Forum

<Rydygier> ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

19.02.2017 15:12
<Rydygier>
14

Myślę, że zrozumiałeś właściwie. Jak pisałem - PiS w kwestii TVP ma u mnie dużego minusa z tego powodu. I dlatego też pisałem, że w tej sprawie zasługuje na krytykę.

19.02.2017 14:48
<Rydygier>
14

Aby znów wpaść w pułapkę

Co? Khem. Wiesz, faktycznie. Dajmy spokój.

Można też powiedzieć, że wystawia to kiepskie świadectwo "jakości" ludziom, którzy robią te materiały zarówno w zakresie poziomu intelektualnego jak również ich postawie wyrażającej się najprawdopodobniej w przekonaniu o tzw. ciemnym ludzie.

Fakt, można i tak. W każdym razie główny problem jest taki, że to w ogóle robią.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 14:48:44
19.02.2017 14:28
<Rydygier>
14

Nie mówię o poziomie intelektualnym czy nawet kulturalnym, to tak dla jasności bo faktycznie, mogłeś to tak odebrać.

Sprowadzasz to, co napisałem poza tematem wątku do poziomu dyskusji o status quo TVP - to nieporozumienie. Odniósłszy się do tematu wątku dodałem następnie myśl od siebie poza ów temat wykraczającą - jak według mnie powinna wyglądać kwestia mediów publicznych w dobrze funkcjonującym państwie. I to tej myśli się uczepiłeś próbując sprowadzić to, co napisałem do następnej rundy bicia w obecne władze. Chcesz bić - proszę bardzo, bij sobie do upadłego, zresztą akurat w tym temacie krytyka im się należy, choć mało z niej pożytku, ale po co używasz w tym celu mojej wypowiedzi, jakby była o tym, o czym chcesz rozmawiać, choć nie jest? Nie mieszaj mnie w to, proszę.

Te "pokusy" zostały podniesione do norm obowiązujących w TVP, "środkami prawnymi" i "technicznymi". Tego też zdajesz się nie dostrzegać.

Jeśli myślisz, że tego nie dostrzegam to znaczy, że nie czytasz uważnie tego, co napisałem. Jeśli chcesz, przeczytaj sobie jeszcze raz.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 14:31:34
19.02.2017 13:44
<Rydygier>
14

No ja z kolei chyba widzę, na jakim poziomie chcesz rozmawiać o TVP, tyle, że ja nie chcę, więc nie będę Ci wtórował ani się kłócił, chciałem jedynie wskazać, z jakiego względu rząd państwa powinien dysponować takim środkiem i tę opinię podtrzymuję w całej rozciągłości niezależnie od pokus, do których prowadzi posiadanie go. Pokus, które notabene można zredukować zarówno środkami prawnymi jak i technicznie. Jest dla mnie przecież jasne że status quo TVP bodaj nigdy nie odpowiadało i nadal nie odpowiada temu, o czym piszę. Piszę o stanie, który uważam za słuszny nie o stanie, który mamy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 13:47:18
19.02.2017 13:07
<Rydygier>
14

Przecież TVP to robi, Rydygier, nie zauważyłeś? Dokładnie tak, jak za komuny lub w okresie stanu wojennego..

Mnie zaś chodzi o coś zupełnie innego, niż za komuny, mam nadzieję, że to zrozumiałeś, jeśli nie - cóż, mogę ująć to innymi słowy. Uważam, że ze względów bezpieczeństwa władze powinny dysponować jakimś systemem przekazu informacji o ogólnokrajowym zasięgu. Mowa o sytuacjach kryzysowych. Klęski żywiołowe. Wojna. Takie rzeczy. Tyle w tej materii.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 13:10:07
19.02.2017 12:26
1
odpowiedz
11 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Niestety tak (bazując na raptem dwu wydaniach wiadomości obejrzanych w necie, bo TV nie paczam od dawna). Nie, żebym jakoś szczególnie liczył, że przy zmianie rządu to się zmieni, ale gdybym został pozytywnie zaskoczony, PiS miałby tu u mnie dużego plusa. Nie ma. Ma dużego minusa.

Jeśli obecna propaganda jest oczywistsza i toporniejsza, niż była za PO, to akurat byłaby zmiana na lepsze, bo przez to jest mniej perfidna i zapewne mniej skuteczna, w paradoksalny sposób - uczciwsza, bo jawniejsza. Co nie zmienia faktu, że mentalnie chce mi się rzygać, gdy widzę, co media robią z prawdą dla czyichś politycznych interesów lub, jeszcze gorzej, by manipulować ludźmi. To, że dzieje się to teraz w lepszej równowadze niczego tu nie zmienia. Fakt, że TVP robiła to uprzednio dla PO i robi teraz dla PiS za pieniądze Polaków natomiast jest według mnie dobrym argumentem za tym, by w postawie obywatelskiego nieposłuszeństwa (a nie finansowego drobnego cwaniaczkowania) nie płacić abonamentu i nie oglądać.

Stawiam pytanie inne: czy telewizja publiczna powinna istnieć i czym powinna się zajmować? Ja widzę dwa słuszne powody istnienia państwowych mediów: konserwacja dorobku kulturowego Polski oraz jako środek komunikacji kryzysowej rząd-obywatele.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 12:38:08
19.02.2017 08:15
odpowiedz
<Rydygier>
14

Cofać się do lat szkolnych? Nie. Byłby to egzystencjalny regres, poza tym wcale nie wspominam tamtego czasu ciepło a nostalgia jest zwodnicza. Cieszę się, że to już przeszłość. Właściwie, im dłużej myślę, tym większej nabieram pewności że absolutnie nie chciałbym mieć życzenia do spełnienia, nie potrzebuję, a wręcz mogłoby być szkodliwe.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-19 08:15:56
18.02.2017 11:24
odpowiedz
<Rydygier>
14

Cóż, im więcej uzbierają tym większa szansa, że jakiś zdesperowany cwaniak też spróbuje się załapać na kasę i pójdzie w ślady, tym razem z premedytacją. Czym by to nie było wedle intencji (a i ta popaprana), de facto jakby Polacy wyznaczali nagrodę pieniężną za głowy własnych rządzących - pomysłodawca jest tego świadom, jak czytam na stronie zbiórki, bo cytuje Kaczyńskiego, któren zwrócił na ów fakt uwagę. Przeglądając internety dochodzi się do wniosku, że adekwatnie nastawionych do PiSu nie brak. Takie bardzo swoiście demokratyczne głosowanie portfelami.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-18 11:29:18
17.02.2017 08:51
odpowiedz
<Rydygier>
14

Znowu Normandia? Ileż można. Jeśli wracać do 2WŚ (czemu nie), to choć od świeżej strony. No i oczywiście multi. Bo tak łatwiej. Dobra, werdykt jasny. Neeext!

16.02.2017 09:38
odpowiedz
<Rydygier>
14

Lubię samotność. Cisza, spokój, ulga, sam na sam z własnymi myślami, światem i Stwórcą - coś pięknego.

Oczywiście doceniam korzyści płynące z życia w zorganizowanym społeczeństwie i w rodzinie, do innych jako takich nic nie mam, ale do relacji towarzyskich też się nie garnę, bo są dla mnie męczące psychicznie i nie wiem, co konkretnie mi dają.

Różni ludzie różnie mają.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-16 09:39:06
15.02.2017 21:42
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
14

Black Moon Chronicles OST - Pierre Esteve

https://youtu.be/PypvWY2f3_c

https://youtu.be/7_IcWFky3OM

https://youtu.be/yTrt84hXsgs

https://youtu.be/vyLtps96UHU

https://youtu.be/6Y2kj8RPwgM

????? (Shikata Akiko) - ?????????

https://youtu.be/ClcoFyIue7w

Voices - Vangelis (no, ta jest raczej "podniosła")

https://youtu.be/saVe-kYCYCs

Titans - Vangelis (Alexander)

https://youtu.be/CCVNbSzQ5IE

The Drums of Gaugamela - Vangelis (Alexander)

https://youtu.be/LXnlzi0TpBY

Conquest Of Paradise - Vangelis (1492: Conquest of Paradise)

https://youtu.be/94dY-QxjDiE

March of Cambreadth - Heather Alexander

https://youtu.be/Emg14MOMDgU

The Horns of Hell - Jerry Goldsmith (Trzynasty Wojownik)

https://youtu.be/eo2Ra0oN_eU

Anvil Of Crom - Basil Poledouris (Conan the Barbarian)

https://youtu.be/sHDmXtW9Yx0

Das Boot OST - Klaus Doldinger

https://youtu.be/wfPSZECLl3s

https://youtu.be/WW2TLI-DmvI

https://youtu.be/SS5pRNL894Q

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-15 21:43:25
15.02.2017 13:49
odpowiedz
<Rydygier>
14

Dziwnym nie jest.

A ja jak zwykle jakiś mało mainstreamowy. W sumie to dobrze.

15.02.2017 12:14
odpowiedz
<Rydygier>
14

Da się i warto. Niewierzącemu może być trudniej uzasadnić sobie, czemu mianowicie warto, acz nie musi, zależy.

13.02.2017 09:40
<Rydygier>
14

https://forums.bistudio.com/topic/151630-localized-versions/?page=6

Hello. Now that the game is released, we should move on with Czech and Polish (and others) community localization soon. Please stay tuned for more info.

Ciekawy sposób myślenia, prawda? Znamienny. Najwyraźniej lokalizacje Take On Mars są (były?) projektem społecznościowym.

13.02.2017 09:25
<Rydygier>
14

Pod niemal każdym względem. Oczywiście i one, jak chyba każdy zwierz, mają swój zestaw cech uprzykrzających życie, ale wymierzony głównie we właściciela.

13.02.2017 08:40
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Jeden z najbardziej działających mi na nerwy odgłosów - szczekanie psa. Uporczywe posiadanie takiego psa wrzucam do tego samego wora, co puszczanie (dennej) muzyki na cały regulator w ogródkach letnią porą itp.

Bonusowo - qpy na chodnikach etc.

Plaga uważana za społecznie akceptowaną normę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-13 09:00:04
11.02.2017 23:55
odpowiedz
<Rydygier>
14

Moim zdaniem ikoniczne: House of Cards, Dr House.

Kwestia gustu, ale jak dotąd (też se robię własnie darmowy miesiąc) zdecydowanie polecam również seriale: Wikingowie, Suits, The Expanse (wyjątkowo porządne SF). Jeśli lubisz klimaty a la Super 8 (małe, amerykańskie miasteczko, lata 80-te, grupka małolatów i niesamowite zdarzenia), to Stranger Things. Dla fanów komiksowych superbohaterów - Daredevil jest dobrze zrobiony (acz sam fanem takich komiksów nie jestem, więc dałem sobie spokój). Wielu jeszcze nie widziałem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-11 23:56:43
11.02.2017 20:33
odpowiedz
<Rydygier>
14

O, ukaże się taka gra? Coś podobnego. Dopiero co myślałem, że byłby to świetny materiał na grę VR. Może być, że szybciej, niż mi się zdawało zacznę żałować, że nie mam gogli VR.

11.02.2017 12:42
odpowiedz
<Rydygier>
14

Spozierałem na ten tytuł z niejaką nadzieją. Cóż.

10.02.2017 13:34
odpowiedz
<Rydygier>
14

Mam ją zainstalowaną i zaczętą. Ale od wielu miesięcy jakoś nie mogę się zebrać, by do niej wrócić. Nie wiem, dlaczego. Pewnego dnia...

10.02.2017 13:16
odpowiedz
<Rydygier>
14

U mnie były to w miarę normalne lekcje. Może ciut luźniejsze czasami. Zarówno w podstawówce, jak i w LO prowadzili je zresztą całkiem klawi i łebscy goście, kolejno ksiądz, świecki w podstawówce i dwu innych księży w liceum. Potrafili nawiązać swobodny kontakt z młodzieżą i niejedna lekcja miała postać sympatycznej konwersacji na faktycznie ciekawe tematy. Z pierwszych klas podstawowych pamiętam też jeszcze lekcje w salkach parafialnych, że były w sensie, nic ponadto.

Inna sprawa, czytając po internetach, co dorośli ludzie wypisują o Kościele, religii katolickiej, wierze i własnym postępowaniu w tym kontekście doszedłem do wniosku, że albo na religii nie uczą tego, czego powinni, albo źle to robią, a ja miałem szczęście trafić na wyjątek. Poziom ignorancji w temacie wiary bywa horrendalny - u katolików.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-10 13:17:43
10.02.2017 10:27
odpowiedz
<Rydygier>
14

Nie wiem, czy ranking ma jakieś praktyczne znaczenie, i tak żadnego nie miałem (?), ale na przyszłość wolałbym nie dostawać na mój e-mail spamu w postaci wielkich ścian chaotycznego tekstu od automat@gry-online.pl.

Moim skromnym zdaniem - musicie jeszcze dopracować zarówno technikalia, formę jak i zasady. Np. uważam, że nowy regulamin nie powinien działać wstecz i odbierać ten jakiś ranking tym, którym na nim zależy, a którzy wpisywali się w wątkach uznanych za "niekoszerne" nim nowe zasady weszły w życie. Pytanie też, z jaką pewnością da się domyślić, czy moderator uzna dany wątek za niekoszerny (np. skąd mam wiedzieć, że wątek należy do ciągu spamerskiego). A jeśli stanie się tak z powodu wpisów dodanych już po moim? Albo jeśli po moim wpisie w wątku jego autor zmieni treść ze zgodnej z regulaminem na niezgodną?

Słowem - jeśli ktoś ceni sobie punkty owego rankingu to normalnie teraz strach mu się wpisywać gdziekolwiek.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-10 12:39:17
09.02.2017 17:50
odpowiedz
<Rydygier>
14

Do tej pory próbowałem tylko misji bezzałogowych (wulkan akcji to to nie jest, ale nie tego się szuka w tego typu grach, inna rzecz, niektóre misje i tak potrafią się dłużyć), teraz, po premierze, trzeba będzie na poważnie oblukać całość.

09.02.2017 14:30
<Rydygier>
14

W przeciwnym razie doszlibyśmy do kuriozalnego wniosku, że w żadnej dziedzinie życia, na żaden temat nie można się nie tylko wypowiadać, ale nawet działać, bo przecież "nie mając rzetelnej wiedzy w temacie lepiej siedzieć raczej cicho i pokornie".

Taki wniosek byłby oczywiście absurdem, zwłaszcza zważywszy, iż z natury ludzkiego aparatu poznawczego nic nie jest 100% pewne (o tym m. in. był Matrix, nie on pierwszy jednak). Staram się tu jedynie pokazać, że błędem jest też i skrajność druga - ufanie własnej wiedzy i wnioskom z niej płynącym bardziej, niż na to, wobec powyższego, zasługują.

Chodzi mi o to, by być świadomym, jak niepewna i niekompletna jest moja/Twoja/nasza wiedza o rzeczywistości jak i jej zrozumienie. By nie traktować tego jak pewnika, skoro nim nie jest. Stąd napisałem też:

"Albo przynajmniej brać na wzgląd nikłość swojej wiedzy formułując nader ostrożne w tonie opinie."

Myślę, że, chcąc szczerze szukać prawdy, mądrze jest uwzględniać stopień własnej kompetencji/wiedzy w temacie formułując opinie bądź nawet, gdy to zasadne, powstrzymując się od ich formułowania. Rzecz jasna, na ile człowiek jest świadom stopnia swojej (nie)wiedzy.

Tyle tylko, że istnieją jeszcze media niezależne od polityków.

Trudno być pewnym takiej niezależności. Sam nie znam żadnego medium, o którym mógłbym to bez wahania powiedzieć. Jeśli takowe są - w swojej teatralnej alegorii nazwałbym je widzami z latarkami, oświetlającymi na scenie, co sami uznają za słuszne. To niezależne od aktorów, ale nadal czyjeś subiektywne spojrzenie (wszak innego nie bywa) na subiektywnie wybrane fragmenty wedle subiektywnej narracji i zwykle też jedynie/głównie na scenę.

Dziękuję za rozmowę.

09.02.2017 13:49
<Rydygier>
14

Wyjaśnij jeszcze, co konkretnie rozumiesz przez "zmanipulowaną i mało zorientowaną, acz często tego faktu nieświadomą publikę zwaną suwerenem"

1. "Suweren"/publika - elektorat. Bierni obserwatorzy sceny politycznej (scena polityczna - jakże trafne określenie).

2. mało zorientowaną - mającą, poza własnym życiem, dostęp jedynie do tego, co politycy pokażą na scenie, co media "oświetlą" swymi doniesieniami. To ich/nasza jedyna wiedza - baza do wnioskowania.

3. tego faktu nieświadomą - błędnie (wbrew faktowi 2) uważającą, iż jej wgląd i rozumienie polityki są miarodajne i dogłębne, że pojmuje istotę tego, co się dzieje.

4. zmanipulowaną - publika ma, zapewne nie do końca uświadomiony, wpływ na politykę, choć w niej czynnie nie uczestniczy. Stąd manipulowanie publiką, nastrojami społecznymi itp. stanowi ważny element politycznej gry zakulisowej (w tym to, co nazywam tańcami wokół słupków poparcia jak wokół totemów). Czyni się tak, na ile rozumiem, korzystając z kontroli lub wpływu na źródła naszej wiedzy o aktualnym stanie polityki - odpowiednio dobierając retorykę i tematykę tego, co pada ze sceny, a co nie, to co media mają nagłośnić (tu: który fragment sceny w której chwili oświetlić), a czego nie, jak i narrację mediów (w jakim kolorze oświetlać). Kształtuje się tak zarówno krótkofalowe jak i długofalowe nastroje (buczenie bądź oklaski z widowni jako presja na aktorów) a nawet, wynikowo, preferencje polityczne i ogląd stanu kraju (de facto w kontekście wyborów - kogo chcą widzieć na scenie w kolejnym sezonie, czyj repertuar będzie grany i w jakiej obsadzie).

Taka manipulacja jest, uważam, efektywna z uwagi na 2 i 3 razem wzięte. Widziałeś może serial House of Cards? Można tylko zgadywać na ile oddaje to, jak się mają kulisy do sceny, ale ponoć brutalnie celny.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-09 14:14:17
09.02.2017 13:13
<Rydygier>
14

O, i tu się zgadzam - groteskowe i absurdalne (względnie - naiwne) jest przeświadczenie niektórych widzów, że oto ujrzeli sedno i posiedli prawdę

To dobrze, bo to istota tego, co chciałem przekazać. Czytając internety miewam przykre wrażenie że od takowych "posiadaczy prawd" się roi po wszelkich stronach wszelkich, w tym zwłaszcza politycznych, sporów. Hałas z ich kłótni niemały, pożytku brak. Ino gorzka groteska dla postronnych obserwatorów. To zresztą obszerniejszy i głębszy temat, ale nie czas ni miejsce.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-09 13:18:38
09.02.2017 11:55
1
<Rydygier>
14

a tym samym nie wiem "o co tak naprawdę ci chodzi"

Chodzi mi dokładnie o to, co napisałem. Możesz śmiało odnosić swoje zarzuty do meritum mojej wypowiedzi, nie trzeba czytać w umyśle forumowicza, by dyskutować z jego wyrażonymi poglądami.

Nie mogę, nie mam "wstępu za kulisy (twojego mózgu)", .

Nie czujesz się na siłach odnieść się merytorycznie do tego, co jasno napisane, a jednak na podstawie tych kilku, enigmatycznych dla Ciebie zdań nader śmiało i bez widocznego wahania "zdiagnozowałeś" mnie. Coś się w tej logice nie klei, nie uważasz?

Nie dociekamy tu prawdy o mnie, tego faktycznie nie możesz skutecznie zrobić (choć próbujesz), a ewentualnie omawiamy wyrażone tezy i opinie.

Tak zatem - śmiało można sobie dyskutować o tym, co widać na scenie, jak długo bierze się pod uwagę, jak niewiele to mówi o tym, co dzieje się za kulisami. Groteskowe i absurdalne (względnie - naiwne) jest natomiast owo przeświadczenie niektórych widzów, że oto ujrzeli sedno i posiedli prawdę, bo coś im pokazano na scenie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-09 12:24:37
09.02.2017 11:38
<Rydygier>
14

Jesteś wzorem wymarzonego obywatela dla rządzących.

Jeśli masz zastrzeżenia odnośnie tego, co napisałem, odnieś się konkretnie, ad meritum.

09.02.2017 11:16
1
<Rydygier>
14

No tak. Lepiej siedzieć cicho, nie dyskutować,

To akurat dobra zasada - nie mając rzetelnej wiedzy w temacie siedzieć raczej cicho i pokornie. Albo przynajmniej brać na wzgląd nikłość swojej wiedzy formułując nader ostrożne w tonie opinie.

Wydaje się w miarę oczywiste, że aktorzy sceny politycznej lepiej od widowni wiedzą, "o co tak naprawdę chodzi", bo mają wstęp za kulisy, zaś widz widzi tyle, co na scenie, a raczej głównie jej fragmenty aktualnie oświetlone reflektorami medialnego przekazu. Publice pokazuje się teatr przygotowany pod wywołanie pożądanych reakcji, polityka dzieje się głównie poza sceną. Warto zauważyć, że owa zmanipulowana i mało zorientowana, acz często tego faktu nieświadoma publika to tzw. "suweren".

No i faktycznie - jakiej jakości wnioski da się wyciągnąć w takiej sytuacji?

Oczywiście powyższe nie implikuje takich czy innych intencji polityków.

09.02.2017 09:43
odpowiedz
<Rydygier>
14

Wyzwaniem, jakie stawia przed człowiekiem współczesny internet w swych przejawach (Steam, tubka, www jako takie...) jest sztuka wyławiania pereł z oceanu szamba. Popyt na sposoby filtrowania treści wzrasta, ciekawe, jak rozwinie się podaż.

08.02.2017 14:21
odpowiedz
<Rydygier>
14

Cóż, wreszcie ktoś podchodzi do VR z głową i pomysłem, który zaprzęga mocne strony VR zamiast z marnym skutkiem doginać słabe do chybionej koncepcji. Choć myślałem, że to będzie raczej coś a la Bridge Commander (Start Trek). Mogłoby.

08.02.2017 13:33
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Dlaczego, ale tak konkretnie, GTA jest tak popularne? Kiedyś spróbowałem zagrać w którąś część by się przekonać, ale raz-dwa mnie znudziła. Pewnie dlatego, że nie lubię gier o jeżdżeniu samochodem ani też nie lubię wcielać się w bandziora. Oblukałem też parę letsplayów ale nadal nie wiem, o co chodzi z fenomenem GTA.

08.02.2017 12:23
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Jeśli jest najbardziej udany, to chyba średnio świadczy o pozostałych grach Bethesdy i coś w tym może być. Zresztą, skoro "musi", to musi...

A może najbardziej udany znaczy - najbardziej zyskowny?

Co do mnie - Bethesda konsekwentnie ciągnie Fallouta w dokładnie odwrotnym kierunku, niż bym tego Falloutowi życzył. Jako gra natomiast - nie jest to złe.

08.02.2017 11:16
1
<Rydygier>
14

Niepohamowany śmiech, powiadasz.

Czytając takie rzeczy (jak zwykle o Kaczyńskim a ostatnio też, dla symetrii, o Wałęsie głośno w tym tonie) zadaję sobie pytanie, skąd ich głosiciele wiedzą o tym, co głoszą. Skąd się bierze ta ich betonowa pewność swego. Taka pewność o tym, co siedzi w drugim, zapewne nawet nie znanym osobiście człowieku, że aż ośmielają się go osądzać. Krzywdzące pochopnością tezy w sposób nieznoszący sprzeciwu brane za oczywistość i pewnik. Obrzydliwe.

Nie znamy na 100% nawet samych siebie, co dopiero mówić o obcym człowieku, o którym wiemy tyle, ile media raczą donieść.

Być może, gdyby nie pleciono podobnych farmazonów z podobną łatwością i pewnością siebie lepiej by się Polakom ze sobą rozmawiało. Tymczasem nie dziwota, że rozmowa się nie klei, skoro ludzie "rozmawiają" ze sobą szyderczym śmiechem, każdy z niebosiężnych wyżyn własnego Tronu Nieomylności. Takie kłótnie prowadzą zupełnie nigdzie, szkoda czasu, nerwów, życia. A poczucie własnej nieomylności jest zawsze zwodnicze, trąci głupią butą.

Notabene uznawanie władzy za coś fajnego i godnego pożądania też jest bardzo głupie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-08 11:19:18
08.02.2017 08:36
odpowiedz
<Rydygier>
14

Odmiana jako mod do Arma 3 (zatem na silniku A3), nie wymagająca posiadania IF ani skomplikowanej instalacji:

https://forums.bistudio.com/topic/190809-iron-front-in-arm3-lite-preview-versions/

Jeśli dobrze pójdzie, w tej odmianie może jeszcze pożyć. Swoją drogą IF wyróżnia wyjątkowo skomplikowana "ścieżka kariery" obejmująca oddolne wskrzeszenie które potem uzyskało odgórną aprobatę.

07.02.2017 11:26
1
<Rydygier>
14

Zależy. W takiej Francji się nie zasymilowali i chyba się na to nie zanosi. Nic dziwnego zresztą. Ba. Wręcz przeciwnie. Pono francuscy zamachowcy właśnie z kolejnego pokolenia miejscowych muzułmanów, nie z nowego napływu.

07.02.2017 10:54
<Rydygier>
14

Pomysł na reformę Unii? Anulować traktat lizboński i powrócić do korzeni - Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, a więc ścisłej współpracy gospodarczej europejskich państw narodowych z funkcjonującym Układem z Schengen. Bez parlamentu debatującego nad prawidłową krzywizną banana czy długością ogórka, hymnu, jakiejś ideologi śmierci (poparcie dla aborcji, eutanazji) i gender oraz próbą wpływania na wewnętrzne sprawy poszczególnych państw.

Tak, jeśli próbować naprawiać, to zdecydowanie w tę stronę.

07.02.2017 10:49
odpowiedz
<Rydygier>
14

Moim zdaniem społeczeństwa państw nie są gotowe na całkowitą integrację i jeszcze długo nie będą. Nie wiem, czy kiedykolwiek to się stanie, acz być może. Nie wiem też, czy to kiedykolwiek będzie to potrzebne. Próbować tego teraz wydaje się głupim pomysłem, oderwanym od realiów.

Kondycja UE jest marna i zdaje się, że na jej własne życzenie. Dobrze, gdy państwa współpracują ze sobą, o ile to faktyczna współpraca - na zdrowych zasadach. Fanem UE w obecnym kształcie nie jestem, z przyczyn ogólnie znanych i lekceważonych przez fanów UE.

Nie wiem jednak, czy warto próbować UE leczyć, czy może dać jej zdechnąć jak przeżytkowi, którego formuła i sens się wyczerpały lub zostały nieodwracalnie spaczone i zacząć coś nowego, co do czego byłby powszechniejszy consensus. Lub przekształcić to, co jest, w coś fundamentalnie innego.

Przyszłości też nie znam i nie wiem, jak byłoby lepiej, acz podejrzewam, że UE obrała kurs na schyłek i rozpad z którego być może nie da się już zawrócić. Jeśli tak, trzeba raczej myśleć - co dalej.

W każdym razie idą ciekawe czasy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-07 10:52:12
07.02.2017 10:36
<Rydygier>
14

Ukończyłem ją raz. Drugie podejście było krótkie i trwało jedynie na tyle długo, bym się upewnił co do własnych tez i co do oceny. Upewniwszy się skonstatowałem, że nie chcę tego drugi raz dalej ciągnąć.

Czemu ją ukończyłem? Dobre pytanie. Może nie chciałem, by cały ten znój poszedł całkiem na marne. Poza tym mimo wszystko byłem ciekaw, jak się skończy (choć w sumie z grubsza było wiadomo). Zresztą pod koniec grało się nieco płynniej - ludzie doświadczeni i doskonale wyposażeni nie giną już tak łatwo.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-07 10:37:57
06.02.2017 20:06
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
14
6.0

No topsz. Z okazji LW2 zrobiłem sobie drugie podejście by się jednak zdecydować co do oceny. I zdecydowałem się. Rozpisywać się nie będę, odsyłam do naszej wcześniejszej rozmowy, gdzie zady i walety zostały przeanalizowane na wszystkie strony. W największym skrócie - XCOM2 to mocno podrasowany, ulepszony XCOM.

Otóż zalety tej gry są liczne i niezaprzeczalne, ale jej fundamentalna wada nokautuje je wszystkie - nie gra mi się w to przyjemnie a ukończenie gry nie daje satysfakcji (o powodach było wyżej). Utwierdziłem się w tym po drugim podejściu. Komu taka gra może się podobać - o tym było wcześniej, fanów na pewno znajdzie dość i beze mnie. Moja ocena - 6. Gdyby nie naprawdę wysoka jakość wykonania, było mniej. Szkoda.

06.02.2017 09:44
odpowiedz
<Rydygier>
14

No właśnie. Obaj przedpiścy mają rację. Z tym zastrzeżeniem, że to się już zrobiło nudne, a nie dopiero robi. Tylko wydawcy/studia, jak zwykle z opóźnionym kumaniem, jeszcze tego nie widzą i nadal próbują się podczepić pod ten pociąg, co już prawie nie jedzie, choć jeszcze nigdzie nie dojechał.

Sama idea wporzo, wykonanie płytkie, miałkie i nieuleczalnie wtórne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-06 09:47:22
05.02.2017 22:27
odpowiedz
<Rydygier>
14

O, to ciekawa tematyka. Więcej i głębiej rad bym oglądał o tym. Może jakieś merytoryczne wywiady z najlepszymi w te klocki?

O ile grafika na współczesnym poziomie wydaje się mi OK (jak zawsze, póki lepsza nie przyzwyczai mnie do siebie stając się nowym standardem) o tyle na tych polach - AI, proceduralność, złożoność odwzorowań itp. odczuwam silny niedosyt, a może raczej mam wielki apetyt na coś więcej. Bo dostrzegam, że teoretycznie jest możliwe znacznie więcej, niż gry zwykły dawać. Przy czym przydział mocy obliczeniowej to jedno ograniczenie, drugim jest nakład pracy, czyli pieniędzy. Trzecim - zdolności intelektualne devów. Wyobraźnia. Odwaga. Pomysłowość. Wizjonerstwo albo jego brak lub przeciwieństwo wręcz - zachowawczość i wtórność dyktowana przez wydawnictwa względami biznesowymi względnie niedostatkiem owych zdolności. Frustruje, gdy wielkie budżety i lata harówy są marnowane na kolejne odgrzewane kotlety.

Mam szczerą nadzieję, że faktycznie podbijanie jakości grafiki przestanie na dobre być wiodącym sposobem na przyciągnięcie nabywców i studia poszukają w wymienionych kwestiach pola do popisu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-05 22:33:57
05.02.2017 15:03
odpowiedz
<Rydygier>
14

To uniwersum zasługuje na znacznie więcej.

03.02.2017 14:47
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

O. W lutym dla odmiany mam na co czekać, mianowicie na Torment: Tides of Numenera. Od dłuższego czasu przekonać mnie do siebie nie udaje się żadnemu izo-oldskul RPGowi. Ani tym z nowej fali, ani nawet starym legendom. Nowy Torment według mnie to najlepiej zapowiadająca się gra tego rodzaju, może więc jej się uda. Jeśli nie - prawdopodobnie stanowić będzie dla mnie pożegnanie, oby przynajmniej godne, z takimi grami.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-03 19:56:30
01.02.2017 00:21
1
<Rydygier>
14

"No, teraz wiem, żeby tak nie robić."/"Prosiłem się o to."

Jak nie robić i o co się prosiłem? Nadal tego nie wiem. Toć objaśniłem, czemu rady Cynicznego Rewolwerowca mają się nijak do sytuacji, o której piszę. Zna ją jedynie z oględnego opisu, a serwuje mi taką analizę, jakby siedział mi za plecami podczas gry i widział dokładnie, co się działo tura po turze. Zakłada, że postępowałem głupio i skutek był zasłużony. Zakłada bezpodstawnie, co objaśniłem.

Jeśli zaś ma to oznaczać, że przy drugim podejściu będę już wiedział, kto gdzie stoi i co może i jak mam w związku z tym grać, to ja przepraszam - pewnie, że jasnowidz ma łatwiej, tylko czym to się różni od save&load poza tym, że zamiast zaczynać od początku, cofam się o parę tur? Nie. W dobrze zrobionej grze taktycznej pierwsze przejście nie powinno być znacząco trudniejsze od kolejnych, bo jej trudność powinna leżeć w samych wyzwaniach taktycznych, nie w tym, że nie wiadomo lub owszem, gdzie i na co być gotowym w danym momencie czy danej misji.

"Ej, no ale skąd ja miałem wiedzieć, że on to zrobi?! To nie fair!"

Nie w tym rzecz, że zdarzają się paskudne niespodzianki. Nie w tym rzecz, że ma być fair (nie ma, a bywa - jak wspomnieliśmy, na niższych poziomach trudności gra potrafi oszukiwać na korzyść gracza. Dla mnie to jak kapitulacja - "nie byliśmy w stanie zaprojektować dobrze balansującej się rozgrywki, więc musimy ja balansować sztucznie i oszukiwać zasady, które sami stworzyliśmy"). Rzecz w tym, że gra powinna być lepiej zbalansowana jeśli chodzi o wpływ taktyki i czynników niezależnych na wynik rozgrywki. Moim zdaniem - nie jest, zbyt wiele zależy od tego, na co gracz nie ma wpływu. Podałem na to jeden, konkretny przykład w charakterze ilustracji, nie jojczenia. Fakt faktem, status quo czyni tę grę swoiście realistyczną jeśli chodzi o brutalność konsekwencji nie tylko błędów, ale i "pecha". Nie inaczej, a nawet znacznie pesymistyczniej wyobrażałbym sobie podobne starcie z podobnym wrogiem. Ale to raczej argument albo przeciwko settingowi albo takiemu realizmowi, skoro nie służą rozgrywce.

Jesteś innymi słowy kompletnie nieprzygotowany mentalnie na gry takie jak XCOM.

Jeśli ma to oznaczać, że nie są takie gry dla mnie, to owszem, już to napisałem, nie są, choć pewnymi cechami kuszą, niestety. Ale to raczej kwestia osobistych preferencji, tego, z czego czerpię satysfakcję, a z czego nie, niż "mentalnego przygotowania". Nie podoba mi się to, co gra serwuje graczowi i tyle. Grywało się w gry i trudne i odległe od "prowadzenia za rączkę" i było git. A tu nie jest. Komu się podoba - ten się cieszy i dziwi się mi, jak ja dziwię się jemu. Dlatego też ta diagnoza:

Ona powinna ci wszystko o razu łopatologicznie wytłumaczyć jak w większości dzisiejszych gier AAA, żebyś przypadkiem kuku sobie nie zrobił i się nie "frustrował"

Jest po pierwsze błędna a po drugie - nie wynika z tego, co napisałem. Nie mam nic przeciwko temu by gra była trudna i karała błędy graczy. Wolę takie, które karzą. Ale nie podoba mi się, gdy gra karze gracza, który błędu nie popełnił, bo tyle na kości wypadło lub tak się złożyło. To, co opisałem, jest tego przykładem.

Moją ulubioną grą w ogóle jest Arma 3, która ma i stromą krzywą uczenia i jest bezlitosna dla lekkomyślnych graczy. Zwykle nawet nie dojrzą, skąd padł strzał. I gra mi się w nią świetnie. Tak samo - JA2, TOAoW, HoI czy inne złożone strategie - we wszystkich tych grach kara jest nieomal zawsze konsekwencją błędu, nie kaprysu gry czy zbiegu okoliczności. Tutaj, w XCOM, powtórzę raz jeszcze, czynniki losowe i niezależne od woli gracza są zbyt znaczące dla rezultatu. Z tym mam problem odnośnie gry.

Z czym mam problem odnośnie tryby ironman z kolei - już pisałem. Nie lubię doświadczać negatywnych emocji. Nie pojmuję, jak można lubić. To masochizm. Dlatego mając wybór niemal nigdy nie próbuje grać a la ironman, a wyboru nie mając - niemal nigdy nie sięgam po taką grę. A jeśli nawet - nie przywiązuję się do postaci. Po co, skoro może w każdej chwili bezpowrotnie zginąć. Możesz to czasem zaobserwować u żołnierzy w filmach wojennych (jak rozumiem ma to odzwierciedlenie w rzeczywistości - vide choćby Furia czy oparta na faktach Kompania Braci) - tam, gdzie trup ściele się gęsto, weterani nie chcą nawiązywać relacji z żółtodziobami, zbyt wielu kumpli już stracili. Po co znowu fundować sobie smutek, poczucie straty itp. Ciebie to dlaczemuś rajcuje, nie ogarniam tego, ale spoko, nie muszę. Inna sprawa, że nie lubię też marnować czasu, cenię go sobie, jak i w koło Macieju powtarzać tego samego (chyba zrozumiałe?). Stąd sejwuję często i z lubością.

Jestem ciekawy, jak wyglądałoby Twoje granie w Dark Soulsy. Albo dungeon crawlery. Albo bijatyki.

Nie gustuję w żadnej z wymienionych. DS, bijatyki - zbyt wymagające od strony zręcznościowej. Nigdy nie byłem dobry w szybkim a skoordynowanym klikaniu i machaniu myszą. Wolę takie, gdzie decyduje pomyślunek. Z dungeon crawlerów spróbowałem jednej - Darkest Dungeon. Ta gra ma w zasadzie dokładnie ten sam problem, co XCOM2, tzn. zbyt wiele zależy od szczęścia. Ale przy tym jest jeszcze bardziej umowna i dość szybko robi się monotonna, schematyczna. Jest też, w odróżnieniu, grą, w którą chyba nie można przegrać. Jakiś czas szło nieźle, ale gdy przestało - spróbowałem na koniec z ciekawości przegrać. Otóż wyszło, że chyba zawsze można kontynuować. Koniec końców zniechęciła mnie głównie nuda. Mało zaskakujące, bo tak właśnie postrzegam dungeon crawlery - trudne bądź nie, ale z zasady nudne, bo i lochy same w sobie mnie nudzą.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-02-01 11:14:21
31.01.2017 19:47
<Rydygier>
14

1. Postawiłeś wszystkich w jednym miejscu

Hm, niezupełnie. Jedynie na tyle blisko, by mogli się wspierać ogniem. Co w tamtym miejscu oznaczało - dość blisko siebie. Błędem byłoby ich bardziej rozpraszać. Zresztą bez większej różnicy - ktoś by zginął tak czy siak.

2. Zupełnie nie potrafiłeś zaplanować kilka tur do przodu co zrobić jak coś pójdzie nie tak

Nie łapię. Co takiego miałbym zaplanować, co by zapobiegło temu, co się stało? Mogłem albo posuwać się do przodu w każdym ruchu ryzykując tego typu konsekwencje albo tkwić w miejscu i drżeć.

Dlatego szukając ufoków należy to robić ostrożnie, ale zdecydowanie

Dobra rada zawsze w cenie. Kiedyś śp. ojciec kazali mi rąbać drewno. W trakcie czynności nadpękł trzonek siekiery. Idę, i pytam, co dalej. Odpowiedź była równie dowcipna: rąb delikatnie.

a nie wypierniczyć wszystkich na dach myśląc że to załatwi sprawę.

Jaką sprawę? Nie zamierzałem tam biwakować w oczekiwaniu na zwycięstwo. Tamtędy droga wypadała. Posuwałem się do przodu wykorzystując chwilowo dach by lepiej dojrzeć, co przede mną, nie leźć w ciemno i jakby co mieć przewagę wysokości.

bo masz zwiadowcę który nie traci stealtha, prawda?

Nie. To nie był ten etap, gdzie miewa się stealth. Owszem, gdyby tam był jeden, zginąłby jeden. Czyli dalej do bani.

to ten mech byłby martwy nim zdążyłby cokolwiek odpalić (3x reaction shot z overwatcha, albo 4-5 jak masz 6-cio osobową drużynę).

Masz na myśli tyle trafień. Gdyby tam był jeden gostek, nawet tylu strzałów by nie było, nie mówiąc o trafieniach. Właśnie dlatego byli wszyscy. Żeby się wspierać. Myślisz, że byli bez overwatcha? Nie biegali po mapie jak bezgłowe kurczaki. Przemieszczali się mniej więcej tak, jak opisujesz. A gdy się przemieścili do krawędzi dachu, przylazło, strzeliło i tyle.

Gra cię nauczyła co jest dobrą taktyką, a co nie.

Nic podobnego. Nauczyła, że w pewnych sytuacjach taktyka nic nie pomoże. Nauczyła też, że nie dostarczy mi dobrej rozrywki, za to sporą dozę irytacji - delikatnie pisząc.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-31 20:01:25
31.01.2017 13:29
<Rydygier>
14

nie ma mowy o "jednym błędzie, który może pogrzebać wszystko" (chyba, że ten błąd to dopuszczenie do squadwipe'a na przykład, tak, wtedy jak najbardziej, ale ten nie może być wynikiem jednego błędu).

Z "życia" wzięte:

Drużyna, jeszcze w trybie skradania, rozstawiona na krawędzi dachu wysokiego budynku, za osłonami itp. - rozpoznanie. Wtem spoza pola widzenia wkracza jednostka przeciwnika, o której obecności nie miałem skąd wiedzieć (dopiero robiłem rozpoznanie). Nie pamiętam, co to dokładnie było, może jakiś mech, ale miało bodaj wyrzutnię rakiet. Odpaliło jedną dosłownie wybijając dziurę w dachu pod nogami członków drużyny. 4xKIA w jedną turę - jedni od wybuchu, drudzy od upadku z wysokości. Pozostali ranni. Proszę wskazać błędy, które popełniłem. Nie było znanych uprzednio przeciwwskazań do takiego umiejscowienia drużyny. Nie było wiadome, że jest tam tak uzbrojona jednostka. Ani że pójdzie w tę stronę. Ani też nie było jak zmierzyć, że mnie stamtąd dostrzeże. Za pierwszym podejściem nie miałem też powodu zakładać istnienia mechaniki dziurawienia dachu i obrażeń od upadku, ale to na marginesie.

Popapranych sytuacji wynikłych z bezwinnego zaskoczenia w stylu "nikt nie spodziewa się hiszpańskiej Inkwizycji" było więcej, ale nie mam zbytnio pamięci do szczegółów, by je opisać. Ruch taktycznie uzasadniony może i czasem wprowadza postać lub i całą drużynę w sytuację, z której nie sposób wyjść bez ofiar. A bywa nieraz, że rozgrywka wymusza podejmowanie tym większego ryzyka z powodu pośpiechu.

Kluczowa różnica między nami to podejście do śmierci

Tak. Dla mnie śmierć lubianej postaci to zwykle koniec gry, bo znika przyjemność z dalszej rozgrywki. Gdyby nie save&load zakończyłbym moją przygodę z XCOM2 na pierwszej czy drugiej misji.

Pozdrawiam takoż.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-31 13:38:14
30.01.2017 22:55
1
<Rydygier>
14

Ok, po prostu nie chcesz się w żaden sposób męczyć mentalnie, odczuwać realnego napięcia, żyć z konsekwencjami swoich wyborów, podejmować trudnych, pernamentnych decyzji, wyciągać wniosków z każdej kolejnej porażki lub błędu i stopniowo kierować się ku zwycięstwu akceptując przegraną

Ano nie. Nie po to gram. Dość mam takich wrażeń, zwykle mało przyjemnych, w życiu, bym miał jeszcze ich szukać w grach.

To co mnie jednak irytuje(?), to Twoje osobiste przekonanie, że za dużo w XCOMach zależy od szczęścia. Oczywiście, sam wiele razy przekonałem się, jak znaczącym czynnikiem ono jest, ale no kaman.

Ano właśnie. Moim zdaniem zbyt znaczącym (w odróżnieniu od takiego JA2, gdzie było w sam raz i grało się o niebo przyjemniej). Bywało, że traciłem ponad pół drużyny w jednej-paru turach nie z uwagi na jakiś mój błąd, a z powodu okoliczności, o których nie mogłem wiedzieć. Ani wziąć pod uwagę ich możliwości. Albo z uwagi na ryzykowne ruchy wymuszone pośpiechem. Albo z uwagi na podejrzanie częste sytuacje, gdy np. na cztery strzały z szansą, powiedzmy 75% były trzy-cztery pudła. Albo z uwagi na to, że na trudne misje musiałem wysłać zielonych żółtodziobów, bo weterani martwi bo patrz wyżej.

W XCOM2 jest wiele misji, każda złożona z tuzinów decyzji. Wiele z tych decyzji niesie krytyczne skutki - pojedynczy błąd może nawet przekreślić szanse na zwycięstwo. Albo pojedynczy pech. A okazji po temu jest multum. Jeden błędny krok może kosztować wszystko, a często nie sposób wiedzieć, który będzie błędny. To oznacza, że by ukończyć grę w trybie iron man trzeba być moim zdaniem bezbłędną maszyną i szczęściarzem w jednym. Albo gościem gotowym próbować do skutku dziesiąt razy. Widocznie tacy gracze są, ale ja do nich nie należę. Natomiast należę do tych, dla których strata choćby jednej z ulubionych postaci to de facto porażka i powód, by skończyć grę, bo już się nie chce dalej.

Odnośnie rozbudowanych relacji - myślę, że sporo by się dało między misje wcisnąć. Ale trzeba by dodać cały, nowy aspekt rozgrywki zawierający takie rzeczy, zatem przypuszczam, że wątpię.

30.01.2017 11:16
<Rydygier>
14

Dlatego zastanawiają mnie protesty mieszkańców, gdzie w okolicy miały te elektrownie powstać.

Nie każdy był w Marii. Znacznie więcej ludzi za to pamięta Czarnobyl. Zresztą tego typu lęki nie muszą i zwykle nie bywają zbytnio racjonalne. Często nie stoi za nimi rzetelna wiedza. Tymczasem mentalność "jestem za, byle nie blisko mnie" jest tak powszechna, że czasem trudno znaleźć wystarczające odludzie. A gdy się znajdzie, przychodzą ekosy i przypinają się do drzew, czy coś, by chronić dziewiczość.

Swoją szosą, jakiś czas temu czytałem, że wkrótce głównym problemem może być nie produkcja, a modernizacja infrastruktury przesyłu energii.

Osobiście nie sądzę, by polska elektrownia jądrowa wygenerowała coś więcej, niż iks ciepłych synekurek. Polska węglem stoi i jeszcze postoi, nim będzie sobie mogła pozwolić na eko-ekstrawagancje (do których energia jądrowa i tak nie zalicza się zbytnio). Zapewne najlepsze, co można robić teraz, to usprawniać technologię elektrowni węglowych pod kątem efektywności i ochrony środowiska.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-30 11:16:48
29.01.2017 21:27
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Cóż. Nie należy obiecywać nie mając pewności, czy obietnicy uda się dotrzymać. A że pewnym nie można być nieomal niczego...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-29 21:28:34
29.01.2017 08:47
1
<Rydygier>
14

Gdy wiesz, ze Twoja nieprzemyslana decyzja moze doprowadzic do katastrofalnych i nieodwracalnych sytuacji, to autentycznie grasz na krawedzi krzesla liczac kazda kratke ruchu

Właśnie dlatego nie chcę tak grać. Nie jest to dla mnie pozytywne doświadczenie. Zwłaszcza, że i przemyślana decyzja może się tak skończyć, niestety zbyt łatwo, myślisz nad każdym ruchem, czy nie (ja owszem) - i to jest główny zarzut. Oczywista, kto tak lubi - niech się tym cieszy.

lek, frustracja,

No właśnie. Dlaczego miałbym chcieć odczuwać lęk i frustrację? Nie chcę.

boli jeszcze bardziej. Cudo.

Masochistąś? :)

Żołnierze będący czymś więcej, niż szarym, anonimowym mięsem armatnim to faktycznie zaleta. Jedna z głównych, którą osobiście pociągnąłbym dalej - dodałbym może jakieś interakcje "społeczne" między nimi, choćby w bazie. Ba. Dałbym graczowi możliwość przechadzania się po bazie i rozmów. Może jakieś konwersacyjne questy nawet dające jako nagrodę podbudowę morale czy inne bonusy. XCOM tutaj pozostaje według mnie cokolwiek "suchy" czy też płytko-schematyczny.

Nie dostrzegam zadnego sensu w psioczeniu na mozliwosc zaistnienia absurdalnych sytuacji w grach opartych w duzej mierze na procentach.

Chodzi o to, że czynnik losowy gra tu według mnie zbyt dużą rolę. Absurdy nie tyle mają szanse się zdarzyć, co są wpisane w mechanikę. Jeśli postać może przytknąć lufę do brzucha celu a i tak pudłuje (ze sporą szansą jak na okoliczności) to ja tu podejrzewam udział nieco innych "procentów". Za duża umowność.

Nie wiem, co robiles podczas misji z tymi ograniczeniami

Spieszyłem się jak głupi, niestety, bo tego nie cierpię. Szło mi nieźle, bo wgrałem se moda, który jedne ograniczenia bodaj usuwał, a inne wydłużał, czy jakoś tak, nie pamiętam już dokładnie. A i tak bywało krucho z czasem. Tego typu misje wymuszają taktykę po mojemu bardzo lekkomyślną i ryzykowną. Odliczanie jakiejś bomby może to tłumaczyć (acz za n-tym razem zrobiło się to mocno schematyczne), ale co z tego. Nic.

Satysfakcji pewnie nie bylo, bo byl save&load obecny wlasnie.

Nie było szans na satysfakcję, bo mimo save&load dominowało uczucie ulgi, że oto już koniec tego cholernego frustrowania się. I zaduma - po co ja się tak męczyłem?

Raz zresztą próbowałem trybu iron man, w poprzednim XCOM co prawda. Skończyło się na tym:

nawet na poziomie strategicznym można się zapędzić w ślepy zaułek (gdy już nie ma kim walczyć, bo weterani polegli, a żółtodzioby są praktycznie bez szans).

Dość szybko każda misja stała się rzeźnią, z której wszyscy wracali w workach. A raczej nie wracali. Nudne i przygnębiające. Nie było sensu tego ciągnąć w ogóle. Ani próbować gry od nowa do skutku, bo może za n-tym razem jakimś cudem...

Oczywiście, co komu podchodzi. Ważne, by tacy, jak ja, wiedzieli, na co się piszą.

A do XCOM2 może jeszcze wrócę, żeby wypróbować Long War. Choć nie robię sobie nadziei specjalnej.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-29 09:04:14
27.01.2017 16:38
odpowiedz
<Rydygier>
14

Pamiętam, że świetną sprawą był sam fakt ukazania się gry w oparciu o wiedźmińską sagę i to jeszcze tak udanej. Z rozgrywki najmilej wspominam całościowy klimat rozdziału wiejskiego. Perełka i mały majstersztyk sam w sobie. Poza tym - dobrze zarysowane charakterologicznie postacie i soczyste, ani drętwe, ani naiwne, wiarygodne dialogi (choć w W1 jeszcze pisane trochę z klęczek, za dużo mniej lub bardziej dosłownych cytatów z Sapkowskiego, acz na złe to nie wyszło). To z uwagi na nie w znacznej mierze chciało się pchać fabułę do przodu. Do dziś to rzadkość. Wrażenie było bardzo pozytywne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-27 16:43:22
26.01.2017 11:35
4
odpowiedz
<Rydygier>
14

Jeśli PoE2 nie będzie się miało do PoE jak BG2 do BG1, to se daruję chyba, że nuda mocno przyciśnie.

26.01.2017 09:05
odpowiedz
<Rydygier>
14

PC - 640x480 i 800x600. 1024x768 - chyba jeszcze nie miałem w tym czasie odpowiedniego sprzętu, ale nie jestem pewien. Uprzednio grałem też na automatach i Pegasusie oraz na jakichś zmurszałych PCtach w pracowni szkolnej. Nie mam pojęcia, co to były za rozdzielczości.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-26 09:05:44
25.01.2017 21:18
odpowiedz
<Rydygier>
14

Może czasy są cięższe pod pewnymi względami, może są lżejsze pod innymi, może ludzie mają mniejszy udźwig po prostu. Nie sposób stwierdzić, skoro nie poznaliśmy na własnej skórze żadnych czasów poza własnymi.

Różne bywają przyczyny. Choroba (depresja), bezpowrotna utrata czegoś, w czym człek błędnie upatrywał sensu swojego życia lub rozczarowanie tym czymś względnie nie dostrzeganie niczego nadającego sens, ucieczka przed nieznośnym cierpieniem, strach czy nawet tzw. sukces życiowy, gdy osiągnęło się już wszystko a tu nadal szczęścia nie widać, ino jedno wielkie rozczarowanie i qpa (samobójstwa celebrytów, sław, bogaczy). Jaki to powód nie byłby, skoro jest silniejszy niż sam strach przed śmiercią, to tym bardziej nie pomoże czyjeś pouczanie, że to przecież przesada bo od czego psychologowie. Leczenie depresji to rzecz odrębna rzecz jasna. Tymczasem co komu błahe, a co kluczowe - to rzecz indywidualna i rzadko racjonalna.

Jak patrzę? Jak na ofiary - choroby lub kłamstwa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-25 21:20:12
25.01.2017 10:49
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Nie miałem z takowymi styczności, ale i tak pachnie quasi naciąganiem.

Czemu quasi? Ponieważ ogólnie każda aktywność mózgu, w tym ta generowana przez gry logiczne, ale też gry inne, stanowi ćwiczenie z czasem i w pewnych granicach usprawniające pracę mózgu pod danym względem podobnie, jak ćwiczenia na siłowni usprawniają pracę mięśni (choć tu chodzi bardziej o mechanizmy sieci neuronowej).

Czemu naciąganie? Ano właśnie dlatego, że chyba każda aktywność stanowi ćwiczenie, w tym każda gra i jakoś wątpię, by dane minigierki ćwiczyły mózg o tyle lepiej od innych, by robić wokół nich halo, jakby były czymś nadzwyczajnym. Domyślam się też, że nie monitorują stanu mózgu (jak niby) a jedynie parametry/specyfikę postępów w grze. I jakoś tam sobie arbitralnie przekładają na "pasek postępu". Słowem - e tam, acz świadomość tego, że mózg można i należy ćwiczyć, że można kształtować i poprawiać jego możliwości, również i w sposób planowy, systematyczny, jest cenna.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-25 10:57:37
25.01.2017 10:33
2
odpowiedz
<Rydygier>
14

Zarzucanie ekranu tekstem nie widzi mi się ukłonem w stronę każuali. Wręcz przeciwnie.

Gdy człek ma wgląd do garnków kucharza, inaczej patrzy na podaną mu potrawę. Czasem lepiej nie zaglądać do kuchni. Ani nie zerkać na płótno malarza, nim skończy.

Ale to:

wycinając ze swej produkcji Ooma, deweloperzy złamaliby jedną z obietnic z kampanii na Kickstarterze

już co innego. Skoro obiecano - nie ma zmiłuj. Już lepiej odwlec premierę.

Przy czym zasadniczo, zamiast robić newsa z niepotwierdzonych plotek warto się wstrzymać do czasu, aż nastąpi oficjalne potwierdzenie lub dementi.

Myślę, że jak zwykle - się zobaczy i oceni po premierze to, co będzie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-25 10:39:52
24.01.2017 15:52
odpowiedz
<Rydygier>
14

Hm. Ja wiem o tym od dawna, ale nigdy nie rozkminiałem głębiej.

Może tak, w kolejności:

1. Jeśli da się (zwykle pewnie nie) ustalić prawnego posiadacza/spadokobiercę - skarb należy się wszakże jemu, a znalazcy nic.
2. Jeśli nie zachodzi 1 a państwo chce, może na tym łapę położyć (bo dziedzictwo kulturowe, jego terytorium itp.), ale wówczas znalazca winien otrzymać nie 10% znaleźnego, a pełną kwotę wartości rynkowej znaleziska.
3. Jeśli państwo nie chce znaleziska lub nie chce zapłacić, posiadaczem staje się znalazca.

Ma to sens? W każdym razie zasada "znalezione nie kradzione" w najlepszym razie jest zbytnim uproszczeniem.

A właściwie, czytam, że:

http://www.polskieradio.pl/42/276/Artykul/1465066,Nowe-przepisy-dotyczace-rzeczy-znalezionych-korzystne-dla-poszukiwaczy-skarbow

"Zmiany dotyczą także skarbów. Od dziś ich wartość będzie dzielona po połowie między znalazcę i właściciela nieruchomości, na której je znaleziono. Jeżeli jednak okaże się być materiałem archiwalnym, właścicielem stanie się Skarb Państwa ale znalazcy będzie należała się nagroda."

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-24 16:00:26
22.01.2017 09:30
odpowiedz
<Rydygier>
14

W sumie nie lubię całego konceptu walk z bossami. Zwykle jest dość sztuczny, nieraz frustrujący. Łatwy boss to dla mnie raczej miła niespodzianka. Milsza - brak bossów w ogóle. Tzn. finałowe wyzwanie może i często powinno być nietrywialne, ale czemu miałoby przyjmować formę jakiegoś upierdliwego superosiłka?

Jak dla mnie najbardziej satysfakcjonujący finałowy boss do pokonania pojawił się w Plansecape: Torment, właśnie dlatego, że nie trzeba go było koniecznie zaklikać na śmierć, przy odpowiednio dopakowanych statystykach postaci dało się go pokonać samą konwersacją. I to na parę sposobów bodaj.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-22 09:31:09
21.01.2017 09:37
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Skłaniałbym się grami niezależnymi nazywać produkcje studiów, które same wydają własne gry, niezależnie od wielkości, budżetów i ambicji.

Albo szerzej, choć zwykle chyba to się sprowadza do powyższego - takie gry, w toku produkcji których nikt poza samymi devami nie ingeruje w proces tworzenia i ich kształt czy to wymuszając jakieś zmiany czy to wyznaczając odgórne terminy.

Bo ową niezależność rozumiem właśnie jako niezależność procesu twórczego i jego rezultatu od cudzych zachcianek/kasy.

18.01.2017 12:28
<Rydygier>
14

Właśnie siedzę przy prostym meblu od Bodzia, blat pod kompa, obok mebel drugi, szafka z szufladami, razem czynią wygodne biurko, niedrogie (niecałe 216 PLN), niebrzydkie w sumie mimo prostoty. Raczej OK. Z wad - ostre, nie "sfazowane" krawędzie blatów (od strony siedzenia osłoniłem taką piankową taśmą na meble na sytuacje, gdy małe dzieci w domu, wyszło nieźle). Instrukcja precyzyjna, czytelna, OK, acz montaż obu zajął kilka godzin (mam do tych spraw dwie lewe ręce) i musiałem w międzyczasie dylać do sklepu po jeden brakujący wkręt.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-18 12:31:46
18.01.2017 12:22
odpowiedz
<Rydygier>
14

Skoro gitarowo, to:

Return to Ommadawn - Mike Oldfield, 20 stycznia 2017

http://datapremiery.pl/data-premiera-plyty-23685/

https://youtu.be/Uo-nDlzAGhk

18.01.2017 10:37
odpowiedz
<Rydygier>
14

Żaden ze mnie wybredny audiofil, ale jestem wszechstronnie zadowolony z Superlux HD681 (coś z tej serii). Jak na ten przedział cenowy (okolice 100) - najlepsze, jakie miałem dotychczas. Szczerze polecam. Mój model, starszy, jest co prawda szpetny z wyglądu, ale:

http://www.test-gear.pl/testy-i-recenzje/sluchawki/superlux-hd681-evo-v2/

"Jedna z najważniejszych kwestii w CS'ie czyli pozycjonowanie prezentuje się bardzo dobrze"

17.01.2017 23:51
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Spójna, dojrzała, dobrze zrealizowana koncepcja. Ale ta spójna, dojrzała i dobrze zrealizowana koncepcja jest taka, że gra potrafi niesamowicie sfrustrować. Nawet, gdy się gra systemem save&load (po prawdzie nie wyobrażam sobie nawet grać w to inaczej). Nie tylko taka, nie inna mechanika walki prowadzi do absurdalnych sytuacji, nie tylko pudła wydają się zdarzać częściej, niż powinny, nie tylko jeden mój czy moich błąd lub wręcz niezależna, nieprzewidziana okoliczność albo pechowy rzut kością może zamienić w ciągu jednej tury pewny sukces w kostnicę naszych bojowników o wolność, ale nawet na poziomie strategicznym można się zapędzić w ślepy zaułek (gdy już nie ma kim walczyć, bo weterani polegli, a żółtodzioby są praktycznie bez szans).

Nie jestem pewien, czy dobrze pamiętam, ale twórcy xcom 2 bodaj najwyraźniej poczuli się zmuszeni dodać "dynamiczne cheatowanie" zaszyte w rozgrywkę. Na korzyść gracza. Miałoby polegać na tym, że jeśli mu mocno nie idzie, zaczyna dostawać rzuty "lewymi kośćmi". Kilka razy to widziałem. Nagle jakoś "nasi" przestają pudłować, zadają więcej krytyków... To trwa tylko chwilę, ale jest dość ewidentne. Może zależnie od poziomu trudności. Coś takiego fatalnie świadczy o designie mechaniki walki - skoro gra sama ją musi prowizorycznie "obchodzić" dla jakiegoś balansu. Jeśli dobrze pamiętam. Grałem dość dawno.

W każdym razie - zbyt wiele zależy od ślepego (a właściwie podejrzanego o cheatowanie) losu, zbyt mało - od dobrej taktyki, przy nieomal zerowym marginesie błędu. Hardkorowość, którą to generuje nie jest pozytywnego rodzaju. Pod względem prawidłowego zbalansowania tych aspektów wzorcem pozostaje chyba JA2.

Wyśrubowane ograniczenia czasowe też ssą na maksa i gdyby nie mody...

W końcu mimo nerwów, jakie gra kosztowała, przemęczyłem ją save&load (bywały tury ładowane po kilkanaście razy) i ukończyłem. Nie było radości, nie było satysfakcji nawet, tylko jakaś taka ponura ulga, że wreszcie koniec tej cholernej nerwówki. Gra jest zbyt dobrze zrobiona, by ją ocenić nisko i zbyt frustrująca, by ją uczciwie ocenić wysoko. Ocena średnia byłaby zgniłym kompromisem. Zatem oceny nie będzie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-18 08:38:25
17.01.2017 12:28
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
14

Ano właśnie - po co. Żeby obrany kierunek rozwoju NMS miał sens, prędzej czy później będą musieli przemodelować całą rozgrywkę tak, aby te nowe dodatki grały w niej istotną rolę, współdziałały ze sobą i gameplayem, albo NMS pozostanie zlepkiem losowych fjuczerów bez ładu i składu i bez żadnej ogólnej koncepcji ani myśli przewodniej. O ile nie stoi za tym jakiś głębszy, jeszcze ukryty koncept, mam wrażenie, że marnują czas.

W obecnej formie gry (sprawdza się głównie jako podziwiarka proceduralnie kreowanych krajobrazów i form życia (które rozczarowują jak na razie zarówno pod względem wyglądu jak i zachowania), reszta to głównie pretekst, by była jakaś motywacja do przemieszczania się) ATV może się przydać do, ja wiem, szybszego przemierzania planety, niż na piechotę. Ale od czego statek?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-17 12:28:59
16.01.2017 13:13
odpowiedz
<Rydygier>
14

I. Kingdom Come: Deliverance – Ze świecą szukać współczesnej gry z takim pietyzmem podchodzącej do realiów, w których jest osadzona. Ma potencjał stać się czymś więcej, niż się zapowiada, choć może okazać się i czymś mniej, niż powinna.
II. Torment: Tides of Numenera – Torment. Fronczewski & Co. Przywróci mi wiarę, że gra może mnie jeszcze naprawdę wciągnąć? Czy będzie dla mnie tylko i aż godnym pożegnaniem z klasycznymi cRPG?
III. ME: Andromeda – Duże nadzieje, bo ME. Duże obawy, bo DA: I.

16.01.2017 12:44
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

I. Stellaris – kosmiczne 4x to jeden z moich ulubieńszych schematów rozgrywki. Ograny schemat bez rewolucji, ale w moim odczuciu stanowi niejako zwieńczenie, udaną kompilację tego, co najlepszego da się zeń wycisnąć.
II. TW: Warhammer – Schemat rozgrywki Total War i uniwersum warmłotka aż się prosiły, by je pożenić. Tak uczyniono – mądry ruch.
III. HOI 4 – Serię HOI cechuje miły mi typ hardkoru generowany przez ponadprzeciętnie pogłębione spojrzenie na mechanizmy, które gra odwzorowuje.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-16 12:48:07
16.01.2017 11:22
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
14

Jakieś 8 lat temu nie za duży domek jednorodzinny razem z fundamentami i wszystkim na pomorskiej wsi kosztował 300 tys. z bliżej nieustalonym hakiem. Ale nie z drewna. 135 m2 powierzchni użytkowej (piwnica + parter + nieduże piętro, bo skosy dachu) i strych bez prawdziwej podłogi, do tego duży zadaszony taras.

Jeśli z drewna w sensie gotowiec z bali itp, to ceny można sprawdzić u producentów, np:

http://danmardomy.pl/oferta/domy-caloroczne/

16.01.2017 10:23
<Rydygier>
14

nie wiem

Ewidentnie. I Twoje szczęście, bo gdybyś wypisywał takie brednie i bluźnierstwa świadom tego, co robisz - biada. Może powinieneś się dowiedzieć, popytać, to przestaniesz błądzić.

Ale spoko, przybędzie lat, zmieni się spojrzenie na życie, to może się dowiesz, spokorniejesz i zrozumiesz. Oby. Póki co dobra rada - szanuj innych ludzi nawet, gdy nie podzielasz i nie rozumiesz ich przekonań.

15.01.2017 18:24
<Rydygier>
14

Podziękował. Czyli źle szukałem.

15.01.2017 18:21
odpowiedz
<Rydygier>
14

A co, chciałbyś oddawać relikwii cześć boską? Czy raczej zapisać się do ikonoklastów? Bo pierwsze to grzech a drugie - herezja. Oj, chyba znacznie dłużej nie jesteś na czasie, niż "ostatnio". Tak gdzieś od 787 AD.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sobór_nicejski_II

Wyjaśni Ci to Katechizm Kościoła Katolickiego w paragrafie 1674 (i kolejne), uprasza się przestać opowiadać bajdurki i uzupełnić braki w wiedzy.

http://www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkII-2-4.htm

Względnie:

http://www.teologia.pl/m_k/zag09-12.htm#2

(pkt 2) oraz:

http://www.pch24.pl/dlaczego-czcimy-relikwie-swietych-,32144,i.html

15.01.2017 17:44
odpowiedz
<Rydygier>
14

Kurczę, aż chyba sobie po kilku dobrych latach poza Zoną kupię Zew Prypeci (mod jest pod tę część, jak czytam) żeby obczaić.

15.01.2017 17:10
1
<Rydygier>
14

Ale takich info szuka się na stronie wosp

Szukałem, nie znalazłem tego, o co mi chodzi. Albo źle szukam, albo nie ma na stronie WOŚP. Link powyżej pożyteczny (o ile chcemy przeklikiwać przez każdą miejscowość), ale to nie wyczerpuje mojego pytania. Rozumiem, że w przypadku zbiórki tegorocznej tak szczegółowego zestawienia, na co konkretnie komu konkretnie chcemy zbierać, może nie być.

chce mi się rzygać

No, zauważyłem, że strasznie Cię nosi. Niepotrzebnie. Właśnie dlatego Polak Polakowi wilkiem, że bardzo wielu daje się ponosić, zamiast zachować spokój i szacunek. Przecież Twoja wypowiedź w swej pogardliwej napastliwości sama wpisuje się w to, co piętnuje. Przyczynia się do eskalacji. Niech każdy zacznie od siebie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-15 17:23:39
15.01.2017 15:46
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

No hura po prostu, nie mogli zainwestować czasu lepiej, to wszak kwintesencja ME. :/

15.01.2017 13:51
<Rydygier>
14

Jeśli ktoś ciekaw, a propos, sprawozdanie finansowe Caritasu za 2015:

http://www.caritas.pl/wp-content/uploads/2014/02/SKMBT_283160608115301.pdf

(przy czym to jest Caritas Polska. Czy powyższe obejmuje np. diecezjalne caritasy?)

Statut:

http://www.caritas.pl/wp-content/uploads/2015/10/Statut_CP_2015_10_30.pdf

(o działalności statutowej rozdział II)

A tu Caritas o WOŚP:

http://www.caritas.pl/oswiadczenie-dot-dzialan-charytatywnych-caritas-i-wosp/

Pytanie do wszystkich: jakie jeszcze znacie polskie lub działające w Polsce organizacje charytatywne? Ciekawe, ile ich jest (a o ilu nam wiadomo), jaki jest zakres i skala ich pomocy (acz finanse nie obejmują wszystkich form pomocy). Warto rozpowszechniać taką wiedzę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-15 13:59:58
15.01.2017 12:55
1
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Czy podano może, na co konkretnie planuje się przeznaczyć tegoroczne datki? Na co dokładnie wydano zeszłoroczne? Chodziłoby mi o precyzyjne, kompletne wyszczególnienie (wiem że obecny finał celuje w pediatrię i geriatrię, ale to ogólnik). Myślę że taka informacja pomogłaby wyklarować pewne sprawy. Czy darczyńcy wiedzą, na co konkretnie dają? Powinni (i powinni się tym interesować).

14.01.2017 20:55
2
<Rydygier>
14

Prawda jest taka, że nawet jak on 90% kasy z WOSP na koks i panienki przewala to w kadzdym szpitalu, na kazdym zadupiu jest sprzet

Gdyby tak rzeczywiscie bylo, ze oni rozkradaja z tej kasy az tyle, to by nie bylo wszedzie ich sprzetu.

Weź Ty się zdecyduj.

A niech będzie z tego jak najwięcej dobrego. I oby jak najmniej z tego dobra zmarnowali. Ale gdyby rzeczywiście było tak, że (za) dużo marnują, to po pierwsze na pewno nie byłoby to usprawiedliwione faktem, że pomagają za resztę (a w tym dziwnym tonie brzmią niektóre tu wypowiedzi), i nie byłby to powód, by z uśmiechem pobłażliwości przejść nad hipotetycznym marnotrawstwem do porządku dziennego, a po drugie tak, czy siak przydałaby się alternatywa, może efektywniejsza, by na ten cel dali również ci, którzy nie chcą dawać swoich pieniędzy WOŚP z dowolnych względów, lepszych czy gorszych, w tym z uwagi na, słuszne bądź nie, podejrzenia o marnotrawienie datków. W ten sposób będzie jeszcze więcej środków pomocy i pomagających.

A ogólnie nie jest tak, że nie ma innych organizacji charytatywnych poza WOŚP. Kto chce pomóc potrzebującym, może to zrobić na mnóstwo sposobów. Mniej lub bardziej efektywnych.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 21:22:39
14.01.2017 17:31
odpowiedz
<Rydygier>
14

Zależy, jak definiujesz szczęście. Uważam, że prawdziwe szczęśliwy na tym łez padole jest tylko ten, kto poświęca swoje życie na to, do czego został powołany czyli ten, kto żyje w poczuciu sensu i wartości swojego istnienia.

Nie czyni szczęśliwym ani kasa, ani beztroskie, przyjemne życie, ani spełnienie marzeń, ani realizacja własnych planów życiowych. Ale o tym każdy się przekonuje indywidualnie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 21:05:37
14.01.2017 17:30
<Rydygier>
14

To nie zmienia tego, co napisałem. Ale może inaczej, prościej w takim razie: im mniejsza część datku się marnuje, tym lepiej, a żadne marnotrawstwo nie powinno być akceptowane jako coś "w porządku". Jeśli jest problem marnotrawstwa (bo przecież może wcale nie ma), można go rozwiązać albo ukrócając je tam, gdzie występuje, albo stwarzając dla marnotrawiącej organizacji efektywniejszą/uczciwszą alternatywę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 21:01:24
14.01.2017 16:44
<Rydygier>
14

Gdyby tak rzeczywiście było (że x% darowizn jest w WOŚP marnowana na bzdety lub wręcz defraudowana), wówczas chyba roztropniej i z lepszym efektem dla potrzebujących byłoby darować swoją kasę jakiejś innej organizacji, co do której byłyby podstawy mniemać, że zmarnuje mniej (< x%). Tyle podpowiada logika.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 16:44:52
14.01.2017 15:48
odpowiedz
<Rydygier>
14

Co prawda nie odpowiada mi kreskówkowa grafika, ale koncepcyjnie to się może okazać bardzo interesujące. Może.

14.01.2017 15:15
<Rydygier>
14

Co prawda kiedyś też nie było za różowo z dopracowaniem. O ile pamiętam, wspomniany Fallout 2 na przykład był poważnie zabugowany i czekało się na poprawki. A i upatchowanie posiadanej gry wymagało więcej zachodu (zwłaszcza w epoce, gdy net jeszcze raczkował).

Jest też kwestia taka, że im bardziej skomplikowany kod gry, tym więcej czasu wymaga dopracowanie/tym trudniej w rozsądnym czasie odrobaczyć.

14.01.2017 11:13
<Rydygier>
14

Ja niedawno odpaliłem Planescape: Torment, czyli grę, którą zasadniczo uważałem i nadal uważam za jedną z najlepszych, jakie powstały w ogóle. Pospolicie odechciało mi się zaraz po opuszczeniu kostnicy. Zaiste, poprzeczka wraz ze stażem gracza i coraz doskonalszą technologicznie normą wisi coraz wyżej.

14.01.2017 10:20
-3
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
14

Cóż. I dla mnie cała ta japońszczyzna to podejrzane, niezrozumiałe dziwactwo trącące niezdrowymi odchyłami, ale jeśli ktoś to dlaczemuś lubi, to trudno dyskutować z jego gustem. Równie daremne są próby dyskusji z gustem tych, co mangoidów nie trawią. Nie ma co się miotać, że "nie wszyscy lubią to, co ja".

A czy gry mangoidalne są crapami? Nie wiem, nie gram.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-14 10:21:29
13.01.2017 23:01
odpowiedz
<Rydygier>
14

Niebywały nigdy dotąd wysyp crapów na Steamie to jedno. Efekt starych, dobrych czasów to drugie.

Myślę, że nie brak dziś gier o niebo lepszych technologicznie i często lepszych, dojrzalszych od strony designu. Nie gorszych, lub lepszych artystycznie. Uważam, że trwa tu stały postęp i jest to naturalne, bo branża gromadzi doświadczenia a ludzie stają się coraz lepsi w tym co robią, zaś hardware pozwala na cuda, o których naście lat temu się nie śniło. Acz trudniej wyłowić te perły z morza szajsu, które bardzo się powiększyło.

A że te nowe gry nie robią na długoletnim graczu takiego wrażenia, jak pierwsze, z którymi się zetknął? Nic dziwnego. Wszystko się stopniowo przejada, powab świeżości blaknie i znika. Jak ze starą zabawką, która kiedyś cieszyła. Można to zresztą sprawdzić i się przekonać, czy ten efekt nas dotyczy. W tym celu należy zagrać w którąś z tych starych gier, które robiły na nas tak wielkie wrażenie i przekonać się, czy nadal je robią. Ja próbowałem kilka razy i rezultat był zawsze podobny - nie, nie robią. Tak działa ludzki mózg.

I tak, jeśli coś obecnie ma szansę znów zauroczyć świeżością wypalonego, zblazowanego do cna weterana gier, to chyba VR. Albo jakaś rewolucja w game designie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-13 23:03:32
12.01.2017 14:05
<Rydygier>
14

Skoro tak, to chętnie się dowiem, jakie wady ma system obecny.

Ja w sumie też, bo nie wiem, tyle, co ktoś tam w newsach zapodał - jakoby, że za krótkie etapy nauczania, nie wiem, dlaczego. Pisałem - tyle tylko mogę powiedzieć, skoro ominęły mnie i gimnazja i nawet matura po nowemu.

12.01.2017 13:25
-1
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Cóż. Uskuteczniałem edukację na tyle wcześnie, że ominęły mnie i gimnazja i nawet matura po nowemu (całe szczęście). Zatem o zadach i waletach obu systemów mogę powiedzieć tyle, że wyjąwszy prawdę, iż szkoła jako taka to dla dziecka jedna, wielka i długoletnia trauma, system stary wydał mi się pozbawiony jakichś ewidentnych z punktu widzenia ucznia wad.

Skądinąd jednak wiem, że za każdą, zwłaszcza poważną zmianę istniejącego systemu, posiadającego przecież swoją niemałą bezwładność, płaci się cenę przynajmniej tymczasowego nasilenia chaosu, poślizgów, niezgrań, przeoczeń, prowizorki i dodatkowych stresów. Zmiana kursu kosztuje, im większa masa, im bardziej złożony system, tym więcej. Masę trzeba zatrzymać, przestawić na nowy tor i od nowa rozpędzić wedle nowej rutyny. Oby zatem zysk z reformy co najmniej kompensował owe koszta reformy. Polska jest zbyt często reformowana, w tę i we w tę. To ją wiele kosztuje. Nie jestem przeciwnikiem reform jako takich, ale jestem zwolennikiem podejścia "raz a dobrze", a przeciwnikiem reform nieprzemyślanych, pochopnych, z doraźnych powodów, nieproporcjonalnych do problemu a zwłaszcza - wynikowo daremnych, po których reformy nadal potrzeba. Czy to jedna z takich reform? Nie wiem. Ale obawiam się, że nie ostatnia, bo gdy tylko władza trafi w ręce zwolenników stanu dotychczasowego mogą zechcieć z przyczyn polityki doraźnej przedłużyć to uwsteczniające dreptanie w miejscu i zafundować Polsce kontr-kotrreformę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-12 13:27:07
12.01.2017 10:58
odpowiedz
<Rydygier>
14

Szkoda, że nie będzie na PC. Spróbowałoby się, być może z przyjemnością.

Dubbing sam w sobie brzmi raczej OK, ale akurat w tego typu grach pojawia się trojaki problem pokrewny dubbingowanym filmom: niezgodność z ruchem warg, subtelna, kulturowa rozbieżność z formą przekazu pozawerbalnego i zgrzyt powodowany faktem, że po polsku mówią postacie nie wyglądające zbytnio na Polaków. Tuśmy przyzwyczajeni do angielszczyzny. A gdy jeszcze do tego głos kojarzymy z konkretną twarzą aktora, a z ekranu zieje facjata inna...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-12 11:02:51
10.01.2017 23:04
<Rydygier>
14

A Indianie jeszcze wcześniej. Niemniej również i Kolumb odkrył Amerykę - dla ówczesnej Europy. Ale przecież nie w tym rzecz.

10.01.2017 22:02
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Dobrą stroną takiego "crowdfundingowego hyperhajpu" jest to, że generuje środki finansowe pozwalające teoretycznie stworzyć grę, być może w istocie całkiem fajną, która może zapewnić dobrą rozrywkę wielu, rzecz jasna poza nahajpowanymi dawcami kasy, bo przy nadziejach rozbuchanych do takich kwot (acz wszak nie niespotykanych w branży) ich realizacja jawi się niemożliwością.

Rzecz kolejna - nie jest to pierwsza ani druga gra idąca w dość podobnym kierunku, która rozbudza wielkie nadzieje. To jest wymowne. Tak, jak NMS-hajp, stanowi klarowny sygnał, czego od rynku gier chcą gracze, o czym marzą. Kto, jeśli ktokolwiek, spełni to ich marzenie, będzie się podcierał stówami - jedna z nich może być ode mnie.

http://www.pcgamer.com/these-disappointed-no-mans-sky-players-are-turning-to-star-citizen/

Ludzie chcą w kosmos. Eksplorować nieznane, docierać tam, gdzie nikt nie dotarł. Skoro jeszcze nie mogą naprawdę... Z drugiej strony, gdyby taki Kolumb miał gry o odkrywaniu nowych lądów, czy popłynąłby naprawdę, czy może utknąłby przed monitorem?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-10 22:07:23
09.01.2017 18:37
-1
odpowiedz
<Rydygier>
14

W porównaniu z rówieśnikami późno dorwałem się do "własnego" PCta, będącego zarazem pierwszym kompem (Pegasusa nie liczę), już w liceum. Jeśli dobrze pamiętam, Cyrix 200 MHz 16MB RAM S3 Virge 4MB, Sound Blaster, HDD 2.1GB (BG2 wchodził na styk, zostawało miejsce na 5-6 sejwów), CD-ROM x24, monitor CRT 14". Był to jeden z najtańszych ówcześnie zestawów do kupienia, jakieś 2100 chyba. Win95 oryginalny dokupiony później (tak, w sklepie sprzedawali zestawy z piracką kopią OS na dysku, bez nośnika). Pierwsza własna gra - Steel Panthers 2.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-09 18:40:19
09.01.2017 15:00
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

O, to jest klawe i zapowiada się naprawdę nieźle, trzeba będzie oglądać kolejne. Poziomem wydaje się jak dotąd wyrastać ponad plemienne wojenki, to byłoby cenne, choć pytanie, ilu to, błędnie jak mniemam, odczyta na tym spłyconym poziomie. Media dlaczemuś oszczekują premierę nader głośno, niektóre faktycznie już spłycają pod swoją linię.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-09 15:00:55
08.01.2017 22:45
1
odpowiedz
<Rydygier>
14
7.5

Solidny kawałek Deus Ex. Znajomy klimat, znajomy typ fabuły, rozrywka na poziomie, acz szału nie ma.

Jak wygląda rozgrywka? Wystarczy sobie wyobrazić podrasowane pod wieloma względami HR.

Czy za krótka? Bo ja wiem. Główny wątek jakiś długi nie jest. Ale ja osobiście niedosytu nie czuję. Gra się skończyła akurat, kiedy zacząłem mieć już powoli dość, zatem adekwatnie moim zdaniem. Całość zajęła mi 67 godzin, z czego chyba większość poboczne, staranne obszwendywanie Pragi, wściubianie nosa w zaułki, obwąchiwanie zakamarków, odkrywanie sekretów. Grałem w stylu stealth, bez zabijania, na poziomie "chcę wyzwania". Zakończenie w sposób oczywisty sugeruje plany kontynuacji.

Wad wielkich nie ma.

Z mniejszych - cóż, ciut dłuższy i bardziej nowatorski wątek główny z drugiej strony nie zaszkodziłby - wraz z nieco wolniej nużącą rozgrywką.

Za swoistą wadę można uznać brak poważnych zmian in plus, jeśli ktoś tego by oczekiwał.

Zdarzają się drobne kiksy, np. sekwencja ogłuszania co większych przeciwników w ciasnych miejscach może "przerzucić" walczących kawałek dalej, czasem prosto pod ogień kolegów niemilca.

Są też pewne spłycające uproszczenia logiki gry, dla przykładu każdy policjant to sędzia Dredd, który bez wahania zabije gracza nawet za nieproporcjonalnie małe naruszenie prawa, na którym gracza nakryto. Pootwierane drzwi, zniknięci koledzy czy wyłączone zabezpieczenia nie alarmują strażników... Tego typu rzeczy - w grze do przełknięcia.

Długie czasy ładowania Pragi i podejrzanie duże wymagania sprzętowe sugerują większy od faktycznego rozmach wizualny, acz gra całkiem ładna, niczego jej nie brakuje. Tyle, że dość kameralna obszarowo w gruncie rzeczy.

Moja ocena - 7.5, z czego + 0.5 za sam klimat Deus Ex, który lubię. Wycena - (7.5)^2 x 2 = jakieś 110 PLN, 90 do stówy dla nie-fana Deus Ex.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-08 23:18:21
08.01.2017 14:49
1
<Rydygier>
14

Nic się samo nie zrobi, dev tak czy inaczej musi oskryptować te 'cegiełki' i mechanizmy nimi kierujące. Niemniej jest to bardziej 'naturalne', jeśli można tak to ująć, bo wydarzenia generują (symulują) się 'same'. Tylko to chciałem przez to powiedzieć :)

To jest jasne. Zgaduję po prostu, że w tym wypadku roboty jest znacznie mniej. O tyle mniej, że takie coś staje się realnie do wykonania na poziomie, który metodą pierwszą byłby nieosiągalny. W każdym razie tak domniemywam, nie jestem programistą.

Cóż. Obyśmy doczekali tego rodzaju sandboksów.

08.01.2017 11:38
<Rydygier>
14

Pewna znacząca różnica jednak istnieje między tymi metodami. W pierwszej - musimy skryptem "opowiedzieć" cały łańcuch, a właściwie wszystkie możliwe łańcuchy - tytaniczne objętościowo wobec ilości wariantów. Albo inaczej - musimy osobiście przewidzieć wszystkie możliwe konsekwencje danego działania, wszystkie warianty przebiegu zajść i ująć każdy z nich odrębnym kodem. Już dla zaledwie kilku zmiennych rzutujących na przebieg zdarzeń łatwo byłoby pogubić się w złożoności lub objętości czegoś takiego. A przecież tych zmiennych będzie o wiele więcej. To podejście sprawdza się tam, gdzie drzewko zdarzeń jest bardzo sztywne i proste, np. gdy tyczy się samej fabuły w erpegach z kilkoma możliwymi zakończeniami - takie drzewko jeszcze do ogarnięcia.

W drugiej metodzie - skryptujemy tylko proste "cegiełki", mechanizmy oraz reguły ich zazębiania się i pozwalamy by same, dynamicznie łączyły się w łańcuchy wedle zadanych reguł. Sami nie wiemy, jakie łańcuchy powstaną (zwłaszcza, jeśli włączymy w to element losowości), jedynie "ufamy" że wymodelowane mechanizmy i reguły dadzą wiarygodne rezultaty, skoro są odwzorowaniem mechanizmów świata rzeczywistego. Zatem tu z kolei cechą charakterystyczną jest to, że twórca ma tylko ogólną kontrolę nad tym, co może się stać. To też może być ambitne, najpewniej będzie, ale coś mi się zdaje że o wiele bardziej realne. To jak z automatem komórkowym czy fraktalem. Złożoność efektu jest znacznie wyższa od złożoność kodu/wzoru, który go generuje. Co innego, gdy to samo spróbujemy narysować "ręcznie", komendami piksel po pikselu. Tak mniej więcej widzę różnicę tutaj - w pierwszej predefiniowane muszą być całe ciągi zdarzeń w bardzo wielu wariantach, w drugiej - predefiniowane są tylko proste składowe i reguły ich współzależności, wzajemnych interakcji, warianty "dzieją się same". To, na marginesie, też pożądany skutek uboczny - świat nie kręci się wokół gracza w tym sensie, że gracz byłby jedyną siłą sprawczą prowokującą zmiany, która oddziałuje na status quo świata pozostającego w stagnacji, wykonującego tylko ruchy pozorne (vide Skyrim; quest poszukiwania księżniczki czy uratowania wioski przed głodem będzie czekał na inicjatywę gracza albo w nieskończoność, albo z limitem czasowym, ale tak, czy siak nikt inny palcem nie kiwnie, same niedorajdy biernie czekające na swój los). Poszczególne elementy świata nie bacząc na udział w nich gracza też współoddziałują na siebie wzajem, świat naprawdę "żyje własnym życiem".

jednak devom szkoda środków i sił na rozwijanie tego typu aspektów gry, jeśli nie wpływają one na naszą zabawę.

Tak, na pewno nie upierałbym się ładować takich mechanizmów do każdego rodzaju gry. Ale rozrywka w pewnym ich rodzaju mogłaby bardzo na tym skorzystać. Choćby wymieniony Skyrim - po mojemu kolejne Elder Scrolls powinny drążyć w tę stronę, w stworzenie dogłębnie modelowanego, bogatego w zazębione mechanizmy świata, w którym zadania emergentnie wynikają z jego dynamiki. Bo to sandboksowość żyjącego świata jest/powinna być siłą tej serii, nie jakaś ręcznie cyzelowana wypas fabuła a la Wiedźmin. Fabularnie ES chyba zawsze były mocno takie se. Pytanie, ilu jest graczy, których to kręci. Albo raczej - ilu jest świadomych tego, że to by ich kręciło, wiedzących, że tego chcą. Jeśli garstka - trud się nie zwróci. Chyba, że powstanie swoisty engine spójnego świata jako middleware, wpinany w grę rdzeń logiki, moduł-gotowiec. Silnik logiczny. Jednorazowy trud, który można potem daleko mniejszym kosztem wykorzystywać w całej serii gier. Tak się przecież robi - całe cykle gier banglają na jednym silniku.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-08 11:56:36
08.01.2017 09:14
<Rydygier>
14

Przy tym myślę, że dany efekt można osiągnąć przynajmniej na dwa sposoby, z których jeden wydaje mi się obiecujący, a drugi to według mnie ślepa uliczka. Od drugiego poczynając rozważmy przykład z karczmą:

1. Można próbować przewidzieć wszelkie możliwe akcje, jakie gracz mógłby chcieć podjąć wobec obiektu karczmy i oskryptować poszczególne łańcuchy ich konsekwencji od A do Z. Tzn. podchodząc do karczmy gracz otrzymuje "menu akcji" typu: wejdź, wespnij się na strzechę, oszczaj, podpal... Jeśli wybierze "podpal", rusza szereg skryptów, które powodują zmianę zachowania lokalsów, handlarza etc. Otóż to moim zdaniem ślepa uliczka bo dev błyskawicznie utknie w nieskończenie skomplikowanej sieci wzajemnych współzależności do oskryptowania (przecież w grze będą setki i tysiące obiektów interaktywnych, z założenia mających też na siebie wzajemny wpływ).

2. Ale można inaczej. Można, by tak rzec, zaufać rzeczywistości. Nie implementować całych łańcuchów przyczyn i skutków jako gotowców, zamiast tego w jakimś stopniu szczegółowości modelować mechanizmy rzeczywistego świata, które na siebie wzajemnie oddziałują i hajda, puścić rzecz na żywioł. I znów, przykład z karczmą: gracz może ją podpalić nie dlatego, że dev przewidział mu taką opcję i podpiął ją do budynku karczmy, a dlatego, że gracz trzyma w łapie płonący przedmiot, a karczma jest zbudowana z palnego materiału (obiekt otagowany jako palny). Zachowania lokalsów zmienią się zaś dlatego, że będą opisani w kodzie szeregiem parametrów (charakter, uzdolnienia, potrzeby, nastrój, ciut a la simsy) rzutujących na skłonność lub brak skłonności do pewnych postaw i czynności. I tak chłop X może mieć silny pociąg do alkoholu. By zaspokoić tę potrzebę zwykł był nawiedzać karczmę, bo tam najłatwiej pozyskuje alkohol (ale wpierw musi na niego zarobić x kasy, dlatego nie tkwi w karczmie cały dzień). Alkohol modyfikuje czasowo dane parametry zachowania. To zaś rzutuje na to, jak pijany chłop wpływa na nastrój pobliskich osób (żona). Rzutuje też na długość snu i skłonność do pracy rankiem dnia następnego (no, ale nie ma pracy, nie ma kasy i nie ma picia, więc układ nam się balansuje). Tymczasem handlarz rezydujący w mieście A pobiera stamtąd co miesiąc N zapasów i rusza w obchód okolicznych karczm. Obchód trwa tak długo, aż nie sprzeda wszystkiego lub obejdzie wszystkie karczmy. Zapotrzebowanie danej karczmy zależy od ilości nawiedzających ją osób (czyli im więcej w okolicy postaci ze skłonnością do picia tym większe zapotrzebowanie). To się przekłada na ilość karczm, jaką handlarz musi odwiedzić, nim wszystko sprzeda. Jedną karczmę spaliliśmy, co sprawiło, że od tej pory handlarz musi odwiedzić jedną nową (podobny efekt uzyskalibyśmy np. skutecznie przekonując lokalsów do abstynencji lub ich mordując). Tak zatem handlarz rusza w trasę, którą normalnie nie chodził. Ale od pewnego czasu kręci się przy niej banda rabusiów, która szuka miejscówki dającej zadowalający "zarobek". Jednak jeśli akurat nie natknie się na owych bandytów, handlarz dobije interesu w nowej karczmie. Tyle tylko, że ta karczma należała do zwyczajowego rewiru handlarza z miasta B, któremu właśnie zrobiono konkurencję i który w danej karczmie już nie sprzeda porcji swoich towarów, bo zaspokoiła już swoje zapotrzebowanie dzięki towarom handlarza z A. Handlarz z B musi więc poszukać innego miejsca zbytu. Etc.

W ten sposób gracz osiąga swoje cele oddziałując wedle własnej inwencji na zaimplementowane mechanizmy świata gry. Świadomie lub nie wywołuje nie oskryptowane, a dynamiczne ciągi przyczynowo-skutkowe, jak kręgi na wodzie (oddziaływanie z pozoru błahe może przy odpowiednim zbiegu okoliczności skutkować czymś znacznie poważniejszym, może też prędzej czy później którymś kolejnym skutkiem ugryźć gracza w zadek od strony, której nie przewidział). Mamy więc nie mniejszą złożoność bez konieczności przewidywania wszystkich możliwych ciągów przyczynowo-skutkowych, co uzyskaliśmy drogą parametryzacji cech obiektów i osób, definiowania potrzeb i AI ich zaspokajania oraz modelowania pewnych naturalnych mechanizmów świata, jak żądza zysku, pożar, szwendajace się półlosowo bandy rabusiów (a gra, cecha tych najlepiej zrobionych według mnie, może czasem zaskoczyć i swoich twórców). Jak głęboko chcemy wejść w to modelowanie i które aspekty modelować w ten sposób zależy od zasobów i chęci, resztę można zaklajstrować "rzutami kością" czyli losowanym prawdopodobieństwem wystąpienia (np. to, czy miejscowa władza wyśle pościg za podpalaczem może wynikać z jakiejś złożonej parametryzacji jej cech i potrzeb jedynie uzupełnianych losową szansą, a można jedynie rzucić kością z pewnym arbitralnym prawdopodobieństwem). Złudzeń nie ma, luki zawsze jakieś będą, ale i tak to niebo a ziemia.

Myślę, że bardzo wybiórczo i wąsko, ale jednak pewne stopnie złożoności modelują co lepsze strategie ekonomiczne. Wspomniałem o Deus Ex, bo ta gra, w formie szczątkowej ale jednak, też zawiera te elementy. Jeśli chcemy zneutralizować dwóch strażników wabiąc ich kolejno hałasem w miejsce, gdzie można ich ogłuszyć, musimy pamiętać, by umiejscowić ciało pierwszego tak, by drugi zwabiony go nie dojrzał, inaczej onże drugi dynamicznie, nie za sprawą liniowego skryptu dostrzeże ciało i zmieni swoje zachowanie niwecząc nasz plan. Tego typu myki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-08 09:48:17
07.01.2017 23:32
odpowiedz
8 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Interesujące.

Jeszcze jednego rodzaju głębi łaknę. Głębi interakcji i reakcji świata gry na moje poczynania. Jeśli, przykładowo, w nowym Deus Ex bezczelnie obrabiam bank zostawiając wszędzie pootwierane drzwi, powyłączane kamery itp. A żaden ze strażników nie jest tym faktem zaalarmowany, jak również nie alarmuje go nagły brak kolegi w dyżurce, z którym gadał przed minutą (kolega leży ogłuszony w schowku na miotły) - brak tutaj tego rodzaju głębi: jeżeli moje poczynania nie wywołują spodziewanego łańcucha przyczynowo-skutkowego, jeśli świat gry nie reaguje na nie tak, jak powinien. Albo gdy wręcz nie mogę zrobić czy powiedzieć czegoś, co logicznie powinno być możliwe i znaczące. Jeśli, dla przykładu, w jakimś erpegu fantasy udam się do wioski i spalę lokalną karczmę (nie w toku liniowego łańcucha fabuły, a ot, tak, w ramach symulacji), chciałbym potem widzieć miejscowych narzekających na brak możliwości napicia się. Ale też wstających do pracy wcześniej i dla odmiany bez kaca. I ich bardziej zadowolone żony. Rozczarowanego handlarza, który jak co miesiąc przybywa do wioski z zapasami dla karczmy, a który tym razem nie ma ich tu komu sprzedać... Ale dzięki temu może być skłonny sprzedać je gdzie indziej. Tyle, że po drodze do gdzie indziej akurat chwilowo koczują bandyci... Tymczasem lokalna władza wysyła ludzi, by wytropili podpalacza, ale ponieważ są przekupni, a ja właśnie złupiłem obóz bandytów, którzy wcześniej złupili handlarza... Itd, itp.

Właściwe... czy istnieje w ogóle gra posiadająca tego rodzaju głębię? Bo z pewnością trywialna do osiągnięcia nie jest.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-07 23:36:50
07.01.2017 20:04
<Rydygier>
14

Po prawdzie, gdybym miał zapełnić podium najlepszymi dla mnie cRPGami (tu i teraz, więc stare, wielkie klasyki odpadają, bo przeżycia, jakie dawały, już nie wrócą), to miałbym kłopot. Oczywiście moje, równie subiektywne pojęcie, co wzorcowy cerpeg powinien posiadać w jakich proporcjach, może się różnić od Twojego, zresztą zamiast definiować zbiór cech i odhaczać tytuły wolę wyróżniać te, które de facto dały mi najwięcej frajdy, bo to jest cel, a nie spełnić jakąś arnbitralną normę. I to wcale nie muszą być te "najerpegowsze" erpegi.

Nic zaskakującego tu nie powiem, niewątpliwie na dziś największe wrażenie robi na mnie Wiesiek Trzeci - w ciągu ostatnich dwu lat ukończyłem grę aż dwukrotnie! I to z dużą przyjemnością. Jak na mnie - rzecz niebywała. Zatem mimo wad - miejsce pierwsze. PoE to całościowo nuda dla mnie się okazała, od początku do końca. Tyranny rozczarowało. Divinity: OS - kicha, odrzuciło mnie. Mass Effect by się nadało na podium z podobnych względów, co wiesiek, ale czy to w ogóle erpeg? Skyrim - nudne na dłuższą metę, nie porusza. No mówię, trudno mi teraz nawet trzymiejscowe podium zapełnić, chyba że poszczególne części wieśka poustawiam, może i tak byłoby najlepiej. A może pierwsze Dragon Age? Ale to raczej solidny przeciętniak. Starocie już nie cieszą, jak kiedyś, odbiłem się i od Tormenta i od Falloutów i od BG2, choć dobrnąłem do połowy dodatku niemal...

07.01.2017 17:07
odpowiedz
<Rydygier>
14

Ciekawe, nie wiedziałem, że się je o to oskarża. Pewnie dlatego, że jestem kompletnie poza tematem (i bardzo dobrze, jak tak się przyglądam...).

Gwoli ścisłości - z przedstawionej argumentacji wynika, że za takimi grami nie kryje się antychrześcijańska intencja. To, czy sama gra jest w efekcie antychrześcijańska (intencjonalnie lub nie), to rzecz odrębna. Samo też pojęcie "antychrześcijański" jest wieloznaczne. Na gruncie przesłania, jeśli siłą pozytywną jest w grze piekło, a negatywną - niebo, to mamy do czynienia z czymś w sposób oczywisty bardzo ściśle antychrześcijańskim, ewentualnie faktycznie szkodliwym z punktu widzenia chrześcijanina, co nie znaczy, że powstało jako czyjś sprzeciw wobec chrześcijaństwa czy celowy atak.

PS: Autorze, ćwicz (dalej) staranną artykulację. Znam ten problem z autopsji.

07.01.2017 17:06
<Rydygier>
14

Rewelacyjny, znakomity, świetny, najlepszy - to nie są obiektywne, mierzalne kryteria, a opis subiektywnych odczuć. To znaczy, że pisząc "najlepsze" masz na myśli "najlepsze dla mnie". I wówczas OK. Ale na forum, gdzie sporo osób jest tak przeczulonych, że wyrażenie własnych upodobań z automatu traktują jak agresję i atak na ich gust (częste u bardzo młodych), podobne niedomówienia to niepotrzebne zarzewie sporów.

Nawiasem, subiektywna jest nie tylko ocena danych cech, ale ich dobór i priorytetyzacja. Jednemu ważniejszy ten aspekt, a tamten "za jedno", drugi nie może się obyć bez tamtego, a olewa, jak gra wypada pod względem owym.

Grałem w przynajmniej dwie z wymienionych gier (nie pamiętam, czy w M&M VII też). Vampire - swego czasu robiła duże wrażenie, po latach nadal gra się przyjemnie, ale wizualnie to już zupełnie nie to i ogólne wrażenia znacznie bardziej stonowane. W M&M 6 grałem dawno temu i choć wciągnęła na dłużej, to trzeba przyznać, że już wtedy wydała mi się wyjątkowo szpetna, nie mówiąc o ogólnej formule rozgrywki, która bardzo mnie razi i przeszkadza.

Żadnej z nich nie umieściłbym na podium, a tylko Vampire - w czołówce klasyków nie tyle najlepszych AD 2017, co dających mi najwięcej frajdy w czasach ich premiery.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-07 17:23:21
07.01.2017 12:49
1
<Rydygier>
14

Są wciąż najlepsze

Jak komu. Czy aby nie popełniasz bardzo tu częstego błędu obiektywizacji własnych upodobań? Według jakich kryteriów ustalasz, które są najlepsze i czemu właśnie według tych?

07.01.2017 12:36
<Rydygier>
14

Hed że tak rzewnie opowiadając o produkcjach japońskich dajesz do zrozumienia, że Ci którym te się nie podobają są jakimś gorszym sortem gracza

Przecież nie daje.

Rzeczywiście tu i ówdzie zawiewa kompleksami, ale nie w materiale. Osobliwe, pouczające.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-07 12:37:09
06.01.2017 20:49
odpowiedz
<Rydygier>
14

Helium Vola - Selig

https://youtu.be/Fq_YVbWo_48

Helium Vola - Saber d'amor

https://youtu.be/DfDcTTBhudo

Qntal - Entre Moi at Mon Amin

https://youtu.be/ADXosHiSKQI

Qntal - Lingua Mendax

https://youtu.be/xjqTa5sAf9I

Faun - Von den Elben

https://youtu.be/0XN3dEEdXoc

06.01.2017 18:42
2
<Rydygier>
14

Tak bym tego nie odczytywał (i zaskoczyła mnie zupełnie Twoja interpretacja materiału, tak po prawdzie, do głowy by mi nie przyszło tak tego odebrać). Jest to po prostu dość ciekawe zjawisko, pochodna kulturowej specyfiki, że pewne gry, hity za granicą, tu się nie przebijają. Nie chodzi o kompleksy, a o swoistość. Podłoże, jak wykazano, bywa różne. To ciekawe, dlaczego mianowicie tak się dzieje, jaki czynnik rzutuje... Albo na odwyrtkę: dlaczego pewne dziwotwory są w pewnych krajach hitami (dla przykładu nie trawię anime, to kuriozum jakieś, ale ciekaw jestem, skąd to się bierze Japończykom, że anime tworzą i lubią). Zapewne analogiczne listy można by stworzyć dla innych krajów.

Temat jak najbardziej sensowny i kulturoznawczo interesujący. Można w ten sposób lepiej poznawać kulturę własną i kultury odmienne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-06 18:43:03
05.01.2017 21:26
-2
odpowiedz
<Rydygier>
14

Że coś tam drgnęło to nie dziwne. Ale nie kopło (jeszcze) Francji w laicki zadek tak, żeby się obudziła z tych swoich majaków. Długa droga z powrotem, zapewne nie krótsza, niż ich droga do przeświętej laickości wdrukowanej im w mózgi, ale oby w ogóle.

05.01.2017 11:13
odpowiedz
<Rydygier>
14

ME to jedna z moich ulubionych serii. Dla mnie prywatnie i osobiście, jeśli mogłaby się bez czegoś obejść (poza "homo-agit-prop" wstawkami), to bez elementów akcji, tzn. tych, gdzie kluczowe są refleks, koordynacja i zręczność. Te elementy zawsze były, najwyraźniej będzie ich nie mniej albo i więcej. W poprzednich częściach jednak nie przeszkadzały cieszyć się resztą. Oby i tu tak było.

04.01.2017 09:34
odpowiedz
<Rydygier>
14

Czyli powtarza się schemat z ostatnich paru lat. Biały syf wali z nieba od przed ósmej, właśnie chwilowo osłabł, jeszcze mrozu nie ma, to się nadtopi i dopiero wtedy mróz ściśnie. Oby nie na długo, taka pogoda szkodzi kieszeni i zdrowiu (przeziębienia, złamania) a niektórych zabija. Ja się pewnie tradycyjnie znowu przeziębię (zwłaszcza, że ostatnio w listopadzie, więc i tak długo już jestem "zdrowy"), bo akurat trzeba będzie dzień po dniu po parę kilometrów brnąć przez to.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-04 09:34:40
03.01.2017 11:51
-1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Czyli znowuż nic. Cóż, gdyby gry warte uwagi trafiały się co miesiąc, szybko by spowszedniały i przestałyby zwracać uwagę. A może to właśnie się stało - nadmiar dobrobytu - i moja poprzeczka powędrowała w górę.

02.01.2017 19:25
odpowiedz
<Rydygier>
14

Wakacje jak wakacje. Kiedyś miałem przelotny koncept, czy aby nie zamieszkać na stałe na Maderze. Z przyczyn klimatycznych - pomysł odżywa co zimę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-01-02 19:26:08
02.01.2017 11:06
-2
odpowiedz
<Rydygier>
14

Arma 3 wysoko. Dobrze, słusznie, adekwatnie.

01.01.2017 15:41
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

W życiu kaca nie miałem i oby tak pozostało. Praktykuję trzeźwość, gorąco polecam. A zatokowcom współczuję, sam całe życie mam z nimi cykliczne problemy - rodzinne predyspozycje.

01.01.2017 09:45
<Rydygier>
14

Choinka to współcześnie tradycja chrześcijańska wywodząca się z tradycji ludowych i zapewne przedchrześcijańskich. Obecnie, mam wrażenie, ludzie traktują ją jak tradycyjną ozdobę i zapewne nieczęsto myślą o niej jak o symbolu czegokolwiek. Jeśli stoją w kościołach, to z uwagi na tradycję oraz przydaną im chrześcijańską symbolikę. W adaptacji symboli, tradycji, czy świąt poprzez nadawanie im nowych znaczeń i treści nie ma hipokryzji, jest za to pewna roztropność.

Nie ma też nic niezwykłego w tym, że znaczenie symboli jest zmienne i bywa wielorakie. Pentagram to dobry przykład. Dziś to m. in. symbol okultystyczny lub, odwrócony, satanistyczny,czyli nic dobrego. W starożytności znaczył co innego, a swego czasu i chrześcijanie używali go jako symbolu pięciu ran Chrystusa. Symbol jest tym, za co się go w danym czasie i miejscu uważa. Vide też historia znaczeń takich symboli, jak: swastyka, krzyż celtycki, krzyż odwrócony, pacyfka itp. itd. etc.

01.01.2017 09:12
odpowiedz
<Rydygier>
14

Z mniejszym bądź większym dystansem, nie bez obaw:

Torment, Kingdom Come, Andromeda, może Take On Mars, choć mam już w ee... Niektóre inne raczej obserwuję by nie przegapić ewentualnego miłego zaskoczenia, niż czekam. Mount and Blade 2, może też Vampyr, może nawet ten cały Ghost Recon, a może jednak nie, zważywszy na poprzednie produkcje studia, nie jestem pewien.

31.12.2016 12:14
<Rydygier>
14

Owszem, ale z przyzwyczajenia już nie aż tak. Nawet nie wspominam o tym, bo prawie nie ma SF bez dźwięków w próżni, nie mówiąc o fantasy czy kosmicznych baśniach pokroju SW, gdzie ta poprzeczka wisi znacznie niżej. Przywykło się. Za to wyjątek jakiś na tym tle tym mocniej zaskakiwałby in plus.

To jest rozrywka

Rozrywka jest dla mnie lepsza, gdy pewna doza realizmu zachowana (wiarygodność świata przedstawionego ma znaczenie, nawet w fantasy). W mienionej scenie nie czułem mocy, a lekki niesmak, takie wewnętrzne "tja, yhy, jasne". Tu akurat aspekt fizyczny nie jest jakimś ornamentem bez znaczenia, a kluczowym elementem sceny istotnej dla przebiegu fabuły - jeśli to nie bangla fizycznie, cały "pomysł" o kant de sobie można i fabuła się niniejszym sypie.

Jednak w tym wypadku to i tak marna rozrywka się okazała, więc nie ma o czym mówić.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-31 12:45:10
31.12.2016 09:41
-1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Ogólnie średniawe, fabularnie/aktorsko płaskie, schematyczne i nudne, rzemieślniczo przyzwoite kosmiczne "fątasie". W związku z tym faktycznie bodaj najlepsze SW, jakie widziałem (a i tak szkoda czasu). Chyba pierwsze SW, którego target wiekowy to nie 12-14 lat (nie do pojęcia dla mnie, dlaczemu takie rzesze dorosłych ludzi, w tym paru mi znanych a niegłupich, tym się tak jara). Oraz pierwszy film w 3D, jaki widziałem. I do tego się nadaje dla niefana SW. Żeby sobie podziwiać efekty specjalne w 3D.

Kapitalna scena korwetą i 2 SD!!!

Czy to się fizycznie biorąc trzymało kupy w ogóle? Mam silną obawę, że zupełnie nie. Skąd się wzięła energia powodująca tak niszczącą kolizję? Nie z ciągu malutkiej korwety ewidentnie (było pokazane, jak nikły efekt wywiera). Ani nie ze zderzenia obu okrętów - skoro leciały w szyku, z tymi samymi wektorami, wzajemna prędkość praktycznie 0. Jedyna, malutka różnica tutaj to wpływ ciągu korwety. Ale może jakiś fizyk objaśni, że owszem, znawcą nie jestem. Logicznie nijak się kupy nie trzymało - okręt miał mnóstwo czasu, by skompensować i uniknąć kolizji. I który bałwan w kosmosie leciałby tak niemożebnie blisko drugiego bałwana. No, ale filmy SW to bajki w kosmosie, być może nie na miejscu jest oczekiwać tego rodzaju realizmu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-31 12:15:00
29.12.2016 15:08
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
14

Tym, którym zapłacisz - owszem, i to zapewne bardzo. Ty będziesz 40 PLN w plecy, żeby sobie być może trochę skuteczniej postrzelać. Tylko co z tego. Całe gry bywają tańsze. Warto dawać się tak skubać?

28.12.2016 11:25
odpowiedz
<Rydygier>
14

Gdy już znudziły mi się sanki i lepienie bałwana odkryłem, że zima, zwłaszcza śnieżna, jest męcząca, szkodliwa dla zdrowia i upierdliwa. Potem odkryłem, że jest również kosztowna a dla niektórych - zabójcza. Bardzo się cieszę z możliwie ciepłych, bezśnieżnych zim. Jeszcze kilka lat temu, pamiętam, była taka, że śnieg leżał bodaj od listopada do maja, dopiero potem nastał schemat obecny, z wichurą na przełomie roku, paroma tygodniami mrozu w styczniu i około zera poza tym. W mojej okolicy owady plagą nie są, acz potrafią się pokazać i przy +3, mutanty jakieś.

W ogóle ekstrema są złe - i mrozy i upały.

27.12.2016 12:09
3
<Rydygier>
14

Dokładnie tak.

Jak pisałem, niełatwo mi wyjaśnić, czemu tak jest, ale jest.

Być może rzecz w tym, że ręczne sejwy są z założenia POZA tym, w co się zanurzam. Tzn. wynurzam się, sejwuję, zanurzam się z powrotem i git, nie wybija mnie to jakoś, mózg na czas sejwa otwiera sobie nawias. Checkpointy itp. są zintegrowane z tym, w co próbuję się zanurzyć. I uwierają tam, stanowią ciało obce, skazę zniekształcającą świat przedstawiony, a ponadto wprowadzają sztuczny podział na odcinki/obszary. Wówczas grając myślę w ich kategoriach - od-do, doświadczenie świata przedstawionego traci płynność i naturalną spójność a ja zamiast zająć się nim, obmyślam, jak i kiedy zapisać stan gry i stresuję się, żeby nie stracić postępu, jaki osiągnąłem od ostatniego zapisu. Zatem powodując postacią w świecie gry i planując jej działania myślę o czymś spoza tego świata, a to z definicji przeczy imersji. Rozpraszają, skupiają na sobie uwagę i wymuszają czynności (jak częste powroty do bazy/ogniska etc.), których nie musiałbym podejmować, gdybym dysponował systemem zapisu ręcznego, poza światem gry i które w ramach logiki tego świata nie mają uzasadnienia - są tam irracjonalne, a zatem znowu - zaburzają imersję. Chyba jakoś tak.

Zresztą, o jakiej imersji w ogóle może być mowa, gdy po raz n-ty, już z pianą na ustach, podchodzę do tego samego etapu? Qpa, nie imersja.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-27 12:33:04
26.12.2016 23:32
3
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Nic nie stoi na przeszkodzie, by na starcie można sobie było wybrać preferowany system zapisu.

Ja w grze chcę mieć swobodę zapisu w dowolnym momencie w dowolnej ilości nowych slotów. Kropka. Kiedyś to był standard i oczywistość. Potem zaczęto robić różne zbrodnicze eksperymenty. Checkpointy nie dają mi najmniejszej satysfakcji z ich osiągnięcia. Zero. Null. Za to n-te nie dotarcie do checkpointa to oczywiste źródło frustracji - to jedyna emocja tutaj. Nie po to gram, żeby się frustrować.

W dodatku w niejasny sposób checkpointy zaburzają mi imersję. Coś jakby dzielą mi w głowie albo świat na sztuczne segmenty "from checkpoint to checkpoint" albo analogicznie dzielą rozgrywkę na osi czasu. Trudno to opisać, ale zgrzyta mi to, gdy próbuję się wczuć.

Kolejna wkurzająca rzecz to zapisy "niedoskonałe" - gdy sytuacja po wczytaniu nie jest identyczna co do joty z tą przy zapisie. Jakiś dynamicznie spawnowany element znika, gracz ląduje nie tam, gdzie zapisywał... Dla mnie to porażka devów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-26 23:38:41
24.12.2016 12:55
<Rydygier>
14

Grałem, acz bardzo dawno temu i nie pamiętam. No nic, wziąłem i zobaczymy. Fabułę pierwszego DE jakoś sobie odświeżę.

23.12.2016 21:34
-1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Tak, po tej zadymie musiałem ręcznie spod "trzech króli" usuwać steamowe procesy w tle, by dało się go odpalić.

Ciekawa rzecz - gdy jeszcze działał, rozpocząłem ściąganie/instalkę jednej gry. Potem padł, widniało "brak połączenia", a grę zasysało bez problemu prawie do końca. Dopiero niemal na sam koniec stanęło ("wstrzymane") a gdy spróbowałem wznowić, postęp się wyzerował. Gdy Steam ruszył znów - wszystko, co ściągnęło, było jednak na miejscu.

Dawnemi laty unikałem gier steamowych (wówczas daleko nie każda była na Steamie) właśnie obawiając się, że lada rok Steam może wziąć, plasnąć na ćwiarz, splajtować i zniknąć, a ja stracę swoje gry. No i neta miałem znacznie bardziej dupnego. Teraz ryzyko zniknięcia Steama, zwłaszcza nagłego, jest nikłe, a gdyby nawet, jakoś mi to prawie rybka. Tylko z uwagi na jedną czy dwie gry byłoby mi naprawdę szkoda.

23.12.2016 09:37
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Można czas Świąt zmarnować, można dobrze wykorzystać. Wszystko wolno, nie wszystko przynosi korzyść.

Szczerze, co do mnie, gdybym żył całkiem sam sobie, lub gdyby wszystko zależało wyłącznie od mojej inicjatywy, pewnie bym się ostro stoczył w świąteczny minimalizm jeśli chodzi o tradycje, choć byłoby żal. Tymczasem faktycznie wiele tu zależy od rodziny. Czy się ma własną i chce się wzmóc na wysiłek dla niej lub też czy się należy do takiej, w której ta tradycja żyje. U nas te tradycje żyją jeszcze i mają się dobrze, rodzina się wzajem nawiedza, u nas też zawsze jacyś goście. Nie wiem, jak z tym będzie, gdy następne pokolenie przejmie pałeczkę.

22.12.2016 19:40
odpowiedz
<Rydygier>
14

"The Steam Store is experiencing some heavy load right now. Please try again later."

Tymczasem na przykład:

https://store.bistudio.com/products/arma3-apex-edition

Arma 3 + wszystkie DLC + APEX za 30 euro.

https://store.bistudio.com/products/arma3

Arma 3 z bonusami 17,50 euro.

https://store.bistudio.com/products/take-on-mars

Take On Mars za 14 euro. Jeszcze early access, ale już na finiszu, ponoć zawiera całość planowanego mięcha.

22.12.2016 16:28
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Też jakoś na nic już szczególnego chyba nie dybię. Dopiero w przyszłym roku ma być parę ciekawych premier. Do 19-tej (a może przedłużą na całą wyprzedaż?) co prawda do 16,5 euro obniżyli cenę DE: Mankind Divided, ale po prawdzie nawet tyle nie chcę wysupływać po lekturze recenzji i opinii graczy i moich własnych odczuciach odnośnie części poprzedniej. Nie wiem, czy na dziś jakakolwiek wyprzedaż ma szansę mnie czymś kuszącym zaskoczyć.

22.12.2016 15:31
<Rydygier>
14

Owszem. W każdym jednak przypadku przyrodzonego aktu poznawczego na którymś etapie jakieś dane (mogą to być proste, bezpośrednie obserwacje przyrody, ale też np. wskazania instrumentów czy wynik obliczeń na ekranie) via zmysły lądują w mózgu, który je przetwarza.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 15:33:13
22.12.2016 15:02
1
<Rydygier>
14

Trzeba przy tym pokreślić, że relaks/odpoczynek nie jest stratą czasu. Człowiek tego potrzebuje. Każda czynność przy tym, również gry, to trening - określonych funkcji mózgu i/lub ciała. Stratą czasu byłby nadmiar odpoczynku lub odpoczynek nie w porę. Ale też czas poświęcony na bezpożyteczną pracę lub pracę nie w porę (nieefektywną, gdy organizm już zbyt zmęczony).

22.12.2016 14:56
<Rydygier>
14

No właśnie, pokazówa przed sąsiadami

No właśnie zupełnie nie. Co nie znaczy, że nie bywa do tego używana. Niestety, bywa.

Ty piszesz zbawcza pomoc, ja piszę sztuka dla sztuki.

Tak, i dlatego wszedłem w polemikę - twierdzisz coś innego niż ja i moim zdaniem jesteś w błędzie. Błąd wykazałem, jak sądzę: jeśli jej celem jest zbawcza pomoc dla ludzi (a jest - taki jest jej zamierzony cel), to nie jest sztuką dla sztuki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 15:03:57
22.12.2016 14:15
<Rydygier>
14

Nie wiem co prawda, jak jest w innych religiach zbudowanych wokół wiary w Boga który jest istotą wszechmocną i wszechwiedzącą, ale przypadek katolicyzmu wykazuje, że to nie wynika. Popełniasz błąd zakładając, że religia miałaby służyć Bogu, np. by Go informować o sile mojej wiary. Owszem, skoro Bóg jest bytem doskonałym, niczego nie można mu dodać ani ująć, w tym żadnej wiedzy, której by już nie posiadał. Niczego nie potrzebuje. Ani Kościoła, ani ludzi, ani religii (liturgii, modlitw, rytów, świątyń...). Dlatego też religia, przynajmniej katolicka, nie istnieje po to, by zaspokajać jakąś potrzebę Boga. Ona, jako pewna widzialna forma dla wiary, istnieje z uwagi na to, że potrzebują jej, takiej widzialnej formy, ludzie. To ich dobru (zbawieniu) służy religia, nie dobru czy wiedzy Boga.

Dla przykładu sakrament małżeństwa nie służy do tego, by powiadamiać Boga o miłości dwojga ludzi (absurdalny pomysł zwłaszcza, że wszelka miłość pochodzi od Boga właśnie). Istnieje jako potrzebna temu dwojgu pomoc, by w miłości wytrwać i ją umacniać, rozwijać. I to od tego sakramentu może zależeć, czy małżonkowie wytrwają w miłości - jak każdy sakrament stanowi źródło gwarantowanych łask. Nie musi, boś zawsze wolny się wypiąć na wszelkie pomoce i łaski.

Nie jest więc religia sztuką dla sztuki, bo jest zbawczą pomocą dla ludzi. Cbdu, czy coś się nie zgadza?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 14:23:53
22.12.2016 13:55
-1
<Rydygier>
14

W porządku, chyba jasne. Skromny offtop raczej nie szkodzi. Zatem racjonalizm to wiara w miarodajność rzetelnej analizy naukowej, czyli inaczej mówiąc, światopogląd oparty o założenie a priori, że umysł i zmysły (narzędzia analizy naukowej) są w stanie ogarnąć/poznać wszystko, co istnieje, w tym wypadku za pomocą analizy naukowej, bo nie uznaje się w jego ramach za istniejące nic, co rozumowi czy zmysłom wymykałoby się. W sumie OK - można to nazwać racjonalizmem z tym zastrzeżeniem, że założenie a priori z definicji aprioryczności nie posiada racjonalnych podstaw (nie jest wykazywana jego prawdziwość, jest przyjęte "bo tak", bo i faktycznie coś zawsze trzeba przyjąć a priori). W skrócie tak ujęty racjonalizm definiuję jako wiarę w omnikognicję ludzkiego aparatu poznawczego. To faktycznie nie jest tożsame ze ściśle pojętym ateizmem, acz doń prowadzi.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 15:11:03
22.12.2016 12:47
-1
<Rydygier>
14

Rozumiem.

Definicje ateizmu są różne, ale przyjąwszy wąską faktycznie wyodrębnia nam się osobny byt. Proponuję pochylić się nad nim, może coś ciekawego się okaże.

Nazywasz go racjonalizmem i definiujesz tak:

Racjonalizm to (w uproszczeniu) pogląd na rzeczywistość zakładający, że należy się kierować faktami.

Nim pójdziemy dalej, potrzebne uściślenie: jak byś zdefiniował pojęcie faktu?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 12:47:37
22.12.2016 12:33
-1
<Rydygier>
14

Racjonalizm to termin wieloznaczny, dobrze byłoby rozwinąć stosowane tu rozumienie tego pojęcia. Następnie, dla jasności, dobrze byłoby uzasadnić, dlaczego Racjonalizm =/= ateizm oraz wykazać, dlaczego tak pojęty Racjonalizm > ateizm.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 12:34:33
22.12.2016 11:48
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Gdy nie miałem kompa dawno temu - książki i okazyjnie filmy oraz strategiczne gry planszowe. Odkąd mam kompa - głównie gry, następnie gry i internet, potem, do dziś internet (fora dyskusyjne) i gry, okazyjnie filmy. Jako, że gry już się niestety najwyraźniej przejadły i prawie żadna już nie wciąga, jak kiedyś nieomal każda, a nic lepszego nadal nie widać, sam mam zgryz narastający, co robić z wolnym czasem. Swego czasu odskocznią stał się modding - ogólniej kreatywność, przejście z odbioru na nadawanie. A teraz coraz poważniej rozważam projektowanie własnych gier, skoro granie w cudze już nie rajcuje. Obecna praca zbyt przypomina modding, który uprawiałem, bym nadal mógł go używać jako zapełniacz wolnego czasu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 11:49:00
22.12.2016 11:14
-1
<Rydygier>
14

Tak mniemasz? Dziwnie naiwne mniemanie.

22.12.2016 11:07
-2
<Rydygier>
14

Poważnie? Właśnie dlatego? Ateiści? Co najwyżej jacyś egzotyczni neopoganie mogliby mieć akurat ten powód.

Raczej dlatego, że i tak wolne, prezenty, ciasto, Kevin w TV, słowem pretekst, by się wybyczyć i hołdować własnemu kałdunowi. Poza tym i ateista może czuć psychologiczną potrzebę praktykowania tradycji, nie tylko tym świeckich.

Tyle, że obecnie większość tych, których nazywa się ateistami, to w istocie rozlaźli agnostycy czy wręcz zobojętniali vel indyferentni a nawet trafiają do tego wora prozaiczni antyklerykałowie. Ateista to twardy heros wiary w nieistnienie Boga i bogów. W absolutną zdolność do zmysłowego i rozumowego poznania wszystkiego, co istnieje (odmiana dominująca, materialistyczna). Obstawiam, że niewielu takich w obecnych czasach.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 11:12:41
22.12.2016 10:49
odpowiedz
<Rydygier>
14

Gwiazdor to nie Dziadek Mróz, tylko jeden z kolędników - ten z gwiazdą. Nie wiem jednak, skąd taka tradycja, by nosił prezenty.

U nas w domu Mikołaj. Ten święty biskup, nie olbrzymi krasnoludek o nosie alkoholika i z chorobliwą nadwagą by Coca Cola. Teoretycznie tu, gdzie mieszkam (Kaszuby), Gwiazdor miałby występować, ale my nietutejsi, napływowi. Któren obowiązuje aktualnie u tutejszych - nie wiem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-22 10:53:31
20.12.2016 19:29
2
<Rydygier>
14

Zgaduję, że wersja anglogłośna będzie dostępna. Technicznie to nie problem i to już chyba nie te czasy, gdy grę lokalizowano w danym języku, by za daną cenę nie kupowano w innych krajach, gdzie wydana drożej. A niemal na pewno powinna być do dostania anglojęzyczna wersja cyfrowa.

Inna rzecz, że moim zdaniem oryginalne głosy wcale nie zawsze są lepsze. Różnie z tym bywało. Tak jak nigdy w życiu nie zamieniłbym kultowego, oryginalnego głosu fem-Shep w Mass Effectach, tak w przypadku Tormenta wolałem polonizację, choć i głosy oryginalne zostały wysoko ocenione. Podobnie z BG2. Ale, różni mają różne preferencje w tej materii.

Zakazany? Veto. Liberum. Nie zniżajmy się do absolutyzacji własnych gustów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-20 19:32:28
20.12.2016 19:20
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Obiecujące, nie powiem. Fronczewski był świetnym narratorem w BG2, tu też wydaje się brzmieć ekstra. Nadal nie wiem, czy polska wersja dorówna staremu Tormentowi, nie jest to wykluczone, ale przecież wystarczy, jeśli się zbliży do tego poziomu i już będzie świetnie. Zauważyłem, że, zwłaszcza ostatnimi laty, jakość voiceactingu ma u mnie mocno decydujący wpływ na imersję i ogólny odbiór gier. Głos przenosi przekonujące emocje... albo nie. A akurat w tego typu grach wolę gwiazdorski polski dubbing (zupełnie inaczej niż np. w filmach).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-20 19:22:15
20.12.2016 19:04
3
<Rydygier>
14

Wyjaśniam, czemu głosowano na wersję HD. To jedyna wersja AoE II na Steamie. Jeśli ktoś chciał uhonorować oryginalne AoE II i tak musiał głosować na HD. I zapewne wielu tak właśnie zrobiło (ja bym tak zrobił, gdyby AoE II było moim typem).

Ogólnie nominacje to rozczarowanie, ale też nie powód, by się emocjonować. Każdy ma swój gust i swoje rozumienie pojęć typu "przejść próbę czasu". Ja dla przykładu, choć gram od lat 90-tych, w tej kategorii wybrałem tytuł wydany po 2010. Bo najlepiej spełniał kryterium kategorii (wedle jej opisu) w moim przypadku. I tyle. Chodziło bodaj o grę, w którą gram do dziś i która się nie starzeje jeśli chodzi o fajność, choć nowsze poszły już w odstawkę. Nie o grę stricte starą.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-20 19:10:42
20.12.2016 18:35
<Rydygier>
14

Age of Empire II HD sayyyywhat?

Można było głosować jedynie na tytuły obecne na Steam.

20.12.2016 17:16
odpowiedz
<Rydygier>
14

Problemem było to, że na dany tytuł można było oddać głos tylko w jednej kategorii, więc być może głosy na niektóre ciekawe gry rozmyły się podzielone między kategorie. Cóż. Gier, które chciałbym tu ujrzeć, poza dwoma pewniakami, nie ma, więc etam. Dodatkowe kategorie też mało porywające, więc etam^2.

20.12.2016 14:35
odpowiedz
<Rydygier>
14

Poczekamy, zobaczymy. A może zwłaszcza - usłyszymy. Muzyka w trailerze ogólnie nawiązuje, ale... No nic, przekonamy się.

18.12.2016 12:47
<Rydygier>
14

ktoś się zamachnie może

A propos:

https://youtu.be/c3_1sCUuuqc

Na razie tylko przymiarki na niby, ale i to jest obrzydliwe - celowe i kłamliwe podżeganie i szczucie Polaków. Natomiast doskonale wpisuje się w to, czym KOD, cały ten szum w swej istocie jest, czym jest podszyty, co za tym stoi, a co nie. I doskonale ilustruje, skąd moja taka nie inna opinia o tym narzędziu. Pozostaje mieć nadzieję, że ostatecznie Polacy en masse nie ulegną tej natężonej operacji trwającej od roku na szerokim froncie medialno-politycznym, choć wielu z nich uległo i ulega. Można się zżymać, że jak do wyborów TVP była tubą propagandową PO (ich serwisy z grudnia zeszłego roku sprawiły, że moja fatalna opinia o PO i okolicach jeszcze się pogorszyła, zresztą pogarsza się nieustannie), tak stała się tubą PiS, ale to i tak zmiana na lepsze, jakaś symetria jest przynajmniej w nierzetelności mediów, skoro nadal nie może być rzetelnie. Jeśli niczego innego, to może choć nauczy nie używać TV zamiast mózgownicy. Ale czego może się nauczyć ten, który sobie włożył TV w miejsce mózgu?

EDIT: gość twierdzi, że kładł się, by blokować przejazd samochodów (Rejtan w sensie czy coś), choć postronni myśleli, że coś mu faktycznie dolega. Mam nadzieję, że to prawda.

Znów a propos, jeszcze taka perełka:

https://youtu.be/OajAn7CW4sM

Obrona wolności słowa a la KOD jest Wybiórcza, i znowu widać, co jest tylko pustym hasłem, a o co chodzi tak naprawdę. Nie jest to zaskakujące.

Nieco komentarza z onych nierzetelnych mediów do przemyślenia:

https://youtu.be/kZw0cq9FimE

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-18 19:02:43
18.12.2016 09:54
-1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Mam kurtkę membranową, podobnie jak buty, z przyczyn praktycznych - zbyt się zapacam w innych - oraz z nawyku. Jedną na cały rok - z opcjonalnie wypinanym polarem. Ostatnio tę:

http://www.sklep-presto.pl/product-pol-50749-Kurtka-3w1-meska-Biotit-15-000-Magnum.html

Nie jest bez wad, ale mam nadzieję, że posłuży parę lat.

Jeśli chodzi o pikowane puchowe - nie lubię ich z wyglądu. Kojarzą mi się z Pi i Sigmą z matplanety, co może jest wspomnieniem miłym, ale osobiście nie chciałbym się upodabniać mimo, że nie prezencja jest najważniejsza w moim przypadku, a praktyczność.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-18 09:55:50
17.12.2016 22:59
odpowiedz
<Rydygier>
14

Dzięki wielkie, co prawda okienko takowe nie pokazuje mi się, ale znalazłem właśnie sposób - prawym na tytule gry w bibliotece i tam "wyświetl zrzuty ekranu" albo, jak piszesz, to samo via widok - zrzuty ekranu. Git. :)

17.12.2016 22:52
<Rydygier>
14

Po raz pierwszy odkąd jestem na Steamie poczułem tytułową potrzebę. Ale tutaj nastąpiła niespodziewana bryndza. Poratujcie, mądrzy ludzie - gdzie się naciska, by załadować na profil screenshot, by go potem, ja wiem, wkleić w dyskusji czy co? Wszedłszy w zakładkę zrzutów ekranu na profilu widzę tylko takie coś, jak w załączniku (całość tam uwidoczniona to tylko statyczna grafika, nie faktyczne narzędzie). Czy nie powinno tam być jakiegoś przycisku "upload" albo co? W przeglądarce jest to samo. Steamowe screenshoty są zrobione steamowym pstrykaczem i leżą sobie we wskazanym w ustawieniach Steama folderze. Pewnie, mogę użyć zewnętrznego hostingu, ale i tak chciałbym wiedzieć, jak to się robi w Steamie? Piszą też w internetach, że przy wyjściu z gry powinno być pytanie o upload wykonanych zrzutów ekranu - nic podobnego nie pojawia mi się.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-17 22:54:36
17.12.2016 17:11
-2
<Rydygier>
14

Januszem Korwin-Mikke* (tak to się odmienia?)

Januszem Korwin-Mikkem, o ile się orientuję. Byłoby normalnie chyba Januszem Korwinem-Mikkem, ale Korwin to nazwa herbu, a to czyni wyjątek. Niemniej:

http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/;4373

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-17 17:12:33
17.12.2016 16:46
-4
<Rydygier>
14

Korwinowi (tzn. jemu osobiście) nie dałbym zarządzać niczym, nawet cmentarzem, u władzy to byłby moim zdaniem autentycznie człowiek niebezpieczny dla ludzi. Poważnie obciążyłbym swoje sumienie oddając głos na kogoś takiego. Z Kukiza jeszcze nie wiadomo, co wyrośnie, ale jeśli ktoś szuka alternatywy, to tylko z tego kierunku ma szanse coś się pojawić. Jeszcze się nie pojawiło, choć coś się podskórnie rusza.

Sam nie mam się ani za prawicowca, ani za lewicowca, ani za centrowca. Za nikogo w ogóle się nie mam na tej płaszczyźnie i jest mi obojętne, jak by chcieli mnie szufladkować inni. Myślę na własny rachunek, oceniam, jak umiem, wybieram tego, kto mi się wyda najlepszy dla Polaków (obecnie - najmniej zły) i tyle.

Nie. Nikt z tych co są w sejmie nie jest dobrym wyborem.

Tak. A najlepszy z tych niedobrych - PiS moim zdaniem. Najlepszy nie znaczy dobry.

Kieruj te pretensje do tych

Nie. Kieruję je do tych, którzy się w taki sposób do siebie odnoszą. Łatwo obwiniać świecznik, ale o tym, jak się wzajem traktujemy, komu dajemy się prowokować, decydujemy my sami, nikt inny.

No i niech wykipi. Może wtedy się coś zmieni w tym kraju, po takim pieprznięciu.

Uważam, że nie. W każdym razie nie na lepsze. Dla jasności, bo tak niefrasobliwie piszesz "niech wykipi" - mam na myśli rozlew krwi.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-17 16:57:06
17.12.2016 16:29
odpowiedz
11 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Oderwani grzeją pod tym garnkiem, jak i czym mogą, oraz czym nie mogą, na użytek zindoktrynowanych obwiniając o skutki swoich działań rząd, który swoją drogą przemyślnością działań nie grzeszy (przykre, że PiS to nadal najlepszy wybór dla Polski). Tak to, niezmiennie, od wyborów wygląda stąd, gdzie siedzę. Ewidentne, aż bije w oczy.

Może czas już zacząć się obawiać, że jeszcze weźmie i wykipi to, co tak grzeją. A może należałoby się obawiać tego, do czego Oderwani są w stanie jeszcze się posunąć, żeby wykipiało (ktoś się zamachnie może na opozycyjno-kodową wierchuszkę zostawiając ślady wskazujące w pożądaną stronę? Coraz mniej im do najgorszego brakuje. Słowa już były). A jeśli wykipi - może się to łatwo stać w taki sposób, że pożałują tego wszyscy. I ci, co grzali, i ci, co dali się grzać jak dzieci, i ci, co oberwą rykoszetem. Nie wiem, może i musi wykipieć, żeby się uspokoiło choć na chwilę, ale to raczej byłaby kolejna gorzka lekcja, z której nikt nauki nie wyciągnie.

Patrzy człek na to i smutno. Można by inaczej, ale Polacy nie chcą i nie umieją. Najwyraźniej wolą pozostać na poziomie zajadłego przegryzania sobie gardeł. Bezrozumnie dawać się szczuć. Cóż, jak by się nie potoczyło, co nawarzymy, to wypijemy. Kto igra z ogniem, może się doigrać, tyle, że ogień nie wybiera, kogo poparzy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-17 16:34:06
15.12.2016 12:55
<Rydygier>
14

Z tego:

Bóg jest istotą wszechmocną i wszechwiedzącą

Nie wynika to:

jakakolwiek zorganizowana religia jest sztuką dla sztuki

15.12.2016 09:49
odpowiedz
<Rydygier>
14

No, to się zobaczy, jak wyszło, a raczej - czy mnie jakoś ruszy. Jeśli nie - to może być moje pożegnanie ze staroszkolnymi izo-RPG.

i będzie dostępny w pełnej polskiej wersji językowej

Ciekawe, jak dobra ta wersja w porównaniu z prześwietną lokalizacją P: T. Mam nadzieję, że choć mierzyli do tej poprzeczki.

14.12.2016 19:24
4
odpowiedz
<Rydygier>
14

Bardzo dobrze.

Niemal 10 milionów złotych przeznaczone zostanie na technologię City Creation, czyli narzędzia do stworzenia wielkiego, żyjącego miasta zarządzanego sztuczną inteligencją.

O, właśnie od takich newsów dostaję hajpa, a to groźne zjawisko.

13.12.2016 18:10
1
<Rydygier>
14

Plusy i minusy nie przenoszą żadnej merytorycznej treści, więc dla przedmiotu dyskusji nie mają znaczenia. Stąd "gołym" plusem można się co najwyżej ucieszyć (ot, gest poparcia), a minus wszelaki najzdrowiej olać, bo tego tylko wart. Minus bez uzasadnienia to wyraz bezsiły argumentacyjnej (zatem im więcej gołych minusów, tym więcej takich, którzy by chcieli, ale nie potrafią merytorycznie podważyć Twojej wypowiedzi - zatem znak silnego argumentu, jeśli już) lub nieumiejętności rzeczowej rozmowy w ogóle, zaś gdy jest uzasadniona krytyka - minus staje się nadmiarowy i niepotrzebny.

Niestety, mechanika tego forum poniekąd promuje bezwartościowe dla dyskusji "lubiam/nie lubiam" uzależniając od niego widoczność danej wypowiedzi, nawet wątek o tym jakiś czas temu założyłem. No, ale nie mój cyrk, nie moje małpy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-13 18:16:26
13.12.2016 15:09
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
14

No trudno, co prawda motywacja chybiona (ani katolik będąc w Kościele nie "firmuje" swoją przynależnością doń czynów innych katolików, ani też czyny katolików nie definiują Kościoła - jest jasno powiedziane, że wszyscy, co do jednego, to grzesznicy, a Kościół pozostaje święty, bo jest czymś nomen omen o niebo większym, niż zbiorem katolików), ale bez wiary w Boga trudno wymagać prawidłowego spojrzenia na te sprawy. Znacznie trudniej też o wiarę tam, gdzie nie ma praktyki religijnej. W każdym razie Pan Bóg nie opuszcza i nie przekreśla, sprawa pozostaje otwarta, póki żyjesz, zatem - memento mori jak oraz extra Ecclesiam nulla salus.

Też dla jasności załączam mema w temacie.

12.12.2016 09:30
3
odpowiedz
<Rydygier>
14

Wielopunktowy rozrzut ocen dwóch osób jest jak najbardziej możliwy - jeśli ich gust się mocno różni a od gry oczekują czegoś zupełnie innego. Jedyna gra na rynku, którą na dziś wyceniam 10/10 (Arma 3, 2800 godzin w grze) tutaj dostała 6.5 od recenzenta. Średnia użytkowników - 8.4.

Powód jest prosty - na ocenie recenzenta zaważyła w głównej mierze ta wada gry (ówczesna, bo nieaktualna), która mi w jej przypadku przeszkadzała najmniej - przy czym w tym wypadku to raczej ja jestem ten specyficzny :) (ale gra też, zatem nie do końca przystają do niej klasyczne kryteria oceny).

Notabene problemem pobocznym recenzji premierowych jest to, że obecnie sporo gier jest rozwijanych również po premierze (premiera stanowi nie zwieńczenie, a swoisty etap w tworzeniu gry, etap publicznego feedbacku i jakkolwiek by na to nie narzekano ma to swój sens), a ocena recenzencka pozostaje nie zrewidowana i z czasem stojące za nią argumenty coraz bardziej odstają od rzeczywistości.

Te dwie sprawy - subiektywność spojrzeń/oczekiwań i możliwa dezaktualizacja oceny recenzenta powodują, że nie należy na recenzjach polegać jak na wyroczni.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-12 13:42:43
11.12.2016 12:20
3
odpowiedz
<Rydygier>
14

Original War, z perspektywy tych wszystkich lat, to najlepiej wspominany przeze mnie klasyczny RTS, który bardzo podówczas mnie wciągnął imersyjnym sposobem narracji, osobistą, emocjonalną fabułą i "osobowym"/podmiotowym podejściem do jednostek. A tego typu strategii nigdy zbytnio nie lubiłem, OW to jeden z paru wyjątków (obok Starcrafta i Age of Empires 1&2).

Nie wiedziałem, że był źle oceniany, zaliczyłem tu solidne zdziwko, rad bym przeczytał taką krytyczną recenzję, by zakumać, w czym recenzenci widzieli problem.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-11 12:23:46
10.12.2016 14:13
10.12.2016 09:38
odpowiedz
<Rydygier>
14

Ana Alcaide - Akelarre

https://youtu.be/-DX5Pzj_ts8

Fairport Convention - Matty Groves

https://youtu.be/1it7BP5PckI

09.12.2016 15:44
odpowiedz
<Rydygier>
14

Dzięki za dotychczasową pomoc, ja wyszperałem jeszcze: Bridge Constructor, Bridge It, Bridge! The Construction Game. Ktoś którąś wypróbował? EDIT: znalazłem demo Bridge It - odpada. "hard" było bardzo łatwe, a co gorsza, szwankuje GUI - automatyczne przyłączanie lin nie pozwalało mi skonstruować tego, co chciałem, bo upierało się łączyć odcinki nie tam, gdzie miałem zamiar.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-09 16:35:23
08.12.2016 23:54
<Rydygier>
14

Prawie kupiłem, ale coś marne oceny na steamie. Piszą, że się zwiesza, że bugi itp?

08.12.2016 22:54
-1
<Rydygier>
14

...lub innych konstrukcji (a la Pontifex etc) - jaka jest najlepsza (jakość wykonania)? Szukam na prezent. Optymalnie, by była dostępna w pudełku, ale na to nadziei wielkich nie ma. Przejrzałem, co się udało znaleźć na Steam, ale większość ma kiepskie oceny. Polecacie coś?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-08 22:55:11
06.12.2016 09:22
odpowiedz
<Rydygier>
14

Ja robię tak:

1. Czytam opis/materiały oficjalne. Jeśli brzmi zachęcająco:

2. Szukam recenzji, oficjalnych i graczy. Ponieważ, co jest normalne i nie do uniknięcia, oceny mają charakter subiektywny (np. moja najulubieńsza gra ever, jedyna 10/10 dla mnie ma raptem jakieś 6.6 na GOL), większą uwagę zwracam na rzeczowe argumenty stojące za oceną (czyli dlaczego konkretnie taka ocena). Jeśli ocena nie jest umotywowana merytorycznie - ignoruję jako niemiarodajną. Z odrobiną wprawy właśnie według użytej argumentacji stosunkowo łatwo jest odróżnić rzetelną reckę gracza od wylewania frustracji czy własnych uprzedzeń. Jeśli gra na GOL ma "zieloną" ocenę, poświęcam na p. 2 więcej czasu. Jeśli po takim odsiewie gra nadal wygląda interesująco:

3. Szukam na tubce jakiegoś gameplaya i inwestuję czas, by się naocznie przekonać.

Co do niemiarodajnych recenzji - miałbym taki oto pomysł: każda "recenzja" gracza (wpis z oceną w oficjalnym wątku o grze) może zostać oceniona przez innych pod kątem jej użyteczności (choćby najprościej - jeśli użyteczna, można jej kliknąć lajka jakiegoś). Oceny graczy nie będą równocenne przy wyliczaniu oceny średniej, a ważone wedle ocen użyteczności, jakie ten gracz otrzymał. Czyli, w uproszczeniu, ocena gracza, którego wiele ocen zostało uznanych za wysoce użyteczne (w stosunku do ogólnej ilości jego recenzji), zaważy na wypadkowej, średniej ocenie gry znacznie bardziej, niż ocena takiego, który chwalonego za użyteczność dorobku nie ma.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-06 09:34:12
05.12.2016 14:53
odpowiedz
<Rydygier>
14

Tymczasem:

http://endecja.pl/

Co konkretnie myślą (długie, ale warto się dowiedzieć):

https://youtu.be/AxmBbyqu4Fg
https://youtu.be/Q1OQDXp3e0A

05.12.2016 13:25
4
odpowiedz
<Rydygier>
14

Czy poprawki i patche do gry sprawią, że niezadowoleni gracze dadzą No Man’s Sky druga szansę?

Nie wszyscy, ale tak. O ile patche i uaktualnienia będą energicznie zmierzać we właściwą stronę. Już po 1.1 widać pierwsze jaskółki choćby na steam spy. Z upływem czasu wzrośnie też zapewne liczba użytkowników, którzy sięgną po NMS z powodu tego, czym faktycznie jest, wolnych od posthajpowego kaca.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-05 13:25:31
05.12.2016 13:17
<Rydygier>
14

Chętnie, tylko tych dorosłych nie widać jak dotąd. Polska: jedna wielka rozpierducha bachorów w piaskownicy o grabelki i rozdeptaną babkę.

05.12.2016 13:10
1
<Rydygier>
14

Partia wolnościowa jest mało realnym wyborem w demokracji (właściwie... czy gdziekolwiek kiedykolwiek takowa rządziła?). A to dlatemu, że człek nad urną stojący woli słyszeć "damy ci", niż "radź sobie". Zwłaszcza, gdy za to, co niby dostanie zapłacą inni (więcej, niż to warte, ale jemu to wszak nie wadzi). Wystarczy porównać wyniki wyborcze JKM i populistów-obiecywaczy rozmaitych. Ludzie ewidentnie wolą opiekę niż nieskrępowaną wolność y swobodę, gdy przychodzi co do czego. A jednocześnie zżyma się "suweren" na "złodziei" "okradających" go podatkami i tłamszących biurokracją. Czy to się może zmienić? Czy powinno?

A też ogólnie - władze nie są z Marsa, tylko spośród nas, Polaków. Mamy dokładnie takie rządy, na jakie zasługujemy. Sprawiedliwie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-05 13:15:37
05.12.2016 11:38
-1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Myślę, że nie. "Rzeczywistość oderwała się od elit" i sorry.

Zresztą po co. Łatwiej obalić, niż wskazać lepszy rząd na ich miejsce. Cały zeszły rok sondaże dające przewagę poparcia PiS przy jednoczesnej słabej ocenie pracy rządu mówiły jedno o statystycznym, zbiorczym zdaniu elektoratu - "nie ma nikogo lepszego na miejsce kiepskiego rządu PiS". To nie nastrój na pucze i garstka histeryzujących krzykaczy o przewróconym na odwyrtkę Polskopoglądzie tego nie zmieni. Jeśli natomiast PiS przegra następne wybory, co bym zakładał, i jeśli do tego czasu nie objawią się nagle jacyś niebywali w Polszcze mężowie stanu, tzw. nowa jakość, "suweren" pewnie przeputa kolejną kadencję i w swej głupocie odda władzę nad sobą jakiemuś innemu miałkiemu "byle-nie-pisowi" (do tej roli zresztą, mniemam, uformowano Nowoczesną, by była naonczas pod ręką) i będzie nawrót smuty jak za PO, a Polska dalej będzie dreptać w miejscu w rytm kolejnych kontr-kontrreform.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-05 11:40:42
04.12.2016 11:10
odpowiedz
<Rydygier>
14

O, wreszcie coś w tym temacie dla SP.

Podoba mi się to, co widzę.

04.12.2016 09:20
<Rydygier>
14

Nie robię tego dla osiągnięć, lecz by doświadczyć grę taką jaką stworzyli deweloperzy. Z całym dobrodziejstwem inwentarza. Jeśli szukanie znajdziek jest nużące i nie przynosi wymiernnych korzyści to wpływa na obniżenie oceny danego tytułu.

Słusznie. Dobrze zaprojektowana gra to pewna spójna całość pozbawiona elementów, które nic do niej nie wnoszą. Więc jeśli grę się ocenia - to całościowo. Z kolei jeśli czerpie się rozrywkę - pomija się to, co jej nie daje.

dlaczego twórcy dodają znajdźki do swoich produkcji?

Podejrzewam, że najczęściej jako zapychacze, by wydłużyć grę. Znają omawiany w filmie mechanizm psychologiczny, i wykorzystują go, by utrzymać gracza przed ekranem dłużej. Na dłuższą metę to głupie, bo co z tego, że gracz dłużej przykuty do ekranu, skoro marnie się bawi i sobie ów fakt zapamięta odnośnie gier danego studia. Dlatego też ja po jednym, krótkim podejściu skreśliłem wszystkie asasyny a dodawszy do tego dwa podejścia do serii Far Cry w zasadzie skreśliłem Ubisoft.

Ponadto jest to tani zapychacz otwartych światów - gdy wciskane na siłę i bez pomysłu. No, ale patrząc na zyski ze sprzedaży - takie podejście opłaca się finansowo. I będą się tego trzymać, jak długo to się nie zmieni. Bo tych ludzi w kierunku prawdziwych zmian popycha marna sprzedaż tego, co było dotychczas. Więc wyciskają schemat jak cytrynę, póki leci sok.

Ba, wnosząc po DA: I inni, który wcześniej tego nie robili, też skłaniają się w tę stronę. Skoro ludzie to kupują...

03.12.2016 23:26
odpowiedz
<Rydygier>
14

1. Furia

03.12.2016 14:47
odpowiedz
<Rydygier>
14

Trochę popykałem, ale jedna rzecz mnie powstrzymała - techniczne problemy uniemożliwiające logowanie na ich forum celem feedbacku. Zgłoszenie problemu wysłałem im 11.11 i dotąd cisza. Tak to się natestowałem. Miałem dwie uwagi, o co chodziło w jednej z nich już zdążyłem zapomnieć.

Co do gry - po paru partiach nie odczuwam jakiejś specjalnej chęci grać dalej. Niebrzydkie to, żadnych konkretnych zarzutów postawić nie mogę mechanice na tym etapie, jest wręcz wcale ciekawa - sporo taktycznego kombinowania i duża rola taktyki w zwycięstwie (rozegrałem przeciw innym graczom zaledwie dwie partie, jedną wygrałem, drugą przegrałem, co ciekawe w obu przypadkach do ostatniej chwili nie było pewne, kto zwycięży) - po prostu jakoś mało mnie onże Gwint w obecnej wersji wciąga jako całość.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-03 14:49:12
02.12.2016 19:25
odpowiedz
<Rydygier>
14

Nadymacz hajpu. Odjąwszy fajerwerki nie za wiele nowego mówi o tym, co dla mnie istotne w rozgrywce. Może poza tym, że skupia się na frenetycznej akcji, a to minus. Jak dla mnie bez zmian: pożyjemy, zobaczymy.

02.12.2016 15:56
02.12.2016 15:51
1
<Rydygier>
14

Nie ma nic - głosi profesor Urlipan. - A jeśli ktoś sądzi inaczej, to błądzi.

02.12.2016 13:48
odpowiedz
<Rydygier>
14

A ja powiem, że w zalewie informacji a zwłaszcza w nieogarnialnej rozumem powodzi badziewia praca profesjonałów, którzy odsiewają nam ziarno od plew i podają w czytelnej, treściwej formie co i dlaczego warto, a czego nie, staje się tym istotniejsza i cenniejsza. Let's playe są dobre, ale do drugiego odsiewu, bo oglądanie tego zabiera zbyt wiele czasu, by samemu "patrzeć" wszystko, jak leci. To recenzent walczy za nas w pierwszej linii z napierającymi hordami Chaosu.

(tutaj proszę sobie rolę recenzenta zilustrować w wyobraźni dowolną patetyczną batalistyką Warhammera).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-02 13:53:59
02.12.2016 11:56
odpowiedz
<Rydygier>
14

Dobrze im tak.

01.12.2016 20:52
odpowiedz
<Rydygier>
14

Cóż. Z jednej strony devstudia zapewne jeszcze nie obczaiły tematu, nie ma tu przytulnych i bezpiecznych, pieniądzogennie sprawdzonych schematów rozgrywki, więc rade-nierade powolutku, po omacku próbują się uczyć tej niszy rynku. Wychodzi przy tym pewna indolencja na odcinku wyobraźni i odwagi - chwiejne są ich kroki tam, gdzie nie ma wyjścia i trzeba iść w nieznane. Brak wprawy.

Małpujące crapy nastawione na szybki, łatwy zysk to rzecz druga. Trzecia z drugą się wiąże - na dziś ludzi jeszcze jara sam fakt, że to VR, posmak nowości i nie tak wiele trzeba, by wyciągnąć kasę. Apetyt i wymagania będą rosły w miarę rozwoju.

Tu, a propos, byłbym ostrożnym optymistą. Status quo jest, jaki jest, ale kwestią czasu nazwałbym zanim trafi się jakiś utalentowany wizjoner, lub paru, którzy jako pierwsi załapią, jak i w jakim typie rozgrywki ów potencjał VR wykorzystać można daleko bardziej, niż inni, jak obejść lub zwalczyć ograniczenia (techniczne, kwestia błędnika itp). Spodziewałbym się więc garstki tytułów, które tymczasowo zgarną pulę i wymiotą z rynku badziewny "plankton". Chyba, że zostaną prozaicznie przeoczone w morzu tandety. Jeśli tego losu unikną, swym sukcesem przetrą szlaki innym, mniej lotnym/kreatywnym developerom i stopniowo sytuacja zacznie przypominać rynek gier zwykłych. Hm. To może nie zabrzmiało aż tak optymistycznie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-01 20:55:13
01.12.2016 20:31
odpowiedz
<Rydygier>
14

Te wszystkie kolorowe bieda-indyki zlewają się człowiekowi w jedną, nieodróżnialną masę. Nie sposób z tej sterty wyłuskać ewentualne perełki. Życia by nie starczyło na szukanie opinii o każdej, nie mówiąc o graniu. Ja nawet nie próbuję, nauczyłem się tę masę ignorować, odfiltrowywać. Nie wiem, jakim cudem można zaistnieć w tym kłębowisku. Co prawda to świetnie, że rynek gier przestał być ekskluzywnym klubem grubych ryb, ale przesadzono z obniżaniem poprzeczki. Robi się z tego growy Hyde Park. Lepiej przegiąć w tę stronę, niż w drugą, ale najlepiej nie przeginać w żadną. Być może oferta Steama powinna zostać wizualnie podzielona według jakiegoś przytomnego kryterium na "plebs" i "szlachtę", by ułatwić odsiew.

01.12.2016 15:28
odpowiedz
<Rydygier>
14
post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-12-01 15:29:05
01.12.2016 13:04
-1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Najpierw były kasety (sprzedane), potem CD (zrzucone na HDD). Teraz już mało co nabywam, a jeśli, to np. Google Play. z 10 lat temu była przelotna przygoda z netowymi radiostacjami czy inszym last.fm, ale to przeszłość. Jutubowych plejlist lub własnych kawałków używam, by się odciąć od zewnętrznych hałasów i skupić na pracy - pomaga. W kosztowną pułapkę audiofilstwa szczęśliwie nie popadłem.

30.11.2016 18:44
odpowiedz
<Rydygier>
14

Odnośnie merytorycznej rzetelności materiału (abstrahując zupełnie od mojej opinii w temacie)...

Konkluzja artykułu jest jasna - decyzja ASA jest niesprawiedliwa. (To tyle, jeśli chodzi o osoby liczące na sprawiedliwość)

Tymczasem Autor artykułu nie odniósł się merytorycznie do argumentacji ASA i w żaden sposób nie wykazał, że w istocie jest błędna. Ograniczył się do przedstawienia tej argumentacji w odniesieniu do poszczególnych elementów skarg i stwierdzenia, że to tyle, jeśli chodzi o nadzieję na sprawiedliwość. Między wierszami można wyczytać, że argumentacja ASA jest absurdalna w sposób tak oczywisty, że owa konkluzja nie wymaga żadnego uzasadnienia. Nawet, jeśli faktycznie jest to rzecz oczywista, i tak uważam, że w profesjonalnym artykule należałoby prosto i wyraźnie zwerbalizować, czemu mianowicie poszczególne opinie ASA nie oddają prawdy/sprawiedliwości.

30.11.2016 16:47
2
<Rydygier>
14

Film ten, jakkolwiek zabawny, to akurat, sam w sobie, też nieuczciwa manipulacja. ASA mogło dać ciała nie widząc wystarczająco dużej różnicy tam, gdzie dla gracza ona zachodzi, ale jeśli NMS oferuje tak olbrzymi, proceduralny świat, wydawać by się mogło oczywistym, że na pewne rzeczy cholernie trudno będzie się graczom natknąć. A jednak odnosiło się wrażenie, że wedle oczekiwań wielu cały cymes znajdą na co drugiej planecie. Ale to tylko jedna strona medalu.

Ciekaw jestem, co dokładnie zawierały materiały dostarczone ASA przez HG. Osobną sprawą jest manipulacja, której dopuściło się HG, niestety wszechobecna w reklamie i o zgrozo akceptowana oraz legalna - tzw. "przedstawianie produktu w jak najlepszym świetle". Dlatego też reklamę jako taką uważam za formę kłamstwa. Świadome wprowadzanie potencjalnego nabywcy w błąd przez tendencyjną prezentację i psychomanipulację.

Bo wydawać by się mogło oczywistym również i to, że producent winien jak najrzetelniej zaprezentować cechy produktu. Między innymi uczynić jasnym, co jest normą, a co wyjątkiem. Jeśli zaś wyjątek, do tego podrasowany, celowo ukazuje się jako reprezentatywną normę, rzecz typową, czyli jako coś, czym nie jest - mamy do czynienia z kłamstwem.

Jeśli nie uczciwość, to choć rozsądek powinien nakazywać tutaj rzetelność. Lepiej pozytywnie zaskoczyć, niż rozczarować, rujnując sobie przy okazji reputację. I trudno o lepszy przykład słuszności tej zasady niż perypetie NMS.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-30 16:55:11
30.11.2016 09:36
<Rydygier>
14

Racja, acz Steam jest łatwo sprawdzalny.

29 XI

- maksymalnie graczy na raz 6976;
- oceny +377/-115 (30% (z 79471) pozytywnych ogółem (+1%/dobę)/25% (z 5928) ostatnio (+4%/dobę))

Czyli oczekiwany lekki spadek ilości graczy, spory wzrost pozytywnych ocen.

Trend rokuje dobrze - jeśli dobrze pójdzie, kolejna taka porcja może już dokonać rewolucji w statystycznej ocenie i popularności NMS.

29.11.2016 11:40
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Z ciekawości sprawdziłem na steamspy i steamcharts, jak to naprawdę było od premiery z ilością graczy, fanów i ocenami NMS. Owoż:

1. Najniższy zanotowany dzienny "peak" to 404 osoby na raz w grze.
2. W dniach Foundation Update i kolejnym odpowiednio 8066 i 7364. Gracze sprawdzali 1.1.

Co będzie w dniach kolejnych - nie wiadomo, acz zapewne ta wartość jeszcze spadnie gdy odpadną ci, który 1.1 nie motywuje do gry. Ale raczej nie spadnie tak szybko do uprzedniego minimum - 404. Sprawdziłem też wykres ocen wystawianych grze. Początek wyprzedaży dał skokowy wzrost ilości wystawianych ocen. Na drugi dzień ilość ocen negatywnych osiągnęła maksimum (946). Za to 28-go chyba po raz pierwszy ilość ocen pozytywnych przekroczyła ilość ocen negatywnych: 293 do 258. Na samym Steamie to oznacza od początku wyprzedaży nieznaczny wzrost procent ocen pozytywnych ogółem (29% z 79000) i zauważalny - ocen najnowszych (wzrosło do 21% - z 5535 ocen - od "przytłaczająco negatywne" do "w większości negatywne"). To oznacza, że ogółem na dziś przynajmniej 22910 osób NMS się podobało, z czego ostatnio przybyło ich 1162.

Stąd wnoszę, że na razie maksymalna ilość graczy na dobę może się ustabilizować na znacząco wyższym poziomie, niż przed wyprzedażą i updatem 1.1.

Co do bardziej zagorzałych fanów - istnieje na Steamie grupa The Cosmos of NMS licząca 253 osoby. Nie wiem, czy to jedyna taka grupa.

Takie jest status quo i moje prognozy na bliską przyszłość. Ciekaw jestem, jak się sytuacja rozwinie, bo NMS to ciekawy, wyrazisty "przypadek kliniczny".

29.11.2016 09:38
odpowiedz
<Rydygier>
14

Jestem zdania, że to, co obecnie się oferuje jako sandboksy to nadal zawsze lub niemal zawsze pierwsze kroki (często nieudane - płycizna, nuda, feature wciśnięty na siłę, bez pomysłu, nużący wydłużacz gry - jak nadmieniono...). Przynajmniej w odniesieniu do tego, co teoretycznie mogłoby być.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-29 09:42:57
27.11.2016 16:32
1
<Rydygier>
14

Do tego na niemal każdej planecie było życie, podczas gdy życie powinno być czymś bardzo rzadkim.

Też tak sądzę. Również dlatego, że wówczas samo odkrycie życia byłoby satysfakcjonujące, bo niełatwe. Z kolei jednak trudno oczekiwać, by większość planet była ładna. W każdym razie niezbyt to chyba realistyczne. Przy czym brzydka nie znaczy - nieinteresująca, choć większość martwych globów to chyba po prostu zryta meteorami skała.

Z trzeciej strony, część rozczarowanych miała pretensje już o to, że pierwsza planeta nie wygląda tak świetnie, jak na zajawkach. A po zaledwie paru takich gotowi byli rzucić grę w kąt. Wygląda więc, że niektórzy, nastawieni powiedzmy mniej na wyzwanie/na "kosmologiczny realizm", a bardziej na każual, oczekują, że nieomal każda planeta to będzie jakaś rajska Gaja. Co by oczywiście spowszedniało i znudziło się po kilku. Niełatwy dylemat. A NMS stawia chyba i to zdecydowanie na każual. Nie na wyzwanie podróży odkrywczej, a na łatwość, spaceoperowość, nie hard SF (przyznawali się nawet do inspiracji SW, a to już nawet nie space opera, a baśń w kosmosie). Marketingowo zrozumiałe, acz szkoda. Ale widzę, że update wprowadza tryb survival przynajmniej. Każdy przelot ma być możliwie gładki i łatwy. Ja bym to zrobił odwrotnie. Nawet dotarcie na inną planetę byłoby dużym wyzwaniem, w tym logistycznym. Obiecujące potencjalne cele wypraw wybierałoby się analizując dane astronomiczne o układach. I każda wyprawa byłaby dużym halo, gdzie mnóstwo rzeczy może pójść nie tak. A jeśliby się udało... Cóż. Wstępna analiza celu ekspedycji dawałaby dużą szansę na sukces, choć rozczarowanie nie powinno być rzadkie. W każdym razie i na miejscu byłoby mnóstwo naukowej roboty. Coś jak w Interstellar było. Ten film, jego oś fabularna, to w ogóle niezła kanwa na grę - ludzkość szuka sobie nowego domu. Może ktoś kiedyś...

Wreszcie z czwartej strony, jeśli dobrze zrozumiałem film z nowymi elementami, planety ponoć mają być od teraz ładniejsze, czy coś w ten deseń.

Zgoda też co do biomów. To mnie zawsze wkurzało w space operach wszelakich - planety robią tam za homogeniczne obszary o znaczeniu miasta, góra kraju. Nie bywają tak zróżnicowane czy to klimatycznie czy geograficznie czy społecznie jak Ziemia.

Co do zakupu... Hm. Można by sobie ewentualnie zaklepać po promocyjnej cenie kopię i nie grać w nią czekając, jak się sytuacja rozwinie. Jeśli w niepożądanym kierunku - refund. EDIT: choć nie, okazuje się, że jest limit czasowy zwrotu kasy - do dwu tygodni od zakupu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-29 20:42:05
27.11.2016 15:14
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

No proszę - tym razem dotrzymali słowa przynajmniej o tyle, że update faktycznie pojawił się w deklarowanym terminie. Ciekaw jestem, co ludzie powiedzą o tych zmianach. Tymczasem oceny ogólne i najnowsze "skoczyły" odpowiednio o 1 i 2 procent w te kilka dni.

26.11.2016 22:27
1
<Rydygier>
14

A to już rzecz upodobań. Gdyby reszta była zrobiona wporzo, swobodnie bym się zadowolił samą fabułą emergentną. Od epickich scenariuszy mam inne gry, nie każda musi w to celować. Sama, byle dobrze zrobiona eksploracja może wystarczyć.

A swoją drogą, nie przekreślałbym możliwości istnienia porcji klasycznej fabuły w świecie tworzonym proceduralnie. Da się. Poboczne misje itp. można generować całkiem prosto - losując je z dużej puli, być może z możliwością dolosowania niektórych ich parametrów dla mniejszej powtarzalności. Można też uzależnić je dynamicznie od aktualnego kontekstu sytuacyjnego - określone wydarzenia mogą zajść tylko gdy wystąpią określone okoliczności, lub po albo przed wystąpieniem innego itp. Ba. Da się nawet "wstrzyknąć" w taki świat ręcznie napisany, duży wątek fabularny na podobnej lub innej zasadzie (konstruując go tak, by fakt proceduralnie generowanego świata mu nie wadził). Problemu nie widzę. Co najwyżej ciekawe wyzwanie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-26 23:34:52
26.11.2016 21:14
<Rydygier>
14

A choćby cała ta rozbudowa osad. Nie powiem, wciągnęła mnie. Nadała cel zbieractwu. Z tego, co czytam, są pokrewne DLC: contraptions i Vault. Lubię takie myki w grach, ale z klasycznym falloutem nie ma to wiele wspólnego. W tej materii - falloutowości - Bethesda idzie dokładnie w odwrotnym kierunku, niż bym chciał.

26.11.2016 20:52
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Nie pali się. Spokojnie bym poczekał, aż wszystko razem będzie za jakieś 5 dych powiedzmy. Dodam, że to, co najciekawsze w F4 to są elementy rozgrywki odległe duchem od Fallouta.

26.11.2016 17:36
2
<Rydygier>
14

Wszechświat NMS nie jest generowany proceduralnie?

A ja, ściśle biorąc, mówię o samej koncepcji takiego generowania światów nie ustępujących wizualnie tym kleconym odręcznie, nie o grze w stanie obecnym. A szerzej - o samym pionierskim, ambitnym podejściu do game designu.

Inaczej: chciałoby się, żeby ktoś faktycznie zrobił grę, jaką wedle deklaracji miało być NMS? Ja bym chciał. Chciałbym też, aby powstało więcej gier tego typu. Chciałbym, żeby duzi wydawcy byli śmielsi i bardziej otwarci na eksperymenty.

Patrzę na rynek gier i widzę, że w swym "rdzeniu AAA" jest mocno skostniały, zabunkrowany w zachowawczych schematach. Trudno o grę, która by nie była podobna do żadnej innej tutaj. Widzę "tchórzliwe" biznesowo podejście wydawców, bo ono im się finansowo opłaca. Jaka jest nadzieja, że w tym bagienku ktoś duży i rzetelny nagle zaryzykuje projekt pokroju NMS? Znikoma. Ale ów zasiedziały rdzeń ma zwyczaj małpować. Od siebie samych, od siebie nawzajem, ale też podążać szlakiem przetartym przez innych, niezależnych, tych spoza rdzenia AAA. O ile odnieśli sukces. NMS stało się głośne i na pewno było i pewnie nadal jest uważnie obserwowane. Gdyby mimo wszystko na koniec odniosło jakiś sukces - inni, więksi, mogący więcej, mogą podążyć tym samym tropem, bo sprawdzony jako kasonośny i zrobić więcej lepszych gier tego typu. Ale jeśli NMS ostatecznie polegnie, ten kierunek może zostać uznany za nieopłacalny. Niesłusznie rzecz jasna. Ogrom hajpu wokół NMS pokazuje, jak bardzo gracze łakną takiej rozgrywki, jaką HG obiecywało. Jak bardzo chcą tego typu świeżości. Nowatorstwa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-26 20:45:22
26.11.2016 17:10
1
<Rydygier>
14

Sorry ale lepiej niech pozwolą tej grze umrzeć.

Ta gra jeszcze się nie narodziła tak naprawdę. Rozpoczęto sprzedaż półproduktu. Zresztą, grze jak grze. W sumie dopiero tuż przed premierą się nią zainteresowałem i ominął mnie cały ten hajp, nie czekałem. A zainteresowałem się głównie z jednego powodu - odmiennego podejścia do projektowania gry - proceduralnego, na niesłychaną dotychczas skalę. W teorii. Z uwagi na tę drogą mi ideę żal by mi było, gdyby NMS padło nie osiągnąwszy celu, ale o wiele gorzej byłoby, gdyby NMS, padając, zraziło innych do samej koncepcji - "o nie, tak gier robić nie będziemy, trzymajmy się lepiej starych, utartych schematów, patrzcie na HG i ich NMS: spróbowali, zaryzykowali coś nowego i oto, jak skończyli". To jest chyba najodważniejsza innowacja w game designie od lat (z tych, o których wiem). Jej próba w każdym razie. Jeśli NMS swym zgonem miałoby zrazić do niej innych - byłaby to wielka szkoda dla rozwoju projektowania gier. Rynek mógłby tym mocniej skostnieć wokół wyeksploatowanych do cna schematów utwierdzony losem NMS w przeświadczeniu, że nie warto ambitnie szukać nowych dróg. W ramach istniejących schematów zaś bardzo mi już trudno znaleźć cokolwiek porywającego. Wszystko to już za bardzo przeżute.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-26 17:12:57
26.11.2016 16:59
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Bethesda moim zdaniem powinna tym mocniej zgłębiać, odkrywać to, co jej gry odróżnia od innych i czyni unikalnymi, nie zaś próbować bezpośredniej konfrontacji na cudzym podwórku. A jeśli uznamy, że do specyfiki gier Bethesdy należy sandboksowość świata, to zaiste, ma co zgłębiać i odkrywać, bo jej światy są tyleż szerokie (a raczej de facto mocno wąskie, acz gęste, przepakowane do granic absurdu, jak domy dla lalek), co płytkie jeśli chodzi o odwzorowanie konsekwencji działań w tym świecie na onże świat. Osobiście szedłbym więc tym bardziej w stronę sandboks + fabuła emergentna + mocno pogłębione proceduralne mechanizmy żyjącego, bardziej wiarygodnego i spójnego logicznie świata. Ale nie przypuszczam, by tak się stało.

26.11.2016 16:30
odpowiedz
<Rydygier>
14

Przypuśćmy, że nie ma żadnego życia po śmierci i po prostu przestaniemy istnieć. Jaki jest wtedy sens egzystencji?

Żaden. Zaś przeświadczenie o braku sensu życia jest na dłuższą metę niszczące dla ludzkiej psychiki, unieszczęśliwia w najściślejszym znaczeniu i może prowadzić do depresji i samobójstwa, ponieważ człowiek z natury nie potrafi znieść bezsensownej egzystencji. Albo więc decyduje się wierzyć w tak czy inaczej wyglądające życie wieczne po śmierci, albo "dziaduje", ile zdoła zagłuszając w sobie refleksje na ten temat przyjemnościami życia lub wyszukując dorywcze, prowizoryczne zastępniki - im starszy, tym trudniej, albo droczy się z organicznym strachem przed śmiercią próbując ze sobą skończyć.

Fakt opisanego zjawiska jest notabene wysoce znaczący i wart refleksji.

Tymczasem w istocie po śmierci każdego człowieka czeka Sąd a potem niebo (z opcją via czyściec) lub piekło.

26.11.2016 14:37
odpowiedz
<Rydygier>
14

Odkopię... Kupiłem se ostatnio tę grę za garstkę złociszy tak małą, że nie żal. Gra ma nawet sporo uroku tak ogólnie. Ale jest problem - druga misja kampanii amerykańskiej nie chce się skończyć mimo, że warunki zwycięstwa spełnione. Na Steamie piszą, że trzeba wyłuskać z mapy każdego jednego szkopa, choćby nie wiem, gdzie się schował - idiotyczne. Ale obszedłem i objechałem calutką mapę wszerz, wzdłuż i wskroś, zwiedziłem każdy domek, zajrzałem pod każdy kamień i nic. Nie wiem, gdzie szukać jeszcze. Jest jakiś sposób, by sztucznie zakończyć scenariusz? Kod jakowyś?

26.11.2016 14:21
1
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Status quo wokół NMS osiągnięto dwoma prostymi zabiegami:

1. Zastosowaniem "elastycznej relacji między deklaracjami a stanem faktycznym";
2. Wydaniem gry o jakiś rok za wcześnie, o jakieś 40 euro za drogo.

Tymczasem sama idea pozostaje równie ciekawa, jak przed "premierą". I mam nadzieję, że technicznie nic nie stoi na przeszkodzie, by grę ku niej rozwijać.

Nadal uważam, że najlepsze, co HG może zrobić z całym tym bigosem, to systematycznie pracować (i usunąć wprowadzające w błąd materiały ze strony gry na Steamie). Skoro pracują - świetnie. Choć jeśli budowa baz ma mieć sens, musi się chyba jakoś zmienić rozgrywka tak, by dało się/chciało się wracać na już odwiedzony glob. Po co budować cokolwiek tam, skąd zaraz się odleci i już nie wróci? No, ale nie powiedziane też, że trzeba tak grać. Można się przecież osiedlić gdzieś na dłużej. Jeśli bazy sprawią, że będzie motywacja po temu.

Zobaczymy. Albo nie. Na razie zaledwie zadeklarowano update z bazami. Do końca tego tygodnia. Wolałbym, że by HG czegoś nauczyło się na własnych błędach i nie deklarowało już niczego na zaś, tylko sukcesywnie przedstawiało gotowe rezultaty. Kłopot drugi w tym, że to chyba nadal bardzo mały zespół.

PS Ilość najnowszych pozytywnych komentarzy, jeśli dobrze pamiętam poprzedni wynik, wzrosła z 8 do 11%. :)

A ilu w to gra - nie ma dla mnie bezpośrednio żadnego znaczenia. Pośrednio oczywiście sprzedaż gry ma znaczenie - kasa na jej rozwój.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-26 14:25:42
25.11.2016 15:58
odpowiedz
<Rydygier>
14

Myślę, że zrobienie tego aspektu porządnie wydaje się odbiorcy czymś znacznie łatwiejszym, niż jest w istocie. Myślę, że to, być może wbrew pozorom, trudne. Im bardziej "otwarta" gra, tym trudniejsze. Weźmy takie Tyranny, które spróbowało (albo tak deklarowało) pójść tu dalej niż inni. Po przejściu gry stwierdzam, że owszem, chyba faktycznie próbowało. I uważam, że poległo. Nie utrzymano spójności logicznej konsekwencji, a i z dogłębnością tych konsekwencji jest różnie.

Wybory omawiane, pozorne/kosmetyczne/o płytkich konsekwencjach są łatwiejsze do zrobienia, bo nie naruszają zasadniczego szkieletu logicznego fabuły i nie muszą rozwijać odrębnego drzewka konsekwencji w każdą stronę - każde takie drzewko, jeśli zrobione od A do Z, bez sztuczek typu "zamieńmy gościa X na Y, reszta tak samo" to przecież jak osobna fabuła - nakład pracy stanowiłby tu wielokrotność tego, czego wymaga stworzenie gry o fabule liniowej.

O porażkę więc łatwo, o sukces trudno. Dlatego bardziej by mnie interesował materiał o grach, w których ten aspekt jest zrobiony wyjątkowo dobrze. Bo to duże osiągnięcie.

25.11.2016 13:56
-1
<Rydygier>
14

No, skoro DA: I zgarnęła tyle nagród i rozeszła się w wielkich ilościach, to jest naturalne, że nie porzucą ścieżki, która okazała się dla nich tak lukratywna. Dlaczego by mieli?

Aczkolwiek, nadal jest nadzieja. Nadzieja na to, że wzięli pod uwagę, co było główną przyczyną krytyki w DA: I. Owoż ośmieliłbym się stwierdzić, że to nie ogólne koncepcje elementów rozgrywki pogrążyły DA: I pod krytykowanymi względami, a konkretne szczegóły ich realizacji. Artykuł tymczasem przedstawia ogólne koncepcje. I same w sobie są OK. Cała rzecz w tym, jak to zostało konkretnie zaprojektowane i wykonane. To czyni różnicę między dobrą rozrywką a żmudną, nudną, czasochłonną i frustrującą ganianiną za znajdźkami. Gra opisana, jak w artykule, może być równie dobrze hitem jak i szitem. Unikałbym zarówno bezpodstawnego nakręcania się jak i przedwczesnego uprzedzenia.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-25 13:57:38
24.11.2016 18:16
2
<Rydygier>
14

To materiał na osobny temat. I na inne forum w zasadzie. Tutaj nie będę tego drążył, wyrażę tylko niniejszym zadowolenie, że obrazek najwyraźniej został zastąpiony innym. Słusznie.

Ad rem - Łyknąłem Kotory. Pierwszy odświeżę, w drugi nie grałem. 2,50 ojro sztuka, można zaszaleć. Na razie tyle znalazłem dla siebie.

Kerbal Space Program ktoś poleca lub odradza?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-24 18:18:02
24.11.2016 16:24
<Rydygier>
14

Nasza wiara sama nakazuje takie rzeczy olewać

Jakiś cytat?

Dla mnie to podpada pod 2 przykazanie. Postponowanie tego, co święte.

24.11.2016 15:54
odpowiedz
<Rydygier>
14

Próba czasu - Arma 3
Wcale nie płaczę, coś mi wpadło do oka - Mass Effect, powiedzmy...
Jeszcze 5 minut - Baldurs Gate 2 - stare dzieje, ale fakt
Łooooo, stary! - Wiedźmin 3
Złoczyńca, którego trzeba przytulić - Prison Architect
Gra w grze - nic wartego wzmianki, byłby W3, ale już nominowany
Według mnie ta gra była fajna, zanim wygrała nagrodę - Empyriona wpisałem
Najlepsze wykorzystanie zwierzęcia hodowlanego - Goat Simulator. Podejrzewam, że ta kategoria powstała specjalnie po to, by uhonorować symulator kozy. Nawet w niego nie grałem, po prostu nic innego nie przyszło do głowy

The most momentous innovative idea in game design - NMS (he he. Zależy mi bardziej na kategorii, a że niestety nie można nominować jednej gry w dwóch kategoriach (Arma 3), pozostało docenić sam teoretyczny pomysł na NMS. Znacie może jakąś inną grę o doniośle innowacyjnej koncepcji, która mogłaby odmienić podejście do grotworzenia lub która to już zrobiła?)

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-24 18:08:03
24.11.2016 15:21
1
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Niby sporo, a jakoś nic. Albo grałem, albo nadal ciut za dużo, albo poza zainteresowaniem. Wahałem się nad Kerbal Space Program i The Hunter: Primal (niewymienione, jest na Muve), ale Kerbal jednak chyba ciut drogawy, a Primal jakby ciut kiepskawy. No i GTA V. Nigdy nie lubiłem tej serii - pościgi, przestępczość... Nie rajcuje mnie to. Kiedyś kupiłem tanio starszą część i odbiłem się... Za 4-5 dych może bym zaryzykował.

Aha, widzę, że po raz pierwszy od premiery NMS przecenione. :)

Mem, czy nie mem, obrazek jedzie po bandzie i, owszem, może być niebezpodstawnie uznany za obrazoburczy, jeśli ktoś dobrze kuma zasady wiary katolickiej (w innym razie raczej nie dostrzeże nic złego). To tak na marginesie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-24 15:23:44
21.11.2016 14:00
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
14

Hy. No tak.

Pizza o średnicy 43 cm ma promień 21.5 cm. To daje powierzchnię 1452 cm^2. Dla 40 cm - 1256,5 cm^2. Różnica: zaokrąglając nieco 200 cm^2 czyli pizza jakieś 13% mniejsza (prawie jedna siódma, czyli mniej więcej tak, jakby ci zeżarli jeden kawałek). Ale oczywiście tak naprawdę chodzi o ilość ciasta i tego, co na nim, nie o średnicę (czyli na jakiej powierzchni ta ilość).

20.11.2016 19:26
7
odpowiedz
<Rydygier>
14
6.5

Ukończyłem. Zajęło mi to 59 godzin (szczerze, to nie wiem, jak musiałbym się spieszyć i ile pominąć, by ukończyć w 20). Co prawda podpisuję się pod większością GOLowej recenzji, ale i tak opiszę własne wrażenia.

Ogólnie - gra jest wciągająca i ciekawa na początku (wliczając tworzenie postaci, zwłaszcza jego fabularyzowaną część - fajny patent) i przy końcu. Środek to, niestety, żmudne "grindowanie" wśród wielu walk i mnóstwa mało interesującego tekstu. W tej części gry fabuła nie jest wciągająca i autentycznie musiałem się bez cienia przyjemności z rozgrywki przymuszać, by jednak brnąć dalej, a imersja szła się... przejść (nadal pozostając ciut lepszą, niż w PoE, gdzie w moim przypadku imersja po prostu nie istniała). Czy prolog i akty końcowe to rekompensują? Częściowo, jednak ta nudna część to dobrze ponad połowa czasu gry. I położy się cieniem na ocenę.

Fabuła w swym ogólnym zarysie to chyba największa zaleta gry. Niesztampowa (wreszcie!) i nawiązująca do mojego ulubionego uniwersum fantasy - Czarnej Kompanii. Nie jest jednak całkiem różowo. Czytania jest dużo, ale nie jest to niestety zbyt porywająca proza. Człowiek bardziej przez to brnie niż pochłania. Tak napisanej książki nie chciałoby mi się czytać. Dialogi często drętwe, straszliwie przegadane, a przez to mało wiarygodne - ludzie nie porozumiewają się ze sobą za pomocą długich akapitów.

Gra rzeczywiście sprawia wrażenie czegoś z potencjałem, którego w pełni nie wydobyto (sposób, w jaki się kończy, stwarza zresztą silne podejrzenie, że będzie, a na pewno być mógłby ciąg dalszy). Zwłaszcza w środkowej części gry sprawia wrażenie iście prowizorycznego, niedokoncypowanego i niedopracowanego interludium między odsłonami PoE i chaotycznego poligonu doświadczalnych mechanizmów rozgrywki, pomysłów itp.

Zdarzają się glicze i parę irytujących drobiazgów w GUI. Pewne sprawy są nie zbalansowane. Na przykład w grze mamy testy umiejętności, takie uproszczone odpowiedniki tego, co było w PoE. Otóż tylko w dwu przypadkach na samym początku prologu zdarzyło mi się nie mieć w drużynie odpowiednio dopakowanego skilla. Potem to już była czysta formalność. Ba. Z czasem wszyscy członkowie drużyny zdawali wszystkie testy, trudno pod tym względem mówić o specjalizacji. System rozwoju postaci ogólnie działa, ale jakiejś szalonej motywacji do levelowania nie generuje.

Nowinek jest sporo, ale nie tworzą spójnej całości, nie zachodzi tu synergia. To raczej nie przemyślany za dobrze zlepek pomysłów. W dodatku gra jest faktycznie za krótka, by się nimi nacieszyć i kończy się właśnie wtedy, gdy sprawy nabierają rumieńców.

Znajdziek jest też sporo, większość do szmelc, ale i tak w końcu drużyna ugina się pod ciężarem elitarnej broni, artefaktów itp. To, w połączeniu z faktem, że parametry żelastwa są standaryzowane, a efekty specjalne raczej bez polotu, sprawia, że gromadzenie dóbr nie jest specjalnie satysfakcjonujące i motywujące. Co prawda można to sprzedać, a kasę jest na co przeznaczać dzięki wieżom.

Widać ambitny zamysł wokół konwersacji, reputacji, wyborów i ich konsekwencji, ale widać też, że ambicja cokolwiek przerosła możliwości i ewidentnie nie ogarnięto tego zbyt dobrze. Trafiają się konwersacje bełkotliwe (syndrom "ale że ke?"). Czasem dochodzi do absurdów, gdy po przyjacielsku rozpoczęta rozmowa wbrew wszelkiemu rozsądkowi opcjami dialogowymi ciąży ku starciu, które mimo wszelkich starań okazuje się nieuniknione, choć na zdrowy rozum bezsensowne zwłaszcza, że grałem typowym, teoretycznie złotoustym dyplomatą. Z drugiej trony czasem użyte argumenty okazują się o wiele bardziej przekonujące, niż powinny. Realizm tu kuleje. Sposobów rozwiązania sytuacji bywa sporo, ale czasem brakowało tego najrozsądniejszego, czy najbardziej zgodnego z tym, jak chciałem poprowadzić grę. W wielu sytuacjach za pozorami elastyczności kryły się ściany koniec końców prowadzące mnie do jednego z paru lub wręcz jedynego wyniku rozmowy, jaki uznano za właściwy.

Reputacja jest wybiórcza i niespójna - nie wpływa na niektóre rozmowy i sytuacje, na które powinna (bywa, że w ramach jednej lokacji z niektórymi członkami danej frakcji rozmawiamy życzliwie, a do innych lepiej się nie odzywać, bo to się na bank kończy rzezią). Niektóre zmiany reputacji przeczą rozsądkowi. Nie wiem, czy na dłuższą metę reputacja, jaką wypracowaliśmy w przypadku części frakcji ma jakiekolwiek znaczenie.

Walki - specjalnych uwag do mechaniki nie mam (grałem na poziomie trudnym który wydaje mi się w sam raz), choć obawiam się, że starcia nie są zbyt ekscytujące, system jest raczej matematyczno-beznamiętny. Podrasowane PoE. Tak, jak i w PoE sam wygląd bitew jest ciut komiczny z uwagi na sztuczne pauzy, kiedy to walczący zamierają w bezczynności czekając, aż im się naładuje gotowość do kolejnej akcji. Spora tu umowność, ale po prawdzie podobnie to wygląda w wielu innych erpegach. Nie przeszkadzało mi to, że walczy się głównie z ludźmi (nawet mi się to podoba, dość mam z czapy wziętych dziwacznych i/lub sztampowych monstrów, bestii, nieludzi). Z akcji zespołowych korzystałem w sumie rzadko, spokojnie można się bez nich obyć ale fajny to ornament. Głównym źródłem jakiejkolwiek głębi taktycznej są czary. Poza tym starcia dopiero pod koniec stają się nieco satysfakcjonujące. Przez większość gry to nudnawa siekanina (szmery-bajery typu akcje zespołowe czy istne multum zdolności specjalnych nie stanowią tu remedium).

Magia - to jeden z bardziej udanych systemów w Tyranny. Kreator czarów to całkiem interesujące, wbrew początkowym wrażeniom, narzędzie, choć ja i tak poszedłbym tu dalej, a wynikowa paleta czarów nie powala różnorodnością.

Mapy dość małe, skrojone na potrzeby fabuły, co zaliczam do plusów (mniej jałowego biegania, a eksploracja i tak prawie nie istnieje).

Grafika dość przyjemna, ogólnie oprawa artystyczna jest OK, stwarza pewien klimat, niekoniecznie mnie przekonujący, ale zawsze. Muzyka bywa niezła (walki) ale ogólnie jest kiepawa, ot, nudnawe smyczki itp. Podobnie z voice actingiem - nawet, jeśli ma przebłyski, to ogólnie jest płaski i nie wzbudza emocji, ani też nie poprawia imersji.

Gra jest przeznaczona do wielokrotnego przechodzenia. Czy mam ochotę zagrać jeszcze raz? Nie. Może kiedyś, ale nieprędko, o ile w ogóle.

Ocena? Hm.

Byłoby 6 (z czego pół za nawiązania do Czarnej Kompanii). Ale dzięki temu, że gra nabiera nieśmiałego rumieńca na koniec jest 6.5 (wahałem się nad 7, jednak nie, nuda gry środkowej zbyt mi dopiekła). Zagorzali fani PoE mogą dodać jeszcze z pół oczka. Gdyby nie to, że najsłabsza, środkowa część gry dominuje czasowo nad resztą, sam dodałbym kolejne pół.

Wycena? Skoro 6.5, to jak dla mnie gra jest warta zgodnie z samorobnym wzorem (6.5^2) * 2, czyli jakieś 85 złotych. Choć nie wiem, czy za dowolnie mała kwotę bym kupował wiedząc to, co opisałem. Trochę jakby szkoda kasy i czasu.

Nadmiernych oczekiwań nie miałem. Są tu spore plusy i jeden ogromny (oś fabuły), ale horda mniejszych i większych minusów zbyt liczna. Tak zatem nie tylko nie ma miłego zaskoczenia, ale nawet mimo wszystko pewne rozczarowanie. Słowem - interesujący, ale niedowarzony eksperyment.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-20 22:11:01
19.11.2016 17:16
2
<Rydygier>
14

dana platforma może być po prostu... lepsza?

Taka konstatacja tłumaczy wybór tej platformy, nie emocjonalnie naładowane wojenki z tymi, dla których lepsza jest inna. To zwykle sprawa subiektywna, a próby narzucenia innym własnego gustu są tyleż popularne co daremne - przecież te wojny są kompletnie jałowe i bezpożyteczne. A choćby któraś platforma była "obiektywnie lepsza" (parametry, wybór gier, cokolwiek...), to co mi przeszkadza, że ktoś tam i tak woli inną? Ubywa mi czegoś przez niego? Członków plemienia co najwyżej. Dziecinne. Wychodzi, że faktycznie służą głównie zaspokajaniu instynktów plemiennych, jak ustawki kiboli itp. Nihil novi zresztą. Kiedyś atarowcy bili się z komodorowcami a nim wynaleziono komputry ludzie o danych potrzebach wyładowywali się zapewne kłócąc się o co innego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-19 17:21:11
19.11.2016 15:14
odpowiedz
<Rydygier>
14

No proszę. Akurat dziś skleiłem przekrojową playlistę zagranica/kraj, 115 kawałków od wojny i przed do 80's.

https://www.youtube.com/playlist?list=PLWUw0QC_3wa5KD-Znt_ThyXP0yU2r6pRl

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-19 15:15:04
18.11.2016 14:09
<Rydygier>
14

Tak, acz dodajmy, że sama koncepcja sandboksa/otwartego świata to nie żadne zbieranie znajdziek, nie na tym polega idea. To, z czym obecnie mamy styczność w grach tzw. otwartego świata to do tej pory głównie niewydarzone raczkowanie w temacie, którego chyba jeszcze nikt porządnie nie ogarnął, lizanie powierzchni zaledwie. W dodatku studia zżynają te same, płytkie i miałkie schematy jedne od drugich i od samych siebie, jak Ubisoft. I tak robią koncepcji niezasłużony "czarny PR".

Ideą jest istnienie spójnego, dogłębnie i szeroko symulowanego w jego mechanizmach i ich wzajemnych powiązaniach świata nie kręcącego się wokół gracza, a żyjącego niezależnie. Gracz jest tylko weń wrzucony, jako jeden z tysięcy trybików. A skutki działań każdego trybika, jak w rzeczywistości, rozchodzą się po świecie jak kręgi na wodzie.

Ambitne. Być może obecnie nieopłacalne. Możliwe.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-18 14:11:03
18.11.2016 13:59
odpowiedz
<Rydygier>
14

TW: Black Company - to byłoby coś... W sumie jako mod do TW: W też byłoby git. Uniwersum aż się prosi o ten rodzaj rozgrywki, zwłaszcza po tym, jak Warhammer, a wcześniej mody fantasy do Medievala, przetarły szlaki. Może z nieco większym naciskiem na klimatyczną narrację z punktu widzenia pojedynczej postaci, jak w powieści.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-18 14:00:45
17.11.2016 20:43
5
odpowiedz
<Rydygier>
14

deweloperom udało się ponoć opracować specjalny system, dzięki któremu działania graczy znajdą odzwierciedlenie bezpośrednio w świecie gry

Samo w sobie brzmi dobrze. Niestety, znając dotychczasowe ich podejście do koncepcji otwartych światów (stanowiące de facto antyreklamę tej godnej szacunku koncepcji) jak tudzież zwłaszcza ich "dynamizm innowacyjności" na tym polu (to ironia była), nie mam podstaw robić sobie nadziei. Może pozytywnie zaskoczą. Acz wątpię.

16.11.2016 23:33
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Człek w takim czy innym stopniu uczy się te dysonanse ignorować, akceptować, przymykać na nie oko. Już na starcie jest uczony, że nie powinien tu jakiejś specjalnej spójności oczekiwać. Zatem faktycznie - da się mimo ich obecności. Ale to nie znaczy, że bez nich nie byłoby może o wiele lepiej.

Czy da się to zjawisko wyrugować lub choć zredukować do minimum? Myślę, że owszem. I wcale niekoniecznie musi to być zrobione na jeden z dwóch wymienionych sposobów. Nie widzę zasadniczych przeszkód, by połączyć storytelling z wysoką interaktywnością i dążącym do zera stężeniem dysonansów. Domyślam się za to, że to niełatwe wyzwanie. Kwestia takiego obmyślenia historii itd. by nie kolidowało z nią to, co może zrobić gracz. Lub zwrotnego powiązania tego, co robi, z historią.

Przykład Lary - albo od początku robimy z niej twardzielkę, albo wprowadzamy do rozgrywki mechanizmy w jakiś sposób ograniczające to, co trudno jej zrobić i kary, gdy jednak to zrobi. Może jakiś parametr/pasek równowagi psychicznej, z początku króciutki, którego wyczerpanie kończyłoby się jakimś rodzajem utraty kontroli nad postacią, ale który wydłużałby się/mniej by go ubywało z każdym kolejnym zabójstwem by oddać oswajanie się z zabijaniem. Albo, czemu nie, który pozostałby mocno ograniczającym czynnikiem do końca.

Pole manewru jest duże, trzeba tylko wyjrzeć ponad/poza zastane schematy rozgrywki, nie myśleć o projektowanej grze jak o np. strzelance, która koniecznie musi zawierać X oraz Y i ani odrobiny Z, nie ograniczać się sztywnymi ramami i tam, gdzie zawadzają, przekraczać je bez wahania. Nie tworzyć erpega, ścigałki czy przygodówki. Tworzyć grę, a do czego efekt będzie podobny - to rzecz wtórna.

16.11.2016 12:50
1
<Rydygier>
14

jest tam jakaś postać wręcz bezczelnie nawiązująca do Duszołapa. Ale, jak rozumiem, nie odgrywa żadnej istotnej roli w przedstawionej historii.

A i owszem, jeden z archontów - Głosy Nerata. I jest całkiem ważną postacią. Posiada niemal tę samą właściwość, co Duszołap - "zawiera" wiele głosów i jest podobnie kapryśny i chaotyczny. W Myth 2 do tej samej postaci jawnie już, bo imieniem, nawiązywał tytułowy Soulblighter/Duszożerca.

A CK mnie urzekła - sposobem narracji i budowanym nią klimatem dość wyjątkowego świata fantasy, gdzie daremnie szukać typowych nie-ludzkich ras (są wyjątki - jednostki, z tych, co to potwierdzają regułę). Ludzie ludziom gotowali tam ponury los. Albo ex-ludzie. No i właśnie - ten cień złowrogich Potężnych rzucany na zdominowanych maluczkich. Księgi Północy to absolutna rewelacja, z naciskiem na tomy 1 i 2, zwłaszcza 2, lektura obowiązkowa, Księgi Południa są obciążone wadą "ciągu dalszego" doklejonego do kompozycyjnie domkniętej historii, ale też dobre, a doklejenie udało się całkiem gładko. Nie wiem, jak to nowsze wydanie, ale stare cechował przy tym bardzo nierówny przekład, zwłaszcza w późniejszych tomach.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-16 12:59:09
15.11.2016 23:29
2
<Rydygier>
14

Prawda. Ja też polecam. Bardzo. Podobieństw jest sporo, nie tylko w fabule, choć jak dotąd (jestem w trakcie) żadne z napotkanych przeze mnie nie było bezpośrednim "puszczeniem oka" do fanów uniwersów Czarnej Kompanii. Za to wiele silnych poszlak każących mniemać, że ktoś tam czytał i się inspirował. I chwała.

Ostatnia grą, w jaką grałem, w której były bezpośrednie nawiązania (jak niektóre imiona) jest stareńki Myth (i Myth II). Powstawał też chyba mod do NWN2 oparty o CK, ale bodaj nigdy nie powstał? Szkoda, że tak mało. CK to chyba najlepsze fantasy, jakie czytałem, w każdym razie moje ulubione, a przy tym klasyka dark fantasy. Zasługuje i na topową ekranizację i na takąż, pełnoprawną, egranizację. A nikt jakoś dotąd nie tknął tego wprost.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-15 23:32:39
14.11.2016 18:55
odpowiedz
<Rydygier>
14

Co prawda to chyba jednak nie horror, ale od razu przyszła mi do głowy gra Black Dahlia. Odkąd dawno temu miałem styczność z demem, chciałem w nią zagrać - bo klimat. I do dziś się nie udało. Może GOG kiedyś wskrzesi?

13.11.2016 10:49
<Rydygier>
14

To brzmi sensownie, choć niewątpliwie każdy doświadczył tych emocji w prawdziwym życiu tak, czy siak, więc nie musi sięgać po grę, by poznać, jak to jest się bać, smucić czy gniewać - zasadniczo jest nieprzyjemnie. Nie wszystkiego też, co ludzkie, warto celowo doświadczać. Jednak racja, że często:

Gramy we "wzruszającą" grę bo chcemy poznać opowieść w niej zawartą, poznać jej bohaterów, ich losy, wejść w skórę jednego z nich, przeżyć coś nierealnego, innego itd. Emocje, które w nas wywoła to tylko "skutek uboczny", przewidziany, zgadza się, ale jednak skutek.

I to rozumiem. Są jednak gry (książki, filmy...) których celem jest generować emocje bardziej, niż opowiadać cokolwiek. I osobiście nie czaję, czemu niektórzy lubią oglądać/grać w takie horrory. Tzn. prawdziwe horrory, których celem jest właśnie stricte straszyć, nie byle film o wampirach, bo takie też często zwą "horrorami".

Być może ma to też związek z odpowiedzią na pytanie szersze - czemu ludzie/gracze (mnie wliczając tym razem) lubią wirtualną przemoc. Różnie można na to odpowiadać, ja oddam sens odpowiedzi, jakiej udzieliła mi dawno temu babcia tłumacząca, czemu nie lubi oglądać filmów wojennych/tzw. mocnego kina w ogóle. Bo naprzeżywała się tego wszystkiego w życiu - podczas wojny. Do śmierci miała zszargane nerwy. A wy, młodzi, mówiła, łakniecie takich doznań, boście nie doświadczyli wojny, żyjecie w pokoju i spokoju, więc szukacie wrażeń.

Czemu tak jest? To być może też dogłębnie ludzkie - szukać wrażeń by "poczuć, że się żyje". Może faktycznie to dlatego co któreś pokolenie podświadomie dąży do wojny. To, które nie widziało poprzedniej. Może faktycznie generatory wirtualnych doznań jak gry pozwalają w nieszkodliwy sposób po części rozładować tę potrzebę. Może taka rozrywka jest ważniejsza dla ludzi, niż się wydaje.

A jednak, wracając, nadal ciężko zrozumieć - czemu ktoś chce w sztuczny sposób wygenerować sobie emocje, których jednocześnie unika. Brzmi jak sprzeczność. Widać różnica tkwi w świadomości, że to na niby. Mimo jakiejś dozy imersji. Stąd wniosek, że imersja nie powinna być absolutna (i szczęśliwie się składa, że nie bywa).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-13 10:58:37
13.11.2016 09:22
-2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Z wymienionych grałem w jedną. Z ogółu, w które grałem - hm. Prawie nie ma wśród nich takiej, którą bym zapamiętał jako szczególnie poruszającą mnie czymś, może ze trzy. I tylko ta jedna wymieniona to quasi-strzelanka - ME. Dlaczego? Z jednej strony raczej nie po to gram i nie pod tym kątem dobieram sobie gry, choć, z pozoru paradoksalnie, cenię sobie imersję i doceniam, gdy gra umie poruszyć, a z drugiej - jakoś trudno mi się wczuwać w sensie emocjonować perypetiami bohatera, z biegiem lat i ilością gier na koncie coraz trudniej. Czasem też, niestety coraz częściej (bo człek obeznany już ze sztuczkami), razi sztuczność momentów-mających-poruszyć, w sensie takiego wyreżyserowania zdarzeń, by gracz w sposób nieunikniony się w danej sytuacji znalazł. Ta świadomość odgradza mnie od wydarzeń. I poruszają wówczas jedynie w tym sensie, że frustrują/irytują. Bo np. "mechanicznie", a więc rażąco sztucznie, zmuszają do "trudnego wyboru" z którego widzę trzecie a może i czwarte, być może znacznie lepsze wyjście. Ale nie.

A z ostatniej strony - typowe strzelanki mnie nie kręcą.

Za to czasem zastanawiam się, czemu ludzie szukają środków, które "sztucznie" wygenerują w człowieku emocje, jakich nie chciałby doświadczać w prawdziwym życiu. Smutek, strach, gniew...

PS Co do sceny z Wolfensteina - nie grałem, ale z opisu mi wynika, że, etycznie biorąc, niewskazanie ofiary to jak najbardziej pełnoprawny trzeci wybór. I chyba jedyny słuszny.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-13 09:40:41
11.11.2016 09:24
1
<Rydygier>
14

Szybciej było w serii TES...

I w Jagged Alliance.

11.11.2016 09:23
2
<Rydygier>
14

No dobrze, ale jak powinno być w takim razie? W końcu gramy oddanym sługą złego Hegemona wśród oddanych sług złego Hegemona.

Jeśli mówisz i zachowujesz się w sposób, który sprzeciwia się ich zachowaniu (i ich oczekiwaniom odnośnie twojego) - czego oczekujesz? Buzi-buzi?

Notabene, tego byłem najbardziej ciekaw - jak ludziom będzie się grało gościem, który z założenia jest szwarccharakterem. I to wśród podobnych mu skurczybyków.

Sam dopiero zacząłem, więc jeszcze nie oceniam. Pierwsze wrażenia pozytywne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-11 09:25:58
10.11.2016 18:08
odpowiedz
<Rydygier>
14

To?

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=14175190&N=1

Art wsiąkł, ale komęty się ostały.

10.11.2016 16:39
odpowiedz
<Rydygier>
14

Wizualnie przypomina Panzer General. Ciekawe, na ile rozgrywka jest podobna.

10.11.2016 12:39
odpowiedz
<Rydygier>
14

Jakoweś mechaniczne/elektryczne ustrojstwo typu kula plazmowa. A może jakiś fikuśny zegar, choćby kulkowy, albo insze "wieczyste ruchadełko" (tja...). W każdym razie coś stylowego i raczej retro. Może wręcz nienachalny steampunk.

09.11.2016 21:52
<Rydygier>
14

Cóż, tak się składa, że opisałem również swoje wrażenia z MoO w komentarzach tutaj:

http://www.gry-online.pl/S016.asp?ID=27951

Najkrócej: obie gry kosztowały mnie podobną kwotę. W przypadku Stellaris nie żałuję wydanych pieniędzy. W przypadku MoO - owszem, żałuję. Żałuję, że dałem grze drugą szansę przekraczając magiczne steamowe 2 godziny. Pomimo tego, że obie gry to jednak schemat 4x, żadna nie stanowi rewolucji, moim zdaniem potrzebnej. Jest co prawda nadzieja, że w kolejnych patchach poprawią główne bolączki MoO, zbalansują pewne sprawy lepiej itp.

Chyba jedyna rzecz, jaką MoO robi lepiej od Stellaris jest częściowo oprawa artystyczna - portrety, nieco voice actingu... Ale wyjąwszy muzykę, która jest w Stellaris na wysokim poziomie (ino grana bez ustanku, więc oczywiście w końcu męczy) i może z wyjątkiem efektów wizualnych podczas bitew, również dość urokliwych w Stellaris.

Co do multiplayera, prawdę rzekłszy nawet nie zwróciłem uwagi, czy jest, bo mnie to zupełnie nie interesuje, ale internety twierdzą, że jest... zresztą odpaliłem grę, by sprawdzić - jest.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-09 21:59:47
09.11.2016 12:24
<Rydygier>
14

Na to akurat nie narzekam. Nie lubię gier, gdzie się spokojnie na rozwoju skupić nie można, bo cięgiem tylko najazdy, wojny czy inwazje i ani się obejrzysz, a tu ktoś już chapnął pół mapy. Osobiście uważam za zaletę Stellaris, że wcale tak być nie musi i zachłanność ras jest tonowana rozmaitymi czynnikami. Oczywiście zaletą byłoby i to, gdyby w zależności od warunków początkowych, cech wybranej rasy itp. rozgrywka na każdym etapie dostarczała mocno odmiennych wrażeń. Na ile tak jest w przypadku Stellaris - trudno mi powiedzieć po 1,5 rozgrywki, z kolejną czekam na następną porcję patchy.

PS grałem uduchowionymi wojownikami. Ale w Stellaris jest tak, że wraz z postępem kolonizacji różnicują się ludkom cechy/skłonności, coś a la mutacje. Ciekawe, ale nieco to chyba przesadzone (przydałyby się też jakieś bardziej subtelne stany przejściowe), bo dość szybko się okazało, że większość tych moich niby świętych wojów woli politycznego ograniczenia wypowiadania wojen. Na późniejszych koloniach trudno było znaleźć kogokolwiek podzielającego początkowe ideały rasy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-09 12:36:45
07.11.2016 16:00
2
<Rydygier>
14

takim tokiem myślenia

A jaki tok myślenia byś zaproponował w tej sytuacji? Ja tylko opisuję stan faktyczny. Coś się w tym opisie nie zgadza?

Obozy zagłady? Ten drastyczny przykład pokazuje, na manowce jakich zbrodni może sprowadzić bałagan u podstaw światopoglądu.

Nie jest to zjawisko obce i naszym czasom. Istnieje proceder, który uważam za równie ohydny i masowy w skali, który jednak przez wielu jest uznawany za normę, rzecz wręcz dobrą, postępową, nowoczesną. Ofiary też nie mają głosu, by się bronić, a mowa o ludziach. Głośno o nim w Polsce ostatnio.

Czy więc należy to akceptować? Skądże. Należy sprzeciwiać się temu, co autentycznie uznajemy za złe. A działać wedle tego, co naprawdę rozpoznajemy jako dobre. Ale nie licz na to, że ktoś zmieni swoje zdanie tylko dlatego, że Ty masz inne i je ogłaszasz.

07.11.2016 14:34
2
<Rydygier>
14

No, co poradzić. Jak ja nie mam narzędzi, by zmusić Ciebie do zmiany zdania, tak też vice versa. Bo to zdanie nie wynika z poziomu jakiejś argumentacji, której logikę można by zweryfikować, a z tego, co akceptujemy a priori za prawdę lub fałsz. To, co Ty najwyraźniej uważasz za fałsz a priori (wedle tego, co napisałeś), ja, również a priori, uważam za prawdę. Stąd wynikają nasze wzajemnie rozbieżne poglądy na sprawę.

W rezultacie odmiennie ważymy wartość zwierzęcia i ciężar jego cierpienia w stosunku do innych spraw.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-07 14:46:21
07.11.2016 13:42
3
<Rydygier>
14

Chłopie, spokojnie. Nie gorączkuj się tak - po co tyle buziek, tyle chaotycznych słów. Po co (mylnie) próbujesz przewidzieć, co myślę i co powiem? Co prawda twierdzę, że tkwisz w błędzie, ale nic na to nie poradzę. Odrzucasz prawdę na wstępie, więc objaśnianie czegokolwiek mija się z celem, jako, że wszystko jest tu oparte o właśnie tę prawdę. Nie mogę cię zmusić do zmiany zdania, bo to kwestia a priori, więc jeszcze raz, spokojnie, Twoje zdanie jest nie zagrożone, póki sam nie dojrzejesz do jego zmiany, czego szczerze życzę.

A w temacie co chciałem, to napisałem i styknie.

07.11.2016 13:01
3
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Kotlet - OK.
Aberracje w rodzaju "zwierz nie mniej ważny/ważniejszy od człeka" czy inszy tam ideologiczny weganizm - nie OK.
Nadmiarowe/zbędne zadawanie cierpienia zwierzętom/dręczenie ich bez celu - nie OK.
Dewastowanie przyrody bez wystarczającego uzasadnienia - nie OK.

Krótko mówiąc - ochrona środowiska i dobrostan fauny to sprawa ważna, ale są o niebo ważniejsze.

Ten, kto przyrównuje ubój zwierząt do holokaustu czy nawołuje, by ludzkość popełniła se kuku aby uwolnić od się Gaję gada, rzecz jasna, skandaliczne bzdury, dryfuje w krainie absurdu, najwyraźniej wskutek zupełnie pomieszanych podstaw światopoglądu.

Niektórzy z takich aberracji wyrastają, inni nie, co jest doprawdy smutne i pożałowania godne. I szkodliwe. Kojarzę przypadek małżeństwa wegan, które w imię swojego ideolo zagłodziło własne dziecko na śmierć.

07.11.2016 09:10
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
14

Skuszony wysokim poziomem wykonania i dobrze zbudowanym nastrojem oraz dużą obniżką kupiłem Darkest Dungeon, choć wiedziałem, że nie trawię ani sidescrolli, ani w ogóle gier sztucznie spłaszczonych do 2D, ani rogali. Ot, eksperyment. To był błąd, jak często, gdy nie ufam własnej intuicji.

Nastrój, wysoka jakość - owszem. Tylko co z tego, że świetnie zrobione, skoro to, co jest zrobione dla mnie osobiście jest zupełnie chybione koncepcyjnie. I, mnie osobiście, przestaje cieszyć i razi suchą schematycznością oraz zbyt wysokim poziomem abstrakcji (skutkiem czego nikła imersja) już po pierwszej godzinie zwłaszcza, że schematyczność tyczy się i narracji mającej budować ów nastrój. W DD wyciągnięto z cRPG to, co najmniej mnie w tych grach pociąga: mikrozarządzanie oraz łażenie po lochach i oparto na tym i w zasadzie tylko na tym mocno schematyczną rozgrywkę.

Ciekawostka odnośnie poziomu trudności - wydaje mi się, że nie da się przegrać. Na do widzenia zrobiłem eksperyment, celowo wykończyłem wszystkich swoich najmitów, opróżniłem skarbiec... Nieważne. Zawsze będzie czekać dość chętnych, by ciągnąć grę dalej. Nie da się chyba doprowadzić do sytuacji "game over". Trudne (lub w tej sytuacji raczej żmudne, niż trudne) jest jedynie czynienie postępów w grze, przy czym gracz ma jedynie połowiczny wpływ na to, jak mu z tym idzie. Reszta to rola "bezdusznej losowości".

Dla mnie osobiście ta gra to jakieś 5.0, a byłoby 4.0 gdyby nie naprawdę porządnie zrobiona, w ramach swojej stylistyki, oprawa. Oficjalnie gry nie oceniam, bo to ewidentnie gra nie dla mnie i to potężnie rzutuje na mój jej odbiór i ocenę.

Podsumowując, zakup gry był dla mnie nieudanym eksperymentem. Czy sama gra jest eksperymentem udanym - niech każdy sam to oceni, ja zmarnowałem pieniądze, dobrze, że stosunkowo niewiele.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-07 09:12:10
06.11.2016 21:28
odpowiedz
<Rydygier>
14

Czy ważna, to pewnie zależy, komu, rzecz subiektywna. Ja byłbym gotów zapłacić cenę AAA i "grać" w tytuł, który oferuje taki świat i niewiele ponadto. Pod warunkiem, że to będzie żyjący świat pełną gębą, dogłębny i rozległy, pełen wzajemnych powiązań i mechanizmów trafnie symulujących złożoność społeczności świata realnego, za sprawą których moje działania, jako gracza, rozchodziłyby się w tym świecie konsekwencjami jak kręgi po wodzie. A nie powierzchowny teatrzyk, jak w Skyrim dla przykładu. Chociaż to, o czym mówię, to mogłoby być też jakieś middleware.

Bo mnie to zagadnienie - symulacji tego rodzaju - fascynuje.

A ogólnie, na ile żyjący świat służy grze? Cóż. Służy imersji przede wszystkim. A też może stanowić doskonałe środowisko dla systemu dynamicznych questów niejako naturalnie wypływających z tego, jakie w danym miejscu i czasie skutki przyniesie całe to "trybienie" żywego świata. Ot, przykład - dynamiczny quest pomocy poszkodowanym w wypadku drogowym. Typowo byłby on wygenerowany ad hoc, graczocentrycznie. Ot, gdzieś za węgłem spawnują się zniszczone pojazdy i ranni. Natomiast w powyżej opisanym układzie taki wypadek mógłby się statystycznie trafić w wyniku interakcji między harmonogramami aktywności zmotoryzowanych obywateli świata o danych cechach (skłonność do ryzyka, skłonność do alkoholu itp.). A trafiałby się w czasie i miejscu niezależnym od położenia gracza, więc jeśli gracz nań natrafi wie, że spotkało go coś autentycznego, nie zaś mały teatrzyk na jego cześć. Wizualnie rezultat bardzo podobny. Imersja gracza - zupełnie inna.

Oczywiście to też kosztuje - czas programistów.

06.11.2016 20:25
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Patrzę na to, słucham i nawet podoba mi się to, co widzę i słyszę.

04.11.2016 21:46
<Rydygier>
14

start programu Bohemia Incubator

Szacun za ideę i ogólne podejście do własnego rozwoju.

04.11.2016 20:55
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Co prawda od dawna jestem jakoś zupełnie poza tego typu grami, ale mimo to dotarło do mnie echo tego hejtu. Efekt - zaciekawienie tytułem, który na moje oko nie różni się specjalnie niczym szczególnym od innych gier tego typu z półki AAA, a jednak został potraktowany zupełnie... wyjątkowo.

Ale raczej nie aż takie to zaciekawienie, żeby wywalać na niego kasę. Raczej jestem ciekaw, jakie będą recenzje.

04.11.2016 16:49
odpowiedz
<Rydygier>
14

Sam zastanawiam się nad paroma... Arma - gracze zawsze narzekają, ale po prawdzie nie znam gry, w której AI radziłoby sobie równie dobrze w otwartym świecie. Pomimo wszystkich jego wad - to zresztą znamienne. Fani Army narzekają na takie aspekty jej AI, na jakie nawet nie przyszłoby człowiekowi do głowy narzekać w innych grach.

Total Wary - bitewna AI. Exploity? Są. Absurdalne zachowania - zdarzały się. A jednak... Trudno mi sobie przypomnieć cokolwiek równie dobrego w tej kategorii*

*wszystko ze stałą poprawką na fakt, iż w mnóstwo gier nie grałem, poniekąd stąd pytanie tytułowe.

Paradox - co z AI w ich grach? Nie jestem pewien, czy jest faktycznie dobre, ale czy istnieje cokolwiek równie zaawansowanego i nie gorszego?

04.11.2016 15:48
<Rydygier>
14

Jednym z częstych minusów, z jakimi się spotykam w recenzjach gier, nawet tych całkiem wysoko ocenianych i AAA jest "kiepska AI". FPS, strategia, cokolwiek. Wydaje mi się to na tyle powszechne, że ludzie chyba przymykają na to oko, nie oczekują tu wiele, jakby niezbyt wiele dało się osiągnąć w tej dziedzinie. Wrażenie, że to temat wyjątkowo trudny wzmacnia zjawisko "tylko PvP", co wydaje się być ucieczką od zagadnienia AI.

Jakie tytuły umieścilibyście na podium gier (dowolnych gatunków) o najlepszej AI (dowolnego szczebla i funkcji) i konkretnie dlaczego te? Sam może dopiszę później własne, ale myśl świeżo mi zaświtała i jeszcze nie uporządkowałem tematu w głowie.

PS Najlepsza nie znaczy najskuteczniejsza - wówczas prosty aimbot stanowiłby optimum. Raczej - najbardziej złożona, najlepiej symulująca rozum ludzki, nie schematyczna, zaskakująca, wiarygodnie postępująca, a może nawet faktycznie ucząca się/adaptatywna. Taka, przeciwko której ciężko znaleźć niezawodny sposób postępowania, która trzyma w napięciu jako oponent i ponadprzeciętnie radzi sobie jako sojusznik. A może taka, która dobrze udaje ludzkie błędy i ograniczenia.

Warto też nadmienić, że łatwiej o sprawiającą dobre wrażenie AI w środowisku zamkniętym, tunelowym - w pełni przewidywalnym, powtarzalnym i kontrolowanym. Chodziłoby mi zwłaszcza o taką, która radzi sobie w otoczeniu/środowisku otwartym, dynamicznym. Której siła tkwi w dobrze zaprojektowanych algorytmach, nie statycznych skryptach i "helperach" wbudowanych w mapę/poziom.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-04 15:57:04
04.11.2016 09:55
odpowiedz
<Rydygier>
14

Ciekawe, dodam sobie do zakładek na zaś, bo kto wie.

03.11.2016 14:26
<Rydygier>
14

Samo skanowanie jeszcze nie wróży źle. Eksploracja musi polegać na czymś. Badanie biosfery byłoby jej najnaturalniejszym elementem. Pytanie, jak to będzie zrobione. Bo można wielorako. Jeśli na modłę Inkwizycji, to qpa. Ale pytanie, skoro ich celem jest sukces komercyjny, to co miałoby ich motywować, by opierać grę na tym, o czym wiedzą, że było najbardziej krytykowane w ich poprzednim tytule? Jedynie jakiś ośli upór na zasadzie "ja i tak wiem lepiej" lub ograniczenie wyobraźni "inaczej tego nie widzę".

Ja powiadam - spokojnie, się zobaczy. Nie ma co ani kasandrzyć ani się hajpować na wyrost.

01.11.2016 21:40
odpowiedz
<Rydygier>
14

No niech będzie, powiedzmy, że czekam na Tyranny. Nadziei sobie wielkich nie robię, ale jestem ciekaw, jak w praktyce będzie smakować gra sługusem Zła, czy może się okazać wciągająca i imersyjna. Na ile gra będzie różna od PoE. Ile nowego wprowadzi do światka izometrycznych cRPG.

01.11.2016 14:00
<Rydygier>
14

Kto to są areligijni biedacy?

Powiedzmy, że w tym kontekście ci wszyscy, o których piszę:

tacy mogą nie mieć nic lepszego po prostu niż kolejny pretekst do imprezowania.

Nie widzę powodu dla którego ateista, agnostyk czy nawet buddysta miałby się w to nie BAWIĆ.

Już to pisałeś innymi słowy, a ja już odpisałem. Raz wystarczy.

01.11.2016 11:43
<Rydygier>
14

jak katolicy urządzają procesje i szopki nikt cyrku i rabanu nie robi

Raz że te z kolei zwyczaje są osadzone w symbolice, tradycji i nade wszystko w samej wierze, której świadectwo stanowią, nie jak zwyczaje halloweenowe. I w odróżnieniu są dobrze tutaj zakorzenione.

A dwa - owszem, są tacy, co robią wokół tego durnowate cyrki. A przynajmniej jeden taki jest, bo media uczyniły go znanym.

W Polsce nie, w Europie tak.

No i właśnie. W Europie Zachodniej, dodajmy. A dokładniej - w pewnych jej częściach a obecnie to w ogóle głównie chyba raczej USA.

Nie widzę kompletnie powodu dla którego ludzie areligijni i inni niezbyt (lub wcale) związani z chrześcijaństwem nie mieli obchodzić tego "święta"

Też nie widzę. Pisałem - tacy mogą nie mieć nic lepszego po prostu niż kolejny pretekst do imprezowania. A to, że Halloween jest kulturowo Polsce obce to fakt z którego może wynikać nikła trwałość obyczaju. Zależnie, ilu areligijnych biedaków będzie w Polsce.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-01 11:48:40
01.11.2016 11:31
<Rydygier>
14

Halloween ma korzenie, niezbyt pewne, ale jednak, w pogańskim, celtyckim święcie zmarłych. Tak więc wywodzi się z europejskiej kultury. Na pewno bliższej przeciętnemu europejczykowi niż fałszywe monoteizmy z góry Synaj.

Mówię o Halloween w Polsce. W Polsce Halloween korzeni nie ma.

Europa jaką znamy, przypominam, wyrosła na ruinach Rzymu w tym zwłaszcza na chrześcijaństwie i dzięki niemu (wliczając w to uratowanie od zapomnienia dorobku Starożytności) oraz została przez nie ukształtowana. To są sprawy znane przecież. Owszem, obecnie w znacznej mierze sama się wykorzeniła począwszy, powiedzmy, od Rewolucji Francuskiej (i szuka sobie bieda-zastępników), ale to rzecz inna. W każdym razie polska kultura, od przeszło tysiąclecia budowana na chrześcijaństwie, jest w swej własnej specyfice również "etnicznej", odrębnej od zachodniej, obecnie zupełnie niekompatybilna ze zwyczajami halloweenowymi. Taki prosty fakt wynika mi nawet z mojej obserwacji, jakich by teorii nie dorabiać do paneuropejskiego powinowactwa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-01 11:39:35
01.11.2016 11:11
<Rydygier>
14

że w kwestiach obyczajów, zwyczajów czy języka kultury przenikają się przejmując w całości lub w części pewne elementy.

Jasna sprawa. Tylko co to zmienia w kwestii aktualnej oceny Halloween jako sztucznego wszczepu? Zostało sztucznie wszczepione i wypromowane jako trendy? Zostało. Pasuje do naszych obyczajów i kultury, wynika z nich i współgra z nimi? W ogóle. To ciało obce i tyle. Za 200 lat, gdyby jednak Halloween się ostało, może moglibyśmy je porównać z choinką pod tym względem. Teraz takie porównanie nie ma racji bytu. Acz osobiście wątpię, bo Halloween widzi mi się puste w środku. Żadnej głębi przesłania czy symboliki. Rachityczne to, jak kwiatek zasadzony w grunt bez korzenia - ot, pretekst do zabawy, nie zaś świętowanie czegokolwiek konkretnego. I tu leży tez pewna zasadnicza różnica między Halloween i choinką. Choinka, jako zwyczaj, została zintegrowana z istniejąca już tradycją obchodów Bożego Narodzenia. Halloween nie zostało zintegrowane w niczym. W pewnym sensie wręcz przeciwnie - funkcjonuje w opozycji do istniejących tradycji. To rokuje temu zawieszonemu w znaczeniowej próżni pseudo świętu tym gorzej.

Też trzeba by sprawdzić, czy aby na pewno chodzi w tym wypadku o naturalne przenikanie, a nie właśnie o celowy przeszczep, czyli bardziej zabieg socjoinżynieryjny (np. marketingowo lub nawet światopoglądowo motywowane małpowanie Zachodu).

Notabene, tak samo mienione Dziady już nie współgrają, choć kiedyś owszem - jak byśmy tu i teraz patrzyli na praktykowanie Dziadów? Folklor. Skansen. I tak to się toczy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-11-01 11:20:53
31.10.2016 22:26
2
<Rydygier>
14

Rokrocznie.

Choinka jest to z kolei, w odróżnieniu od Halloween, dobry przykład tradycji w kulturę i obyczaj solidnie wrosłej. Swoją drogą, również w odróżnieniu, tradycji dobrej i wartej kultywowania.

31.10.2016 20:56
4
odpowiedz
11 odpowiedzi
<Rydygier>
14

Dziś jest dzień powszedni. Jutro obchodzi się Uroczystość Wszystkich Świętych Pańskich. Pojutrze - Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych. Nie są to obchody ponure. No, może dla tych, którzy sądzą, że śmierć to koniec wszystkiego. Takim, być może, nie pozostaje nic lepszego, niż kolejna próba zapomnienia w wesołkowatych harcach wokół dyni. I to jest w tym wszystkim ponure. Może jeszcze pogoda. Co do nastroju - cmentarz rozświetlony zniczami po zmroku, pełen ludzkich sylwetek to jeden z bardziej poruszających, choćby tylko estetycznie, widoków. Bardzo przyjemny klimat.

A Halloween jako takie to obcy kulturowo wszczep. Pasuje do naszej kultury i obyczaju jak pięść do nosa. Wysilone to jakieś. Sztuczne. Że zionie jakimś ponurym nihilizmem, to swoją drogą. Oczywiście, jako pretekst do imprezy czy hecy nada się, jak niemal wszystko. Czy jest dla obchodzących czymś więcej? Wątpię. Ich zresztą trzeba by zapytać, co konkretnie "obchodzą" tym świętem. Sam jestem ciekaw.

Serdeczne Memento mori wszystkim.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-31 21:09:02
31.10.2016 19:37
8
odpowiedz
<Rydygier>
14

Ja nie obchodzę Halloween a Halloween nie obchodzi mnie.

30.10.2016 09:23
1
odpowiedz
<Rydygier>
14

Bywa i tak:

Sometime in 2009, we determined the setting for Combat Mission: Black Sea: a fictional future conflict between NATO, Ukraine, and Russia in the year 2017. A few years later, the details of this conflict were fleshed out and work began on creating the unique military formations and
equipment that would participate in such a conflict. In the midst of development, the unthinkable happened, and conflict actually came to Ukraine during the spring of 2014.
After much internal discussion we decided to move forward with the development of Combat Mission: Black Sea. We prefer that our Combat Mission releases cover historical or fictional modern topics, and in that regard Black Sea is still a fictional story. However, the previously written back story for the game was slightly altered to take into account 2014's real life events.
To be clear: Combat Mission: Black Sea is a hypothetical conflict between NATO and Russia
set in 2017, not a depiction of present day events such as the Crimean Crisis or the War in
Donbass.

(cytat ze wstępu do manuala CM: BS)

28.10.2016 14:05
odpowiedz
<Rydygier>
14

Cyberpunk, Torment, Kingdom Come, Andromeda - liczę, że choć jedna z nich przebije moją skorupę zblazowania i wciągnie. Zwłaszcza ta pierwsza - wiem o niej tyle, że robią ją ludzie od Wieśka. I więcej wiedzieć nie muszę i nie chcę nawet aż do premiery. Divinity, Tyranny, PoE 2 czy Vampyr - może, ale to byłoby pewnym zaskoczeniem. BT IV to niewiadoma z fajnym motywem muzycznym i niezbyt mnie przekonującą stylistyką. Seven - też niewiadoma, z kiepskim stylem graficznym (nie w moim guście) i... jakieś elementy zręcznościowe? Wasteland 3 - autentycznie nie wiem. No japońszczyzna wiadomo, nie istnieje dla mnie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-28 14:16:16
28.10.2016 10:03
<Rydygier>
14

Rozgrywka na 1.3 trwała 48 godzin do etapu gdy uznałem, że albo zacznę sam wszczynać awantury (a zwykle nie gram agresywnie), albo nic więcej istotnego się nie wydarzy, aż ktoś doczołga się do progu zwycięstwa (40% zdatnych planet zasiedlonych samodzielnie lub 60% w ramach federacji ras). Drzewka technologiczne ukończone, czyli na etapie nie kończących się ulepszeń w stylu "+5% do parametru", galaktyka zbadana w ponad 90%.

Komp: i7-3770, GTX 970, 16GB RAM. Sądząc po wymaganiach z opisu gry - Stellaris powinna ci pójść, choć gra na największej galaktyce przy około 20 rasach może nie być zbyt komfortowa na zaawansowanym etapie (skoro i u mnie nie było całkiem różowo - acz do przełknięcia). Jeśli tak, można albo unikać najszybszego tempa, albo grać na mniejszych galaktykach. Zgaduję zresztą, że zmrożenia gry następowały przede wszystkim z powodu bitew między wielkimi flotami rozgrywanych na maksymalnym przyspieszeniu, być może wówczas, gdy gdzie indziej też toczyła się bitwa lub bitwy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-28 10:04:06
27.10.2016 22:30
odpowiedz
8 odpowiedzi
<Rydygier>
14
8.5

Cóż. Wersja 1.3 wyszła, chyba już można ocenić Stellaris.

1. To nie jest rewolucja zmieniająca oblicze gatunku 4x, ale w ramach tej konwencji daje bodaj więcej, niż inne znane mi tytuły (Endless Space, Stardrive 2, nowy MoO... No i stare klasyki - ówczesnego mnie może nawet czasem bardziej ekscytujące, ale w obiektywnym porównaniu wymiękające). Idzie nieco głębiej i nieco szerzej, choć nie tak daleko w komplikacje, jak w innych tytułach Paradoksu.

2. No właśnie. To gra Paradoksu i ogólny koloryt rozgrywki jest pokrewny innym grom studia. Oznacza to między innymi, że rozgrywka jest dość beznamiętna (co jedynie po części wynika z faktu, że to strategia), a raczej tyle w niej emocji, ile wygenerujemy rolplejując sobie w wyobraźni. Plus małe zastrzyki z fabularyzowanych eventów, które jednak ewidentnie stanowią dodatek, omastę, nie główne mięcho. Brak tu, niestety, generatorów emocji w postaci narracji głosowej, voice actingu, cut scenek itp. Eventy to obrazek plus porcja tekstu, czasem jedna z paru opcji do wybrania, konieczność badania lub walki i wymierna nagroda za ukończenie.

3. Mechanika w sposób naturalny dzieli rozgrywkę na etapy - wyścigu eksploracyjno-kolonizacyjnego, przepychanek granicznych (zbrojnych, lub nie), konsolidacji i stagnacji.

Na pierwszym etapie mamy pełne ręce roboty - mikrozarządzanie, badanie anomalii, pierwsze kontakty. Wiele decyzji o dalekosiężnych skutkach do podjęcia i priorytetyzacji wobec ograniczonych mozliwości - nawet kolejność badań może mieć spore znaczenie, np. jeśli nieopatrznie odłożymy niektóre z nich na później.

Etap drugi cechuje już luźniejsza atmosfera. Kolonii powinniśmy mieć sporo, ale mechanika niejako wymusza (karami niewydolności administracyjnej) wydzielanie z nich w znacznym stopniu zautomatyzowanych sektorów, więc nie trzeba i nie bardzo można dłubać przy każdej planecie z osobna. Prędzej czy później pojawi się też możliwość automatyzacji eksploracji. Pozostaje więc planować rozwój w skali strategicznej, umacniać się itd. Można też zapolować na kilka rozrzuconych po galaktyce bardziej wymagających tajemnic i wyzwań. Sporadycznie coś ciekawego może wydarzyć się na planetach. Pojawia się aspekt spójności wewnętrznej imperium, bo siły odśrodkowe wzmagają się wraz z rozległością terytorium i narastającym rozrzutem światopoglądowym populacji. Tworzą się separatystyczne frakcje, ale są też środki radzenia sobie z nimi. Bodaj najlepiej tak optymalizować politykę imperium, by odbierać frakcjom rację bytu i zwolenników - nikną same z siebie.

Na etapie końcowym gra dostarcza zaawansowanych wyzwań-eventów w postaci ogólnogalaktycznych zagrożeń, te co prawda nie są doskonałe. Zbyt wiele własnej inicjatywy i pomysłowości może spowodować, że event fabularnie utknie. To mi się zdarzyło - najwyraźniej pokonałem wroga "przedwcześnie", nie czekając na postęp fabuły. Wroga nie ma, fabuła utknęła. Cóż. Poza tym - można dążyć do oficjalnego celu gry, co najpewniej oznacza konieczność podbojów (a to może nie być proste nie tyle do wygrania co do rozpoczęcia, zależnie od filozofii rasy i sojuszy), można wyznaczyć sobie własne, można uznać, że wystarczy i skończyć bądź patrzeć, jak imperium powolutku się umacnia kolejnymi techami, niemrawo terraformować kolejne planety w gajańskie, pobawić się w politykę, powtrącać się w cudze sprawy... Ot, szara codzienność galaktycznej potęgi bez wyraźnego celu. No w sumie nie za dobrze, gdy korci wszczynać wojny z nudów. Ot tej nudy etapu końcowego Stellaris ucieka dużymi eventami tylko doraźnie i częściowo. Moja rada - gdy nie będzie już nic ciekawego na horyzoncie, żadnych ekscytujących wyzwań i aspiracji - należy uznać rozgrywkę za skończoną.

W każdym razie rozmaitość potencjalnych warunków początkowych wydaje się obiecywać sporą różnorodność poszczególnych rozgrywek, przynajmniej na pierwszych etapach.

4. Balans gry wydaje się w porządku. Oczywiście złożoność aspektów rozgrywki i jej dynamiczność sprawiają, że może stać się coś dziwnego, raczej nieoczekiwanego przez twórców, tak, jak i w innych grach Paradoksu. To raczej zaleta. Zastosowano niezłe inhibitory zachłanności - im liczniejsza populacja tym kosztowniejsze badania, im bardziej rozstrzelona po galaktyce, tym trudniej zachować spójność imperium. Im więcej kolonii - tym trudniej to ogarnąć administracyjnie. Samo zadowolenie populacji stanowi inhibitor pewnych niezgodnych z ogólnie wyznawanym światopoglądem działań. Im większe floty - tym trudniej utrzymać dodatni bilans energetyczny itp.

5. Batalistyka jest OK. Projektujemy własne okręty, zaś flota wcale niekoniecznie powinna składać się wyłącznie z największych dostępnych jednostek, choć na późnym etapie takie korwety mimo wysokiej zdolności uniku to już raczej krótko żyjące mięso armatnie. Ogólnie - maluchy trudniej trafić, a im jednostka większa, tym więcej trafień wytrzyma. Co prawda pewne rodzaje okrętów są skuteczniejsze przeciwko określonym rodzajom, ale generalnie wszystko ciąży do maksymalizacji siły ognia i pancerza, czyli do jednej lub góra paru optymalnych konfiguracji. Specjalizacja jednostek mogłaby być większa, istotniejsza i bardziej doniosła w skutkach. Wizualia bitew są dość miodne. Zachowanie okrętów - poprawiono i jest sensowniejsze, co oznacza tyle, że duże okręty trzymają się z dala i walą z ciężkich dział, a drobnica miota się na krótkim zasięgu.

6. Interfejs wysoce ergonomiczny, gra się bardzo przyjemnie. Jest parę glitchy, w tym z tłumaczeniem. Paru usprawniających drobiazgów brak, coś tam czasem nie zadziała, jak należy (niekiedy wybieranie flot klikaniem po mapie) czasem też brakuje istotnych szczegółów podawanych informacji - bywają zbyt ogólnikowe.

7. Oprawa audiowizualna ogólnie na plus. Muzyka całkiem fajna i w klimatach. Szkoda, że gra non stop. Gdyby były przerwy, cieszyłaby znacznie dłużej, a tak prędzej czy później zaczyna nużyć. Niektóre aspekty oprawy wizualnej są całkiem w porządku, np. podczas bitew, czy sam kosmos, reszta to przyzwoity standard, z nutką paradoksowej przaśności (portrety ras i przywódców - błe). Od tej strony klimatu budować nie potrafią za bardzo.

8. Technicznie - raczej OK, choć w największej galaktyce przy najszybszym tempie na późniejszych etapach gry zdarzało się nierzadko, że wszystko "zamarzało" na dobrą chwilę, wiatrak procesora wzmagał wysiłek do czasu, aż CPU nadgonił z obliczeniami (niepodkręcany i7). Plus nieco marginalnych glitchy graficznych.

9. Czy mogło być lepiej? Na pewno, choć nie wiem, ile więcej dałoby się wycisnąć z samej konwencji 4x - wszystkie iksy są na miejscu, więc pewnie trzeba by ją poszerzać. Co by wcale nie było złe, bo to formuła już dość leciwa. Po części pewnie jeszcze będzie lepiej, skoro gra jest nadal rozwijana. A i teraz jest bardzo OK. Gra, jak często bywa, nie okazała się do końca tym, czym wydawała się, że będzie w przedpremierowych zapowiedziach. Rzeczywistość nie dorosła do wyobrażeń, ale i tak jest bardzo dobrze.

Ocena... Hm. Gdyby oceniać jedynie w ramach 4x, byłoby spokojnie 9. Ale ogólnie, jako gra rozrywkowa, Stellaris dostanie ode mnie solidne 8.5 (o pół mniej za wady genetyczne na polu generowania "funu" samej konwencji 4x).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-27 23:42:20
26.10.2016 19:25
<Rydygier>
14

Nie miał bym nic przeciwko, gdyby na forum była choć jedna osoba, która by się nagle wkurzyła, jak by nie było plusów i minusów.

Przypuszczam, że w tej materii możesz liczyć na większość tej niemej, tajemniczej y zakulisowej społeczności Kciukowców. Oczywiście wkurzyliby się niemo i zakulisowo, a po amputacji Kciuków - bezobjawowo, ale zawsze. Tylko przecież najpierw plusów i minusów musiałoby nie być.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-26 19:26:28
26.10.2016 16:31
<Rydygier>
14

nie będzie nikt przecież weryfikacji czy akurat daje +/- poprawnie

Słusznie. To zresztą niemożliwe do zweryfikowania. A ten fakt tym bardziej podważa ich celowość.

Chyba, że... przyszła mi do głowy taka teoria: łapki są dla tych, którym ich klikanie poprawia nastrój. Coś jakby taka wirtualna folia bąbelkowa. Hm.

26.10.2016 15:51
<Rydygier>
14

łapki są po to by wyrazić swoje poparcie lub dezaprobat dla komentarza, to proste jest przecież,

Ale po co to wyrażać? I skąd pewność, że są używane w tym celu? I jeśli tylko o to chodzi - czemu duża liczba powoduje bądź to podpięcie bądź to ukrycie wpisu?

ja nie rozumiem za to, dlaczego ktoś się tym przejmuje,

Też tego nie kapuję (wyjąwszy wspomniane irracjonalne oblicze ludzkiej psyche). Ale skoro nie istnieje powód, by się nimi przejmować, jeśli nie robią wartej uwagi różnicy, to nie ma powodu, by były. A są.

przecież nawet nie wiesz kim są i czym się zajmują, mogą minusować wpisy, nawet na złość komuś albo dlatego że nie rozumieją co napisałeś.

No właśnie. To samo piszę. A skoro tak - jaki pożytek z łapek? Chyba właśnie tylko ten, by próbować zaspokajać potrzebę anonimowej akceptacji w necie. Pozornej w dodatku.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2016-10-26 15:56:06
26.10.2016 15:46
<Rydygier>
14

Ja rozumiem, że to forum jest czyjeś i nie mam z tym żadnego problemu - to rzecz oczywista. Rozumiem też, że można tu nie pisać - kolejna oczywistość. Ale skoro ktoś konkretny stoi za funkcjonalnością łapek, to najprędzej właśnie ów ktoś umie mi objaśnić, jakie są powody ich obecności.