Forum

<Rydygier> ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

25.06.2017 14:08
<Rydygier>
18

W tymże filmie gdzieś w tych okolicach padł tekst: "raz walczyłem dwa dni ze strzałą w jądrze", czy jakoś tak.

Dobra scena, nawiasem.

25.06.2017 12:57
<Rydygier>
18

Ale w sensie jeden na sześciu itp? Jeśli stawiają na realizm, to stanowczo powinno kończyć się szybką klęską gracza w normalnych okolicznościach. Osobiście mam nadzieję na takie właśnie podejście do walk - nie jak w innych grach, gdzie sieczemy na lewo i prawo. Niech sama decyzja rozpoczęcia walki nawet 1 na 1 będzie ostatecznością, krokiem bardzo ostrożnie rozważonym lub desperackim i bardzo ryzykownym, którego się unika, jak w życiu. A gdy przeciwników jest kilku? Też jak w życiu. Robimy, co chcą, zwiewamy, gdy możliwe, względnie próbujemy się wyłgać, albo na 99% zbieramy cięgi i wtedy robią co chcą. I niech fabuła i rozgrywka to uwzględnią. Byłoby super. Na szczęście raczej nie będzie to siekanina.

Inna rzecz, że z kolei bitwy to nie seria symultanicznych pojedynków szermierczych. Tam rolę gra formacja i taktyka formacji, a walka chaotyczna i bez finezji.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-25 13:02:43
25.06.2017 12:10
2
<Rydygier>
18

Najlepsze mają miejscówki. Chyba zwłaszcza las się udał. No i z pietyzmem dbają o autentyzm architektury itp. Walka istotnie ciut lepsza, niż się spodziewałem z wyglądu.

25.06.2017 12:08
odpowiedz
<Rydygier>
18

To pierwsza gra tego studia. Jakkolwiek bardzo chciałbym, aby była ze wszech miar udana, nie uważam, by tego należało oczekiwać. Spodziewam się gry nierównej, pod pewnymi względami słabej, pod innymi świetnej. A jednak w ich pracy i jej efektach człowiek dostrzega talent, pasję i potencjał. To najwyraźniej nie są oportuniści, którzy "grają bezpiecznie", byleby napchać kabzę. Mają pewną wizję, pozostają jej wierni. Rzadkie, cenne.

Zapewne będzie sporo potknięć i niejeden kompromis, gdzie umiejętność i czas nie dorosły do ambicji, ale jeśli z takim, biznesowo ryzykownym wszak, podejściem przetrwają na rynku, jeśli rynek da im szansę, to wierzę, że rozwiną skrzydła, a to, czego się nauczą podczas tworzenia tej gry zaowocuje w ich kolejnych projektach. Tego im i nam, graczom, życzę. Ale by tak się stało, gra musi czymś chwycić, znaleźć nisze łasych na to, co w niej mocne a wybaczających to, co słabe. Jej żywotności bardzo by pomógł jakiś aspekt sandboksu + możliwy szeroki i głęboki modding, ale nic nie wskazuje, by szli w tę stronę.

25.06.2017 08:20
<Rydygier>
18

Steam to, przypuszczam, biznes prowadzony dla zysków, nie dla graczy, ani dla twórców.

Ale faktycznie, do biznesu można podejść wielorako. Można krótkowzrocznie - byle szybciej, byle więcej, a można inaczej, można dbać własną, otóż to, renomę, budować swoja markę, można dbać o to, by cieszyć się dobra sławą serwisu, który szanuje użytkowników i i dostarcza im usługę na jak najwyższym poziomie. Acz nie powiedziane, że finansowo, w sumie, drugie podejście opłaci się bardziej. Niemniej, choć ze mnie żaden biznesmen, to gdyby już, starałbym się prowadzić interes w ten drugi sposób.

Pozycja Steama jako hegemona wydaje się niedosiężna i nienaruszalna, ale to jest dziś, kto wie, co będzie jutro. Im gorzej ze Steamem, tym większe "pole okazji" dla ewentualnej konkurencji. Nie oni, to może kto inny.

24.06.2017 16:26
4
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Zastanawiam się, czego ja bym próbował, gdybym chciał faktycznie utrzymać Steama w jakiej takiej "czystości"... Może tak:

Zniósłbym tę opłatę (moim zdaniem bardziej uderza w początkujących "indian", być może blokując nowe talenty, niż pomaga w czymkolwiek). Zamiast tego stopień, w jakim gra byłaby eksponowana w sklepie, zależałby od jej oceny.

Być może ta ocena powinna być nietożsama z tym, co jest teraz. Raczej chodziłoby tu o system, gdzie każdy gracz może oznaczyć tytuł jako warty uwagi (chodzi o system bez minusów). Im więcej oznaczeń, tym wyższa pozycja gry. Z kolei też użytkownicy mogliby oznaczać się wzajem jako pomocnych, czyli tych, którzy "podbijają" gry rzeczywiście warte uwagi (też bez minusowania). W ten sposób ci, którzy faktycznie oznaczają gry wartościowe jako warte uwagi mogliby stopniowo zdobywać większą renomę. Im więcej punktów renomy użytkownik posiada, tym więcej ważą jego głosy oddane na gry warte uwagi. Co prawda to może promować zwłaszcza generyczne hiciory, nie wiem czy pomoże wydobyć ukryte perły chyba, że pozostali użytkownicy promowaliby punktami renomy głównie tych, którzy odławiają mało znane perełki, a nie podbijają to, o czym i tak już każdy wie. Albo systemowo - punkt renomy dla podbijającego grę jako "wartą uwagi" byłby powiązany z tym konkretnym podbiciem (tylko jeden punkt renomy można przyznać na jedno podbicie) i ważyłby z automatu tym więcej, im mniej podbić miała dana gra. Hm. Lub też można by sobie wybierać ulubione "autorytety" (tworząc sobie swoistą "kolekcję osobistych doradców") i wyszukiwać jedynie/głównie wedle ich podbić.

Z kolei stopniowanie widoczności mogłoby się odbywać w ten sposób, że użytkownik sklepu dostałby do ręki dodatkowe filtry tak, by móc ustalać minimalny próg oceny dla pokazywanych mu gier, zaś domyślnie te poniżej pewnego progu pozostawałyby niewidzialne, uwidaczniane dopiero na życzenie użytkownika.

Bonusowo wywaliłbym karty kolekcjonerskie, albo tak zmodyfikował, by twórcy gier nie zarabiali na nich, jakkolwiek się to odbywa (nawet nie wiedziałem). Nie wiem, po kiego one są, a skoro stanowią motywację, by zalewać Steam szajsem...

To co najwyżej pomysł szkieletowy, najpewniej do dalszych ulepszeń. Ciekawe, co by z tego wyszło.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-24 17:12:15
24.06.2017 09:40
-1
odpowiedz
<Rydygier>
18

No cóż, każdy orze, jak może.

Niezbyt mnie to nagranie zachęca, ale się zobaczy, może kiedyś, na jakiejś wyprzedaży, albo gdy nuda dociśnie...

23.06.2017 22:43
odpowiedz
<Rydygier>
18

Począwszy od premiery średnia ocen na Steam sukcesywnie spada. Narzekają głównie na optymalizację. Zajrzałem do tego. Faktycznie, gdzie w Arma 3 miałbym 60, w Argo mam 28 FPS dla analogicznych ustawień.

Widzę, że dali armowy edytor 3D, gdzie można sobie przygotować, zapisać i popykać również singlowo w samorobne scenariusze. Nawet, widzę, skrypty działają (ciekawe czy w 100%). No i tam FPSy w porządku - 60 z vsync.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-23 22:43:50
23.06.2017 21:13
2
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Mnie razi questów upierdliwość (np. dużo nudnego biegania w tę i we w tę) ale głównie właśnie wspominana sztuczność wybijająca z imersji, demaskująca teatralność i graczocentryczność świata gry. Questy, z którymi na zdrowy rozum questodawca nie czekałby na gracza, questy, których nikt nie powierzyłby dopiero co poznanemu obcemu (albo nie zawracał nikomu głowy, tylko sam zrobił), questy, które dziwnym trafem tylko gracz może wykonać... Jakby każdy świat gry cierpiał na odwrotność bezrobocia - nadrobocie, ale był pogrążony w stagnacji ruchów pozornych, nikt w nim tak naprawdę palcem nie kiwnie, tylko gracz jest siłą sprawczą wprawiającą go w ruch, na którą wszyscy czekają. Błe.

Przełknąłbym najbardziej prozaiczny quest pod warunkiem, że otrzymanie questa fabularnie, psychologicznie i logicznie trzymałoby się kupy a on sam nie był "pustym przebiegiem", ale coś by wnosił - coś ciekawego, śmiesznego, poruszającego.

Wreszcie irytuje nieco sama schematyczność mechanizmu rozgrywki zwanego questem. Szukamy zleceniodawcy, bierzemy zlecenie, wykonujemy, odbieramy nagrodę. Neext. Być może nawet myślenie o projektowaniu rozgrywki w kategoriach ciągu questów należałoby zarzucić/zmodyfikować/rozwinąć w coś bardziej naturalnego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-23 21:15:28
23.06.2017 15:11
odpowiedz
<Rydygier>
18

Właśnie dostałem taki e-mail:

The Operational Art of War IV revealed

We are excited to announce that on June 27th we’ll be revealing The Operational Art of War IV, in a simultaneous live stream on Twitch, YouTube, Facebook and Mixer.
Don’t miss the first look of The Operational Art of War IV and your chance to ask us anything you’d like.
We’ll be live on June 27th at 11 am EST / 3 pm GMT/ 5 pm CEST

Z tego typu wieści bardziej ekscytujące dla mnie byłyby chyba tylko tyczące się Steel Panthers.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-23 15:14:14
23.06.2017 14:38
odpowiedz
<Rydygier>
18

To dobrze.

23.06.2017 13:10
odpowiedz
<Rydygier>
18

Nitz ciekawego nie zauważyłem jak dotąd.

22.06.2017 17:17
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Mogłoby być ciekawe. Ale to horror. Kolejny. Znowu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-22 17:17:57
21.06.2017 21:32
odpowiedz
<Rydygier>
18

Co do mnie, z wymienionych Anthem i Battletech budzą pewne zainteresowanie. Reszta nie.

21.06.2017 09:30
1
<Rydygier>
18

ES2 to nie dramat, a niezła gra. Ale to pisze ktoś, komu Stellaris się dość podoba (i to bardziej, choć podzielam większość zastrzeżeń). ES2 istotnie robi wrażenie bardziej kameralnej, głównie pod względem skali (zależy od ustawień oczywiście). Celuje też w nieco inne wrażenia z rozgrywki, większa rola klimatu, nieco mniejsza - mechaniki. To typowy przedstawiciel Endlessów i ewolucyjne rozwinięcie Endless Space 1 + system questów z Endless Legend. Jeśli liczysz na jakieś Himalaje złożoności, to nie licz. Gra posiada przyzwoitą głębię, jak na standard tego typu gier, ale nie aż taką, jak Stellaris (np. nie ma zarządzania polami planet, po prostu kolejkujemy budowle które na planecie są lub nie), w trakcie właśnie kameralnych bitew jesteśmy biernymi widzami a w ich przedstawieniu chodzi głównie o "kinową" efektowność (ale też taką na pół gwizdka). Więc jeśli Stellaris zbyt mało złożona, to ES2 tym bardziej, pomimo dość rozwiniętego aspektu polityki wewnętrznej i faktu, że gra ponoć mocno się różni dla poszczególnych ras.

Jeszcze co do Stellaris - surowców tam więcej, zwłaszcza wliczywszy abstrakcyjne. Ale zasadnicze znaczenie mają dwa ujednolicone - energia i minerały. Ich balansowanie nadaje rytm, ton i granice rozwojowi imperium. No i wpływy polityczne, jeśli ich zabraknie - kicha, nie rozwój. Bitwy w istocie zbyt prostackie. Na pewno mogło być lepiej, ale to Paradox, oni raczej nie specjalizują się w warstwie taktycznej. Sama wizualizacja starć to już sporo jak na nich. Ich główny sposób na miodność gry to bodaj te dynamiczne łańcuchy fabularno-polityczne, czyli mamy sztampowy, acz jednak solidny i rozbudowany szkielet z okrasą. Na późnych etapach bywa ciekawie, jeśli kogoś interesują te rzeczy, gdy np. pożrą się między sobą dwa uśpione imperia, z których jedno przebudziło się, by zareagować na inwazję spoza galaktyki. I mamy jednocześnie koalicję przeciwko inwazji, oraz konflikt bardzo niewygodny dla maluczkich, bo giganci domagają się od wszystkich, by stanęli po ich stronie. Neutralność oznacza popadnięcie w niełaskę u obu. Trochę sytuacja dziecka, gdy rodzice się kłócą. AI... Cóż. Zasadniczo bywa durne. Z tym zastrzeżeniem, że nie durnego praktycznie się nie widuje w grach, bo też niełatwo zrobić lepsze.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-21 09:33:33
20.06.2017 22:19
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ustawa_o_prawie_autorskim_i_prawach_pokrewnych
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dozwolony_użytek

"Zasady dozwolonego użytku utworów objętych prawem autorskim są określone przez ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych[1] w artykułach od 23 do 35."

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-20 22:20:51
19.06.2017 15:11
<Rydygier>
18

Mój poziom zblazowania grami jest już wysoki, bezsprzecznie. O niebo trudniej mnie urzec, niż kiedyś. I to bez wątpienia ma swój udział w moim odbiorze PoE. Gdybym w to grał jakieś 15 lat temu, może piałbym z zachwytu. Z ostatnio granych wysoką notę otrzymał nowy Torment (z perspektywy waham się, czy nieco nie przesadzoną jednak, ale klamka zapadła), bo choć trudno, to jednak nadal da się mnie poruszyć, tylko więcej trzeba, niż kiedyś.

Np. Kiedyś zarywałem noce nad BG2. Wróciłem nie tak dawno do nowej edycji, wgrałem nawet oryginalny polski dubbing. I właściwie głównie on mnie trzymał. I tak odpadłem w połowie Tronu Bhaala (na żmudnych dłużyznach w Wieży Strażnika), ale zauważam, że dobry voice acting robi dużo. Podobnie dobra i dobrze dozowana muzyka. A nawet dobra, emocjogenna narracja i dialogi w samej warstwie tekstowej, ale tu trzeba pisarza-fachowca, to rzadkie w grach. Nowy Torment był pod tym względem tylko i aż w miarę OK.

Nie będę oryginalny, ale w tej kwestii z nowych gier chlubnym wyjątkiem jest W3 (dwa razy ukończyłem bez znudzenia (no, wyjąwszy nurkowanie po pytajniki na Skellige, ale to na własne życzenie), nie wykluczam razu trzeciego, a jak na mnie to ewenement), a ze starych ME1-3. Ze staroszkolnych izo już chyba nic.

Nawiasem sama fabuła też mogłaby zrobić swoje, gdyby była istotnie świeża. Żonglerka niezmiennymi motywami i udziwnionym na siłę sztafarzem już mi się przejadły. Samej dziwności mam dość (zwłaszcza po ostatnim Tormencie właśnie). Ale soczysta opowieść o zmaganiach z własnymi słabościami? Prozaiczna, acz niewyzbyta patosu i niesztampowej dramaturgii życiowa historia, gdzie konwencja fantasy czy SF jest tylko tłem? Dobrze mi ją opowiedzcie i łykam.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-19 15:40:17
19.06.2017 13:30
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
18

- Jak wy odebraliście system walki w tej grze, czy przeszkadzał wam na początku i czy łatki rozwiały z czasem wasze uwagi co do niego? Może PoE od początku powinno być grą turową?

Bez rewelacji, do przeżycia od biedy. Turowo? Raczej lepiej, tak. Np. bardziej się wtedy dostrzega różnice wynikające z rozwoju postaci - satysfakcjonujące.

- Jak oceniacie The White March, nie przeszkadzał wam podział dodatku na dwie części?

Ciut cieplej od podstawki. Podział lekko irytujący (nabyłem, gdy już były obie).

- Co waszym zdaniem trzeba koniecznie zmienić w Pillars of Eternity II w stosunku do „jedynki” aby seria się rozwijała? W pełni udźwiękowić dialogi?

Zmienić podejście do narracji. W PoE grało mi się bardzo marudnie, dopiero za drugim podejściem zmęczyłem do końca. Fabuła zupełnie nie wciągnęła, absolutnie nie angażowała emocjonalnie, miałem bardzo głęboko gdzieś dramaty i przeżycia bohaterów. Ot, coś-tam coś-tam. Grało się jak przez szklaną taflę - płasko i z dystansem.To w zasadzie jak dla mnie główna wada gry chyba. Przy tym nie chodzi tylko o (taką se) fabułę, a właśnie bardziej o środki jej opowiedzenia - brakowało generatorów emocji, czy to w samej warstwie tekstowej, czy też "wzmacniaczy" poza nią - muzyka, głos, scenki, grafiki. Był tylko suchy tekst, i małe ludziki biegające po ekranie. Owszem, częścią remedium mogłyby być w istocie w pełni udźwiękowione dialogi. Pod warunkiem, że zagrane dobrze. Angażująco emocjonalnie, wiarygodnie, nie na odwal się. Mało co też ekscytowało w rozgrywce. Ani w rozwoju bohaterów, ani twierdzy ani w eksploracji nie było dla mnie nic specjalnie pociągającego. Nie czekałem z niecierpliwością na nowy poziom, na nową lokację. Tylko klik-klik-ziew-klik-klik.

Coś w ten deseń.

Jeśli PoE2 nie będzie dla PoE tym, czym BG2 było dla BG, to marnie mi to rokuje.

Nawiasem dobrze się rozmawia o grach z perspektywy pewnego czasu - zdąży się ogląd poukładać w głowie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-19 13:49:35
18.06.2017 10:31
odpowiedz
<Rydygier>
18

Walka robi na mnie niezłe wrażenie (trochę lepsze, niż oczekiwałem), właśnie przez realizm, odejście od growego wydumanego "tańca z szablami". Jeśli stawiać na realizm, to nie wiem, co i w jaki sposób miałoby być poprawione. Osobna sprawa to "feeling", którego oglądanie nie przybliży, a który musi być cholernie trudny do oddania klawiaturą i myszą. Nie wiem, jak z padem. Osobiście w walce w takim M&B niesamowicie dawałem ciała. Jedyny sposób gry dla mnie tam to był konny łucznik. Ciekawe, jak będzie ze mną w tym wypadku.

Odnośnie miodnie przedstawionych, a przy tym w miarę realistycznych (przekonujących laika) scen walk, przypomina mi się przede wszystkim Joan of Arc Bessona.

17.06.2017 22:52
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Jedynka wynudziła mnie okrutnie, dwójka chyba będzie podobna, widzę za to, że ładniejsza, to dobrze, to się liczy, finałowe sejwy trzymam jakby co.

17.06.2017 15:48
odpowiedz
<Rydygier>
18

Nie umiem powiedzieć, cenię wszystkie i każdą. Najwięcej grałem w Empire (część unikalna pod tym względem, że chyba jako jedyna udostępnia bitwy morskie, których rozgrywanie to naprawdę frajda). Medieval 2 to chyba mój ulubiony setting, ale gra się zestarzała i miała brzydkie problemy z bitewnym AI, brakuje jej też fajnych nowinek z nowszych części. Drugi Shogun urzeka stylizacją, powrotem do korzeni...

Może tak: moim ulubionym TW zostałby ten dobrze osadzony w uniwersum Czarnej Kompanii.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-17 15:48:43
16.06.2017 16:48
<Rydygier>
18

http://en.sat24.com/en

Używam głównie sun&clouds oraz rain z wyładowaniami. Lewy klik na mapki zoomuje.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-16 16:51:39
16.06.2017 16:38
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

A na Kaszubach zupełnie nie. Wedle satelity może na noc coś zahaczy, może nie. W tym roku jeszcze tu przyzwoitej burzy nie było ani razu, wszystko południem chodzi. Ale to normalka, że u nas inaczej. Susze tu bywały, gdy na południu powodzie, przymrozki, gdy na południu od dawna lato itd.

Notabene polecam strony, gdzie można sobie podejrzeć okiem satelity, co się dzieje.

16.06.2017 13:10
odpowiedz
<Rydygier>
18

Widziałem fanowskie filmy dające dużo więcej frajdy, niż produkcje komercyjne pomimo przywar typowych dla kina offowego. Jest nadzieja na coś fajnego, oby uzbierali.

13.06.2017 12:34
<Rydygier>
18

Pasuje cokolwiek, acz mowa o rządzeniu specyficznie rozumianym. W tym sensie człowiekiem rządzi to, czym się kieruje w swoim życiu. Nie jest wszak zwolennik teorii spiskowych ich bezwolną pacynką, nadal to on się w swoim życiu kieruje. Jest to rodzaj władzy, jaką ma nad decydentem jego zaufany doradca. Podaje on interpretacje rzeczywistości, wedle których decydent chce decydować. Każdy ma takiego czy innego "zaufanego doradcę".

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-13 12:36:14
13.06.2017 09:35
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Jeśli coś rządzi danymi ludźmi, to raczej ich teorie spiskowe, niż spiski.

Tak poważnie światem nikt z ludzi ani żadna ich grupa nie rządzi. A jednocześnie wszyscy, mniej lub bardziej mimowolnie i nieświadomie, nadają sprawom świata bieg w mniejszym bądź większym stopniu - swoimi osobistymi decyzjami i działaniami lub zaniechaniami. Rządzą społeczne mechanizmy złożone z submechanizmów (itd) oparte o nieustanne łańcuchy całego mnóstwa przyczyn, skutków, zależności. Wszystko w ramach praw przyrody. Choć nieliczni są tu bardzo wpływowi w porównaniu z innymi, nie ma takich ludzi, którzy by to ogarnęli na tyle, by mogli twierdzić, że mają nad tym jakąkolwiek sensowną, świadomą władzę, mało realistyczna jest również wizja tajnej grupy osób zdolnych na dłuższą metę zgodnie sprawować tego rodzaju skrytą władzę, choćby była realna.

Może lepiej pytać, kim rządzi świat, czyli ile mojego wpływu w świecie, a ile wpływu świata we mnie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-13 09:37:00
11.06.2017 13:51
<Rydygier>
18

Ale żeby jakość poradnika na GOL rzutowała na ocenę gry? Nieźle. :)

Polonizacja jest kiepawa, trąci amatorskim outsourcingiem. Powiedziałbym, że to poziom lokalizacji oddolnej, fanowskiej. I pospiesznej. Poprzednie Endlessy cierpią na to samo, przekład jest miejscami amatorski i bełkotliwy, jeśli dobrze pamiętam.

Co do gatunku - fakt, schemat kosmicznych 4x skostniał wiele lat temu. Stellaris według mnie wykorzystuje go najpełniej i najlepiej, ale i ono nie wykracza poza ramki. Być może ta formuła dojrzała już do swojej ostatecznej formy i przeżyła się. Jak ją zrewolucjonizować?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-11 13:54:22
11.06.2017 12:31
odpowiedz
<Rydygier>
18

Srogo się naciąłem znęcony pochwałami i niską ceną w wyprzedaży. Dlaczemuś założyłem, że walka jest turowa. A tu zonk. W tego typu grze walka w czasie rzeczywistym to moim zdaniem absolutne nieporozumienie. Wymiękłem bo ubiciu trzeciego żółwia. Dziwactwo, kompletnie nie dla mnie, nie wiem, co ludzie w tym widzą. Ta jedna rzecz dla mnie kładzie całą grę na łopatki. Mam tanią (20 PLN) nauczkę, a dla innych informacja, żeby się czasem nie oszukali, jak ja.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-11 12:31:59
11.06.2017 09:00
odpowiedz
<Rydygier>
18

Są też tacy, którzy usiłują klecić coś swojego oprócz normalnej pracy (+ rodzina). Też hardkor, ale zmienia przedstawiony obrazek. Przede wszystkim - znika pośpiech, typowe jest raczej żółwie tempo, a pomimo tego człek się wykańcza, bo robi kosztem rzadkich chwil wolnego czasu, gdy jest wyżęty z sił codziennym kieratem i powinien odpoczywać. Czasem coś się z tego rodzi nawet. A co dopiero, gdy ktoś i tak siedzi na (quasi)bezrobociu, ma czas, jakieś inklinacje w tym kierunku i pomysły... Czemu nie. Hajda. Można też chyba zaczynać od modowania co bardziej elastycznych sandboksów. Platforma gotowa, pozostaje ustawić na niej swój pomysł.

Sam mam coś na uwadze, ale nie wiem, czy w ogóle kiedykolwiek ujrzy światło dzienne, bo pochylam się nad tym tylko, gdy mam czas i głowę wolną od zleceń, za które żyję (a nie jest to też jedyna pozycja w mojej osobistej kolejce), czyli ostatnio na przykład wcale. Gdybym to robił w pełnym wymiarze teoretycznie już dawno by powstało (założywszy, że dopisałaby inwencja). Poniekąd zazdroszczę tym, którzy umieją robić kilka rzeczy na raz. Ale z drugiej mańki wcale bym nie chciał się w ten sposób zajeżdżać. Pytanie też, czy efekt będzie w ogóle warty czyjejkolwiek uwagi. Nie umiem stwierdzić.

Którędy nie pójdziesz, czekają cię właściwe danej ścieżce dylematy i przeszkody.

Ciekawe, ile by tzw. społeczeństwo zyskało, gdyby konieczność utrzymywania się i bliskich nie kolidowała z indywidualną kreatywnością.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-11 09:31:26
10.06.2017 16:57
2
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Nie palę, nigdy nie paliłem. Po co? Gdy kto pali, bo się władował z głupoty (zwykle młodzieńczej) w nałóg, to rozumiem, ale z własnej i nieprzymuszonej się w to ładować znowu?

08.06.2017 23:26
2
<Rydygier>
18

Jeśli używasz to i tak błędnie gdyż nie zwracasz uwagę na kontekst zdania.

Zwracam, ino nie poprzestaję na nim. Nie skądinąd wzięło mi się to, o co pytam.

To nie ma znaczenia w dyskusji gdzie temat jest określony.

No, ja swój temat określiłem parokrotnie. Stanowiący, uważam, de facto sedno tego, o czym Ty prawisz.

Przestań stosować ad hominem.

Gdy uznam to za stosowne. Na razie nie widzę nic przeciwko, żadna merytoryczna rozmowa tu nie zachodzi, by ad hominem miało jej wadzić. Nie ubliżam przecież?

Nie, od początku tematu nic na to nie wskazywało.

Poza moimi słowami.

Od początku temat się tyczył homoseksualizmu. Nie filozofii. Więc, znowu, nawet jeśli rzeczywiście to co mówisz to prawda to tym gorzej dla ciebie bo, oznacza to, że nie jesteś w stanie pisać na temat określony na początku posta.

Rozmowa jest dość cudaczna jak dotąd. Czepiasz się jak pijany płotu a to, co byłoby naprawdę warte ciekawej konwersacji lekceważysz. I kolejny raz wyciągasz błędne wnioski na mój temat.

Zaczęło się od rytualnego sporu o homo, uznałem za jasne, że sedno sporu bardziej w stronę "filozofii" (bez przesady) leży, więc tam poszedłem. A tu larum grają, że ośmielam się zmieniać fantastyczny temat mantrowania, że homo jest normalne, że tym gorzej, że w stanie nie jestem. No jasełka istne. Dokąd chcesz dojść tak prowadząc dyskusję? Dobra dyskusja to taka, w której rozmówcy w duchu dobrej woli wspólnie dochodzą prawdy. Na razie to bardziej przekomarzanie, rodzaj ping-ponga. Chwilowo rozrywkowe, ale nic ponadto.

Nigdzie nie napisałeś, że interesuje cię filozoficzne aspekty normalności. Nie ma co się dziwić, gdyż to jest zupełnie nie na temat!

Zgadza się jedno - nie pisałem, że filozoficzne. To jużeś sobie sam dopowiedział, nieco na wyrost. A napisałem w poście 15.3. No i według mnie to jest własnie w samym sercu tematu, Ty chcesz się ślizgać po obrzeżach, jak wola, ale uważam, że to jałowe. No ale w sumie zgoda, to nie miejsce na to, co proponuję.

Dobranoc.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-08 23:32:40
08.06.2017 21:33
2
<Rydygier>
18

Wybacz, ale jednak będę obstawał, że wiem lepiej od Ciebie, w jakim znaczeniu używam słów. I lepiej się orientuję, o czym chcę rozmawiać. Dla przykładu na pewno nie chcę wymieniać inwektyw, w to baw się beze mnie, acz dziwi mnie, że tak nisko chcesz latać.

Gadamy o różnych sprawach. Ty powtarzasz, że homoseksualizm jest normalny, mnie z kolei interesuje, czym jest norma i skąd się bierze. Ale przyznaję, że to nie jest najszczęśliwsze miejsce na taką rozmowę, offtop wybitny, i ewidentnie nie mam co liczyć na więcej, niż uporczywe mantry o homo okraszone złośliwymi docinkami. Nieciekawe to.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-08 21:54:01
08.06.2017 20:54
odpowiedz
<Rydygier>
18

Jeśli Vampyr okaże się grą równie dobrą, jak dobrym trailerem jest ten trailer, to bardzo się ucieszę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-08 20:55:30
08.06.2017 20:47
2
<Rydygier>
18

Ale to jest błędna definicja dewiacji.

Słownik uznaję za dobry punkt odniesienia normy (językowej), i wedle słownikowego znaczenia używam tego słowa w swoich wypowiedziach. Tak należy je odczytywać, by dobrze zrozumieć, co chcę powiedzieć.

Nie, nie zrobiłem tego, podobałem definicję dewiacji.

Podałeś definicję dewiacji seksualnej, nie dewiacji:

Dewiacja seksualna, czyli inaczej...

Znaczenie słowa "dewiacja" wedle słownika podałem ja.

I to nie jest teza to fakt.

To kolejna teza...

Dobrze, już się nie droczę, widzę, że bardzo chcesz mówić o czymś innym, niż ja, a ja już powiedziałem, co chciałem, więc styknie.

08.06.2017 14:09
3
odpowiedz
<Rydygier>
18

Brzmi wiarygodnie i dobrze objaśnia obserwowane zjawiska. Oby ten przykład, jak nie zarządzać projektem, stał się pouczającym memento jeśli nie dla nich, to dla innych.

Deweloperzy pragnęli stworzyć coś świeżego, sprawić, by kolejny Mass Effect umożliwiał podróże kosmiczne oraz swobodną eksplorację setek generowanych proceduralnie planet. W praniu jednak pomysł ten przedstawił zbyt duże wyzwanie technologiczne, nie mówiąc o tym, że trudno było pogodzić go z narracją w stylu BioWare’u i ostatecznie został porzucony.

Szkoda, że to aż takie wyzwanie dla nich było. A że nie pasuje do ME-narracji to fakt. Notabene to, co im wyszło, też nie pasuje do narracji ME.

08.06.2017 13:35
2
<Rydygier>
18

Raz, popełniasz błąd ekwiwokacji

Nie. Używam słowa w przytoczonym znaczeniu i w takim też interpretuję wypowiedź Mówcy. Ty za to pozwoliłeś sobie zamienić "dewianta" na "dewianta seksualnego". Czepiasz się jednak kwestii leżącej poza sednem sprawy. Spór o specjalistyczną terminologię nie ma nic do rzeczy.

Problem, uważam, jest właśnie w tak, jak podałem, pojętej dewiacji. W tym, co faktycznie jest normą, a co odchyłem od niej i co z tego wynika, a co nie.

dwa homoseksualizm jest normalny

To jest teza, jaką niektórzy stawiają. I co w związku z tym?

Rozumiem, że lepiej będziesz jak ty będziesz je przekabacał na swoją i wpajał in nienawiść i pogardę do gejów i ludzi odmiennych?

Nie. Nie rozumiesz.

08.06.2017 09:55
2
<Rydygier>
18

dewiant «osoba przejawiająca odchylenia od normy»

(SJP PWN)

Dzisiaj, w takim studiu jak BioWare myślą, że równouprawnienie i tolerancja to wciskanie gdzie się da chorego przekazu dewiantów.

W rzeczy samej. A ty najlepiej milcz, toleruj, potakuj, ani pary z gęby, gdy będą ciebie i twoje dzieci przekabacać na swoją mańkę (patrz wyżej...). To wszystko bierze się z samych podstaw światopoglądowych. To od tego punktu odniesienia zależy, co kto uznaje za normę, a co za dewiację. Oczywiście prawda jest jedna, więc gdzie są dwa sprzeczne poglądy na normalność, co najmniej jeden jest błędny i szkodliwy.

07.06.2017 12:50
4
odpowiedz
17 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Ta jest, właśnie TEGO brakowało grze. A kiedy będzie coś dla nekrofilów, dendrofilów i innych filów?

„taki był głos społeczności gry”

To się ociera (!) o jakąś chorobliwą manię. Strach dociekać, w kręgach jakiej społeczności się obracają. Niechże ktoś wreszcie odciągnie od ME tych pomylonych alienatów, albo choć całun milczenia spuści na trumnę nieszczęsnej marki, boć to i czytać hadko.

06.06.2017 19:12
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Tak. Wyłączam. Z jednej strony pretekst, by odsapnąć od kompa i pogapić się na błyskawice, z drugiej - akurat rok mija jak walnęło w drzewo w naszym ogrodzie. Nikogo nie było w domu, by poodłączać sprzęt zawczasu, więc sfajczyło router neostrady i wypaliło piękną dziurę w zasilaczu (gdyby się zapaliło, chałupa poszłaby z dymem). Podobnie na całym osiedlu (więc nie musi walnąć akurat u Ciebie, może przywędrować po kablu, w który pieprznęło gdzieś dalej). Komp ocalał, bo szło chyba po osobnym kablu tepsy, co pod drzewem biegnie.

Nie znam się, ale myślę, że przy takim strumieniu elektronów żadna listwa nie pomoże.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-06 19:13:21
06.06.2017 12:55
odpowiedz
<Rydygier>
18

Część zawartości generowana ma być losowo, a resztą opracują ręcznie projektanci.

Niniejszym jestem zainteresowany. Pytanie tylko, jak tę hybrydę zrealizują, wreszcie będzie coś z głową, czy też - jak bywało dotąd - bez. Roboczo zakładam to drugie.

Ale to tylko plotka.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-06 12:56:05
05.06.2017 12:41
odpowiedz
<Rydygier>
18

Skusiłem się klimatem, niską cena na wyprzedaży i ogólnie solidną oprawą, ale formuła rozgrywki (zbyt wysoka umowność, by się wczuć, sidescroll 2D - błe, za duża schematyczność) jednak skutecznie zniechęciła.

- Czy ukończyliście Darkest Dungeon? Jakie jest wasze zdanie na temat poziomu trudności?

Nie ukończyłem. W niedługim czasie gry doszedłem do wniosku, że nie tyle chodzi o to, jak wysoki jest poziom trudności, a z czego wynika owa trudność. Wydaje się, że wynika z faktu, iż zbyt wiele zależy od czynników niezależnych od gracza (od rzutu kością). Takich gier nie lubię. Przy tym chyba nie da się oficjalnie w to przegrać?

- Próbowaliście grać w Radiant Mode? Jeśli tak, to jak oceniacie ten tryb?

Nie.

- Któraś wyprawa do lochów zapadła Wam w pamięć szczególnie?

Żadna się nie wyróżniła na tyle, bym to zapamiętał.

05.06.2017 09:25
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Nie. Jeśli w jakąś grałbym, to pomimo zombie, nie dla nich.

Natomiast ciekawi mnie, skąd właściwie wzięła się fascynacja tym tematem w filmach, grach... Tzn. dlaczego tak naprawdę ludzi to fascynuje?

I kiedy się znudzi wreszcie? :)

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-05 09:25:43
03.06.2017 15:13
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18
8.0

W stopniu upierdliwym na największej mapie i średniej gęstości zaczęło mi mulić około tury 280, więc uznałem, że na razie wystarczy i czas ocenić.

Solidne 4x z potencjałem na bardzo solidne. Ogólnie - ciąg dalszy ewolucji serii. Ta sama specyfika, rozwinięcie poprzednich pomysłów, ten sam, spójny, klarowny i szczególny klimat/styl audiowizualny (plus za spójność, konsekwencję i pomysł, czy się podoba to już rzecz gustu, sam mam mieszane odczucia). To samo tło uniwersum. Analogiczne cechy, wady i zalety. Trochę przebłysków, trochę dziwactw, odrobina nowości.

Z braków zapewne tymczasowych (wersja 1.05) wymieniłbym narastające problemy z klatkami (jak szybko - to zapewne zależy od ustawień rozgrywki i procka/sprzętu), garść ogólnych kiksów (typu wartości nie mieszczące się w okienkach i nachodzące na siebie, ale też trochę dziwnych konsekwencji zasad rozgrywki), i może niedostatki balansu pewnych spraw choć tu nie wiem, w jakim stopniu to zostanie skorygowane. Nie wiem, czy coś zrobią z mało zajmującą i niezbyt przydatną dyplomacją.

Nie jestem tez pewien, czy mechanika wyborów/polityki wewnętrznej działa w 100%, jak powinna, ale ogólnie sens w tym jakiś jest. Poparcie dla danej partii zależy w danym układzie od wielu czynników, jak ostatnio postawiony budynek, specjalizacja planet, co sprawia, że może mocno i szybko fluktuować, a wybory wygra ta frakcja, z którą mają związek aktywności podejmowane akurat w okolicy wyborów (np. budowa laboratoriów wesprze krótkotrwale frakcje naukowców). Zaczynamy więc kombinować w kategoriach tego, kogo chcemy widzieć w koalicji i pod to decydujemy, co robić teraz, a z czym zaczekać aż będzie tuż przed wyborami. Na późnym etapie to się chyba jednak stabilizuje i czynniki trwałe zaczynają dominować nad tymczasowymi.

Najbardziej dokuczającą mi wadą są, tradycyjnie, znowu i jak zwykle bełkotliwe teksty interfejsu, opisy technologii, czasem zadań itd. Nie wiem, ile w tym winy oryginału, ale zakładam, że marne spolszczenie grało tu pierwsze skrzypce. Czytając niektóre kwiatki człek czasem zgrzyta zębami, zaś opisy wielu elementów są tak ogólnikowo-bełkotliwe, że wcale nie objaśniają, co dana rzecz robi i trzeba zgadywać "co poeta miał na myśli" - czasem coś przeciwnego, niż wynika z brzmienia. Np. dany moduł dla okrętów "zwiększa straty załogi wśród flotylli". WTF? Mam montować coś, co zwiększy straty wśród moich załóg? Można się jedynie domyślać, że chodzi raczej o straty załóg okrętów ostrzeliwanych przez nasze. Do tego dochodzi pokraczna miejscami składnia.

Wyjąwszy wspomniane klatkowanie gra się wygodnie i płynnie, choć gra nie jest przy tym prostą "klikanką", głębi i wzajemnych powiązań czynników, na które trzeba uważać jest sporo. Acz pojawia się ten efekt, co w wielu innych 4x (kwestia balansu) gdy jesteśmy już tak rozpędzeni, że właściwie klikamy kolejne konstrukcje na planetach nieomal losowo, bez konieczności priorytetyzacji, specjalizacji, ale też bez konkretnych powodów, dla których to, nie co innego.

Odnośnie często krytykowanej walki gdzie gracz jest widzem - rozumiem zamysł i nawet pochwalam. Nie narzekam, póki jedna gra tak ma, nie wszystkie. Imperator nie dowodzi osobiście każdym statkiem, polega na oficerach. A przy tym walki idą w space operową efektowność. Mam żal jedynie o to, że nie idą w tę stronę bardziej względem ES1. Gdyby się na tym pochylić na serio, można by stworzyć ucztę dla zmysłów ocierająca się o poziom, nie wiem, BSG. Z samej pracy kamery dałoby się wycisnąć lepsza dramaturgię. Sporo tu niewykorzystanego potencjału. Skoro już decydujemy się w te stronę, idźmy na całość, by zrekompensować graczowi brak kontroli podczas bitew. Podobnie przydałoby się nieco mechanik dających graczowi większą kontrolę nad wyszkoleniem dowódców, na których polega w walce i może bardziej złożoną kontrolę nad taktykami (oraz klarowniejsze objaśnienie obecnych ustawień), a też by grało to w bitwach decydującą nawet rolę razem z osobowością i cechami admirałów/kapitanów oraz tym, co jajogłowi obmyślą na gruncie taktyk.

Z fajniejszych spraw mamy całkiem klawy, choć nieprzesadnie złożony edytor okrętów. Są też wieloetapowe zadania i wyzwania, ale nie powiem, by ich tło fabularne jakoś mnie porywało. po części z winy jakości językowej opisów. Trochę to też, jak to w "Endlessach" durnolotne i dęte.

Jak w porównaniu ze Stellaris? Owszem, odmienna, ale pod jednym względem porównać mogę - ogólnej frajdy. Jak dla mnie Stellaris jest tu jednak na prowadzeniu (weźmy też poprawkę na fakt, że Stellaris ma za sobą rok intensywnego rozwoju po premierze). Ogólnie Stellaris bardziej mi odpowiada pod względem rozłożenia akcentów i dynamiki rozgrywki, acz nie wątpię, że znajda się tacy, którzy ES2 uznają za miodniejsze. Koniec końców konkurencja rzecz dobra, podobnie jak wybór. Tak, czy inaczej, moim zdaniem obie gry warto mieć w bibliotece.

Wychodzi mi 8/10, i trzeba to czytać jak naprawdę solidne 8, nie tak wiele brakuje do 8.5. Zważywszy na cenę już obecnie poniżej 100 - warto.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-06-03 15:36:39
03.06.2017 12:20
4
odpowiedz
<Rydygier>
18

Ano, wiadomość o zapowiedzi terminu zapowiedzi. Co za czasy.

01.06.2017 13:53
<Rydygier>
18

niestety prawie nic tego potencjału nie wykorzystuje

Ano niestety. Nawet nie wiem, czy "prawie", bo nie kojarzę ani jednego tytułu, w którym ten aspekt by mnie satysfakcjonował. Idea raczkuje. Obecnie, fakt, otwarte światy to głównie nudne badziewie wrzucane według jednej sztancy gdzie się da, co niesłusznie zniechęca do samej koncepcji otwartego świata.

01.06.2017 12:04
odpowiedz
<Rydygier>
18

Ostatnio para idzie w nie moje gwizdki tutaj. MP, Jets... Są to kwestie niebywale mi obojętne. No cóż. I tak mam długą przerwę techniczną od Army.

01.06.2017 11:58
odpowiedz
<Rydygier>
18

Dostałem nowy dzień do przeżycia. Git.

31.05.2017 22:39
<Rydygier>
18

Jeszcze lepszy dobrze wykorzystany potencjał otwartego świata - jako generalny standard.

Niemniej owszem, są gry, gdzie liniowość/tunel to integralna część koncepcji i spoko, tam niech sobie będą i tylko tam.

W grze o eksploracji światów tunele byłyby zresztą groteskowym pomysłem, natomiast dobrze się sprawdzały w ME1-3, gdzie chodziło o interaktywne "odtwarzanie" prawie-liniowej fabuły. Dla przykładu namiastkowe otwarte mapy w ME1 to był po mojemu kwiatek do kożucha.

31.05.2017 12:18
odpowiedz
<Rydygier>
18

Wykonałem taką samą czynność przy użyciu AOMEI Partition Assistant, który to program losowo wyguglałem szukając czegoś, co mi to zrobi bez wkładu mojej nie istniejącej wiedzy fachowej. Posiada dedykowany kreator: "Migracja OS do SSD lub HDD". Nie wiem, czy to najlepszy program, ale zrobił, co miał zrobić, winda mi bangla z SSD. Wcześniej w razie czego porobiłem sobie dyski instalacyjne, bootowalny pendrive czy co tam było możliwe, ale obeszło się bez komplikacji.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-31 12:21:16
31.05.2017 11:53
1
<Rydygier>
18

Nie widziałeś, bo widocznie jesteś mało spostrzegawczy.

Po prostu nie widziałem. Mówię o wolcie poglądowej w toku dyskusji ("ahaaa, no masz rację, myliłem się, ale od teraz zgadzam się z tobą"). Jeśli taka się gdzieś zdarzyła, to nie w mojej przytomności. I ów fakt sprawia, że dyskusje tego typu zdają się najzupełniej daremne na odcinku przekonania kogokolwiek do zmiany czegokolwiek. Natomiast to, że poza dyskusjami, choć również w ich wyniku (kropla drąży skałę), przez lata komuś gały się otworzą, neurony uczeszą a poglądy ewoluują na lepsze lub gorsze to co innego.

31.05.2017 09:49
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Propozycja techniczna: zamiast przeznaczony do kasacji post po prostu usuwać w niebyt, moderator mógłby zastąpić jego treść choćby zdawkowym wyjaśnieniem, na jakiej podstawie/z jakiego powodu interweniował. Przynajmniej autor posta jak i inni będą znać przyczynę mniemanej "cenzury".

Dyskutowanie ma sens jeżeli jego celem jest przekonanie rozmówcy do swoich poglądów.

Fakt, od kilkunastu lat udzielania się na forach (czyli na długo, zanim obecna wojna plemion objawiła się w pełnej krasie) chyba nie widziałem ani razu sytuacji, by w dyskusji politycznej/światopoglądowej ktokolwiek napisał, że radykalnie zmienił zdanie. Nie jest to zresztą zaskakujące a też i nie przekreśla sensu dysput w tych tematach, bo choć (z konkretnych powodów zresztą) na bezpośredni skutek nie ma co liczyć, to, upraszczając, kropla drąży skałę.

Co nie znaczy, że nie bywa mądrzej zmilczeć/wyalienować się. Moim zdaniem znakomita większość tych dyskusji to wzajemne wylewanie na się frustracji, że druga strona nie podziela mojego oglądu świata. Dyskusje, w których różnice zdań wynikają na poziomie toku rozumowania/wnioskowania zwykle żyją bardzo krótko i kończą się konsensusem. To tymczasem zupełnie inna bajka, bo odbywa się gównie w warstwie a priori.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-31 09:57:05
30.05.2017 16:31
odpowiedz
<Rydygier>
18

Hm. Ciekawe. Dać szanse czy nie dać szansy? Poczekam i popatrzę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-30 16:31:35
29.05.2017 14:22
odpowiedz
<Rydygier>
18

Ciekawe. Nie wiem, czy się skuszę, ale pochwalam, powodzenia życzę.

29.05.2017 13:28
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Grałem zaraz po premierze, potem już nie, o czym niżej.

- Jak odebraliście przepustkę sezonową? Czy Waszym zdaniem dodatki znacząco wzbogaciły grę? Który był najlepszy?

Nie odebrałem. Czekam, aż całość będzie naprawdę tania.

- Czy wasza ocena gry zmieniła się od czasu premiery?

Nie, bo nie znam obecnego status quo.

- Czy instalujecie mody? Czy jesteście w stanie grać bez nich?

Najpierw staram się grać bez. Potem dobieram mody wedle tego, czego mi brakowało w vanilla.

- Który quest wspominacie najlepiej, a który sprawił, że mieliście dość?

Żaden mi się jakoś nie zachował w pamięci in plus, niestety. Literalnie dość (grę wywaliłem w kosmos) miałem F4 z powodu końcówki głównego wątku - dowiedziałem się, jaki durnowaty jest wybór zakończeń.

- W ostatecznym rozrachunku którego Bethesdowego Fallouta stawiacie wyżej, „czwórkę” czy „trójkę”?

4, choć jeszcze mniej w niej Fallouta, niż w 3.

- Przypadło wam do gustu budowanie baz, czy uważacie takie zabiegi za zbędny dodatek?

Przypadło, lubię takie myki. Ulepsza mi to całościowy fun. W sumie najlepiej się bawiłem projektując osiedla, układając sieci zasilające etc. :) Ale nie byłoby to tak fajne, gdyby te osiedla były czymś osobnym i nie stanowiły składowej fabuły i integralnej części świata gry wchodzącej z nim w interakcje.

Ogólnie - gra pod względem funu/doznań była niezła, z przebłyskami i wadami, dostałaby pewnie z 8, choć z czasem nużyła. Ale, dokładnie, to już nie Fallout. Cykl pod egidą Bethesdy dryfuje w stronę dokładnie odwrotną, niż bym chciał. Chciałbym surowego, wręcz bezlitosnego doświadczenia wasteladu (często coś a la Morze Blasku), gdzie dystanse są duże (nie, w F3 nie były duże), samo dotarcie do celu i logistyka takiej wyprawy to niełatwe wyzwanie (+ pojazd a la F2), zaś rozkładowi cywilizacji bliżej F1. Więcej moralnego brudu i mroku, mniej chichotu. A dostaję typowy, bethesdowy "domek dla lalek" gdzie POIe gniotą się jeden na drugim na mikrej, klaustrofobicznej prawie mapie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-29 13:45:04
29.05.2017 13:12
<Rydygier>
18

Ale konkretnie, jak? Co rozumiesz, przez wyższa klasę?

W zasadzie kilka razy już się detalicznie produkowałem w tym temacie. Choć bardziej o światach-sandboksach to było, bo też uważam, że trzeba tu iść na całość - proceduralność, bliższa realizmowi skala geograficzna, świat jako organizm zazębiajacych się mechanizmów żyjący sam sobie, a nie kręcący się wokół gracza, nie czekający na gracza ze wszystkim, w którym jednak działania gracza rozchodzą się skutkami jak fale po wodzie łańcuchami przyczynowo-skutkowymi, a nie tylko spawnowane randomowo a już zwłaszcza nie predefiniowane wysepki contentu. Mam więc pewną wizję, ale po prawdzie gdy piszę Nowych pomysłów tu ewidentnie brak, właśnie to mam na myśli, nic w rodzaju wiem, ale nie powiem. Brak, to brak. Nie mam gotowego know how, jedynie podane wektory do rozmyslań.

Najogólniej zaś przez wyższą klasę rozumiem otwarty świat pomyślany w sposób, który generuje więcej lepszego funu i nie nuży generyczną powtarzalnością i płycizną, nie razi daleką od realizmu skalą geograficzną i graczocentrycznością. Jaki by ten sposób nie był, jest potrzebny, bo status quo to bieda.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-29 13:38:26
29.05.2017 09:33
1
odpowiedz
8 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Po co się cofać? Gry tunelowe ustępują otwartym światom nie bez powodu. To przeżytek, znudziły się i to zupełnie zrozumiałe. Zamiast otwartego świata bez polotu byłby tunel bez polotu. Tym gorzej. Ja raczej czekam, aż devowie zatrybią, jak projektować naprawdę dobre, ciekawe otwarte światy. Nowych pomysłów tu ewidentnie brak, większość tego, co się serwuje (wliczając ten aspekt w W3) to przedszkole zagadnienia, wtórne to wszystko, zachowawcze, zgapiane, płyciutkie. Dobrze byłoby na tym polu przejść do wyższej klasy kiedyś.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-29 09:33:56
28.05.2017 12:51
3
odpowiedz
<Rydygier>
18

Po krótkiej jak dotąd styczności zauważam mankament tradycyjny dla gier spod szyldu "Endless". Dziwaczne i bełkotliwe spolszczenie. Gdy czytam frazę "orbitować system", mam ochotę zorbitować jej autora.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-28 14:09:54
28.05.2017 12:15
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Rozumiem, że wystarczająco pijany może się rwać za kółko, bo ma zaburzony osąd (takiego trzeba powstrzymać a przede wszystkim sam nie powinien upijać się). Ale żeby na trzeźwo rozważać jazdę w stanie nietrzeźwym jak coś OK, to już oznacza w najlepszym razie poważne braki wyobraźni.

28.05.2017 11:53
odpowiedz
<Rydygier>
18

Cytat z Pogromców wyczerpuje temat.

28.05.2017 08:46
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Kocham moje baaaaaardzo skromne życie i nad wszystko rodzinę. Jestem szczęśliwy

Szczere gratulacje. Oby każdy mógł zgodnie z prawdą powiedzieć o sobie, że kocha bliskich a w tym, co ma, jest szczęśliwy.

Mój śp. Tata był marynarzem. To oznaczało czasem bardzo długie okresy nieobecności. Ale też niekiedy długie przerwy. Problemów nie brakło, ale żyło się.

27.05.2017 23:12
odpowiedz
<Rydygier>
18

Czy Rydlej, jako reżyser, aby słusznie obrywa za scenariusz?

Nigdy nie byłem zbytnim psychofanem serii, aczkolwiek to zawsze szkoda, gdy partacze (tu chyba jednak głównie scenarzyści) konsekwentnie zarzynają zasłużony cykl.

Optymistyczniej - dobry film na oglądanie z kumplem. Lubimy razem obśmiewać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-27 23:20:21
27.05.2017 15:51
<Rydygier>
18

Nie wiem, czy film byłby lepszy. Może bardziej rozmachnięty, ale też trzeba by mnóstwo wyciąć. Albo iść w dy/try/wielo- logię. Tymczasem moim zdaniem największe atuty cyklu - specyficzny rodzaj mroku, klimatyczna, jakoś "ciepła" pierwszoosobowa narracja kontrapunktująca i ów mrok i temat fabuły (kolejny atut to jej specyfika i postacie) da się moim zdaniem bardzo dobrze oddać w formule serialu. Sama rozpiętość czasowa historii zresztą lepiej pasuje do serialu, niż filmu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-27 15:52:31
27.05.2017 15:44
<Rydygier>
18

Po sukcesach Gry o Tron (a wcześniej trylogii Władka, która pokazała, że można robić oskarowe fantasy na najwyższym poziomie) klimat jest dobry na tego typu seriale (vide też netfliksowy Wiesiek), zatem wyczekiwałem z niejaką nadzieją, że może wreszcie ktoś się ocknie i dostrzeże materiał na serial potencjalnie znacznie lepszy niż Gra o Tron. I oto czytam:

"IM Global Television chce stworzyć serial w oparciu o „Czarną Kompanię” Glena Cooka przy współpracy z Elizą Dushku z Boston Diva Productions i Davidem S. Goyerem z Phantom Hour."

http://www.kawerna.pl/aktualnosci/seriale/item/16352-czarna-kompania-jako-serial.html

Pytanie, jak to rokuje i jak nam brzmi, bo szczerze pierwsze słyszę o potencjalnych twórcach i nieco się obawiam, czy aby nie zaklepali sobie praw do marki tylko po to, by wypuścić jakiegoś knota lub nic zgoła. Powieść miła jest memu sercu, na jej bazie można stworzyć coś unikatowego, jeśli wychwyci się i odda to, w czym tkwi jej siła, ale to kwestia wrażliwa i łatwo, oj łatwo, temat skopać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-27 15:47:31
27.05.2017 15:33
odpowiedz
<Rydygier>
18

Ta gra jeszcze nie miała premiery, czyli to jest "work in progress". Się zobaczy po paru popremierowych patchach. Z objawów dedukuję dwie sprawy:

1. Początkowe maks 60 FPS sugeruje aktywny VSync.
2. Spadek FPS w miarę trwania rozgrywki sugeruje, że coś "wycieka" w kodzie, kumuluje się i stopniowo zapycha zasoby.

Konkluzja raczej optymistyczna, bo tego typu problemy (p. 2) zwykle są usuwane przez devów, nie wygląda to na jakiś immanentny problem gry z zarządzaniem zasobami, tylko raczej kwestia techniczna - błędy w kodzie do wychwycenia i załatania.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-27 15:36:59
27.05.2017 14:43
6
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Chyba jednak bym wolał zobaczyć Quarian w pełnoprawnej kontynuacji, pomyślanej lepiej i wykonanej na wyższym poziomie. Szkoda ich (i w ogóle trudu na DLC) pod taki se standard ME: A. O ile jest szansa na sequel w ogóle.

Eventy MP? Co to są eventy MP? Pytanie retoryczne, MP dla mnie nie istnieje w zasadzie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-27 14:43:52
26.05.2017 19:03
<Rydygier>
18

Hm.

Po pierwsze - nie wiem, jak takie myślenie mogłoby skrzywdzić produkcję, już prędzej tych ludzi.

Po drugie - fakt, to właśnie od ludzi zależy jakość, nie od szyldu. Rzecz w tym, że ME: A korzysta z marki trylogii wybitnej, a to zobowiązuje, czy też wysoko kładzie poprzeczkę oczekiwań. Chodzi więc w gruncie rzeczy o problem ten, że pod szyldem marki dotąd wybitnej dano robić grę ludziom do takiej wybitności (jeszcze) nie dorosłym najwyraźniej. Miałbym tu pretensje nie tyle do tych osób, co do decydenta, który tytuł w uniwersum ME powierzył, jak piszesz, studiu debiutującemu/zespołowi ludzi nie potrafiących stworzyć gry na poziomie ME1-3.

Po trzecie - dzięki za info.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-26 19:05:41
26.05.2017 16:12
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18
7.5

98% ukończenia gry (ukończony główny wątek), 118 godzin. ME:A to synteza uniwersum Mass Effect (realia, osadzenie fabuły) z DA: I (rozgrywka), przy tym unika tego, co najgorsze w DA: I (choć miejscami mocno trąci) jak i tego, co najlepsze w ME1-3. Jest zachowawcza, niewybitna, obciążona wieloma usterkami, niedoszlifowana, po części narracyjnie wadliwa, miejscami chaotyczna i bełkotliwa, naznaczona pośpiechem wydawniczym, gubi gdzieś sedno imersji (a raczej nie odnajduje go), koniec końców tytuł stanowi jednak nieprzeciętnie długą porcję przyzwoitej rozrywki, acz niekoniecznie wartą pełnej ceny AAA (100 góra).

Gra daje luby posmak eksploracji w otoczce fabularnej, ale ten aspekt to raczej namiastka i to jest wielka szkoda. Gra osnuta wokół koncepcji „eksplorujemy nową galaktykę w ramach bogatej fabuły o wciągającej narracji” tworzona przez studio odpowiedzialne za ME1-3 (?) mogła i powinna być lepsza. To mógł być hicior. Nie jest. Jest gra niezła, ale nierówna i niedoszlifowana, chadzająca na skróty tam, gdzie mogłaby i powinna błysnąć.

W kwestii rozgrywki szczególnie brak aspektu decyzyjnego pracy pathfindera - osobistych decyzji, którym planetom kiedy dać zielone światło pod kolonizację, które miejsce wybrać pod placówkę (wraz z konsekwencjami swojej decyzji) etc. Nie. Planety są odgórnie podane na tacy, podobnie, jak arbitralne pułapy zdatności. Nie mamy też nic do gadania w kwestiach typu nazwa kolonii czy postawione budynki (zresztą generyczne i bez znaczenia). Fabularnie wybieramy charakter pierwszej osady i tyle. Pozostaje planety uzdatnić wykonując szereg mniej lub bardziej powtarzających się misji. Duża szkoda, że tak to rozwiązano. Zwłaszcza, że w dużej mierze przychodzimy na gotowe (a potem zepsute), więc bardziej naprawiamy po kimś, zamiast stawiać pierwsze kroki w dziewicze Nikomu Nieznane. Decyzje nas czekają, ale głównie związane z fabułą, a jedynie wtórnie - z eksploracją i kolonizacją.

Zasadniczo jest to gra akcji z elementami RPG i wcale znośną walką (acz mniej taktyczną i bardziej FPSową, niż w ME1-3), do tego eksploracja otwartych terenów od POIa do POIa i pomiędzy (ziew), dużo dialogów, dość klasyczne questy, często nieodporne logicznie na (możliwą) niestandardową kolejność wykonywanych etapów, co prowadzi niekiedy do psujących imersję "anachronicznych" rozmów, gdzie np. omawia się jako rzecz bieżącą coś już zakończonego. Może to glicze, może błędy projektu.

Ponadto w pewnych misjach narracja kuleje od strony reżyserii i spójności. Obserwując akcję, poczynania bohaterów i słuchając rozmów postaci człowiek czasem zada sobie filozoficzne pytanie „wtf?”. W niektórych miejscach scenki nie kleją się jakoś „psycho-logicznie”, brak dbałości o detal/szlifu w aspekcie choćby animacji i logiki na odcinku zależności między tym, co gracz już zrobił, a tym, co się mówi i dzieje w danej scenie/dialogu. Kiepsko też bywa z dynamiką /montażem scen. Może zabrakło czasu, może to problem projektu. Wiele misji jest czasowo zawieszanych (bywa, że na zbyt długo, z drugiej strony bywa, że jesteśmy zalewani nowymi questami w „punktach węzłowych” fabuły), nieraz brakuje informacji czy i jak można je popchnąć do przodu. Same dialogi z reguły przeciętne i bezpłciowe, trochę kiepskich, nieco niezłych, voice acting w miarę poprawny, ale bez rewelacji. Wszystko to bywa ubogie w bodźce emocjogenne.

Tę historię można było i należało opowiedzieć lepiej niemniej koniec końców wciągnęła (gdzieś do połowy gry nie wierzyłem, że to zrobi, bo mam zwyczaj w pierwszej kolejności wykonywać questy poboczne, zaś główną fabułę zostawiam na koniec). No i oczywiście, jak zwykle, pasująca do gry jak pięść do nosa agitacja odchyłów homo- trans- i co tam jeszcze jako normy. Jakby ktoś posadził graczowi ideologicznego klocka w kącie mentalnego przedpokoju i kazał gospodarzowi kiwać nad tym głową z aprobatą. No cóż, w takim durnym świecie żyjemy.

Postacie z lokalnymi wyjątkami nijako-takie sobie, najsłabsze chyba przedstawienie ludzi, zwłaszcza ich twarzy w grze - plastikowe mydłki o podobnych facjatach bez charakteru i dziwnej mimice. W leciwych ME1-3 to wyglądało artystycznie lepiej. Miejscowo zresztą można się mimo wszystko wczuć, ale wymaga to wysiłku, natężenia wyobraźni, determinacji pewnej. Na koniec stwierdzam, że mimo wszystko jakoś przywiązałem się do mojej załogi, choć dłuższy czas nie mogłem się przekonać. Plus.

Aspekt audio bez zastrzeżeń. Muzyka nienachalna. W toku rozgrywki, jeśli się pojawi, jakoś podbudowuje klimacik, w sumie człowiek nie kojarzy, że coś gra zwykle, ale też jest w tym zmarnowany atut emocjogenny, gdyż muzyka nie stanowi narzędzia narracji. Wizualia nierówne. Często świetne (zwłaszcza pejzaże planet, też kosmos), acz nie zawsze. Nexus, pewnie z racji rozproszonego oświetlenia, robi gorsze (pierwsze) wrażenie, modele postaci ludzi, w tym twarze (błe) słabe/mierne artystycznie i technicznie. Radzę też wyłączyć chromatic aberration, bo męczy oczy - przynajmniej moje.

Mapa galaktyki i układów całkiem ładna, lecz różnice względem rozwiązania z ME1-3 są w gruncie rzeczy głównie estetyczne – fajna grafa i płynne przejścia kamery. Szkoda, że nie obserwujemy podróży z wnętrza statku, znaczy statek leci, my sobie robimy, co chcemy na pokładzie - byłaby tu pełnia imersji. Stopień swobody jest nie większy niż w poprzednich ME na poziomie wyboru lokacji i niewiele większy, niż w DA: I na mapach tych lokacji (zwykle mamy gibki prawie-wszędołaz).

Same mapy to absolutny standard otwartego świata - ograniczone terytorium upstrzone "punktami zainteresowania". Przynajmniej do ganiania za znajdźkami od punktu A do punktu B dolepiono jakieś niekiedy zgrabne mikrofabułki, a i bywają ciekawiej pomyślane misje, np. niektóre lojalnościowe. Podczas jazdy po mapie czas umilają fajne nieraz dialogi między pasażerami oraz klawe krajobrazy.

Gra jest ponadprzeciętnie długa, choć sporo z tego czasu spędzamy przebijając się w tę i z powrotem od miejscówki do miejscówki. „Kotwice szybkiej podróży” rozmieszczane na mapie logicznie biorąc są bez większego sensu (byłby większy, gdyby gracz sam sobie wybierał ich pozycje), ale ratują tutaj sytuację. Jak i fakt, że szczęśliwie wiele questów nie wymaga powrotu do zleceniodawcy, by je zwieńczyć.

Interfejs byłby niezły, tyle, że miejscami denerwuje przekombinowaniem, nadmiarowym klikaniem i niewystarczającą dostępnością informacji potrzebnych w danym miejscu GUI (np. trudno porównać zbiorczo parametry broni, gdy je wybieramy/tworzymy/kupujemy).

Rozmaitych "mechanik" w grze sporo. Takie punkty, siakie punkty, crafting, modowanie, zdatność, poziomy, kredyty, punkty badawcze, zintegrowane chyba z MP misje dające bonusy w SP... Nie gryzie się to ze sobą zbytnio, ale też nie ma synergii w tym ani szczególnej motywacji, by jakoś specjalnie się tym interesować, usilna dbałość o balans (przesadna) spłaszcza możliwe do uzyskania korzyści i choć pozwala na kilka ciekawych myków, to ogólnie rozgrywka nie wymusza tutaj specjalnego zastanowienia czy cyzelowania parametrów. Często brak też kompletu informacji, co który mod robi. Można się przejechać. Uzasadnienia istnienia tego miszmaszu opcji jakoweś istnieją, ale naciągane i nie wzmacniające imersji, bo aż po oczach bije pretekstowość tych uzasadnień. To zresztą wada ogólna – czuje się, że to, co ma budować imersję jest częstokroć jedynie naciąganym pretekstem przyklejonym do aspektów rozgrywki.

Rozwój postaci jest spoko. Dość bogaty i elastyczny przy tym. Dostępne moce bywają przydatne, ciekawe i pozwalają na rozmaite taktyki. Za to kreowanie postaci to masakra. Mówię głównie o twarzach do wyboru. Pierwsza gra, gdzie zadowoliłem się domyślną facjatą, bo reszta to była tragedia po prostu.

Usterek mnogość (1.06-1.07). Niektóre nieszkodliwe, inne pogarszają imersję (wypowiedzi z czapy wygłaszane z nagła, dwie rozmowy prowadzone równocześnie – wchodzenie sobie w słowo, miejscami zła praca kamery, powtarzanie tej samej kwestii w danej lokacji…), nieliczne faktycznie przeszkadzają w grze. Trafił mi się na przykład podczas trudnej walki przykry błąd grafiki generujący stroboskopowe miganie ekranu, gdy patrzyłem w pewnych kierunkach. Gdybym miał padaczkę, dostałbym ataku epilepsji pewnie. Ze dwa questy utknęły i musiałem załadować sejwa, by wyzwalacz dalszego ciągu zaskoczył. Nie wliczam usterek do oceny zakładając, że sukcesywnie poznikają.

Podsumowując - ukończyłem z zainteresowaniem bawiąc się wcale nieźle, a nudząc tylko czasami, bo z tych nierównych elementów złożono coś, mimo wad, wcale grywalnego na mój gust. Ogół wrażeń, jakkolwiek nie umywa się do ME1-3, pomimo bardziej rozbudowanej i bogatej rozgrywki, jednak zostawił mnie z apetytem na dalszy ciąg - historii. Choć kręciłem nosem, stwierdzam, że nawet dobrze, iż na początku dostajemy za bohatera i towarzyszy wielu szczypiorów i gołowąsów. Jest szansa obserwować, jak dojrzewają, a ich dzieje odciskają swoje piętno. Analogicznie w przypadku "nowego początku" w Andromedzie. Taki widzę tu potencjał przynajmniej. Chciałbym, by powstały kolejne, dojrzalsze części. Oby tylko opakowano tę historię w bardziej ekscytującą, mniej sztancowatą rozgrywkę.

Przez chwilę myślałem nad oceną 8, byłaby jednak mimo wszystko za mocno naciągana.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-26 21:04:38
25.05.2017 12:03
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Brak solowych ambicji

Mhm. Dobrze wiedzieć. Zatem z mojej strony brak ambicji nabywczych. Może to i lepiej. Normandia '44 delikatnie pisząc "już była" wystarczająco wiele razy. Jeśli w dodatku realizm jest drugorzędny tutaj, to doprawdy.

23.05.2017 14:24
<Rydygier>
18

EA BioWare to już nie to samo (EA) BioWare, co kiedyś. Teraz pracują tam inni ludzie, być może mniej utalentowani, być może będący bardziej rzemieślnikami (by nie rzec wyrobnikami) niż artystami, a na pewno mający inną filozofię tworzenia gier niż gdy studiem dowodzili Muzyka i Zeschuk.

Najwyraźniej. Obserwując DA: I a teraz ME: A doszedłem do analogicznych wniosków. Jakość zależy od ludzi, nie od szyldu.

23.05.2017 12:55
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Strach mieć nadzieję.

22.05.2017 20:18
odpowiedz
<Rydygier>
18

Ostatnich pozbyłem się z naście lat temu, a szkoda, bo chętnie bym ustrojstwo wypróbował, fajne.

22.05.2017 09:32
4
<Rydygier>
18

Usterkę pewnie rychło usuną, a ta ocena będzie rzutować na średnią ocenę gry po wieki wieków. Dlatemu:

1. Powinna być możliwość rewizji/zmiany swojej oceny, przynajmniej raz na jakiś czas/iks razy;
2. Póki się nie da, nie warto oceniając brać pod uwagę wad, co do których można założyć, że znikną lub się wstrzymać z oceną.

Niejeden już żałował oceny pochopnej, wystawionej pod natchnieniem chwili, acz wyrytej w skale i nie do zmiany.

Zresztą, formuła ocen oficjalnych, redakcji, też jest pewnym przeżytkiem w czasach, gdy popremierowy rozwój i szlify gry są normą. Oceny "na premierę" są o wiele mniej miarodajnym źródłem informacji o grze, która premierę miała dawno, niż to niegdyś bywało.

18.05.2017 12:21
odpowiedz
<Rydygier>
18

Memento mori i do przodu.

Perspektywa śmierci rzutuje na podejście do życia. Podobnie wiara lub niewiara w życie po śmierci. Ja wierzę, że nikt zaistniały nie przestaje już istnieć, a po śmierci każdego czeka wieczność, pytanie tylko, jaka.

Zrozumiały, bo naturalny/organiczny jest strach przed umieraniem. Instynkt przetrwania. Podobnie strach przed cierpieniem związanym z umieraniem. Zrozumiały może też być lęk przed tym, co po śmierci, jeśli wierzę, że jakość mojego życia przed nią rzutuje na wieczność po, gdy jakość to marna (zdrowe - impuls do poprawy).

Ale czy bałbym się nicości gdybym wierzył, że to mnie czeka? Hm. Nie wiem, trudno mi się postawić w takiej sytuacji. Stąd, gdzie siedzę, strach przed niebytem wydaje się nieuzasadniony. Natomiast uzasadniony byłby dla mnie wówczas strach przed bezsensem istnienia, który to bezsens wynikałby z tego, że istnienie kończy się niebytem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-18 12:22:44
17.05.2017 12:13
odpowiedz
<Rydygier>
18

Tolerancja jest przereklamowana, to taki zgniły kompromis politpop.

Gorzej niż w Polsce wśród krajów unijnych jest tylko na Litwie i Łotwie - wynika z dorocznego badania ILGA-Europe, które bada poziom równouprawnienia osób nieheteroseksualnych.

Jeśli dobrze domyślam się kryteriów badania, są to bardzo dobre wieści. Jeszcze lepsze dla Litwy i Łotwy. Zresztą, gdy Aborcza podaje wiadomość jako złą, jakoś odruchowo nastrój mi się poprawia, bo mają zwichrowany kompas moralny o niemal równe 180 stopni i doświadczenie uczy, że gdy oni narzekają, są powody do zadowolenia i vice versa. Co prawda rzadko się zdarza, by jakieś ich wysięki do mnie dotarły.

14.05.2017 08:22
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Kiedyś raz, może 7-8 lat temu eksperymentalnie obejrzałem Eurowizję. Zdała mi się artystyczną wydmuszką, celebracją muzycznej tandety, pretekstem, by dosłodzić któremuś krajowi, festiwalem muzycznej III ligi, gdzie tylko przypadkiem może się jakaś perełka zabłąkać i po mojemu generalnie obciach tam występować. Smutne dziadostwo rodzące refleksję w rodzaju "Co? Ta kicha to najlepsze, na co nas stać?".

Zmieniło się?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-14 08:23:08
11.05.2017 19:04
2
<Rydygier>
18

Odnośnie ME2 a ME3 dla mnie trójka co najmniej nie gorsza, a 2 wszak świetna. Generalnie najzdrowiej chyba traktować i oceniać 1-3 jako całość, którą fabularnie przecież jest (inaczej to byłoby jak oceniać w opowiadaniu oddzielnie zagajenie, rozwinięcie i kulminację). Wielu narzeka na zakończenie. Ja nie tak bardzo, rzecz gustu.

ME: A to najwyraźniej coś z innej beczki, niż ME1-3, tyle, że w realiach tego samego uniwersum plus bodaj garść jakichś kurtuazyjnych odniesień do trylogii. Z tego, co się orientuję, to faktycznie pod wieloma względami miks ME i DA: I, ale chyba jednak trochę wniosków z krytyki DA: I wyniesiono i powinno być mniej nużąco, choć bez wielu rewolucyjnych różnic gameplayowych. Nie wiem, gdy/jeśli przejdę Andromedę, pewnie opiszę obszerniej wrażenia. Mam nadzieję, że w ten, czy inny sposób, daje przynajmniej interesujący posmak eksploracji nowej galaktyki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-11 19:10:36
11.05.2017 09:43
12
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
18

"seria została bowiem zamrożona po niezadowalających wynikach Mass Effect: Andromeda. "

Jeśli coś jest źródłem problemów, to przecież nie sama marka/seria. Dalsze eksplorowanie/rozbudowa uniwersum Mass Effect to dobry pomysł (bo ME ma potencjał na skromne uniwersum-platformę), jak długo nie usiłuje się przy tym na siłę kontynuować/doklejać do domkniętej już fabuły 1-3.

Toż gdy partaczy lub partackie podejście przerzuci się do innego projektu, partactwo pozostanie partactwem i będzie tak samo partaczyć onże projekt.

Dalsze ME ze wszech miar OK, ale musi to być dobrze pomyślane, wykonane na wysokim poziomie i ukończone przed wydaniem.

Może ktoś tam wreszcie pójdzie po rozum do głowy, acz jestem sceptyczny. Musieliby zacząć trafnie diagnozować, co jest źródłem problemów, a co było źródłem sukcesów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-11 09:47:26
11.05.2017 08:59
odpowiedz
<Rydygier>
18

Raz znalazłem na chodniku stare 200. Ucieszyłem się, bo to oznaczało dużo frytek w jednej z budek nad Niegocinem. Tamże się udałem.

09.05.2017 11:43
05.05.2017 22:24
odpowiedz
<Rydygier>
18
9.0

Właśnie ukończyłem kolejny raz trylogię (z okazji premiery ME: A) i kolejny raz zauroczyła mnie, jak ostatnio prawie żadna - bardzo udaną narracją, kreacją i prowadzeniem bohaterów, dbałością o detale budujące imersję i emocje. Plus wybitnie mi podchodzący angielski voice acting kobiecej Shepard. Seria ME nie wszystko robi dobrze, zdarzają się chybione pomysły (zwykle wokół aspektu pseudo-eksploracji galaktyki), ale wystarczająco wiele elementów jest wybitnych, by ich kombinacja uczyniła całą grę również czymś wybitnym i jedną z najlepszych serii w jakie grałem ever. RPG? Nie bardzo. Raczej interaktywna powieść wizualna z dużą dozą akcji. I git.

Tym razem grałem femshep adept, ME1 przeszedłem a la renegat, z ciekawości, ale na początku ME2 zbrzydło mi to (przymuszałem się wbrew sobie, wymuszone to jakieś zresztą) i przesiadłem się na paragona (wydaje się być o wiele naturalniejszy, na miejscu i spójniejszy z fabułą). Choć nie podzielam części zarzutów stawianych zwieńczeniu i mam powody twierdzić, że jest ponadprzeciętne, po raz pierwszy tak naprawdę rozkminiłem, które zakończenie ME3 jest jako jedyne "etyczne"/słuszne, i po raz pierwszy byłem w pełni pogodzony z wyborem. Fajne uczucie nawet, jeśli towarzyszyło mu jakże rzadkie i dobrze świadczące uczucie żalu - że to już koniec.

Aha. DLC Cytadela do ME3 wymiata (choć i tak za drogie, mimo wszystko mocno kameralne) - wprowadza sporo klawego humoru

spoiler start

"Nasz Shepard jest lepszy niż wasz Shepard!" :) itd.

spoiler stop

i lżejszą nutę w kontrapunkcie do "wysokiego C" zasadniczego wątku pozostając z nim w związku - wbrew pozorom harmonijne połączenie. Pozwala też poznać towarzyszy od nowej, bardziej prywatnej strony i tym lepiej się z nimi zżyć.

Ciekawe, czy ktoś kiedyś nakręci film na kanwie. Moim zdaniem doskonały materiał na holywoodzkie widowicho. Ocena tyczy się całej trylogii, bo traktuję ją jako całość.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-05 22:30:36
04.05.2017 10:39
odpowiedz
<Rydygier>
18

W wiele wymienionych nie grałem ani razu, zresztą większość z nich to już raczej moja nastoletniość.

We wszesno-średnim dzieciństwie mogłem co najwyżej pomarzyć lub pogapić się, jak inni grają na automatach, co też czyniłem. Potem był Pegasus. I Scorched Earth - mój pierwszy "kult" na pecetach, zasadniczo cudzych/szkolnych. Swój własny PC posiadłem, gdy dzieciństwo miałem za sobą.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-04 10:41:07
04.05.2017 09:29
odpowiedz
<Rydygier>
18

Zgadza się.

Klimat Skyrima określiłbym jako klaustrofobiczno-oniryczny. Oniryczność właśnie w tej płaskości, również wizualnej, makietowej graczocentryczności, generyczności i beznamiętności, w jakimś takim trudnym do uchwycenia "wytłumieniu" (może to również kwestia szeroko pojętej warstwy audio). Wspaniały - nie dla mnie. Gdyby włożono więcej serca, inwencji i pracy w złożoność, życie i samoistność świata przedstawionego, byłby to kapitalny sandboks fantasy. Obecnie jest to, moim zdaniem (a jestem wymagający), "w miarę dobry wyrób sandboksopodobny", którego asem w rękawie jest możliwość szerokiego moddingu. Tak, czy siak, nie potrafię wskazać nic lepszego od serii Elder Scrolls na tej konkretnej półce.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-05-04 09:35:11
03.05.2017 08:21
odpowiedz
<Rydygier>
18

ES 2, może też Everspace czy Steel Division wzbudzają niejakie zaciekawienie.

30.04.2017 13:08
odpowiedz
<Rydygier>
18

Marzy mi się remake Steel Panthers.

29.04.2017 15:24
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Z cyklu "Była sobie melodia"...

Greg Hale Jones - She began to lie

https://youtu.be/P1Zc2F7Zu9o

Feist - Sea Lion Woman

https://youtu.be/Chcc_Ci36Vw

Utwory, z wielu, oparte na melodii/piosence o ciekawej (nieco tajemniczej) historii.

https://www.loc.gov/item/ihas.200196570/

29.04.2017 13:10
5
odpowiedz
<Rydygier>
18

Nie, dlaczego.

Natomiast jest mi przykro, gdy Polacy sobie wzajem ubliżają, nie szanują jedni drugich, nie są sobie życzliwi, ale okazują sobie wzajem pogardę, brzydzą się drugim, w tym tonie szufladkują się i wyzywają od "wąsatych januszy" i "cebulaków", są zakompleksieni i zbytnio przejmują się zdaniem innych na własny temat lub dają sobie wmówić, że mają powody wstydzić się bycia Polakiem i krygują się jak świeżo wpuszczone na salony "panów szlachty" chłopstwo. Albo vice versa - gdy mają się za nie wiedzieć czemu lepszych od wszystkich innych.

Po prostu, kurna, żyjmy ze sobą i innymi jak normalni ludzie, jak człowiek z człowiekiem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-29 13:12:50
28.04.2017 19:42
1
<Rydygier>
18

A tak, o odszkodowanie można powalczyć, jeśli szef łamie prawo - niech buli.

28.04.2017 19:06
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Inna sprawa, jaki sens kurczowo trzymać się firmy wbrew woli szefa, który chce się mnie pozbyć.

28.04.2017 13:01
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Pytanie z kategorii "czy już przestałeś kraść".

Nadal oceniam PiS jako wybór najlepszy z dostępnych (choć kiepski).

27.04.2017 15:48
<Rydygier>
18

Jak nie popieram totalnego rozpasania, to popieram jakieś korporacje zawodowe, albo totalną interwencję państwa.

Tym nie martwiłbym się zanadto. Wiadomo, większa precyzja byłaby lepsza, ale syndrom "nie ma odpowiedzi dla mnie" jest trudny do uniknięcia w rozsądny sposób. Stąd ważne, by "wybierz najbliższe tobie" nie utożsamiano z "wybierz, z którym się zgadzasz", bo czasem pozostaje wybrać opcję, z którą nie zgadzam się najmniej.

27.04.2017 15:06
odpowiedz
<Rydygier>
18

Znalazłem moim zdaniem lepsze:

http://trojkat.inop.edu.pl/

Co do mnie, chyba trafnie wskazało.

27.04.2017 15:02
odpowiedz
<Rydygier>
18

ME3. Na bazie przeczytanych informacji i opinii wygląda, że ME: A sobie w ogóle daruję, ale jeszcze się zobaczy.

26.04.2017 13:54
1
<Rydygier>
18

Czy marketing CI Games sam sobie pisze pozytywne komentarze i łapkuje własne odpowiedzi?

Byłby to nielichy żenuał, wstyd po prostu zajmować się takim janusz-marketingiem. Toż na takie dictum gry nie godziłoby się kupić już dla samej zasady, by nie promować portfelem nieuczciwości.

Byłaby to również niebywale głupia strategia - samobójcza na dłuższą metę. Gdy wieść się rozpowszechni, zje ich hejt (zasłużenie) niezależnie od jakości gry, a skoro w dodatku gra miałaby się okazać średniawa...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-26 13:54:38
25.04.2017 11:38
odpowiedz
<Rydygier>
18

No i spokój. Nie będzie kusiło, by marnować pieniądz i czas na wtórnego klona innych gier. A jeśli gracza nie będzie kusiło kupować, to może devów przestanie kusić, by marnować ciężką harówę na gry od początku źle zaprojektowane i włożą więcej inwencji w design, docenią wagę nietuzinkowego, wiarygodnego scenariusza, dobrych dialogów etc.

To była ironia.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-25 11:40:31
23.04.2017 13:43
9
<Rydygier>
18

Opóźnienia biorą się z wyznaczania terminów. Gdyby nie ogłaszano dat premier, nie byłoby obsuw.

23.04.2017 10:48
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Nienawidziciele nie będą nieniawidzić?

Będą, tylko ciszej. Od wyroku nie zmienia się wewnętrzne nastawienie. Inna sprawa, taki hejter może sam się nakręca swoim werbalnym rozpasaniem i może, gdy je ukrócić, uspokoi się i wyjdzie na jaw, że to nie faktyczna nienawiść a dawanie upustu - frustracjom, lękom, gniewowi.

Temat faktycznie ważny, grząski i zaniedbany. Na pewno warto, by hejtu w sieci ubyło. Od samego czytania "oblepia" psychikę, przygnębia, nakręca.

23.04.2017 09:13
odpowiedz
<Rydygier>
18

Ilekroć czytam o kolejnych szałach i hitach multi, czuję się taki wyalienowany z rozentuzjazmowanego tłumu.

23.04.2017 07:55
<Rydygier>
18

Jakem rzekł - nic specjalnego. Grałem miarowo, czasem zaglądałem w alternatywne wybory i tyle. Żeby ukończyć w 32 musiałbym się chyba uwijać jak w ukropie i czytać w trybie turbo, ale dla mnie to się mija z celem. Wolę niespiesznie smakować, namyślać się przy wyborach, dokładnie badać lokacje (inaczej niejedno tu można przeoczyć) itd.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-23 07:57:25
21.04.2017 14:03
odpowiedz
<Rydygier>
18

gra kasuje nam sejwy

Abominacja. Wynaturzenie. Horrendum.

21.04.2017 09:20
odpowiedz
<Rydygier>
18

Serenity (lekkie a sympatyczne echo ponoć kultowego serialu Firefly, w żadnym razie hard SF).

21.04.2017 09:16
odpowiedz
<Rydygier>
18

Siłą woli.

19.04.2017 17:34
1
<Rydygier>
18

Po drugie to gry zawdzięczają wszystko książkom

W tym samym sensie nieszczęsna ekranizacja również "zawdzięcza wszystko książkom". A w odróżnieniu od gry to straszna chała (wyjąwszy muzykę). Ergo - jednak wcale nie wszystko i nie to nawet, co decyduje o sukcesie, skoro film oparty na tym samym okazał się klapą, a gra - hitem.

Pomysł na grę to daleko nie wszystko. A co dopiero ledwie nie pierwszorzędny wcale fragment pomysłu na grę, czyli tzw. lore.

Słowem - grubo przesadzasz pisząc "zawdzięczają wszystko". Gdybyś napisał "wiele" - zgodziłbym się. I zbyt łatwo rzucasz "idiotami".

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-19 17:35:22
19.04.2017 14:51
2
<Rydygier>
18

No, już w starych, dobrych 90's saga wiedźmińska była zdecydowanie CZYMŚ. Z uwagi na to, że ówczesna literatura fantasy w Polsce dopiero raczkowała, zarówno pod względem dorobku rodzimych pisarzy (Sapkowski, Kres, Piekara chyba... ktoś jeszcze?), jak i ilości przekładów powieści zagranicznych, był to wręcz fenomen klasy "wow!" dla fana fantastyki. To, co z Wiedźmina wyrosło dzięki grze to tak jakby drugie, inne i rozleglejsze życie sagi, ale nie popadajmy też w myślenie, że to dopiero dzięki grom Wiedźmin zaistniał i zabłysnął, bo to nie tak. Zabłysnął, owszem, ale po raz drugi, na innym polu i głównie w sensie popularności - znacznie jaśniej.

Zatem Sapkowski dał znacznie więcej, niż początek. A że obecnie może czuć się przyćmiony popularnością gier, od których pochopnie się odciął, to rzecz druga.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-19 14:52:30
19.04.2017 12:59
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Grzmi na Olimpie.

Cóż, myślę, że pan Sapkowski kolejny raz wykazuje się niedocenieniem wpływu gier komputerowych twierdząc to, co twierdzi. Tzn. w mojej ocenie jego przypuszczenie, że gry nie naganiają mu czytelników, a już prędzej książki naganiają graczy, cechuje bądź niedocenienie popularności/roli gier (lubi je deprecjonować i ostentacyjnie ogłaszać własną ignorancję w temacie), bądź też przecenianie wpływu swoich książek w kwestii naganiania nowych graczy.

Nie zaszkodziłoby, gdyby jednak zrobił sobie rzetelną analizę. Jeśli wie, ile kiedy zysków napłynęło ze sprzedaży jego książek, może zweryfikować ewentualną korelację ich dynamiki z premierami kolejnych odsłon gry. Ale może to właśnie nazywa "swoimi wyliczeniami". Jeśli zrobił powyższe i wyszło mu, co głosi, no to cóż. Koniec końców stoi na pozycji która daje mu możliwość weryfikacji twardych danych, inni mogą tylko domniemywać.

Z kolei CD Projekt mógłby, gdyby chciał, stosunkowo łatwo pocieszyć naburmuszonego pisarza w jakiś bardzo widoczny sposób uwypuklając w grze informację, iż jest oparta na motywach danej powieści.

Andrzej Sapkowski uważa, iż w grach nie ma miejsca na głębię literacką, jaką oferują książki

Teoretycznie chyba jest. Ale w praktyce - faktycznie nie bywa. Od strony fabuły/prozy gry to generalnie kompletny szelf i mielizna w porównaniu z głębią dobrej powieści. Acz też gry zwykle nie próbują zastępować literatury, konkurować z nią.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-19 13:00:30
18.04.2017 21:31
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Pytania są zaiste tendencyjne i rzetelność wyniku zaburza fakt, że ma się ochotę z przekory odpowiadać "na złość". Inne pytanie źle ułożone lub bez znaczenia. Trafiłem praktycznie w sam środek tyle, że to się nie zgadza za zbytnio. No, może o tyle, że niebieskie pole jednak.

15.04.2017 11:55
<Rydygier>
18

Ot, pożytek z materiału - sprowokował tak ciekawy komentarz. Być może tvgry.pl w materiałach merytorycznych (czyli według mnie najbardziej wartościowych) powinno czerpać regularnie i śmiało z eksperckiego doradztwa/outsourcingu tam, gdzie wiedzy własnej kuso, czyli po prostu zapraszać znawców do studia lub robić wywiady na odległość itp. Nikt zdrowy na umyśle nie wymaga chyba od redaktorów, by znali się na tym wszystkim, a jednak warto, by i ta zbyt mało znana im wiedza była popularyzowana, byle rzetelnie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-15 11:59:01
14.04.2017 22:04
-1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Od święta pewnie z dwie lampki lubianego czerwonego do uroczystego posiłku.

Ale nie było, nie ma i mam nadzieję, że nigdy nie będzie mowy o tzw. chlaniu, święto czy nie święto. Wyzbywanie się trzeźwości umysłu, panowania nad ciałem, porcji neuronów i godności osobistej oraz bonusowo ryzykowanie uzależnieniem to głupota czystej wódy.... tfu, wody. W dodatku etanol jest generalnie niesmaczny. Po co więc?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-14 22:06:49
14.04.2017 21:57
odpowiedz
<Rydygier>
18

Korea Północna to bardzo pouczający kraj, w tragicznym sensie. Być może jeszcze bardziej pouczające jest, że tak długo pozwala się na trwanie północnokoreańskiego quasi-skansenowego status quo.

14.04.2017 21:27
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Trochę niejasny cel tego wywodu. Nieco racji, nieco dziwnych tez a przynajmniej jedno, mam wrażenie, mylne mniemanie - że oto devowie są w stanie bez problemu stworzyć o niebo bardziej zaawansowane AI, o niebywałych zdolnościach uczenia itp. a nie robią, by nie drażnić graczy. Mnie się zdaje, że devowie, przynajmniej niektórzy, gdyby tylko umieli/gdyby opłacało im się uczyć, tworzyliby znacznie bardziej zaawansowane AI. Tyle, że to nie takie trywialne i niestety mało kto próbuje, a szkoda. Na tubce można sobie pooglądać bardzo rudymentarne jak dotąd eksperymenty z ewolucji sieci neuronowych, fascynujące, ale na razie raczej ciekawostka z punktu widzenia gracza. W ilu grach jest coś takiego wykorzystywane?

Zachowania/reakcje AI mogą być tak szybkie, że gracz nie ma szans, a skuteczność (np. celność, spostrzegawczość, refleks) absolutna i tu trzeba AI temperować, by je uczłowieczyć. To, jak zauważono, nie jest pogarszaniem AI a własnie ulepszaniem. Ale nie to świadczy o zaawansowaniu AI, to świadczy jedynie o naturalnie ponadludzkiej mocy obliczeniowej procesora. Nie wiem, czy ten poziom się w ogóle godzi nazywać AI. Ja bym zarezerwował ten termin dla zachowań, gdzie pojawia się dynamiczna decyzyjność, może nawet adaptacja, nie tylko reaktywność czy podążanie za liniowym skryptem. Złożoność, dynamiczność, adaptacja i wszechstronność zachowań. Ale to rzecz umowna.

O zaawansowaniu AI też wcale niekoniecznie musi świadczyć naga efektywność w rozwiązywaniu problemów. AI może być również zaawansowana np. pod kątem przekonującego symulowania cech ludzkich, wraz z niedoskonałościami - i to się po mojemu liczy, w tym sedno, tam cel.

W mojej ulubionej Arma 3 AI owszem, posiada ograniczoną zdolność flankowania (w ramach działania w grupie) i nie słyszałem, by komuś to przeszkadzało. Gracze nauczyli się brać na to poprawkę i git. Co przeszkadza? Często właśnie to, że AI pod ogniem nie miewa wystarczająco ludzkich odruchów (panika, dezorientacja, przede wszystkim chowanie się, odstrzeliwanie się na ślepo, dbałość o własne życie). Słowem tam AI jest na tyle zaawansowane, że gracze narzekają na sprawy, które nawet by im nie przyszły do głowy wobec prymitywniejszej AI w innej grze. Inna sprawa, odwrotna, z pojazdami. Tam AI nie bywa nieludzko odważna/niewzruszona czy sprawna, a nieludzko nieudolna - pijany szympans za kółkiem. Optimum, którego oczekują gracze w obu przypadkach jest jedno - maksymalne "uczłowieczenie" zachowań. Co ciekawe, jednocześnie bez krępacji narzeka się, jak wymagająca dla CPU jest ta gra.

Takie naprawdę dobre AI, tzn. dające głębią swych algorytmów przyzwoite złudzenie ludzkiego sposobu działania i nie ośmieszające się/demaskujące się idiotyzmami, jest moim zdaniem wyzwaniem niebywale ambitnym. Kto próbował takie coś napisać, ten pewnie wie. Kto nie próbował - temu może się wydawać, ilekroć przyłapie AI na czymś durnym, czego człowiek nigdy by nie zrobił, że twórcy to idioci albo lenie, którzy olali rzecz oczywistą, i bez trudu mogli problemu uniknąć. Bo przecież to oczywiste że w takiej sytuacji człowiek zrobiłby to, a nie tamto. Nic bardziej mylnego, a też przełożyć bez luk tzw. zdrowy rozsądek na kod algorytmu to poniekąd niepodobieństwo.

Na koniec - rzecz przeca jasna, że to, co potocznie, w grach, zwiemy AI, to jest niewątpliwie A, ale niespecjalnie I. Że to algorytmy mające dać złudzenie, iż mamy do czynienia z ludzkim, inteligentnym zachowaniem, a nie prawdziwe byty samoświadome. Faktycznie też mylnie chyba niektórzy przeciwstawiają "prawdziwe" AI i "skrypty" podczas, gdy jedno i drugie to po prostu kod. Zwykle mają pewnie na myśli algorytmy dynamiczne, adaptatywne, rozgałęzione etc. z jednej strony i statyczne, liniowo-reaktywne czy jak je zwać z drugiej.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-14 22:31:13
10.04.2017 14:45
2
<Rydygier>
18

dając +/- mogą włączać się w prosty sposób do dyskusji.

No niezbyt niestety. Nic tym nie wnoszą do dyskusji, zatem nie włączają się do niej. Jak ktoś trafnie porównał, robią raczej w ten sposób za coś w rodzaju "odgłosów widowni" w sitcomach. Udział w dyskusji powinien wymagać tego minimum wysiłku potrzebnego, by naskrobać kilka słów w temacie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-10 14:46:15
10.04.2017 12:50
<Rydygier>
18

Tak, albo też ktoś wali minusy jak leci, bo akurat mu się nudzi (dla hecy). Lub też przez animozje personalne - ad personam. Stąd w obecnym kształcie nie ma co zwracać uwagi na +/-, bo nie wiadomo co i czy cokolwiek istotnego reprezentują.

10.04.2017 12:36
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Jeśli już cały system koniecznie musi być (moim zdaniem nie), to dodałbym warunek: post można opatrzyć +/- pod warunkiem, że opatrzyło się ocenianą wypowiedź również własnym komentarzem (uzasadnieniem, to podczas jego edycji wybierałoby się, czy wypowiedź, na którą odpowiada, oznaczyć + lub -).

Inaczej nie wiadomo, skąd dany +/-, co oznacza i czego konkretnie dotyczy - wynikowa liczba przy poście nie posiada wówczas prawie żadnej wartości merytorycznej, nic nie wnosi do dyskusji. Nie wiadomo nawet, ile było + a ile - (5 - i 0 + to zupełnie co innego niż 105 - i 100 +). No i wymóg uzasadnienia wyruguje gołe "minusowanie" jako sposób "dyskusji" tych, którzy nie potrafią czy też nie chce im się zwerbalizować swoich zastrzeżeń.

Posty bazowe (głównego ciągu) liczyłyby się na potrzeby tego systemu jako odpowiedź na post otwierający wątek.

Niestety, nie da się odpowiadać na odpowiedzi jak na posty "bazowe" i to komplikuje, bo wyklucza ich obligatoryjnie uzasadnione ocenianie bez dalej idących zmian w strukturze forum. Chyba, że wystawiając +/- raczej wybierałoby się konkretny post, do którego się odnosi (np. 6.5 albo 15).

W ostateczności niech choć będzie ujawnione, kto dał dany + a kto -, żeby zainteresowani mogli go "ścignąć" o uzasadnienie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-10 12:40:48
10.04.2017 11:51
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Jeśli opis jest wyczerpujący, to nie jest żaden symulator (pola) bitwy tylko bezmyślnej y absurdalnej rzezi. Może z potencjałem jako middleware do rozwoju w coś fajnego.

07.04.2017 18:40
2
odpowiedz
<Rydygier>
18

Najlepsze jRPG - być może. Najlepsze RPG dekady - nie dla mnie. Bo "j".

07.04.2017 12:19
3
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Tak w ogóle patrzę na te facjaty, patrzę i ogólnie nie podobają mi się jakoś, nawet nie technicznie, ale z uwagi na sam dobór modeli. Takie jakieś plastikowe, nijakie, młodociane mydłki jak z okładek pism młodzieżowych. Żadnego piętna doświadczeń, żadnego charakteru, nic w nich ciekawego.

Z tego, co czytam o ME: A, może się okazać, że w ogóle nie kupię, zamiast czekać na ludzką cenę i kompletne upaczowanie. Szkoda byłoby, ale cóż. Z okazji tej premiery za to urządziłem sobie powrót do poprzedniej trylogii. Nadal miodzio.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-07 12:19:34
07.04.2017 12:12
5
odpowiedz
<Rydygier>
18

Tłumaczenie jest najzupełniej rozsądne - faktycznie inaczej mógłby być klops. Zresztą w zasadzie tłumaczenie jest zbędne. Byliby bardzo lekkomyślni, gdyby się nie zabezpieczyli w ten sposób.

Znaki towarowe, notabene, zastrzega się zawsze dla określonych grup produktów, nie strachałbym się więc, że będzie się po sądach ciągać każdego, kto użyje tego słowa, bo to absurd.

06.04.2017 16:41
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Kingdom Come: Deliverance Video Update #17: Cast & Cutscenes

https://youtu.be/50Fe6qzGtkU

05.04.2017 20:38
<Rydygier>
18

Aberracja to nie to, ona była cały czas włączona. To przypominało jakiś radial blur raczej. Podejrzewam, że oznaczało, iż z jakiegoś powodu niniejszym tracę zdrowie/umieram.

Na pewno natomiast bardziej mi się grafa podoba bez SSAA, które nie pomaga specjalnie na schodkowate krawędzie, za to sprawia, że wszystko staje się paskudnie nieostre, jakbym zapomniał okularów - "oczy bolą patrzeć". Nie potrafię pojąć, dlaczego uważa się taką metodę anty aliasingu za wartą uwagi.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-05 20:40:39
05.04.2017 19:06
<Rydygier>
18

Na pewno dużo się zmieni, to wersja około 0.1. Popróbowałem, poszwendałem się, po niecałej godzinie zacząłem bawić się ustawieniami grafiki, w wyniku czego dlaczemuś trwale znieostrzył mi się wzrok, a po chwili zginąłem bez widocznej przyczyny ani ostrzeżenia - po prostu wyzionąłem ducha. No alfa po prostu. Za jakiś czas może być świetnie, jeśli ktoś strawi, że to multi, bo ja z tym będę miał główny problem, czuję. Na razie jest obiecująco, ale wywalać kasę na grę już teraz po mojemu nie ma po co chyba, że ktoś chce wesprzeć devów.

05.04.2017 18:55
odpowiedz
<Rydygier>
18

Spodziewam się zatem sporego grona radosnych skończeńców życiowych. I zamierzam im zazdrościć.

Dla odmiany dobry pomysł na okularki. Taka koncepcja rozgrywki aż się prosi o VR. Dotąd zwykle bywało kwiatkiem do kożucha prymitywnej rozgrywki na siłę dociąganej pod ograniczenia sprzętu. A tu proszę, ktoś podszedł do tematu z głową wreszcie i dobrał temat tak, by wykorzystać mocne strony VR zamiast zmagać się z wadami.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-05 18:58:55
05.04.2017 14:17
odpowiedz
<Rydygier>
18

Podoba mi się, jak usprawnione audio i grafika wspomagają imersję. Ogólnie wrażenie pozytywne.

05.04.2017 12:51
<Rydygier>
18

Fakt, o wielu sprawach, w tym o własnym organizmie, człowiek wie znacznie mniej, niż przyznaje/mu się wydaje.

Coś jednak w tej koncepcji jest, wynika to z moich osobistych obserwacji. Nie raz i nie dwa rankiem nieomal momentalnie wpadałem na rozwiązanie czegoś, czego nie umiałem rozkminić wieczorem. Stąd powiedzenia w rodzaju "przespać się z problemem" czy "ranek jest mądrzejszy od wieczora". Stąd też najlepiej pracuje mi się rano (intensywna praca umysłowa), gdy mózg jeszcze nie rozproszony/zaśmiecony wrażeniami dnia, świeży i nie zmęczony przetwarzaniem.

A sny, przynajmniej te moje, zwykle odnoszą się w jakiś sposób do przeżyć, do tego, co widziałem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-04-05 13:10:45
04.04.2017 23:13
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Sny z reguły oznaczają jedno - mózg robi sobie inwentaryzację wspomnień, przetwarza ostatnio nabyte dane, wrażenia itp.

04.04.2017 13:15
1
<Rydygier>
18

:) Super. Gratulacje wszystkim.

To chyba moja pierwsza edycja limitowana czegokolwiek.

Ciekaw jestem prac, skoro poziom taki wysoki był.

03.04.2017 17:56
odpowiedz
<Rydygier>
18

Pewnie łyknę dodatek do Stellaris, ale nie powiem, bym na którykolwiek z wymienionych tytułów czekał.

01.04.2017 13:33
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Rekrutacja/odsiew brzmi solidnie. Co prawda obecnie nie jestem zainteresowany MP, ale pewnego dnia to się może zmienić, zatem pytania:

1. Jaka jest typowa atmosfera podczas sesji (albo i poza sesjami)? Trzeba się bardziej silić na/udawać sztywny, żołnierski sposób komunikacji i zachowania, czy też jest to bardziej swobodny/koleżeński klimat?

2. Jakie mapy/mody/skrypty są wykorzystywane?

3. Ilu graczy typowo uczestniczy w sesji?

4. Jaki rodzaj scenariuszy preferujecie?

01.04.2017 12:43
odpowiedz
<Rydygier>
18

Jest nadzieja. Z jednego żartu primaprilisowego już zrobili prawdziwe DLC. Co prawda było to ich własny żart, ale normalnie w OW 2 grałbym. I nie ja jeden, domyślam się. OW to jeden z najmilej przeze mnie wspominanych RTSów.

31.03.2017 16:05
odpowiedz
<Rydygier>
18

Early Access, obok pułapek i pokus, daje bardzo konkretne korzyści w toku rozwoju gry i nie mówię tylko ani głównie o kasie.

Sam raczej unikam grania w gry "wip", ale jeśli early access jest wykorzystany z głową, może wiele wnieść do finalnego produktu zarówno jeśli chodzi o debugowanie, jak i implementację pomysłów w oparciu o szeroki feedback, który staje się elementem procesu tworzenia gry.

Niestetyż, wydaje się, że nieczęsto używa się ea z głową, unikając owych pułapek i pokus, stąd wczesny dostęp niebezpodstawnie cieszy się raczej złą sławą.

Cieszy, że Arma kreuje smakowite trendy na rynku gier, nawet pomimo mojego braku zainteresowania MP.

30.03.2017 23:05
<Rydygier>
18

Złudzenie. Myślę, że wynikające z traktowania bardzo licznej i niejednorodnej grupy jak jednego bytu. Kto się sparzy będzie raczej unikał gorąca, do tego nie trzeba geniusza. Chyba, że komuś nie przeszkadzają oparzenia. Natomiast nadal pozostaje mnóstwo takich, którzy jeszcze się nie sparzyli, a których portfele świerzbią.

A Hall... Cóż. Moda stworzył, doprowadził do stanu używalności i to na tyle, że nie tylko stał się przebojem Army 2, nie tylko, co bardzo rzadkie, okazał się takim sukcesem, że wyrósł z niego projekt samodzielnej gry, ale nawet znalazł sporo naśladowców i poniekąd wykreował trend. Trudno więc twierdzić, że Hall umie tylko zaczynać. Drastycznie mija się to z faktami. Już osiągnął więcej, niż większość. Widać jednak stworzenie samodzielnej gry od A do Z to inna para kaloszy, niż stworzenie moda, nawet rozbudowanego. Niejednego takie ambicje przerosły, mogły i jego. A jednak startuje z czymś nowym. Może wie, co robi, może się miota. Jego sprawa.

PS Myślę, że nawet, jeśli DayZ kiedyś w końcu doczeka się premiery, gracze do tego czasu stracą resztki zainteresowania. Ba. Może stracą zainteresowanie całą tematyką. Oby, nigdy nie lubiłem zombie ani nie kumałem fenomenu ich popularności.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-30 23:13:06
29.03.2017 20:57
-2
<Rydygier>
18

Ulicę nazywane tymi draniami, pomniki, lekcje w szkołach, święta narodowe.

To inicjatywy odgórne. Mogłyby wskazywać, iż władze promują gloryfikację zbrodniarzy. Ale wymienione działania nie wskazują na powszechność kultu na Ukrainie. Jakim poparciem społecznym na Ukrainie cieszą się władze w ogólności a w tych działaniach w szczególności?

29.03.2017 20:48
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
18

nawet nie wpadli na pomyśl że na Ukrainie kult oun i upa jest powszechny

A jest powszechny?

29.03.2017 20:33
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Myślę, że może. Po konkrety radzę się zwrócić do szczęśliwych i zawsze zaczynać od pytania, jak mianowicie rozumieją owo "szczęście" (a wpierw sam sobie na nie odpowiedz, byś rozumiał, o co pytasz).

27.03.2017 19:21
-2
<Rydygier>
18

najgorsze jest to, że w przyszłych wyborach nie będzie na kogo głosować

Może będzie. Taki Kukiz jeszcze bezpłciowy, ale może się co urodzi z tego. Jeśli nie, no cóż, będzie zagwozdka, albo jak zwykle na PiS z braku laku, albo trzeba będzie samemu kandydować, czy co...

Według mnie co najgorsze w polskiej polityce i nastrojach wokół niej, to podejście do siebie wzajem jak na obrazku:

http://pre09.deviantart.net/0be1/th/pre/f/2015/194/7/b/dzien_sznura_by_kathiveill-d913lbh.png

25.03.2017 14:58
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Gdzie to tak się dzieje? Nigdy się nie spotkałem.

24.03.2017 14:01
<Rydygier>
18

Tak jest. Taka byłaby moja filozofia. Nie ogłaszać dedlajnów w ogóle, najlepiej nie chwalić się, że robię grę. Dopiero, gdy zrobiona. Oczywiście to punkt widzenia konsumenta. Dla producenta/wydawcy, przynajmniej krótkowzrocznie, najlepiej jest rozpocząć sprzedaż gdy tylko uzna, że "ludzie to łykną". Skuteczną dźwignią byłoby przestać łykać niedoróbki, ale wszelkie znaki w internetach skazują, że trend pochopnych/przedpremierowych zakupów nie zniknie.

Ale na dobrą sprawę nie wiem, ile w tym chciwości, a ile autentycznej, ekonomicznej konieczności. Na ile obecnie faktyczny koszt produkcji gry wymusza niezdrowy pośpiech i/lub takie, nie inne ceny. Ciekaw tego byłbym.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-24 14:02:52
24.03.2017 13:43
odpowiedz
<Rydygier>
18

Dyletanctwo autora listu polega na uznaniu wieloryba za grę komputerową (jasno na to wskazuje kontekst). Zasadniczo jednak, choć z głębi ignorancji wywiedzione, wnioski są co do zasady słuszne i mają zastosowanie zarówno w przypadku wieloryba jak i gier komputerowych.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-24 13:44:28
24.03.2017 13:38
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Ano właśnie. Ludzie bez sensu jeżdżą po devach, jakby to od nich zależała data premiery, a z tego, co się mówi o procesie tworzenia gier wynika, że głównym wrogiem jakości wersji na premierę, naczelnym powodem premier przedwczesnych, stanowiących wszak obecnie plagę, nie jest brak umiejętności czy lenistwo/bezczelność devów, a wymuszany przez wydawców/finanse dziki pośpiech, zwłaszcza na ostatniej prostej, kiedy to devowie są zatyrani poza wszelkie granice byleby się wyrobić na narzucony dedlajn. TO jest chore, a obserwowane dziwa to skutek tej choroby i uprasza się w tę właśnie stronę kierować wektor pretensji o niedorobione i zabugowane premiery.

A gość wie o czym gada i najwyraźniej gada do sensu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-24 13:39:25
23.03.2017 22:04
odpowiedz
<Rydygier>
18

Moja teoria jest taka, że twórcy tych adaptacji nie rozumieją fenomenu i istoty gier, które kojarzą się im z płytką zabawą dla małolatów i osobników niedojrzałych. A że takowi łykną byle co, rzuca się owemu wyimaginowanemu, mylnie zdefiniowanemu targetowi pokraczne, niedowarzone ochłapy, denne nie tylko artystycznie, ale nawet rzemieślniczo.

Zauważmy, choćby na przykładzie wspomnianego Matriksa, że twórcy potrafią z gro-podobnej tematyki wycisnąć bardzo dobry film. Mam wrażenie, że to dopiero sam fakt, iż ma to być adaptacja gry zwodzi ich na manowce. Włącza im się głupie myślenie. Jakość ich dzieł poniekąd obnaża ich postrzegania gier i graczy. Pokrewnie - z tychże przyczyn być może ci dobrzy nie mają ochoty pochylać się nad tematem i uchodzi on za materiał dla trzecioligowców.

Do nie tak dawna podobnie było z fantasy. Chyba dopiero Władca Pierścienia a potem Gra o Tron uczyniły trwały wyłom pokazując za pomocą $ oraz statuetek, że da się, mnożna i warto potraktować tę konwencję poważnie.

No i fakt, scenariuszom gier jakościowo chyba jeszcze dalej od scenariuszy filmów niż scenariuszom filmów do porządnych powieści. Wyjątków mało. Studia developerskie, wydaje się, rzadko inwestują w porządną, pisarską kreację świata przedstawionego i historii. Żongluje się przeżutymi sztampami. W grze to zwykle uchodzi płazem, bo cieniznę artystyczną fabuły klajstruje interaktywność i miodność rozgrywki. Ale gdyby przyszło biernie oglądać wierną ekranizację czegoś takiego...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-23 22:07:53
23.03.2017 14:02
odpowiedz
<Rydygier>
18

16 lat już, a jaka żywotna - pogratulować.

W zasadzie rzadko miewam powód narzekać na optymalizację tej gry (norma, czyli 50-60 FPS zupełnie mi wystarcza, jedynie w miastach lubi spaść niżej, niestety). Wydaje się wręcz, że jak na produkcję tak wymagającą obliczeniowo (zwłaszcza od CPU) optymalizacja jest dość dobra, acz to wrażenie dyletanta. Gdy już uładzą 64-bit, będzie pewnie jeszcze trochę lepiej. Z drugiej strony bywa, że nowe patche czasowo psują coś, co działało. Ostatnio dla przykładu niektórych dotykał tzw. "3 FPS bug". Z trzeciej - pojawiają się features wycelowane w poprawę optymalizacji. O ile mission makerzy ich poprawnie używają, bo bardzo wiele właśnie zależy od twórcy scenariusza i używanych modów. Chyba mało który z narzekaczy to rozumie.

No, ale ja programowo ignoruję wszelkie przejawy MP, multi dla mnie nie istnieje praktycznie, a to tam przede wszystkim narzekają. I niezależnie od przyczyny (dupny serwer, dupne łącza, dupnie napisana misja, faktyczne braki optymalizacji...) lubią pomstować na BI. Ale i tak grają dalej.

Z innej beczki - jeśli Tanks DLC nie będą towarzyszyć fundamentalne zmiany w tym aspekcie AI, to będzie duże rozczarowanie. Status quo to jakiś smutny place holder. Jets DLC jest mi obojętne poza tą jedna nowinką, że ponoć powstaje we współpracy ze zwycięzcą MANW w kategorii addon (?), co jest interesujące. Orange DLC zaciekawia ale po tej garści nowinek już chyba nic ponadto. Ogólnie rozczarowuje mnie osobiście wyższy priorytet konsekwentnie dawany rozwojowi MP.

Ech, co by nie pisać i jak by nie marudzić, dla mnie Arma to wciąż i nadal arcygra oraz wszechsandboks.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-23 14:06:52
22.03.2017 17:53
odpowiedz
<Rydygier>
18

Recenzja sama w sobie powinna być obiektywna.

Rolą recenzenta jest rozgraniczenie swoich odczuć

Halo, tu Ziemia.

Ani to możliwe ani słuszne. Słuszne jest natomiast brać na wzgląd czytając recenzję, że zawiera ona czyjś pogląd na dana grę, nie prawdę objawioną. Zdrowiej, spokojniej, mniej rozczarowań.

Też nikt nie potrzebuje "obiektywnej prawdy" na temat gry. Czytelnik potrzebuje zdecydować, czy gra będzie odpowiadać jego subiektywnym upodobaniom, nie jakimś nieznanym obiektywnym normom. Gracz sam jest subiektywny.

Mityczna prawda obiektywna, czy gra dobra/fajna/kiepska/zła nie istnieje, bo to, uwaga, zależy. Jednemu dobra, drugiemu niekoniecznie. Kwestia indywidualna.

Natomiast dobra recenzja poza nieuniknionymi subiektywnymi opiniami recenzenta powinna, uważam, zawierać fakty na temat gry. Dzięki temu, bazując na tych faktach, czytelnik może sobie wyrobić własną opinię, czy gra mu odpowiada a, jak się rzekło, na tym polega sens recenzji. Sama ocena to tylko wisienka na torcie. Decydować o zakupie na podstawie pojedynczej cyfry postawionej przez pojedynczego człowieka nie jest roztropnie.

21.03.2017 18:47
odpowiedz
<Rydygier>
18

1. Przyjrzyj się słupkom sondaży. Jak łatwo skaczą i w rytm czego. To da jakieś pojęcie o, że tak powiem, zbiorowej mentalności elektoratu. O ile wierzysz sondażom.

2. Onże elektorat woli głosować przeciw, nie za. Postawione pytanie jest więc jednocześnie cokolwiek chybione oraz wpisuje się w ten sam nurt - znacznie więcej widziałem w internetach kłótni o to, kogo nie wolno wybrać i kto jest najgorszy ze wszystkich niż o to, kto jest najlepszy i na kogo głosować warto. Jest to wymowne zarówno odnośnie elektoratu jak i "puli" z której wybiera. A ta pula też mówi o nim, bo kandydatów nie zrzucają z Marsa.

3. Jeśli świadek ubiegłych dwu kadencji stawia teraz takie pytanie, to znaczy że i tak nie sposób mu wytłumaczyć.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-21 18:49:01
20.03.2017 10:58
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Mhm. Dobra, wygląda, że teraz będę sobie siedział i kręcił młynka palcami, aż cena spadnie, może poniżej stówy, i wówczas się zobaczy.

19.03.2017 18:13
odpowiedz
<Rydygier>
18

Wartościowa inicjatywa. Jakie materiały w planach?

19.03.2017 10:26
<Rydygier>
18

Zakończenie jest moim zdaniem bardzo dobre, ale to przecież rzecz gustu. Inna sprawa, że nie wieńczy zbyt emocjonujących przeżyć, bo nie rozładowuje nagromadzonego napięcia emocjonalnego, gdyż tego napięcia mało się gromadzi i przez to finał może kogoś rozczarować. Uciętej fabuły ani wątków nie odnotowałem. Krótkie to, ale na ile kojarzę rozsądnie domknięte. Postać u mnie uzyskała maksymalny poziom pod koniec gry (powiedzmy jakieś 85%). Ale to nie ma większego znaczenia, bo nie rozwój postaci jest w tej grze źródłem satysfakcji.

Jako się rzekło - gra długa nie jest, więc nie sugeruj się zbytnio opiniami innych, tylko graj, jak długo gra sprawia Tobie osobiście radość/przyjemność. Gdy przestanie sprawiać - przestań grać.

Z ciekawości - jaka była ocena CDA (oraz plusy i minusy)?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-19 10:34:13
18.03.2017 22:40
odpowiedz
<Rydygier>
18

A jeszcze takie, zadziwiająco dziarskie:

Morning Dew - Gregorian

https://youtu.be/_VNfpFxO0LI

18.03.2017 22:34
odpowiedz
<Rydygier>
18

Kukuszka

Mój ulubiony cover (nie jedyny dobry, bardziej mi leży, niż oryginał):

https://youtu.be/iio41rPwX1w

Oryginał:

https://youtu.be/Ra0ozaE-oy0

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-18 22:35:26
18.03.2017 22:30
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Przykładowo:

Taniec Eleny - Michał Lorenc

https://youtu.be/SKk6Dn9gLic

Ucieczka z Tropiku - Marek Biliński

https://youtu.be/TA3KqN4F8Mg

Latarnik - Klincz

https://youtu.be/nu34zzTO79Y

Jest taki samotny dom - Budka Suflera

https://youtu.be/wT_ObQMSs3U

Nim wstanie dzień - Edmund Fetting

https://youtu.be/QtkLqbQU1WA

Powrócisz tu - Irena Santor

https://youtu.be/22XwwVrJAqA

Radość o poranku - Grupa I

https://youtu.be/qBxm6bhzAhI

Dni których nie znamy - Marek Grechuta

https://youtu.be/U4pCRdCOCZY

Obława - Jacek Kaczmarski

https://youtu.be/-38k_Jom2eg

Psalm stojących w kolejce - Krystyna Pronko

https://youtu.be/LSwJ87CBSfw

Szklana Pogoda - Lombard

https://youtu.be/SCrR7od_fck

Krakowski Spleen - Manaam

https://youtu.be/GQR23MupMrA

Kochać jak to łatwo powiedzieć - Piotr Szczepanik

https://youtu.be/0NIBAiIzRWM

Tam gdzie kres - Antonina Krzysztoń

https://youtu.be/_B_E_ywsJmE

Znów Wędrujemy - Grzegorz Turnau

https://youtu.be/_RQP_VXmDqE

Naprawdę nie dzieje się nic - Grzegorz Turnau

https://youtu.be/-qJkAosmEZM

Jestem twoim grzechem - Izabela Trojanowska

https://youtu.be/ZpmrlAlQJRs

Dźwignij się Grenado - Izabela Trojanowska

https://youtu.be/Gmk0j2g7hn8

Cyrk - Elektryczne Gitary (cover)

https://youtu.be/ZbG3F4M4cpg

Przewróciło się niech leży - Elektryczne Gitary

https://youtu.be/nzlDYKR5otM

Dzieci wybiegły - Elektryczne Gitary

https://youtu.be/aoZbM0fZ3bM

Gdy nie ma dzieci - Kult

https://youtu.be/I8NcELiIMHg

Maryna - Kukiz i Piersi

https://youtu.be/CwJZnv4nrKg

Chodź tu miła - Kukiz i Piersi

https://youtu.be/B4isZk7ij5Y

Wiedźmin - Grzegorz Ciechowski

https://youtu.be/666_D74wKG8

A gdzież moje kare konie - ludowa

https://youtu.be/gVehB6GZwyQ

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-18 23:13:26
17.03.2017 15:55
4
odpowiedz
<Rydygier>
18

Yhm. Czyli trzeba będzie odczekać parę lat, aż się upaczuje i spokornieje cenowo. A jeśli nadal będzie kiszka, to też dobrze - oszczędzę nieco kasy.

Te animacje są niepokojące takie. Klimat szaleństwa wprowadzają. Insanity Edition?

16.03.2017 20:42
<Rydygier>
18

Czemu nie? Sam piszesz - indie można zrobić jednoosobowo, za cenę chipsów i prądu. Zresztą, zawsze można spróbować się nauczyć czegoś więcej. Dyskutować można i bez tego, ale lepiej niezgodę na zastaną rzeczywistość przekuć w motywację do zmiany tej rzeczywistości. Tzn. jeśli faktycznie masz taką, jak to ująłeś, potrzebę serca, żeby zostało powiedziane coś ważnego o tych sprawach w formie gry.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-16 20:43:00
16.03.2017 18:32
<Rydygier>
18

medium musi co i rusz przekraczać granice, rozwijać się pod względem treści.

I to się wszakże dzieje. Ale naturalnym torem i własnym tempem. I nie zadzieje się szybciej, bo się powkurzasz w internetach. Wszystko w swoim czasie. Już lepiej sam stwórz poważną grę indie, skoro tak Cię to ciśnie, przekuj to ciśnienie, po co oglądać się na innych. Sam twórz trendy, o które wołasz na puszczy.

16.03.2017 17:49
3
odpowiedz
<Rydygier>
18

nijak nie da się wyjaśnić nieobecności

Da się (nawet musi, jeżeli każdy skutek ma swoją przyczynę).

Np. całkiem prosto: pewne rodzaje kontrowersji, odpowiednio wykorzystane, mogą przynieść marketingową korzyć. Inne to potencjalne źródło problemów, których żadne studio ani żaden wydawca sobie nie życzy. Zresztą sam sobie odpowiadasz:

Da się? Da, tylko wszyscy się * boją.

Ponadto coś mi się zdaje, że szersza niż marginalna obecność tego typu wątków, zwłaszcza w duchu autentyzmu, zepsułaby przyjemność z rozgrywki znacznie większej grupie odbiorców niż ta, której członkom rozgrywkę psuje brak odniesień do Holokaustu.

I powyższe chyba wskazuje, dlaczego, przynajmniej jak dotąd, gry i Holokaust nie idą w parze. Otóż nie bez przyczyny gra kojarzy się z rozrywką. Gry kupuje się z reguły dla rozrywki właśnie. Są wyjątki, które mogą nie znaczyć nic, a być może stanowią pierwsze przebłyski przyszłych trendów, które to zmienią. Co mianowicie zmienią? Ano to, że w powszechnej świadomości gry komputerowe nie uchodzą za poważne medium poważnej tematyki na równi z książką i filmem. A przecież i w literaturze i w kinematografii chodzą wokół tematu na paluszkach. Zbyt niewiele lat oddziela nas od tamtych zbrodni, by dało się mówić o nich lekko, z dystansu bez poczucia łamania jakiegoś decorum. Ludzkość wciąż jest straumatyzowana tą prawdą o sobie, choć to staje się kwestią poprawności i obyczaju, nie autentycznych emocji w miarę, jak umierają ci, którzy to widzieli. Nie dorosła też jeszcze z drugiej strony do poważniejszego spojrzenia na gry komputerowe. Nie powiedziałbym też że "gry chcą być czymś poważnym". Gry "chcą" być tym, co chcą kupować ludzie.

Tak zatem błędem jest zrównywać gry z książkami czy kinem. Paleta tematów tabu jest dla gier szersza. Jak na razie. Bo czy kiedyś nie było podobnie z filmami? Przyszłość pokaże, czy takie This War of Mine wskazuje przyszłe kierunki ekspansji gier jako czegoś więcej, niż źródła rozrywki. Na razie ten, kto chciałby "pograć sobie w Auschwitz" naraża się na etykietkę zwyrodnialca.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-16 17:50:07
16.03.2017 14:29
odpowiedz
<Rydygier>
18

Podoba mi się ta idea, ciekawe, jak wyjdzie. Chyba naście lat temu grałem w jakieś demko bardziej casualowego żeglarstwa i to w zasadzie wszystko.

A że mentalnie i geograficznie blisko mi do morza...

15.03.2017 23:31
3
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Ukrainizacja Polski

Tytuł pachnie Międzymorzem, tylko takim trochę na odwrót, niż by się chciało.

Mam silne podejrzenie, że Ukraińcy są zasadniczo wporzo, a ich władza stawiając im na piedestał antypolskich zbrodniarzy nie ma wcale ich poparcia en masse. Jeszcze, bo jeśli na przykład konsekwentnie będą indoktrynować w szkole kolejne pokolenia to się naturalnie może zmienić.

A że zajmują miejsca tych, którzy wybyli dla lepszych zarobków i życia na Zachód (w dodatku mocą zupełnie analogicznego mechanizmu i kierunku wektora migracji) - jest w tym pewna nie do końca uchwytna nuta przewrotnej sprawiedliwości. Natura nie znosi próżni, również natura społeczeństw. Człowiek woli tam, gdzie mu lepiej.

Polacy i Ukraińcy bywali już znacznie bliżej siebie, niż obecnie, całkiem długa nasza wspólna historia, nie skądinąd zresztą jej krwawe epizody, kto z kim długo przestaje, między takimi różnie bywa. Niegdysiejsza Rzeczpospolita to było coś - tygiel, miejsce spotkania wielu kultur i narodów. Potęga. Teraz Polacy są jako naród bardzo homogeniczni. Może stąd ten irracjonalny lęk niektórych, tak sprzeczny z dawnymi ideami.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-15 23:35:14
14.03.2017 20:58
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Miło, że wreszcie za otwarty świat wziął się ktoś, kto się bardziej zna na rzeczy niż "peleton" małpujący sam od siebie, więc kręcący się w kółko jak pochód z Wąchocka na rondzie. A ja to mam niefart - najlepszą grą w historii jest ta, w którą, jak tak patrzę, zagrać nie mam ochoty (i tak bym nie mógł, nie gram na konsolach), bo to zupełnie nie moja, no właśnie - bajka, chociem fan otwartych światów z głową robionych, dotąd głównie hipotetycznych.

Ale nie szkoduję sobie. Na moje oko to nadal żaden tam sandboks ostateczny, niemniej wreszcie jakieś studio wyniosło temat z sandboksowego, nomen omen, przedszkola, z poziomu rysowania szlaczków i stworzyło coś na poziomie, powiedzmy, podstawówki. Gameplayowo. Bo oprawa infantylna. Inni, jak zwykle, owczym pędem polecą za pachnącym kasą, sprawdzonym wzorem. I może ktoś kiedyś zaaplikuje miodogenne rozwiązania w grze, która będzie mi odpowiadać. Ale to, jak patrzę, kurczę wciąż zaledwie "podstawówka" w porównaniu z potencjałem drzemiącym w otwartych światach. Cóż. Krok za krokiem.

Aha. Gdy w drodze do zamierzonego celu coś odciąga moją uwagę, a potem następne coś i następne i... nie cieszy mnie to, a frustruje. Nie kocham takiej gry. Jakieś frenetyczne bieganie bez ładu i składu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-14 21:00:02
14.03.2017 18:04
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

No proszę, akurat myślałem o Czarnej Kompanii (że pograłbym w takiego moda do Total Wara).

Podlinkowałbym wikipedię, ale to hasło jest tam moim zdaniem opracowane bardzo słabo, przynajmniej w polskiej wiki. Błędnie.

Granice nazwałbym bardzo płynną i subiektywną. Osobiście za fantasy w odmianie dark uważam to budujące klimat świata przedstawionego (i/lub fabuły?) o ponurej dominancie. Np. tam, gdzie jakkolwiek pojęte "siły zła" (zło) są przemożne, przytłaczające, panujące, przynajmniej doraźnie zwycięskie. Świat wyprany z nadziei. Świat złych ludzi, złych istot, złych intencji. Świat-pobojowisko przegranej/przegrywanej bitwy z Ciemnością, personifikowaną bądź, nawet lepiej, nie. Albo przynajmniej gdy narracja rysuje świat takimi barwami.

http://rpg.bestiariusz.pl/artykuly/1303/czym-jest-dark-fantasy

14.03.2017 12:44
1
<Rydygier>
18

Prawda. Zrobili wokół dubbingu taki szum, jakby to było przedsięwzięcie na dużą skalę. Ilość tekstu w grze też to sugerowała. Techland ma za to u mnie minusa. Za wprowadzanie w błąd, nie za ilość dubbingu, bo to nie od nich zależało. Za znikomą ilość dubbingu minusa ma gra.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-14 13:00:34
13.03.2017 15:39
odpowiedz
<Rydygier>
18

Zależy, czego kto w NMS szuka. Ja chyba jeszcze z 6 miechów poczekam, w końcu deklarowałem dać grze rok. Według mnie to, co zmieniają teraz, to są kwestie miłe, ale drugo- i trzeciorzędne, problemy i niewykorzystany potencjał NMS tkwią głębiej, w samym projekcie mechanizmów gry i sposobu rozgrywki.

13.03.2017 15:01
<Rydygier>
18

Nie wiem, nie robiłem sztucznych przestojów. To licznik Steama, więc można odliczyć czas wyjścia do kibla, spędzony w menu głównym, luknięcia do netu, gdy się gdzieś przyciąłem itp. Aha, czasem ładowałem parę razy jednego sejwa, by sprawdzić, jaki będzie skutek innej decyzji, ale to i tak nie tłumaczy tak dużej różnicy. Może wolniej czytam, albo po prostu - wolniej gram. :)

Licznik na sejwach pokazuje 44.38, to i tak dziwnie duża rozbieżność. Wedle rachuby sejwów ukończenie pierwszej części (czyli Klify - wszystkie znajdźki, miejscówki, wszystkie znalezione questy, przebębnione wszystkie konwersacje) to 20 godzin, na Steamie było 24.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-13 15:12:09
13.03.2017 13:30
odpowiedz
<Rydygier>
18

Potencjalnie ciekawe. Stylowe i klimatyczne. Acz przedstawienie akcji a la Banner Saga to nie moja czarka sake. Ciekawe, na czym będzie polegać realizm walki kataną i inspiracje Kurosawą.

12.03.2017 19:03
<Rydygier>
18

T2 już kilka razy widziałem, klasyka :)

Ano, miała być klasyka. :)

Pitch Black to naprawdę zacne SF, ale jak kto nie trawi aktora, po co się męczyć. Inna rzecz, że pasuje do tej roli nie gorzej, niż Arnie do roli Terminatora. Czyli pasuje jak ulał.

12.03.2017 19:01
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Tron (nie remake)

Człowiek Demolka

Ucieczka z Nowego Jorku

Mad Maxy

Robocop

Park Jurajski

Gwiezdne Wrota

Żołnierze Kosmosu (z lekka szmirowate ale to poniekąd pastisz propagandy, dopiero sequele to qpa)

12.03.2017 18:52
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Dla mnie stare to lata 60, 70-te. Sam widać jestem stary.

Terminator 2 - moim zdaniem najlepsza część cyklu, ma coś w sobie, czego inne, może poza T1, nie mają.

Pełnometrażowe Star Treki starej fali (nie te od JJ) - bez wątpienia klasyki.

Johnny Mnemonic - nieco niszowe, ale w sumie nazwałbym klasykiem cyberpunku.

Screamers, Total Recall - na motywach prozy Dicka.

2001: Odyseja Kosmiczna (i 2010).

Mroczne Miasto - chyba najbardziej klimatyczne SF, jakie widziałem (SF, ale noir).

Pitch Black - 2000 rok, ale może się załapie. Pierwsza i niewątpliwie najlepsza część serii o Riddicku - głębsza.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-12 18:52:52
12.03.2017 11:27
odpowiedz
<Rydygier>
18

Dyskusje w internecie są takie, jakie chcą prowadzić internauci.

Być może w czasach, gdy internet nie był tak łatwo i powszechnie dostępny, bardziej hermetyczny, "elitarny", ta trudność dostępu stanowiła pewne sito, odsiewała tych, którzy chcą łatwo, szybko, bez wysiłku umysłowego. Być może też człowiek bardziej się starał zrobić dobre wrażenie, jeszcze nie zadomowiony, nie czujący się swobodnie, bardziej u kogoś niż u siebie.

A teraz? Cóż. Na moje oko dominuje chyba używanie netu jako odgromnika z jednej strony ("bezkarnie się wyładuję na innych") a iluzorycznej szansy na chwilowe "zaistnienie" w uwadze innych z drugiej (i jako medium miałkiej paplaniny z trzeciej, co kiedyś uskuteczniano w realu). Jest to wszak obecnie tak łatwe, że prawie każdy może prawie w dowolnym momencie, w pracy, w tramwaju, w domu, w szkole, stawiając klocka... Spowszedniało i spowszechniało. Tym samym, z innej strony, internet stał się obiecującym polem wszelakiej maści manipulacji opinią itp. od prymitywnej trollerki po działalność mass mediów.

Dopóki są osoby chętne używać internetu do czegoś więcej, dopóty istnieją nisze i ostoje, gdzie w taki sposób się rozmawia. Wszędzie zresztą trafiają się przebłyski podobnych chęci, ale ponieważ internet jest teraz o wiele bardziej ludny i "zatłumiony", o wiele rzadziej trafia swój na swego. Te próby giną w Globalnym Harmidrze.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-12 11:44:19
11.03.2017 17:30
10
odpowiedz
7 odpowiedzi
<Rydygier>
18
9.0

Ukończyłem w 57 godzin (starałem się ukończyć, co się dało i przeczytać wszystko, co było do przeczytania).

Gra pod wieloma względami wybitna, dla fana dobrego RPG w zasadzie pozycja obowiązkowa, acz nie bez wad. Jak by to opisać?

Feeria dziwów o bardzo dużym stężeniu treści. Barok. Co postać, to cudak jakowyś, co przedmiot to jakoś zaskakujący wihajster a jedyna schematyczność to ta właśnie, że wszystko tam musi być niezwykłe i niebywałe w jakiś sposób. Z każdą interaktywną postacią coś jest w jakiś dziwny sposób nie tak. Miejscami to aż śmieszy. Myślące konstrukty, manipulacje cudzymi wspomnieniami, jaźnie i wymiary, praktyczne egzemplifikacje filozoficznych rozkmin, gdybań i dziwnych koncepcji o życiu, poznaniu itd. obleczonych w ciało i synt... Można od tej obfitości "antysztampy" popaść w zachwyt, można docenić wyobraźnię autorów, można się w niej pogubić, można uznać za grubą przesadę, manieryzm i pretensjonalny, pseudofilozoficzny bełkot. We wszystkim jest trochę racji, pytanie, co komu pasuje i co komu przeszkadza. U mnie zdecydowanie dominują odczucia pozytywne. Nie umiem nie docenić oryginalności i wyobraźni.

Ale też i faktem wydaje się być, że niezwykłość jest tam paradoksalnie tak powszechna, że się dewaluuje, powszednieje, męczy nawet - co chwila coś domaga się uwagi, odciąga od aktualnych zamierzeń, kusi, rozprasza. Ja czasem miałem uczucie przesytu. Cóż, ta nadmiarowość to w sumie dość logiczna konsekwencja settingu, bardzo nośnego pod tym względem.

Możliwe działania, zadania i palety ich rozwiązań oraz konsekwencji sukcesów i porażek (!) również do schematycznych nie należą - hura.

Niewątpliwie gra jest godna szacunku z uwagi na bardzo rozległą i nieraz dogłębną interaktywność. Każdy obiekt czy osoba z własnym imieniem/nazwą to pretekst do kolejnej porcji zdań i akapitów, wyborów i czynności. Bardzo to erpegowe jak na ce-erpega. Ba, P: ToN wychodzi naprzeciw moim częstym żalom w kierunku wielu cRPGów, że mianowicie w rozmowach nieraz brakuje tej opcji, którą ja uznałbym za najlepszą. Tu jest ich na tyle sporo, że często znajdowałem coś przynajmniej zbliżonego do tego, co chciałem w danej sytuacji powiedzieć czy zrobić. Brawa za to. Czasem wszakże od przesytu treści wszystko zaczyna się zlewać w bełkotliwe blablabla, chce się zrobić przerwę, dawkować, przetrawić.

Tekstu jest zatrzęsienie, tak, jakby w P: T dodatkowo większość walk i sporą część eksploracji zamieniono na dialogi. Oznacza to nieco omyłek i wpadek, ale to do przełknięcia zwłaszcza, że przekład miejscami całkiem pomysłowy, podejrzewam, że raczej w ostatecznym rozrachunku może być ciut lepszy od oryginału. Zresztą podobieństwa z P: T są liczne i wielorakie. Od konstrukcji fabuły i rodzaju pomysłów, poprzez ową powszechną niezwykłość, wizualia, ale i muzykę (Morgan raz jeszcze, szkoda, że tym razem bez porywającej linii melodycznej). Fan P: Tormenta poczuje się pod wieloma względami jak w domu. Ba, jeśli poszuka, może nawet i spotka starego znajomego.

Dubbing jest dobry, ale jest go bardzo mało, Techland pojechał z tymi zajawkami. Taki Fronczewski mówi raptem interaktywny prolog i to wszystko. Oczywiście, gdyby wszystko było czytane, koszt produkcji były faraoniczny a efekt bardzo męczący niezależnie od kunsztu lektorskiego, ale przydałoby się znacznie więcej voice actingu.

Walki są rzadkie, a opcjonalnie bardzo rzadkie, swoista odwrotność Tyranny, i bardzo dobrze. Gdy walka się już trafi - jest zwykle przemyślana i w jakiś sposób zajmująca (choćby taktycznie), nie ma tu więc tak nie lubianego przeze mnie nużącego brnięcia przez kilometry monotonnych tuneli i lochów pełnych jakiegoś taśmowo produkowanego podłego ścierwa do ubicia i szmelcu za 5 miedziaków sztuka od tachania (loot to perełka sama w sobie a niektóre przedmioty naprawdę cieszą znalazcę/nabywcę/zdobywcę). System walki dobrze harmonizuje z całością - jest turowy, pozbawiony dynamizmu, stanowi ewidentnie dodatek, nie esencję gry. Mnie to odpowiada w zupełności.

Nie walka wszak wypełnia czas gry. Czas gry wypełnia czytanie tekstu i eksploracja, czyli szukanie nowych tekstowych interakcji. To jest podstawowa płaszczyzna rozgrywki i trzeba mieć tego świadomość przed zakupem. Kto szuka akcji i dynamicznych walk - niech szuka gdzie indziej.

Tekst czyta się zwykle wcale nieźle, nie męczyłem się, jak przy Tyranny, choć, jak wspomniałem, od nadmiaru czasem głowa boli i człek ma już dość tej nieraz jednak nieco na siłę oryginalnej prozy. Chyba najbardziej wciągające są tu swoiste interaktywne retrospekcje, gdy przeżywamy czyjeś wspomnienia.

Od strony graficznej/artystyczniej moim zdaniem jest zwykle OK lub wręcz świetnie, tu też miejscowo narzucają się skojarzenia z P: T, acz przykrym zgrzytem jest na moje oko toporne i mało gustowne GUI interfejsu.

W tym wszystkim nieco trudno o imersję. Z jednej strony zewsząd atakuje egzotyka obcości, z drugiej - choć towarzysze mają swoje dążenia i historie oraz wzajemne relacje i nie są z papieru, to też jakiegoś szału tu nie ma, a protagonista niejako z definicji jest mało określony, cokolwiek nijaki mydłek z twarzy podobny zupełnie do nikogo. Dopiero nasze wybory kształtują jego osobowość (reprezentowaną nawet wizualnie przez tzw. Nurty). Jego losami przejmowałem się, ale w stopniu mocno umiarkowanym, zaś najbardziej paradoksalnie tam, gdzie przeżywał cudze retrospekcje. Nie ściska jego los za gardło, choć teoretycznie mógłby. Może gdyby mniej epatowano wszelakimi wiankami na kiju a bardziej skupiono się na wiarygodnym oddaniu zmagań... Doceniam, podziwiam wręcz oryginalność, ale czasem miewałem wrażenie, że choćby w niektórych dialogach czy opisach lepszy efekt dałoby podejście prozaicznego autentyzmu, a nie ucieczki w obłoki psychodelicznych abstrakcji. Nieco zdawkowości zamiast detalicznego opisu. Pod tym względem trochę wydmuszka - niebywale wzorzysta, to fakt, niemniej stanowi pewien przerost odrealnionej ornamentyki nad fabularnym mięchem przeżyć i wydarzeń.

Od strony mechaniki - system pul siły, szybkości i intelektu wraz z parametrami towarzyszącymi nie generuje specjalnej ekscytacji, ale działa i dobrze się zazębia z interakcjami, fabułą czy walką. Jest nieco głębszy, niż się może wydawać z pozoru, ale chyba jednak nic specjalnego. To tutaj kwestia drugoplanowa. Wydaje mi się, że podobnie, albo i bardziej niż w P: T skupienie się na rozwoju cech intelektu i perswazji gwarantuje bogatszą paletę doznań i treści niż kształtowanie się na tępawą machinę do walki.

Jest to gra pod wieloma względami wybitna, choć nie każdemu strawna i nie bez ułomności czy dysproporcji. Jedna rada - zabierając się do gry lepiej nie nastawiać się na rodzaj rozgrywki, w którym liczy się zwłaszcza ilość zebranego ekspa a w centrum jest gromadzenie potęgi czy efektywność bojowa. Tutaj sednem jest nawigowanie pośród wątków, wczytywanie się w opisy, decyzje, eksploracja w poszukiwaniu kolejnych obiektów interakcji. To jest esencja rozgrywki. Zarządzanie umiejętnościami czy ekwipunkiem jest istotne, ale w znacznej mierze podporządkowane popychaniu wątku głównego do przodu oraz odkrywaniu historii i tajników odjechanego świata gry. Na marginesie - maksymalny poziom postaci to 4, to wbrew pozorom wystarczy zwłaszcza, że poziomy są podzielone na 4 podpoziomy każdy, ale warto od początku starannie inwestować punkty cech itp.

Wątek pozostawia wrażenie krótkości, ale nie niekompletności (znowuż w odróżnieniu od Tyranny). Po prostu starannie opowiedziana historia jest dość krótka i nie przedłużana na siłę, choć bogata w epizodyczne dygresje. Szkoda, że trochę zdominowana przez głównego "bohatera" gry - niezwykłość świata przedstawionego. Zakończenie za to jest soczyste, wielowariantowe, satysfakcjonujące i niedosytu nie pozostawia zwłaszcza, że w epilogu dowiadujemy się, jakie piętno nasze działania odcisnęły na świecie (zresztą i podczas gry doświadczamy wcale znaczących skutków naszych decyzji).

Grę oceniam na 9 (wycena - (9^2)X2 = 162 PLN), odejmując punkt za jednak pewną krótkość, relatywną bladość fabuły/rysu charakterologicznego protagonisty i towarzyszy, znikomą ilość voice-actingu, brzydkawe GUI, sporadyczne wpadki w tłumaczeniu/omyłki. Szkoda też, że się twórcy nie powstrzymali i wcisnęli w postaci jednego z towarzyszy porcyjkę homo-gender agitki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-12 08:17:50
11.03.2017 13:15
3
odpowiedz
<Rydygier>
18

Są tacy, którym za 10k "trudno wyżyć", a są i tacy, którzy są gotowi/zmuszeni zatyrać się za 10% tego. Witamy w Polsce.

Czy więc to jest normalne zachowanie, że ktoś gardzi 6000? Tak, w sensie: spotykane wśród tzw. elit, od których oderwała się rzeczywistość.

11.03.2017 12:50
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Akurat trwa sobie weekendowa wyprzedaż gier Slitherine na Steamie. Coś wartego szczególnej uwagi? Np. Command: Modern Air / Naval Operations WOTY za 25 euro. Coś jakby współczesny Harpoon, ale narzekają, że niedorobiony i trudno grać przez interfejs, który nie tylko toporny, ale i niewygodny.

11.03.2017 12:31
10.03.2017 15:02
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Cena Dracogena

Istnieje trzecia metoda zdobycia Rdzenia Nawigacyjnego. Najlepsza, bo bez przemocy i bez kradzieży za to z bardzo ciekawym wynikiem "obocznym". Jest też bardziej skomplikowana, bo wymaga wpierw odnalezienia pewnego przedmiotu związanego z laskarami.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-10 15:02:50
09.03.2017 13:44
odpowiedz
<Rydygier>
18

Fajno. Trzeba będzie oblukać te ostrzejsze tekstury, bo rozmyta grafika mocno mi przeszkadza.

Ciekaw jestem, czy się kiedyś pochylą nad ekosystemami. Gdy ostatnio sprawdzałem, "ekosystem" oznaczał, że gdzie nie pójdę, w małym promieniu, często na bezczela, bez żenady, na moich oczach, było spawnowane stadko gruchających hybryd, które chaotycznie se biegają, a za głębię odwzorowania robi to, że nad wodą było ich więcej (cały tłumek) zaś drapieżcy gonili i zabijali inne stwory. No i to, że niektóre gatunki trudno znaleźć. Słowem - totalny placeholder.

I nad zróżnicowaniem generowanych form życia i terenu też mogliby się pochylić.

Swego czasu pisałem, że gra została wydana o rok za wcześnie i że to powinien być early access. Ciekaw jestem, jaki będzie stan NMS w rocznicę "premiery".

08.03.2017 11:12
odpowiedz
<Rydygier>
18

Ostatnio nie raz mnie zadziwiło, na ekranizacje jakich gier holyłudzianie decydują się wywalać miliony (a na ekranizacje jakich - nie).

07.03.2017 16:01
2
odpowiedz
<Rydygier>
18

No bez jaj.

07.03.2017 14:20
07.03.2017 13:58
<Rydygier>
18

Lubiłem też obecną w pewnym okresie bodaj czwartkową, wielce specyficzną "mieszankę firmową": Star Trek: NG (czad), Od Kapitału do kapitału (chyba taka pogadanka edukująca Polaków odnośnie kapitalizmu), a na deser - bałwanek Bouli. Zdaje się w tej kolejności, ale mogłem coś pomieszać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-07 13:59:14
07.03.2017 12:52
1
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Oglądać nie oglądam, najwcześniejsze, jakie pamiętam to będzie chyba okienko Pankracego. A ulubione? Hm.

Sąsiedzi (hicior), animowany Batman, Był(o) Sobie... (wstawić, co), He-Man (na potęgę Posępnego Czerepu itd.), Muminki (kreskówka, nie kukiełkowe), Tajemnicze Złote Miasta, Smurfy, Gumisie...

Jak oraz rzeczy typu Kacze Opowieści, Looney Tunes itp. W ogóle wonczas "wieczorynki" dłuższe, niż 10 minut były tylko w niedzielę. Czekało się jak na zbawienie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-07 13:55:01
07.03.2017 08:47
odpowiedz
<Rydygier>
18

To może niejako autopolemicznie, ciągnąc temat AI w strategiach wojennych. Zwykle się narzeka na marne AI, a chlubne wyjątki są wyjątkami właśnie. Pytanie: co zatem konkretnie winno cechować AI w grze strategicznej, by nie dała powodów do narzekań, a by była chwalona?

Na poziomie ogólnym można by powiedzieć, że chodziłoby o AI, która dawałaby złudzenie walki z choć przeciętnie kumatym ludzkim umysłem. W przełożeniu na konkret wymieniłbym tutaj:

- unikanie dziwacznych, demaskujących AI jako "A", błędów/zachowań;
- umiejętność zaskakiwania/nieprzewidywalności - gdy AI reaguje przewidywalnie, jak pies Pawłowa, można ją łatwo rozgrywać;
- poniekąd w napięciu/opozycji do powyższego rozsądna adaptacja prawideł sztuki wojennej do sytuacji pola walki;
- wreszcie, mi osobiście bliskie, emulowanie "osobowości" dowódcy. Zatem nie chodzi o goły, beznamiętny automat do zwyciężania, lecz by na tę warstwę efektywności nałożony był "filtr" zachowań ludzkich. Mowa zarówno o AI dowódczym, jak i AI żołnierzy. Morale, działanie pod wpływem emocji, impulsywność, improwizacja, omyłki, a nawet tępota.

Zgadza się? Coś jeszcze?

Tutaj postawiłbym krytykom AI trzy pytania jako pomoc w analizie:

1. Czy aby na pewno AI jest marna, czy też rytualnie ją za takową uważam? Co mianowicie powinna robić inaczej?
2. Czy to, co mi przeszkadza w działaniach AI wynika z jej własnej durnowatości/prymitywizmu, czy też może w danych warunkach, przy danym projekcie misji lub rozgrywki nic więcej/inaczej zrobić się nie da?
3. Czy jestem w stanie odróżnić wynik obliczeń jakowychś wymyślnych, złożonych algorytmów mających emulować ludzką omylność od prostactwa zachowań?

Powiedzmy przykładowo widzimy, że AI wali na nas frontalnym atakiem (taktyka "urra!"). Jakie mogą być przyczyny?

1. AI faktycznie jest prostacka i nic więcej nie potrafi;
2. AI nic więcej nie robi, bo w danych okolicznościach nic więcej robić nie może (wąska mapa, rozkaz ataku, no cóż - może to wina designu gry, który nie daje pola manewru, szansy na złożone zachowania, wymusza prostactwo);
3. AI nic więcej nie robi, bo nic więcej nie powinna robić - dziwnym trafem prostacka taktyka jest w danej sytuacji najlepsza;
4. AI robi, co robi, bo tak wynika z emulacji osobowości i/lub doktryny dowódcy.

Pytanie też, co zamiast tego, co robi robić powinna? Są pewne fundamentalia sztuki wojny: wiązanie sił, flankowanie, ekonomia sił, inicjatywa, zaskoczenie... Syntetyczna ocena sytuacji na polu walki pozwalająca dobrać do niej adekwatne wobec danych zadań zachowanie to sztuka algorytmiki sama w sobie.

A może zwykle chodzi po prostu o to, że robi coś, czego robić ewidentnie nie powinna (kazus bezprzytomnego "nacierania" wozem dowodzenia), czyli o fundamentalne, szkolne i ewidentne błędy/przeoczenia stanowiące normę.

Słowem, narzekać na braki AI to jedno, zaproponować konkretnie coś lepszego - to już większe wyzwanie, które z jednej strony może nauczyć nas nieco pokory, ale z drugiej - nie powinno onieśmielać, bo wyzwanie jest ciekawe, ale chyba jednak nie zbyt trudne, chyba jednak do devowie nie poświęcają tematowi tyle kreatywnego namysłu i czasu, ile by mogli.

A co z możliwością adaptacji i uczenia się? Dynamicznego dostosowywania własnej taktyki do taktyki gracza? Jakaś implementacja sieci neuronowej?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-07 08:55:30
06.03.2017 23:43
odpowiedz
<Rydygier>
18

Ponad 20 lat temu raz jeden piłem taką wodę mineralną, z butelki, nie pamiętam osadu. Smakowała klamką jakby. Oczywista nie mam pojęcia, jak się nazywała.

Pytać wujka gugla, coś tam zwraca.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-06 23:45:35
06.03.2017 08:15
<Rydygier>
18

Na listę oczekiwanych dołączyło właśnie Steel Division: Normandy 44 od Eugen Systems i Paradoxu, Ci deweloperzy maja talent i świetny silnik graficzny, liczę na sukces na miarę serii Wargame.

A jak oceniasz AI w serii Wargame? Znane mi opinie, w tym moja, są takie, że AI tam mocno prostackie - ot, walą do przodu. Dla mnie, zatwardziałego "singla", to właśnie dobre (co w istocie oznacza "przynajmniej mierne", bo lepsze to rzadkość) AI stanowi w dużej mierze o tym, czy strategia udana, czy nie. Zresztą ten sam aspekt stanowi mój główny zarzut wobec Steel Panthers (co bywało wspierane przez "wąskie" mapy, sztucznie ograniczające swobodę manewru). Aha, "dobre" nie tyle oznacza "bezbłędne", co możliwie "ludzkie", na ile możliwe odwzorowujące człowieka-dowódcę i człowieka-żołnierza.

W dodatku... Normandia '44? Ileż można.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-06 08:16:16
05.03.2017 20:50
odpowiedz
<Rydygier>
18

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sp%C3%B3%C5%82g%C5%82oska_p%C3%B3%C5%82otwarta_boczna_dzi%C4%85s%C5%82owa_welaryzowana

"W Polsce podobna spółgłoska półotwarta boczna zębowa welaryzowana jest potocznie nazywana ł aktorskim, scenicznym, szlacheckim lub kresowym."

Wyuczona maniera jeszcze sprzed wojny. Widać kresowa wymowa uchodziła za wzorcową w szkołach aktorskich itp. To samo masz w przedwojennych lub wczesno-powojennych filmach i szlagierach.

Przykłady dziwnego eł:

https://youtu.be/2xlKRtF9FkE
https://youtu.be/FSKvi5sB1Po
https://youtu.be/me1-8p6TegY
https://youtu.be/IwSwcSh1F2M

niemenowskie eł:

https://youtu.be/wTjLZwpmufw

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-05 21:01:18
04.03.2017 23:33
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Poczytaj księgę Koheleta. Podobny klimat.

Spoko, do śmierci zapewne dożyjesz, byle jak najlepiej. Uczciwie szukaj prawdy, szanuj sumienie, służ innym swoimi talentami, nie przejmuj się zbytnio światem pełnym głupoty, przede wszystkim sam jej unikaj, gdy upadniesz - wstawaj. Na tym padole bywa licho, ale to tylko preludium, ważniejsze, co potem, to zresztą determinuje sens i właściwy kształt tego, co przedtem i czym jest faktyczny sukces.

Memento mori i do przodu - Bóg nie opuszcza.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-04 23:34:00
03.03.2017 14:29
<Rydygier>
18

Ano, za to ich capli. A dokładnie ponoć łazili, gdzie nie trzeba z aparatem i cykali (mniej oficjalnymi kanałami - chyba faktycznie wykazali się tu lekkomyślnością). Być może też faktycznie bardziej z tego powodu, niż urojonej szkody dla renomy turystycznej, grecki rząd krzywo patrzył na grę. Różnie pisano o tym.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-03 14:30:13
03.03.2017 12:38
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Zaczynałem od turówek. A dokładnie od Steel Panthers 2. I do ostatnich odsłon serii czasem jeszcze nostalgia mnie zagania, ale po prawdzie na krótko, bardzo bym chciał, żeby powstał współczesny, ulepszony remake, gdzieś tu nawet kiedyś wątek o tym zakładałem. Potem było zbyt wiele strategii, by je wyliczyć czy nawet spamiętać, na dziś mam zainstalowane i cenię:

1. Steel Panthers WW2;
2. Norm Koger's The Operational Art of War 3;
3. Combat Mission: Black Sea;
4. Graviteam Tactics: Mius-Front (od jesieni, jeszcze nie grałem na poważnie);
5. Hearts of Iron IV;
6. Stellaris;
7. Europa Universalis 4;
8. Crusader Kings 2 (nie wiem, na ile to strategia, bardziej dynastyczna opera mydlana);
9. Cities: Skylines;
10. Empire: Total War;
11. Total War: Rome 2;
12. Total War: Shogun 2;
13. Total War: Warhammer;
14. Wargame: Red Dragon;
15. Civilization 5;
16. Endless Legend;

Jest też na dysku kilka takich, w które nie bardzo mam już/jeszcze ochotę grać. Z kolei z nieposiadanych już na myśli przychodzą najcieplej wspominane: Original War, Jagged Alliance 2, starsze total wary...

Zaczynałem od tradycyjnych planszówek Dragona tak w ogóle. I nadal darzę dużym sentymentem gry typu "żetonem po heksach".

Gdzieś tam po głowie plącze się nawet projekt gry własnej, też tradycyjnej, nie komputerowej, ale dopiero surowa mechanika jest w fazie powolnych testów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-03 17:50:21
03.03.2017 12:15
<Rydygier>
18

Dwóch ich byli zamknęli, ale już dawno wypuścili. Jeszcze chyba przed premierą Army 3, ale nie pamiętam na pewno.

EDIT: http://www.gry-online.pl/S013.asp?ID=74065

Za kaucją. Ale pytanie czy była rozprawa i jaki wyrok, nie kojarzę żadnego niusa o tym. Może wyciszono.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-03 12:20:48
03.03.2017 11:19
4
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Podobnie Grecji nie podobała się Arma 3. W tle - chyba się obawiano o niekorzystny wpływ na turystykę. Głupio. Zresztą, niektórzy specjalnie pojechali na Lemnos, żeby własną gałą rzucić i własną stopą stąpnąć na "Altis".

Hm. Czulibyśmy się skrzywdzeni, gdyby akcję jakieś gry osadzono w ponurymi barwami odmalowanej, ogarniętej np. wojennym chaosem współczesnej Polsce? Ja tam nie, skoro to fikcja, nie fałszujący rzeczywistość "dokument".

Zasadniczo mam nadzieję, że odeślą boliwijski rząd z kwitkiem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-03 11:20:33
03.03.2017 11:04
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18
03.03.2017 08:25
<Rydygier>
18

To fakt, zabijanie fauny jedynie dla sportu/przyjemności niezbyt OK, acz nie dlatego, że zwierzątka takie słitaśne, jak niektórzy zdają się myśleć. Tym bardziej nie w porządku, jeśli w imię tak, czy inaczej racjonalizowanego dawania upustu swoim łowieckim instynktom ryzykuje się postrzały ludzi.

Dlatego lepiej dla sportu "strzelać" do pikseli.

Natomiast nazywać myśliwych najgorszymi bydlakami pod słońcem (w obronie bydlątek notebene) a myślistwo porównywać do gwałtu też nie jest w porządku nawet, jeśli coś tam się na rzeczy widziało. Domniemywam, że nader różni się zdarzają wśród tej braci.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-03 08:26:41
03.03.2017 08:06
2
<Rydygier>
18

:) Ej, ludzie, ludziska...

Mordowanie zwierząt (c**j z tym czy pixelowych czy prawdziwych) nie jest okej.

Czemu nie okej? Strach się bać, co musisz sądzić o grach, gdzie "ludzi" się "morduje", weganinie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-03 08:30:44
02.03.2017 08:08
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Pograłem, krótko na razie. Kurczę, wciąga. Zdecydowanie nie każdemu taki typ rozgrywki się spodoba, ale ja odnajduję w tym wiele z tego, co lubię: dbałość o wizualny i gameplayowy autentyzm (ten drugi na mój gust dobrze zbalansowany z rozrywką, nie ma nadmiernego hardkoru chyba), cierpliwość i zastanowienie zamiast frenetycznej bieganiny i pośpiechu, całkiem głęboką imersję. Las jest cudny, bardzo przekonujący, oczywista mógł być jeszcze lepszy. Upolowanie zwierza nie jest łatwe, wymaga czasu, cierpliwości, czujności i nieco pomyślunku więc gdy się uda, daje dużą satysfakcję. Póki co nie widziałem żadnego buga, no, ale to się dopiero okaże, bo z pewnością zamierzam pograć więcej, by się przekonać, czy pierwsze wrażenie się utrzyma.

To pisałem ja, niefan gier myśliwskich.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-02 08:09:07
01.03.2017 21:34
-1
odpowiedz
<Rydygier>
18

To raczej konsekwencja takiej, nie innej polityki generującej owe "getta" niż jakiegoś wrodzonego kapitulanctwa. W bezkompromisowej odpowiedzi pewnie znów będą ostentacyjnie pić tym więcej szampana na przekór.

01.03.2017 21:20
1
<Rydygier>
18

No, ja właśnie zdecydowałem osobno, więc nie wiem, czemu nie mam mieć racji. :) Spoko, mówię półżartem i o swoim osobistym wrażeniu. A jest ono ogólnie takie. Na mojego nosa ceny wielu gadżetów i podzespołów elektronicznych są księżycowe w porównaniu z moją subiektywną oceną ich realnej wartości/życiowej przydatności, jakości itd. Jak to z wrażeniami, trudno o dokładność. Najnowsza karta graficzna kosztuje tyle, ile nie najgorszy PC. Ja bym pewnie dał za taką tysiaka, może 1200 maks, a i tak uważałbym, że słono przepłacam, czyli różnica wielka między moim oczekiwaniem a realiami rynku. Ciekaw byłbym, jakie są marże na tych ustrojstwach.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 21:20:30
01.03.2017 15:50
-1
<Rydygier>
18

Przeświadczenie nie powinno dotyczyć zjawisk objetych dzialaniem przedmiotów ścisłych, bo samo słowo "przeświadczenie" ukrywa w sobie możliwą fałszywość twierdzenia, podczas gdy zjawiska przyrodnicze są aprioryczne, a więc z założenia są niefalsyfikowalne, bo są już dawno udowodnione i nie ma co nad nimi gdybać.

Jako, że przedmiotem polemiki jest nieosiągalność pewności poznania ludzkiego w sensie ścisłym nie mogę zaakceptować argumentu tak nieścisłego. Inaczej pisząc - twierdzisz, że dane zjawisko może być przez człowieka uznane za pewne w sposób ścisły, ponieważ zostało udowodnione.

Tymczasem ów dowód jak i sam przebieg dowodzenia musiał być w całości, pośrednio lub bezpośrednio postrzegany za pomocą aparatu poznawczego człowieka. Taki dowód dawałby więc ściśle pojętą pewność jedynie, gdyby ów aparat poznawczy obserwatora dowodu dawał taką pewność, a jej brak jest przedmiotem sporu.

Zatem teza jest tutaj wykazywana za pomocą niej samej. Błąd logiczny.

A może człowiek żył w Matriksie i wszystkie zjawiska oraz ich dowody odbywały się w obrębie symulacji i nie były rzeczywiste? A może solipsyści mają rację i całą symulację wszystkiego wygenerował sam umysł? To jedynie te najbardziej skrajne/odjechane możliwości, dobrze jednak, bo wyraziście ilustrujące, o co biega.

wiara w 2+2=4 nie musi koniecznie obowiązywac w każdym miejscu we wszechświecie (czego ja również nie mogę wykluczyć, ale spoglądam z perspektywy "tu i teraz", nie zaś z perspektywy "może")

Ano sam widzisz. Zrozumiałe, że tak spoglądasz, bo zdrowy na umyśle człek w życiu swoim operuje w obrębie pewności rozumianej co najwyżej potocznie, by móc jakoś funkcjonować, co mu zresztą zazwyczaj w zupełności wystarcza. Tu "pewne" oznacza "na tyle pewne, na ile człowiek może być czegokolwiek pewien". W sensie ścisłym człowiek znajduje się w stanie permanentnej niepewności poznawczej i o niej tu mowa, nie należy więc polemizować z tym z perspektywy "pewności potocznej" (nibypewności), bo to nie na temat. Uznawać za fałszywe twierdzenie o nieosiągalności pewności w sensie ścisłym z powodu istnienia pewności potocznej to znów błąd logiczny... Oczywiście jednak i sama logika podlega tej samej niepewności. :)

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 15:52:07
01.03.2017 15:00
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Z kartami graficznymi i ich cenami jest tak, że tanieją do sensownego poziomu gdy już są przestarzałe i nie warto ich kupować. Tzn. w efekcie w żadnym momencie nie są warte swojej ceny.

01.03.2017 14:13
-1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Arma 3 za 15$? Brałbym bez wahania, tyle, że już mam, i ponad 2800 godzin na liczniku nabite. Polecam, acz gra nie dla każdego.

01.03.2017 14:02
-1
<Rydygier>
18

Matematyka wciąż się zgadza, to on nie ma racji.

Nic sprzecznego z tym nie twierdzę. Ba. O to właśnie mi chodzi. Immanentny brak pewności poznania ludzkiego wynika z uzależnienia tego poznania od aparatu poznawczego, nie zaś z uzależnienia przedmiotu poznania od aparatu poznawczego (no, tu można by wskazać na sytuacje, gdzie akt obserwacji zmienia przedmiot obserwacji, ale to co innego). Całość Twojej wypowiedzi polemizuje z tezą, której nie stawiam. Zresztą niepotrzebnie ograniczasz się do matematyki. To samo, o czym piszesz, tyczy się w znakomitej większości również fizyki, chemii etc.

Wiara ma to do siebie, że da się ją interpretować na wiele sposobów.

Przez wiarę tutaj rozumiem przeświadczenie o prawdziwości czegoś. Ty chyba piszesz o czymś innym.

BTW - nie ma ściśle pojętej pewności ani sposobu dowiedzenia ponad wszelką wątpliwość, że matematyka jest zawsze i wszędzie niezmienna. To kolejne założenie a priori, zasadniczo w większości zastosowań akceptowane, i słusznie, skoro uchodzi za wysoce prawdopodobne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 14:08:56
01.03.2017 13:47
-1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Najbardziej, acz ostatnio z każdym newsem coraz mniej, czekam na ME: A.

01.03.2017 13:36
-4
<Rydygier>
18

Rydgier -> Matematyka nie podlega wierze ani zmysłom, po prostu jest. Nie wymaga żadnego organoleptycznego poznania, jak fizyka czy chemia.

Wymaga obróbki rozumem, podobnie jak stosowana w dyskusjach logika zresztą. Nadal więc wymaga wiary, że rozum podaje nam prawdę na jej temat. Nie zawsze tak jest, o czym świadczy każda jedna pała z matmy. Aparat poznawczy człowieka w uproszczeniu składa się ze zmysłów i rozumu. Bez tego człowiek własnym sumptem nie pozna niczego.

Wszystko, co jest, jest po prostu, niezależnie od tego, czy jest poznawane, również fizyka i chemia. Tak, to zdanie to założenie a priori.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 13:38:33
01.03.2017 13:17
-2
<Rydygier>
18

Jak wiara, to nie pewność.

W sensie ogólnym wszystko jest wiarą lub wnioskiem z jakieś wiary wypływającym. Choćby wiara w to, że zmysły trafnie podają nam prawdę, i/lub rozum trafnie ją rozpoznaje/interpretuje jest wymagana, by uskutecznić jakąkolwiek aktywność poznawczą.

Mamy pewność w sensie ścisłym, zasadniczo nieosiągalną człowiekowi z uwagi na powyższe, oraz pewność w sensie potocznym. Zakładam, że rozmawiamy tu o pewności rozumianej potocznie, znaczy akceptującej powyższe zastrzeżenie.

Wiarą niezachwianą można by nazwać tę, w imię której człowiek godzi się oddać życie tam, gdzie owa wiara dyktuje taką postawę jako zasadną. Ogólnie miarą stopnia pewności przekonań (nie ich słuszności) jest, na ile człowiek według nich faktycznie postępuje/żyje.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 13:26:05
01.03.2017 13:00
-1
<Rydygier>
18

Pewność co do prawdziwości swojego światopoglądu nie musi oznaczać patrzenia z góry na innych - często zależy to od specyfiki owego światopoglądu. Jest za to ta pewność logiczną konsekwencją poważnego traktowania swojej wiary. Na ile dana wiara jest istotnie pewna i niezachwiana.

01.03.2017 12:48
-8
<Rydygier>
18

Mylnego przeświadczenia o braku perspektywy życia wiecznego w Niebie - zbawienia. To nie tylko odziera egzystencję ze świadomości jej jedynego autentycznego sensu/celu, ale też powoduje, że czasem podejmują oni w życiu, na bazie swojej wiary logicznych, ale w istocie błędnych, rodzących zło wyborów. I z pozycji swojej wiary nie mogą tego dostrzec. To, jak i odcięcie od sakramentów itp. pomocy niebywale utrudnia osiągnięcie celu ludzkiego życia, bo wszak zbawienie jedynie w tym, o którym wierzą, że nie istnieje, a który w istocie nie tylko istnieje, ale w każdej jednej sekundzie podtrzymuje istnienie tak ich, jak i wszystkiego, co stworzył. Przykro widzieć bliźnich pogrążonych w czymś takim. W istocie ich położenie jest tragiczne, acz wcale nie beznadziejne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 12:49:34
01.03.2017 12:28
-3
odpowiedz
17 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Ateizm jest w istocie bardzo trudną wiarą. Stąd być może deklarują ją głównie młodzi, którzy jeszcze nie dostrzegli tego faktu widząc w ateizmie jedynie ponętny pretekst do buntu contra "zastanym wartościom", stanowiącego naturalny etap psychicznego dorastania. Łatwiej już chyba o dorosłego agnostyka, zgaduję. Antyklerykał to jeszcze insza inszość. A satanista - jeszcze inna.

Ich zachowania i wypowiedzi mogą być zarówno irytujące, komiczne jak i krzywdzące, ale zasadniczo są to ludzie godni współczucia i pożałowania, nie szyderstwa, co by nie mówili.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 12:29:39
01.03.2017 12:12
-1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Jestem ciekaw waszych obserwacji, ja dziś rozczarowałem się już dziesiątą z gatunku "jestem bardzo wierzący"

Możesz konkretnie wymienić te 10 rozczarowań - czego dotyczyły? Nie każde rozczarowanie czy przykrość to faktyczna krzywda.

Tymczasem te osoby, które w jakiś sposób mnie oszukiwały, raniły, z którymi miałem problem itd. to zawsze były osoby, dla których na przykład niedzielna msza jest świętością.

Zawsze? Na pewno? Nikt inny nigdy nie rozczarował?

I dlaczego konkretnie akurat p. Cejrowski robi za model?

Chciałbym tymi pytaniami rozstrzygnąć, na ile to kwestia faktów, a na ile ich postrzegania.

Co do niektórych wypowiedzi - nie podoba mi się, gdy ktoś rości sobie prawo do osądu innej osoby (nie czynu, a osoby właśnie), gdy ktoś, mylnie wszak, uważa, iż posiadł wgląd w czyjeś sumienie i poznał, jakie kto miał intencje i co go motywuje. Bezwstydnie generalizuje, szufladkuje, daje się ponieść uprzedzeniom. W dodatku publicznie. To też jest krzywdzące i złe. Jest taka niegłupia przypowieść o belce w oku.

Uporządkujmy nieco.

Głęboka wiara i intensywna religijność to osobne kwestie. Jeśli zachodzi pierwsze, jest i drugie, ale drugie nie implikuje pierwszego. Bycie katolikiem nie implikuje ani bezgrzeszności ani heroizmu cnót. Wedle tego, czego naucza sam Kościół Katolicki, nie ma takiego katolika, który by nie grzeszył. Ludzie są słabi i upadają - to jeszcze nie hipokryzja, choć i ten rodzaj upadku nie jest zapewne rzadki. I ewidentnie - jest gorszący.

Zatem, po pierwsze, jak najbardziej ludzie nawet intensywnie religijni, jeśli upadną, w tym jeśli fałszywie pojmują istotę wiary, którą wyznają, mogę nawet w imię tego fałszywego pojęcia, krzywdzić innych ludzi w istocie nie tylko zawodząc tam, gdzie chcą być silni i żarliwi, ale i robiąc owej wierze wprowadzającą w błąd antyreklamę (niektóre wpisy w tym tu wątku to doskonała ilustracja jej smutnych skutków).

Pod pojęciem "głęboko wierzący" tymczasem rozumiem kogoś nacechowanego pewnym heroizmem cnót. I to go wyróżnia na tle innych, nie ewentualne upadki, których będzie stosunkowo mniej w jego przypadku, nie więcej. Onże heroizm w życiu codziennym oznacza ponadprzeciętną zgodność dokonywanych wyborów i postaw z przykazaniami miłości Boga i bliźniego. Tacy właśnie pośmiertnie stanowią "materiał na kanonizowanego". Co to znaczy wypełniać przykazania miłości Boga? Szukać jego woli i wypełniać ją przede wszystkim. Zachodzi tu ścisły związek z miłością bliźniego - robieniem wszystkiego, co w ludzkiej mocy na rzecz tego, w czym widzę dobro bliźniego, bo nie inna jest wola Boga jak właśnie dobro człowieka. Katolik wierzy (uznaje za prawdę i działa wedle niej), że prawdziwym i nadrzędnym dobrem dla człowieka, ku któremu został stworzony, jest zbawienie, czyli życie wieczne. Pomaganie bliźniemu w tym kierunku nie jest wcale koniecznie tożsame z byciem miłym, uprzejmym czy bezkonfliktowym.

Zatem, po drugie, nie każde "rozczarowanie" czy przykrość są skutkiem faktycznej krzywdy.

Po trzecie wreszcie - niewierzący może co innego uważać za dobre dla siebie i innych niż katolik i weźmie za krzywdę to, co wedle wiary katolickiej jest dobre i słuszne.

Ludzie ogólnie są słabi, niedoskonali i zawodni zatem nie należy na nich polegać tak, jakby było z nimi inaczej (w tym i na sobie). W ten sposób unika się rozczarowań. Natomiast z mojego życiowego doświadczenia, wobec tego, co napisałem powyżej, nijak nie wynika, jakoby to właśnie głęboko wierzący krzywdzili mnie częściej od innych. Prędzej na odwrót, z tym, że mnie w ogóle mało kto tak naprawdę skrzywdził w życiu (stąd może z pewną mentalną i psychiczną swobodą, nieobciążony traumami jakowymiś jestem w stanie napisać, co napisałem).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-03-01 12:53:12
28.02.2017 14:37
<Rydygier>
18

Ze mną i książkami w erpegach bywa tak, że z początku pełen dobrych chęci staram się je czytać, ale szybko odpadam. Bo zwykle ich zawartość mnie nudzi, nie wciąga lub wręcz jest marna literacko, i/lub jestem skupiony na czymś innym i nie bardzo mam ochotę się rozpraszać nagle i czytać jakieś akapity, z których i tak nic nie zapamiętam.

Nie mam natomiast nic przeciwko popychaniu fabuły do przodu za pomocą dużych partii tekstu, jak długo ów tekst jest literacko przyzwoitej próby, wciągający i faktycznie coś wnosi. Dla przykładu w Tyranny z trudem przymuszając się w znoju niemałym brnąłem przez drętwe dialogi.

Zatem to kwestia nie tyle ilości, co jakości tekstu. Gdy książka dobra - chce się wręcz, by była jak najdłuższa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-28 14:50:47
28.02.2017 13:50
odpowiedz
<Rydygier>
18

Spodziewać się można, ale od spodziewania się wypadków nie ubędzie. Od zmiany hobby - owszem, może ubyć.

28.02.2017 13:08
2
odpowiedz
<Rydygier>
18

Jeśli uzbrojeni ludzie chodzą i strzelają po tym samym lesie, po którym chodzą też inni ludzie, to czego się spodziewać, jak nie tego typu wypadków od czasu do czasu?

28.02.2017 12:26
1
<Rydygier>
18

M'kay, dzięki za odpowiedź. No to biorę pudełko.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-28 12:49:43
28.02.2017 12:00
1
<Rydygier>
18

Ano za dużo, jeśli gra tak krótka. Jest też 123 PLN - pudełko (więc plus koszty wysyłki i zwłoka). Techland stawia na oldskul chyba. Może faktycznie trzeba się będzie wyjątkowo przeprosić z wersjami pudełkowymi. Albo czekać na przecenę.

28.02.2017 11:42
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Czy w sklepie GOLa będzie dostępna cyfrowa wersja w cenie podobnej, do pudełkowej? W ogóle jakaś niska dostępność wersji cyfrowej poza samym Steam (190 PLN).

28.02.2017 09:42
odpowiedz
<Rydygier>
18

Czyli chyba jednak hura? Ilość i waga zastrzeżeń nieco wydaje mi się odstawać od nader entuzjastycznej oceny, znaczy, rozumiem, wady nie rzutują decydująco na całościowo świetny efekt. Nie pogniewałbym się, gdyby była ze dwa razy dłuższa, ale może w istocie jest, przy moim stylu gry. No nic, trza powoli rychtować pugilares.

27.02.2017 21:57
odpowiedz
<Rydygier>
18

Nie mam porównania ani z gazem, ani z groszkiem, ale pierwszy sezon próbuję nowoczesny kocioł na pelet drzewny i w porównaniu z tym, co było (drewno kawałkowe) jest jak dotąd miodzio pod każdym względem (komfort termiczny, koszt, brak dymu, o wiele łatwiej operować paliwem), ale nie zdecydowałem się na sterowanie przez internet, w moim przypadku byłby to bajer, nie ma powodu. Jeszcze ktoś by mi piec zhakował. :) Gdybym miał gaz z rury może byłby gaz, nie wiem, jak to wychodzi w porównaniu, ale gazu z rury nie mam. Tu oczywiście odpadają wszystkie problemy z załatwianiem, składowaniem i uzupełnianiem paliwa. Oczywista w przypadku nowoczesnych technologii jest zależność od dostaw prądu (i gazu).

Są jeszcze pompy ciepła, jeśli kogo stać na takie wynalazki.

Aha. Gość, który mi zakładał instalację sam zdecydował się przejść z groszku na pelet (ten sam kocioł, wystarczyła drobna modyfikacja). Pelet siłą rzeczy jest czystszy w obejściu, ot, drobne ilości pyłu drzewnego. Gaz wiadomo.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-27 22:09:29
26.02.2017 13:25
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Bluźnierstwo to nie kwestia opinii, a termin, którego znaczenie jest zdefiniowane. Czy komu przeszkadza, czy nie, to zapewne kwestia tego, w co i jak wierzy. Dla mnie, katolika, "przesada" to za mało powiedziane. Z tego, co czytałem, rzecz jest obrzydliwa, poważne zło i syf niewąski, toteż dłużej się w tym babrać nie warto, EOT.

26.02.2017 13:17
odpowiedz
<Rydygier>
18

Gra ma mocne strony, nawet nie tak mało, ale ogólne moje wrażenia i tak marne. Nużące zbieractwo jako norma i durne "dydaktyczne" ideolo wstawki dialogowe akcydentalnie psuły przyjemność z gry. A gra, w którą nie gra się przyjemnie... No właśnie. Lepiej się grało w jedynkę. Dwójkę pominąłem. Jeśli zatem to najlepsza gra RPG ostatnich lat (ilu?) to znaczy, że były to lata dla RPG wyjątkowo nędzne, a to nieprawda.

No, ale co kto lubi, nie zamierzam mieć pretensji do nikogo, choćby miał osobiste zdanie, że DA: I to gra wszechczasów.

26.02.2017 09:20
-1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Rewelacja. Łatwo mnie ująć czymś takim. Ba. Mam gdzieś polowania, ale dla samego lasu na jakiejś przecenie może bym i kupił tylko po to, by go "doświadczać".

I teraz tak: od lat mieszkam przy prawdziwym lesie, po którym mogę łazić kiedy tylko chcę, za darmo. I od lat mi się nie chce ruszyć tam tyłka.

O czym mówią oba fakty wzięte do kupy?

26.02.2017 08:43
2
<Rydygier>
18

Ojtam, ojtam. Po co ta napinka.

Czemu domagać się drętwoty? Największy portal musi uprawiać koniecznie jakieś smutne sztywniactwo? Szczerość zawsze w cenie, więc też napiszę szczerze: to, czego się domagasz, byłoby moim zdaniem degradacją i krokiem wstecz i mam niebezpodstawną nadzieję, że te postulaty pozostaną niespełnione. Prywatne opinie podane z umiarem czynią temat bardziej interesującym i prowokują do dyskusji - jak widać. Zdecydowanie nie chciałbym, by prezenter udawał (wbrew prawdzie przecież) pozbawioną własnego zdania obiektywną maszynę zapodającą dane. To by się dopiero przykro oglądało. Zresztą wtedy faktycznie - po co człowiek, wystarczy maszyna.

Jeśli coś mi się przykro ogląda - przestaję oglądać, doradzam to samo.

A już zupełnie nie kumam, po kiego grzyba się obruszać, że komuś nie odpowiada to, co podoba się mi. Czekasz na nowy, większy TES? To czekaj śmiało, czyjeś gadanie w tym czekaniu przecież nie przeszkadza, bez sensu się o nie złościć, po co, tylko sam sobie psujesz humor. I to w weekend.

25.02.2017 12:44
odpowiedz
<Rydygier>
18

Arma (3). Ludzie siedzą w tym po naście lat czasem - od zarania, bardziej długofalowe hobby niż gra, zarówno SP jak i MP, gdy się wkręcić w społeczność, tym dłużej/mocniej, gdy kto polubi świetny edytor własnych misji. Ale czy podejdzie i starczy na długo właśnie Tobie - któż to wie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-25 12:48:21
24.02.2017 15:47
2
odpowiedz
<Rydygier>
18

Łoj, ależ mi brakuje takiej gry od czasów Railroad Tycoon 2. Oby umieli zrobić ją miodnie.

21.02.2017 23:26
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18
21.02.2017 09:20
odpowiedz
<Rydygier>
18

Gdy dowiedziałem się, jaki jest setting For Honor (o czym ona w ogóle jest) pomyślałem sobie coś w deseń: "tyle kasy w taki idiotyzm". Tymczasem proszę, ludzkość rzuciła się na to jak stado zombie, a ja widząc to... myślę nadal to samo. No ale ja z tych, którzy robią refund GTAV po 10 minutach gry. Zresztą podobnie było ze mną i Rise of the Tomb Raider. W skrócie: mocno mi nie po drodze z obecnymi trendami.

19.02.2017 15:12
<Rydygier>
18

Myślę, że zrozumiałeś właściwie. Jak pisałem - PiS w kwestii TVP ma u mnie dużego minusa z tego powodu. I dlatego też pisałem, że w tej sprawie zasługuje na krytykę.

19.02.2017 14:48
<Rydygier>
18

Aby znów wpaść w pułapkę

Co? Khem. Wiesz, faktycznie. Dajmy spokój.

Można też powiedzieć, że wystawia to kiepskie świadectwo "jakości" ludziom, którzy robią te materiały zarówno w zakresie poziomu intelektualnego jak również ich postawie wyrażającej się najprawdopodobniej w przekonaniu o tzw. ciemnym ludzie.

Fakt, można i tak. W każdym razie główny problem jest taki, że to w ogóle robią.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 14:48:44
19.02.2017 14:28
<Rydygier>
18

Nie mówię o poziomie intelektualnym czy nawet kulturalnym, to tak dla jasności bo faktycznie, mogłeś to tak odebrać.

Sprowadzasz to, co napisałem poza tematem wątku do poziomu dyskusji o status quo TVP - to nieporozumienie. Odniósłszy się do tematu wątku dodałem następnie myśl od siebie poza ów temat wykraczającą - jak według mnie powinna wyglądać kwestia mediów publicznych w dobrze funkcjonującym państwie. I to tej myśli się uczepiłeś próbując sprowadzić to, co napisałem do następnej rundy bicia w obecne władze. Chcesz bić - proszę bardzo, bij sobie do upadłego, zresztą akurat w tym temacie krytyka im się należy, choć mało z niej pożytku, ale po co używasz w tym celu mojej wypowiedzi, jakby była o tym, o czym chcesz rozmawiać, choć nie jest? Nie mieszaj mnie w to, proszę.

Te "pokusy" zostały podniesione do norm obowiązujących w TVP, "środkami prawnymi" i "technicznymi". Tego też zdajesz się nie dostrzegać.

Jeśli myślisz, że tego nie dostrzegam to znaczy, że nie czytasz uważnie tego, co napisałem. Jeśli chcesz, przeczytaj sobie jeszcze raz.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 14:31:34
19.02.2017 13:44
<Rydygier>
18

No ja z kolei chyba widzę, na jakim poziomie chcesz rozmawiać o TVP, tyle, że ja nie chcę, więc nie będę Ci wtórował ani się kłócił, chciałem jedynie wskazać, z jakiego względu rząd państwa powinien dysponować takim środkiem i tę opinię podtrzymuję w całej rozciągłości niezależnie od pokus, do których prowadzi posiadanie go. Pokus, które notabene można zredukować zarówno środkami prawnymi jak i technicznie. Jest dla mnie przecież jasne że status quo TVP bodaj nigdy nie odpowiadało i nadal nie odpowiada temu, o czym piszę. Piszę o stanie, który uważam za słuszny nie o stanie, który mamy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 13:47:18
19.02.2017 13:07
<Rydygier>
18

Przecież TVP to robi, Rydygier, nie zauważyłeś? Dokładnie tak, jak za komuny lub w okresie stanu wojennego..

Mnie zaś chodzi o coś zupełnie innego, niż za komuny, mam nadzieję, że to zrozumiałeś, jeśli nie - cóż, mogę ująć to innymi słowy. Uważam, że ze względów bezpieczeństwa władze powinny dysponować jakimś systemem przekazu informacji o ogólnokrajowym zasięgu. Mowa o sytuacjach kryzysowych. Klęski żywiołowe. Wojna. Takie rzeczy. Tyle w tej materii.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 13:10:07
19.02.2017 12:26
1
odpowiedz
11 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Niestety tak (bazując na raptem dwu wydaniach wiadomości obejrzanych w necie, bo TV nie paczam od dawna). Nie, żebym jakoś szczególnie liczył, że przy zmianie rządu to się zmieni, ale gdybym został pozytywnie zaskoczony, PiS miałby tu u mnie dużego plusa. Nie ma. Ma dużego minusa.

Jeśli obecna propaganda jest oczywistsza i toporniejsza, niż była za PO, to akurat byłaby zmiana na lepsze, bo przez to jest mniej perfidna i zapewne mniej skuteczna, w paradoksalny sposób - uczciwsza, bo jawniejsza. Co nie zmienia faktu, że mentalnie chce mi się rzygać, gdy widzę, co media robią z prawdą dla czyichś politycznych interesów lub, jeszcze gorzej, by manipulować ludźmi. To, że dzieje się to teraz w lepszej równowadze niczego tu nie zmienia. Fakt, że TVP robiła to uprzednio dla PO i robi teraz dla PiS za pieniądze Polaków natomiast jest według mnie dobrym argumentem za tym, by w postawie obywatelskiego nieposłuszeństwa (a nie finansowego drobnego cwaniaczkowania) nie płacić abonamentu i nie oglądać.

Stawiam pytanie inne: czy telewizja publiczna powinna istnieć i czym powinna się zajmować? Ja widzę dwa słuszne powody istnienia państwowych mediów: konserwacja dorobku kulturowego Polski oraz jako środek komunikacji kryzysowej rząd-obywatele.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 12:38:08
19.02.2017 08:15
odpowiedz
<Rydygier>
18

Cofać się do lat szkolnych? Nie. Byłby to egzystencjalny regres, poza tym wcale nie wspominam tamtego czasu ciepło a nostalgia jest zwodnicza. Cieszę się, że to już przeszłość. Właściwie, im dłużej myślę, tym większej nabieram pewności że absolutnie nie chciałbym mieć życzenia do spełnienia, nie potrzebuję, a wręcz mogłoby być szkodliwe.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 08:15:56
18.02.2017 11:24
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Cóż, im więcej uzbierają tym większa szansa, że jakiś zdesperowany cwaniak też spróbuje się załapać na kasę i pójdzie w ślady, tym razem z premedytacją. Czym by to nie było wedle intencji (a i ta popaprana), de facto jakby Polacy wyznaczali nagrodę pieniężną za głowy własnych rządzących - pomysłodawca jest tego świadom, jak czytam na stronie zbiórki, bo cytuje Kaczyńskiego, któren zwrócił na ów fakt uwagę. Przeglądając internety dochodzi się do wniosku, że adekwatnie nastawionych do PiSu nie brak. Takie bardzo swoiście demokratyczne głosowanie portfelami.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-18 11:29:18
17.02.2017 08:51
odpowiedz
<Rydygier>
18

Znowu Normandia? Ileż można. Jeśli wracać do 2WŚ (czemu nie), to choć od świeżej strony. No i oczywiście multi. Bo tak łatwiej. Dobra, werdykt jasny. Neeext!

16.02.2017 09:38
odpowiedz
<Rydygier>
18

Lubię samotność. Cisza, spokój, ulga, sam na sam z własnymi myślami, światem i Stwórcą - coś pięknego.

Oczywiście doceniam korzyści płynące z życia w zorganizowanym społeczeństwie i w rodzinie, do innych jako takich nic nie mam, ale do relacji towarzyskich też się nie garnę, bo są dla mnie męczące psychicznie i nie wiem, co konkretnie mi dają.

Różni ludzie różnie mają.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-16 09:39:06
15.02.2017 21:42
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
18

Black Moon Chronicles OST - Pierre Esteve

https://youtu.be/PypvWY2f3_c

https://youtu.be/7_IcWFky3OM

https://youtu.be/yTrt84hXsgs

https://youtu.be/vyLtps96UHU

https://youtu.be/6Y2kj8RPwgM

????? (Shikata Akiko) - ?????????

https://youtu.be/ClcoFyIue7w

Voices - Vangelis (no, ta jest raczej "podniosła")

https://youtu.be/saVe-kYCYCs

Titans - Vangelis (Alexander)

https://youtu.be/CCVNbSzQ5IE

The Drums of Gaugamela - Vangelis (Alexander)

https://youtu.be/LXnlzi0TpBY

Conquest Of Paradise - Vangelis (1492: Conquest of Paradise)

https://youtu.be/94dY-QxjDiE

March of Cambreadth - Heather Alexander

https://youtu.be/Emg14MOMDgU

The Horns of Hell - Jerry Goldsmith (Trzynasty Wojownik)

https://youtu.be/eo2Ra0oN_eU

Anvil Of Crom - Basil Poledouris (Conan the Barbarian)

https://youtu.be/sHDmXtW9Yx0

Das Boot OST - Klaus Doldinger

https://youtu.be/wfPSZECLl3s

https://youtu.be/WW2TLI-DmvI

https://youtu.be/SS5pRNL894Q

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-15 21:43:25
15.02.2017 13:49
odpowiedz
<Rydygier>
18

Dziwnym nie jest.

A ja jak zwykle jakiś mało mainstreamowy. W sumie to dobrze.

15.02.2017 12:14
odpowiedz
<Rydygier>
18

Da się i warto. Niewierzącemu może być trudniej uzasadnić sobie, czemu mianowicie warto, acz nie musi, zależy.

13.02.2017 09:40
<Rydygier>
18

https://forums.bistudio.com/topic/151630-localized-versions/?page=6

Hello. Now that the game is released, we should move on with Czech and Polish (and others) community localization soon. Please stay tuned for more info.

Ciekawy sposób myślenia, prawda? Znamienny. Najwyraźniej lokalizacje Take On Mars są (były?) projektem społecznościowym.

13.02.2017 09:25
<Rydygier>
18

Pod niemal każdym względem. Oczywiście i one, jak chyba każdy zwierz, mają swój zestaw cech uprzykrzających życie, ale wymierzony głównie we właściciela.

13.02.2017 08:40
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Jeden z najbardziej działających mi na nerwy odgłosów - szczekanie psa. Uporczywe posiadanie takiego psa wrzucam do tego samego wora, co puszczanie (dennej) muzyki na cały regulator w ogródkach letnią porą itp.

Bonusowo - qpy na chodnikach etc.

Plaga uważana za społecznie akceptowaną normę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-13 09:00:04
11.02.2017 23:55
odpowiedz
<Rydygier>
18

Moim zdaniem ikoniczne: House of Cards, Dr House.

Kwestia gustu, ale jak dotąd (też se robię własnie darmowy miesiąc) zdecydowanie polecam również seriale: Wikingowie, Suits, The Expanse (wyjątkowo porządne SF). Jeśli lubisz klimaty a la Super 8 (małe, amerykańskie miasteczko, lata 80-te, grupka małolatów i niesamowite zdarzenia), to Stranger Things. Dla fanów komiksowych superbohaterów - Daredevil jest dobrze zrobiony (acz sam fanem takich komiksów nie jestem, więc dałem sobie spokój). Wielu jeszcze nie widziałem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-11 23:56:43
11.02.2017 20:33
odpowiedz
<Rydygier>
18

O, ukaże się taka gra? Coś podobnego. Dopiero co myślałem, że byłby to świetny materiał na grę VR. Może być, że szybciej, niż mi się zdawało zacznę żałować, że nie mam gogli VR.

11.02.2017 12:42
odpowiedz
<Rydygier>
18

Spozierałem na ten tytuł z niejaką nadzieją. Cóż.

10.02.2017 13:34
odpowiedz
<Rydygier>
18

Mam ją zainstalowaną i zaczętą. Ale od wielu miesięcy jakoś nie mogę się zebrać, by do niej wrócić. Nie wiem, dlaczego. Pewnego dnia...

10.02.2017 13:16
odpowiedz
<Rydygier>
18

U mnie były to w miarę normalne lekcje. Może ciut luźniejsze czasami. Zarówno w podstawówce, jak i w LO prowadzili je zresztą całkiem klawi i łebscy goście, kolejno ksiądz, świecki w podstawówce i dwu innych księży w liceum. Potrafili nawiązać swobodny kontakt z młodzieżą i niejedna lekcja miała postać sympatycznej konwersacji na faktycznie ciekawe tematy. Z pierwszych klas podstawowych pamiętam też jeszcze lekcje w salkach parafialnych, że były w sensie, nic ponadto.

Inna sprawa, czytając po internetach, co dorośli ludzie wypisują o Kościele, religii katolickiej, wierze i własnym postępowaniu w tym kontekście doszedłem do wniosku, że albo na religii nie uczą tego, czego powinni, albo źle to robią, a ja miałem szczęście trafić na wyjątek. Poziom ignorancji w temacie wiary bywa horrendalny - u katolików.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-10 13:17:43
10.02.2017 10:27
odpowiedz
<Rydygier>
18

Nie wiem, czy ranking ma jakieś praktyczne znaczenie, i tak żadnego nie miałem (?), ale na przyszłość wolałbym nie dostawać na mój e-mail spamu w postaci wielkich ścian chaotycznego tekstu od automat@gry-online.pl.

Moim skromnym zdaniem - musicie jeszcze dopracować zarówno technikalia, formę jak i zasady. Np. uważam, że nowy regulamin nie powinien działać wstecz i odbierać ten jakiś ranking tym, którym na nim zależy, a którzy wpisywali się w wątkach uznanych za "niekoszerne" nim nowe zasady weszły w życie. Pytanie też, z jaką pewnością da się domyślić, czy moderator uzna dany wątek za niekoszerny (np. skąd mam wiedzieć, że wątek należy do ciągu spamerskiego). A jeśli stanie się tak z powodu wpisów dodanych już po moim? Albo jeśli po moim wpisie w wątku jego autor zmieni treść ze zgodnej z regulaminem na niezgodną?

Słowem - jeśli ktoś ceni sobie punkty owego rankingu to normalnie teraz strach mu się wpisywać gdziekolwiek.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-10 12:39:17
09.02.2017 17:50
odpowiedz
<Rydygier>
18

Do tej pory próbowałem tylko misji bezzałogowych (wulkan akcji to to nie jest, ale nie tego się szuka w tego typu grach, inna rzecz, niektóre misje i tak potrafią się dłużyć), teraz, po premierze, trzeba będzie na poważnie oblukać całość.

09.02.2017 14:30
<Rydygier>
18

W przeciwnym razie doszlibyśmy do kuriozalnego wniosku, że w żadnej dziedzinie życia, na żaden temat nie można się nie tylko wypowiadać, ale nawet działać, bo przecież "nie mając rzetelnej wiedzy w temacie lepiej siedzieć raczej cicho i pokornie".

Taki wniosek byłby oczywiście absurdem, zwłaszcza zważywszy, iż z natury ludzkiego aparatu poznawczego nic nie jest 100% pewne (o tym m. in. był Matrix, nie on pierwszy jednak). Staram się tu jedynie pokazać, że błędem jest też i skrajność druga - ufanie własnej wiedzy i wnioskom z niej płynącym bardziej, niż na to, wobec powyższego, zasługują.

Chodzi mi o to, by być świadomym, jak niepewna i niekompletna jest moja/Twoja/nasza wiedza o rzeczywistości jak i jej zrozumienie. By nie traktować tego jak pewnika, skoro nim nie jest. Stąd napisałem też:

"Albo przynajmniej brać na wzgląd nikłość swojej wiedzy formułując nader ostrożne w tonie opinie."

Myślę, że, chcąc szczerze szukać prawdy, mądrze jest uwzględniać stopień własnej kompetencji/wiedzy w temacie formułując opinie bądź nawet, gdy to zasadne, powstrzymując się od ich formułowania. Rzecz jasna, na ile człowiek jest świadom stopnia swojej (nie)wiedzy.

Tyle tylko, że istnieją jeszcze media niezależne od polityków.

Trudno być pewnym takiej niezależności. Sam nie znam żadnego medium, o którym mógłbym to bez wahania powiedzieć. Jeśli takowe są - w swojej teatralnej alegorii nazwałbym je widzami z latarkami, oświetlającymi na scenie, co sami uznają za słuszne. To niezależne od aktorów, ale nadal czyjeś subiektywne spojrzenie (wszak innego nie bywa) na subiektywnie wybrane fragmenty wedle subiektywnej narracji i zwykle też jedynie/głównie na scenę.

Dziękuję za rozmowę.

09.02.2017 13:49
<Rydygier>
18

Wyjaśnij jeszcze, co konkretnie rozumiesz przez "zmanipulowaną i mało zorientowaną, acz często tego faktu nieświadomą publikę zwaną suwerenem"

1. "Suweren"/publika - elektorat. Bierni obserwatorzy sceny politycznej (scena polityczna - jakże trafne określenie).

2. mało zorientowaną - mającą, poza własnym życiem, dostęp jedynie do tego, co politycy pokażą na scenie, co media "oświetlą" swymi doniesieniami. To ich/nasza jedyna wiedza - baza do wnioskowania.

3. tego faktu nieświadomą - błędnie (wbrew faktowi 2) uważającą, iż jej wgląd i rozumienie polityki są miarodajne i dogłębne, że pojmuje istotę tego, co się dzieje.

4. zmanipulowaną - publika ma, zapewne nie do końca uświadomiony, wpływ na politykę, choć w niej czynnie nie uczestniczy. Stąd manipulowanie publiką, nastrojami społecznymi itp. stanowi ważny element politycznej gry zakulisowej (w tym to, co nazywam tańcami wokół słupków poparcia jak wokół totemów). Czyni się tak, na ile rozumiem, korzystając z kontroli lub wpływu na źródła naszej wiedzy o aktualnym stanie polityki - odpowiednio dobierając retorykę i tematykę tego, co pada ze sceny, a co nie, to co media mają nagłośnić (tu: który fragment sceny w której chwili oświetlić), a czego nie, jak i narrację mediów (w jakim kolorze oświetlać). Kształtuje się tak zarówno krótkofalowe jak i długofalowe nastroje (buczenie bądź oklaski z widowni jako presja na aktorów) a nawet, wynikowo, preferencje polityczne i ogląd stanu kraju (de facto w kontekście wyborów - kogo chcą widzieć na scenie w kolejnym sezonie, czyj repertuar będzie grany i w jakiej obsadzie).

Taka manipulacja jest, uważam, efektywna z uwagi na 2 i 3 razem wzięte. Widziałeś może serial House of Cards? Można tylko zgadywać na ile oddaje to, jak się mają kulisy do sceny, ale ponoć brutalnie celny.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-09 14:14:17
09.02.2017 13:13
<Rydygier>
18

O, i tu się zgadzam - groteskowe i absurdalne (względnie - naiwne) jest przeświadczenie niektórych widzów, że oto ujrzeli sedno i posiedli prawdę

To dobrze, bo to istota tego, co chciałem przekazać. Czytając internety miewam przykre wrażenie że od takowych "posiadaczy prawd" się roi po wszelkich stronach wszelkich, w tym zwłaszcza politycznych, sporów. Hałas z ich kłótni niemały, pożytku brak. Ino gorzka groteska dla postronnych obserwatorów. To zresztą obszerniejszy i głębszy temat, ale nie czas ni miejsce.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-09 13:18:38
09.02.2017 11:55
1
<Rydygier>
18

a tym samym nie wiem "o co tak naprawdę ci chodzi"

Chodzi mi dokładnie o to, co napisałem. Możesz śmiało odnosić swoje zarzuty do meritum mojej wypowiedzi, nie trzeba czytać w umyśle forumowicza, by dyskutować z jego wyrażonymi poglądami.

Nie mogę, nie mam "wstępu za kulisy (twojego mózgu)", .

Nie czujesz się na siłach odnieść się merytorycznie do tego, co jasno napisane, a jednak na podstawie tych kilku, enigmatycznych dla Ciebie zdań nader śmiało i bez widocznego wahania "zdiagnozowałeś" mnie. Coś się w tej logice nie klei, nie uważasz?

Nie dociekamy tu prawdy o mnie, tego faktycznie nie możesz skutecznie zrobić (choć próbujesz), a ewentualnie omawiamy wyrażone tezy i opinie.

Tak zatem - śmiało można sobie dyskutować o tym, co widać na scenie, jak długo bierze się pod uwagę, jak niewiele to mówi o tym, co dzieje się za kulisami. Groteskowe i absurdalne (względnie - naiwne) jest natomiast owo przeświadczenie niektórych widzów, że oto ujrzeli sedno i posiedli prawdę, bo coś im pokazano na scenie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-09 12:24:37
09.02.2017 11:38
<Rydygier>
18

Jesteś wzorem wymarzonego obywatela dla rządzących.

Jeśli masz zastrzeżenia odnośnie tego, co napisałem, odnieś się konkretnie, ad meritum.

09.02.2017 11:16
1
<Rydygier>
18

No tak. Lepiej siedzieć cicho, nie dyskutować,

To akurat dobra zasada - nie mając rzetelnej wiedzy w temacie siedzieć raczej cicho i pokornie. Albo przynajmniej brać na wzgląd nikłość swojej wiedzy formułując nader ostrożne w tonie opinie.

Wydaje się w miarę oczywiste, że aktorzy sceny politycznej lepiej od widowni wiedzą, "o co tak naprawdę chodzi", bo mają wstęp za kulisy, zaś widz widzi tyle, co na scenie, a raczej głównie jej fragmenty aktualnie oświetlone reflektorami medialnego przekazu. Publice pokazuje się teatr przygotowany pod wywołanie pożądanych reakcji, polityka dzieje się głównie poza sceną. Warto zauważyć, że owa zmanipulowana i mało zorientowana, acz często tego faktu nieświadoma publika to tzw. "suweren".

No i faktycznie - jakiej jakości wnioski da się wyciągnąć w takiej sytuacji?

Oczywiście powyższe nie implikuje takich czy innych intencji polityków.

09.02.2017 09:43
odpowiedz
<Rydygier>
18

Wyzwaniem, jakie stawia przed człowiekiem współczesny internet w swych przejawach (Steam, tubka, www jako takie...) jest sztuka wyławiania pereł z oceanu szamba. Popyt na sposoby filtrowania treści wzrasta, ciekawe, jak rozwinie się podaż.

08.02.2017 14:21
odpowiedz
<Rydygier>
18

Cóż, wreszcie ktoś podchodzi do VR z głową i pomysłem, który zaprzęga mocne strony VR zamiast z marnym skutkiem doginać słabe do chybionej koncepcji. Choć myślałem, że to będzie raczej coś a la Bridge Commander (Start Trek). Mogłoby.

08.02.2017 13:33
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
18

Dlaczego, ale tak konkretnie, GTA jest tak popularne? Kiedyś spróbowałem zagrać w którąś część by się przekonać, ale raz-dwa mnie znudziła. Pewnie dlatego, że nie lubię gier o jeżdżeniu samochodem ani też nie lubię wcielać się w bandziora. Oblukałem też parę letsplayów ale nadal nie wiem, o co chodzi z fenomenem GTA.

08.02.2017 12:23
1
odpowiedz
<Rydygier>
18

Jeśli jest najbardziej udany, to chyba średnio świadczy o pozostałych grach Bethesdy i coś w tym może być. Zresztą, skoro "musi", to musi...

A może najbardziej udany znaczy - najbardziej zyskowny?

Co do mnie - Bethesda konsekwentnie ciągnie Fallouta w dokładnie odwrotnym kierunku, niż bym tego Falloutowi życzył. Jako gra natomiast - nie jest to złe.