Forum

<Rydygier> ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

22.01.2017 09:30
odpowiedz
<Rydygier>
13

W sumie nie lubię całego konceptu walk z bossami. Zwykle jest dość sztuczny, nieraz frustrujący. Łatwy boss to dla mnie raczej miła niespodzianka. Milsza - brak bossów w ogóle. Tzn. finałowe wyzwanie może i często powinno być nietrywialne, ale czemu miałoby przyjmować formę jakiegoś upierdliwego superosiłka?

Jak dla mnie najbardziej satysfakcjonujący finałowy boss do pokonania pojawił się w Plansecape: Torment, właśnie dlatego, że nie trzeba go było koniecznie zaklikać na śmierć, przy odpowiednio dopakowanych statystykach postaci dało się go pokonać samą konwersacją. I to na parę sposobów bodaj.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-22 09:31:09
21.01.2017 09:37
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Skłaniałbym się grami niezależnymi nazywać produkcje studiów, które same wydają własne gry, niezależnie od wielkości, budżetów i ambicji.

Albo szerzej, choć zwykle chyba to się sprowadza do powyższego - takie gry, w toku produkcji których nikt poza samymi devami nie ingeruje w proces tworzenia i ich kształt czy to wymuszając jakieś zmiany czy to wyznaczając odgórne terminy.

Bo ową niezależność rozumiem właśnie jako niezależność procesu twórczego i jego rezultatu od cudzych zachcianek/kasy.

18.01.2017 12:28
<Rydygier>
13

Właśnie siedzę przy prostym meblu od Bodzia, blat pod kompa, obok mebel drugi, szafka z szufladami, razem czynią wygodne biurko, niedrogie (niecałe 216 PLN), niebrzydkie w sumie mimo prostoty. Raczej OK. Z wad - ostre, nie "sfazowane" krawędzie blatów (od strony siedzenia osłoniłem taką piankową taśmą na meble na sytuacje, gdy małe dzieci w domu, wyszło nieźle). Instrukcja precyzyjna, czytelna, OK, acz montaż obu zajął kilka godzin (mam do tych spraw dwie lewe ręce) i musiałem w międzyczasie dylać do sklepu po jeden brakujący wkręt.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-18 12:31:46
18.01.2017 12:22
odpowiedz
<Rydygier>
13

Skoro gitarowo, to:

Return to Ommadawn - Mike Oldfield, 20 stycznia 2017

http://datapremiery.pl/data-premiera-plyty-23685/

https://youtu.be/Uo-nDlzAGhk

18.01.2017 10:37
odpowiedz
<Rydygier>
13

Żaden ze mnie wybredny audiofil, ale jestem wszechstronnie zadowolony z Superlux HD681 (coś z tej serii). Jak na ten przedział cenowy (okolice 100) - najlepsze, jakie miałem dotychczas. Szczerze polecam. Mój model, starszy, jest co prawda szpetny z wyglądu, ale:

http://www.test-gear.pl/testy-i-recenzje/sluchawki/superlux-hd681-evo-v2/

"Jedna z najważniejszych kwestii w CS'ie czyli pozycjonowanie prezentuje się bardzo dobrze"

17.01.2017 23:51
odpowiedz
<Rydygier>
13

Spójna, dojrzała, dobrze zrealizowana koncepcja. Ale ta spójna, dojrzała i dobrze zrealizowana koncepcja jest taka, że gra potrafi niesamowicie sfrustrować. Nawet, gdy się gra systemem save&load (po prawdzie nie wyobrażam sobie nawet grać w to inaczej). Nie tylko taka, nie inna mechanika walki prowadzi do absurdalnych sytuacji, nie tylko pudła wydają się zdarzać częściej, niż powinny, nie tylko jeden mój czy moich błąd lub wręcz niezależna, nieprzewidziana okoliczność albo pechowy rzut kością może zamienić w ciągu jednej tury pewny sukces w kostnicę naszych bojowników o wolność, ale nawet na poziomie strategicznym można się zapędzić w ślepy zaułek (gdy już nie ma kim walczyć, bo weterani polegli, a żółtodzioby są praktycznie bez szans).

Nie jestem pewien, czy dobrze pamiętam, ale twórcy xcom 2 bodaj najwyraźniej poczuli się zmuszeni dodać "dynamiczne cheatowanie" zaszyte w rozgrywkę. Na korzyść gracza. Miałoby polegać na tym, że jeśli mu mocno nie idzie, zaczyna dostawać rzuty "lewymi kośćmi". Kilka razy to widziałem. Nagle jakoś "nasi" przestają pudłować, zadają więcej krytyków... To trwa tylko chwilę, ale jest dość ewidentne. Może zależnie od poziomu trudności. Coś takiego fatalnie świadczy o designie mechaniki walki - skoro gra sama ją musi prowizorycznie "obchodzić" dla jakiegoś balansu. Jeśli dobrze pamiętam. Grałem dość dawno.

W każdym razie - zbyt wiele zależy od ślepego (a właściwie podejrzanego o cheatowanie) losu, zbyt mało - od dobrej taktyki, przy nieomal zerowym marginesie błędu. Hardkorowość, którą to generuje nie jest pozytywnego rodzaju. Pod względem prawidłowego zbalansowania tych aspektów wzorcem pozostaje chyba JA2.

Wyśrubowane ograniczenia czasowe też ssą na maksa i gdyby nie mody...

W końcu mimo nerwów, jakie gra kosztowała, przemęczyłem ją save&load (bywały tury ładowane po kilkanaście razy) i ukończyłem. Nie było radości, nie było satysfakcji nawet, tylko jakaś taka ponura ulga, że wreszcie koniec tej cholernej nerwówki. Gra jest zbyt dobrze zrobiona, by ją ocenić nisko i zbyt frustrująca, by ją uczciwie ocenić wysoko. Ocena średnia byłaby zgniłym kompromisem. Zatem oceny nie będzie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-18 08:38:25
17.01.2017 12:28
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
13

Ano właśnie - po co. Żeby obrany kierunek rozwoju NMS miał sens, prędzej czy później będą musieli przemodelować całą rozgrywkę tak, aby te nowe dodatki grały w niej istotną rolę, współdziałały ze sobą i gameplayem, albo NMS pozostanie zlepkiem losowych fjuczerów bez ładu i składu i bez żadnej ogólnej koncepcji ani myśli przewodniej. O ile nie stoi za tym jakiś głębszy, jeszcze ukryty koncept, mam wrażenie, że marnują czas.

W obecnej formie gry (sprawdza się głównie jako podziwiarka proceduralnie kreowanych krajobrazów i form życia (które rozczarowują jak na razie zarówno pod względem wyglądu jak i zachowania), reszta to głównie pretekst, by była jakaś motywacja do przemieszczania się) ATV może się przydać do, ja wiem, szybszego przemierzania planety, niż na piechotę. Ale od czego statek?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-17 12:28:59
16.01.2017 13:13
odpowiedz
<Rydygier>
13

I. Kingdom Come: Deliverance – Ze świecą szukać współczesnej gry z takim pietyzmem podchodzącej do realiów, w których jest osadzona. Ma potencjał stać się czymś więcej, niż się zapowiada, choć może okazać się i czymś mniej, niż powinna.
II. Torment: Tides of Numenera – Torment. Fronczewski & Co. Przywróci mi wiarę, że gra może mnie jeszcze naprawdę wciągnąć? Czy będzie dla mnie tylko i aż godnym pożegnaniem z klasycznymi cRPG?
III. ME: Andromeda – Duże nadzieje, bo ME. Duże obawy, bo DA: I.

16.01.2017 12:44
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

I. Stellaris – kosmiczne 4x to jeden z moich ulubieńszych schematów rozgrywki. Ograny schemat bez rewolucji, ale w moim odczuciu stanowi niejako zwieńczenie, udaną kompilację tego, co najlepszego da się zeń wycisnąć.
II. TW: Warhammer – Schemat rozgrywki Total War i uniwersum warmłotka aż się prosiły, by je pożenić. Tak uczyniono – mądry ruch.
III. HOI 4 – Serię HOI cechuje miły mi typ hardkoru generowany przez ponadprzeciętnie pogłębione spojrzenie na mechanizmy, które gra odwzorowuje.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-16 12:48:07
16.01.2017 11:22
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
13

Jakieś 8 lat temu nie za duży domek jednorodzinny razem z fundamentami i wszystkim na pomorskiej wsi kosztował 300 tys. z bliżej nieustalonym hakiem. Ale nie z drewna. 135 m2 powierzchni użytkowej (piwnica + parter + nieduże piętro, bo skosy dachu) i strych bez prawdziwej podłogi, do tego duży zadaszony taras.

Jeśli z drewna w sensie gotowiec z bali itp, to ceny można sprawdzić u producentów, np:

http://danmardomy.pl/oferta/domy-caloroczne/

16.01.2017 10:23
<Rydygier>
13

nie wiem

Ewidentnie. I Twoje szczęście, bo gdybyś wypisywał takie brednie i bluźnierstwa świadom tego, co robisz - biada. Może powinieneś się dowiedzieć, popytać, to przestaniesz błądzić.

Ale spoko, przybędzie lat, zmieni się spojrzenie na życie, to może się dowiesz, spokorniejesz i zrozumiesz. Oby. Póki co dobra rada - szanuj innych ludzi nawet, gdy nie podzielasz i nie rozumiesz ich przekonań.

15.01.2017 18:24
<Rydygier>
13

Podziękował. Czyli źle szukałem.

15.01.2017 18:21
odpowiedz
<Rydygier>
13

A co, chciałbyś oddawać relikwii cześć boską? Czy raczej zapisać się do ikonoklastów? Bo pierwsze to grzech a drugie - herezja. Oj, chyba znacznie dłużej nie jesteś na czasie, niż "ostatnio". Tak gdzieś od 787 AD.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sobór_nicejski_II

Wyjaśni Ci to Katechizm Kościoła Katolickiego w paragrafie 1674 (i kolejne), uprasza się przestać opowiadać bajdurki i uzupełnić braki w wiedzy.

http://www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkII-2-4.htm

Względnie:

http://www.teologia.pl/m_k/zag09-12.htm#2

(pkt 2) oraz:

http://www.pch24.pl/dlaczego-czcimy-relikwie-swietych-,32144,i.html

15.01.2017 17:44
odpowiedz
<Rydygier>
13

Kurczę, aż chyba sobie po kilku dobrych latach poza Zoną kupię Zew Prypeci (mod jest pod tę część, jak czytam) żeby obczaić.

15.01.2017 17:10
1
<Rydygier>
13

Ale takich info szuka się na stronie wosp

Szukałem, nie znalazłem tego, o co mi chodzi. Albo źle szukam, albo nie ma na stronie WOŚP. Link powyżej pożyteczny (o ile chcemy przeklikiwać przez każdą miejscowość), ale to nie wyczerpuje mojego pytania. Rozumiem, że w przypadku zbiórki tegorocznej tak szczegółowego zestawienia, na co konkretnie komu konkretnie chcemy zbierać, może nie być.

chce mi się rzygać

No, zauważyłem, że strasznie Cię nosi. Niepotrzebnie. Właśnie dlatego Polak Polakowi wilkiem, że bardzo wielu daje się ponosić, zamiast zachować spokój i szacunek. Przecież Twoja wypowiedź w swej pogardliwej napastliwości sama wpisuje się w to, co piętnuje. Przyczynia się do eskalacji. Niech każdy zacznie od siebie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-15 17:23:39
15.01.2017 15:46
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

No hura po prostu, nie mogli zainwestować czasu lepiej, to wszak kwintesencja ME. :/

15.01.2017 13:51
<Rydygier>
13

Jeśli ktoś ciekaw, a propos, sprawozdanie finansowe Caritasu za 2015:

http://www.caritas.pl/wp-content/uploads/2014/02/SKMBT_283160608115301.pdf

(przy czym to jest Caritas Polska. Czy powyższe obejmuje np. diecezjalne caritasy?)

Statut:

http://www.caritas.pl/wp-content/uploads/2015/10/Statut_CP_2015_10_30.pdf

(o działalności statutowej rozdział II)

A tu Caritas o WOŚP:

http://www.caritas.pl/oswiadczenie-dot-dzialan-charytatywnych-caritas-i-wosp/

Pytanie do wszystkich: jakie jeszcze znacie polskie lub działające w Polsce organizacje charytatywne? Ciekawe, ile ich jest (a o ilu nam wiadomo), jaki jest zakres i skala ich pomocy (acz finanse nie obejmują wszystkich form pomocy). Warto rozpowszechniać taką wiedzę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-15 13:59:58
15.01.2017 12:55
1
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Czy podano może, na co konkretnie planuje się przeznaczyć tegoroczne datki? Na co dokładnie wydano zeszłoroczne? Chodziłoby mi o precyzyjne, kompletne wyszczególnienie (wiem że obecny finał celuje w pediatrię i geriatrię, ale to ogólnik). Myślę że taka informacja pomogłaby wyklarować pewne sprawy. Czy darczyńcy wiedzą, na co konkretnie dają? Powinni (i powinni się tym interesować).

14.01.2017 20:55
1
<Rydygier>
13

Prawda jest taka, że nawet jak on 90% kasy z WOSP na koks i panienki przewala to w kadzdym szpitalu, na kazdym zadupiu jest sprzet

Gdyby tak rzeczywiscie bylo, ze oni rozkradaja z tej kasy az tyle, to by nie bylo wszedzie ich sprzetu.

Weź Ty się zdecyduj.

A niech będzie z tego jak najwięcej dobrego. I oby jak najmniej z tego dobra zmarnowali. Ale gdyby rzeczywiście było tak, że (za) dużo marnują, to po pierwsze na pewno nie byłoby to usprawiedliwione faktem, że pomagają za resztę (a w tym dziwnym tonie brzmią niektóre tu wypowiedzi), i nie byłby to powód, by z uśmiechem pobłażliwości przejść nad hipotetycznym marnotrawstwem do porządku dziennego, a po drugie tak, czy siak przydałaby się alternatywa, może efektywniejsza, by na ten cel dali również ci, którzy nie chcą dawać swoich pieniędzy WOŚP z dowolnych względów, lepszych czy gorszych, w tym z uwagi na, słuszne bądź nie, podejrzenia o marnotrawienie datków. W ten sposób będzie jeszcze więcej środków pomocy i pomagających.

A ogólnie nie jest tak, że nie ma innych organizacji charytatywnych poza WOŚP. Kto chce pomóc potrzebującym, może to zrobić na mnóstwo sposobów. Mniej lub bardziej efektywnych.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 21:22:39
14.01.2017 17:31
odpowiedz
<Rydygier>
13

Zależy, jak definiujesz szczęście. Uważam, że prawdziwe szczęśliwy na tym łez padole jest tylko ten, kto poświęca swoje życie na to, do czego został powołany czyli ten, kto żyje w poczuciu sensu i wartości swojego istnienia.

Nie czyni szczęśliwym ani kasa, ani beztroskie, przyjemne życie, ani spełnienie marzeń, ani realizacja własnych planów życiowych. Ale o tym każdy się przekonuje indywidualnie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 21:05:37
14.01.2017 17:30
<Rydygier>
13

To nie zmienia tego, co napisałem. Ale może inaczej, prościej w takim razie: im mniejsza część datku się marnuje, tym lepiej, a żadne marnotrawstwo nie powinno być akceptowane jako coś "w porządku". Jeśli jest problem marnotrawstwa (bo przecież może wcale nie ma), można go rozwiązać albo ukrócając je tam, gdzie występuje, albo stwarzając dla marnotrawiącej organizacji efektywniejszą/uczciwszą alternatywę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 21:01:24
14.01.2017 16:44
<Rydygier>
13

Gdyby tak rzeczywiście było (że x% darowizn jest w WOŚP marnowana na bzdety lub wręcz defraudowana), wówczas chyba roztropniej i z lepszym efektem dla potrzebujących byłoby darować swoją kasę jakiejś innej organizacji, co do której byłyby podstawy mniemać, że zmarnuje mniej (< x%). Tyle podpowiada logika.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 16:44:52
14.01.2017 15:48
odpowiedz
<Rydygier>
13

Co prawda nie odpowiada mi kreskówkowa grafika, ale koncepcyjnie to się może okazać bardzo interesujące. Może.

14.01.2017 15:15
<Rydygier>
13

Co prawda kiedyś też nie było za różowo z dopracowaniem. O ile pamiętam, wspomniany Fallout 2 na przykład był poważnie zabugowany i czekało się na poprawki. A i upatchowanie posiadanej gry wymagało więcej zachodu (zwłaszcza w epoce, gdy net jeszcze raczkował).

Jest też kwestia taka, że im bardziej skomplikowany kod gry, tym więcej czasu wymaga dopracowanie/tym trudniej w rozsądnym czasie odrobaczyć.

14.01.2017 11:13
<Rydygier>
13

Ja niedawno odpaliłem Planescape: Torment, czyli grę, którą zasadniczo uważałem i nadal uważam za jedną z najlepszych, jakie powstały w ogóle. Pospolicie odechciało mi się zaraz po opuszczeniu kostnicy. Zaiste, poprzeczka wraz ze stażem gracza i coraz doskonalszą technologicznie normą wisi coraz wyżej.

14.01.2017 10:20
-3
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
13

Cóż. I dla mnie cała ta japońszczyzna to podejrzane, niezrozumiałe dziwactwo trącące niezdrowymi odchyłami, ale jeśli ktoś to dlaczemuś lubi, to trudno dyskutować z jego gustem. Równie daremne są próby dyskusji z gustem tych, co mangoidów nie trawią. Nie ma co się miotać, że "nie wszyscy lubią to, co ja".

A czy gry mangoidalne są crapami? Nie wiem, nie gram.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 10:21:29
13.01.2017 23:01
odpowiedz
<Rydygier>
13

Niebywały nigdy dotąd wysyp crapów na Steamie to jedno. Efekt starych, dobrych czasów to drugie.

Myślę, że nie brak dziś gier o niebo lepszych technologicznie i często lepszych, dojrzalszych od strony designu. Nie gorszych, lub lepszych artystycznie. Uważam, że trwa tu stały postęp i jest to naturalne, bo branża gromadzi doświadczenia a ludzie stają się coraz lepsi w tym co robią, zaś hardware pozwala na cuda, o których naście lat temu się nie śniło. Acz trudniej wyłowić te perły z morza szajsu, które bardzo się powiększyło.

A że te nowe gry nie robią na długoletnim graczu takiego wrażenia, jak pierwsze, z którymi się zetknął? Nic dziwnego. Wszystko się stopniowo przejada, powab świeżości blaknie i znika. Jak ze starą zabawką, która kiedyś cieszyła. Można to zresztą sprawdzić i się przekonać, czy ten efekt nas dotyczy. W tym celu należy zagrać w którąś z tych starych gier, które robiły na nas tak wielkie wrażenie i przekonać się, czy nadal je robią. Ja próbowałem kilka razy i rezultat był zawsze podobny - nie, nie robią. Tak działa ludzki mózg.

I tak, jeśli coś obecnie ma szansę znów zauroczyć świeżością wypalonego, zblazowanego do cna weterana gier, to chyba VR. Albo jakaś rewolucja w game designie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-13 23:03:32
12.01.2017 14:05
<Rydygier>
13

Skoro tak, to chętnie się dowiem, jakie wady ma system obecny.

Ja w sumie też, bo nie wiem, tyle, co ktoś tam w newsach zapodał - jakoby, że za krótkie etapy nauczania, nie wiem, dlaczego. Pisałem - tyle tylko mogę powiedzieć, skoro ominęły mnie i gimnazja i nawet matura po nowemu.

12.01.2017 13:25
-1
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Cóż. Uskuteczniałem edukację na tyle wcześnie, że ominęły mnie i gimnazja i nawet matura po nowemu (całe szczęście). Zatem o zadach i waletach obu systemów mogę powiedzieć tyle, że wyjąwszy prawdę, iż szkoła jako taka to dla dziecka jedna, wielka i długoletnia trauma, system stary wydał mi się pozbawiony jakichś ewidentnych z punktu widzenia ucznia wad.

Skądinąd jednak wiem, że za każdą, zwłaszcza poważną zmianę istniejącego systemu, posiadającego przecież swoją niemałą bezwładność, płaci się cenę przynajmniej tymczasowego nasilenia chaosu, poślizgów, niezgrań, przeoczeń, prowizorki i dodatkowych stresów. Zmiana kursu kosztuje, im większa masa, im bardziej złożony system, tym więcej. Masę trzeba zatrzymać, przestawić na nowy tor i od nowa rozpędzić wedle nowej rutyny. Oby zatem zysk z reformy co najmniej kompensował owe koszta reformy. Polska jest zbyt często reformowana, w tę i we w tę. To ją wiele kosztuje. Nie jestem przeciwnikiem reform jako takich, ale jestem zwolennikiem podejścia "raz a dobrze", a przeciwnikiem reform nieprzemyślanych, pochopnych, z doraźnych powodów, nieproporcjonalnych do problemu a zwłaszcza - wynikowo daremnych, po których reformy nadal potrzeba. Czy to jedna z takich reform? Nie wiem. Ale obawiam się, że nie ostatnia, bo gdy tylko władza trafi w ręce zwolenników stanu dotychczasowego mogą zechcieć z przyczyn polityki doraźnej przedłużyć to uwsteczniające dreptanie w miejscu i zafundować Polsce kontr-kotrreformę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-12 13:27:07
12.01.2017 10:58
odpowiedz
<Rydygier>
13

Szkoda, że nie będzie na PC. Spróbowałoby się, być może z przyjemnością.

Dubbing sam w sobie brzmi raczej OK, ale akurat w tego typu grach pojawia się trojaki problem pokrewny dubbingowanym filmom: niezgodność z ruchem warg, subtelna, kulturowa rozbieżność z formą przekazu pozawerbalnego i zgrzyt powodowany faktem, że po polsku mówią postacie nie wyglądające zbytnio na Polaków. Tuśmy przyzwyczajeni do angielszczyzny. A gdy jeszcze do tego głos kojarzymy z konkretną twarzą aktora, a z ekranu zieje facjata inna...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-12 11:02:51
10.01.2017 23:04
<Rydygier>
13

A Indianie jeszcze wcześniej. Niemniej również i Kolumb odkrył Amerykę - dla ówczesnej Europy. Ale przecież nie w tym rzecz.

10.01.2017 22:02
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Dobrą stroną takiego "crowdfundingowego hyperhajpu" jest to, że generuje środki finansowe pozwalające teoretycznie stworzyć grę, być może w istocie całkiem fajną, która może zapewnić dobrą rozrywkę wielu, rzecz jasna poza nahajpowanymi dawcami kasy, bo przy nadziejach rozbuchanych do takich kwot (acz wszak nie niespotykanych w branży) ich realizacja jawi się niemożliwością.

Rzecz kolejna - nie jest to pierwsza ani druga gra idąca w dość podobnym kierunku, która rozbudza wielkie nadzieje. To jest wymowne. Tak, jak NMS-hajp, stanowi klarowny sygnał, czego od rynku gier chcą gracze, o czym marzą. Kto, jeśli ktokolwiek, spełni to ich marzenie, będzie się podcierał stówami - jedna z nich może być ode mnie.

http://www.pcgamer.com/these-disappointed-no-mans-sky-players-are-turning-to-star-citizen/

Ludzie chcą w kosmos. Eksplorować nieznane, docierać tam, gdzie nikt nie dotarł. Skoro jeszcze nie mogą naprawdę... Z drugiej strony, gdyby taki Kolumb miał gry o odkrywaniu nowych lądów, czy popłynąłby naprawdę, czy może utknąłby przed monitorem?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-10 22:07:23
09.01.2017 18:37
-1
odpowiedz
<Rydygier>
13

W porównaniu z rówieśnikami późno dorwałem się do "własnego" PCta, będącego zarazem pierwszym kompem (Pegasusa nie liczę), już w liceum. Jeśli dobrze pamiętam, Cyrix 200 MHz 16MB RAM S3 Virge 4MB, Sound Blaster, HDD 2.1GB (BG2 wchodził na styk, zostawało miejsce na 5-6 sejwów), CD-ROM x24, monitor CRT 14". Był to jeden z najtańszych ówcześnie zestawów do kupienia, jakieś 2100 chyba. Win95 oryginalny dokupiony później (tak, w sklepie sprzedawali zestawy z piracką kopią OS na dysku, bez nośnika). Pierwsza własna gra - Steel Panthers 2.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-09 18:40:19
09.01.2017 15:00
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

O, to jest klawe i zapowiada się naprawdę nieźle, trzeba będzie oglądać kolejne. Poziomem wydaje się jak dotąd wyrastać ponad plemienne wojenki, to byłoby cenne, choć pytanie, ilu to, błędnie jak mniemam, odczyta na tym spłyconym poziomie. Media dlaczemuś oszczekują premierę nader głośno, niektóre faktycznie już spłycają pod swoją linię.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-09 15:00:55
08.01.2017 22:45
odpowiedz
<Rydygier>
13
7.5

Solidny kawałek Deus Ex. Znajomy klimat, znajomy typ fabuły, rozrywka na poziomie, acz szału nie ma.

Jak wygląda rozgrywka? Wystarczy sobie wyobrazić podrasowane pod wieloma względami HR.

Czy za krótka? Bo ja wiem. Główny wątek jakiś długi nie jest. Ale ja osobiście niedosytu nie czuję. Gra się skończyła akurat, kiedy zacząłem mieć już powoli dość, zatem adekwatnie moim zdaniem. Całość zajęła mi 67 godzin, z czego chyba większość poboczne, staranne obszwendywanie Pragi, wściubianie nosa w zaułki, obwąchiwanie zakamarków, odkrywanie sekretów. Grałem w stylu stealth, bez zabijania, na poziomie "chcę wyzwania". Zakończenie w sposób oczywisty sugeruje plany kontynuacji.

Wad wielkich nie ma.

Z mniejszych - cóż, ciut dłuższy i bardziej nowatorski wątek główny z drugiej strony nie zaszkodziłby - wraz z nieco wolniej nużącą rozgrywką.

Za swoistą wadę można uznać brak poważnych zmian in plus, jeśli ktoś tego by oczekiwał.

Zdarzają się drobne kiksy, np. sekwencja ogłuszania co większych przeciwników w ciasnych miejscach może "przerzucić" walczących kawałek dalej, czasem prosto pod ogień kolegów niemilca.

Są też pewne spłycające uproszczenia logiki gry, dla przykładu każdy policjant to sędzia Dredd, który bez wahania zabije gracza nawet za nieproporcjonalnie małe naruszenie prawa, na którym gracza nakryto. Pootwierane drzwi, zniknięci koledzy czy wyłączone zabezpieczenia nie alarmują strażników... Tego typu rzeczy - w grze do przełknięcia.

Długie czasy ładowania Pragi i podejrzanie duże wymagania sprzętowe sugerują większy od faktycznego rozmach wizualny, acz gra całkiem ładna, niczego jej nie brakuje. Tyle, że dość kameralna obszarowo w gruncie rzeczy.

Moja ocena - 7.5, z czego + 0.5 za sam klimat Deus Ex, który lubię. Wycena - (7.5)^2 x 2 = jakieś 110 PLN, 90 do stówy dla nie-fana Deus Ex.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-08 23:18:21
08.01.2017 14:49
1
<Rydygier>
13

Nic się samo nie zrobi, dev tak czy inaczej musi oskryptować te 'cegiełki' i mechanizmy nimi kierujące. Niemniej jest to bardziej 'naturalne', jeśli można tak to ująć, bo wydarzenia generują (symulują) się 'same'. Tylko to chciałem przez to powiedzieć :)

To jest jasne. Zgaduję po prostu, że w tym wypadku roboty jest znacznie mniej. O tyle mniej, że takie coś staje się realnie do wykonania na poziomie, który metodą pierwszą byłby nieosiągalny. W każdym razie tak domniemywam, nie jestem programistą.

Cóż. Obyśmy doczekali tego rodzaju sandboksów.

08.01.2017 11:38
<Rydygier>
13

Pewna znacząca różnica jednak istnieje między tymi metodami. W pierwszej - musimy skryptem "opowiedzieć" cały łańcuch, a właściwie wszystkie możliwe łańcuchy - tytaniczne objętościowo wobec ilości wariantów. Albo inaczej - musimy osobiście przewidzieć wszystkie możliwe konsekwencje danego działania, wszystkie warianty przebiegu zajść i ująć każdy z nich odrębnym kodem. Już dla zaledwie kilku zmiennych rzutujących na przebieg zdarzeń łatwo byłoby pogubić się w złożoności lub objętości czegoś takiego. A przecież tych zmiennych będzie o wiele więcej. To podejście sprawdza się tam, gdzie drzewko zdarzeń jest bardzo sztywne i proste, np. gdy tyczy się samej fabuły w erpegach z kilkoma możliwymi zakończeniami - takie drzewko jeszcze do ogarnięcia.

W drugiej metodzie - skryptujemy tylko proste "cegiełki", mechanizmy oraz reguły ich zazębiania się i pozwalamy by same, dynamicznie łączyły się w łańcuchy wedle zadanych reguł. Sami nie wiemy, jakie łańcuchy powstaną (zwłaszcza, jeśli włączymy w to element losowości), jedynie "ufamy" że wymodelowane mechanizmy i reguły dadzą wiarygodne rezultaty, skoro są odwzorowaniem mechanizmów świata rzeczywistego. Zatem tu z kolei cechą charakterystyczną jest to, że twórca ma tylko ogólną kontrolę nad tym, co może się stać. To też może być ambitne, najpewniej będzie, ale coś mi się zdaje że o wiele bardziej realne. To jak z automatem komórkowym czy fraktalem. Złożoność efektu jest znacznie wyższa od złożoność kodu/wzoru, który go generuje. Co innego, gdy to samo spróbujemy narysować "ręcznie", komendami piksel po pikselu. Tak mniej więcej widzę różnicę tutaj - w pierwszej predefiniowane muszą być całe ciągi zdarzeń w bardzo wielu wariantach, w drugiej - predefiniowane są tylko proste składowe i reguły ich współzależności, wzajemnych interakcji, warianty "dzieją się same". To, na marginesie, też pożądany skutek uboczny - świat nie kręci się wokół gracza w tym sensie, że gracz byłby jedyną siłą sprawczą prowokującą zmiany, która oddziałuje na status quo świata pozostającego w stagnacji, wykonującego tylko ruchy pozorne (vide Skyrim; quest poszukiwania księżniczki czy uratowania wioski przed głodem będzie czekał na inicjatywę gracza albo w nieskończoność, albo z limitem czasowym, ale tak, czy siak nikt inny palcem nie kiwnie, same niedorajdy biernie czekające na swój los). Poszczególne elementy świata nie bacząc na udział w nich gracza też współoddziałują na siebie wzajem, świat naprawdę "żyje własnym życiem".

jednak devom szkoda środków i sił na rozwijanie tego typu aspektów gry, jeśli nie wpływają one na naszą zabawę.

Tak, na pewno nie upierałbym się ładować takich mechanizmów do każdego rodzaju gry. Ale rozrywka w pewnym ich rodzaju mogłaby bardzo na tym skorzystać. Choćby wymieniony Skyrim - po mojemu kolejne Elder Scrolls powinny drążyć w tę stronę, w stworzenie dogłębnie modelowanego, bogatego w zazębione mechanizmy świata, w którym zadania emergentnie wynikają z jego dynamiki. Bo to sandboksowość żyjącego świata jest/powinna być siłą tej serii, nie jakaś ręcznie cyzelowana wypas fabuła a la Wiedźmin. Fabularnie ES chyba zawsze były mocno takie se. Pytanie, ilu jest graczy, których to kręci. Albo raczej - ilu jest świadomych tego, że to by ich kręciło, wiedzących, że tego chcą. Jeśli garstka - trud się nie zwróci. Chyba, że powstanie swoisty engine spójnego świata jako middleware, wpinany w grę rdzeń logiki, moduł-gotowiec. Silnik logiczny. Jednorazowy trud, który można potem daleko mniejszym kosztem wykorzystywać w całej serii gier. Tak się przecież robi - całe cykle gier banglają na jednym silniku.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-08 11:56:36
08.01.2017 09:14
<Rydygier>
13

Przy tym myślę, że dany efekt można osiągnąć przynajmniej na dwa sposoby, z których jeden wydaje mi się obiecujący, a drugi to według mnie ślepa uliczka. Od drugiego poczynając rozważmy przykład z karczmą:

1. Można próbować przewidzieć wszelkie możliwe akcje, jakie gracz mógłby chcieć podjąć wobec obiektu karczmy i oskryptować poszczególne łańcuchy ich konsekwencji od A do Z. Tzn. podchodząc do karczmy gracz otrzymuje "menu akcji" typu: wejdź, wespnij się na strzechę, oszczaj, podpal... Jeśli wybierze "podpal", rusza szereg skryptów, które powodują zmianę zachowania lokalsów, handlarza etc. Otóż to moim zdaniem ślepa uliczka bo dev błyskawicznie utknie w nieskończenie skomplikowanej sieci wzajemnych współzależności do oskryptowania (przecież w grze będą setki i tysiące obiektów interaktywnych, z założenia mających też na siebie wzajemny wpływ).

2. Ale można inaczej. Można, by tak rzec, zaufać rzeczywistości. Nie implementować całych łańcuchów przyczyn i skutków jako gotowców, zamiast tego w jakimś stopniu szczegółowości modelować mechanizmy rzeczywistego świata, które na siebie wzajemnie oddziałują i hajda, puścić rzecz na żywioł. I znów, przykład z karczmą: gracz może ją podpalić nie dlatego, że dev przewidział mu taką opcję i podpiął ją do budynku karczmy, a dlatego, że gracz trzyma w łapie płonący przedmiot, a karczma jest zbudowana z palnego materiału (obiekt otagowany jako palny). Zachowania lokalsów zmienią się zaś dlatego, że będą opisani w kodzie szeregiem parametrów (charakter, uzdolnienia, potrzeby, nastrój, ciut a la simsy) rzutujących na skłonność lub brak skłonności do pewnych postaw i czynności. I tak chłop X może mieć silny pociąg do alkoholu. By zaspokoić tę potrzebę zwykł był nawiedzać karczmę, bo tam najłatwiej pozyskuje alkohol (ale wpierw musi na niego zarobić x kasy, dlatego nie tkwi w karczmie cały dzień). Alkohol modyfikuje czasowo dane parametry zachowania. To zaś rzutuje na to, jak pijany chłop wpływa na nastrój pobliskich osób (żona). Rzutuje też na długość snu i skłonność do pracy rankiem dnia następnego (no, ale nie ma pracy, nie ma kasy i nie ma picia, więc układ nam się balansuje). Tymczasem handlarz rezydujący w mieście A pobiera stamtąd co miesiąc N zapasów i rusza w obchód okolicznych karczm. Obchód trwa tak długo, aż nie sprzeda wszystkiego lub obejdzie wszystkie karczmy. Zapotrzebowanie danej karczmy zależy od ilości nawiedzających ją osób (czyli im więcej w okolicy postaci ze skłonnością do picia tym większe zapotrzebowanie). To się przekłada na ilość karczm, jaką handlarz musi odwiedzić, nim wszystko sprzeda. Jedną karczmę spaliliśmy, co sprawiło, że od tej pory handlarz musi odwiedzić jedną nową (podobny efekt uzyskalibyśmy np. skutecznie przekonując lokalsów do abstynencji lub ich mordując). Tak zatem handlarz rusza w trasę, którą normalnie nie chodził. Ale od pewnego czasu kręci się przy niej banda rabusiów, która szuka miejscówki dającej zadowalający "zarobek". Jednak jeśli akurat nie natknie się na owych bandytów, handlarz dobije interesu w nowej karczmie. Tyle tylko, że ta karczma należała do zwyczajowego rewiru handlarza z miasta B, któremu właśnie zrobiono konkurencję i który w danej karczmie już nie sprzeda porcji swoich towarów, bo zaspokoiła już swoje zapotrzebowanie dzięki towarom handlarza z A. Handlarz z B musi więc poszukać innego miejsca zbytu. Etc.

W ten sposób gracz osiąga swoje cele oddziałując wedle własnej inwencji na zaimplementowane mechanizmy świata gry. Świadomie lub nie wywołuje nie oskryptowane, a dynamiczne ciągi przyczynowo-skutkowe, jak kręgi na wodzie (oddziaływanie z pozoru błahe może przy odpowiednim zbiegu okoliczności skutkować czymś znacznie poważniejszym, może też prędzej czy później którymś kolejnym skutkiem ugryźć gracza w zadek od strony, której nie przewidział). Mamy więc nie mniejszą złożoność bez konieczności przewidywania wszystkich możliwych ciągów przyczynowo-skutkowych, co uzyskaliśmy drogą parametryzacji cech obiektów i osób, definiowania potrzeb i AI ich zaspokajania oraz modelowania pewnych naturalnych mechanizmów świata, jak żądza zysku, pożar, szwendajace się półlosowo bandy rabusiów (a gra, cecha tych najlepiej zrobionych według mnie, może czasem zaskoczyć i swoich twórców). Jak głęboko chcemy wejść w to modelowanie i które aspekty modelować w ten sposób zależy od zasobów i chęci, resztę można zaklajstrować "rzutami kością" czyli losowanym prawdopodobieństwem wystąpienia (np. to, czy miejscowa władza wyśle pościg za podpalaczem może wynikać z jakiejś złożonej parametryzacji jej cech i potrzeb jedynie uzupełnianych losową szansą, a można jedynie rzucić kością z pewnym arbitralnym prawdopodobieństwem). Złudzeń nie ma, luki zawsze jakieś będą, ale i tak to niebo a ziemia.

Myślę, że bardzo wybiórczo i wąsko, ale jednak pewne stopnie złożoności modelują co lepsze strategie ekonomiczne. Wspomniałem o Deus Ex, bo ta gra, w formie szczątkowej ale jednak, też zawiera te elementy. Jeśli chcemy zneutralizować dwóch strażników wabiąc ich kolejno hałasem w miejsce, gdzie można ich ogłuszyć, musimy pamiętać, by umiejscowić ciało pierwszego tak, by drugi zwabiony go nie dojrzał, inaczej onże drugi dynamicznie, nie za sprawą liniowego skryptu dostrzeże ciało i zmieni swoje zachowanie niwecząc nasz plan. Tego typu myki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-08 09:48:17
07.01.2017 23:32
odpowiedz
8 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Interesujące.

Jeszcze jednego rodzaju głębi łaknę. Głębi interakcji i reakcji świata gry na moje poczynania. Jeśli, przykładowo, w nowym Deus Ex bezczelnie obrabiam bank zostawiając wszędzie pootwierane drzwi, powyłączane kamery itp. A żaden ze strażników nie jest tym faktem zaalarmowany, jak również nie alarmuje go nagły brak kolegi w dyżurce, z którym gadał przed minutą (kolega leży ogłuszony w schowku na miotły) - brak tutaj tego rodzaju głębi: jeżeli moje poczynania nie wywołują spodziewanego łańcucha przyczynowo-skutkowego, jeśli świat gry nie reaguje na nie tak, jak powinien. Albo gdy wręcz nie mogę zrobić czy powiedzieć czegoś, co logicznie powinno być możliwe i znaczące. Jeśli, dla przykładu, w jakimś erpegu fantasy udam się do wioski i spalę lokalną karczmę (nie w toku liniowego łańcucha fabuły, a ot, tak, w ramach symulacji), chciałbym potem widzieć miejscowych narzekających na brak możliwości napicia się. Ale też wstających do pracy wcześniej i dla odmiany bez kaca. I ich bardziej zadowolone żony. Rozczarowanego handlarza, który jak co miesiąc przybywa do wioski z zapasami dla karczmy, a który tym razem nie ma ich tu komu sprzedać... Ale dzięki temu może być skłonny sprzedać je gdzie indziej. Tyle, że po drodze do gdzie indziej akurat chwilowo koczują bandyci... Tymczasem lokalna władza wysyła ludzi, by wytropili podpalacza, ale ponieważ są przekupni, a ja właśnie złupiłem obóz bandytów, którzy wcześniej złupili handlarza... Itd, itp.

Właściwe... czy istnieje w ogóle gra posiadająca tego rodzaju głębię? Bo z pewnością trywialna do osiągnięcia nie jest.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-07 23:36:50
07.01.2017 20:04
<Rydygier>
13

Po prawdzie, gdybym miał zapełnić podium najlepszymi dla mnie cRPGami (tu i teraz, więc stare, wielkie klasyki odpadają, bo przeżycia, jakie dawały, już nie wrócą), to miałbym kłopot. Oczywiście moje, równie subiektywne pojęcie, co wzorcowy cerpeg powinien posiadać w jakich proporcjach, może się różnić od Twojego, zresztą zamiast definiować zbiór cech i odhaczać tytuły wolę wyróżniać te, które de facto dały mi najwięcej frajdy, bo to jest cel, a nie spełnić jakąś arnbitralną normę. I to wcale nie muszą być te "najerpegowsze" erpegi.

Nic zaskakującego tu nie powiem, niewątpliwie na dziś największe wrażenie robi na mnie Wiesiek Trzeci - w ciągu ostatnich dwu lat ukończyłem grę aż dwukrotnie! I to z dużą przyjemnością. Jak na mnie - rzecz niebywała. Zatem mimo wad - miejsce pierwsze. PoE to całościowo nuda dla mnie się okazała, od początku do końca. Tyranny rozczarowało. Divinity: OS - kicha, odrzuciło mnie. Mass Effect by się nadało na podium z podobnych względów, co wiesiek, ale czy to w ogóle erpeg? Skyrim - nudne na dłuższą metę, nie porusza. No mówię, trudno mi teraz nawet trzymiejscowe podium zapełnić, chyba że poszczególne części wieśka poustawiam, może i tak byłoby najlepiej. A może pierwsze Dragon Age? Ale to raczej solidny przeciętniak. Starocie już nie cieszą, jak kiedyś, odbiłem się i od Tormenta i od Falloutów i od BG2, choć dobrnąłem do połowy dodatku niemal...

07.01.2017 17:07
odpowiedz
<Rydygier>
13

Ciekawe, nie wiedziałem, że się je o to oskarża. Pewnie dlatego, że jestem kompletnie poza tematem (i bardzo dobrze, jak tak się przyglądam...).

Gwoli ścisłości - z przedstawionej argumentacji wynika, że za takimi grami nie kryje się antychrześcijańska intencja. To, czy sama gra jest w efekcie antychrześcijańska (intencjonalnie lub nie), to rzecz odrębna. Samo też pojęcie "antychrześcijański" jest wieloznaczne. Na gruncie przesłania, jeśli siłą pozytywną jest w grze piekło, a negatywną - niebo, to mamy do czynienia z czymś w sposób oczywisty bardzo ściśle antychrześcijańskim, ewentualnie faktycznie szkodliwym z punktu widzenia chrześcijanina, co nie znaczy, że powstało jako czyjś sprzeciw wobec chrześcijaństwa czy celowy atak.

PS: Autorze, ćwicz (dalej) staranną artykulację. Znam ten problem z autopsji.

07.01.2017 17:06
<Rydygier>
13

Rewelacyjny, znakomity, świetny, najlepszy - to nie są obiektywne, mierzalne kryteria, a opis subiektywnych odczuć. To znaczy, że pisząc "najlepsze" masz na myśli "najlepsze dla mnie". I wówczas OK. Ale na forum, gdzie sporo osób jest tak przeczulonych, że wyrażenie własnych upodobań z automatu traktują jak agresję i atak na ich gust (częste u bardzo młodych), podobne niedomówienia to niepotrzebne zarzewie sporów.

Nawiasem, subiektywna jest nie tylko ocena danych cech, ale ich dobór i priorytetyzacja. Jednemu ważniejszy ten aspekt, a tamten "za jedno", drugi nie może się obyć bez tamtego, a olewa, jak gra wypada pod względem owym.

Grałem w przynajmniej dwie z wymienionych gier (nie pamiętam, czy w M&M VII też). Vampire - swego czasu robiła duże wrażenie, po latach nadal gra się przyjemnie, ale wizualnie to już zupełnie nie to i ogólne wrażenia znacznie bardziej stonowane. W M&M 6 grałem dawno temu i choć wciągnęła na dłużej, to trzeba przyznać, że już wtedy wydała mi się wyjątkowo szpetna, nie mówiąc o ogólnej formule rozgrywki, która bardzo mnie razi i przeszkadza.

Żadnej z nich nie umieściłbym na podium, a tylko Vampire - w czołówce klasyków nie tyle najlepszych AD 2017, co dających mi najwięcej frajdy w czasach ich premiery.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-07 17:23:21
07.01.2017 12:49
1
<Rydygier>
13

Są wciąż najlepsze

Jak komu. Czy aby nie popełniasz bardzo tu częstego błędu obiektywizacji własnych upodobań? Według jakich kryteriów ustalasz, które są najlepsze i czemu właśnie według tych?

07.01.2017 12:36
<Rydygier>
13

Hed że tak rzewnie opowiadając o produkcjach japońskich dajesz do zrozumienia, że Ci którym te się nie podobają są jakimś gorszym sortem gracza

Przecież nie daje.

Rzeczywiście tu i ówdzie zawiewa kompleksami, ale nie w materiale. Osobliwe, pouczające.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-07 12:37:09
07.01.2017 09:42
-1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Z gier zeszłorocznych, które mi się choć trochę podobały i choć na trochę dłużej przykuły uwagę (bo to już dużo), wymieniłbym Stellaris, HOI 4, TW: Warhammer, Deus Ex: MD. Chyba tyle. XCOM2 jednak nie, choć pod wieloma względami świetny, z przyczyn nieczęstych a fundamentalnych (design/balans zasad gry/rozgrywki) jednak na minus. Być może kiedyś dołączy do nich NMS, gdy już ją ukończą, ale po prawdzie to odmawiam uznania jej "premiery" za faktyczną premierę, więc nie bardzo się kwalifikuje na zeszłoroczną. Na dziś to obiecujący early access.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-07 09:46:03
06.01.2017 20:49
odpowiedz
<Rydygier>
13

Helium Vola - Selig

https://youtu.be/Fq_YVbWo_48

Helium Vola - Saber d'amor

https://youtu.be/DfDcTTBhudo

Qntal - Entre Moi at Mon Amin

https://youtu.be/ADXosHiSKQI

Qntal - Lingua Mendax

https://youtu.be/xjqTa5sAf9I

Faun - Von den Elben

https://youtu.be/0XN3dEEdXoc

06.01.2017 18:42
2
<Rydygier>
13

Tak bym tego nie odczytywał (i zaskoczyła mnie zupełnie Twoja interpretacja materiału, tak po prawdzie, do głowy by mi nie przyszło tak tego odebrać). Jest to po prostu dość ciekawe zjawisko, pochodna kulturowej specyfiki, że pewne gry, hity za granicą, tu się nie przebijają. Nie chodzi o kompleksy, a o swoistość. Podłoże, jak wykazano, bywa różne. To ciekawe, dlaczego mianowicie tak się dzieje, jaki czynnik rzutuje... Albo na odwyrtkę: dlaczego pewne dziwotwory są w pewnych krajach hitami (dla przykładu nie trawię anime, to kuriozum jakieś, ale ciekaw jestem, skąd to się bierze Japończykom, że anime tworzą i lubią). Zapewne analogiczne listy można by stworzyć dla innych krajów.

Temat jak najbardziej sensowny i kulturoznawczo interesujący. Można w ten sposób lepiej poznawać kulturę własną i kultury odmienne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-06 18:43:03
05.01.2017 21:26
-2
odpowiedz
<Rydygier>
13

Że coś tam drgnęło to nie dziwne. Ale nie kopło (jeszcze) Francji w laicki zadek tak, żeby się obudziła z tych swoich majaków. Długa droga z powrotem, zapewne nie krótsza, niż ich droga do przeświętej laickości wdrukowanej im w mózgi, ale oby w ogóle.

05.01.2017 11:13
odpowiedz
<Rydygier>
13

ME to jedna z moich ulubionych serii. Dla mnie prywatnie i osobiście, jeśli mogłaby się bez czegoś obejść (poza "homo-agit-prop" wstawkami), to bez elementów akcji, tzn. tych, gdzie kluczowe są refleks, koordynacja i zręczność. Te elementy zawsze były, najwyraźniej będzie ich nie mniej albo i więcej. W poprzednich częściach jednak nie przeszkadzały cieszyć się resztą. Oby i tu tak było.

04.01.2017 09:34
odpowiedz
<Rydygier>
13

Czyli powtarza się schemat z ostatnich paru lat. Biały syf wali z nieba od przed ósmej, właśnie chwilowo osłabł, jeszcze mrozu nie ma, to się nadtopi i dopiero wtedy mróz ściśnie. Oby nie na długo, taka pogoda szkodzi kieszeni i zdrowiu (przeziębienia, złamania) a niektórych zabija. Ja się pewnie tradycyjnie znowu przeziębię (zwłaszcza, że ostatnio w listopadzie, więc i tak długo już jestem "zdrowy"), bo akurat trzeba będzie dzień po dniu po parę kilometrów brnąć przez to.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-04 09:34:40
03.01.2017 11:51
-1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Czyli znowuż nic. Cóż, gdyby gry warte uwagi trafiały się co miesiąc, szybko by spowszedniały i przestałyby zwracać uwagę. A może to właśnie się stało - nadmiar dobrobytu - i moja poprzeczka powędrowała w górę.

02.01.2017 19:25
odpowiedz
<Rydygier>
13

Wakacje jak wakacje. Kiedyś miałem przelotny koncept, czy aby nie zamieszkać na stałe na Maderze. Z przyczyn klimatycznych - pomysł odżywa co zimę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-02 19:26:08
02.01.2017 11:06
-2
odpowiedz
<Rydygier>
13

Arma 3 wysoko. Dobrze, słusznie, adekwatnie.

01.01.2017 15:41
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

W życiu kaca nie miałem i oby tak pozostało. Praktykuję trzeźwość, gorąco polecam. A zatokowcom współczuję, sam całe życie mam z nimi cykliczne problemy - rodzinne predyspozycje.

01.01.2017 09:45
<Rydygier>
13

Choinka to współcześnie tradycja chrześcijańska wywodząca się z tradycji ludowych i zapewne przedchrześcijańskich. Obecnie, mam wrażenie, ludzie traktują ją jak tradycyjną ozdobę i zapewne nieczęsto myślą o niej jak o symbolu czegokolwiek. Jeśli stoją w kościołach, to z uwagi na tradycję oraz przydaną im chrześcijańską symbolikę. W adaptacji symboli, tradycji, czy świąt poprzez nadawanie im nowych znaczeń i treści nie ma hipokryzji, jest za to pewna roztropność.

Nie ma też nic niezwykłego w tym, że znaczenie symboli jest zmienne i bywa wielorakie. Pentagram to dobry przykład. Dziś to m. in. symbol okultystyczny lub, odwrócony, satanistyczny,czyli nic dobrego. W starożytności znaczył co innego, a swego czasu i chrześcijanie używali go jako symbolu pięciu ran Chrystusa. Symbol jest tym, za co się go w danym czasie i miejscu uważa. Vide też historia znaczeń takich symboli, jak: swastyka, krzyż celtycki, krzyż odwrócony, pacyfka itp. itd. etc.

01.01.2017 09:12
odpowiedz
<Rydygier>
13

Z mniejszym bądź większym dystansem, nie bez obaw:

Torment, Kingdom Come, Andromeda, może Take On Mars, choć mam już w ee... Niektóre inne raczej obserwuję by nie przegapić ewentualnego miłego zaskoczenia, niż czekam. Mount and Blade 2, może też Vampyr, może nawet ten cały Ghost Recon, a może jednak nie, zważywszy na poprzednie produkcje studia, nie jestem pewien.

31.12.2016 12:14
<Rydygier>
13

Owszem, ale z przyzwyczajenia już nie aż tak. Nawet nie wspominam o tym, bo prawie nie ma SF bez dźwięków w próżni, nie mówiąc o fantasy czy kosmicznych baśniach pokroju SW, gdzie ta poprzeczka wisi znacznie niżej. Przywykło się. Za to wyjątek jakiś na tym tle tym mocniej zaskakiwałby in plus.

To jest rozrywka

Rozrywka jest dla mnie lepsza, gdy pewna doza realizmu zachowana (wiarygodność świata przedstawionego ma znaczenie, nawet w fantasy). W mienionej scenie nie czułem mocy, a lekki niesmak, takie wewnętrzne "tja, yhy, jasne". Tu akurat aspekt fizyczny nie jest jakimś ornamentem bez znaczenia, a kluczowym elementem sceny istotnej dla przebiegu fabuły - jeśli to nie bangla fizycznie, cały "pomysł" o kant de sobie można i fabuła się niniejszym sypie.

Jednak w tym wypadku to i tak marna rozrywka się okazała, więc nie ma o czym mówić.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-31 12:45:10
31.12.2016 09:41
-1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Ogólnie średniawe, fabularnie/aktorsko płaskie, schematyczne i nudne, rzemieślniczo przyzwoite kosmiczne "fątasie". W związku z tym faktycznie bodaj najlepsze SW, jakie widziałem (a i tak szkoda czasu). Chyba pierwsze SW, którego target wiekowy to nie 12-14 lat (nie do pojęcia dla mnie, dlaczemu takie rzesze dorosłych ludzi, w tym paru mi znanych a niegłupich, tym się tak jara). Oraz pierwszy film w 3D, jaki widziałem. I do tego się nadaje dla niefana SW. Żeby sobie podziwiać efekty specjalne w 3D.

Kapitalna scena korwetą i 2 SD!!!

Czy to się fizycznie biorąc trzymało kupy w ogóle? Mam silną obawę, że zupełnie nie. Skąd się wzięła energia powodująca tak niszczącą kolizję? Nie z ciągu malutkiej korwety ewidentnie (było pokazane, jak nikły efekt wywiera). Ani nie ze zderzenia obu okrętów - skoro leciały w szyku, z tymi samymi wektorami, wzajemna prędkość praktycznie 0. Jedyna, malutka różnica tutaj to wpływ ciągu korwety. Ale może jakiś fizyk objaśni, że owszem, znawcą nie jestem. Logicznie nijak się kupy nie trzymało - okręt miał mnóstwo czasu, by skompensować i uniknąć kolizji. I który bałwan w kosmosie leciałby tak niemożebnie blisko drugiego bałwana. No, ale filmy SW to bajki w kosmosie, być może nie na miejscu jest oczekiwać tego rodzaju realizmu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-31 12:15:00
29.12.2016 15:08
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
13

Tym, którym zapłacisz - owszem, i to zapewne bardzo. Ty będziesz 40 PLN w plecy, żeby sobie być może trochę skuteczniej postrzelać. Tylko co z tego. Całe gry bywają tańsze. Warto dawać się tak skubać?

28.12.2016 11:25
odpowiedz
<Rydygier>
13

Gdy już znudziły mi się sanki i lepienie bałwana odkryłem, że zima, zwłaszcza śnieżna, jest męcząca, szkodliwa dla zdrowia i upierdliwa. Potem odkryłem, że jest również kosztowna a dla niektórych - zabójcza. Bardzo się cieszę z możliwie ciepłych, bezśnieżnych zim. Jeszcze kilka lat temu, pamiętam, była taka, że śnieg leżał bodaj od listopada do maja, dopiero potem nastał schemat obecny, z wichurą na przełomie roku, paroma tygodniami mrozu w styczniu i około zera poza tym. W mojej okolicy owady plagą nie są, acz potrafią się pokazać i przy +3, mutanty jakieś.

W ogóle ekstrema są złe - i mrozy i upały.

27.12.2016 12:09
3
<Rydygier>
13

Dokładnie tak.

Jak pisałem, niełatwo mi wyjaśnić, czemu tak jest, ale jest.

Być może rzecz w tym, że ręczne sejwy są z założenia POZA tym, w co się zanurzam. Tzn. wynurzam się, sejwuję, zanurzam się z powrotem i git, nie wybija mnie to jakoś, mózg na czas sejwa otwiera sobie nawias. Checkpointy itp. są zintegrowane z tym, w co próbuję się zanurzyć. I uwierają tam, stanowią ciało obce, skazę zniekształcającą świat przedstawiony, a ponadto wprowadzają sztuczny podział na odcinki/obszary. Wówczas grając myślę w ich kategoriach - od-do, doświadczenie świata przedstawionego traci płynność i naturalną spójność a ja zamiast zająć się nim, obmyślam, jak i kiedy zapisać stan gry i stresuję się, żeby nie stracić postępu, jaki osiągnąłem od ostatniego zapisu. Zatem powodując postacią w świecie gry i planując jej działania myślę o czymś spoza tego świata, a to z definicji przeczy imersji. Rozpraszają, skupiają na sobie uwagę i wymuszają czynności (jak częste powroty do bazy/ogniska etc.), których nie musiałbym podejmować, gdybym dysponował systemem zapisu ręcznego, poza światem gry i które w ramach logiki tego świata nie mają uzasadnienia - są tam irracjonalne, a zatem znowu - zaburzają imersję. Chyba jakoś tak.

Zresztą, o jakiej imersji w ogóle może być mowa, gdy po raz n-ty, już z pianą na ustach, podchodzę do tego samego etapu? Qpa, nie imersja.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-27 12:33:04
26.12.2016 23:32
3
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Nic nie stoi na przeszkodzie, by na starcie można sobie było wybrać preferowany system zapisu.

Ja w grze chcę mieć swobodę zapisu w dowolnym momencie w dowolnej ilości nowych slotów. Kropka. Kiedyś to był standard i oczywistość. Potem zaczęto robić różne zbrodnicze eksperymenty. Checkpointy nie dają mi najmniejszej satysfakcji z ich osiągnięcia. Zero. Null. Za to n-te nie dotarcie do checkpointa to oczywiste źródło frustracji - to jedyna emocja tutaj. Nie po to gram, żeby się frustrować.

W dodatku w niejasny sposób checkpointy zaburzają mi imersję. Coś jakby dzielą mi w głowie albo świat na sztuczne segmenty "from checkpoint to checkpoint" albo analogicznie dzielą rozgrywkę na osi czasu. Trudno to opisać, ale zgrzyta mi to, gdy próbuję się wczuć.

Kolejna wkurzająca rzecz to zapisy "niedoskonałe" - gdy sytuacja po wczytaniu nie jest identyczna co do joty z tą przy zapisie. Jakiś dynamicznie spawnowany element znika, gracz ląduje nie tam, gdzie zapisywał... Dla mnie to porażka devów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-26 23:38:41
24.12.2016 12:55
<Rydygier>
13

Grałem, acz bardzo dawno temu i nie pamiętam. No nic, wziąłem i zobaczymy. Fabułę pierwszego DE jakoś sobie odświeżę.

23.12.2016 21:34
-1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Tak, po tej zadymie musiałem ręcznie spod "trzech króli" usuwać steamowe procesy w tle, by dało się go odpalić.

Ciekawa rzecz - gdy jeszcze działał, rozpocząłem ściąganie/instalkę jednej gry. Potem padł, widniało "brak połączenia", a grę zasysało bez problemu prawie do końca. Dopiero niemal na sam koniec stanęło ("wstrzymane") a gdy spróbowałem wznowić, postęp się wyzerował. Gdy Steam ruszył znów - wszystko, co ściągnęło, było jednak na miejscu.

Dawnemi laty unikałem gier steamowych (wówczas daleko nie każda była na Steamie) właśnie obawiając się, że lada rok Steam może wziąć, plasnąć na ćwiarz, splajtować i zniknąć, a ja stracę swoje gry. No i neta miałem znacznie bardziej dupnego. Teraz ryzyko zniknięcia Steama, zwłaszcza nagłego, jest nikłe, a gdyby nawet, jakoś mi to prawie rybka. Tylko z uwagi na jedną czy dwie gry byłoby mi naprawdę szkoda.

23.12.2016 09:37
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Można czas Świąt zmarnować, można dobrze wykorzystać. Wszystko wolno, nie wszystko przynosi korzyść.

Szczerze, co do mnie, gdybym żył całkiem sam sobie, lub gdyby wszystko zależało wyłącznie od mojej inicjatywy, pewnie bym się ostro stoczył w świąteczny minimalizm jeśli chodzi o tradycje, choć byłoby żal. Tymczasem faktycznie wiele tu zależy od rodziny. Czy się ma własną i chce się wzmóc na wysiłek dla niej lub też czy się należy do takiej, w której ta tradycja żyje. U nas te tradycje żyją jeszcze i mają się dobrze, rodzina się wzajem nawiedza, u nas też zawsze jacyś goście. Nie wiem, jak z tym będzie, gdy następne pokolenie przejmie pałeczkę.

22.12.2016 19:40
odpowiedz
<Rydygier>
13

"The Steam Store is experiencing some heavy load right now. Please try again later."

Tymczasem na przykład:

https://store.bistudio.com/products/arma3-apex-edition

Arma 3 + wszystkie DLC + APEX za 30 euro.

https://store.bistudio.com/products/arma3

Arma 3 z bonusami 17,50 euro.

https://store.bistudio.com/products/take-on-mars

Take On Mars za 14 euro. Jeszcze early access, ale już na finiszu, ponoć zawiera całość planowanego mięcha.

22.12.2016 16:28
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Też jakoś na nic już szczególnego chyba nie dybię. Dopiero w przyszłym roku ma być parę ciekawych premier. Do 19-tej (a może przedłużą na całą wyprzedaż?) co prawda do 16,5 euro obniżyli cenę DE: Mankind Divided, ale po prawdzie nawet tyle nie chcę wysupływać po lekturze recenzji i opinii graczy i moich własnych odczuciach odnośnie części poprzedniej. Nie wiem, czy na dziś jakakolwiek wyprzedaż ma szansę mnie czymś kuszącym zaskoczyć.

22.12.2016 15:31
<Rydygier>
13

Owszem. W każdym jednak przypadku przyrodzonego aktu poznawczego na którymś etapie jakieś dane (mogą to być proste, bezpośrednie obserwacje przyrody, ale też np. wskazania instrumentów czy wynik obliczeń na ekranie) via zmysły lądują w mózgu, który je przetwarza.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 15:33:13
22.12.2016 15:02
1
<Rydygier>
13

Trzeba przy tym pokreślić, że relaks/odpoczynek nie jest stratą czasu. Człowiek tego potrzebuje. Każda czynność przy tym, również gry, to trening - określonych funkcji mózgu i/lub ciała. Stratą czasu byłby nadmiar odpoczynku lub odpoczynek nie w porę. Ale też czas poświęcony na bezpożyteczną pracę lub pracę nie w porę (nieefektywną, gdy organizm już zbyt zmęczony).

22.12.2016 14:56
<Rydygier>
13

No właśnie, pokazówa przed sąsiadami

No właśnie zupełnie nie. Co nie znaczy, że nie bywa do tego używana. Niestety, bywa.

Ty piszesz zbawcza pomoc, ja piszę sztuka dla sztuki.

Tak, i dlatego wszedłem w polemikę - twierdzisz coś innego niż ja i moim zdaniem jesteś w błędzie. Błąd wykazałem, jak sądzę: jeśli jej celem jest zbawcza pomoc dla ludzi (a jest - taki jest jej zamierzony cel), to nie jest sztuką dla sztuki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 15:03:57
22.12.2016 14:15
<Rydygier>
13

Nie wiem co prawda, jak jest w innych religiach zbudowanych wokół wiary w Boga który jest istotą wszechmocną i wszechwiedzącą, ale przypadek katolicyzmu wykazuje, że to nie wynika. Popełniasz błąd zakładając, że religia miałaby służyć Bogu, np. by Go informować o sile mojej wiary. Owszem, skoro Bóg jest bytem doskonałym, niczego nie można mu dodać ani ująć, w tym żadnej wiedzy, której by już nie posiadał. Niczego nie potrzebuje. Ani Kościoła, ani ludzi, ani religii (liturgii, modlitw, rytów, świątyń...). Dlatego też religia, przynajmniej katolicka, nie istnieje po to, by zaspokajać jakąś potrzebę Boga. Ona, jako pewna widzialna forma dla wiary, istnieje z uwagi na to, że potrzebują jej, takiej widzialnej formy, ludzie. To ich dobru (zbawieniu) służy religia, nie dobru czy wiedzy Boga.

Dla przykładu sakrament małżeństwa nie służy do tego, by powiadamiać Boga o miłości dwojga ludzi (absurdalny pomysł zwłaszcza, że wszelka miłość pochodzi od Boga właśnie). Istnieje jako potrzebna temu dwojgu pomoc, by w miłości wytrwać i ją umacniać, rozwijać. I to od tego sakramentu może zależeć, czy małżonkowie wytrwają w miłości - jak każdy sakrament stanowi źródło gwarantowanych łask. Nie musi, boś zawsze wolny się wypiąć na wszelkie pomoce i łaski.

Nie jest więc religia sztuką dla sztuki, bo jest zbawczą pomocą dla ludzi. Cbdu, czy coś się nie zgadza?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 14:23:53
22.12.2016 13:55
-1
<Rydygier>
13

W porządku, chyba jasne. Skromny offtop raczej nie szkodzi. Zatem racjonalizm to wiara w miarodajność rzetelnej analizy naukowej, czyli inaczej mówiąc, światopogląd oparty o założenie a priori, że umysł i zmysły (narzędzia analizy naukowej) są w stanie ogarnąć/poznać wszystko, co istnieje, w tym wypadku za pomocą analizy naukowej, bo nie uznaje się w jego ramach za istniejące nic, co rozumowi czy zmysłom wymykałoby się. W sumie OK - można to nazwać racjonalizmem z tym zastrzeżeniem, że założenie a priori z definicji aprioryczności nie posiada racjonalnych podstaw (nie jest wykazywana jego prawdziwość, jest przyjęte "bo tak", bo i faktycznie coś zawsze trzeba przyjąć a priori). W skrócie tak ujęty racjonalizm definiuję jako wiarę w omnikognicję ludzkiego aparatu poznawczego. To faktycznie nie jest tożsame ze ściśle pojętym ateizmem, acz doń prowadzi.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 15:11:03
22.12.2016 12:47
-1
<Rydygier>
13

Rozumiem.

Definicje ateizmu są różne, ale przyjąwszy wąską faktycznie wyodrębnia nam się osobny byt. Proponuję pochylić się nad nim, może coś ciekawego się okaże.

Nazywasz go racjonalizmem i definiujesz tak:

Racjonalizm to (w uproszczeniu) pogląd na rzeczywistość zakładający, że należy się kierować faktami.

Nim pójdziemy dalej, potrzebne uściślenie: jak byś zdefiniował pojęcie faktu?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 12:47:37
22.12.2016 12:33
-1
<Rydygier>
13

Racjonalizm to termin wieloznaczny, dobrze byłoby rozwinąć stosowane tu rozumienie tego pojęcia. Następnie, dla jasności, dobrze byłoby uzasadnić, dlaczego Racjonalizm =/= ateizm oraz wykazać, dlaczego tak pojęty Racjonalizm > ateizm.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 12:34:33
22.12.2016 11:48
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Gdy nie miałem kompa dawno temu - książki i okazyjnie filmy oraz strategiczne gry planszowe. Odkąd mam kompa - głównie gry, następnie gry i internet, potem, do dziś internet (fora dyskusyjne) i gry, okazyjnie filmy. Jako, że gry już się niestety najwyraźniej przejadły i prawie żadna już nie wciąga, jak kiedyś nieomal każda, a nic lepszego nadal nie widać, sam mam zgryz narastający, co robić z wolnym czasem. Swego czasu odskocznią stał się modding - ogólniej kreatywność, przejście z odbioru na nadawanie. A teraz coraz poważniej rozważam projektowanie własnych gier, skoro granie w cudze już nie rajcuje. Obecna praca zbyt przypomina modding, który uprawiałem, bym nadal mógł go używać jako zapełniacz wolnego czasu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 11:49:00
22.12.2016 11:14
-1
<Rydygier>
13

Tak mniemasz? Dziwnie naiwne mniemanie.

22.12.2016 11:07
-2
<Rydygier>
13

Poważnie? Właśnie dlatego? Ateiści? Co najwyżej jacyś egzotyczni neopoganie mogliby mieć akurat ten powód.

Raczej dlatego, że i tak wolne, prezenty, ciasto, Kevin w TV, słowem pretekst, by się wybyczyć i hołdować własnemu kałdunowi. Poza tym i ateista może czuć psychologiczną potrzebę praktykowania tradycji, nie tylko tym świeckich.

Tyle, że obecnie większość tych, których nazywa się ateistami, to w istocie rozlaźli agnostycy czy wręcz zobojętniali vel indyferentni a nawet trafiają do tego wora prozaiczni antyklerykałowie. Ateista to twardy heros wiary w nieistnienie Boga i bogów. W absolutną zdolność do zmysłowego i rozumowego poznania wszystkiego, co istnieje (odmiana dominująca, materialistyczna). Obstawiam, że niewielu takich w obecnych czasach.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 11:12:41
22.12.2016 10:49
odpowiedz
<Rydygier>
13

Gwiazdor to nie Dziadek Mróz, tylko jeden z kolędników - ten z gwiazdą. Nie wiem jednak, skąd taka tradycja, by nosił prezenty.

U nas w domu Mikołaj. Ten święty biskup, nie olbrzymi krasnoludek o nosie alkoholika i z chorobliwą nadwagą by Coca Cola. Teoretycznie tu, gdzie mieszkam (Kaszuby), Gwiazdor miałby występować, ale my nietutejsi, napływowi. Któren obowiązuje aktualnie u tutejszych - nie wiem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 10:53:31
20.12.2016 19:29
2
<Rydygier>
13

Zgaduję, że wersja anglogłośna będzie dostępna. Technicznie to nie problem i to już chyba nie te czasy, gdy grę lokalizowano w danym języku, by za daną cenę nie kupowano w innych krajach, gdzie wydana drożej. A niemal na pewno powinna być do dostania anglojęzyczna wersja cyfrowa.

Inna rzecz, że moim zdaniem oryginalne głosy wcale nie zawsze są lepsze. Różnie z tym bywało. Tak jak nigdy w życiu nie zamieniłbym kultowego, oryginalnego głosu fem-Shep w Mass Effectach, tak w przypadku Tormenta wolałem polonizację, choć i głosy oryginalne zostały wysoko ocenione. Podobnie z BG2. Ale, różni mają różne preferencje w tej materii.

Zakazany? Veto. Liberum. Nie zniżajmy się do absolutyzacji własnych gustów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-20 19:32:28
20.12.2016 19:20
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Obiecujące, nie powiem. Fronczewski był świetnym narratorem w BG2, tu też wydaje się brzmieć ekstra. Nadal nie wiem, czy polska wersja dorówna staremu Tormentowi, nie jest to wykluczone, ale przecież wystarczy, jeśli się zbliży do tego poziomu i już będzie świetnie. Zauważyłem, że, zwłaszcza ostatnimi laty, jakość voiceactingu ma u mnie mocno decydujący wpływ na imersję i ogólny odbiór gier. Głos przenosi przekonujące emocje... albo nie. A akurat w tego typu grach wolę gwiazdorski polski dubbing (zupełnie inaczej niż np. w filmach).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-20 19:22:15
20.12.2016 19:04
3
<Rydygier>
13

Wyjaśniam, czemu głosowano na wersję HD. To jedyna wersja AoE II na Steamie. Jeśli ktoś chciał uhonorować oryginalne AoE II i tak musiał głosować na HD. I zapewne wielu tak właśnie zrobiło (ja bym tak zrobił, gdyby AoE II było moim typem).

Ogólnie nominacje to rozczarowanie, ale też nie powód, by się emocjonować. Każdy ma swój gust i swoje rozumienie pojęć typu "przejść próbę czasu". Ja dla przykładu, choć gram od lat 90-tych, w tej kategorii wybrałem tytuł wydany po 2010. Bo najlepiej spełniał kryterium kategorii (wedle jej opisu) w moim przypadku. I tyle. Chodziło bodaj o grę, w którą gram do dziś i która się nie starzeje jeśli chodzi o fajność, choć nowsze poszły już w odstawkę. Nie o grę stricte starą.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-20 19:10:42
20.12.2016 18:35
<Rydygier>
13

Age of Empire II HD sayyyywhat?

Można było głosować jedynie na tytuły obecne na Steam.

20.12.2016 17:16
odpowiedz
<Rydygier>
13

Problemem było to, że na dany tytuł można było oddać głos tylko w jednej kategorii, więc być może głosy na niektóre ciekawe gry rozmyły się podzielone między kategorie. Cóż. Gier, które chciałbym tu ujrzeć, poza dwoma pewniakami, nie ma, więc etam. Dodatkowe kategorie też mało porywające, więc etam^2.

20.12.2016 14:35
odpowiedz
<Rydygier>
13

Poczekamy, zobaczymy. A może zwłaszcza - usłyszymy. Muzyka w trailerze ogólnie nawiązuje, ale... No nic, przekonamy się.

18.12.2016 12:47
<Rydygier>
13

ktoś się zamachnie może

A propos:

https://youtu.be/c3_1sCUuuqc

Na razie tylko przymiarki na niby, ale i to jest obrzydliwe - celowe i kłamliwe podżeganie i szczucie Polaków. Natomiast doskonale wpisuje się w to, czym KOD, cały ten szum w swej istocie jest, czym jest podszyty, co za tym stoi, a co nie. I doskonale ilustruje, skąd moja taka nie inna opinia o tym narzędziu. Pozostaje mieć nadzieję, że ostatecznie Polacy en masse nie ulegną tej natężonej operacji trwającej od roku na szerokim froncie medialno-politycznym, choć wielu z nich uległo i ulega. Można się zżymać, że jak do wyborów TVP była tubą propagandową PO (ich serwisy z grudnia zeszłego roku sprawiły, że moja fatalna opinia o PO i okolicach jeszcze się pogorszyła, zresztą pogarsza się nieustannie), tak stała się tubą PiS, ale to i tak zmiana na lepsze, jakaś symetria jest przynajmniej w nierzetelności mediów, skoro nadal nie może być rzetelnie. Jeśli niczego innego, to może choć nauczy nie używać TV zamiast mózgownicy. Ale czego może się nauczyć ten, który sobie włożył TV w miejsce mózgu?

EDIT: gość twierdzi, że kładł się, by blokować przejazd samochodów (Rejtan w sensie czy coś), choć postronni myśleli, że coś mu faktycznie dolega. Mam nadzieję, że to prawda.

Znów a propos, jeszcze taka perełka:

https://youtu.be/OajAn7CW4sM

Obrona wolności słowa a la KOD jest Wybiórcza, i znowu widać, co jest tylko pustym hasłem, a o co chodzi tak naprawdę. Nie jest to zaskakujące.

Nieco komentarza z onych nierzetelnych mediów do przemyślenia:

https://youtu.be/kZw0cq9FimE

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-18 19:02:43
18.12.2016 09:54
-1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Mam kurtkę membranową, podobnie jak buty, z przyczyn praktycznych - zbyt się zapacam w innych - oraz z nawyku. Jedną na cały rok - z opcjonalnie wypinanym polarem. Ostatnio tę:

http://www.sklep-presto.pl/product-pol-50749-Kurtka-3w1-meska-Biotit-15-000-Magnum.html

Nie jest bez wad, ale mam nadzieję, że posłuży parę lat.

Jeśli chodzi o pikowane puchowe - nie lubię ich z wyglądu. Kojarzą mi się z Pi i Sigmą z matplanety, co może jest wspomnieniem miłym, ale osobiście nie chciałbym się upodabniać mimo, że nie prezencja jest najważniejsza w moim przypadku, a praktyczność.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-18 09:55:50
17.12.2016 22:59
odpowiedz
<Rydygier>
13

Dzięki wielkie, co prawda okienko takowe nie pokazuje mi się, ale znalazłem właśnie sposób - prawym na tytule gry w bibliotece i tam "wyświetl zrzuty ekranu" albo, jak piszesz, to samo via widok - zrzuty ekranu. Git. :)

17.12.2016 22:52
<Rydygier>
13

Po raz pierwszy odkąd jestem na Steamie poczułem tytułową potrzebę. Ale tutaj nastąpiła niespodziewana bryndza. Poratujcie, mądrzy ludzie - gdzie się naciska, by załadować na profil screenshot, by go potem, ja wiem, wkleić w dyskusji czy co? Wszedłszy w zakładkę zrzutów ekranu na profilu widzę tylko takie coś, jak w załączniku (całość tam uwidoczniona to tylko statyczna grafika, nie faktyczne narzędzie). Czy nie powinno tam być jakiegoś przycisku "upload" albo co? W przeglądarce jest to samo. Steamowe screenshoty są zrobione steamowym pstrykaczem i leżą sobie we wskazanym w ustawieniach Steama folderze. Pewnie, mogę użyć zewnętrznego hostingu, ale i tak chciałbym wiedzieć, jak to się robi w Steamie? Piszą też w internetach, że przy wyjściu z gry powinno być pytanie o upload wykonanych zrzutów ekranu - nic podobnego nie pojawia mi się.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-17 22:54:36
17.12.2016 17:11
-2
<Rydygier>
13

Januszem Korwin-Mikke* (tak to się odmienia?)

Januszem Korwin-Mikkem, o ile się orientuję. Byłoby normalnie chyba Januszem Korwinem-Mikkem, ale Korwin to nazwa herbu, a to czyni wyjątek. Niemniej:

http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/;4373

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-17 17:12:33
17.12.2016 16:46
-4
<Rydygier>
13

Korwinowi (tzn. jemu osobiście) nie dałbym zarządzać niczym, nawet cmentarzem, u władzy to byłby moim zdaniem autentycznie człowiek niebezpieczny dla ludzi. Poważnie obciążyłbym swoje sumienie oddając głos na kogoś takiego. Z Kukiza jeszcze nie wiadomo, co wyrośnie, ale jeśli ktoś szuka alternatywy, to tylko z tego kierunku ma szanse coś się pojawić. Jeszcze się nie pojawiło, choć coś się podskórnie rusza.

Sam nie mam się ani za prawicowca, ani za lewicowca, ani za centrowca. Za nikogo w ogóle się nie mam na tej płaszczyźnie i jest mi obojętne, jak by chcieli mnie szufladkować inni. Myślę na własny rachunek, oceniam, jak umiem, wybieram tego, kto mi się wyda najlepszy dla Polaków (obecnie - najmniej zły) i tyle.

Nie. Nikt z tych co są w sejmie nie jest dobrym wyborem.

Tak. A najlepszy z tych niedobrych - PiS moim zdaniem. Najlepszy nie znaczy dobry.

Kieruj te pretensje do tych

Nie. Kieruję je do tych, którzy się w taki sposób do siebie odnoszą. Łatwo obwiniać świecznik, ale o tym, jak się wzajem traktujemy, komu dajemy się prowokować, decydujemy my sami, nikt inny.

No i niech wykipi. Może wtedy się coś zmieni w tym kraju, po takim pieprznięciu.

Uważam, że nie. W każdym razie nie na lepsze. Dla jasności, bo tak niefrasobliwie piszesz "niech wykipi" - mam na myśli rozlew krwi.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-17 16:57:06
17.12.2016 16:29
odpowiedz
11 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Oderwani grzeją pod tym garnkiem, jak i czym mogą, oraz czym nie mogą, na użytek zindoktrynowanych obwiniając o skutki swoich działań rząd, który swoją drogą przemyślnością działań nie grzeszy (przykre, że PiS to nadal najlepszy wybór dla Polski). Tak to, niezmiennie, od wyborów wygląda stąd, gdzie siedzę. Ewidentne, aż bije w oczy.

Może czas już zacząć się obawiać, że jeszcze weźmie i wykipi to, co tak grzeją. A może należałoby się obawiać tego, do czego Oderwani są w stanie jeszcze się posunąć, żeby wykipiało (ktoś się zamachnie może na opozycyjno-kodową wierchuszkę zostawiając ślady wskazujące w pożądaną stronę? Coraz mniej im do najgorszego brakuje. Słowa już były). A jeśli wykipi - może się to łatwo stać w taki sposób, że pożałują tego wszyscy. I ci, co grzali, i ci, co dali się grzać jak dzieci, i ci, co oberwą rykoszetem. Nie wiem, może i musi wykipieć, żeby się uspokoiło choć na chwilę, ale to raczej byłaby kolejna gorzka lekcja, z której nikt nauki nie wyciągnie.

Patrzy człek na to i smutno. Można by inaczej, ale Polacy nie chcą i nie umieją. Najwyraźniej wolą pozostać na poziomie zajadłego przegryzania sobie gardeł. Bezrozumnie dawać się szczuć. Cóż, jak by się nie potoczyło, co nawarzymy, to wypijemy. Kto igra z ogniem, może się doigrać, tyle, że ogień nie wybiera, kogo poparzy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-17 16:34:06
15.12.2016 12:55
<Rydygier>
13

Z tego:

Bóg jest istotą wszechmocną i wszechwiedzącą

Nie wynika to:

jakakolwiek zorganizowana religia jest sztuką dla sztuki

15.12.2016 09:49
odpowiedz
<Rydygier>
13

No, to się zobaczy, jak wyszło, a raczej - czy mnie jakoś ruszy. Jeśli nie - to może być moje pożegnanie ze staroszkolnymi izo-RPG.

i będzie dostępny w pełnej polskiej wersji językowej

Ciekawe, jak dobra ta wersja w porównaniu z prześwietną lokalizacją P: T. Mam nadzieję, że choć mierzyli do tej poprzeczki.

14.12.2016 19:24
4
odpowiedz
<Rydygier>
13

Bardzo dobrze.

Niemal 10 milionów złotych przeznaczone zostanie na technologię City Creation, czyli narzędzia do stworzenia wielkiego, żyjącego miasta zarządzanego sztuczną inteligencją.

O, właśnie od takich newsów dostaję hajpa, a to groźne zjawisko.

13.12.2016 18:10
1
<Rydygier>
13

Plusy i minusy nie przenoszą żadnej merytorycznej treści, więc dla przedmiotu dyskusji nie mają znaczenia. Stąd "gołym" plusem można się co najwyżej ucieszyć (ot, gest poparcia), a minus wszelaki najzdrowiej olać, bo tego tylko wart. Minus bez uzasadnienia to wyraz bezsiły argumentacyjnej (zatem im więcej gołych minusów, tym więcej takich, którzy by chcieli, ale nie potrafią merytorycznie podważyć Twojej wypowiedzi - zatem znak silnego argumentu, jeśli już) lub nieumiejętności rzeczowej rozmowy w ogóle, zaś gdy jest uzasadniona krytyka - minus staje się nadmiarowy i niepotrzebny.

Niestety, mechanika tego forum poniekąd promuje bezwartościowe dla dyskusji "lubiam/nie lubiam" uzależniając od niego widoczność danej wypowiedzi, nawet wątek o tym jakiś czas temu założyłem. No, ale nie mój cyrk, nie moje małpy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-13 18:16:26
13.12.2016 15:09
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
13

No trudno, co prawda motywacja chybiona (ani katolik będąc w Kościele nie "firmuje" swoją przynależnością doń czynów innych katolików, ani też czyny katolików nie definiują Kościoła - jest jasno powiedziane, że wszyscy, co do jednego, to grzesznicy, a Kościół pozostaje święty, bo jest czymś nomen omen o niebo większym, niż zbiorem katolików), ale bez wiary w Boga trudno wymagać prawidłowego spojrzenia na te sprawy. Znacznie trudniej też o wiarę tam, gdzie nie ma praktyki religijnej. W każdym razie Pan Bóg nie opuszcza i nie przekreśla, sprawa pozostaje otwarta, póki żyjesz, zatem - memento mori jak oraz extra Ecclesiam nulla salus.

Też dla jasności załączam mema w temacie.

12.12.2016 09:30
3
odpowiedz
<Rydygier>
13

Wielopunktowy rozrzut ocen dwóch osób jest jak najbardziej możliwy - jeśli ich gust się mocno różni a od gry oczekują czegoś zupełnie innego. Jedyna gra na rynku, którą na dziś wyceniam 10/10 (Arma 3, 2800 godzin w grze) tutaj dostała 6.5 od recenzenta. Średnia użytkowników - 8.4.

Powód jest prosty - na ocenie recenzenta zaważyła w głównej mierze ta wada gry (ówczesna, bo nieaktualna), która mi w jej przypadku przeszkadzała najmniej - przy czym w tym wypadku to raczej ja jestem ten specyficzny :) (ale gra też, zatem nie do końca przystają do niej klasyczne kryteria oceny).

Notabene problemem pobocznym recenzji premierowych jest to, że obecnie sporo gier jest rozwijanych również po premierze (premiera stanowi nie zwieńczenie, a swoisty etap w tworzeniu gry, etap publicznego feedbacku i jakkolwiek by na to nie narzekano ma to swój sens), a ocena recenzencka pozostaje nie zrewidowana i z czasem stojące za nią argumenty coraz bardziej odstają od rzeczywistości.

Te dwie sprawy - subiektywność spojrzeń/oczekiwań i możliwa dezaktualizacja oceny recenzenta powodują, że nie należy na recenzjach polegać jak na wyroczni.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-12 13:42:43
11.12.2016 12:20
3
odpowiedz
<Rydygier>
13

Original War, z perspektywy tych wszystkich lat, to najlepiej wspominany przeze mnie klasyczny RTS, który bardzo podówczas mnie wciągnął imersyjnym sposobem narracji, osobistą, emocjonalną fabułą i "osobowym"/podmiotowym podejściem do jednostek. A tego typu strategii nigdy zbytnio nie lubiłem, OW to jeden z paru wyjątków (obok Starcrafta i Age of Empires 1&2).

Nie wiedziałem, że był źle oceniany, zaliczyłem tu solidne zdziwko, rad bym przeczytał taką krytyczną recenzję, by zakumać, w czym recenzenci widzieli problem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-11 12:23:46
10.12.2016 14:13
10.12.2016 09:38
odpowiedz
<Rydygier>
13

Ana Alcaide - Akelarre

https://youtu.be/-DX5Pzj_ts8

Fairport Convention - Matty Groves

https://youtu.be/1it7BP5PckI

09.12.2016 15:44
odpowiedz
<Rydygier>
13

Dzięki za dotychczasową pomoc, ja wyszperałem jeszcze: Bridge Constructor, Bridge It, Bridge! The Construction Game. Ktoś którąś wypróbował? EDIT: znalazłem demo Bridge It - odpada. "hard" było bardzo łatwe, a co gorsza, szwankuje GUI - automatyczne przyłączanie lin nie pozwalało mi skonstruować tego, co chciałem, bo upierało się łączyć odcinki nie tam, gdzie miałem zamiar.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-09 16:35:23
08.12.2016 23:54
<Rydygier>
13

Prawie kupiłem, ale coś marne oceny na steamie. Piszą, że się zwiesza, że bugi itp?

08.12.2016 22:54
-1
<Rydygier>
13

...lub innych konstrukcji (a la Pontifex etc) - jaka jest najlepsza (jakość wykonania)? Szukam na prezent. Optymalnie, by była dostępna w pudełku, ale na to nadziei wielkich nie ma. Przejrzałem, co się udało znaleźć na Steam, ale większość ma kiepskie oceny. Polecacie coś?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-08 22:55:11
06.12.2016 09:22
odpowiedz
<Rydygier>
13

Ja robię tak:

1. Czytam opis/materiały oficjalne. Jeśli brzmi zachęcająco:

2. Szukam recenzji, oficjalnych i graczy. Ponieważ, co jest normalne i nie do uniknięcia, oceny mają charakter subiektywny (np. moja najulubieńsza gra ever, jedyna 10/10 dla mnie ma raptem jakieś 6.6 na GOL), większą uwagę zwracam na rzeczowe argumenty stojące za oceną (czyli dlaczego konkretnie taka ocena). Jeśli ocena nie jest umotywowana merytorycznie - ignoruję jako niemiarodajną. Z odrobiną wprawy właśnie według użytej argumentacji stosunkowo łatwo jest odróżnić rzetelną reckę gracza od wylewania frustracji czy własnych uprzedzeń. Jeśli gra na GOL ma "zieloną" ocenę, poświęcam na p. 2 więcej czasu. Jeśli po takim odsiewie gra nadal wygląda interesująco:

3. Szukam na tubce jakiegoś gameplaya i inwestuję czas, by się naocznie przekonać.

Co do niemiarodajnych recenzji - miałbym taki oto pomysł: każda "recenzja" gracza (wpis z oceną w oficjalnym wątku o grze) może zostać oceniona przez innych pod kątem jej użyteczności (choćby najprościej - jeśli użyteczna, można jej kliknąć lajka jakiegoś). Oceny graczy nie będą równocenne przy wyliczaniu oceny średniej, a ważone wedle ocen użyteczności, jakie ten gracz otrzymał. Czyli, w uproszczeniu, ocena gracza, którego wiele ocen zostało uznanych za wysoce użyteczne (w stosunku do ogólnej ilości jego recenzji), zaważy na wypadkowej, średniej ocenie gry znacznie bardziej, niż ocena takiego, który chwalonego za użyteczność dorobku nie ma.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-06 09:34:12
05.12.2016 14:53
odpowiedz
<Rydygier>
13

Tymczasem:

http://endecja.pl/

Co konkretnie myślą (długie, ale warto się dowiedzieć):

https://youtu.be/AxmBbyqu4Fg
https://youtu.be/Q1OQDXp3e0A

05.12.2016 13:25
4
odpowiedz
<Rydygier>
13

Czy poprawki i patche do gry sprawią, że niezadowoleni gracze dadzą No Man’s Sky druga szansę?

Nie wszyscy, ale tak. O ile patche i uaktualnienia będą energicznie zmierzać we właściwą stronę. Już po 1.1 widać pierwsze jaskółki choćby na steam spy. Z upływem czasu wzrośnie też zapewne liczba użytkowników, którzy sięgną po NMS z powodu tego, czym faktycznie jest, wolnych od posthajpowego kaca.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-05 13:25:31
05.12.2016 13:17
<Rydygier>
13

Chętnie, tylko tych dorosłych nie widać jak dotąd. Polska: jedna wielka rozpierducha bachorów w piaskownicy o grabelki i rozdeptaną babkę.

05.12.2016 13:10
1
<Rydygier>
13

Partia wolnościowa jest mało realnym wyborem w demokracji (właściwie... czy gdziekolwiek kiedykolwiek takowa rządziła?). A to dlatemu, że człek nad urną stojący woli słyszeć "damy ci", niż "radź sobie". Zwłaszcza, gdy za to, co niby dostanie zapłacą inni (więcej, niż to warte, ale jemu to wszak nie wadzi). Wystarczy porównać wyniki wyborcze JKM i populistów-obiecywaczy rozmaitych. Ludzie ewidentnie wolą opiekę niż nieskrępowaną wolność y swobodę, gdy przychodzi co do czego. A jednocześnie zżyma się "suweren" na "złodziei" "okradających" go podatkami i tłamszących biurokracją. Czy to się może zmienić? Czy powinno?

A też ogólnie - władze nie są z Marsa, tylko spośród nas, Polaków. Mamy dokładnie takie rządy, na jakie zasługujemy. Sprawiedliwie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-05 13:15:37
05.12.2016 11:38
-1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Myślę, że nie. "Rzeczywistość oderwała się od elit" i sorry.

Zresztą po co. Łatwiej obalić, niż wskazać lepszy rząd na ich miejsce. Cały zeszły rok sondaże dające przewagę poparcia PiS przy jednoczesnej słabej ocenie pracy rządu mówiły jedno o statystycznym, zbiorczym zdaniu elektoratu - "nie ma nikogo lepszego na miejsce kiepskiego rządu PiS". To nie nastrój na pucze i garstka histeryzujących krzykaczy o przewróconym na odwyrtkę Polskopoglądzie tego nie zmieni. Jeśli natomiast PiS przegra następne wybory, co bym zakładał, i jeśli do tego czasu nie objawią się nagle jacyś niebywali w Polszcze mężowie stanu, tzw. nowa jakość, "suweren" pewnie przeputa kolejną kadencję i w swej głupocie odda władzę nad sobą jakiemuś innemu miałkiemu "byle-nie-pisowi" (do tej roli zresztą, mniemam, uformowano Nowoczesną, by była naonczas pod ręką) i będzie nawrót smuty jak za PO, a Polska dalej będzie dreptać w miejscu w rytm kolejnych kontr-kontrreform.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-05 11:40:42
04.12.2016 11:10
odpowiedz
<Rydygier>
13

O, wreszcie coś w tym temacie dla SP.

Podoba mi się to, co widzę.

04.12.2016 09:20
<Rydygier>
13

Nie robię tego dla osiągnięć, lecz by doświadczyć grę taką jaką stworzyli deweloperzy. Z całym dobrodziejstwem inwentarza. Jeśli szukanie znajdziek jest nużące i nie przynosi wymiernnych korzyści to wpływa na obniżenie oceny danego tytułu.

Słusznie. Dobrze zaprojektowana gra to pewna spójna całość pozbawiona elementów, które nic do niej nie wnoszą. Więc jeśli grę się ocenia - to całościowo. Z kolei jeśli czerpie się rozrywkę - pomija się to, co jej nie daje.

dlaczego twórcy dodają znajdźki do swoich produkcji?

Podejrzewam, że najczęściej jako zapychacze, by wydłużyć grę. Znają omawiany w filmie mechanizm psychologiczny, i wykorzystują go, by utrzymać gracza przed ekranem dłużej. Na dłuższą metę to głupie, bo co z tego, że gracz dłużej przykuty do ekranu, skoro marnie się bawi i sobie ów fakt zapamięta odnośnie gier danego studia. Dlatego też ja po jednym, krótkim podejściu skreśliłem wszystkie asasyny a dodawszy do tego dwa podejścia do serii Far Cry w zasadzie skreśliłem Ubisoft.

Ponadto jest to tani zapychacz otwartych światów - gdy wciskane na siłę i bez pomysłu. No, ale patrząc na zyski ze sprzedaży - takie podejście opłaca się finansowo. I będą się tego trzymać, jak długo to się nie zmieni. Bo tych ludzi w kierunku prawdziwych zmian popycha marna sprzedaż tego, co było dotychczas. Więc wyciskają schemat jak cytrynę, póki leci sok.

Ba, wnosząc po DA: I inni, który wcześniej tego nie robili, też skłaniają się w tę stronę. Skoro ludzie to kupują...

03.12.2016 23:26
odpowiedz
<Rydygier>
13

1. Furia

03.12.2016 14:47
odpowiedz
<Rydygier>
13

Trochę popykałem, ale jedna rzecz mnie powstrzymała - techniczne problemy uniemożliwiające logowanie na ich forum celem feedbacku. Zgłoszenie problemu wysłałem im 11.11 i dotąd cisza. Tak to się natestowałem. Miałem dwie uwagi, o co chodziło w jednej z nich już zdążyłem zapomnieć.

Co do gry - po paru partiach nie odczuwam jakiejś specjalnej chęci grać dalej. Niebrzydkie to, żadnych konkretnych zarzutów postawić nie mogę mechanice na tym etapie, jest wręcz wcale ciekawa - sporo taktycznego kombinowania i duża rola taktyki w zwycięstwie (rozegrałem przeciw innym graczom zaledwie dwie partie, jedną wygrałem, drugą przegrałem, co ciekawe w obu przypadkach do ostatniej chwili nie było pewne, kto zwycięży) - po prostu jakoś mało mnie onże Gwint w obecnej wersji wciąga jako całość.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-03 14:49:12
02.12.2016 19:25
odpowiedz
<Rydygier>
13

Nadymacz hajpu. Odjąwszy fajerwerki nie za wiele nowego mówi o tym, co dla mnie istotne w rozgrywce. Może poza tym, że skupia się na frenetycznej akcji, a to minus. Jak dla mnie bez zmian: pożyjemy, zobaczymy.

02.12.2016 15:56
02.12.2016 15:51
1
<Rydygier>
13

Nie ma nic - głosi profesor Urlipan. - A jeśli ktoś sądzi inaczej, to błądzi.

02.12.2016 13:48
odpowiedz
<Rydygier>
13

A ja powiem, że w zalewie informacji a zwłaszcza w nieogarnialnej rozumem powodzi badziewia praca profesjonałów, którzy odsiewają nam ziarno od plew i podają w czytelnej, treściwej formie co i dlaczego warto, a czego nie, staje się tym istotniejsza i cenniejsza. Let's playe są dobre, ale do drugiego odsiewu, bo oglądanie tego zabiera zbyt wiele czasu, by samemu "patrzeć" wszystko, jak leci. To recenzent walczy za nas w pierwszej linii z napierającymi hordami Chaosu.

(tutaj proszę sobie rolę recenzenta zilustrować w wyobraźni dowolną patetyczną batalistyką Warhammera).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-02 13:53:59
02.12.2016 11:56
odpowiedz
<Rydygier>
13

Dobrze im tak.

01.12.2016 20:52
odpowiedz
<Rydygier>
13

Cóż. Z jednej strony devstudia zapewne jeszcze nie obczaiły tematu, nie ma tu przytulnych i bezpiecznych, pieniądzogennie sprawdzonych schematów rozgrywki, więc rade-nierade powolutku, po omacku próbują się uczyć tej niszy rynku. Wychodzi przy tym pewna indolencja na odcinku wyobraźni i odwagi - chwiejne są ich kroki tam, gdzie nie ma wyjścia i trzeba iść w nieznane. Brak wprawy.

Małpujące crapy nastawione na szybki, łatwy zysk to rzecz druga. Trzecia z drugą się wiąże - na dziś ludzi jeszcze jara sam fakt, że to VR, posmak nowości i nie tak wiele trzeba, by wyciągnąć kasę. Apetyt i wymagania będą rosły w miarę rozwoju.

Tu, a propos, byłbym ostrożnym optymistą. Status quo jest, jaki jest, ale kwestią czasu nazwałbym zanim trafi się jakiś utalentowany wizjoner, lub paru, którzy jako pierwsi załapią, jak i w jakim typie rozgrywki ów potencjał VR wykorzystać można daleko bardziej, niż inni, jak obejść lub zwalczyć ograniczenia (techniczne, kwestia błędnika itp). Spodziewałbym się więc garstki tytułów, które tymczasowo zgarną pulę i wymiotą z rynku badziewny "plankton". Chyba, że zostaną prozaicznie przeoczone w morzu tandety. Jeśli tego losu unikną, swym sukcesem przetrą szlaki innym, mniej lotnym/kreatywnym developerom i stopniowo sytuacja zacznie przypominać rynek gier zwykłych. Hm. To może nie zabrzmiało aż tak optymistycznie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-01 20:55:13
01.12.2016 20:31
odpowiedz
<Rydygier>
13

Te wszystkie kolorowe bieda-indyki zlewają się człowiekowi w jedną, nieodróżnialną masę. Nie sposób z tej sterty wyłuskać ewentualne perełki. Życia by nie starczyło na szukanie opinii o każdej, nie mówiąc o graniu. Ja nawet nie próbuję, nauczyłem się tę masę ignorować, odfiltrowywać. Nie wiem, jakim cudem można zaistnieć w tym kłębowisku. Co prawda to świetnie, że rynek gier przestał być ekskluzywnym klubem grubych ryb, ale przesadzono z obniżaniem poprzeczki. Robi się z tego growy Hyde Park. Lepiej przegiąć w tę stronę, niż w drugą, ale najlepiej nie przeginać w żadną. Być może oferta Steama powinna zostać wizualnie podzielona według jakiegoś przytomnego kryterium na "plebs" i "szlachtę", by ułatwić odsiew.

01.12.2016 15:28
odpowiedz
<Rydygier>
13
post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-01 15:29:05
01.12.2016 13:04
-1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Najpierw były kasety (sprzedane), potem CD (zrzucone na HDD). Teraz już mało co nabywam, a jeśli, to np. Google Play. z 10 lat temu była przelotna przygoda z netowymi radiostacjami czy inszym last.fm, ale to przeszłość. Jutubowych plejlist lub własnych kawałków używam, by się odciąć od zewnętrznych hałasów i skupić na pracy - pomaga. W kosztowną pułapkę audiofilstwa szczęśliwie nie popadłem.

30.11.2016 18:44
odpowiedz
<Rydygier>
13

Odnośnie merytorycznej rzetelności materiału (abstrahując zupełnie od mojej opinii w temacie)...

Konkluzja artykułu jest jasna - decyzja ASA jest niesprawiedliwa. (To tyle, jeśli chodzi o osoby liczące na sprawiedliwość)

Tymczasem Autor artykułu nie odniósł się merytorycznie do argumentacji ASA i w żaden sposób nie wykazał, że w istocie jest błędna. Ograniczył się do przedstawienia tej argumentacji w odniesieniu do poszczególnych elementów skarg i stwierdzenia, że to tyle, jeśli chodzi o nadzieję na sprawiedliwość. Między wierszami można wyczytać, że argumentacja ASA jest absurdalna w sposób tak oczywisty, że owa konkluzja nie wymaga żadnego uzasadnienia. Nawet, jeśli faktycznie jest to rzecz oczywista, i tak uważam, że w profesjonalnym artykule należałoby prosto i wyraźnie zwerbalizować, czemu mianowicie poszczególne opinie ASA nie oddają prawdy/sprawiedliwości.

30.11.2016 16:47
2
<Rydygier>
13

Film ten, jakkolwiek zabawny, to akurat, sam w sobie, też nieuczciwa manipulacja. ASA mogło dać ciała nie widząc wystarczająco dużej różnicy tam, gdzie dla gracza ona zachodzi, ale jeśli NMS oferuje tak olbrzymi, proceduralny świat, wydawać by się mogło oczywistym, że na pewne rzeczy cholernie trudno będzie się graczom natknąć. A jednak odnosiło się wrażenie, że wedle oczekiwań wielu cały cymes znajdą na co drugiej planecie. Ale to tylko jedna strona medalu.

Ciekaw jestem, co dokładnie zawierały materiały dostarczone ASA przez HG. Osobną sprawą jest manipulacja, której dopuściło się HG, niestety wszechobecna w reklamie i o zgrozo akceptowana oraz legalna - tzw. "przedstawianie produktu w jak najlepszym świetle". Dlatego też reklamę jako taką uważam za formę kłamstwa. Świadome wprowadzanie potencjalnego nabywcy w błąd przez tendencyjną prezentację i psychomanipulację.

Bo wydawać by się mogło oczywistym również i to, że producent winien jak najrzetelniej zaprezentować cechy produktu. Między innymi uczynić jasnym, co jest normą, a co wyjątkiem. Jeśli zaś wyjątek, do tego podrasowany, celowo ukazuje się jako reprezentatywną normę, rzecz typową, czyli jako coś, czym nie jest - mamy do czynienia z kłamstwem.

Jeśli nie uczciwość, to choć rozsądek powinien nakazywać tutaj rzetelność. Lepiej pozytywnie zaskoczyć, niż rozczarować, rujnując sobie przy okazji reputację. I trudno o lepszy przykład słuszności tej zasady niż perypetie NMS.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-30 16:55:11
30.11.2016 09:36
<Rydygier>
13

Racja, acz Steam jest łatwo sprawdzalny.

29 XI

- maksymalnie graczy na raz 6976;
- oceny +377/-115 (30% (z 79471) pozytywnych ogółem (+1%/dobę)/25% (z 5928) ostatnio (+4%/dobę))

Czyli oczekiwany lekki spadek ilości graczy, spory wzrost pozytywnych ocen.

Trend rokuje dobrze - jeśli dobrze pójdzie, kolejna taka porcja może już dokonać rewolucji w statystycznej ocenie i popularności NMS.

29.11.2016 11:40
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Z ciekawości sprawdziłem na steamspy i steamcharts, jak to naprawdę było od premiery z ilością graczy, fanów i ocenami NMS. Owoż:

1. Najniższy zanotowany dzienny "peak" to 404 osoby na raz w grze.
2. W dniach Foundation Update i kolejnym odpowiednio 8066 i 7364. Gracze sprawdzali 1.1.

Co będzie w dniach kolejnych - nie wiadomo, acz zapewne ta wartość jeszcze spadnie gdy odpadną ci, który 1.1 nie motywuje do gry. Ale raczej nie spadnie tak szybko do uprzedniego minimum - 404. Sprawdziłem też wykres ocen wystawianych grze. Początek wyprzedaży dał skokowy wzrost ilości wystawianych ocen. Na drugi dzień ilość ocen negatywnych osiągnęła maksimum (946). Za to 28-go chyba po raz pierwszy ilość ocen pozytywnych przekroczyła ilość ocen negatywnych: 293 do 258. Na samym Steamie to oznacza od początku wyprzedaży nieznaczny wzrost procent ocen pozytywnych ogółem (29% z 79000) i zauważalny - ocen najnowszych (wzrosło do 21% - z 5535 ocen - od "przytłaczająco negatywne" do "w większości negatywne"). To oznacza, że ogółem na dziś przynajmniej 22910 osób NMS się podobało, z czego ostatnio przybyło ich 1162.

Stąd wnoszę, że na razie maksymalna ilość graczy na dobę może się ustabilizować na znacząco wyższym poziomie, niż przed wyprzedażą i updatem 1.1.

Co do bardziej zagorzałych fanów - istnieje na Steamie grupa The Cosmos of NMS licząca 253 osoby. Nie wiem, czy to jedyna taka grupa.

Takie jest status quo i moje prognozy na bliską przyszłość. Ciekaw jestem, jak się sytuacja rozwinie, bo NMS to ciekawy, wyrazisty "przypadek kliniczny".

29.11.2016 09:38
odpowiedz
<Rydygier>
13

Jestem zdania, że to, co obecnie się oferuje jako sandboksy to nadal zawsze lub niemal zawsze pierwsze kroki (często nieudane - płycizna, nuda, feature wciśnięty na siłę, bez pomysłu, nużący wydłużacz gry - jak nadmieniono...). Przynajmniej w odniesieniu do tego, co teoretycznie mogłoby być.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-29 09:42:57
27.11.2016 16:32
1
<Rydygier>
13

Do tego na niemal każdej planecie było życie, podczas gdy życie powinno być czymś bardzo rzadkim.

Też tak sądzę. Również dlatego, że wówczas samo odkrycie życia byłoby satysfakcjonujące, bo niełatwe. Z kolei jednak trudno oczekiwać, by większość planet była ładna. W każdym razie niezbyt to chyba realistyczne. Przy czym brzydka nie znaczy - nieinteresująca, choć większość martwych globów to chyba po prostu zryta meteorami skała.

Z trzeciej strony, część rozczarowanych miała pretensje już o to, że pierwsza planeta nie wygląda tak świetnie, jak na zajawkach. A po zaledwie paru takich gotowi byli rzucić grę w kąt. Wygląda więc, że niektórzy, nastawieni powiedzmy mniej na wyzwanie/na "kosmologiczny realizm", a bardziej na każual, oczekują, że nieomal każda planeta to będzie jakaś rajska Gaja. Co by oczywiście spowszedniało i znudziło się po kilku. Niełatwy dylemat. A NMS stawia chyba i to zdecydowanie na każual. Nie na wyzwanie podróży odkrywczej, a na łatwość, spaceoperowość, nie hard SF (przyznawali się nawet do inspiracji SW, a to już nawet nie space opera, a baśń w kosmosie). Marketingowo zrozumiałe, acz szkoda. Ale widzę, że update wprowadza tryb survival przynajmniej. Każdy przelot ma być możliwie gładki i łatwy. Ja bym to zrobił odwrotnie. Nawet dotarcie na inną planetę byłoby dużym wyzwaniem, w tym logistycznym. Obiecujące potencjalne cele wypraw wybierałoby się analizując dane astronomiczne o układach. I każda wyprawa byłaby dużym halo, gdzie mnóstwo rzeczy może pójść nie tak. A jeśliby się udało... Cóż. Wstępna analiza celu ekspedycji dawałaby dużą szansę na sukces, choć rozczarowanie nie powinno być rzadkie. W każdym razie i na miejscu byłoby mnóstwo naukowej roboty. Coś jak w Interstellar było. Ten film, jego oś fabularna, to w ogóle niezła kanwa na grę - ludzkość szuka sobie nowego domu. Może ktoś kiedyś...

Wreszcie z czwartej strony, jeśli dobrze zrozumiałem film z nowymi elementami, planety ponoć mają być od teraz ładniejsze, czy coś w ten deseń.

Zgoda też co do biomów. To mnie zawsze wkurzało w space operach wszelakich - planety robią tam za homogeniczne obszary o znaczeniu miasta, góra kraju. Nie bywają tak zróżnicowane czy to klimatycznie czy geograficznie czy społecznie jak Ziemia.

Co do zakupu... Hm. Można by sobie ewentualnie zaklepać po promocyjnej cenie kopię i nie grać w nią czekając, jak się sytuacja rozwinie. Jeśli w niepożądanym kierunku - refund. EDIT: choć nie, okazuje się, że jest limit czasowy zwrotu kasy - do dwu tygodni od zakupu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-29 20:42:05
27.11.2016 15:14
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

No proszę - tym razem dotrzymali słowa przynajmniej o tyle, że update faktycznie pojawił się w deklarowanym terminie. Ciekaw jestem, co ludzie powiedzą o tych zmianach. Tymczasem oceny ogólne i najnowsze "skoczyły" odpowiednio o 1 i 2 procent w te kilka dni.

26.11.2016 22:27
1
<Rydygier>
13

A to już rzecz upodobań. Gdyby reszta była zrobiona wporzo, swobodnie bym się zadowolił samą fabułą emergentną. Od epickich scenariuszy mam inne gry, nie każda musi w to celować. Sama, byle dobrze zrobiona eksploracja może wystarczyć.

A swoją drogą, nie przekreślałbym możliwości istnienia porcji klasycznej fabuły w świecie tworzonym proceduralnie. Da się. Poboczne misje itp. można generować całkiem prosto - losując je z dużej puli, być może z możliwością dolosowania niektórych ich parametrów dla mniejszej powtarzalności. Można też uzależnić je dynamicznie od aktualnego kontekstu sytuacyjnego - określone wydarzenia mogą zajść tylko gdy wystąpią określone okoliczności, lub po albo przed wystąpieniem innego itp. Ba. Da się nawet "wstrzyknąć" w taki świat ręcznie napisany, duży wątek fabularny na podobnej lub innej zasadzie (konstruując go tak, by fakt proceduralnie generowanego świata mu nie wadził). Problemu nie widzę. Co najwyżej ciekawe wyzwanie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-26 23:34:52
26.11.2016 21:14
<Rydygier>
13

A choćby cała ta rozbudowa osad. Nie powiem, wciągnęła mnie. Nadała cel zbieractwu. Z tego, co czytam, są pokrewne DLC: contraptions i Vault. Lubię takie myki w grach, ale z klasycznym falloutem nie ma to wiele wspólnego. W tej materii - falloutowości - Bethesda idzie dokładnie w odwrotnym kierunku, niż bym chciał.

26.11.2016 20:52
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Nie pali się. Spokojnie bym poczekał, aż wszystko razem będzie za jakieś 5 dych powiedzmy. Dodam, że to, co najciekawsze w F4 to są elementy rozgrywki odległe duchem od Fallouta.

26.11.2016 17:36
2
<Rydygier>
13

Wszechświat NMS nie jest generowany proceduralnie?

A ja, ściśle biorąc, mówię o samej koncepcji takiego generowania światów nie ustępujących wizualnie tym kleconym odręcznie, nie o grze w stanie obecnym. A szerzej - o samym pionierskim, ambitnym podejściu do game designu.

Inaczej: chciałoby się, żeby ktoś faktycznie zrobił grę, jaką wedle deklaracji miało być NMS? Ja bym chciał. Chciałbym też, aby powstało więcej gier tego typu. Chciałbym, żeby duzi wydawcy byli śmielsi i bardziej otwarci na eksperymenty.

Patrzę na rynek gier i widzę, że w swym "rdzeniu AAA" jest mocno skostniały, zabunkrowany w zachowawczych schematach. Trudno o grę, która by nie była podobna do żadnej innej tutaj. Widzę "tchórzliwe" biznesowo podejście wydawców, bo ono im się finansowo opłaca. Jaka jest nadzieja, że w tym bagienku ktoś duży i rzetelny nagle zaryzykuje projekt pokroju NMS? Znikoma. Ale ów zasiedziały rdzeń ma zwyczaj małpować. Od siebie samych, od siebie nawzajem, ale też podążać szlakiem przetartym przez innych, niezależnych, tych spoza rdzenia AAA. O ile odnieśli sukces. NMS stało się głośne i na pewno było i pewnie nadal jest uważnie obserwowane. Gdyby mimo wszystko na koniec odniosło jakiś sukces - inni, więksi, mogący więcej, mogą podążyć tym samym tropem, bo sprawdzony jako kasonośny i zrobić więcej lepszych gier tego typu. Ale jeśli NMS ostatecznie polegnie, ten kierunek może zostać uznany za nieopłacalny. Niesłusznie rzecz jasna. Ogrom hajpu wokół NMS pokazuje, jak bardzo gracze łakną takiej rozgrywki, jaką HG obiecywało. Jak bardzo chcą tego typu świeżości. Nowatorstwa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-26 20:45:22
26.11.2016 17:10
1
<Rydygier>
13

Sorry ale lepiej niech pozwolą tej grze umrzeć.

Ta gra jeszcze się nie narodziła tak naprawdę. Rozpoczęto sprzedaż półproduktu. Zresztą, grze jak grze. W sumie dopiero tuż przed premierą się nią zainteresowałem i ominął mnie cały ten hajp, nie czekałem. A zainteresowałem się głównie z jednego powodu - odmiennego podejścia do projektowania gry - proceduralnego, na niesłychaną dotychczas skalę. W teorii. Z uwagi na tę drogą mi ideę żal by mi było, gdyby NMS padło nie osiągnąwszy celu, ale o wiele gorzej byłoby, gdyby NMS, padając, zraziło innych do samej koncepcji - "o nie, tak gier robić nie będziemy, trzymajmy się lepiej starych, utartych schematów, patrzcie na HG i ich NMS: spróbowali, zaryzykowali coś nowego i oto, jak skończyli". To jest chyba najodważniejsza innowacja w game designie od lat (z tych, o których wiem). Jej próba w każdym razie. Jeśli NMS swym zgonem miałoby zrazić do niej innych - byłaby to wielka szkoda dla rozwoju projektowania gier. Rynek mógłby tym mocniej skostnieć wokół wyeksploatowanych do cna schematów utwierdzony losem NMS w przeświadczeniu, że nie warto ambitnie szukać nowych dróg. W ramach istniejących schematów zaś bardzo mi już trudno znaleźć cokolwiek porywającego. Wszystko to już za bardzo przeżute.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-26 17:12:57
26.11.2016 16:59
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Bethesda moim zdaniem powinna tym mocniej zgłębiać, odkrywać to, co jej gry odróżnia od innych i czyni unikalnymi, nie zaś próbować bezpośredniej konfrontacji na cudzym podwórku. A jeśli uznamy, że do specyfiki gier Bethesdy należy sandboksowość świata, to zaiste, ma co zgłębiać i odkrywać, bo jej światy są tyleż szerokie (a raczej de facto mocno wąskie, acz gęste, przepakowane do granic absurdu, jak domy dla lalek), co płytkie jeśli chodzi o odwzorowanie konsekwencji działań w tym świecie na onże świat. Osobiście szedłbym więc tym bardziej w stronę sandboks + fabuła emergentna + mocno pogłębione proceduralne mechanizmy żyjącego, bardziej wiarygodnego i spójnego logicznie świata. Ale nie przypuszczam, by tak się stało.

26.11.2016 16:30
odpowiedz
<Rydygier>
13

Przypuśćmy, że nie ma żadnego życia po śmierci i po prostu przestaniemy istnieć. Jaki jest wtedy sens egzystencji?

Żaden. Zaś przeświadczenie o braku sensu życia jest na dłuższą metę niszczące dla ludzkiej psychiki, unieszczęśliwia w najściślejszym znaczeniu i może prowadzić do depresji i samobójstwa, ponieważ człowiek z natury nie potrafi znieść bezsensownej egzystencji. Albo więc decyduje się wierzyć w tak czy inaczej wyglądające życie wieczne po śmierci, albo "dziaduje", ile zdoła zagłuszając w sobie refleksje na ten temat przyjemnościami życia lub wyszukując dorywcze, prowizoryczne zastępniki - im starszy, tym trudniej, albo droczy się z organicznym strachem przed śmiercią próbując ze sobą skończyć.

Fakt opisanego zjawiska jest notabene wysoce znaczący i wart refleksji.

Tymczasem w istocie po śmierci każdego człowieka czeka Sąd a potem niebo (z opcją via czyściec) lub piekło.

26.11.2016 14:37
odpowiedz
<Rydygier>
13

Odkopię... Kupiłem se ostatnio tę grę za garstkę złociszy tak małą, że nie żal. Gra ma nawet sporo uroku tak ogólnie. Ale jest problem - druga misja kampanii amerykańskiej nie chce się skończyć mimo, że warunki zwycięstwa spełnione. Na Steamie piszą, że trzeba wyłuskać z mapy każdego jednego szkopa, choćby nie wiem, gdzie się schował - idiotyczne. Ale obszedłem i objechałem calutką mapę wszerz, wzdłuż i wskroś, zwiedziłem każdy domek, zajrzałem pod każdy kamień i nic. Nie wiem, gdzie szukać jeszcze. Jest jakiś sposób, by sztucznie zakończyć scenariusz? Kod jakowyś?

26.11.2016 14:21
1
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Status quo wokół NMS osiągnięto dwoma prostymi zabiegami:

1. Zastosowaniem "elastycznej relacji między deklaracjami a stanem faktycznym";
2. Wydaniem gry o jakiś rok za wcześnie, o jakieś 40 euro za drogo.

Tymczasem sama idea pozostaje równie ciekawa, jak przed "premierą". I mam nadzieję, że technicznie nic nie stoi na przeszkodzie, by grę ku niej rozwijać.

Nadal uważam, że najlepsze, co HG może zrobić z całym tym bigosem, to systematycznie pracować (i usunąć wprowadzające w błąd materiały ze strony gry na Steamie). Skoro pracują - świetnie. Choć jeśli budowa baz ma mieć sens, musi się chyba jakoś zmienić rozgrywka tak, by dało się/chciało się wracać na już odwiedzony glob. Po co budować cokolwiek tam, skąd zaraz się odleci i już nie wróci? No, ale nie powiedziane też, że trzeba tak grać. Można się przecież osiedlić gdzieś na dłużej. Jeśli bazy sprawią, że będzie motywacja po temu.

Zobaczymy. Albo nie. Na razie zaledwie zadeklarowano update z bazami. Do końca tego tygodnia. Wolałbym, że by HG czegoś nauczyło się na własnych błędach i nie deklarowało już niczego na zaś, tylko sukcesywnie przedstawiało gotowe rezultaty. Kłopot drugi w tym, że to chyba nadal bardzo mały zespół.

PS Ilość najnowszych pozytywnych komentarzy, jeśli dobrze pamiętam poprzedni wynik, wzrosła z 8 do 11%. :)

A ilu w to gra - nie ma dla mnie bezpośrednio żadnego znaczenia. Pośrednio oczywiście sprzedaż gry ma znaczenie - kasa na jej rozwój.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-26 14:25:42
25.11.2016 15:58
odpowiedz
<Rydygier>
13

Myślę, że zrobienie tego aspektu porządnie wydaje się odbiorcy czymś znacznie łatwiejszym, niż jest w istocie. Myślę, że to, być może wbrew pozorom, trudne. Im bardziej "otwarta" gra, tym trudniejsze. Weźmy takie Tyranny, które spróbowało (albo tak deklarowało) pójść tu dalej niż inni. Po przejściu gry stwierdzam, że owszem, chyba faktycznie próbowało. I uważam, że poległo. Nie utrzymano spójności logicznej konsekwencji, a i z dogłębnością tych konsekwencji jest różnie.

Wybory omawiane, pozorne/kosmetyczne/o płytkich konsekwencjach są łatwiejsze do zrobienia, bo nie naruszają zasadniczego szkieletu logicznego fabuły i nie muszą rozwijać odrębnego drzewka konsekwencji w każdą stronę - każde takie drzewko, jeśli zrobione od A do Z, bez sztuczek typu "zamieńmy gościa X na Y, reszta tak samo" to przecież jak osobna fabuła - nakład pracy stanowiłby tu wielokrotność tego, czego wymaga stworzenie gry o fabule liniowej.

O porażkę więc łatwo, o sukces trudno. Dlatego bardziej by mnie interesował materiał o grach, w których ten aspekt jest zrobiony wyjątkowo dobrze. Bo to duże osiągnięcie.

25.11.2016 13:56
-1
<Rydygier>
13

No, skoro DA: I zgarnęła tyle nagród i rozeszła się w wielkich ilościach, to jest naturalne, że nie porzucą ścieżki, która okazała się dla nich tak lukratywna. Dlaczego by mieli?

Aczkolwiek, nadal jest nadzieja. Nadzieja na to, że wzięli pod uwagę, co było główną przyczyną krytyki w DA: I. Owoż ośmieliłbym się stwierdzić, że to nie ogólne koncepcje elementów rozgrywki pogrążyły DA: I pod krytykowanymi względami, a konkretne szczegóły ich realizacji. Artykuł tymczasem przedstawia ogólne koncepcje. I same w sobie są OK. Cała rzecz w tym, jak to zostało konkretnie zaprojektowane i wykonane. To czyni różnicę między dobrą rozrywką a żmudną, nudną, czasochłonną i frustrującą ganianiną za znajdźkami. Gra opisana, jak w artykule, może być równie dobrze hitem jak i szitem. Unikałbym zarówno bezpodstawnego nakręcania się jak i przedwczesnego uprzedzenia.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-25 13:57:38
24.11.2016 18:16
1
<Rydygier>
13

To materiał na osobny temat. I na inne forum w zasadzie. Tutaj nie będę tego drążył, wyrażę tylko niniejszym zadowolenie, że obrazek najwyraźniej został zastąpiony innym. Słusznie.

Ad rem - Łyknąłem Kotory. Pierwszy odświeżę, w drugi nie grałem. 2,50 ojro sztuka, można zaszaleć. Na razie tyle znalazłem dla siebie.

Kerbal Space Program ktoś poleca lub odradza?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-24 18:18:02
24.11.2016 16:24
<Rydygier>
13

Nasza wiara sama nakazuje takie rzeczy olewać

Jakiś cytat?

Dla mnie to podpada pod 2 przykazanie. Postponowanie tego, co święte.

24.11.2016 15:54
odpowiedz
<Rydygier>
13

Próba czasu - Arma 3
Wcale nie płaczę, coś mi wpadło do oka - Mass Effect, powiedzmy...
Jeszcze 5 minut - Baldurs Gate 2 - stare dzieje, ale fakt
Łooooo, stary! - Wiedźmin 3
Złoczyńca, którego trzeba przytulić - Prison Architect
Gra w grze - nic wartego wzmianki, byłby W3, ale już nominowany
Według mnie ta gra była fajna, zanim wygrała nagrodę - Empyriona wpisałem
Najlepsze wykorzystanie zwierzęcia hodowlanego - Goat Simulator. Podejrzewam, że ta kategoria powstała specjalnie po to, by uhonorować symulator kozy. Nawet w niego nie grałem, po prostu nic innego nie przyszło do głowy

The most momentous innovative idea in game design - NMS (he he. Zależy mi bardziej na kategorii, a że niestety nie można nominować jednej gry w dwóch kategoriach (Arma 3), pozostało docenić sam teoretyczny pomysł na NMS. Znacie może jakąś inną grę o doniośle innowacyjnej koncepcji, która mogłaby odmienić podejście do grotworzenia lub która to już zrobiła?)

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-24 18:08:03
24.11.2016 15:21
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Niby sporo, a jakoś nic. Albo grałem, albo nadal ciut za dużo, albo poza zainteresowaniem. Wahałem się nad Kerbal Space Program i The Hunter: Primal (niewymienione, jest na Muve), ale Kerbal jednak chyba ciut drogawy, a Primal jakby ciut kiepskawy. No i GTA V. Nigdy nie lubiłem tej serii - pościgi, przestępczość... Nie rajcuje mnie to. Kiedyś kupiłem tanio starszą część i odbiłem się... Za 4-5 dych może bym zaryzykował.

Aha, widzę, że po raz pierwszy od premiery NMS przecenione. :)

Mem, czy nie mem, obrazek jedzie po bandzie i, owszem, może być niebezpodstawnie uznany za obrazoburczy, jeśli ktoś dobrze kuma zasady wiary katolickiej (w innym razie raczej nie dostrzeże nic złego). To tak na marginesie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-24 15:23:44
21.11.2016 14:00
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
13

Hy. No tak.

Pizza o średnicy 43 cm ma promień 21.5 cm. To daje powierzchnię 1452 cm^2. Dla 40 cm - 1256,5 cm^2. Różnica: zaokrąglając nieco 200 cm^2 czyli pizza jakieś 13% mniejsza (prawie jedna siódma, czyli mniej więcej tak, jakby ci zeżarli jeden kawałek). Ale oczywiście tak naprawdę chodzi o ilość ciasta i tego, co na nim, nie o średnicę (czyli na jakiej powierzchni ta ilość).

20.11.2016 19:26
6
odpowiedz
<Rydygier>
13
6.5

Ukończyłem. Zajęło mi to 59 godzin (szczerze, to nie wiem, jak musiałbym się spieszyć i ile pominąć, by ukończyć w 20). Co prawda podpisuję się pod większością GOLowej recenzji, ale i tak opiszę własne wrażenia.

Ogólnie - gra jest wciągająca i ciekawa na początku (wliczając tworzenie postaci, zwłaszcza jego fabularyzowaną część - fajny patent) i przy końcu. Środek to, niestety, żmudne "grindowanie" wśród wielu walk i mnóstwa mało interesującego tekstu. W tej części gry fabuła nie jest wciągająca i autentycznie musiałem się bez cienia przyjemności z rozgrywki przymuszać, by jednak brnąć dalej, a imersja szła się... przejść (nadal pozostając ciut lepszą, niż w PoE, gdzie w moim przypadku imersja po prostu nie istniała). Czy prolog i akty końcowe to rekompensują? Częściowo, jednak ta nudna część to dobrze ponad połowa czasu gry. I położy się cieniem na ocenę.

Fabuła w swym ogólnym zarysie to chyba największa zaleta gry. Niesztampowa (wreszcie!) i nawiązująca do mojego ulubionego uniwersum fantasy - Czarnej Kompanii. Nie jest jednak całkiem różowo. Czytania jest dużo, ale nie jest to niestety zbyt porywająca proza. Człowiek bardziej przez to brnie niż pochłania. Tak napisanej książki nie chciałoby mi się czytać. Dialogi często drętwe, straszliwie przegadane, a przez to mało wiarygodne - ludzie nie porozumiewają się ze sobą za pomocą długich akapitów.

Gra rzeczywiście sprawia wrażenie czegoś z potencjałem, którego w pełni nie wydobyto (sposób, w jaki się kończy, stwarza zresztą silne podejrzenie, że będzie, a na pewno być mógłby ciąg dalszy). Zwłaszcza w środkowej części gry sprawia wrażenie iście prowizorycznego, niedokoncypowanego i niedopracowanego interludium między odsłonami PoE i chaotycznego poligonu doświadczalnych mechanizmów rozgrywki, pomysłów itp.

Zdarzają się glicze i parę irytujących drobiazgów w GUI. Pewne sprawy są nie zbalansowane. Na przykład w grze mamy testy umiejętności, takie uproszczone odpowiedniki tego, co było w PoE. Otóż tylko w dwu przypadkach na samym początku prologu zdarzyło mi się nie mieć w drużynie odpowiednio dopakowanego skilla. Potem to już była czysta formalność. Ba. Z czasem wszyscy członkowie drużyny zdawali wszystkie testy, trudno pod tym względem mówić o specjalizacji. System rozwoju postaci ogólnie działa, ale jakiejś szalonej motywacji do levelowania nie generuje.

Nowinek jest sporo, ale nie tworzą spójnej całości, nie zachodzi tu synergia. To raczej nie przemyślany za dobrze zlepek pomysłów. W dodatku gra jest faktycznie za krótka, by się nimi nacieszyć i kończy się właśnie wtedy, gdy sprawy nabierają rumieńców.

Znajdziek jest też sporo, większość do szmelc, ale i tak w końcu drużyna ugina się pod ciężarem elitarnej broni, artefaktów itp. To, w połączeniu z faktem, że parametry żelastwa są standaryzowane, a efekty specjalne raczej bez polotu, sprawia, że gromadzenie dóbr nie jest specjalnie satysfakcjonujące i motywujące. Co prawda można to sprzedać, a kasę jest na co przeznaczać dzięki wieżom.

Widać ambitny zamysł wokół konwersacji, reputacji, wyborów i ich konsekwencji, ale widać też, że ambicja cokolwiek przerosła możliwości i ewidentnie nie ogarnięto tego zbyt dobrze. Trafiają się konwersacje bełkotliwe (syndrom "ale że ke?"). Czasem dochodzi do absurdów, gdy po przyjacielsku rozpoczęta rozmowa wbrew wszelkiemu rozsądkowi opcjami dialogowymi ciąży ku starciu, które mimo wszelkich starań okazuje się nieuniknione, choć na zdrowy rozum bezsensowne zwłaszcza, że grałem typowym, teoretycznie złotoustym dyplomatą. Z drugiej trony czasem użyte argumenty okazują się o wiele bardziej przekonujące, niż powinny. Realizm tu kuleje. Sposobów rozwiązania sytuacji bywa sporo, ale czasem brakowało tego najrozsądniejszego, czy najbardziej zgodnego z tym, jak chciałem poprowadzić grę. W wielu sytuacjach za pozorami elastyczności kryły się ściany koniec końców prowadzące mnie do jednego z paru lub wręcz jedynego wyniku rozmowy, jaki uznano za właściwy.

Reputacja jest wybiórcza i niespójna - nie wpływa na niektóre rozmowy i sytuacje, na które powinna (bywa, że w ramach jednej lokacji z niektórymi członkami danej frakcji rozmawiamy życzliwie, a do innych lepiej się nie odzywać, bo to się na bank kończy rzezią). Niektóre zmiany reputacji przeczą rozsądkowi. Nie wiem, czy na dłuższą metę reputacja, jaką wypracowaliśmy w przypadku części frakcji ma jakiekolwiek znaczenie.

Walki - specjalnych uwag do mechaniki nie mam (grałem na poziomie trudnym który wydaje mi się w sam raz), choć obawiam się, że starcia nie są zbyt ekscytujące, system jest raczej matematyczno-beznamiętny. Podrasowane PoE. Tak, jak i w PoE sam wygląd bitew jest ciut komiczny z uwagi na sztuczne pauzy, kiedy to walczący zamierają w bezczynności czekając, aż im się naładuje gotowość do kolejnej akcji. Spora tu umowność, ale po prawdzie podobnie to wygląda w wielu innych erpegach. Nie przeszkadzało mi to, że walczy się głównie z ludźmi (nawet mi się to podoba, dość mam z czapy wziętych dziwacznych i/lub sztampowych monstrów, bestii, nieludzi). Z akcji zespołowych korzystałem w sumie rzadko, spokojnie można się bez nich obyć ale fajny to ornament. Głównym źródłem jakiejkolwiek głębi taktycznej są czary. Poza tym starcia dopiero pod koniec stają się nieco satysfakcjonujące. Przez większość gry to nudnawa siekanina (szmery-bajery typu akcje zespołowe czy istne multum zdolności specjalnych nie stanowią tu remedium).

Magia - to jeden z bardziej udanych systemów w Tyranny. Kreator czarów to całkiem interesujące, wbrew początkowym wrażeniom, narzędzie, choć ja i tak poszedłbym tu dalej, a wynikowa paleta czarów nie powala różnorodnością.

Mapy dość małe, skrojone na potrzeby fabuły, co zaliczam do plusów (mniej jałowego biegania, a eksploracja i tak prawie nie istnieje).

Grafika dość przyjemna, ogólnie oprawa artystyczna jest OK, stwarza pewien klimat, niekoniecznie mnie przekonujący, ale zawsze. Muzyka bywa niezła (walki) ale ogólnie jest kiepawa, ot, nudnawe smyczki itp. Podobnie z voice actingiem - nawet, jeśli ma przebłyski, to ogólnie jest płaski i nie wzbudza emocji, ani też nie poprawia imersji.

Gra jest przeznaczona do wielokrotnego przechodzenia. Czy mam ochotę zagrać jeszcze raz? Nie. Może kiedyś, ale nieprędko, o ile w ogóle.

Ocena? Hm.

Byłoby 6 (z czego pół za nawiązania do Czarnej Kompanii). Ale dzięki temu, że gra nabiera nieśmiałego rumieńca na koniec jest 6.5 (wahałem się nad 7, jednak nie, nuda gry środkowej zbyt mi dopiekła). Zagorzali fani PoE mogą dodać jeszcze z pół oczka. Gdyby nie to, że najsłabsza, środkowa część gry dominuje czasowo nad resztą, sam dodałbym kolejne pół.

Wycena? Skoro 6.5, to jak dla mnie gra jest warta zgodnie z samorobnym wzorem (6.5^2) * 2, czyli jakieś 85 złotych. Choć nie wiem, czy za dowolnie mała kwotę bym kupował wiedząc to, co opisałem. Trochę jakby szkoda kasy i czasu.

Nadmiernych oczekiwań nie miałem. Są tu spore plusy i jeden ogromny (oś fabuły), ale horda mniejszych i większych minusów zbyt liczna. Tak zatem nie tylko nie ma miłego zaskoczenia, ale nawet mimo wszystko pewne rozczarowanie. Słowem - interesujący, ale niedowarzony eksperyment.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-20 22:11:01
19.11.2016 17:16
2
<Rydygier>
13

dana platforma może być po prostu... lepsza?

Taka konstatacja tłumaczy wybór tej platformy, nie emocjonalnie naładowane wojenki z tymi, dla których lepsza jest inna. To zwykle sprawa subiektywna, a próby narzucenia innym własnego gustu są tyleż popularne co daremne - przecież te wojny są kompletnie jałowe i bezpożyteczne. A choćby któraś platforma była "obiektywnie lepsza" (parametry, wybór gier, cokolwiek...), to co mi przeszkadza, że ktoś tam i tak woli inną? Ubywa mi czegoś przez niego? Członków plemienia co najwyżej. Dziecinne. Wychodzi, że faktycznie służą głównie zaspokajaniu instynktów plemiennych, jak ustawki kiboli itp. Nihil novi zresztą. Kiedyś atarowcy bili się z komodorowcami a nim wynaleziono komputry ludzie o danych potrzebach wyładowywali się zapewne kłócąc się o co innego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-19 17:21:11
19.11.2016 15:14
odpowiedz
<Rydygier>
13

No proszę. Akurat dziś skleiłem przekrojową playlistę zagranica/kraj, 115 kawałków od wojny i przed do 80's.

https://www.youtube.com/playlist?list=PLWUw0QC_3wa5KD-Znt_ThyXP0yU2r6pRl

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-19 15:15:04
18.11.2016 14:09
<Rydygier>
13

Tak, acz dodajmy, że sama koncepcja sandboksa/otwartego świata to nie żadne zbieranie znajdziek, nie na tym polega idea. To, z czym obecnie mamy styczność w grach tzw. otwartego świata to do tej pory głównie niewydarzone raczkowanie w temacie, którego chyba jeszcze nikt porządnie nie ogarnął, lizanie powierzchni zaledwie. W dodatku studia zżynają te same, płytkie i miałkie schematy jedne od drugich i od samych siebie, jak Ubisoft. I tak robią koncepcji niezasłużony "czarny PR".

Ideą jest istnienie spójnego, dogłębnie i szeroko symulowanego w jego mechanizmach i ich wzajemnych powiązaniach świata nie kręcącego się wokół gracza, a żyjącego niezależnie. Gracz jest tylko weń wrzucony, jako jeden z tysięcy trybików. A skutki działań każdego trybika, jak w rzeczywistości, rozchodzą się po świecie jak kręgi na wodzie.

Ambitne. Być może obecnie nieopłacalne. Możliwe.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-18 14:11:03
18.11.2016 13:59
odpowiedz
<Rydygier>
13

TW: Black Company - to byłoby coś... W sumie jako mod do TW: W też byłoby git. Uniwersum aż się prosi o ten rodzaj rozgrywki, zwłaszcza po tym, jak Warhammer, a wcześniej mody fantasy do Medievala, przetarły szlaki. Może z nieco większym naciskiem na klimatyczną narrację z punktu widzenia pojedynczej postaci, jak w powieści.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-18 14:00:45
17.11.2016 20:43
5
odpowiedz
<Rydygier>
13

deweloperom udało się ponoć opracować specjalny system, dzięki któremu działania graczy znajdą odzwierciedlenie bezpośrednio w świecie gry

Samo w sobie brzmi dobrze. Niestety, znając dotychczasowe ich podejście do koncepcji otwartych światów (stanowiące de facto antyreklamę tej godnej szacunku koncepcji) jak tudzież zwłaszcza ich "dynamizm innowacyjności" na tym polu (to ironia była), nie mam podstaw robić sobie nadziei. Może pozytywnie zaskoczą. Acz wątpię.

16.11.2016 23:33
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Człek w takim czy innym stopniu uczy się te dysonanse ignorować, akceptować, przymykać na nie oko. Już na starcie jest uczony, że nie powinien tu jakiejś specjalnej spójności oczekiwać. Zatem faktycznie - da się mimo ich obecności. Ale to nie znaczy, że bez nich nie byłoby może o wiele lepiej.

Czy da się to zjawisko wyrugować lub choć zredukować do minimum? Myślę, że owszem. I wcale niekoniecznie musi to być zrobione na jeden z dwóch wymienionych sposobów. Nie widzę zasadniczych przeszkód, by połączyć storytelling z wysoką interaktywnością i dążącym do zera stężeniem dysonansów. Domyślam się za to, że to niełatwe wyzwanie. Kwestia takiego obmyślenia historii itd. by nie kolidowało z nią to, co może zrobić gracz. Lub zwrotnego powiązania tego, co robi, z historią.

Przykład Lary - albo od początku robimy z niej twardzielkę, albo wprowadzamy do rozgrywki mechanizmy w jakiś sposób ograniczające to, co trudno jej zrobić i kary, gdy jednak to zrobi. Może jakiś parametr/pasek równowagi psychicznej, z początku króciutki, którego wyczerpanie kończyłoby się jakimś rodzajem utraty kontroli nad postacią, ale który wydłużałby się/mniej by go ubywało z każdym kolejnym zabójstwem by oddać oswajanie się z zabijaniem. Albo, czemu nie, który pozostałby mocno ograniczającym czynnikiem do końca.

Pole manewru jest duże, trzeba tylko wyjrzeć ponad/poza zastane schematy rozgrywki, nie myśleć o projektowanej grze jak o np. strzelance, która koniecznie musi zawierać X oraz Y i ani odrobiny Z, nie ograniczać się sztywnymi ramami i tam, gdzie zawadzają, przekraczać je bez wahania. Nie tworzyć erpega, ścigałki czy przygodówki. Tworzyć grę, a do czego efekt będzie podobny - to rzecz wtórna.

16.11.2016 12:50
1
<Rydygier>
13

jest tam jakaś postać wręcz bezczelnie nawiązująca do Duszołapa. Ale, jak rozumiem, nie odgrywa żadnej istotnej roli w przedstawionej historii.

A i owszem, jeden z archontów - Głosy Nerata. I jest całkiem ważną postacią. Posiada niemal tę samą właściwość, co Duszołap - "zawiera" wiele głosów i jest podobnie kapryśny i chaotyczny. W Myth 2 do tej samej postaci jawnie już, bo imieniem, nawiązywał tytułowy Soulblighter/Duszożerca.

A CK mnie urzekła - sposobem narracji i budowanym nią klimatem dość wyjątkowego świata fantasy, gdzie daremnie szukać typowych nie-ludzkich ras (są wyjątki - jednostki, z tych, co to potwierdzają regułę). Ludzie ludziom gotowali tam ponury los. Albo ex-ludzie. No i właśnie - ten cień złowrogich Potężnych rzucany na zdominowanych maluczkich. Księgi Północy to absolutna rewelacja, z naciskiem na tomy 1 i 2, zwłaszcza 2, lektura obowiązkowa, Księgi Południa są obciążone wadą "ciągu dalszego" doklejonego do kompozycyjnie domkniętej historii, ale też dobre, a doklejenie udało się całkiem gładko. Nie wiem, jak to nowsze wydanie, ale stare cechował przy tym bardzo nierówny przekład, zwłaszcza w późniejszych tomach.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-16 12:59:09
15.11.2016 23:29
2
<Rydygier>
13

Prawda. Ja też polecam. Bardzo. Podobieństw jest sporo, nie tylko w fabule, choć jak dotąd (jestem w trakcie) żadne z napotkanych przeze mnie nie było bezpośrednim "puszczeniem oka" do fanów uniwersów Czarnej Kompanii. Za to wiele silnych poszlak każących mniemać, że ktoś tam czytał i się inspirował. I chwała.

Ostatnia grą, w jaką grałem, w której były bezpośrednie nawiązania (jak niektóre imiona) jest stareńki Myth (i Myth II). Powstawał też chyba mod do NWN2 oparty o CK, ale bodaj nigdy nie powstał? Szkoda, że tak mało. CK to chyba najlepsze fantasy, jakie czytałem, w każdym razie moje ulubione, a przy tym klasyka dark fantasy. Zasługuje i na topową ekranizację i na takąż, pełnoprawną, egranizację. A nikt jakoś dotąd nie tknął tego wprost.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-15 23:32:39
14.11.2016 18:55
odpowiedz
<Rydygier>
13

Co prawda to chyba jednak nie horror, ale od razu przyszła mi do głowy gra Black Dahlia. Odkąd dawno temu miałem styczność z demem, chciałem w nią zagrać - bo klimat. I do dziś się nie udało. Może GOG kiedyś wskrzesi?

13.11.2016 10:49
<Rydygier>
13

To brzmi sensownie, choć niewątpliwie każdy doświadczył tych emocji w prawdziwym życiu tak, czy siak, więc nie musi sięgać po grę, by poznać, jak to jest się bać, smucić czy gniewać - zasadniczo jest nieprzyjemnie. Nie wszystkiego też, co ludzkie, warto celowo doświadczać. Jednak racja, że często:

Gramy we "wzruszającą" grę bo chcemy poznać opowieść w niej zawartą, poznać jej bohaterów, ich losy, wejść w skórę jednego z nich, przeżyć coś nierealnego, innego itd. Emocje, które w nas wywoła to tylko "skutek uboczny", przewidziany, zgadza się, ale jednak skutek.

I to rozumiem. Są jednak gry (książki, filmy...) których celem jest generować emocje bardziej, niż opowiadać cokolwiek. I osobiście nie czaję, czemu niektórzy lubią oglądać/grać w takie horrory. Tzn. prawdziwe horrory, których celem jest właśnie stricte straszyć, nie byle film o wampirach, bo takie też często zwą "horrorami".

Być może ma to też związek z odpowiedzią na pytanie szersze - czemu ludzie/gracze (mnie wliczając tym razem) lubią wirtualną przemoc. Różnie można na to odpowiadać, ja oddam sens odpowiedzi, jakiej udzieliła mi dawno temu babcia tłumacząca, czemu nie lubi oglądać filmów wojennych/tzw. mocnego kina w ogóle. Bo naprzeżywała się tego wszystkiego w życiu - podczas wojny. Do śmierci miała zszargane nerwy. A wy, młodzi, mówiła, łakniecie takich doznań, boście nie doświadczyli wojny, żyjecie w pokoju i spokoju, więc szukacie wrażeń.

Czemu tak jest? To być może też dogłębnie ludzkie - szukać wrażeń by "poczuć, że się żyje". Może faktycznie to dlatego co któreś pokolenie podświadomie dąży do wojny. To, które nie widziało poprzedniej. Może faktycznie generatory wirtualnych doznań jak gry pozwalają w nieszkodliwy sposób po części rozładować tę potrzebę. Może taka rozrywka jest ważniejsza dla ludzi, niż się wydaje.

A jednak, wracając, nadal ciężko zrozumieć - czemu ktoś chce w sztuczny sposób wygenerować sobie emocje, których jednocześnie unika. Brzmi jak sprzeczność. Widać różnica tkwi w świadomości, że to na niby. Mimo jakiejś dozy imersji. Stąd wniosek, że imersja nie powinna być absolutna (i szczęśliwie się składa, że nie bywa).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-13 10:58:37
13.11.2016 09:22
-2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Z wymienionych grałem w jedną. Z ogółu, w które grałem - hm. Prawie nie ma wśród nich takiej, którą bym zapamiętał jako szczególnie poruszającą mnie czymś, może ze trzy. I tylko ta jedna wymieniona to quasi-strzelanka - ME. Dlaczego? Z jednej strony raczej nie po to gram i nie pod tym kątem dobieram sobie gry, choć, z pozoru paradoksalnie, cenię sobie imersję i doceniam, gdy gra umie poruszyć, a z drugiej - jakoś trudno mi się wczuwać w sensie emocjonować perypetiami bohatera, z biegiem lat i ilością gier na koncie coraz trudniej. Czasem też, niestety coraz częściej (bo człek obeznany już ze sztuczkami), razi sztuczność momentów-mających-poruszyć, w sensie takiego wyreżyserowania zdarzeń, by gracz w sposób nieunikniony się w danej sytuacji znalazł. Ta świadomość odgradza mnie od wydarzeń. I poruszają wówczas jedynie w tym sensie, że frustrują/irytują. Bo np. "mechanicznie", a więc rażąco sztucznie, zmuszają do "trudnego wyboru" z którego widzę trzecie a może i czwarte, być może znacznie lepsze wyjście. Ale nie.

A z ostatniej strony - typowe strzelanki mnie nie kręcą.

Za to czasem zastanawiam się, czemu ludzie szukają środków, które "sztucznie" wygenerują w człowieku emocje, jakich nie chciałby doświadczać w prawdziwym życiu. Smutek, strach, gniew...

PS Co do sceny z Wolfensteina - nie grałem, ale z opisu mi wynika, że, etycznie biorąc, niewskazanie ofiary to jak najbardziej pełnoprawny trzeci wybór. I chyba jedyny słuszny.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-13 09:40:41
11.11.2016 09:24
1
<Rydygier>
13

Szybciej było w serii TES...

I w Jagged Alliance.

11.11.2016 09:23
2
<Rydygier>
13

No dobrze, ale jak powinno być w takim razie? W końcu gramy oddanym sługą złego Hegemona wśród oddanych sług złego Hegemona.

Jeśli mówisz i zachowujesz się w sposób, który sprzeciwia się ich zachowaniu (i ich oczekiwaniom odnośnie twojego) - czego oczekujesz? Buzi-buzi?

Notabene, tego byłem najbardziej ciekaw - jak ludziom będzie się grało gościem, który z założenia jest szwarccharakterem. I to wśród podobnych mu skurczybyków.

Sam dopiero zacząłem, więc jeszcze nie oceniam. Pierwsze wrażenia pozytywne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-11 09:25:58
10.11.2016 18:08
odpowiedz
<Rydygier>
13

To?

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=14175190&N=1

Art wsiąkł, ale komęty się ostały.

10.11.2016 16:39
odpowiedz
<Rydygier>
13

Wizualnie przypomina Panzer General. Ciekawe, na ile rozgrywka jest podobna.

10.11.2016 12:39
odpowiedz
<Rydygier>
13

Jakoweś mechaniczne/elektryczne ustrojstwo typu kula plazmowa. A może jakiś fikuśny zegar, choćby kulkowy, albo insze "wieczyste ruchadełko" (tja...). W każdym razie coś stylowego i raczej retro. Może wręcz nienachalny steampunk.

09.11.2016 21:52
<Rydygier>
13

Cóż, tak się składa, że opisałem również swoje wrażenia z MoO w komentarzach tutaj:

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=27951

Najkrócej: obie gry kosztowały mnie podobną kwotę. W przypadku Stellaris nie żałuję wydanych pieniędzy. W przypadku MoO - owszem, żałuję. Żałuję, że dałem grze drugą szansę przekraczając magiczne steamowe 2 godziny. Pomimo tego, że obie gry to jednak schemat 4x, żadna nie stanowi rewolucji, moim zdaniem potrzebnej. Jest co prawda nadzieja, że w kolejnych patchach poprawią główne bolączki MoO, zbalansują pewne sprawy lepiej itp.

Chyba jedyna rzecz, jaką MoO robi lepiej od Stellaris jest częściowo oprawa artystyczna - portrety, nieco voice actingu... Ale wyjąwszy muzykę, która jest w Stellaris na wysokim poziomie (ino grana bez ustanku, więc oczywiście w końcu męczy) i może z wyjątkiem efektów wizualnych podczas bitew, również dość urokliwych w Stellaris.

Co do multiplayera, prawdę rzekłszy nawet nie zwróciłem uwagi, czy jest, bo mnie to zupełnie nie interesuje, ale internety twierdzą, że jest... zresztą odpaliłem grę, by sprawdzić - jest.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-09 21:59:47
09.11.2016 12:24
<Rydygier>
13

Na to akurat nie narzekam. Nie lubię gier, gdzie się spokojnie na rozwoju skupić nie można, bo cięgiem tylko najazdy, wojny czy inwazje i ani się obejrzysz, a tu ktoś już chapnął pół mapy. Osobiście uważam za zaletę Stellaris, że wcale tak być nie musi i zachłanność ras jest tonowana rozmaitymi czynnikami. Oczywiście zaletą byłoby i to, gdyby w zależności od warunków początkowych, cech wybranej rasy itp. rozgrywka na każdym etapie dostarczała mocno odmiennych wrażeń. Na ile tak jest w przypadku Stellaris - trudno mi powiedzieć po 1,5 rozgrywki, z kolejną czekam na następną porcję patchy.

PS grałem uduchowionymi wojownikami. Ale w Stellaris jest tak, że wraz z postępem kolonizacji różnicują się ludkom cechy/skłonności, coś a la mutacje. Ciekawe, ale nieco to chyba przesadzone (przydałyby się też jakieś bardziej subtelne stany przejściowe), bo dość szybko się okazało, że większość tych moich niby świętych wojów woli politycznego ograniczenia wypowiadania wojen. Na późniejszych koloniach trudno było znaleźć kogokolwiek podzielającego początkowe ideały rasy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-09 12:36:45
07.11.2016 16:00
2
<Rydygier>
13

takim tokiem myślenia

A jaki tok myślenia byś zaproponował w tej sytuacji? Ja tylko opisuję stan faktyczny. Coś się w tym opisie nie zgadza?

Obozy zagłady? Ten drastyczny przykład pokazuje, na manowce jakich zbrodni może sprowadzić bałagan u podstaw światopoglądu.

Nie jest to zjawisko obce i naszym czasom. Istnieje proceder, który uważam za równie ohydny i masowy w skali, który jednak przez wielu jest uznawany za normę, rzecz wręcz dobrą, postępową, nowoczesną. Ofiary też nie mają głosu, by się bronić, a mowa o ludziach. Głośno o nim w Polsce ostatnio.

Czy więc należy to akceptować? Skądże. Należy sprzeciwiać się temu, co autentycznie uznajemy za złe. A działać wedle tego, co naprawdę rozpoznajemy jako dobre. Ale nie licz na to, że ktoś zmieni swoje zdanie tylko dlatego, że Ty masz inne i je ogłaszasz.

07.11.2016 14:34
2
<Rydygier>
13

No, co poradzić. Jak ja nie mam narzędzi, by zmusić Ciebie do zmiany zdania, tak też vice versa. Bo to zdanie nie wynika z poziomu jakiejś argumentacji, której logikę można by zweryfikować, a z tego, co akceptujemy a priori za prawdę lub fałsz. To, co Ty najwyraźniej uważasz za fałsz a priori (wedle tego, co napisałeś), ja, również a priori, uważam za prawdę. Stąd wynikają nasze wzajemnie rozbieżne poglądy na sprawę.

W rezultacie odmiennie ważymy wartość zwierzęcia i ciężar jego cierpienia w stosunku do innych spraw.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-07 14:46:21
07.11.2016 13:42
3
<Rydygier>
13

Chłopie, spokojnie. Nie gorączkuj się tak - po co tyle buziek, tyle chaotycznych słów. Po co (mylnie) próbujesz przewidzieć, co myślę i co powiem? Co prawda twierdzę, że tkwisz w błędzie, ale nic na to nie poradzę. Odrzucasz prawdę na wstępie, więc objaśnianie czegokolwiek mija się z celem, jako, że wszystko jest tu oparte o właśnie tę prawdę. Nie mogę cię zmusić do zmiany zdania, bo to kwestia a priori, więc jeszcze raz, spokojnie, Twoje zdanie jest nie zagrożone, póki sam nie dojrzejesz do jego zmiany, czego szczerze życzę.

A w temacie co chciałem, to napisałem i styknie.

07.11.2016 13:01
3
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Kotlet - OK.
Aberracje w rodzaju "zwierz nie mniej ważny/ważniejszy od człeka" czy inszy tam ideologiczny weganizm - nie OK.
Nadmiarowe/zbędne zadawanie cierpienia zwierzętom/dręczenie ich bez celu - nie OK.
Dewastowanie przyrody bez wystarczającego uzasadnienia - nie OK.

Krótko mówiąc - ochrona środowiska i dobrostan fauny to sprawa ważna, ale są o niebo ważniejsze.

Ten, kto przyrównuje ubój zwierząt do holokaustu czy nawołuje, by ludzkość popełniła se kuku aby uwolnić od się Gaję gada, rzecz jasna, skandaliczne bzdury, dryfuje w krainie absurdu, najwyraźniej wskutek zupełnie pomieszanych podstaw światopoglądu.

Niektórzy z takich aberracji wyrastają, inni nie, co jest doprawdy smutne i pożałowania godne. I szkodliwe. Kojarzę przypadek małżeństwa wegan, które w imię swojego ideolo zagłodziło własne dziecko na śmierć.

07.11.2016 09:10
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
13

Skuszony wysokim poziomem wykonania i dobrze zbudowanym nastrojem oraz dużą obniżką kupiłem Darkest Dungeon, choć wiedziałem, że nie trawię ani sidescrolli, ani w ogóle gier sztucznie spłaszczonych do 2D, ani rogali. Ot, eksperyment. To był błąd, jak często, gdy nie ufam własnej intuicji.

Nastrój, wysoka jakość - owszem. Tylko co z tego, że świetnie zrobione, skoro to, co jest zrobione dla mnie osobiście jest zupełnie chybione koncepcyjnie. I, mnie osobiście, przestaje cieszyć i razi suchą schematycznością oraz zbyt wysokim poziomem abstrakcji (skutkiem czego nikła imersja) już po pierwszej godzinie zwłaszcza, że schematyczność tyczy się i narracji mającej budować ów nastrój. W DD wyciągnięto z cRPG to, co najmniej mnie w tych grach pociąga: mikrozarządzanie oraz łażenie po lochach i oparto na tym i w zasadzie tylko na tym mocno schematyczną rozgrywkę.

Ciekawostka odnośnie poziomu trudności - wydaje mi się, że nie da się przegrać. Na do widzenia zrobiłem eksperyment, celowo wykończyłem wszystkich swoich najmitów, opróżniłem skarbiec... Nieważne. Zawsze będzie czekać dość chętnych, by ciągnąć grę dalej. Nie da się chyba doprowadzić do sytuacji "game over". Trudne (lub w tej sytuacji raczej żmudne, niż trudne) jest jedynie czynienie postępów w grze, przy czym gracz ma jedynie połowiczny wpływ na to, jak mu z tym idzie. Reszta to rola "bezdusznej losowości".

Dla mnie osobiście ta gra to jakieś 5.0, a byłoby 4.0 gdyby nie naprawdę porządnie zrobiona, w ramach swojej stylistyki, oprawa. Oficjalnie gry nie oceniam, bo to ewidentnie gra nie dla mnie i to potężnie rzutuje na mój jej odbiór i ocenę.

Podsumowując, zakup gry był dla mnie nieudanym eksperymentem. Czy sama gra jest eksperymentem udanym - niech każdy sam to oceni, ja zmarnowałem pieniądze, dobrze, że stosunkowo niewiele.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-07 09:12:10
06.11.2016 21:28
odpowiedz
<Rydygier>
13

Czy ważna, to pewnie zależy, komu, rzecz subiektywna. Ja byłbym gotów zapłacić cenę AAA i "grać" w tytuł, który oferuje taki świat i niewiele ponadto. Pod warunkiem, że to będzie żyjący świat pełną gębą, dogłębny i rozległy, pełen wzajemnych powiązań i mechanizmów trafnie symulujących złożoność społeczności świata realnego, za sprawą których moje działania, jako gracza, rozchodziłyby się w tym świecie konsekwencjami jak kręgi po wodzie. A nie powierzchowny teatrzyk, jak w Skyrim dla przykładu. Chociaż to, o czym mówię, to mogłoby być też jakieś middleware.

Bo mnie to zagadnienie - symulacji tego rodzaju - fascynuje.

A ogólnie, na ile żyjący świat służy grze? Cóż. Służy imersji przede wszystkim. A też może stanowić doskonałe środowisko dla systemu dynamicznych questów niejako naturalnie wypływających z tego, jakie w danym miejscu i czasie skutki przyniesie całe to "trybienie" żywego świata. Ot, przykład - dynamiczny quest pomocy poszkodowanym w wypadku drogowym. Typowo byłby on wygenerowany ad hoc, graczocentrycznie. Ot, gdzieś za węgłem spawnują się zniszczone pojazdy i ranni. Natomiast w powyżej opisanym układzie taki wypadek mógłby się statystycznie trafić w wyniku interakcji między harmonogramami aktywności zmotoryzowanych obywateli świata o danych cechach (skłonność do ryzyka, skłonność do alkoholu itp.). A trafiałby się w czasie i miejscu niezależnym od położenia gracza, więc jeśli gracz nań natrafi wie, że spotkało go coś autentycznego, nie zaś mały teatrzyk na jego cześć. Wizualnie rezultat bardzo podobny. Imersja gracza - zupełnie inna.

Oczywiście to też kosztuje - czas programistów.

06.11.2016 20:25
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Patrzę na to, słucham i nawet podoba mi się to, co widzę i słyszę.

04.11.2016 21:46
<Rydygier>
13

start programu Bohemia Incubator

Szacun za ideę i ogólne podejście do własnego rozwoju.

04.11.2016 20:55
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Co prawda od dawna jestem jakoś zupełnie poza tego typu grami, ale mimo to dotarło do mnie echo tego hejtu. Efekt - zaciekawienie tytułem, który na moje oko nie różni się specjalnie niczym szczególnym od innych gier tego typu z półki AAA, a jednak został potraktowany zupełnie... wyjątkowo.

Ale raczej nie aż takie to zaciekawienie, żeby wywalać na niego kasę. Raczej jestem ciekaw, jakie będą recenzje.

04.11.2016 16:49
odpowiedz
<Rydygier>
13

Sam zastanawiam się nad paroma... Arma - gracze zawsze narzekają, ale po prawdzie nie znam gry, w której AI radziłoby sobie równie dobrze w otwartym świecie. Pomimo wszystkich jego wad - to zresztą znamienne. Fani Army narzekają na takie aspekty jej AI, na jakie nawet nie przyszłoby człowiekowi do głowy narzekać w innych grach.

Total Wary - bitewna AI. Exploity? Są. Absurdalne zachowania - zdarzały się. A jednak... Trudno mi sobie przypomnieć cokolwiek równie dobrego w tej kategorii*

*wszystko ze stałą poprawką na fakt, iż w mnóstwo gier nie grałem, poniekąd stąd pytanie tytułowe.

Paradox - co z AI w ich grach? Nie jestem pewien, czy jest faktycznie dobre, ale czy istnieje cokolwiek równie zaawansowanego i nie gorszego?

04.11.2016 15:48
<Rydygier>
13

Jednym z częstych minusów, z jakimi się spotykam w recenzjach gier, nawet tych całkiem wysoko ocenianych i AAA jest "kiepska AI". FPS, strategia, cokolwiek. Wydaje mi się to na tyle powszechne, że ludzie chyba przymykają na to oko, nie oczekują tu wiele, jakby niezbyt wiele dało się osiągnąć w tej dziedzinie. Wrażenie, że to temat wyjątkowo trudny wzmacnia zjawisko "tylko PvP", co wydaje się być ucieczką od zagadnienia AI.

Jakie tytuły umieścilibyście na podium gier (dowolnych gatunków) o najlepszej AI (dowolnego szczebla i funkcji) i konkretnie dlaczego te? Sam może dopiszę później własne, ale myśl świeżo mi zaświtała i jeszcze nie uporządkowałem tematu w głowie.

PS Najlepsza nie znaczy najskuteczniejsza - wówczas prosty aimbot stanowiłby optimum. Raczej - najbardziej złożona, najlepiej symulująca rozum ludzki, nie schematyczna, zaskakująca, wiarygodnie postępująca, a może nawet faktycznie ucząca się/adaptatywna. Taka, przeciwko której ciężko znaleźć niezawodny sposób postępowania, która trzyma w napięciu jako oponent i ponadprzeciętnie radzi sobie jako sojusznik. A może taka, która dobrze udaje ludzkie błędy i ograniczenia.

Warto też nadmienić, że łatwiej o sprawiającą dobre wrażenie AI w środowisku zamkniętym, tunelowym - w pełni przewidywalnym, powtarzalnym i kontrolowanym. Chodziłoby mi zwłaszcza o taką, która radzi sobie w otoczeniu/środowisku otwartym, dynamicznym. Której siła tkwi w dobrze zaprojektowanych algorytmach, nie statycznych skryptach i "helperach" wbudowanych w mapę/poziom.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-04 15:57:04
04.11.2016 09:55
odpowiedz
<Rydygier>
13

Ciekawe, dodam sobie do zakładek na zaś, bo kto wie.

03.11.2016 14:26
<Rydygier>
13

Samo skanowanie jeszcze nie wróży źle. Eksploracja musi polegać na czymś. Badanie biosfery byłoby jej najnaturalniejszym elementem. Pytanie, jak to będzie zrobione. Bo można wielorako. Jeśli na modłę Inkwizycji, to qpa. Ale pytanie, skoro ich celem jest sukces komercyjny, to co miałoby ich motywować, by opierać grę na tym, o czym wiedzą, że było najbardziej krytykowane w ich poprzednim tytule? Jedynie jakiś ośli upór na zasadzie "ja i tak wiem lepiej" lub ograniczenie wyobraźni "inaczej tego nie widzę".

Ja powiadam - spokojnie, się zobaczy. Nie ma co ani kasandrzyć ani się hajpować na wyrost.

01.11.2016 21:40
odpowiedz
<Rydygier>
13

No niech będzie, powiedzmy, że czekam na Tyranny. Nadziei sobie wielkich nie robię, ale jestem ciekaw, jak w praktyce będzie smakować gra sługusem Zła, czy może się okazać wciągająca i imersyjna. Na ile gra będzie różna od PoE. Ile nowego wprowadzi do światka izometrycznych cRPG.

01.11.2016 14:00
<Rydygier>
13

Kto to są areligijni biedacy?

Powiedzmy, że w tym kontekście ci wszyscy, o których piszę:

tacy mogą nie mieć nic lepszego po prostu niż kolejny pretekst do imprezowania.

Nie widzę powodu dla którego ateista, agnostyk czy nawet buddysta miałby się w to nie BAWIĆ.

Już to pisałeś innymi słowy, a ja już odpisałem. Raz wystarczy.

01.11.2016 11:43
<Rydygier>
13

jak katolicy urządzają procesje i szopki nikt cyrku i rabanu nie robi

Raz że te z kolei zwyczaje są osadzone w symbolice, tradycji i nade wszystko w samej wierze, której świadectwo stanowią, nie jak zwyczaje halloweenowe. I w odróżnieniu są dobrze tutaj zakorzenione.

A dwa - owszem, są tacy, co robią wokół tego durnowate cyrki. A przynajmniej jeden taki jest, bo media uczyniły go znanym.

W Polsce nie, w Europie tak.

No i właśnie. W Europie Zachodniej, dodajmy. A dokładniej - w pewnych jej częściach a obecnie to w ogóle głównie chyba raczej USA.

Nie widzę kompletnie powodu dla którego ludzie areligijni i inni niezbyt (lub wcale) związani z chrześcijaństwem nie mieli obchodzić tego "święta"

Też nie widzę. Pisałem - tacy mogą nie mieć nic lepszego po prostu niż kolejny pretekst do imprezowania. A to, że Halloween jest kulturowo Polsce obce to fakt z którego może wynikać nikła trwałość obyczaju. Zależnie, ilu areligijnych biedaków będzie w Polsce.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-01 11:48:40
01.11.2016 11:31
<Rydygier>
13

Halloween ma korzenie, niezbyt pewne, ale jednak, w pogańskim, celtyckim święcie zmarłych. Tak więc wywodzi się z europejskiej kultury. Na pewno bliższej przeciętnemu europejczykowi niż fałszywe monoteizmy z góry Synaj.

Mówię o Halloween w Polsce. W Polsce Halloween korzeni nie ma.

Europa jaką znamy, przypominam, wyrosła na ruinach Rzymu w tym zwłaszcza na chrześcijaństwie i dzięki niemu (wliczając w to uratowanie od zapomnienia dorobku Starożytności) oraz została przez nie ukształtowana. To są sprawy znane przecież. Owszem, obecnie w znacznej mierze sama się wykorzeniła począwszy, powiedzmy, od Rewolucji Francuskiej (i szuka sobie bieda-zastępników), ale to rzecz inna. W każdym razie polska kultura, od przeszło tysiąclecia budowana na chrześcijaństwie, jest w swej własnej specyfice również "etnicznej", odrębnej od zachodniej, obecnie zupełnie niekompatybilna ze zwyczajami halloweenowymi. Taki prosty fakt wynika mi nawet z mojej obserwacji, jakich by teorii nie dorabiać do paneuropejskiego powinowactwa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-01 11:39:35
01.11.2016 11:11
<Rydygier>
13

że w kwestiach obyczajów, zwyczajów czy języka kultury przenikają się przejmując w całości lub w części pewne elementy.

Jasna sprawa. Tylko co to zmienia w kwestii aktualnej oceny Halloween jako sztucznego wszczepu? Zostało sztucznie wszczepione i wypromowane jako trendy? Zostało. Pasuje do naszych obyczajów i kultury, wynika z nich i współgra z nimi? W ogóle. To ciało obce i tyle. Za 200 lat, gdyby jednak Halloween się ostało, może moglibyśmy je porównać z choinką pod tym względem. Teraz takie porównanie nie ma racji bytu. Acz osobiście wątpię, bo Halloween widzi mi się puste w środku. Żadnej głębi przesłania czy symboliki. Rachityczne to, jak kwiatek zasadzony w grunt bez korzenia - ot, pretekst do zabawy, nie zaś świętowanie czegokolwiek konkretnego. I tu leży tez pewna zasadnicza różnica między Halloween i choinką. Choinka, jako zwyczaj, została zintegrowana z istniejąca już tradycją obchodów Bożego Narodzenia. Halloween nie zostało zintegrowane w niczym. W pewnym sensie wręcz przeciwnie - funkcjonuje w opozycji do istniejących tradycji. To rokuje temu zawieszonemu w znaczeniowej próżni pseudo świętu tym gorzej.

Też trzeba by sprawdzić, czy aby na pewno chodzi w tym wypadku o naturalne przenikanie, a nie właśnie o celowy przeszczep, czyli bardziej zabieg socjoinżynieryjny (np. marketingowo lub nawet światopoglądowo motywowane małpowanie Zachodu).

Notabene, tak samo mienione Dziady już nie współgrają, choć kiedyś owszem - jak byśmy tu i teraz patrzyli na praktykowanie Dziadów? Folklor. Skansen. I tak to się toczy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-01 11:20:53
31.10.2016 22:26
2
<Rydygier>
13

Rokrocznie.

Choinka jest to z kolei, w odróżnieniu od Halloween, dobry przykład tradycji w kulturę i obyczaj solidnie wrosłej. Swoją drogą, również w odróżnieniu, tradycji dobrej i wartej kultywowania.

31.10.2016 20:56
4
odpowiedz
11 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Dziś jest dzień powszedni. Jutro obchodzi się Uroczystość Wszystkich Świętych Pańskich. Pojutrze - Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych. Nie są to obchody ponure. No, może dla tych, którzy sądzą, że śmierć to koniec wszystkiego. Takim, być może, nie pozostaje nic lepszego, niż kolejna próba zapomnienia w wesołkowatych harcach wokół dyni. I to jest w tym wszystkim ponure. Może jeszcze pogoda. Co do nastroju - cmentarz rozświetlony zniczami po zmroku, pełen ludzkich sylwetek to jeden z bardziej poruszających, choćby tylko estetycznie, widoków. Bardzo przyjemny klimat.

A Halloween jako takie to obcy kulturowo wszczep. Pasuje do naszej kultury i obyczaju jak pięść do nosa. Wysilone to jakieś. Sztuczne. Że zionie jakimś ponurym nihilizmem, to swoją drogą. Oczywiście, jako pretekst do imprezy czy hecy nada się, jak niemal wszystko. Czy jest dla obchodzących czymś więcej? Wątpię. Ich zresztą trzeba by zapytać, co konkretnie "obchodzą" tym świętem. Sam jestem ciekaw.

Serdeczne Memento mori wszystkim.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-31 21:09:02
31.10.2016 19:37
8
odpowiedz
<Rydygier>
13

Ja nie obchodzę Halloween a Halloween nie obchodzi mnie.

30.10.2016 09:23
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Bywa i tak:

Sometime in 2009, we determined the setting for Combat Mission: Black Sea: a fictional future conflict between NATO, Ukraine, and Russia in the year 2017. A few years later, the details of this conflict were fleshed out and work began on creating the unique military formations and
equipment that would participate in such a conflict. In the midst of development, the unthinkable happened, and conflict actually came to Ukraine during the spring of 2014.
After much internal discussion we decided to move forward with the development of Combat Mission: Black Sea. We prefer that our Combat Mission releases cover historical or fictional modern topics, and in that regard Black Sea is still a fictional story. However, the previously written back story for the game was slightly altered to take into account 2014's real life events.
To be clear: Combat Mission: Black Sea is a hypothetical conflict between NATO and Russia
set in 2017, not a depiction of present day events such as the Crimean Crisis or the War in
Donbass.

(cytat ze wstępu do manuala CM: BS)

28.10.2016 14:05
odpowiedz
<Rydygier>
13

Cyberpunk, Torment, Kingdom Come, Andromeda - liczę, że choć jedna z nich przebije moją skorupę zblazowania i wciągnie. Zwłaszcza ta pierwsza - wiem o niej tyle, że robią ją ludzie od Wieśka. I więcej wiedzieć nie muszę i nie chcę nawet aż do premiery. Divinity, Tyranny, PoE 2 czy Vampyr - może, ale to byłoby pewnym zaskoczeniem. BT IV to niewiadoma z fajnym motywem muzycznym i niezbyt mnie przekonującą stylistyką. Seven - też niewiadoma, z kiepskim stylem graficznym (nie w moim guście) i... jakieś elementy zręcznościowe? Wasteland 3 - autentycznie nie wiem. No japońszczyzna wiadomo, nie istnieje dla mnie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-28 14:16:16
28.10.2016 10:03
<Rydygier>
13

Rozgrywka na 1.3 trwała 48 godzin do etapu gdy uznałem, że albo zacznę sam wszczynać awantury (a zwykle nie gram agresywnie), albo nic więcej istotnego się nie wydarzy, aż ktoś doczołga się do progu zwycięstwa (40% zdatnych planet zasiedlonych samodzielnie lub 60% w ramach federacji ras). Drzewka technologiczne ukończone, czyli na etapie nie kończących się ulepszeń w stylu "+5% do parametru", galaktyka zbadana w ponad 90%.

Komp: i7-3770, GTX 970, 16GB RAM. Sądząc po wymaganiach z opisu gry - Stellaris powinna ci pójść, choć gra na największej galaktyce przy około 20 rasach może nie być zbyt komfortowa na zaawansowanym etapie (skoro i u mnie nie było całkiem różowo - acz do przełknięcia). Jeśli tak, można albo unikać najszybszego tempa, albo grać na mniejszych galaktykach. Zgaduję zresztą, że zmrożenia gry następowały przede wszystkim z powodu bitew między wielkimi flotami rozgrywanych na maksymalnym przyspieszeniu, być może wówczas, gdy gdzie indziej też toczyła się bitwa lub bitwy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-28 10:04:06
27.10.2016 22:30
odpowiedz
8 odpowiedzi
<Rydygier>
13
8.5

Cóż. Wersja 1.3 wyszła, chyba już można ocenić Stellaris.

1. To nie jest rewolucja zmieniająca oblicze gatunku 4x, ale w ramach tej konwencji daje bodaj więcej, niż inne znane mi tytuły (Endless Space, Stardrive 2, nowy MoO... No i stare klasyki - ówczesnego mnie może nawet czasem bardziej ekscytujące, ale w obiektywnym porównaniu wymiękające). Idzie nieco głębiej i nieco szerzej, choć nie tak daleko w komplikacje, jak w innych tytułach Paradoksu.

2. No właśnie. To gra Paradoksu i ogólny koloryt rozgrywki jest pokrewny innym grom studia. Oznacza to między innymi, że rozgrywka jest dość beznamiętna (co jedynie po części wynika z faktu, że to strategia), a raczej tyle w niej emocji, ile wygenerujemy rolplejując sobie w wyobraźni. Plus małe zastrzyki z fabularyzowanych eventów, które jednak ewidentnie stanowią dodatek, omastę, nie główne mięcho. Brak tu, niestety, generatorów emocji w postaci narracji głosowej, voice actingu, cut scenek itp. Eventy to obrazek plus porcja tekstu, czasem jedna z paru opcji do wybrania, konieczność badania lub walki i wymierna nagroda za ukończenie.

3. Mechanika w sposób naturalny dzieli rozgrywkę na etapy - wyścigu eksploracyjno-kolonizacyjnego, przepychanek granicznych (zbrojnych, lub nie), konsolidacji i stagnacji.

Na pierwszym etapie mamy pełne ręce roboty - mikrozarządzanie, badanie anomalii, pierwsze kontakty. Wiele decyzji o dalekosiężnych skutkach do podjęcia i priorytetyzacji wobec ograniczonych mozliwości - nawet kolejność badań może mieć spore znaczenie, np. jeśli nieopatrznie odłożymy niektóre z nich na później.

Etap drugi cechuje już luźniejsza atmosfera. Kolonii powinniśmy mieć sporo, ale mechanika niejako wymusza (karami niewydolności administracyjnej) wydzielanie z nich w znacznym stopniu zautomatyzowanych sektorów, więc nie trzeba i nie bardzo można dłubać przy każdej planecie z osobna. Prędzej czy później pojawi się też możliwość automatyzacji eksploracji. Pozostaje więc planować rozwój w skali strategicznej, umacniać się itd. Można też zapolować na kilka rozrzuconych po galaktyce bardziej wymagających tajemnic i wyzwań. Sporadycznie coś ciekawego może wydarzyć się na planetach. Pojawia się aspekt spójności wewnętrznej imperium, bo siły odśrodkowe wzmagają się wraz z rozległością terytorium i narastającym rozrzutem światopoglądowym populacji. Tworzą się separatystyczne frakcje, ale są też środki radzenia sobie z nimi. Bodaj najlepiej tak optymalizować politykę imperium, by odbierać frakcjom rację bytu i zwolenników - nikną same z siebie.

Na etapie końcowym gra dostarcza zaawansowanych wyzwań-eventów w postaci ogólnogalaktycznych zagrożeń, te co prawda nie są doskonałe. Zbyt wiele własnej inicjatywy i pomysłowości może spowodować, że event fabularnie utknie. To mi się zdarzyło - najwyraźniej pokonałem wroga "przedwcześnie", nie czekając na postęp fabuły. Wroga nie ma, fabuła utknęła. Cóż. Poza tym - można dążyć do oficjalnego celu gry, co najpewniej oznacza konieczność podbojów (a to może nie być proste nie tyle do wygrania co do rozpoczęcia, zależnie od filozofii rasy i sojuszy), można wyznaczyć sobie własne, można uznać, że wystarczy i skończyć bądź patrzeć, jak imperium powolutku się umacnia kolejnymi techami, niemrawo terraformować kolejne planety w gajańskie, pobawić się w politykę, powtrącać się w cudze sprawy... Ot, szara codzienność galaktycznej potęgi bez wyraźnego celu. No w sumie nie za dobrze, gdy korci wszczynać wojny z nudów. Ot tej nudy etapu końcowego Stellaris ucieka dużymi eventami tylko doraźnie i częściowo. Moja rada - gdy nie będzie już nic ciekawego na horyzoncie, żadnych ekscytujących wyzwań i aspiracji - należy uznać rozgrywkę za skończoną.

W każdym razie rozmaitość potencjalnych warunków początkowych wydaje się obiecywać sporą różnorodność poszczególnych rozgrywek, przynajmniej na pierwszych etapach.

4. Balans gry wydaje się w porządku. Oczywiście złożoność aspektów rozgrywki i jej dynamiczność sprawiają, że może stać się coś dziwnego, raczej nieoczekiwanego przez twórców, tak, jak i w innych grach Paradoksu. To raczej zaleta. Zastosowano niezłe inhibitory zachłanności - im liczniejsza populacja tym kosztowniejsze badania, im bardziej rozstrzelona po galaktyce, tym trudniej zachować spójność imperium. Im więcej kolonii - tym trudniej to ogarnąć administracyjnie. Samo zadowolenie populacji stanowi inhibitor pewnych niezgodnych z ogólnie wyznawanym światopoglądem działań. Im większe floty - tym trudniej utrzymać dodatni bilans energetyczny itp.

5. Batalistyka jest OK. Projektujemy własne okręty, zaś flota wcale niekoniecznie powinna składać się wyłącznie z największych dostępnych jednostek, choć na późnym etapie takie korwety mimo wysokiej zdolności uniku to już raczej krótko żyjące mięso armatnie. Ogólnie - maluchy trudniej trafić, a im jednostka większa, tym więcej trafień wytrzyma. Co prawda pewne rodzaje okrętów są skuteczniejsze przeciwko określonym rodzajom, ale generalnie wszystko ciąży do maksymalizacji siły ognia i pancerza, czyli do jednej lub góra paru optymalnych konfiguracji. Specjalizacja jednostek mogłaby być większa, istotniejsza i bardziej doniosła w skutkach. Wizualia bitew są dość miodne. Zachowanie okrętów - poprawiono i jest sensowniejsze, co oznacza tyle, że duże okręty trzymają się z dala i walą z ciężkich dział, a drobnica miota się na krótkim zasięgu.

6. Interfejs wysoce ergonomiczny, gra się bardzo przyjemnie. Jest parę glitchy, w tym z tłumaczeniem. Paru usprawniających drobiazgów brak, coś tam czasem nie zadziała, jak należy (niekiedy wybieranie flot klikaniem po mapie) czasem też brakuje istotnych szczegółów podawanych informacji - bywają zbyt ogólnikowe.

7. Oprawa audiowizualna ogólnie na plus. Muzyka całkiem fajna i w klimatach. Szkoda, że gra non stop. Gdyby były przerwy, cieszyłaby znacznie dłużej, a tak prędzej czy później zaczyna nużyć. Niektóre aspekty oprawy wizualnej są całkiem w porządku, np. podczas bitew, czy sam kosmos, reszta to przyzwoity standard, z nutką paradoksowej przaśności (portrety ras i przywódców - błe). Od tej strony klimatu budować nie potrafią za bardzo.

8. Technicznie - raczej OK, choć w największej galaktyce przy najszybszym tempie na późniejszych etapach gry zdarzało się nierzadko, że wszystko "zamarzało" na dobrą chwilę, wiatrak procesora wzmagał wysiłek do czasu, aż CPU nadgonił z obliczeniami (niepodkręcany i7). Plus nieco marginalnych glitchy graficznych.

9. Czy mogło być lepiej? Na pewno, choć nie wiem, ile więcej dałoby się wycisnąć z samej konwencji 4x - wszystkie iksy są na miejscu, więc pewnie trzeba by ją poszerzać. Co by wcale nie było złe, bo to formuła już dość leciwa. Po części pewnie jeszcze będzie lepiej, skoro gra jest nadal rozwijana. A i teraz jest bardzo OK. Gra, jak często bywa, nie okazała się do końca tym, czym wydawała się, że będzie w przedpremierowych zapowiedziach. Rzeczywistość nie dorosła do wyobrażeń, ale i tak jest bardzo dobrze.

Ocena... Hm. Gdyby oceniać jedynie w ramach 4x, byłoby spokojnie 9. Ale ogólnie, jako gra rozrywkowa, Stellaris dostanie ode mnie solidne 8.5 (o pół mniej za wady genetyczne na polu generowania "funu" samej konwencji 4x).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-27 23:42:20
26.10.2016 19:25
<Rydygier>
13

Nie miał bym nic przeciwko, gdyby na forum była choć jedna osoba, która by się nagle wkurzyła, jak by nie było plusów i minusów.

Przypuszczam, że w tej materii możesz liczyć na większość tej niemej, tajemniczej y zakulisowej społeczności Kciukowców. Oczywiście wkurzyliby się niemo i zakulisowo, a po amputacji Kciuków - bezobjawowo, ale zawsze. Tylko przecież najpierw plusów i minusów musiałoby nie być.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-26 19:26:28
26.10.2016 16:31
<Rydygier>
13

nie będzie nikt przecież weryfikacji czy akurat daje +/- poprawnie

Słusznie. To zresztą niemożliwe do zweryfikowania. A ten fakt tym bardziej podważa ich celowość.

Chyba, że... przyszła mi do głowy taka teoria: łapki są dla tych, którym ich klikanie poprawia nastrój. Coś jakby taka wirtualna folia bąbelkowa. Hm.

26.10.2016 15:51
<Rydygier>
13

łapki są po to by wyrazić swoje poparcie lub dezaprobat dla komentarza, to proste jest przecież,

Ale po co to wyrażać? I skąd pewność, że są używane w tym celu? I jeśli tylko o to chodzi - czemu duża liczba powoduje bądź to podpięcie bądź to ukrycie wpisu?

ja nie rozumiem za to, dlaczego ktoś się tym przejmuje,

Też tego nie kapuję (wyjąwszy wspomniane irracjonalne oblicze ludzkiej psyche). Ale skoro nie istnieje powód, by się nimi przejmować, jeśli nie robią wartej uwagi różnicy, to nie ma powodu, by były. A są.

przecież nawet nie wiesz kim są i czym się zajmują, mogą minusować wpisy, nawet na złość komuś albo dlatego że nie rozumieją co napisałeś.

No właśnie. To samo piszę. A skoro tak - jaki pożytek z łapek? Chyba właśnie tylko ten, by próbować zaspokajać potrzebę anonimowej akceptacji w necie. Pozornej w dodatku.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-26 15:56:06
26.10.2016 15:46
<Rydygier>
13

Ja rozumiem, że to forum jest czyjeś i nie mam z tym żadnego problemu - to rzecz oczywista. Rozumiem też, że można tu nie pisać - kolejna oczywistość. Ale skoro ktoś konkretny stoi za funkcjonalnością łapek, to najprędzej właśnie ów ktoś umie mi objaśnić, jakie są powody ich obecności.

26.10.2016 15:13
<Rydygier>
13

Droga wolna - jednak szkoda by było z tak błahego powodu. A skoro ów Soul chciał, to może miał jakieś konkretne powody i umiałby rzecz uzasadnić?

26.10.2016 15:10
1
<Rydygier>
13

A to też. Faktycznie biorąc - to rzeczywiście jest bez różnicy, jeśli/skoro cyferka nic nie wnosi do rozmowy. A jednak psychologicznie człek będzie jakoś zwracał na nią uwagę. Jeśli zaś łapki rzeczywiście rzutują na to, co pisze - fatalnie. Z wartościowej rozmowy robi się łowienie plusów czyli umizgi do widowni.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-26 15:12:08
26.10.2016 15:03
2
<Rydygier>
13

Klikacie łapki w górę/w dół? Ja nie za bardzo, bo nie ogarniam, jaki z tego pożytek. Może ktoś objaśni, od niedawna jestem na forum.

Powiedzmy - widzę wpis z cyferką -3. Co mi to mówi? W zasadzie tylko to, że o trzy osoby więcej kliknęły w dół, niż w górę.

1. Nie wiem, czy kryją się za tym trzy minusy i zero plusów, czy np. 23 minusy i 20 plusów, a to różnica. Choć to akurat drobiazg. Przede wszystkim:

2. Nie wiem, jaki jest powód poszczególnego plusa, czy minusa. Forum służy dyskusji. Dyskusji służy zawartość merytoryczna jej wpisów. Cyfra przy wpisie nie dodaje nic do meritum dyskusji. Pokazuje tylko, nazwijmy, "popularność" danej wypowiedzi. A i to nie wiadomo. Bo przecież ludzie mogą klikać z nudów, dla hecy, losowo, bo mają zły/dobry dzień, bo kogoś lubią bądź nie lubią, niechcący, bo cokolwiek dosłownie...

A nawet, jeśli za kliknięciem kryje się faktyczny namysł nad meritum, pozostaje on nieujawniony, bez pożytku dla dyskusji.

3. Mechanika stojąca za tą funkcjonalnością (dużo plusów - podpięcie u góry, dużo minusów - ukrycie wpisu) sama w sobie prowokuje marnie rokujące podejście do dyskusji. Sugeruje, że prawda jest głosowalna - oto każdy wpis można "zaklikać na śmierć"- aż zostanie ukryty - to ekwiwalent zakrzyczenia. Analogicznie z plusami - ekwiwalent przekrzyczenia. No i właśnie z tym mi się cała rzecz kojarzy, nie wiem, czy słusznie. Z próbą rozstrzygania sporów krzykiem, nie argumentacją. Jest to oczywiście próba daremna, bo nie tędy droga.

Trąci to promowaniem postawy lenistwa umysłowego. Kto ma konkretne argumenty za lub przeciw - wyraża je swoim wpisem. Pokazuje tym samym, że umie sformułować swoje zarzuty lub powód poparcia. Kto tylko klika plusy/minusy - tak jakby wyrażał swoją merytoryczną bezsiłę. "Nie potrafię lub nie chce mi się podważyć twojego zdania, ale nie podoba mi się, więc minus!", "nie powiem czy i czemu to prawda, ale podoba mi się, więc naści - plus!". A jeśli i pisze i klika - cóż, zawartość wpisu raczej czyni jasnym, z czym się zgadza, a z czym nie i plus/minus staje się nadmiarowy.

Moim zdaniem, jeśli w ogóle warto dawać taka możliwość, łapka w dół lub w górę powinna być dostępna tylko wraz z własnym wpisem, np. w odpowiedzi na "łapkowany" post. Zaś przy tym wpisie widniałaby informacja, jaka łapka mu towarzyszyła. Tak, by można było stwierdzić, co konkretnie kryje się za każdym plusem i minusem.

Tyle mojego zdania. A wy - jak na to patrzycie?

26.10.2016 09:52
<Rydygier>
13

Owszem, ale może były lepsze sposoby zaradzenia temu. Upieramy się przy warstwie taktycznej? OK, ale raz, że zróbmy ją odpowiednio głęboką, skoro już, a dwa - czemu wówczas nie rozstrzygać starć stacków 30 na 30 na osobnej mapie? Najciekawszym rozwiązaniem tutaj jest swoiście pośrednie użyte w Endless Legend. Gdzie osobną mapę bitewną wyodrębnia się niejako na bazie mapy strategicznej. I to o dziwo działa. A i zasady bitwy mają tam wystarczającą głębię, by były taktycznie ciekawe. Czy aspekt taktycznej głębi bitew w Civ V i VI jest satysfakcjonujący?

Albo prościej - stackowanie jest, ale ograniczone. Może na twardo - maksymalnie tyle, nie więcej. A może lepiej po prostu obłożone jakimiś narastającymi karami, gdy zbyt wiele luda kłębi się na jednym polu - logiczne, że trudniej dowodzić zbyt wielką, zbyt upakowaną hordą, więc kary mogłyby tyczyć wartości bojowej jej jednostek.

Możliwości jest więcej, niż jedna. Pytanie, czy ta wybrana, jest najlepsza i czy w ogóle dobra.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-26 09:55:25
26.10.2016 09:42
<Rydygier>
13

Jest to w każdym razie kontrowersyjne. Oto rozumowanie niektórych znanych mi sceptyków :

Teren nabiera znaczenia? Może. Pytanie, czy powinien. W grze tej skali - strategicznej, nie taktycznej. Seria uprzednio skupiała się właśnie na poziomie strategicznym i tam tkwi jej siła. W tym jest dobra. A tu nagle próbuje jej się "dokleić" głębię taktyczną. Otóż ta doklejona głębia jest płyciutka, pretekstowa wręcz, a dobrej gry strategicznej nie uczyni się dobrą grą taktyczną jedną prostą sztuczką (wielopolowe miasta do obrony + brak grupowania). Nie powinno się próbować. Powstaje dość niezdarna hybryda próbująca być dwoma rzeczami na raz. Ot, choćby kwestia wspomnianego AI, jeśli nie przyda mu się bitewnego "zmysłu taktycznego". Powinno się skupić raczej na ulepszaniu Civki jako gry strategicznej.

Mnie osobiście ani to ziębi, ani grzeje (do całej serii mam stosunek co najwyżej letni), ale ogólnie zgadzam się z tym tokiem rozumowania.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-26 09:45:32
25.10.2016 19:04
<Rydygier>
13

No niestety, jednak bezpodstawne czepianie się. To jest recenzja. Recenzja powinna być napisana poprawną, współczesną polszczyzną. W poprawnej, współczesnej polszczyźnie Jadwigę nazywamy, rzecz jasna, królową. W przypadku fachowych, historycznych omówień ówczesnej tytulatury lub jakiegoś eseju popularyzatorskiego w temacie na miejscu mogłoby być nazwanie jej królem. Ale recenzja gry to nie esej ani opracowanie historyczne.

Jeśli więc kolega na początku pisze o "funkcji sprawowanej prawnie", to pisze nie na temat, byleby się czepić i w ten sposób błysnąć. No to sobie błysnął, fajno, sprowokował tym chybioną replikę, też fajno, a teraz proponuję skończyć tę miałką napinkę, zrobić spocznij i rozejść się do sensowniejszych zajęć, co niniejszym sam czynię.

24.10.2016 23:22
<Rydygier>
13

Muzyka celtycka z definicji ma to coś - celtyckość właśnie. Sam miałbym z tonę tego do polecania. :)

24.10.2016 21:27
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Gratulacje. Film ma ode mnie dodatkowego plusa za muzę.

24.10.2016 17:46
-1
<Rydygier>
13

Na sumienie jest rada - otóż wydaje się faktem, że gry są dla mózgu tym, czym siłka dla mięśni. Trening.

24.10.2016 17:45
-2
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
13

Oczywiście. Prawie bez wyjątków. I, analitycznie patrząc, niewiele ma tu do rzeczy domniemana niska jakość obecnych gier, które w istocie są o wiele lepsze (bez porównania i pod prawie każdym względem) od tych, jakimi kiedyś jarałem się o wiele bardziej.

Ba. Myślę, że i osobowość nie ma tu nic do rzeczy. Stawiam na ordynarną mechanikę mózgu (sieci neuronowych), czyli efekt "starej zabawki" zwłaszcza, jeśli masz długi staż jako gracz, grałeś intensywnie i masz na koncie mnóstwo gier.

To jest tak: najpierwsza zabawka, powiedzmy czerwony samochodzik, jest życiowym objawieniem, pochłania cię bez reszty i to może trwać całkiem długo. Potem czerwonego masz dość, wolisz bawić się zielonym - trwa to nieco krócej. Potem szukasz samochodziku innego typu - i nim cieszysz się jakiś, krótszy czas. Wreszcie masz dość samochodzików w ogóle i szukasz zabawki innego rodzaju. Jakiś czas jest git, ale znów - wkrótce masz dość. I tak dalej. Czasem, po dłuższej przerwie, na chwilę wracasz do poprzednio odrzuconej zabawki - na krótko, ale prędzej czy później nadchodzi czas, gdy masz dość zabawek w ogóle. Szukasz sobie w życiu innej rozrywki/zajęcia. I tak dalej.

Zgaduję, że dana rzecz cię ekscytuje i cieszy tak długo, jak długo pod jej wpływem sieć neuronowa mózgu podlega znaczącej reorganizacji, czy też "czesaniu". Rzecz się nudzi, gdy mózg jest już pod jej kontem "zoptymalizowany" i reaguje słabo, bo mocniej już nie ma powodu. Z czasem coraz trudniej znaleźć świeży, więc silny bodziec bo, prozaicznie, "wszystko już było".

Dłuższa przerwa może pomóc na krótko, ale jeśli liczysz na powrót do dziewiczego entuzjazmu, z jakim pochłaniałeś pierwsze gry - zapomnij. To se ne vrati. Chyba, że obmyślą gry wystające ponad obecne bardziej, niż niegdysiejsze wystawały ponad życie bez gier.

Tak przynajmniej tłumaczę se na własny użytek.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-24 17:51:04
23.10.2016 16:16
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Czyli mam rozumieć, że DayZ

Co nieszczęsne DayZ ma wspólnego z planami odnośnie Army? Napisali, że przesuwają ludzi robiących DayZ na odcinek A3?

21.10.2016 20:26
odpowiedz
<Rydygier>
13
post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-21 20:27:38
21.10.2016 18:49
<Rydygier>
13

Rozważasz to na podstawie gier Bethesdy i Obsidianu?

Na podstawie wszystkich światów, w jakie chciano mnie zanurzyć, czy to w grach, czy to w książkach... Im bardziej obca kultura/mentalność/psyche/motywacje/dążenia mieszkańców takiego świata/bohaterów historii, tym trudniej się wczuć i przejąć - bo bardziej obco. To jest, jak mi się wydaje, proste i bezpośrednie wynikanie.

w obu grach sprowadza się to do mistycznej, nadludzkiej mocy, dającej nam możliwość uratowania świata...

Gdzieżby tam. Nie mówię o potencjalne, mocy i innych narzędziach działania, tylko o wewnętrznych motywacjach działania, zmaganiach i przeżyciach bohatera. Czemu robi to, co robi? Co go gnębi? Jak znosi porażki i przeszkody? Co chce osiągnąć? Czego się boi? Co jest dla niego ważne w życiu? W czym szuka sensu tego życia? Itd. Itp. Na te i podobne pytania można odpowiedzieć najrozmaiciej. Jeśli odpowiedź będzie mi obca - trudniej będzie mi się postawić w położeniu bohatera, zrozumieć i przejąć się jego zmaganiem.

Notabene jakże popularna motywacja - typowe ratowanie świata jest dość oderwana od realiów egzystencji i wcale nie sprzyja imersji.

Dość jaskrawy przykład: załóżmy dziwny świat, którego mieszkańcy są prawie nieśmiertelni, nie mają płci ani rodzin, nie odczuwają emocji a ich głównym dążeniem w życiu jest znaleźć sposób, by umrzeć - sami nie wiedzą, dlaczego. Dałbyś radę porządnie wczuć się w położenie tak rozumującej i umotywowanej postaci?

Niezależnie od fantastyczności fabuły czy sztafażu świata przedstawionego, można się dobrze wczuć w skórę protagonisty, jeśli jest on w ramach realiów jego uniwersum uwikłany w bardzo ludzkie zmagania, dramaty, dążenia i problemy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-21 20:15:02
21.10.2016 10:03
-2
<Rydygier>
13

I to jest rzecz istotna. Łatwiej utożsamić się z czymś swojskim, trudniej - z czymś obcym. Pogoń za oryginalnością wydaje się słuszna, ale warto brać i ten czynnik na wzgląd, gdy decydujemy, czy nasz świat będzie jakoś oparty na rzeczywistym, czy też powinien być możliwie inny, świeży, nowy, ale przez to również obcy kulturowo/mentalnie. Jeśli bohatera motywuje, popycha do przodu coś, czego nie znam, nie rozumiem, co jest mi obce - jak się mam wczuć w jego sytuację?

20.10.2016 19:23
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Dobra myśl - na starcie podstawić swojemu dziecku nogę dla hecy. Należy zatem wybrać takie, żeby go w szkole gnębili i śmiali się z niego na podwórku, by syn był ogólnie nieszczęśliwy a rodziców znienawidził. Większość nietypowych się nada, ale najlepiej, by się źle lub komicznie kojarzyło.

Ale poważnie, gdy słyszę niektóre imiona dzieciaków ciary przechodzą, a myśl bieży ku niewesołym refleksjom na temat odpowiedzialności i miłości rodzicielskiej.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-20 19:27:13
20.10.2016 18:45
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
13

Podniosę pytaniem z innej beczki.

Zna ktoś stawiające na realizm castle buildery?

Znaczy - bardziej stawiające na realizm, niż np. seria Stronghold i nie mniej lub bardziej - na swobodę. Takie, gdzie nacisk byłby położony na design i jego testowanie w realistycznym boju. Jest niby Medieval Engineers, ale po pierwsze jeszcze nie ma - early access, po drugie - mieszane oceny, a po trzecie - z filmów, które widziałem, gra skupia się na procesie samego budowania.

Jeśli nie ma - trzeba by taką grę-symulator zrobić, uważam.

20.10.2016 17:26
<Rydygier>
13

Fakt, trudno było w PoE faktycznie przejąć się perypetiami bohaterów. Obce to wszystko było, wyabstrahowane jakieś. Czułem się bardziej jak zdystansowany obserwator gdzieś, zza tafli monitora.

20.10.2016 16:01
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Wielu jest chwalców koncepcji grania tym złym, na usługach złego, czyniącym zło w złowrogim celu, ja wśród nich - bo odchodzi się tu od sztampy. Ale jestem też ciekaw, jak się graczom en masse spodoba obligatoryjne animowanie takiej postaci, o takich motywacjach i celu. Jak im z tym psychicznie będzie. Im lepsza imersja, tym w sumie powinno im być z tym gorzej... chyba?

20.10.2016 14:54
odpowiedz
<Rydygier>
13

Najpierwsza, jaka zrobiła wrażenie na dłużej - Scorched Earth. No i moja pierwsza własna na PC - Steel Panthers 2. Do dziś od czasu do czasu wracam popykać w jej współcześnie dostępne odmiany (w zasadzie nie różnią się niczym istotnym), choć jestem już daleki od ówczesnego, bezkrytycznego spojrzenia.

20.10.2016 13:32
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Nie czekam na naprawdę pełną (ostateczną), tylko na, w moim odczuciu, wystarczająco pełną, by spróbować (wersja premierowa oczywista taką nie była). Gdybym miał kolejkę czekających gier wartych mojej uwagi, to Stellaris mógłbym umieścić na jej końcu i dać grze tym samym więcej czasu. Nie mam jednak tego komfortu.

Co do płatności - polityka płatności/cenowa będzie generalnie co do celu niezmienna, czyli taka, by dać optymalny zysk. Jeśli więc okaże się, że opłaty za patche pozwalają ogólny zysk podnieść - będą płatne patche. Jeśli zaś z ich powodu sprzedaż obniży się na tyle, że ogólny zysk spadnie, to płatnych patchy nie będzie. Jak łatwo zauważyć, głównym czynnikiem decydującym jest tu zbiorcza wola dysponentów portfeli - na co godzą się wydawać ile pieniędzy.

20.10.2016 09:45
odpowiedz
<Rydygier>
13

Bardzo dobrze, że płatny DLC nie wprowadza rewolucji w mechanice. Zmiany w mechanice powinny być wprowadzane przez darmowe patche. I są. Nie są to rewolucje, ale każdy kolejny patch rozwijał stopniowo mechanikę. Po krótkiej rozgrywce w wersji premierowej uznałem, że po trzecim patchu wrócę do Stellaris, by ocenić ją dopiero na tym etapie. I oto ponoć dziś nadejdzie, towarzysząc Lewiatanom:

https://forum.paradoxplaza.com/forum/index.php?threads/heinlein-1-3-full-patch-notes.975458/

18.10.2016 19:37
odpowiedz
<Rydygier>
13

W trzeciej, wyłącznie.

15.10.2016 20:26
<Rydygier>
13

Dzięki. Udało mi się załapać na stream na żywo.

13.10.2016 22:40
odpowiedz
<Rydygier>
13

Steel Panthers MBT - http://www.shrapnelgames.com/Camo_Workshop/MBT/MBT_page.html
Steel Panthers WW2 - http://www.shrapnelgames.com/Camo_Workshop/WW2/WW2_page.html
Steel Panthers World at War (alternatywa dla sp ww2, jednak chyba już nie aktualizowane) - http://www.spwaw.com/

12.10.2016 15:42
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Pokaz gry Gwint

Na przykładzie Gwinta:

Jak w praktyce przebiega projektowanie mechaniki karcianki? Ile w tym rutyny, stałych reguł, a jaka rola weny/pomysłów/natchnień?
Jakie są kluczowe składowe udanej mechaniki gry karcianej i dlaczego właśnie one?
Co odróżnia mechanikę komputerowej gry karcianej od mechaniki karcianki tradycyjnej?

07.10.2016 17:22
odpowiedz
<Rydygier>
13

Najbardziej mnie wciągnęły nie same civki a Call To Power i Alpha Centauri.

07.10.2016 16:57
3
<Rydygier>
13

Żeby na drugiego Baldura przeznaczyć 200 godzin, to trzeba się nieźle ślimaczyć.

Po prawdzie nie pamiętam, ile mi zajęło przejście BG2 + TB, ale zwykle tempo gry miałem dość wolne a styl pedantyczny, więc kto wie. Oczywiście - wiele tu zależy od temperamentu gracza.

Jak dla mnie czas rozgrywki w dobie zapychaczy nie jest jakimś wyznacznikiem.

Tak, sam w sobie nie, przynajmniej nie in plus. Bo zapychacze, czy nie, gdy czytam, że kampania zajmuje kilka godzin a gra kosztuje tyle, ile kosztują zwykle hity, to słabo się to kalkuluje. Gdy piszą, że trwa ponad 100 godzin - o, tu już może być różnie. Inna rzecz, długość rozgrywki jest wymierna i da się ją zestawić z ceną. Trudniej wycenić sumaryczny "fun".

Mój ogólny wniosek jest taki, że obecnie, pradoksalnie, większego nakładu czasu wymaga znalezienie gry wartej swojej ceny (wobec ogromnej ilości tytułów i narastającego wraz z wiekiem i ilością gier na koncie zblazowania). Ale też internet bardzo poprawia skuteczność tego procesu.

Aha i nie powołuj się na MiastoGier, gdyż tam czas rozgrywki dodają użytkownicy.

Ach, OK.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-07 17:03:47
07.10.2016 16:05
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
13

Hm. W każdym razie pamiętam sprzed tych nastu lat, gdy regularnie kupowałem CD-Action, że w pewnym momencie zacząłem zwracać uwagę na coraz krótsze oficjalne kampanie zapowiadane w newsach czy stwierdzane w recenzjach. Taki BG 2 z Tronem Bhaala to bodaj od stu kilkudziesięciu do ponad 200 godzin. Planescape: Torment - 75 do 150. Icewind Dale - podobnie. Gothic - 50 do ponad 200. Fallout 1 - 35 do 120. Fallout 2 - 50 do 110. Kotor - 36 do 200. (dane z miasto gier pl). Ilość scenariuszy w takim Steel Panthers 2 umożliwiła mi grę przez parę miesięcy dzień w dzień. Owszem, były i krótsze gry, ale generalnie poniżej 50 godzin uznawałem za zbyt mało. A tymczasem wartości poniżej 50, a nawet poniżej 20 stawały się coraz częstsze, a pojawiały się o zgrozo i kampanie trwające poniżej 10 godzin. Otóż pamiętam, że wówczas ów trend stanowił dla mnie przykre novum. Coś negatywnie zaskakującego. Najwyraźniej nakład pracy dewelopera na każdą godzinę gry stawał się z biegiem lat i postępem odnośnie audiowizualiów i złożoności rozgrywki coraz wyższy.

To, że trudniej mi teraz wsiąknąć na dłużej w grę, to rzecz druga (i nie jest to wina gier, tu postęp co do jakości rozrywki jest ogromny).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-07 16:27:22
06.10.2016 17:10
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Efekt może być nader interesujący. Swoją drogą jest więcej powieści fantastycznych, o których chciałbym móc powiedzieć "dlaczego ekranizacja dopiero teraz". Przy większości z nich Malowany Człowiek to świeżynka.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-06 17:10:57
06.10.2016 14:45
<Rydygier>
13

Tym bardziej, że WAT niektóre swoje projekty opiera na VBSie własnie. A że w kraju, o ile wiem, speców od tego tylu, co kot napłakał, to zdarza im się łowić freelancerów wśród polskich moderów Army. Ich jednakowoż też ledwie garstka, mnie wliczając. Tak, że to są kwestie otwarte i niewykluczone.

goście z Bohemia Interactive musieli się narazić komuś wysoko, skoro tak długo ich pracownicy siedzieli w pierdlu, w kraju, który jest wyraźnie po tej... właściwej stronie

Miałem bardzo ograniczony wgląd za kulisy afery i z tego, co zrozumiałem, prozaicznie zawinili głupotą. Poszli gdzie nie powinni fotografować sobie greckie obiekty wojskowe czy coś tego rodzaju, zdybano ich i aresztowano jako podejrzanych o szpiegostwo. Czemu siedzieli tyle czasu - nie wiem. Ale domniemywam, że w Grecji sytuacja była (i jest) na tyle napięta (spory z Turcją chociażby) że się w tych sprawach nie patyczkują. Może więc nie tyle podpadli, co nie mieli chodów lub nie umieli pociągnąć za odpowiednie sznurki. Sam byłem zdziwiony, że tyle czasu kiblowali. W końcu nie powinno być trudno oddalić od siebie takie podejrzenie. Ale, ale. Może faktycznie zrobiono im na złość. Obiło mi się o uszy, że Grecja, kraj żyjący w znacznej mierze z turystyki, niezbyt przychylnie patrzyła na to, że ich wyspy wykorzystano w grze jako ogarnięte wojną mapy. Po mojemu to powinno raczej nagonić turystów (co najmniej jeden Arma-fan pojechał na Lemnos i nacykał fotek, które wrzucił wraz z opisem wycieczki na BI Forums), niż zniechęcić, ale widać dbają o image kraju bezpiecznego i spokojnego.

Szkoda, że to forum jest w dużej części martwe jeżeli o to chodzi.

Choć jestem nowy na tym forum, to mam doświadczenia z innymi co najmniej równie leciwymi miejscami w necie i wniosek jest taki, że to w zasadzie normalne, że najwięcej najciekawszych aktywności ma miejsce w pierwszych latach, a potem to siada.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-06 14:47:06
05.10.2016 23:26
<Rydygier>
13

Do stworzenia czegoś takiego w zupełności wystarcza dostarczany przez Armę (i VBS, a jakże) język skryptowy SQF (czyli w teorii notepad, a w praktyce notepad++ itp.). Gdy zacząłem się nim bawić (przełamawszy pierwsze lody, co jest najtrudniejsze zwłaszcza, gdy nie jest się programistą) i spojrzałem na grę przez pryzmat jego możliwości bardzo szybko pojawiła się myśl "kurczę, czemu w Armie nie ma czegoś takiego?". Aż się prosi przecież, żeby coś ożywiło te żołnierzyki ustawione w edytorze. No i bach. VBS nie był moją inspiracją. Wówczas nawet nie wiedziałem, że istnieje coś takiego, ponadto VBS nie zawiera nic w tym stylu.

Pierwsza wersja Hetmana była uboga i zawierała mnóstwo błędów (literalnie w toku nadal uczyłem się niektórych podstaw i kod do dziś nosi pewne wady genetyczne na poziomie projektu nabyte u zarania), ale pojawił się odzew który, niejako w dialogu z fanami podrzucającymi pomysły i życzenia, pozwolił na długofalowy rozwój.

Wbrew pozorom nie jest to aż taki znowu kosmos, gdy rozłożyć na czynniki pierwsze i przeanalizować je z osobna. Są też wady i ograniczenia. Długo i wielorako można by go ulepszać. Nie jest też jedyny w szufladce AI tego poziomu.

Co do WATu - nie uśmiecham się bo tak się składa że owszem, teoretycznie ich to zainteresowało. Np. Hetman jako oponent AI w ćwiczeniach itp. Tyle, że skrypt powstał w celach rozrywkowych i to rzutuje na jego przydatność. Oni by chcieli, by wiernie odwzorowywał realne doktryny i praktykę prowadzenia działań, czego rzecz jasna nie robi. Choćby dlatego, że brak mi wiedzy o detalach owych doktryn i praktyki. Efekty jego działań są w gruncie rzeczy niezbyt wyrafinowaną wypadkową najprostszych zasad taktyki ujętych w procedury algorytmu - flankowanie, ekonomia sił... Na potrzeby profesjonalne trzeba by wziąć sam pomysł, może niektóre elementy szkieletowe i de facto sklecić rzecz na nowo, inaczej. Dać się da i niewykluczone, że kiedyś to się stanie.

Cóż, w każdym razie to dobry przykład potencjału, jaki skrywa dla wytrwałych Arma. W samej A3 mam nabite ponad 2700 godzin, z czego mniejszość w grze. To nie tylko gra, a czasem może stać się nawet czymś więcej, niż hobby. Skryptowaniem zajmuję się od 5 lat i nadal uczę się nowych rzeczy (a język się rozwija i wzbogaca o nowe komendy).

Ale ja tu gadu gadu, chwalu chwalu, O Hetmanie i innych projektach mógłbym długo i namiętnie ale przecież ten wątek to nie mój blog deweloperski. :)

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-05 23:36:15
04.10.2016 16:37
odpowiedz
<Rydygier>
13

Cywilizacja 6. Czytam sobie o zmianach, jakie wprowadzono i jest szansa, że będzie to bodaj moja ulubiona odsłona cyklu. Cyklu, który choć bardzo już dojrzały i trzymający solidny poziom, dotąd miał moją umiarkowaną aprobatę raczej niż cokolwiek więcej. Szóstka może to zmienić. Co nie znaczy, że wyłożę premierową cenę, ale za jakieś dwa lata na jakiejś wyprzedaży...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-04 16:39:59
04.10.2016 13:45
odpowiedz
<Rydygier>
13

Nie dla mnie multi. Próbowałem kilka razy i zwykle jakoś to szło krótki czas ale na dłuższą metę nie tyle się odbiłem, co stwierdzałem, że to jednak nie to, czego szukam w grach. Mógłbym rozważyć jakieś sporadyczne sesyjki np. po LANie z kumplem itp. ale nie miewam takich okazji, choćby z braku dyspozycyjnych kumpli-graczy. W tym wieku większość ma rodziny, potomstwo, pracę, liczne obowiązki i umówić się w określonym czasie i miejscu pasującym wszystkim to nie lada sztuka. I to kolejny problem z multi. Chyba, że komuś rybka, że gra z jakimiś obcymi anonimami "z doskoku".

Rzecz jasna, gdybym się tak stresował rankingami, perspektywą porażki itp. - swoją drogą w życiu bym multi nie tknął. Nie po to gram, żeby się wprowadzać w taki stan.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-04 13:46:31
02.10.2016 22:38
<Rydygier>
13

Odnośnie Hetmana, on nie tyle stwarza iluzję, co faktycznie używa jednostek na mapie jak spójnej armii. Ma wyznaczone cele do zdobycia, a ponadto reaguje na wykrytą obecność wroga. Powiedzmy - wysyła mały zespół jako zwiad w okolice obszaru, który chce zająć, reszcie każe czekać. Zwiad wykrywa w rejonie, powiedzmy, wrogi czołg. Hetman przegląda, co ma do dyspozycji i wysyła przeciwko czołgowi najbardziej adekwatne siły. Może się też zdecydować na manewr flankujący, misję ogniową artylerii, jeśli dostępna Itd. Może też przejść w tryb defensywny. Ma zaimplementowany wpływ morale na decyzje, osobowość (skłonność do danych zachowań) i parę innych sztuczek. Hetman pracuje w cyklach - co jakiś czas orientuje się, jaka jest sytuacja, co ma, o jakich zagrożeniach wiadomo itd. I na tej podstawie decyduje, co robić, wydaje rozkazy podległym pojazdom i drużynom.

W efekcie jeśli gracz słyszy w oddali strzały, widzi eksplozje czy zostaje ostrzelany/zaatakowany lub... otrzymuje wsparcie - nie jest to "graczocentryczny" teatrzyk/fejk, ani triggerowany event, a skutek faktycznych działań bojowych mających miejsce na mapie. Jako dodatkowy bajer w radiu słychać komunikaty radiowe od dowodzonych grup oddające ich faktyczne działania i sytuację - paru gości mi to nagrywało. Możesz ustawić się jako szeregowiec, część dowodzonych sił, który nie wie, co się właściwie dzieje, tylko podąża za drużynowym, możesz zostać dowódcą drużyny lub pojazdu i otrzymywać od Hetmana własne rozkazy, które wykonujesz, jak chcesz, możesz grać przeciwko niemu, a możesz też zostać neutralnym widzem i obserwować, jak AI walczy z AI. System jest dość elastyczny.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-02 22:42:00
02.10.2016 21:53
<Rydygier>
13

Steam to taki growy odpowiednik światowej sieci, morze gówna, ale jak się chce, to można znaleźć sporą ilość pereł.

No, jednak trzeba w tym celu wytrwale nurkować w morzu gówna, a gwarancji nie ma. :) Steamowi brakuje bardziej efektywnych metod odsiewania ziarna od plew tak w sklepie, jak i w zawartości warsztatu danej gry. Nie, żebym wiedział, jak to ulepszyć. Stąd cieszą takie własnie wątli, gdzie ludzie mogą dzielić się odkryciami.

co tam swojego dorzuciłeś?

W sumie mogę się pochwalić, ale muszę się trochę rozpisać, by objaśnić, za co z góry przepraszam...

Przede wszystkim dwie rzeczy:

Zaadoptowałem pod IF mój skrypt Hetman, który swoją drogą napisałem kiedyś pod Armę. Normalnie, jeśli sobie w Armie, w edytorze poustawiasz jednostki, one będą se stać jak kołki i tyle. Ewentualnie strzelać, jeśli widzą wroga i manewrować na poziomie drużyny/zespołu, ale to tyle. Hetman działa tu jak głównodowodzący armii - AI poziomu dowódcy polowego, który używa tego, co poustawiane, autonomicznie organizuje w spójną siłę - "armię" i używa jej by zająć wyznaczone obszary i pokonać wykrytych wrogów. Dba o zwiad, transport, wsparcie logistyczne i artyleryjskie, star asie przydzielać danym jednostkom zadania, do których się nadają itp. itd. Taka jest w uproszczeniu idea przynajmniej, bo w praktyce bywa różnie. Co ciekawe, taki mózg mogą otrzymać obie strony konfliktu.

Pierwszy z brzegu przykład jego wykorzystania w innym scenariuszu, w samej Armie:

https://youtu.be/LXKcZbA1VxI

Jeśli ustawisz się jako szeregowy podwładny, masz to fajne uczucie bycia zaledwie trybikiem w maszynie wojny, która nie kręci się wokół ciebie i może cię mimochodem przemielić.

Druga rzecz - dawno temu jeden moder napisał dla Army misje zmieniająca FPS w RTS (kamera z lotu ptaka, budowa bazy, zajmowanie punktów strategicznych...) tyle, że nie dokończył - brakowało tam AI oponenta a kilka rzeczy było w stanie mocno roboczym. Wystaraliśmy się o zgodę na adaptację tego do IF, zrobiłem, co trzeba, zaimplementowało się kilka własnych pomysłów, dodało grafiki i dźwięki w stylu 2WŚ i przede wszystkim - AI oponenta, to odpowiedzialne za budowę bazy i sił zbrojnych oraz to odpowiedzialne za podbój planszy.

Z tym, że to było robione pod Armę 2. Pod 3 dopiero to adaptują, a ja niestety nie mam za zbytnio mocy przerobowych, by w tym aktywnie pomagać:

https://www.youtube.com/watch?v=oglxor1226k

http://ironfront.forumchitchat.com/post/ragnarok44-ifa3-development-8248018

Poza tym rzeczy drobne:

- w Armie (oraz IF) nie ma czegoś takiego, jak bombowce zrucające swobodnie spadające bomby. To jest uproszczone i bomby zachowują się jak pociski naprowadzane. Zwłaszcza w czasach 2WŚ to kicha jest. Napisałem więc skrypt, który sprawia, że bombowce zrzucają swobodnie spadające bomby i przede wszystkim "uczy" pilotów, jak to robić, by trafiać.

- W Armie symulacja obrażeń od odłamków w eksplozjach jest mocno uproszczona - jeśli postać stoi w danym promieniu od miejsca wybuchu, otrzymuje dane obrażenia i tyle. Oskryptowałem to tak, by eksplozje faktycznie generowały raniące odłamki, które mogą trafić kogoś lub nie. Ale to jest ciężkawe dla CPU, bo balistyka każdego odłamka jest symulowana z osobna.

- Na koniec pobawiłem się trochę wizualiami i stworzyłem mały moduł który stylizuje grafikę na stare nagrania z czasów wojny. Efekt może być lepszy lub gorszy zależnie od ustawień grafiki i monitora, a pod Armą 3 i tak pewnie trzeba by przerabiać parametry, ale...

https://youtu.be/BNyKgp9UIFw
https://youtu.be/No6d_uCeOy8
https://youtu.be/u_W6Vf9lgxw

(cała stylizacja robiona w locie, w grze, skryptami, nie post processingiem nagrania; te demka zawierają też dynamiczne oskryptowanie kamery - sama se wybiera, co pokazać i z jakiego ujęcia)

I to chyba tyle. Dlatego tak lubię bawić się skryptami w Armie - bardzo różnorodne, fajne rzeczy można osiągnąć. Tyle, że nie tak łatwo obczaić.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-02 21:56:21
02.10.2016 17:53
odpowiedz
<Rydygier>
13

Mius-Front to, o ile wiem (nie grałem), aktualnie szczytowe osiągniecie studia, stanowiące ulepszenie i rozwinięcie koncepcji obecnych w poprzednich tytułach, które ponoć też spoko, np.:

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=12955
http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=18112

Wedle opisu - stworzyli też symulatory czołgów.

Heh, moje podejście do "dwójki" zakończyło się po tym jak nieskutecznie próbowałem usiec czołg z PPK, chyba nawet nie zdążyłem wycelować:-))
Mody to inna sprawa, ale najpierw musiałbym zrobić do serii następne podejście.

No, w Armie łatwo o szybki zgon, żartów nie ma. To nie zręcznościowa strzelanka. Sam odbiłem się od serii co najmniej dwukrotnie. Ale w końcu wsiąkłem. Ba, przekonałem się, że wolę modować (pisać skrypty) niż grać. Notabene - Wspomniany Iron Front to był total conversion mod do Arma 2, który wybił się na niepodległość, ale popremierowy rozwój zamarł (coś z wydawcą). Później, drogą zakulisowych negocjacji udało się wskrzesić projekt jako mod do Army 2 dla posiadaczy gry IF wzbogacony dodatkową zawartością od grupy moderów (miałem w tym swój skromny udział), potem też przeniesiony na silnik Army 3, a ostatnio pojawiła się wersja "preview" IF Arma 3 lite - samodzielnego, darmowego moda nie wymagającego posiadania IF.

https://forums.bistudio.com/topic/190809-iron-front-in-arm3-lite-preview-versions/

Tak, że poniekąd z pierwszej ręki wiem, że projekt po perturbacjach żyje i wrócił do moddingowych korzeni w pewnym sensie, jako mod Arma 3.

- Mu Cartographer

Bardzo oryginalny pomysł.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-02 17:58:34
02.10.2016 09:42
odpowiedz
<Rydygier>
13

Ano, sam chętnie poznam więcej najbardziej dogłębnie odwzorowujących swój temat gier, zwłaszcza strategii i symulacji pola walki. Ode mnie lista mi znanych (osobiście grałem w część z nich):

The Operational Art of War 3 (moje osobiste optimum jeśli chodzi o gry "żetonem po heksach" jeśli chodzi o złożoność i uniwersalność)

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=7428

Graviteam Tactics: Mius-Front

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=30603

Combat Mission: Black Sea

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=24862

War in the Pacific: Admiral's Edition

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=10790

Harpoon 3

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=6218

No i gry Paradosku rzecz jasna - Hearts of Iron, Europa Universalis, Crusader Kings etc.

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=23251

(wielu może preferować wcześniejsze odsłony serii HoI)

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=19202

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=15520

Odnośnie strategii ogólnie warto poszperać tu:

http://www.matrixgames.com/store/

Kerbal Space Program

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=19007

Take On Mars

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=21459

Arma 3 (Seria-fenomen. W żadnej innej grze tyle nie przesiedziałem, głównie klecąc własne scenariusze, bo w tym tkwi jej sedno zwłaszcza, jeśli obczaimy wszechstronny język skryptowy. Arma może stać się hobby na lata)

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=16713

Jej ocena ma się zupełnie nijak do jej wartości moim zdaniem, bo jej największa miodność nie leży tam, gdzie zapewne szukali jej oceniający. No i BI to jedno z tych studiów, które nie osiadają na laurach i szlifują grę przez lata po premierze - od tamtej pory mnóstwo się zmieniło.

Buzz Aldrin's Space Program Manager

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=15975

Nexus: Jupiter Incident

(to już SF, ale w miarę "hard", na Steamie można bodaj dorwać w wersji zremasterowanej, rozgrywka w nieco podobnym stylu jak Start Trek: Starfleet Command. Z naciskiem na "nieco")

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=1262

Capitalism II: Capitalism Lab

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=20098

Democracy 3

Na ile mi wiadomo na dziś nie ma naprawdę dobrego (miarodajnego) politycznego symulatora rządzenia krajem. każdy, którego tknąłem, miał u podstaw zaszyta tezę - pogląd twórcy na to, którędy wiedzie droga do sukcesu. I dziwnym trafem zwykle był to taki czy inny socjalizm. Przyczyny takiego rzeczystanu to temat na odrębną dyskusję. Ta gra wyjątkiem nie jest, ale jakoś się wyróżnia. Może i w tym, że ponoć używa sieci neuronowych.

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=20481

Kingdom Come: Deliverance [PC]

Powstający erpeg z naciskiem na autentyzm średniowiecznych realiów życia.

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=23046

Sub Command: Akula Seawolf 688(I)

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=953

Steel Beasts Pro

https://www.esimgames.com/?page_id=823
http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=570

VBS3 (ale to już nie gra rozrywkowa, tylko symulacyjne narzędzie treningowe (wywodzące się z tych samych korzeni, co Arma) - taktyczny symulator pola walki. Drogi jak jasny pieron i mało rozrywkowy. Raczej dla instytucji niż osób prywatnych.

https://bisimulations.com/virtual-battlespace-3

I jeszcze na zasadzie ciekawostki:

Plague Inc: Evolved

Symulator zarazy. Gra niezbyt rozbudowana (powstała na urządzenia mobilne), ale niektóre jej mechanizmy ponoć zainteresowały profesjonałów od modelowania rozprzestrzeniania się zarazków.

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=23255

Framsticks (to nie tyle gra, co para-naukowy sandboks - znacie więcej takich?)

http://www.framsticks.com/

Ogólnie przydałby się gdzieś na portalu "Kącik hardkora" eksplorujący pogranicza gier rozrywkowych i "poważnych".

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-02 09:53:25
01.10.2016 15:51
odpowiedz
<Rydygier>
13

KORPIKLAANI - Vodka

https://youtu.be/e7kJRGPgvRQ

Nawet, jeśli to nie to (pojęcia nie mam, co jest teraz popularne), polecam zgłębić repertuar zespołu - raczej trzyma się tej tematyki. Kurczowo.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-01 15:55:41
30.09.2016 12:57
<Rydygier>
13

A faktem jest to że Autorzy zaimplementowali coś czego długo nie zobaczymy

Ano właśnie. O ile o sposobie postępowania studia jak i grze w stanie obecnym można powiedzieć wiele złego (a mówi się jeszcze więcej), o tyle koncepcja (ta zapowiadana, bo na ile to faktycznie zostało zaimplementowane to rzecz inna) pozostaje dla mnie czymś niesamowitym (i uważam, że realnym). Byłoby, uważam, ogromną szkodą, gdyby afera NMS zniechęciła do podążania w tym kierunku. Zwłaszcza że niebywały hajp jasno wskazuje, iż gracze są tego typu gier bardzo spragnieni.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-09-30 12:58:32
29.09.2016 16:55
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
13

Wydaje mi się, że pod coś takiego podpadają tylko i aż materiały zamieszczone na Steamowej stronie NMS - w punkcie sprzedaży gry, a konkretnie filmy i screeny prezentujące to, czego w sprzedawanej grze nie ma. W każdym razie zwłaszcza one. Obietnice bez pokrycia o tym, co w grze będzie, to jednak co innego, o ile do momentu premiery zostały zdementowane.

Nareszcie, ktoś może beknąć za oszukiwanie klientów. Nie sądziłem, że doczekam takich czasów.
Brawo!

Dodajmy, że doczekaliśmy takich czasów dlatego, iż ktoś, zamiast "doczekiwać" razem z innymi, wziął się i rzecz zgłosił nadając sprawie oficjalny bieg. Są to czasy, w których komuś się chciało.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-09-29 17:01:09
28.09.2016 15:17
odpowiedz
<Rydygier>
13

No, zwracał uwagę cenami. Był w tym pewien niezamierzony komizm nawet. Zresztą... :) Dalej zwraca:

27.09.2016 16:40
odpowiedz
<Rydygier>
13

Tęsknię za sytuacją, gdy alternatywą dla PiSu nie będzie co najwyżej regres do tego, co, niestety, było, bo to żadna alternatywa, a stać się tak może. Chciałbym, aby na scenie pojawiło się coś lepszego od obecnego PiS. Na razie tutaj bryndza i jak dotąd pozostaje cieszyć się choć z tego, co jest.

Ale nade wszystko chciałbym, aby Polacy przestali sobie skakać do oczu.

27.09.2016 16:30
1
odpowiedz
<Rydygier>
13

Zacznijmy od tego, że studio ubiega się o naprawdę spore (niemal 10 milionów złotych) dofinansowanie na technologię City Creation. Jak wynika z lakonicznego opisu, będą to narzędzia, jakie pozwolą na stworzenie „żywego (...) miasta o wielkiej skali”, nad którym miałaby czuwać zaawansowana sztuczna inteligencja.

No to trzymam kciuki, bo chciałbym wreszcie coś takiego zobaczyć w grze.

26.09.2016 09:45
<Rydygier>
13

Divinity jakoś mnie odrzuciło w połowie gry

Ditto

25.09.2016 21:34
<Rydygier>
13

może zamknijmy kobiety w więzieniu; tak prewencyjnie, zanijm zabiją dzieci?

Jeśli kobieta, która nie ryzykuje własnym życiem by urodzić dziecko jest dla ciebie tym samym co mama Madzi

Hm. Ale o czym ty właściwie mówisz? Ni stąd ni zowąd - bach, odjeżdżasz w jakąś histerię imputując mi dziwne poglądy i osądy sprzeczne z tym, co napisałem. Bez sensu. Nie musimy rozmawiać, jeśli nie chcesz, w porządku.

25.09.2016 19:04
odpowiedz
<Rydygier>
13

ale w ogólnym zarysie opowieść stała się dużo poważniejsza, głębsza i – co szczególnie istotne – bardziej interesująca.

O, skoro tak, to kto wie. Może, może...

W ten sposób wachlarz taktycznych możliwości solidnie się rozrósł… kto wie, czy nie aż do przesady.

Cóż, jedną z cech, która odrzucała mnie od poprzedniczki była sztuczność bijąca z pola walki/sytuacji taktycznych. Czuło się, że to ustawki pod wykorzystywanie sztuczek i konkretnych taktyk, brakło w tym autentyzmu, a więc i imersji.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-09-25 19:08:42
25.09.2016 18:57
<Rydygier>
13

Jak zamknięsz kobietę w więzieniu

Co proponowałbyś zrobić z dzieciobójcą w dobrze funkcjonującym państwie?

Jaka byłaby wartość ochronna prawa nie przewidującego kary za jego złamanie? Inna rzecz, wcale nie wszyscy są zdania, że to właśnie matka ma tu ponosić karę. Co do mnie - uważam, że kara powinna być współmierna do stopnia odpowiedzialności moralnej za czyn (tu wracamy do tego, co pisałem o ewentualnym wpływie stanu emocjonalnego na tę odpowiedzialność).

lub umrze podczas porodu to raczej kolejnego dziecka nie urodzi, co nie?

Owszem, ale nie widzę związku z tym, co piszę. Ktoś postuluje zmuszanie matek do porodu kosztem ich życia? Ów ktoś błądzi. Życie matki należy ratować nawet kosztem działań, które ubocznie mogą spowodować zgon dziecka (nie mylić, jak niektórzy politycy nawet, z aborcją, gdzie zabicie dziecka jest celem działania). Chyba, że sama matka będzie chciała inaczej w sytuacji albo-albo. Może być i sytuacja, gdy albo dziecko, albo nikt. To już chyba rzecz lekarza wówczas ocenić, kogo da się ratować.

Życie dziecka jest równocenne, nie cenniejsze od życia matki. Oboje są ludźmi zasługującymi na taką samą ochronę - ot, tyle.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-09-25 19:11:06
25.09.2016 18:23
<Rydygier>
13

Sama prawda. Bez matki dziecka nie ma. I?

25.09.2016 17:56
<Rydygier>
13

Tu odsyłam do 59.1. Od odpowiedzi na te "ankietę" zależy to, o co naszym zdaniem chodzi w tej dyskusji.

Co do mnie - odsyłam do pierwszego mojego wpisu w tym wątku, który tu rozwinę:

Nie mówimy o sprawie prywatnej kobiety, o ingerowaniu w jej ciało, bo ciało dziecka nie jest jej ciałem, a o sprawie prywatnej jej dziecka - ochronie jego życia. W sejmie jest mowa o zakończeniu tej rażącej i hańbiącej prawo oraz kraj dyskryminacji, w myśl której państwo nie zapewnia owemu dziecku nawet podstawowego bezpieczeństwa, jakie gwarantuje innym. Status quo to jawna niesprawiedliwość ale przede wszystkim dopuszczenie mordu na dzieciach w majestacie prawa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-09-25 18:06:59
25.09.2016 16:40
<Rydygier>
13

aborcja to ten interesujący rodzaj tematu, gdzie emocjonalnie uwikładne są nawet te osoby, których ona bezpośrednio nie dotyczy.

Możesz tak uważać. Ja uważam, że spokojnie istnieją osoby nieuwikłane zdolne trzeźwo rozstrzygać o tych sprawach. Dopiero osobiste doświadczenie potencjalnie generuje, jak sam piszesz, ów "clusterfuck", obcy pozostałym. Tak samo istnieją osoby zdolne rozstrzygać o przestępstwach w ogóle.

Sedno sporu nie jest osadzone na płaszczyźnie emocjonalnej, choć tu najgłośniej, naturalne, a jak najbardziej merytorycznej.

bez zbędnego rozpisywania się: jak bronię innego życia np. osoby bliskiej

W skrócie - zgoda, u mnie podobnie.

25.09.2016 15:28
<Rydygier>
13

to sytuacja, której nie da się obiektywnie ocenić.

Nie zgadzam się z tym poglądem. Więcej - uważam, że nie ma takiej sytuacji, w której człowiek nie może postąpić obiektywnie dobrze. Co nie znaczy, że będzie mu fajnie i przyjemnie.

Po fakcie dana osoba może wciąż nie wiedzieć, czy wybrała dobrze; co więcej, może uważać, że postąpiła źle. To jest taki emocjonalny clusterfuck, że na nic tu próba obiektywnej oceny.

Taka osoba może mieć faktyczne mętlik w głowie, ale to nie znaczy, że aborcji nie da się ocenić obiektywnie. To znaczy tyle, że ta osoba może nie być w stanie ocenić - tu zgoda, sam to piszę. Uwikłanie emocjonalne może (nie musi) utrudnić lub uniemożliwić trzeźwą ocenę. Stąd lepiej, by taką ocenę wyrobić sobie z dystansu, gdy emocje nie zaburzają osądu.

Sam prawotwórca czy sędzia nie jest emocjonalnie uwikłany w czyn i zachowuje tu trzeźwość osądu, zatem jak najbardziej może oceniać czyn zarówno z punktu widzenia prawa jak i moralności.

25.09.2016 13:41
1
<Rydygier>
13

To jest rzecz odrębna. Tu napiszę tylko, że aktualne prawodawstwo może zostawić trwalszy ślad - w głowach ludzi. Zwłaszcza to tyczące się edukacji, kultury, mediów, przykłady najbardziej oczywiste, acz nie tylko o to chodzi.

Stawianie pomników i nazywanie ulic faktycznie mało znaczące się wydaje. Mnie dla przykładu nie zrobił komunistą fakt, że swego czasu bardzo często bywałem na rogu Waryńskiego i Armii Ludowej. Tego rodzaju upamiętnienia mają sens jako wyraz pewnego społecznego konsensusu odnośnie doniosłości czegoś/czyichś dokonań, jako próba generowania takiego konsensusu "od d... strony" widzi mi się to daremne. Ale mogę się mylić. Człowiek, mimowolnie, chłonie to, co widzi, słyszy, postrzega. Otoczenie naładowane daną symboliką jest nie bez znaczenia dla mentalności jego bywalców. No, ale to perspektywa długofalowa, a nazwa i pomnik to jeszcze nie symbol.

A bardziej w temacie - ja, katolik, to widzę tak: jeśli wejdzie w życie prawo, które faktycznie zmniejszy ilość aborcji choćby o 1, to już będzie warte wprowadzenia, bo jedno ludzkie życie jest tego warte. Oczywiście, jeśli ktoś się uprze zabić swoje dziecko, to zabije i żadne prawo go nie powstrzyma. Ale to samo możemy powiedzieć o każdym przestępstwie. Prawo nie jest i nie ma być doskonałym panaceum na całą przestępczość. Co nie znaczy, że nie jest pożyteczne i nic nie zmienia, zatem równie dobrze mogłoby go nie być.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-09-25 13:44:19
25.09.2016 12:03
<Rydygier>
13

jest to dylemat, którego nie da się w pełni pojąć, dopóki nie doświadczy się go na własnej skórze.
Są ludzie przekonani o słuszności swojej racji, moralnej wyższości, przekonani, że na pewno zrobią tak jak mówią, że zrobią. Życie zweryfikuje ich idee, udowodni im, czy faktycznie są tak zdecydowani jak im się wydaje.

Nie mylmy dwóch osobnych spraw: tego, co słuszne i tego, czy uda mi się zrobić to, co słuszne/pojąć, co przeżywa osoba stająca przed wyborem. Drugie nie świadczy o pierwszym i na pierwsze nie rzutuje. To może być jeden z tych dylematów, którego pod względem moralnym osoby, które go doświadczają na własnej skórze, nie są w stanie należycie ocenić z uwagi na brak dystansu/uwikłanie emocjonalne w przedmiot oceny. Co, nawiasem, ewentualnie ograniczałoby ich osobistą odpowiedzialność moralną, ale nie rzutując na obiektywną kwalifikację moralną samego czynu.

Proponuję mały eksperyment (stosowalny wobec wszystkich wypowiedzi o aborcji) - podstaw sobie w całym swoim wywodzie morderstwo zamiast aborcji. Nadal uznasz taki wywód za słuszny? Jeśli nie, świadczy to o tym, że sedno problemu leży gdzie indziej. Nie w tym, czy się czegoś doświadcza osobiście, czy też rozważa z dystansu, a w tym, czy bezpośrednim efektem zapłodnienia jest człowiek, czy nie. Otóż tu są możliwe przynajmniej trzy postawy:

1) Wierzę, że to na pewno człowiek;
2) Wierzę, że to na pewno nie człowiek;
3) Nie wiem, czy to człowiek, czy nie.

Każda z postaw rodzi określone konsekwencje i wiedzie do określonej oceny moralnej tzw. aborcji. Mamy też istotne pytania, na które musimy sobie przy tym odpowiedzieć:

Pytanie 1: na jakiej podstawie uznaję, że to jest/nie jest człowiek - skąd biorę kryteria człowieczeństwa.

Pytanie 2: czy uważam, że kryteria człowieczeństwa są negocjowalne/uznaniowe/zmienne. tzn. Czy wierzę, iż czyjeś człowieczeństwo jest faktycznie/obiektywnie/efektywnie zależne od uznanej (uznanej przez kogo?) definicji - czy to ta definicja czyni określoną grupę bytów ludźmi a inną - nie ludźmi. Czy zmieniając definicję tym samym czynię pewne byty ludźmi i sprawiam, że inne ludźmi być przestają. A może jednak człowieczeństwo jest czymś niezależnym od naszej opinii o nim? A co, jeśli definicja człowieczeństwa, którą przykładam do problemu, okaże się błędna? Na ile jestem jej pewien?

Pytanie 3: w jakich sytuacjach uważam za usprawiedliwione moralnie pozbawienie człowieka życia.

Może coś pominąłem, ale wydaje mi się, że na takiej bazie jesteśmy w stanie zbudować w miarę dojrzałą ocenę moralną aktu aborcji.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-09-25 12:16:49
23.09.2016 00:05
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
13

Sedno sporu kręci się wokół definicji człowieczeństwa - kiedy zaczyna się człowiek. I czy inni ludzie efektywnie o tym decydują swoim widzimisiem.

Dla mnie sprawa jest jasna - aborcja to morderstwo. Dzieciobójstwo. I moim zdaniem powinna być ścigana jako taka na mocy przepisów odnoszących się do mordu właśnie. No, ale skoro już odrębna ustawa, niech nazywa rzeczy po imieniu i traktuje adekwatnie. Obecnie prawo wydaje się wyznaczać podwójne standardy tutaj. Nie chroni obywatela przed urodzeniem w takim samym stopniu, jak już urodzonego.

Ratowanie życia matki, którego niechcianym skutkiem ubocznym może być śmierć dziecka - morderstwem nie jest. I o ile mi wiadomo projektu ustawy zaostrzającej to uwzględnia.

17.09.2016 22:12
2
odpowiedz
<Rydygier>
13

Do tej pory domena co wymyślniejszych trenażerów dla "serious games" pokroju VBS.

Można marudzić, że gra w gruncie rzeczy prostacka z wyglądu, ale przecież to właśnie unaocznia potencjał VR - jak niewiele trzeba, by wessała gracza z kapciami. Oczywiście kiedyś tam wymagania wzrosną.

Po tym doświadczeniu trudno będzie wrócić do Army.

Powiedziałbym - trudno będzie Armie nie pójść w tę stronę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-09-17 22:13:41
15.09.2016 20:17
2
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
13

Skanalizować entuzjazm. Uformować z takich kompanie karne OT. I póki co niech wały usypują albo coś. Skoro energia i patriotyczny zapał ich tak rozpierają, grzech byłoby tego nie wykorzystać pro publico bono.

14.09.2016 09:51
-1
<Rydygier>
13

Wyjaśnij mi proszę, co to jest "sedno meritum"?

Nic w takiej wpadce gładkiego, niestety. Niechcący, przepraszam. Chodziło mi o sedno merytorycznej strony moich wpisów.

Straciłem zainteresowanie i nie będę cię dokarmiał.

"Dokarmiałeś" mnie? Chyba pierwszy raz nawiązujesz tu ze mną rozmowę?

W każdym razie spoko. Co miałem do napisania od siebie - już napisałem. Teraz z mojej strony to już tylko reakcje na reakcje.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-09-14 09:58:56