Forum

<Rydygier> ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

27.03.2017 19:21
-2
<Rydygier>
15

najgorsze jest to, że w przyszłych wyborach nie będzie na kogo głosować

Może będzie. Taki Kukiz jeszcze bezpłciowy, ale może się co urodzi z tego. Jeśli nie, no cóż, będzie zagwozdka, albo jak zwykle na PiS z braku laku, albo trzeba będzie samemu kandydować, czy co...

Według mnie co najgorsze w polskiej polityce i nastrojach wokół niej, to podejście do siebie wzajem jak na obrazku:

http://pre09.deviantart.net/0be1/th/pre/f/2015/194/7/b/dzien_sznura_by_kathiveill-d913lbh.png

25.03.2017 14:58
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Gdzie to tak się dzieje? Nigdy się nie spotkałem.

24.03.2017 14:01
<Rydygier>
15

Tak jest. Taka byłaby moja filozofia. Nie ogłaszać dedlajnów w ogóle, najlepiej nie chwalić się, że robię grę. Dopiero, gdy zrobiona. Oczywiście to punkt widzenia konsumenta. Dla producenta/wydawcy, przynajmniej krótkowzrocznie, najlepiej jest rozpocząć sprzedaż gdy tylko uzna, że "ludzie to łykną". Skuteczną dźwignią byłoby przestać łykać niedoróbki, ale wszelkie znaki w internetach skazują, że trend pochopnych/przedpremierowych zakupów nie zniknie.

Ale na dobrą sprawę nie wiem, ile w tym chciwości, a ile autentycznej, ekonomicznej konieczności. Na ile obecnie faktyczny koszt produkcji gry wymusza niezdrowy pośpiech i/lub takie, nie inne ceny. Ciekaw tego byłbym.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-24 14:02:52
24.03.2017 13:43
odpowiedz
<Rydygier>
15

Dyletanctwo autora listu polega na uznaniu wieloryba za grę komputerową (jasno na to wskazuje kontekst). Zasadniczo jednak, choć z głębi ignorancji wywiedzione, wnioski są co do zasady słuszne i mają zastosowanie zarówno w przypadku wieloryba jak i gier komputerowych.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-24 13:44:28
24.03.2017 13:38
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Ano właśnie. Ludzie bez sensu jeżdżą po devach, jakby to od nich zależała data premiery, a z tego, co się mówi o procesie tworzenia gier wynika, że głównym wrogiem jakości wersji na premierę, naczelnym powodem premier przedwczesnych, stanowiących wszak obecnie plagę, nie jest brak umiejętności czy lenistwo/bezczelność devów, a wymuszany przez wydawców/finanse dziki pośpiech, zwłaszcza na ostatniej prostej, kiedy to devowie są zatyrani poza wszelkie granice byleby się wyrobić na narzucony dedlajn. TO jest chore, a obserwowane dziwa to skutek tej choroby i uprasza się w tę właśnie stronę kierować wektor pretensji o niedorobione i zabugowane premiery.

A gość wie o czym gada i najwyraźniej gada do sensu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-24 13:39:25
23.03.2017 22:04
odpowiedz
<Rydygier>
15

Moja teoria jest taka, że twórcy tych adaptacji nie rozumieją fenomenu i istoty gier, które kojarzą się im z płytką zabawą dla małolatów i osobników niedojrzałych. A że takowi łykną byle co, rzuca się owemu wyimaginowanemu, mylnie zdefiniowanemu targetowi pokraczne, niedowarzone ochłapy, denne nie tylko artystycznie, ale nawet rzemieślniczo.

Zauważmy, choćby na przykładzie wspomnianego Matriksa, że twórcy potrafią z gro-podobnej tematyki wycisnąć bardzo dobry film. Mam wrażenie, że to dopiero sam fakt, iż ma to być adaptacja gry zwodzi ich na manowce. Włącza im się głupie myślenie. Jakość ich dzieł poniekąd obnaża ich postrzegania gier i graczy. Pokrewnie - z tychże przyczyn być może ci dobrzy nie mają ochoty pochylać się nad tematem i uchodzi on za materiał dla trzecioligowców.

Do nie tak dawna podobnie było z fantasy. Chyba dopiero Władca Pierścienia a potem Gra o Tron uczyniły trwały wyłom pokazując za pomocą $ oraz statuetek, że da się, mnożna i warto potraktować tę konwencję poważnie.

No i fakt, scenariuszom gier jakościowo chyba jeszcze dalej od scenariuszy filmów niż scenariuszom filmów do porządnych powieści. Wyjątków mało. Studia developerskie, wydaje się, rzadko inwestują w porządną, pisarską kreację świata przedstawionego i historii. Żongluje się przeżutymi sztampami. W grze to zwykle uchodzi płazem, bo cieniznę artystyczną fabuły klajstruje interaktywność i miodność rozgrywki. Ale gdyby przyszło biernie oglądać wierną ekranizację czegoś takiego...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-23 22:07:53
23.03.2017 14:02
odpowiedz
<Rydygier>
15

16 lat już, a jaka żywotna - pogratulować.

W zasadzie rzadko miewam powód narzekać na optymalizację tej gry (norma, czyli 50-60 FPS zupełnie mi wystarcza, jedynie w miastach lubi spaść niżej, niestety). Wydaje się wręcz, że jak na produkcję tak wymagającą obliczeniowo (zwłaszcza od CPU) optymalizacja jest dość dobra, acz to wrażenie dyletanta. Gdy już uładzą 64-bit, będzie pewnie jeszcze trochę lepiej. Z drugiej strony bywa, że nowe patche czasowo psują coś, co działało. Ostatnio dla przykładu niektórych dotykał tzw. "3 FPS bug". Z trzeciej - pojawiają się features wycelowane w poprawę optymalizacji. O ile mission makerzy ich poprawnie używają, bo bardzo wiele właśnie zależy od twórcy scenariusza i używanych modów. Chyba mało który z narzekaczy to rozumie.

No, ale ja programowo ignoruję wszelkie przejawy MP, multi dla mnie nie istnieje praktycznie, a to tam przede wszystkim narzekają. I niezależnie od przyczyny (dupny serwer, dupne łącza, dupnie napisana misja, faktyczne braki optymalizacji...) lubią pomstować na BI. Ale i tak grają dalej.

Z innej beczki - jeśli Tanks DLC nie będą towarzyszyć fundamentalne zmiany w tym aspekcie AI, to będzie duże rozczarowanie. Status quo to jakiś smutny place holder. Jets DLC jest mi obojętne poza tą jedna nowinką, że ponoć powstaje we współpracy ze zwycięzcą MANW w kategorii addon (?), co jest interesujące. Orange DLC zaciekawia ale po tej garści nowinek już chyba nic ponadto. Ogólnie rozczarowuje mnie osobiście wyższy priorytet konsekwentnie dawany rozwojowi MP.

Ech, co by nie pisać i jak by nie marudzić, dla mnie Arma to wciąż i nadal arcygra oraz wszechsandboks.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-23 14:06:52
22.03.2017 17:53
odpowiedz
<Rydygier>
15

Recenzja sama w sobie powinna być obiektywna.

Rolą recenzenta jest rozgraniczenie swoich odczuć

Halo, tu Ziemia.

Ani to możliwe ani słuszne. Słuszne jest natomiast brać na wzgląd czytając recenzję, że zawiera ona czyjś pogląd na dana grę, nie prawdę objawioną. Zdrowiej, spokojniej, mniej rozczarowań.

Też nikt nie potrzebuje "obiektywnej prawdy" na temat gry. Czytelnik potrzebuje zdecydować, czy gra będzie odpowiadać jego subiektywnym upodobaniom, nie jakimś nieznanym obiektywnym normom. Gracz sam jest subiektywny.

Mityczna prawda obiektywna, czy gra dobra/fajna/kiepska/zła nie istnieje, bo to, uwaga, zależy. Jednemu dobra, drugiemu niekoniecznie. Kwestia indywidualna.

Natomiast dobra recenzja poza nieuniknionymi subiektywnymi opiniami recenzenta powinna, uważam, zawierać fakty na temat gry. Dzięki temu, bazując na tych faktach, czytelnik może sobie wyrobić własną opinię, czy gra mu odpowiada a, jak się rzekło, na tym polega sens recenzji. Sama ocena to tylko wisienka na torcie. Decydować o zakupie na podstawie pojedynczej cyfry postawionej przez pojedynczego człowieka nie jest roztropnie.

21.03.2017 18:47
odpowiedz
<Rydygier>
15

1. Przyjrzyj się słupkom sondaży. Jak łatwo skaczą i w rytm czego. To da jakieś pojęcie o, że tak powiem, zbiorowej mentalności elektoratu. O ile wierzysz sondażom.

2. Onże elektorat woli głosować przeciw, nie za. Postawione pytanie jest więc jednocześnie cokolwiek chybione oraz wpisuje się w ten sam nurt - znacznie więcej widziałem w internetach kłótni o to, kogo nie wolno wybrać i kto jest najgorszy ze wszystkich niż o to, kto jest najlepszy i na kogo głosować warto. Jest to wymowne zarówno odnośnie elektoratu jak i "puli" z której wybiera. A ta pula też mówi o nim, bo kandydatów nie zrzucają z Marsa.

3. Jeśli świadek ubiegłych dwu kadencji stawia teraz takie pytanie, to znaczy że i tak nie sposób mu wytłumaczyć.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-21 18:49:01
20.03.2017 10:58
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15

Mhm. Dobra, wygląda, że teraz będę sobie siedział i kręcił młynka palcami, aż cena spadnie, może poniżej stówy, i wówczas się zobaczy.

19.03.2017 18:13
odpowiedz
<Rydygier>
15

Wartościowa inicjatywa. Jakie materiały w planach?

19.03.2017 10:26
<Rydygier>
15

Zakończenie jest moim zdaniem bardzo dobre, ale to przecież rzecz gustu. Inna sprawa, że nie wieńczy zbyt emocjonujących przeżyć, bo nie rozładowuje nagromadzonego napięcia emocjonalnego, gdyż tego napięcia mało się gromadzi i przez to finał może kogoś rozczarować. Uciętej fabuły ani wątków nie odnotowałem. Krótkie to, ale na ile kojarzę rozsądnie domknięte. Postać u mnie uzyskała maksymalny poziom pod koniec gry (powiedzmy jakieś 85%). Ale to nie ma większego znaczenia, bo nie rozwój postaci jest w tej grze źródłem satysfakcji.

Jako się rzekło - gra długa nie jest, więc nie sugeruj się zbytnio opiniami innych, tylko graj, jak długo gra sprawia Tobie osobiście radość/przyjemność. Gdy przestanie sprawiać - przestań grać.

Z ciekawości - jaka była ocena CDA (oraz plusy i minusy)?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-19 10:34:13
18.03.2017 22:40
odpowiedz
<Rydygier>
15

A jeszcze takie, zadziwiająco dziarskie:

Morning Dew - Gregorian

https://youtu.be/_VNfpFxO0LI

18.03.2017 22:34
odpowiedz
<Rydygier>
15

Kukuszka

Mój ulubiony cover (nie jedyny dobry, bardziej mi leży, niż oryginał):

https://youtu.be/iio41rPwX1w

Oryginał:

https://youtu.be/Ra0ozaE-oy0

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-18 22:35:26
18.03.2017 22:30
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Przykładowo:

Taniec Eleny - Michał Lorenc

https://youtu.be/SKk6Dn9gLic

Ucieczka z Tropiku - Marek Biliński

https://youtu.be/TA3KqN4F8Mg

Latarnik - Klincz

https://youtu.be/nu34zzTO79Y

Jest taki samotny dom - Budka Suflera

https://youtu.be/wT_ObQMSs3U

Nim wstanie dzień - Edmund Fetting

https://youtu.be/QtkLqbQU1WA

Powrócisz tu - Irena Santor

https://youtu.be/22XwwVrJAqA

Radość o poranku - Grupa I

https://youtu.be/qBxm6bhzAhI

Dni których nie znamy - Marek Grechuta

https://youtu.be/U4pCRdCOCZY

Obława - Jacek Kaczmarski

https://youtu.be/-38k_Jom2eg

Psalm stojących w kolejce - Krystyna Pronko

https://youtu.be/LSwJ87CBSfw

Szklana Pogoda - Lombard

https://youtu.be/SCrR7od_fck

Krakowski Spleen - Manaam

https://youtu.be/GQR23MupMrA

Kochać jak to łatwo powiedzieć - Piotr Szczepanik

https://youtu.be/0NIBAiIzRWM

Tam gdzie kres - Antonina Krzysztoń

https://youtu.be/_B_E_ywsJmE

Znów Wędrujemy - Grzegorz Turnau

https://youtu.be/_RQP_VXmDqE

Naprawdę nie dzieje się nic - Grzegorz Turnau

https://youtu.be/-qJkAosmEZM

Jestem twoim grzechem - Izabela Trojanowska

https://youtu.be/ZpmrlAlQJRs

Dźwignij się Grenado - Izabela Trojanowska

https://youtu.be/Gmk0j2g7hn8

Cyrk - Elektryczne Gitary (cover)

https://youtu.be/ZbG3F4M4cpg

Przewróciło się niech leży - Elektryczne Gitary

https://youtu.be/nzlDYKR5otM

Dzieci wybiegły - Elektryczne Gitary

https://youtu.be/aoZbM0fZ3bM

Gdy nie ma dzieci - Kult

https://youtu.be/I8NcELiIMHg

Maryna - Kukiz i Piersi

https://youtu.be/CwJZnv4nrKg

Chodź tu miła - Kukiz i Piersi

https://youtu.be/B4isZk7ij5Y

Wiedźmin - Grzegorz Ciechowski

https://youtu.be/666_D74wKG8

A gdzież moje kare konie - ludowa

https://youtu.be/gVehB6GZwyQ

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-18 23:13:26
17.03.2017 15:55
4
odpowiedz
<Rydygier>
15

Yhm. Czyli trzeba będzie odczekać parę lat, aż się upaczuje i spokornieje cenowo. A jeśli nadal będzie kiszka, to też dobrze - oszczędzę nieco kasy.

Te animacje są niepokojące takie. Klimat szaleństwa wprowadzają. Insanity Edition?

16.03.2017 20:42
<Rydygier>
15

Czemu nie? Sam piszesz - indie można zrobić jednoosobowo, za cenę chipsów i prądu. Zresztą, zawsze można spróbować się nauczyć czegoś więcej. Dyskutować można i bez tego, ale lepiej niezgodę na zastaną rzeczywistość przekuć w motywację do zmiany tej rzeczywistości. Tzn. jeśli faktycznie masz taką, jak to ująłeś, potrzebę serca, żeby zostało powiedziane coś ważnego o tych sprawach w formie gry.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-16 20:43:00
16.03.2017 18:32
<Rydygier>
15

medium musi co i rusz przekraczać granice, rozwijać się pod względem treści.

I to się wszakże dzieje. Ale naturalnym torem i własnym tempem. I nie zadzieje się szybciej, bo się powkurzasz w internetach. Wszystko w swoim czasie. Już lepiej sam stwórz poważną grę indie, skoro tak Cię to ciśnie, przekuj to ciśnienie, po co oglądać się na innych. Sam twórz trendy, o które wołasz na puszczy.

16.03.2017 17:49
3
odpowiedz
<Rydygier>
15

nijak nie da się wyjaśnić nieobecności

Da się (nawet musi, jeżeli każdy skutek ma swoją przyczynę).

Np. całkiem prosto: pewne rodzaje kontrowersji, odpowiednio wykorzystane, mogą przynieść marketingową korzyć. Inne to potencjalne źródło problemów, których żadne studio ani żaden wydawca sobie nie życzy. Zresztą sam sobie odpowiadasz:

Da się? Da, tylko wszyscy się * boją.

Ponadto coś mi się zdaje, że szersza niż marginalna obecność tego typu wątków, zwłaszcza w duchu autentyzmu, zepsułaby przyjemność z rozgrywki znacznie większej grupie odbiorców niż ta, której członkom rozgrywkę psuje brak odniesień do Holokaustu.

I powyższe chyba wskazuje, dlaczego, przynajmniej jak dotąd, gry i Holokaust nie idą w parze. Otóż nie bez przyczyny gra kojarzy się z rozrywką. Gry kupuje się z reguły dla rozrywki właśnie. Są wyjątki, które mogą nie znaczyć nic, a być może stanowią pierwsze przebłyski przyszłych trendów, które to zmienią. Co mianowicie zmienią? Ano to, że w powszechnej świadomości gry komputerowe nie uchodzą za poważne medium poważnej tematyki na równi z książką i filmem. A przecież i w literaturze i w kinematografii chodzą wokół tematu na paluszkach. Zbyt niewiele lat oddziela nas od tamtych zbrodni, by dało się mówić o nich lekko, z dystansu bez poczucia łamania jakiegoś decorum. Ludzkość wciąż jest straumatyzowana tą prawdą o sobie, choć to staje się kwestią poprawności i obyczaju, nie autentycznych emocji w miarę, jak umierają ci, którzy to widzieli. Nie dorosła też jeszcze z drugiej strony do poważniejszego spojrzenia na gry komputerowe. Nie powiedziałbym też że "gry chcą być czymś poważnym". Gry "chcą" być tym, co chcą kupować ludzie.

Tak zatem błędem jest zrównywać gry z książkami czy kinem. Paleta tematów tabu jest dla gier szersza. Jak na razie. Bo czy kiedyś nie było podobnie z filmami? Przyszłość pokaże, czy takie This War of Mine wskazuje przyszłe kierunki ekspansji gier jako czegoś więcej, niż źródła rozrywki. Na razie ten, kto chciałby "pograć sobie w Auschwitz" naraża się na etykietkę zwyrodnialca.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-16 17:50:07
16.03.2017 14:29
odpowiedz
<Rydygier>
15

Podoba mi się ta idea, ciekawe, jak wyjdzie. Chyba naście lat temu grałem w jakieś demko bardziej casualowego żeglarstwa i to w zasadzie wszystko.

A że mentalnie i geograficznie blisko mi do morza...

15.03.2017 23:31
4
odpowiedz
<Rydygier>
15

Ukrainizacja Polski

Tytuł pachnie Międzymorzem, tylko takim trochę na odwrót, niż by się chciało.

Mam silne podejrzenie, że Ukraińcy są zasadniczo wporzo, a ich władza stawiając im na piedestał antypolskich zbrodniarzy nie ma wcale ich poparcia en masse. Jeszcze, bo jeśli na przykład konsekwentnie będą indoktrynować w szkole kolejne pokolenia to się naturalnie może zmienić.

A że zajmują miejsca tych, którzy wybyli dla lepszych zarobków i życia na Zachód (w dodatku mocą zupełnie analogicznego mechanizmu i kierunku wektora migracji) - jest w tym pewna nie do końca uchwytna nuta przewrotnej sprawiedliwości. Natura nie znosi próżni, również natura społeczeństw. Człowiek woli tam, gdzie mu lepiej.

Polacy i Ukraińcy bywali już znacznie bliżej siebie, niż obecnie, całkiem długa nasza wspólna historia, nie skądinąd zresztą jej krwawe epizody, kto z kim długo przestaje, między takimi różnie bywa. Niegdysiejsza Rzeczpospolita to było coś - tygiel, miejsce spotkania wielu kultur i narodów. Potęga. Teraz Polacy są jako naród bardzo homogeniczni. Może stąd ten irracjonalny lęk niektórych, tak sprzeczny z dawnymi ideami.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-15 23:35:14
14.03.2017 20:58
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15

Miło, że wreszcie za otwarty świat wziął się ktoś, kto się bardziej zna na rzeczy niż "peleton" małpujący sam od siebie, więc kręcący się w kółko jak pochód z Wąchocka na rondzie. A ja to mam niefart - najlepszą grą w historii jest ta, w którą, jak tak patrzę, zagrać nie mam ochoty (i tak bym nie mógł, nie gram na konsolach), bo to zupełnie nie moja, no właśnie - bajka, chociem fan otwartych światów z głową robionych, dotąd głównie hipotetycznych.

Ale nie szkoduję sobie. Na moje oko to nadal żaden tam sandboks ostateczny, niemniej wreszcie jakieś studio wyniosło temat z sandboksowego, nomen omen, przedszkola, z poziomu rysowania szlaczków i stworzyło coś na poziomie, powiedzmy, podstawówki. Gameplayowo. Bo oprawa infantylna. Inni, jak zwykle, owczym pędem polecą za pachnącym kasą, sprawdzonym wzorem. I może ktoś kiedyś zaaplikuje miodogenne rozwiązania w grze, która będzie mi odpowiadać. Ale to, jak patrzę, kurczę wciąż zaledwie "podstawówka" w porównaniu z potencjałem drzemiącym w otwartych światach. Cóż. Krok za krokiem.

Aha. Gdy w drodze do zamierzonego celu coś odciąga moją uwagę, a potem następne coś i następne i... nie cieszy mnie to, a frustruje. Nie kocham takiej gry. Jakieś frenetyczne bieganie bez ładu i składu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-14 21:00:02
14.03.2017 18:04
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15

No proszę, akurat myślałem o Czarnej Kompanii (że pograłbym w takiego moda do Total Wara).

Podlinkowałbym wikipedię, ale to hasło jest tam moim zdaniem opracowane bardzo słabo, przynajmniej w polskiej wiki. Błędnie.

Granice nazwałbym bardzo płynną i subiektywną. Osobiście za fantasy w odmianie dark uważam to budujące klimat świata przedstawionego (i/lub fabuły?) o ponurej dominancie. Np. tam, gdzie jakkolwiek pojęte "siły zła" (zło) są przemożne, przytłaczające, panujące, przynajmniej doraźnie zwycięskie. Świat wyprany z nadziei. Świat złych ludzi, złych istot, złych intencji. Świat-pobojowisko przegranej/przegrywanej bitwy z Ciemnością, personifikowaną bądź, nawet lepiej, nie. Albo przynajmniej gdy narracja rysuje świat takimi barwami.

http://rpg.bestiariusz.pl/artykuly/1303/czym-jest-dark-fantasy

14.03.2017 12:44
1
<Rydygier>
15

Prawda. Zrobili wokół dubbingu taki szum, jakby to było przedsięwzięcie na dużą skalę. Ilość tekstu w grze też to sugerowała. Techland ma za to u mnie minusa. Za wprowadzanie w błąd, nie za ilość dubbingu, bo to nie od nich zależało. Za znikomą ilość dubbingu minusa ma gra.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-14 13:00:34
13.03.2017 15:39
odpowiedz
<Rydygier>
15

Zależy, czego kto w NMS szuka. Ja chyba jeszcze z 6 miechów poczekam, w końcu deklarowałem dać grze rok. Według mnie to, co zmieniają teraz, to są kwestie miłe, ale drugo- i trzeciorzędne, problemy i niewykorzystany potencjał NMS tkwią głębiej, w samym projekcie mechanizmów gry i sposobu rozgrywki.

13.03.2017 15:01
<Rydygier>
15

Nie wiem, nie robiłem sztucznych przestojów. To licznik Steama, więc można odliczyć czas wyjścia do kibla, spędzony w menu głównym, luknięcia do netu, gdy się gdzieś przyciąłem itp. Aha, czasem ładowałem parę razy jednego sejwa, by sprawdzić, jaki będzie skutek innej decyzji, ale to i tak nie tłumaczy tak dużej różnicy. Może wolniej czytam, albo po prostu - wolniej gram. :)

Licznik na sejwach pokazuje 44.38, to i tak dziwnie duża rozbieżność. Wedle rachuby sejwów ukończenie pierwszej części (czyli Klify - wszystkie znajdźki, miejscówki, wszystkie znalezione questy, przebębnione wszystkie konwersacje) to 20 godzin, na Steamie było 24.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-13 15:12:09
13.03.2017 13:30
odpowiedz
<Rydygier>
15

Potencjalnie ciekawe. Stylowe i klimatyczne. Acz przedstawienie akcji a la Banner Saga to nie moja czarka sake. Ciekawe, na czym będzie polegać realizm walki kataną i inspiracje Kurosawą.

12.03.2017 19:03
<Rydygier>
15

T2 już kilka razy widziałem, klasyka :)

Ano, miała być klasyka. :)

Pitch Black to naprawdę zacne SF, ale jak kto nie trawi aktora, po co się męczyć. Inna rzecz, że pasuje do tej roli nie gorzej, niż Arnie do roli Terminatora. Czyli pasuje jak ulał.

12.03.2017 19:01
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15

Tron (nie remake)

Człowiek Demolka

Ucieczka z Nowego Jorku

Mad Maxy

Robocop

Park Jurajski

Gwiezdne Wrota

Żołnierze Kosmosu (z lekka szmirowate ale to poniekąd pastisz propagandy, dopiero sequele to qpa)

12.03.2017 18:52
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Dla mnie stare to lata 60, 70-te. Sam widać jestem stary.

Terminator 2 - moim zdaniem najlepsza część cyklu, ma coś w sobie, czego inne, może poza T1, nie mają.

Pełnometrażowe Star Treki starej fali (nie te od JJ) - bez wątpienia klasyki.

Johnny Mnemonic - nieco niszowe, ale w sumie nazwałbym klasykiem cyberpunku.

Screamers, Total Recall - na motywach prozy Dicka.

2001: Odyseja Kosmiczna (i 2010).

Mroczne Miasto - chyba najbardziej klimatyczne SF, jakie widziałem (SF, ale noir).

Pitch Black - 2000 rok, ale może się załapie. Pierwsza i niewątpliwie najlepsza część serii o Riddicku - głębsza.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-12 18:52:52
12.03.2017 11:27
odpowiedz
<Rydygier>
15

Dyskusje w internecie są takie, jakie chcą prowadzić internauci.

Być może w czasach, gdy internet nie był tak łatwo i powszechnie dostępny, bardziej hermetyczny, "elitarny", ta trudność dostępu stanowiła pewne sito, odsiewała tych, którzy chcą łatwo, szybko, bez wysiłku umysłowego. Być może też człowiek bardziej się starał zrobić dobre wrażenie, jeszcze nie zadomowiony, nie czujący się swobodnie, bardziej u kogoś niż u siebie.

A teraz? Cóż. Na moje oko dominuje chyba używanie netu jako odgromnika z jednej strony ("bezkarnie się wyładuję na innych") a iluzorycznej szansy na chwilowe "zaistnienie" w uwadze innych z drugiej (i jako medium miałkiej paplaniny z trzeciej, co kiedyś uskuteczniano w realu). Jest to wszak obecnie tak łatwe, że prawie każdy może prawie w dowolnym momencie, w pracy, w tramwaju, w domu, w szkole, stawiając klocka... Spowszedniało i spowszechniało. Tym samym, z innej strony, internet stał się obiecującym polem wszelakiej maści manipulacji opinią itp. od prymitywnej trollerki po działalność mass mediów.

Dopóki są osoby chętne używać internetu do czegoś więcej, dopóty istnieją nisze i ostoje, gdzie w taki sposób się rozmawia. Wszędzie zresztą trafiają się przebłyski podobnych chęci, ale ponieważ internet jest teraz o wiele bardziej ludny i "zatłumiony", o wiele rzadziej trafia swój na swego. Te próby giną w Globalnym Harmidrze.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-12 11:44:19
11.03.2017 17:30
7
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
15
9.0

Ukończyłem w 57 godzin (starałem się ukończyć, co się dało i przeczytać wszystko, co było do przeczytania).

Gra pod wieloma względami wybitna, dla fana dobrego RPG w zasadzie pozycja obowiązkowa, acz nie bez wad. Jak by to opisać?

Feeria dziwów o bardzo dużym stężeniu treści. Barok. Co postać, to cudak jakowyś, co przedmiot to jakoś zaskakujący wihajster a jedyna schematyczność to ta właśnie, że wszystko tam musi być niezwykłe i niebywałe w jakiś sposób. Z każdą interaktywną postacią coś jest w jakiś dziwny sposób nie tak. Miejscami to aż śmieszy. Myślące konstrukty, manipulacje cudzymi wspomnieniami, jaźnie i wymiary, praktyczne egzemplifikacje filozoficznych rozkmin, gdybań i dziwnych koncepcji o życiu, poznaniu itd. obleczonych w ciało i synt... Można od tej obfitości "antysztampy" popaść w zachwyt, można docenić wyobraźnię autorów, można się w niej pogubić, można uznać za grubą przesadę, manieryzm i pretensjonalny, pseudofilozoficzny bełkot. We wszystkim jest trochę racji, pytanie, co komu pasuje i co komu przeszkadza. U mnie zdecydowanie dominują odczucia pozytywne. Nie umiem nie docenić oryginalności i wyobraźni.

Ale też i faktem wydaje się być, że niezwykłość jest tam paradoksalnie tak powszechna, że się dewaluuje, powszednieje, męczy nawet - co chwila coś domaga się uwagi, odciąga od aktualnych zamierzeń, kusi, rozprasza. Ja czasem miałem uczucie przesytu. Cóż, ta nadmiarowość to w sumie dość logiczna konsekwencja settingu, bardzo nośnego pod tym względem.

Możliwe działania, zadania i palety ich rozwiązań oraz konsekwencji sukcesów i porażek (!) również do schematycznych nie należą - hura.

Niewątpliwie gra jest godna szacunku z uwagi na bardzo rozległą i nieraz dogłębną interaktywność. Każdy obiekt czy osoba z własnym imieniem/nazwą to pretekst do kolejnej porcji zdań i akapitów, wyborów i czynności. Bardzo to erpegowe jak na ce-erpega. Ba, P: ToN wychodzi naprzeciw moim częstym żalom w kierunku wielu cRPGów, że mianowicie w rozmowach nieraz brakuje tej opcji, którą ja uznałbym za najlepszą. Tu jest ich na tyle sporo, że często znajdowałem coś przynajmniej zbliżonego do tego, co chciałem w danej sytuacji powiedzieć czy zrobić. Brawa za to. Czasem wszakże od przesytu treści wszystko zaczyna się zlewać w bełkotliwe blablabla, chce się zrobić przerwę, dawkować, przetrawić.

Tekstu jest zatrzęsienie, tak, jakby w P: T dodatkowo większość walk i sporą część eksploracji zamieniono na dialogi. Oznacza to nieco omyłek i wpadek, ale to do przełknięcia zwłaszcza, że przekład miejscami całkiem pomysłowy, podejrzewam, że raczej w ostatecznym rozrachunku może być ciut lepszy od oryginału. Zresztą podobieństwa z P: T są liczne i wielorakie. Od konstrukcji fabuły i rodzaju pomysłów, poprzez ową powszechną niezwykłość, wizualia, ale i muzykę (Morgan raz jeszcze, szkoda, że tym razem bez porywającej linii melodycznej). Fan P: Tormenta poczuje się pod wieloma względami jak w domu. Ba, jeśli poszuka, może nawet i spotka starego znajomego.

Dubbing jest dobry, ale jest go bardzo mało, Techland pojechał z tymi zajawkami. Taki Fronczewski mówi raptem interaktywny prolog i to wszystko. Oczywiście, gdyby wszystko było czytane, koszt produkcji były faraoniczny a efekt bardzo męczący niezależnie od kunsztu lektorskiego, ale przydałoby się znacznie więcej voice actingu.

Walki są rzadkie, a opcjonalnie bardzo rzadkie, swoista odwrotność Tyranny, i bardzo dobrze. Gdy walka się już trafi - jest zwykle przemyślana i w jakiś sposób zajmująca (choćby taktycznie), nie ma tu więc tak nie lubianego przeze mnie nużącego brnięcia przez kilometry monotonnych tuneli i lochów pełnych jakiegoś taśmowo produkowanego podłego ścierwa do ubicia i szmelcu za 5 miedziaków sztuka od tachania (loot to perełka sama w sobie a niektóre przedmioty naprawdę cieszą znalazcę/nabywcę/zdobywcę). System walki dobrze harmonizuje z całością - jest turowy, pozbawiony dynamizmu, stanowi ewidentnie dodatek, nie esencję gry. Mnie to odpowiada w zupełności.

Nie walka wszak wypełnia czas gry. Czas gry wypełnia czytanie tekstu i eksploracja, czyli szukanie nowych tekstowych interakcji. To jest podstawowa płaszczyzna rozgrywki i trzeba mieć tego świadomość przed zakupem. Kto szuka akcji i dynamicznych walk - niech szuka gdzie indziej.

Tekst czyta się zwykle wcale nieźle, nie męczyłem się, jak przy Tyranny, choć, jak wspomniałem, od nadmiaru czasem głowa boli i człek ma już dość tej nieraz jednak nieco na siłę oryginalnej prozy. Chyba najbardziej wciągające są tu swoiste interaktywne retrospekcje, gdy przeżywamy czyjeś wspomnienia.

Od strony graficznej/artystyczniej moim zdaniem jest zwykle OK lub wręcz świetnie, tu też miejscowo narzucają się skojarzenia z P: T, acz przykrym zgrzytem jest na moje oko toporne i mało gustowne GUI interfejsu.

W tym wszystkim nieco trudno o imersję. Z jednej strony zewsząd atakuje egzotyka obcości, z drugiej - choć towarzysze mają swoje dążenia i historie oraz wzajemne relacje i nie są z papieru, to też jakiegoś szału tu nie ma, a protagonista niejako z definicji jest mało określony, cokolwiek nijaki mydłek z twarzy podobny zupełnie do nikogo. Dopiero nasze wybory kształtują jego osobowość (reprezentowaną nawet wizualnie przez tzw. Nurty). Jego losami przejmowałem się, ale w stopniu mocno umiarkowanym, zaś najbardziej paradoksalnie tam, gdzie przeżywał cudze retrospekcje. Nie ściska jego los za gardło, choć teoretycznie mógłby. Może gdyby mniej epatowano wszelakimi wiankami na kiju a bardziej skupiono się na wiarygodnym oddaniu zmagań... Doceniam, podziwiam wręcz oryginalność, ale czasem miewałem wrażenie, że choćby w niektórych dialogach czy opisach lepszy efekt dałoby podejście prozaicznego autentyzmu, a nie ucieczki w obłoki psychodelicznych abstrakcji. Nieco zdawkowości zamiast detalicznego opisu. Pod tym względem trochę wydmuszka - niebywale wzorzysta, to fakt, niemniej stanowi pewien przerost odrealnionej ornamentyki nad fabularnym mięchem przeżyć i wydarzeń.

Od strony mechaniki - system pul siły, szybkości i intelektu wraz z parametrami towarzyszącymi nie generuje specjalnej ekscytacji, ale działa i dobrze się zazębia z interakcjami, fabułą czy walką. Jest nieco głębszy, niż się może wydawać z pozoru, ale chyba jednak nic specjalnego. To tutaj kwestia drugoplanowa. Wydaje mi się, że podobnie, albo i bardziej niż w P: T skupienie się na rozwoju cech intelektu i perswazji gwarantuje bogatszą paletę doznań i treści niż kształtowanie się na tępawą machinę do walki.

Jest to gra pod wieloma względami wybitna, choć nie każdemu strawna i nie bez ułomności czy dysproporcji. Jedna rada - zabierając się do gry lepiej nie nastawiać się na rodzaj rozgrywki, w którym liczy się zwłaszcza ilość zebranego ekspa a w centrum jest gromadzenie potęgi czy efektywność bojowa. Tutaj sednem jest nawigowanie pośród wątków, wczytywanie się w opisy, decyzje, eksploracja w poszukiwaniu kolejnych obiektów interakcji. To jest esencja rozgrywki. Zarządzanie umiejętnościami czy ekwipunkiem jest istotne, ale w znacznej mierze podporządkowane popychaniu wątku głównego do przodu oraz odkrywaniu historii i tajników odjechanego świata gry. Na marginesie - maksymalny poziom postaci to 4, to wbrew pozorom wystarczy zwłaszcza, że poziomy są podzielone na 4 podpoziomy każdy, ale warto od początku starannie inwestować punkty cech itp.

Wątek pozostawia wrażenie krótkości, ale nie niekompletności (znowuż w odróżnieniu od Tyranny). Po prostu starannie opowiedziana historia jest dość krótka i nie przedłużana na siłę, choć bogata w epizodyczne dygresje. Szkoda, że trochę zdominowana przez głównego "bohatera" gry - niezwykłość świata przedstawionego. Zakończenie za to jest soczyste, wielowariantowe, satysfakcjonujące i niedosytu nie pozostawia zwłaszcza, że w epilogu dowiadujemy się, jakie piętno nasze działania odcisnęły na świecie (zresztą i podczas gry doświadczamy wcale znaczących skutków naszych decyzji).

Grę oceniam na 9 (wycena - (9^2)X2 = 162 PLN), odejmując punkt za jednak pewną krótkość, relatywną bladość fabuły/rysu charakterologicznego protagonisty i towarzyszy, znikomą ilość voice-actingu, brzydkawe GUI, sporadyczne wpadki w tłumaczeniu/omyłki. Szkoda też, że się twórcy nie powstrzymali i wcisnęli w postaci jednego z towarzyszy porcyjkę homo-gender agitki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-12 08:17:50
11.03.2017 13:15
3
odpowiedz
<Rydygier>
15

Są tacy, którym za 10k "trudno wyżyć", a są i tacy, którzy są gotowi/zmuszeni zatyrać się za 10% tego. Witamy w Polsce.

Czy więc to jest normalne zachowanie, że ktoś gardzi 6000? Tak, w sensie: spotykane wśród tzw. elit, od których oderwała się rzeczywistość.

11.03.2017 12:50
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Akurat trwa sobie weekendowa wyprzedaż gier Slitherine na Steamie. Coś wartego szczególnej uwagi? Np. Command: Modern Air / Naval Operations WOTY za 25 euro. Coś jakby współczesny Harpoon, ale narzekają, że niedorobiony i trudno grać przez interfejs, który nie tylko toporny, ale i niewygodny.

11.03.2017 12:31
10.03.2017 15:02
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15

Cena Dracogena

Istnieje trzecia metoda zdobycia Rdzenia Nawigacyjnego. Najlepsza, bo bez przemocy i bez kradzieży za to z bardzo ciekawym wynikiem "obocznym". Jest też bardziej skomplikowana, bo wymaga wpierw odnalezienia pewnego przedmiotu związanego z laskarami.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-10 15:02:50
09.03.2017 13:44
odpowiedz
<Rydygier>
15

Fajno. Trzeba będzie oblukać te ostrzejsze tekstury, bo rozmyta grafika mocno mi przeszkadza.

Ciekaw jestem, czy się kiedyś pochylą nad ekosystemami. Gdy ostatnio sprawdzałem, "ekosystem" oznaczał, że gdzie nie pójdę, w małym promieniu, często na bezczela, bez żenady, na moich oczach, było spawnowane stadko gruchających hybryd, które chaotycznie se biegają, a za głębię odwzorowania robi to, że nad wodą było ich więcej (cały tłumek) zaś drapieżcy gonili i zabijali inne stwory. No i to, że niektóre gatunki trudno znaleźć. Słowem - totalny placeholder.

I nad zróżnicowaniem generowanych form życia i terenu też mogliby się pochylić.

Swego czasu pisałem, że gra została wydana o rok za wcześnie i że to powinien być early access. Ciekaw jestem, jaki będzie stan NMS w rocznicę "premiery".

08.03.2017 11:12
odpowiedz
<Rydygier>
15

Ostatnio nie raz mnie zadziwiło, na ekranizacje jakich gier holyłudzianie decydują się wywalać miliony (a na ekranizacje jakich - nie).

07.03.2017 16:01
2
odpowiedz
<Rydygier>
15

No bez jaj.

07.03.2017 14:20
07.03.2017 13:58
<Rydygier>
15

Lubiłem też obecną w pewnym okresie bodaj czwartkową, wielce specyficzną "mieszankę firmową": Star Trek: NG (czad), Od Kapitału do kapitału (chyba taka pogadanka edukująca Polaków odnośnie kapitalizmu), a na deser - bałwanek Bouli. Zdaje się w tej kolejności, ale mogłem coś pomieszać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-07 13:59:14
07.03.2017 12:52
1
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Oglądać nie oglądam, najwcześniejsze, jakie pamiętam to będzie chyba okienko Pankracego. A ulubione? Hm.

Sąsiedzi (hicior), animowany Batman, Był(o) Sobie... (wstawić, co), He-Man (na potęgę Posępnego Czerepu itd.), Muminki (kreskówka, nie kukiełkowe), Tajemnicze Złote Miasta, Smurfy, Gumisie...

Jak oraz rzeczy typu Kacze Opowieści, Looney Tunes itp. W ogóle wonczas "wieczorynki" dłuższe, niż 10 minut były tylko w niedzielę. Czekało się jak na zbawienie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-07 13:55:01
07.03.2017 08:47
odpowiedz
<Rydygier>
15

To może niejako autopolemicznie, ciągnąc temat AI w strategiach wojennych. Zwykle się narzeka na marne AI, a chlubne wyjątki są wyjątkami właśnie. Pytanie: co zatem konkretnie winno cechować AI w grze strategicznej, by nie dała powodów do narzekań, a by była chwalona?

Na poziomie ogólnym można by powiedzieć, że chodziłoby o AI, która dawałaby złudzenie walki z choć przeciętnie kumatym ludzkim umysłem. W przełożeniu na konkret wymieniłbym tutaj:

- unikanie dziwacznych, demaskujących AI jako "A", błędów/zachowań;
- umiejętność zaskakiwania/nieprzewidywalności - gdy AI reaguje przewidywalnie, jak pies Pawłowa, można ją łatwo rozgrywać;
- poniekąd w napięciu/opozycji do powyższego rozsądna adaptacja prawideł sztuki wojennej do sytuacji pola walki;
- wreszcie, mi osobiście bliskie, emulowanie "osobowości" dowódcy. Zatem nie chodzi o goły, beznamiętny automat do zwyciężania, lecz by na tę warstwę efektywności nałożony był "filtr" zachowań ludzkich. Mowa zarówno o AI dowódczym, jak i AI żołnierzy. Morale, działanie pod wpływem emocji, impulsywność, improwizacja, omyłki, a nawet tępota.

Zgadza się? Coś jeszcze?

Tutaj postawiłbym krytykom AI trzy pytania jako pomoc w analizie:

1. Czy aby na pewno AI jest marna, czy też rytualnie ją za takową uważam? Co mianowicie powinna robić inaczej?
2. Czy to, co mi przeszkadza w działaniach AI wynika z jej własnej durnowatości/prymitywizmu, czy też może w danych warunkach, przy danym projekcie misji lub rozgrywki nic więcej/inaczej zrobić się nie da?
3. Czy jestem w stanie odróżnić wynik obliczeń jakowychś wymyślnych, złożonych algorytmów mających emulować ludzką omylność od prostactwa zachowań?

Powiedzmy przykładowo widzimy, że AI wali na nas frontalnym atakiem (taktyka "urra!"). Jakie mogą być przyczyny?

1. AI faktycznie jest prostacka i nic więcej nie potrafi;
2. AI nic więcej nie robi, bo w danych okolicznościach nic więcej robić nie może (wąska mapa, rozkaz ataku, no cóż - może to wina designu gry, który nie daje pola manewru, szansy na złożone zachowania, wymusza prostactwo);
3. AI nic więcej nie robi, bo nic więcej nie powinna robić - dziwnym trafem prostacka taktyka jest w danej sytuacji najlepsza;
4. AI robi, co robi, bo tak wynika z emulacji osobowości i/lub doktryny dowódcy.

Pytanie też, co zamiast tego, co robi robić powinna? Są pewne fundamentalia sztuki wojny: wiązanie sił, flankowanie, ekonomia sił, inicjatywa, zaskoczenie... Syntetyczna ocena sytuacji na polu walki pozwalająca dobrać do niej adekwatne wobec danych zadań zachowanie to sztuka algorytmiki sama w sobie.

A może zwykle chodzi po prostu o to, że robi coś, czego robić ewidentnie nie powinna (kazus bezprzytomnego "nacierania" wozem dowodzenia), czyli o fundamentalne, szkolne i ewidentne błędy/przeoczenia stanowiące normę.

Słowem, narzekać na braki AI to jedno, zaproponować konkretnie coś lepszego - to już większe wyzwanie, które z jednej strony może nauczyć nas nieco pokory, ale z drugiej - nie powinno onieśmielać, bo wyzwanie jest ciekawe, ale chyba jednak nie zbyt trudne, chyba jednak do devowie nie poświęcają tematowi tyle kreatywnego namysłu i czasu, ile by mogli.

A co z możliwością adaptacji i uczenia się? Dynamicznego dostosowywania własnej taktyki do taktyki gracza? Jakaś implementacja sieci neuronowej?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-07 08:55:30
06.03.2017 23:43
odpowiedz
<Rydygier>
15

Ponad 20 lat temu raz jeden piłem taką wodę mineralną, z butelki, nie pamiętam osadu. Smakowała klamką jakby. Oczywista nie mam pojęcia, jak się nazywała.

Pytać wujka gugla, coś tam zwraca.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-06 23:45:35
06.03.2017 08:15
<Rydygier>
15

Na listę oczekiwanych dołączyło właśnie Steel Division: Normandy 44 od Eugen Systems i Paradoxu, Ci deweloperzy maja talent i świetny silnik graficzny, liczę na sukces na miarę serii Wargame.

A jak oceniasz AI w serii Wargame? Znane mi opinie, w tym moja, są takie, że AI tam mocno prostackie - ot, walą do przodu. Dla mnie, zatwardziałego "singla", to właśnie dobre (co w istocie oznacza "przynajmniej mierne", bo lepsze to rzadkość) AI stanowi w dużej mierze o tym, czy strategia udana, czy nie. Zresztą ten sam aspekt stanowi mój główny zarzut wobec Steel Panthers (co bywało wspierane przez "wąskie" mapy, sztucznie ograniczające swobodę manewru). Aha, "dobre" nie tyle oznacza "bezbłędne", co możliwie "ludzkie", na ile możliwe odwzorowujące człowieka-dowódcę i człowieka-żołnierza.

W dodatku... Normandia '44? Ileż można.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-06 08:16:16
05.03.2017 20:50
odpowiedz
<Rydygier>
15

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sp%C3%B3%C5%82g%C5%82oska_p%C3%B3%C5%82otwarta_boczna_dzi%C4%85s%C5%82owa_welaryzowana

"W Polsce podobna spółgłoska półotwarta boczna zębowa welaryzowana jest potocznie nazywana ł aktorskim, scenicznym, szlacheckim lub kresowym."

Wyuczona maniera jeszcze sprzed wojny. Widać kresowa wymowa uchodziła za wzorcową w szkołach aktorskich itp. To samo masz w przedwojennych lub wczesno-powojennych filmach i szlagierach.

Przykłady dziwnego eł:

https://youtu.be/2xlKRtF9FkE
https://youtu.be/FSKvi5sB1Po
https://youtu.be/me1-8p6TegY
https://youtu.be/IwSwcSh1F2M

niemenowskie eł:

https://youtu.be/wTjLZwpmufw

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-05 21:01:18
04.03.2017 23:33
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15

Poczytaj księgę Koheleta. Podobny klimat.

Spoko, do śmierci zapewne dożyjesz, byle jak najlepiej. Uczciwie szukaj prawdy, szanuj sumienie, służ innym swoimi talentami, nie przejmuj się zbytnio światem pełnym głupoty, przede wszystkim sam jej unikaj, gdy upadniesz - wstawaj. Na tym padole bywa licho, ale to tylko preludium, ważniejsze, co potem, to zresztą determinuje sens i właściwy kształt tego, co przedtem i czym jest faktyczny sukces.

Memento mori i do przodu - Bóg nie opuszcza.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-04 23:34:00
03.03.2017 14:29
<Rydygier>
15

Ano, za to ich capli. A dokładnie ponoć łazili, gdzie nie trzeba z aparatem i cykali (mniej oficjalnymi kanałami - chyba faktycznie wykazali się tu lekkomyślnością). Być może też faktycznie bardziej z tego powodu, niż urojonej szkody dla renomy turystycznej, grecki rząd krzywo patrzył na grę. Różnie pisano o tym.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-03 14:30:13
03.03.2017 12:38
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Zaczynałem od turówek. A dokładnie od Steel Panthers 2. I do ostatnich odsłon serii czasem jeszcze nostalgia mnie zagania, ale po prawdzie na krótko, bardzo bym chciał, żeby powstał współczesny, ulepszony remake, gdzieś tu nawet kiedyś wątek o tym zakładałem. Potem było zbyt wiele strategii, by je wyliczyć czy nawet spamiętać, na dziś mam zainstalowane i cenię:

1. Steel Panthers WW2;
2. Norm Koger's The Operational Art of War 3;
3. Combat Mission: Black Sea;
4. Graviteam Tactics: Mius-Front (od jesieni, jeszcze nie grałem na poważnie);
5. Hearts of Iron IV;
6. Stellaris;
7. Europa Universalis 4;
8. Crusader Kings 2 (nie wiem, na ile to strategia, bardziej dynastyczna opera mydlana);
9. Cities: Skylines;
10. Empire: Total War;
11. Total War: Rome 2;
12. Total War: Shogun 2;
13. Total War: Warhammer;
14. Wargame: Red Dragon;
15. Civilization 5;
16. Endless Legend;

Jest też na dysku kilka takich, w które nie bardzo mam już/jeszcze ochotę grać. Z kolei z nieposiadanych już na myśli przychodzą najcieplej wspominane: Original War, Jagged Alliance 2, starsze total wary...

Zaczynałem od tradycyjnych planszówek Dragona tak w ogóle. I nadal darzę dużym sentymentem gry typu "żetonem po heksach".

Gdzieś tam po głowie plącze się nawet projekt gry własnej, też tradycyjnej, nie komputerowej, ale dopiero surowa mechanika jest w fazie powolnych testów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-03 17:50:21
03.03.2017 12:15
<Rydygier>
15

Dwóch ich byli zamknęli, ale już dawno wypuścili. Jeszcze chyba przed premierą Army 3, ale nie pamiętam na pewno.

EDIT: http://www.gry-online.pl/S013.asp?ID=74065

Za kaucją. Ale pytanie czy była rozprawa i jaki wyrok, nie kojarzę żadnego niusa o tym. Może wyciszono.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-03 12:20:48
03.03.2017 11:19
4
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Podobnie Grecji nie podobała się Arma 3. W tle - chyba się obawiano o niekorzystny wpływ na turystykę. Głupio. Zresztą, niektórzy specjalnie pojechali na Lemnos, żeby własną gałą rzucić i własną stopą stąpnąć na "Altis".

Hm. Czulibyśmy się skrzywdzeni, gdyby akcję jakieś gry osadzono w ponurymi barwami odmalowanej, ogarniętej np. wojennym chaosem współczesnej Polsce? Ja tam nie, skoro to fikcja, nie fałszujący rzeczywistość "dokument".

Zasadniczo mam nadzieję, że odeślą boliwijski rząd z kwitkiem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-03 11:20:33
03.03.2017 11:04
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15
03.03.2017 08:25
<Rydygier>
15

To fakt, zabijanie fauny jedynie dla sportu/przyjemności niezbyt OK, acz nie dlatego, że zwierzątka takie słitaśne, jak niektórzy zdają się myśleć. Tym bardziej nie w porządku, jeśli w imię tak, czy inaczej racjonalizowanego dawania upustu swoim łowieckim instynktom ryzykuje się postrzały ludzi.

Dlatego lepiej dla sportu "strzelać" do pikseli.

Natomiast nazywać myśliwych najgorszymi bydlakami pod słońcem (w obronie bydlątek notebene) a myślistwo porównywać do gwałtu też nie jest w porządku nawet, jeśli coś tam się na rzeczy widziało. Domniemywam, że nader różni się zdarzają wśród tej braci.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-03 08:26:41
03.03.2017 08:06
2
<Rydygier>
15

:) Ej, ludzie, ludziska...

Mordowanie zwierząt (c**j z tym czy pixelowych czy prawdziwych) nie jest okej.

Czemu nie okej? Strach się bać, co musisz sądzić o grach, gdzie "ludzi" się "morduje", weganinie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-03 08:30:44
02.03.2017 08:08
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Pograłem, krótko na razie. Kurczę, wciąga. Zdecydowanie nie każdemu taki typ rozgrywki się spodoba, ale ja odnajduję w tym wiele z tego, co lubię: dbałość o wizualny i gameplayowy autentyzm (ten drugi na mój gust dobrze zbalansowany z rozrywką, nie ma nadmiernego hardkoru chyba), cierpliwość i zastanowienie zamiast frenetycznej bieganiny i pośpiechu, całkiem głęboką imersję. Las jest cudny, bardzo przekonujący, oczywista mógł być jeszcze lepszy. Upolowanie zwierza nie jest łatwe, wymaga czasu, cierpliwości, czujności i nieco pomyślunku więc gdy się uda, daje dużą satysfakcję. Póki co nie widziałem żadnego buga, no, ale to się dopiero okaże, bo z pewnością zamierzam pograć więcej, by się przekonać, czy pierwsze wrażenie się utrzyma.

To pisałem ja, niefan gier myśliwskich.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-02 08:09:07
01.03.2017 21:34
-1
odpowiedz
<Rydygier>
15

To raczej konsekwencja takiej, nie innej polityki generującej owe "getta" niż jakiegoś wrodzonego kapitulanctwa. W bezkompromisowej odpowiedzi pewnie znów będą ostentacyjnie pić tym więcej szampana na przekór.

01.03.2017 21:20
1
<Rydygier>
15

No, ja właśnie zdecydowałem osobno, więc nie wiem, czemu nie mam mieć racji. :) Spoko, mówię półżartem i o swoim osobistym wrażeniu. A jest ono ogólnie takie. Na mojego nosa ceny wielu gadżetów i podzespołów elektronicznych są księżycowe w porównaniu z moją subiektywną oceną ich realnej wartości/życiowej przydatności, jakości itd. Jak to z wrażeniami, trudno o dokładność. Najnowsza karta graficzna kosztuje tyle, ile nie najgorszy PC. Ja bym pewnie dał za taką tysiaka, może 1200 maks, a i tak uważałbym, że słono przepłacam, czyli różnica wielka między moim oczekiwaniem a realiami rynku. Ciekaw byłbym, jakie są marże na tych ustrojstwach.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 21:20:30
01.03.2017 15:50
-1
<Rydygier>
15

Przeświadczenie nie powinno dotyczyć zjawisk objetych dzialaniem przedmiotów ścisłych, bo samo słowo "przeświadczenie" ukrywa w sobie możliwą fałszywość twierdzenia, podczas gdy zjawiska przyrodnicze są aprioryczne, a więc z założenia są niefalsyfikowalne, bo są już dawno udowodnione i nie ma co nad nimi gdybać.

Jako, że przedmiotem polemiki jest nieosiągalność pewności poznania ludzkiego w sensie ścisłym nie mogę zaakceptować argumentu tak nieścisłego. Inaczej pisząc - twierdzisz, że dane zjawisko może być przez człowieka uznane za pewne w sposób ścisły, ponieważ zostało udowodnione.

Tymczasem ów dowód jak i sam przebieg dowodzenia musiał być w całości, pośrednio lub bezpośrednio postrzegany za pomocą aparatu poznawczego człowieka. Taki dowód dawałby więc ściśle pojętą pewność jedynie, gdyby ów aparat poznawczy obserwatora dowodu dawał taką pewność, a jej brak jest przedmiotem sporu.

Zatem teza jest tutaj wykazywana za pomocą niej samej. Błąd logiczny.

A może człowiek żył w Matriksie i wszystkie zjawiska oraz ich dowody odbywały się w obrębie symulacji i nie były rzeczywiste? A może solipsyści mają rację i całą symulację wszystkiego wygenerował sam umysł? To jedynie te najbardziej skrajne/odjechane możliwości, dobrze jednak, bo wyraziście ilustrujące, o co biega.

wiara w 2+2=4 nie musi koniecznie obowiązywac w każdym miejscu we wszechświecie (czego ja również nie mogę wykluczyć, ale spoglądam z perspektywy "tu i teraz", nie zaś z perspektywy "może")

Ano sam widzisz. Zrozumiałe, że tak spoglądasz, bo zdrowy na umyśle człek w życiu swoim operuje w obrębie pewności rozumianej co najwyżej potocznie, by móc jakoś funkcjonować, co mu zresztą zazwyczaj w zupełności wystarcza. Tu "pewne" oznacza "na tyle pewne, na ile człowiek może być czegokolwiek pewien". W sensie ścisłym człowiek znajduje się w stanie permanentnej niepewności poznawczej i o niej tu mowa, nie należy więc polemizować z tym z perspektywy "pewności potocznej" (nibypewności), bo to nie na temat. Uznawać za fałszywe twierdzenie o nieosiągalności pewności w sensie ścisłym z powodu istnienia pewności potocznej to znów błąd logiczny... Oczywiście jednak i sama logika podlega tej samej niepewności. :)

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 15:52:07
01.03.2017 15:00
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Z kartami graficznymi i ich cenami jest tak, że tanieją do sensownego poziomu gdy już są przestarzałe i nie warto ich kupować. Tzn. w efekcie w żadnym momencie nie są warte swojej ceny.

01.03.2017 14:13
-1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Arma 3 za 15$? Brałbym bez wahania, tyle, że już mam, i ponad 2800 godzin na liczniku nabite. Polecam, acz gra nie dla każdego.

01.03.2017 14:02
-1
<Rydygier>
15

Matematyka wciąż się zgadza, to on nie ma racji.

Nic sprzecznego z tym nie twierdzę. Ba. O to właśnie mi chodzi. Immanentny brak pewności poznania ludzkiego wynika z uzależnienia tego poznania od aparatu poznawczego, nie zaś z uzależnienia przedmiotu poznania od aparatu poznawczego (no, tu można by wskazać na sytuacje, gdzie akt obserwacji zmienia przedmiot obserwacji, ale to co innego). Całość Twojej wypowiedzi polemizuje z tezą, której nie stawiam. Zresztą niepotrzebnie ograniczasz się do matematyki. To samo, o czym piszesz, tyczy się w znakomitej większości również fizyki, chemii etc.

Wiara ma to do siebie, że da się ją interpretować na wiele sposobów.

Przez wiarę tutaj rozumiem przeświadczenie o prawdziwości czegoś. Ty chyba piszesz o czymś innym.

BTW - nie ma ściśle pojętej pewności ani sposobu dowiedzenia ponad wszelką wątpliwość, że matematyka jest zawsze i wszędzie niezmienna. To kolejne założenie a priori, zasadniczo w większości zastosowań akceptowane, i słusznie, skoro uchodzi za wysoce prawdopodobne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 14:08:56
01.03.2017 13:47
-1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Najbardziej, acz ostatnio z każdym newsem coraz mniej, czekam na ME: A.

01.03.2017 13:36
-4
<Rydygier>
15

Rydgier -> Matematyka nie podlega wierze ani zmysłom, po prostu jest. Nie wymaga żadnego organoleptycznego poznania, jak fizyka czy chemia.

Wymaga obróbki rozumem, podobnie jak stosowana w dyskusjach logika zresztą. Nadal więc wymaga wiary, że rozum podaje nam prawdę na jej temat. Nie zawsze tak jest, o czym świadczy każda jedna pała z matmy. Aparat poznawczy człowieka w uproszczeniu składa się ze zmysłów i rozumu. Bez tego człowiek własnym sumptem nie pozna niczego.

Wszystko, co jest, jest po prostu, niezależnie od tego, czy jest poznawane, również fizyka i chemia. Tak, to zdanie to założenie a priori.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 13:38:33
01.03.2017 13:17
-2
<Rydygier>
15

Jak wiara, to nie pewność.

W sensie ogólnym wszystko jest wiarą lub wnioskiem z jakieś wiary wypływającym. Choćby wiara w to, że zmysły trafnie podają nam prawdę, i/lub rozum trafnie ją rozpoznaje/interpretuje jest wymagana, by uskutecznić jakąkolwiek aktywność poznawczą.

Mamy pewność w sensie ścisłym, zasadniczo nieosiągalną człowiekowi z uwagi na powyższe, oraz pewność w sensie potocznym. Zakładam, że rozmawiamy tu o pewności rozumianej potocznie, znaczy akceptującej powyższe zastrzeżenie.

Wiarą niezachwianą można by nazwać tę, w imię której człowiek godzi się oddać życie tam, gdzie owa wiara dyktuje taką postawę jako zasadną. Ogólnie miarą stopnia pewności przekonań (nie ich słuszności) jest, na ile człowiek według nich faktycznie postępuje/żyje.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 13:26:05
01.03.2017 13:00
-1
<Rydygier>
15

Pewność co do prawdziwości swojego światopoglądu nie musi oznaczać patrzenia z góry na innych - często zależy to od specyfiki owego światopoglądu. Jest za to ta pewność logiczną konsekwencją poważnego traktowania swojej wiary. Na ile dana wiara jest istotnie pewna i niezachwiana.

01.03.2017 12:48
-8
<Rydygier>
15

Mylnego przeświadczenia o braku perspektywy życia wiecznego w Niebie - zbawienia. To nie tylko odziera egzystencję ze świadomości jej jedynego autentycznego sensu/celu, ale też powoduje, że czasem podejmują oni w życiu, na bazie swojej wiary logicznych, ale w istocie błędnych, rodzących zło wyborów. I z pozycji swojej wiary nie mogą tego dostrzec. To, jak i odcięcie od sakramentów itp. pomocy niebywale utrudnia osiągnięcie celu ludzkiego życia, bo wszak zbawienie jedynie w tym, o którym wierzą, że nie istnieje, a który w istocie nie tylko istnieje, ale w każdej jednej sekundzie podtrzymuje istnienie tak ich, jak i wszystkiego, co stworzył. Przykro widzieć bliźnich pogrążonych w czymś takim. W istocie ich położenie jest tragiczne, acz wcale nie beznadziejne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 12:49:34
01.03.2017 12:28
-3
odpowiedz
17 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Ateizm jest w istocie bardzo trudną wiarą. Stąd być może deklarują ją głównie młodzi, którzy jeszcze nie dostrzegli tego faktu widząc w ateizmie jedynie ponętny pretekst do buntu contra "zastanym wartościom", stanowiącego naturalny etap psychicznego dorastania. Łatwiej już chyba o dorosłego agnostyka, zgaduję. Antyklerykał to jeszcze insza inszość. A satanista - jeszcze inna.

Ich zachowania i wypowiedzi mogą być zarówno irytujące, komiczne jak i krzywdzące, ale zasadniczo są to ludzie godni współczucia i pożałowania, nie szyderstwa, co by nie mówili.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 12:29:39
01.03.2017 12:12
-1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Jestem ciekaw waszych obserwacji, ja dziś rozczarowałem się już dziesiątą z gatunku "jestem bardzo wierzący"

Możesz konkretnie wymienić te 10 rozczarowań - czego dotyczyły? Nie każde rozczarowanie czy przykrość to faktyczna krzywda.

Tymczasem te osoby, które w jakiś sposób mnie oszukiwały, raniły, z którymi miałem problem itd. to zawsze były osoby, dla których na przykład niedzielna msza jest świętością.

Zawsze? Na pewno? Nikt inny nigdy nie rozczarował?

I dlaczego konkretnie akurat p. Cejrowski robi za model?

Chciałbym tymi pytaniami rozstrzygnąć, na ile to kwestia faktów, a na ile ich postrzegania.

Co do niektórych wypowiedzi - nie podoba mi się, gdy ktoś rości sobie prawo do osądu innej osoby (nie czynu, a osoby właśnie), gdy ktoś, mylnie wszak, uważa, iż posiadł wgląd w czyjeś sumienie i poznał, jakie kto miał intencje i co go motywuje. Bezwstydnie generalizuje, szufladkuje, daje się ponieść uprzedzeniom. W dodatku publicznie. To też jest krzywdzące i złe. Jest taka niegłupia przypowieść o belce w oku.

Uporządkujmy nieco.

Głęboka wiara i intensywna religijność to osobne kwestie. Jeśli zachodzi pierwsze, jest i drugie, ale drugie nie implikuje pierwszego. Bycie katolikiem nie implikuje ani bezgrzeszności ani heroizmu cnót. Wedle tego, czego naucza sam Kościół Katolicki, nie ma takiego katolika, który by nie grzeszył. Ludzie są słabi i upadają - to jeszcze nie hipokryzja, choć i ten rodzaj upadku nie jest zapewne rzadki. I ewidentnie - jest gorszący.

Zatem, po pierwsze, jak najbardziej ludzie nawet intensywnie religijni, jeśli upadną, w tym jeśli fałszywie pojmują istotę wiary, którą wyznają, mogę nawet w imię tego fałszywego pojęcia, krzywdzić innych ludzi w istocie nie tylko zawodząc tam, gdzie chcą być silni i żarliwi, ale i robiąc owej wierze wprowadzającą w błąd antyreklamę (niektóre wpisy w tym tu wątku to doskonała ilustracja jej smutnych skutków).

Pod pojęciem "głęboko wierzący" tymczasem rozumiem kogoś nacechowanego pewnym heroizmem cnót. I to go wyróżnia na tle innych, nie ewentualne upadki, których będzie stosunkowo mniej w jego przypadku, nie więcej. Onże heroizm w życiu codziennym oznacza ponadprzeciętną zgodność dokonywanych wyborów i postaw z przykazaniami miłości Boga i bliźniego. Tacy właśnie pośmiertnie stanowią "materiał na kanonizowanego". Co to znaczy wypełniać przykazania miłości Boga? Szukać jego woli i wypełniać ją przede wszystkim. Zachodzi tu ścisły związek z miłością bliźniego - robieniem wszystkiego, co w ludzkiej mocy na rzecz tego, w czym widzę dobro bliźniego, bo nie inna jest wola Boga jak właśnie dobro człowieka. Katolik wierzy (uznaje za prawdę i działa wedle niej), że prawdziwym i nadrzędnym dobrem dla człowieka, ku któremu został stworzony, jest zbawienie, czyli życie wieczne. Pomaganie bliźniemu w tym kierunku nie jest wcale koniecznie tożsame z byciem miłym, uprzejmym czy bezkonfliktowym.

Zatem, po drugie, nie każde "rozczarowanie" czy przykrość są skutkiem faktycznej krzywdy.

Po trzecie wreszcie - niewierzący może co innego uważać za dobre dla siebie i innych niż katolik i weźmie za krzywdę to, co wedle wiary katolickiej jest dobre i słuszne.

Ludzie ogólnie są słabi, niedoskonali i zawodni zatem nie należy na nich polegać tak, jakby było z nimi inaczej (w tym i na sobie). W ten sposób unika się rozczarowań. Natomiast z mojego życiowego doświadczenia, wobec tego, co napisałem powyżej, nijak nie wynika, jakoby to właśnie głęboko wierzący krzywdzili mnie częściej od innych. Prędzej na odwrót, z tym, że mnie w ogóle mało kto tak naprawdę skrzywdził w życiu (stąd może z pewną mentalną i psychiczną swobodą, nieobciążony traumami jakowymiś jestem w stanie napisać, co napisałem).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 12:53:12
28.02.2017 14:37
<Rydygier>
15

Ze mną i książkami w erpegach bywa tak, że z początku pełen dobrych chęci staram się je czytać, ale szybko odpadam. Bo zwykle ich zawartość mnie nudzi, nie wciąga lub wręcz jest marna literacko, i/lub jestem skupiony na czymś innym i nie bardzo mam ochotę się rozpraszać nagle i czytać jakieś akapity, z których i tak nic nie zapamiętam.

Nie mam natomiast nic przeciwko popychaniu fabuły do przodu za pomocą dużych partii tekstu, jak długo ów tekst jest literacko przyzwoitej próby, wciągający i faktycznie coś wnosi. Dla przykładu w Tyranny z trudem przymuszając się w znoju niemałym brnąłem przez drętwe dialogi.

Zatem to kwestia nie tyle ilości, co jakości tekstu. Gdy książka dobra - chce się wręcz, by była jak najdłuższa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-28 14:50:47
28.02.2017 13:50
odpowiedz
<Rydygier>
15

Spodziewać się można, ale od spodziewania się wypadków nie ubędzie. Od zmiany hobby - owszem, może ubyć.

28.02.2017 13:08
2
odpowiedz
<Rydygier>
15

Jeśli uzbrojeni ludzie chodzą i strzelają po tym samym lesie, po którym chodzą też inni ludzie, to czego się spodziewać, jak nie tego typu wypadków od czasu do czasu?

28.02.2017 12:26
1
<Rydygier>
15

M'kay, dzięki za odpowiedź. No to biorę pudełko.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-28 12:49:43
28.02.2017 12:00
1
<Rydygier>
15

Ano za dużo, jeśli gra tak krótka. Jest też 123 PLN - pudełko (więc plus koszty wysyłki i zwłoka). Techland stawia na oldskul chyba. Może faktycznie trzeba się będzie wyjątkowo przeprosić z wersjami pudełkowymi. Albo czekać na przecenę.

28.02.2017 11:42
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Czy w sklepie GOLa będzie dostępna cyfrowa wersja w cenie podobnej, do pudełkowej? W ogóle jakaś niska dostępność wersji cyfrowej poza samym Steam (190 PLN).

28.02.2017 09:42
odpowiedz
<Rydygier>
15

Czyli chyba jednak hura? Ilość i waga zastrzeżeń nieco wydaje mi się odstawać od nader entuzjastycznej oceny, znaczy, rozumiem, wady nie rzutują decydująco na całościowo świetny efekt. Nie pogniewałbym się, gdyby była ze dwa razy dłuższa, ale może w istocie jest, przy moim stylu gry. No nic, trza powoli rychtować pugilares.

27.02.2017 21:57
odpowiedz
<Rydygier>
15

Nie mam porównania ani z gazem, ani z groszkiem, ale pierwszy sezon próbuję nowoczesny kocioł na pelet drzewny i w porównaniu z tym, co było (drewno kawałkowe) jest jak dotąd miodzio pod każdym względem (komfort termiczny, koszt, brak dymu, o wiele łatwiej operować paliwem), ale nie zdecydowałem się na sterowanie przez internet, w moim przypadku byłby to bajer, nie ma powodu. Jeszcze ktoś by mi piec zhakował. :) Gdybym miał gaz z rury może byłby gaz, nie wiem, jak to wychodzi w porównaniu, ale gazu z rury nie mam. Tu oczywiście odpadają wszystkie problemy z załatwianiem, składowaniem i uzupełnianiem paliwa. Oczywista w przypadku nowoczesnych technologii jest zależność od dostaw prądu (i gazu).

Są jeszcze pompy ciepła, jeśli kogo stać na takie wynalazki.

Aha. Gość, który mi zakładał instalację sam zdecydował się przejść z groszku na pelet (ten sam kocioł, wystarczyła drobna modyfikacja). Pelet siłą rzeczy jest czystszy w obejściu, ot, drobne ilości pyłu drzewnego. Gaz wiadomo.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-27 22:09:29
26.02.2017 13:25
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Bluźnierstwo to nie kwestia opinii, a termin, którego znaczenie jest zdefiniowane. Czy komu przeszkadza, czy nie, to zapewne kwestia tego, w co i jak wierzy. Dla mnie, katolika, "przesada" to za mało powiedziane. Z tego, co czytałem, rzecz jest obrzydliwa, poważne zło i syf niewąski, toteż dłużej się w tym babrać nie warto, EOT.

26.02.2017 13:17
odpowiedz
<Rydygier>
15

Gra ma mocne strony, nawet nie tak mało, ale ogólne moje wrażenia i tak marne. Nużące zbieractwo jako norma i durne "dydaktyczne" ideolo wstawki dialogowe akcydentalnie psuły przyjemność z gry. A gra, w którą nie gra się przyjemnie... No właśnie. Lepiej się grało w jedynkę. Dwójkę pominąłem. Jeśli zatem to najlepsza gra RPG ostatnich lat (ilu?) to znaczy, że były to lata dla RPG wyjątkowo nędzne, a to nieprawda.

No, ale co kto lubi, nie zamierzam mieć pretensji do nikogo, choćby miał osobiste zdanie, że DA: I to gra wszechczasów.

26.02.2017 09:20
-1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Rewelacja. Łatwo mnie ująć czymś takim. Ba. Mam gdzieś polowania, ale dla samego lasu na jakiejś przecenie może bym i kupił tylko po to, by go "doświadczać".

I teraz tak: od lat mieszkam przy prawdziwym lesie, po którym mogę łazić kiedy tylko chcę, za darmo. I od lat mi się nie chce ruszyć tam tyłka.

O czym mówią oba fakty wzięte do kupy?

26.02.2017 08:43
2
<Rydygier>
15

Ojtam, ojtam. Po co ta napinka.

Czemu domagać się drętwoty? Największy portal musi uprawiać koniecznie jakieś smutne sztywniactwo? Szczerość zawsze w cenie, więc też napiszę szczerze: to, czego się domagasz, byłoby moim zdaniem degradacją i krokiem wstecz i mam niebezpodstawną nadzieję, że te postulaty pozostaną niespełnione. Prywatne opinie podane z umiarem czynią temat bardziej interesującym i prowokują do dyskusji - jak widać. Zdecydowanie nie chciałbym, by prezenter udawał (wbrew prawdzie przecież) pozbawioną własnego zdania obiektywną maszynę zapodającą dane. To by się dopiero przykro oglądało. Zresztą wtedy faktycznie - po co człowiek, wystarczy maszyna.

Jeśli coś mi się przykro ogląda - przestaję oglądać, doradzam to samo.

A już zupełnie nie kumam, po kiego grzyba się obruszać, że komuś nie odpowiada to, co podoba się mi. Czekasz na nowy, większy TES? To czekaj śmiało, czyjeś gadanie w tym czekaniu przecież nie przeszkadza, bez sensu się o nie złościć, po co, tylko sam sobie psujesz humor. I to w weekend.

25.02.2017 12:44
odpowiedz
<Rydygier>
15

Arma (3). Ludzie siedzą w tym po naście lat czasem - od zarania, bardziej długofalowe hobby niż gra, zarówno SP jak i MP, gdy się wkręcić w społeczność, tym dłużej/mocniej, gdy kto polubi świetny edytor własnych misji. Ale czy podejdzie i starczy na długo właśnie Tobie - któż to wie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-25 12:48:21
24.02.2017 15:47
2
odpowiedz
<Rydygier>
15

Łoj, ależ mi brakuje takiej gry od czasów Railroad Tycoon 2. Oby umieli zrobić ją miodnie.

21.02.2017 23:26
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15
21.02.2017 09:20
odpowiedz
<Rydygier>
15

Gdy dowiedziałem się, jaki jest setting For Honor (o czym ona w ogóle jest) pomyślałem sobie coś w deseń: "tyle kasy w taki idiotyzm". Tymczasem proszę, ludzkość rzuciła się na to jak stado zombie, a ja widząc to... myślę nadal to samo. No ale ja z tych, którzy robią refund GTAV po 10 minutach gry. Zresztą podobnie było ze mną i Rise of the Tomb Raider. W skrócie: mocno mi nie po drodze z obecnymi trendami.

19.02.2017 15:12
<Rydygier>
15

Myślę, że zrozumiałeś właściwie. Jak pisałem - PiS w kwestii TVP ma u mnie dużego minusa z tego powodu. I dlatego też pisałem, że w tej sprawie zasługuje na krytykę.

19.02.2017 14:48
<Rydygier>
15

Aby znów wpaść w pułapkę

Co? Khem. Wiesz, faktycznie. Dajmy spokój.

Można też powiedzieć, że wystawia to kiepskie świadectwo "jakości" ludziom, którzy robią te materiały zarówno w zakresie poziomu intelektualnego jak również ich postawie wyrażającej się najprawdopodobniej w przekonaniu o tzw. ciemnym ludzie.

Fakt, można i tak. W każdym razie główny problem jest taki, że to w ogóle robią.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 14:48:44
19.02.2017 14:28
<Rydygier>
15

Nie mówię o poziomie intelektualnym czy nawet kulturalnym, to tak dla jasności bo faktycznie, mogłeś to tak odebrać.

Sprowadzasz to, co napisałem poza tematem wątku do poziomu dyskusji o status quo TVP - to nieporozumienie. Odniósłszy się do tematu wątku dodałem następnie myśl od siebie poza ów temat wykraczającą - jak według mnie powinna wyglądać kwestia mediów publicznych w dobrze funkcjonującym państwie. I to tej myśli się uczepiłeś próbując sprowadzić to, co napisałem do następnej rundy bicia w obecne władze. Chcesz bić - proszę bardzo, bij sobie do upadłego, zresztą akurat w tym temacie krytyka im się należy, choć mało z niej pożytku, ale po co używasz w tym celu mojej wypowiedzi, jakby była o tym, o czym chcesz rozmawiać, choć nie jest? Nie mieszaj mnie w to, proszę.

Te "pokusy" zostały podniesione do norm obowiązujących w TVP, "środkami prawnymi" i "technicznymi". Tego też zdajesz się nie dostrzegać.

Jeśli myślisz, że tego nie dostrzegam to znaczy, że nie czytasz uważnie tego, co napisałem. Jeśli chcesz, przeczytaj sobie jeszcze raz.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 14:31:34
19.02.2017 13:44
<Rydygier>
15

No ja z kolei chyba widzę, na jakim poziomie chcesz rozmawiać o TVP, tyle, że ja nie chcę, więc nie będę Ci wtórował ani się kłócił, chciałem jedynie wskazać, z jakiego względu rząd państwa powinien dysponować takim środkiem i tę opinię podtrzymuję w całej rozciągłości niezależnie od pokus, do których prowadzi posiadanie go. Pokus, które notabene można zredukować zarówno środkami prawnymi jak i technicznie. Jest dla mnie przecież jasne że status quo TVP bodaj nigdy nie odpowiadało i nadal nie odpowiada temu, o czym piszę. Piszę o stanie, który uważam za słuszny nie o stanie, który mamy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 13:47:18
19.02.2017 13:07
<Rydygier>
15

Przecież TVP to robi, Rydygier, nie zauważyłeś? Dokładnie tak, jak za komuny lub w okresie stanu wojennego..

Mnie zaś chodzi o coś zupełnie innego, niż za komuny, mam nadzieję, że to zrozumiałeś, jeśli nie - cóż, mogę ująć to innymi słowy. Uważam, że ze względów bezpieczeństwa władze powinny dysponować jakimś systemem przekazu informacji o ogólnokrajowym zasięgu. Mowa o sytuacjach kryzysowych. Klęski żywiołowe. Wojna. Takie rzeczy. Tyle w tej materii.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 13:10:07
19.02.2017 12:26
1
odpowiedz
11 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Niestety tak (bazując na raptem dwu wydaniach wiadomości obejrzanych w necie, bo TV nie paczam od dawna). Nie, żebym jakoś szczególnie liczył, że przy zmianie rządu to się zmieni, ale gdybym został pozytywnie zaskoczony, PiS miałby tu u mnie dużego plusa. Nie ma. Ma dużego minusa.

Jeśli obecna propaganda jest oczywistsza i toporniejsza, niż była za PO, to akurat byłaby zmiana na lepsze, bo przez to jest mniej perfidna i zapewne mniej skuteczna, w paradoksalny sposób - uczciwsza, bo jawniejsza. Co nie zmienia faktu, że mentalnie chce mi się rzygać, gdy widzę, co media robią z prawdą dla czyichś politycznych interesów lub, jeszcze gorzej, by manipulować ludźmi. To, że dzieje się to teraz w lepszej równowadze niczego tu nie zmienia. Fakt, że TVP robiła to uprzednio dla PO i robi teraz dla PiS za pieniądze Polaków natomiast jest według mnie dobrym argumentem za tym, by w postawie obywatelskiego nieposłuszeństwa (a nie finansowego drobnego cwaniaczkowania) nie płacić abonamentu i nie oglądać.

Stawiam pytanie inne: czy telewizja publiczna powinna istnieć i czym powinna się zajmować? Ja widzę dwa słuszne powody istnienia państwowych mediów: konserwacja dorobku kulturowego Polski oraz jako środek komunikacji kryzysowej rząd-obywatele.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 12:38:08
19.02.2017 08:15
odpowiedz
<Rydygier>
15

Cofać się do lat szkolnych? Nie. Byłby to egzystencjalny regres, poza tym wcale nie wspominam tamtego czasu ciepło a nostalgia jest zwodnicza. Cieszę się, że to już przeszłość. Właściwie, im dłużej myślę, tym większej nabieram pewności że absolutnie nie chciałbym mieć życzenia do spełnienia, nie potrzebuję, a wręcz mogłoby być szkodliwe.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 08:15:56
18.02.2017 11:24
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Cóż, im więcej uzbierają tym większa szansa, że jakiś zdesperowany cwaniak też spróbuje się załapać na kasę i pójdzie w ślady, tym razem z premedytacją. Czym by to nie było wedle intencji (a i ta popaprana), de facto jakby Polacy wyznaczali nagrodę pieniężną za głowy własnych rządzących - pomysłodawca jest tego świadom, jak czytam na stronie zbiórki, bo cytuje Kaczyńskiego, któren zwrócił na ów fakt uwagę. Przeglądając internety dochodzi się do wniosku, że adekwatnie nastawionych do PiSu nie brak. Takie bardzo swoiście demokratyczne głosowanie portfelami.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-18 11:29:18
17.02.2017 08:51
odpowiedz
<Rydygier>
15

Znowu Normandia? Ileż można. Jeśli wracać do 2WŚ (czemu nie), to choć od świeżej strony. No i oczywiście multi. Bo tak łatwiej. Dobra, werdykt jasny. Neeext!

16.02.2017 09:38
odpowiedz
<Rydygier>
15

Lubię samotność. Cisza, spokój, ulga, sam na sam z własnymi myślami, światem i Stwórcą - coś pięknego.

Oczywiście doceniam korzyści płynące z życia w zorganizowanym społeczeństwie i w rodzinie, do innych jako takich nic nie mam, ale do relacji towarzyskich też się nie garnę, bo są dla mnie męczące psychicznie i nie wiem, co konkretnie mi dają.

Różni ludzie różnie mają.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-16 09:39:06
15.02.2017 21:42
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15

Black Moon Chronicles OST - Pierre Esteve

https://youtu.be/PypvWY2f3_c

https://youtu.be/7_IcWFky3OM

https://youtu.be/yTrt84hXsgs

https://youtu.be/vyLtps96UHU

https://youtu.be/6Y2kj8RPwgM

????? (Shikata Akiko) - ?????????

https://youtu.be/ClcoFyIue7w

Voices - Vangelis (no, ta jest raczej "podniosła")

https://youtu.be/saVe-kYCYCs

Titans - Vangelis (Alexander)

https://youtu.be/CCVNbSzQ5IE

The Drums of Gaugamela - Vangelis (Alexander)

https://youtu.be/LXnlzi0TpBY

Conquest Of Paradise - Vangelis (1492: Conquest of Paradise)

https://youtu.be/94dY-QxjDiE

March of Cambreadth - Heather Alexander

https://youtu.be/Emg14MOMDgU

The Horns of Hell - Jerry Goldsmith (Trzynasty Wojownik)

https://youtu.be/eo2Ra0oN_eU

Anvil Of Crom - Basil Poledouris (Conan the Barbarian)

https://youtu.be/sHDmXtW9Yx0

Das Boot OST - Klaus Doldinger

https://youtu.be/wfPSZECLl3s

https://youtu.be/WW2TLI-DmvI

https://youtu.be/SS5pRNL894Q

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-15 21:43:25
15.02.2017 13:49
odpowiedz
<Rydygier>
15

Dziwnym nie jest.

A ja jak zwykle jakiś mało mainstreamowy. W sumie to dobrze.

15.02.2017 12:14
odpowiedz
<Rydygier>
15

Da się i warto. Niewierzącemu może być trudniej uzasadnić sobie, czemu mianowicie warto, acz nie musi, zależy.

13.02.2017 09:40
<Rydygier>
15

https://forums.bistudio.com/topic/151630-localized-versions/?page=6

Hello. Now that the game is released, we should move on with Czech and Polish (and others) community localization soon. Please stay tuned for more info.

Ciekawy sposób myślenia, prawda? Znamienny. Najwyraźniej lokalizacje Take On Mars są (były?) projektem społecznościowym.

13.02.2017 09:25
<Rydygier>
15

Pod niemal każdym względem. Oczywiście i one, jak chyba każdy zwierz, mają swój zestaw cech uprzykrzających życie, ale wymierzony głównie we właściciela.

13.02.2017 08:40
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Jeden z najbardziej działających mi na nerwy odgłosów - szczekanie psa. Uporczywe posiadanie takiego psa wrzucam do tego samego wora, co puszczanie (dennej) muzyki na cały regulator w ogródkach letnią porą itp.

Bonusowo - qpy na chodnikach etc.

Plaga uważana za społecznie akceptowaną normę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-13 09:00:04
11.02.2017 23:55
odpowiedz
<Rydygier>
15

Moim zdaniem ikoniczne: House of Cards, Dr House.

Kwestia gustu, ale jak dotąd (też se robię własnie darmowy miesiąc) zdecydowanie polecam również seriale: Wikingowie, Suits, The Expanse (wyjątkowo porządne SF). Jeśli lubisz klimaty a la Super 8 (małe, amerykańskie miasteczko, lata 80-te, grupka małolatów i niesamowite zdarzenia), to Stranger Things. Dla fanów komiksowych superbohaterów - Daredevil jest dobrze zrobiony (acz sam fanem takich komiksów nie jestem, więc dałem sobie spokój). Wielu jeszcze nie widziałem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-11 23:56:43
11.02.2017 20:33
odpowiedz
<Rydygier>
15

O, ukaże się taka gra? Coś podobnego. Dopiero co myślałem, że byłby to świetny materiał na grę VR. Może być, że szybciej, niż mi się zdawało zacznę żałować, że nie mam gogli VR.

11.02.2017 12:42
odpowiedz
<Rydygier>
15

Spozierałem na ten tytuł z niejaką nadzieją. Cóż.

10.02.2017 13:34
odpowiedz
<Rydygier>
15

Mam ją zainstalowaną i zaczętą. Ale od wielu miesięcy jakoś nie mogę się zebrać, by do niej wrócić. Nie wiem, dlaczego. Pewnego dnia...

10.02.2017 13:16
odpowiedz
<Rydygier>
15

U mnie były to w miarę normalne lekcje. Może ciut luźniejsze czasami. Zarówno w podstawówce, jak i w LO prowadzili je zresztą całkiem klawi i łebscy goście, kolejno ksiądz, świecki w podstawówce i dwu innych księży w liceum. Potrafili nawiązać swobodny kontakt z młodzieżą i niejedna lekcja miała postać sympatycznej konwersacji na faktycznie ciekawe tematy. Z pierwszych klas podstawowych pamiętam też jeszcze lekcje w salkach parafialnych, że były w sensie, nic ponadto.

Inna sprawa, czytając po internetach, co dorośli ludzie wypisują o Kościele, religii katolickiej, wierze i własnym postępowaniu w tym kontekście doszedłem do wniosku, że albo na religii nie uczą tego, czego powinni, albo źle to robią, a ja miałem szczęście trafić na wyjątek. Poziom ignorancji w temacie wiary bywa horrendalny - u katolików.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-10 13:17:43
10.02.2017 10:27
odpowiedz
<Rydygier>
15

Nie wiem, czy ranking ma jakieś praktyczne znaczenie, i tak żadnego nie miałem (?), ale na przyszłość wolałbym nie dostawać na mój e-mail spamu w postaci wielkich ścian chaotycznego tekstu od automat@gry-online.pl.

Moim skromnym zdaniem - musicie jeszcze dopracować zarówno technikalia, formę jak i zasady. Np. uważam, że nowy regulamin nie powinien działać wstecz i odbierać ten jakiś ranking tym, którym na nim zależy, a którzy wpisywali się w wątkach uznanych za "niekoszerne" nim nowe zasady weszły w życie. Pytanie też, z jaką pewnością da się domyślić, czy moderator uzna dany wątek za niekoszerny (np. skąd mam wiedzieć, że wątek należy do ciągu spamerskiego). A jeśli stanie się tak z powodu wpisów dodanych już po moim? Albo jeśli po moim wpisie w wątku jego autor zmieni treść ze zgodnej z regulaminem na niezgodną?

Słowem - jeśli ktoś ceni sobie punkty owego rankingu to normalnie teraz strach mu się wpisywać gdziekolwiek.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-10 12:39:17
09.02.2017 17:50
odpowiedz
<Rydygier>
15

Do tej pory próbowałem tylko misji bezzałogowych (wulkan akcji to to nie jest, ale nie tego się szuka w tego typu grach, inna rzecz, niektóre misje i tak potrafią się dłużyć), teraz, po premierze, trzeba będzie na poważnie oblukać całość.

09.02.2017 14:30
<Rydygier>
15

W przeciwnym razie doszlibyśmy do kuriozalnego wniosku, że w żadnej dziedzinie życia, na żaden temat nie można się nie tylko wypowiadać, ale nawet działać, bo przecież "nie mając rzetelnej wiedzy w temacie lepiej siedzieć raczej cicho i pokornie".

Taki wniosek byłby oczywiście absurdem, zwłaszcza zważywszy, iż z natury ludzkiego aparatu poznawczego nic nie jest 100% pewne (o tym m. in. był Matrix, nie on pierwszy jednak). Staram się tu jedynie pokazać, że błędem jest też i skrajność druga - ufanie własnej wiedzy i wnioskom z niej płynącym bardziej, niż na to, wobec powyższego, zasługują.

Chodzi mi o to, by być świadomym, jak niepewna i niekompletna jest moja/Twoja/nasza wiedza o rzeczywistości jak i jej zrozumienie. By nie traktować tego jak pewnika, skoro nim nie jest. Stąd napisałem też:

"Albo przynajmniej brać na wzgląd nikłość swojej wiedzy formułując nader ostrożne w tonie opinie."

Myślę, że, chcąc szczerze szukać prawdy, mądrze jest uwzględniać stopień własnej kompetencji/wiedzy w temacie formułując opinie bądź nawet, gdy to zasadne, powstrzymując się od ich formułowania. Rzecz jasna, na ile człowiek jest świadom stopnia swojej (nie)wiedzy.

Tyle tylko, że istnieją jeszcze media niezależne od polityków.

Trudno być pewnym takiej niezależności. Sam nie znam żadnego medium, o którym mógłbym to bez wahania powiedzieć. Jeśli takowe są - w swojej teatralnej alegorii nazwałbym je widzami z latarkami, oświetlającymi na scenie, co sami uznają za słuszne. To niezależne od aktorów, ale nadal czyjeś subiektywne spojrzenie (wszak innego nie bywa) na subiektywnie wybrane fragmenty wedle subiektywnej narracji i zwykle też jedynie/głównie na scenę.

Dziękuję za rozmowę.

09.02.2017 13:49
<Rydygier>
15

Wyjaśnij jeszcze, co konkretnie rozumiesz przez "zmanipulowaną i mało zorientowaną, acz często tego faktu nieświadomą publikę zwaną suwerenem"

1. "Suweren"/publika - elektorat. Bierni obserwatorzy sceny politycznej (scena polityczna - jakże trafne określenie).

2. mało zorientowaną - mającą, poza własnym życiem, dostęp jedynie do tego, co politycy pokażą na scenie, co media "oświetlą" swymi doniesieniami. To ich/nasza jedyna wiedza - baza do wnioskowania.

3. tego faktu nieświadomą - błędnie (wbrew faktowi 2) uważającą, iż jej wgląd i rozumienie polityki są miarodajne i dogłębne, że pojmuje istotę tego, co się dzieje.

4. zmanipulowaną - publika ma, zapewne nie do końca uświadomiony, wpływ na politykę, choć w niej czynnie nie uczestniczy. Stąd manipulowanie publiką, nastrojami społecznymi itp. stanowi ważny element politycznej gry zakulisowej (w tym to, co nazywam tańcami wokół słupków poparcia jak wokół totemów). Czyni się tak, na ile rozumiem, korzystając z kontroli lub wpływu na źródła naszej wiedzy o aktualnym stanie polityki - odpowiednio dobierając retorykę i tematykę tego, co pada ze sceny, a co nie, to co media mają nagłośnić (tu: który fragment sceny w której chwili oświetlić), a czego nie, jak i narrację mediów (w jakim kolorze oświetlać). Kształtuje się tak zarówno krótkofalowe jak i długofalowe nastroje (buczenie bądź oklaski z widowni jako presja na aktorów) a nawet, wynikowo, preferencje polityczne i ogląd stanu kraju (de facto w kontekście wyborów - kogo chcą widzieć na scenie w kolejnym sezonie, czyj repertuar będzie grany i w jakiej obsadzie).

Taka manipulacja jest, uważam, efektywna z uwagi na 2 i 3 razem wzięte. Widziałeś może serial House of Cards? Można tylko zgadywać na ile oddaje to, jak się mają kulisy do sceny, ale ponoć brutalnie celny.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-09 14:14:17
09.02.2017 13:13
<Rydygier>
15

O, i tu się zgadzam - groteskowe i absurdalne (względnie - naiwne) jest przeświadczenie niektórych widzów, że oto ujrzeli sedno i posiedli prawdę

To dobrze, bo to istota tego, co chciałem przekazać. Czytając internety miewam przykre wrażenie że od takowych "posiadaczy prawd" się roi po wszelkich stronach wszelkich, w tym zwłaszcza politycznych, sporów. Hałas z ich kłótni niemały, pożytku brak. Ino gorzka groteska dla postronnych obserwatorów. To zresztą obszerniejszy i głębszy temat, ale nie czas ni miejsce.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-09 13:18:38
09.02.2017 11:55
1
<Rydygier>
15

a tym samym nie wiem "o co tak naprawdę ci chodzi"

Chodzi mi dokładnie o to, co napisałem. Możesz śmiało odnosić swoje zarzuty do meritum mojej wypowiedzi, nie trzeba czytać w umyśle forumowicza, by dyskutować z jego wyrażonymi poglądami.

Nie mogę, nie mam "wstępu za kulisy (twojego mózgu)", .

Nie czujesz się na siłach odnieść się merytorycznie do tego, co jasno napisane, a jednak na podstawie tych kilku, enigmatycznych dla Ciebie zdań nader śmiało i bez widocznego wahania "zdiagnozowałeś" mnie. Coś się w tej logice nie klei, nie uważasz?

Nie dociekamy tu prawdy o mnie, tego faktycznie nie możesz skutecznie zrobić (choć próbujesz), a ewentualnie omawiamy wyrażone tezy i opinie.

Tak zatem - śmiało można sobie dyskutować o tym, co widać na scenie, jak długo bierze się pod uwagę, jak niewiele to mówi o tym, co dzieje się za kulisami. Groteskowe i absurdalne (względnie - naiwne) jest natomiast owo przeświadczenie niektórych widzów, że oto ujrzeli sedno i posiedli prawdę, bo coś im pokazano na scenie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-09 12:24:37
09.02.2017 11:38
<Rydygier>
15

Jesteś wzorem wymarzonego obywatela dla rządzących.

Jeśli masz zastrzeżenia odnośnie tego, co napisałem, odnieś się konkretnie, ad meritum.

09.02.2017 11:16
1
<Rydygier>
15

No tak. Lepiej siedzieć cicho, nie dyskutować,

To akurat dobra zasada - nie mając rzetelnej wiedzy w temacie siedzieć raczej cicho i pokornie. Albo przynajmniej brać na wzgląd nikłość swojej wiedzy formułując nader ostrożne w tonie opinie.

Wydaje się w miarę oczywiste, że aktorzy sceny politycznej lepiej od widowni wiedzą, "o co tak naprawdę chodzi", bo mają wstęp za kulisy, zaś widz widzi tyle, co na scenie, a raczej głównie jej fragmenty aktualnie oświetlone reflektorami medialnego przekazu. Publice pokazuje się teatr przygotowany pod wywołanie pożądanych reakcji, polityka dzieje się głównie poza sceną. Warto zauważyć, że owa zmanipulowana i mało zorientowana, acz często tego faktu nieświadoma publika to tzw. "suweren".

No i faktycznie - jakiej jakości wnioski da się wyciągnąć w takiej sytuacji?

Oczywiście powyższe nie implikuje takich czy innych intencji polityków.

09.02.2017 09:43
odpowiedz
<Rydygier>
15

Wyzwaniem, jakie stawia przed człowiekiem współczesny internet w swych przejawach (Steam, tubka, www jako takie...) jest sztuka wyławiania pereł z oceanu szamba. Popyt na sposoby filtrowania treści wzrasta, ciekawe, jak rozwinie się podaż.

08.02.2017 14:21
odpowiedz
<Rydygier>
15

Cóż, wreszcie ktoś podchodzi do VR z głową i pomysłem, który zaprzęga mocne strony VR zamiast z marnym skutkiem doginać słabe do chybionej koncepcji. Choć myślałem, że to będzie raczej coś a la Bridge Commander (Start Trek). Mogłoby.

08.02.2017 13:33
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Dlaczego, ale tak konkretnie, GTA jest tak popularne? Kiedyś spróbowałem zagrać w którąś część by się przekonać, ale raz-dwa mnie znudziła. Pewnie dlatego, że nie lubię gier o jeżdżeniu samochodem ani też nie lubię wcielać się w bandziora. Oblukałem też parę letsplayów ale nadal nie wiem, o co chodzi z fenomenem GTA.

08.02.2017 12:23
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Jeśli jest najbardziej udany, to chyba średnio świadczy o pozostałych grach Bethesdy i coś w tym może być. Zresztą, skoro "musi", to musi...

A może najbardziej udany znaczy - najbardziej zyskowny?

Co do mnie - Bethesda konsekwentnie ciągnie Fallouta w dokładnie odwrotnym kierunku, niż bym tego Falloutowi życzył. Jako gra natomiast - nie jest to złe.

08.02.2017 11:16
1
<Rydygier>
15

Niepohamowany śmiech, powiadasz.

Czytając takie rzeczy (jak zwykle o Kaczyńskim a ostatnio też, dla symetrii, o Wałęsie głośno w tym tonie) zadaję sobie pytanie, skąd ich głosiciele wiedzą o tym, co głoszą. Skąd się bierze ta ich betonowa pewność swego. Taka pewność o tym, co siedzi w drugim, zapewne nawet nie znanym osobiście człowieku, że aż ośmielają się go osądzać. Krzywdzące pochopnością tezy w sposób nieznoszący sprzeciwu brane za oczywistość i pewnik. Obrzydliwe.

Nie znamy na 100% nawet samych siebie, co dopiero mówić o obcym człowieku, o którym wiemy tyle, ile media raczą donieść.

Być może, gdyby nie pleciono podobnych farmazonów z podobną łatwością i pewnością siebie lepiej by się Polakom ze sobą rozmawiało. Tymczasem nie dziwota, że rozmowa się nie klei, skoro ludzie "rozmawiają" ze sobą szyderczym śmiechem, każdy z niebosiężnych wyżyn własnego Tronu Nieomylności. Takie kłótnie prowadzą zupełnie nigdzie, szkoda czasu, nerwów, życia. A poczucie własnej nieomylności jest zawsze zwodnicze, trąci głupią butą.

Notabene uznawanie władzy za coś fajnego i godnego pożądania też jest bardzo głupie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-08 11:19:18
08.02.2017 08:36
odpowiedz
<Rydygier>
15

Odmiana jako mod do Arma 3 (zatem na silniku A3), nie wymagająca posiadania IF ani skomplikowanej instalacji:

https://forums.bistudio.com/topic/190809-iron-front-in-arm3-lite-preview-versions/

Jeśli dobrze pójdzie, w tej odmianie może jeszcze pożyć. Swoją drogą IF wyróżnia wyjątkowo skomplikowana "ścieżka kariery" obejmująca oddolne wskrzeszenie które potem uzyskało odgórną aprobatę.

07.02.2017 11:26
1
<Rydygier>
15

Zależy. W takiej Francji się nie zasymilowali i chyba się na to nie zanosi. Nic dziwnego zresztą. Ba. Wręcz przeciwnie. Pono francuscy zamachowcy właśnie z kolejnego pokolenia miejscowych muzułmanów, nie z nowego napływu.

07.02.2017 10:54
<Rydygier>
15

Pomysł na reformę Unii? Anulować traktat lizboński i powrócić do korzeni - Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, a więc ścisłej współpracy gospodarczej europejskich państw narodowych z funkcjonującym Układem z Schengen. Bez parlamentu debatującego nad prawidłową krzywizną banana czy długością ogórka, hymnu, jakiejś ideologi śmierci (poparcie dla aborcji, eutanazji) i gender oraz próbą wpływania na wewnętrzne sprawy poszczególnych państw.

Tak, jeśli próbować naprawiać, to zdecydowanie w tę stronę.

07.02.2017 10:49
odpowiedz
<Rydygier>
15

Moim zdaniem społeczeństwa państw nie są gotowe na całkowitą integrację i jeszcze długo nie będą. Nie wiem, czy kiedykolwiek to się stanie, acz być może. Nie wiem też, czy to kiedykolwiek będzie to potrzebne. Próbować tego teraz wydaje się głupim pomysłem, oderwanym od realiów.

Kondycja UE jest marna i zdaje się, że na jej własne życzenie. Dobrze, gdy państwa współpracują ze sobą, o ile to faktyczna współpraca - na zdrowych zasadach. Fanem UE w obecnym kształcie nie jestem, z przyczyn ogólnie znanych i lekceważonych przez fanów UE.

Nie wiem jednak, czy warto próbować UE leczyć, czy może dać jej zdechnąć jak przeżytkowi, którego formuła i sens się wyczerpały lub zostały nieodwracalnie spaczone i zacząć coś nowego, co do czego byłby powszechniejszy consensus. Lub przekształcić to, co jest, w coś fundamentalnie innego.

Przyszłości też nie znam i nie wiem, jak byłoby lepiej, acz podejrzewam, że UE obrała kurs na schyłek i rozpad z którego być może nie da się już zawrócić. Jeśli tak, trzeba raczej myśleć - co dalej.

W każdym razie idą ciekawe czasy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-07 10:52:12
07.02.2017 10:36
<Rydygier>
15

Ukończyłem ją raz. Drugie podejście było krótkie i trwało jedynie na tyle długo, bym się upewnił co do własnych tez i co do oceny. Upewniwszy się skonstatowałem, że nie chcę tego drugi raz dalej ciągnąć.

Czemu ją ukończyłem? Dobre pytanie. Może nie chciałem, by cały ten znój poszedł całkiem na marne. Poza tym mimo wszystko byłem ciekaw, jak się skończy (choć w sumie z grubsza było wiadomo). Zresztą pod koniec grało się nieco płynniej - ludzie doświadczeni i doskonale wyposażeni nie giną już tak łatwo.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-07 10:37:57
06.02.2017 20:06
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
15
6.0

No topsz. Z okazji LW2 zrobiłem sobie drugie podejście by się jednak zdecydować co do oceny. I zdecydowałem się. Rozpisywać się nie będę, odsyłam do naszej wcześniejszej rozmowy, gdzie zady i walety zostały przeanalizowane na wszystkie strony. W największym skrócie - XCOM2 to mocno podrasowany, ulepszony XCOM.

Otóż zalety tej gry są liczne i niezaprzeczalne, ale jej fundamentalna wada nokautuje je wszystkie - nie gra mi się w to przyjemnie a ukończenie gry nie daje satysfakcji (o powodach było wyżej). Utwierdziłem się w tym po drugim podejściu. Komu taka gra może się podobać - o tym było wcześniej, fanów na pewno znajdzie dość i beze mnie. Moja ocena - 6. Gdyby nie naprawdę wysoka jakość wykonania, było mniej. Szkoda.

06.02.2017 09:44
odpowiedz
<Rydygier>
15

No właśnie. Obaj przedpiścy mają rację. Z tym zastrzeżeniem, że to się już zrobiło nudne, a nie dopiero robi. Tylko wydawcy/studia, jak zwykle z opóźnionym kumaniem, jeszcze tego nie widzą i nadal próbują się podczepić pod ten pociąg, co już prawie nie jedzie, choć jeszcze nigdzie nie dojechał.

Sama idea wporzo, wykonanie płytkie, miałkie i nieuleczalnie wtórne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-06 09:47:22
05.02.2017 22:27
odpowiedz
<Rydygier>
15

O, to ciekawa tematyka. Więcej i głębiej rad bym oglądał o tym. Może jakieś merytoryczne wywiady z najlepszymi w te klocki?

O ile grafika na współczesnym poziomie wydaje się mi OK (jak zawsze, póki lepsza nie przyzwyczai mnie do siebie stając się nowym standardem) o tyle na tych polach - AI, proceduralność, złożoność odwzorowań itp. odczuwam silny niedosyt, a może raczej mam wielki apetyt na coś więcej. Bo dostrzegam, że teoretycznie jest możliwe znacznie więcej, niż gry zwykły dawać. Przy czym przydział mocy obliczeniowej to jedno ograniczenie, drugim jest nakład pracy, czyli pieniędzy. Trzecim - zdolności intelektualne devów. Wyobraźnia. Odwaga. Pomysłowość. Wizjonerstwo albo jego brak lub przeciwieństwo wręcz - zachowawczość i wtórność dyktowana przez wydawnictwa względami biznesowymi względnie niedostatkiem owych zdolności. Frustruje, gdy wielkie budżety i lata harówy są marnowane na kolejne odgrzewane kotlety.

Mam szczerą nadzieję, że faktycznie podbijanie jakości grafiki przestanie na dobre być wiodącym sposobem na przyciągnięcie nabywców i studia poszukają w wymienionych kwestiach pola do popisu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-05 22:33:57
05.02.2017 15:03
odpowiedz
<Rydygier>
15

To uniwersum zasługuje na znacznie więcej.

03.02.2017 14:47
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

O. W lutym dla odmiany mam na co czekać, mianowicie na Torment: Tides of Numenera. Od dłuższego czasu przekonać mnie do siebie nie udaje się żadnemu izo-oldskul RPGowi. Ani tym z nowej fali, ani nawet starym legendom. Nowy Torment według mnie to najlepiej zapowiadająca się gra tego rodzaju, może więc jej się uda. Jeśli nie - prawdopodobnie stanowić będzie dla mnie pożegnanie, oby przynajmniej godne, z takimi grami.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-03 19:56:30
01.02.2017 00:21
1
<Rydygier>
15

"No, teraz wiem, żeby tak nie robić."/"Prosiłem się o to."

Jak nie robić i o co się prosiłem? Nadal tego nie wiem. Toć objaśniłem, czemu rady Cynicznego Rewolwerowca mają się nijak do sytuacji, o której piszę. Zna ją jedynie z oględnego opisu, a serwuje mi taką analizę, jakby siedział mi za plecami podczas gry i widział dokładnie, co się działo tura po turze. Zakłada, że postępowałem głupio i skutek był zasłużony. Zakłada bezpodstawnie, co objaśniłem.

Jeśli zaś ma to oznaczać, że przy drugim podejściu będę już wiedział, kto gdzie stoi i co może i jak mam w związku z tym grać, to ja przepraszam - pewnie, że jasnowidz ma łatwiej, tylko czym to się różni od save&load poza tym, że zamiast zaczynać od początku, cofam się o parę tur? Nie. W dobrze zrobionej grze taktycznej pierwsze przejście nie powinno być znacząco trudniejsze od kolejnych, bo jej trudność powinna leżeć w samych wyzwaniach taktycznych, nie w tym, że nie wiadomo lub owszem, gdzie i na co być gotowym w danym momencie czy danej misji.

"Ej, no ale skąd ja miałem wiedzieć, że on to zrobi?! To nie fair!"

Nie w tym rzecz, że zdarzają się paskudne niespodzianki. Nie w tym rzecz, że ma być fair (nie ma, a bywa - jak wspomnieliśmy, na niższych poziomach trudności gra potrafi oszukiwać na korzyść gracza. Dla mnie to jak kapitulacja - "nie byliśmy w stanie zaprojektować dobrze balansującej się rozgrywki, więc musimy ja balansować sztucznie i oszukiwać zasady, które sami stworzyliśmy"). Rzecz w tym, że gra powinna być lepiej zbalansowana jeśli chodzi o wpływ taktyki i czynników niezależnych na wynik rozgrywki. Moim zdaniem - nie jest, zbyt wiele zależy od tego, na co gracz nie ma wpływu. Podałem na to jeden, konkretny przykład w charakterze ilustracji, nie jojczenia. Fakt faktem, status quo czyni tę grę swoiście realistyczną jeśli chodzi o brutalność konsekwencji nie tylko błędów, ale i "pecha". Nie inaczej, a nawet znacznie pesymistyczniej wyobrażałbym sobie podobne starcie z podobnym wrogiem. Ale to raczej argument albo przeciwko settingowi albo takiemu realizmowi, skoro nie służą rozgrywce.

Jesteś innymi słowy kompletnie nieprzygotowany mentalnie na gry takie jak XCOM.

Jeśli ma to oznaczać, że nie są takie gry dla mnie, to owszem, już to napisałem, nie są, choć pewnymi cechami kuszą, niestety. Ale to raczej kwestia osobistych preferencji, tego, z czego czerpię satysfakcję, a z czego nie, niż "mentalnego przygotowania". Nie podoba mi się to, co gra serwuje graczowi i tyle. Grywało się w gry i trudne i odległe od "prowadzenia za rączkę" i było git. A tu nie jest. Komu się podoba - ten się cieszy i dziwi się mi, jak ja dziwię się jemu. Dlatego też ta diagnoza:

Ona powinna ci wszystko o razu łopatologicznie wytłumaczyć jak w większości dzisiejszych gier AAA, żebyś przypadkiem kuku sobie nie zrobił i się nie "frustrował"

Jest po pierwsze błędna a po drugie - nie wynika z tego, co napisałem. Nie mam nic przeciwko temu by gra była trudna i karała błędy graczy. Wolę takie, które karzą. Ale nie podoba mi się, gdy gra karze gracza, który błędu nie popełnił, bo tyle na kości wypadło lub tak się złożyło. To, co opisałem, jest tego przykładem.

Moją ulubioną grą w ogóle jest Arma 3, która ma i stromą krzywą uczenia i jest bezlitosna dla lekkomyślnych graczy. Zwykle nawet nie dojrzą, skąd padł strzał. I gra mi się w nią świetnie. Tak samo - JA2, TOAoW, HoI czy inne złożone strategie - we wszystkich tych grach kara jest nieomal zawsze konsekwencją błędu, nie kaprysu gry czy zbiegu okoliczności. Tutaj, w XCOM, powtórzę raz jeszcze, czynniki losowe i niezależne od woli gracza są zbyt znaczące dla rezultatu. Z tym mam problem odnośnie gry.

Z czym mam problem odnośnie tryby ironman z kolei - już pisałem. Nie lubię doświadczać negatywnych emocji. Nie pojmuję, jak można lubić. To masochizm. Dlatego mając wybór niemal nigdy nie próbuje grać a la ironman, a wyboru nie mając - niemal nigdy nie sięgam po taką grę. A jeśli nawet - nie przywiązuję się do postaci. Po co, skoro może w każdej chwili bezpowrotnie zginąć. Możesz to czasem zaobserwować u żołnierzy w filmach wojennych (jak rozumiem ma to odzwierciedlenie w rzeczywistości - vide choćby Furia czy oparta na faktach Kompania Braci) - tam, gdzie trup ściele się gęsto, weterani nie chcą nawiązywać relacji z żółtodziobami, zbyt wielu kumpli już stracili. Po co znowu fundować sobie smutek, poczucie straty itp. Ciebie to dlaczemuś rajcuje, nie ogarniam tego, ale spoko, nie muszę. Inna sprawa, że nie lubię też marnować czasu, cenię go sobie, jak i w koło Macieju powtarzać tego samego (chyba zrozumiałe?). Stąd sejwuję często i z lubością.

Jestem ciekawy, jak wyglądałoby Twoje granie w Dark Soulsy. Albo dungeon crawlery. Albo bijatyki.

Nie gustuję w żadnej z wymienionych. DS, bijatyki - zbyt wymagające od strony zręcznościowej. Nigdy nie byłem dobry w szybkim a skoordynowanym klikaniu i machaniu myszą. Wolę takie, gdzie decyduje pomyślunek. Z dungeon crawlerów spróbowałem jednej - Darkest Dungeon. Ta gra ma w zasadzie dokładnie ten sam problem, co XCOM2, tzn. zbyt wiele zależy od szczęścia. Ale przy tym jest jeszcze bardziej umowna i dość szybko robi się monotonna, schematyczna. Jest też, w odróżnieniu, grą, w którą chyba nie można przegrać. Jakiś czas szło nieźle, ale gdy przestało - spróbowałem na koniec z ciekawości przegrać. Otóż wyszło, że chyba zawsze można kontynuować. Koniec końców zniechęciła mnie głównie nuda. Mało zaskakujące, bo tak właśnie postrzegam dungeon crawlery - trudne bądź nie, ale z zasady nudne, bo i lochy same w sobie mnie nudzą.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-01 11:14:21
31.01.2017 19:47
<Rydygier>
15

1. Postawiłeś wszystkich w jednym miejscu

Hm, niezupełnie. Jedynie na tyle blisko, by mogli się wspierać ogniem. Co w tamtym miejscu oznaczało - dość blisko siebie. Błędem byłoby ich bardziej rozpraszać. Zresztą bez większej różnicy - ktoś by zginął tak czy siak.

2. Zupełnie nie potrafiłeś zaplanować kilka tur do przodu co zrobić jak coś pójdzie nie tak

Nie łapię. Co takiego miałbym zaplanować, co by zapobiegło temu, co się stało? Mogłem albo posuwać się do przodu w każdym ruchu ryzykując tego typu konsekwencje albo tkwić w miejscu i drżeć.

Dlatego szukając ufoków należy to robić ostrożnie, ale zdecydowanie

Dobra rada zawsze w cenie. Kiedyś śp. ojciec kazali mi rąbać drewno. W trakcie czynności nadpękł trzonek siekiery. Idę, i pytam, co dalej. Odpowiedź była równie dowcipna: rąb delikatnie.

a nie wypierniczyć wszystkich na dach myśląc że to załatwi sprawę.

Jaką sprawę? Nie zamierzałem tam biwakować w oczekiwaniu na zwycięstwo. Tamtędy droga wypadała. Posuwałem się do przodu wykorzystując chwilowo dach by lepiej dojrzeć, co przede mną, nie leźć w ciemno i jakby co mieć przewagę wysokości.

bo masz zwiadowcę który nie traci stealtha, prawda?

Nie. To nie był ten etap, gdzie miewa się stealth. Owszem, gdyby tam był jeden, zginąłby jeden. Czyli dalej do bani.

to ten mech byłby martwy nim zdążyłby cokolwiek odpalić (3x reaction shot z overwatcha, albo 4-5 jak masz 6-cio osobową drużynę).

Masz na myśli tyle trafień. Gdyby tam był jeden gostek, nawet tylu strzałów by nie było, nie mówiąc o trafieniach. Właśnie dlatego byli wszyscy. Żeby się wspierać. Myślisz, że byli bez overwatcha? Nie biegali po mapie jak bezgłowe kurczaki. Przemieszczali się mniej więcej tak, jak opisujesz. A gdy się przemieścili do krawędzi dachu, przylazło, strzeliło i tyle.

Gra cię nauczyła co jest dobrą taktyką, a co nie.

Nic podobnego. Nauczyła, że w pewnych sytuacjach taktyka nic nie pomoże. Nauczyła też, że nie dostarczy mi dobrej rozrywki, za to sporą dozę irytacji - delikatnie pisząc.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-31 20:01:25
31.01.2017 13:29
<Rydygier>
15

nie ma mowy o "jednym błędzie, który może pogrzebać wszystko" (chyba, że ten błąd to dopuszczenie do squadwipe'a na przykład, tak, wtedy jak najbardziej, ale ten nie może być wynikiem jednego błędu).

Z "życia" wzięte:

Drużyna, jeszcze w trybie skradania, rozstawiona na krawędzi dachu wysokiego budynku, za osłonami itp. - rozpoznanie. Wtem spoza pola widzenia wkracza jednostka przeciwnika, o której obecności nie miałem skąd wiedzieć (dopiero robiłem rozpoznanie). Nie pamiętam, co to dokładnie było, może jakiś mech, ale miało bodaj wyrzutnię rakiet. Odpaliło jedną dosłownie wybijając dziurę w dachu pod nogami członków drużyny. 4xKIA w jedną turę - jedni od wybuchu, drudzy od upadku z wysokości. Pozostali ranni. Proszę wskazać błędy, które popełniłem. Nie było znanych uprzednio przeciwwskazań do takiego umiejscowienia drużyny. Nie było wiadome, że jest tam tak uzbrojona jednostka. Ani że pójdzie w tę stronę. Ani też nie było jak zmierzyć, że mnie stamtąd dostrzeże. Za pierwszym podejściem nie miałem też powodu zakładać istnienia mechaniki dziurawienia dachu i obrażeń od upadku, ale to na marginesie.

Popapranych sytuacji wynikłych z bezwinnego zaskoczenia w stylu "nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji" było więcej, ale nie mam zbytnio pamięci do szczegółów, by je opisać. Ruch taktycznie uzasadniony może i czasem wprowadza postać lub i całą drużynę w sytuację, z której nie sposób wyjść bez ofiar. A bywa nieraz, że rozgrywka wymusza podejmowanie tym większego ryzyka z powodu pośpiechu.

Kluczowa różnica między nami to podejście do śmierci

Tak. Dla mnie śmierć lubianej postaci to zwykle koniec gry, bo znika przyjemność z dalszej rozgrywki. Gdyby nie save&load zakończyłbym moją przygodę z XCOM2 na pierwszej czy drugiej misji.

Pozdrawiam takoż.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-31 13:38:14
30.01.2017 22:55
1
<Rydygier>
15

Ok, po prostu nie chcesz się w żaden sposób męczyć mentalnie, odczuwać realnego napięcia, żyć z konsekwencjami swoich wyborów, podejmować trudnych, pernamentnych decyzji, wyciągać wniosków z każdej kolejnej porażki lub błędu i stopniowo kierować się ku zwycięstwu akceptując przegraną

Ano nie. Nie po to gram. Dość mam takich wrażeń, zwykle mało przyjemnych, w życiu, bym miał jeszcze ich szukać w grach.

To co mnie jednak irytuje(?), to Twoje osobiste przekonanie, że za dużo w XCOMach zależy od szczęścia. Oczywiście, sam wiele razy przekonałem się, jak znaczącym czynnikiem ono jest, ale no kaman.

Ano właśnie. Moim zdaniem zbyt znaczącym (w odróżnieniu od takiego JA2, gdzie było w sam raz i grało się o niebo przyjemniej). Bywało, że traciłem ponad pół drużyny w jednej-paru turach nie z uwagi na jakiś mój błąd, a z powodu okoliczności, o których nie mogłem wiedzieć. Ani wziąć pod uwagę ich możliwości. Albo z uwagi na ryzykowne ruchy wymuszone pośpiechem. Albo z uwagi na podejrzanie częste sytuacje, gdy np. na cztery strzały z szansą, powiedzmy 75% były trzy-cztery pudła. Albo z uwagi na to, że na trudne misje musiałem wysłać zielonych żółtodziobów, bo weterani martwi bo patrz wyżej.

W XCOM2 jest wiele misji, każda złożona z tuzinów decyzji. Wiele z tych decyzji niesie krytyczne skutki - pojedynczy błąd może nawet przekreślić szanse na zwycięstwo. Albo pojedynczy pech. A okazji po temu jest multum. Jeden błędny krok może kosztować wszystko, a często nie sposób wiedzieć, który będzie błędny. To oznacza, że by ukończyć grę w trybie iron man trzeba być moim zdaniem bezbłędną maszyną i szczęściarzem w jednym. Albo gościem gotowym próbować do skutku dziesiąt razy. Widocznie tacy gracze są, ale ja do nich nie należę. Natomiast należę do tych, dla których strata choćby jednej z ulubionych postaci to de facto porażka i powód, by skończyć grę, bo już się nie chce dalej.

Odnośnie rozbudowanych relacji - myślę, że sporo by się dało między misje wcisnąć. Ale trzeba by dodać cały, nowy aspekt rozgrywki zawierający takie rzeczy, zatem przypuszczam, że wątpię.

30.01.2017 11:16
<Rydygier>
15

Dlatego zastanawiają mnie protesty mieszkańców, gdzie w okolicy miały te elektrownie powstać.

Nie każdy był w Marii. Znacznie więcej ludzi za to pamięta Czarnobyl. Zresztą tego typu lęki nie muszą i zwykle nie bywają zbytnio racjonalne. Często nie stoi za nimi rzetelna wiedza. Tymczasem mentalność "jestem za, byle nie blisko mnie" jest tak powszechna, że czasem trudno znaleźć wystarczające odludzie. A gdy się znajdzie, przychodzą ekosy i przypinają się do drzew, czy coś, by chronić dziewiczość.

Swoją szosą, jakiś czas temu czytałem, że wkrótce głównym problemem może być nie produkcja, a modernizacja infrastruktury przesyłu energii.

Osobiście nie sądzę, by polska elektrownia jądrowa wygenerowała coś więcej, niż iks ciepłych synekurek. Polska węglem stoi i jeszcze postoi, nim będzie sobie mogła pozwolić na eko-ekstrawagancje (do których energia jądrowa i tak nie zalicza się zbytnio). Zapewne najlepsze, co można robić teraz, to usprawniać technologię elektrowni węglowych pod kątem efektywności i ochrony środowiska.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-30 11:16:48
29.01.2017 21:27
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Cóż. Nie należy obiecywać nie mając pewności, czy obietnicy uda się dotrzymać. A że pewnym nie można być nieomal niczego...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-29 21:28:34
29.01.2017 08:47
1
<Rydygier>
15

Gdy wiesz, ze Twoja nieprzemyslana decyzja moze doprowadzic do katastrofalnych i nieodwracalnych sytuacji, to autentycznie grasz na krawedzi krzesla liczac kazda kratke ruchu

Właśnie dlatego nie chcę tak grać. Nie jest to dla mnie pozytywne doświadczenie. Zwłaszcza, że i przemyślana decyzja może się tak skończyć, niestety zbyt łatwo, myślisz nad każdym ruchem, czy nie (ja owszem) - i to jest główny zarzut. Oczywista, kto tak lubi - niech się tym cieszy.

lek, frustracja,

No właśnie. Dlaczego miałbym chcieć odczuwać lęk i frustrację? Nie chcę.

boli jeszcze bardziej. Cudo.

Masochistąś? :)

Żołnierze będący czymś więcej, niż szarym, anonimowym mięsem armatnim to faktycznie zaleta. Jedna z głównych, którą osobiście pociągnąłbym dalej - dodałbym może jakieś interakcje "społeczne" między nimi, choćby w bazie. Ba. Dałbym graczowi możliwość przechadzania się po bazie i rozmów. Może jakieś konwersacyjne questy nawet dające jako nagrodę podbudowę morale czy inne bonusy. XCOM tutaj pozostaje według mnie cokolwiek "suchy" czy też płytko-schematyczny.

Nie dostrzegam zadnego sensu w psioczeniu na mozliwosc zaistnienia absurdalnych sytuacji w grach opartych w duzej mierze na procentach.

Chodzi o to, że czynnik losowy gra tu według mnie zbyt dużą rolę. Absurdy nie tyle mają szanse się zdarzyć, co są wpisane w mechanikę. Jeśli postać może przytknąć lufę do brzucha celu a i tak pudłuje (ze sporą szansą jak na okoliczności) to ja tu podejrzewam udział nieco innych "procentów". Za duża umowność.

Nie wiem, co robiles podczas misji z tymi ograniczeniami

Spieszyłem się jak głupi, niestety, bo tego nie cierpię. Szło mi nieźle, bo wgrałem se moda, który jedne ograniczenia bodaj usuwał, a inne wydłużał, czy jakoś tak, nie pamiętam już dokładnie. A i tak bywało krucho z czasem. Tego typu misje wymuszają taktykę po mojemu bardzo lekkomyślną i ryzykowną. Odliczanie jakiejś bomby może to tłumaczyć (acz za n-tym razem zrobiło się to mocno schematyczne), ale co z tego. Nic.

Satysfakcji pewnie nie bylo, bo byl save&load obecny wlasnie.

Nie było szans na satysfakcję, bo mimo save&load dominowało uczucie ulgi, że oto już koniec tego cholernego frustrowania się. I zaduma - po co ja się tak męczyłem?

Raz zresztą próbowałem trybu iron man, w poprzednim XCOM co prawda. Skończyło się na tym:

nawet na poziomie strategicznym można się zapędzić w ślepy zaułek (gdy już nie ma kim walczyć, bo weterani polegli, a żółtodzioby są praktycznie bez szans).

Dość szybko każda misja stała się rzeźnią, z której wszyscy wracali w workach. A raczej nie wracali. Nudne i przygnębiające. Nie było sensu tego ciągnąć w ogóle. Ani próbować gry od nowa do skutku, bo może za n-tym razem jakimś cudem...

Oczywiście, co komu podchodzi. Ważne, by tacy, jak ja, wiedzieli, na co się piszą.

A do XCOM2 może jeszcze wrócę, żeby wypróbować Long War. Choć nie robię sobie nadziei specjalnej.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-29 09:04:14
27.01.2017 16:38
odpowiedz
<Rydygier>
15

Pamiętam, że świetną sprawą był sam fakt ukazania się gry w oparciu o wiedźmińską sagę i to jeszcze tak udanej. Z rozgrywki najmilej wspominam całościowy klimat rozdziału wiejskiego. Perełka i mały majstersztyk sam w sobie. Poza tym - dobrze zarysowane charakterologicznie postacie i soczyste, ani drętwe, ani naiwne, wiarygodne dialogi (choć w W1 jeszcze pisane trochę z klęczek, za dużo mniej lub bardziej dosłownych cytatów z Sapkowskiego, acz na złe to nie wyszło). To z uwagi na nie w znacznej mierze chciało się pchać fabułę do przodu. Do dziś to rzadkość. Wrażenie było bardzo pozytywne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-27 16:43:22
26.01.2017 11:35
4
odpowiedz
<Rydygier>
15

Jeśli PoE2 nie będzie się miało do PoE jak BG2 do BG1, to se daruję chyba, że nuda mocno przyciśnie.

26.01.2017 09:05
odpowiedz
<Rydygier>
15

PC - 640x480 i 800x600. 1024x768 - chyba jeszcze nie miałem w tym czasie odpowiedniego sprzętu, ale nie jestem pewien. Uprzednio grałem też na automatach i Pegasusie oraz na jakichś zmurszałych PCtach w pracowni szkolnej. Nie mam pojęcia, co to były za rozdzielczości.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-26 09:05:44
25.01.2017 21:18
odpowiedz
<Rydygier>
15

Może czasy są cięższe pod pewnymi względami, może są lżejsze pod innymi, może ludzie mają mniejszy udźwig po prostu. Nie sposób stwierdzić, skoro nie poznaliśmy na własnej skórze żadnych czasów poza własnymi.

Różne bywają przyczyny. Choroba (depresja), bezpowrotna utrata czegoś, w czym człek błędnie upatrywał sensu swojego życia lub rozczarowanie tym czymś względnie nie dostrzeganie niczego nadającego sens, ucieczka przed nieznośnym cierpieniem, strach czy nawet tzw. sukces życiowy, gdy osiągnęło się już wszystko a tu nadal szczęścia nie widać, ino jedno wielkie rozczarowanie i qpa (samobójstwa celebrytów, sław, bogaczy). Jaki to powód nie byłby, skoro jest silniejszy niż sam strach przed śmiercią, to tym bardziej nie pomoże czyjeś pouczanie, że to przecież przesada bo od czego psychologowie. Leczenie depresji to rzecz odrębna rzecz jasna. Tymczasem co komu błahe, a co kluczowe - to rzecz indywidualna i rzadko racjonalna.

Jak patrzę? Jak na ofiary - choroby lub kłamstwa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-25 21:20:12
25.01.2017 10:49
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Nie miałem z takowymi styczności, ale i tak pachnie quasi naciąganiem.

Czemu quasi? Ponieważ ogólnie każda aktywność mózgu, w tym ta generowana przez gry logiczne, ale też gry inne, stanowi ćwiczenie z czasem i w pewnych granicach usprawniające pracę mózgu pod danym względem podobnie, jak ćwiczenia na siłowni usprawniają pracę mięśni (choć tu chodzi bardziej o mechanizmy sieci neuronowej).

Czemu naciąganie? Ano właśnie dlatego, że chyba każda aktywność stanowi ćwiczenie, w tym każda gra i jakoś wątpię, by dane minigierki ćwiczyły mózg o tyle lepiej od innych, by robić wokół nich halo, jakby były czymś nadzwyczajnym. Domyślam się też, że nie monitorują stanu mózgu (jak niby) a jedynie parametry/specyfikę postępów w grze. I jakoś tam sobie arbitralnie przekładają na "pasek postępu". Słowem - e tam, acz świadomość tego, że mózg można i należy ćwiczyć, że można kształtować i poprawiać jego możliwości, również i w sposób planowy, systematyczny, jest cenna.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-25 10:57:37
25.01.2017 10:33
2
odpowiedz
<Rydygier>
15

Zarzucanie ekranu tekstem nie widzi mi się ukłonem w stronę każuali. Wręcz przeciwnie.

Gdy człek ma wgląd do garnków kucharza, inaczej patrzy na podaną mu potrawę. Czasem lepiej nie zaglądać do kuchni. Ani nie zerkać na płótno malarza, nim skończy.

Ale to:

wycinając ze swej produkcji Ooma, deweloperzy złamaliby jedną z obietnic z kampanii na Kickstarterze

już co innego. Skoro obiecano - nie ma zmiłuj. Już lepiej odwlec premierę.

Przy czym zasadniczo, zamiast robić newsa z niepotwierdzonych plotek warto się wstrzymać do czasu, aż nastąpi oficjalne potwierdzenie lub dementi.

Myślę, że jak zwykle - się zobaczy i oceni po premierze to, co będzie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-25 10:39:52
24.01.2017 15:52
odpowiedz
<Rydygier>
15

Hm. Ja wiem o tym od dawna, ale nigdy nie rozkminiałem głębiej.

Może tak, w kolejności:

1. Jeśli da się (zwykle pewnie nie) ustalić prawnego posiadacza/spadokobiercę - skarb należy się wszakże jemu, a znalazcy nic.
2. Jeśli nie zachodzi 1 a państwo chce, może na tym łapę położyć (bo dziedzictwo kulturowe, jego terytorium itp.), ale wówczas znalazca winien otrzymać nie 10% znaleźnego, a pełną kwotę wartości rynkowej znaleziska.
3. Jeśli państwo nie chce znaleziska lub nie chce zapłacić, posiadaczem staje się znalazca.

Ma to sens? W każdym razie zasada "znalezione nie kradzione" w najlepszym razie jest zbytnim uproszczeniem.

A właściwie, czytam, że:

http://www.polskieradio.pl/42/276/Artykul/1465066,Nowe-przepisy-dotyczace-rzeczy-znalezionych-korzystne-dla-poszukiwaczy-skarbow

"Zmiany dotyczą także skarbów. Od dziś ich wartość będzie dzielona po połowie między znalazcę i właściciela nieruchomości, na której je znaleziono. Jeżeli jednak okaże się być materiałem archiwalnym, właścicielem stanie się Skarb Państwa ale znalazcy będzie należała się nagroda."

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-24 16:00:26
22.01.2017 09:30
odpowiedz
<Rydygier>
15

W sumie nie lubię całego konceptu walk z bossami. Zwykle jest dość sztuczny, nieraz frustrujący. Łatwy boss to dla mnie raczej miła niespodzianka. Milsza - brak bossów w ogóle. Tzn. finałowe wyzwanie może i często powinno być nietrywialne, ale czemu miałoby przyjmować formę jakiegoś upierdliwego superosiłka?

Jak dla mnie najbardziej satysfakcjonujący finałowy boss do pokonania pojawił się w Plansecape: Torment, właśnie dlatego, że nie trzeba go było koniecznie zaklikać na śmierć, przy odpowiednio dopakowanych statystykach postaci dało się go pokonać samą konwersacją. I to na parę sposobów bodaj.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-22 09:31:09
21.01.2017 09:37
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Skłaniałbym się grami niezależnymi nazywać produkcje studiów, które same wydają własne gry, niezależnie od wielkości, budżetów i ambicji.

Albo szerzej, choć zwykle chyba to się sprowadza do powyższego - takie gry, w toku produkcji których nikt poza samymi devami nie ingeruje w proces tworzenia i ich kształt czy to wymuszając jakieś zmiany czy to wyznaczając odgórne terminy.

Bo ową niezależność rozumiem właśnie jako niezależność procesu twórczego i jego rezultatu od cudzych zachcianek/kasy.

18.01.2017 12:28
<Rydygier>
15

Właśnie siedzę przy prostym meblu od Bodzia, blat pod kompa, obok mebel drugi, szafka z szufladami, razem czynią wygodne biurko, niedrogie (niecałe 216 PLN), niebrzydkie w sumie mimo prostoty. Raczej OK. Z wad - ostre, nie "sfazowane" krawędzie blatów (od strony siedzenia osłoniłem taką piankową taśmą na meble na sytuacje, gdy małe dzieci w domu, wyszło nieźle). Instrukcja precyzyjna, czytelna, OK, acz montaż obu zajął kilka godzin (mam do tych spraw dwie lewe ręce) i musiałem w międzyczasie dylać do sklepu po jeden brakujący wkręt.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-18 12:31:46
18.01.2017 12:22
odpowiedz
<Rydygier>
15

Skoro gitarowo, to:

Return to Ommadawn - Mike Oldfield, 20 stycznia 2017

http://datapremiery.pl/data-premiera-plyty-23685/

https://youtu.be/Uo-nDlzAGhk

18.01.2017 10:37
odpowiedz
<Rydygier>
15

Żaden ze mnie wybredny audiofil, ale jestem wszechstronnie zadowolony z Superlux HD681 (coś z tej serii). Jak na ten przedział cenowy (okolice 100) - najlepsze, jakie miałem dotychczas. Szczerze polecam. Mój model, starszy, jest co prawda szpetny z wyglądu, ale:

http://www.test-gear.pl/testy-i-recenzje/sluchawki/superlux-hd681-evo-v2/

"Jedna z najważniejszych kwestii w CS'ie czyli pozycjonowanie prezentuje się bardzo dobrze"

17.01.2017 23:51
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Spójna, dojrzała, dobrze zrealizowana koncepcja. Ale ta spójna, dojrzała i dobrze zrealizowana koncepcja jest taka, że gra potrafi niesamowicie sfrustrować. Nawet, gdy się gra systemem save&load (po prawdzie nie wyobrażam sobie nawet grać w to inaczej). Nie tylko taka, nie inna mechanika walki prowadzi do absurdalnych sytuacji, nie tylko pudła wydają się zdarzać częściej, niż powinny, nie tylko jeden mój czy moich błąd lub wręcz niezależna, nieprzewidziana okoliczność albo pechowy rzut kością może zamienić w ciągu jednej tury pewny sukces w kostnicę naszych bojowników o wolność, ale nawet na poziomie strategicznym można się zapędzić w ślepy zaułek (gdy już nie ma kim walczyć, bo weterani polegli, a żółtodzioby są praktycznie bez szans).

Nie jestem pewien, czy dobrze pamiętam, ale twórcy xcom 2 bodaj najwyraźniej poczuli się zmuszeni dodać "dynamiczne cheatowanie" zaszyte w rozgrywkę. Na korzyść gracza. Miałoby polegać na tym, że jeśli mu mocno nie idzie, zaczyna dostawać rzuty "lewymi kośćmi". Kilka razy to widziałem. Nagle jakoś "nasi" przestają pudłować, zadają więcej krytyków... To trwa tylko chwilę, ale jest dość ewidentne. Może zależnie od poziomu trudności. Coś takiego fatalnie świadczy o designie mechaniki walki - skoro gra sama ją musi prowizorycznie "obchodzić" dla jakiegoś balansu. Jeśli dobrze pamiętam. Grałem dość dawno.

W każdym razie - zbyt wiele zależy od ślepego (a właściwie podejrzanego o cheatowanie) losu, zbyt mało - od dobrej taktyki, przy nieomal zerowym marginesie błędu. Hardkorowość, którą to generuje nie jest pozytywnego rodzaju. Pod względem prawidłowego zbalansowania tych aspektów wzorcem pozostaje chyba JA2.

Wyśrubowane ograniczenia czasowe też ssą na maksa i gdyby nie mody...

W końcu mimo nerwów, jakie gra kosztowała, przemęczyłem ją save&load (bywały tury ładowane po kilkanaście razy) i ukończyłem. Nie było radości, nie było satysfakcji nawet, tylko jakaś taka ponura ulga, że wreszcie koniec tej cholernej nerwówki. Gra jest zbyt dobrze zrobiona, by ją ocenić nisko i zbyt frustrująca, by ją uczciwie ocenić wysoko. Ocena średnia byłaby zgniłym kompromisem. Zatem oceny nie będzie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-18 08:38:25
17.01.2017 12:28
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15

Ano właśnie - po co. Żeby obrany kierunek rozwoju NMS miał sens, prędzej czy później będą musieli przemodelować całą rozgrywkę tak, aby te nowe dodatki grały w niej istotną rolę, współdziałały ze sobą i gameplayem, albo NMS pozostanie zlepkiem losowych fjuczerów bez ładu i składu i bez żadnej ogólnej koncepcji ani myśli przewodniej. O ile nie stoi za tym jakiś głębszy, jeszcze ukryty koncept, mam wrażenie, że marnują czas.

W obecnej formie gry (sprawdza się głównie jako podziwiarka proceduralnie kreowanych krajobrazów i form życia (które rozczarowują jak na razie zarówno pod względem wyglądu jak i zachowania), reszta to głównie pretekst, by była jakaś motywacja do przemieszczania się) ATV może się przydać do, ja wiem, szybszego przemierzania planety, niż na piechotę. Ale od czego statek?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-17 12:28:59
16.01.2017 13:13
odpowiedz
<Rydygier>
15

I. Kingdom Come: Deliverance – Ze świecą szukać współczesnej gry z takim pietyzmem podchodzącej do realiów, w których jest osadzona. Ma potencjał stać się czymś więcej, niż się zapowiada, choć może okazać się i czymś mniej, niż powinna.
II. Torment: Tides of Numenera – Torment. Fronczewski & Co. Przywróci mi wiarę, że gra może mnie jeszcze naprawdę wciągnąć? Czy będzie dla mnie tylko i aż godnym pożegnaniem z klasycznymi cRPG?
III. ME: Andromeda – Duże nadzieje, bo ME. Duże obawy, bo DA: I.

16.01.2017 12:44
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

I. Stellaris – kosmiczne 4x to jeden z moich ulubieńszych schematów rozgrywki. Ograny schemat bez rewolucji, ale w moim odczuciu stanowi niejako zwieńczenie, udaną kompilację tego, co najlepszego da się zeń wycisnąć.
II. TW: Warhammer – Schemat rozgrywki Total War i uniwersum warmłotka aż się prosiły, by je pożenić. Tak uczyniono – mądry ruch.
III. HOI 4 – Serię HOI cechuje miły mi typ hardkoru generowany przez ponadprzeciętnie pogłębione spojrzenie na mechanizmy, które gra odwzorowuje.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-16 12:48:07
16.01.2017 11:22
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15

Jakieś 8 lat temu nie za duży domek jednorodzinny razem z fundamentami i wszystkim na pomorskiej wsi kosztował 300 tys. z bliżej nieustalonym hakiem. Ale nie z drewna. 135 m2 powierzchni użytkowej (piwnica + parter + nieduże piętro, bo skosy dachu) i strych bez prawdziwej podłogi, do tego duży zadaszony taras.

Jeśli z drewna w sensie gotowiec z bali itp, to ceny można sprawdzić u producentów, np:

http://danmardomy.pl/oferta/domy-caloroczne/

16.01.2017 10:23
<Rydygier>
15

nie wiem

Ewidentnie. I Twoje szczęście, bo gdybyś wypisywał takie brednie i bluźnierstwa świadom tego, co robisz - biada. Może powinieneś się dowiedzieć, popytać, to przestaniesz błądzić.

Ale spoko, przybędzie lat, zmieni się spojrzenie na życie, to może się dowiesz, spokorniejesz i zrozumiesz. Oby. Póki co dobra rada - szanuj innych ludzi nawet, gdy nie podzielasz i nie rozumiesz ich przekonań.

15.01.2017 18:24
<Rydygier>
15

Podziękował. Czyli źle szukałem.

15.01.2017 18:21
odpowiedz
<Rydygier>
15

A co, chciałbyś oddawać relikwii cześć boską? Czy raczej zapisać się do ikonoklastów? Bo pierwsze to grzech a drugie - herezja. Oj, chyba znacznie dłużej nie jesteś na czasie, niż "ostatnio". Tak gdzieś od 787 AD.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sobór_nicejski_II

Wyjaśni Ci to Katechizm Kościoła Katolickiego w paragrafie 1674 (i kolejne), uprasza się przestać opowiadać bajdurki i uzupełnić braki w wiedzy.

http://www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkII-2-4.htm

Względnie:

http://www.teologia.pl/m_k/zag09-12.htm#2

(pkt 2) oraz:

http://www.pch24.pl/dlaczego-czcimy-relikwie-swietych-,32144,i.html

15.01.2017 17:44
odpowiedz
<Rydygier>
15

Kurczę, aż chyba sobie po kilku dobrych latach poza Zoną kupię Zew Prypeci (mod jest pod tę część, jak czytam) żeby obczaić.

15.01.2017 17:10
1
<Rydygier>
15

Ale takich info szuka się na stronie wosp

Szukałem, nie znalazłem tego, o co mi chodzi. Albo źle szukam, albo nie ma na stronie WOŚP. Link powyżej pożyteczny (o ile chcemy przeklikiwać przez każdą miejscowość), ale to nie wyczerpuje mojego pytania. Rozumiem, że w przypadku zbiórki tegorocznej tak szczegółowego zestawienia, na co konkretnie komu konkretnie chcemy zbierać, może nie być.

chce mi się rzygać

No, zauważyłem, że strasznie Cię nosi. Niepotrzebnie. Właśnie dlatego Polak Polakowi wilkiem, że bardzo wielu daje się ponosić, zamiast zachować spokój i szacunek. Przecież Twoja wypowiedź w swej pogardliwej napastliwości sama wpisuje się w to, co piętnuje. Przyczynia się do eskalacji. Niech każdy zacznie od siebie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-15 17:23:39
15.01.2017 15:46
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

No hura po prostu, nie mogli zainwestować czasu lepiej, to wszak kwintesencja ME. :/

15.01.2017 13:51
<Rydygier>
15

Jeśli ktoś ciekaw, a propos, sprawozdanie finansowe Caritasu za 2015:

http://www.caritas.pl/wp-content/uploads/2014/02/SKMBT_283160608115301.pdf

(przy czym to jest Caritas Polska. Czy powyższe obejmuje np. diecezjalne caritasy?)

Statut:

http://www.caritas.pl/wp-content/uploads/2015/10/Statut_CP_2015_10_30.pdf

(o działalności statutowej rozdział II)

A tu Caritas o WOŚP:

http://www.caritas.pl/oswiadczenie-dot-dzialan-charytatywnych-caritas-i-wosp/

Pytanie do wszystkich: jakie jeszcze znacie polskie lub działające w Polsce organizacje charytatywne? Ciekawe, ile ich jest (a o ilu nam wiadomo), jaki jest zakres i skala ich pomocy (acz finanse nie obejmują wszystkich form pomocy). Warto rozpowszechniać taką wiedzę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-15 13:59:58
15.01.2017 12:55
1
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Czy podano może, na co konkretnie planuje się przeznaczyć tegoroczne datki? Na co dokładnie wydano zeszłoroczne? Chodziłoby mi o precyzyjne, kompletne wyszczególnienie (wiem że obecny finał celuje w pediatrię i geriatrię, ale to ogólnik). Myślę że taka informacja pomogłaby wyklarować pewne sprawy. Czy darczyńcy wiedzą, na co konkretnie dają? Powinni (i powinni się tym interesować).

14.01.2017 20:55
2
<Rydygier>
15

Prawda jest taka, że nawet jak on 90% kasy z WOSP na koks i panienki przewala to w kadzdym szpitalu, na kazdym zadupiu jest sprzet

Gdyby tak rzeczywiscie bylo, ze oni rozkradaja z tej kasy az tyle, to by nie bylo wszedzie ich sprzetu.

Weź Ty się zdecyduj.

A niech będzie z tego jak najwięcej dobrego. I oby jak najmniej z tego dobra zmarnowali. Ale gdyby rzeczywiście było tak, że (za) dużo marnują, to po pierwsze na pewno nie byłoby to usprawiedliwione faktem, że pomagają za resztę (a w tym dziwnym tonie brzmią niektóre tu wypowiedzi), i nie byłby to powód, by z uśmiechem pobłażliwości przejść nad hipotetycznym marnotrawstwem do porządku dziennego, a po drugie tak, czy siak przydałaby się alternatywa, może efektywniejsza, by na ten cel dali również ci, którzy nie chcą dawać swoich pieniędzy WOŚP z dowolnych względów, lepszych czy gorszych, w tym z uwagi na, słuszne bądź nie, podejrzenia o marnotrawienie datków. W ten sposób będzie jeszcze więcej środków pomocy i pomagających.

A ogólnie nie jest tak, że nie ma innych organizacji charytatywnych poza WOŚP. Kto chce pomóc potrzebującym, może to zrobić na mnóstwo sposobów. Mniej lub bardziej efektywnych.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 21:22:39
14.01.2017 17:31
odpowiedz
<Rydygier>
15

Zależy, jak definiujesz szczęście. Uważam, że prawdziwe szczęśliwy na tym łez padole jest tylko ten, kto poświęca swoje życie na to, do czego został powołany czyli ten, kto żyje w poczuciu sensu i wartości swojego istnienia.

Nie czyni szczęśliwym ani kasa, ani beztroskie, przyjemne życie, ani spełnienie marzeń, ani realizacja własnych planów życiowych. Ale o tym każdy się przekonuje indywidualnie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 21:05:37
14.01.2017 17:30
<Rydygier>
15

To nie zmienia tego, co napisałem. Ale może inaczej, prościej w takim razie: im mniejsza część datku się marnuje, tym lepiej, a żadne marnotrawstwo nie powinno być akceptowane jako coś "w porządku". Jeśli jest problem marnotrawstwa (bo przecież może wcale nie ma), można go rozwiązać albo ukrócając je tam, gdzie występuje, albo stwarzając dla marnotrawiącej organizacji efektywniejszą/uczciwszą alternatywę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 21:01:24
14.01.2017 16:44
<Rydygier>
15

Gdyby tak rzeczywiście było (że x% darowizn jest w WOŚP marnowana na bzdety lub wręcz defraudowana), wówczas chyba roztropniej i z lepszym efektem dla potrzebujących byłoby darować swoją kasę jakiejś innej organizacji, co do której byłyby podstawy mniemać, że zmarnuje mniej (< x%). Tyle podpowiada logika.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 16:44:52
14.01.2017 15:48
odpowiedz
<Rydygier>
15

Co prawda nie odpowiada mi kreskówkowa grafika, ale koncepcyjnie to się może okazać bardzo interesujące. Może.

14.01.2017 15:15
<Rydygier>
15

Co prawda kiedyś też nie było za różowo z dopracowaniem. O ile pamiętam, wspomniany Fallout 2 na przykład był poważnie zabugowany i czekało się na poprawki. A i upatchowanie posiadanej gry wymagało więcej zachodu (zwłaszcza w epoce, gdy net jeszcze raczkował).

Jest też kwestia taka, że im bardziej skomplikowany kod gry, tym więcej czasu wymaga dopracowanie/tym trudniej w rozsądnym czasie odrobaczyć.

14.01.2017 11:13
<Rydygier>
15

Ja niedawno odpaliłem Planescape: Torment, czyli grę, którą zasadniczo uważałem i nadal uważam za jedną z najlepszych, jakie powstały w ogóle. Pospolicie odechciało mi się zaraz po opuszczeniu kostnicy. Zaiste, poprzeczka wraz ze stażem gracza i coraz doskonalszą technologicznie normą wisi coraz wyżej.

14.01.2017 10:20
-3
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15

Cóż. I dla mnie cała ta japońszczyzna to podejrzane, niezrozumiałe dziwactwo trącące niezdrowymi odchyłami, ale jeśli ktoś to dlaczemuś lubi, to trudno dyskutować z jego gustem. Równie daremne są próby dyskusji z gustem tych, co mangoidów nie trawią. Nie ma co się miotać, że "nie wszyscy lubią to, co ja".

A czy gry mangoidalne są crapami? Nie wiem, nie gram.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 10:21:29
13.01.2017 23:01
odpowiedz
<Rydygier>
15

Niebywały nigdy dotąd wysyp crapów na Steamie to jedno. Efekt starych, dobrych czasów to drugie.

Myślę, że nie brak dziś gier o niebo lepszych technologicznie i często lepszych, dojrzalszych od strony designu. Nie gorszych, lub lepszych artystycznie. Uważam, że trwa tu stały postęp i jest to naturalne, bo branża gromadzi doświadczenia a ludzie stają się coraz lepsi w tym co robią, zaś hardware pozwala na cuda, o których naście lat temu się nie śniło. Acz trudniej wyłowić te perły z morza szajsu, które bardzo się powiększyło.

A że te nowe gry nie robią na długoletnim graczu takiego wrażenia, jak pierwsze, z którymi się zetknął? Nic dziwnego. Wszystko się stopniowo przejada, powab świeżości blaknie i znika. Jak ze starą zabawką, która kiedyś cieszyła. Można to zresztą sprawdzić i się przekonać, czy ten efekt nas dotyczy. W tym celu należy zagrać w którąś z tych starych gier, które robiły na nas tak wielkie wrażenie i przekonać się, czy nadal je robią. Ja próbowałem kilka razy i rezultat był zawsze podobny - nie, nie robią. Tak działa ludzki mózg.

I tak, jeśli coś obecnie ma szansę znów zauroczyć świeżością wypalonego, zblazowanego do cna weterana gier, to chyba VR. Albo jakaś rewolucja w game designie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-13 23:03:32
12.01.2017 14:05
<Rydygier>
15

Skoro tak, to chętnie się dowiem, jakie wady ma system obecny.

Ja w sumie też, bo nie wiem, tyle, co ktoś tam w newsach zapodał - jakoby, że za krótkie etapy nauczania, nie wiem, dlaczego. Pisałem - tyle tylko mogę powiedzieć, skoro ominęły mnie i gimnazja i nawet matura po nowemu.

12.01.2017 13:25
-1
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Cóż. Uskuteczniałem edukację na tyle wcześnie, że ominęły mnie i gimnazja i nawet matura po nowemu (całe szczęście). Zatem o zadach i waletach obu systemów mogę powiedzieć tyle, że wyjąwszy prawdę, iż szkoła jako taka to dla dziecka jedna, wielka i długoletnia trauma, system stary wydał mi się pozbawiony jakichś ewidentnych z punktu widzenia ucznia wad.

Skądinąd jednak wiem, że za każdą, zwłaszcza poważną zmianę istniejącego systemu, posiadającego przecież swoją niemałą bezwładność, płaci się cenę przynajmniej tymczasowego nasilenia chaosu, poślizgów, niezgrań, przeoczeń, prowizorki i dodatkowych stresów. Zmiana kursu kosztuje, im większa masa, im bardziej złożony system, tym więcej. Masę trzeba zatrzymać, przestawić na nowy tor i od nowa rozpędzić wedle nowej rutyny. Oby zatem zysk z reformy co najmniej kompensował owe koszta reformy. Polska jest zbyt często reformowana, w tę i we w tę. To ją wiele kosztuje. Nie jestem przeciwnikiem reform jako takich, ale jestem zwolennikiem podejścia "raz a dobrze", a przeciwnikiem reform nieprzemyślanych, pochopnych, z doraźnych powodów, nieproporcjonalnych do problemu a zwłaszcza - wynikowo daremnych, po których reformy nadal potrzeba. Czy to jedna z takich reform? Nie wiem. Ale obawiam się, że nie ostatnia, bo gdy tylko władza trafi w ręce zwolenników stanu dotychczasowego mogą zechcieć z przyczyn polityki doraźnej przedłużyć to uwsteczniające dreptanie w miejscu i zafundować Polsce kontr-kotrreformę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-12 13:27:07
12.01.2017 10:58
odpowiedz
<Rydygier>
15

Szkoda, że nie będzie na PC. Spróbowałoby się, być może z przyjemnością.

Dubbing sam w sobie brzmi raczej OK, ale akurat w tego typu grach pojawia się trojaki problem pokrewny dubbingowanym filmom: niezgodność z ruchem warg, subtelna, kulturowa rozbieżność z formą przekazu pozawerbalnego i zgrzyt powodowany faktem, że po polsku mówią postacie nie wyglądające zbytnio na Polaków. Tuśmy przyzwyczajeni do angielszczyzny. A gdy jeszcze do tego głos kojarzymy z konkretną twarzą aktora, a z ekranu zieje facjata inna...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-12 11:02:51
10.01.2017 23:04
<Rydygier>
15

A Indianie jeszcze wcześniej. Niemniej również i Kolumb odkrył Amerykę - dla ówczesnej Europy. Ale przecież nie w tym rzecz.

10.01.2017 22:02
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Dobrą stroną takiego "crowdfundingowego hyperhajpu" jest to, że generuje środki finansowe pozwalające teoretycznie stworzyć grę, być może w istocie całkiem fajną, która może zapewnić dobrą rozrywkę wielu, rzecz jasna poza nahajpowanymi dawcami kasy, bo przy nadziejach rozbuchanych do takich kwot (acz wszak nie niespotykanych w branży) ich realizacja jawi się niemożliwością.

Rzecz kolejna - nie jest to pierwsza ani druga gra idąca w dość podobnym kierunku, która rozbudza wielkie nadzieje. To jest wymowne. Tak, jak NMS-hajp, stanowi klarowny sygnał, czego od rynku gier chcą gracze, o czym marzą. Kto, jeśli ktokolwiek, spełni to ich marzenie, będzie się podcierał stówami - jedna z nich może być ode mnie.

http://www.pcgamer.com/these-disappointed-no-mans-sky-players-are-turning-to-star-citizen/

Ludzie chcą w kosmos. Eksplorować nieznane, docierać tam, gdzie nikt nie dotarł. Skoro jeszcze nie mogą naprawdę... Z drugiej strony, gdyby taki Kolumb miał gry o odkrywaniu nowych lądów, czy popłynąłby naprawdę, czy może utknąłby przed monitorem?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-10 22:07:23
09.01.2017 18:37
-1
odpowiedz
<Rydygier>
15

W porównaniu z rówieśnikami późno dorwałem się do "własnego" PCta, będącego zarazem pierwszym kompem (Pegasusa nie liczę), już w liceum. Jeśli dobrze pamiętam, Cyrix 200 MHz 16MB RAM S3 Virge 4MB, Sound Blaster, HDD 2.1GB (BG2 wchodził na styk, zostawało miejsce na 5-6 sejwów), CD-ROM x24, monitor CRT 14". Był to jeden z najtańszych ówcześnie zestawów do kupienia, jakieś 2100 chyba. Win95 oryginalny dokupiony później (tak, w sklepie sprzedawali zestawy z piracką kopią OS na dysku, bez nośnika). Pierwsza własna gra - Steel Panthers 2.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-09 18:40:19
09.01.2017 15:00
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

O, to jest klawe i zapowiada się naprawdę nieźle, trzeba będzie oglądać kolejne. Poziomem wydaje się jak dotąd wyrastać ponad plemienne wojenki, to byłoby cenne, choć pytanie, ilu to, błędnie jak mniemam, odczyta na tym spłyconym poziomie. Media dlaczemuś oszczekują premierę nader głośno, niektóre faktycznie już spłycają pod swoją linię.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-09 15:00:55
08.01.2017 22:45
1
odpowiedz
<Rydygier>
15
7.5

Solidny kawałek Deus Ex. Znajomy klimat, znajomy typ fabuły, rozrywka na poziomie, acz szału nie ma.

Jak wygląda rozgrywka? Wystarczy sobie wyobrazić podrasowane pod wieloma względami HR.

Czy za krótka? Bo ja wiem. Główny wątek jakiś długi nie jest. Ale ja osobiście niedosytu nie czuję. Gra się skończyła akurat, kiedy zacząłem mieć już powoli dość, zatem adekwatnie moim zdaniem. Całość zajęła mi 67 godzin, z czego chyba większość poboczne, staranne obszwendywanie Pragi, wściubianie nosa w zaułki, obwąchiwanie zakamarków, odkrywanie sekretów. Grałem w stylu stealth, bez zabijania, na poziomie "chcę wyzwania". Zakończenie w sposób oczywisty sugeruje plany kontynuacji.

Wad wielkich nie ma.

Z mniejszych - cóż, ciut dłuższy i bardziej nowatorski wątek główny z drugiej strony nie zaszkodziłby - wraz z nieco wolniej nużącą rozgrywką.

Za swoistą wadę można uznać brak poważnych zmian in plus, jeśli ktoś tego by oczekiwał.

Zdarzają się drobne kiksy, np. sekwencja ogłuszania co większych przeciwników w ciasnych miejscach może "przerzucić" walczących kawałek dalej, czasem prosto pod ogień kolegów niemilca.

Są też pewne spłycające uproszczenia logiki gry, dla przykładu każdy policjant to sędzia Dredd, który bez wahania zabije gracza nawet za nieproporcjonalnie małe naruszenie prawa, na którym gracza nakryto. Pootwierane drzwi, zniknięci koledzy czy wyłączone zabezpieczenia nie alarmują strażników... Tego typu rzeczy - w grze do przełknięcia.

Długie czasy ładowania Pragi i podejrzanie duże wymagania sprzętowe sugerują większy od faktycznego rozmach wizualny, acz gra całkiem ładna, niczego jej nie brakuje. Tyle, że dość kameralna obszarowo w gruncie rzeczy.

Moja ocena - 7.5, z czego + 0.5 za sam klimat Deus Ex, który lubię. Wycena - (7.5)^2 x 2 = jakieś 110 PLN, 90 do stówy dla nie-fana Deus Ex.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-08 23:18:21
08.01.2017 14:49
1
<Rydygier>
15

Nic się samo nie zrobi, dev tak czy inaczej musi oskryptować te 'cegiełki' i mechanizmy nimi kierujące. Niemniej jest to bardziej 'naturalne', jeśli można tak to ująć, bo wydarzenia generują (symulują) się 'same'. Tylko to chciałem przez to powiedzieć :)

To jest jasne. Zgaduję po prostu, że w tym wypadku roboty jest znacznie mniej. O tyle mniej, że takie coś staje się realnie do wykonania na poziomie, który metodą pierwszą byłby nieosiągalny. W każdym razie tak domniemywam, nie jestem programistą.

Cóż. Obyśmy doczekali tego rodzaju sandboksów.

08.01.2017 11:38
<Rydygier>
15

Pewna znacząca różnica jednak istnieje między tymi metodami. W pierwszej - musimy skryptem "opowiedzieć" cały łańcuch, a właściwie wszystkie możliwe łańcuchy - tytaniczne objętościowo wobec ilości wariantów. Albo inaczej - musimy osobiście przewidzieć wszystkie możliwe konsekwencje danego działania, wszystkie warianty przebiegu zajść i ująć każdy z nich odrębnym kodem. Już dla zaledwie kilku zmiennych rzutujących na przebieg zdarzeń łatwo byłoby pogubić się w złożoności lub objętości czegoś takiego. A przecież tych zmiennych będzie o wiele więcej. To podejście sprawdza się tam, gdzie drzewko zdarzeń jest bardzo sztywne i proste, np. gdy tyczy się samej fabuły w erpegach z kilkoma możliwymi zakończeniami - takie drzewko jeszcze do ogarnięcia.

W drugiej metodzie - skryptujemy tylko proste "cegiełki", mechanizmy oraz reguły ich zazębiania się i pozwalamy by same, dynamicznie łączyły się w łańcuchy wedle zadanych reguł. Sami nie wiemy, jakie łańcuchy powstaną (zwłaszcza, jeśli włączymy w to element losowości), jedynie "ufamy" że wymodelowane mechanizmy i reguły dadzą wiarygodne rezultaty, skoro są odwzorowaniem mechanizmów świata rzeczywistego. Zatem tu z kolei cechą charakterystyczną jest to, że twórca ma tylko ogólną kontrolę nad tym, co może się stać. To też może być ambitne, najpewniej będzie, ale coś mi się zdaje że o wiele bardziej realne. To jak z automatem komórkowym czy fraktalem. Złożoność efektu jest znacznie wyższa od złożoność kodu/wzoru, który go generuje. Co innego, gdy to samo spróbujemy narysować "ręcznie", komendami piksel po pikselu. Tak mniej więcej widzę różnicę tutaj - w pierwszej predefiniowane muszą być całe ciągi zdarzeń w bardzo wielu wariantach, w drugiej - predefiniowane są tylko proste składowe i reguły ich współzależności, wzajemnych interakcji, warianty "dzieją się same". To, na marginesie, też pożądany skutek uboczny - świat nie kręci się wokół gracza w tym sensie, że gracz byłby jedyną siłą sprawczą prowokującą zmiany, która oddziałuje na status quo świata pozostającego w stagnacji, wykonującego tylko ruchy pozorne (vide Skyrim; quest poszukiwania księżniczki czy uratowania wioski przed głodem będzie czekał na inicjatywę gracza albo w nieskończoność, albo z limitem czasowym, ale tak, czy siak nikt inny palcem nie kiwnie, same niedorajdy biernie czekające na swój los). Poszczególne elementy świata nie bacząc na udział w nich gracza też współoddziałują na siebie wzajem, świat naprawdę "żyje własnym życiem".

jednak devom szkoda środków i sił na rozwijanie tego typu aspektów gry, jeśli nie wpływają one na naszą zabawę.

Tak, na pewno nie upierałbym się ładować takich mechanizmów do każdego rodzaju gry. Ale rozrywka w pewnym ich rodzaju mogłaby bardzo na tym skorzystać. Choćby wymieniony Skyrim - po mojemu kolejne Elder Scrolls powinny drążyć w tę stronę, w stworzenie dogłębnie modelowanego, bogatego w zazębione mechanizmy świata, w którym zadania emergentnie wynikają z jego dynamiki. Bo to sandboksowość żyjącego świata jest/powinna być siłą tej serii, nie jakaś ręcznie cyzelowana wypas fabuła a la Wiedźmin. Fabularnie ES chyba zawsze były mocno takie se. Pytanie, ilu jest graczy, których to kręci. Albo raczej - ilu jest świadomych tego, że to by ich kręciło, wiedzących, że tego chcą. Jeśli garstka - trud się nie zwróci. Chyba, że powstanie swoisty engine spójnego świata jako middleware, wpinany w grę rdzeń logiki, moduł-gotowiec. Silnik logiczny. Jednorazowy trud, który można potem daleko mniejszym kosztem wykorzystywać w całej serii gier. Tak się przecież robi - całe cykle gier banglają na jednym silniku.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-08 11:56:36
08.01.2017 09:14
<Rydygier>
15

Przy tym myślę, że dany efekt można osiągnąć przynajmniej na dwa sposoby, z których jeden wydaje mi się obiecujący, a drugi to według mnie ślepa uliczka. Od drugiego poczynając rozważmy przykład z karczmą:

1. Można próbować przewidzieć wszelkie możliwe akcje, jakie gracz mógłby chcieć podjąć wobec obiektu karczmy i oskryptować poszczególne łańcuchy ich konsekwencji od A do Z. Tzn. podchodząc do karczmy gracz otrzymuje "menu akcji" typu: wejdź, wespnij się na strzechę, oszczaj, podpal... Jeśli wybierze "podpal", rusza szereg skryptów, które powodują zmianę zachowania lokalsów, handlarza etc. Otóż to moim zdaniem ślepa uliczka bo dev błyskawicznie utknie w nieskończenie skomplikowanej sieci wzajemnych współzależności do oskryptowania (przecież w grze będą setki i tysiące obiektów interaktywnych, z założenia mających też na siebie wzajemny wpływ).

2. Ale można inaczej. Można, by tak rzec, zaufać rzeczywistości. Nie implementować całych łańcuchów przyczyn i skutków jako gotowców, zamiast tego w jakimś stopniu szczegółowości modelować mechanizmy rzeczywistego świata, które na siebie wzajemnie oddziałują i hajda, puścić rzecz na żywioł. I znów, przykład z karczmą: gracz może ją podpalić nie dlatego, że dev przewidział mu taką opcję i podpiął ją do budynku karczmy, a dlatego, że gracz trzyma w łapie płonący przedmiot, a karczma jest zbudowana z palnego materiału (obiekt otagowany jako palny). Zachowania lokalsów zmienią się zaś dlatego, że będą opisani w kodzie szeregiem parametrów (charakter, uzdolnienia, potrzeby, nastrój, ciut a la simsy) rzutujących na skłonność lub brak skłonności do pewnych postaw i czynności. I tak chłop X może mieć silny pociąg do alkoholu. By zaspokoić tę potrzebę zwykł był nawiedzać karczmę, bo tam najłatwiej pozyskuje alkohol (ale wpierw musi na niego zarobić x kasy, dlatego nie tkwi w karczmie cały dzień). Alkohol modyfikuje czasowo dane parametry zachowania. To zaś rzutuje na to, jak pijany chłop wpływa na nastrój pobliskich osób (żona). Rzutuje też na długość snu i skłonność do pracy rankiem dnia następnego (no, ale nie ma pracy, nie ma kasy i nie ma picia, więc układ nam się balansuje). Tymczasem handlarz rezydujący w mieście A pobiera stamtąd co miesiąc N zapasów i rusza w obchód okolicznych karczm. Obchód trwa tak długo, aż nie sprzeda wszystkiego lub obejdzie wszystkie karczmy. Zapotrzebowanie danej karczmy zależy od ilości nawiedzających ją osób (czyli im więcej w okolicy postaci ze skłonnością do picia tym większe zapotrzebowanie). To się przekłada na ilość karczm, jaką handlarz musi odwiedzić, nim wszystko sprzeda. Jedną karczmę spaliliśmy, co sprawiło, że od tej pory handlarz musi odwiedzić jedną nową (podobny efekt uzyskalibyśmy np. skutecznie przekonując lokalsów do abstynencji lub ich mordując). Tak zatem handlarz rusza w trasę, którą normalnie nie chodził. Ale od pewnego czasu kręci się przy niej banda rabusiów, która szuka miejscówki dającej zadowalający "zarobek". Jednak jeśli akurat nie natknie się na owych bandytów, handlarz dobije interesu w nowej karczmie. Tyle tylko, że ta karczma należała do zwyczajowego rewiru handlarza z miasta B, któremu właśnie zrobiono konkurencję i który w danej karczmie już nie sprzeda porcji swoich towarów, bo zaspokoiła już swoje zapotrzebowanie dzięki towarom handlarza z A. Handlarz z B musi więc poszukać innego miejsca zbytu. Etc.

W ten sposób gracz osiąga swoje cele oddziałując wedle własnej inwencji na zaimplementowane mechanizmy świata gry. Świadomie lub nie wywołuje nie oskryptowane, a dynamiczne ciągi przyczynowo-skutkowe, jak kręgi na wodzie (oddziaływanie z pozoru błahe może przy odpowiednim zbiegu okoliczności skutkować czymś znacznie poważniejszym, może też prędzej czy później którymś kolejnym skutkiem ugryźć gracza w zadek od strony, której nie przewidział). Mamy więc nie mniejszą złożoność bez konieczności przewidywania wszystkich możliwych ciągów przyczynowo-skutkowych, co uzyskaliśmy drogą parametryzacji cech obiektów i osób, definiowania potrzeb i AI ich zaspokajania oraz modelowania pewnych naturalnych mechanizmów świata, jak żądza zysku, pożar, szwendajace się półlosowo bandy rabusiów (a gra, cecha tych najlepiej zrobionych według mnie, może czasem zaskoczyć i swoich twórców). Jak głęboko chcemy wejść w to modelowanie i które aspekty modelować w ten sposób zależy od zasobów i chęci, resztę można zaklajstrować "rzutami kością" czyli losowanym prawdopodobieństwem wystąpienia (np. to, czy miejscowa władza wyśle pościg za podpalaczem może wynikać z jakiejś złożonej parametryzacji jej cech i potrzeb jedynie uzupełnianych losową szansą, a można jedynie rzucić kością z pewnym arbitralnym prawdopodobieństwem). Złudzeń nie ma, luki zawsze jakieś będą, ale i tak to niebo a ziemia.

Myślę, że bardzo wybiórczo i wąsko, ale jednak pewne stopnie złożoności modelują co lepsze strategie ekonomiczne. Wspomniałem o Deus Ex, bo ta gra, w formie szczątkowej ale jednak, też zawiera te elementy. Jeśli chcemy zneutralizować dwóch strażników wabiąc ich kolejno hałasem w miejsce, gdzie można ich ogłuszyć, musimy pamiętać, by umiejscowić ciało pierwszego tak, by drugi zwabiony go nie dojrzał, inaczej onże drugi dynamicznie, nie za sprawą liniowego skryptu dostrzeże ciało i zmieni swoje zachowanie niwecząc nasz plan. Tego typu myki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-08 09:48:17
07.01.2017 23:32
odpowiedz
8 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Interesujące.

Jeszcze jednego rodzaju głębi łaknę. Głębi interakcji i reakcji świata gry na moje poczynania. Jeśli, przykładowo, w nowym Deus Ex bezczelnie obrabiam bank zostawiając wszędzie pootwierane drzwi, powyłączane kamery itp. A żaden ze strażników nie jest tym faktem zaalarmowany, jak również nie alarmuje go nagły brak kolegi w dyżurce, z którym gadał przed minutą (kolega leży ogłuszony w schowku na miotły) - brak tutaj tego rodzaju głębi: jeżeli moje poczynania nie wywołują spodziewanego łańcucha przyczynowo-skutkowego, jeśli świat gry nie reaguje na nie tak, jak powinien. Albo gdy wręcz nie mogę zrobić czy powiedzieć czegoś, co logicznie powinno być możliwe i znaczące. Jeśli, dla przykładu, w jakimś erpegu fantasy udam się do wioski i spalę lokalną karczmę (nie w toku liniowego łańcucha fabuły, a ot, tak, w ramach symulacji), chciałbym potem widzieć miejscowych narzekających na brak możliwości napicia się. Ale też wstających do pracy wcześniej i dla odmiany bez kaca. I ich bardziej zadowolone żony. Rozczarowanego handlarza, który jak co miesiąc przybywa do wioski z zapasami dla karczmy, a który tym razem nie ma ich tu komu sprzedać... Ale dzięki temu może być skłonny sprzedać je gdzie indziej. Tyle, że po drodze do gdzie indziej akurat chwilowo koczują bandyci... Tymczasem lokalna władza wysyła ludzi, by wytropili podpalacza, ale ponieważ są przekupni, a ja właśnie złupiłem obóz bandytów, którzy wcześniej złupili handlarza... Itd, itp.

Właściwe... czy istnieje w ogóle gra posiadająca tego rodzaju głębię? Bo z pewnością trywialna do osiągnięcia nie jest.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-07 23:36:50
07.01.2017 20:04
<Rydygier>
15

Po prawdzie, gdybym miał zapełnić podium najlepszymi dla mnie cRPGami (tu i teraz, więc stare, wielkie klasyki odpadają, bo przeżycia, jakie dawały, już nie wrócą), to miałbym kłopot. Oczywiście moje, równie subiektywne pojęcie, co wzorcowy cerpeg powinien posiadać w jakich proporcjach, może się różnić od Twojego, zresztą zamiast definiować zbiór cech i odhaczać tytuły wolę wyróżniać te, które de facto dały mi najwięcej frajdy, bo to jest cel, a nie spełnić jakąś arnbitralną normę. I to wcale nie muszą być te "najerpegowsze" erpegi.

Nic zaskakującego tu nie powiem, niewątpliwie na dziś największe wrażenie robi na mnie Wiesiek Trzeci - w ciągu ostatnich dwu lat ukończyłem grę aż dwukrotnie! I to z dużą przyjemnością. Jak na mnie - rzecz niebywała. Zatem mimo wad - miejsce pierwsze. PoE to całościowo nuda dla mnie się okazała, od początku do końca. Tyranny rozczarowało. Divinity: OS - kicha, odrzuciło mnie. Mass Effect by się nadało na podium z podobnych względów, co wiesiek, ale czy to w ogóle erpeg? Skyrim - nudne na dłuższą metę, nie porusza. No mówię, trudno mi teraz nawet trzymiejscowe podium zapełnić, chyba że poszczególne części wieśka poustawiam, może i tak byłoby najlepiej. A może pierwsze Dragon Age? Ale to raczej solidny przeciętniak. Starocie już nie cieszą, jak kiedyś, odbiłem się i od Tormenta i od Falloutów i od BG2, choć dobrnąłem do połowy dodatku niemal...

07.01.2017 17:07
odpowiedz
<Rydygier>
15

Ciekawe, nie wiedziałem, że się je o to oskarża. Pewnie dlatego, że jestem kompletnie poza tematem (i bardzo dobrze, jak tak się przyglądam...).

Gwoli ścisłości - z przedstawionej argumentacji wynika, że za takimi grami nie kryje się antychrześcijańska intencja. To, czy sama gra jest w efekcie antychrześcijańska (intencjonalnie lub nie), to rzecz odrębna. Samo też pojęcie "antychrześcijański" jest wieloznaczne. Na gruncie przesłania, jeśli siłą pozytywną jest w grze piekło, a negatywną - niebo, to mamy do czynienia z czymś w sposób oczywisty bardzo ściśle antychrześcijańskim, ewentualnie faktycznie szkodliwym z punktu widzenia chrześcijanina, co nie znaczy, że powstało jako czyjś sprzeciw wobec chrześcijaństwa czy celowy atak.

PS: Autorze, ćwicz (dalej) staranną artykulację. Znam ten problem z autopsji.

07.01.2017 17:06
<Rydygier>
15

Rewelacyjny, znakomity, świetny, najlepszy - to nie są obiektywne, mierzalne kryteria, a opis subiektywnych odczuć. To znaczy, że pisząc "najlepsze" masz na myśli "najlepsze dla mnie". I wówczas OK. Ale na forum, gdzie sporo osób jest tak przeczulonych, że wyrażenie własnych upodobań z automatu traktują jak agresję i atak na ich gust (częste u bardzo młodych), podobne niedomówienia to niepotrzebne zarzewie sporów.

Nawiasem, subiektywna jest nie tylko ocena danych cech, ale ich dobór i priorytetyzacja. Jednemu ważniejszy ten aspekt, a tamten "za jedno", drugi nie może się obyć bez tamtego, a olewa, jak gra wypada pod względem owym.

Grałem w przynajmniej dwie z wymienionych gier (nie pamiętam, czy w M&M VII też). Vampire - swego czasu robiła duże wrażenie, po latach nadal gra się przyjemnie, ale wizualnie to już zupełnie nie to i ogólne wrażenia znacznie bardziej stonowane. W M&M 6 grałem dawno temu i choć wciągnęła na dłużej, to trzeba przyznać, że już wtedy wydała mi się wyjątkowo szpetna, nie mówiąc o ogólnej formule rozgrywki, która bardzo mnie razi i przeszkadza.

Żadnej z nich nie umieściłbym na podium, a tylko Vampire - w czołówce klasyków nie tyle najlepszych AD 2017, co dających mi najwięcej frajdy w czasach ich premiery.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-07 17:23:21
07.01.2017 12:49
1
<Rydygier>
15

Są wciąż najlepsze

Jak komu. Czy aby nie popełniasz bardzo tu częstego błędu obiektywizacji własnych upodobań? Według jakich kryteriów ustalasz, które są najlepsze i czemu właśnie według tych?

07.01.2017 12:36
<Rydygier>
15

Hed że tak rzewnie opowiadając o produkcjach japońskich dajesz do zrozumienia, że Ci którym te się nie podobają są jakimś gorszym sortem gracza

Przecież nie daje.

Rzeczywiście tu i ówdzie zawiewa kompleksami, ale nie w materiale. Osobliwe, pouczające.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-07 12:37:09
06.01.2017 20:49
odpowiedz
<Rydygier>
15

Helium Vola - Selig

https://youtu.be/Fq_YVbWo_48

Helium Vola - Saber d'amor

https://youtu.be/DfDcTTBhudo

Qntal - Entre Moi at Mon Amin

https://youtu.be/ADXosHiSKQI

Qntal - Lingua Mendax

https://youtu.be/xjqTa5sAf9I

Faun - Von den Elben

https://youtu.be/0XN3dEEdXoc

06.01.2017 18:42
2
<Rydygier>
15

Tak bym tego nie odczytywał (i zaskoczyła mnie zupełnie Twoja interpretacja materiału, tak po prawdzie, do głowy by mi nie przyszło tak tego odebrać). Jest to po prostu dość ciekawe zjawisko, pochodna kulturowej specyfiki, że pewne gry, hity za granicą, tu się nie przebijają. Nie chodzi o kompleksy, a o swoistość. Podłoże, jak wykazano, bywa różne. To ciekawe, dlaczego mianowicie tak się dzieje, jaki czynnik rzutuje... Albo na odwyrtkę: dlaczego pewne dziwotwory są w pewnych krajach hitami (dla przykładu nie trawię anime, to kuriozum jakieś, ale ciekaw jestem, skąd to się bierze Japończykom, że anime tworzą i lubią). Zapewne analogiczne listy można by stworzyć dla innych krajów.

Temat jak najbardziej sensowny i kulturoznawczo interesujący. Można w ten sposób lepiej poznawać kulturę własną i kultury odmienne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-06 18:43:03
05.01.2017 21:26
-2
odpowiedz
<Rydygier>
15

Że coś tam drgnęło to nie dziwne. Ale nie kopło (jeszcze) Francji w laicki zadek tak, żeby się obudziła z tych swoich majaków. Długa droga z powrotem, zapewne nie krótsza, niż ich droga do przeświętej laickości wdrukowanej im w mózgi, ale oby w ogóle.

05.01.2017 11:13
odpowiedz
<Rydygier>
15

ME to jedna z moich ulubionych serii. Dla mnie prywatnie i osobiście, jeśli mogłaby się bez czegoś obejść (poza "homo-agit-prop" wstawkami), to bez elementów akcji, tzn. tych, gdzie kluczowe są refleks, koordynacja i zręczność. Te elementy zawsze były, najwyraźniej będzie ich nie mniej albo i więcej. W poprzednich częściach jednak nie przeszkadzały cieszyć się resztą. Oby i tu tak było.

04.01.2017 09:34
odpowiedz
<Rydygier>
15

Czyli powtarza się schemat z ostatnich paru lat. Biały syf wali z nieba od przed ósmej, właśnie chwilowo osłabł, jeszcze mrozu nie ma, to się nadtopi i dopiero wtedy mróz ściśnie. Oby nie na długo, taka pogoda szkodzi kieszeni i zdrowiu (przeziębienia, złamania) a niektórych zabija. Ja się pewnie tradycyjnie znowu przeziębię (zwłaszcza, że ostatnio w listopadzie, więc i tak długo już jestem "zdrowy"), bo akurat trzeba będzie dzień po dniu po parę kilometrów brnąć przez to.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-04 09:34:40
03.01.2017 11:51
-1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Czyli znowuż nic. Cóż, gdyby gry warte uwagi trafiały się co miesiąc, szybko by spowszedniały i przestałyby zwracać uwagę. A może to właśnie się stało - nadmiar dobrobytu - i moja poprzeczka powędrowała w górę.

02.01.2017 19:25
odpowiedz
<Rydygier>
15

Wakacje jak wakacje. Kiedyś miałem przelotny koncept, czy aby nie zamieszkać na stałe na Maderze. Z przyczyn klimatycznych - pomysł odżywa co zimę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-02 19:26:08
02.01.2017 11:06
-2
odpowiedz
<Rydygier>
15

Arma 3 wysoko. Dobrze, słusznie, adekwatnie.

01.01.2017 15:41
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

W życiu kaca nie miałem i oby tak pozostało. Praktykuję trzeźwość, gorąco polecam. A zatokowcom współczuję, sam całe życie mam z nimi cykliczne problemy - rodzinne predyspozycje.

01.01.2017 09:45
<Rydygier>
15

Choinka to współcześnie tradycja chrześcijańska wywodząca się z tradycji ludowych i zapewne przedchrześcijańskich. Obecnie, mam wrażenie, ludzie traktują ją jak tradycyjną ozdobę i zapewne nieczęsto myślą o niej jak o symbolu czegokolwiek. Jeśli stoją w kościołach, to z uwagi na tradycję oraz przydaną im chrześcijańską symbolikę. W adaptacji symboli, tradycji, czy świąt poprzez nadawanie im nowych znaczeń i treści nie ma hipokryzji, jest za to pewna roztropność.

Nie ma też nic niezwykłego w tym, że znaczenie symboli jest zmienne i bywa wielorakie. Pentagram to dobry przykład. Dziś to m. in. symbol okultystyczny lub, odwrócony, satanistyczny,czyli nic dobrego. W starożytności znaczył co innego, a swego czasu i chrześcijanie używali go jako symbolu pięciu ran Chrystusa. Symbol jest tym, za co się go w danym czasie i miejscu uważa. Vide też historia znaczeń takich symboli, jak: swastyka, krzyż celtycki, krzyż odwrócony, pacyfka itp. itd. etc.

01.01.2017 09:12
odpowiedz
<Rydygier>
15

Z mniejszym bądź większym dystansem, nie bez obaw:

Torment, Kingdom Come, Andromeda, może Take On Mars, choć mam już w ee... Niektóre inne raczej obserwuję by nie przegapić ewentualnego miłego zaskoczenia, niż czekam. Mount and Blade 2, może też Vampyr, może nawet ten cały Ghost Recon, a może jednak nie, zważywszy na poprzednie produkcje studia, nie jestem pewien.

31.12.2016 12:14
<Rydygier>
15

Owszem, ale z przyzwyczajenia już nie aż tak. Nawet nie wspominam o tym, bo prawie nie ma SF bez dźwięków w próżni, nie mówiąc o fantasy czy kosmicznych baśniach pokroju SW, gdzie ta poprzeczka wisi znacznie niżej. Przywykło się. Za to wyjątek jakiś na tym tle tym mocniej zaskakiwałby in plus.

To jest rozrywka

Rozrywka jest dla mnie lepsza, gdy pewna doza realizmu zachowana (wiarygodność świata przedstawionego ma znaczenie, nawet w fantasy). W mienionej scenie nie czułem mocy, a lekki niesmak, takie wewnętrzne "tja, yhy, jasne". Tu akurat aspekt fizyczny nie jest jakimś ornamentem bez znaczenia, a kluczowym elementem sceny istotnej dla przebiegu fabuły - jeśli to nie bangla fizycznie, cały "pomysł" o kant de sobie można i fabuła się niniejszym sypie.

Jednak w tym wypadku to i tak marna rozrywka się okazała, więc nie ma o czym mówić.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-31 12:45:10
31.12.2016 09:41
-1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Ogólnie średniawe, fabularnie/aktorsko płaskie, schematyczne i nudne, rzemieślniczo przyzwoite kosmiczne "fątasie". W związku z tym faktycznie bodaj najlepsze SW, jakie widziałem (a i tak szkoda czasu). Chyba pierwsze SW, którego target wiekowy to nie 12-14 lat (nie do pojęcia dla mnie, dlaczemu takie rzesze dorosłych ludzi, w tym paru mi znanych a niegłupich, tym się tak jara). Oraz pierwszy film w 3D, jaki widziałem. I do tego się nadaje dla niefana SW. Żeby sobie podziwiać efekty specjalne w 3D.

Kapitalna scena korwetą i 2 SD!!!

Czy to się fizycznie biorąc trzymało kupy w ogóle? Mam silną obawę, że zupełnie nie. Skąd się wzięła energia powodująca tak niszczącą kolizję? Nie z ciągu malutkiej korwety ewidentnie (było pokazane, jak nikły efekt wywiera). Ani nie ze zderzenia obu okrętów - skoro leciały w szyku, z tymi samymi wektorami, wzajemna prędkość praktycznie 0. Jedyna, malutka różnica tutaj to wpływ ciągu korwety. Ale może jakiś fizyk objaśni, że owszem, znawcą nie jestem. Logicznie nijak się kupy nie trzymało - okręt miał mnóstwo czasu, by skompensować i uniknąć kolizji. I który bałwan w kosmosie leciałby tak niemożebnie blisko drugiego bałwana. No, ale filmy SW to bajki w kosmosie, być może nie na miejscu jest oczekiwać tego rodzaju realizmu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-31 12:15:00
29.12.2016 15:08
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
15

Tym, którym zapłacisz - owszem, i to zapewne bardzo. Ty będziesz 40 PLN w plecy, żeby sobie być może trochę skuteczniej postrzelać. Tylko co z tego. Całe gry bywają tańsze. Warto dawać się tak skubać?

28.12.2016 11:25
odpowiedz
<Rydygier>
15

Gdy już znudziły mi się sanki i lepienie bałwana odkryłem, że zima, zwłaszcza śnieżna, jest męcząca, szkodliwa dla zdrowia i upierdliwa. Potem odkryłem, że jest również kosztowna a dla niektórych - zabójcza. Bardzo się cieszę z możliwie ciepłych, bezśnieżnych zim. Jeszcze kilka lat temu, pamiętam, była taka, że śnieg leżał bodaj od listopada do maja, dopiero potem nastał schemat obecny, z wichurą na przełomie roku, paroma tygodniami mrozu w styczniu i około zera poza tym. W mojej okolicy owady plagą nie są, acz potrafią się pokazać i przy +3, mutanty jakieś.

W ogóle ekstrema są złe - i mrozy i upały.

27.12.2016 12:09
3
<Rydygier>
15

Dokładnie tak.

Jak pisałem, niełatwo mi wyjaśnić, czemu tak jest, ale jest.

Być może rzecz w tym, że ręczne sejwy są z założenia POZA tym, w co się zanurzam. Tzn. wynurzam się, sejwuję, zanurzam się z powrotem i git, nie wybija mnie to jakoś, mózg na czas sejwa otwiera sobie nawias. Checkpointy itp. są zintegrowane z tym, w co próbuję się zanurzyć. I uwierają tam, stanowią ciało obce, skazę zniekształcającą świat przedstawiony, a ponadto wprowadzają sztuczny podział na odcinki/obszary. Wówczas grając myślę w ich kategoriach - od-do, doświadczenie świata przedstawionego traci płynność i naturalną spójność a ja zamiast zająć się nim, obmyślam, jak i kiedy zapisać stan gry i stresuję się, żeby nie stracić postępu, jaki osiągnąłem od ostatniego zapisu. Zatem powodując postacią w świecie gry i planując jej działania myślę o czymś spoza tego świata, a to z definicji przeczy imersji. Rozpraszają, skupiają na sobie uwagę i wymuszają czynności (jak częste powroty do bazy/ogniska etc.), których nie musiałbym podejmować, gdybym dysponował systemem zapisu ręcznego, poza światem gry i które w ramach logiki tego świata nie mają uzasadnienia - są tam irracjonalne, a zatem znowu - zaburzają imersję. Chyba jakoś tak.

Zresztą, o jakiej imersji w ogóle może być mowa, gdy po raz n-ty, już z pianą na ustach, podchodzę do tego samego etapu? Qpa, nie imersja.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-27 12:33:04
26.12.2016 23:32
3
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Nic nie stoi na przeszkodzie, by na starcie można sobie było wybrać preferowany system zapisu.

Ja w grze chcę mieć swobodę zapisu w dowolnym momencie w dowolnej ilości nowych slotów. Kropka. Kiedyś to był standard i oczywistość. Potem zaczęto robić różne zbrodnicze eksperymenty. Checkpointy nie dają mi najmniejszej satysfakcji z ich osiągnięcia. Zero. Null. Za to n-te nie dotarcie do checkpointa to oczywiste źródło frustracji - to jedyna emocja tutaj. Nie po to gram, żeby się frustrować.

W dodatku w niejasny sposób checkpointy zaburzają mi imersję. Coś jakby dzielą mi w głowie albo świat na sztuczne segmenty "from checkpoint to checkpoint" albo analogicznie dzielą rozgrywkę na osi czasu. Trudno to opisać, ale zgrzyta mi to, gdy próbuję się wczuć.

Kolejna wkurzająca rzecz to zapisy "niedoskonałe" - gdy sytuacja po wczytaniu nie jest identyczna co do joty z tą przy zapisie. Jakiś dynamicznie spawnowany element znika, gracz ląduje nie tam, gdzie zapisywał... Dla mnie to porażka devów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-26 23:38:41
24.12.2016 12:55
<Rydygier>
15

Grałem, acz bardzo dawno temu i nie pamiętam. No nic, wziąłem i zobaczymy. Fabułę pierwszego DE jakoś sobie odświeżę.

23.12.2016 21:34
-1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Tak, po tej zadymie musiałem ręcznie spod "trzech króli" usuwać steamowe procesy w tle, by dało się go odpalić.

Ciekawa rzecz - gdy jeszcze działał, rozpocząłem ściąganie/instalkę jednej gry. Potem padł, widniało "brak połączenia", a grę zasysało bez problemu prawie do końca. Dopiero niemal na sam koniec stanęło ("wstrzymane") a gdy spróbowałem wznowić, postęp się wyzerował. Gdy Steam ruszył znów - wszystko, co ściągnęło, było jednak na miejscu.

Dawnemi laty unikałem gier steamowych (wówczas daleko nie każda była na Steamie) właśnie obawiając się, że lada rok Steam może wziąć, plasnąć na ćwiarz, splajtować i zniknąć, a ja stracę swoje gry. No i neta miałem znacznie bardziej dupnego. Teraz ryzyko zniknięcia Steama, zwłaszcza nagłego, jest nikłe, a gdyby nawet, jakoś mi to prawie rybka. Tylko z uwagi na jedną czy dwie gry byłoby mi naprawdę szkoda.

23.12.2016 09:37
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Można czas Świąt zmarnować, można dobrze wykorzystać. Wszystko wolno, nie wszystko przynosi korzyść.

Szczerze, co do mnie, gdybym żył całkiem sam sobie, lub gdyby wszystko zależało wyłącznie od mojej inicjatywy, pewnie bym się ostro stoczył w świąteczny minimalizm jeśli chodzi o tradycje, choć byłoby żal. Tymczasem faktycznie wiele tu zależy od rodziny. Czy się ma własną i chce się wzmóc na wysiłek dla niej lub też czy się należy do takiej, w której ta tradycja żyje. U nas te tradycje żyją jeszcze i mają się dobrze, rodzina się wzajem nawiedza, u nas też zawsze jacyś goście. Nie wiem, jak z tym będzie, gdy następne pokolenie przejmie pałeczkę.

22.12.2016 19:40
odpowiedz
<Rydygier>
15

"The Steam Store is experiencing some heavy load right now. Please try again later."

Tymczasem na przykład:

https://store.bistudio.com/products/arma3-apex-edition

Arma 3 + wszystkie DLC + APEX za 30 euro.

https://store.bistudio.com/products/arma3

Arma 3 z bonusami 17,50 euro.

https://store.bistudio.com/products/take-on-mars

Take On Mars za 14 euro. Jeszcze early access, ale już na finiszu, ponoć zawiera całość planowanego mięcha.

22.12.2016 16:28
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Też jakoś na nic już szczególnego chyba nie dybię. Dopiero w przyszłym roku ma być parę ciekawych premier. Do 19-tej (a może przedłużą na całą wyprzedaż?) co prawda do 16,5 euro obniżyli cenę DE: Mankind Divided, ale po prawdzie nawet tyle nie chcę wysupływać po lekturze recenzji i opinii graczy i moich własnych odczuciach odnośnie części poprzedniej. Nie wiem, czy na dziś jakakolwiek wyprzedaż ma szansę mnie czymś kuszącym zaskoczyć.

22.12.2016 15:31
<Rydygier>
15

Owszem. W każdym jednak przypadku przyrodzonego aktu poznawczego na którymś etapie jakieś dane (mogą to być proste, bezpośrednie obserwacje przyrody, ale też np. wskazania instrumentów czy wynik obliczeń na ekranie) via zmysły lądują w mózgu, który je przetwarza.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 15:33:13
22.12.2016 15:02
1
<Rydygier>
15

Trzeba przy tym pokreślić, że relaks/odpoczynek nie jest stratą czasu. Człowiek tego potrzebuje. Każda czynność przy tym, również gry, to trening - określonych funkcji mózgu i/lub ciała. Stratą czasu byłby nadmiar odpoczynku lub odpoczynek nie w porę. Ale też czas poświęcony na bezpożyteczną pracę lub pracę nie w porę (nieefektywną, gdy organizm już zbyt zmęczony).

22.12.2016 14:56
<Rydygier>
15

No właśnie, pokazówa przed sąsiadami

No właśnie zupełnie nie. Co nie znaczy, że nie bywa do tego używana. Niestety, bywa.

Ty piszesz zbawcza pomoc, ja piszę sztuka dla sztuki.

Tak, i dlatego wszedłem w polemikę - twierdzisz coś innego niż ja i moim zdaniem jesteś w błędzie. Błąd wykazałem, jak sądzę: jeśli jej celem jest zbawcza pomoc dla ludzi (a jest - taki jest jej zamierzony cel), to nie jest sztuką dla sztuki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 15:03:57
22.12.2016 14:15
<Rydygier>
15

Nie wiem co prawda, jak jest w innych religiach zbudowanych wokół wiary w Boga który jest istotą wszechmocną i wszechwiedzącą, ale przypadek katolicyzmu wykazuje, że to nie wynika. Popełniasz błąd zakładając, że religia miałaby służyć Bogu, np. by Go informować o sile mojej wiary. Owszem, skoro Bóg jest bytem doskonałym, niczego nie można mu dodać ani ująć, w tym żadnej wiedzy, której by już nie posiadał. Niczego nie potrzebuje. Ani Kościoła, ani ludzi, ani religii (liturgii, modlitw, rytów, świątyń...). Dlatego też religia, przynajmniej katolicka, nie istnieje po to, by zaspokajać jakąś potrzebę Boga. Ona, jako pewna widzialna forma dla wiary, istnieje z uwagi na to, że potrzebują jej, takiej widzialnej formy, ludzie. To ich dobru (zbawieniu) służy religia, nie dobru czy wiedzy Boga.

Dla przykładu sakrament małżeństwa nie służy do tego, by powiadamiać Boga o miłości dwojga ludzi (absurdalny pomysł zwłaszcza, że wszelka miłość pochodzi od Boga właśnie). Istnieje jako potrzebna temu dwojgu pomoc, by w miłości wytrwać i ją umacniać, rozwijać. I to od tego sakramentu może zależeć, czy małżonkowie wytrwają w miłości - jak każdy sakrament stanowi źródło gwarantowanych łask. Nie musi, boś zawsze wolny się wypiąć na wszelkie pomoce i łaski.

Nie jest więc religia sztuką dla sztuki, bo jest zbawczą pomocą dla ludzi. Cbdu, czy coś się nie zgadza?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 14:23:53
22.12.2016 13:55
-1
<Rydygier>
15

W porządku, chyba jasne. Skromny offtop raczej nie szkodzi. Zatem racjonalizm to wiara w miarodajność rzetelnej analizy naukowej, czyli inaczej mówiąc, światopogląd oparty o założenie a priori, że umysł i zmysły (narzędzia analizy naukowej) są w stanie ogarnąć/poznać wszystko, co istnieje, w tym wypadku za pomocą analizy naukowej, bo nie uznaje się w jego ramach za istniejące nic, co rozumowi czy zmysłom wymykałoby się. W sumie OK - można to nazwać racjonalizmem z tym zastrzeżeniem, że założenie a priori z definicji aprioryczności nie posiada racjonalnych podstaw (nie jest wykazywana jego prawdziwość, jest przyjęte "bo tak", bo i faktycznie coś zawsze trzeba przyjąć a priori). W skrócie tak ujęty racjonalizm definiuję jako wiarę w omnikognicję ludzkiego aparatu poznawczego. To faktycznie nie jest tożsame ze ściśle pojętym ateizmem, acz doń prowadzi.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 15:11:03
22.12.2016 12:47
-1
<Rydygier>
15

Rozumiem.

Definicje ateizmu są różne, ale przyjąwszy wąską faktycznie wyodrębnia nam się osobny byt. Proponuję pochylić się nad nim, może coś ciekawego się okaże.

Nazywasz go racjonalizmem i definiujesz tak:

Racjonalizm to (w uproszczeniu) pogląd na rzeczywistość zakładający, że należy się kierować faktami.

Nim pójdziemy dalej, potrzebne uściślenie: jak byś zdefiniował pojęcie faktu?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 12:47:37
22.12.2016 12:33
-1
<Rydygier>
15

Racjonalizm to termin wieloznaczny, dobrze byłoby rozwinąć stosowane tu rozumienie tego pojęcia. Następnie, dla jasności, dobrze byłoby uzasadnić, dlaczego Racjonalizm =/= ateizm oraz wykazać, dlaczego tak pojęty Racjonalizm > ateizm.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 12:34:33
22.12.2016 11:48
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Gdy nie miałem kompa dawno temu - książki i okazyjnie filmy oraz strategiczne gry planszowe. Odkąd mam kompa - głównie gry, następnie gry i internet, potem, do dziś internet (fora dyskusyjne) i gry, okazyjnie filmy. Jako, że gry już się niestety najwyraźniej przejadły i prawie żadna już nie wciąga, jak kiedyś nieomal każda, a nic lepszego nadal nie widać, sam mam zgryz narastający, co robić z wolnym czasem. Swego czasu odskocznią stał się modding - ogólniej kreatywność, przejście z odbioru na nadawanie. A teraz coraz poważniej rozważam projektowanie własnych gier, skoro granie w cudze już nie rajcuje. Obecna praca zbyt przypomina modding, który uprawiałem, bym nadal mógł go używać jako zapełniacz wolnego czasu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 11:49:00
22.12.2016 11:14
-1
<Rydygier>
15

Tak mniemasz? Dziwnie naiwne mniemanie.

22.12.2016 11:07
-2
<Rydygier>
15

Poważnie? Właśnie dlatego? Ateiści? Co najwyżej jacyś egzotyczni neopoganie mogliby mieć akurat ten powód.

Raczej dlatego, że i tak wolne, prezenty, ciasto, Kevin w TV, słowem pretekst, by się wybyczyć i hołdować własnemu kałdunowi. Poza tym i ateista może czuć psychologiczną potrzebę praktykowania tradycji, nie tylko tym świeckich.

Tyle, że obecnie większość tych, których nazywa się ateistami, to w istocie rozlaźli agnostycy czy wręcz zobojętniali vel indyferentni a nawet trafiają do tego wora prozaiczni antyklerykałowie. Ateista to twardy heros wiary w nieistnienie Boga i bogów. W absolutną zdolność do zmysłowego i rozumowego poznania wszystkiego, co istnieje (odmiana dominująca, materialistyczna). Obstawiam, że niewielu takich w obecnych czasach.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 11:12:41
22.12.2016 10:49
odpowiedz
<Rydygier>
15

Gwiazdor to nie Dziadek Mróz, tylko jeden z kolędników - ten z gwiazdą. Nie wiem jednak, skąd taka tradycja, by nosił prezenty.

U nas w domu Mikołaj. Ten święty biskup, nie olbrzymi krasnoludek o nosie alkoholika i z chorobliwą nadwagą by Coca Cola. Teoretycznie tu, gdzie mieszkam (Kaszuby), Gwiazdor miałby występować, ale my nietutejsi, napływowi. Któren obowiązuje aktualnie u tutejszych - nie wiem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 10:53:31
20.12.2016 19:29
2
<Rydygier>
15

Zgaduję, że wersja anglogłośna będzie dostępna. Technicznie to nie problem i to już chyba nie te czasy, gdy grę lokalizowano w danym języku, by za daną cenę nie kupowano w innych krajach, gdzie wydana drożej. A niemal na pewno powinna być do dostania anglojęzyczna wersja cyfrowa.

Inna rzecz, że moim zdaniem oryginalne głosy wcale nie zawsze są lepsze. Różnie z tym bywało. Tak jak nigdy w życiu nie zamieniłbym kultowego, oryginalnego głosu fem-Shep w Mass Effectach, tak w przypadku Tormenta wolałem polonizację, choć i głosy oryginalne zostały wysoko ocenione. Podobnie z BG2. Ale, różni mają różne preferencje w tej materii.

Zakazany? Veto. Liberum. Nie zniżajmy się do absolutyzacji własnych gustów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-20 19:32:28
20.12.2016 19:20
1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Obiecujące, nie powiem. Fronczewski był świetnym narratorem w BG2, tu też wydaje się brzmieć ekstra. Nadal nie wiem, czy polska wersja dorówna staremu Tormentowi, nie jest to wykluczone, ale przecież wystarczy, jeśli się zbliży do tego poziomu i już będzie świetnie. Zauważyłem, że, zwłaszcza ostatnimi laty, jakość voiceactingu ma u mnie mocno decydujący wpływ na imersję i ogólny odbiór gier. Głos przenosi przekonujące emocje... albo nie. A akurat w tego typu grach wolę gwiazdorski polski dubbing (zupełnie inaczej niż np. w filmach).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-20 19:22:15
20.12.2016 19:04
3
<Rydygier>
15

Wyjaśniam, czemu głosowano na wersję HD. To jedyna wersja AoE II na Steamie. Jeśli ktoś chciał uhonorować oryginalne AoE II i tak musiał głosować na HD. I zapewne wielu tak właśnie zrobiło (ja bym tak zrobił, gdyby AoE II było moim typem).

Ogólnie nominacje to rozczarowanie, ale też nie powód, by się emocjonować. Każdy ma swój gust i swoje rozumienie pojęć typu "przejść próbę czasu". Ja dla przykładu, choć gram od lat 90-tych, w tej kategorii wybrałem tytuł wydany po 2010. Bo najlepiej spełniał kryterium kategorii (wedle jej opisu) w moim przypadku. I tyle. Chodziło bodaj o grę, w którą gram do dziś i która się nie starzeje jeśli chodzi o fajność, choć nowsze poszły już w odstawkę. Nie o grę stricte starą.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-20 19:10:42
20.12.2016 18:35
<Rydygier>
15

Age of Empire II HD sayyyywhat?

Można było głosować jedynie na tytuły obecne na Steam.

20.12.2016 17:16
odpowiedz
<Rydygier>
15

Problemem było to, że na dany tytuł można było oddać głos tylko w jednej kategorii, więc być może głosy na niektóre ciekawe gry rozmyły się podzielone między kategorie. Cóż. Gier, które chciałbym tu ujrzeć, poza dwoma pewniakami, nie ma, więc etam. Dodatkowe kategorie też mało porywające, więc etam^2.

20.12.2016 14:35
odpowiedz
<Rydygier>
15

Poczekamy, zobaczymy. A może zwłaszcza - usłyszymy. Muzyka w trailerze ogólnie nawiązuje, ale... No nic, przekonamy się.

18.12.2016 12:47
<Rydygier>
15

ktoś się zamachnie może

A propos:

https://youtu.be/c3_1sCUuuqc

Na razie tylko przymiarki na niby, ale i to jest obrzydliwe - celowe i kłamliwe podżeganie i szczucie Polaków. Natomiast doskonale wpisuje się w to, czym KOD, cały ten szum w swej istocie jest, czym jest podszyty, co za tym stoi, a co nie. I doskonale ilustruje, skąd moja taka nie inna opinia o tym narzędziu. Pozostaje mieć nadzieję, że ostatecznie Polacy en masse nie ulegną tej natężonej operacji trwającej od roku na szerokim froncie medialno-politycznym, choć wielu z nich uległo i ulega. Można się zżymać, że jak do wyborów TVP była tubą propagandową PO (ich serwisy z grudnia zeszłego roku sprawiły, że moja fatalna opinia o PO i okolicach jeszcze się pogorszyła, zresztą pogarsza się nieustannie), tak stała się tubą PiS, ale to i tak zmiana na lepsze, jakaś symetria jest przynajmniej w nierzetelności mediów, skoro nadal nie może być rzetelnie. Jeśli niczego innego, to może choć nauczy nie używać TV zamiast mózgownicy. Ale czego może się nauczyć ten, który sobie włożył TV w miejsce mózgu?

EDIT: gość twierdzi, że kładł się, by blokować przejazd samochodów (Rejtan w sensie czy coś), choć postronni myśleli, że coś mu faktycznie dolega. Mam nadzieję, że to prawda.

Znów a propos, jeszcze taka perełka:

https://youtu.be/OajAn7CW4sM

Obrona wolności słowa a la KOD jest Wybiórcza, i znowu widać, co jest tylko pustym hasłem, a o co chodzi tak naprawdę. Nie jest to zaskakujące.

Nieco komentarza z onych nierzetelnych mediów do przemyślenia:

https://youtu.be/kZw0cq9FimE

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-18 19:02:43
18.12.2016 09:54
-1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Mam kurtkę membranową, podobnie jak buty, z przyczyn praktycznych - zbyt się zapacam w innych - oraz z nawyku. Jedną na cały rok - z opcjonalnie wypinanym polarem. Ostatnio tę:

http://www.sklep-presto.pl/product-pol-50749-Kurtka-3w1-meska-Biotit-15-000-Magnum.html

Nie jest bez wad, ale mam nadzieję, że posłuży parę lat.

Jeśli chodzi o pikowane puchowe - nie lubię ich z wyglądu. Kojarzą mi się z Pi i Sigmą z matplanety, co może jest wspomnieniem miłym, ale osobiście nie chciałbym się upodabniać mimo, że nie prezencja jest najważniejsza w moim przypadku, a praktyczność.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-18 09:55:50
17.12.2016 22:59
odpowiedz
<Rydygier>
15

Dzięki wielkie, co prawda okienko takowe nie pokazuje mi się, ale znalazłem właśnie sposób - prawym na tytule gry w bibliotece i tam "wyświetl zrzuty ekranu" albo, jak piszesz, to samo via widok - zrzuty ekranu. Git. :)

17.12.2016 22:52
<Rydygier>
15

Po raz pierwszy odkąd jestem na Steamie poczułem tytułową potrzebę. Ale tutaj nastąpiła niespodziewana bryndza. Poratujcie, mądrzy ludzie - gdzie się naciska, by załadować na profil screenshot, by go potem, ja wiem, wkleić w dyskusji czy co? Wszedłszy w zakładkę zrzutów ekranu na profilu widzę tylko takie coś, jak w załączniku (całość tam uwidoczniona to tylko statyczna grafika, nie faktyczne narzędzie). Czy nie powinno tam być jakiegoś przycisku "upload" albo co? W przeglądarce jest to samo. Steamowe screenshoty są zrobione steamowym pstrykaczem i leżą sobie we wskazanym w ustawieniach Steama folderze. Pewnie, mogę użyć zewnętrznego hostingu, ale i tak chciałbym wiedzieć, jak to się robi w Steamie? Piszą też w internetach, że przy wyjściu z gry powinno być pytanie o upload wykonanych zrzutów ekranu - nic podobnego nie pojawia mi się.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-17 22:54:36
17.12.2016 17:11
-2
<Rydygier>
15

Januszem Korwin-Mikke* (tak to się odmienia?)

Januszem Korwin-Mikkem, o ile się orientuję. Byłoby normalnie chyba Januszem Korwinem-Mikkem, ale Korwin to nazwa herbu, a to czyni wyjątek. Niemniej:

http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/;4373

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-17 17:12:33
17.12.2016 16:46
-4
<Rydygier>
15

Korwinowi (tzn. jemu osobiście) nie dałbym zarządzać niczym, nawet cmentarzem, u władzy to byłby moim zdaniem autentycznie człowiek niebezpieczny dla ludzi. Poważnie obciążyłbym swoje sumienie oddając głos na kogoś takiego. Z Kukiza jeszcze nie wiadomo, co wyrośnie, ale jeśli ktoś szuka alternatywy, to tylko z tego kierunku ma szanse coś się pojawić. Jeszcze się nie pojawiło, choć coś się podskórnie rusza.

Sam nie mam się ani za prawicowca, ani za lewicowca, ani za centrowca. Za nikogo w ogóle się nie mam na tej płaszczyźnie i jest mi obojętne, jak by chcieli mnie szufladkować inni. Myślę na własny rachunek, oceniam, jak umiem, wybieram tego, kto mi się wyda najlepszy dla Polaków (obecnie - najmniej zły) i tyle.

Nie. Nikt z tych co są w sejmie nie jest dobrym wyborem.

Tak. A najlepszy z tych niedobrych - PiS moim zdaniem. Najlepszy nie znaczy dobry.

Kieruj te pretensje do tych

Nie. Kieruję je do tych, którzy się w taki sposób do siebie odnoszą. Łatwo obwiniać świecznik, ale o tym, jak się wzajem traktujemy, komu dajemy się prowokować, decydujemy my sami, nikt inny.

No i niech wykipi. Może wtedy się coś zmieni w tym kraju, po takim pieprznięciu.

Uważam, że nie. W każdym razie nie na lepsze. Dla jasności, bo tak niefrasobliwie piszesz "niech wykipi" - mam na myśli rozlew krwi.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-17 16:57:06
17.12.2016 16:29
odpowiedz
11 odpowiedzi
<Rydygier>
15

Oderwani grzeją pod tym garnkiem, jak i czym mogą, oraz czym nie mogą, na użytek zindoktrynowanych obwiniając o skutki swoich działań rząd, który swoją drogą przemyślnością działań nie grzeszy (przykre, że PiS to nadal najlepszy wybór dla Polski). Tak to, niezmiennie, od wyborów wygląda stąd, gdzie siedzę. Ewidentne, aż bije w oczy.

Może czas już zacząć się obawiać, że jeszcze weźmie i wykipi to, co tak grzeją. A może należałoby się obawiać tego, do czego Oderwani są w stanie jeszcze się posunąć, żeby wykipiało (ktoś się zamachnie może na opozycyjno-kodową wierchuszkę zostawiając ślady wskazujące w pożądaną stronę? Coraz mniej im do najgorszego brakuje. Słowa już były). A jeśli wykipi - może się to łatwo stać w taki sposób, że pożałują tego wszyscy. I ci, co grzali, i ci, co dali się grzać jak dzieci, i ci, co oberwą rykoszetem. Nie wiem, może i musi wykipieć, żeby się uspokoiło choć na chwilę, ale to raczej byłaby kolejna gorzka lekcja, z której nikt nauki nie wyciągnie.

Patrzy człek na to i smutno. Można by inaczej, ale Polacy nie chcą i nie umieją. Najwyraźniej wolą pozostać na poziomie zajadłego przegryzania sobie gardeł. Bezrozumnie dawać się szczuć. Cóż, jak by się nie potoczyło, co nawarzymy, to wypijemy. Kto igra z ogniem, może się doigrać, tyle, że ogień nie wybiera, kogo poparzy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-17 16:34:06
15.12.2016 12:55
<Rydygier>
15

Z tego:

Bóg jest istotą wszechmocną i wszechwiedzącą

Nie wynika to:

jakakolwiek zorganizowana religia jest sztuką dla sztuki

15.12.2016 09:49
odpowiedz
<Rydygier>
15

No, to się zobaczy, jak wyszło, a raczej - czy mnie jakoś ruszy. Jeśli nie - to może być moje pożegnanie ze staroszkolnymi izo-RPG.

i będzie dostępny w pełnej polskiej wersji językowej

Ciekawe, jak dobra ta wersja w porównaniu z prześwietną lokalizacją P: T. Mam nadzieję, że choć mierzyli do tej poprzeczki.

14.12.2016 19:24
4
odpowiedz
<Rydygier>
15

Bardzo dobrze.

Niemal 10 milionów złotych przeznaczone zostanie na technologię City Creation, czyli narzędzia do stworzenia wielkiego, żyjącego miasta zarządzanego sztuczną inteligencją.

O, właśnie od takich newsów dostaję hajpa, a to groźne zjawisko.

13.12.2016 18:10
1
<Rydygier>
15

Plusy i minusy nie przenoszą żadnej merytorycznej treści, więc dla przedmiotu dyskusji nie mają znaczenia. Stąd "gołym" plusem można się co najwyżej ucieszyć (ot, gest poparcia), a minus wszelaki najzdrowiej olać, bo tego tylko wart. Minus bez uzasadnienia to wyraz bezsiły argumentacyjnej (zatem im więcej gołych minusów, tym więcej takich, którzy by chcieli, ale nie potrafią merytorycznie podważyć Twojej wypowiedzi - zatem znak silnego argumentu, jeśli już) lub nieumiejętności rzeczowej rozmowy w ogóle, zaś gdy jest uzasadniona krytyka - minus staje się nadmiarowy i niepotrzebny.

Niestety, mechanika tego forum poniekąd promuje bezwartościowe dla dyskusji "lubiam/nie lubiam" uzależniając od niego widoczność danej wypowiedzi, nawet wątek o tym jakiś czas temu założyłem. No, ale nie mój cyrk, nie moje małpy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-13 18:16:26
13.12.2016 15:09
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
15

No trudno, co prawda motywacja chybiona (ani katolik będąc w Kościele nie "firmuje" swoją przynależnością doń czynów innych katolików, ani też czyny katolików nie definiują Kościoła - jest jasno powiedziane, że wszyscy, co do jednego, to grzesznicy, a Kościół pozostaje święty, bo jest czymś nomen omen o niebo większym, niż zbiorem katolików), ale bez wiary w Boga trudno wymagać prawidłowego spojrzenia na te sprawy. Znacznie trudniej też o wiarę tam, gdzie nie ma praktyki religijnej. W każdym razie Pan Bóg nie opuszcza i nie przekreśla, sprawa pozostaje otwarta, póki żyjesz, zatem - memento mori jak oraz extra Ecclesiam nulla salus.

Też dla jasności załączam mema w temacie.

12.12.2016 09:30
3
odpowiedz
<Rydygier>
15

Wielopunktowy rozrzut ocen dwóch osób jest jak najbardziej możliwy - jeśli ich gust się mocno różni a od gry oczekują czegoś zupełnie innego. Jedyna gra na rynku, którą na dziś wyceniam 10/10 (Arma 3, 2800 godzin w grze) tutaj dostała 6.5 od recenzenta. Średnia użytkowników - 8.4.

Powód jest prosty - na ocenie recenzenta zaważyła w głównej mierze ta wada gry (ówczesna, bo nieaktualna), która mi w jej przypadku przeszkadzała najmniej - przy czym w tym wypadku to raczej ja jestem ten specyficzny :) (ale gra też, zatem nie do końca przystają do niej klasyczne kryteria oceny).

Notabene problemem pobocznym recenzji premierowych jest to, że obecnie sporo gier jest rozwijanych również po premierze (premiera stanowi nie zwieńczenie, a swoisty etap w tworzeniu gry, etap publicznego feedbacku i jakkolwiek by na to nie narzekano ma to swój sens), a ocena recenzencka pozostaje nie zrewidowana i z czasem stojące za nią argumenty coraz bardziej odstają od rzeczywistości.

Te dwie sprawy - subiektywność spojrzeń/oczekiwań i możliwa dezaktualizacja oceny recenzenta powodują, że nie należy na recenzjach polegać jak na wyroczni.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-12 13:42:43
11.12.2016 12:20
3
odpowiedz
<Rydygier>
15

Original War, z perspektywy tych wszystkich lat, to najlepiej wspominany przeze mnie klasyczny RTS, który bardzo podówczas mnie wciągnął imersyjnym sposobem narracji, osobistą, emocjonalną fabułą i "osobowym"/podmiotowym podejściem do jednostek. A tego typu strategii nigdy zbytnio nie lubiłem, OW to jeden z paru wyjątków (obok Starcrafta i Age of Empires 1&2).

Nie wiedziałem, że był źle oceniany, zaliczyłem tu solidne zdziwko, rad bym przeczytał taką krytyczną recenzję, by zakumać, w czym recenzenci widzieli problem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-11 12:23:46
10.12.2016 14:13
10.12.2016 09:38
odpowiedz
<Rydygier>
15

Ana Alcaide - Akelarre

https://youtu.be/-DX5Pzj_ts8

Fairport Convention - Matty Groves

https://youtu.be/1it7BP5PckI

09.12.2016 15:44
odpowiedz
<Rydygier>
15

Dzięki za dotychczasową pomoc, ja wyszperałem jeszcze: Bridge Constructor, Bridge It, Bridge! The Construction Game. Ktoś którąś wypróbował? EDIT: znalazłem demo Bridge It - odpada. "hard" było bardzo łatwe, a co gorsza, szwankuje GUI - automatyczne przyłączanie lin nie pozwalało mi skonstruować tego, co chciałem, bo upierało się łączyć odcinki nie tam, gdzie miałem zamiar.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-09 16:35:23
08.12.2016 23:54
<Rydygier>
15

Prawie kupiłem, ale coś marne oceny na steamie. Piszą, że się zwiesza, że bugi itp?

08.12.2016 22:54
-1
<Rydygier>
15

...lub innych konstrukcji (a la Pontifex etc) - jaka jest najlepsza (jakość wykonania)? Szukam na prezent. Optymalnie, by była dostępna w pudełku, ale na to nadziei wielkich nie ma. Przejrzałem, co się udało znaleźć na Steam, ale większość ma kiepskie oceny. Polecacie coś?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-08 22:55:11
06.12.2016 09:22
odpowiedz
<Rydygier>
15

Ja robię tak:

1. Czytam opis/materiały oficjalne. Jeśli brzmi zachęcająco:

2. Szukam recenzji, oficjalnych i graczy. Ponieważ, co jest normalne i nie do uniknięcia, oceny mają charakter subiektywny (np. moja najulubieńsza gra ever, jedyna 10/10 dla mnie ma raptem jakieś 6.6 na GOL), większą uwagę zwracam na rzeczowe argumenty stojące za oceną (czyli dlaczego konkretnie taka ocena). Jeśli ocena nie jest umotywowana merytorycznie - ignoruję jako niemiarodajną. Z odrobiną wprawy właśnie według użytej argumentacji stosunkowo łatwo jest odróżnić rzetelną reckę gracza od wylewania frustracji czy własnych uprzedzeń. Jeśli gra na GOL ma "zieloną" ocenę, poświęcam na p. 2 więcej czasu. Jeśli po takim odsiewie gra nadal wygląda interesująco:

3. Szukam na tubce jakiegoś gameplaya i inwestuję czas, by się naocznie przekonać.

Co do niemiarodajnych recenzji - miałbym taki oto pomysł: każda "recenzja" gracza (wpis z oceną w oficjalnym wątku o grze) może zostać oceniona przez innych pod kątem jej użyteczności (choćby najprościej - jeśli użyteczna, można jej kliknąć lajka jakiegoś). Oceny graczy nie będą równocenne przy wyliczaniu oceny średniej, a ważone wedle ocen użyteczności, jakie ten gracz otrzymał. Czyli, w uproszczeniu, ocena gracza, którego wiele ocen zostało uznanych za wysoce użyteczne (w stosunku do ogólnej ilości jego recenzji), zaważy na wypadkowej, średniej ocenie gry znacznie bardziej, niż ocena takiego, który chwalonego za użyteczność dorobku nie ma.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-06 09:34:12
05.12.2016 14:53
odpowiedz
<Rydygier>
15

Tymczasem:

http://endecja.pl/

Co konkretnie myślą (długie, ale warto się dowiedzieć):

https://youtu.be/AxmBbyqu4Fg
https://youtu.be/Q1OQDXp3e0A

05.12.2016 13:25
4
odpowiedz
<Rydygier>
15

Czy poprawki i patche do gry sprawią, że niezadowoleni gracze dadzą No Man’s Sky druga szansę?

Nie wszyscy, ale tak. O ile patche i uaktualnienia będą energicznie zmierzać we właściwą stronę. Już po 1.1 widać pierwsze jaskółki choćby na steam spy. Z upływem czasu wzrośnie też zapewne liczba użytkowników, którzy sięgną po NMS z powodu tego, czym faktycznie jest, wolnych od posthajpowego kaca.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-05 13:25:31
05.12.2016 13:17
<Rydygier>
15

Chętnie, tylko tych dorosłych nie widać jak dotąd. Polska: jedna wielka rozpierducha bachorów w piaskownicy o grabelki i rozdeptaną babkę.

05.12.2016 13:10
1
<Rydygier>
15

Partia wolnościowa jest mało realnym wyborem w demokracji (właściwie... czy gdziekolwiek kiedykolwiek takowa rządziła?). A to dlatemu, że człek nad urną stojący woli słyszeć "damy ci", niż "radź sobie". Zwłaszcza, gdy za to, co niby dostanie zapłacą inni (więcej, niż to warte, ale jemu to wszak nie wadzi). Wystarczy porównać wyniki wyborcze JKM i populistów-obiecywaczy rozmaitych. Ludzie ewidentnie wolą opiekę niż nieskrępowaną wolność y swobodę, gdy przychodzi co do czego. A jednocześnie zżyma się "suweren" na "złodziei" "okradających" go podatkami i tłamszących biurokracją. Czy to się może zmienić? Czy powinno?

A też ogólnie - władze nie są z Marsa, tylko spośród nas, Polaków. Mamy dokładnie takie rządy, na jakie zasługujemy. Sprawiedliwie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-05 13:15:37
05.12.2016 11:38
-1
odpowiedz
<Rydygier>
15

Myślę, że nie. "Rzeczywistość oderwała się od elit" i sorry.

Zresztą po co. Łatwiej obalić, niż wskazać lepszy rząd na ich miejsce. Cały zeszły rok sondaże dające przewagę poparcia PiS przy jednoczesnej słabej ocenie pracy rządu mówiły jedno o statystycznym, zbiorczym zdaniu elektoratu - "nie ma nikogo lepszego na miejsce kiepskiego rządu PiS". To nie nastrój na pucze i garstka histeryzujących krzykaczy o przewróconym na odwyrtkę Polskopoglądzie tego nie zmieni. Jeśli natomiast PiS przegra następne wybory, co bym zakładał, i jeśli do tego czasu nie objawią się nagle jacyś niebywali w Polszcze mężowie stanu, tzw. nowa jakość, "suweren" pewnie przeputa kolejną kadencję i w swej głupocie odda władzę nad sobą jakiemuś innemu miałkiemu "byle-nie-pisowi" (do tej roli zresztą, mniemam, uformowano Nowoczesną, by była naonczas pod ręką) i będzie nawrót smuty jak za PO, a Polska dalej będzie dreptać w miejscu w rytm kolejnych kontr-kontrreform.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-05 11:40:42