mógłby wziąć wg. własnego doświadczenia, a nie z góry jest skazany na experta! Niestety ale te cechy zmusiły mnie do odjęcia aż 3 punktów. Byłaby ocena idealna gdyby w tej grze wprowadzili łaskawie te cholerne poziomy trudności do wyboru, a nie z góry ustalali że fajnie będzie jak powkur***ją graczy. Jednak zanim jakiś fanboy powie mi swój przedpotopowy tekst "nie umiesz grać" to powiem że udawało mi się wygrać każdy wyścig w grze. Jednak to co zasługuje na krytykę musiało zostać skrytykowane.
Na zakończenie, polecam grę. Jednak gwarantuję że dużo nerwów stracicie przy przechodzeniu jej. No chyba że jesteście w czołówce mistrzów wszechświata w NFS. Poza początkiem etapów gdzie zdobywacie pierwsze Porsche i Lamborghini, to praktycznie zawsze wróg będzie szybszy od was, nawet w VW Polo.

22.12.2010
20:41

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10887593

.roman. --> chyba trochę przesadzasz. Arcanię przynajmniej dało się przejść na raz. Zmierzch bUgów żeby przejść z przymusem to potrzeba litra czystej, chociaż nawet to czasem nie pomaga.

22.12.2010
18:14

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=90940

Koxu ---> To co że z 2002? To w tamtych latach nie dało się wymyślić dobrej fabuły i charakteru bohatera? Owszem gra jako gra była naprawdę przełomowa, ale nie oszukujmy się, Claude to jeden z najprymitywniejszych bohaterów w historii gier komputerowych. Nie mówi, nie myśli tylko łazi i zabija na rozkaz. Jak zero człowieka. Fabuła też rozkręca się bardzo późno, a większość wcześniejszych misji to po prostu jedź i zabij. Więc już tak tego nie gloryfikujmy. Zgodzić się mogę że GTA III była swoistym przełomem gier. Jednak Bohater Claude był i jest jednym z najbadziewniejszych bohaterów w historii, którego starzy nie kochali przez nie zapewnienie mu edukacji w sztuce mówienia, że o myśleniu nie wspomnę. Osiedlowy dres może się poczuć Einsteinem przy nim.

22.12.2010
10:40

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10540724

Jeżeli po raz kolejny będzie gra zrobiona z założeniem na Kierownicę a totalną olewką względem klawiatury, to niech dorzucą dla graczy kierownice z własnej kieszeni.

18.12.2010
16:01

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10806048

OMFG, jak żyję to chyba jeszcze nigdy w żadnej grze nie widziałem żałośniejszych granic państw o.O Ludzie czy ci goście z Paradox jacyś nienormalni są? Już tak dużo gier wydali a do tej pory nie potrafią zrobić idealnych granic państw!? Przecież już po pijaku chyba by się lepiej granice wytyczyło. Co to ma być!? : http://www.irshappa.com/images/north_europe_iron.png Jeszcze nigdy nie widziałem bardziej skopanej granicy Polski. To na Zachodzie kraju to sam nie wiem co to ma być, pomorze Polskie grube jak cholera, Częstochowa jakoś mocno wgryza się w Niemcy...Tylko granica południowo-wschodnia im się udała. I przez wszystkie HoI ta żałosna granica koło Wilna, Boże jakie to żałosne!! Czy oni kiedyś oglądali mapę Europy międzywojennej!? Łotwa graniczyła z Polską na małym fragmencie a nie aż do Wilna! Granice Polski wyglądają tak, matoły: http://polonistika.upol.cz/moduly/rzeczpospolitaII.png Albo dla porównania, dzieło amatorskich modderów, które wasze gówniane wyobrażenie granic bije na głowę: http://img412.imageshack.us/img412/4696/mapkafoweuorpe1.png
Krótko mówiąc, Paradox udowadnia albo swoje lenistwo, albo niekompetencje. I nie gadajcie mi że cholernie ciężko zrobić idealne granice państw. W tych czasach można zrobić idealnie co do cala, trzeba tylko chęci. Nawet zwykli moderzy-amatorzy to potrafią. A tutaj to już z tą pseudogranicą pobili wszelkie rekordy.

21.11.2010
18:48

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9761839

Oceniałem już kiedyś tą grę, dając jej 3,5/10. Jednak w dużej mierze oceniałem pod wpływem dużego uprzedzenia do EA Games (i wciąż jestem uprzedzony). Ale teraz przeszedłem drugi raz, starając się całkowicie zapomnieć kto to zrobił, jaką ma konkurencję itp. Tym razem bardzo dokładnie przeanalizowałem całą grę i mogę z całą szczerością przyznać się do błędu. Gra wcale nie jest tak zła jak mi się poprzednio wydawało. Gra wg. mnie zasługuje jednak na 7/10. Nie jest rewelacyjna, ale nie jest to też kit. Może zacznijmy od początku:


Co mi się podobało


1) Przede wszystkim muszę powiedzieć że podobał mi się pomysł umieszczenia gry w konflikcie który naprawdę się rozgrywa. Szczerze nudzą mnie takie fikcyjne konflikty w czasie Zimnej Wojny. Wyjątkami były Operation Flashpoint 1 i World in Conflict. Lubię też Bad Company 2, jednak jest w niej sporo nudnych momentów. Wyjaśniając w skrócie - nie lubię konfliktów w czasie Zimnej Wojny, gdzie oddział Amerykanów wbija się do Radzieckiej Bazy gdzieś w środku Rosji, wybija wszystkich, zdobywa coś a Rosyjskie władze nawet się o tym nie dowiedzą, mimo że zostało rozpierdzielone pół okolicy.
Afganistan to zupełnie inna sprawa. Ten konflikt dzieje się na serio. Podoba mi się to, bo przyznajmy szczerze.....konflikty fikcyjne zwykle są strasznie głupio wymyślone. Najlepszym tego przykładem jest fabuła najnowszego Call of Duty, albo ścierwa nad ścierwami wśród FPS-ów - Turning Point: Fall of Liberty (odradzam najgorszym wrogom).


2) Audio - Chyba jeden z największych plusów MoH. Nie tylko muzyka jest naprawdę dobrze wykonana, ale nawet dialogi. Muza daje klimat wojny i bliskiego wschodu. Jest żywa kiedy tego potrzeba i dramatyczna też kiedy trzeba. Finałowy utwór też świetnie został dopasowany. To muszę bardzo pochwalić. Poza muzyką duży plus to również dialogi. Żadna z postaci w grze nie jest sztuczna. Wypowiadane kwestie mają odpowiedni akcent, ton i głośność w zależności od sytuacji. Słuchając naprawdę mam wrażenie że głos należy do postaci na ekranie, a nie aktora który podkłada. Amerykanie mają akcent amerykański a arabowie, arabski. Tutaj jest wszystko zapięte na ostatni guzik.


3) Bronie - Nie sprawiają kłopotu, ale też przede wszystkim nie są jakieś oklejone nie wiadomo jaką technologią czy innymi bajerami XXV wieku po naszej erze, tylko wyglądają jak prawdziwe bronie, używane w Afganistanie. Zachowują się realnie, oddają realne strzały i co najważniejsze, działa to w obie strony. W twoich rękach jak i Talibów. Dlaczego to wymieniłem? Bo były przypadki gier, gdzie wróg darł się i napieprzał do ciebie z 10 metrów ale prawie wszystkie kule latały dookoła ciebie. I to jeszcze zawodowi żołnierze... O broniach nie rozpisuję się. Dobrze strzelają, dobrze odwzorowane i bez zbędnych nie wiadomo jakich bajerów.


4) Niektóre misje. Zrobione naprawdę dobrze. Sporo było co prawda nudnych momentów, ale mimo to w grę grało się dalej. Wszyscy mówią że strasznie niestabilna jest misja na lotnisku, ale nie wiem, ja jakoś nie miałem tam żadnego problemu ;) Poczytałem trochę o wojnie w Afganistanie i okazało się że kilka wątków z fabuły jest tak naprawdę oparte o wydarzenia, które naprawdę się tam wydarzyły. Nie wiedziałem tego przy poprzedniej opinii.

spoiler start

Jednak moja ukochana misja jest w czasie obrony w małej chatce, gdzie oddział atakują dziesiątki Talibów. Dramatyczna obrona (zwiększana przez klimatyczną muzykę), krzyki, kończąca się amunicja. Prawdziwe braterstwo żołnierzy, którzy już byli o krok od śmierci a zostali uratowani w ostatniej chwili

spoiler stop


Jeszcze dobrze zrobione są misje w nocy i wymagające od nas jazdy na quadzie. Były w tej misji momenty które mnie denerwowały, ale quad je uratował ;)


5) Wślizg - drobiazg, ale bardzo fajny. Gdy biegniemy sprintem i wciśniemy kucnięcie, to nie kucamy jakoś dziwnie, tylko jak prawdziwy żołnierz wykonujemy wślizg za osłonę. Drobna rzecz, ale mnie bardzo cieszy.


Co mnie odrobinę raziło


1) Grafika - Nie nazwę jej ani minusem ani plusem. Do grafy nigdy nie byłem specjalnie wymagający. Wolę gry z badziewną grafą ale super fabułą niż z grafą 4D ale fabułą cieńszą od bibuły. Grafika w MoH nie jest wysokich lotów. Przypomina mi trochę komiksową. Jednak właściwie widać to tylko na postaciach. Otoczenie afgańskie jest przyzwoite. Dlatego Grafikę oceniam pół na pół. Ani dobrze ani źle. Grafika beznadziejna o podobnym charakterze była w Turning Point, ale tutaj nie jest jednak wcale zła.


2) Brak krwi - Minus drobny, ale minus :P Nie wiem, ale nie widziałem za dużo krwi w grze. Chociaż nie jest to wcale jakaś wada która uniemożliwia granie, to jednak musiałem wspomnieć. W tego typu grach nigdy jakoś specjalnie nie przywiązuję wagi do tego żeby była rzeź na ekranie :p Sądzę że było to spowodowane szacunkiem dla walczących tam żołnierzy, dlatego mogę to uznać.


3) Dziwna optymalizacja - Dlaczego dziwna? Ponieważ gra mi w większości czasu chodziła płynnie, ale od czasu do czasu zdarzało się tak że klatki nagle spadały, aż gra potrafiła się przyciąć na 3-5 sekund. I to bez względu na to czy był środek akcji czy też puste otoczenie.


4) Ograniczenie swobody - FPSy mają to do siebie że są liniowe. Ale nie o tym mówię, bo akurat tego nie uznaję za wadę. Chodzi mi o to że nasz bohater często zostaje sztucznie zatrzymany. Np. nie można przeskoczyć przeszkody, zanim nie zrobią tego twoi towarzysze. Nie chcę ciągle być ostatni :p Lekki minus ale w sumie w ogóle nie ma wpływu na grywalność ;)


Co mi się nie podobało


1) Długość gry - Pewno najczęściej wypominana wada MoH. Gra wciąga, jednak uważam że dużym minusem jest jej długość, bo kończyła się w momencie gdy gracza na maksa wciągnęła. Mogło wtedy być coś naprawdę fajnego. Dodać muszę że uważam za szczyt bezczelności domaganie się 120 zł. (albo ponad 200 na konsolę) za grę na 4 godziny. Gdyby gra była dłuższa to można by śmiało stwierdzić że wyszedł naprawdę dobry FPS.


2) Straszliwie zmienne AI Talibów - Starano się wiernie odwzorować Talibów, jednak ich AI z misji na misję zmienia się o 180 stopni. Raz są to totalne cioty a raz strzelcy wyborowi. Często zdarzało się tak że 10 Talibów nie mogło trafić mojego oddziału, podczas gdy my bez problemu ich zdejmowaliśmy. To akurat jeszcze zrozumiem, bo Talibowie nie są żołnierzami. Nie mają pojęcia jak się obchodzić z bronią ani zachowywać na polu bitwy. Jednak czasem zdarzały się grube przesady :P Chociaż wiem że Talibowie w większości nie potrafią walczyć z zawodowymi komandosami, to jednak nie uwierzę aby było z nimi aż tak źle że nawet 200 ich nie trafi ani razu 5 żołnierzy którzy są w ciasnej grupie. Jednak i tak jest to lepsze niż poprzednie MoH, gdzie jednego żołnierza USA nie mogły zabić duże oddziały Wermachtu ani Panzerwaffe. To dopiero było żałosne :P
Powiedziałem już o Talibach - kretynach. Tam częściowo mogę się zgodzić. Teraz opowiem o ich alter ego, czyli wyborowych Talibach. Bez względu na to czy burza piaskowa, dym, noc czy zasłona, oni i tak Cię trafią. Kierowany przez nas żołnierz to osoba której nienawidzi cały Afganistan :P Jak tylko się lekko wychylimy to cała okoliczna artyleria kieruje się na nas. Chociaż nie powiem, dobry to sposób żeby gracza zatrzymać dłużej w jednym miejscu xD Ale szczerze, przesada czasami. Zdarzyło mi się w jednej misji że Talibowie usłyszeli mojego towarzysza, ale zamiast w niego to odwrócili się w moją stronę (byłem totalnie gdzie indziej) i zaczęli strzelać.


3) Bugi - Nie natrafiłem na bugi które by jakoś strasznie grę utrudniały. Nawet na tym niesławnym lotnisku nic nie miałem spartolonego. Jednak jak już natrafiłem na bug to był strasznie dziwny :P Przykład, zabiłem Taliba który obsługiwał CKM. On padł ale CKM nadal celował i strzelał. Na szczęście było to tylko raz. Tak samo ręczny moździerz też sam strzelał mimo że nikt go nie obsługiwał. Towarzysze stojący twarzą w twarz z wrogami. Ani kumple, ani Talibowie nie zaczną strzelać zanim ty się nie zbliżysz. Wciąż co prawda są to drobiazgi, jednak uważam że wymagają poprawki, bo rzucają się w oczy.


Mówiąc wg. mojej opinii gra zasługuje na 7/10. Moja poprzednia ocena była mocno niesprawiedliwa i spowodowana tym że nienawidzę EA Games. Gra jest inna niż większość, przez co ciężej jest gdzieniegdzie ją zrozumieć, ale mimo swej długości, trudności, bugów i dziwnego AI to wciąż dobra gra, która pokazuje nam konflikt jaki naprawdę się dzieje, a nie fikcyjny. Nie jest to mój ukochany Operation Flashpoint 1 ale też nie kiepski (wg. mojej opinii) Modern Warfare 2. No ale każdy oceni wg. własnego upodobania ;)

21.11.2010
17:12

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10836665

Problem z Bollem jest taki że on robiąc ''ekranizację" gry wycina z niej praktycznie wszystko poza tytułem. Film ma od gry zupełnie inne czasy, fabułę, bohaterów i w ogóle wszystko poza tytułem i ewentualnie imionami. Nie wiem ale dla mnie takie coś to w ogóle nie jest ekranizacja. To tak jakbym jak ogłosił że robię ekranizację "Krzyżaków" a film działby się w czasie I wojny światowej, gdzie szeregowy Zbyszko ratuje Danusię z Pruskiej Niewoli. Sorry bardzo. Ekranizując można coś od siebie dodać, ale powinno się wiernie trzymać głównego wątku fabularnego gry/książki, a nie odpierdzielać na całą skalę wedle własnego widzimisię.

15.11.2010
07:57

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6790121

Szczerze? Wg. mnie średniak. Na pewno gra w którą można pograć, jednak nie umywa się do Far Cry 1. Tam czułem że walczę o przetrwanie. Ukrywałem się przed wrogiem w krzakach czy za skrzyniami, ostrożnie skradałem no i wystarczyły ze 3-4 celne strzały w twoim kierunku i byłeś martwy. Gdy zabiłeś 3 wrogów to czułeś ogromną satysfakcję.
A tutaj? Wbiegasz jak Rambo do murzyńskiej wiochy i wycinasz wszystkich, czasami nawet 3/4 zdrowia nie tracąc. Do tego strasznie wkurzające jest to że co chwila, nie wiadomo skąd przyjeżdża banda typów jeepem i zawsze wiedzą gdzie jesteś. Duże wrażenie robi wygląd tego afrykańskiego państwa i nawet ciekawy pomysł z bohaterem chorym na malarię, jednak zdecydowanie poszli na łatwiznę w stosunku do dzieła Cryteka - Far Cry 1. Tam nawet postarali się o taki szczegół jak dziura wlotowa po kuli we łbie zabitego przez nas wroga.
Tak jak mówiłem. W jedynce kombinowałeś jaką strategię obrać aby przetrwać. Mogłeś na różne sposoby zajść posterunek wroga. Czułeś się jednocześnie jak samotny wilk ale też zaszczute zwierze. Do tego tropikalna wyspa tylko dodawała klimatu tej produkcji.
W dwójce natomiast nic nie trzeba planować tylko zbierać diamenty na broń i lekarstwa. Bierzesz pierwszy lepszy kałach i wychodząc na środek wiochy robisz siekę większą niż w Rambo II. Tak jak mówiłem wcześniej, świat jest duży i ładny, ale wkurza mnie że poruszam się samochodem i co 3 minuty mam pojawiającego się z dupy jeepa na ogonie, a najemnicy zawsze trafią w mój silnik, przez co muszę bez przerwy wychodzić i go naprawiać. To naprawdę denerwuje. I jeszcze brakuje mi termowizora który był w jedynce.
Wg. mnie Far Cry 2 jedynce do pięt nie dorasta, jednak mimo wszystko jest to gra w którą całkiem przyjemnie się gra. Moja ocena 6,5/10

08.11.2010
19:51

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9119360

Mortalking ---> Nie no, wiadomo ;) Ja też uważam że nowe pomysły to dobre rzeczy, jednak trochę mnie zaskoczyło że Korea okupuje USA ;p Wiem że posiadają milion żołnierzy (chyba nawet jeszcze więcej) ale to chyba trochę za mało żeby okupować państwo które ma ponad 300 milionów ludności ;p No ale tak jak mówiłem, przed premierą nie oceniam ;) Wyjdzie to zagram, przejdę i ocenię dopiero wtedy ;) Oby tylko nie okazało się to drugim Turning Point: Fall of Liberty.

06.11.2010
23:35

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9119360

Mam taki zwyczaj że nigdy nie daję oceny grze przed premierą. Poczekam, przejdę i dopiero wtedy ocenię. Jednak obecny zarys fabularny jest naprawdę dziwny. Rozumiem USA okupowane przez Rosję albo Chiny, ale Korea Północna? Nie wątpię w ich siły militarne, ale sorry. Policzcie sobie ile osób żyje w Korei Północnej a ile w USA. Koreańce najwyżej jeden stan by mogły okupować a nie całe USA. Jeszcze zrozumiem Koreę i Amerykę tłukące się o jakieś wyspy (jak w Crysis). Tak to może Korea by miała jakieś szanse, ale w życiu nie uwierzę że Kraj gdzie nawet prądu nie mają napadł, podbił i rozpoczął okupację największej potęgi gospodarczo-militarnej świata. Normalnie aż się zacząłem cieszyć że Luksemburg jest w Unii Europejskiej bo by jeszcze napadł na całą Europę i nas zniewolił ;p

05.11.2010
14:45

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=4664495

connor@.pl --> No takie przypadki to jak najbardziej rozumiem ;) Jednak czasem zdarzają się takie skrajne akcje że tylko ich wyprowadzę z zamku/miasta to turę później się buntują. Albo kiedy wróg atakuje i trzeba się bronić przed jego najazdem to oni zdradzają. Rozumiem przykłady przytoczone przez Ciebie, ale ludzie, są pewne granice. To tak jakby teraz moje wydawnictwo wysłało mnie np. do Egiptu żebym zrobił zdjęcia (bo taki mój obowiązek) a ja już nigdy nie wrócił bo postanowiłem się zbuntować i stwierdziłem lepiej mi będzie jako bezrobotny ;p


Dodam jeszcze że w Rome:TW ani w Empire: TW ani razu mi się jeszcze nie zdarzyło żeby armia zdradziła. Mogą być nawet gdzieś na mroźnych krańcach Rosji przez długie lata, ale mimo to są wierni swojemu państwu.

03.11.2010
16:35

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=4664495

No to zgodnie z realiami już się nagrałem przez te lata ;p Teraz chcę pograć bardziej zaborczo. Poza tym nie wiem co im by się miało nie podobać. Królestwo potężne, podatki niskie, rozwój wojsk wysoki i dobrze rządy. Tylko totalny debil by zdezerterował z takiego państwa.

01.11.2010
17:59

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=4664495

Ludzie mam pytanie. Czy jest jakiś mod, trick albo cokolwiek na wyłączenie albo chociaż ograniczenie buntów wśród wojsk? Wkurza mnie to strasznie jak dokonuję inwazji na jakieś państwo i 1/3 wojsk mnie zdradza -.-

01.11.2010
17:51

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9761839

@DM --> To może faktycznie grałem w jaką inną wersję MoH ;p Nie wiem, może kiedyś przejdę ją jeszcze raz i jeszcze bardziej dogłębnie się jej przyjrzę. Nie wiem, może wynika to z tego że jestem ostro uprzedzony do EA Games. Chwilowo nie będę miał niestety czasu, no ale zobaczymy w wolnej chwili, może faktycznie sporo było czepialstwa z mojej strony ;p


A co do brytola z MW, to co się dziwisz? xD Kpt. Price od brał udział w II Wojnie i wcale się nie postarzał do naszych czasów, więc umie cuda czynić xD

01.11.2010
17:10

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=4863642

Dead Rising to moja pierwsza gra jaką kupiłem na Xbox 360. Gra była właściwie spełnieniem mojego marzenia aby móc walczyć z Zombie, których jednocześnie na ekranie jest na tony. Wcześniej moją ulubioną grą z Zombie był Resident Evil, jednak żałowałem że Zombie w sumie spotykało się po 3-5 na ekranie. Jednak jeżeli ktoś myśli że gra polega wyłącznie na bezsensownym eksterminowaniu Zombie, to jest w dużym błędzie.
Przede wszystkim gra ma narzuconą fabułę i wbrew pozorom bardziej złożoną niż nam się wydaje. Jako fotoreporter Frank West (człowiek mojej branży :D) przylatujemy do Willamette (Populacja 53 594) w celu zrobienia reportażu życia. Jednak okazuje się że to co czeka Reportera jest bardziej skomplikowane niż nam się wydawało. Na całą grę mamy 3 dni. Wydaje się to mało, ale wcale nie jest :) I najważniejsza rzecz to całkowita swoboda działań. Możemy iść dokładnie po głównym wątku fabularnym, ale też możemy go totalnie olać i robić co nam się podoba. Gra ma kilka różnych zakończeń. Chociaż szczerze powiem że opłaca się przejść wątek główny, bo raz że jest naprawdę fajny, to dwa że w nagrodę mamy dłuższą historię o jeden dzień :)
Miejscem po którym przyszło nam się poruszać, jest ogromne centrum handlowe, które wg. mnie bardzo dobrze jest wykonane ;) Są niemal wszelkie możliwe działy, tereny jeszcze nie otwarte a nawet park na zewnątrz. Jednak wszystko jest dosłownie zalane przez Zombie, więc nie będzie to wizyta w Manufakturze Łódzkiej ;p
Na szczęście twórcy dali nam szerokie pole do popisu. Niemal wszystkie przedmioty jakie zobaczymy, możemy użyć jako broni. I to czasem w bardzo widowiskowym stylu. Nie tylko kije, pręty, pistolety, ale nawet miecze, piły mechaniczne, czy piłka do nogi. Moja ulubiona jest słuchawka od prysznica :D Przedmiotów są całe setki. Oczywiście poza przedmiotami do walki, są też rzeczy do jedzenia (pizza, wino, soki, ciasta, owoce itp.) oraz gazetki które dodają Frank'owi np. więcej miejsca w ekwipunku, sprawiają że jedzone przez niego składniki dają więcej punktów życia. Poza tym w centrum jest też wiele sklepów z ubraniami. Możemy zmienić West'owi całe ubranie albo fryzurę kiedy tylko chcemy. Garniak, strój hawajski, same gatki, a nawet ubranie w damskie ciuszki wchodzi w grę ;p Jednak ja preferuję podstawowy strój z kurtką skórzaną ;) Trzymane przez nas przedmioty możemy rzucić we wrogów. Tu ciekawostka że kiedy Frank niczego nie trzyma w rękach, a wejdzie w tryb rzucania to pluje we wrogów :D
Jednak przedmioty z otoczenia to nie jedyna rzecz jaką bohater może się bronić. Wraz z wykonywaniem zadań i zabijaniem Zombie, zdobywamy doświadczenie. Poza większym paskiem życia, ekwipunku itp. daje nam to też nowe gamy ciosów. Kopniak ze skoku czy nawet wyrwanie wrogowi jelit ;>

spoiler start

Jednak moje ulubione jest ostatnie, gdzie Frank uczy się poruszać tak jak Zombie, przez co te go nie atakują ;)

spoiler stop

Po ostrej walce, bohater wygląda często tak jakby wylano na niego 2 wiadra świeżej krwi ;p
Zombie to podstawowi przeciwnicy w grze. Co prawda jak już Frank jest mocno doświadczony to martwiaki strasznie łatwo giną, jednak ich ilość czasem jest przytłaczająca ;p Może być ich często nawet 2000 naraz na ekranie, jednak eksterminowanie ich jest boskie ;) Gdy zapada noc, oczy umarłych świecą się na czerwono, a oni stają się silniejsi. Poza Zombie są oczywiście Bossowie. Są to ludzie którzy nie ulegli przemianie, jednak przez zaistniałą sytuację totalnie im odbiło. Na naszej drodze stanie m.in Weteran wojny wietnamskiej, Ześwirowany Klaun, rodzina Snajperów, Rzeźnik czy nawet Terrorysta. Zabicie bossa, często daje nam nową broń, dostęp do nowych lokacji, przedmiotów no i oczywiście masę doświadczenia ;)
Na szczęście nie wszyscy żywi jakich spotkamy to banda świrów. Często są to zwykli ocalali, których musimy wyratować i odprowadzić do kryjówki. Można dać im przedmiot do obrony, jednak nie radzę dawać pistoletu ;p Oczywiście możemy być chamem i olać ich totalnie ;p Jednak ratowanie cywili daje nie tylko satysfakcję, ale również gamę punktów.
Jak wszyscy wiemy Frank West jest fotoreporterem, więc nie rozstaje się ze swoim aparatem. To właśnie przez niego porusza się nieco kaczkowatym krokiem, jednak Aparat również odgrywa ważną rolę. Można robić zdjęcia i zależnie od tego co pojawi się przed obiektywem, można zrobić fotkę z gatunku - Dramatyczna, straszna czy nawet Erotyczna ;p Od czasu do czasu natrafimy na specjalne miejsca lub sytuacje, gdzie możemy zrobić zdjęcie prestiżowe, co daje całą masę punktów. Jednak ja również jako fotoreporter, muszę skrytykować Franka za to że jego Aparat nie posiada Flash'a, przez co nocą zdjęcia wychodzą ledwo widoczne. Również jego karta jest jakaś taka malutka, bo może pomieścić maks. 30 zdjęć ;p
Muzyka występująca w grze stoi na przyzwoitym poziomie. Wg. mnie jest dobrze dopasowana do sytuacji, a często jest to po prostu dźwięk który kojarzy nam się z super marketami ;p
Ogółem oceniam Dead Rising jako bardzo dobrą grę :) Pierwsza która spełniła moje marzenie o eksterminowaniu setek Zombie. I nie wierzcie w komentarze że tylko na tym ta gra polega. Wcale nie. Ma sensowną fabułę, w którą po prostu trzeba się zagłębić i iść nią, chociaż wcale nie trzeba. Moja ocena to 9/10 ;) Polecam.

01.11.2010
16:30

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9761839

@micmur---> I co z tego? Tu nie o MW2 gadamy tylko o MoH, które zawiera właśnie 90% takich samych błędów jak MW2. A CKMy to właśnie to miałem na myśli, tyle że nie chce mi się 5 razy tego samego pisać.

01.11.2010
15:22

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9761839

@DM --> Długość to nie jest jedyna wada tej gry. Gdybym miał w skrócie wymienić plusy i minusy tej gry to byłoby tak.


Plusy
- Muzyka
- Klimat Afganistanu
- Dialogi
- Niektóre misje naprawdę ciekawe i dramatyczne
- Możliwość wślizgu
- Dobrze odwzorowane bronie Komandosów.


Minusy
- Długość.
- Cena jak za nie wiadomo jak przełomowy hit.
- Grafika (może nie cały minus, bo grafa nie jest zła, ale mogła być o wiele lepsza).
- Efekt wybuchów jest naprawdę kiepski.
- Mnóstwo zadań i animacji wręcz zerżniętych z Modern Warfare.
- Twoi towarzysze mało kogo zabiją. Czasem nikogo jak przeładowujesz albo się ukrywasz i leczysz rany.
- Talibowie widzą cię przez ciemną noc, mgłę, burzę piaskową, dym z granatu dymnego i bez problemu cię trafią.
- Tylko wysuniesz się o 1 milimetr zza kamienia to cały okoliczny ogień leci tylko w Ciebie.
- Czasem wrogowie pojawiają się znikąd i zza małej chatki może wybiec 40 talibów.
- Talibowie jadący wpadającym w poślizg samochodem, trafiają cię gdy też jedziesz ślizgającym się samochodem.
- Wróg nie dostrzega że pocisk ze snajpy musnął go o centymetr ale Ciebie dostrzeże z kilometra i trafi już pierwszym pociskiem.
- Bardzo mało obiektów da się zniszczyć (nawet żarówki się nie da)
- Granaty przenikające przez dachy CKMów.


Dobra, gra wcale nie jest aż taka zła, widziałem o wiele, wiele gorsze. Jak chociażby wiele razy przytaczany przeze mnie Turning Point. Jednak na miano "hitu roku" na pewno nie zasługuje.

31.10.2010
19:06

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6798968

@Cayack---> Hah xD Masz rację z tymi pieniędzmi :D Jedyna rzecz w grze jaką kupiłem to opatrunki :P Pieniędzy w ogóle tutaj nie było potrzeba. I żałuję że nie mogłem zrobić jednego miecza z rudy, gdy znalazłem przepis, bo zapowiadał się ciekawie.


W każdym razie tak jak mówiłem. Gra jako gra jest nawet fajna, ale ludzie którzy są wielkimi fanami przygód dawnego Bezimiennego mogą się srodze zawieźć. No ale to już mówiłem ;p

31.10.2010
18:55

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9761839

@DM --> Czytaj kolego ze zrozumieniem. Napisałem że Shift jest niezły, ale ma ogromnego minusa za to że jest z góry nastawiony na sterowanie kierownicą (kupowanie kierownicy za 1000 zł. dla jednej gry?).
Może i Talibowie to kretyni (Ciekawe dlaczego w takim razie "potężne" USA do tej pory nie wygrało wojny na Bliskim Wschodzie ;p), ale to nie zmienia faktu że żeby grać w grę to gracz wcale nie musi być expertem w dziedzinie US Army ani nic z tych rzeczy. Gra to gra a nie realna wojna.
No i jeszcze powiem Ci dlaczego taka wada jest jeżeli chodzi o długość. Dlatego że robiąc grę do przejścia na niecałe 4 godziny a żądając za to kasy jak za Edycję Kolekcjonerską hitu roku to zwykła bezczelność. Nie powiem, gra byłaby niezła, gdyby jednak była o wiele, wiele dłuższa i nie kończyła się tak nagle. Chodzi głównie o reklamy EA Games - komerching everything, który zapowiada to jako przełom na miarę nie wiadomo jakich bestsellerów.
Aha i jeszcze mówisz że większość gier dzisiaj jest krótka. Owszem, zgadzam się z Tobą. Jednak to nie daje MoH prawa żeby jej nie krytykować za to. Jeżeli wśród wad gry jest to że jest na 1/3 dnia to jak najbardziej zasługuje na to żeby wytknąć tą wadę. Zresztą mów sobie co chcesz. Gra mnie zawiodła i tyle. Moje zdanie, które Ty bez względu na jakiekolwiek argumenty i tak będziesz kwestionował, bo w lunecie odbija się światło, więc już mega-super zaleta. Ja nie kwestionuję Twojego zdania, tylko to że uparcie narzucasz je innym.

31.10.2010
17:49

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9761839

@DM --> człowieku o co Ci chodzi? Od kiedy to trzeba mieć pojęcie o wojnie żeby grać w grę? Gra to gra, a realna wojna to zupełnie co innego. Idąc twoim tokiem myślenia, żeby grać w Silent Hunter V trzeba być po szkole oficerskiej i mieć stopień Kapitana albo być zawodowym rajdowcem (i najlepiej mechanikiem) żeby grać w Need for Speed.
A poza tym o jakie pojęcie o wojnie Ci chodzi? O to że 4 Amerykanów z ciętym dowcipem na języku zawsze wyżyna setki Talibów? A może że Al-Kaida jak banda kretynów rzuca się na teren gdzie już 6 razy spadły rakiety? Te punkty które ty wymieniłeś to sorry ale niestety tylko drobiazgi, które nie mają w ogóle wpływu na grywalność.
Dla mnie gra która dobrze odwzorowuje współczesną wojnę to Operation Flashpoint (pierwsza część) ale na pewno nie Medal of Honor. No ale każdy ma swoje zdanie. Z tym tylko że ja nikomu nie narzucam uparcie swojego zdania, z każdym nowym komentarzem.

31.10.2010
17:42

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6798968

@mnich20 --> fakt, zapomniałem wymienić tych wad i zauważyłem to niedawno. W każdym razie zgadzam się z tym co wymieniłeś. Te wady też są bardzo wkurzające. Szkoda że nie da się już edytować postu.

31.10.2010
14:55

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6798968

@91TommyAngello91 --> Do Trolla jeszcze niestety kawał drogi. Będziesz musiał przejść jeszcze trochę.

spoiler start

Musisz przejść przez klasztor i dojść do miasta które było ofiarą ataku Paladynów. Troll będzie tam niedaleko

spoiler stop

Jednak wierz mi że tutaj spotkania z Trollem nie będziesz miło wspominał ;]

30.10.2010
22:46

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6798968

Arcania - Czwarta część legendarnej sagi Gothic. Jako że ją również właśnie zaliczyłem, nie pozostaje mi nic innego, jak podzielić się ze wszystkimi swoją opinią ;) Jednak tak jak w przypadku demka, moja ocena będzie dwuczłonowa. Najpierw dam ocenę jej jako samej gry, a potem jako następcy Gothic'a. No ale może wpierw cząsteczkowo.


Muszę na samym początku przyznać że byłem bardzo sceptycznie nastawiony do tej gry. Inny Bezimienny, Stary Bezi jako Król-Tyran, śmierć w wodzie, same animacje itp. Naprawdę nie podobały mi się te wszystkie punkty. Jednak po zaliczeniu Arcanii, muszę szczerze powiedzieć że gra wcale nie jest taka zła :) O dziwo potrafiła mnie wciągnąć i zaciekawić. Podzielmy wszystko na kawałki i opiszmy dobre i złe strony najnowszego Gothica


DOBRE STRONY


Bohater


Na początek powiem że sam początek gry jest miłym smaczkiem dla fanów całej sagi.

spoiler start

Początkowo bohater śni i w tym śnie, mamy okazję żeby chociaż przez chwilę pokierować starym Bezimiennym :) Dla mnie to duży plus

spoiler stop

Podczas gry natkniemy się również na postacie, które każdy na pewno zna. Główny bohater mimo początkowej antypatii, ostatecznie przypadł mi do gustu. Charakterem, postawą a nawet wyglądem, sprawia dobre wrażenie. No i pociesza mnie że zaczyna swoją przygodę nie dlatego że wybraniec itd. Sami zobaczycie dlaczego ;)
Nowy Bezi jest na pewno bardzo ludzki. Początkowo pracuje jako pasterz i chce spędzić dalsze życie jak każdy mężczyzna w jego wieku. Również nawet dobre wrażenie zrobiła na mnie jego narzeczona - Ivy. Sam fakt - NARZECZONA. Wreszcie kobieta w życiu głównego bohatera, która zajmuje jakieś porządne stanowisko. W niewielu grach jest kobieta, gdzie jest od czegoś innego niż zaliczenia. No i kolejny plus to że nie jest jakaś wybitnie super-urodziwa. Daje to efekt większego realizmu, a nie że hero ma najlepszą laskę na kontynencie, z wielkim tyłkiem i jeszcze większymi cycami. Ogółem Ivy dzięki temu że jest taka realna, jest dla mnie plusem. Również względem spotykanych postaci jest przełom. Wreszcie dialogi z nimi nie zostawiają niedosytu. Pamiętam jak w Gothic 3 spotkałem króla Rhobara II. Pogadałem z nim trochę i wypad, narazie. Nic konkretnego i zostawiało spory niedosyt. W Arcanii rozmowy stoją na poziomie podobnym do tego z Gothic I i II :)


Świat i grafika
Rodzinna wyspa Bohatera robi całkiem przyjemne wrażenie. Również wyspa Argania, gdzie dzieje się potem gra. Flora i fauna zrobione są naprawdę ładnie. Skały, jaskinie, fale rozbijające się o brzeg, roślinność itp. w słońcu południa robi naprawdę piękny widok. Również kiedy spadnie deszcz, wszystko staje się mokre, co też bardzo ładnie wygląda. Silnik graficzny stoi na przyzwoitym dla mnie poziomie. Tutaj to już każdy musi sam sobie ocenić, bo ja nigdy jakoś nie byłem za bardzo wymagający jeżeli o grafę chodzi ;p


Fabuła
O ten punkt bałem się najbardziej, ale ostatecznie muszę powiedzieć że fabuła ma swój Gothic'owy klimat :) Zadania są nawet ciekawe i nie sprawiają jakichś wkurzających kłopotów. Najbardziej się bałem że twórcy tak dla jaj, wymyślą sobie Króla-Tyrana, nowe zagrożenia i inne rzeczy, jednak na szczęście w grze wszystkie sprawy są dokładnie wyjaśnione. Wiemy co jest jak i nawet powód nowego oblicza Rhobara III jest wyjaśniony. Dla mnie to ogromny plus, bo nie lubię tego typu tajemnic.

spoiler start

Główny bohater mieszka szczęśliwie na swojej rodzinnej wyspie i szykuje się do poślubienia swojej ukochanej - Ivy. Jednak jego spokój zostaje zagłuszony przez wojska Króla Myrthany - Rhobara III, który stał się rządnym wojny tyranem i chce przyłączyć wyspy południowe do swego królestwa. Masakrę na wyspie przeżywa tylko nasz bohater i rządny zemsty za śmierć narzeczonej, rusza na sąsiednią wyspę aby powstrzymać podbój Paladynów Króla.

spoiler stop


Poza tym w grze natkniemy się na starych przyjaciół Rhobara III, jak chociażby Diego, Lestera, Miltena no i oczywiście "Tożsamość Gorna" :D Każdy zajmuje jakieś stanowisko i na szczęście dowiadujemy się dlaczego. Postacie również są wykonane naprawdę dobrze. Zwłaszcza podoba mi się wygląd Rhobara III. Naprawdę przypomina Beziego z Gothic I i II. W Gothic 3 ostro się wkurzyłem gdy dowiedziałem się że Piranha Bytes wywaliło teksturę twarzy Beziego i wkleili po prostu komputerową wersję ryja Michael'a Hoge'a. Wg. mnie gorszej rzeczy głównemu Bohaterowi nie można było zrobić. Na szczęście tutaj to naprawdę twarz Bezimiennego :) Tyle że 10 lat starsza ;p


Dźwięk
To chyba nie jest żadne zaskoczenia. W każdej części Gothica była naprawdę fajna muzyka. Tutaj nawet niektóre utwory to po prostu lekko remixowane ścieżki z poprzednich Gothic'ów, co pozwala nam wczuć się w klimat :)


System walki
Chyba jedna z najmocniejszych zalet Arcanii. Sekwencje wyprowadzanych ciosów mieczem, wyglądają porządnie i płynnie. Dodatkowo ciosy są szybkie, celne i dopracowane. Można zasłaniać się tarczą, robić uniki, przewroty, a nawet wyprowadzać silne ciosy (po odblokowaniu). Bije na łeb na szyję tragiczny system walki z Gothica 3, gdzie bohater pół godziny walczył ze ścierwojadem, bo wciąż zadawał na zmianę 2 ciosy do przodu, a wróg się non-stop wycofywał do tyłu. Tutaj tak nie jest. Walka nie nurzy, nie męczy i nie wkur**a. Dodać jeszcze warto że szybko zdobywamy levele. Lubię takie coś, bo dzięki temu gra nie jest męcząca. Mamy pasek wytrzymałości, który spada jak używamy silnego ciosu. Jednak na szczęście wyczerpanie tego paska nie oznacza że w ogóle nie możemy walczyć, jak to wymyśliły te obrzygane hindusy w Zmierzchu bUgów.


Potwory
Stwory jakie znamy z poprzedniczek, a pojawiające się w czwórce, to kawał dobrej roboty. Przykładowo Kretoszczur teraz naprawdę wygląda jak połączenie kreta i szczura a nie jak jaszczurka. Ścierwojad też porządny i dzięki ci Panie że nie wydaje takich beznadziejnych dźwięków jak w Gothic I. Może tylko Wilk jest zbyt dziko zrobiony wg. mnie bo wygląda jak czworonożny Wilkołak ;p Oczywiście pojawiają się też inne, typu Polna Bestia, Jaszczur, Golem, Orkowie a nawet Troll :) I każdy jest w swój sposób przystosowany do otoczenia. Pełzacz zakopuje się pod ziemię, Kretoszczurom szkodzi słońce itp. Zdecydowanie potwory to duży plus Gothica 4.


Orkowie
Modele Orków są wykonane rewelacyjnie, jednak nie o tym głównie jest ten punkt. Tutaj orkowie są bardzo ciekawym przypadkiem. Jednak to co powiem, to będzie spoiler trochę, więc jak chcecie to odsłońcie sobie albo przejdźcie dalej ;p

spoiler start

Mianowicie orkowie tutaj to rasa nastawiona raczej pokojowo do ludzi. Nie chcą bezsensownej wojny. Oczywiście wciąż są potężnymi i dumnymi wojownikami, jednak preferują raczej walkę honorową, która niekoniecznie musi się kończyć śmiercią pokonanego. Dodać również warto że w grze pojawiają się też orkowie z Khorinis :) Widać różnicę pomiędzy nimi a Myrthańskimi. W ich dialogach słychać który dobrze zna język ludzi, a który nie. Ale za to nawet Lester nauczył się orkowego ;p

spoiler stop

Wszystkiego dowiecie się przechodząc Arcanię ;)


Dziennik
Wykonany bardzo wygodnie. Mamy dokładne opisy naszych zadań, modyfikujące się w miarę jak je przechodzimy. Nie musimy tak błądzić jak to było w Gothic 3. Jeszcze bardzo chwalę okienko dziennika za zakładkę "Bestiariusz" :) Można tam poczytać opis spotkanych przez nas stworzeń, co jest na pewno bardzo miłym dodatkiem.


Optymalizacja
Bugów za dużo nie uświadczyłem. Gra jest wg. mnie dobrze zrobiona jeżeli chodzi o optymalizację. Ogólnie większość czasu chodziła mi płynnie. Duży plus za to że przez całą grę ani razu nie wyskoczył mi jakikolwiek błąd. Wszystko było w porządku i nie było tak jak w np. Gothic 3 że co jakiś czas "wystąpił problem...." where is guru itd. Już nie mówiąc o Zmierzchu wytworów hinduskich małpoludów, którzy robili sobie libacje, popijając miks psich rzygów z kwasem przed zrobieniem gry, co potem bardzo szybko poszło im w mózgi.
Arcania jeszcze tu ma jedną mocną w stosunku do Trójki zaletę. Save trwa sekundę i można grać dalej :) Nie trzeba czekać aż się pasek żaden zapełni itp.


Cóż. Wszystko co dobre ma niestety swój koniec. Czas teraz na punkty które mnie zawiodły.


ZŁE STRONY

Interakcja z otoczeniem - Hack & Slash
Takie można odnieść wrażenie, grając w Arcanię. W stosunku do poprzednich Gothiców, gra została strasznie okrojona. Jedyne z czym możemy mieć styczność to Drzwi i skrzynie. Oczywiście można siadać na krzesłach, kłaść się do wyra, piec przy ogniu i używać kowadeł, ale ograniczono to do....animacji. Wszystkie kowalstwa i mikstury robimy w specjalnym oknie, a te rzeczy wcześniej są tylko do animacji... Tutaj straszna wada, bo przez to że nie można spać, to nie da się przyspieszać czasu. Jeżeli ktoś nie lubi grać w nocy to ma pecha -.- No i wkurzający większość graczy system "Wpadniesz do wody super herosie, to zginiesz". Wg. mnie we współczesnych grach takie coś jest nie do przyjęcia. Zwłaszcza że od tej strony gra jest bardzo daleko nawet za Gothic I. Wyobraźcie sobie takie coś u starego Bezimiennego i tytuł artykułu: "Legendarny Bohater z Khorinis. Sławny pogromca demona Śniącego. Człowiek który sam zniszczył Smoki w Khorinis i męstwem swym doprowadził do wyzwolenia całej Myrthany od Orkowej okupacji, zginął wczoraj wpadając do głębokiej po pas wody." Żałosne....


Zmienna pogoda
Niby drobiazg, ale muszę się tego uczepić. Świat gry jest chyba wzorowany na Anglii. Dlaczego? Bo 4-6 razy dziennie pada deszcz. Czasem jest to bardzo wkurzające, ale o tym szerzej powiem w dalszej części recenzji.


Amerykanizacja Gothica - Prostota
Tak jest. Gra już od tej strony jest bardziej nastawiona na Amerykę (czytaj - Gra wieloma momentami jest jak dla ułomnych). Wkurza mnie jak ktoś myśli że wokół Ameryki tylko świat się kręci. W opcjach grafiki mamy wersję Amerykańską i Europejską (na szczęście Europejska ładniejsza), ale nie tylko to. Gra jeżeli chodzi o większość questów jest strasznie prosta. To pewno dla tego żeby nawet Amerykanie potrafili ją przejść. Ale przez to gracze z Europy czują się traktowani jak ułomy, którzy pierwszy raz grają w RPG. Nad celem wisi wielki wykrzyknik, który wkurza. Wtedy miałem uczucie - pewno myślą że jestem taki debil że bym tego nie zauważył bez wykrzyknika. Dzięki Bogu że to coś się da wyłączyć w opcjach.


Kamera podczas walki
Kolejna bardzo wkurzająca część gry. Gdy wyciągamy miecz, to kamera zamiast siedzieć na swoim miejscu, odlatuje na jakieś 200 metrów do tyłu -.- Wkurza mnie to, bo walka mieczem naprawdę dobrze wygląda, a przez to niewiele widać. Poza tym przez takie coś odnoszę wrażenie że nie gram w Gothica, tylko w jakiegoś Dungeon Siege.


Klatki na sekundę
Jak mówiłem wcześniej, gra chodzi płynnie. Jednak czasem dzieje się całkowite przeciwieństwo. Mam wrażenie że gra została specjalnie tak zrobiona żeby ilość klatek na sekundę spadała jak najbardziej, kiedy tego najmniej potrzeba. Pamiętacie jak obiecałem że rozwinę temat deszczu? No to teraz uwaga. Powiedzmy mamy walkę z kilkoma przeciwnikami naraz. Jesteśmy na otwartym terenie i nagle zaczyna padać ten ulewny deszcz. Już wtedy przez efekty, ilość wrogów i duży świat gra zaczyna skakać, a jak dodamy do tego kamerę która leci w górę, odsłaniając jeszcze większe połacie terenu, to czasem po prostu tragedia jest. To jest właśnie główny powód tego że jestem przeciwnikiem tej kamery, oraz deszczu co 5 minut -.-


Inteligencja przeciwników
O ile przeciwnicy są wykonani świetnie, to ich AI jest niestety kiepskie. Walczą czasem bardzo kiepsko. Widać to np. przy wilkach. Można wziąć spróchniały badyl i iść na watahę. I tak wygramy, bo będziemy napieprzać wilka po mordzie całą serią a on będzie tylko stał i na nas warczał. To samo tyczy się ich "silnych ciosów". Przygotowują się do nich tak długo że bez problemu odskoczymy. Przez to jak wrogowie walczą, to przez całą grę tylko jeden jedyny raz zginąłem. Od czasu do czasu się osłaniają, ale nawet to ich nie ratuje. A skoro już jesteśmy przy osłanianiu, to sorry ale jakoś nie jestem w stanie uwierzyć że za pomocą zwykłego, drewnianego łuku, można osłonić się przed ciosami miecza wykonanego z Magicznej Rudy -.-
Poza przeciwnikami to również towarzysze oczywiście po raz kolejny dają czasem zadania z rodzaju - Idź zrób to, bo ja nie umiem, mimo że mam lepszy pancerz, broń i tors.


Blokowania bohatera
Nie wiem czy to bug, czy założenia twórców, ale zdarza się gdy dobiegniemy do jakiejkolwiek krawędzi, czy rzeczki. Bohater biegnie w miejscu, jak przy niewidzialnej ścianie. Dopiero jak podskoczymy do dostanie się dalej, przez co wiele razy niepotrzebnie traciłem punkty życia. Trochę mnie wkurza to że nie mogę po prostu zbiec ze skały, a muszę skakać w górę. Zwłaszcza że w grze da się tylko biegać i skradać. Nie da się chodzić spacerem, co również uznaję za wadę.


Długość
Gra jak na współczesne gry jest nawet długa, ale w porównaniu z sagą Gothic, to jest naprawdę krótka. Przeszedłem wszystkie questy poboczne (poza zebraniem tych wszystkich rzeczy co są po 30). Obok save'a jest napisane ile czasu grasz, więc powiem że mój czas na przejście Arcanii to 18 godzin i 3 minuty. A jeszcze trzeba dodać że wcale się nie spieszyłem.


Zakończenie
Spokojnie, nie zdradzę go. Ale muszę powiedzieć że o ile fabuła mi przypadła do gustu, to zakończenie jest dla mnie zawodzące. Gra się skończyła, jakoś tak - Nagle. I po zakończeniu widać że z góry nastawione na kontynuację, za czym zbytnio nie przepadam. A nawet jak już, to wg. mnie można było to zakończenie o wiele bardziej rozbudować, a nie tak jak tu jest. Patrząc na nie wiem już doskonale że należy oczekiwać części drugiej, albo DLC.


Szkielety i Gobliny
Muszę powiedzieć że przez całą grę, to właśnie ich jest najwięcej. Gwarantuję że przechodząc Gothic 4 w końcu będziecie mieli tych dwóch ras tak dosyć, że będziecie starali się je omijać ze wszystkich sił. Ja do tej pory mam dosyć w jakiejkolwiek grze szkieletów i goblinów, dlatego gram w Splinter Cell, Silent Hunter, Fight Night 4, Company of Heroes i inne gdzie się tych ras nie spotyka ;p


Ogółem to chyba wszystko co mam za i przeciw do najnowszej odsłony Gothica. Nie ma rewelacji, jednak na pewno nie jest to zła gra ;) Muszę szczerze przyznać że mimo swoich wad, zasługuje na to by nazywać go "Następcą Legendarnej sagi Gothic". Moja ocena jej jako gry to 8/10 bo mimo swoich wad, ma mnóstwo zalet, które umilają rozrywkę i nie sprawiają graczowi nudy. Gierka ma ciekawą fabułę i otoczenie, które zachęca żeby ją przejść. Ocena jako następcy Gothica to mocne 6,5/10 bo mimo iż jest to godny następca, to fanatycy Trylogii mogą być zawiedzeni skrajnym uproszczeniem rozgrywki, oraz pójściu w kierunku bardziej Hack&Slash. No i muszę powiedzieć że w przeciwieństwie do Gothic I i II, to jest raczej gra do przejścia na raz. Mówiąc w jednym zdaniu - Arcania jest jak pierwszy seks z dziewczyną. Było bardzo fajnie, ale mogło być lepiej. Mimo to polecam ;)

30.10.2010
16:21

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=5612439

Nie wstrzymali tego na zawsze ;p Wg. mnie dobrze robią, bo niech najpierw wydadzą Dead Island (które miało wyjść w grudniu 2008), a nie robią 3 gry naraz.

24.10.2010
16:15

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9761839

GhostRaider --> Trochę źle ująłem to z Shiftem. Nie jest aż tak tragiczny i ładnie wygląda widok zza, kierownicy. Ale wkurzyło mnie to bardzo że ta gra bez kierownicy jest praktycznie niegrywalna. Samochód jeździ wtedy jak przestarzały Polonez i ma równie dobrą przyczepność. Może ujmę to tak. Twórcy Shift'a dostaną nawet pozytywną ocenę za tego NFS, ale dopiero wtedy jak wszystkim nabywcom zafundują kierownice ;)

24.10.2010
16:06

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9761839

DM --> Większość z tego czepialstwa można odnieść do innych strzelanin, ale do MoH też, więc nie wiem czemu nie miałbym tego opisać. Co do tych operacji US Army to nie wiem o czym mówisz, no ale dobra. Poza tym bierz pod uwagę że moja robota polega na ocenianiu gry a nie US Army. A Spoilery to akurat MoH nie jest jakąś tak cudną grą, żeby smaczki pozostawiać w tajemnicy.

24.10.2010
14:52

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9761839

Mortalking --> Chętnie ;p Jednak chyba bym musiał w przypadku krytycznym, nauczyć się nie tak ostro ;p

24.10.2010
11:31

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9761839

Wreszcie. Wiele uwagi poświęciłem najnowszemu Medal of Honor. Przeczytałem mnóstwo opinii, recenzji i obejrzałem wiele razy "wspaniałą" reklamę tej gry w TV. Wreszcie po latach, udało mi się dostać ją w swoje ręce do zrecenzowania. Wcześniej miałem tylko taką nadzieję, ale teraz po przejściu jej, mam pewność że moje marzenie się spełniło - Oto gra, dzięki której będę mógł szczerze, otwarcie i rozbudowanie powiedzieć co myślę o EA Games.


Na początek muszę oznajmić (co chyba nikogo nie dziwi) że gra mnie rozczarowała. Jestem człowiekiem który wiele razy przeszedł Modern Warfare 1, Crysis i Bad Company 2, dlatego od dzisiejszych strzelanek wymagam dość dużo. Jak wypada przy nich najnowszy Medal of Honor? Jeżeli Alied Assault był Normandią, to Medal of Honor 2010 jest Market-Garden dla EA. Jednak bądźmy sprawiedliwi. Gra wcale nie jest tak tragiczna. Ma kilka plusów i nadal największym ścierwem wśród strzelanek dla mnie pozostaje Turning Point: Fall of Liberty. MoH ma kilka plusów i może od nich zacznę.


Plusy
Muszę przyznać że w tej gierce naprawdę postarali się z muzyką. Pasuje ona do gry, dodaje swoistego klimatu i emocji. Zwłaszcza finałowa była bardzo fajna. Poza muzyką, MoH ma też naprawdę dobre dialogi. Aktorzy wcielający się w żołnierzy odwalili dobrą robotę i tu raczej nie miałem się do czego doczepić. To co wg. mnie również porządnie wykonano poszczególne lokacje w których dzieje się fabuła. Ogląda się je bez marudzenia i naprawdę przypominają one Afganistan z prawdziwego zdarzenia.
Misji jak wszyscy wiemy jest bardzo niewiele, ale jednak zdarzają się wśród nich takie które naprawdę mi się podobały. Zwłaszcza świetne było zdobywanie Doliny Królów i walka ze snajperami. Tam się nie nudziłem. Zaraz potem przyjemne ataki artyleryjskie na miasto Bargham. Jeszcze misją która nawet mi się podobała była ta w której jeździmy na quadzie. Sterowanie jest wygodne i nie zdarzały mi się tam utrudnienia jazdy.
To za co należą się największe ode mnie pochwały, to misja po tym jak trafiamy do chatki gdzie odzywa się komórka i wybucha bomba. Potem wśród wzgórz bronimy się w małej chatce, przed dziesiątkami Talibów. Przypominało to Westerplatte. Akcja, krzyki i dramatyczna muzyka dawały tej misji ogromny klimat. To zdecydowanie największy plus MoH. Jeszcze w grze są dwa drobiazgi które mi się podobają. Oznacznik, na dole ekranu, pokazujący nam że trafiliśmy wroga w głowę, oraz to że podczas sprintu można wykonać tak zwany wślizg za przeszkodę. To są plusy które muszę szczerze przyznać tej grze.


Minusy
Jednak niestety te wszystkie plusy są miażdżone przez stosy minusów jakie są w tej grze. Może zacznijmy od najmniej ważnej rzeczy w grach - grafiki. Miałem wrażenie że ta gra jest starsza od Modern Warfare 1. Efekty wybuchów wyglądają naprawdę kiepsko czasem. Grafika jakaś taka komiksowa. Nie jestem zwolennikiem takiej grafy w tego typu grach. Może dlatego że wciąż mam w pamięci tragicznego Turning Point, gdzie też była taka grafika.
To nie koniec. Grając w grę, mam wrażenie że EA tak bardzo czerpało garściami z Modern Warfare, że aż zahacza to o plagiat. Te same animacje, te same wyglądy broni, sterowanie. Jazda samochodem taka sama jak w MW, potem atak na ten samochód. Nawet Dusty otwierał drzwi identycznie jak Kapitan Price. Już nie mówiąc o tym że większość misji rozpoczyna się od zdjęć satelitarnych. Tak samo jak w MW.
Pamiętacie jak mówiłem że misja z quadem jest fajna? Cóż. Tylko w chwilach gdy jedziesz quadem. Potem mamy kolejną ściągę z Call of Duty. Ty i inny snajper się ukrywacie i zdejmujecie dwóch jednocześnie. Ach ta Prypeć. EA chyba czuje że się rozpada, więc kradnie od konkurencji. Niestety coś im to nie wyszło.
Fabuła to (mimo kilku fajnych misji) kolejna porażka EA. Mamy dwie postacie do kierowania na zmianę, ale oczywiście, jakże moglibyśmy grać kimś innym niż "wspaniałymi, cudownymi, niedoścignionymi, walecznymi i świętymi" Amerykanami. Przecież dla EA Games - Komerching everything, innych bohaterów na świecie nigdy nie ma i nie było. Chociaż oglądając naszych towarzyszy o Talibskim wyglądzie i długich brodach to mam wrażenie że jestem Amerykaninem w oddziale z Żydami ;p Jeszcze często nie ma ostrzeżenia kiedy jesteś umierający. Czasem jest zaczerwieniony ekran, ale często po prostu umierasz bez ostrzeżenia. No i fabuła od początku do końca ułożona jest tak, że właściwie nie wiem co robię, po co to robię i dlaczego tam miałem tak robić. Po prostu se postrzelaliśmy i już, do widzenia. Również początek drugiej misji jakiś dziwny. Najpierw gadamy z Talikiem o Dolinie Królów a potem nagle z dupy jedziemy samochodem pod ostrzałem.
Poza byciem nacji Amerykańskiej, to oczywiście jesteśmy jak zwykle służącym i największą ciotą w drużynie. Kumple nadużywają non-stop naszej ksywki i właściwie tylko my coś ciągle robimy, a oni albo stoją tylko, albo tylko celują we wroga. Czasem strzelają, ale o trafianiu bym nie powiedział. Najlepszy przykład miałem w Dolinie królów. Wszedłem na wieżyczkę razem z innymi i widzimy za ogrodzeniem Talibów. Strzelamy do nich. Zabiłem kilku i nagle granat. Musiałem zeskoczyć z wieżyczki, ale mówię - dobra, kumple zabiją resztę. Patrzę a te debile sobie tam po prostu stoją i czekają aż wrócę! Żal!! To pewnie tak wygląda też praca nad grami w EA Games. Innym razem zaatakowaliśmy małe obozowisko Talibów, gdzie było ich 8. Ja zdjąłem 6 i musiałem wymienić magazynek. Do tego czasu nie zginął ani jeden Talib. To po cholerę mam tych debili w oddziale!? Chyba tylko dla ozdoby. Nadal czuję się jak jednoosobowa armia z Alied Assault. Chociaż akurat ta gra była mimo wszystko zajebista. Jeszcze jesteśmy największą ciotą, bo wszyscy są w stanie wspiąć się na bloki skalne. Ale oczywiście nie my. Musimy mieć podaną rączkę, bo inaczej nie damy rady. Tak samo przeszkód na drodze nie da się za nic pokonać, dopóki nie pokonają ich twoi wspaniali towarzysze.
A skoro już jesteśmy przy ksywce jednego z bohaterów. To jeden z nich o ksywce - Królik. Chyba w życiu nie słyszałem durniejszej ksywki. To już lepsze chyba było "Soap" z MW1. Już widzę te nagłówki "200 talibów zabitych przez Królika".
Wracając do debilności naszych towarzyszy (wzorowanych pewno na pracownikach EA Games), to raz było tak że ich trzech, nie mogło zabić jednego Taliba, który stał w otwartych drzwiach. Dopiero ty, dzielny herosie musisz pokazać im jak się to robi. Często gdy był środek akcji, gdzie latały granaty i nawalały CKM-y, to tyle osób naraz do mnie coś gadało że totalnie nie ogarniałem co się dzieje. Skutkowało to szybką śmiercią. A już szczytem chyba było jak moi towarzysze wmieszali się we wrogów i nawalali do siebie z odległości pół metra.
Aha, jeszcze dodać musimy coś co po prostu jest nie do przyjęcia w strzelankach. Jednak EA oczywiście pomyślało że będzie to zajebiste (a jest tak "zajebiste" jak oni sami). Nasz bohater jest najbardziej znienawidzonym człowiekiem w całym Afganistanie. Mianowicie, wrogowie nawalają w twoich kumpli, jak ich widzą. Ale jak tylko ty się lekko wychylisz, to wszystkie okoliczne karabiny kierują się tylko w ciebie. Dodatkowo wrogowie pojawiają się znikąd. Zabiłem kolesia który ukrył się za małą skrzynką. Gdy się potem zbliżyłem, to wyskoczył zza niej nagle drugi koleś. O co tu chodzi?
Mówiłem że towarzysze do idioci? Spoko, są Einstein'ami w porównaniu z przeciwnikami. To co odwala Al-Kaida, to godne upośledzonych. Czasem się zdarzało że Talib zastrzelił swojego. W pierwszej misji zgasiłem światło i wszedłem do pomieszczenia z Talibami (Kolejny raz przypomina to MW) i zabiłem jednego. Był huk, był błysk i Talibowie to widzieli. Ale zamiast nawalać we mnie, to zaczęli nawalać gdzieś w lewo. Jednak okazuje się że poza takimi kretynami, to Al-Kaida zatrudnia też najlepszych strzelców wszechświata. Jedziesz samochodem prędko, który się trzęsie i podskakuje oraz zygzakuje. Oni też jadą tak samochodem, oddalonym od ciebie o 100 metrów. Nie szkodzi i tak będą w ciebie trafiać i to każdym strzałem. Jeszcze zatrudniają nieśmiertelnych kierowców. Zasiadłem za sterami CKM-u. Nagle widzę jedzie samochód z innym CKM-em. Ostrzelałem całą serią kierowcę, samochód się zatrzymał. Potem ostrzelałem wroga w CKM-ie i zabiłem go, a samochód wtedy odjechał o.O Poza tym to Talib i tak zawsze w ciebie trafi. Bez względu na to czy jesteś w trawie, jest noc, burza piaskowa czy granat dymny. Nie szkodzi i tak dostaniesz w łeb kulą. Sorry, ale czegoś takiego nie mogę wybaczyć.
Najlepsze było jak nocą razem z Dustym zakradłem się do obozowiska Talibów. W ciemności zabiłem dwóch, ale zaraz potem inni zobaczyli Dusty'ego. Jednak ogień oczywiście skierowali na mnie... To już nawet w Call of Duty 3 nie było tego aż w takim stopniu... No ale wiadomo że EA Games - Fucking everything.
Dusty to postać uniwersalna. Bez względu na to czy jest noc, czy trzeba użyć lunety czy noktowizora, to on zawsze ma na oczach swoje ciemne okulary. Dla snajpera obowiązkowe :] Przynajmniej wg. EA. Później wyrżnęliśmy całą wioskę i wróciliśmy na Quady, a brama magicznie otworzyła się przed nami.
Jeszcze mówiąc o IQ wrogów i towarzyszy to muszę dodać że raz nie trafiłem ze snajpy. Pocisk minął wroga o centymetr, a on nawet tego nie zauważył. Inny przykład "inteligencji" towarzyszy to kiedy krzyknęli żebym uważał na cel z lewej, a zaatakowano mnie z prawej...


Optymalizacja i dopracowanie (minusów ciąg dalszy)
Optymalizacja jest oczywiście spartolona. O tyle ile gra chodzi płynnie, to czasem nie wiadomo dlaczego, ilość klatek tak masakrycznie spada że zdarzają się nawet zwiechy na 3-5 sekund.
Najbardziej tutaj chyba mnie rozczarowało że mało co da się zniszczyć. Nawet żarówka nie zniszczy się od strzału. Przyzwyczajony jestem do Bad Company 2 gdzie dało się zniszczyć 90% mapy, dlatego jest to dla mnie wielki minus. No i trzeba dodać że już w Turning Point przynajmniej dało się niszczyć elementy otoczenia. Pamiętam też że raz strzeliłem z RPG. Pocisk poleciał ale nie było wybuchu. Cele po prostu padły martwe... Pamiętacie też jak mówiłem o Talibach za ogrodzeniem i strzelaniu z wieży. To jeszcze zobaczyłem tam Moździerz który sam strzelał, nikt go nie obsługiwał. No ciekawe, ciekawe :) Innym razem zakradłem się pod CKM i chciałem do gniazda wrzucić granat. Dupa, granat przeniknął przez dach i poleciał dalej. A skoro już przy CKM-ie jesteśmy to pamiętam jedną z końcowych misji, gdzie niszczyłem przyczółek Al-Kaidy. Jeden koleś tam przeżył aż 4 headshoty. Ale to nic w porównaniu z gościem przy CKM-ie który tych headshotów przeżył aż 9! Nie wiem kto pracował nad tą grą, ale mam podejrzenia że pochodzi do hindusów którzy zrobili Gothic: Zmierzch bUgów. Jeszcze była tam fajna sytuacja, jak Talib pobiegł za skałę się ukryć, gdzie ukrywali się towarzysze. Dopiero jakieś 10-15 sekund później zaczęli do siebie strzelać, ale tak to siedzieli za skałą tuż obok siebie. Raz atakowałem Talibów wybiegających zza ściany małej chatki. Wybiłem ich chyba ze 48. Przy okazji nawalał w nich z działa helikopter, ale im oczywiście nie przeszkadzało to w kierowaniu wszystkich strzałów tylko w moim kierunku...
Jedna z misji, gdy rozbijamy się w ciemności i mamy tylko nóż. Zapowiadała się świetnie. Taki cichy zabójca, przekradający się i mordujący wrogów. Jednak dupa, bo już po chwili zdobywamy pistolet i nawalamy się z wrogami. Gdy snajperem rozwaliłem wroga to jego kumple zamiast się ukryć, to wyleźli na otwarty teren i zaczęli się rozglądać. A chyba najlepsze było na skalnym łuku. Wywaliłem w ciemnościach we wroga pół magazynku. On przeżył, a potem mnie zabił oczywiście precyzyjnie w ciemnościach. Widziałem jego mordę i gwarantuję że nie miał żadnego noktowizora.
Gra ma też oczywiście beznadziejne punkty kontrolne. Przykład - Misja w jaskini z towarzyszem gdzie zabiłem ze 3 oddziały wroga. Potem zabił mnie jakiś zbłąkany i oczywiście wszystko od nowa. Innym razem musiałem ze 6 razy rozwalać ten sam CKM a potem bez ostrzeżenia był nalot i zginąłem. Co potem? Jak zwykle - od nowa!
Jeszcze dziwna rzecz była jak leciałem helikopterem i towarzyszącym "Rewolwerowcem 6". Po ataku na miasto mocno dymił na jednym silniku, ale po przerywniku był już w pełni sprawny.

Najlepsze zostawiłem na koniec. Wiele się naczytałem o grze, dlatego zacząłem od razu od najtrudniejszego poziomu. Ludzie to nie było żadne wyzwanie! Już CoD na średnim był 100 razy trudniejszy. No i cholera, co to za kampania, którą przejść się nie da później niż niecałe 4 godziny! Po raz kolejny, cholera przypomina mi się Turning Point!!


Uczepiłem się wielu drobiazgów. Dlaczego ja taki chamski!? Bo to pier****ne EA Games za to "arcydzieło" domaga się 140 zł! Na konsolę nawet 250! No ale to typowe dla EA Games - Fucking and Comerching everything. Za byle gówno zrobione na odwal się, zawalone minusami i w dodatku z kampanią na 4 godziny domagają się kasy jak za jakiś hit w Edycji Kolekcjonerskiej! Dla mnie ta żałosna firma już jest skończona. NFS: Shift był beznadziejny a ten MoH to już gwóźdź do trumny tej pseudofirmy. Czego z całego serca im życzę, bo te palanty nie myślą o niczym tylko o forsie. Inne firmy też, ale żadne w takim stopniu jak to pieprzone EA! I co roku wydają Fify, które od poprzedniczek różnią się tylko grafiką. Już chyba i tak szczytem bezczelności ze strony tych palantów było SPORE, które po zainstalowaniu sprawiało że twój komp już właściwie należał do EA, a jeżeli chciałeś zainstalować grę po raz czwarty to musiałeś do nich zadzwonić.
Nie wiem, może ktoś lubi być naiwniakiem, ale ja nigdy już nie kupię gry od EA, bo wiem że będzie to wyłącznie krótknie, nic nie wnoszące gówno, za które chcą bajecznych sum. Naprawdę w przypadku gier EA to ja szanuję piratów i złodziei, którzy przyczyniają się do szybszego upadku tej beznadziejnej firmy! Jedyna fajna gra jaką ostatnio wydali to Fight Night Round 4. Ale wszystko co ostatnio robią, to tylko w założeniu - Zrób szybko, bez sensu i daj dobrą reklamę, zapowiedz mega-hit i domagaj się za to wygórowanej ceny. Dodatkowo nie mam do nich szacunku bo chcieli, wchłonąć Ubisoft, przez co pewno nie zobaczylibyśmy Assassin's Creed 2 ani Splinter Cell Conviction. Albo zobaczylibyśmy, ale za każdą kolejną lokację byśmy musieli płacić, żeby ją odblokować!
Naprawdę. Dla mnie bardzo trafiona jest ikona odinstalowania gry, przedstawiająca przekreślony znak EA. To powinno się stać moim logiem. Nie będę dawał kretynom zarobić dużych sum, w zamian za płytkie gówna które teraz robią. Już wolę być tym złodziejem/piratem czy innym niż totalnym naiwniakiem. Apeluję, nie kupujcie przedpremierowo ich gier. Albo już przed kupnem, pobierzcie dla testu (to jest akurat legalne). Uwierzcie mi że 99% gier jakie teraz wyda EA Shit to będzie przereklamowany chłam, robiony wyłącznie dla kasy i niczego poza tym.


Moja ocena Medal of Honor to 3,5/10 Było kilka plusów, ale zostały zalane przez minusy i mentalność EA Games. Rzygać mi się chce jak o nich myślę. Komercha to pierwsze co mi przychodzi na myśl jak słyszę ich nazwę!


EA GAMES - FUCKING AND KOMERCHING EVERYTHING. Taka powinna być ich reklama, bo byłaby 100% prawdziwa.

12.10.2010
08:09

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=3553711

@Juventusista -> No właśnie tak robię ;p Ogółem to jest znośne, bo wyskakuje może raz na jakieś 6 godzin. Ale robię raz save na jednym polu, a raz na drugim. W przypadku zwalenia save'a mam zabezpieczenie ;p

11.10.2010
19:44

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=3553711

@Juventusista --> Mam oryginał wydany przez CDProject.

09.10.2010
20:05

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=3553711

@Juventusista --> No to jestem ugotowany chyba -.- Mam ten właśnie patch... Często jak dłużej gram w grę to wyskakuje błąd:
Runtime error
Gothic3.exe
R6025
- pure virtual function call


Miałem nadzieję że jest jakiś sposób żeby tego gówna się pozbyć -.- Mimo że nie za często wyskakuje to czasem jak zapomnę zapisać grę, to potrafi być wkur****ący niemniej niż system walki w tej grze...

08.10.2010
07:33

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=3553711

Wie ktoś może jaki jest do Gothic 3 obecnie najnowszy patch? Bo mam dziwną rzecz z oryginałem. Jak jakiś czas gram, to wywala błąd gdzie mam do wyboru przerwij, ignoruj, spróbuj ponownie, a potem znowu coś tam nie tak itp. Raz mi się tak zrobiło w czasie save, i cały save poszedł w diabli, co mnie ostro wkurzyło! Wie ktoś jak się nazywa najnowszy patch, albo jakiś co usuwa takie błędy?

02.10.2010
10:47

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

Jest jakikolwiek sposób na anulowanie ulepszeń do broni? Bo nie powiem Glock (jak i większość pistoletów) z wystającym magazynkiem, wygląda z deka żałośnie ;p A to ulepszenie w rozpędzie odblokowałem.

30.09.2010
21:01

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10495680

@tknowiec - Żeby byli Polacy w grze, to polscy bokserzy musieliby z własnej woli podpisać umowę z EA o ich wizerunki w grach. Adamek był w FNR 4 tylko dlatego że sam się zgłosił, inaczej by go wcale nie było. I w dodatku traktowany jest tam jako bokser z edytora -.- W ogóle nie ma jego ksywy, nazwiska wymawianego, twarz zrobiona na odwal się itp....

30.09.2010
20:55

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9036065

Mogliby dać jakieś screeny albo artworki jako dowód że prace nad grą naprawdę ruszyły, a nie tylko sobie tak powiedzieli.

28.09.2010
13:08

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10593002

Wg. mnie fabuła mimo że jakaś specjalna nie jest to jest wielkim przełomem w stosunku do Gothica 3. Tak samo system walki, bo wreszcie można było trafić wroga wcześniej niż pół godziny po rozpoczęciu walki. Co do AI i stania to nie widziałem takich rzeczy u siebie. Musisz mieć wersję bez patchy. Lewitacja i przemiana w łodzika były całkiem przydatne. Można było się dostać szybciej w jakieś lokacje. Ośmiornica (jak nazwałeś czerwia wychodzącego z wody) jest na pewno lepszym pomysłem niż Arcania typu - wejdziesz do wody to dead na miejscu, albo niewidzialne ściany po odpłynięciu ileś metrów. Na podobne sposoby pokonywało się bossów w Gothicu i nikt nie narzekał. Mi tam Risen nawet przypadł do gustu, bo jak zobaczyłem konkurencję od JoWood ze Zmierzchem bUgów na czele, to już bym wolał chyba Limbo of the Lost kupić.

27.09.2010
13:50

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6788546

@śmigli --> ten utwór o który Ci chodzi to "Let it Snow" autor - Dean Martin ;)

24.09.2010
11:23

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6798968

@ProTyp


Przypominam, że wszystkie ułatwienia można wyłączyć w opcjach. :)


Dzięki Bogu ;) Gra była wg. mnie za łatwa, a grałem na średnim ;p (Trudny miałem zablokowany)

24.09.2010
09:59

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6798968

No cóż. Muszę powiedzieć że przechodząc demo mam mieszane uczucia. No ale podzielę się z wami tym o co mi chodzi.


UWAGA: Poniższa ocena jest WYŁĄCZNIE oceną demka. Cała ocena gry pojawi się dopiero po przejściu pełnej wersji.


Na sam początek muszę powiedzieć że gra ma całkiem ładną grafikę. Dobrze to wszystko wygląda na rodzinnej wyspie bohatera. Ładne morze, lasy, pola. Jednak to co psuje tego plusa to ograniczony jak tylko się da, dostęp do reszty wyspy. I nie mówcie mi że to tylko demo, bo doskonale wiem że w pełnej będzie to samo. Wkurzające jest też to że nie można wejść do wody, bo śmierć na miejscu. Jak można jeszcze robić takie gry? No i oczywiście interaktywność z czymkolwiek innym niż skrzynia czy brama to tylko nędzna animacja i nic poza tym.
Ucieszył mnie początek, gdzie bohater gada ze swoją ukochaną Ivy. Dlaczego? Dlatego że wreszcie kobiety zajmują jakąś konkretną rolę w grze. Będzie ślub itp. Jednak muszę powiedzieć że kiedy na samym początku Bezi budzi się z koszmaru, przylatuje Ivy i mówi - "Znowu miałeś koszmary" to powiedziała to tak rozradowanym głosem, jakby była z tych moich koszmarów dumna... W ogóle w grze, o tyle co angielski dubbing mężczyzn jest naprawdę w porządku, to kobiet jest po prostu wkurzający. Więcej pisku niż mowy.
Ogółem początek grając, bardzo mi się podobał, ale do czasu, aż jeden z mieszkańców powiedział do mnie - Niech Innos będzie z Tobą. Wtedy dopiero przypomniałem sobie że to się dzieje w świecie Gothica. Wtedy już było co raz gorzej.
Jestem zwolennikiem wprowadzania nowości w seriach, jednak tutaj sprawy zaszły za daleko. To mi w ogóle Gothica nie przypomina. Same animacje, zero prawie swobody, brak pływania itp. Ze wszystkich questów jakie miałem w grze to tylko ten od Wiedźmy był naprawdę fajny. Tak to praktycznie wszystkie to bycie czyimś sługą od brudnej roboty i na posyłki. Nawet Orkowi-Niewolnikowi i własnej żonie musisz coś udowodnić... -.- Nie ma to jak przygotowywanie się do bycia pantoflarzem. A już szczytem było chyba to zadanie dla Orka-Niewolnika, żeby zdobyć od niego bursztyn. Bohaterowi chciał sprzedać, ale bohater mówi że nie ma kasy (miałem wtedy 120 sztuk złota), no to ork mówi żeby poszedł pozbierać mu grzybki bo jest głodny o.O Z tego co wiem, orkowie jedzą mięso, ale dobra. Zadanie z Diego, polegające na walce z nim. To co z Diega zrobili to już szczyt. Już walka ze ścierwojadem z Gothic I, była trudniejsza. Widziałem sześciolatki które byłyby bardziej wymagającymi przeciwnikami. Już nie mówiąc o tym jak przeciwnik przygotowuje się do ciosu. Trwa to tak długo że zdążyłbym wypić duży łyk z butelki i odejść na dużą odległość od wroga. A potem jeszcze lepsze zadanie od niego - Koleś który w przeszłości walczył z Trollami, hordami Orków i uczestniczył w wyzwalaniu Myrthany, teraz nie umie pozbyć się dwóch goblinów koło swojej łodzi. Zaleciało mi tu Zmierzchem bUgów.
Przeciwnicy, ku mojemu zaskoczeniu wyglądają naprawdę dobrze. Kretoszczur teraz naprawdę wygląda jak połączenie kreta i szczura. Pełzacz też świetny i zakopuje się pod ziemię. Chociaż z dzikością wilków trochę przesadzili, bo bardziej przypominają mi one, biegające na czworaka Wilkołaki. Jednak walka z przeciwnikami pozostawia wiele do życzenia. System walki jest wg. mnie bardzo dobry i wygodny. Na pewno przerasta o wieki, tragiczny system z Gothic III. Więc na co narzekam? Na to że wrogowie walczą jak pijane kaleki! Każdy cios można przewidzieć i bez draśnięcia pokona się Golema, za pomocą kija pasterskiego! Żaden przeciwnik w grze nie zadał mi prawie żadnych obrażeń. Dopiero jak przyszedłem do upadłych paladynów, to wreszcie mi trochę życia starli, ale UWAGA: Tylko dlatego że było ich 4 naraz a mi nie chciało się używać tarczy. Najlepsze są wilki. Możesz wziąć spróchniały badyl i iść na całą watahę wilków. I tak wygrasz. Dlaczego? Dlatego że jak nawalasz wilka to on nie robi nic tylko stoi i warczy na ciebie! Z zawiązanymi oczami można z nimi wygrać. System walki jak już mówiłem, nie jest wkurzający, jednak bardzo irytuje to że jak walczymy to kamera leci kilometr w niebo i mało co widać. Wtedy czuję się jak w jakimś Dungeon Siege czy innym H&S.
Gra jest jeszcze uproszczona jak cholera. Naprawdę, miałem wrażenie że twórcy uważają graczy za opóźnionych w rozwoju. Nie dość że walka łatwa jak nie wiem co, to jeszcze questy bardzo proste. Są oznaczone na mapie, gdzie iść, co akurat uważam za plusa, bo nie trzeba tak błądzić jak w GIII, ale jednak ten cholerny wykrzyknik, lewitujący nad celem, uważam za tragicznego minusa! Po cholerę on jest? Czy oni myślą że gracze to niedorozwoje, którzy nie domyślą się po prostu po oznaczeniu na mapie!?
Bugów nie uświadczyłem dużo, ale już jak były to bardzo dziwne. Będąc koło rzeki, postać biegnie w miejscu. A już najlepsze jest schodzenie po skałach. Nie można po prostu pobiec i spaść. Trzeba zeskoczyć, bo inaczej postać się zaklinuje na krawędzi... Jeszcze wkurza mnie że nie ma opcji chodzenia, tylko bieganie i skradanie. Ta gra jest tak strasznie okrojona że naprawdę powinna mieć kategorię: Hack&Slash.
Ogółem tyle mogę powiedzieć. Czekamy na pełną wersję i mam nadzieję że będzie więcej takich zadań jak od Wiedźmy, a nie mieszkańców wioski. Finał w sali też był intrygujący. Ogółem ocena musi zostać podzielona. Ocena Demka jako gry z mojej strony jest 7/10. Natomiast ocena jako Następcy Gothica niestety ale narazie 4/10. Jedyne co z Gothica było to potwory, Diego i Innos.


Opisać można to tak jak powiedziała mi żona rybaka, z wioski bohatera: "Kiedyś było lepiej". To właśnie tyczy się sagi Gothica.


Czekamy na premierę. Przejdę ją, ale raczej tylko dlatego że chcę poznać dalsze wydarzenia w świecie Gothica.

22.09.2010
09:00

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6798968

@Querty --> I to by było na tyle jeżeli chodzi o twoje kontrargumenty, które i tak mogę podważyć.


System reputacji był TYLKO w słabej trójce i był raczej wadą zastępująca frakcje niż czymś nieodłącznym dla serii. Bardzo dobrze że nie ma tego w Arcanii...


Nie chodziło mi o zdanie u buntowników/orków itd. z Trójki, tylko to że musiałeś zdobywać poparcie kilku ludzi żeby cię gdzieś przyjęli. Tak jak w Jedynce i Dwójce.


Aha..grałeś już tak? Nawet UVI który miesza tą grę z błotem mówi że zadania sa w tej grze zaletą bo sa urozmaicone...


Tak samo mówili przed premierą Zmierzchu bUgów, a jak większość zadań polega na tym samym, to bez względu na urozmaicenie, robi się nurzące. No ale poczekamy, zobaczymy.


Nieprawda, można siadac na krzesłach, piec mięso nad ogniskiem, podchodzić do kowadła i kuć miecze, kłaść się na łóżku etc. Poprostu sa to zwykłe animacje...


W jedynce, dwójce, trójce to siadanie przy ognisku, odwiedziny u kowala, kładzenie się na łózkach, coś ci dawało. Zwłaszcza łóżko było ważne, dla zdrowia i czasu. Co mi po jakiejś gównianej animacji?

20.09.2010
14:16

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6788546

Mafia to już legenda. Wg. mnie najlepsza gra tego typu i prawdziwy klasyk ;) Jak wypada Mafia II w porównaniu z I? Zobaczmy. Na początek może krótko o Mafii 1:


MAFIA I


Chyba każdy prawdziwy gracz zgodzi się że Mafia to klasyka ;) Niemal wszystko w niej fascynuje, nawet w dzisiejszych czasach. Postacie, Grafika, Fabuła, Muzyka, wszystko w tej grze zapada w pamięć na długie lata.
Grafika w tamtych czasach była tym czym dzisiaj jest Crysis. Bije na głowę wydane wcześniej GTA III, a nawet dzisiejsze GTA IV. Grafa do tej pory się nie postarzała i budzi podziw. Zwłaszcza modele twarzy postaci są świetnie zrobione, już nie mówiąc o dymku unoszącym się z cygara Salieriego czy modelach Samochodów ;) Ja jako wielki fan samochodów lat 30-tych i 50-tych byłem baaaardzo zadowolony.


Główny bohater gry - Tommy Angelo to kolejna bardzo mocna strona całej gry. Przede wszystkim facet który ma łeb na karku, umie myśleć, ma dobre serce i czuć że jest z krwi i kości. Wykonuje bezwzględne rozkazy Mafii ale ma wiele człowieczeństwa w sobie. Zwłaszcza dialogi to pokazują, również świetni Paulie, Frank czy wreszcie Don Ennio Salieri ;) Czeski Tommy bije na głowę, Amerykańskiego Claude Shita, który był przez rodziców kochany tylko w nocy, a przez starszego tak mocno że aż stracił umiejętność mowy. Naprawdę jak grałem w GTA III to miałem wrażenie że chodzę jakimś androidem z IQ na minusie, który umie tylko zabijać ludzi bez pytania. Tommy Angelo to bohater ludzki i potrafiący mówić oraz wyrażać swoje własne zdanie.


Czas na główny atut Mafii - Fabułę :) Tutaj historia toczy się po prostu świetnie. Bohater pnie się po szczeblach, ale jednocześnie się co raz bardziej pogrąża. Wkurzała mnie trochę misja wyścigu, ale nie jest zła w porównaniu z tymi z GTA. Jednak misje wcale się nie nudzą i można je przechodzić na okrągło, bo tworzą świetnie układający się, niemal filmowy scenariusz ;) Również wstęp tak kieruje kamerą że mamy wrażenie że zaczyna się świetny film. Zakończenie ma też przesłanie. Pokazuje nie tylko co grozi poprzez zadawanie się z Mafią, ale również to jak wielką i zdolną jest ona potęgą.

Muzyka, to kolejny atut. Jazzu lat 30-tych słucha się miło. Utwory świetnie są dobrane do klimatu amerykańskiej prohibicji. No i są to takie utwory które raczej każdy powinien polubić. Rozluźniają, odprężają i uspokajają ;)


Jazda samochodem. W tej grze jest moja ukochana :) Dlaczego? Dlatego że każdy samochód (poza tym że jest z lat 30-tych) to ma własną ciężkość, zwrotność, przyspieszenie i moc. Naprawdę się to wszystko czuje. Jednak jest jeszcze jeden atut. Samochody posiadają skrzynie biegów :) Ja tam ZAWSZE jeździłem na manualnej, bo daje mi to przyjemność, czuć że naprawdę się jedzie samochodem. Jeszcze przed każdą zmianą biegów naciskałem X, bo to klawisz odpowiedzialny za wciśnięcie sprzęgła :D Automatycznej nie używałem, bo ona została wynaleziona dopiero w 1948 :p Ale dobrze że mimo wszystko jest, bo nie każdy może być tak dobry w manualu. Jeszcze trzeba dodać że kolizje samochodów są świetne. Można przebić oponę, rozwalić szybkę, porysować lakier, urwać lusterko lub reflektor itp. A jak to było w "cudownym" GTA III? Strzelałeś w szybę i samochód się zapalał. Żal...

Policja z Mafii to chyba jedyna myśląca policja w grach tego typu. Tutaj naprawdę widać że to stróże prawa. Przejedziesz na czerwonym, przekroczysz prędkość, czy spowodujesz stłuczkę to dostajesz mandat. Chodzisz z bronią w ręku, potrącisz przechodnia czy uderzysz kogoś to aresztowanie. Strzelisz to policja odpowie ogniem. Widać że to są stróże prawa. Tymczasem w GTA mogłeś po terenie zabudowanym grzać 200 km/h albo chodzić z bazooką w ręku a oni nic, w dupie to mają. Już nie mówiąc że lekko stuknąłeś ich samochód to miałeś jak w banku że cię podziurawią na sito. Brutalność policji ;p


Ogółem Mafia to wspaniała gra :) Do tej pory można do niej wracać i jest prawdziwym klasykiem. Stworzona przez naszych sąsiadów z Czech, który pokazali że biedny Słowianin potrafi ;) bezapelacyjnie 10/10. Klasyka!


MAFIA II


Postaram się jak mogę, aby nie spoilerować.


Muszę przyznać że Mafia II mnie nie zawiodła. Na pewno jest trochę gorsza od jedynki, jednak bije na głowę GTA IV. Może zacznijmy od początku i porównajmy ;)


Fabuła
Wydarzenia dziejące się w dwójce to już inne lata. Akcja dzieje się między latami 40-stymi a 50-tymi XX wieku. Ukazuje wydarzenia z życia nowego bohatera Vita Scaletty. W czasie wędrówek i wykonywania misji, naprawdę czuć klimat przestępczy. Muszę przyznać że lokacje, zadania i wydarzenia przewlekające się przez wątek główny są naprawdę ciekawe. Ku mojemu szczęściu, nie było misji polegającej na wyścigach ulicznych itp. Nie znoszę takich misji w takich grach i jak już mówiłem: ,,Będę chciał się pościgać to włączę pieprzonego Need For Speed'a". Gracz się zastanawia co będzie dalej i co najlepsze, często dzieje się coś, czego gracz by się nawet nie spodziewał że tak się stanie. Pamiętam nawet że jeden z twoich przyjaciół wspominał o podróży do Lost Heaven ;) Ogółem uważam że fabuła to pozytywna strona Mafii 2 ;) Nie będę się rozpisywał o zadaniach, bo nie chcę nikomu popsuć zabawy. W każdym razie polecam każdemu zagłębienie się w nią ;) Powiem tylko że w trakcie gry będzie jedno zadanie, które fanom Mafii 1 na pewno bardzo się spodoba, że twórcy umieścili je w grze ;> To bardzo fajna niespodzianka ;)


Bohater
Vito Scaletta na pewno na pierwszy rzut oka różni się od Thomasa Angelo. Wielu mówi że Tommy był oparty o Henry'ego Hilla z filmu ,,Chłopcy z Ferajny". Jednak uważam że to właśnie Vito jest do niego bardziej podobny niż Tommy ;p Jest młodszy, bardziej chętny pracy dla Mafii, bardziej narwany ale również jest człowiekiem który ma w sobie dobro. Kocha swoją matkę i siostrę tak jak Tommy Sarę i swoją córkę. Jednak Vito jest człowiekem rządnym pieniędzy, nowych samochodów, kobiet i szacunku. Dla pieniędzy jest gotowy zrobić prawie wszystko i jest bardzo skory do zemsty. Lecz okazuje się być wiernym przyjaciołom i umiejącym trzymać język za zębami. Jego relacje z Joe są extra odwzorowane. Widać po nich że naprawdę razem dorastali. Scaletta jest bohaterem którego bardzo szybko polubiłem. Fajna sprawa jest też że może on jeść, pić alkohol, albo mój napój życia - Coca-Colę xD, ubrać się w fajny garniak, ma dom itp. Bohater to plus dla Mafii 2 ;) Również dialogi nagrane przez aktorów w grze, pasują do ich postaci wyśmienicie.


Miasto
Empire Bay jest bardzo ładnie wykonane. Jednak twórcy mówili że jest ze 3 razy większe od Lost Heaven. Nie wiem, ale ja mam wrażenie patrząc na mapę, że jest nawet mniejsze od Lost Heaven ;p W każdym razie muszę powiedzieć że przyjemnie się po nim jeździ. Dzielnice są dosyć ciekawe. Mieszkańcy również bardzo dobrze zrobieni. Widać że są ludźmi zajętymi. Jeden niesie walizkę inny naprawia samochód, a najfajniesze było jak koleś palił papierosa, potem kupił gazetę od gazeciarza, po czym poszedł do samochodu i odjechał ;) Również można znaleźć porozrzucane po scianach budynków portrety przestępców do zbierania, które są świetnie narysowane. Podczas gry zbieramy również magazyny Playboy'a, które na pewno są 100 razy lepszym rozwiązaniem niż gołębie w GTA IV. Są sklepy odzieżowe, restauracje, bary, sklepy z bronią, stacje benzynowe, warsztaty itp. Jest co robić ;) No i fajne jest również to że mamy okazje to całe miasto zobaczyć nie tylko w dzień i w nocy ale również w różne pory roku.


Radio i Muzyka
Kolejny atut. Muzyka jaką możemy posłuchać z 3 różnych radiostacji, również w tej grze jest dobrze dobrana i daje smaczek tamtych lat ;) W części gry dziejącej się jeszcze w latach 40-tych nawet w Empire Classic znalazł się jeden utwór z jedynki ;) Pomiędzy utorami można też usłyszeć wiadomości. Można posłuchać o ostatnich przestępstwach (często naszych ;p) albo też wydarzenia ze świata. Zdarzyły się nawet w czasie gry 2 wiadomości dotyczące Polski :) SPOILER: Jedna wiadomość dotyczyła szczęścia obywateli Polski, wyzwolonych spod panowania hitlerowskich okupantów, a druga odkryciu straszliwych realiów obozu koncentracyjnego w Auschwitz. KONIEC SPOIERA. Uważam że radiostacje to wspaniała rzecz ;)


Samochody
Kolejna fajna rzecz. Jak już mówiłem jestem fanem aut z lat 30-tych i 50-tych, więc i tutaj byłem zadowolony ;) Zwłaszcza moje ukochane w tej grze Auto - Potomac Indian, oparty o Pontiac'a Chieftain'a do tego stopnia mi się spodobał, że nadałem mu perłowy kolor, stuningowałem na maksa i dałem najdroższe felgi. Dbałem o ten samochód tak jakbym miał go naprawdę :D Za nic się nim nie rozbijałem i jeździłem nim na myjnię gdy był brudny. Właśnie, teraz samochody się brudzą, więc trzeba je czyścić ;p Szybciej też niż w jedynce tracą paliwo, więc tankowanie też wchodzi w grę. Można zajrzeć pod silnik, lub do bagażnika, stuningować, wymienić felgi lub rejestrację, kolor itd. To czego nie mogę odżałować to że nie można już zmieniać biegów, no ale dobra, powiedzmy że to dlatego że wynaleziono już automaty ;p W opcjach można ustawić tryb jazdy realistyczny lub normalny. Polecam ten pierwszy. Czuć ciężkość i siłę samochodu. A zwłaszcza w misjach dziejących się w zimę, czuć że droga jest śliska.
Hamulce mnie zadowalają, bo prawie zawsze da się wyhamować, a nie to co w GTA IV... Klakson wreszcie się przydaje. Jak jedziemy szybko i zatrąbimy, to często zjeżdżają nam z drogi. Ogranicznik prędkości też jest cudny. Zmienia się zgodnie z dozwoloną prędkością na danej drodze, no i fajnie jest jechać zgodnie, a nie jak w GTA, zawsze ponad 100 na godzinę.


Bronie
Wróciły moje ulubione - Colt 1911 i Thompson, a doszedł jeszcze mój ulubiony pistolet maszynowy - MP40 ;> Tutaj nie będę się rozpisywał. Broni jest dużo, każdy powinien być zadowolony i strzela się wygodnie ;) Również walka na pięści w tej grze baaaardzo mi się podoba.


Policja
Naprawdę dobra robota. Stróże prawa reagują teraz nie tylko na twoje przestępstwa, ale również innych. Jeżeli chcą cię aresztować to można ich przekupić. Nadal cię ścigają jak przekraczasz prędkość, nosisz broń czy powodujesz wypadek, jednak szkoda że nie reagują już na czerwone światło. Za to jeżeli masz ze sobą przyjaciela i przejedziesz na czerwonym, to on ci to wypomina ;D Ponad to, teraz pozbyć się policji po ucieczce nie jest tak łatwo. Jeżeli cię rozpoznali to będziesz poszukiwany zanim się nie przebierzesz. Jeżeli zapamiętali rejestrację to musisz zmienić ją w warsztacie. Bardzo fajne smaczki ;)


Ruch drogowy
Najlepszy w tego typu grach! Ludzie tutaj wreszcie przestrzegają zasad ruchu drogowego. Przeszedłem Mafię 2 kilka razy już i tylko ze 2-3 razy zdarzył mi sie wypadek, spowodowany nie z mojej winy. Tutaj ludzie nie wpieprzają ci się przed nosem na twój pas, przestrzegają znaku STOP i świateł, jadą zgodnie z ograniczeniem i ogólnie nie powodują dla mnie żadnego zagrożenia w ruchu. Prawie nigdy nie zdarzyło mi się żebym widział stłuczkę. Nie ma tu tak jak w GTA IV że ktoś ci się na autostradzie wpieprzy na twój pas, tuż przed tobą, albo że walnie ci w tył jak stoisz na czerwonym. Już nie mówiąc o tym że szedłem ulicą Liberty City i często widziałem karambole. Tutaj tak nie ma ;) I jeszcze jedna rzecz, mocno przemawia za ruchem ulicznym w Mafii 2. Teraz nie ma tak że samochody pojawiają się z dupy jak odwrócisz kamerę, tak jak to w GTA było. Pamiętam w GTA że jechałem pustą ulicą, odwróciłem kamerę do tyłu, żeby coś zobaczyć. Jak wziąłem spowrotem do przodu to z dupy mi się pojawił samochód i uderzyłem w niego. Tutaj tak nie jest. Nie ma przed tobą samochodu to nie będzie, chyba że jakiś dogonisz poza zasięgiem kamery, albo że wyjedzie z bocznej uliczki ;) Ruch uliczny to kawał dobrej roboty.


Wady
Niestety bez tego się nie obyło. Na samym początku muszę powiedzieć o ogromnym rozczarowaniu jakim poczęstowało mnie 2K Czech. Przede wszystkim twórcy "wykastrowali" tą grę. Usunęli tryb Free Ride, który był mocną stroną jedynki, widok zza kierownicy i wiele zadań, po to aby zrobić płatne dodatki. Nienawidzę takiej komercji. Przez to Mafia 2 jest trochę krótka a zakończenie widać wyraźnie że nie jest zakończeniem jakiego byśmy się spodziewali. Musimy czekać na dodatek co daje kontynuacje.
Właśnie, skoro przy DLC jesteśmy. Poza tym pierwszym do dodaje 2 samochody, to bardzo mnie zawiodły. Ten dodatek Vendetta Jimmy'ego jest wg. mnie kompletnie niepotrzebny! Praktycznie nie ma fabuły, tylko wybieramy sobie 30 misji ala GTA, polegających wyłącznie na eksterminacji. Jimmy wygląda jak emerytowany Agent 47. Teraz zapowiedziano DLC gdzie gra się Joe. To już lepiej, ale do cholery, w dupie mam coś takiego! Dla mnie jedynym głównym bohaterem Mafii 2 do kierowania jest Vito i chcę dodatek gdzie kontynuowane są jego przygody tam gdzie skończyła się podstawka! Nie chcę jakichś Jimmych co mentalnością przypominają Claude'a z GTA 3. Tutaj 2K Czech ma ogromnego minusa, niestety.
Kolejną rzeczą która mnie zdenerwowała, jest to że miała być opcja kupowania Samochodów. Nic takiego nie widziałem w grze, można tylko kraść. Ludzie, rozumiem takie coś na początku, ale potem jak staję się bogatym gangsterem, co ma duży dom, to po cholerę mam kraść? Mogę kupić.


Ogólny werdykt, Mafia 2 to bardzo dobra gierka. Mogłaby być jednak lepsza, ale 2K Czech samo sobie podłożyło kłodę pod nogi, obcinając grę a stawiając na komerchę. Moja sprawiedliwa ocena gry to 9/10. Gdyby nie ta kastracja i komercja oraz niepotrzebny dodatek z Jimmy'm to byłoby mocne 10/10. Mimo wszystko polecam każdemu ;)

20.09.2010
12:23

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=7658838

Wszyscy popełniają błędy. Jednak ostatnim czasem, ja popełniłem największy dotychczas błąd mojego życia. Jaki? Dałem tej "grze" drugą szansę -.- Wybaczcie ale nie będę starał się trzymać kultury, używał łagodnych słów, ani starał się nad sobą panować, bo po prostu się nie da! Nie da, choćby się nie wiem jak chciało!


Na początek, pomyślałem że może gra być lepsza po tych wszystkich patchach, więc dałem drugą szansę. Jednak okazało się że te cholerne Hindusy, co jak sobie o nich pomyślę to mam ochotę złapać za piłę mechaniczną i każdemu z nich wsadzić ją w mordę, zrobiły tak spartolonego krapa, że po patchu chodzi jeszcze gorzej! Tak jest!
Po patchu najnowszym, jednyne bugi jakie zniknęły to że Bezi już nie biega po dnie jeziora i kibice na arenie już nie odchodzą, płynąc plecami po ziemi. Ale za to bugów się namnożyło! Jednak może zacznijmy od początku.


Fabuła
Fabuła w tym shicie robionym na drewnianym kompie w dżungli, jest tak żałosna że nie mogę znaleść słów! Teraz wymyślili sobie jakieś "Bezimienny bohater". Ku**a "Bezimienny" to wymyślili fani! W grze nigdy tego nie było! Szkoda że jakaś postać w grze nigdy nie powiedziała "O witaj, Bezi. Jak tam?" Wiemy że Bezi ma uratować Myrthanę bo znowu tu się tłuką, tam się tłuką, tu pier***nie, tam pier***nie ale wciąż jest niespokojnie! I oczywiście w całej Myrthanie nie ma nikogo kto by to powstrzymał, poza naszym dzielnym pseudopatriotą, który oczywiście po raz setny już traci pamięć i siły! Uratować nasze królestwo przyjdzie nam poprzez przeganianie ptaków z dachów, Latanie po amulet dla złodzieja, przynoszenie tego, tamtego i zbieranie miedziaków.
Najgorsze to chyba było właśnie to zadanie z przyniesieniem złodziejowi z Silden amuletu, który ma gościu w Geldern. No to zapieprzam do Geldern i wchodzę w układ z gościem, że on mi da amulet, a złodziej go zostawi w spokoju. No zgadzam się i wracam do Silden, spodziewając się że dam złodziejowi teraz amulet i zadanie wykonane. A tu co!? Mówię złodziejowi o układzie i on się zgadza, więc teraz muszę znowu zapieprzać do Geldern, bo dopiero teraz dostanę amulet a potem znowu do Silden!! No cholera jasna! Odcinek między Silden a Geldern, oraz Geldern a Trelis widziałem już tak dużo razy że zostawił ślad w mojej psychice. Jak po raz 34 musiałem popieprzać piechotą przez ten odcinek, to już gryzłem poduszkę żeby z furii czegoś nie rozp****olić. Albo artefakty z Ardei - masz i szukaj, ku**a! Zaraza w Ardei która powoduje szaleństwo? Nie wiadomo co ją spowodowało? Ja wiem! Ten pier***ony dodatek wywołuje szaleństwo!! Po prostu nie wiem kogo oni wzięli na scenarzystę, ale bym temu cymbałowi gołymi rękami wyrwał ten hinduski łeb i wykopał do ścieku!


Bezimienny
Kolejny wspaniały wymysł Hindusów, to Bezi który nagle stał się świętym patriotą, rzucającym tak "wspaniałymi" okrzykami patriotyzmu że aż miałem ochotę zwymiotować za okno. Facet który miał okazję nie wiadomo ile razy pieprzyć się z Nadją w Czerwonej Latarnii, albo okraść całą wyspę Khorinis, teraz udaje że nie rozumie aluzji babki z karczmy, oraz wielce się oburza - MAM KRAŚĆ!? Aż dziwne że jeszcze nie miał zadania żeby iść do Vengardu i bronić krzyża przed zamkiem królewskim! -.- A skoro o Vengardzie mowa, to skoro teraz tam rządzi Lee, to co do cholery robią tam posągi, znienawidzonego przez Lee, Rhobara II!?
Jednak to nadal nie jest najgorsze. Bezimienny jest Bohaterem Myrthany, o którym prawie każdy słyszał. Wiedzą że wyzwolił Myrthanę z panowania Orków, pokonał Smoka-Ożywieńca oraz Śniącego i stoczył wiele bitew ze złem. A teraz wraca i musi.....Udowadniać dawnym znajomym że jest godny ich zaufania! No ludzie, ja tych hindusów zapie**ole!! Kto wymyślił kiedykolwiek bardziej popie****oną rzecz!? Jakim cudem ktoś kto jest takim bohaterem ma udowadniać że jest godny!? Dochodzą jeszcze pozostali bohaterowie, którzy chyba mają inteligencję pijanego mamuta! Naokoło szaleje wojna, liczy się każda sekunda i trzeba działać. Oni? Nie, najpierw przyprowadź mi jednego faceta i zbierz kartki.... Naprawdę, od zarżnięcia tych debili powstrzymywało mnie tylko to że wtedy nie pchnąłbym fabuły do przodu. Nie zdziwiłbym się gdyby była wielka bitwa i trzebaby posłać lewe skrzydło wojsk na flankę, a na to dowódca tego skrzydła - Dobrze, ale najpierw przynieś mi piwo. JAK MOŻNA AŻ TAK SPARTOLIĆ FABUŁĘ I INTELIGENCJĘ NPC!? CZY TE HINDUSY KIEDYKOLWIEK GRAŁY W JAKĄŚ GRĘ RPG!!? I oczywiście znowu postacie są typu - Dobrze, nas jest tu 8 z płytowymi zbrojami i ognistymi mieczami, więc my tu pozbieramy grzybki a ty weź tą koszulę i sztylet i idź zabić armię trolli. I te wszyskie zadania z przynieś/ podaj/ udowodnij dawały mi do zrozumienia że nie jestem bohaterem tylko jakimś żulem na posyłki! Czekałem tylko aż pojawi się zadanie "Umyj podłogę w Karczmie". Ku mojemu zdziwieniu nie było takiego, jednak gdy znalazłem szczotkę, to mam powody by podejrzewać że twórcy takie zadanie też brali pod uwagę.
Jest jeszcze jeden punkt za który twórców-niedorozwojów mam ochotę powiesić za jaja. Wytrzymałość! Jak tylko zaczniecie grę, to natychmiast ładujcie w to jak najwięcej punktów nauki. Dlaczego? Dlatego że te niedorozwoje (twórcy) wymyśliły sobie że fajnie będzie jak Bezi po stracie całej wytrzymałości, nie może w ogóle wyprowadzać ciosów! Wtedy jesteś kompletnie bezbronny! Dlaczego? Przez kolejnego "zajebistego" skilla twórców, to jest, osłanianie tarczą/mieczem które gówno daje!! Wróg i tak cię rani!! I nie dawajcie wiary temu co pierd**ili w patchu że usuwa ten błąd. Gówno prawda, on nadal jest!!!


Świat i optymalizacja
Została nam do dyspozycji sama Myrthana. Czyli świat 3 razy mniejszy od podstawki. Grafika wcale się nie różni, jedynie wygląd Beziego trochę poprawili. Więc, się pytam, hinduska bando bezmózgich orangutanów z dżungli...JAKIM CUDEM TO CHOLERSTWO WYMAGA WIĘCEJ NIŻ PODSTAWKA!!? Optymalizacja jest na skrajnym minusie! Ludzie to co się działo podczas gry to bije na głowę wszystko. Myślałem że tam dostanę zaraz takiego szału że na piechotę pobiegnę do Indii i osobiście tym kretynom wyrwę jelita!! Poszedłbym siedzieć, ale przynajmniej z poczuciem że zrobiłem coś dobrego dla świata! Na moim kompie bez problemu chodzą takie gry jak Wiedźmin, Mass Effect, Oblivion, Gothic 3 podstawka, Mafia II czy Silent Hunter 5. A to gówno się tnie wniebogłosy! Wszystko wczytuje się strasznie długo i musiałem to wczytywanie oglądać tak dużo razy że już rachubę straciłem! Dlaczego? Dlatego że panowie hindusy wymyślili sobie że po prawie każdej zmianie w opcjach, trzeba grę zrestartować! Ja bym ich chętnie zrestartował do czasów jak byli popiołem! Mało tego, gra mi się zwiesiła na amen jak zmieniałem rozdzielczość!! Jednak nie to jest najgorsze.
Teraz mówię sierio. Nie ma tu żadnej przenośni, jestem z wami całkowicie szczery. Żeby grać dalej w tą grę, zachowując jakieś najmniejsze cząstki dobrego humoru, musiałem wypić pół litra wódki. Tak jest. Inaczej daję słowo że komp by wylądował za oknem. Dlaczego? Przez kolejny pomysł twórców, za który do tej pory mam ochotę przejechać kombajnem po ich popieprzonych mordach! Odświeżanie świata! Tak jest, nawet mimo wyłączonego Antyaliasingu, co jakieś 2-3 minuty, albo nawet czasem co 30 sekund miałem zwiechę na 10-15 sekund bo świat się odświeżał! To nie wszystko. Pod sam koniec, zawsze Bezi i wszystkie postacie w okolicy stawały w pozycji modelu! Wiecie, prosto z rękami odchylonymi na boki. Jeszcze do tego dochodziło że po każdym takim odświeżeniu, Bezi zaczynał mi sam biec w jakimś kierunku! Boże święty jakie to było wkurzające w czasie dialogów! Bezi uciekał i crashowało rozmowę! Raz miałem że chciałem pogadać z gościem, ale tu nagle odświeżenie. Więc biorę koniec i próbuję gadać znowu. Ale ten już nie chce! Boże, jeżeli mogę mieć jedno życzenie, to proszę cię oddaj tych niedoje****ch twórców w moje ręce!! Raz po takim odświeżeniu się świata, wylądowałem na okolicznym dachu, a innym razem pod ziemią albo utknąłem w kominie... Wreszcie jakoś pogrzebałem w plikach i udało mi się jako tako usunąć to cholerne odświeżanie, ale do tej pory mam rządzę hinduskiego mordu w oczach! Spotęgowało się to jak się dowiedziałem że po każdym spatchowaniu gry trzeba grać od nowa. Czy któryś z tych niedrozwojów w ogóle ku**a testował tą poje**ną grę przed jej wydaniem!? Stawiam tysiąc zł. i mój samochód że NIE!!
Jak wygląda świat 2 lata po skończeniu się okupacji przez Orków? A no w miastach ludzi wciąż wiszą ukrzyżowane trupy! Hindusy były aż tak leniwe że nie pousuwały nawet przedmiotów z podstawowej wersji! Wszędzie można je znaleźć, a najlepsze że często jest tak że Bezi po coś się schyla jednak wcale tego nie podnosi! Ogółem świat prawie niczym się nie różni. Chociaż ciekawe jest to że bez problemu można już od początku znaleźć niemal wszystkie najpotężniejsze pancerze i miecze w grze. Kurde, nawet pamiętam że znalazłem Koronę Rhobara II, która leżała w skrzyni na łące, razem z Pancerzem szpiega...


BUGI
Teraz najlepsze dzieło tym wypierdów goryli zostawiłem na koniec. W grze...ups przepraszam, raczej "grze"..jest więcej bugów niż Orków w Myrthanie! Często widziałem mieszczan, którzy gwoździe przybijają do powietrza. Nie mogłem znaleźć jakiejś postaci, bo właśnie stała w tym samym miejscu co inna i pokryła się z nią! Nie wiem może hindusy tak kopulują, ale nie powinni tego wrzucać do gry. Jeszcze arena mnie rozwaliła! Nie ma już, jak mówiłem, tego że kibic odchodzi plecami po ziemi, ale jest coś w zamian! Raz gdy chciałem walczyć na arenie to wyteleportowało mnie za nią, przez co przegrałem! Gdy chciałem powtórzyć to wracam na arenę i rzucili się na mnie wszyscy z okolicy! To chyba była taka aluzja, że Bezi symbolizował twórcę gry a wszyscy inni fanów którzy kupili ten pseudododatek... Pamiętacie jak mówiłem że mam zniszczoną psychikę przez odcinek pomiędzy Silden a Geldern? No to jeszcze trzeba dodać że na drodze spotkałem dwóch niewidzialnych gości! To z kolei pewnie symbolizowało twórców, którzy chcą się ukryć za takie gówno, jakie wypuścili. Dialogi oczywiście też są skopane jak tylko się da. Często Bezi mówi głosem postaci z którą rozmawia, opowiada o wydarzeniach które jeszcze nie miały miejsca, albo gada o osobach których jeszcze nigdy w życiu nie widział a twierdzi że dobrze ją zna!! Przyprowadziłem żonę karczmarza na przesłuchanie. Anog przesłuchał ją w pół sekundy. Jeden z handlarzy w Vengardzie (a raczej tutaj Vangardzie) po zapytaniu czy widział tu Orków, odpowiedział - "Całe mnóstwo, ale chowam Towary. Niewielu...." No to się ku**a debilu zdecyduj!! Widziałeś mnóstwo czy niewielu!? Ponad to połowa dialogu z Gornem jest w ogóle bez głosu. Boże chyba zaraz dostanę zawału... Załamałem się podczas grania i dwóch przyjaciół ze Skype'a może to potwierdzić. Jeszcze wracając do areny, to z ust gladiatorów padały teksty które miały być przed walką, a padają dopiero po niej! Pamietam że raz szedłem przez miasto i nagle z dupy dostałem 4 mikstury o.O Jeszcze chciałbym wiedzieć po co w tym wytworze z łupieżu kloszarda jest skradanie. Dlaczego? Dlatego że Bezi może okradać chaty na oczach właścicieli! Mieszkaniec nie narzeka że jakiś debil wszystko mu zabiera z chaty, potem śpi w jego łóżku, gwałci jego żonę i idzie!! Nie wiem może tak to wygląda w rodzinnych stronach twórców! Ale kurde chciałbym tak. Jakiś koleś totalnie by olewał to że właśnie przeleciałem mu córkę, a potem odjechałem jego Mercedesem. Rozwalił mnie też tytuł jednego zadania "Rodzina prosi Gracza o pokonanie..." Taa, szkoda że jeszcze postać nie powiedziała - Proszę cię graczu. Wpisz kod na Goda i zabij tych NPC-ów". Raz w czasie jednej tylko rozmowy, miałem aż 4 te cholerne odświeżenia!! Co 5 sekund... Najtragiczniejsze jest chyba prowadzenie kogoś!! A to zginie jak akurat na niego nie patrzysz, a to zostanie mocno w tyle, albo najlepsze że ja chciałem przejść z nim przez most to wszedł na most, cofnął się pod niego, wszedł na kamień i na nim ugrzązł... Dobrze że nie przypominał Hindusa, bo bym go chyba rozsmarował po całej okolicy!!
Nie wiem po co w tej grze tak dużo postaci mających imiona skoro 90% z nich w ogóle nie chce z tobą gadać. Spotkania ze starymi przyjaciółmi to coś w rodzaju - O siema. A teraz spadaj bo pracuję.
Chyba "najlepszym" bugiem jakiego miałem to jak raz wracałem do Geldern [SIC!]. Szedłem przez jakiś las i mgła była gęsta. Wreszcie stała się tak gęsta że widziałem tylko niebiesko-szary ekran. Myślę - ku**a co znowu!? Postanowiłem iść dalej aby wyjść z tej mgły...no i wyszedłem. Wszystkie tekstury były teraz czarno-niebieskie! Bezi i okoliczne drzewa całe czarne a trawa niebieska! Wtedy to naprawdę już nawet wódka nie pomogła. Złapałem poduszkę, przycisnąłem do ryja i wydarłem się najgłośniej jak umiałem... Nie mogłem wtedy znaleźć słów na pier**lca twórców! Jednak to nie koniec! Mimo że to dopiero 2 główne questy! Potem miałem znaleźć jakiegoś Czarnego Maga. Ork powiedział mi tylko że chodzi na wzgórze. No fajnie! W okolicy kilka gór i idź se szukaj! Niestety ale inaczej niż kodem, to tego debila nie dało się znaleźć -.-
Maksymalnie doszedłem do zadania gdzie trzeba pozbierać Artefakty z Ardei. Przepraszam, dalej nie mogę. Po prostu nie da się, to spartolone gówno zniechęci nawet Chuck'a Norrisa! W kółko tylko zapieprzanie między miastami po jeden dialog, z A do B do C, z C do A a potem znów do C i A i B....KU**A JE**NA MAĆ!! I ta cała inteligencja dowódców Myrthany - Ocalimy Kraj ale najpierw przynieś mi mięso jelenia i wódę! Myślałem że zaraz wyrzygam własne jelita!


Po prostu nie znajduję słów do tego dinozaurzego gówna! Nie ma w żadnym na świecie języku przekleństw, wyzwisk, obelg na potępienie tych pierd***nych beztalenci którzy stworzyli tego crapa. Naprawdę nie wiem czy to jest gorsze czy Limbo of the Lost. Jak sobie pomyślę o tych zarzyganych hindusach, co się wzięli za jedną z najlepszych gier na rynku, to mam ochotę połowę z nich złapać i wpier**lić ich w maszynkę do mielenia mięsa, a drugiej połowie hindusów bym kazał to wpier**lać a potem wsadził bym im kompresor w dupy żeby wysrali mordą to co zjedli, skurw**ny je**ne!! Wzywam wszystkich graczy na świecie, jeżeli dorwiecie kiedyś tych niedoj**ów to wsadźcie im jaja w imadło a mordy na włączoną szlifierkę i jeszcze polewajcie oczy szamponem, a otwarte rany sokiem z cytryny, bo na nic lepszego te zasrane Quasimoda nie zasługują, jak na to żeby rozmaślić ich i wysmarować nimi sawanny gdzie słonie i nosorożce najczęściej srają!! Klnę się na Boga i honor mojej rodziny!! Jeżeli dorwę tych brudasów z rynsztoków, co mają rzygowiny Cyklopa zamiast mózgów, to wepchnę ich łby w dupę Płetwala błękitnego, tak żeby nawet nie mógł ich wysrać!! Po prostu nie znajduję lepszych słów na inteligencję, jaką się popisali twórcy! JoWood odwalił kawał "pięknej" roboty zatrudniając takie niedo***ane ścierwa wyrwane z plemienia koczkodano-słoniofilów! Dobrze że chociaż przeprosili za to.....nawet określić tego nie umiem!! Za ten cały pier**lony dodatek 0/10 plus wieczne potępienie i wrzucenie tych brudasów między koła zębate, a potem pod kombajn!
Sami widzicie co ta "gra" zrobiła z moją psychiką! Nie zbliżajcie się do tego NIGDY! Jest to największe ścierwo jakie istnieje na rynku. Odkąd gram w gry, a gram już od czasów Commodore 64, Atari i Pegasusa, to jeszcze NIGDY tak się nie wkur***em przy graniu w jedną grę i to w dodatku już po pierwszym zadaniu!! Apeluję, wywalcie wszystkie egzemplarze do rynsztoka i zbierzcie się w świętej misji zapolowania na niedorozwinięte, małpie beztalencia z Trine Game Studios!!

17.09.2010
19:44

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6798968

Gothic jakiego wszyscy znamy umarł.... :/ Nadal nie dam oceny bo jeszcze gra nie wyszła, ale oto najnowsze informacje, które dla mnie jako fana, są raczej negatywne dla gry:


1- Brak wolności z Gothica. Bohater na początku ma dostęp do niewielu lokacji wyspy. Jest dosłownie prowadzony jak na smyczy.
2- Teleporty nie przenoszą gdzie Ty chcesz, a z punktu A do B niezmiennie.
3- Bohater NIE umie pływać. Wejdzie do głębszej wody to zginie [sic!]
4- Bohaterowie z poprzednich Gothiców to JEDYNE nawiązanie do poprzednich części. Nie ma wspomnień z przygód Rhobara III
5- Nie ma żadnych frakcji, co było nieodłączną częścią Gothica i niemal rozpoznawalną cechą serii.
6- Cywile nie reagują na to jak siedzimy u nich w domu.
7- LEPSZE : Cywile nie reagują jak im okradamy cały dom!!
8- Można zabijać tylko wskazanych przez program przeciwników. Przez cywili miecz przenika [SIC!]
9- Nie ma reputacji dla Bohatera (kolejnej rozpoznawalnej cechy Gothic'a)
10- Jedynymi interaktywnymi rzeczami w grze są drzwi i skrzynie! [MEGA SIC!!!]
11- Nie można przyśpieszać upływu czasu w łóżku. Ba, w ogóle nie da się spać!
12- Nie można oprawiać upolowanych zwierząt.
13- Nie ma umiejętności złodziejskich (No tak, po co skoro można wszystko legalnie ukraść...)
14- Wszystko jest tak "cudownie" ułożone że na początku natrafiamy TYLKO na najsłabsze potwory a na końcu dopiero na najsilniejsze. (Jakież to życie jest proste, nie?)
15- Gdy wyciągamy miecz, kamera leci gdzieś w niebo, co wg. mnie przypomina Dungeon Siege a nie Gothic.
16- Wszystkie przedmioty tworzymy w panelu. Nie ma kowadeł, ognisk, stołów alchemicznych itp.
17- WIĘKSZOŚĆ zadań polega na przynieś/zabij.


Sorry bardzo, ale jak dla mnie to już w Zmierzchu bUgów było to wszystko bardziej rozbudowane.... Jak dla mnie zapowiada się zwykły Hack&Slash żerujący na tytule legendarnej gry... Ale tak jak mówiłem, ocenę wystawię dopiero jak zagram.


Na pocieszenie może kilka plusów.


1- Wracają starzy bohaterowie. Np. Diego, Thorus, Gorn, Lord Hagen czy nawet Król Rhobar III (Bezi).
2- Potwory słynne z poprzednich osłon, też się pojawiają. Jaszczury, Trolle, Orkowie itd.
3- Wyspa na której dzieje się akcja gry, zrobiona jest ładnie i dosyć ciekawie (jednak niszczy tego plusa to że jej eksploracja jest pozamykana na wszystkie możliwe sposoby...)
4- Występuje o wiele więcej Kobiet niż w Gothic 3.


Nic mi jeszcze nie wiadomo o systemie walki, ale mam nadzieję że będzie lepszy niż w G3, bo tam wg. mnie była to największa wada Trójki. Dlaczego? Bo walka ze zwykłym wilkiem trwała dobre pół godziny, przez to że Bezi wciąż zadawał ciosy do przodu a wróg się non-stop cofał do tyłu i za nic nie szło go dosięgnąć. Jednak jak On dosięgnął Ciebie to już mogłeś wczytać, bo za nic się nie mogłeś uwolnić.


Ehhh....Poczekamy, zobaczymy, ale jeżeli chcecie znać moje zdanie to obawiam się że czeka nas Hack&Slash który Gothica obdziera ze wszystkich jego najsłynniejszych cech...

17.09.2010
19:06

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10663055

Nawet ciekawe, ale już pierdzielą w cały świat jak tylko się da. Kurna ja chcę dodatek kontynuujący dzieje Vita, który jest dla mnie jedynym bohaterem Mafii 2 do sterowania, a nie jakieś łyse dresy Jimmy czy inne bezmózgowce. Chociaż akurat Joe to jeszcze nawet niezły pomysł. Ale ja chcę wreszcie dodatek który zaczyna się tam gdzie skończyła się podstawka i bohaterem jest Vito!

13.09.2010
16:48

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6798968

@poszukiwacz cień
Dobrze że chociaż tyle ;)


Ja uważam że fajnym smaczkiem byłoby gdyby była możliwość powrotu na wyspę Khorinis. No ale znając życie to cała gra będzie działa się na wyspie nowego Beziego. Chociaż powinna być możliwość przypłynięcia na kontynent, skoro mamy się zmierzyć ze starym Bezim.

13.09.2010
12:31

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6798968

@K1207
Z tego co jak dotąd o tej grze przeczytałem to wychodzi że to będzie Hack&Slash a nie RPG... Podobno gra jest uproszczona i ograniczona do granic możliwości. Nie można zabijać cywilów, spać w łóżkach, korzystać z czegokolwiek poza skrzyniami. Takie rzeczy jak kowalstwo, alchemia itp. można zrobić w każdej chwili na odpowiednim menu, nie ma nauczycieli a cała gra to podobno tylko wędrowanie, zabijanie i przeszukiwanie skrzyń. Mieszkańcy podobno nie reagują że bohater właśnie opierdziela im chatę albo zarzyna całą trzodę. Zadań dużo, ale polegają one jedynie na przejściu z A do B i zabiciu czegoś lub przyniesieniu. To pewno ukłon w stronę konsoli... Widziałem zdjęcie Diego i wygląda jak połączenie menela z Jokerem.
Nie wiem ale ja myślę że czeka nas porażka roku. Ze starego Gothica prawie nic nie zostało, a zrobili z tego prostą siekaninę. Nie wiem, swoją ocenę dam po premierze, jednak patrząc na opinie testerów to nie wróżę tej grze najmniejszego sukcesu. Chociaż nawet mi jest trudno uwierzyć aby możliwe było coś gorszego niż Zmierzch bUgów.

11.09.2010
23:02

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=4104991

Company of Heroes to zdecydowanie moja ukochana gra o II Wojnie Światowej. Pierwsza i jedyna strategia w czasach tamtej wojny, która mnie nie zawiodła. Dlaczego? Już wyjaśniam.
Wiele jest dzisiaj na rynku gier strategicznych, dziejących się w czasie II Wojny. Wiele z nich ma realnie odwzorowane bronie, czołgi, dobrą fizykę i niezłe efekty. Jednak praktycznie każda z nich miała jedną cechę, która dla mnie jest gigantycznym minusem i od razu odpychała mnie od gry. Jaka? A no taka że bierzemy udział w największym konflikcie zbrojnym w historii a tymczasem przyjdzie nam przejść całą misję jedynie przydzielonym nam oddziałem. Nie ma mowy o armii. Przykładem może być bardzo kiepskie wg. mnie Codename Panzers. Jeżeli pominąć tam najgorszy i najbardziej sztuczny dubbing jaki kiedykolwiek słyszałem, to dajmy na to misja typu - Masz 2 oddziały piechoty, jeden pancerny wóz i jedno działo. Atakuj Polskę! No ludzie.... To już Red Alert 1 pozwalał na zbudowanie potężnej armii.
Tak samo wkurzają mnie beznadziejne różnice w armiach. Rozumiem że jedno państwo jest silniejsze od innego, ale to już panowie przesada jak w np. Blitzkriegu (dobra gra). Atakujesz Polskę? Spoko, nie stracisz nawet jednego żołnierza. Przejdziesz do Francji. Już po tobie. No to z lekka przesada. I po raz kolejny pojawia się ten pierd***ny system - masz jeden oddział i przejdź nim całą mapę.
Jedyna gra z tego typu systemem która mi się całkiem podobała to Theatre of War: Pola zagłady. Bardzo realistyczna gierka i co najfajniejsze, wcielić się tam możemy w Polaków podczas Kampanii Wrześniowej.
Zdecydowanie największym rozczarowaniem w tematyce strategii z II Wojny było dla mnie ,,War Leaders". Gra jest nudna, płytka i niedopracowana. O ile mapa dyplomatyczna robi wrażenie, o tyle strategiczna jest żałosna. Myśliwce robią nalot 100 metrów nad ziemią, piechota zapieprza jakby mięli napęd rakietowy w tyłkach i co najlepsze.....zrobisz nalot prosto na oddział piechoty a oni wciąż żyją!
Zastanawiało mnie też w "War Leaders" czemu nie można grać Polską. Ktoś mi kiedyś odpowiedział że ,,dlatego że ta gra skupia się na największych przywódcach czasów wojny". No dobra, ok. Więc przejrzyjmy tych przywódców:
Niemcy - Adolf Hitler (OK)
ZSRR - Józef Stalin (OK)
anglia - Winston Churchill (OK)
Włochy - Benito Mussolini (OK)
Japonia - cesarz Hirohito (OK)
Francja - eeee Albert Lebrun (????)
No to się pytam! Skoro o największych przywódcach, to co tam do cholery robi Francja!? Co takiego ten ich przywódca wielkiego zrobił? Chyba na żaby polował.
No mniejsza z tym. W każdym razie mięliśmy się zająć CoH. Więc to pierwsza gra tego typu która mnie nie zawiodła, dlatego że WRESZCIE można zbudować swoją bazę i dokupić sobie jednostki, tworząc silną armię. Do tego realizm, fizyka i efekty stoją na wysokim poziomie. Gracz czuje że jest na wojnie :) Miłym dodatkiem również jest to że w finale musimy połączyć się z oddziałem Kanadyjczyków i Polaków ;)
Gra oczarowała mnie nie tylko w genialnym (i co najważniejsze Długim) singlu, ale również multi. Razem z przyjaciółmi gra się świetnie. Zwłaszcza na trudnym poziomie ;> Ciągła walka i zajmowanie terenu (też fajny smaczek), bombardowania, strzelanie, rozrywane czołgi i padające ciała. Wszystko to jest piękne ;>
W grze multi praktycznie zawsze gram Niemcami. Jestem fanem niemieckiego sprzętu z tamtych lat. Miło jest postrzelać z MP40, Sturmgewehr'a 44, MG 42 i sprowadzić na pole bitwy Tygrysy Królewskie ;> po prostu "German steel!" ;) Jak ktoś względem gry rzuca teksty typu "Nie gram szwabami bo nie jestem neonazistą" to mogę mu tylko odpowiedzieć "Może i nie jesteś neonazistą, ale kretynem na pewno". To jest gra, a strona Niemiecka istnieje żeby w nią grać. Nie jestem żadnym zwolennikiem nazizmu, po prostu wolę zdecydowanie sprzęt niemiecki, niż brytolski (z wyjątkiem karabinu maszynowego Bren), razem z tą ich pedalską muzyczką i hełmami do nalewania pomidorowej.
Ogólnie rzecz biorąc Company of Heroes jest grą strategiczną z II Wojny która spełniła moje oczekiwania jako pierwsza. Cudowna grafika i efekty, dobra fizyka, świetna historia w Singlu i akcja w multi, możliwość rozbudowy armii, podbijania terenu i zdobywania surowców. Bezapelacyjnie 10/10 ;) Polecam.

05.09.2010
10:09

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=4930664

@Up
Odświeżałem sobie tą grę niedawno w obu wersjach i dalej podtrzymuje swoje zdanie.


Szkoda tylko że bez argumentów. Ja na takiej samej zasadzie mogę powiedzieć że podtrzymuję swoje.


Masz na myśli Wrex'a rzucającego mięsem na prawo i lewo? To tylko jeden z wielu minusów wersji PL.


Nie wiem co się każdy tak tego Wrex'a uczepił. Taka rasa i już. W takim razie pograjcie sobie w Mass Effect 2. Tam już nie przeklina. Jakoś wam nie przeszkadzał w Wiedźminie przeklinający Talar, a na Wrex'a każdy się rzucił.


Rozmawiamy tutaj o grach i to je miałem na myśli.


A to mogłeś od razu tak napisać, bo napisałeś tylko "Nigdy nie słyszałem dobrego polskiego dubbingu" co sugeruje że masz na myśli WSZYSTKIE.


Troll alert!


Skoro jednak nie prowokujesz, to spoko. Przepraszam za ewentualną obrazę ;) Po prostu w tych czasach na oneciarzy trzeba bardzo uważać.

03.09.2010
19:43

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6052356

To chyba najżałośniejsza gra wyścigowa jaka kiedykolwiek wyszła. Nie wiem, twórcy chyba za wszelką cenę chcieli się skompromitować, bo z innych pobudek po prostu NIE DA SIĘ zrobić aż tak spartolonego crapa!
Przede wszystkim po odpaleniu gry i wybraniu samochodu (z czego niektóre nie działały!) wchodzę na mapę. Czekam aż usłyszę jakiś dźwięk do startu albo coś.....No i bym tak czekał do usranej śmierci. W grze nie ma ANI jednego dźwięku! Czy to wyścigi dla głuchoniemych? Miały też nas ścigać oddziały policji, ale jakoś nic takiego nie dostrzegłem. A skoro już przechodzimy do wyścigu to teraz dopiero się zaczyna. Można wyścig wygrać na 2 sposoby. Zależy od gustu, oba są 100% skuteczne nawet jak na godzinę wypadniecie z trasy.


1. Można jechać 10 km/h przez całą trasę. I tak się wygra. Czemu? Bo ten idiota-przeciwnik przez cały ,,wyścig" stoi na starcie! W ogóle się nie rusza, więc nie wiem kto to nazwał wyścigiem. Taa. Szkoda że takich wyścigów nie ma w prawdziwym świecie. Bym wygrywał miliardy na zakładach który wygra...


2. Uważasz że twoja ciężarówka jakoś tak się wlecze? Że chciałbyś jechać jakoś szybciej? Nie ma sprawy, możesz jechać nawet 15 razy szybciej niż normalnie. Jak? To proste. Wrzuć wsteczny! Tak jest! Na wstecznym nasza zajebiście realistyczna ciężarówka rozpędza się tak że nawet nam licznik zatoczy obrót o 360 stopni! No nie powiem bardzo by się to przydało w życiu. Musisz się z Pabianic dostać do Warszawy w pół godziny? Nie ma sprawy. Włączasz wsteczny i jedziesz 500 km/h. Żal.


Myślicie że to już koniec krapowatości tej gry? Ale to dopiero cholerny początek! Nie wiem po co w tej grze zrobili mosty, bo ciężarówka wnika w nie i jedzie po prostu podłożem znajdującym się POD mostem!! Ale to nie koniec. Nie chcesz jeździć po prostym szlaku? Nic nie stoi na przeszkodzie żebyś jeździł po górach. Nawet po pionowej ścianie i do w dodatku ani na chwilę nie zwalniając!! No ludzie, ja chcę taką przyczepność w moim Roverze 45!! Nie musiałbym kupować w przyszłości terenówki. Już nie mówiąc o tym że nasza ciężarówka przenika przez każdy możliwy budynek.


Myślicie że to koniec? A dupa, jeszcze coś. Big Rigs jest grą o największym świecie w historii i nigdy żadna gra nie będzie mieć większego świata. Dlaczego? Dlatego że jadąc cały czas w jednym kierunku w końcu wyjedziemy poza grafikę. Ale to wcale nie znaczy że jazda się kończy! Jedziemy sobie dalej w próżni i od czasu do czasu podskakujemy.


Po prostu nie mam słów do tego wytworu. Bije na głowę najgorsze filmy Uwe Bolla i wszystkie crapy świata razem wzięte. Twórcy chyba ostro przygazowali z kokainą, albo tak jak mówiłem, chcieli zdobyć nagrodę dla najbardziej kaszaniastej gry tysiąclecia! Już nawet Zmierzch bUgów był bardziej dopracowany. Ocena tej gry to -10/10 Nie znalazłem w tym gniocie nawet najmniejszych plusów! Szitowa grafika, beznadziejna fizyka, zero dźwięku, totalnie popieprzony realizm i w ogóle wszystko na szczycie kiczów! Omijać co najmniej na odległość od Ziemi do najodleglejszej galaktyki!

01.09.2010
21:38

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=4930664

@Mazarine - To chyba nie grałeś w Max Payne 1. Porównując PL i ANG to ANG wypada słabo. Zwłaszcza głos Gognitti'ego jest po prostu tragiczny w angielskiej wersji. Mass Effect ma bardzo dobry dubbing polski. Gothic ma świetny polski dubbing. Jeszcze można kilka wymienić.
Poza grami dochodzą jeszcze filmy animowane. Zobacz sobie dubbing polski w np. Asterix i Obelix a potem zobacz angielski. Angielski jest tam po prostu tragiczny. Nie pasuje do większości postaci. Więc nie pieprz że nigdy nie słyszałeś dobrego polskiego dubbingu. Chyba że jesteś kolejnym polaczkiem rodem z Onetu, który wpadł tylko po to żeby prowokować.

01.09.2010
10:14

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9428027

Pejotl - Człowieku z nieba mi spadłeś :) Wielkie dzięki za tą poradę, naprawdę działa ;) I Pięknie jest WRESZCIE zobaczyć Polskę w idealnych granicach a nie jakichś zaokrąglonych ;)

31.08.2010
15:03

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9428027

LUDZIE. Czy w tej grze nie da się w jakikolwiek sposób zająć konkretnych prowincji? TRZEBA KONIECZNIE CAŁĄ KRAINĘ HISTORYCZNĄ!? Chciałem stworzyć Polskę w granicach II Rzeczpospolitej (bo WRESZCIE Paradox zrobił idealne granice), ale gdy np. zajmę pomorze to jest o 2 prowincje za dużo!!
Błagam, jakikolwiek sposób, byleby tylko mieć te prowincje które mnie interesują, a nie o kilka za dużo, które psują kształt państwa.

27.08.2010
14:19

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=7720188

Fight Night Round 4. Moja ukochana gra na Xbox'a 360, jako że od bardzo dawna pasjonuję się boksem :) Najpierw o grze, a potem Opowiadanie o mojej karierze xD
Na początek powiem że nie rozumiem ludzi którzy narzekają, że ciosy wyprowadza się gałką. Jak dla mnie na tą paletę ciosów jest to bardzo wygodny system. Nigdy nie sprawia mi kłopotów, a szczerze, to takiego systemu walki nie wyobrażam sobie na guzikach. W każdym razie mi sterowanie nie sprawia najmniejszych problemów ;)
Gra poza wspaniałą grafiką ma wiele cech, które już na początku przyciągają uwagę. A mianowicie spora liczba znanych na świecie bokserów, jak chociażby legendarny Muhammad Ali, żelazny Mike Tyson, Joe Frazier, Tommy Morrison czy WRESZCIE mój idol - Tomasz Adamek ;) Miło jest zagrać mistrzem z rodzinnego kraju ;) (Szkoda tylko że musiałem go znokautować w karierze xD). W grze niestety nie ma Andrzeja Gołoty, jednak pojawiają się bokserzy, noszący nazwisko Golota (najczęściej czarnoskórzy ;p), czego słucha się dosyć miło :) Ja osobiście żałuję że na liście nie ma Rosyjskiego giganta - Nikolai'a Valuev'a. Nie jest on może jakiś super wybitny, ale mimo to bardzo lubię tego boksera. Ja będąc pod wpływem innej genialnej gry bokserskiej - Punch-Out, stworzyłem w grze mojego ulubionego boksera z wymienionej przed chwilą. Rosjanina - Soda Popinski. Słynącego z uwielbienia do gazowanych napojów, tak samo jak ja do Coca-Coli xD.
Walki prezentują się znakomicie, co widać zwłaszcza na zwolnieniach kamery. Ciało boksera faluje i wygina się pod wpływem uderzeń, lecą krople potu (a czasem nawet stróżki krwi). Bokserzy po otrzymaniu wielu mocnych ciosów mają zapuchnięte oczy, rozcięte policzki czy brwi, po których płynie krew (ba czasem nawet twarz zawodnika to krwawa miazga, z odciśniętą rękawicą ;p). Wygląda to po prostu pięknie :) Po walce w tabeli punktów nawet oznaczono części ciała boksera które ucierpiały. Jeżeli bokser jest zbyt mocno obity, sędzia naturalnie przerywa walkę i zwycięzca wygrywa przez TKO. Logiczne, nie chcemy śmierci na ringu ;p Gwarantowana satysfakcja, widzieć jak Mike Tyson czy Muhammad Ali zalewają się krwią, pod wpływem twoich własnych ciosów ;>
Tworzenie boksera, kariera, własna walka, trening i oglądanie rankingów dają dużo przyjemności. Ogólnie gra jest bardzo rozbudowana. Jak chcemy to możemy mieć nawet wpływ na to jak duża może być szansa że przeciwnik zacznie krwawić ;> Skoro już przy tym jesteśmy to dodam że całkowicie ale to CAŁKOWICIE nie opłaca się ustawiać poziomu trudności na Amateur. Dlaczego? Kojarzycie z gry Punch-Out francuskiego boksera - Glass Joe? Więc musicie wiedzieć że na poziomie Amateur nawet Muhammad Ali czy Lennox Lewis są jeszcze łatwiejsi niż wyżej wymieniony Francuz. Polecam poziom ,,Pro" albo mój ulubiony ,,Champion". Jeżeli ktoś jest samobójcą, to oczywiście stoi też przed nim otworem poziom ,,G.O.A.T" (Greatest Of All Time). Ja jednak spotkanie z tym poziomem wspominam fatalnie xD (Chociaż dla Archiva, pokonałem na tym poziomie Mike Tysona i M. Ali'ego. Jednak udało mi się to tylko stworzonym przeze mnie Ivan'em Drago z filmu ,,Rocky IV).
Paleta ciosów jest całkiem duża. Mamy haki, proste, sierpowe na łeb czy korpus. Klincze, odepchnięcia i masę uników jak w prawdziwym boksie. Możemy też zablokować przeciwnika, po czym zrewanżować się widowiskowym kontratakiem, który sprawi oponentowi masę bólu. Do naszej dyspozycji są nawet ciosy nielegalne z główki lub poniżej pasa. Jednak trzeba uważać żeby sędzia tego nie dostrzegł, bo wiadomo jaki może być rezultat ;p Jak bokser zaliczy zbyt wiele ciosów, zaczyna zataczać się oszołomiony. Wtedy efektowny, wzmocniony sierpowy czy hak pośle go natychmiast na deski ;) Można też wprowadzać swój własny ,,cios popisowy" co wg. mnie jest fajnym smaczkiem, mimo że rzadko używam ;p
Pod koniec każdego roku można zdobyć specjalne wyróżnienia dla ,,Pieściarza roku" ,,Nokautu Roku" ,,Walki Roku" ,,Rundy Roku" itp. Wg. mnie ciekawy smaczek ;)


Ktoś kiedyś napisał krytycznie o grze że jest zbyt trudna pod tym względem że można wysłać wroga na deski nawet 3 razy to on i tak zwycięży na punkty. Cóż, nie wiem jak ten człowiek grał :D Ja w tej grze, tyle co przegrywałem przez KO (czasem nawet przez TKO) to jeszcze NIGDY nie zdarzyło mi się żebym przegrał na punkty ;p Jakoś zawsze miałem u sędziów prowadzenie ;) I to nawet wtedy jak jeszcze nie byłem zbytnio rozeznany z grą. Swoją drogą ciekawe że od czasu jak kupiłem grę, to pierwszym bokserem który mnie pokonał, był właśnie Tomasz Adamek ;p


Poza walką, moją ulubioną rzeczą w grze jest tworzenie boksera :) Chociaż w FNR 3 edytor był 100 razy lepszy, to tutaj też jest całkiem dobrze ;) Można wybrać dla twojego zawodnika ksywę, wzrost, miejsce urodzenia, styl walki czy zachowania na ringu. Lewo- czy praworęczny, muzykę na wejście i wiele, wiele innych. Można nawet nazwać swoje spodenki czy szlafrok ;)


Kolejną rzeczą która mnie w grze wprost oczarowała to ścieżka dźwiękowa. Utwory w grze są świetne. Idealnie pasują do gry pięściarskiej. Moim ulubionym chyba utworem z gry jest ,,Ready for the Fight" ;) Na YT możecie go posłuchać w moim filmiku, poświęconym Tomaszowi Adamkowi ;) http://www.youtube.com/watch?v=ni45Bhn7n9U


Ech... Koniec różowości. Niestety ale każda gra ma również swoje minusy, o których trzeba wspomnieć. Przejrzyjmy teraz punkty które mi się nie podobały.
Na początek weźmy się za Adamka. Nie chodzi mi o jego wygląd. Może i nie jest za bardzo podobny, ale akurat to mi jakoś nie przeszkadza. Chodzi mi o coś innego. Weźmy np. M. Aliego, Mike'a Tysona, Fraziera, Lewisa czy innych. Komentatorzy zawsze wymawiają ich imiona albo ksywki. Jednak ani razu w grze nie padło z ust komentatora - Adamek. Czy to aż takie trudne nazwisko? Rozumiem ,,Brzęczyszczykiewicz" ale ,,Adamek"? Przecież to nie ma żadnych rz, ą, ę ani nic z tych rzeczy. To nie koniec. Nawet ksywka Adamka ,,Góral" się nie pojawia. Zamiast tego ma ksywę ,,Hitchman" (sic!). Skąd oni to wzięli? Tak trudno powiedzieć ,,Goral"!? Komentator bez problemu wymawia ,,Klitschko" a nie może ,,Adamek". Nie rozumiem tego.
Następny minus to sędzia. Trochę to dziwne że w ogóle nie ma go na ringu. Pojawia się tylko przy nokdaunie, nielegalnym ciosie czy przerwaniu walki. Trochę to dziwne, jednak nie przeszkadza za bardzo.
Jest jednak inna rzecz, która czasem mnie irytuje. Mianowicie przy KO po którym przeciwnik już nie może wstać. Czasem leży i nie może się podnieść, ale często jest tak że bardzo szybko stara się podnieść i gdy stanie prawie na nogach to pada i jest KO. Wg. mnie to wygląda idiotycznie. Facet powinien mieć ledwo co siły żeby wstać, a tak to niby pada, ale bardzo szybko próbuje wstać, jakby jeszcze miał sporo siły. Często przy tym jego upadek wygląda bardzo sztucznie.
Kolejny minus, to gra staje się nudna gdy zdobędziesz mistrzostwo świata. Dlaczego? Dlatego że musisz w kółko walczyć z tymi samymi zawodnikami. Rozumiem że tylko najlepsi mogą walczyć z mistrzem, ale z czasem staje się męczące pokonywanie G. Foreman'a po raz 12. I ty sam musisz ich wyzywać zwykle, bo oni rzucić Ci wyzwanie się boją.
Kolejna wręcz tragiczna rzecz, to wrzucanie swojej twarzy dla boksera. Pomysł naprawdę genialny, ale niech mi ktoś wyjaśni. Po co do cholery, wymagane jest przy tym połączenie z internetem!? Wystarczyłoby żeby cyknąć fotkę, została zapisana w pamięci konsoli i dać ją do boksera. Ten cały internet to pewno kolejny ,,wspaniały" pomysł Electronic "Dawać kasę" Arts.
Jest jeszcze jeden punkt. Chodzi mi o samych bokserów. Mianowicie nie da się zrobić ,,napuszonego skur***la" który obraża wrogów i do każdego obnosi się z wyższością. Tacy bokserzy też istnieją. Chciałbym np. Clubber Lang'a zrobić, ale niestety wszyscy bokserzy w grze to kulturalni i spokojni ludzie o sportowej postawie, którzy ładnie się uśmiechają. Wg. mnie gdyby byli też bokserzy gburowaci, byłoby o wiele lepiej.
Ogółem chyba to wszystko ;p Jak sobie coś przypomnę to jeszcze dopiszę. W każdym razie mimo tych minusów, Fight Night Round 4 oceniam na bardzo mocne 9.5/10 ;) Bardzo dobra gra bokserska :)


A teraz obiecane opowiadanie :D Trochę tego będzie ;p


DIESEL - DROGA NA SZCZYT BIAŁEGO ORŁA (czyli moja kariera w grze ;p)


Początki
Na początek postanowiłem że czemu by nie prowadzić kariery jako moja własna osoba ;p Stworzyłem zawodnika na swoje podobieństwo. Dałem imię i nazwisko (zachowam dla siebie ;p), moje rodzinne Pabianice, styl walki Southpaw (czyli leworęczny), wzrost 1 metr 90 cm. Co do wagi, to niestety nie mogłem liczyć na Ciężką ;p Chciałem żeby zawodnik był moim odbiciem, dlatego moja waga pozwalała mi na kategorię Średnią ;p Ksywa jaką sobie wybrałem to ,,Diesel". Dlaczego? Cóż....szczerze to dlatego że mój samochód (Rover 45 btw.) jako paliwo ma Olej napędowy xD Ale to nie jedyny powód. Diesel kojarzy mi się z napędzającą siłą i niewielkim zużyciem, co miało symbolizować mój styl walki ;) Spodenki, Buty i Rękawice nosiłem w biało-czerwonych barwach narodowych, a na moich spodenkach z przodu, oraz na szlafroku z tyłu widniał wielki napis "POLAND" (Niech wiedzą z kim mają do czynienia ;p). Jako utworu na wejście wybrałem oczywiście ,,Ready for the Fight". Po kilku innych zabiegach, Leworęczny Polak - Diesel, był gotowy do wyjścia na ring ;>
Ja jednak nie zacząłem jeszcze kariery? Dlaczego? Postanowiłem że moje pojawienie się w świecie boksu ma wstrząsnąć światem jeszcze bardziej niż M. Ali. Znacznie bardziej! Dlatego zacząłem długi i intensywny trening w ,,Fight now" z różnymi zawodnikami. Ćwicząc ciosy i uniki, posyłałem na deski co raz to więcej przeciwników, w kategorii nie tylko Średniej i Półciężkiej, ale z czasem nawet Ciężkiej. Moje treningi skończyły się powaleniem w 6 rundzie samego Muhammada Ali'ego. W ringu słynąłem z mocnych, lewych prostych, które zamieniały twarz przeciwnika w krwawą masę. Bilans moich walk treningowych wynosił 43(38)-7-0 co oznacza 43 zwycięstwa i 7 porażek ;) Uznałem że jestem gotów żeby pokazać światu że ,,Polak potrafi" ;)


Kariera Amatorska
Moja przygoda z boksem już od początku szła rewelacyjnie. Aby stać się zawodowym bokserem, trener wymagał ode mnie abym wpierw pokonał 4 przeciwników i został mistrzem świata amatorów. Pierwszym przeciwnikiem był rosły Afroamerykanin. Widząc że nie mam ciała jak Mike Tyson, spodziewał się pewno łatwej walki. Niemiło się zaskoczył gdy już na początku rundy, ruszyłem do boju, posyłając na niego szybkie serie lewych prostych i podbródkowe od czasu do czasu. Już w pierwszej rundzie mój przeciwnik był liczony, jednak KO było dopiero w drugiej rundzie.
Drugim przeciwnikiem był Meksykanin. Zaliczył szybko pierwszy nokaut, dzięki niezwykle szczęśliwemu dla mnie zbiegowi okoliczności. Zadał mi prawy hak, akurat w tym samym czasie gdy ja postanowiłem zadać mu lewy podbródkowy. Dzięki temu uniknąłem ciosu, a on zarobił mocną bombę, która powaliła go na deski, niczym do trumny. Nie było to jeszcze zwycięstwo, ale dało mi dużo punktów. Po tym wydarzeniu, Meksykanin stawiał mocno na defensywę. Dlatego udało mi się go pokonać przez KO dopiero w 3 rundzie.
Mój trzeci oponent było o tyle prosty i przewidywalny, że 1 runda skończyła się zwycięstwem Diesla przez TKO!
Wreszcie został mi ostatni zawodnik, twardy i masywny Amerykanin. Walka z nim pokazała mi jakich nie robić błędów. Na początku walki wystartowałem do niego z lewym podbródkowym, jednak on uniknął ciosu i kontratakował prawym hakiem, co mnie oszołomiło. Natychmiast od niego odskoczyłem i starałem się dojść do siebie. Przeciwnik zadawał niewiele ciosów, jednak bardzo mocno osłaniał głowę. Dlatego postanowiłem większość ciosów skierować na korpus. Przez trzy rundy na jego ciało padał grad moich ciosów, jednak ciężki Amerykanin utrzymywał się na nogach. Nie było w tej walce nokautu. Po 3 rundzie usłyszeliśmy werdykt - Walkę jednogłośną decyzją sędziów wygrywa....DIESEL! Oznaczało to że jestem mistrzem świata amatorów :) I mogłem zacząć na poważnie boksować.


Pierwsze walki
Na ringu zawodowym zadebiutowałem, rozkładając już w pierwszej rundzie zawodnika z Niemiec. Przez całą karierę nie oszczędzałem się na treningach, byle tylko osiągnąć jak największą sprawność fizyczną i ruchową. Każdy zawodnik, jeden po drugim padali na deski pod wpływem moich ciosów i ducha walki. Jeżeli ktoś wyzwał na pojedynek Diesla, później bardzo tego żałował. W międzyczasie oglądałem rankingi w innych kategoriach, patrząc kto jest w danym roku na szczycie. W świecie boksu zaczęło być o mnie głośno, oraz o moich lewych prostych, które powalały każdego przeciwnika na mej drodze. Każdego niemal roku zdobywałem nagrodę dla ,,Pięściarza Roku".


Droga do mistrzostwa
Moja kariera zmieniała się nie do poznania. Zostawiałem za sobą wielu znokautowanych Amerykanów, kilku Niemców, anglików i Meksykanów. Miejscami moich walk nie były już sale treningowe czy inne obskurne dziury, ale kluby bokserskie i eleganckie miejsca, a każdy niemal kibic miał na ustach jedno słowo - Diesel! Walczyłem przeciw co raz to bardziej wymagającym przeciwnikom. Dostarczałem publiczności masę widowiska, zamieniając twarze wrogów w zapuchnięte miazgi, całe opryskane krwią. Każdą walką było kilka naprawdę krwawych rund. Pot i krew zostawiały ślady nawet na macie, tam gdzie uderzała polska lewa ręka. Dostawałem co raz więcej propozycji od wielu sponsorów, w tym od samego Don'a Kinga. Odmówiłem mu jednak, gdyż wiem że ma on opinię często oszukującego swoich bokserów. Poza tym nie chciałem walczyć dla Amerykanów. Chciałem dalej walczyć pod znakiem Orła Białego. Cios po ciosie piąłem się co raz wyżej, aż wreszcie byłem w pierwszej dziesiątce najlepszych bokserów w kategorii Średniej. Do tej pory ani jednej porażki i wszystkie zwycięstwa przez Nokaut. Nie były to jednak łatwe walki. Miałem dwie taktyki. Albo przez pierwsze 5 rund bronić się i męczyć przeciwnika, aby potem uderzyć na niego i bezbronnego posłać na deski. Albo też już w pierwszej rundzie starać się obić go tak mocno, aby później nie mógł walczyć zbyt gorliwie. Dzięki zręczności i szybkości nóg łatwo unikałem ciosów. Byłem niezwyciężony.


Walka o mistrzostwo świata
Z numeru 10 w rankingu szybko wzrosłem do numeru 1. Walczyłem niczym wściekły aż zdarzyło się że sam mistrz świata (Niemiec) wyzwał mnie na pojedynek. Ćwiczyłem bardzo intensywnie do tej walki i wreszcie spotkaliśmy się na ringu. Pierwsza runda należała do mnie. Zadając sierpowe i odskakując zyskałem sobie przewagę, a przeciwnik zaczął krwawić z brwi. Druga runda jednak nie była już taka. Niemiec nauczył się mojej taktyki, przez co wiele razy uniknął moich ciosów. Zacięty pojedynek trwał przez następne rundy a każdy z nas zarabiał Silny cios po ciosie. Często starałem się przełamać jego obronę, czym mistrz mi odpłacał. W rundzie piątej był pierwszy nokaut w tej walce. Jednak tym razem to MNIE przyszło leżeć na deskach. Zaskoczony jego lewym sierpowym (też okazał się mańkutem) zostałem ogłuszony. Mistrz wykorzystał to i prostym posłał mnie z lin na deski. Zaskoczony byłem tym obrotem sytuacji. Był to mój pierwszy upadek w karierze. Jednak nie traciłem zimnej krwi i podniosłem się po dwóch sekundach. Wtedy postanowiłem postawić na defensywę i pozwalałem mistrzowi zadawać ciosy. Wreszcie gdy zaczęła się siódma runda, wystartowałem do niego jak z procy i całą siłę włożyłem w lewy sierpowy, który ogłuszył wycieńczonego mistrza. Wykorzystując to natychmiast zadałem drugi sierpowy - prawy. Wszyscy patrzyli jak Niemiecki mistrz świata wagi Średniej z pozycji stojącej pada ciężko na ring. Sędzia rozpoczął odliczanie, jednak oszołomiony i kompletnie wykończony mistrz nie mógł, albo nawet nie próbował wstać z ringu. Publiczność zawyła gdy sędzia krzyknał ...10...NOKAUT! Zostałem nowym mistrzem świata kategorii Średniej! Równie ciężkie walki stoczyłem o dwa kolejne pasy, jednak w obu zwyciężyłem. Osiągnąłem szczyt w mojej kategorii, który próbowało mi jeszcze odebrać ośmiu bokserów. Jednak pokonałem ich wszystkich i zachowałem tytuł. Wciąż nie miałem na koncie ani jednej porażki.


Zmiana kategorii
W Boksie osiągnąłem niemal wszystko. Moje walki były o wiele bardziej popularne niż Bokserów kategorii Ciężkiej. Ja jednak z natury jestem bardzo ambitny i można powiedzieć, chciwy ;> Dlatego postanowiłem ubiegać się o przeniesienie do wyższej kategorii. Wiedziałem że oznacza to utratę mistrzowskich pasów, jednak byłem zdecydowany. Nawet sam trener polecał mi taki zabieg. Oddałem swoje pasy mistrzowskie i przeszedłem do kategorii Półciężkiej. Zadebiutowałem w niej, pokonując w 4 rundzie przez KO Afroamerykanina. Stoczyłem w nowej wadze kilka walk. Był to nowy świat, przez co parę razy zaliczyłem deski, jednak wciąż wygrywałem tylko przez KO i ani razu nie zaliczyłem porażki. Branża i gazety interesowały się praktycznie tylko mną, co doprowadzało do szału bokserów w kategorii Ciężkiej. Powoli lecz nieubłaganie zbliżałem się do kolejnego mistrzostwa w mojej karierze.


Pojedynek z Idolem
Jedno z ważniejszych wydarzeń w mojej karierze wydarzyło się gdy byłem na 4 miejscu w rankingu kategorii. Byłem obiektem ogromnego zainteresowania, więc nie uniknąłem też wzroku samego Tomasza Adamka. Przeglądałem maile i osłupiałem, gdy zobaczyłem wiadomość od Górala w której widniało .."Wyzywam Cię na pojedynek"... Wiadomość wstrząsnęła mną. Mój własny Idol wyzwał mnie do walki na ringu. Jednak jednocześnie czułem satysfakcję jak nigdy w życiu. Przyjąłem wyzwanie.
Wieść o pojedynku Diesel - Adamek obiegła świat szybko. Wszyscy zaczęli mówić o ,,historycznym pojedynku" ,,Starciu polsko-polskim" itp. Ja jednak znałem na wylot styl walki Tomka i wiedziałem że jego główny atut - Szybkość, czyni go bardzo niebezpiecznym oponentem. Dlatego zacząłem ostry trening, który miał zwiększyć także moją szybkość. Wreszcie 24 grudnia walka "Diesel vs Adamek" stała się faktem.
Nie byliśmy nastawieni do siebie wrogo. Ja szanowałem Adamka jako mojego idola, a Adamek mnie jako doskonałego Boksera. Na konferencji obaj życzyliśmy sobie powodzenia, jednak w głębi duszy każdy z nas naturalnie chciał zwyciężyć. Podaliśmy sobie ręce i chwilę później zadzwonił gong.
Pierwsza runda przebiegała po równo, chociaż dzięki szybkim prostym udało mi się zadać więcej ciosów niż Adamek. Znając jego styl, starałem się trzymać go na dystans. Zwłaszcza gdy oberwałem mocnym prawym sierpowym, zrozumiałem że muszę zachować odległość. Druga runda z mojej strony polegała w większości na defensywie. Wiedziałem że w drugiej Tomek będzie chciał mocno zaatakować i nie myliłem się. Druga runda trochę zmęczyła Adamka. W trzeciej ku jego zaskoczeniu nie broniłem się za bardzo, ale mocno wyskoczyłem do przodu zadając masę prostych. Adamek wytrzymał tą rundę, jednak pod koniec był mocno zapuchnięty. W rundzie 4 spodziewałem się że będzie podobnie jak w 3, ale przeliczyłem się. Nie doceniłem Tomka, który zadał mi mocny podbródkowy. Zaskoczenie było o tyle wielkie że natychmiast wylądowałem na deskach. Podniosłem się po 2 sekundach, jak zawsze po pierwszym nokaucie. Wtedy po raz pierwszy poczułem wściekłość na Tomasza i ruszyłem z mocnymi ciosami w korpus. Runda się skończyła punktami dla Adamka, jednak na skutek ciosów w korpus, był mocno zmęczony. W kolejnej mocno zaryzykowałem, ale opłaciło się. Puściłem na Adamka całą masę ciosów, które w końcowej fazie rundy wreszcie posłały go na deski. Emocje sięgały zenitu. Adamek po 5 sekundach podniósł się i dotrwał do końca rundy. Był bardzo twardym zawodnikiem, jednak siedział już cały opuchnięty i zalany krwią po obu stronach twarzy. 6 runda okazała się bardzo niebezpieczna. Adamek aż trzy razy celnie kontratakował, przez co po raz drugi padłem na deski. Było to bardzo niebezpieczne, gdyż jestem dobry w podnoszeniu się po pierwszym nokdaunie, jednak mam spore problemy z drugim. Na szczęście całym sercem skupiłem się na ustaniu na nogach i podniosłem się w 7 sekundzie. Ostrożnie ale ze strachem przed 3 nokdaunem, który pogrzebałby moje nadzieje na zwycięstwo, dotrwałem do końca rundy. W 7 rundzie postanowiłem zyskać przewagę przez zaskoczenie. Ponownie szybko wyskoczyłem do rywala, a ten zasłonił rękami głowę. Na to właśnie liczyłem i zadałem serię silnych ciosów na korpus. Adamek spróbował osłonić brzuch, a wtedy ja skierowałem silny, lewy sierpowy na jego głowę, co ogłuszyło rywala. Widząc jego bezradność w oka mgnieniu doskoczyłem do niego i wymierzyłem lewy podbródkowy w jego szczękę. Wszyscy patrzyli jak zakrwawiony Tomasz Adamek pada na deski. Sędzia zaczął liczyć a Adamek za wszelką cenę starał się wstać. Jednak przez oszołomienie nie mógł złapać równowagi i padł ledwo przytomny. Jak przez mgłę usłyszałem - ZWYCIĘŻYŁ DIESEL!! Myślałem że to sen. Oto człowiek który natchnął mnie do boksu, leżał pokonany u moich stóp. Triumfowałem to zwycięstwo tak bardzo że wydałem wielkie przyjęcie w mojej rezydencji, na które został zaproszony również Tomasz Adamek, z którym mimo jego porażki, pozostaliśmy w przyjaznych stosunkach.


Mistrzostwo kategorii półciężkiej
Zwycięstwo nad Tomaszem Adamkiem sprawiło że zaczęto określać mnie mianem ,,Ring Legend". Widząc moją ostatnią walkę oraz ranking w którym wszystkie walki skończyły się zwycięstwem przez KO i ani jednej porażki, mało który bokser zgadzał się na pojedynek ze mną. Bez większych problemów pokonałem pozostałych oponentów na liście i byłem gotowy żeby po raz kolejny walczyć o mistrzostwo świata. Jeden z pasów zdobyłem przez 5 rund morderczego pojedynku z Amerykańskim mistrzem. Walka jak zwykle zakończyła się przez KO. Później przyszła pora na zdobycie drugiego pasa oraz pasa mistrzostwa świata. Tym razem wystarczył jeden pojedynek, gdyż następny mistrz, pochodzący z Filipin, dzierżył oba pasy. W wywiadach mój oponent mówił - Przerobię tego Polaka na bigos i odeślę tam gdzie jego miejsce. Cóż. Chyba nie dostrzegł że jego ranking wynosił 28(16)-4-0 a mój 47(47)-0-0. Pojedynek był bardzo zacięty. Zarówno ja jak i On zadawaliśmy cios po ciosie, wielokrotnie kontratakując i napierając. Filipińczyk był jak większość moich przeciwników, cały zakrwawiony, jednak od 6 rundy, Ja też! Postanowiłem stoczyć tą walkę w starym stylu i zacząłem stawiać głównie na defensywę. Od czasu do czasu nawalałem w korpus i pozwalałem mu zadawać ciosy na gardę. Filipińczyk opadał z sił, ja jednak nie dałem się sprowokować aż do 9 rundy. Wtedy ruszyłem na niego z całą siłą i zadawałem jedynie silne sierpowe. Nie patrzyłem na jego gardę ani na cokolwiek innego, ale wciąż zadawałem mordercze ciosy. Wreszcie przełamałem jego obronę i cała siła spadła na jego głowę. Już miałem zadać cios podbródkowy, który wywaliłby go poza ring, gdy między nas rzucił się sędzia, przerywając walkę. Okazało się że Filipińczyk jest obity tak mocno, że sędzia zmuszony jest przerwać pojedynek. Oznaczało to że zwyciężyłem przez TKO oraz że jestem nowym mistrzem świata wagi półciężkiej! Był to cudowny dzień. Od teraz Kategoria Półciężka oznaczona była flagą Biało-Czerwoną! A wszyscy razem znali jedno słowo - Diesel!


Obrona tytułu, rewanż oraz G.O.A.T.
Osiągnąwszy najwyższą rangę w swojej karierze, byłem bardziej spokojny ale również bardziej zawzięty. Więcej czasu przeznaczałem na ciężkie treningi. Owocem tego byli co raz to kolejni bokserzy, padający na deski pod wpływem moich ciosów. Leworęczna siła zdominowała ring. W obronie tytułu stoczyłem jeszcze kilka pełnych emocji pojedynków. Wreszcie pewien bokser powiedział o mnie ,,You are the Greatest Of All Time" od tamtego czasu przylgnęło to do mnie wśród fanów i w prasie. Ja nie ustępowałem ani nie zamierzałem zawieść fanów i wciąż z głodem Tygrysa staczałem kolejne walki. Pewnego dnia przyszedł na moją pocztę kolejny mail, który mnie zaskoczył, chociaż już nie tak jak wcześniej - Tomasz Adamek napisał do mnie że pragnie walki rewanżowej. Jak to mówią - Przyjacielowi się nie odmawia. Przyjąłem wyzwanie, a na wieść o tym, po raz kolejny światowa prasa huczała. Pojedynek rozpoczął się 18 maja, a więc 2 dni przed moimi urodzinami. Adamek walczył bardzo zręcznie, ja jednak zadawałem na zmianę serie ciosów na korpus i na głowę. Dopiero w piątej rundzie dwa razy powaliłem Tomasza, który jednak wstał i zrewanżował mi się mocną kontrą. W rundzie 6 posłałem na głowę Adamka serię ciosów, a gdy został oszołomiony, zadałem silny, prawy sierpowy na jego korpus. Tomasz Adamek zgiął się w pół i padł na deski. Było to kolejne zwycięstwo nad Adamkiem. W momencie gdy przemawiałem przez mikrofon, Tomek podszedł do mnie i powiedział - Mam nadzieję że podoba Ci się prezent urodzinowy ode mnie. Po tej walce Adamek zdecydował się przejść na emeryturę i poświęcić cały swój czas dzieciom.
Przez te wszystkie lata kariery mistrza świata w kategorii półciężkiej stoczyłem całą masę pojedynków, wszystkie wygrywałem przez KO. Całą moją uwagę skupiałem na walkach i ciężkich treningach. Boks był całym moim życiem. Nawet mój trener za mną nie nadążał. Mój lokaj nudził się w posiadłości, gdyż większość czasu spędzałem poza nią i często nie było po kim sprzątać ani komu szykować posiłków. Oczy całego świata sportu były skupione wyłącznie na mnie. Spotkałem się nawet towarzysko z samym Muhammadem Ali'm. Jednak nie wszystkie oczy jakie mnie dostrzegły były pozytywne...


Wejście Rosjanina
W życiu każdego boksera przychodzi to co nieubłagane. Zaczyna się starzeć. Moi lekarze również byli okrutni. Pewnego dnia mój trener przyszedł do mnie i powiedział - Wiesz, chłopcze, nie znoszę przynosić przykrych wiadomości, ale niestety nic na to nie poradzimy. Twoi lekarze mówią że za maksymalnie 2 lata będziesz musiał skończyć z boksem.
Była to ciężka wiadomość, ale pogodziłem się z nią szybko. Ostatecznie osiągnąłem w boksie wszystko, a poza tym wiedziałem że wkrótce siły zaczną mnie opuszczać i może to zniszczyć mój wspaniały wynik, jakiego nigdy w historii nie miał żaden bokser.
Pewnego razu, 3 dni po wygranej walce, przeglądałem wydarzenia w kategorii Ciężkiej. Uwagę większości przykuwał niezwykły, rosyjski bokser, zwany - Soda Popinski. Pięściarz budził wrażenie. Mierzył 6'6" wzrostu i ważył 237 lbs. co czyniło go jednym z największych bokserów na świecie. Był mistrzem Rosji i szybko piął się do góry, pokonując przeciwników już w pierwszych lub drugich rundach. Nie miał włosów na głowie, ale za to długie, czarne wąsy. Jego ciało wyglądało jak wyrzeźbione z marmuru i stanowiło mur z mięśni. Soda Popinski był jednak z innego powodu słynny - Fanatycznie przepadał za gazowanymi napojami, które pił gdy tylko było to możliwe. Nawet w przerwach między rundami się to zdarzało! Miał jednak opinię prostaka. Często wywyższał się nad przeciwnikami, jednak okazywało się że zawsze dotrzymywał słowa, gdyż jeszcze żaden bokser go nie pokonał. Tak samo jak mnie.
Tym większe było moje zaskoczenie gdy kilka tygodni później dowiedziałem się że Soda Popinski po pokonaniu Tommy'ego Morrisona, wypowiedział takie oto słowa - Dajcie mi Diesla! Pokażę mu kto jest prawdziwym, słowiańskim mistrzem świata! Prasa zapytała mnie o opinię w tej sprawie. Odpowiedziałem - Jestem mistrzem świata kategorii Półciężkiej, a Soda Popinski to może i mocny bokser, ale i krzykacz, który nie zdobył ani jednego pasa mistrzowskiego. Ja walczę tylko z mistrzami, dlatego Popinski w tym momencie nie ma co liczyć na starcie ze mną. Moja wypowiedź musiała rozwścieczyć rosyjskiego giganta, gdyż zaczął o wiele szybciej piąć się do góry, morderczo nokautując kolejnych rywali. Po każdej walce mówił - "Diesel. Wypiję na twoim pogrzebie!" Ja w międzyczasie stoczyłem 5 zwycięskich pojedynków, więc nie traciłem formy. Wreszcie doszła do mnie wiadomość której się obawiałem - "Soda Popinski walczy o mistrzostwo świata". Ja, moja żona, mój trener oraz mój przyjaciel Tomasz Adamek, oglądaliśmy jego walkę w telewizji. Przeciwnikiem Popinskiego był ówczesny mistrz świata wagi Ciężkiej - Mike Tyson. Gdy walka się rozpoczęła, wszyscy patrzyliśmy w osłupieniu, jak potężne ciosy mistrza Rosji wręcz rzucają Tysonem po ringu. Mike dotrwał do końca rundy, jednak bardziej przypominał krwawą masę niż człowieka. Popinski pociągnął zdrowy łyk z butelki w narożniku i głośno się zaśmiał. Otrzymał kilka ciosów od Tysona, jednak nie było po nim widać jakichkolwiek rezultatów tych uderzeń. Po chwili zaczęła się runda druga. Soda Popinski ruszył do przodu i zadał prawy podbródkowy. Wyglądało to jak na filmie. Wszyscy usłyszeli potworne chrupnięcie, łamanej szczęki Tysona, który po chwili padł ciężko na deski i nie wstał. Soda Popinski zdobył mistrzostwo świata w wadze ciężkiej. Tysona zawieziono do szpitala. Nim to się stało, Soda powiedział jeszcze do niego po angielsku - "Wypiję za twoje zdrowie, Tyson. Bądź przykładem co spotka każdego Jankesa, który ośmieli się mnie wyzwać." a po chwili dodał do kamery, tym razem po polsku - "Oczekuj mnie, Diesel. Wkrótce wyssę w Ciebie wszystkie soki". Zdziwiło mnie że zna aż 3 języki, gdyż uchodził raczej za silnego kretyna. W każdym razie wiedziałem co się wkrótce stanie.


Diesel vs Soda - Walka stulecia
Kilka dni po walce, odwiedziłem Mike'a Tysona w szpitalu. Okazało się że ciężko oberwał, ale jego stan jest stabilny i będzie mógł wrócić do boksu. Tyson wiedział że teraz moja kolej i prosił mnie tylko o jedno - Zmasakruj tego pieprzonego komunistę i niech to on wreszcie zostanie nabity w butelkę, z której tak mocno żłopie". Postanowiłem że go nie zawiodę. Miałem jednak obawy. Nigdy w życiu nie walczyłem z bokserem wagi ciężkiej, a zwłaszcza z tak potężnym. Popinski we wszystkich wywiadach mówił - "Dajcie mi Polaka." "Chcesz Diesel, cios do picia?" oraz "Piję żeby przygotować się do walki. Dla Polaka będę 100% przygotowany"
Wszyscy odradzali mi tą walkę. Nie tylko Tomasz Adamek i moja żona, ale nawet mój własny trener, twierdząc że jestem najlepszym bokserem w historii, jednak nie pokonam tak wielkiego i agresywnego rywala. Ja jednak odpowiadałem że złożyłem już obietnicę Tyson'owi, a poza tym cały świat na mnie liczy. Powiedziałem wszystkim - nie chcecie się w to mieszać? Proszę bardzo, nie zmuszam was. Sam sobie poradzę, ale nie ucieknę przed walką z nim.
Stało się jednak inaczej. Wszyscy wiedząc że mnie nie powstrzymają, stanęli wręcz na głowie, aby tylko przygotować mnie do walki z Sodą. Mój oponent czekał na dzień walki, ćwicząc i pijąc dziesiątki litrów Napojów gazowanych. Muhammad Ali zadzwonił do mnie któregoś dnia i powiedział tylko - "I have only one wish. Please crush this Soda Pop!" po czym odłożył słuchawkę. Walka pokazowa z Sodą ustalona została na Grudzień. Wiele branżowych pism nie wierzyło że mam jakiekolwiek szanse. Ja jednak nie przejmowałem się tym, jednak wszędzie czytałem tytuły nagłówków "Starcie gigantów" ''Walka Dawida z Goliatem" itp. Pod wpływem tego ostatniego powiedziałem w jednym z wywiadów - "Soda to mocny bokser, ale proszę nie zapominać że Dawid zwyciężył z Goliatem".
Wreszcie nadszedł dzień walki. Gdy wyszliśmy na ring, Rosjanin rzucił mi wrogie spojrzenie. Był ode mnie kolosalnie wyższy. Gdy mięliśmy podać sobie ręce, po prostu w nie uderzył, co przekonało mnie o jego sile. Przez chwilę zadałem sobie pytanie - Co ja tu do cholery robię? Ale szybko się opamiętałem.
Zadzwonił pierwszy dzwonek. Soda Popinski ruszył do przodu i zadał energiczny cios podbródkowy, który z pewnością złamałby mi kark. Jednak wciąż nie brakowało mi szybkości, więc z łatwością uniknąłem ciosu i w odpowiedzi posłałem na głowę rywala serię lewych i prawych sierpowych. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia. Zamiast tego rozwścieczyło go. Starałem się obronić przed ciosem rosyjskiego giganta, jednak jeden jego cios przełamał obronę. Natychmiast uskoczyłem z drogi przed kolejnym, prawym prostym. Soda mocno napierał i zadawał potężne ciosy. Moją jedyną nadzieją było ciągłe utrzymywanie dystansu. Zadawałem mu ciosy na korpus i głowę, jednak nie robiło to na nim wrażenia.
W przerwie stwierdziłem że jedynym sposobem na pokonanie tego olbrzyma, jest zmęczenie go. Popinski tymczasem śmiał się w swoim narożniku i pił z butelki Coli. W rundzie drugiej postawiłem na defensywę, jednak zadawałem ciosy kiedy tylko było to możliwe. Mniej więcej w połowie rundy stało się. Jego prawy sierpowy dosięgnął mojej głowy. Poczułem się tak jakbym oberwał w łeb wielkim kamieniem. Oczy zaszły mi mgłą. Natychmiast klinczowałem, jednak Soda odepchnął mnie i zadał drugi cios, którego dzięki Bogu udało mi się uniknąć i zadać kontruderzenie. Odzyskałem sprawność umysłową, jednak Popinski był wściekły. Uskakiwałem mu z drogi i zadawałem ciosy. Tak było przez kolejno 3, 4 i 5 rundę. Kilka razy jego ciosy również mnie trafiły, po czym potrzebowałem głębokich wdechów. Rosjanin był nieludzko silny. Ja powoli opadałem z sił, gdyż zadałem oponentowi całą masę ciosów, po których każdy mój przeciwnik był już dawno na deskach. Popinski natomiast był tylko lekko zaczerwieniony. Każdy co raz mniej wierzył w moje zwycięstwo. W 6 rundzie ślepo zacząłem kierować proste na jego głowę. To był błąd. Potężny moskal całą siłą uderzył mnie w korpus, co natychmiast powaliło mnie na deski. Tym razem potrzebowałem 4 sekund żeby wstać. Jednak udało mi się to. Po tym nokaucie przyjąłem zupełnie inną taktykę. Pozwalałem Popinskiemu zadać cios, po którym zawsze robiłem unik i odpowiadałem kontrą w jego głowę. Pod koniec rundy zadałem szybki lewy sierpowy, co skończyło się długim rozcięciem na brwi Rosjanina. Soda był tym mocno zaskoczony i lekko przestraszony. Pierwszy raz w karierze został zraniony. Chwilę potem rozległ się dzwonek. Leżałem na deskach, jednak rozcięcie zadane rywalowi podniosło mnie na duchu. Zrozumiałem że jego też można zranić.
Runda 7 wyraźnie ukazywała że Soda opada z sił. Postanowiłem więc postawić na defensywę i zmęczyć go tak bardzo jak tylko się da. Gdy była okazja kierowałem mocne ciosy na korpus, oraz na głowę, co zaowocowało kolejnym rozcięciem na twarz Rosjanina. I chociaż oszołomił mnie kolejnym, potężnym ciosem, dotrwałem do końca rundy.
W rundzie 8 ruszyłem na rywala, który zadał prawy podbródkowy. Spodziewałem się tego, bo były to jego popisowe ciosy. Uniknąłem i zrewanżowałem się swoim, lewym podbródkowym. Cios ten oszołomił Popinskiego, który ledwo mógł ustać na nogach. Wykorzystałem to i natychmiast zadałem drugi cios. Wtedy stało się coś co jeszcze nigdy nie miało miejsca. Soda Popinski padł na deski. Wszyscy osłupieli, ale sędzia czym prędzej rozpoczął odliczanie. Soda był wykończony, jednak wściekłość i fizyczna siła, pozwoliły mu na powstanie. Chciałem zadać kolejny powalający cios, jednak Soda zaskoczył mnie. Tym razem to on zrobił unik i uderzył prawym prostym. Uderzenie trafiło mnie prosto w twarz, powodując rozcięcie i powalając mnie na deski. Tylko dzięki złapaniu się lin, podniosłem się po takich ciosach. I to dopiero w 8 sekundzie. Sekundę po tym jak wstałem rozległ się dzwonek. Siedzieliśmy w swoich narożnikach, patrząc na siebie z nienawiścią. Zarówno on jak i ja byliśmy cali zapuchnięci, zakrwawieni i wyczerpani, jednak chcieliśmy walczyć do końca.
Rozległ się dzwonek oznaczający początek 9 rundy. Popinski był wykończony, przez co mogłem przewidzieć większość jego ruchów. Starałem się zadawać ciosy prosto w jego rany, aby zadać mu jak największy ból. Poskutkowało to osłanianiem przez Rosjanina głowy. Wykorzystując to zadałem resztą sił, masę ciosów na korpus. Wreszcie nadarzyła się okazja, gdy Soda chciał zadać lewy sierpowy, przed którym zrobiłem unik. Wykorzystałem to kontratakując lewym prostym. Trafiłem oponenta prosto w nos, czym spowodowałem oszołomienie. Widząc to, natychmiast po moich żyłach zaczęła płynąć adrenalina, która dodała mi sił. Bez zastanowienia i z wykorzystaniem całej dostępnej mi siły oraz wściekłości rzuciłem się do przodu i zadałem potężny, lewy podbródkowy. Trafił on prosto w szczękę przeciwnika. Cała jego twarz zafalowała, po czym gigantyczny moskal, ciężko padł na ring. Sędzia, jak i większość widowni zaczęli odliczanie. Popinski starał się wstać, jednak przy ósmej sekundzie stracił równowagę i pozostał na ziemi. Gdy sędzia krzyknął NOKAUT, również ja padłem na matę z radości i faktu że byłem totalnie wyczerpany. Publiczność wiwatowała na stojąco. Dokonałem niemożliwego. Trener i żona byli ze mnie nieskończenie dumni. Adamek 10 razy pogratulował mi zwycięstwa, a ja przez ostatnie 3 dni świętowałem to dokonanie. Zostałem wpisany do 10 największych sportowców w historii. Dostałem masę telefonów, między innymi od Ali'ego i Tyson'a, którzy gratulowali mi największego zwycięstwa w życiu.


Schyłek kariery
Po walce z Sodą Popinskim, dalej walczyłem w obronie tytułu. Na ringu byłem niepokonany, jednak pamiętałem o tym co mówił mi lekarz. Postanowiłem dociągnąć do okrągłej sumy zwycięstw i wreszcie w wieku 42 lat, zaczęły dawać o sobie oznaki starości. Siły mnie opuszczały. Ogłosiłem w telewizji że przechodzę na emeryturę. Był to wielki cios dla fanów, jednak zrozumieli że należy wiedzieć kiedy się wycofać. Odwiesiłem rękawice jako największy bokser w historii świata, z bilansem równym 150(150)-0-0 . Boks był całym moim życiem. Walczyłem nie tylko pięściami, ale przede wszystkim sercem. Odszedłem do historii jako bokser z największą liczbą zwycięskich walk, wszystkich zakończonych nokautem przeciwnika i z zerowym licznikiem porażek. Na wieść o mojej emeryturze, na pewno wielu bokserów odetchnęło z ulgą ;p Nie tylko udowodniłem że Polak potrafi, ale również że marzenia są po to żeby je spełniać ;)


I taka była moja (trochę fabularyzowana) kariera w Fight Night Round 4 ;p Nigdy więcej nie udało mi się dokonać tak wspaniałego i niepowtarzalnego wyniku, ale dzięki temu jest do czego wracać myślami ;)

01.07.2010
11:44

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8432335

GTA IV. Zdecydowanie moja ulubiona część serii. Może to dziwne, ale mam wersje PC i Xbox 360 i uważam że na PC gra się o wiele lepiej. Pewno zaraz mnie kilku ,,znafcuf" zaatakuje, ale to moje prywatne zdanie i nic na to nie poradzę. Na PC się wg. mnie o wiele wygodniej steruje, celuje i 10 razy łatwiej wykonuje misje. Dodam jeszcze że mogę sobie w każdej chwili pościągać jakieś fajne mody na nowe ubrania, Samochody (ach ukochane BMW X6 :D) czy bronie, czego na konsolce niestety nie mogę zrobić. No ale teraz bierzmy się za opinię. Na początek to co mi się w GTA IV podoba ;)
Gra ma bardzo dużo do zaoferowania, nie tylko bardzo wiele misji, ale również wiele aspektów na spędzanie wolnego czasu. Bardzo podoba mi się system przyjaźni. Nawet lubię słynne już ,,Cousin. Let's go bowling" :D Zwłaszcza cenię sobie Romana i Little Jacoba. Uwielbiam grać w tej grze w kręgle albo bilard. Jakoś mi się to nie nudzi :D
Zadania prezentują się ciekawie i nie nudzą mnie. Najbardziej lubię zadania, gdzie chodzi po prostu o to żeby przyjechać do jakiegoś budynku i wszystkich rozwalić ;p Zwłaszcza fajne to jest w wersji PC gdzie się wygodniej celuje. Dzięki temu zadania które na konsoli sprawiały mi kłopoty, tutaj wykonuję za pierwszym razem i nawet dużo życia nie tracę. Świetna misja w banku, finałowa oraz możliwości zabicia lub oszczędzenia.
Ciekawym aspektem są też przypadkowi piesi. Zwłaszcza lubię wątek w całej grze, dotyczący Eddie'go Low'a ;> A skoro już mowa o internecie, to też bardzo fajna sprawa :) Szkoda tylko że nie można nic w nim kupić, poza rzeczami na komórkę ;p Chciałbym chociaż raz kupić samochód a nie ciągle komuś kraść.
Główna postać - Niko Bellic. Wg. mnie bohater idealny. Umie myśleć, ma własne zdanie, konkretne podejście do pewnych spraw, ale przede wszystkim całkowicie oddany rodzinie. Pomaga kuzynowi, mimo że ten go oszukał i nie cofnie się przed niczym. Fajna też sprawa że jest Słowianinem ;p Od czasu do czasu odezwie się nawet po Serbsku. Również inne narodowości w grze (a od cholery ich jest) mówią swoimi głosami. Rosjanie, Niemcy, Hiszpanie, Żydzi, Włosi, nawet Polacy ;) Niko mówił że jego angielski jest słaby, ale jak go słucham to wcale bym tak nie powiedział :D W każdym razie Niko jest wg. mnie trochę lepszym bohaterem niż drugi mój ulubiony gł. bohater GTA - Carl "CJ" Johnson. I na pewno bije na głowę najbardziej żałosnego bohatera GTA - Claude Speed'a, który był do tego stopnia nie kochany przez starych że nawet go mówić nie nauczyli. Już nie mówiąc o tym że w ogóle bez zastanowienia i sprzeciwu wykonuje każde zadanie od każdego, jak jakieś pseudozombie. Jakiś don mafii w LC by wydał Claude'owi rozkaz ,,zrób mi loda" to ten by tylko skinął głową potwierdzająco z durnym uśmieszkiem. Niko ma swój charakter i zdanie, co mi się bardzo podoba w GTA IV.
Grafika nigdy nie była super mocną stroną Rockstara, ale w tej grze jest bardzo przyzwoita ;) Co prawda na wersji konsolowej jest lepsza, ale ja nie należę do ludzi którzy żyją grafiką. Ważna jest dla mnie grywalność (dlatego przepadam za pierwszą częścią Operation Flashpoint ;) ).
Dziewczyny w grze to też fajna sprawa. Można się umówić z nimi przez internet, albo dwie z nich poznać z biegiem fabuły. Chociaż zdziwiło mnie że ta właściwie najbardziej główna dziewczyna Niko - Kate, jest tak naprawdę najgorszą dziewczyną w całej grze. Chociaż pamiętam że miałem dziwne sytuacje z dziewczyną - Carmen. Kiedyś chciałem ją wkurzyć więc postanowiłem zabrać ją do strip clubu. Przyjeżdżam a ona na to ,,Dobrze, Niko. Tutejsze dziewczyny są bardzo gorące. Zobaczysz" :o :o :o Innym razem chciałem się jej widowiskowo pozbyć :D Wziąłem Infernusa, zamówiłem bombę od Packie'go i podłożyłem pod auto. Zabieram Carmen na randkę i jedziemy autostradą. Rozpędziłem się maks i nagle wyskoczyłem z samochodu. Ona w nim została, więc szybko wstaję, łapię za komórkę i detonuję bombę. Pojawił się grzybek i napis ,,Carmen is dead". No to ja podchodzę do wraku, zapłakany buuu, biedna Carmen, po czym poszedłem na kręgle z Romanem xD Nagle kilka dni później odzywa się komórka i dzwoni Carmen, pytając czy odbiorę ją ze szpitala!! :O Wkurzyłem się bo taka zajebista fura poszła na ten plan a tu taki kwiatek! :D
Fizyka w grze też jest wg. mnie elegancka. Samochody realistycznie się zderzają, wygniatają czy zsuwają. To samo dotyczy ciał zabijanych wrogów. Co do wrogów to fajna sprawa jest również z tym że można "zabić" wroga tak że padnie niby martwy ale wciąż będzie przytomny na nas patrzył. Wtedy można go dobić strzałem w głowę ;> Ja często poluję na ulicach na panów w czerni, z długimi brodami buahahah ;> Joke :D Ale czy na pewno? ;>
Ucieczka przed policją stała się wygodniejsza i w przeciwieństwie do innych GTA - możliwa do wykonania. Na radarze widać radiowozy, dzięki czemu można ich unikać. Również w tej grze praca jako policjant jest ciekawa. A czasu zawsze starczy żeby dojechać na miejsce zbrodni.
Jeden jeszcze punkt który mnie bardzo cieszy to pieniądze. Chodzi o to że mamy ich nie za mało ale też nie za dużo. Maksymalnie da się pół miliona jak się postaramy. Wkurzało mnie to w np. Vice City że ledwo zacząłem grę a już miałem 5 milionów. Mając pieniędzy nie za wiele, wciąż mam powody żeby dalej pracować ;p
Ogółem gra w wielkiej większości mi się bardzo podoba :) Rockstar odwalił kawał dobrej roboty. Ale nie ma tak łatwo! Jest również w grze bardzo wiele rzeczy które mi się NIE podobały:
Na początek zacznę od nie zaliczenia misji. Ale to chyba przewijało się w kazdym GTA. Nie daj Boże, zgiń w misji. Czasem masz zadanie żeby jechać gdzieś na drugi koniec miasta. Przesiąść się w inne auto i jechać na następny koniec miasta, gdzie najpierw musisz zabić gang, potem wyrwać się policji, zgubić pościg i dojechać do celu. To często jest bardzo czasochłonne i wymaga wysiłku. Ale jeżeli zginiesz pod sam koniec misji, to musisz WSZYSTKO zaczynać od początku, co bywa bardzo irytujące.
Skoro wymieniłem już wcześniej Policję to również tego się czepię. Policja Ci strasznie utrudnia życie. Rozumiem że stróże prawa, ale szlag mnie trafia kiedy gang do mnie nawala z karabinów, to mi za nic nie wolno się bronić, bo jeden wystrzał z mojej strony to Policja już się do mnie dowala. Panowie ja walczę o swoje życie, chyba mam do cholery prawo!
Kolejną rzeczą godną krytyki jest ruch uliczny. Liberty City jest miastem w Ameryce o najniższej zdawalności prawa jazdy. Nikt praktycznie w tej grze nie umie jeździć. Wpieprzają mi się tuż przed nosem na mój pas, wymuszają pierwszeństwo, robią ogromne karambole, albo najlepsze - jadą 30-40 km/h albo nawet zatrzymują się, na autostradzie!! Żal po prostu. Rozumiem że takie rzeczy trudno zaaplikować w grze, ale czy naprawdę zawsze musi tak być że samochód skręca ZAWSZE akurat tak że w niego przypieprzę?
Skoro przy samochodach jesteśmy to następny punkt - hamulce. Są po prostu żałosne. Praktycznie nigdy nie da się dobrze wychamować. Zawsze się przedtem przejedzie ze 100-200 metrów i skończy na bagażniku/masce/drzwiach innego samochodu lub latarni. Sorry bardzo, ale z tego co wiem większość samochodów w USA to takie ze skrzynią biegów Automatyczną. A tego typu samochody mają bardzo ostre hamulce! Wystarczy lekko ich dotknąć i samochód już praktycznie staje. Te w GTA mają hamulce jeszcze gorsze niż Elki w Łódzkim WORDzie.
Kolejnym punktem jest miękkie zawieszenie. Każdy samochód kiwa się jak Maluch przy zakrętach. Nie jest to jakieś uciążliwe, ale ja praktycznie jeżdżę tylko Terenowymi, przez co jest to bardzo widoczne.
Kolejną rzeczą której nie lubiłem to misja od Brucie'go z wyścigami ulicznymi. Nienawidzę tego typu misji w grach ala GTA. Jak bym chciał się pościgać to bym sobie włączył pieprzonego Need For Speed'a a nie GTA. Jeszcze z tutejszymi hamulcami, ten wyścig pozostawia wiele do życzenia. A już najbardziej jest wkurzające że żeby skręcić musisz ostro zachamować i dobrze skręcić, tak żeby nie wpaść w poślizg. Ale nie dotyczy to przeciwników! Oni zawsze wykręcą, ominą inne samochody i przy tym ani trochę nie zwolnią! Coś tu chyba nie gra. Jednak mimo wszystko wyścig nie sprawił mi specjalnych trudności, ale nadal w tego typu grach nienawidzę wyścigów. Jestem gangsterem a nie rajdowcem.
Inna misja do której mogę się przyczepić to ta gdzie się dwóch motocyklistów z gangu Lost goniło na motorze w tunelach metra. Nie była ona wcale trudna, ale do cholery z SMG jednemu wpakowałem prosto w plecy i głowę ze 6 magazynków (30 kul w jednym) a on nadal żył! No kurna to już z lekka naciągane.
Jeszcze taki drobny błędzik to to że w wersji PC jest trochę skopane uderzanie kijem w bilardzie. Ale można się tego nauczyć ;)


Mimo tych wad, uważam że GTA IV to najlepsza część serii. Przede wszystkim wcale się przy niej nie nudzę, fajne są walki z chowaniem się za przeszkodami, ciekawe wypady z przyjaciółmi, internet i wiele, wiele innych. Moja ocena 8.5/10 ;) Polecam :)

24.06.2010
14:25

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

Mam pytanie drobne. Czy jest JAKIKOLWIEK sposób aby anulować ulepszenia broni? Bo nie powiem niektóre pistolety z tym przedłużonym, wystającym magazynkiem wyglądają tak żałośnie że szkoda słów. Jest jakiś sposób na pozbycie się tego?

24.06.2010
11:13

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10287384

Twórcy tej gry przynajmniej potrafią zrobić idealne granice Państw a nie jak twórcy Europa Universalis, jakieś zaokrąglone i pokrzywione mutanty.

16.05.2010
19:06

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6789347

@elte18---> Spoko, następne jest już w przygotowaniu ;) Tym razem będzie o grze Prusami. Opis jednoczenia Niemiec a potem podboju Europy ;) Ale będzie podzielone na rozdziały, bo będzie baaaaardzo długie xD

10.05.2010
20:44

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6789347

Witam :) Pamiętają pewno niektórzy moje ,,opowiadanie" kilka postów wcześniej ;p ,,Droga do Wolności". Postanowiłem kontynuować ten save i zobaczyć co ciekawego z tego wyniknie. Tak więc przedstawiam wam kontynuację mojego poprzedniego postu ;)


DUCH OBROŃCY (czyli gra Polską po odzyskaniu niepodległości w 1791 r.)


Radości jaka rozgrzała po odzyskaniu niepodległości po 76 latach okupacji przez Prusy nie dało się opisać. W 1791 roku na mapie Europy pojawiła się ,,II Rzeczpospolita Polska". Jednak lata po odzyskaniu wolności nie należały do najłatwiejszych. Nienawistne stosunki z Prusami, wściekłymi po wyzwoleniu Polski spod ich panowania, dawało się we znaki. Chłodne stosunki dawało się odczuć również z Francją (sprzymierzeńcem Prus) oraz Szwecją (pamięć niedawnej wojny). Jednak miałem wsparcie i mocny sojusz z Rosją, odrodzoną w pełni chwały i wyzwoloną ze Szwedzkiego zaboru. Polska miała po swojej stronie również inne wielkie mocarstwo - Konfederacje Maracką, z którą trwała w mocnej przyjaźni.
Trwało to latami. Zajęty byłem rozbudową i naprawą gospodarki, oraz rozwijaniem technologii militarno-ekonomicznej. Aż nadszedł pamiętny rok 1809. W lato, siedziałem właśnie w jadalni, spożywając smakowite jadło gdy przyszła wiadomość, jaka wstrząsnęła całą Polską. Wiadomość której najbardziej obawiałem się usłyszeć przez 18 lat wolnej II RP. Potężne i bardzo liczne wojska Pruskie przekroczyły granicę Polski i rozpoczęły otwartą wojnę! Nie zamierzając pozwolić aby mój kraj ponownie znikł z map świata, postawiłem całe wojsko Rzeczpospolitej pod broń.
Pierwsze starcie rozegrało się w Kurlandii. Niemcy uderzyli dużymi siłami na stolicę regionu - Jełgawę. Dzień był wtedy ponury a potężna ulewa mocno ograniczała widok. Jednak deszcz i chłód nie ostudziły zapału i odwagi Polaków, którzy nawet po 18 latach nie zapomnieli niewoli jaka spadła na nich po wejściu Prusaków w 1708 roku. Zażarta i długa bitwa o Jełgawę zakończyła się zwycięstwem wojsk Polskich i odparciem wroga.
Gdy nadeszła zima, doszły mnie słuchy że Rosja zajęła sąsiadujące z Kurlandią, Inflanty. Podniosło mnie to na duchu, gdyż oznaczało bliskość sojusznika w zagrożonym regionie. Radość z wielkiego zwycięstwa w Kurlandii trwała krótko. Z przerażeniem ujrzałem jak trzy potężne, pruskie armie przystąpiły do ataku na samą stolicę - Warszawę. Obrońcy walczyli niezwykle mężnie i nie oddawali ani kawałka miasta. Jednak wojska pruskie były zbyt liczne i o wiele lepiej uzbrojone. Dlatego wraz z resztką ocalałych żołnierzy podjąłem decyzję o wycofaniu się z Warszawy. Widok niemieckiej flagi z czarnym orłem, powiewający na Warszawie uderzył mnie prosto w serce. Poprzysiągłem że zrobię wszystko aby odbić stolicę i sprowadziłem armie z Galicji i Podola oraz Wołynia.
Latem 1810 roku ta potężna armia uderzyła w stronę okupowanej Warszawy. Wojska pruskie spodziewały się jednak odwetu i wyszły Polakom naprzeciw. Piechota liniowa wojska Polskiego ukryła się w okolicznych lasach. Korzystając z przewagi i zasadzki, Polacy odnieśli pod Warszawą wspaniałe zwycięstwo, dziesiątkując Prusaków. Jednak wróg nie chciał oddać frontu tak łatwo i natychmiast skierował przeciwko naszym wojskom kolejną armię. Lecz nawet to nie było w stanie złamać oporu dzielnych obrońców, którzy niewielkimi stratami roznieśli w proch następną Niemiecką armię.
Tymczasem gdy pod Warszawą kończyła się druga bitwa, Niemcy przystąpili do oblężenia Gdańska.
W końcu nadeszła zima. Podbudowane wspaniałymi zwycięstwami wojska Polskie przystąpiły do szturmu na swoją stolicę i po krótkiej bitwie Warszawa znów stała się pełnoprawnym sercem Polski. Wściekłe Prusy w odwecie przystąpiły do szturmu na Gdańsk. Szeregi obrońców były niepełne, a padający ulewny deszcz mroził ich do szpiku kości. Wojska pruskie natomiast były niezwykle liczne. Jednak nawet to nie było w stanie złamać ducha walki żołnierzy pod sztandarem orła białego i pogoni litewskiej. Bitwa o Gdańsk zakończyła się fantastycznym zwycięstwem Polski, a rozbite oddziały Pruskie rozbiegły się po okolicznych lasach. Mimo tych wspaniałych sukcesów, doszły mnie straszne wieści że wróg splądrował Wielkopolskę, a spora część ludności w Bydgoszczy i Poznaniu została brutalnie wymordowana...
Rok 1811. Wojna trwała nadal a ja nie szczędziłem skarbca, na rekrutowanie nowych żołnierzy piechoty liniowej. Wszyscy dostępni żołnierze byli wysyłani na front, przeciwko zalewającym kraj wojskom Niemieckim.
Latem tego roku Prusacy uderzyli na Gdańsk. Atak został prędko odparty, gdyż wróg atakował brawurowo. Gdy ostatnie garstki maruderów uciekały przed moim wojskiem, doszły mnie słuchy że z Prus Wschodnich duża armia wroga przekroczyła granicę z Litwą i zimą uderzyła prosto na Wilno. Miasto od czasu rozpoczęcia Wojny Obronnej Rzeczpospolitej nie było obiektem ataków do tego czasu, przez co było bardzo dobrze przygotowane do obrony. I wróg Germański bardzo mocno to odczuł, gdy jego armia została pod wieczór zgnieciona przez obrońców. Ta klęska sprawiła że Prusy straciły sporą inicjatywę na wojnie z Polską.
W roku 1812 latem, moja cała uwaga została skoncentrowana na zniszczeniu głównej armii najeźdźcy. Była ona zaopatrywana i wspierana przez szlak niedaleko Królewca. Aby powstrzymać napór wroga wysłałem niewielki oddział z Wilna, który prędko zadziałał i przeciął niemiecki szlak na Galicji. Armia broniąca Warszawy opuściła mury miasta i stanęła naprzeciw głównej armii wroga, na Polach Świętokrzyskich. Tam obie starły się śmiertelnie. Całe Pola Świętokrzyskie pokryły się mgłą dymu z karabinów, a ziemia zaczerwieniła się od krwi. Po długiej i zaciętej bitwie, główna armia inwazyjna Prus została doszczętnie zniszczona przez dzielnych żołnierzy Polskich. Bitwa ta oznaczała koniec naporu wroga na Rzeczpospolitą, co zagotowało krew Polaków do walki odwetowej. Prusacy zrozumieli że ich ostatnią nadzieją na zwycięstwo jest przyłączenia Prus Wschodnich do Rzeszy.
Zimą ostatnim, brawurowym zrywem, Pruskie wojsko ruszyło na Gdańsk, mając nadzieję że pozwoli to na otoczenie polskiej stolicy. Jednak ich atak był z góry skazany na klęskę. Klęska głównej armii i długa, bezowocna wojna z Polską odbiły się negatywnie na morale żołnierzy Niemieckich. Ataki na mury nie przynosiły skutku, a każdy z nich kończył się ogromnymi stratami po stronie wroga. Pod koniec dnia dookoła Gdańska leżały setki trupów germańskich, powalonych polską bronią.
Plan najeźdźców legł w gruzach. Prusacy rzucili się do panicznej ucieczki w stronę Prus Wschodnich i Niemiec. W ślad za uciekającym wrogiem wysłałem niewielkie grupy żołnierzy, aby ostatecznie wybiły maruderów. Ostatni większy oddział Prus został całkowicie rozbity w lasach koło Warszawy, gdzie się ukrywali. Jednak nagle ku mojemu zaskoczeniu, koło Gdańska zauważono spory oddział wojsk Pruskich, który uderzył na miasto. Obrońcy Gdańska byli już doświadczonymi przez wiele bitew weteranami, w związku z czym bez problemu i większych strat odparli najeźdźcę spod murów miasta.
Na początku 1813 roku doszły mnie słuchy od szpiegów że Prusy sprowadzili z serca Niemiec dwie świeże armie, których użyć chcą do połączenia Rzeszy Niemieckiej z Prusami Wschodnimi. Natychmiast wysłałem na Pomorze, pomoc zbrojną dla Gdańska. Latem tego roku Wojna Obronna została rozstrzygnięta w dwóch bitwach pod Gdańskiem, jakie rozpoczęły dwie armie Pruskie. Pierwsza bitwa przyniosła najeźdźcy ogromne straty, a twardzi niczym skała obrońcy Polscy trwali na swych pozycjach i pod dumnym sztandarem z godłem Rzeczypospolitej, wciąż pomniejszali liczbę wrogów. Po pierwszej bitwie Niemcy chcieli uciekać, jednak Cesarz Pruski wydał rozkaz ,,Ani kroku w tył". Wobec czego pod Gdańskiem rozpętała się druga bitwa, która skończyła się otoczeniem wojsk wroga i całkowitym rozbiciem jego armii. Wielu Prusów dostało się do niewoli. Był to dla nich los lepszy, niż śmierć na rozkaz bezwzględnego Cesarza.
To był ostateczny cios dla Prus. Zimą ostatnie oddziały i niedobitki zostały całkowicie wyparte z granic Polski. W kraju zapanowała wielka radość ze zwycięstwa. Okazja która się nadarzyła, dawała możliwość odwetowego uderzenia na całkowicie wycieńczone i bezsilne Prusy. Jednak długa wojna odcisnęła swe piętno również na II Rzeczpospolitej. Spora część kraju była zniszczona, a skarbiec zaczynał świecić pustkami. Większość pieniędzy poszła na wojnę.
Latem 1814 roku podpisałem z Prusami zawieszenie broni, co pozwoliło odetchnąć Polsce i odrobić braki w skarbcu. Natychmiast przystąpiłem do zbierania skarbu państwa, odbudowywania wsi i miast zniszczonych przez najeźdźcę i leczeniu rannych żołnierzy.
W roku 1815 wybuchła wojna rosyjsko-maracka. Dwa potężne państwa wschodnie stanęły przeciwko sobie. Tego samego roku w Akarze wybuchło tureckie powstanie, przeciwko okupacji Mameluckiej.
Wojna Maracko-Rosyjska szła naprzód. Szczęście dopisywało Konfederacji Marackiej, która co raz głębiej wdzierała się w Kaukaz. Rosja była sojusznikiem Polski, jednak miałem swoje własne problemy, a poza tym silna przyjaźń łączyła mnie z obydwoma państwami, dlatego postanowiłem nie mieszać się w wojnę. Jednak wojna pochłonęła tego roku również Gruzję, która została najechana i Zimą podbita przez Konfederację Maracką.
Ja miałem największe problemy w pamiętnym roku 1819. Na skutek odbudowywania kraju i armii, skarb państwa kompletnie opustoszał. Musiałem natychmiast zacząć inwestować w handel, aby nie popaść w bankructwo.
Zimą jednak wydarzyło się coś co zaskoczyło mnie niesłychanie. Francja, która wściekła była z powodu klęski sojusznika, wysłała flotę, która rozładowała sporą armię w Kurlandii. Była to inwazja i oznaczała wybuch wojny. Francuskie oddziały natychmiast uderzyły na stolicę regionu. Jełgawa była jednak dobrze przygotowana do walki, a Francuzi nie byli przygotowani do mroźnego klimatu panującego w Kurlandii o tej porze roku. Ponadto w tej bitwie wsparła mnie Rosja, wysyłając dosyć spory oddział Dragonów. Bitwa była dość zacięta, a Francuzi starali się otoczyć miasto. Jednak jak tylko wdrapali się na mury, natychmiast polskie bagnety zmuszały ich do odwrotu. Jednak mimo to spora część obrońców miasta ulegała przez ciężkie warunki pogodowe. Morale Francuzów zostały mocno załamane gdy w późniejszym momencie bitwy, od kuli armatniej zginął dowódca francuski. Wśród najeźdźców zapanował strach. Polacy wykorzystali to natychmiast. Wyciągnęli szable i masowo rzucili się na wroga z okrzykiem. Po niedługim czasie wróg został zmuszony do ucieczki. Jednak zwycięstwo miało gorzko-słodki smak, gdyż w końcowej fazie bitwy, na polu chwały poległ dowódca obrony Gdańska.
Po bitwie natychmiast dotarł do mnie rzeczywisty powód ataku wojsk Francuzów na Kurlandię. Miał on odciągnąć moją uwagę od tego że tego też dnia mijał czas zawieszenia broni z Prusami. Gdy tylko Francuzi zostali odparci od Jełgawy, germański wróg odnowionymi siłami, ponownie uderzył na Polskę od zachodu. Wojna została wznowiona!
Jedna z największych armii Pruskich uderzyła na Łódź. Miasta bronił niewielki oddział Piechoty Liniowej, składający się z 220 polskich żołnierzy. Dowodzący oddziałem gen. Ryszard Wojd który był Łodzianinem, postanowił jednak że nie odda swego miasta bez walki. Że woli zginąć niż oddać Łódź w ręce najeźdźcy. Garstka Polaków stawiła dzielny i szlachetny opór przeciwko kilkakrotnie większej armii Niemieckiej. Mimo poświęcenia, wszyscy obrońcy Łodzi polegli. Jednak ich ofiara stała się symbolem oporu Polskiego wobec wroga i postawiła na nogi wszystkich żołnierzy w kraju. Poległy w walce gen. Ryszard Wojd został ogłoszony Bohaterem Narodowym.
Rok 1820, lato. Doszły mnie słuchy o wybuchu wojny między Wielką Brytanią a Szwecją. W sumie mało mnie to obchodziło, ale zmniejszało szansę na to że do koalicji przeciwko Polsce dołączy Szwecja. Tego roku Francja ponowiła atak w Kurlandii, który mimo zaskoczenia skończyła się bezproblemowym zwycięstwem Polski.
Tymczasem gdy Francuzi byli odpierani od Jełgawy, przybyły do Warszawy szpieg zawiadomił mnie że wojska Pruskie plądrują doszczętnie Wielkopolskę. Gdy szykowałem się do wyprawy odwetowej, armia Pruska składająca się z 1690 żołnierzy uderzyła na Kraków. Miasto to było jednym z kluczowych punktów rozwoju infrastruktury, przez co za nic nie można było pozwolić aby zostało zdobyte. Krakowa broniło 1666 żołnierzy Rzeczypospolitej. Bitwa jaka rozległa się pod miastem ukazała jak bardzo Polacy są oddani sprawie. Armia Pruska poniosła druzgocącą klęskę. Z 1690 żołnierzy wroga aż 1612 poległo. Reszta która przeżyła uciekła w panice w stronę Berlina. Dzielnych obrońców Krakowa poległo 874.
Zimą tego roku, oddział Polski uderzył w odwecie na Francuzów w Kurlandii. W bitwie tej zginął głównodowodzący inwazją, generał francuski - Alexis d'Aubigne. To całkowicie złamało Francuzów, którzy zmuszeni byli wycofać się aż do swych statków w porcie.
Tymczasem Prusacy z wielką siłą uderzyli na Gdańsk, ponownie próbując połączyć Prusy Wschodnie z Rzeszą. Tym razem z pełną siłą. Dowodzący obroną Gdańska gen. Rafał Piszczak zorganizował twardą i skuteczną obronę, na której większość nacierających nieprzyjaciół zostało doszczętnie rozbitych. Niemcy nie zamierzali jednak rezygnować tak łatwo i wkrótce kolejna ich armia uderzyła na Gdańsk, nie dając obrońcom odetchnąć. Pogoda była jednak bezproblemowa i po długiej bitwie Polacy odnieśli heroiczne zwycięstwo. Jednak w czasie bitwy, oddział Prusów dostał się na mury gdzie zginął Rafał Piszczak, walcząc mężnie przeciwko najeźdźcom.
Po tej bitwie, po raz kolejny morale Prusów zaczęły opadać. Kolejne niepowodzenia na froncie doprowadzały do obaw kolejnej klęski w walce z niezłomnymi Polakami. Doprowadzało to do masowych dezercji i buntów w szeregach wroga. Wróg był bezsilny.
Rok 1821 był niezwykle szczęśliwy dla II Rzeczpospolitej Polskiej. Prusy zrozumiały że nie wygrają wojny, dlatego przystały na podpisanie pokoju z Polską, wypłacenie odszkodowania, podpisanie porozumienia handlowego i przyznanie się do klęski w tej wojnie. Tego samego roku Francuzi zostali ostatecznie wyparci z Kurlandii, przez co upokorzona Francja również przystała na Pokój. Zimą tego samego roku doszło do porozumienia handlowego między Polską a Konfederacją Maracką.
Po długiej i wyczerpującej wojnie przeciw Prusom i Francji, Polska wreszcie mogła odetchnąć z ulgą i przystąpić do odbudowy kraju. Wojna ta była kolejną lekcją dla Europy. Polska stała się silnym państwem, które już nigdy nie da odebrać sobie niepodległości, a żadna armia nie wkroczy na ziemię, która jest broniona Polską ręką.
Teraz kiedy Prusy nie zagrażają już Polsce, ludzie mogą na nowo cieszyć się pokojem i życiem w ojczyźnie nikomu nie podlegającej. Ale na jak długo? Czas pokaże...


To była kolejna historia, jaka wydarzyła się 18 lat po odzyskaniu niepodległości z zaborów Pruskich w latach 1708-1791 ;) Cieszy mnie że tym razem udało mi się obronić swą suwerenność i rozbiłem wszystkie armie jednego z największych mocarstw Europy. Czas pokaże co jeszcze czeka II Rzeczpospolitą w przyszłości ;)

10.05.2010
11:49

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

No i wreszcie :) Po długim czasie niebytu tutaj, nadeszła pora na moją relację na temat Conviction :) Swoją drogą cieszy mnie że mój równo 100 post, będzie na temat tej gry :D Jestem szczęśliwym posiadaczem Edycji Kolekcjonerskiej i chociaż mam takie same problemy z kodem jak inni, to jestem zadowolony z tego zakupu :) Swoją drogą w Porcie Łódź, w Saturnie, koło Pabianic możliwe że jeszcze egzemplarze są ;p
Na początek muszę przyznać że gra kosztowała mnie wiele poświęcenia. Dlaczego? Ponieważ obiecałem sobie i przyjacielowi że zagramy obaj najpierw w Co-op, po tym jak dowiedzieliśmy się że jest on wstępem do wydarzeń w Single. No więc dostałem grę ze dwa tygodnie wcześniej od niego i przez ten czas musiałem się skręcać na środku pokoju, aż kupi :D
W każdym razie gdy obaj mięliśmy już grę odpaliliśmy Co-op. Muszę przyznać że zrobił na mnie wielkie wrażenie :) Agent Trzeciego Eszelonu i Voronu wspólnie starający się wykonać swoje zadanie. Przede wszystkim jest w Co-op Fabuła. Brakuje mi co prawda współpracy jaka była w Co-op z Chaos Theory gdzie trzeba było sobie pomagać przy wspinaczce itp (Pamiętliwe ,,Zróbmy to" ,,Na co czekasz" :D) ale i tak Co-op w Conviction wymiata ;) Świetne jest przesłuchiwanie niektórych osób i wiele razy występują zwroty akcji których bym się w życiu nie spodziewał. Zwłaszcza finał ;> Nie powiem co się tam dzieje, ale ja i przyjaciel byliśmy ogromnie zaskoczeni ;)
Po Co-op'ie czas na Singla. Od dawna jestem ogromnym fanem postaci Sama Fisher'a. Kilka dni przed premierą ponownie przeszedłem wszystkie części, od Splinter Cell 1 do Double Agent, na najtrudniejszych poziomach. Jestem również wielkim fanem Jason'a Bourne'a przez co łatwo było mi się identyfikować z nowym Fisher'em w Conviction :) Nawet specjalnie przed grą obejrzałem filmy typu ,,Uprowadzona" oraz wypuszczony niedawno ,,Furia" z Melem Gibsonem.
Sam Fisher nie jest już tym kim był kiedyś. Cieszy mnie bardzo że Conviction potoczył się tą drogą a nie tą jaka była początkowo zakładana. Bieganie Samem Fisherem który wygląda jak dworcowy menel z zarostem którego niejeden Żyd by pozazdrościł i podartej, brudnej bluzie i spodniach, jakoś mnie nie przekonywało. Zmiana na obecny wygląd wyszła Samowi na dobre. Nie ma nic do stracenia i nie obchodzi go życie wrogów. Gotowy jest zrobić wszystko żeby poznać prawdę o swojej córce. Podoba mi się ta zmiana, dlatego że w tej grze naprawdę możemy przekonać się jak morderczo wyćwiczony jest Sam i jak sprawny jest zarówno w posługiwaniu się bronią jak i sztuce walki Krav-Maga ;> Agent to Agent. Człowiek-Maszyna. Ta gra idealnie nam to ukazuje :)
Fabuła w Single mimo że jest dosyć krótka to jest całkiem ciekawa i otwiera na światło dzienne bardzo wiele ciekawych faktów z życia Sama. Przede wszystkim na temat Lamberta, Grim a nawet Sary Fisher. Jednak nie zdradzę nic ;) Sami się przekonacie jak zagracie ;>
Bardzo w internecie jest krytykowana misja dziejąca się w Iraku, będąca wspomnieniem z czasów wojny w Zatoce Perskiej. Cóż. Fakt, może i odstaje ona od Splinter Cell ale mi jakoś przypadła do gustu ;) Jest całkiem długa, dużo się dzieje i nieźle wygląda całe otoczenie. Reszta lokacji i powiązane z nimi wątki w fabule również bardzo przypadły mi do gustu :)
Uzbrojenie również bardzo mi się podoba. Zwłaszcza karabin SC3000 jak i zdobywany przez Uplay SCAR. Jeżeli o pistolety chodzi to mój ulubiony jest jednocześnie ulubionym pistoletem Fishera ;p Pistolet FN ;) Dobrym smaczkiem jest także dodawanie ulepszeń do każdej broni no i znany już wszystkim ,,Oznacz i Zlikwiduj" ;) W tej grze bardzo przydatne wbrew pozorom. Bo Sam mimo że jest maszyną do zabijania, to jednak bardzo łatwo ginie, więc rzeczy typu ,,RAMBO" albo ,,THIS IS SPARTAAA!!" często odpadają ;p Swoją drogą muszę dodać że moja gra w Singla i Co-op znacznie się od siebie różnią. W Singlu jako Fisher pożądający zemsty i prawdy zabijałem bez zastanowienia i brutalność stawiałem na pierwszy tor. W Co-op ja i przyjaciel stwierdziliśmy że jesteśmy zwykłymi agentami, nadal należącymi do agencji. Dlatego załatwialiśmy wszystko cicho, a strzelaliśmy tylko wtedy gdy byliśmy zmuszeni się bronić przed wrogiem który strzelił pierwszy.
Muzyka w grze również mi się podoba. Bardzo pasuje do Splinter Cella. A swoją drogą był jeden utwór wobec którego nie mogłem się oprzeć wrażeniu że brzmi jak jeden utwór z filmów o Jasonie Bourne :D:D
Zarówno Co-op i Singla zaliczyłem na Normalu. Słyszałem że Żółtodzioba w ogóle nie opłaca się brać ;p W każdym razie to nie koniec a dopiero początek plusów :) Po skończeniu obu powyższych, gra oferuje nadal bardzo wiele zabawy z towarzyszem :) Łowca, Konfrontacja, Infiltracja i inne na wielu mapach, które można przechodzić na wiele sposobów i kilka zmian. Typu różnie ustawieni przeciwnicy i lasery. Zwłaszcza przypadł nam do gustu tryb ,,Ostatni bastion". Dużo się dzieje i gra się nie nudzi ;) Ogółem cała gra daje setki godzin zabawy, nie tylko w Singla :) To zdecydowanie plus. Wkrótce zamierzamy przejść Co-op i Singla znowu, ale na Hardzie. Jak i pozostałe tryby dla dwóch graczy ;)


Jednak nie obeszło się bez minusów, niestety. Gra kilka ich ma. Przede wszystkim początkowo były to problemy z serwerami. Jako że teraz jest znośnie, tak kiedyś były albo mocno lagujące albo w ogóle nie działające. Dobrze że już to naprawili, chociaż raz na dłuższy czas gra się lekko przylaguje na 1-2 sekundy. Gdy zacząłem grać, chciałem jako minus dać to że postać nie może skakać. Chodzi o to że nie ma opcji żeby wcisnąć guzik a postać skoczy. Jednak potem jak przechodziłem stwierdziłem że tak jak jest, w zupełności wystarczy, dlatego nie uznaję tego za minus ;) Jest natomiast jeden, który czasem może pokrzyżować plany. Uważam że powinni dopracować przylgnięcie do ściany/przewrót. Prawy przycisk myszki powinien tak działać że przyciśnięcie go zawsze oznacza przylgnięcie do ściany, a samo kliknięcie zawsze daje przewrót. Przez to że tak nie jest, wiele razy miałem że chciałem zrobić przewrót a postać zamiast tego mi przylgnęła do ściany i wpadła na strażnika.
Cieszyłem się jak wyszedł do gry nowy patch, jednak z drugiej strony wciąż mam w pamięci wieczne przekładanie premiery gry i obietnice Ubisoftu że gra będzie dopracowana pod każdym względem już w dniu premiery. Więc co to za patch? ;p Do minusów można jeszcze by dodać długość singla, chociaż nie przeszkadza mi ona. Ale nie obraziłbym się na dłuższą ;p Pamiętam też jak oglądałem przed premierą film gdzie Fisher na dwóch gości zrzucił ważący tonę kontener z sufitu a kolesie którzy stali 10 metrów od nich nawet się nie obejrzeli. Dzięki Bogu że to dopracowali! ;p
Jeszcze jako minus trzeba dodać że często przy ,,Oznacz i Zlikwiduj" Sam strzela zanurzając pistolet w ścianie. Jednak to drobny błąd i nie przeszkadza. No w każdym razie mi ;p Za to minusem który bardzo mi przeszkadzał było to że często polskie napisy szły za szybko i bardzo szybko znikały. Na szczęście umiem angielski, więc jakoś się to przeżyło.
Jako posiadacz Edycji Kolekcjonerskiej zawiodłem się też trochę na komiksie ,,Splinter Cell: Digging in Ashes" Cały komiks jest fajnie zrobiony, jednak jest w nim nie to czego się spodziewałem. Zapowiadali że będzie przedstawiał wydarzenia między Double Agent a Conviction. I faktycznie tak jest, jednak pokazuje jedną tylko misję Sama, która właściwie wcale nie jest potrzebna na Conviction i niczego nie wyjaśnia ani nie przygotowuje do tego co mamy w grze. Ja spodziewałem się że będzie się zaczynał zaraz od momentu jak skończył się Double Agent. Żeby pokazywał co sam robił zaraz po tym jak zabił Moss'a (Słuchaj Wrzos ;p) w Nowym Jorku.


Ogółem ,,Splinter Cell Conviction" wypadł w moich oczach bardzo dobrze :) Ma wiele zalet, mnóstwo różnorodnych sposobów na granie z kumplem, fajne smaczki i niewielkie wady. Nieraz zaskakuje i szczerze mówiąc wciągnął mnie jeszcze mocniej niż Chaos Theory (moja ulubiona część Splinter Cell). Moja ocena 9.5/10 ;) Zdecydowanie polecam!! ;)


PS: Na Malcie gdy Sam wysiada ze swojego SUV'a i wybija lusterko, widać że zaparkował z prawej strony drogi. A jak wiemy na Malcie jest ruch lewostronny. Oj będzie mandacik, panie Fisher :D:D

22.04.2010
14:09

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

Akurat to zabezpieczenie z ACII nie jest wcale złe ;) W każdym razie nie utrudniało mi gry, jak to beznadziejne zabezpieczenie Rockstar'a do GTA IV. Jeżeli w Conviction będzie takie jak w AC II to nie ma żadnych problemów ;) Chociaż fakt faktem, mogli wziąć pod uwagę to że nie każdy na świecie ma stałe łącze z internetem.

22.04.2010
08:46

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

JaRuTo --> Wiem że po akcencie można poznać ;p Ale jak dotąd widziałem filmiki z Co-opa gdzie nie było spokoju żeby się wsłuchać i rozpoznać ;p Dlatego się pytam który jest jakiego koloru ;p


PS: ale spoko. Już wiem że Rosjanin jest czerwony ;p

22.04.2010
08:06

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

No to teraz już tylko czekać :) Udało mi się na gram pl zamówić ostatni egzemplarz Edycji Kolekcjonerskiej :D Podoba mi się to że wersja na PC będzie mieć kilka bajerów do których konsolowcy nie będą mieć dostępu :P Jak chociażby nowe mapki do Co-op. Jako wielki fan zarówno Sama Fisher'a jak i Jasona Bourne'a bardzo oczekuję gry.
Z drugiej strony szkoda że to ostatnia część w której zobaczymy Sama... Mają być następne SC ale bez Fisher'a. Nie wiem, dla mnie ,,Splinter Cell" bez Fisher'a to jak ,,James Bond" bez Bonda, albo ,,Tomb Raider" bez Lary Croft. No ale z drugiej strony Fisher nie jest już wcale taki młody i wystarczająco wiele przeżył, więc wypada dać mu spokój ;p


A przy okazji chciałem tak z ciekawości zapytać ;p W Co-op wiecie może który agent jest Amerykaninem a który Rosjaninem? ;p Bo mi się wydaje że z Rosji jest ten co ma zielone gogle, a z kolei mój przyjaciel uważa że jest nim ten co ma czerwone. Nie wiadomo ;p


Pozdrawiam ;)

15.04.2010
22:24

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429797

czesiol ---> Chodziło mi raczej o to czy da się wroga złapać i ogłuszyć :D Ale spoko, też dobre przykłady :D

15.04.2010
08:18

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8856638

Dart Wafel ---> Znając życie to jeszcze kilkakrotnie się zmieni, ale też się cieszę że już jakiś konkret jest ;p

15.04.2010
07:48

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429797

A ja mam pytanie ;p Czy wrogów da się eliminować inaczej niż zabijając ich? Bo nie powiem, do Fishera-Mściciela to pasuje, ale w trybie Co-op do agentów którzy wciąż pracują w Eszelonie to już nie za bardzo ;p

15.04.2010
07:26

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

Cóż. Ja też bym się nie obraził gdyby było przenoszenie ciał ;p Wiem że to trochę nie pasuje do Fishera-Bourne'a, ale mogłoby być mimo wszystko, bo zawsze była to nieodłączna część Splinter Cell ;) W każdym razie bardzo mnie cieszy że będzie genialny tryb Co-op. Wkurzyło mnie że w Double Agent Co-op był tylko na konsoli. W każdym razie Twórcy mówili że Co-op jest takim jakby wprowadzeniem do Singla w Conviction i najlepiej jego pierwszego przejść, co ja i mój kumpel zamierzamy zrobić ;)
Mam tylko nadzieję że w tej grze da się z przeciwnikami robić coś innego niż zabijać ;p Owszem, grając w Singla jako Fisher pełen żądzy zemsty i nie mający nic do stracenia będę zabijał, ale jako agent z Co-op wciąż jestem w Eszelonie i chcę wrogów eliminować bez rozlewu krwi ;p
A jeszcze tak przy okazji mam nadzieję że Tryb Sonarny to nie jest jedyny tryb wizji Gogli w Conviction. Bo jak narazie tylko ten tryb pokazali ;p No ale jeżeli jedyny to to też przeboleję ;) W każdym razie, czekam na gierkę i oby Fisher dopadł zabójcę Sary ;)

14.04.2010
08:13

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

JaRuTo ---> A wiesz może jeszcze ile tak średnio zajmuje przejście każdego levelu? Byłbym wdzięczny, bo szczerze mówiąc, lubię jak level jest w miarę długi ;p W sensie nie kończy się po 10 minutach ;p

13.04.2010
19:06

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

Wooden Monastery ---> Buahahaha. Moje 100 zł. nic nie znaczy? Czyli żadnego innego gracza też nie. Na pewno gdyby żaden gracz tego nie kupił to na pewno Twórcy by się tym nie przejęli... Ciekawie rozumujesz. I dobija mnie twój najstarszy argument świata ,,nie podoba się to nie graj". Ja ci teraz powiem ,,Nie podoba ci się moje zdanie, nie czytaj". Owszem, w grę zamierzam zagrać i zagram, bo jestem wielkim fanem SC. Ale mam prawo skrytykować fakt że gra jest na pół dnia.


PS: Robili owszem 4 lata. Zrezygnowali z Fishera-Menela i zaczęli od nowa, ale zapożyczyli sporo pomysłów z poprzedniego Conviction, więc to też się liczy.


PSS: Jak będę sobie życzył żebyś odpowiadał na moją opinię to dam znać. Po to jest to forum żeby pisać pozytywne i negatywne zdania o grach. Mam prawo powiedzieć wszystko co mi nie pasuje w grze a ty nie masz prawa tego kwestionować. Narazie dałem swój argument anty na jedną rzecz ,,długość" gdybyś czytał więcej to byś wiedział że bardzo mi się podoba pomysł w Conviction na to że Fisher szuka zabójców córki, jest brutalny i ogólnie pomysł na grę. A ty już wyjeżdżasz z najbardziej oklepaną ripostą ,,nie podoba się to nie graj". Owszem, gra bardziej się podoba niż nie podoba. Jedna tylko rzecz mi się jak narazie nie podoba - długość.

13.04.2010
18:23

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10191220

Irek22 ---> Mało powiedziane. Ubisoft ostatnio na każdym kroku udowadnia że ma graczy w dupie. Przekładają premierę kilkanaście razy pod pretekstem ,,dopracowania" a jedyne co dopracowują to zabezpieczenia. Nawet podają dwa razy OFICJALNĄ I OSTATECZNĄ datę premiery a potem znowu zmieniają. Gra na 5 godzin kosztuje 150 zł. i mało tego - robiona była 4 lata. Aż się boję co by było gdyby chcieli wydać tytuł zajmujący graczowi tydzień na przejście. To chyba by premiera była w 2030 roku...
Co jeszcze uważam za przykład chamstwa Ubisoftu to fakt taki. To gracze PC-towi głównie czekali na tą grę przez te cholerne 4 lata. Nie dość że Ubi im w zamian przekłada premierę to jeszcze dema nawet nie wypuszcza. Ich argument jest prosty: ,,Sorry, guys" Ale nie ma tak łatwo, żabojady, ja wiem jaki jest prawdziwy powód. Tylko na konsolach mogą na demie zdzierać kasę, dlatego nie dali na PC -.-
Możnaby tak wymieniać i wymieniać. Ubi zamienia się w drugie EA Games. ,,Byle jak najwięcej reklam, byle jak, niech oni to kupią i nas w dupę pocałują". Obiecałem sobie że kupię Conviction i jak zawsze obietnicy dotrzymam, ale będzie to OSTATNIA gra Ubisoftu jaką legalnie kupiłem.

13.04.2010
18:17

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

Robili grę 4 lata żeby gracze przeszli ją w 5 godzin. Przecież to jest po prostu żałosne! I nie pieprzyć mi nic w rodzaju ,,Jest poziom trudności. Na hardzie na pewno nie zajmuje 5 godzin" albo ,,można przejść ją na różne sposoby" Gówno mnie to! Ja chcę grać w grę długo, dlatego że ma długą fabułę, a nie dlatego że będę ją sobie w kółko przechodził na różnych poziomach trudności ;/ Rozumiem 12 godzin. 10 albo 8, ale k**a 5!? Nóż się w kieszeni otwiera. W takim razie ta gra powinna być za 50 zł! Dycha za każdą godzinę gry! Rozumiem że w tej grze jest bardzo fajny tryb ,,Cooperacja" zamierzam z kumplem zacząć właśnie od niej. Ale do cholery, Splinter Cell to GŁÓWNIE Sam Fisher i chcę NIM jak najwięcej grać... Poza tym mogliby się też postarać z dłuższą fabułą z tego względu że ma być to ostatnia część przygód Fisher'a....:/
Gry nie ma jeszcze, nie przeszedłem nie oceniam. Jako wielki fan serii SC podam swoją opinię dopiero po dokładnym przejściu Co-op i Singla. Ale póki co za tą długość gry jest wielki minus. Zwłaszcza że musiałem 4 bite lata czekać na 5 godzin...:/

07.04.2010
18:41

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

@zdzichu ----> Jeżeli Assassin's Creed II ci się nie tnie, to Conviction też powinien chodzić płynnie.

07.04.2010
18:40

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8908013

Assassin's Creed II bardzo mnie zaskoczyło :) Przede wszystkim faktem że jest całkiem długą grą. Miałem już 24 godziny grania naliczone a dopiero było to jakieś 48% gry. Większość współczesnych tytułów kończy się po 4-6 godzinach, więc jest to ogromny plus dla AC II. Jeżeli Assassin's Creed było dobre, to dwójka bije jedynkę na całej linii ;)
Przede wszystkim mocnym punktem gry, obok długości jest fabuła. W Assassin's Creed była jako taka fabuła, ale niczym nie zaskakiwała, poza końcówką. Wiedziałem że będę musiał przyjść do miasta, znaleźć punkt zadania, zabić, wrócić i od nowa, tyle że inny cel. W Assassin's Creed II fabuła jest rozbudowana, często zmienia tor, zaskakuje, zaciekawia i daje frajdę ;) Podobało mi się również wprowadzenie do gry Rezydencji, przynoszącej dochody :) I najlepsze że przy pierwszym przejściu gry, udało mi się wszystko na 100% zrobić :D Łącznie z zebraniem piór. Ezio prezentuje się bardzo ciekawie. Początkowo jest zwykłym młodziakiem, który lubi pakować się w tarapaty. Potem nabiera jednak nauki życia i staje się idealnym asasynem. Ogółem postać Ezia bardzo mi się spodobała i za jego charakter i za umiejętności oraz uzbrojenie. No i zna samego Leonarda da Vinci ;p
W grze sporo jest bardzo fajnych smaczków, jak np. pancerz Altair'a czy zarabianie pieniędzy (w końcu bohater pochodzi z zamożnej rodziny) na ciekawe wyposażenie. Dwa ostrza ułatwiają życie zabójcy, jednak nie znaczy to że będzie łatwo ;p Również poprawiono system wtapiania się w tłum, na wg. mnie 100 razy lepszy od tego z jedynki. No i dzięki niech będą Animusowi 2.0 że przodek Desmond'a tym razem może pływać ;p U Altaira było to dziwne że był doskonale wyszkolonym akrobatą, a pływać nie potrafił ;p Dobrym patentem jest też to że jeżeli teraz nie uda ci się skok, to jest szansa że po drodze złapiesz się krawędzi i nie stracisz HP :)
Również podoba mi się patent z najemnikami/złodziejami/kurtyzanami, do odciągania strażników. Ułatwia to dostanie się do skarbów, bez niepotrzebnego bałaganu ;) Ja jestem zadowolony, a strażnicy mogą wrócić do swych żon ;p
Oczywiście gra ma swoje wady mimo wszystko. Uważam np. za bardzo dziwne to że strażnik odziany w ciężki pancerz jest w stanie skakać po dachach niemal tak samo zręcznie jak Altair. Widać wtedy wszyscy strażnicy byli szkoleni jak dzisiaj agenci NSA ;p Pamiętacie też pewno z jedynki biedaków proszących o kasę albo meneli którzy popychali bohatera, gdy za bardzo się zbliżył? Teraz zastąpiono ich jeszcze bardziej wkurzającymi trubadurami, którzy biegają za tobą i śpiewają, jakby koń srał na blachę. Ale na szczęście można porozrzucać pieniądze to się odwalą ;) Często na mapie pojawiają się uciekający kieszonkowcy, których jak złapiemy (czasem trudno) to zabieramy im kasę ;) Ale co dziwne...jeżeli zobaczy to strażnik to ma do nas pretensje. Coś w rodzaju ,,Obywatelu Ezio A. zostajesz skazany na śmierć za powstrzymanie złodzieja". Aha i jeszcze dziwne było coś z obrazami xD Mianowicie było wśród nich kilka obrazów Leonarda Da Vinci, których w tym roku jeszcze nie namalował xD M.in. Dama z Łasiczką. To tak jakbym teraz poszedł do Leonarda i powiedział : ,,Witaj Leonardo. Wiesz że mam w Willi obraz który namalujesz dopiero za kilka lat?" xD Trochę dziwne :D


Ogółem mówiąc polecam ACII, za fabułę, akcję, długość i bohatera. Naprawdę gra wciąga i ciekawe zwroty akcji nie odrywają od monitora. Moja ocena 9/10 ;) Oczekuję na Assassin's Creed III.

21.03.2010
17:20

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

Cóż. Ubi zachowuje się jak kłamliwe szmaty, ale trudno, pozostaje mi zacisnąć zęby i to przełknąć. Przez ten czas sobie przejdę jeszcze raz wszystkie Splinter Cell'e na max. Hardzie po kolei.


PS: Ja uważam że dobrze że ta część SC będzie taka a nie inna. Sam już swoje zrobił ;p a gdyby to stało się zbyt długie to seria nie miałaby okazji się skończyć w wielkim stylu. A jako że lubię Jason'a Bourne'a to chętnie zagram zbuntowanym agentem ;) Zresztą wcale mu się nie dziwię że odszedł z Eszelonu. Ukryli przed nim fakty ze śmierci jego jedynej córki. A wątek ten był prawie całkowicie pominięty w DA. I nie dziwię się Fisher'owi że stał się takim brutalem ;p

20.03.2010
20:24

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10109698

pertio_95 ---> A ty się człowieku najpierw pierd**nij a potem naucz czytać ze zrozumieniem!!! Gdzie do cholery napisałem że Dead Rising jest na 4 godziny!? Gdzie napisałem że GTA IV nie da się modować!? Umiesz do cholery czytać!? Pisałem że większość gier na konsolę jest krótka, ale są wyjątki takie jak np. DEAD RISING. GTA IV też się da modować, ale na pececie! A jeżeli da się na konsoli, to nie słyszałem o tym, a poza tym to jedna na milion gier.
Poza tym wszystkim jakbyś był chociaż trochę inteligentny to byś zauważył że swój post kierowałem tylko do dzieciaka zwanego RPGfan i byś się nie wcinał, ani nie dawał temu trollowi argumentów. Boże ludzie trochę myślenia....

19.03.2010
18:11

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

robek hack jest idealnym dowodem na to że są na tym świecie rzeczy które się nawet fizjologom nie śniły.

19.03.2010
12:21

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10109698

RPGfan---> Żal mi cię naprawdę gościu. Albo się urwałeś z Onetu albo z Naszej-Klasy.pl ale nieważne. Jako wieloletni posiadacz zarówno PC jak i Xbox'a 360 powiem ci że większość twoich konsolowych gier słabo leży. Są wyjątki naprawdę wciągające, jak Dead Rising, GTA IV, Fight Night Round 4 ale większość gier na konsole to gry polegające jedynie na łażeniu z A do B i cała się kończy po 4 godzinach gry. Jeszcze do tego żałosne w strzelankach to automatyczne celowanie. Tylko grafiką możesz się pochwalić ale niczym więcej.
Dlaczego wolę grę na PC? Dlatego że jak ją przejdę, to zawsze potem mogę się w niej bawić, np. trainerem. Jak mi się znudzi to pościągać sobie mogę jakieś fajne mody, zmieniające skiny, efekty a czasem i cały świat gry. Mogę też sam sobie zmodyfikować gierkę, albo grać i jednocześnie rozmawiać z przyjaciółmi na Skype. Gra na PC daje wiele możliwości. Ty na konsolce możesz sobie przejść nudną jak flaki z olejem grę w 5 godzin a potem musisz w kółko, non-stop powtarzać i powtarzać ten sam schemat. Nie możesz ściągnąć moda ani trainera. Tylko popodniecać się grafą i nic więcej. Już nie mówiąc o tym że jeżeli na PC coś mi się stanie z grą czy kompem to praktycznie zawsze wiem jak to naprawić. Ty na konsoli wystarczy że masz ryskę na płycie i już twa zajebista nowa generacja nic nie chce odczytać, albo pojawi ci się pierścień śmierci, to już musisz z płaczem wysyłać konsolkę za granicę, za pieniądze rodziców.


PS: Pozdrawiam wszystkich NORMALNYCH graczy. I konsolowych i pecetowych.

18.03.2010
16:13

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

Fajnie. Nie ma to jak olewanie fanów...-.- Najpierw każą nam 4 lata czekać na grę i po kilka razy znosić przekładanie premiery, a teraz jeszcze się dowiaduję że konsola dostanie i demo i grę do grania bez problemów, za to PC nie dostanie dema i w dodatku grę z jakimś pierd***nym zabezpieczeniem, które strasznie grę ogranicza!!? Koniec. Conviction jest ostatnią grą Ubisoftu którą kupuję oryginalną. Potem same piraty ściągam, za takie podejście do fanów -.- Pieprzcie się żabojady.
Co jak co ale Splinter Cell od dawna był nieodłączną serią PC-tową. Poza tym to właściciele PC najwięcej cierpliwości musieli okazać i uważam że należy im się za to jakaś nagroda, w postaci przynajmniej tego dema. A tu co? Właśnie się dowiaduję że mimo iż jestem ich wieloletnim fanem, to z powodu faktu że wolę grę na PC to mają mnie w dupie -.- Tak to odbieram, dlatego od teraz ja też mam ich w dupie. Aha i teraz już wiem dlaczego ostatnia premiera została przełożona. Wcale nie po to żeby grę idealnie dopracować. Gówno prawda. Po to żeby wprowadzić to popieprzone zabezpieczenie, co Assassin's Creed II uczyniło niegrywalnym. Sorry bardzo ale w Conviction chcę grać bez niepotrzebnego pieprzenia się z biurokracją i loginami. Płacę, żądam do cholery! Jedynym utrudnieniem dla mnie powinno być wydanie kasy na grę, a po zakupie gry już żadnych! Przychodzę, instaluję odpalam i gram. Żadnych jeb**ych loginów i dostępów do neta!! A walka z piractwem im się na nic nie zda, bo piraci i tak znajdą rozwiązanie. A te wszystkie chore zabezpieczenia i kombinacje tylko jeszcze bardziej zachęcą następne tysiące osób do pobrania gry zamiast kupowania. Widzę że w Ubisofcie naprawdę ciężko z myśleniem i stają się tacy sami jak EA. Podejście ,,jedyne co nas interesuje w naszych fanach to ich kasa".
Może i jestem fanatycznym fanem Splinter Cell, ale do cholery nie będę kupował gry na ślepo. Domagam się dema, dla przetestowania gry! Aż się boję myśleć co będzie za 20 lat. Za każde uruchomienie gry będzie trzeba płacić 10 zł.
Obiecałem sobie że bez względu na wszystko kupię oryginała. Obietnic dotrzymuję, ale jednocześnie składam obietnicę że już nigdy żadnej innej gry Ubisoftu nie kupię oryginała -.- Chyba że zmienią swoje żałosne podejście do wieloletnich fanów...

13.03.2010
18:49

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9561805

Ja też bym chciał wiedzieć skąd tą grę można mieć. Bo ani kupić się tego nie da, ani w necie do ściągnięcia znaleźć.

10.03.2010
07:52

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9935510

Dart Wafel ---> Dokładnie. Wkurzają mnie takie rzeczy. Np. Jest wątek o Warcraft III a tu nagle ktoś wrzeszczy ,,Tibja rzondzi!!!11!" Żal..

07.03.2010
21:08

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

@NERO1---> Gdzie przeczytałeś że na PC nie będzie trybu COOP? Z tego co wiem to właśnie będzie na PC i będzie bardzo ważna dla Conviction, bo wprowadza do wydarzeń w grze. I twórcy zachęcali aby wpierw zagrać w COOP.

07.03.2010
10:03

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=5103887

Ta gra miała mieć premierę w Grudniu 2008 roku. Właśnie widzę...Robi się z tego drugi ,,S.T.A.L.K.E.R: Shadow of Chernobyl". Czy ten Techland naprawdę musi robić kilka gier jednocześnie? Zamiast tego skupiliby się na jednej i porządnie ją zrobili, a nie wszystko na raz. Przez to mam obawy że jak ta gra wyjdzie to będzie trzeba czekać na 7 patchów, a mam wobec tej gry wielkie nadzieje.

07.03.2010
09:54

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=10059781

Wiecie co. A mnie w ogóle śmieszą tacy zakompleksieni degeneraci co jedynym sensem ich żałosnego żywota jest chwalenie np. Xbox'a i krytykowanie PS3. Kurna, dzieci onetu nauczcie się wreszcie. KAŻDA konsola i komputer mają wiele wad i zalet ale ŻADNE nie jest lepsze od drugiego. Konsole Xbox/PS3 i komputery PC to dwie różne rzeczy, ale żadne nie jest lepsze ani gorsze od drugiego. Wiem że to dotrze tylko do ludzi inteligentnych a dzieci onetu i tak będą pieprzyć swoje, ale w sumie mało mnie to obchodzi. Sam mam PC i Xbox'a 360 ale wcale bym się nie obraził gdybym jeszcze miał PS3. Każdą z tych trzech rzeczy warto mieć.

07.03.2010
09:45

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=6429150

@bonobono---> Ale o co chodzi że szkoda że Fisher'owi zafundowali Fryzjera? Wg. mnie przyzwoicie wygląda jego fryzura. No na pewno wolę taką niż żeby wyglądał jak zarośnięty menel z dworca, jak to było w pierwszych planach Conviction.

06.03.2010
23:15

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=671771

@raziel88ck. Niektóre rzeczy źle sformułowałem. Chodziło mi o to że:
-Każde auto jest otwarte, chodziło mi o to że jakieś 98%. Wiadomo że niektóre były zamknięte ale tylko tyciusieńka ilość.
-W GTA IV nie ma słabej fizyki. Dobrze wyglądają ragdoll'e i spadające, uderzające się samochody. Chodziło mi raczej o zawieszenie w tych samochodach. Nie tylko zwykłe, ale nawet SUVy czy wielkie Ciężarówki mają bardzo miękkie zawieszenie co totalnie nie pasuje do tych samochodów.
Ogólnie też uważam że nie należy porównywać GTA i Mafii, ale mój komentarz był bardziej skierowany do takich jak micmur13 czy inni którzy piszą komentarze bez pokrycia.
Poza tym zgadzam się z tym że Mafia i GTA kierowane są w dwie różne strony. Tak jak mówiłeś, koniec tematu ;)

06.03.2010
10:45

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8120167

Tutaj macie zdjęcie Wschodniej Europy z HoI 3 (zrobionego przez doświadczone studio):
http://img.interia.pl/gry/nimg/6/2/Hearts_Iron_III_3373211.jpg


A tutaj macie zdjęcie Wschodniej Europy z polskiego moda ,,Faces of War" robionego do HoI 2:
http://img412.imageshack.us/img412/4696/mapkafoweuorpe1.png


Można zrobić idealne granice? Można. Jednak śmieszne jest to że fajni z Polski potrafią a doświadczona firma nie.

06.03.2010
10:39

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9748538

Jak już robią ulepszenie HoI II to mogliby też ulepszyć mapę świata. To jest- zrobić realistyczne granice państw. Na szczęście powstaje do tej gry mod, który zrobi granice w 100% idealne. Nazywa się Faces of War :)
Tutaj macie screena jak wygląda Europa Wschodnia w tym modzie: http://img412.imageshack.us/img412/4696/mapkafoweuorpe1.png

06.03.2010
10:03

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=671771

Ja też uważam że każdy ma prawo do własnego zdania, ale jak widzę komenty typu ,,gra ma beznadziejną fabułę" ,,beznadziejny model jazdy" to widzę wyraźnie że pisze ktoś kto w tą grę nawet porządnie nie zagrał. Aha i jeszcze nawiązując do komentarza ,,Fabuła to jedyna zaleta Mafii" to coś ci chłopie nie wyszło. Po pierwsze to nie jest jedyna zaleta, a po drugie Fabuła to NAJWAŻNIEJSZA zaleta gier. Grafika stoi zawsze dopiero po fabule, klimacie i fizyce.
Jestem również fanem serii GTA. Przeszedłem GTA IV które mi się podobało dosyć, San Andreas też mnie wciągnęło i podobało mi się że było długie. Nie grałem w Vice City za długo, ale przeszedłem bardzo podobny ,,Scarface: World is Yours" który po prostu uwielbiam za możliwości handlu narkotykami. Jednak GTA III uważam za totalny badziew. Nikt nie musi się ze mną zgadzać, ale ja zdanie nie zmienię.
A teraz tak porównam takim jak micmur13 GTA 3 i Mafię która wyszła niedługo po niej.
MAFIA
W grze mamy wielkie otwarte miasto, wiernie odwzorowane na lata 30-ste XX wieku. Fabuła rozwija się w prawdziwych klimatach gangsterskich, misje nie są nudne i wiele razy wątek robi nagły obrót. Poza misjami widzimy też wydarzenia z życia Tommy'ego. Spotkania przy szklance z Paulie'm i Sam'em, Rozmowy z Don'em, Obiad, Randka z Sarah itp. Dzięki temu widzimy życie gangstera mimo woli. Sprawia to wrażenie oglądania fabularnego filmu ;) Bohater jest naprawdę z krwi i kości. Myśli, mówi, ma własne zdanie, zastanawia się, czasem ma wątpliwości, wykazuje się zrozumieniem i sercem. To miły facet który przez los był zmuszony do wstąpienia do Mafii. Inni bohaterowie również są z krwi i kości, jak np. świetny Don Salieri. Spokojny, opanowany, często uśmiechnięty z cygarem w ręku i dobry szef.
Fizyka w tej grze jest rewelacyjna. Wiele modeli samochodów odwzorowanych na tamte lata i każdy ma swoją moc, swoją ciężkość, zwrotność, przyśpieszenie itp. Czuć prawdziwą ciężkość każdego pojazdu. Nawet taki drobny smaczek, że gdy zostawimy skrzynię biegów na luzie to samochód może się stoczyć z górki :) Mało tego, musimy się nauczyć otwierać samochody zanim się do nich dostaniemy. Już nie mówiąc o tym że można zbić szybę, urwać lusterko, wyczerpać benzynę, porysować lakier czy przebić oponę.
Miasto żyje własnym życiem i policja zachowuje się realnie. Nie możemy biegać z bronią na widoku, przekraczać prędkości, jechać na czerwonym świetle czy mieć stłuczek, bo wtedy mandat, albo nawet więzienie. Minusem jest niestety że policja reaguje tylko na twoje przestępstwa, ale będąc ostrożnym nic się nie stanie ;)
Grafika mimo że ma już wiele lat to nadal się nie postarzała. Jest piękniejsza niż wydawane nawet dzisiaj niektóre gry. Zwłaszcza modele twarzy są świetnie zrobione, doskonale wygląda dym z cygar lub papierosów. Twórcy zadbali nawet o takie szczegóły jak nalewający się do szklanki alkohol. Co tu więcej mówić, gra jest prawdziwym klasykiem i świetna nawet dzisiaj. Nie nudzi nawet po dwudziestym zagraniu.


GTA III
Liberty City trzeba przyznać robi wrażenie. Duże, żyjące, walające się gazety, samochody. Jednak dziwnie wyglądało to wszechobecne ,,rozmycie". Jednak duży otwarty świat jest niewątpliwie plusem. Ale gdy przejdziemy do fabuły to plusy znikają. Fabuła wg. mnie w tej części jest cieńsza niż bibuła jointa. Nic tylko się praktycznie jeździ, odjeżdża, dojeżdża, zabija i ucieka. Wszystko. I tak prawie każda misja, co powoduje po prostu potężne ziewanie. A już najgłupsza była chyba misja z telefonem, gdzie trzeba było zapierdzielać od budki do budki gdzie telefon ci ciągle mówił gdzie jest następna budka i tak chyba ze 30 razy. Nie wiem po co takie coś ale dobra...
Główny Bohater to chyba najżałośniejsza postać z jaką miałem styczność w strzelankach. Albo jego IQ wynosi 5 albo starzy bardzo go nie kochali bo nie nauczyli go ani mówić ani myśleć. Nie wypowiada ani jednego słowa, tylko potrząsa głową i z debilnym wyrazem gęby wykonuje wszystkie polecenia. Zero myślenia, zero własnego zdania. Gra się nim jak jakimś robotem-pupilkiem, którego żałosny żywot polega tylko na bezmyślnym zabijaniu. Sorry może komuś to się podoba ale dla mnie takie totalnie niepotrzebne i bezsensowne zabijanie to poziom dresiarstwa. Gdyby zamiast Claude'a do gry walnęli Jasona Voorhees'a to bym miał pewność że jako Jason gram kimś mądrzejszym. A na sprincie biega jak ostatni pedał. Rozumiem że Claude to bezwzględny zabójca, ale cholera już nawet James Earl Cash z Manhunt'a umiał myśleć i mówić.
Policja w tej części gry ma jedną wspólną cechę z policją z Mafii. Reagują tylko na twoje zbrodnie. Ale na tym się kończy. W Mafii Policja ci albo pisała mandat albo zakuwała w kajdanki. Strzelała tylko gdy sam zabijałeś lub strzelałeś. Tutaj lekko otrzesz się o radiowóz to podziurawią cię jak sito. No nie powiem, zajebiści stróże prawa ;) Mało tego, nie jest dla nich niczym dziwnym że jakiś kretyn po mieście zapieprza 200 km/h, uderza w samochody, przejeżdża na czerwonym itp. Aaa i w LC chyba ludzie mają przesadne zaufanie bo każdy samochód jest otwarty.
Fizyka nigdy nie była mocną stroną Rockstar'a i widać to nawet w GTA IV. Pojazdy nie mają siły ciężkości i każdy ale to każdy samochód. Nawet Tir, SUV, Hummer czy Monster Truck mają zawieszenie które buja całym samochodem na boki. Wygląda to po prostu żałośnie. Nie da się przebić opony, zbić szyby itp. Za to bardzo łatwo da się auto wysadzić. Wystarczy kilka strzałów gdziekolwiek, albo przewalenie na dach. To ostatnie to obowiązkowa cecha amerykańskich samochodów z 2001 ;p A już najbardziej mnie denerwowało że wystarczy że się otrzesz autem o ścianę tak że powinna być rysa, a masz urwane drzwi, powyginaną maskę i w ogóle pół samochodu rozwalone. Aż tak kiepsko z nowoczesnymi samochodami?
Aha i zapomniałem dodać jeszcze jedną rzecz wcale, ale to wcale nie dziwną dla policji ani przechodniów. Można sobie po mieście łazić z bronią w ręku. Stróż prawa uważa to za naturalne że ulicą idzie sobie gościu z kałachem, strzelbą a nawet Bazooką. No bo co w tym takiego dziwnego, no nie?
Na koniec grafika. W owych czasach robiła wrażenie to fakt. Chociaż wydany wcześniej od niej Max Payne miał lepszą. Ale nie zmienia to faktu że wtedy była dobra. Teraz jednak w przeciwieństwie do tej z Mafii już się bardzo mocno postarzała. A na papierowy ryj Claude'a nie mogłem patrzeć już w dniach po premierze. Naprawdę już 100 razy lepszą twarz miał Max Payne w pierwszej części.
Krótko mówiąc Mafia ma wiele zalet i nie tylko fabułę. A jeszcze zanim ktoś mi napisze najstarszy argument świata ,,GTA III w swoim czasie było rewelacyjne to powiem tak:


GTA III w swoim czasie było świetne ale dzisiejszym okiem jest stare, płytkie i nudne.
Mafia w swoim czasie była świetną grą i jest nią do tej pory.


Pozdrawiam

06.03.2010
09:08

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9983551

Szczerze to spodziewałem się po tej grze znacznie więcej. Bardzo ciekawy pomysł na główny wątek fabularny. Lubię bardzo takie gry-horrory które dzieją się właśnie w górach, lasach (Blair Witch), opuszczonych podziemnych kompleksach (Penumbra) czy więzieniach (The Suffering). Jednak wyszło trochę jak z Turning Point: Fall of Liberty. Zapowiadane świetnie a wyszło źle. Chociaż nie aż tak jak z Turning Point, bo ta gra jest bardziej niż tragiczna. Cursed Mountain nie jest takie złe. Czuć klimat grozy na początku gdy bohater wspina się na dziwną górę, albo jak przyjeżdża do opuszczonego miasteczka. Jednak cały klimat znika gdy spotka pierwszego ducha. Od razu wie jak z nimi walczyć, w ogóle się nie boi oraz ma ,,moce umysłu" mnichów. Może zrzędzę, ale będąc przyzwyczajonym do rewelacyjnych klimatów grozy i samotności z dwóch części Penumbry i pierwszej części Blair Witch Project, mam wysokie wymagania pod tym względem ;p Również poruszanie się postaci jakieś takie sztywne i toporne. Widać to zwłaszcza pod czas biegu, a raczej dziwacznego truchtu.
Krótko mówiąc gra nie wyszła taka jaka miała być. Ogółem wcale nie jest zła, da się pograć ale jako tako straszy tylko przez pierwsze kilka minut. Moja ocena 6/10

05.03.2010
19:39

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=8512004

Gra już za mną i chętnie podzielę się swoją opinią :)
Muszę przyznać że strasznie mocno zaciekawił mnie taki pomysł aby naprzeciwko siebie postawić legendarnego detektywa oraz najsłynniejszego mordercę w historii. Z drugiej strony miałem wątpliwości że takie coś może się udać. Przecież wiadomo że nie było zagadki której sławny Sherlock Holmes by nie rozwiązał. A jednocześnie wiadomo też że tajemniczy Kuba Rozpruwacz nigdy nie został schwytany ani zdemaskowany.
Gra bardzo mnie wciągnęła, gdyż nie tylko ma ciekawą i wciągającą fabułę, ale również doskonale odwzorowano Londyn z 1888 roku. Brudne, mroczne uliczki, walający się po alejkach pijacy oraz krążące na rogach prostytutki. A w całej tej plątaninie budynków czai się geniusz zbrodni, który rusza na polowanie. Ponad to pojawia się w grze słynna dzielnica Londynu ,,Fleet Street". Potraktowałem to jako nawiązanie do innego słynnego (ale fikcyjnego) mordercy-golibrody Sweeney'a Todd'a ;)
Temat ,,Kuby Rozpruwacza" jest bardzo ciekawy i od ponad stu lat budzi sensacje. Krążą nawet przypuszczenia że morderca był Polakiem ;p W każdym razie zawiodłem się na grach, odkąd wyszła marna przygodówka ,,Jack the Ripper" dziejąca się na początku XX wieku w Nowym Jorku. Nie takiej historii oczekiwałem. Dopiero ,,Sherlock Holmes vs Jack the Ripper" spełniło moje oczekiwania :) Na początek o detektywie:
Sherlock Holmes i Doctor Watson w tej grze odwzorowani są dokładnie tak jak sobie wyobrażałem. Detektyw jest wysokim i wiecznie zamyślonym mężczyzną, który znajduje wyjścia z każdej sytuacji. Zachowuje wieczny spokój i ma łeb na karku. Świetne były zagadki jakie rozwiązywał w tej grze.
Doctor Watson- najbliższy przyjaciel Sherolock'a jest lekko tęgim, niskim mężczyzną, którego można wyprowadzić z równowagi. Jednak radzi sobie równie dobrze jak Holmes i świetnie zna się na medycynie, anatomii, biologii i fizyce. Przebiegłość, spostrzegawczość i mądrość Holmes'a w połączeniu z doświadczeniem anatomicznym Watsona czynią z nich zespół który jedyny może stawić czoła Rozpruwaczowi. Te dwie postacie bardzo mi się spodobały :)
Główny wróg detektywa- Kuba Rozpruwacz, to tajemniczy człowiek, który mimo iż nie poznano jego imienia w chwilę stał się sławny w całym Londynie a potem i na świecie. Znany jako geniusz zbrodni, którego nikt nigdy nie złapał, nie usłyszał ani nie widział, poza jego ofiarami. Długim ostrym nożem dokonywał niezwykle fachowych i precyzyjnych cięć na ciałach zamordowanych w Londynie prostytutek. Jego precyzja i mistrzostwo działania wstrząsnęły Londynem.
Ofiary które Sherlock Holmes odkrywa to autentyczne ofiary Kuby Rozpruwacza. Te same nazwiska, te same miejsca odnalezienia zwłok i te same rany na ciałach. Idealnie to odwzorowano w grze :) Natomiast gdy jakaś bardziej skomplikowana zagadka została rozwiązana, to nie mogłem się powstrzymać żeby nie powiedzieć w myślach - Holmes. Jesteś geniuszem! :D
Ogółem gra mnie nie zawiodła. Świetny klimat dawnego Londynu, ciekawe i doskonale dopasowane do fabuły zagadki i co najważniejsze doskonały wybór sprawy dla Holmes'a :) Tylko on mógł stawić czoło Rozpruwaczowi ;)
Przechodziłem grę z co raz większym zainteresowaniem. Gdy doszedłem już do ostatniego i najbrutalniejszego mordu Rozpruwacza, co raz bardziej mnie męczyło pytanie - Jakim cudem wybrną z dwóch przeciwstawnych faktów? Faktu że Holmes zawsze rozwiązuje swoje zagadki oraz tego że Kuby Rozpruwacza nie zidentyfikowano. Jednak zakończenie zaskoczyło mnie i co najdziwniejsze....nie zawiodło :) Nie zdradzę nikomu tej tajemnicy ;> Swoją drogą niewykluczone że to co widziałem na końcu mogło być stu procentowym faktem związanym z Kubą Rozpruwaczem.
Na koniec powiem że dawno nie grałem w tak dobrą przygodówkę. Kuba Rozpruwacz to temat którym interesuję się od dawna. A ta gra ani trochę mnie nie zawiodła :) Drobnym jej minusem może być to że czasami napisy i mapa się nie doczytywały a na widoku innym niż FPP czasem topornie wszystko się działo. Ogólnie moja ocena 9.5/10 :) Polecam każdemu kto lubi przygody Sherlock'a Holmes'a oraz interesuje się tematem Kuby Rozpruwacza ;)

04.03.2010
09:05

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=9935510

Ja też bardzo chętnie bym pograł jako żołnierz Niemiecki w czasie inwazji na Polskę albo Francję. Wreszcie by coś nowego było, a nie w kółko tylko Normandia i Moskwa, Amerykańcem albo Ruskim. Wiem że katolicy zaraz by się dopieprzyli o propagowaniu nazizmu itp. ale do cholery przecież nie musimy być od razu fanatycznym nazistą! Wystarczy że zwykłym żołnierzem Wermachtu, który po prostu robi to co żołnierz na wojnie. Wśród Niemców normalni też byli, chociaż niektórzy tego nie wiedzą.
A już najbardziej mnie rozśmieszają komentarze takie jak micmur13. Że co byśmy takim żołnierzem robili? Rozstrzeliwali jeńców albo Auschwitz. Kurna a nie grali tacy ludzie w inne Call Of Duty!? To samo co w poprzedniczkach, tyle że po drugiej stronie barykady, do cholery. I nie dawać argumentów że Niemcy byli źli i nie można nimi grać. Sowieci też byli źli. Czasem po stokroć gorsi. A mimo to się nimi grało.
Ja mimo że jestem wrogiem nazizmu itp. to bardzo chętnie bym wcielił się w żołnierza Wermachtu w czasie Kampanii Wrześniowej. Albo nawet w żołnierza Polskiego, wszystko jedno, byleby wreszcie było coś nowego, a nie bez przerwy ta cholerna Normandia. Rok 1934, 1944 i 1945 były już kilkaset razy i czas je pogrzebać na wieki. Teraz czas na lata 1939, 1940 i 1941. Chętnie zobaczyłbym kampanię zaczynającą się od 1 września 39', zdobywanie Warszawy czy Bitwę nad Bzurą.
Aha i na koniec jeszcze dodam zanim ktoś napiszę. Nie pieprzcie mi głupot że nie dałoby się zrobić Call of Duty gdzie jesteśmy polskim żołnierzem w czasie Kampanii Wrześniowej, bo coś tam. Owszem dałoby się i mogę nawet sam im scenariusz napisać. Wiele razy słyszałem ,,nie da się zrobić Call of Duty o ciągłym wycofywaniu się A słyszał ktoś o misjach polegających na bronieniu się przez określony czas? Albo że w czasie tej obrony trzeba najpierw jednej pozycji bronić a potem innej, a w czasie wycofywania się po tej misji trzeba wyciąć sobie drogę odwrotu!? W Call of Duty 3 gdzie Polakami bronimy Mont-Ormel takie coś się dało zrobić i była to najlepsza i najdramatyczniejsza misja tej części (to nie tylko moje zdanie). Więc nie pieprzcie że się nie da. Da się i już. Trzeba tylko przestać być zakochanym w Jankesach i nie odgrzewać starych kotletów przez 10 lat.

a
a
a