Forum

<Rydygier> ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

18.08.2017 09:35
<Rydygier>
20

Można się było zastanawiać, czy obecność dyplomatycznie kontrowersyjnych opcji to wynik premedytowanego wyboru, czy też braku wystarczającego namysłu (prozaicznie nie pomyśleli), taka wpadka wskazywałaby na to drugie, z pozoru dziwne, ale tak jakby nieobce modus operandi PiSu (lekkomyślny pośpiech, "niepomyślenie" i wynikowe głupie niedopatrzenia). A myślałby kto, że w sprawie było nie było ważnej się pofatygują i przyjrzą.

Remedium istnieje i jest proste - należy "zmodyfikować" pomnik, Xawery czy nie Xawery.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-18 09:47:10
17.08.2017 21:19
<Rydygier>
20

Widziałem na razie tylko 1 sezon The Expanse. Jeśli dalej jest podobnie, to będzie trudny wybór i na najwyższym stopniu podium zrobi się ciasno. Na razie jednak na mój gust lekka przewaga BSG. Mam słabość do tego rodzaju patosu, do sposobu, w jakim łączą efektowność, pracę kamery i muzykę i do tak pokazanej batalistyki (w The Expanse sezonu 1-go nie było wcale z tym jakoś specjalnie gorzej zresztą, ale za mało).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-17 21:20:40
17.08.2017 21:08
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Mam nadzieję, że najlepszy jeszcze przede mną (kilku z powyżej wymienionych jeszcze nie oglądałem).

Jak dotąd - wspomniany już BSG z 2004 w działce SF, Gra o Tron (nie widziałem ostatnich dwu sezonów) w działce fantasy (w zasadzie nie ma konkurencji i liczę, że godna się pojawi), Wikingowie w działce historycznych/kostiumowych, Kompania Braci - wojenne (acz pozostawia pewien niedosyt) i Dr House w działce "nigdy bym nie pomyślał, że mnie wciągnie", czyli obyczaj itp. Honorowe wyróżnienie dla X Files - jako pierwsze wywarło wrażenie i kształtowało moje gusta.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-17 21:09:18
17.08.2017 20:49
<Rydygier>
20

Raz napiszę, ale w dalsze dysputy o swoich poglądach wdawać się nie zamierzam, więc nie ma co mnie ciągnąć za język.

Ale jednego pojąć wciąż nie mogę

Stąd bierze się poróżnienie Polaków. Nie umieją się nawzajem pojąć. Niczym ludzie i kosmici u Lema. Nie jest to kwestia siły argumentów czy intelektu w ogóle, korzeń różnicy tkwi u fundamentów, na zawsze istniejącym poziomie "wolę wierzyć". Co jednemu rzeczą kluczową to drugiemu bzdet, co dla tego szkodą, dla drugiego pożytkiem i vice wersja. Na marginesie, to wynika, wydaje mi się, z obranych odmiennych punktów odniesienia dobra i zła.

Nie utożsamiam się w pełni z żadnym ze "stronnictw", ale mojemu światopoglądowi, mimo istotnych różnic, bliżej wartościom, do których (przynajmniej) odwołuje się PiS. To raz. Dwa - PiS, w odróżnieniu od swoich oponentów ma jakąś spójną wizję kursu dla Polski, czyli proponują coś nie tylko bliższego temu, co uważam za dobre i ważne, ale też coś konkretnego. Trzy - w odróżnieniu od wszelakiej maści kanapowych marzycieli mają doświadczenie i zasoby ludzkie, czyli w teorii realne środki, by swoją wizję zrealizować. Cztery - rzecz niezwykła na polskiej scenie politycznej - faktycznie punkt po punkcie robią to, co mówili, że zrobią. Pięć - sam fakt, że nie są tymi, co byli poprzednio, to już spora ulga i niezły powód.

Tym niemniej od początku rządów zdążyli mnie już wielokrotnie rozczarować na różne sposoby, a lista ich przywar długa i nielekka, ale mimo to wybór i bilans pozostają na dziś w mojej ocenie jasne. Najszybciej stracą moje poparcie, jeśli faktycznie zamiast robić wspólnie, co moim zdaniem pożyteczne dla Polski pożrą się między sobą wokół osobistych ambicji, animozji i żądzy władzy zaprzepaszczając swój czas.

Przede tym wszystkim jednak uważam, że Polsce rozpaczliwie potrzeba nowej jakości etycznej/moralnej i kompetencyjnej w polityce i mediach. Zupełnie innego myślenia o władzy, o rządzeniu i o prawdzie. Ogólny poziom jest tragiczny. Muł i wodorosty. O rządach obecnych myślę jak o rodzaju brutalnego detoksu, ten zaś jest z definicji stanem przejściowym i winien mieć swój kres. Bardzo bym chciał w następnych wyborach mieć lepszy wybór, niż tylko "PiS albo jeszcze gorzej". I myślę, że popyt na to w narodzie jest powszechny. Czy pojawi się zatem stosowna podaż? Może status quo to jedyne, co realne, a co nadto, to naiwna utopia, w końcu jakie społeczeństwo, tacy politycy, jacy wyborcy, tacy wybrani, nie wiem, ale mam nadzieję, że może być lepiej.

Howgh.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-17 21:14:01
17.08.2017 17:34
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Czytam medialne "narracje" od lewa do prawa, widzę, co wygadują politycy i jaki poziom reprezentują, jak namnażają się "dyskusje" jednobrzmiące z tą tu, te kłótnie wszystkie, wzajemną pogardę, poróżnienie, jakość dziennikarstwa, polityki i całej "debaty publicznej" i dochodzę do wniosku że nawet, jeśli nie całkiem, to są Polacy szaleństwa bliscy. Albo zawsze byli, a teraz się okazuje. Jeden przebłysk rozsądku w tym, że w wyborach jednak wybrano prawdopodobnie najlepszą z dostępnych opcji.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-17 17:40:20
17.08.2017 12:32
odpowiedz
<Rydygier>
20

jeśli kwestionariusz do głosowania umieszczony był np. na forum lub stronie dewelopera,

Wówczas nie tylko w pytaniu o ulubione cRPG dominowałyby odpowiedzi od fanów, czyli tych, którzy lubią to, czym cechował się D: OS.

Z wynikami się zasadniczo zgadzam, ale wszystko zależy, jak to jest zrealizowane i może dodałbym więcej bardziej szczegółowych pytań. Np. od D: OS odpadłem w połowie.

16.08.2017 14:15
<Rydygier>
20

Jednocześnie osądzając mnie o łamanie drugiego przykazania

Napisałem, że dany czyn tyczy się drugiego przykazania. Polecam sprawdzić znaczenie pojęcia "materia grzechu" i dowiedzieć się, czym się różni od pojęcia grzechu - znajdziesz to w KKK. Osądziłbym, gdybym przypisał ci grzech z tego tytułu. O Twoich intencjach czy grzechu nic nie napisałem, bo nic o nich nie wiem. Złamanie przykazania jest z kolei widocznym faktem, to nie kwestia sumienia, tylko czynu. Nie jest osądem stwierdzenie tego faktu. Jest natomiast moralnym obowiązkiem katolika adekwatnie reagować na dziejące się zło, np. napominać.

niech każdy zajmie się sobą.

Nie tak jest u katolików.

Postanowiłeś pożartować sobie z męki Chrystusa publicznie. To niesie konsekwencje wliczając możliwe zgorszenie.

Słuchaj, nie chcę się z Tobą wykłócać, sprawa jest prosta, przedstawiłem jak umiałem, o co mi chodzi, masz rozum, masz sumienie, pomyśl, oceń i naprawdę - zainteresuj się bardziej swoją wiarą. Szczerze i bez złośliwości to piszę. EOT

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-16 14:18:34
16.08.2017 13:57
<Rydygier>
20

Łoj, chłopie, pomieszanie z poplątaniem. Bzdurę napisałeś piętrową. Mieszasz pojęcia, a moralny wymóg braterskiego napomnienia wobec czynionego zła mylisz z osądzaniem i jednym tchem sam mnie osądzasz. Wiesz chociaż, co to grzech? Że nie da się go stwierdzić bez wglądu w sumienie? Odsyłam do Katechizmu. Naprawdę, powinieneś lepiej poznać wiarę, do której się przyznajesz.

Ja ci z butami w sumienie nie włażę, nie osądzam Cię, ani nie diagnozuję Twojego sumienia, bo nie widzę, co w nim siedzi. Piszę natomiast o tym, co robisz, bo to widzę, mogę i powinienem oceniać i nazywać po imieniu. Reaguję na dziejące się zło i napominam, tak robić trzeba.

Tymczasem z tonu, w jaki uderzasz wnioskuję, że ani myślisz się zreflektować. Szkoda. Wiesz, kim jest Jezus Chrystus? Wiesz, co się dokonało na Krzyżu? Rozumiesz to? Wierzysz w to? Doceniasz? Jeśli wklejasz takie obrazki i nie widzisz problemu, to chyba nie bardzo.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-16 13:58:52
16.08.2017 12:02
<Rydygier>
20

Sam jestem katolikiem

Jako katolik powinieneś wiedzieć, że z tego nie wolno żartować i rozumieć, dlaczego tak jest. Niedobrze, skoro jest inaczej. To nie kwestia mojego nastawienia, to kwestia zasad wiary katolickiej. Co najmniej drugie przykazanie. Z takich spraw nie kpi się i nie żartuje, po prostu. Jeszcze raz apeluję o szacunek, to jak szydzenie z czyichś rodziców, tylko dla wierzącego znacznie gorzej. Szanujmy się wzajem, umiejmy z uwagi na ten szacunek sami sobie stawiać granice.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-16 12:03:21
16.08.2017 09:54
<Rydygier>
20

Męka Jezusa Chrystusa nie powinna być obiektem żartów czy kpin. Proszę uszanować wiarę katolików i nie obrażać wklejkami tego, co dla katolika święte.

14.08.2017 12:51
<Rydygier>
20

A jakby od razu powiedzieli, ze to early access i prosimy o cierpliwosc, bo to nie koniec gry to ok. Jakos by to przeszlo.

To właśnie mówię. Kwestia nomenklatury w gruncie rzeczy. De facto mała różnica a proszę, jakie nieproporcjonalnie rozdmuchane konsekwencje. Tak bywa, gdy się pociąg hajpu nazbyt rozpędzi. Tylko że, o ile wiem, to nie studio decyduje o dacie premiery.

Ale skoro wydaja gre to mam prawo jako konsument oczekiwac, ze gra jest KOMPLETNA.

Oczekiwać od wydawcy, rozumiem? Bo tu, o przedwczesną premierę, do niego pretensje, a tymczasem joby za skutki zbiera HG. Ciekawe, czy samo HG było nią zaskoczone i od kiedy było świadome, że taka data i że się nie wyrobi ze wszystkim.

Ba. Ale skąd właściwie takie prawo? I co to znaczy "kompletna"? Czy powinien być zakaz popremierowego rozwoju gry? Gra komputerowa to nie rower, taka specyfika branży, że premiera tytułu w zasadzie nigdy nie oznacza końca jego rozwoju. I dobrze. Stąd też powiedzieć, że w grze coś będzie a powiedzieć, że w grze coś będzie na premierę, to dwie różne sprawy.

No ale ludzie tak właśnie myślą, że "prawo", i stąd tornado gówna, zgadza się.

Myslisz, ze dlaczego zaszyli sie w zakamarkach?

Też raczej wolałbym się schować, niż gołą klatą próbować zawrócić tornado gówna. Zgadywałbym, że dlatego. Trudno zachować zimną krew w takiej sytuacji, tym bardziej, gdy faktycznie samemu rozkręciło się cały hajp i chyba nawet mu uległo.

Dla jasności: ani mi w głowie wybielać HG czy Sony tam, gdzie faktycznie skrewiono, dobrze jednak zwrócić uwagę na wspomniane interesujące "detale" całej sytuacji.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-14 13:38:22
14.08.2017 09:38
<Rydygier>
20

Po fakcie każdy prorok. Ludzie nahajpowani wierzyli, bo bardzo chcieli, by to była prawda, chcieli wierzyć. Częste, zrozumiałe, psychologia.

Co więcej to, co HG obiecywało, nadal może stać się prawdą. I jeśli nie obiecywało, że dana rzecz będzie w dniu premiery, to jeszcze może się okazać, że nie złamano w danej sprawie obietnicy. Gdyby nie poryty pomysł z "premierą", nie byłoby całej gównoburzy, a nahajpowani zapewne hajpowaliby się dalej czekając w zachwytach. Jeden błąd, a tak diametralna różnica. Choć z drugiej strony, paradoksalnie, "premiera" dała bardzo dużo. Mimo zwrotów chyba dużo kasy na dalszy rozwój, wiele cennego feedbacku, a skandal bardzo zmotywował HG, by wsłuchiwać się w ten feedback i robić, robić, robić... Ciekawy efekt uboczny.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-14 09:41:18
13.08.2017 16:34
odpowiedz
<Rydygier>
20

Pixel "art"? Więc odpada.

12.08.2017 16:58
odpowiedz
<Rydygier>
20

Mieszkanie w domu jednorodzinnym samo w sobie nie zapewni ciszy, choć zmieni specyfikę typowych hałasów i innych egzystencjalnych przeszkadzajek z otoczenia. Mówię o osiedlu. Sposobem na ciszę jest mieszkać na odludziu.

12.08.2017 16:38
11.08.2017 17:27
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Tzw. "premiera" była w istocie niebywale kosztownym wczesnym dostępem. Kosztownym dla kieszeni nabywcy i dla wizerunku HG. To nie 1.3 jest o rok za późno, to "premiera" była o rok za wcześnie.

No, w każdym razie słowo się rzekło, rok upłynął, czas będzie przysiąść i ocenić NMS.

11.08.2017 15:16
odpowiedz
<Rydygier>
20

Na Kaszubach chłodniej, acz ze 27 jest dzisiaj. I znacznie mniej burz ostatnimi czasy. W tym roku prognozy pogody z reszty kraju to jak wieści z jakiejś równoległej rzeczywistości prawie. Ot, weźmy wczorajszą burzę. Tutaj objawiła się tym, że parę razy zagrzmiało gdzieś na południu i 5 minut trochę pokapało.

09.08.2017 14:50
3
<Rydygier>
20

2-10, hę? Na wsi to ja miałem bodaj jakieś 100kB/s download, 10-20 kB/s upload. Gdy dobrze zawiało. Teraz, w małym mieście po kablu wyciągam szalone 1,3-1,4 MB/s w porywach w tą i 30-40 kB/s w tamtą. Po przesiadce czułem się jak król. Filmy w w full HD nawet da się oglądać.

08.08.2017 09:06
odpowiedz
<Rydygier>
20

Artykuł jest faktycznie ciekawy, warto uważnie i ze zrozumieniem przeczytać całość.

07.08.2017 20:37
odpowiedz
<Rydygier>
20

Battlestar Galactica Deadlock, z uwagi na duży sentyment do serialowego remake'u.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-07 20:37:32
05.08.2017 09:41
4
odpowiedz
<Rydygier>
20

Bardzo fajny pomysł z takim rocznicowym paszportem.

03.08.2017 12:43
1
<Rydygier>
20

Pewnie każdy kraj ma swoje "narodowe demony", traumy, obsesje i przewrażliwienia z którymi radzi sobie lepiej lub gorzej. Nosi blizny kształtujące kolejne pokolenia.

Istotną częścią problemu jest trudność w uzmysłowieniu sobie, że państwo jako takie (czyli abstrakt, czy też naród/społeczeństwo - zbiorowość) nie podlega ocenie moralnej, de facto też, w sensie moralnym, niczego nie "robi". Tej ocenie podlegają wyłącznie konkretne czyny konkretnych osób. Dlaczego Niemiec ma się czuć moralnie odpowiedzialny za czyn innego Niemca dwa pokolenia wstecz? Dla niczego, bo nie jest odpowiedzialny, to nie jego postępki. Tymczasem z jednej strony Niemcy jako państwo, czyli byt abstrakcyjny z jednej strony, zwłaszcza w rozumowaniu potocznym, szaroobywatelskim, bywają bez sensu obarczane taką odpowiedzialnością (więc mimochodem personifikowane), z drugiej - Niemcy sami swojemu krajowi, tym bardziej bez sensu, ją doczepiają, a z trzeciej - pojawiają się w retorsji postawy chore, jak histeryczne kajanie się, negacje czy przerzucanie winy. Współczesny Niemiec na to stadionowe dictum powinien pokiwać twierdząco głową bez cienia poczucia winy czy sprzeciwu.

Treść tej "stadionowej okrasy" sama w sobie to pewna historyczna informacja i gdyby nie powyższe, nie byłoby powodu ani się na nią gniewać, ani jej prowokacyjnie wywieszać. Tymczasem jest, jak jest. Być może epatowanie trudną prawdą stanowi symptom pewnego procesu oczyszczania atmosfery. Byłby to proces burzliwy i pełen zawirowań oraz odchyłów w różne mańki i nie ma gwarancji, że zakończyłby się pomyślnie, w jego toku prawda może polec a w powszechnej świadomości przyschnąć wizja fałszywa, gdy z biegiem pokoleń ludziom odechciałoby się już drążyć odległe sprawy. Tak, czy siak, w końcu uspokoi się.

03.08.2017 10:14
<Rydygier>
20

Niemcy oczywiście poczuwają się do politycznej, moralnej i finansowej odpowiedzialności za II wojnę światową.

No, jeśli chodzi o odpowiedzialność moralną, to mamy do czynienia z przejawem niezdrowego podejścia do sprawy (co zrozumiałe). Chyba, że nie chodzi o moralność w ujęciu chrześcijańskim (a raczej chodzi), lub mowa o tych 100-letnich niedobitkach, którzy faktycznie taką odpowiedzialność ponoszą.

Niezdrowe podejście powinno być uzdrawiane (również dlatego, że prowadzi do dalszych problemów, jak potrzeba wyparcia czy przeniesienia "winy", wobec poczucia której coś się słusznie w człowieku buntuje), ale raczej nie pomoże w tym przemilczanie pewnych prawd.

Z drugiej strony istnieje istotna różnica między oficjalnymi oświadczeniami a tym, co komu siedzi w głowie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-03 10:17:28
03.08.2017 09:26
<Rydygier>
20

Tak. I właśnie w tej dobie wychodzi na jaw, jak złudne jest pojęcie oczywistości. Nie wolno o nich milczeć, jeśli mają pozostać oczywistościami.

Wyszło też na jaw, jak donośna jest taka forma przekazu. "Strach się bać", kto i co jeszcze wobec tego zapoda w ten sposób, nim się ów sposób epatowania przeje, opatrzy i straci na skuteczności.

Dobry pomysł - tak. Ale od razu "genialne"? Nie dewaluujmy pojęć.

02.08.2017 13:03
odpowiedz
<Rydygier>
20

Odkurzanie to znój daremnej walki z nieuchronnie rosnącą entropią, samojezdne odkurzacze rozczarowują, a lenistwo wujkiem wynalazków, stąd też proponuję:

- powierzchnie do odkurzania odpychające kurz, np. elektrostatycznie;
- w ścianach przy podłodze ssawy automatycznie ów kurz zbierające.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-02 13:04:16
02.08.2017 09:28
4
<Rydygier>
20

powstańcy poświęcili życie dziesiątek tysięcy mieszkańców stolicy.

Wyżej jest cytowana wypowiedź uczestnika PW, że nic podobnego. Wedle tej wypowiedzi należało zakładać, że te tysiące są na odstrzał, bo mieszkańcy gremialnie odmówili wykonania rozkazu udziału w fortyfikowaniu "Festung Warshau". Podobnie rzecz się ma z dziwnym argumentem tych, którzy wystarczającym powodem dla zaniechania walki na wojnie widzą obawę o los budynków.

Ogólnie dostrzegam dziwną łatwość, z jaką rzuca się na dowództwo a nawet uczestników PW najcięższe oskarżenia z pozycji co najmniej "radosnego niedoinformowania". Więcej wstrzemięźliwości w ocenach proponuję. Więcej pokory wobec własnego stanu wiedzy. Rzeczywistość jest bardziej złożona.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-02 09:31:43
02.08.2017 09:20
<Rydygier>
20

Właśnie dlatego nie ma sensu tu mówić o jakimś "militarnym punkcie widzenia".

A dokładnie: jak najbardziej jest sens o tym mówić, nie ma natomiast zapewne sensu tym punktem widzenia tłumaczyć wstrzymania ofensywy. Ergo dowództwu AK decydującemu o PW faktycznie pod względem oceny militarnej błąd zarzucić trudno.

01.08.2017 17:32
odpowiedz
<Rydygier>
20

O zasadności Powstania (i nie tylko) - głos uczestnika

http://www.radiomaryja.pl/multimedia/studencka-popoludniowka-233/

01.08.2017 09:49
odpowiedz
<Rydygier>
20

Tak, to istotny element odstraszania, przekonać, że nie warto pchać się z łapami. Szaleństwo takie byłoby pozorne, nie irracjonalne ale wykalkulowane, jeśli świadomie wycelowane w taki właśnie efekt. I poniekąd chyba tak było. A samo PW też raczej nie było zrywem już w zamyśle skazanym na pewną klęskę militarną. Kwestia była otwarta, zależała od decyzji Stalina.

No jestem ciekaw, gdyby dziś przyszło co do czego, jaka byłaby wola walki w narodzie. Ilu by tak walczyło, a ilu by nie rozumiało, o co, po co i dlaczego warto walczyć z okupantem (po co komu ta taka i owaka Polska, nie lepiej wybyć na Zachód?). Co ja bym zrobił? Tak, że owszem, celebrujmy, krzewmy to w sobie, doceniajmy wolność, a przede wszystkim rozumiejmy, że to ma sens, że warto, że potrzeba. Poznawajmy nie tyle mit, co prawdę o Powstaniu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-01 09:53:00
31.07.2017 22:33
1
<Rydygier>
20

Bot robiący literówki to bot wart uwagi.

31.07.2017 22:27
odpowiedz
<Rydygier>
20

O, pomysł może być bardzo wartościowy, może zaważyć o sukcesie gry. Liczy się i koncepcja i realizacja.

Czyli najlepszym wyjściem bylo by stworzenie wersji demonstracyjnej gry i pokazanie jej jakiejś firmie ?

Na chłopski rozum, jeśli chcesz kogoś czymś zainteresować, kontaktujesz się z nim i pokazujesz, co masz do pokazania. Im bardziej interesujące jest to, co pokażesz, tym większa szansa że zainteresuje. Prezentacja też ma tu znaczenie. Warunki ewentualnej realizacji pomysłu to rzecz osobna, acz zapewne im większe wrażenie zrobi projekt, tym elastyczniej można o nich rozmawiać. Tyle od nieznawcy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-31 22:32:04
31.07.2017 12:58
odpowiedz
<Rydygier>
20

Styl graficzny to dla mnie minus, umowność nie służy imersji, ale mimo to wrażenia z wczesnego dostępu były pozytywne, w rodzaju "obiecujące, wreszcie w miarę realistyczny surwiwal bez udziwnień". Zobaczymy, co premiera przyniesie.

30.07.2017 10:57
odpowiedz
<Rydygier>
20

Straciłem rozpęd w toku pierwszej części i dotąd zapał do gry nie wrócił, próbowałem wznowić, ale musiałem odpuścić wobec wewnętrznego "po prostu nie chce mi się". Nie wciągnęło jakoś. Inna rzecz, że bardzo trudno mnie już wciągnąć.

27.07.2017 22:50
odpowiedz
<Rydygier>
20

To kwestia indywidualna (długość i pory snu). U mnie godzina, o której wstaję, zależy też od pory roku (kiedy robi się jasno). Czerwiec-lipiec to mniej więcej 23.30-6.15, bywa, że o siódmej już tyram (pracuję w domu). W grudniu bywa, że wstaję i ponad godzinę później. Pozostali domownicy zupełnie inaczej. Kładą się gdzieś o 2-giej i śpią do 10-tej +/- pół godziny. A słyszałem o takich, którym zupełnie wystarczą 3-4 godziny snu.

27.07.2017 20:29
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Steam pokazuje 2890 dla Arma 3, ale zapewne mniejszość z tego to faktyczna gra, większość to testowanie skryptów lub ich pisanie (a gra w tle). Ciekawe, ile by było, gdybym nie zrobił sobie dwuletniej już przerwy. Jednak obca mi rasowa, niestrudzona monomania, jaką obserwuję u niektórych, wszystko w końcu mi się nudzi. Do pięciocyfrowych rekordów i tak mi daleko.

Dlaczego? Arma 3 nie jest po prostu grą w pierwszym rzędzie. Przede wszystkim to platforma twórczego, nieomal nieskrępowanego wyżywania się dla fanów militariów i nie tylko (jest bodaj nawet mod - pong). Kwintesencja sandboksu. Potężny a prosty w obsłudze edytor 3D (najprostszą rozgrywkę można se ustawić w 5 minut), własny język skryptowy pozwalający na niesamowicie złożone algorytmy, możność tworzenia w zasadzie każdego rodzaju zawartości - modeli, map, animacji, tekstur... Mocne wsparcie dla moderów od devów, nieustanne mimo upływu lat ulepszanie i rozbudowywanie tytułu po premierze, potężna, zżyta społeczność modersko-userska z kilkunastoletnimi tradycjami (i chyba mocno dojrzała wiekowo)... Można tam zrobić tak wiele na tak wiele sposobów, że w zupełności zrozumiałe są takie ilości godzin, nie tylko u moderów, bo w efekcie i gracz dostaje takie zatrzęsienie user-contentu, że może się zatracić na lata, a jednym z głównych problemów jest metodyka wyławiania perełek z tego oceanu. Nie wspominając o multi, którego unikam, a którym niektórzy (no dobra, całe klany niektórych) żyją.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-27 20:48:34
25.07.2017 13:10
1
<Rydygier>
20

z wielu rozmów z młodymi Niemcami jasno wynika, że świetnie wiedzą, kto jest odpowiedzialny za Holocaust i mają jasno zakodowany wstyd za grzechy pradziadków, widać niemiecki ordnung wciąż działa, jak powinien.

Bo ja wiem, to pewnie zależy, gdzie spojrzeć:

http://fakty.interia.pl/polska/news-tvp-info-zdf-nie-chce-przeprosic-za-polskie-obozy,nId,2421043

24.07.2017 12:53
<Rydygier>
20

Jeszcze raz:

Mowa o wymogu połączenia sieciowego podczas rozgrywki, nie podczas instalacji.

24.07.2017 12:13
<Rydygier>
20

Ktoś z PiS w ogóle objaśnił, o co chodzi z dekomunizacją sądów tak konkretnie? Wskazano, kogo się ma tyczyć? Ilu dokładnie sędziów z nadania komunistycznego pozostaje czynnych w zawodzie? A może chodzi o "sztafetę pokoleń"? O jakowyś nowy narybek z namaszczenia post-komunistycznej kliki? Konkretów mi brakuje wśród wszystkich haseł, jakie padają wokół tematu.

24.07.2017 12:06
<Rydygier>
20

Rozchodzi mi się dokładnie o tę tezę:

A steam to też forma bycia always online. Gra na Steamie nie jest grą niewymagającą dostępu do sieci.

Otóż właśnie spróbowałem. Przeszedłem w tryb offline i w razie czego rozłączyłem się z netem. Odpaliłem parę losowych gier z mojej biblioteki Steam, które same z siebie nie wymagają netu. Uruchamiają się bez problemu, można grać offline na Steamie. Zatem to nie jest tak, że sam fakt, iż gra jest na Steamie powoduje, że trzeba być "always online" by grać. Na tejże zasadzie pykałem niegdyś kilka miesięcy w steamowe gry bez netu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-24 12:08:20
24.07.2017 11:57
<Rydygier>
20

To spróbuj zainstalować grę na steama bez dostępu do sieci, albo samego steama spróbuj. Nie da się.

Mowa o wymogu połączenia sieciowego podczas rozgrywki, nie podczas instalacji.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-24 11:59:09
24.07.2017 11:48
1
<Rydygier>
20

Nie wiem, jak oni. Na ile zrozumiałem, tym razem prezydent ma napisać poprawki. Zadeklarował, że z pomocą. Przecież chyba (nie znam się) potrzebne poprawki to nie jakieś Himalaje prawniczej złożoności, a punkty zapalne zostały aż nadto wyraziście oznaczone. Więcej namysłu, mniej emocji i może być nieźle. O intencjach nie wypowiadam się, bo nikomu w sumieniu nie siedzę. Pozostaje oceniać rezultaty działań.

Tak, czy siak, pożyjemy, zobaczymy. Unikałbym dyskutowania w czasie przyszłym, bo wygdybać to sobie możemy zupełnie wszystko.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-24 11:52:24
24.07.2017 11:37
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Okiem widza-dyletanta posunięcie mądre i słuszne. Jest przynajmniej nadzieja na coś pożytecznego, lepiej przemyślanego, skonsultowanego i wyzbytego potencjalnych "trojanów". Jest też zgodne z moimi intuicjami na temat prezydenta. Ciekawe, co z tego ostatecznie wyniknie i wejdzie w życie.

24.07.2017 10:32
<Rydygier>
20

W steamowym trybie offline coś się zmieniło? Mieszkając na mienionym zadupiu grałem w steamowe gry bez internetu przez szereg miesięcy, ale ostatnio nie próbowałem offline.

24.07.2017 09:32
<Rydygier>
20

U nas radiówka nie docierała z powodu ukształtowania terenu (dolina rzeki, lasy). Dopiero trzeba było antenę kierunkową mocować do masztu mocowanego do komina i coś tam łapało, zależnie od pogody i jak powiało. No, ale to bardzo wolne (prawie jak za modemów), limitowane i kapryśne było. Opcja kładzenia światłowodów od niedawna jest, ale to ma kosztować jakieś 50 tys. Gmina nie da, bo nie ma (to mało zaradna gmina jest), a ludzie nie chcą się zrzucić. Mało ich i biedni (życie "na zeszyt" to tam norma). Ja na szczęście obecnie tam nie mieszkam, ale mam wgląd w ichnie sprawy.

Wpływ uzależnienia od łącza na ocenę? Cóż. Skoro to uzależnienie rzutuje na przyjemność czerpaną z rozrywki lub nawet na samą możność gry, a jak czytamy - może rzutować i to bardzo, to jak najbardziej może wpływać na czyjąś ocenę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-24 09:36:45
24.07.2017 09:24
<Rydygier>
20

Wobec obserwowanego rzeczystanu świadczyłoby jeszcze gorzej, gdyby taka teczka była. Tyle, że niechlujna legislacja nie służy szybszemu przejęciu władzy. Wydłuża ten proces.

Widać bycie w opozycji też wypełnia grafik nawet, gdy opozycja nie jest totalna.

Ogólna jakość uprawiania polityki w Polsce jest poniżej oczekiwań delikatnie mówiąc. Gdzież ci wybitni fachowcy i mężowie stanu, którzy zapewnią jakość adekwatną? Nie widać. Może człowiek ma po prostu zbyt wygórowane i utopijne wymagania.

24.07.2017 09:05
<Rydygier>
20

Nawet na największym zadupiu jest jakaś sieć (nawet światłowody)

Znam takie, gdzie nawet radiówka nie dolata nie mówiąc o światłowodach, na które nie ma kasy. Różnie bywa. I ludzie tam mieszkają. Sam mieszkałem.

Ogólnie rzecz jest łatwa do zrozumienia ze wspomnianych powodów, kto doświadczył, ten wie.

23.07.2017 20:50
<Rydygier>
20

PiS sam sobie strzela w stopę, bo teraz każda partia rządząca będzie mogła w taki sam sposób obsadzać SN swoimi pachołkami.

Prawo może być zmienione znowu. Zresztą również przez inny rząd.

Tymczasem piszą, że przez legislacyjny pośpiech senat przegłosował złą wersję, więc, jak rozumiem, ustawa i tak nie może być teraz podpisana z przyczyn formalnych. Pewnej rzeczy nie rozumiem. PiS miał dwie kadencje, by wszystko sobie przemyśleć (jak chcieliby niektórzy - "knuć"), pospisywać choćby ramowo gotowce itd. Ja bym tak zrobił. A tymczasem wszystko to pachnie pospieszną prowizorką na łapu-capu. Co robili przez 8 lat?

23.07.2017 14:53
3
odpowiedz
<Rydygier>
20

Prawdopodobnie, znając schematy fabularne Hollywood, będzie w najlepszym razie chodzić o odkrywanie zapomnianego piękna prawdziwego świata i życia oraz wyrwanie się, lub prawdopodobniej wszystkich, z dobrowolnego matriksa, dla którego zostawiają świat realny odłogiem. Ale przede wszystkim o epatowanie efekciarstwem. Tyle mi przynajmniej wynika z trailera.

EDIT: Hmm.

https://en.wikipedia.org/wiki/Ready_Player_One

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-23 14:57:04
23.07.2017 13:50
<Rydygier>
20

Sam nie uważam, by 1 była lepsza od 2, ale nie uważam też, by była gorsza. Obie mają swój własny, odmienny smak. Część pierwsza była inna i bardziej kameralna. I może przez tą kameralność i fakt, że na gruncie rozgrywki poniekąd dwójka dopracowuje i rozwija pomysły z jedynki, szlifuje koncept, Fallout 1 ląduje w cieniu większej i bogatszej dwójki uznawanej za optimum. Ale, dokładnie jak piszesz, wielką zaletą jedynki był ten jej klimat autentycznego wyludnienia, wrogiego, zabójczego pustkowia, osamotnienia. Wielka, naprawdę wielka szkoda, że fallouty nowej fali idą w dokładnie odwrotnym kierunku, konsekwentnie i coraz bardziej.

23.07.2017 13:19
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Jeśli tolerujesz Olbrychskiego to polecam bardzo:

http://audioteka.com/pl/audiobook/niezwyciezony

Jeśli nie tolerujesz, i tak polecam, nie ma go aż tak dużo.

23.07.2017 12:59
odpowiedz
<Rydygier>
20

Popróbowałem kampanii "załogowej". Można się poczuć jak filmowy Marsjanin. Mam słabość do gier starających się tak bardzo o realizm symulacji, do gier o eksploracji i do gier surwiwalowych, jeśli dobrze pomyślane, co rzadkie. TOM dość dobrze łączy te elementy, więc zasadniczo jest klawo. Generalny projekt nieco niespójny - gra jest podzielona na dwie praktycznie odrębne sub-gry. Gdyby część bezzałogowa (jej grzech główny, monotonia, wynika z realizmu, więc przy odpowiednim podejściu nie wadzi) jakoś rzutowała na załogową, byłoby świetnie, ale niczego takiego nie stwierdziłem. Łyżki dziegciu:

- glicze. Próba realistycznej emulacji praw fizyki od dawna mi się z nimi kojarzy, wydając się typowym problemem takiego podejścia. Remedium? Częste sejwy i stoicyzm oraz unikanie pewnych gliczogennych aktywności typu wskakiwanie na skrzynkę.

- niezgrabność ruchów, sterowania itp. W sumie podbija mi imersję, bo niczego innego nie spodziewam się po poruszaniu się w kombinezonie w warunkach low-G. Poniekąd jest to gra w rodzaju "poczuj się jak mucha w smole".

- mocno dyskusyjny projekt misji miejscami. Nadmiernie żmudne i nudne dłużyzny, można nawet nieświadomie doprowadzić do sytuacji, gdy misja stanie się niemożliwa do ukończenia, co nie znaczy, że gra o tym zakomunikuje - nawet stawiając na realizm trzeba wiedzieć, kiedy go ograniczyć i pamiętać, że robi się grę służącą ludziom do rozrywki.

- nie jestem pewien, czy to wada, ale pewnych informacji ważnych dla rozgrywki po prostu brak. Trzeba własnym sumptem się domyślać niektórych spraw.

- W dalszej części, gdy dotarłem do MAVa, zaczęły się zupełnie nieuzasadnione na zdrowy rozum problemy z FPSami. Podejrzewam, że z powodu gliczy fizyki niektórych obiektów (skrzynie cały czas wchodzące w kolizje z terenem, niemożliwe do przesunięcia).

Ostatnie mnie zniechęciło do dalszej gry (poczekam na patcha, który problem usunie) więc nie jestem gotów ocenić. Na ten moment wrażenia w okolicach 8.5, nie licząc tych efpeesów, czyli jest/może być naprawdę dobrze, to w sumie chyba jedyna znana mi gra podchodząca do tego tematu w taki sposób.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-23 13:02:09
23.07.2017 12:27
1
<Rydygier>
20

O książce Grossa wiem tyle, ile piszą łatwo dostępne internety, czyli np. że owszem, jest podważana również od strony faktografii, ale głównie chodzi raczej o rzecz mniej uchwytną - o narrację, jaką się osnuwa wokół tego typu relacji. Co do powstania, jak rozumiem, punktem niezgody nie są szanse na zwycięstwo, a co innego. Tymczasem jednak ewentualna rozprawa miałaby się tyczyć oskarżeń o "sponsorowanie przez Państwo Polskie zaprzeczania Holokaustowi". Rzecz wydaje mi się nie wróżyć sukcesu, bo choć oskarżenie o takowe pomówienia widzi mi się zasadne, to zapewne trudne do wykazania jako przestępstwo na gruncie prawa. Chodzi o międzywierszową aluzję (typowe narzędzie), nie słowa wprost, więc rzecz się rozmywa i subiektywizuje. Ale i tak byłoby ciekawie skonfrontować sprzeczne narracje w trybie rozprawy. Czasem przeniesienie pewnych kłótni do sali rozpraw może dać zaskakująco... oczyszczające rezultaty, bo stwarza warunki, by strony przyprzeć do muru i tych wolących posługiwać się śliskimi aluzjami zmusić do jasnych deklaracji, wyekstrahować i wydobyć na światło dzienne samą kość niezgody i wobec szerokiej publiki rozprawić się z nią raz a dobrze. Pod warunkiem, że rozprawa jest rzetelna i uczciwa. Jestem wręcz chciwy takich momentów, bo rzadkie a potrzebne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-23 12:39:23
23.07.2017 11:01
23.07.2017 10:51
2
odpowiedz
<Rydygier>
20

Miga, lata, fruwa... Męczące. Może ze 20 lat temu bym się podjarał, ale za dużo już tej waty widziałem, Spielberg czy nie Spielberg. "Epatujmy zapierającymi dech scenami" to pomysł na film wielce już nieświeży. No, ale to jest Hollywood - przewidywalne fabularne sztampy w przewidywalnie widowiskowym opakowaniu. Dobry biznes.

23.07.2017 09:19
odpowiedz
<Rydygier>
20

Hm. W zależności od kryteriów miejsc jest za dużo lub za mało, nie pozostaję więc w pełni przekonany do poniższej listy, wyjąwszy miejsce pierwsze, które jest bezdyskusyjne:

1. Arma 3
2. Planescape: Torment
3. Fallout 1-2
4. Wiedźmin 3
5. Mass Effect 1-3

22.07.2017 13:14
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Dbałość o detale - teoretycznie w to mi graj. A jednak na oba podejścia do serii dwa razy odpadłem i to bardzo prędko. Jeśli chodzi o GTA V skorzystałem ze steamowego zwrotu kosztów po mniej niż godzinie singla.

21.07.2017 17:37
odpowiedz
<Rydygier>
20

Moje przemyślenie ma postać nadziei, że może doczekamy czasów, gdy taka forma reklamy odejdzie zasłużenie do lamusa jako przeciwskuteczna. Strony, które nie chcą mi pokazać zawartości bo blokuję tamtejsze reklamy wolę omijać. O tym, że takie blokowanie blokujących wymaga skanowania kompa i że to nie jest legalne odpowiednio nie pomyślałem i nie wiedziałem. Aż tak mnie to nie uwiera, bym sam szedł zgłaszać, ale gdyby wybuchła jakaś afera na tym tle pewnie bym się uśmiechnął. TV co prawda nie oglądam od dawna, ale tam bloki reklamowy mają tę korzyść, że można skoczyć do kibla (uff...) albo do kuchni. Jak łatwo się domyślić mija się to kompletnie z celem emisji reklam, bo powinienem karnie siedzieć i chłonąć przekaz - niedoczekanie.

Ale może kiedyś ktoś wymyśli takie formy reklamy, których oglądanie nie tylko nie będzie męczące/przykre, ale wręcz fajne. Byłyby chyba nie tylko tolerowane, ale i o wiele bardzie efektywne od obecnego nachalnego, wtórnego chłamu dla "myślących inaczej".

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-21 17:40:35
21.07.2017 15:46
7
odpowiedz
<Rydygier>
20

a co niby Francuzi tam takiego zrobili

Francuzi są niezadowoleni z pominięcia roli, jaką w Operacji Dynamo odegrały ich wojska. Dominique Lormier z magazynu The Local zauważa, że w jej trakcie swoje życie oddało 30 tysięcy francuskich żołnierzy, a to poświęcenie przyczyniło się de facto do ocalenia Wielkiej Brytanii i braku możliwości wynegocjowania osobnych warunków pokoju przez Hitlera z Londynem.

https://naekranie.pl/aktualnosci/ile-prawdy-historycznej-w-dunkierce-francuzi-krytykuja-film-nolana-2099557

Alianci prowadzili rozpaczliwe, ciężkie walki na pozycjach obronnych wokół Dunkierki, utrzymując je do zakończenia załadunku na jednostki płynące do Anglii ostatnich żołnierzy[9].

https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Dynamo

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-21 15:50:09
21.07.2017 11:19
<Rydygier>
20

póki krajami świata nie będą całkowicie rządzili zaślepieni ideologią idioci nie przyjmujący do wiadomości tego, co im się nie zgadza ze światopoglądem

Właśnie. Póki. Szerzej - póki podobni nie decydują o niczym ważnym, rzutującym jakkolwiek na ogół. Zbytek optymizmu uważać, że już obecnie się to nie dzieje na świecie i to raczej często niż wyjątkowo.

Dodam, że "bezwład światopoglądowy" to nie jest moim zdaniem jakaś ułomność tycząca się marginesu. To zjawisko najzupełniej powszechne i naturalne (mające swoje logicznie spójne, psycho-mentalne podstawy; a nawet organiczno-matematyczne, bo mózg to sieć neuronowa, sieci zaś takie cechuje m. in. zasada "czym skorupka za młodu..."). Trudno z tym walczyć, trudno brać na to trafną poprawkę, stąd nie należy uważać, że większość próbuje z dobrym skutkiem. Marginesem mogą być formy skrajne, ale w jakimś stopniu, uważam, dotyczy to wszystkich.

Nikt też raczej nie opływa przysłowiowej Irlandii, by samemu się przekonać, że to wyspa a mapy nie kłamią (opłynąwszy i tak by nie miał pewności, bo i własnego aparatu poznawczego być pewnym nie ma powodu). Taka postawa dałaby absurdalny paraliż poznawczy, a jeszcze trzeba mieć czas na życie, więc i chodzenie na skróty myślowe to rzecz nieunikniona. Kwestia miary i wyważenia, czyli kwestia niełatwa. I stąd podatność na efekty typu "polski obóz".

Ci rozumni zatem, myślę, również a może przede wszystkim są świadomi stanu rzeczy i ostrożni w sądach - nie traktują swych sądów ani własnego oglądu rzeczywistości jako pewniejszych, niż są w istocie. Ceną jest życie w ciągłej wątpliwości.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-21 11:35:06
21.07.2017 09:43
2
<Rydygier>
20

UPA mordowala Polaków -> UPA jest z Ukrainy -> naród ukraiński mordował Polaków -> Ukraińcy nienawidzą Polaków i chcą nas wszystkich wymordować

Tak, to trafna analogia. Inna sprawa, nie wiem, jaka będzie świadomość historyczna i wynikające poglądy przyszłych pokoleń Ukraińców, jeśli ich rząd skutecznie te pokolenia wyedukuje w duchu UPO-chwalczym. Pewnie analogiczna do rosyjskiej o Armii Czerwonej.

Formuła "Polish Death Camps" to wynik wyłącznie szkodliwego skrótu myślowego

Nie twierdzę inaczej (bo nie mam jak wiedzieć, jaka jest prawda tutaj, a powyższe brzmi prawdopodobniej). Przedstawiam natomiast pewien proces na gruncie powszechnej świadomości o historii wynikający ze zjawiska, a niezależny od przyczyn tego zjawiska. Specyficzny wariant głuchego telefonu (jedna z najbardziej pouczających dziecięcych zabaw).

I ostatecznie fakty wygrywają z ignorancją, bo każdego powątpiewającego w przewiny i czyny poszczególnych narodów wystarczy wysłać na wycieczkę do Yad Vashem

Oby, ale to nie takie proste, bo fakty zwykle nie funkcjonują w głowie same w sobie, a w formie interpretacji tych faktów, te zaś mogą być i bywają bardzo różne, zwykle doginane do już posiadanego oglądu świata. A owo "wystarczy" to nie jest remedium, co do którego można liczyć, że relatywnie wielu je zażyje. Nawet, jeśli gdzieś tam istnieją jakieś materiały źródłowe, dowody, archiwa, świadectwa itp. pytanie, ilu się zainteresuje na tyle, by zdobyć się na wysiłek konieczny do ich osobistego poznania i zrozumienia. Ilu osobiście weryfikuje to, co czyta np. w necie, a ilu po prostu, w oparciu o posiadana już wiedzę i zaufanie, jakim obdarza bądź nie autora waży i decyduje, czy pasuje i czy uznać za prawdę, czy odrzucić jako fałsz?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-21 09:50:40
21.07.2017 09:26
<Rydygier>
20

Czy ktoś mógłby mi wyłuszczyć związek przyczynowo-skutkowy tego rozumowania pana posła Jarosława

Co JK miał na myśli, można znaleźć w źródłowym materiale:

https://youtu.be/Ijvs1M26U9Q?t=1m16s

(gdzieś do 2:25)

21.07.2017 09:18
1
<Rydygier>
20

Kukiz próbuje walczyć z mentalnością plemienną nie mając własnego plemienia (logicznie zresztą). Nie widzę, jak może mu się to udać. Gdyby cieszył się większym autorytetem (chyba nadal jest postrzegany en masse raczej jako "estradowy błazen" niewart poważnego traktowania), może coś z tego, co prawi, ostałoby się w głowach na zaś, też jeśli będzie się sprawdzało, co mówi. Wynik K'15 w następnych wyborach będzie tu wyznacznikiem, czy taki trend jest.

Kultura polityczna... Hm. Na ten moment Polacy dopiero poznają samych siebie, uświadamiają sobie, jak bardzo są podzieleni i jak patowa, bo fundamentalna, jest ta sytuacja skłócenia. Głębsze i dalsze refleksje (dlaczego tak jest, jak z tym żyć w sposób cywilizowany, co z tym począć), ba, sama świadomość, że takich refleksji potrzeba, to chyba jakiś wąziutki margines, pojedyncze przebłyski. Proces na pokolenia, niemniej - proces dojrzewania.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-21 09:19:13
21.07.2017 09:01
5
odpowiedz
12 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Ostatnio przynajmniej parokrotnie reagowano na analogiczne "wpadki", jak pamiętam z doniesień.

Obóz w Polsce -> można więc powiedzieć: polski obóz ~> Polacy organizowali obozy.
Garstka Polaków uczestniczyła w mordzie na Żydach -> można więc powiedzieć: Polacy mordowali Żydów ~> naród polski to nienawistni żydożercy.

Wynikowa narracja: Polacy to naród antysemitów odpowiedzialny za Holokaust.

Tak to chyłkiem prawda zmienia się w fałsz.

Kiedyś to było osobiste doświadczenie. Potem - świadectwa rodziców i dziadków. Niedługo to już będzie tylko mój podręcznik kontra twój podręcznik (i udowodnij, że twój lepszy).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-21 09:03:32
19.07.2017 22:50
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Tymczasem stanowisko JK o sprawie pojawiło się w reżymowym medium:

https://www.tvp.info/33279000/kaczynski-nie-mialem-innego-wyjscia-to-byl-imperatyw-moralny

19.07.2017 22:02
<Rydygier>
20

Powtarzam:

A ja powtarzam, co powiedziałem i podtrzymuję w całej rozciągłości w tym i to, że nadal ustawiasz se chochoła. Podpowiem: moja wypowiedź w ogóle nie zawiera argumentacji, tylko obserwacje i moje wnioski. W tych sprawach, o których wyraźnie napisałem, w żadnej innej. Mnie zwykle należy czytać precyzyjnie, bez cienia nadinterpretacji, inaczej nieporozumienie gotowe. Jeśli wziąwszy na to poprawkę nadal uważasz moje zdanie za obrzydliwe, to znaczy tyle, że fundamentalnie różnimy się w oglądzie rzeczywistości, co smuciłoby, ale nie byłoby zaskoczeniem. Proponuję wówczas raczej przejść nad tym do porządku niż jałowo spierać się o najmojszą, bo szkoda trudu.

19.07.2017 21:30
<Rydygier>
20

Wstydziłbyś się, Rydygier.

O, bynajmniej. Wręcz przeciwnie. Uważam, jak powiedziałem, cieszę się, że to zrobiłem i powiem znowu, jeśli zajdzie potrzeba, bo jestem w tej sprawie przekonany jak w mało której. Ponownie też (i po raz ostatni) proszę - czytaj ze zrozumieniem co napisano, nie imputuj nic ponadto, bo chybiasz prawdy i dyskutujesz z nie istniejącym chochołem, którego sam sobie ustawiasz.

19.07.2017 21:03
<Rydygier>
20

Człowiek od lat to obserwuje i dwa uczucia: obrzydzenie wobec i tych mediów i tych, którym dogadzają, wobec tego, co robią prawdzie i ludziom i rozczarowanie ich skutecznością - to im się po prostu udawało i udaje, koncertowo. Owe media, którym "nie jest obojętnie", mają dużo na rękach nawet, jeśli nie krwi, co też pośrednio niewykluczone, to na pewno gówna (przepraszam, ale to tutaj adekwatne słowo jak rzadko). Moim zdaniem wielki ich udział w tym, że teraz Polacy tak ze sobą "rozmawiają" i tak się do siebie odnoszą, stąd tyle żółci i goryczy. Co gorsza, media "drugiej strony" idą teraz w ślady adwersarzy jeśli chodzi o metodologię i stosunek do prawdy i człowieka. Czwarta władza, taka jej... Niszczyć pogardą i szyderstwem latami, prowokować do skutku, a potem pokazać palcem, ośmieszyć i powiedzieć, że stoczony nienawiścią wariat. Obrzydliwe.

19.07.2017 17:09
odpowiedz
<Rydygier>
20

Jakżeby inaczej.

19.07.2017 12:52
2
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Czy Eurodama już była?

https://youtu.be/X1Fq6gtbx4Q

19.07.2017 10:04
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Chyba, że ma rację, przynajmniej w tym, że nerwy puścił, albo i w czym więcej nawet... Ciekawe, co go sprowokowało. Ktoś wrzuci kontekst, który doprowadził do wystąpienia JK?

Gorzej, że internety polityczne pełne gorszego syfu niż ten tu oburz JK. Człowieka rozumiem, stracił brata i to bliźniaka, a szitsztorm wokół tej tragedii był i pozostaje silnie naładowany pogardą i wzajemną nienawiścią, co w pełni tłumaczy wybuch. Na jego miejscu chyba już dawno bym pękł. Ciekawe, co inni by rzekli, gdyby spadły maski opanowania i dobranych słów. Może by się wszystkim przydało.

Inna sprawa, że to faktycznie może budzić obawy, jeśli ludzie w swych rządach kierują się przeżytymi traumami i emocjami, sprowokowanymi czy nie. Pytanie, czy to robią. Ani miesięcznice, ani pomniki, ani apele, ani wybuchy z mównicy rządzeniem nie są, ale...

18.07.2017 10:03
<Rydygier>
20

Rydygier, wysłałem na pocztę :) Oceń, jestem ciekaw pierwszej opinii :)
Pozdrawiam.

Wysłałem odpowiedź.

17.07.2017 23:19
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Gry pokroju Black Dahlia czy X-Files łatwo jest polecać, trudniej zdobyć. A zagrałbym. Może kiedyś pojawią się na GOGu?

17.07.2017 22:47
<Rydygier>
20

Dotarło. Dam znać, gdy uda mi się sklecić odpowiedź.

17.07.2017 22:07
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

A tak ogólnie przypomniałem sobie o tym miejscu:

http://weryfikatorium.pl/forum/

Jeśli dobrze kojarzę, udzielają się tam lub udzielali popularni pisarze np. Pilipiuk. Jeśli jest tam, jak było kilka lat temu, to bardzo polecam mającym pytania o pisarstwie, teksty do omówienia itp.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-17 22:10:05
17.07.2017 22:01
<Rydygier>
20

Cóż, mogę spojrzeć w wolnej chwili i wyrazić osobistą opinię. Szczerą i konstruktywną (oby), bo takie najpożyteczniejsze, choć niekoniecznie najprzyjemniejsze. Zatem jeśliś gotów na taki traktament, pisz na toronaga[małpa]wp.pl, ale daj znać, gdy pójdzie, bo rzadko tam zaglądam. Odpiszę na adres, z którego przyjdzie.

17.07.2017 20:41
1
<Rydygier>
20

Ech, wiem, jak to jest, pamiętam. Ta ekscytacja, że "oto tworzę!". Niepowtarzalne. Pewnie warto oprawić, jeśli sprawi ci to radość. Ciekawy pomysł. Żyłka introligatora? Ale jeśli będziesz się rozwijał pisarsko, to przygotuj się na to, że naturalnym biegiem rzeczy po latach będziesz patrzył na swoje dzieło zupełnie inaczej, o wiele bardziej krytycznie, może już niekoniecznie jak na coś wartego własnoręcznej oprawy. I to będzie dobry znak. A jednak, myślę, samodzielnie oprawiony własny debiut pozostanie, może właśnie dlatego, cennym memento.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-17 20:44:33
17.07.2017 19:29
2
<Rydygier>
20

Specjalista to każdy czytelnik. Będzie wiedział, czy mu się podoba, czy nie, a o to wszak chodzi, jak niegłupi, to może nawet powie, dlaczego się podoba lub nie - cenne. Chyba, że szukasz porad pisarskich, nie oceny czytelniczej. Kiedyś, dawno temu w tym celu wysyłało się np. Kresowi. :)

17.07.2017 19:16
1
<Rydygier>
20

Wole napisać całość i wtedy dać "specom" do oceny.

W każdym razie nie wzdragaj się dać, gdy będzie całość. Najwyżej oleją. Myślę że sam fakt otrzymania jakiejkolwiek odpowiedzi już dobrze świadczy, bo chłam raczej milcząco olewa się i jeśli redaktor poświęca czas potrzebny na odpowiedź, to już jest jakaś wskazówka, znaczy też, iż przeczytał więcej, niż parę pierwszych zdań zwykle wystarczających, by odsiać ziarno od plew. A jeśli oceniacze zrównają z ziemią - cóż, lepsza szczerość od obłudy, byleby dawać do oceny takim, których szczerości ufasz i których zdanie szanujesz. Będziesz wiedział, na czym stoisz. Przy czym to też nie jest tak, że im dłuższe tym lepsze. Ja bym wręcz za pierwszym razem starał się ograniczać do form krótkich a spójnych w zamyśle. Powodzenia w każdym razie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-17 19:31:23
17.07.2017 17:36
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Kiedyś kilka opek. Dwa nawet wydano, niszowo, ale zawsze. Z perspektywy czasu raczej się ich wstydzę, zwłaszcza pierwszego. Szybko jednak wyszło na jaw, że nie umiem wymyślić/skonstruować ciekawej opowieści, nie mam też zwykle nic wartego książki do powiedzenia ludziom, więc rychło odwiesiłem na kołek swe młodzieńcze ambicje pisarskie.

17.07.2017 17:34
5
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Rozbieżność między sondażami a forami netowymi można tłumaczyć rozmaicie. Poza istniejącą w sieci od lat nadreprezentacją zwolenników JKM itp. jest jeszcze i ten efekt, że niezadowoleni są głośniejsi. Gdy wszystko jawi ci się OK, nie masz powodu ani takiej motywacji, by się produkować po forach jak ten, który ma jakieś anse, frustracje do ulania, którego trawi niezgoda na zastane status quo. Chyba, że chcesz się z takowymi spierać, ale to w reakcji na to, co oni piszą. Inaczej - treści krytyczne mają większą szansę się pojawić, niż aprobatywne chyba, że w kontrze na krytykę. Gdy jest ci wporzo, siedzisz cicho, gdy cię uwiera - nigdy nie masz dość pisania, jak jest źle.

Też swego czasu byłem zaskoczony, że istnieją ludzie tak odmiennie ode mnie oceniający tę samą rzeczywistość. W końcu człowiek się przyzwyczaja i z czasem coraz lepiej rozumie, dlaczego dwa przeciwstawne światopoglądy mogą trwale współistnieć i mimo wzajemnej sprzeczności jeden nie jest w stanie w żaden sposób skompromitować czy przemóc logiką/argumentacją drugiego, choć zwolennicy obu są tak pewni swego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-17 17:38:03
17.07.2017 16:39
odpowiedz
<Rydygier>
20

O, to ciekawe. Serial nadchodzi?

Film widziałem w jakiejś wersji rozszerzonej, o której to autor powieści miał stwierdzić, że ona jedna jakoś oddaje ducha książki (tej nie czytałem, nie wiem, w czym konkretnie lepsza, wiem tylko, że gruba chyba). No i wygląda, że kolejny temat dobrze dobrany pod VR.

17.07.2017 09:36
odpowiedz
<Rydygier>
20

Z lektorem preferuję gdy:

1) film leci w małym TV lub
2) Gra aktorska głosem jest nieistotna lub co najwyżej poprawna lub
3) Oglądam nostalgicznie wspominając VHSy, jak Kung Fury.

W innych wypadkach napisy.

Co do lektorów, większość tych staroszkolnych mi pasi, bo jestem przyzwyczajony i ich głos się nie wybija na pierwszy plan. Wśród nich nie mam zdecydowanego faworyta, wszyscy git (Brzostyński, Borowiec, Gudowski, Łukomski, Szydłowski, Popłonikowski, Olejniczak (ten może ciut mniej)...). Ale niektórzy mają taki tembr, że niestety, owszem (Utta, Gajewski). Natomiast Knapik (i Szołajski, Szczotkowski, ewentualnie też Rosołowski) co prawda też ma wybijający się tembr, ale to właśnie przypadek VHS-nostalgii, więc też git. Czubówna jest absolutny kult, ale w filmach przyrodniczych itp.

Nie każcie mi wybierać spośród powyższych, to prawie jak starzy znajomi. :)

Ci nowi raczej błe, nieprzyzwyczajony jestem, ale TV już od dość dawna nie paczam, głównie filmy na kompie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-17 11:48:30
16.07.2017 09:02
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Największe? Łoj, panie dzieju, trudno wybrać. Może więc to, by rynek gier skutecznie promował śmiałą, ambitną innowacyjność, postawę pionierską, nie zaś zachowawczą - stadnej wtórności, jak to jest obecnie. W samej koncepcji gry komputerowej tkwi tyle niewykorzystanego potencjału... ale trzeba sięgać dalej. Np. większy nacisk na innowacyjne, coraz bardziej złożone i przemyślne AI.

Gdyby tak było, niektóre inne moje marzenia mogłyby się sprawdzić.

Na przykład gra, która na poważnie i dogłębnie podchodzi do eksploracji kosmosu, do wyzwań, które oznacza ale i do bogactwa i złożoności tego, co można by odkryć. Nie iść tu w szybką i łatwą, ale płytką i namiastkową masowość, jak niektóre istniejące tytuły, niech każda poszczególna ekspedycja stanowi wyzwanie i całą, soczystą rozgrywkę very hard SF. Proceduralna generacja i planet i prawdziwych ekosystemów, nie ich namiastek. Dbałość o realia fizyki itp.

Albo space operowy symulator wielkich kosmicznych okrętów, ale taki, w którym se normalnie łazimy po pokładach, czyli dowodzimy lub służymy z wewnątrz, kompletna symulacja załogi jak i związku z tym, co dzieje się na zewnątrz z tym, co wewnątrz itd. Musowo z opcją single player.

Może też coś naprawdę imersyjnego łączącego strategię wojenną z symulacją pola walki.

Śmiały remake Steel Panthers?

Może RPG, w którym m. in. mechaniki walki, rozwoju postaci itd. są naprawdę realistyczne i adekwatnie złożone.

Albo gry sandboskowe o architekturze świata nie graczocentrycznej, złożonej, dogłębnej i rozległej, świata naprawdę żyjącego, w którym czyny gracza, jedynie małego kółka w całej maszynerii, rozchodziłyby się łańcuchami przyczyn i skutków jak kręgi po wodzie, zatem by naprawdę odciskały swoje piętno, a okazje do działania pojawiały się nie arbitralnie ani losowo, a dynamicznie, emergentnie, w wyniku naturalnego rytmu życia owego świata i jego natywnych zakłóceń i fluktuacji... dobra, zbyt wiele razy już o tym pisałem.

Może do tego pomysłowe middleware'y które ułatwią studiom powyższe.

I, kurna, więcej miodu dla "singlów".

Może też - by mieć w tym osobisty udział. Czyż graczom nie zdarza się marzyć o tworzeniu własnych gier?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-16 09:06:59
14.07.2017 10:59
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Musi zależy. Ja nic nie czułem. Zresztą trzeba uważać, warga i okolice na znieczuleniu są zdrętwiałe, łatwo se uszkodzić nawet nie wiedząc.

14.07.2017 09:47
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Rzeczywiście, bydgoszczanie krzywdzą murzynów:

http://bydgoszcz.naszemiasto.pl/artykul/student-z-afryki-czuje-sie-pokrzywdzony-przez-bydgoszczan,4170980,art,t,id,tm.html

W tle scyzoryk i pistolet na kulki. Niby nic, ale to jest symptom. Tylko patrzeć pogromów.

Mnie co prawda spotkało coś podobnego, ale jestem biały, więc nie liczy się.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-14 09:48:28
12.07.2017 17:35
<Rydygier>
20

Jako katolik mam wręcz moralny mus chodzić. :)

Znasz takich?

Obecnie nie za zbytnio, niestety. Na pewno nie znam takiej poważnej politycznej siły. Ale toteż piszę - popyt rodzi podaż, także w polityce. Warto pokazać, jakiego rodzaju polityki oczekujemy, a jakiego nie.

Symbol błota tutaj odnoszę (przez zapasy w błocie) do obecnie obserwowanego sposobu uprawiania polityki przez szczucie i konflikty, czyli owo rozemocjonowane plemienne mordobicie na poziomie mułu dennego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 17:35:40
12.07.2017 15:49
<Rydygier>
20

A, jak taki mają plan, to oczywiście wyjaśnia. I może być nieźle.

12.07.2017 15:46
odpowiedz
<Rydygier>
20

Ulubiony film, jeden, trudno wskazać nie krzywdząc innych. Z ciekawszych, a rzadziej wspomnianych - Mroczne Miasto/Dark City. SF z zaskoczką w klimacie noir. Jeśli Riddick, to Pitch Black, czyli pierwsza część. Moim zdaniem najlepsza i jedyna w sumie ponadprzeciętna. Można dorzucić Sunshine. I większość żelaznej klasyki. Z serialem mam łatwiej - Battlestar Galactica (nowszy) to do dziś mój ulubiony, o Firefly tylko słyszałem, że dobry (Serenity faktycznie ma pewien klawy klimacik i zacne dialogi), zresztą nakręcono ponoć niewiele odcinków. Niedawno pojawił się nowy, mocno obiecujący, The Expanse.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 15:47:58
12.07.2017 14:44
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
20

TW: W to był dobry pomysł, ale po mojemu w zasadzie wyczerpał temat, ewentualnie można mu doklejać kolejne DLC, jeśli kto chce inne frakcje. TW: WII jak dla mnie zapowiada się na nieco już odgrzewany kotlet na nowym talerzu. Nawet, gdyby ta odsłona wprowadzała niebywałe nowości do rozgrywki, lepiej chyba było i tak sięgnąć po inny setting - dla odmiany.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 14:44:55
12.07.2017 13:45
<Rydygier>
20

Politycy nie biorą się z księżyca (wiem, to może zdziwić), władze poniekąd stanowią emanację stanu społeczeństwa (tak, widziałbym przyczynowość może nawet bardziej w tę stronę, niż odwrotnie, ogólnie to sprzężenie zwrotne). Lepszego remedium na ustanie zapasów w błocie po prawdzie nie widzę. Trzeba wyjść z błota. Również by dać do zrozumienia, że na mój głos mogą liczyć tacy, którzy w błoto nie włażą. By to zrobić, nie trzeba być ani politykiem, ani personą pokroju Ghandiego. Co szkodzi tak postąpić.

12.07.2017 12:34
<Rydygier>
20

Rydygier, wybacz, ale mam wrażenie, że na siłę usprawiedliwiasz obecnie rządzących.

Mam zasadę taką, że w poważnej rozmowie staram się pisać dokładnie to, co piszę, najwyraźniej, jak umiem, nie między wierszami. Czasem może nie wyjść, ale świadomie wyjątki robię rzadko. Należy więc dać odpór podobnym wrażeniom, na chwilę odłożyć swoje tomahawki, pyknąć z fajki pokoju i, kurka, raz jeden przeczytać, co napisano tak, jak napisano.

Pisałem to już i napiszę znów, by była jasność. Z tego, co mamy teraz, wolę PiS, co wynika z takiego, nie innego światopoglądu, a i tak trudno mi nie krzywić gęby, gdy obserwuję, jak tańcują z opozycją. Ale ja nie o swoich preferencjach politycznych tutaj, nie pakowałbym się znowu w spór, którym serdecznie rzygam, więc z góry przepraszam, że pozostawię bez odpowiedzi dalsze sugestie, że robię tu za obrońcę PiS czy co tam jeszcze kto wyczyta spomiędzy wierszy.

Jakim kosztem panie , panie Rydygier, mają opaść te emocje i wrócić rozsądek?

Pisałem. Albo kosztem osobistego wysiłku dobrej woli, albo zbytniego zmęczenia bitką (więc kosztami, jakie w jej wyniku poniesie kraj). Nie wymaga to zupełnie żadnych ustępstw poglądowych, ustrojowych, ani nawet nie wymaga zmilczenia wobec tego, co się dzieje. Jeśli stawiamy tezę, że PiS żyje konfliktem, że to jego racja istnienia, nie ma lepszej metody by zmusić go do refleksji lub "zagłodzić", niż zabrać mu paliwo, czyli emocjonalny spór - odmówić tarzania się w błocie. Do tego tanga trzeba dwojga - chętnych. Jeśli ktoś uważa się za człeka klasy wyższej, ponad to, co uprawia PiS, niech stawi opór tejże klasy. Niech pokaże, że można być ponad to zachowując wierność swoim zapatrywaniom. Czy opór w obecnej formie jest skuteczny? Zwłaszcza skoro jakoby napędza PiS? Czy to jedyna możliwa forma opozycji? Nie uważam tak. Uważam, że to może być obecnie najlepszy (co nie znaczy, że sam w sobie wystarczający) sposób na wygranie wyborów - wyróżnić się in plus na tle niedojrzałej bijatyki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 12:55:52
12.07.2017 11:39
1
<Rydygier>
20

Problemem byłby zatem jednak nie paragraf 22, a to, że wszystko odbywa się pod dyktando emocji. Nic nie zrobić lub zrobić bydło to przecież nie jedyne możliwości, choć gdy człowieka nosi, może innych nie dojrzeć. I w tym kłopot - że nosi i nie dostrzega.

A jak jest teraz, wiemy wszyscy

Wszyscy wiemy, ale każdy po swojemu. Dla każdego absolutnie jasne, ale coś diametralnie różnego. I to też problem, bo pewność swego zamyka na to, co ma do powiedzenia druga strona.

Na pytanie, jak wyjść z klinczu takiej wojny plemiennej, gdzie żądzą emocje, padają więc zwykle tylko trzy odpowiedzi:

1. Unicestwić "tamtych";
2. Nie wiem;
3. Nie da się.

A przecież wątpliwe, by komukolwiek było dobrze w obecnym rzeczy stanie. By było dobrze, muszą więc opaść emocje i ustąpić rozsądkowi. Jeśli nie wysiłkiem dobrej woli, to może choć ze zmęczenia ludzie wreszcie zaczną się z siebie samych serdecznie śmiać. A wtedy żaden polityk do niczego już nie sprowokuje, ani nie będzie próbował, bo do prowokacji prowokuje go ich skuteczność. Wtedy ma szansę wypączkować ze społeczeństwa na scenie politycznej jakaś sensowna alternatywa dla obecnej wściekłej kołomyi. Bardzo bym chciał, bo choć staram się od niej alienować, i tak jestem już nią psychicznie zmęczony. Nie zmienię z tego powodu poglądów, ale po prostu mam dość tego, do czego różnica w poglądach doprowadza Polaków.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 11:40:26
12.07.2017 10:58
<Rydygier>
20

Umysłowe upośledzenie obu stron to jest wina tylko i wyłącznie obecnego rządu

Łatwo i poręcznie zwalić winę na tego, czy tamtego. A tymczasem sam zaczadzony, każdy jeden z osobna, ponosi mniejszą lub większą, a jednak zasadniczą winę za to, że daje się zaczadzać. On i ci, którzy byli odpowiedzialni za kształtowanie jego intelektu, kręgosłupa moralnego etc. Taki PiS nie przyciąga tych tzw. "barbarzyńców" na kontrmiesięcznice siłą woli. Przychodzą, bo sami tak zdecydowali, każdy z osobna, zatem to ich osobista, suwerenna odpowiedzialność. To nie bezwolne pacynki na ręce Kaczyńskiego. I tak samo od woli każdego poszczególnego uczestnika "plemiennej wojny" zależy, czy będzie brał w niej udział. Politycy przy użyciu mediów mogą prowokować (i uważam, że obie strony to właśnie intensywnie robią, na pewno nie zgodzę się, że tylko jedna jest odpowiedzialna za szczucie. Obecna opozycja była dnem, gdy rządziła, a teraz ryje w mule coraz głębiej bijąc własne rekordy, natomiast PiS, jak ten byk za płachtą, zniża się sukcesywnie do jej poziomu by móc się naparzać, żenada i tragedia, bo alternatyw jak nie było, tak nadal nie widać), ale to człowiek decyduje, czy ulec prowokacji. I on za tę decyzje odpowiada, politycy i media - za prowokacje. Każdy za swoje własne czyny, słowa i zaniechania.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 11:00:33
12.07.2017 09:41
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Współrodacy nie muszą się wcale zgadzać we wszystkim, by żyć w zgodzie. Wystarczy wzajemny szacunek i wspólny mianownik w postaci troski o dobro kraju. Teoretycznie.

W praktyce stan wojny ma mocną podbudowę logiczną:

1. X uważa, że będzie dobrze, gdy Polska będzie prowadzona w kierunku A.
2. Y uważa, że w kierunku B.
3. Tego poglądu u X i Y nie da się pogodzić.
4. Sprawa jest zbyt ważna, by wzruszyć ramionami, bo tyczy się losu całego państwa i w danym kierunku, jako jego obywatele, będą musieli pójść wszyscy, nie tylko ci, którzy uważają go za słuszny.

No więc konflikt. A skoro konflikt, to wojna. Na noże, bez pardonu, szacunek ląduje w kącie na wstępie.

Efekt? Polska nie idzie ani w kierunku A ani w B, a raczej raz drepcze w tą, raz w tamtą jałowo trwoniąc siły. No, ale lepiej, by stała w miejscu, niż była pchana w kierunku, który uważam za zły, ergo...

Ponadto logika zwykle też ląduje szybko w kącie, pozostają emocje i zacietrzewienie. Przy akompaniamencie obrzydliwych rzeczy, jakie robią prawdzie media.

Ciekawe, jak z tym sobie radzą inne nacje, w końcu rozdźwięk poglądowy to nie jest problem specyficzny dla Polski.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 09:45:12
12.07.2017 09:10
odpowiedz
<Rydygier>
20

Więc trza się cywilizować, skoro tak.

Telewizja telewizją, ale faktycznie coś jest na rzeczy, że Polacy zbyt łatwo dają się sprowokować, a wtedy "wyłazi z nich bydło" i robi się nielicha żenada. Tyczy się to chyba statystycznie ogółu, niezależnie od przynależności plemiennej, ale przykład (kontr)miesięcznic jest mocno reprezentatywny. Przecież wystarczyłoby ignorować i pozostać zdystansowanym. Ale nieee. Nie godzi się przecież. Trzeba koniecznie tam iść, robić i prowokować to bydło i eskalować. Przymus, imperatyw. A potem o całe zamieszanie oskarżać organizatorów tych osobliwych spotkań, w charakterze dowodów okraszając "donos" co soczystszymi fotkami opatrzonymi stosowną narracją. Smutne, bo komiczne, jako i reszta tego, co się w Polsce od dłuższego czasu odbywa.

11.07.2017 10:54
odpowiedz
<Rydygier>
20

Co zmieni się dla Was?

Obaczym.

10.07.2017 09:10
<Rydygier>
20

Surowyś.

Żebyś mógł się jeszcze trochę oburzyć (można się jej czepnąć jeszcze przynajmniej o jedno), powtórzę z całą powagą tę jakże kłującą w oczy frazę:

Kto podnosi cenę, ten chce więcej zarobić, czyli jest chciwy na pieniądz.

Wyluzuj ździebko, czytaj w kontekście i z minimum dobrej woli.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-10 09:14:29
09.07.2017 20:31
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Nabyłem dawno temu, w przecenie którejś za małą sumę. Popykałem trochę, oczywiście solo. W sumie żałowałem tej niewielkiej kwoty, którą wydałem, gra się przykrzyła dość szybko. Obecna cena? Za to? W życiu. Ciekawostka: to chyba najczęściej updatowana gra w mojej bibliotece. Bywały serie po kilka uaktualnień tego samego dnia, w tym parogigowe.

Kto podnosi cenę, ten chce więcej zarobić, czyli jest chciwy na pieniądz, jak to firma. Eureki nie odkrył, szoku nie ma. Tyle, że to chciwość głupia i krótkowzroczna, bo bezczelna i bijąca po oczach, która być może szybko ugryzie ich w de. Ciekawe, to już chyba trzecia tego typu "afera" w ostatnim czasie, kiedy to firma podpada graczom na Steamie i obrywa za to.

09.07.2017 11:37
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Akurat będzie czas oceniać (dałem grze rok). Nie sądzę, by 1.3 wprowadził cokolwiek z tego, o co mi się rozchodzi, więc ocena nie będzie zapewne wysoka.

09.07.2017 08:12
odpowiedz
<Rydygier>
20

Oczywiście. Jak każdy, jestem jedyny w swoim rodzaju.

07.07.2017 19:08
odpowiedz
<Rydygier>
20

Odczucia mam ambiwalentne. Z jednej strony bardzo cieszy, gdy Arma, a zwłaszcza jej scena moderska, zyskuje takie (zasłużone!) wpływy w świecie gier, a z drugiej - pozostaje mi tylko z żalem kręcić głową, bo to jest gra zapewne pomyślana i zrobiona świetnie, ale multi, z opisu kwintesencja tego, co mi w multi nie podchodzi. Przeciwległy biegun względem moich upodobań. Zatem jest i przykrość, że mój gust idzie tak bardzo w poprzek z tym, co jest "trendi". Źle mi to wróży.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-07 19:10:14
04.07.2017 09:32
<Rydygier>
20

wszystko robione na jedno kopyto

Nie wszystko, choć wiele. Właśnie najlepsze u niego są te odmienne wyjątki, z uwagi na które moim zdaniem w pełni zasługuje na miejsce wśród najlepszych.

02.07.2017 20:29
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Black Moon Chronicles - Pierre Esteve
https://youtu.be/vyLtps96UHU

Baldur's Gate 2: Throne of Bhaal - Inon Zur
https://youtu.be/pXkcoIWRUrY

Icewind Dale - Jeremy Soule
https://youtu.be/HtP3DS5QSAM

Planescape Torment - Mark Morgan
https://youtu.be/ixv_jRI6VqY

Fallout 2 - Mark Morgan
https://youtu.be/PSNue3tZZac

Homeworld - Paul Ruskay
https://youtu.be/dTKakINXjl8

Deus Ex - Alexander Brandon
https://youtu.be/DZU6XyFxCA0

Witcher 3 - Marcin Przybyłowicz, Piotr Musiał and Mikołaj Stroiński
https://youtu.be/Vt5Mxm7BPhM

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-02 20:34:32
01.07.2017 23:02
2
odpowiedz
<Rydygier>
20

Vangelis (Conquest of Paradise, Chariots of Fire, Bounty, Blade Runner, Alexander...);
Ennio Morricone (spaghetti westerny, Misja...);
Hans Zimmer (np. Helikopter w Ogniu, Gladiator, Twierdza, Interstellar...);
James Horner (Braveheart...);
Clint Mansell (Źródło, Requiem dla Snu...);
Michał Lorenc (Bandyta...);
Klaus Doldinger (Das Boot...);
Jerry Goldsmith (13th Warrior, Rambo, Star Trek...);
Harry Gregson-Williams (Królestwo Niebieskie...);
Trevor Jones (Ostatni Mohikanin (& Randy Edelman & Clannad)...);
Clannad (zespół, ale... Robin of Sherwood...);
John Williams (Jurassic Park, Indiana Jones, Wyznania Gejszy...);
Howard Shore (Władca Pierścieni...).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-01 23:16:45
01.07.2017 22:10
odpowiedz
<Rydygier>
20

Serial i muza to żelazna klasyka. Ech, te 80's.

30.06.2017 12:56
odpowiedz
<Rydygier>
20

Zapis streamu:

https://youtu.be/Fb2rA6YZSa8

Z tego, co widzę, rewolucji nie będzie. Nie, żeby była potrzebna. Zmodernizowany interfejs (design, prezentacja danych, trochę więcej danych), zapewne zakulisowe technikalia kodu, kupa nowych scenariuszy... i to chyba to. Nie wiem, czy to placeholdery (raczej niekoniecznie, skoro premiera w tym roku jakoby, jeśli dobrze usłyszałem), ale dźwięki są wzięte żywcem z III, mechanika na ile da się to stwierdzić ta sama, nie wiadomo, czy wprowadzono jakieś zmiany w AI i obliczaniu starć etc.

Pytanie, ile to będzie kosztować. Pewnie tradycyjnie słono. Prezentacja skupia się nie na nowinkach, a na ogólnym przedstawieniu gry, czyli celują chyba głównie w nowych graczy, a zatem raczej nie będą się przejmować, że posiadacze trójki muszą zapłacić dużo, by dostać coś, co wygląda, jak "remaster" tego, co już mają + nowe misje. Jeśli tak, to pytanie, czy weteranom serii będzie się opłacało przesiadać na 4-kę. Zobaczymy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-30 13:17:16
29.06.2017 10:40
odpowiedz
<Rydygier>
20

Tak, to żadna strata. To zysk można liczyć dopiero, gdy upłynie termin zwrotu (2 godziny gry lub dwa tygodnie od zakupu jeśli dobrze pamiętam). Do tego momentu to raczej "trial za kaucją".Ewidentnie coś źle zapamiętałem, wydawało mi się, że możliwość zwrotu nie tyczy się early accessu.

Nic im nie zwrócił,wydali tylko na inny tytuł.Kasa wydana na stimie nigdy nie wraca.

Wraca.

Natomiast co do gry - mam ją chyba z jakiegoś bundla i dotąd nie miałem ochoty odpalić. Z tego, co czytam o grze (a zwłaszcza o graczach), raczej słusznie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-29 10:46:36
28.06.2017 09:16
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Jeśli się nie mylę, bezpieczeństwa przed wirusami itp. nie gwarantuje nic poza odcięciem kompa od napływu danych z zewnątrz. I to jest, myślę, problem ciekawy tym bardziej, że pilny i na czasie. Gdy czytam podobne doniesienia nachodzą mnie myśli w rodzaju "czemu dopiero teraz" i "czemu nie na większą skalę".

Jeżeli szkodliwy soft ma z natury rzeczy zawsze przewagę a jego szkodliwość może być w zasadzie wszechogarniająca co do zasięgu i dosłownie zabójcza co do stopnia, jakie wnioski z tego płyną dla świata coraz bardziej podpiętego i mocniej uzależnionego w swym funkcjonowaniu od internetu? Prędzej czy później musi chyba nastąpić tu przełom w którąś stronę. Albo powstaną sposoby faktycznie uodparniające sieć, albo po serii podobnych kryzysów w końcu minusy przesłonią plusy i ludzie przestaną się tak beztrosko opierać na onym wrażliwym internecie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-28 09:17:22
27.06.2017 19:35
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Myślę, że główne nurty stron tego sporu popadają z jednej strony w naiwną bezmyślność, z drugiej w histerię i pogardę, a obie pospołu mijają się z sednem. Mnóstwo emocji, mało trzeźwego spojrzenia.

Jako katolika obowiązuje mnie miłość bliźniego (marnie z tym u mnie niestety), porządek tej miłości jak i roztropność w tym względzie. To, co usiłuje forsować UE nie jest roztropne, sprzeczne z porządkiem miłości i oceniam, że mało komu pomoże, będzie raczej ze szkodą dla większości zainteresowanych, jak to obserwujemy na Zachodzie i Południu.

Otóż pomoc roztropna, w duchu miłości bliźniego to nie to samo, co spełnianie życzeń potrzebującego. Uporczywie i bezzasadnie utożsamia się pomoc z przyjmowaniem, tymczasem pomoc może na tym polegać, acz wcale nie musi, a i przyjąć można na bardzo różnych zasadach z bardzo różnym skutkiem. Miłość bliźniego to ofiarna gotowość, by czynić bliźniemu to, co według mojego rozeznania dla niego najlepsze. Dla katolika najlepsze i najważniejsze jest zbawienie i to, co do niego prowadzi, w tym godny byt doczesny. Stąd też miłość bliźniego wyraża się w uczynkach miłosierdzia względem duszy i ciała, zaś chrześcijanin ma w bliźnim widzieć Chrystusa, a kochać jako bliźnich nawet swoich nieprzyjaciół.

Najpierw zatem trzeba w każdym indywidualnym przypadku rozeznać sytuację człowieka, by ustalić, co będzie dla niego najlepsze. Już z tym jest problem, gdy na imigrantów patrzy się jak na tłum, dziką tłuszczę, nie jak na poszczególne osoby. A i bez tego to niełatwe zadanie dla służb, organów rządu i współpracujących organizacji. Już tu trzeba ważyć, ile realnie jesteśmy w stanie zrobić.

Jakiej więc pomocy kto potrzebuje - zależy od konkretnego przypadku. Pomoc temu, kto przyjechał siać terror będzie w pierwszym rzędzie polegać na tym, by uniemożliwić mu zło, które zamierzył, zarówno dla dobra zagrożonych jego zamiarami, jak i dla dobra jego samego. Podobnie z tym, który przybył pasożytować na socjalu. A co z takim, kto autentycznie uciekł spod bomb? Pragmatycznie. W pierwszym rzędzie trzeba go tymczasowo przechować. Następnie działać w tę stronę, by bomby przestały spadać. Następnie, najlepiej z jego osobistym udziałem, odbudować mu dom, by jak najszybciej mógł wrócić do siebie.

Trzeba też potrzebę skonfrontować z możnością i porządkiem miłości. Nie godzi się pomagać obcym w sposób szkodzący bliskim, np. zagrażający ich bezpieczeństwu lub ze szkodą dla ich utrzymania.

Nareszcie, jeśli pomoc ma stanowić wyraz miłości bliźniego, każdy, kto poniesie jej ciężar powinien czynić to z własnej i nieprzymuszonej woli.

Tak rozumiem katolickie spojrzenie na problem.

Muszę przyznać, że przynajmniej w sferze deklaracji polski rząd jest blisko tego, co uważam za roztropne optimum. Mam szczerą nadzieję, że nie ulegną kretyńskim pomysłom Brukseli ani też jakiejś histerycznej narracji strachu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-27 19:52:18
26.06.2017 09:37
<Rydygier>
20

Ano tak. Mam podejrzenie, że spośród tych wołających o realizm niektórzy nie uświadamiają sobie, co on w istocie oznacza, a wielu zbyt jest przyzwyczajonych do tego, że walka to podstawa i fundament gameplayu i w związku z tym musi stanowić główne źródło miodu. Otóż nie sądzę, by ta gra celowała w tę stronę i faktycznie - stanie się to źródłem frustracji, zarzutów i krytyki.

Czytam tutaj dla przykładu, że walka wygląda na chaotyczną, meczącą i niesatysfakcjonującą. Cóż. To realistyczne.

Notabene w powszechnie chwalonym M&B walkę opisałbym bardzo podobnie.

25.06.2017 14:08
2
<Rydygier>
20

W tymże filmie gdzieś w tych okolicach padł tekst: "raz walczyłem dwa dni ze strzałą w jądrze", czy jakoś tak.

Dobra scena, nawiasem.

25.06.2017 12:57
<Rydygier>
20

Ale w sensie jeden na sześciu itp? Jeśli stawiają na realizm, to stanowczo powinno kończyć się szybką klęską gracza w normalnych okolicznościach. Osobiście mam nadzieję na takie właśnie podejście do walk - nie jak w innych grach, gdzie sieczemy na lewo i prawo. Niech sama decyzja rozpoczęcia walki nawet 1 na 1 będzie ostatecznością, krokiem bardzo ostrożnie rozważonym lub desperackim i bardzo ryzykownym, którego się unika, jak w życiu. A gdy przeciwników jest kilku? Też jak w życiu. Robimy, co chcą, zwiewamy, gdy możliwe, względnie próbujemy się wyłgać, albo na 99% zbieramy cięgi i wtedy robią co chcą. I niech fabuła i rozgrywka to uwzględnią. Byłoby super. Na szczęście raczej nie będzie to siekanina.

Inna rzecz, że z kolei bitwy to nie seria symultanicznych pojedynków szermierczych. Tam rolę gra formacja i taktyka formacji, a walka chaotyczna i bez finezji.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-25 13:02:43
25.06.2017 12:10
4
<Rydygier>
20

Najlepsze mają miejscówki. Chyba zwłaszcza las się udał. No i z pietyzmem dbają o autentyzm architektury itp. Walka istotnie ciut lepsza, niż się spodziewałem z wyglądu.

25.06.2017 12:08
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

To pierwsza gra tego studia. Jakkolwiek bardzo chciałbym, aby była ze wszech miar udana, nie uważam, by tego należało oczekiwać. Spodziewam się gry nierównej, pod pewnymi względami słabej, pod innymi świetnej. A jednak w ich pracy i jej efektach człowiek dostrzega talent, pasję i potencjał. To najwyraźniej nie są oportuniści, którzy "grają bezpiecznie", byleby napchać kabzę. Mają pewną wizję, pozostają jej wierni. Rzadkie, cenne.

Zapewne będzie sporo potknięć i niejeden kompromis, gdzie umiejętność i czas nie dorosły do ambicji, ale jeśli z takim, biznesowo ryzykownym wszak, podejściem przetrwają na rynku, jeśli rynek da im szansę, to wierzę, że rozwiną skrzydła, a to, czego się nauczą podczas tworzenia tej gry zaowocuje w ich kolejnych projektach. Tego im i nam, graczom, życzę. Ale by tak się stało, gra musi czymś chwycić, znaleźć nisze łasych na to, co w niej mocne a wybaczających to, co słabe. Jej żywotności bardzo by pomógł jakiś aspekt sandboksu + możliwy szeroki i głęboki modding, ale nic nie wskazuje, by szli w tę stronę.

25.06.2017 08:20
1
<Rydygier>
20

Steam to, przypuszczam, biznes prowadzony dla zysków, nie dla graczy, ani dla twórców.

Ale faktycznie, do biznesu można podejść wielorako. Można krótkowzrocznie - byle szybciej, byle więcej, a można inaczej, można dbać własną, otóż to, renomę, budować swoja markę, można dbać o to, by cieszyć się dobra sławą serwisu, który szanuje użytkowników i i dostarcza im usługę na jak najwyższym poziomie. Acz nie powiedziane, że finansowo, w sumie, drugie podejście opłaci się bardziej. Niemniej, choć ze mnie żaden biznesmen, to gdyby już, starałbym się prowadzić interes w ten drugi sposób.

Pozycja Steama jako hegemona wydaje się niedosiężna i nienaruszalna, ale to jest dziś, kto wie, co będzie jutro. Im gorzej ze Steamem, tym większe "pole okazji" dla ewentualnej konkurencji. Nie oni, to może kto inny.

24.06.2017 16:26
5
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Zastanawiam się, czego ja bym próbował, gdybym chciał faktycznie utrzymać Steama w jakiej takiej "czystości"... Może tak:

Zniósłbym tę opłatę (moim zdaniem bardziej uderza w początkujących "indian", być może blokując nowe talenty, niż pomaga w czymkolwiek). Zamiast tego stopień, w jakim gra byłaby eksponowana w sklepie, zależałby od jej oceny.

Być może ta ocena powinna być nietożsama z tym, co jest teraz. Raczej chodziłoby tu o system, gdzie każdy gracz może oznaczyć tytuł jako warty uwagi (chodzi o system bez minusów). Im więcej oznaczeń, tym wyższa pozycja gry. Z kolei też użytkownicy mogliby oznaczać się wzajem jako pomocnych, czyli tych, którzy "podbijają" gry rzeczywiście warte uwagi (też bez minusowania). W ten sposób ci, którzy faktycznie oznaczają gry wartościowe jako warte uwagi mogliby stopniowo zdobywać większą renomę. Im więcej punktów renomy użytkownik posiada, tym więcej ważą jego głosy oddane na gry warte uwagi. Co prawda to może promować zwłaszcza generyczne hiciory, nie wiem czy pomoże wydobyć ukryte perły chyba, że pozostali użytkownicy promowaliby punktami renomy głównie tych, którzy odławiają mało znane perełki, a nie podbijają to, o czym i tak już każdy wie. Albo systemowo - punkt renomy dla podbijającego grę jako "wartą uwagi" byłby powiązany z tym konkretnym podbiciem (tylko jeden punkt renomy można przyznać na jedno podbicie) i ważyłby z automatu tym więcej, im mniej podbić miała dana gra. Hm. Lub też można by sobie wybierać ulubione "autorytety" (tworząc sobie swoistą "kolekcję osobistych doradców") i wyszukiwać jedynie/głównie wedle ich podbić.

Z kolei stopniowanie widoczności mogłoby się odbywać w ten sposób, że użytkownik sklepu dostałby do ręki dodatkowe filtry tak, by móc ustalać minimalny próg oceny dla pokazywanych mu gier, zaś domyślnie te poniżej pewnego progu pozostawałyby niewidzialne, uwidaczniane dopiero na życzenie użytkownika.

Bonusowo wywaliłbym karty kolekcjonerskie, albo tak zmodyfikował, by twórcy gier nie zarabiali na nich, jakkolwiek się to odbywa (nawet nie wiedziałem). Nie wiem, po kiego one są, a skoro stanowią motywację, by zalewać Steam szajsem...

To co najwyżej pomysł szkieletowy, najpewniej do dalszych ulepszeń. Ciekawe, co by z tego wyszło.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-24 17:12:15
24.06.2017 09:40
odpowiedz
<Rydygier>
20

No cóż, każdy orze, jak może.

Niezbyt mnie to nagranie zachęca, ale się zobaczy, może kiedyś, na jakiejś wyprzedaży, albo gdy nuda dociśnie...

23.06.2017 22:43
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Począwszy od premiery średnia ocen na Steam sukcesywnie spada. Narzekają głównie na optymalizację. Zajrzałem do tego. Faktycznie, gdzie w Arma 3 miałbym 60, w Argo mam 28 FPS dla analogicznych ustawień.

Widzę, że dali armowy edytor 3D, gdzie można sobie przygotować, zapisać i popykać również singlowo w samorobne scenariusze. Nawet, widzę, skrypty działają (ciekawe czy w 100%). No i tam FPSy w porządku - 60 z vsync.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-23 22:43:50
23.06.2017 21:13
2
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Mnie razi questów upierdliwość (np. dużo nudnego biegania w tę i we w tę) ale głównie właśnie wspominana sztuczność wybijająca z imersji, demaskująca teatralność i graczocentryczność świata gry. Questy, z którymi na zdrowy rozum questodawca nie czekałby na gracza, questy, których nikt nie powierzyłby dopiero co poznanemu obcemu (albo nie zawracał nikomu głowy, tylko sam zrobił), questy, które dziwnym trafem tylko gracz może wykonać... Jakby każdy świat gry cierpiał na odwrotność bezrobocia - nadrobocie, ale był pogrążony w stagnacji ruchów pozornych, nikt w nim tak naprawdę palcem nie kiwnie, tylko gracz jest siłą sprawczą wprawiającą go w ruch, na którą wszyscy czekają. Błe.

Przełknąłbym najbardziej prozaiczny quest pod warunkiem, że otrzymanie questa fabularnie, psychologicznie i logicznie trzymałoby się kupy a on sam nie był "pustym przebiegiem", ale coś by wnosił - coś ciekawego, śmiesznego, poruszającego.

Wreszcie irytuje nieco sama schematyczność mechanizmu rozgrywki zwanego questem. Szukamy zleceniodawcy, bierzemy zlecenie, wykonujemy, odbieramy nagrodę. Neext. Być może nawet myślenie o projektowaniu rozgrywki w kategoriach ciągu questów należałoby zarzucić/zmodyfikować/rozwinąć w coś bardziej naturalnego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-23 21:15:28
23.06.2017 15:11
odpowiedz
<Rydygier>
20

Właśnie dostałem taki e-mail:

The Operational Art of War IV revealed

We are excited to announce that on June 27th we’ll be revealing The Operational Art of War IV, in a simultaneous live stream on Twitch, YouTube, Facebook and Mixer.
Don’t miss the first look of The Operational Art of War IV and your chance to ask us anything you’d like.
We’ll be live on June 27th at 11 am EST / 3 pm GMT/ 5 pm CEST

Z tego typu wieści bardziej ekscytujące dla mnie byłyby chyba tylko tyczące się Steel Panthers.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-23 15:14:14
23.06.2017 14:38
odpowiedz
<Rydygier>
20

To dobrze.

23.06.2017 13:10
odpowiedz
<Rydygier>
20

Nitz ciekawego nie zauważyłem jak dotąd.

22.06.2017 17:17
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Mogłoby być ciekawe. Ale to horror. Kolejny. Znowu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-22 17:17:57
21.06.2017 21:32
odpowiedz
<Rydygier>
20

Co do mnie, z wymienionych Anthem i Battletech budzą pewne zainteresowanie. Reszta nie.

21.06.2017 09:30
1
<Rydygier>
20

ES2 to nie dramat, a niezła gra. Ale to pisze ktoś, komu Stellaris się dość podoba (i to bardziej, choć podzielam większość zastrzeżeń). ES2 istotnie robi wrażenie bardziej kameralnej, głównie pod względem skali (zależy od ustawień oczywiście). Celuje też w nieco inne wrażenia z rozgrywki, większa rola klimatu, nieco mniejsza - mechaniki. To typowy przedstawiciel Endlessów i ewolucyjne rozwinięcie Endless Space 1 + system questów z Endless Legend. Jeśli liczysz na jakieś Himalaje złożoności, to nie licz. Gra posiada przyzwoitą głębię, jak na standard tego typu gier, ale nie aż taką, jak Stellaris (np. nie ma zarządzania polami planet, po prostu kolejkujemy budowle które na planecie są lub nie), w trakcie właśnie kameralnych bitew jesteśmy biernymi widzami a w ich przedstawieniu chodzi głównie o "kinową" efektowność (ale też taką na pół gwizdka). Więc jeśli Stellaris zbyt mało złożona, to ES2 tym bardziej, pomimo dość rozwiniętego aspektu polityki wewnętrznej i faktu, że gra ponoć mocno się różni dla poszczególnych ras.

Jeszcze co do Stellaris - surowców tam więcej, zwłaszcza wliczywszy abstrakcyjne. Ale zasadnicze znaczenie mają dwa ujednolicone - energia i minerały. Ich balansowanie nadaje rytm, ton i granice rozwojowi imperium. No i wpływy polityczne, jeśli ich zabraknie - kicha, nie rozwój. Bitwy w istocie zbyt prostackie. Na pewno mogło być lepiej, ale to Paradox, oni raczej nie specjalizują się w warstwie taktycznej. Sama wizualizacja starć to już sporo jak na nich. Ich główny sposób na miodność gry to bodaj te dynamiczne łańcuchy fabularno-polityczne, czyli mamy sztampowy, acz jednak solidny i rozbudowany szkielet z okrasą. Na późnych etapach bywa ciekawie, jeśli kogoś interesują te rzeczy, gdy np. pożrą się między sobą dwa uśpione imperia, z których jedno przebudziło się, by zareagować na inwazję spoza galaktyki. I mamy jednocześnie koalicję przeciwko inwazji, oraz konflikt bardzo niewygodny dla maluczkich, bo giganci domagają się od wszystkich, by stanęli po ich stronie. Neutralność oznacza popadnięcie w niełaskę u obu. Trochę sytuacja dziecka, gdy rodzice się kłócą. AI... Cóż. Zasadniczo bywa durne. Z tym zastrzeżeniem, że nie durnego praktycznie się nie widuje w grach, bo też niełatwo zrobić lepsze.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-21 09:33:33
20.06.2017 22:19
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ustawa_o_prawie_autorskim_i_prawach_pokrewnych
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dozwolony_użytek

"Zasady dozwolonego użytku utworów objętych prawem autorskim są określone przez ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych[1] w artykułach od 23 do 35."

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-20 22:20:51
19.06.2017 15:11
<Rydygier>
20

Mój poziom zblazowania grami jest już wysoki, bezsprzecznie. O niebo trudniej mnie urzec, niż kiedyś. I to bez wątpienia ma swój udział w moim odbiorze PoE. Gdybym w to grał jakieś 15 lat temu, może piałbym z zachwytu. Z ostatnio granych wysoką notę otrzymał nowy Torment (z perspektywy waham się, czy nieco nie przesadzoną jednak, ale klamka zapadła), bo choć trudno, to jednak nadal da się mnie poruszyć, tylko więcej trzeba, niż kiedyś.

Np. Kiedyś zarywałem noce nad BG2. Wróciłem nie tak dawno do nowej edycji, wgrałem nawet oryginalny polski dubbing. I właściwie głównie on mnie trzymał. I tak odpadłem w połowie Tronu Bhaala (na żmudnych dłużyznach w Wieży Strażnika), ale zauważam, że dobry voice acting robi dużo. Podobnie dobra i dobrze dozowana muzyka. A nawet dobra, emocjogenna narracja i dialogi w samej warstwie tekstowej, ale tu trzeba pisarza-fachowca, to rzadkie w grach. Nowy Torment był pod tym względem tylko i aż w miarę OK.

Nie będę oryginalny, ale w tej kwestii z nowych gier chlubnym wyjątkiem jest W3 (dwa razy ukończyłem bez znudzenia (no, wyjąwszy nurkowanie po pytajniki na Skellige, ale to na własne życzenie), nie wykluczam razu trzeciego, a jak na mnie to ewenement), a ze starych ME1-3. Ze staroszkolnych izo już chyba nic.

Nawiasem sama fabuła też mogłaby zrobić swoje, gdyby była istotnie świeża. Żonglerka niezmiennymi motywami i udziwnionym na siłę sztafarzem już mi się przejadły. Samej dziwności mam dość (zwłaszcza po ostatnim Tormencie właśnie). Ale soczysta opowieść o zmaganiach z własnymi słabościami? Prozaiczna, acz niewyzbyta patosu i niesztampowej dramaturgii życiowa historia, gdzie konwencja fantasy czy SF jest tylko tłem? Dobrze mi ją opowiedzcie i łykam.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-19 15:40:17
19.06.2017 13:30
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
20

- Jak wy odebraliście system walki w tej grze, czy przeszkadzał wam na początku i czy łatki rozwiały z czasem wasze uwagi co do niego? Może PoE od początku powinno być grą turową?

Bez rewelacji, do przeżycia od biedy. Turowo? Raczej lepiej, tak. Np. bardziej się wtedy dostrzega różnice wynikające z rozwoju postaci - satysfakcjonujące.

- Jak oceniacie The White March, nie przeszkadzał wam podział dodatku na dwie części?

Ciut cieplej od podstawki. Podział lekko irytujący (nabyłem, gdy już były obie).

- Co waszym zdaniem trzeba koniecznie zmienić w Pillars of Eternity II w stosunku do „jedynki” aby seria się rozwijała? W pełni udźwiękowić dialogi?

Zmienić podejście do narracji. W PoE grało mi się bardzo marudnie, dopiero za drugim podejściem zmęczyłem do końca. Fabuła zupełnie nie wciągnęła, absolutnie nie angażowała emocjonalnie, miałem bardzo głęboko gdzieś dramaty i przeżycia bohaterów. Ot, coś-tam coś-tam. Grało się jak przez szklaną taflę - płasko i z dystansem.To w zasadzie jak dla mnie główna wada gry chyba. Przy tym nie chodzi tylko o (taką se) fabułę, a właśnie bardziej o środki jej opowiedzenia - brakowało generatorów emocji, czy to w samej warstwie tekstowej, czy też "wzmacniaczy" poza nią - muzyka, głos, scenki, grafiki. Był tylko suchy tekst, i małe ludziki biegające po ekranie. Owszem, częścią remedium mogłyby być w istocie w pełni udźwiękowione dialogi. Pod warunkiem, że zagrane dobrze. Angażująco emocjonalnie, wiarygodnie, nie na odwal się. Mało co też ekscytowało w rozgrywce. Ani w rozwoju bohaterów, ani twierdzy ani w eksploracji nie było dla mnie nic specjalnie pociągającego. Nie czekałem z niecierpliwością na nowy poziom, na nową lokację. Tylko klik-klik-ziew-klik-klik.

Coś w ten deseń.

Jeśli PoE2 nie będzie dla PoE tym, czym BG2 było dla BG, to marnie mi to rokuje.

Nawiasem dobrze się rozmawia o grach z perspektywy pewnego czasu - zdąży się ogląd poukładać w głowie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-19 13:49:35
18.06.2017 10:31
odpowiedz
<Rydygier>
20

Walka robi na mnie niezłe wrażenie (trochę lepsze, niż oczekiwałem), właśnie przez realizm, odejście od growego wydumanego "tańca z szablami". Jeśli stawiać na realizm, to nie wiem, co i w jaki sposób miałoby być poprawione. Osobna sprawa to "feeling", którego oglądanie nie przybliży, a który musi być cholernie trudny do oddania klawiaturą i myszą. Nie wiem, jak z padem. Osobiście w walce w takim M&B niesamowicie dawałem ciała. Jedyny sposób gry dla mnie tam to był konny łucznik. Ciekawe, jak będzie ze mną w tym wypadku.

Odnośnie miodnie przedstawionych, a przy tym w miarę realistycznych (przekonujących laika) scen walk, przypomina mi się przede wszystkim Joan of Arc Bessona.

17.06.2017 22:52
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Jedynka wynudziła mnie okrutnie, dwójka chyba będzie podobna, widzę za to, że ładniejsza, to dobrze, to się liczy, finałowe sejwy trzymam jakby co.

17.06.2017 15:48
odpowiedz
<Rydygier>
20

Nie umiem powiedzieć, cenię wszystkie i każdą. Najwięcej grałem w Empire (część unikalna pod tym względem, że chyba jako jedyna udostępnia bitwy morskie, których rozgrywanie to naprawdę frajda). Medieval 2 to chyba mój ulubiony setting, ale gra się zestarzała i miała brzydkie problemy z bitewnym AI, brakuje jej też fajnych nowinek z nowszych części. Drugi Shogun urzeka stylizacją, powrotem do korzeni...

Może tak: moim ulubionym TW zostałby ten dobrze osadzony w uniwersum Czarnej Kompanii.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-17 15:48:43
16.06.2017 16:48
<Rydygier>
20

http://en.sat24.com/en

Używam głównie sun&clouds oraz rain z wyładowaniami. Lewy klik na mapki zoomuje.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-16 16:51:39
16.06.2017 16:38
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

A na Kaszubach zupełnie nie. Wedle satelity może na noc coś zahaczy, może nie. W tym roku jeszcze tu przyzwoitej burzy nie było ani razu, wszystko południem chodzi. Ale to normalka, że u nas inaczej. Susze tu bywały, gdy na południu powodzie, przymrozki, gdy na południu od dawna lato itd.

Notabene polecam strony, gdzie można sobie podejrzeć okiem satelity, co się dzieje.

16.06.2017 13:10
odpowiedz
<Rydygier>
20

Widziałem fanowskie filmy dające dużo więcej frajdy, niż produkcje komercyjne pomimo przywar typowych dla kina offowego. Jest nadzieja na coś fajnego, oby uzbierali.

13.06.2017 12:34
<Rydygier>
20

Pasuje cokolwiek, acz mowa o rządzeniu specyficznie rozumianym. W tym sensie człowiekiem rządzi to, czym się kieruje w swoim życiu. Nie jest wszak zwolennik teorii spiskowych ich bezwolną pacynką, nadal to on się w swoim życiu kieruje. Jest to rodzaj władzy, jaką ma nad decydentem jego zaufany doradca. Podaje on interpretacje rzeczywistości, wedle których decydent chce decydować. Każdy ma takiego czy innego "zaufanego doradcę".

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-13 12:36:14
13.06.2017 09:35
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Jeśli coś rządzi danymi ludźmi, to raczej ich teorie spiskowe, niż spiski.

Tak poważnie światem nikt z ludzi ani żadna ich grupa nie rządzi. A jednocześnie wszyscy, mniej lub bardziej mimowolnie i nieświadomie, nadają sprawom świata bieg w mniejszym bądź większym stopniu - swoimi osobistymi decyzjami i działaniami lub zaniechaniami. Rządzą społeczne mechanizmy złożone z submechanizmów (itd) oparte o nieustanne łańcuchy całego mnóstwa przyczyn, skutków, zależności. Wszystko w ramach praw przyrody. Choć nieliczni są tu bardzo wpływowi w porównaniu z innymi, nie ma takich ludzi, którzy by to ogarnęli na tyle, by mogli twierdzić, że mają nad tym jakąkolwiek sensowną, świadomą władzę, mało realistyczna jest również wizja tajnej grupy osób zdolnych na dłuższą metę zgodnie sprawować tego rodzaju skrytą władzę, choćby była realna.

Może lepiej pytać, kim rządzi świat, czyli ile mojego wpływu w świecie, a ile wpływu świata we mnie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-13 09:37:00
11.06.2017 13:51
<Rydygier>
20

Ale żeby jakość poradnika na GOL rzutowała na ocenę gry? Nieźle. :)

Polonizacja jest kiepawa, trąci amatorskim outsourcingiem. Powiedziałbym, że to poziom lokalizacji oddolnej, fanowskiej. I pospiesznej. Poprzednie Endlessy cierpią na to samo, przekład jest miejscami amatorski i bełkotliwy, jeśli dobrze pamiętam.

Co do gatunku - fakt, schemat kosmicznych 4x skostniał wiele lat temu. Stellaris według mnie wykorzystuje go najpełniej i najlepiej, ale i ono nie wykracza poza ramki. Być może ta formuła dojrzała już do swojej ostatecznej formy i przeżyła się. Jak ją zrewolucjonizować?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-11 13:54:22
11.06.2017 12:31
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Srogo się naciąłem znęcony pochwałami i niską ceną w wyprzedaży. Dlaczemuś założyłem, że walka jest turowa. A tu zonk. W tego typu grze walka w czasie rzeczywistym to moim zdaniem absolutne nieporozumienie. Wymiękłem bo ubiciu trzeciego żółwia. Dziwactwo, kompletnie nie dla mnie, nie wiem, co ludzie w tym widzą. Ta jedna rzecz dla mnie kładzie całą grę na łopatki. Mam tanią (20 PLN) nauczkę, a dla innych informacja, żeby się czasem nie oszukali, jak ja.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-11 12:31:59
11.06.2017 09:00
odpowiedz
<Rydygier>
20

Są też tacy, którzy usiłują klecić coś swojego oprócz normalnej pracy (+ rodzina). Też hardkor, ale zmienia przedstawiony obrazek. Przede wszystkim - znika pośpiech, typowe jest raczej żółwie tempo, a pomimo tego człek się wykańcza, bo robi kosztem rzadkich chwil wolnego czasu, gdy jest wyżęty z sił codziennym kieratem i powinien odpoczywać. Czasem coś się z tego rodzi nawet. A co dopiero, gdy ktoś i tak siedzi na (quasi)bezrobociu, ma czas, jakieś inklinacje w tym kierunku i pomysły... Czemu nie. Hajda. Można też chyba zaczynać od modowania co bardziej elastycznych sandboksów. Platforma gotowa, pozostaje ustawić na niej swój pomysł.

Sam mam coś na uwadze, ale nie wiem, czy w ogóle kiedykolwiek ujrzy światło dzienne, bo pochylam się nad tym tylko, gdy mam czas i głowę wolną od zleceń, za które żyję (a nie jest to też jedyna pozycja w mojej osobistej kolejce), czyli ostatnio na przykład wcale. Gdybym to robił w pełnym wymiarze teoretycznie już dawno by powstało (założywszy, że dopisałaby inwencja). Poniekąd zazdroszczę tym, którzy umieją robić kilka rzeczy na raz. Ale z drugiej mańki wcale bym nie chciał się w ten sposób zajeżdżać. Pytanie też, czy efekt będzie w ogóle warty czyjejkolwiek uwagi. Nie umiem stwierdzić.

Którędy nie pójdziesz, czekają cię właściwe danej ścieżce dylematy i przeszkody.

Ciekawe, ile by tzw. społeczeństwo zyskało, gdyby konieczność utrzymywania się i bliskich nie kolidowała z indywidualną kreatywnością.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-11 09:31:26
10.06.2017 16:57
2
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Nie palę, nigdy nie paliłem. Po co? Gdy kto pali, bo się władował z głupoty (zwykle młodzieńczej) w nałóg, to rozumiem, ale z własnej i nieprzymuszonej się w to ładować znowu?

08.06.2017 23:26
2
<Rydygier>
20

Jeśli używasz to i tak błędnie gdyż nie zwracasz uwagę na kontekst zdania.

Zwracam, ino nie poprzestaję na nim. Nie skądinąd wzięło mi się to, o co pytam.

To nie ma znaczenia w dyskusji gdzie temat jest określony.

No, ja swój temat określiłem parokrotnie. Stanowiący, uważam, de facto sedno tego, o czym Ty prawisz.

Przestań stosować ad hominem.

Gdy uznam to za stosowne. Na razie nie widzę nic przeciwko, żadna merytoryczna rozmowa tu nie zachodzi, by ad hominem miało jej wadzić. Nie ubliżam przecież?

Nie, od początku tematu nic na to nie wskazywało.

Poza moimi słowami.

Od początku temat się tyczył homoseksualizmu. Nie filozofii. Więc, znowu, nawet jeśli rzeczywiście to co mówisz to prawda to tym gorzej dla ciebie bo, oznacza to, że nie jesteś w stanie pisać na temat określony na początku posta.

Rozmowa jest dość cudaczna jak dotąd. Czepiasz się jak pijany płotu a to, co byłoby naprawdę warte ciekawej konwersacji lekceważysz. I kolejny raz wyciągasz błędne wnioski na mój temat.

Zaczęło się od rytualnego sporu o homo, uznałem za jasne, że sedno sporu bardziej w stronę "filozofii" (bez przesady) leży, więc tam poszedłem. A tu larum grają, że ośmielam się zmieniać fantastyczny temat mantrowania, że homo jest normalne, że tym gorzej, że w stanie nie jestem. No jasełka istne. Dokąd chcesz dojść tak prowadząc dyskusję? Dobra dyskusja to taka, w której rozmówcy w duchu dobrej woli wspólnie dochodzą prawdy. Na razie to bardziej przekomarzanie, rodzaj ping-ponga. Chwilowo rozrywkowe, ale nic ponadto.

Nigdzie nie napisałeś, że interesuje cię filozoficzne aspekty normalności. Nie ma co się dziwić, gdyż to jest zupełnie nie na temat!

Zgadza się jedno - nie pisałem, że filozoficzne. To jużeś sobie sam dopowiedział, nieco na wyrost. A napisałem w poście 15.3. No i według mnie to jest własnie w samym sercu tematu, Ty chcesz się ślizgać po obrzeżach, jak wola, ale uważam, że to jałowe. No ale w sumie zgoda, to nie miejsce na to, co proponuję.

Dobranoc.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-08 23:32:40
08.06.2017 21:33
2
<Rydygier>
20

Wybacz, ale jednak będę obstawał, że wiem lepiej od Ciebie, w jakim znaczeniu używam słów. I lepiej się orientuję, o czym chcę rozmawiać. Dla przykładu na pewno nie chcę wymieniać inwektyw, w to baw się beze mnie, acz dziwi mnie, że tak nisko chcesz latać.

Gadamy o różnych sprawach. Ty powtarzasz, że homoseksualizm jest normalny, mnie z kolei interesuje, czym jest norma i skąd się bierze. Ale przyznaję, że to nie jest najszczęśliwsze miejsce na taką rozmowę, offtop wybitny, i ewidentnie nie mam co liczyć na więcej, niż uporczywe mantry o homo okraszone złośliwymi docinkami. Nieciekawe to.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-08 21:54:01
08.06.2017 20:54
odpowiedz
<Rydygier>
20

Jeśli Vampyr okaże się grą równie dobrą, jak dobrym trailerem jest ten trailer, to bardzo się ucieszę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-08 20:55:30
08.06.2017 20:47
2
<Rydygier>
20

Ale to jest błędna definicja dewiacji.

Słownik uznaję za dobry punkt odniesienia normy (językowej), i wedle słownikowego znaczenia używam tego słowa w swoich wypowiedziach. Tak należy je odczytywać, by dobrze zrozumieć, co chcę powiedzieć.

Nie, nie zrobiłem tego, podobałem definicję dewiacji.

Podałeś definicję dewiacji seksualnej, nie dewiacji:

Dewiacja seksualna, czyli inaczej...

Znaczenie słowa "dewiacja" wedle słownika podałem ja.

I to nie jest teza to fakt.

To kolejna teza...

Dobrze, już się nie droczę, widzę, że bardzo chcesz mówić o czymś innym, niż ja, a ja już powiedziałem, co chciałem, więc styknie.

08.06.2017 14:09
3
odpowiedz
<Rydygier>
20

Brzmi wiarygodnie i dobrze objaśnia obserwowane zjawiska. Oby ten przykład, jak nie zarządzać projektem, stał się pouczającym memento jeśli nie dla nich, to dla innych.

Deweloperzy pragnęli stworzyć coś świeżego, sprawić, by kolejny Mass Effect umożliwiał podróże kosmiczne oraz swobodną eksplorację setek generowanych proceduralnie planet. W praniu jednak pomysł ten przedstawił zbyt duże wyzwanie technologiczne, nie mówiąc o tym, że trudno było pogodzić go z narracją w stylu BioWare’u i ostatecznie został porzucony.

Szkoda, że to aż takie wyzwanie dla nich było. A że nie pasuje do ME-narracji to fakt. Notabene to, co im wyszło, też nie pasuje do narracji ME.

08.06.2017 13:35
2
<Rydygier>
20

Raz, popełniasz błąd ekwiwokacji

Nie. Używam słowa w przytoczonym znaczeniu i w takim też interpretuję wypowiedź Mówcy. Ty za to pozwoliłeś sobie zamienić "dewianta" na "dewianta seksualnego". Czepiasz się jednak kwestii leżącej poza sednem sprawy. Spór o specjalistyczną terminologię nie ma nic do rzeczy.

Problem, uważam, jest właśnie w tak, jak podałem, pojętej dewiacji. W tym, co faktycznie jest normą, a co odchyłem od niej i co z tego wynika, a co nie.

dwa homoseksualizm jest normalny

To jest teza, jaką niektórzy stawiają. I co w związku z tym?

Rozumiem, że lepiej będziesz jak ty będziesz je przekabacał na swoją i wpajał in nienawiść i pogardę do gejów i ludzi odmiennych?

Nie. Nie rozumiesz.

08.06.2017 09:55
2
<Rydygier>
20

dewiant «osoba przejawiająca odchylenia od normy»

(SJP PWN)

Dzisiaj, w takim studiu jak BioWare myślą, że równouprawnienie i tolerancja to wciskanie gdzie się da chorego przekazu dewiantów.

W rzeczy samej. A ty najlepiej milcz, toleruj, potakuj, ani pary z gęby, gdy będą ciebie i twoje dzieci przekabacać na swoją mańkę (patrz wyżej...). To wszystko bierze się z samych podstaw światopoglądowych. To od tego punktu odniesienia zależy, co kto uznaje za normę, a co za dewiację. Oczywiście prawda jest jedna, więc gdzie są dwa sprzeczne poglądy na normalność, co najmniej jeden jest błędny i szkodliwy.

07.06.2017 12:50
4
odpowiedz
17 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Ta jest, właśnie TEGO brakowało grze. A kiedy będzie coś dla nekrofilów, dendrofilów i innych filów?

„taki był głos społeczności gry”

To się ociera (!) o jakąś chorobliwą manię. Strach dociekać, w kręgach jakiej społeczności się obracają. Niechże ktoś wreszcie odciągnie od ME tych pomylonych alienatów, albo choć całun milczenia spuści na trumnę nieszczęsnej marki, boć to i czytać hadko.

06.06.2017 19:12
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Tak. Wyłączam. Z jednej strony pretekst, by odsapnąć od kompa i pogapić się na błyskawice, z drugiej - akurat rok mija jak walnęło w drzewo w naszym ogrodzie. Nikogo nie było w domu, by poodłączać sprzęt zawczasu, więc sfajczyło router neostrady i wypaliło piękną dziurę w zasilaczu (gdyby się zapaliło, chałupa poszłaby z dymem). Podobnie na całym osiedlu (więc nie musi walnąć akurat u Ciebie, może przywędrować po kablu, w który pieprznęło gdzieś dalej). Komp ocalał, bo szło chyba po osobnym kablu tepsy, co pod drzewem biegnie.

Nie znam się, ale myślę, że przy takim strumieniu elektronów żadna listwa nie pomoże.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-06 19:13:21
06.06.2017 12:55
odpowiedz
<Rydygier>
20

Część zawartości generowana ma być losowo, a resztą opracują ręcznie projektanci.

Niniejszym jestem zainteresowany. Pytanie tylko, jak tę hybrydę zrealizują, wreszcie będzie coś z głową, czy też - jak bywało dotąd - bez. Roboczo zakładam to drugie.

Ale to tylko plotka.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-06 12:56:05
05.06.2017 12:41
odpowiedz
<Rydygier>
20

Skusiłem się klimatem, niską cena na wyprzedaży i ogólnie solidną oprawą, ale formuła rozgrywki (zbyt wysoka umowność, by się wczuć, sidescroll 2D - błe, za duża schematyczność) jednak skutecznie zniechęciła.

- Czy ukończyliście Darkest Dungeon? Jakie jest wasze zdanie na temat poziomu trudności?

Nie ukończyłem. W niedługim czasie gry doszedłem do wniosku, że nie tyle chodzi o to, jak wysoki jest poziom trudności, a z czego wynika owa trudność. Wydaje się, że wynika z faktu, iż zbyt wiele zależy od czynników niezależnych od gracza (od rzutu kością). Takich gier nie lubię. Przy tym chyba nie da się oficjalnie w to przegrać?

- Próbowaliście grać w Radiant Mode? Jeśli tak, to jak oceniacie ten tryb?

Nie.

- Któraś wyprawa do lochów zapadła Wam w pamięć szczególnie?

Żadna się nie wyróżniła na tyle, bym to zapamiętał.

05.06.2017 09:25
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Nie. Jeśli w jakąś grałbym, to pomimo zombie, nie dla nich.

Natomiast ciekawi mnie, skąd właściwie wzięła się fascynacja tym tematem w filmach, grach... Tzn. dlaczego tak naprawdę ludzi to fascynuje?

I kiedy się znudzi wreszcie? :)

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-05 09:25:43
03.06.2017 15:13
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20
8.0

W stopniu upierdliwym na największej mapie i średniej gęstości zaczęło mi mulić około tury 280, więc uznałem, że na razie wystarczy i czas ocenić.

Solidne 4x z potencjałem na bardzo solidne. Ogólnie - ciąg dalszy ewolucji serii. Ta sama specyfika, rozwinięcie poprzednich pomysłów, ten sam, spójny, klarowny i szczególny klimat/styl audiowizualny (plus za spójność, konsekwencję i pomysł, czy się podoba to już rzecz gustu, sam mam mieszane odczucia). To samo tło uniwersum. Analogiczne cechy, wady i zalety. Trochę przebłysków, trochę dziwactw, odrobina nowości.

Z braków zapewne tymczasowych (wersja 1.05) wymieniłbym narastające problemy z klatkami (jak szybko - to zapewne zależy od ustawień rozgrywki i procka/sprzętu), garść ogólnych kiksów (typu wartości nie mieszczące się w okienkach i nachodzące na siebie, ale też trochę dziwnych konsekwencji zasad rozgrywki), i może niedostatki balansu pewnych spraw choć tu nie wiem, w jakim stopniu to zostanie skorygowane. Nie wiem, czy coś zrobią z mało zajmującą i niezbyt przydatną dyplomacją.

Nie jestem tez pewien, czy mechanika wyborów/polityki wewnętrznej działa w 100%, jak powinna, ale ogólnie sens w tym jakiś jest. Poparcie dla danej partii zależy w danym układzie od wielu czynników, jak ostatnio postawiony budynek, specjalizacja planet, co sprawia, że może mocno i szybko fluktuować, a wybory wygra ta frakcja, z którą mają związek aktywności podejmowane akurat w okolicy wyborów (np. budowa laboratoriów wesprze krótkotrwale frakcje naukowców). Zaczynamy więc kombinować w kategoriach tego, kogo chcemy widzieć w koalicji i pod to decydujemy, co robić teraz, a z czym zaczekać aż będzie tuż przed wyborami. Na późnym etapie to się chyba jednak stabilizuje i czynniki trwałe zaczynają dominować nad tymczasowymi.

Najbardziej dokuczającą mi wadą są, tradycyjnie, znowu i jak zwykle bełkotliwe teksty interfejsu, opisy technologii, czasem zadań itd. Nie wiem, ile w tym winy oryginału, ale zakładam, że marne spolszczenie grało tu pierwsze skrzypce. Czytając niektóre kwiatki człek czasem zgrzyta zębami, zaś opisy wielu elementów są tak ogólnikowo-bełkotliwe, że wcale nie objaśniają, co dana rzecz robi i trzeba zgadywać "co poeta miał na myśli" - czasem coś przeciwnego, niż wynika z brzmienia. Np. dany moduł dla okrętów "zwiększa straty załogi wśród flotylli". WTF? Mam montować coś, co zwiększy straty wśród moich załóg? Można się jedynie domyślać, że chodzi raczej o straty załóg okrętów ostrzeliwanych przez nasze. Do tego dochodzi pokraczna miejscami składnia.

Wyjąwszy wspomniane klatkowanie gra się wygodnie i płynnie, choć gra nie jest przy tym prostą "klikanką", głębi i wzajemnych powiązań czynników, na które trzeba uważać jest sporo. Acz pojawia się ten efekt, co w wielu innych 4x (kwestia balansu) gdy jesteśmy już tak rozpędzeni, że właściwie klikamy kolejne konstrukcje na planetach nieomal losowo, bez konieczności priorytetyzacji, specjalizacji, ale też bez konkretnych powodów, dla których to, nie co innego.

Odnośnie często krytykowanej walki gdzie gracz jest widzem - rozumiem zamysł i nawet pochwalam. Nie narzekam, póki jedna gra tak ma, nie wszystkie. Imperator nie dowodzi osobiście każdym statkiem, polega na oficerach. A przy tym walki idą w space operową efektowność. Mam żal jedynie o to, że nie idą w tę stronę bardziej względem ES1. Gdyby się na tym pochylić na serio, można by stworzyć ucztę dla zmysłów ocierająca się o poziom, nie wiem, BSG. Z samej pracy kamery dałoby się wycisnąć lepsza dramaturgię. Sporo tu niewykorzystanego potencjału. Skoro już decydujemy się w te stronę, idźmy na całość, by zrekompensować graczowi brak kontroli podczas bitew. Podobnie przydałoby się nieco mechanik dających graczowi większą kontrolę nad wyszkoleniem dowódców, na których polega w walce i może bardziej złożoną kontrolę nad taktykami (oraz klarowniejsze objaśnienie obecnych ustawień), a też by grało to w bitwach decydującą nawet rolę razem z osobowością i cechami admirałów/kapitanów oraz tym, co jajogłowi obmyślą na gruncie taktyk.

Z fajniejszych spraw mamy całkiem klawy, choć nieprzesadnie złożony edytor okrętów. Są też wieloetapowe zadania i wyzwania, ale nie powiem, by ich tło fabularne jakoś mnie porywało. po części z winy jakości językowej opisów. Trochę to też, jak to w "Endlessach" durnolotne i dęte.

Jak w porównaniu ze Stellaris? Owszem, odmienna, ale pod jednym względem porównać mogę - ogólnej frajdy. Jak dla mnie Stellaris jest tu jednak na prowadzeniu (weźmy też poprawkę na fakt, że Stellaris ma za sobą rok intensywnego rozwoju po premierze). Ogólnie Stellaris bardziej mi odpowiada pod względem rozłożenia akcentów i dynamiki rozgrywki, acz nie wątpię, że znajda się tacy, którzy ES2 uznają za miodniejsze. Koniec końców konkurencja rzecz dobra, podobnie jak wybór. Tak, czy inaczej, moim zdaniem obie gry warto mieć w bibliotece.

Wychodzi mi 8/10, i trzeba to czytać jak naprawdę solidne 8, nie tak wiele brakuje do 8.5. Zważywszy na cenę już obecnie poniżej 100 - warto.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-03 15:36:39
03.06.2017 12:20
4
odpowiedz
<Rydygier>
20

Ano, wiadomość o zapowiedzi terminu zapowiedzi. Co za czasy.

01.06.2017 13:53
<Rydygier>
20

niestety prawie nic tego potencjału nie wykorzystuje

Ano niestety. Nawet nie wiem, czy "prawie", bo nie kojarzę ani jednego tytułu, w którym ten aspekt by mnie satysfakcjonował. Idea raczkuje. Obecnie, fakt, otwarte światy to głównie nudne badziewie wrzucane według jednej sztancy gdzie się da, co niesłusznie zniechęca do samej koncepcji otwartego świata.

01.06.2017 12:04
odpowiedz
<Rydygier>
20

Ostatnio para idzie w nie moje gwizdki tutaj. MP, Jets... Są to kwestie niebywale mi obojętne. No cóż. I tak mam długą przerwę techniczną od Army.

01.06.2017 11:58
odpowiedz
<Rydygier>
20

Dostałem nowy dzień do przeżycia. Git.

31.05.2017 22:39
<Rydygier>
20

Jeszcze lepszy dobrze wykorzystany potencjał otwartego świata - jako generalny standard.

Niemniej owszem, są gry, gdzie liniowość/tunel to integralna część koncepcji i spoko, tam niech sobie będą i tylko tam.

W grze o eksploracji światów tunele byłyby zresztą groteskowym pomysłem, natomiast dobrze się sprawdzały w ME1-3, gdzie chodziło o interaktywne "odtwarzanie" prawie-liniowej fabuły. Dla przykładu namiastkowe otwarte mapy w ME1 to był po mojemu kwiatek do kożucha.

31.05.2017 12:18
odpowiedz
<Rydygier>
20

Wykonałem taką samą czynność przy użyciu AOMEI Partition Assistant, który to program losowo wyguglałem szukając czegoś, co mi to zrobi bez wkładu mojej nie istniejącej wiedzy fachowej. Posiada dedykowany kreator: "Migracja OS do SSD lub HDD". Nie wiem, czy to najlepszy program, ale zrobił, co miał zrobić, winda mi bangla z SSD. Wcześniej w razie czego porobiłem sobie dyski instalacyjne, bootowalny pendrive czy co tam było możliwe, ale obeszło się bez komplikacji.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-31 12:21:16
31.05.2017 11:53
1
<Rydygier>
20

Nie widziałeś, bo widocznie jesteś mało spostrzegawczy.

Po prostu nie widziałem. Mówię o wolcie poglądowej w toku dyskusji ("ahaaa, no masz rację, myliłem się, ale od teraz zgadzam się z tobą"). Jeśli taka się gdzieś zdarzyła, to nie w mojej przytomności. I ów fakt sprawia, że dyskusje tego typu zdają się najzupełniej daremne na odcinku przekonania kogokolwiek do zmiany czegokolwiek. Natomiast to, że poza dyskusjami, choć również w ich wyniku (kropla drąży skałę), przez lata komuś gały się otworzą, neurony uczeszą a poglądy ewoluują na lepsze lub gorsze to co innego.

31.05.2017 09:49
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Propozycja techniczna: zamiast przeznaczony do kasacji post po prostu usuwać w niebyt, moderator mógłby zastąpić jego treść choćby zdawkowym wyjaśnieniem, na jakiej podstawie/z jakiego powodu interweniował. Przynajmniej autor posta jak i inni będą znać przyczynę mniemanej "cenzury".

Dyskutowanie ma sens jeżeli jego celem jest przekonanie rozmówcy do swoich poglądów.

Fakt, od kilkunastu lat udzielania się na forach (czyli na długo, zanim obecna wojna plemion objawiła się w pełnej krasie) chyba nie widziałem ani razu sytuacji, by w dyskusji politycznej/światopoglądowej ktokolwiek napisał, że radykalnie zmienił zdanie. Nie jest to zresztą zaskakujące a też i nie przekreśla sensu dysput w tych tematach, bo choć (z konkretnych powodów zresztą) na bezpośredni skutek nie ma co liczyć, to, upraszczając, kropla drąży skałę.

Co nie znaczy, że nie bywa mądrzej zmilczeć/wyalienować się. Moim zdaniem znakomita większość tych dyskusji to wzajemne wylewanie na się frustracji, że druga strona nie podziela mojego oglądu świata. Dyskusje, w których różnice zdań wynikają na poziomie toku rozumowania/wnioskowania zwykle żyją bardzo krótko i kończą się konsensusem. To tymczasem zupełnie inna bajka, bo odbywa się gównie w warstwie a priori.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-31 09:57:05
30.05.2017 16:31
odpowiedz
<Rydygier>
20

Hm. Ciekawe. Dać szanse czy nie dać szansy? Poczekam i popatrzę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-30 16:31:35
29.05.2017 14:22
odpowiedz
<Rydygier>
20

Ciekawe. Nie wiem, czy się skuszę, ale pochwalam, powodzenia życzę.

29.05.2017 13:28
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Grałem zaraz po premierze, potem już nie, o czym niżej.

- Jak odebraliście przepustkę sezonową? Czy Waszym zdaniem dodatki znacząco wzbogaciły grę? Który był najlepszy?

Nie odebrałem. Czekam, aż całość będzie naprawdę tania.

- Czy wasza ocena gry zmieniła się od czasu premiery?

Nie, bo nie znam obecnego status quo.

- Czy instalujecie mody? Czy jesteście w stanie grać bez nich?

Najpierw staram się grać bez. Potem dobieram mody wedle tego, czego mi brakowało w vanilla.

- Który quest wspominacie najlepiej, a który sprawił, że mieliście dość?

Żaden mi się jakoś nie zachował w pamięci in plus, niestety. Literalnie dość (grę wywaliłem w kosmos) miałem F4 z powodu końcówki głównego wątku - dowiedziałem się, jaki durnowaty jest wybór zakończeń.

- W ostatecznym rozrachunku którego Bethesdowego Fallouta stawiacie wyżej, „czwórkę” czy „trójkę”?

4, choć jeszcze mniej w niej Fallouta, niż w 3.

- Przypadło wam do gustu budowanie baz, czy uważacie takie zabiegi za zbędny dodatek?

Przypadło, lubię takie myki. Ulepsza mi to całościowy fun. W sumie najlepiej się bawiłem projektując osiedla, układając sieci zasilające etc. :) Ale nie byłoby to tak fajne, gdyby te osiedla były czymś osobnym i nie stanowiły składowej fabuły i integralnej części świata gry wchodzącej z nim w interakcje.

Ogólnie - gra pod względem funu/doznań była niezła, z przebłyskami i wadami, dostałaby pewnie z 8, choć z czasem nużyła. Ale, dokładnie, to już nie Fallout. Cykl pod egidą Bethesdy dryfuje w stronę dokładnie odwrotną, niż bym chciał. Chciałbym surowego, wręcz bezlitosnego doświadczenia wasteladu (często coś a la Morze Blasku), gdzie dystanse są duże (nie, w F3 nie były duże), samo dotarcie do celu i logistyka takiej wyprawy to niełatwe wyzwanie (+ pojazd a la F2), zaś rozkładowi cywilizacji bliżej F1. Więcej moralnego brudu i mroku, mniej chichotu. A dostaję typowy, bethesdowy "domek dla lalek" gdzie POIe gniotą się jeden na drugim na mikrej, klaustrofobicznej prawie mapie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-29 13:45:04
29.05.2017 13:12
<Rydygier>
20

Ale konkretnie, jak? Co rozumiesz, przez wyższa klasę?

W zasadzie kilka razy już się detalicznie produkowałem w tym temacie. Choć bardziej o światach-sandboksach to było, bo też uważam, że trzeba tu iść na całość - proceduralność, bliższa realizmowi skala geograficzna, świat jako organizm zazębiajacych się mechanizmów żyjący sam sobie, a nie kręcący się wokół gracza, nie czekający na gracza ze wszystkim, w którym jednak działania gracza rozchodzą się skutkami jak fale po wodzie łańcuchami przyczynowo-skutkowymi, a nie tylko spawnowane randomowo a już zwłaszcza nie predefiniowane wysepki contentu. Mam więc pewną wizję, ale po prawdzie gdy piszę Nowych pomysłów tu ewidentnie brak, właśnie to mam na myśli, nic w rodzaju wiem, ale nie powiem. Brak, to brak. Nie mam gotowego know how, jedynie podane wektory do rozmyslań.

Najogólniej zaś przez wyższą klasę rozumiem otwarty świat pomyślany w sposób, który generuje więcej lepszego funu i nie nuży generyczną powtarzalnością i płycizną, nie razi daleką od realizmu skalą geograficzną i graczocentrycznością. Jaki by ten sposób nie był, jest potrzebny, bo status quo to bieda.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-29 13:38:26
29.05.2017 09:33
1
odpowiedz
8 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Po co się cofać? Gry tunelowe ustępują otwartym światom nie bez powodu. To przeżytek, znudziły się i to zupełnie zrozumiałe. Zamiast otwartego świata bez polotu byłby tunel bez polotu. Tym gorzej. Ja raczej czekam, aż devowie zatrybią, jak projektować naprawdę dobre, ciekawe otwarte światy. Nowych pomysłów tu ewidentnie brak, większość tego, co się serwuje (wliczając ten aspekt w W3) to przedszkole zagadnienia, wtórne to wszystko, zachowawcze, zgapiane, płyciutkie. Dobrze byłoby na tym polu przejść do wyższej klasy kiedyś.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-29 09:33:56
28.05.2017 12:51
3
odpowiedz
<Rydygier>
20

Po krótkiej jak dotąd styczności zauważam mankament tradycyjny dla gier spod szyldu "Endless". Dziwaczne i bełkotliwe spolszczenie. Gdy czytam frazę "orbitować system", mam ochotę zorbitować jej autora.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-28 14:09:54
28.05.2017 12:15
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Rozumiem, że wystarczająco pijany może się rwać za kółko, bo ma zaburzony osąd (takiego trzeba powstrzymać a przede wszystkim sam nie powinien upijać się). Ale żeby na trzeźwo rozważać jazdę w stanie nietrzeźwym jak coś OK, to już oznacza w najlepszym razie poważne braki wyobraźni.

28.05.2017 11:53
odpowiedz
<Rydygier>
20

Cytat z Pogromców wyczerpuje temat.

28.05.2017 08:46
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Kocham moje baaaaaardzo skromne życie i nad wszystko rodzinę. Jestem szczęśliwy

Szczere gratulacje. Oby każdy mógł zgodnie z prawdą powiedzieć o sobie, że kocha bliskich a w tym, co ma, jest szczęśliwy.

Mój śp. Tata był marynarzem. To oznaczało czasem bardzo długie okresy nieobecności. Ale też niekiedy długie przerwy. Problemów nie brakło, ale żyło się.

27.05.2017 23:12
odpowiedz
<Rydygier>
20

Czy Rydlej, jako reżyser, aby słusznie obrywa za scenariusz?

Nigdy nie byłem zbytnim psychofanem serii, aczkolwiek to zawsze szkoda, gdy partacze (tu chyba jednak głównie scenarzyści) konsekwentnie zarzynają zasłużony cykl.

Optymistyczniej - dobry film na oglądanie z kumplem. Lubimy razem obśmiewać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-27 23:20:21
27.05.2017 15:51
<Rydygier>
20

Nie wiem, czy film byłby lepszy. Może bardziej rozmachnięty, ale też trzeba by mnóstwo wyciąć. Albo iść w dy/try/wielo- logię. Tymczasem moim zdaniem największe atuty cyklu - specyficzny rodzaj mroku, klimatyczna, jakoś "ciepła" pierwszoosobowa narracja kontrapunktująca i ów mrok i temat fabuły (kolejny atut to jej specyfika i postacie) da się moim zdaniem bardzo dobrze oddać w formule serialu. Sama rozpiętość czasowa historii zresztą lepiej pasuje do serialu, niż filmu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-27 15:52:31
27.05.2017 15:44
<Rydygier>
20

Po sukcesach Gry o Tron (a wcześniej trylogii Władka, która pokazała, że można robić oskarowe fantasy na najwyższym poziomie) klimat jest dobry na tego typu seriale (vide też netfliksowy Wiesiek), zatem wyczekiwałem z niejaką nadzieją, że może wreszcie ktoś się ocknie i dostrzeże materiał na serial potencjalnie znacznie lepszy niż Gra o Tron. I oto czytam:

"IM Global Television chce stworzyć serial w oparciu o „Czarną Kompanię” Glena Cooka przy współpracy z Elizą Dushku z Boston Diva Productions i Davidem S. Goyerem z Phantom Hour."

http://www.kawerna.pl/aktualnosci/seriale/item/16352-czarna-kompania-jako-serial.html

Pytanie, jak to rokuje i jak nam brzmi, bo szczerze pierwsze słyszę o potencjalnych twórcach i nieco się obawiam, czy aby nie zaklepali sobie praw do marki tylko po to, by wypuścić jakiegoś knota lub nic zgoła. Powieść miła jest memu sercu, na jej bazie można stworzyć coś unikatowego, jeśli wychwyci się i odda to, w czym tkwi jej siła, ale to kwestia wrażliwa i łatwo, oj łatwo, temat skopać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-27 15:47:31
27.05.2017 15:33
odpowiedz
<Rydygier>
20

Ta gra jeszcze nie miała premiery, czyli to jest "work in progress". Się zobaczy po paru popremierowych patchach. Z objawów dedukuję dwie sprawy:

1. Początkowe maks 60 FPS sugeruje aktywny VSync.
2. Spadek FPS w miarę trwania rozgrywki sugeruje, że coś "wycieka" w kodzie, kumuluje się i stopniowo zapycha zasoby.

Konkluzja raczej optymistyczna, bo tego typu problemy (p. 2) zwykle są usuwane przez devów, nie wygląda to na jakiś immanentny problem gry z zarządzaniem zasobami, tylko raczej kwestia techniczna - błędy w kodzie do wychwycenia i załatania.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-27 15:36:59
27.05.2017 14:43
6
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Chyba jednak bym wolał zobaczyć Quarian w pełnoprawnej kontynuacji, pomyślanej lepiej i wykonanej na wyższym poziomie. Szkoda ich (i w ogóle trudu na DLC) pod taki se standard ME: A. O ile jest szansa na sequel w ogóle.

Eventy MP? Co to są eventy MP? Pytanie retoryczne, MP dla mnie nie istnieje w zasadzie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-27 14:43:52
26.05.2017 19:03
<Rydygier>
20

Hm.

Po pierwsze - nie wiem, jak takie myślenie mogłoby skrzywdzić produkcję, już prędzej tych ludzi.

Po drugie - fakt, to właśnie od ludzi zależy jakość, nie od szyldu. Rzecz w tym, że ME: A korzysta z marki trylogii wybitnej, a to zobowiązuje, czy też wysoko kładzie poprzeczkę oczekiwań. Chodzi więc w gruncie rzeczy o problem ten, że pod szyldem marki dotąd wybitnej dano robić grę ludziom do takiej wybitności (jeszcze) nie dorosłym najwyraźniej. Miałbym tu pretensje nie tyle do tych osób, co do decydenta, który tytuł w uniwersum ME powierzył, jak piszesz, studiu debiutującemu/zespołowi ludzi nie potrafiących stworzyć gry na poziomie ME1-3.

Po trzecie - dzięki za info.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-26 19:05:41
26.05.2017 16:12
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20
7.5

98% ukończenia gry (ukończony główny wątek), 118 godzin. ME:A to synteza uniwersum Mass Effect (realia, osadzenie fabuły) z DA: I (rozgrywka), przy tym unika tego, co najgorsze w DA: I (choć miejscami mocno trąci) jak i tego, co najlepsze w ME1-3. Jest zachowawcza, niewybitna, obciążona wieloma usterkami, niedoszlifowana, po części narracyjnie wadliwa, miejscami chaotyczna i bełkotliwa, naznaczona pośpiechem wydawniczym, gubi gdzieś sedno imersji (a raczej nie odnajduje go), koniec końców tytuł stanowi jednak nieprzeciętnie długą porcję przyzwoitej rozrywki, acz niekoniecznie wartą pełnej ceny AAA (100 góra).

Gra daje luby posmak eksploracji w otoczce fabularnej, ale ten aspekt to raczej namiastka i to jest wielka szkoda. Gra osnuta wokół koncepcji „eksplorujemy nową galaktykę w ramach bogatej fabuły o wciągającej narracji” tworzona przez studio odpowiedzialne za ME1-3 (?) mogła i powinna być lepsza. To mógł być hicior. Nie jest. Jest gra niezła, ale nierówna i niedoszlifowana, chadzająca na skróty tam, gdzie mogłaby i powinna błysnąć.

W kwestii rozgrywki szczególnie brak aspektu decyzyjnego pracy pathfindera - osobistych decyzji, którym planetom kiedy dać zielone światło pod kolonizację, które miejsce wybrać pod placówkę (wraz z konsekwencjami swojej decyzji) etc. Nie. Planety są odgórnie podane na tacy, podobnie, jak arbitralne pułapy zdatności. Nie mamy też nic do gadania w kwestiach typu nazwa kolonii czy postawione budynki (zresztą generyczne i bez znaczenia). Fabularnie wybieramy charakter pierwszej osady i tyle. Pozostaje planety uzdatnić wykonując szereg mniej lub bardziej powtarzających się misji. Duża szkoda, że tak to rozwiązano. Zwłaszcza, że w dużej mierze przychodzimy na gotowe (a potem zepsute), więc bardziej naprawiamy po kimś, zamiast stawiać pierwsze kroki w dziewicze Nikomu Nieznane. Decyzje nas czekają, ale głównie związane z fabułą, a jedynie wtórnie - z eksploracją i kolonizacją.

Zasadniczo jest to gra akcji z elementami RPG i wcale znośną walką (acz mniej taktyczną i bardziej FPSową, niż w ME1-3), do tego eksploracja otwartych terenów od POIa do POIa i pomiędzy (ziew), dużo dialogów, dość klasyczne questy, często nieodporne logicznie na (możliwą) niestandardową kolejność wykonywanych etapów, co prowadzi niekiedy do psujących imersję "anachronicznych" rozmów, gdzie np. omawia się jako rzecz bieżącą coś już zakończonego. Może to glicze, może błędy projektu.

Ponadto w pewnych misjach narracja kuleje od strony reżyserii i spójności. Obserwując akcję, poczynania bohaterów i słuchając rozmów postaci człowiek czasem zada sobie filozoficzne pytanie „wtf?”. W niektórych miejscach scenki nie kleją się jakoś „psycho-logicznie”, brak dbałości o detal/szlifu w aspekcie choćby animacji i logiki na odcinku zależności między tym, co gracz już zrobił, a tym, co się mówi i dzieje w danej scenie/dialogu. Kiepsko też bywa z dynamiką /montażem scen. Może zabrakło czasu, może to problem projektu. Wiele misji jest czasowo zawieszanych (bywa, że na zbyt długo, z drugiej strony bywa, że jesteśmy zalewani nowymi questami w „punktach węzłowych” fabuły), nieraz brakuje informacji czy i jak można je popchnąć do przodu. Same dialogi z reguły przeciętne i bezpłciowe, trochę kiepskich, nieco niezłych, voice acting w miarę poprawny, ale bez rewelacji. Wszystko to bywa ubogie w bodźce emocjogenne.

Tę historię można było i należało opowiedzieć lepiej niemniej koniec końców wciągnęła (gdzieś do połowy gry nie wierzyłem, że to zrobi, bo mam zwyczaj w pierwszej kolejności wykonywać questy poboczne, zaś główną fabułę zostawiam na koniec). No i oczywiście, jak zwykle, pasująca do gry jak pięść do nosa agitacja odchyłów homo- trans- i co tam jeszcze jako normy. Jakby ktoś posadził graczowi ideologicznego klocka w kącie mentalnego przedpokoju i kazał gospodarzowi kiwać nad tym głową z aprobatą. No cóż, w takim durnym świecie żyjemy.

Postacie z lokalnymi wyjątkami nijako-takie sobie, najsłabsze chyba przedstawienie ludzi, zwłaszcza ich twarzy w grze - plastikowe mydłki o podobnych facjatach bez charakteru i dziwnej mimice. W leciwych ME1-3 to wyglądało artystycznie lepiej. Miejscowo zresztą można się mimo wszystko wczuć, ale wymaga to wysiłku, natężenia wyobraźni, determinacji pewnej. Na koniec stwierdzam, że mimo wszystko jakoś przywiązałem się do mojej załogi, choć dłuższy czas nie mogłem się przekonać. Plus.

Aspekt audio bez zastrzeżeń. Muzyka nienachalna. W toku rozgrywki, jeśli się pojawi, jakoś podbudowuje klimacik, w sumie człowiek nie kojarzy, że coś gra zwykle, ale też jest w tym zmarnowany atut emocjogenny, gdyż muzyka nie stanowi narzędzia narracji. Wizualia nierówne. Często świetne (zwłaszcza pejzaże planet, też kosmos), acz nie zawsze. Nexus, pewnie z racji rozproszonego oświetlenia, robi gorsze (pierwsze) wrażenie, modele postaci ludzi, w tym twarze (błe) słabe/mierne artystycznie i technicznie. Radzę też wyłączyć chromatic aberration, bo męczy oczy - przynajmniej moje.

Mapa galaktyki i układów całkiem ładna, lecz różnice względem rozwiązania z ME1-3 są w gruncie rzeczy głównie estetyczne – fajna grafa i płynne przejścia kamery. Szkoda, że nie obserwujemy podróży z wnętrza statku, znaczy statek leci, my sobie robimy, co chcemy na pokładzie - byłaby tu pełnia imersji. Stopień swobody jest nie większy niż w poprzednich ME na poziomie wyboru lokacji i niewiele większy, niż w DA: I na mapach tych lokacji (zwykle mamy gibki prawie-wszędołaz).

Same mapy to absolutny standard otwartego świata - ograniczone terytorium upstrzone "punktami zainteresowania". Przynajmniej do ganiania za znajdźkami od punktu A do punktu B dolepiono jakieś niekiedy zgrabne mikrofabułki, a i bywają ciekawiej pomyślane misje, np. niektóre lojalnościowe. Podczas jazdy po mapie czas umilają fajne nieraz dialogi między pasażerami oraz klawe krajobrazy.

Gra jest ponadprzeciętnie długa, choć sporo z tego czasu spędzamy przebijając się w tę i z powrotem od miejscówki do miejscówki. „Kotwice szybkiej podróży” rozmieszczane na mapie logicznie biorąc są bez większego sensu (byłby większy, gdyby gracz sam sobie wybierał ich pozycje), ale ratują tutaj sytuację. Jak i fakt, że szczęśliwie wiele questów nie wymaga powrotu do zleceniodawcy, by je zwieńczyć.

Interfejs byłby niezły, tyle, że miejscami denerwuje przekombinowaniem, nadmiarowym klikaniem i niewystarczającą dostępnością informacji potrzebnych w danym miejscu GUI (np. trudno porównać zbiorczo parametry broni, gdy je wybieramy/tworzymy/kupujemy).

Rozmaitych "mechanik" w grze sporo. Takie punkty, siakie punkty, crafting, modowanie, zdatność, poziomy, kredyty, punkty badawcze, zintegrowane chyba z MP misje dające bonusy w SP... Nie gryzie się to ze sobą zbytnio, ale też nie ma synergii w tym ani szczególnej motywacji, by jakoś specjalnie się tym interesować, usilna dbałość o balans (przesadna) spłaszcza możliwe do uzyskania korzyści i choć pozwala na kilka ciekawych myków, to ogólnie rozgrywka nie wymusza tutaj specjalnego zastanowienia czy cyzelowania parametrów. Często brak też kompletu informacji, co który mod robi. Można się przejechać. Uzasadnienia istnienia tego miszmaszu opcji jakoweś istnieją, ale naciągane i nie wzmacniające imersji, bo aż po oczach bije pretekstowość tych uzasadnień. To zresztą wada ogólna – czuje się, że to, co ma budować imersję jest częstokroć jedynie naciąganym pretekstem przyklejonym do aspektów rozgrywki.

Rozwój postaci jest spoko. Dość bogaty i elastyczny przy tym. Dostępne moce bywają przydatne, ciekawe i pozwalają na rozmaite taktyki. Za to kreowanie postaci to masakra. Mówię głównie o twarzach do wyboru. Pierwsza gra, gdzie zadowoliłem się domyślną facjatą, bo reszta to była tragedia po prostu.

Usterek mnogość (1.06-1.07). Niektóre nieszkodliwe, inne pogarszają imersję (wypowiedzi z czapy wygłaszane z nagła, dwie rozmowy prowadzone równocześnie – wchodzenie sobie w słowo, miejscami zła praca kamery, powtarzanie tej samej kwestii w danej lokacji…), nieliczne faktycznie przeszkadzają w grze. Trafił mi się na przykład podczas trudnej walki przykry błąd grafiki generujący stroboskopowe miganie ekranu, gdy patrzyłem w pewnych kierunkach. Gdybym miał padaczkę, dostałbym ataku epilepsji pewnie. Ze dwa questy utknęły i musiałem załadować sejwa, by wyzwalacz dalszego ciągu zaskoczył. Nie wliczam usterek do oceny zakładając, że sukcesywnie poznikają.

Podsumowując - ukończyłem z zainteresowaniem bawiąc się wcale nieźle, a nudząc tylko czasami, bo z tych nierównych elementów złożono coś, mimo wad, wcale grywalnego na mój gust. Ogół wrażeń, jakkolwiek nie umywa się do ME1-3, pomimo bardziej rozbudowanej i bogatej rozgrywki, jednak zostawił mnie z apetytem na dalszy ciąg - historii. Choć kręciłem nosem, stwierdzam, że nawet dobrze, iż na początku dostajemy za bohatera i towarzyszy wielu szczypiorów i gołowąsów. Jest szansa obserwować, jak dojrzewają, a ich dzieje odciskają swoje piętno. Analogicznie w przypadku "nowego początku" w Andromedzie. Taki widzę tu potencjał przynajmniej. Chciałbym, by powstały kolejne, dojrzalsze części. Oby tylko opakowano tę historię w bardziej ekscytującą, mniej sztancowatą rozgrywkę.

Przez chwilę myślałem nad oceną 8, byłaby jednak mimo wszystko za mocno naciągana.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-26 21:04:38
25.05.2017 12:03
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Brak solowych ambicji

Mhm. Dobrze wiedzieć. Zatem z mojej strony brak ambicji nabywczych. Może to i lepiej. Normandia '44 delikatnie pisząc "już była" wystarczająco wiele razy. Jeśli w dodatku realizm jest drugorzędny tutaj, to doprawdy.

23.05.2017 14:24
<Rydygier>
20

EA BioWare to już nie to samo (EA) BioWare, co kiedyś. Teraz pracują tam inni ludzie, być może mniej utalentowani, być może będący bardziej rzemieślnikami (by nie rzec wyrobnikami) niż artystami, a na pewno mający inną filozofię tworzenia gier niż gdy studiem dowodzili Muzyka i Zeschuk.

Najwyraźniej. Obserwując DA: I a teraz ME: A doszedłem do analogicznych wniosków. Jakość zależy od ludzi, nie od szyldu.

23.05.2017 12:55
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Strach mieć nadzieję.

22.05.2017 20:18
odpowiedz
<Rydygier>
20

Ostatnich pozbyłem się z naście lat temu, a szkoda, bo chętnie bym ustrojstwo wypróbował, fajne.

22.05.2017 09:32
4
<Rydygier>
20

Usterkę pewnie rychło usuną, a ta ocena będzie rzutować na średnią ocenę gry po wieki wieków. Dlatemu:

1. Powinna być możliwość rewizji/zmiany swojej oceny, przynajmniej raz na jakiś czas/iks razy;
2. Póki się nie da, nie warto oceniając brać pod uwagę wad, co do których można założyć, że znikną lub się wstrzymać z oceną.

Niejeden już żałował oceny pochopnej, wystawionej pod natchnieniem chwili, acz wyrytej w skale i nie do zmiany.

Zresztą, formuła ocen oficjalnych, redakcji, też jest pewnym przeżytkiem w czasach, gdy popremierowy rozwój i szlify gry są normą. Oceny "na premierę" są o wiele mniej miarodajnym źródłem informacji o grze, która premierę miała dawno, niż to niegdyś bywało.

18.05.2017 12:21
odpowiedz
<Rydygier>
20

Memento mori i do przodu.

Perspektywa śmierci rzutuje na podejście do życia. Podobnie wiara lub niewiara w życie po śmierci. Ja wierzę, że nikt zaistniały nie przestaje już istnieć, a po śmierci każdego czeka wieczność, pytanie tylko, jaka.

Zrozumiały, bo naturalny/organiczny jest strach przed umieraniem. Instynkt przetrwania. Podobnie strach przed cierpieniem związanym z umieraniem. Zrozumiały może też być lęk przed tym, co po śmierci, jeśli wierzę, że jakość mojego życia przed nią rzutuje na wieczność po, gdy jakość to marna (zdrowe - impuls do poprawy).

Ale czy bałbym się nicości gdybym wierzył, że to mnie czeka? Hm. Nie wiem, trudno mi się postawić w takiej sytuacji. Stąd, gdzie siedzę, strach przed niebytem wydaje się nieuzasadniony. Natomiast uzasadniony byłby dla mnie wówczas strach przed bezsensem istnienia, który to bezsens wynikałby z tego, że istnienie kończy się niebytem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-18 12:22:44
17.05.2017 12:13
odpowiedz
<Rydygier>
20

Tolerancja jest przereklamowana, to taki zgniły kompromis politpop.

Gorzej niż w Polsce wśród krajów unijnych jest tylko na Litwie i Łotwie - wynika z dorocznego badania ILGA-Europe, które bada poziom równouprawnienia osób nieheteroseksualnych.

Jeśli dobrze domyślam się kryteriów badania, są to bardzo dobre wieści. Jeszcze lepsze dla Litwy i Łotwy. Zresztą, gdy Aborcza podaje wiadomość jako złą, jakoś odruchowo nastrój mi się poprawia, bo mają zwichrowany kompas moralny o niemal równe 180 stopni i doświadczenie uczy, że gdy oni narzekają, są powody do zadowolenia i vice versa. Co prawda rzadko się zdarza, by jakieś ich wysięki do mnie dotarły.

14.05.2017 08:22
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Kiedyś raz, może 7-8 lat temu eksperymentalnie obejrzałem Eurowizję. Zdała mi się artystyczną wydmuszką, celebracją muzycznej tandety, pretekstem, by dosłodzić któremuś krajowi, festiwalem muzycznej III ligi, gdzie tylko przypadkiem może się jakaś perełka zabłąkać i po mojemu generalnie obciach tam występować. Smutne dziadostwo rodzące refleksję w rodzaju "Co? Ta kicha to najlepsze, na co nas stać?".

Zmieniło się?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-14 08:23:08
11.05.2017 19:04
2
<Rydygier>
20

Odnośnie ME2 a ME3 dla mnie trójka co najmniej nie gorsza, a 2 wszak świetna. Generalnie najzdrowiej chyba traktować i oceniać 1-3 jako całość, którą fabularnie przecież jest (inaczej to byłoby jak oceniać w opowiadaniu oddzielnie zagajenie, rozwinięcie i kulminację). Wielu narzeka na zakończenie. Ja nie tak bardzo, rzecz gustu.

ME: A to najwyraźniej coś z innej beczki, niż ME1-3, tyle, że w realiach tego samego uniwersum plus bodaj garść jakichś kurtuazyjnych odniesień do trylogii. Z tego, co się orientuję, to faktycznie pod wieloma względami miks ME i DA: I, ale chyba jednak trochę wniosków z krytyki DA: I wyniesiono i powinno być mniej nużąco, choć bez wielu rewolucyjnych różnic gameplayowych. Nie wiem, gdy/jeśli przejdę Andromedę, pewnie opiszę obszerniej wrażenia. Mam nadzieję, że w ten, czy inny sposób, daje przynajmniej interesujący posmak eksploracji nowej galaktyki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-11 19:10:36
11.05.2017 09:43
12
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
20

"seria została bowiem zamrożona po niezadowalających wynikach Mass Effect: Andromeda. "

Jeśli coś jest źródłem problemów, to przecież nie sama marka/seria. Dalsze eksplorowanie/rozbudowa uniwersum Mass Effect to dobry pomysł (bo ME ma potencjał na skromne uniwersum-platformę), jak długo nie usiłuje się przy tym na siłę kontynuować/doklejać do domkniętej już fabuły 1-3.

Toż gdy partaczy lub partackie podejście przerzuci się do innego projektu, partactwo pozostanie partactwem i będzie tak samo partaczyć onże projekt.

Dalsze ME ze wszech miar OK, ale musi to być dobrze pomyślane, wykonane na wysokim poziomie i ukończone przed wydaniem.

Może ktoś tam wreszcie pójdzie po rozum do głowy, acz jestem sceptyczny. Musieliby zacząć trafnie diagnozować, co jest źródłem problemów, a co było źródłem sukcesów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-11 09:47:26
11.05.2017 08:59
odpowiedz
<Rydygier>
20

Raz znalazłem na chodniku stare 200. Ucieszyłem się, bo to oznaczało dużo frytek w jednej z budek nad Niegocinem. Tamże się udałem.

09.05.2017 11:43
05.05.2017 22:24
odpowiedz
<Rydygier>
20
9.0

Właśnie ukończyłem kolejny raz trylogię (z okazji premiery ME: A) i kolejny raz zauroczyła mnie, jak ostatnio prawie żadna - bardzo udaną narracją, kreacją i prowadzeniem bohaterów, dbałością o detale budujące imersję i emocje. Plus wybitnie mi podchodzący angielski voice acting kobiecej Shepard. Seria ME nie wszystko robi dobrze, zdarzają się chybione pomysły (zwykle wokół aspektu pseudo-eksploracji galaktyki), ale wystarczająco wiele elementów jest wybitnych, by ich kombinacja uczyniła całą grę również czymś wybitnym i jedną z najlepszych serii w jakie grałem ever. RPG? Nie bardzo. Raczej interaktywna powieść wizualna z dużą dozą akcji. I git.

Tym razem grałem femshep adept, ME1 przeszedłem a la renegat, z ciekawości, ale na początku ME2 zbrzydło mi to (przymuszałem się wbrew sobie, wymuszone to jakieś zresztą) i przesiadłem się na paragona (wydaje się być o wiele naturalniejszy, na miejscu i spójniejszy z fabułą). Choć nie podzielam części zarzutów stawianych zwieńczeniu i mam powody twierdzić, że jest ponadprzeciętne, po raz pierwszy tak naprawdę rozkminiłem, które zakończenie ME3 jest jako jedyne "etyczne"/słuszne, i po raz pierwszy byłem w pełni pogodzony z wyborem. Fajne uczucie nawet, jeśli towarzyszyło mu jakże rzadkie i dobrze świadczące uczucie żalu - że to już koniec.

Aha. DLC Cytadela do ME3 wymiata (choć i tak za drogie, mimo wszystko mocno kameralne) - wprowadza sporo klawego humoru

spoiler start

"Nasz Shepard jest lepszy niż wasz Shepard!" :) itd.

spoiler stop

i lżejszą nutę w kontrapunkcie do "wysokiego C" zasadniczego wątku pozostając z nim w związku - wbrew pozorom harmonijne połączenie. Pozwala też poznać towarzyszy od nowej, bardziej prywatnej strony i tym lepiej się z nimi zżyć.

Ciekawe, czy ktoś kiedyś nakręci film na kanwie. Moim zdaniem doskonały materiał na holywoodzkie widowicho. Ocena tyczy się całej trylogii, bo traktuję ją jako całość.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-05 22:30:36
04.05.2017 10:39
odpowiedz
<Rydygier>
20

W wiele wymienionych nie grałem ani razu, zresztą większość z nich to już raczej moja nastoletniość.

We wszesno-średnim dzieciństwie mogłem co najwyżej pomarzyć lub pogapić się, jak inni grają na automatach, co też czyniłem. Potem był Pegasus. I Scorched Earth - mój pierwszy "kult" na pecetach, zasadniczo cudzych/szkolnych. Swój własny PC posiadłem, gdy dzieciństwo miałem za sobą.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-04 10:41:07
04.05.2017 09:29
odpowiedz
<Rydygier>
20

Zgadza się.

Klimat Skyrima określiłbym jako klaustrofobiczno-oniryczny. Oniryczność właśnie w tej płaskości, również wizualnej, makietowej graczocentryczności, generyczności i beznamiętności, w jakimś takim trudnym do uchwycenia "wytłumieniu" (może to również kwestia szeroko pojętej warstwy audio). Wspaniały - nie dla mnie. Gdyby włożono więcej serca, inwencji i pracy w złożoność, życie i samoistność świata przedstawionego, byłby to kapitalny sandboks fantasy. Obecnie jest to, moim zdaniem (a jestem wymagający), "w miarę dobry wyrób sandboksopodobny", którego asem w rękawie jest możliwość szerokiego moddingu. Tak, czy siak, nie potrafię wskazać nic lepszego od serii Elder Scrolls na tej konkretnej półce.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-04 09:35:11
03.05.2017 08:21
odpowiedz
<Rydygier>
20

ES 2, może też Everspace czy Steel Division wzbudzają niejakie zaciekawienie.

30.04.2017 13:08
odpowiedz
<Rydygier>
20

Marzy mi się remake Steel Panthers.

29.04.2017 15:24
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Z cyklu "Była sobie melodia"...

Greg Hale Jones - She began to lie

https://youtu.be/P1Zc2F7Zu9o

Feist - Sea Lion Woman

https://youtu.be/Chcc_Ci36Vw

Utwory, z wielu, oparte na melodii/piosence o ciekawej (nieco tajemniczej) historii.

https://www.loc.gov/item/ihas.200196570/

29.04.2017 13:10
5
odpowiedz
<Rydygier>
20

Nie, dlaczego.

Natomiast jest mi przykro, gdy Polacy sobie wzajem ubliżają, nie szanują jedni drugich, nie są sobie życzliwi, ale okazują sobie wzajem pogardę, brzydzą się drugim, w tym tonie szufladkują się i wyzywają od "wąsatych januszy" i "cebulaków", są zakompleksieni i zbytnio przejmują się zdaniem innych na własny temat lub dają sobie wmówić, że mają powody wstydzić się bycia Polakiem i krygują się jak świeżo wpuszczone na salony "panów szlachty" chłopstwo. Albo vice versa - gdy mają się za nie wiedzieć czemu lepszych od wszystkich innych.

Po prostu, kurna, żyjmy ze sobą i innymi jak normalni ludzie, jak człowiek z człowiekiem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-29 13:12:50
28.04.2017 19:42
1
<Rydygier>
20

A tak, o odszkodowanie można powalczyć, jeśli szef łamie prawo - niech buli.

28.04.2017 19:06
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Inna sprawa, jaki sens kurczowo trzymać się firmy wbrew woli szefa, który chce się mnie pozbyć.

28.04.2017 13:01
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Pytanie z kategorii "czy już przestałeś kraść".

Nadal oceniam PiS jako wybór najlepszy z dostępnych (choć kiepski).

27.04.2017 15:48
<Rydygier>
20

Jak nie popieram totalnego rozpasania, to popieram jakieś korporacje zawodowe, albo totalną interwencję państwa.

Tym nie martwiłbym się zanadto. Wiadomo, większa precyzja byłaby lepsza, ale syndrom "nie ma odpowiedzi dla mnie" jest trudny do uniknięcia w rozsądny sposób. Stąd ważne, by "wybierz najbliższe tobie" nie utożsamiano z "wybierz, z którym się zgadzasz", bo czasem pozostaje wybrać opcję, z którą nie zgadzam się najmniej.

27.04.2017 15:06
odpowiedz
<Rydygier>
20

Znalazłem moim zdaniem lepsze:

http://trojkat.inop.edu.pl/

Co do mnie, chyba trafnie wskazało.

27.04.2017 15:02
odpowiedz
<Rydygier>
20

ME3. Na bazie przeczytanych informacji i opinii wygląda, że ME: A sobie w ogóle daruję, ale jeszcze się zobaczy.

26.04.2017 13:54
1
<Rydygier>
20

Czy marketing CI Games sam sobie pisze pozytywne komentarze i łapkuje własne odpowiedzi?

Byłby to nielichy żenuał, wstyd po prostu zajmować się takim janusz-marketingiem. Toż na takie dictum gry nie godziłoby się kupić już dla samej zasady, by nie promować portfelem nieuczciwości.

Byłaby to również niebywale głupia strategia - samobójcza na dłuższą metę. Gdy wieść się rozpowszechni, zje ich hejt (zasłużenie) niezależnie od jakości gry, a skoro w dodatku gra miałaby się okazać średniawa...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-26 13:54:38
25.04.2017 11:38
odpowiedz
<Rydygier>
20

No i spokój. Nie będzie kusiło, by marnować pieniądz i czas na wtórnego klona innych gier. A jeśli gracza nie będzie kusiło kupować, to może devów przestanie kusić, by marnować ciężką harówę na gry od początku źle zaprojektowane i włożą więcej inwencji w design, docenią wagę nietuzinkowego, wiarygodnego scenariusza, dobrych dialogów etc.

To była ironia.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-25 11:40:31
23.04.2017 13:43
9
<Rydygier>
20

Opóźnienia biorą się z wyznaczania terminów. Gdyby nie ogłaszano dat premier, nie byłoby obsuw.

23.04.2017 10:48
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Nienawidziciele nie będą nieniawidzić?

Będą, tylko ciszej. Od wyroku nie zmienia się wewnętrzne nastawienie. Inna sprawa, taki hejter może sam się nakręca swoim werbalnym rozpasaniem i może, gdy je ukrócić, uspokoi się i wyjdzie na jaw, że to nie faktyczna nienawiść a dawanie upustu - frustracjom, lękom, gniewowi.

Temat faktycznie ważny, grząski i zaniedbany. Na pewno warto, by hejtu w sieci ubyło. Od samego czytania "oblepia" psychikę, przygnębia, nakręca.

23.04.2017 09:13
odpowiedz
<Rydygier>
20

Ilekroć czytam o kolejnych szałach i hitach multi, czuję się taki wyalienowany z rozentuzjazmowanego tłumu.

23.04.2017 07:55
<Rydygier>
20

Jakem rzekł - nic specjalnego. Grałem miarowo, czasem zaglądałem w alternatywne wybory i tyle. Żeby ukończyć w 32 musiałbym się chyba uwijać jak w ukropie i czytać w trybie turbo, ale dla mnie to się mija z celem. Wolę niespiesznie smakować, namyślać się przy wyborach, dokładnie badać lokacje (inaczej niejedno tu można przeoczyć) itd.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-23 07:57:25
21.04.2017 14:03
odpowiedz
<Rydygier>
20

gra kasuje nam sejwy

Abominacja. Wynaturzenie. Horrendum.

21.04.2017 09:20
odpowiedz
<Rydygier>
20

Serenity (lekkie a sympatyczne echo ponoć kultowego serialu Firefly, w żadnym razie hard SF).

21.04.2017 09:16
odpowiedz
<Rydygier>
20

Siłą woli.

19.04.2017 17:34
1
<Rydygier>
20

Po drugie to gry zawdzięczają wszystko książkom

W tym samym sensie nieszczęsna ekranizacja również "zawdzięcza wszystko książkom". A w odróżnieniu od gry to straszna chała (wyjąwszy muzykę). Ergo - jednak wcale nie wszystko i nie to nawet, co decyduje o sukcesie, skoro film oparty na tym samym okazał się klapą, a gra - hitem.

Pomysł na grę to daleko nie wszystko. A co dopiero ledwie nie pierwszorzędny wcale fragment pomysłu na grę, czyli tzw. lore.

Słowem - grubo przesadzasz pisząc "zawdzięczają wszystko". Gdybyś napisał "wiele" - zgodziłbym się. I zbyt łatwo rzucasz "idiotami".

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-19 17:35:22
19.04.2017 14:51
2
<Rydygier>
20

No, już w starych, dobrych 90's saga wiedźmińska była zdecydowanie CZYMŚ. Z uwagi na to, że ówczesna literatura fantasy w Polsce dopiero raczkowała, zarówno pod względem dorobku rodzimych pisarzy (Sapkowski, Kres, Piekara chyba... ktoś jeszcze?), jak i ilości przekładów powieści zagranicznych, był to wręcz fenomen klasy "wow!" dla fana fantastyki. To, co z Wiedźmina wyrosło dzięki grze to tak jakby drugie, inne i rozleglejsze życie sagi, ale nie popadajmy też w myślenie, że to dopiero dzięki grom Wiedźmin zaistniał i zabłysnął, bo to nie tak. Zabłysnął, owszem, ale po raz drugi, na innym polu i głównie w sensie popularności - znacznie jaśniej.

Zatem Sapkowski dał znacznie więcej, niż początek. A że obecnie może czuć się przyćmiony popularnością gier, od których pochopnie się odciął, to rzecz druga.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-19 14:52:30
19.04.2017 12:59
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Grzmi na Olimpie.

Cóż, myślę, że pan Sapkowski kolejny raz wykazuje się niedocenieniem wpływu gier komputerowych twierdząc to, co twierdzi. Tzn. w mojej ocenie jego przypuszczenie, że gry nie naganiają mu czytelników, a już prędzej książki naganiają graczy, cechuje bądź niedocenienie popularności/roli gier (lubi je deprecjonować i ostentacyjnie ogłaszać własną ignorancję w temacie), bądź też przecenianie wpływu swoich książek w kwestii naganiania nowych graczy.

Nie zaszkodziłoby, gdyby jednak zrobił sobie rzetelną analizę. Jeśli wie, ile kiedy zysków napłynęło ze sprzedaży jego książek, może zweryfikować ewentualną korelację ich dynamiki z premierami kolejnych odsłon gry. Ale może to właśnie nazywa "swoimi wyliczeniami". Jeśli zrobił powyższe i wyszło mu, co głosi, no to cóż. Koniec końców stoi na pozycji która daje mu możliwość weryfikacji twardych danych, inni mogą tylko domniemywać.

Z kolei CD Projekt mógłby, gdyby chciał, stosunkowo łatwo pocieszyć naburmuszonego pisarza w jakiś bardzo widoczny sposób uwypuklając w grze informację, iż jest oparta na motywach danej powieści.

Andrzej Sapkowski uważa, iż w grach nie ma miejsca na głębię literacką, jaką oferują książki

Teoretycznie chyba jest. Ale w praktyce - faktycznie nie bywa. Od strony fabuły/prozy gry to generalnie kompletny szelf i mielizna w porównaniu z głębią dobrej powieści. Acz też gry zwykle nie próbują zastępować literatury, konkurować z nią.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-19 13:00:30
18.04.2017 21:31
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Pytania są zaiste tendencyjne i rzetelność wyniku zaburza fakt, że ma się ochotę z przekory odpowiadać "na złość". Inne pytanie źle ułożone lub bez znaczenia. Trafiłem praktycznie w sam środek tyle, że to się nie zgadza za zbytnio. No, może o tyle, że niebieskie pole jednak.

15.04.2017 11:55
<Rydygier>
20

Ot, pożytek z materiału - sprowokował tak ciekawy komentarz. Być może tvgry.pl w materiałach merytorycznych (czyli według mnie najbardziej wartościowych) powinno czerpać regularnie i śmiało z eksperckiego doradztwa/outsourcingu tam, gdzie wiedzy własnej kuso, czyli po prostu zapraszać znawców do studia lub robić wywiady na odległość itp. Nikt zdrowy na umyśle nie wymaga chyba od redaktorów, by znali się na tym wszystkim, a jednak warto, by i ta zbyt mało znana im wiedza była popularyzowana, byle rzetelnie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-15 11:59:01
14.04.2017 22:04
odpowiedz
<Rydygier>
20

Od święta pewnie z dwie lampki lubianego czerwonego do uroczystego posiłku.

Ale nie było, nie ma i mam nadzieję, że nigdy nie będzie mowy o tzw. chlaniu, święto czy nie święto. Wyzbywanie się trzeźwości umysłu, panowania nad ciałem, porcji neuronów i godności osobistej oraz bonusowo ryzykowanie uzależnieniem to głupota czystej wódy.... tfu, wody. W dodatku etanol jest generalnie niesmaczny. Po co więc?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-14 22:06:49
14.04.2017 21:57
odpowiedz
<Rydygier>
20

Korea Północna to bardzo pouczający kraj, w tragicznym sensie. Być może jeszcze bardziej pouczające jest, że tak długo pozwala się na trwanie północnokoreańskiego quasi-skansenowego status quo.

14.04.2017 21:27
1
odpowiedz
<Rydygier>
20

Trochę niejasny cel tego wywodu. Nieco racji, nieco dziwnych tez a przynajmniej jedno, mam wrażenie, mylne mniemanie - że oto devowie są w stanie bez problemu stworzyć o niebo bardziej zaawansowane AI, o niebywałych zdolnościach uczenia itp. a nie robią, by nie drażnić graczy. Mnie się zdaje, że devowie, przynajmniej niektórzy, gdyby tylko umieli/gdyby opłacało im się uczyć, tworzyliby znacznie bardziej zaawansowane AI. Tyle, że to nie takie trywialne i niestety mało kto próbuje, a szkoda. Na tubce można sobie pooglądać bardzo rudymentarne jak dotąd eksperymenty z ewolucji sieci neuronowych, fascynujące, ale na razie raczej ciekawostka z punktu widzenia gracza. W ilu grach jest coś takiego wykorzystywane?

Zachowania/reakcje AI mogą być tak szybkie, że gracz nie ma szans, a skuteczność (np. celność, spostrzegawczość, refleks) absolutna i tu trzeba AI temperować, by je uczłowieczyć. To, jak zauważono, nie jest pogarszaniem AI a własnie ulepszaniem. Ale nie to świadczy o zaawansowaniu AI, to świadczy jedynie o naturalnie ponadludzkiej mocy obliczeniowej procesora. Nie wiem, czy ten poziom się w ogóle godzi nazywać AI. Ja bym zarezerwował ten termin dla zachowań, gdzie pojawia się dynamiczna decyzyjność, może nawet adaptacja, nie tylko reaktywność czy podążanie za liniowym skryptem. Złożoność, dynamiczność, adaptacja i wszechstronność zachowań. Ale to rzecz umowna.

O zaawansowaniu AI też wcale niekoniecznie musi świadczyć naga efektywność w rozwiązywaniu problemów. AI może być również zaawansowana np. pod kątem przekonującego symulowania cech ludzkich, wraz z niedoskonałościami - i to się po mojemu liczy, w tym sedno, tam cel.

W mojej ulubionej Arma 3 AI owszem, posiada ograniczoną zdolność flankowania (w ramach działania w grupie) i nie słyszałem, by komuś to przeszkadzało. Gracze nauczyli się brać na to poprawkę i git. Co przeszkadza? Często właśnie to, że AI pod ogniem nie miewa wystarczająco ludzkich odruchów (panika, dezorientacja, przede wszystkim chowanie się, odstrzeliwanie się na ślepo, dbałość o własne życie). Słowem tam AI jest na tyle zaawansowane, że gracze narzekają na sprawy, które nawet by im nie przyszły do głowy wobec prymitywniejszej AI w innej grze. Inna sprawa, odwrotna, z pojazdami. Tam AI nie bywa nieludzko odważna/niewzruszona czy sprawna, a nieludzko nieudolna - pijany szympans za kółkiem. Optimum, którego oczekują gracze w obu przypadkach jest jedno - maksymalne "uczłowieczenie" zachowań. Co ciekawe, jednocześnie bez krępacji narzeka się, jak wymagająca dla CPU jest ta gra.

Takie naprawdę dobre AI, tzn. dające głębią swych algorytmów przyzwoite złudzenie ludzkiego sposobu działania i nie ośmieszające się/demaskujące się idiotyzmami, jest moim zdaniem wyzwaniem niebywale ambitnym. Kto próbował takie coś napisać, ten pewnie wie. Kto nie próbował - temu może się wydawać, ilekroć przyłapie AI na czymś durnym, czego człowiek nigdy by nie zrobił, że twórcy to idioci albo lenie, którzy olali rzecz oczywistą, i bez trudu mogli problemu uniknąć. Bo przecież to oczywiste że w takiej sytuacji człowiek zrobiłby to, a nie tamto. Nic bardziej mylnego, a też przełożyć bez luk tzw. zdrowy rozsądek na kod algorytmu to poniekąd niepodobieństwo.

Na koniec - rzecz przeca jasna, że to, co potocznie, w grach, zwiemy AI, to jest niewątpliwie A, ale niespecjalnie I. Że to algorytmy mające dać złudzenie, iż mamy do czynienia z ludzkim, inteligentnym zachowaniem, a nie prawdziwe byty samoświadome. Faktycznie też mylnie chyba niektórzy przeciwstawiają "prawdziwe" AI i "skrypty" podczas, gdy jedno i drugie to po prostu kod. Zwykle mają pewnie na myśli algorytmy dynamiczne, adaptatywne, rozgałęzione etc. z jednej strony i statyczne, liniowo-reaktywne czy jak je zwać z drugiej.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-14 22:31:13
10.04.2017 14:45
2
<Rydygier>
20

dając +/- mogą włączać się w prosty sposób do dyskusji.

No niezbyt niestety. Nic tym nie wnoszą do dyskusji, zatem nie włączają się do niej. Jak ktoś trafnie porównał, robią raczej w ten sposób za coś w rodzaju "odgłosów widowni" w sitcomach. Udział w dyskusji powinien wymagać tego minimum wysiłku potrzebnego, by naskrobać kilka słów w temacie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-10 14:46:15
10.04.2017 12:50
<Rydygier>
20

Tak, albo też ktoś wali minusy jak leci, bo akurat mu się nudzi (dla hecy). Lub też przez animozje personalne - ad personam. Stąd w obecnym kształcie nie ma co zwracać uwagi na +/-, bo nie wiadomo co i czy cokolwiek istotnego reprezentują.

10.04.2017 12:36
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Jeśli już cały system koniecznie musi być (moim zdaniem nie), to dodałbym warunek: post można opatrzyć +/- pod warunkiem, że opatrzyło się ocenianą wypowiedź również własnym komentarzem (uzasadnieniem, to podczas jego edycji wybierałoby się, czy wypowiedź, na którą odpowiada, oznaczyć + lub -).

Inaczej nie wiadomo, skąd dany +/-, co oznacza i czego konkretnie dotyczy - wynikowa liczba przy poście nie posiada wówczas prawie żadnej wartości merytorycznej, nic nie wnosi do dyskusji. Nie wiadomo nawet, ile było + a ile - (5 - i 0 + to zupełnie co innego niż 105 - i 100 +). No i wymóg uzasadnienia wyruguje gołe "minusowanie" jako sposób "dyskusji" tych, którzy nie potrafią czy też nie chce im się zwerbalizować swoich zastrzeżeń.

Posty bazowe (głównego ciągu) liczyłyby się na potrzeby tego systemu jako odpowiedź na post otwierający wątek.

Niestety, nie da się odpowiadać na odpowiedzi jak na posty "bazowe" i to komplikuje, bo wyklucza ich obligatoryjnie uzasadnione ocenianie bez dalej idących zmian w strukturze forum. Chyba, że wystawiając +/- raczej wybierałoby się konkretny post, do którego się odnosi (np. 6.5 albo 15).

W ostateczności niech choć będzie ujawnione, kto dał dany + a kto -, żeby zainteresowani mogli go "ścignąć" o uzasadnienie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-10 12:40:48
10.04.2017 11:51
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Jeśli opis jest wyczerpujący, to nie jest żaden symulator (pola) bitwy tylko bezmyślnej y absurdalnej rzezi. Może z potencjałem jako middleware do rozwoju w coś fajnego.

07.04.2017 18:40
2
odpowiedz
<Rydygier>
20

Najlepsze jRPG - być może. Najlepsze RPG dekady - nie dla mnie. Bo "j".

07.04.2017 12:19
3
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Tak w ogóle patrzę na te facjaty, patrzę i ogólnie nie podobają mi się jakoś, nawet nie technicznie, ale z uwagi na sam dobór modeli. Takie jakieś plastikowe, nijakie, młodociane mydłki jak z okładek pism młodzieżowych. Żadnego piętna doświadczeń, żadnego charakteru, nic w nich ciekawego.

Z tego, co czytam o ME: A, może się okazać, że w ogóle nie kupię, zamiast czekać na ludzką cenę i kompletne upaczowanie. Szkoda byłoby, ale cóż. Z okazji tej premiery za to urządziłem sobie powrót do poprzedniej trylogii. Nadal miodzio.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-07 12:19:34
07.04.2017 12:12
5
odpowiedz
<Rydygier>
20

Tłumaczenie jest najzupełniej rozsądne - faktycznie inaczej mógłby być klops. Zresztą w zasadzie tłumaczenie jest zbędne. Byliby bardzo lekkomyślni, gdyby się nie zabezpieczyli w ten sposób.

Znaki towarowe, notabene, zastrzega się zawsze dla określonych grup produktów, nie strachałbym się więc, że będzie się po sądach ciągać każdego, kto użyje tego słowa, bo to absurd.

06.04.2017 16:41
3
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Kingdom Come: Deliverance Video Update #17: Cast & Cutscenes

https://youtu.be/50Fe6qzGtkU

05.04.2017 20:38
<Rydygier>
20

Aberracja to nie to, ona była cały czas włączona. To przypominało jakiś radial blur raczej. Podejrzewam, że oznaczało, iż z jakiegoś powodu niniejszym tracę zdrowie/umieram.

Na pewno natomiast bardziej mi się grafa podoba bez SSAA, które nie pomaga specjalnie na schodkowate krawędzie, za to sprawia, że wszystko staje się paskudnie nieostre, jakbym zapomniał okularów - "oczy bolą patrzeć". Nie potrafię pojąć, dlaczego uważa się taką metodę anty aliasingu za wartą uwagi.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-05 20:40:39
05.04.2017 19:06
<Rydygier>
20

Na pewno dużo się zmieni, to wersja około 0.1. Popróbowałem, poszwendałem się, po niecałej godzinie zacząłem bawić się ustawieniami grafiki, w wyniku czego dlaczemuś trwale znieostrzył mi się wzrok, a po chwili zginąłem bez widocznej przyczyny ani ostrzeżenia - po prostu wyzionąłem ducha. No alfa po prostu. Za jakiś czas może być świetnie, jeśli ktoś strawi, że to multi, bo ja z tym będę miał główny problem, czuję. Na razie jest obiecująco, ale wywalać kasę na grę już teraz po mojemu nie ma po co chyba, że ktoś chce wesprzeć devów.

05.04.2017 18:55
odpowiedz
<Rydygier>
20

Spodziewam się zatem sporego grona radosnych skończeńców życiowych. I zamierzam im zazdrościć.

Dla odmiany dobry pomysł na okularki. Taka koncepcja rozgrywki aż się prosi o VR. Dotąd zwykle bywało kwiatkiem do kożucha prymitywnej rozgrywki na siłę dociąganej pod ograniczenia sprzętu. A tu proszę, ktoś podszedł do tematu z głową wreszcie i dobrał temat tak, by wykorzystać mocne strony VR zamiast zmagać się z wadami.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-05 18:58:55
05.04.2017 14:17
odpowiedz
<Rydygier>
20

Podoba mi się, jak usprawnione audio i grafika wspomagają imersję. Ogólnie wrażenie pozytywne.

05.04.2017 12:51
<Rydygier>
20

Fakt, o wielu sprawach, w tym o własnym organizmie, człowiek wie znacznie mniej, niż przyznaje/mu się wydaje.

Coś jednak w tej koncepcji jest, wynika to z moich osobistych obserwacji. Nie raz i nie dwa rankiem nieomal momentalnie wpadałem na rozwiązanie czegoś, czego nie umiałem rozkminić wieczorem. Stąd powiedzenia w rodzaju "przespać się z problemem" czy "ranek jest mądrzejszy od wieczora". Stąd też najlepiej pracuje mi się rano (intensywna praca umysłowa), gdy mózg jeszcze nie rozproszony/zaśmiecony wrażeniami dnia, świeży i nie zmęczony przetwarzaniem.

A sny, przynajmniej te moje, zwykle odnoszą się w jakiś sposób do przeżyć, do tego, co widziałem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-05 13:10:45
04.04.2017 23:13
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Sny z reguły oznaczają jedno - mózg robi sobie inwentaryzację wspomnień, przetwarza ostatnio nabyte dane, wrażenia itp.

04.04.2017 13:15
1
<Rydygier>
20

:) Super. Gratulacje wszystkim.

To chyba moja pierwsza edycja limitowana czegokolwiek.

Ciekaw jestem prac, skoro poziom taki wysoki był.

03.04.2017 17:56
odpowiedz
<Rydygier>
20

Pewnie łyknę dodatek do Stellaris, ale nie powiem, bym na którykolwiek z wymienionych tytułów czekał.

01.04.2017 13:33
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Rekrutacja/odsiew brzmi solidnie. Co prawda obecnie nie jestem zainteresowany MP, ale pewnego dnia to się może zmienić, zatem pytania:

1. Jaka jest typowa atmosfera podczas sesji (albo i poza sesjami)? Trzeba się bardziej silić na/udawać sztywny, żołnierski sposób komunikacji i zachowania, czy też jest to bardziej swobodny/koleżeński klimat?

2. Jakie mapy/mody/skrypty są wykorzystywane?

3. Ilu graczy typowo uczestniczy w sesji?

4. Jaki rodzaj scenariuszy preferujecie?

01.04.2017 12:43
odpowiedz
<Rydygier>
20

Jest nadzieja. Z jednego żartu primaprilisowego już zrobili prawdziwe DLC. Co prawda było to ich własny żart, ale normalnie w OW 2 grałbym. I nie ja jeden, domyślam się. OW to jeden z najmilej przeze mnie wspominanych RTSów.

31.03.2017 16:05
odpowiedz
<Rydygier>
20

Early Access, obok pułapek i pokus, daje bardzo konkretne korzyści w toku rozwoju gry i nie mówię tylko ani głównie o kasie.

Sam raczej unikam grania w gry "wip", ale jeśli early access jest wykorzystany z głową, może wiele wnieść do finalnego produktu zarówno jeśli chodzi o debugowanie, jak i implementację pomysłów w oparciu o szeroki feedback, który staje się elementem procesu tworzenia gry.

Niestetyż, wydaje się, że nieczęsto używa się ea z głową, unikając owych pułapek i pokus, stąd wczesny dostęp niebezpodstawnie cieszy się raczej złą sławą.

Cieszy, że Arma kreuje smakowite trendy na rynku gier, nawet pomimo mojego braku zainteresowania MP.

30.03.2017 23:05
<Rydygier>
20

Złudzenie. Myślę, że wynikające z traktowania bardzo licznej i niejednorodnej grupy jak jednego bytu. Kto się sparzy będzie raczej unikał gorąca, do tego nie trzeba geniusza. Chyba, że komuś nie przeszkadzają oparzenia. Natomiast nadal pozostaje mnóstwo takich, którzy jeszcze się nie sparzyli, a których portfele świerzbią.

A Hall... Cóż. Moda stworzył, doprowadził do stanu używalności i to na tyle, że nie tylko stał się przebojem Army 2, nie tylko, co bardzo rzadkie, okazał się takim sukcesem, że wyrósł z niego projekt samodzielnej gry, ale nawet znalazł sporo naśladowców i poniekąd wykreował trend. Trudno więc twierdzić, że Hall umie tylko zaczynać. Drastycznie mija się to z faktami. Już osiągnął więcej, niż większość. Widać jednak stworzenie samodzielnej gry od A do Z to inna para kaloszy, niż stworzenie moda, nawet rozbudowanego. Niejednego takie ambicje przerosły, mogły i jego. A jednak startuje z czymś nowym. Może wie, co robi, może się miota. Jego sprawa.

PS Myślę, że nawet, jeśli DayZ kiedyś w końcu doczeka się premiery, gracze do tego czasu stracą resztki zainteresowania. Ba. Może stracą zainteresowanie całą tematyką. Oby, nigdy nie lubiłem zombie ani nie kumałem fenomenu ich popularności.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-30 23:13:06
29.03.2017 20:57
<Rydygier>
20

Ulicę nazywane tymi draniami, pomniki, lekcje w szkołach, święta narodowe.

To inicjatywy odgórne. Mogłyby wskazywać, iż władze promują gloryfikację zbrodniarzy. Ale wymienione działania nie wskazują na powszechność kultu na Ukrainie. Jakim poparciem społecznym na Ukrainie cieszą się władze w ogólności a w tych działaniach w szczególności?

29.03.2017 20:48
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
20

nawet nie wpadli na pomyśl że na Ukrainie kult oun i upa jest powszechny

A jest powszechny?

29.03.2017 20:33
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
20

Myślę, że może. Po konkrety radzę się zwrócić do szczęśliwych i zawsze zaczynać od pytania, jak mianowicie rozumieją owo "szczęście" (a wpierw sam sobie na nie odpowiedz, byś rozumiał, o co pytasz).

27.03.2017 19:21
<Rydygier>
20

najgorsze jest to, że w przyszłych wyborach nie będzie na kogo głosować

Może będzie. Taki Kukiz jeszcze bezpłciowy, ale może się co urodzi z tego. Jeśli nie, no cóż, będzie zagwozdka, albo jak zwykle na PiS z braku laku, albo trzeba będzie samemu kandydować, czy co...

Według mnie co najgorsze w polskiej polityce i nastrojach wokół niej, to podejście do siebie wzajem jak na obrazku:

http://pre09.deviantart.net/0be1/th/pre/f/2015/194/7/b/dzien_sznura_by_kathiveill-d913lbh.png

25.03.2017 14:58
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Gdzie to tak się dzieje? Nigdy się nie spotkałem.

24.03.2017 14:01
<Rydygier>
20

Tak jest. Taka byłaby moja filozofia. Nie ogłaszać dedlajnów w ogóle, najlepiej nie chwalić się, że robię grę. Dopiero, gdy zrobiona. Oczywiście to punkt widzenia konsumenta. Dla producenta/wydawcy, przynajmniej krótkowzrocznie, najlepiej jest rozpocząć sprzedaż gdy tylko uzna, że "ludzie to łykną". Skuteczną dźwignią byłoby przestać łykać niedoróbki, ale wszelkie znaki w internetach skazują, że trend pochopnych/przedpremierowych zakupów nie zniknie.

Ale na dobrą sprawę nie wiem, ile w tym chciwości, a ile autentycznej, ekonomicznej konieczności. Na ile obecnie faktyczny koszt produkcji gry wymusza niezdrowy pośpiech i/lub takie, nie inne ceny. Ciekaw tego byłbym.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-24 14:02:52
24.03.2017 13:43
odpowiedz
<Rydygier>
20

Dyletanctwo autora listu polega na uznaniu wieloryba za grę komputerową (jasno na to wskazuje kontekst). Zasadniczo jednak, choć z głębi ignorancji wywiedzione, wnioski są co do zasady słuszne i mają zastosowanie zarówno w przypadku wieloryba jak i gier komputerowych.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-24 13:44:28
24.03.2017 13:38
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
20

Ano właśnie. Ludzie bez sensu jeżdżą po devach, jakby to od nich zależała data premiery, a z tego, co się mówi o procesie tworzenia gier wynika, że głównym wrogiem jakości wersji na premierę, naczelnym powodem premier przedwczesnych, stanowiących wszak obecnie plagę, nie jest brak umiejętności czy lenistwo/bezczelność devów, a wymuszany przez wydawców/finanse dziki pośpiech, zwłaszcza na ostatniej prostej, kiedy to devowie są zatyrani poza wszelkie granice byleby się wyrobić na narzucony dedlajn. TO jest chore, a obserwowane dziwa to skutek tej choroby i uprasza się w tę właśnie stronę kierować wektor pretensji o niedorobione i zabugowane premiery.

A gość wie o czym gada i najwyraźniej gada do sensu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-24 13:39:25
23.03.2017 22:04
odpowiedz
<Rydygier>
20

Moja teoria jest taka, że twórcy tych adaptacji nie rozumieją fenomenu i istoty gier, które kojarzą się im z płytką zabawą dla małolatów i osobników niedojrzałych. A że takowi łykną byle co, rzuca się owemu wyimaginowanemu, mylnie zdefiniowanemu targetowi pokraczne, niedowarzone ochłapy, denne nie tylko artystycznie, ale nawet rzemieślniczo.

Zauważmy, choćby na przykładzie wspomnianego Matriksa, że twórcy potrafią z gro-podobnej tematyki wycisnąć bardzo dobry film. Mam wrażenie, że to dopiero sam fakt, iż ma to być adaptacja gry zwodzi ich na manowce. Włącza im się głupie myślenie. Jakość ich dzieł poniekąd obnaża ich postrzegania gier i graczy. Pokrewnie - z tychże przyczyn być może ci dobrzy nie mają ochoty pochylać się nad tematem i uchodzi on za materiał dla trzecioligowców.

Do nie tak dawna podobnie było z fantasy. Chyba dopiero Władca Pierścienia a potem Gra o Tron uczyniły trwały wyłom pokazując za pomocą $ oraz statuetek, że da się, mnożna i warto potraktować tę konwencję poważnie.

No i fakt, scenariuszom gier jakościowo chyba jeszcze dalej od scenariuszy filmów niż scenariuszom filmów do porządnych powieści. Wyjątków mało. Studia developerskie, wydaje się, rzadko inwestują w porządną, pisarską kreację świata przedstawionego i historii. Żongluje się przeżutymi sztampami. W grze to zwykle uchodzi płazem, bo cieniznę artystyczną fabuły klajstruje interaktywność i miodność rozgrywki. Ale gdyby przyszło biernie oglądać wierną ekranizację czegoś takiego...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-23 22:07:53
23.03.2017 14:02
odpowiedz
<Rydygier>
20

16 lat już, a jaka żywotna - pogratulować.

W zasadzie rzadko miewam powód narzekać na optymalizację tej gry (norma, czyli 50-60 FPS zupełnie mi wystarcza, jedynie w miastach lubi spaść niżej, niestety). Wydaje się wręcz, że jak na produkcję tak wymagającą obliczeniowo (zwłaszcza od CPU) optymalizacja jest dość dobra, acz to wrażenie dyletanta. Gdy już uładzą 64-bit, będzie pewnie jeszcze trochę lepiej. Z drugiej strony bywa, że nowe patche czasowo psują coś, co działało. Ostatnio dla przykładu niektórych dotykał tzw. "3 FPS bug". Z trzeciej - pojawiają się features wycelowane w poprawę optymalizacji. O ile mission makerzy ich poprawnie używają, bo bardzo wiele właśnie zależy od twórcy scenariusza i używanych modów. Chyba mało który z narzekaczy to rozumie.

No, ale ja programowo ignoruję wszelkie przejawy MP, multi dla mnie nie istnieje praktycznie, a to tam przede wszystkim narzekają. I niezależnie od przyczyny (dupny serwer, dupne łącza, dupnie napisana misja, faktyczne braki optymalizacji...) lubią pomstować na BI. Ale i tak grają dalej.

Z innej beczki - jeśli Tanks DLC nie będą towarzyszyć fundamentalne zmiany w tym aspekcie AI, to będzie duże rozczarowanie. Status quo to jakiś smutny place holder. Jets DLC jest mi obojętne poza tą jedna nowinką, że ponoć powstaje we współpracy ze zwycięzcą MANW w kategorii addon (?), co jest interesujące. Orange DLC zaciekawia ale po tej garści nowinek już chyba nic ponadto. Ogólnie rozczarowuje mnie osobiście wyższy priorytet konsekwentnie dawany rozwojowi MP.

Ech, co by nie pisać i jak by nie marudzić, dla mnie Arma to wciąż i nadal arcygra oraz wszechsandboks.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-23 14:06:52