Forum Gry Hobby Sprzęt Rozmawiamy Archiwum Regulamin
Forum

<Rydygier> ostatnie wypowiedzi na forum i w komentarzach

17.10.2017 16:23
odpowiedz
<Rydygier>
22

Z popularyzatorskich miło wspominam z dawniejszych czasów książkę "Fizyka podróży międzygwiezdnych" Kraussa - ciekawe wywody osnute wokół Star Treka.

16.10.2017 09:27
<Rydygier>
22

1. Zależy, co to jest "społeczność gry";

2. Nie ma się o co obruszać, chodzi mi, jak to powiedzieć, o "intensywnych zwolenników".

15.10.2017 09:33
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Dawno temu grałem w grę Gothic. I to właściwie tyle, co mam do powiedzenia na jej temat. Toteż byłem zdziwiony, gdy całkiem niedawno dowiedziałem się, że po latach nadal istnieje wokół gry spory kult wiernych psychofanów. Cóż, są gusta i guściki.

Jak dla mnie, z tego co widzę, Elex jest wart ze 20 PLN i może kiedyś za tyle kupiłbym w przystępie nudy. Pod warunkiem, że solidnie upatchowany.

12.10.2017 21:45
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

Jesień ma swój mroczno-przytulny urok, który można odkryć i się w nim rozsmakować. W sensie estetyczno-nastrojowym. Mówię o odbiciach latarń w mokrych chodnikach pod rozkrakanym, ciemniejącym już niebem znaczonym sunącymi kropami wronich stad i fraktalami półnagich drzew.

Niestety, dla mnie otwiera sezon nasilonych problemów z zatokami i częstych przeziębień. I kosztowne półrocze, gdy trzeba się samemu grzać.

Zima jest wporzo, dopóki na pocztówkach.

12.10.2017 09:28
odpowiedz
<Rydygier>
22
9.0

Dołączam się do ogólnego wydźwięku pochwał, dałem sobie ponad dobę, by ochłonąć. Godna kontynuacja, a wszak poprzeczka była wysoko. Audiowizualnie - film kapitalny, a głównie do tego używam Blade Runnera - by chłonąć klimat i nastrój patrząc i słuchając. Scenariusz solidny, ni mniej, ni więcej, dobrze opowiedziany. Dramaturgicznie w sumie lepszy nawet, i choć historia nie ma w sobie nic z dzikiej galopady (całe szczęście), to niektóre sceny autentycznie poruszały - mocny towar. Reżyser jako dyrygent narracji sprawił się świetnie. Muzyka w warstwie dźwiękowej nawiązuje do OST poprzedniego BR i w związku z tym doskonale uzupełnia całość, dobrze współtworzy nastrój, ale też nic ponadto. Brak jej unikalnego charakteru, iskry geniuszu poprzedniczki. Cóż, nie każdy jest Vangelisem. Nawet Vangelis nie zawsze bywał Vangelisem. No właśnie... dlaczego nie on komponował? Dziwne.

No i szkoda, że ponoć finansowo szykuje się klapa, jak też i było w 1982. Ot, demokracja portfelowa sterująca Hollywoodem kolejny raz okazuje się tyranią miałkiej mierności, która nie rozumie i nie docenia niczego ponad filmowy fastfood, pod który sam Hollywood onąż tyranię wytresował. Cóż. Raczej nie powinno to przeszkodzić nowemu BR, by poszedł w ślady starego i z czasem obrósł w zasłużoną opinię filmu kultowego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-12 09:29:54
11.10.2017 12:30
<Rydygier>
22

I jak ci objawił, że bypassy są ok. ? Czy w ogóle medycyna?

Przez nauczanie Kościoła, który założył i którego jest Głową.

11.10.2017 12:20
<Rydygier>
22

O Bogu wiemy tyle, ile nam o sobie objawił. I w to wierzymy. To nie pycha, to wiara katolicka.

11.10.2017 12:10
1
<Rydygier>
22

Tak. Możesz chcieć pozostać ślepy. Niezbyt to mądre, ale możesz, bo masz wolną wolę.

Dlatego, że medycyna jest wbrew woli Boga

Medycyna nie jest wbrew woli Boga.

Ciekawe co by na to powiedział Św. Jakub.

Jak dobrze pójdzie, będziesz miał okazję zapytać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-11 12:12:15
11.10.2017 11:37
<Rydygier>
22

A nie, jednak nie...

Owszem, modlitwa z ufną wiarą to broń potężna - w walce ze złem. Skuteczność takiej modlitwy to jeden z przedmiotów wiary chrześcijan, kto nie wierzy, ten przejawy jej mocy będzie wolał przypisywać czemu innemu lub pozostanie na nie ślepy. Skuteczność ta zależy od woli Bożej i jej służy. "Bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi" - to część także modlitwy różańcowej. Modlitwa nie działa na sposób zaklęcia. Pan Bóg to nie złota rybka. Niestety, tego typu fałszywe poglądy na modlitwę wydają się częste, ale i to - nihil novi. Już św. Jakub je piętnował u zarania Kościoła.

Nie przypominam sobie też, aby jakiś biskup zrezygnował z bypassów

Dlaczego miałby czynić w taki sposób?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-11 11:53:35
11.10.2017 11:18
<Rydygier>
22

O ile się orientuję, to była modlitwa za ojczyznę i za świat z prośbą o pokój.

Na tym polega walka ze złem.

11.10.2017 10:54
odpowiedz
13 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Dlaczego ta akcja budzi takie kontrowersje

Ponieważ obocznie stanowi publiczne, masowe i jaskrawe, a przede wszystkim skuteczne świadectwo światopoglądu radykalnie i fundamentalnie sprzecznego z tym, który wyznają rozjątrzeni. I tak jedni krytykują akcję jaką była, inni usiłują przypiąć taką czy inną łatkę, by móc potępić, kolejni próbują zagłuszyć szyderstwem. Zwykła rzecz, takie wzmożenie to nie jest reakcja zaskakująca. Przecież od początku istnienia Kościoła było wiadomo, że inaczej nie będzie. Ba, jeśli sprzeciw pochodzi od osób o sprzecznym z chrześcijańskim światopoglądzie, to dla katolika wręcz oznaka, że sprawa jest dobra, a inicjatywa słuszna. Znak, któremu sprzeciwiać się będą ma to do siebie, że zwykle nie pozostawia obojętnym, bo dotyka sedna.

Było to coś wspaniałego i bodaj bez precedensu. Modlitwa to potężna broń w walce ze złem, Polska oddała donośną salwę z każdej burty. I równie skuteczną, miejmy nadzieję. To zawsze zależy od wiary danego modlącego się, jednak już samo uczestnictwo to pewne jej świadectwo.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-11 10:56:54
07.10.2017 13:51
odpowiedz
<Rydygier>
22
8.5

Całkiem przyjemnie się grało, z małymi zgrzytami. Koncepcyjnie - fajne połączenie elementów strategii (zarządzanie drużyną, osadą, decyzje strategiczne) i RPG (postacie z krwi i kości, rozwój bohaterów, questy, fabuła i narracja wplecione w aspekty strategiczne - są fabularyzowane). Wszystko w ramach wcale ciekawej i wciągającej historii. Interesująca taktyczna walka turowa na heksach (potrafi być czasochłonna, AI zwykle przytomne, niekiedy niezbyt). Wiarygodne ujęcie wikińskiej tematyki (jak z autentyzmem detali - nie wiem), bardzo fajna oprawa audiowizualna, muzyka miejscami wręcz piękna i bardzo w moim guście (+0.5 za to). Gra jest tu i ówdzie z lekka inspirowana serialem Wikingowie (np. niektóre portrety), generalnie uprzednia percepcja tego serialu poprawiła mi imersję w grze.

Są też i wady. Gra czasem się wysypuje (1.0.6), ekrany ładowania są częste i za długie, miejscami kuleje optymalizacja. Dość liczne literówki i błędy w tekście/tłumaczeniu. Czasem wyzwalacz postępu w queście potrafi nie zabanglać i dopiero z forów człek się dowiaduje, że coś go ominęło. Dialogi bywają nielogiczne - np. wybieram się do Brytanii zawierać umowy handlowe, a tam czasem wymuszona jest mowa o zawieraniu sojuszy podczas, gdy żadnych faktycznych umów handlowych nie zawiera się. Niektóre dialogi potrafią wystąpić w złej kolejności, jakby coś się włączyło przedwcześnie - nie do końca spójna i nie całkiem odporna na nietypowe pomysły gracza struktura logiczna fabuły. Też niektóre decyzje strategiczne np. odnośnie rozwoju osady czy projektu okrętu miewają nie intuicyjne i/lub spłycone konsekwencje. Bywa to rozczarowujące. Podczas eksploracji występują zdarzenia losowe, ale jest ich za mało i/lub występują zbyt często, więc szybko zaczynają się powtarzać i nużyć.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-07 13:54:30
03.10.2017 11:22
odpowiedz
<Rydygier>
22

Zaskakujące, jak bardzo ucieszyła mnie ta wieść. Miodzio. :)

02.10.2017 13:53
3
odpowiedz
<Rydygier>
22

Sam nie czytuję, zdecydowanie szkoda mi czasu na czyjeś blogi. Jeśli są tacy, co czytują, to może mieć sens w następujących wypadkach:

1. Autor nie jest pewien, co sądzić o swojej prozie, więc publikuje ją, by zebrać opinie i wyciągnąć wnioski. To jednak traci sens, jeśli Autor nie przyjmuje do wiadomości konstruktywnej krytyki. No i są chyba lepsze metody po temu (vide link niżej)

2. Autor pisze dobrze, wie o tym i z jakiegoś powodu chce się w ten właśnie sposób dzielić twórczością z innymi.

Początek Aisling (tak, z reguły wystarczy przeczytać pierwsze kilka zdań by mieć już ogólny obraz sytuacji, ja przeczytałem wyrywkowo ciut więcej) cechuje z grubsza poprawna, momentami nawet niezła, ale zwykle dość niezgrabna stylistycznie konstrukcja zdań. Zaletą, którą należy docenić jest fakt, że nie piszesz bełkotliwie/zawile, jak wielu próbuje myśląc, że tędy droga. Ale poza tym...

Można pochylać się nad problemami językowymi, potoczystością, wiarygodnością dialogów, zachowań (psychologicznego realizmu - praktycznie tu nie istnieje), sytuacji czy nad dość licznymi niezręcznościami stylistycznymi, ale tutaj niestety główny problem wydaje się być bardziej fundamentalny - przede wszystkim to nie jest ciekawe. A dokładniej - nie jest ciekawie opowiadane. Nie wciąga. Nie chce mi się czytać kolejnych zdań, człek się przymusza. To wada kardynalna i dla tekstu zabójcza.

Wyłówmy z morza podobnych parę losowych przykładów:

Mimo, iż jego praca została wykonana wzorowo, to było widać po minie niezadowolenie…

To nie brzmi dobrze przynajmniej z paru powodów. Jeden to bardzo niezręczne i redundantne użycie zaimka "to" - nic nie wnosi, pusty "potykacz" psujący potoczystość. Nieraz popełniasz ten błąd i podobne z nadmiarowymi zaimkami. Drugie - "było widać po minie" jest fatalne stylistycznie. Po trzecie - porównaj:

Wykonał pracę wzorowo, jednak mina zdradzała niezadowolenie.

lub:

Pracę wykonał wzorowo, jednak miną zdradzał niezadowolenie.

czy wręcz:

Nie był zadowolony, choć pracę wykonał wzorowo.

etc.

Zdanie jest krótsze, gładsze i przenosi te same informacje. A zapewne da się sporo lepiej.

Kolejne zdanie:

i choć chciał wyrzucić gotowy miecz, to musiał go oddać zleceniodawcy, bo nie mógł sobie pozwolić na spóźnienia.

Pominąwszy wszystko inne (znów nadmiarowe "to"! "bo" w sumie też) zdradza problem odmienny - z logiką narracji. Jeśli narratorem jest główna postać (narracja pierwszoosobowa) pojawia się pytanie, skąd owa postać wie, co chciał, co musiał zrobić, a na co nie mógł sobie pozwolić kowal? Jest o tym mowa gdzieś wcześniej?

Trzecie:

Natomiast kiedy rozwścieczony chwycił za największy młot i powiedział: „Kiren, pokaż złodziejowi nasz gniew, niech poczuje co go spotka, gdy wykujemy tę klingę z niebiańskiej stali!”, to zrozumiałem, że zostawiając młot, zostawię na nim swój ślad jak dzika zwierzyna. A widząc, że to nie jest zwykły człowiek, mogłem się spodziewać tylko najgorszego.

Tu między innymi (tak, również zbędne "to", żelazny punkt programu) problem kolejny - narrator wyciąga wnioski logicznie nieuzasadnione, dokładnie - dwa. Że zostawiwszy młot zostawi trop, i że będzie ścigany jak zwierzyna (bo?), oraz że winien się spodziewać najgorszego, bo to nie jest zwykły człowiek - ke?

Drugie i trzecie może jednak mieć uzasadnienie gdzieś wcześniej - czytałem wyrywkowo.

Czwarte:

Krzyczałem i krzyczałem, lecz nikt nie słyszał mego wołania. Daremne były moje próby sprowadzenia pomocy, więc zacząłem układać ze skał schody. Kamień po kamieniu, centymetr po centymetrze, byłem coraz bliżej celu, ale wciąż zbyt daleko.

Wyjątkowo suchy, zdawkowy i beznamiętny opis. Zero ładunku emocjonalnego. Bez szans, by się wczuć w sytuację. I cały czas w ten deseń. Od A do B od B do C, ziew, od C do D... opowiadasz jak bot.

Tylko liznąłem temat. Specjalista pewnie wypunktowałby jeszcze wiele i lepiej.

Czy jest sens to ciągnąć? Nie wiem. Być może inni wyżej wyświadczają przysługę pisząc, że nie. Notabene, jeśli to prawda i skorzystasz z tej rady - był sens publikować.

Brak w tym iskry, niechby nawet surowej. Nie ma polotu, tzw. lekkiego pióra. Twoje wydaje się raczej grzęznąć w słowie i mozolnie brnąć od linijki do linijki.

Jeśli dotąd czytałeś mało, to może jest nadzieja - czytaj więcej lepszego przez czas dłuższy. I co jakiś czas wracaj do tego tekstu by porównać obecne wrażenia z poprzednimi. Oznaką postępu będzie, jeśli twoja ocena tekstu stanie się z czasem coraz bardziej krytyczna. Wówczas można spróbować napisać coś lepiej itd. A jeśli już to robisz, czytasz dużo dobrego, a mimo to piszesz na takim poziomie i, co gorsza, uważasz, że jest dobry... no wówczas jest mi niestety. Teoretyczna, zgrubna poprawność zdań to nadspodziewanie sporo ostatnimi laty, ale stanowczo za mało.

Dobrze wspominam, więc z zastrzeżeniem, że dawno to było i mogło się zmienić, polecam:

http://weryfikatorium.pl/forum/

Tam zwykli udzielać się również tacy, co już publikowali, ci rozpoznawalni nawet czasem. Według mnie lepiej tam szukać opinii i autorytetów, niż na blogu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-02 13:59:54
02.10.2017 09:47
1
<Rydygier>
22

Matematyka matematyką, psychika psychiką. Teoretycznie zdarzenie o nieomal nieskończenie nikłym prawdopodobieństwie może się zdarzać raz za razem w nieskończoność. I nie udowodnisz, że ktoś tu coś chachmęci nie mając wglądu w kod gry. Ale co z tego, przykry niesmak/frustracja pozostaje, a tego nie chcemy. Choćby bodaj w takim XCOM ponoć chachmęcą, by jakoś choć trochę skompensować immanentne wady pomysłu/projektu gry i rozgrywki na tym tle.

U mnie w praktyce jest tak, że owo sławetne 95% w głowie = 100%. I jeśli będzie pudło, mam tendencję ładować sejwa, czyli w istocie 95 = 100, tylko trochę upierdliwiej. Być może zatem jest błędem to arbitralne ograniczanie szansy do akurat 95%. Może prawdopodobieństwo winno raczej osiągać 100%. Albo dążyć do 100 asymptotycznie, jeśli już chcemy koniecznie zostawić choć minimalną szansę na bardzo nieoczekiwany bieg zdarzeń. Tylko po co, jeśli w takiej sytuacji i tak ładuję sejwa. Można też dać graczowi jakąś wyczerpywalną pulę, którą można wydatkować na kompensowanie pecha - rodzaj amortyzacji. Można też cieniować. 5% ryzyka nie na pudło, a na "draśnięcie" zamiast trafienia. Tak, czy inaczej, wpływ losowości na rozgrywkę powinien być jakoś tonowany, upośredniany, nie nazbyt prosty czy bezpośredni, kompensowalny.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-02 09:50:31
01.10.2017 09:38
<Rydygier>
22

Wydawnictwu szefuje szefostwo wydawnictwa, nie gracze - to normalne, oczywiste i zdrowe dla firmy. Rozsądne po prostu, w odróżnieniu od postawy innej.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-10-01 09:38:42
30.09.2017 12:04
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Pete Hines, przedstawiciel firmy Bethesda Softworks, wyjaśnił w ostatnim wywiadzie, że wydawca zdaje sobie sprawę z niezadowolenia niektórych fanów domagających się np. The Elder Scrolls VI, ale nie zamierza się ugiąć i robi po prostu to, co uważa za słuszne.

Podoba mi się tak zdrowe podejście, to rozsądna postawa.

29.09.2017 22:53
3
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

Idą na studia ze złych powodów i wybierają kierunek w oparciu o złe kryteria. Gdyby młodość wiedziała, gdyby starość mogła...

do tego doprowadziły darmowe studia

Albo przeświadczenie, że bez studiów człowiek jest niepełnowartościowy i takież czeka go życie. Byle co, byle jak, byleby tytuł był przed nazwiskiem.

Dawniej przynajmniej istniał tutaj powód konkretny: uniknąć poboru. :)

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-29 22:54:14
29.09.2017 16:35
<Rydygier>
22

Taka przerwa może by się i przydała, ale gry mnie pasjonowały od dziecka (na długo, nim dorwałem się do kompa) i niełatwo mi wypełnić wolny czas czymkolwiek innym. Można próbować czytać (tym się głównie zajmowałem gdy nie miałem jeszcze kompa), oglądać filmy, dyskutować po forach, ale... Prędko to się staje niewystarczające. Wybór między graniem a dojmującą nudą, gdzie granie też już częściej nuży i rozczarowuje niż cieszy - to już zupełnie nie to, co kiedyś. Tak, że trochę kicha tutaj.

Z jednym wyjątkiem - na parę lat prawie zupełnie przesiadłem się z grania na modding. Obecnie jednak pracuję robiąc coś podobnego i po prostu mózg ma dość, a i zapał już nie ten, więc modding też jakby zdechł jako hobby wypełniające czas wolny. Próbowałem nawet własną grę obmyślać, lecz i tu zastój ostatnio - praca zostawia mnie niechętnym do dalszego wysiłku umysłowego i angażowania się w cokolwiek poważniejszego poza nią.

Przerwy w graniu w nowe gry za to miewam, owszem, gdy stan konta nie pozwala na takie zbytki (a też i kasy coraz bardziej szkoda, skoro tak rzadko dana gra wystarcza mi na dłużej).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-29 16:36:50
29.09.2017 14:27
odpowiedz
<Rydygier>
22

Całkiem takie same to nie koniecznie, ale może coś spokojniejszego z Vangelisa podejdzie:

https://youtu.be/_mCyRhtyq1Q

(i większość z tego albumu, tylko pierwszy kawałek ma inny charakter). Albo:

https://youtu.be/U3iJBkzjKmo

Bujające:

https://youtu.be/GF_xSWzpcRY

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-29 14:28:38
29.09.2017 13:13
<Rydygier>
22

Zdecydowanie zmęczenie materiału. Jestem graczem bardzo już zblazowanym i cholernie ciężko mnie naprawdę czymś poruszyć/wciągnąć/zaskoczyć. Staż... niech pomyślę. Nie licząc okazyjnych partyjek na atarynce kumpla itp. czy limitowanego pegasusa w późnym dzieciństwie, to będzie pewnie około 20 lat z PC. Z tego spora część to granie intensywne, czyli kiedy tylko czas pozwolił, wliczając niekiedy granie po nocy. Pierwsze objawy zmęczenia chyba gdzieś z grubsza od lat 10-ciu można liczyć.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-29 13:31:20
29.09.2017 11:30
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
22

- Wtórność, stereotypowość i miałkość fabuł, marna narracja (niedoinwestowanie na odcinku scenariusza, aktorów i ogólnej oprawy artystycznej);
- to samo odnośnie projektu rozgrywki (zżynanie pomysłów, ogólny brak oryginalności koncepcji);
- odrealnienia (sidescrolle, top-downy, pixel-"art", anime (nie tyle wkurza, co ignoruję takie gry) i szeroko pojęta kreskówkowość/"umowność");
- faktycznie, źle użyta losowość;
- "pogrywanie z graczem" (gra w jakiś sposób gracza zwodzi);
- prymitywne AI (niedoinwestowanie na tym odcinku to chyba norma);
- skrojenie pod konsole;
- każualizm;
- SP traktowane po macoszemu;
- przedwczesne premiery/wydawanie niedorobionego bubla jako gotowej gry;
- wciskanie durnej agitki ideolo;
- brak swobodnego zapisu stanu gry, taka jego...

Oczywiście nie wszystko wszędzie, zależy od typu gry. Najbardziej wszakże wkurza to, jak rzadko znajduję coś dla siebie ostatnimi laty i jak szybko się gra zwykle nudzi, ale to nie problem gier, tylko mój.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-29 11:32:10
27.09.2017 17:24
1
<Rydygier>
22

Dla Ciebie wystarczy, że sam taki będziesz. Nie oglądaj się na innych, to Twój wybór, Twoje konsekwencje i Twoje życie, nie ich, nie paskudź go sobie już na starcie. Żyj dobrze, żyj na serio, warto. Ja powodzenia i mądrej decyzji życzę.

27.09.2017 16:34
odpowiedz
<Rydygier>
22

Nie widzisz nic złego w takim podejściu do pracy i w kłamstwie? Pierwsze zmień, drugiego unikaj. Pracuj solidnie i uczciwie, szanuj swoje słowo/zawartą umowę, nie kłam. Taka moja rada.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-27 16:34:34
27.09.2017 12:22
odpowiedz
<Rydygier>
22

https://dev.arma3.com/post/sitrep-00202

Now that we've turned most of our focus onto our next Roadmap goals, it's also fair to briefly address Arma 3's future. For example, our Dev-Branch ninjas might have noticed that the number of daily additions has decreased over these past weeks. This is simply because, even though we still support Arma 3 with a dedicated team of developers, we also need to steer some of our efforts into the direction of developing key new technologies, such as the Enfusion engine. This means that, aside from a couple of new features as part of the Tanks DLC, you should not expect any massive changes to Arma 3's core platform moving forward. However, there's absolutely no need to worry about Arma 3's future, because we still have people dedicated full-time to fixing bugs and increasing stability.

Czyli faktycznie spodziewałbym się przyspieszonych prac nad DayZ. Przy tym zgaduję, że DayZ obecnie to nie tyle cel sam w sobie, co poligon testowy i rozwojowy Enfusion, docelowo głównie na użytek kolejnych odsłon Army. Stąd też cieszę się, bo choć samo DayZ mało mnie obchodzi, postępy na tym froncie przybliżają kolejną odsłone Army. Ciekawe, kiedy zamajaczy na widnokręgu.

23.09.2017 17:19
<Rydygier>
22

jeśli coś ma przypisaną cenę, z góry ustaloną przez twórcę to zasada "warte tyle, ile chcą dać" nie ma tu racji bytu

Dwa - jeśli coś ma przypisaną cenę i zostało skradzione to z definicji nie może być bezwartościowe.

Cena i wartość to dwie różne sprawy. Rzecz/"rzecz" bezwartościowa może być dowolnie droga (i mimo to kupowana) i vice versa - rzecz bezcenna może być za darmo (a jednak nie ciesząca się popytem).

Ja rozumiem, że chcesz się poczuć mądrzejszy choćby narzucając swoje definicje (vide pokraczne tłumaczenie słowa wirtualny),

https://sjp.pwn.pl/sjp/wirtualny;2536590

Niestety, nadal nie rozumiesz, o co mi chodzi, choć nawet przykład podałem. Nie wiem, jak jeszcze inaczej objaśniać. A rzecz w istocie całkiem prosta. Może pytaniem. Czym różni się człowiek od swojego portretu? Czym różni się góra od grupki pikseli ułożonych w jej kształt na ekranie? Zdarzenie śnione od jawy? Itd. Problem, o którym piszę, zaczyna się tam, gdzie człowiek działa, jakby nie umiał odpowiedzieć na podobne pytanie lub, co gorsza, gdy naprawdę już nie umie. Gdy myli fikcję z rzeczywistością, gdy fikcję i wyobrażenie traktuje tak, jakby miał do czynienia z czymś rzeczywiście istniejącym. Jeszcze jaskrawiej: dałbyś za obrazek sztaby złota tyle, ile za sztabę złota?

Teraz dałeś mi dowód na to iż gry można piracić

Nie.

Co do reszty - mylisz pojęcie wirtualności z pojęciem abstrakcji, jak się zdaje. Chyba mylisz też parę innych kwestii, ale już mniejsza. Jedno tylko, bo ważne:

To co urzeczywistnia daną rzecz decyduje o tym społeczeństwo

Człowiek ani zbiorowość ludzka nie mają takiej władzy, by decydować aktem woli, co jest rzeczywiste, a co nie (wypróbuj na czymś, jeśli chcesz, możesz razem z kolegami do pomocy, może zniknijcie rower aktem woli, albo sprawcie, żeby skrzynia złota z gry stałą się realna. Albo żeby 2+2 dało 7). Prawda nie zależy od ludzkiego poglądu na nią ani też nie zmienia się wedle ludzkiej woli.

Szkoła jest rzeczywista, zarówno jako budynek, jak też jako pojęcie abstrakcyjne, organizacja. Wirtualne byłoby przedstawienie szkoły, na przykład na ekranie, na przykład w grze komputerowej. Potraktowałbyś takie przedstawienie jak traktujesz/traktowałeś rzeczywistą szkołę?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-23 19:17:18
23.09.2017 14:14
<Rydygier>
22

Tak, tu warto dodać, skąd się bierze sama losowość liczb losowych.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Generator_liczb_losowych

Ale czy prawdziwa losowość istnieje? Tylko, jeśli istnieją skutki bez przyczyn, jak sądzę. Temat w gruncie rzeczy zahacza o filozofię a nawet teologię z jednej a fizykę kwantową z drugiej strony.

Z innej mańki - "uczciwa" pseudolosowość potrafi frustrować, ale tym bardziej wkurza, gdy "gra pogrywa z graczem" i go zwodzi. Jak żyć? Być może ograniczając wpływ losowości na wynik gry. Amortyzując, "upośredniając" jego wpływ.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-23 14:18:04
22.09.2017 16:47
2
<Rydygier>
22

I tu zgoda. Stąd tytułowi brakuje raptem słówka "raczej" czy "prawdopodobnie" lub wręcz zwykłego pytajnika - i już byłaby inna rozmowa. Raport nie dowodzi braku związku, ale pozwala w miarę bezpiecznie przypuszczać, że prawda jest inna, niż niektórzy malują. Stanowi w szczególności porażkę narracji, wedle której każda piracka kopia ujmuje z kieszeni prawowitego beneficjenta tyle, ile kosztuje kopia legalna. To bezczelna fikcja, gdyż tak być jedynie może, a wcale nie musi i - jak się zdaje - często nie bywa. Oczywiście w miarę bezpiecznie można również założyć, że jakiś tam procent zależności finansowej mimo wszystko zachodzi, acz zapewne mniejszy, niż niegdyś.

To, jak raport potraktowano, świadczy niestety o tym, że zleceniodawców zapewne nie interesuje prawda czy udoskonalenie pod nią prawa, a jakiś interes, i to raczej nie interes twórców. Mało zaskakujące, a przez to podwójnie smutne.

A piractwo ssie swoją drogą, choćby jako stanowiące wyraz pogardy dla obowiązującego prawa i takowej pogardy uczące. To motywowane chciwością, jak miałoby wynikać z raportu nie tak powszechne, oznacza również brak poszanowania dla cudzej pracy, z której owoców się korzysta, czyli stanowi objaw niedojrzałości i w tym wypadku - okradanie z należnego wynagrodzenia. Nie jest też rzecz jasna jedynym sposobem, by wystarczająco zapoznać się z grą przed zakupem i uniknąć kupowania kota w worku.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-22 17:19:04
22.09.2017 14:57
2
<Rydygier>
22

Wystarczy ostrożniej formułować tytuły. Fakt, że każde opracowanie statystyczne zawiera podobną klauzulę ma swoje przyczyny, które warto brać na wzgląd pisząc artykuł oparty o takie opracowanie.

Tak, czy siak brak dowodu na związek =/= dowód na brak związku. To są dwie różne sprawy, z klauzulą czy bez.

Ponadto opatrzona tym kategorycznym tytułem treść artykułu zawiera wniosek z raportu, że piractwo owszem, może wpływać na sprzedaż - pozytywnie.

Hm. Nie planowałem tak drążyć tematu, sama sprawa jest drobna, prawie bym zmilczał, jednak zasada istotna.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-22 15:12:33
22.09.2017 14:16
2
<Rydygier>
22

No trudno, trzeba zatem brnąć w szczegóły.

Raport jednoznacznie wykazuje

poprawność i wiarygodność obranej metodologi. Tego niestety tu i teraz nie potrafimy ocenić.

Czy raport może cokolwiek jednoznacznie nam wykazywać, skoro nie potrafimy ocenić poprawności i wiarygodności użytej w nim metodologii?

W ogólnym rozrachunku dane nie dostarczyły statystycznych dowodów na zaburzenia [?] sprzedaży przez sieciowe naruszenia praw autorskich.

Oznacza to tyle, że autorom raportu nie udało się udowodnić istnienia związku. To jednak (vide ramka) nie implikuje, że związku nie ma, a tymczasem tak głosi tytuł - związku nie ma (bo raport nie wykazał, że jest?). O ile raport wprost nie stwierdza, że wykazano brak związku, nie stanowi on dowodu na ów brak, zatem nie czyni zasadnym kategorycznego brzmienia tytułu. Chyba, że autorowi artykułu udało się tezę o braku związku samodzielnie wykazać czy to w oparciu o dane raportu czy to o dane inne, jednak nie przedstawił swojego wywodu w tym względzie.

ramka do której się odnosisz

Odnoszę się również do tego:

Ecory wysunęło wniosek, że nielegalnie rozprowadzane egzemplarze mogą mieć pozytywny wpływ na sprzedaż legalnych kopii (strona 15).

Zatem raport zawiera wniosek, że piractwo może (acz nie musi) mieć wpływ na sprzedaż gier. Tym dziwniej, że taką treść zatytułowano "...piractwo nie wpływa na sprzedaż gier".

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-22 14:16:31
22.09.2017 13:14
odpowiedz
<Rydygier>
22

Zdaniem wielu reforma prawa autorskiego jest konieczna

I jak tak myślę. Co prawda temat jest trudny, a by reforma stałą się ciałem, decydenci muszą jej chcieć. Czy chcieliby hipotetycznego lepszego rozwiązania?

22.09.2017 13:06
3
<Rydygier>
22

Rzetelność unijnych badań i samej UE to jedno, rzetelność artykułu to drugie.

Sens tytułu jest logicznie niezgodny z sensem treści. W sumie drobiazg, ale dla zasady warto dbać, by to się nie zdarzało zwłaszcza, że w szeroko pojętych mediach coraz częstszą normą jest, że się, owszem, zdarza i to celowo.

Wizerunek, renoma itd. Lepiej się wyróżniać in plus niż obniżać standardy do poziomu obecnej normy. W każdym razie tak mi się wydaje.

22.09.2017 12:45
4
odpowiedz
10 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Zadanko na marginesie: znajdź różnice między 1 i 2 oraz poddaj refleksji rzetelność dziennikarską:

1. Wyciekł nieujawniony raport Uni Europejskiej – piractwo nie wpływa na sprzedaż gier

2. W ogólnym rozrachunku dane nie dostarczyły statystycznych dowodów na zaburzenia [?] sprzedaży przez sieciowe naruszenia praw autorskich. Nie musi to oznaczać braku wpływu piractwa, lecz jedynie zawodność analizy statystycznej przy próbie uchwycenia jego oddziaływania”.

nielegalnie rozprowadzane egzemplarze mogą mieć pozytywny wpływ na sprzedaż legalnych kopii

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-22 12:51:05
19.09.2017 16:55
odpowiedz
<Rydygier>
22

Ja uwielbiam dobrze zagraną polszczyznę.

Polscy:

Kolberger
https://youtu.be/EA5weOF-mRY

Kaczmarska
https://youtu.be/CzJ2upmkr-Y

Kownacka
https://youtu.be/xzIOYcD8SG4?t=4m48s

No i rzecz jasna:

Fronczewski
https://youtu.be/xzIOYcD8SG4?t=10s

To nie zamyka listy w żadnym razie. W ogóle Baldury i P: T cechowało wybitnie wysokie stężenie podobających mi się głosów. Po prostu wzięto topowych aktorów.

Z zagranicznych w pamięć zapadły w sumie dwa głosy:

Femshep z Mass Effect (nieznana mi skądinąd Jennifer Hale)
https://youtu.be/jRJ2wAwWl2U

Adam Jensen (Elias Toufexis, pojawił się w The Expanse bodaj)
https://youtu.be/GQNXxNy08U8

19.09.2017 15:46
odpowiedz
<Rydygier>
22

To było w czasach, gdy sala była wyposażona w PC typu 286, 386, góra 486, niektóre nawet nie miały HDD i OS odpalało się z dyskietki. Grało się głównie w Scorcha, czasem jakiś szczęśliwiec pykał w Civ1, ale za wiele czasu nie było a i informatyki nie było wiele.

19.09.2017 15:31
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Są pracodawcy uczciwi i są chciwi. Są pracownicy solidni i są leniwi. Ba. Dla danego człeka to się może zmieniać. Są tacy, którzy lubią swoją pracę, bo realizują w niej swoje talenty, mniejsze lub większe, rzadsze lub pospolitsze, i są ci, którzy się męczą, ich talenty leżą odłogiem, bo nie znaleźli na nie zapotrzebowania lub woleli robić tam, gdzie dają więcej. Są stabilni etatowcy i są żyjący z miesiąca na miesiąc freelancerzy. Są wreszcie określone realia życia i rynku pracy. Nie niszczą tych realiów ani pracodawcy, ani pracownicy. Pogarszają je: lenistwo, nieuczciwość, niesłowność, chciwość, kradzież, oszustwo, cwaniactwo i tak dalej.

Ponadto - są ludzie z charakteru życiowo zaradni i są niezaradni (ja z tych drugich raczej). Pierwsi czasem lekceważą problemy drugich, obwiniają ich za nie lub wręcz takimi gardzą. Drudzy czasem oskarżają o swoje problemy tych pierwszych. Obie postawy są błędne i krzywdzące.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-19 15:41:30
19.09.2017 12:08
odpowiedz
<Rydygier>
22

Mam taki problem, ze ostatnimi czasy z gier jakos nic do konca nie spelnia moich oczekiwań.

A jakie są to oczekiwania? Moje na przykład rosły z każdym rokiem grania. Stara zabawka nudzi się w końcu i przestaje cieszyć. Tak działa mózg, gdy sieć neuronowa już uczesana pod dane doświadczenie, jego powtarzanie nie generuje już ekscytacji, pojawia się znudzenie, taką mam teorię. Przejadło się, spowszedniało. Z początku wystarczy zabawka inna, np. samochodzik czerwony zamiast niebieskiego, ale z czasem to postępuje i już żaden samochodzik nie ucieszy, a potem - wręcz żadna zabawka, bo spowszedniała cała koncepcja tego rodzaju zabawy.

Zatem nic nie byłoby "nie tak". Stety-niestety, wszystko w porządku.

Jak byśmy ocenili współczesne tytuły, które pozostawiają obojętnym i znudzonym, spływają jak po kaczce, gdyby ukazały się, gdyśmy dopiero wkraczali w świat gier?

Myślę, że pod pewnymi względami może zachodzić degradacja, może wtórna, regres dekadencji wieku przejrzałego, ale generalnie działa tu raczej mechanizm postępu. Gry jako takie są, myślę, zjawiskiem coraz dojrzalszym technologicznie i koncepcyjnie. Twórcy uczą się na doświadczeniach własnych i poprzedników, rozwijają ich dorobek. Jednocześnie zachodzą procesy regresywne - każualizacja/konsolizacja, czyli przesadne upraszczanie mechanizmów, podczepianie się pod cudze pomysły, czyli wtórność i zachowawczość aż do wyrzygu, dalej - moda na retro i quasi-retro czy wreszcie idąca za rewolucjami w dystrybucji powódź badziewia...

Są to sprawy nowe, gry się zaczęły tak na poważnie raptem parę dekad temu, dopiero co dorosło pierwsze pokolenie, które nie pamięta życia bez gier.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-19 12:10:55
17.09.2017 21:04
<Rydygier>
22

Stan faktyczny jest taki

Zilustrowałeś mój poprzedni post własnym przykładem, znaczy gadam po próżnicy. Zatem przestaję. Mech, paprocie i bagienne opary.

17.09.2017 15:47
2
<Rydygier>
22

Normalne koleje nowego projektu przecież. Pewnie jeszcze nie raz będzie udoskonalany, ale już jest się z czego cieszyć. Wygląda to obiecująco, i miejmy nadzieję, że faktycznie sprawdzi się i dojrzeje.

Najlepsi odchodzą, a ty tutaj o poszanowaniu?

Czy najlepsi i dlaczego - nie wiemy. Ogólnie tak, w przekazie czuć jakby większe poszanowanie dla służby żołnierza i dbałość o nie. Nic w tym zaskakującego, przy takim kolorycie światopoglądowym obecnych władz. To jednak tylko moje subiektywne wrażenie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-17 15:47:50
17.09.2017 14:02
<Rydygier>
22

Faktów jest ocean, jedynie odfiltrowane wycinki podane publice, w gęstym sosie fejków. Pytanie, kto co i po co z tego wyławia i przedstawia jako kompletny obraz.

Laików łykających te wycinki podsunięte i obrobione pod lubą im narrację, a rozumiejących z tego jeszcze mniej, żyjących natomiast w błędzie, iż oto mają rzetelny obraz sytuacji wydaje się być mnóstwo. Istna plaga bezpodstawnej pewności swego. Sami eksperci od wszystkiego, telepaci, nieomylni profeci i jasnowidze, jak internet długi i szeroki. Tak wybitne społeczeństwo geniuszy powinno od dawna rządzić światem. No jakoś nie rządzi.

I tyle warte to "widzenie" laika i jego "fakty", niestety. Mech, paprocie i bagienne opary.

Tymczasem ja powtórzę: pożyjemy, zobaczymy. Chce się zobaczyć, jaka będzie armia za kilka lat, trzeba poczekać kilka lat.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-17 14:03:17
17.09.2017 10:25
1
<Rydygier>
22

W sumie można je pociągnąć jeszcze głębiej

Z twittera...

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-17 10:27:40
17.09.2017 09:27
<Rydygier>
22

Żeby się przyjrzeć szczegółom, trzeba je znać i się znać, czyli nie być laikiem. Szczegóły i konkrety się dzieją głównie za kulisami. Bajkami nazwałbym gdybanie o tym, co będzie, a czego nie będzie. Ważny jest stan faktyczny, stąd lepiej poczekać i ocenić onże stan za te kilka lat - jak jest i co się zmieniło, zamiast rytualnie biadolić na zaś. Pożyjemy, zobaczymy. Na dziś ogólne trendy wyglądają dobrze i to jest mnie więcej tyle, ile moim zdaniem z pozycji laika da się powiedzieć rzetelnie, reszta laickej gadki to właśnie mech i paproci kwiat. Toż nawet sami wojskowi nie bywają zgodni co do oceny rzeczystanu i najlepszego kierunku dalszych działań, a co dopiero jakiś forumowy chłopek-roztropek jak ja czy Ty, który przeczytał ten czy tamten artykuł.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-17 09:28:02
17.09.2017 09:07
<Rydygier>
22

Ja, już w stanie zaawansowanego zblazowania grami, byłem wstanie wtopić w A3 bez mała 3000 godzin, a wcześniej parę tysiów w A2. Większość z tego to działalność kreatywna, a konkretnie rozbudowane skryptowanie. Wessało jak bagno i minęło parę lat, nim świeżość zapału osłabła, stąd polecam, no, ale to mocno specyficzne, nie dla każdego, bardziej pasja niż typowo gra. Mnie osobiście nawet dorywcza praca z tego wyniknęła. A3 dość mocno różni się in plus od Army 2, choć sporo bolączek nadal pokutuje (jak AI pojazdów, taka ich...).

X3/TC to również przypadek gry angażującej na dłużej, ale tu raczej chodzi już o samą rozgrywkę. Obecnie powstaje obiecujące X4 (nie mylić z poronionym Rebirth).

Graj z dziewczyną po LANie, oto złoty środek. :)

17.09.2017 08:59
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Okiem laika oględnie zainteresowanego tematem, ogólnie cieszą zmiany na tym odcinku. Cieszy, że pierwsze Kraby wreszcie się doczołgały do linii (ile to już lat?), bardzo cieszą nowe karabinki, cieszy WOT, cieszy klimat większego poszanowania dla służby żołnierza, cieszy stawianie na rodzimy przemysł, gdzie wystarczająco wydolny.

Cieszą też plany większego dofinansowania i liczebności sił zbrojnych, cieszy więcej środków na badania i rozwój. Cieszy, że się dzieje w dobrą stronę, większa troska o te sprawy.

Oczywiście plany to jedno, realizacja drugie, kwoty jedno, ich spożytkowanie drugie. Koncepcja WOT (bardzo dobry pomysł) jedno, jej realizacja i wykorzystanie WOT - drugie. I tak dalej. Nigdy nie jest doskonale, zawsze jest i będzie co krytykować, co poprawiać. Za kilka lat warto będzie się przyjrzeć, jaki będzie stan Wojska Polskiego. O ile kojarzę, główne bolączki na teraz to nadal brak parasola p-lot/p-rak średniego i dalekiego zasięgu, a to obecnie kluczowe, oraz kwestia modernizacji systemów dowodzenia (nie brzmi ekscytująco, ale to też absolutnie kluczowe, znacznie bardziej, niż np. nowe czołgi itp. mowa o systemie nerwowym organizmu sił zbrojnych).

Inna sprawa, również ciekawa, jakie będzie pole walki za dekadę-dwie. Spozierając na kierunki testów i badań w USA można oczekiwać, że dość odmienne.

16.09.2017 23:36
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Jeśli masz, jak ja, a tak to brzmi, to nie licz, że niegdysiejszy świeży entuzjazm powróci, może połowicznie i na krótko. To chyba kwestia specyfiki działania mózgu.

Rozważałeś jakąś formę moddingu, czyli przejście z odbioru na nadawanie? Bo grą (istotnie super), jaką poleciłbym w tej sytuacji jest Arma 3, najmniej tuzinkowa, jaką znam. Daje wielkie możliwości wyżycia się kreatywnego (ale i oczywiście obcowania z owocami takiej działalności). Hobby na lata, pod warunkiem, że masz takie inklinacje.

Z wciągających na dłużej, niż jedno-dwa przejścia może jeszcze X3 (i/lub Terran Conflict).

16.09.2017 11:59
<Rydygier>
22

Wynik się liczbą wyświetleń tego filmu nie zamknie.

Chyba zbyt usilnie pesymizujesz. Coś tam zawsze z tego będzie, swoje film dorzuci do tego ogródka. Już teraz widać, że nie taki znów "żaden".

16.09.2017 09:19
<Rydygier>
22

(która filmu Bagińskiego też nie zrozumie, bo jeszcze mniej w nim kontekstu niż w dziele IPNu)

Dość... skrajne (w męczący sposób) exemplum:

https://youtu.be/IQKdT5plSH8
https://youtu.be/f32gD4CVa7s

Mimo wszystko - coś tam się przebiło.

15.09.2017 23:28
1
odpowiedz
<Rydygier>
22

Myślę, że rolą syntetycznej pigułki tego rodzaju jest zarysować stanowisko w głównych kwestiach spornych i zaciekawić, to jest skłonić do sięgnięcia po bardziej analityczne i wyczerpujące źródła, a nie wyczerpywać temat w parę minut animacji.

Jeśli przy okazji wywoła ferment i międzynarodowe spory internautów o tym, "jak było naprawdę", to tym lepiej, o ile dyskutujący wzmogą się na rozmowę konstruktywną, rzeczową, opartą na argumentach i otwartą, bo taka oznacza właśnie potrzebę zgłębiania tematu i szukania wiedzy o faktach. Choćby gdzieś na cichym marginesie kłótni tyleż zajadłych co intelektualnie jałowych - "przerzucanek" racji najmojszych. Co prawda człek zwykle będzie twardo bronił tego, co mu w domu i szkole do głowy włożono, ale tym bardziej nie ma nadziei na dojście prawdy czy uzgodnienie dojrzalszego spojrzenia na własny jej ogląd, jeśli się o tym nie próbuje rozmawiać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-15 23:32:31
15.09.2017 23:11
<Rydygier>
22

Mowa nie tylko o grafice, choć również.

Grafika starzeje się, ale póki to nie nastąpi - podoba się wystarczająco długo, by nacieszyć się grą. Zwłaszcza, że obecnie starzeje się już chyba wolniej, niż to bywało w czasach gwałtownych rewolucji na tym polu. Tymczasem stylizowana grafika to dla mnie zwykle minus (jak w tym wypadku) i to, faktycznie, ponadczasowy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-15 23:12:14
15.09.2017 20:35
<Rydygier>
22

Świetna animacja, myślę że doskonała w roli łykliwej pigułki polskiego spojrzenia na historię dla zagranicznego odbiorcy. I w tej roli potrzebna. Ciekawe, kiedy zostanie zbanowana na terenie Rosji.

15.09.2017 20:33
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Najpierw IWŚ, później IIWŚ

O ile wiem, między zakończeniem pierwszej a wybuchem drugiej zachodzi ścisły związek, nie traktowałbym ich tu oddzielnie.

Każda nacja ma swoją specyfikę, skłonności, swoje mocne i słabe strony, też - swoje demony. Ciekawy temat do zgłębień.

15.09.2017 10:22
<Rydygier>
22

Przeczytaj uważniej, o co się rozchodzi.

wirtualnych (czyt. nienamacalnych) rzeczy jest całe mnóstwo

Otóż rzecz w tym, że tego, co wirtualne, tak naprawdę nie ma. Z definicji słowa "wirtualne". To nie to samo, co nienamacalne.

Owszem, można monetyzować, to oczywiste, skoro ludzie to robią. Jeszcze raz:

Nie piszę o wartości umownej ("warte tyle, ile chcą dać")

15.09.2017 09:19
<Rydygier>
22

Nie piszę o wartości umownej ("warte tyle, ile chcą dać") tylko o faktycznej. Wręcz właśnie wskazuję na rozdźwięk między obiema.

Owszem, wirtualna "rzeczywistość" gier ma pewien wpływ na świat realny, wnosi jedną rzecz. Najogólniej - powoduje przeszeregowanie sieci neuronowej mózgu użytkownika. Czy to będzie trening, czy doświadczenie rozrywki, wzbudzenie jakiejś emocji itp. To jest realna rzecz/wartość, którą wynosi się z grania. Ale tej nie stracono.

Tymczasem wspomniany "matriks" zaczyna się tam, gdzie człowiek myli rzeczywistość z wirtualną ułudą. Dla takiego pobudka kubłem wody to przysługa. Różnica między obiema jest fundamentalna i o niej piszę. Gry rozrywkowe służą rozrywce, czyli życiu, natomiast życie nie powinno służyć graniu, gdy to świat gry jest dla nas nadrzędny (więc sam w sobie wart realnej kasy i czasu), bo tym samym jest marnowane na to, co nie jest prawdziwe, lecz traktowane, jakby było. Znam tę trudno uchwytną różnicę z autopsji.

Może przykład:

Powiedzmy, że jest sobie gra, w której gracz rządzi królestwem. Powiedzmy, że do tej gry wydano DLC dodające królestwu pewien pożyteczny budynek. Gracz to DLC kupuje. Otóż wydaje mi się, że cała rzecz w tym, dlaczego kupuje.

1. Bo fajny budynek, z powodu którego będzie miał więcej rozrywki - wszystko OK;
2. Bo królestwu ten budynek jest potrzebny - i tu już jest problem. Gracz inwestuje realną kasę, czyli de facto czyjś przepracowany czas życia, oby choć swój, by, uwaga, poprawić "byt" nieistniejącego królestwa.

W 2. popaść chyba łatwiej, gdy mieszkańców królestwa animują realni gracze.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-15 10:18:27
15.09.2017 08:57
odpowiedz
7 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Trudno mówić o kradzieży, gdy to, co "skradziono" było bezwartościowe, bo tego nie było, wirtualna ułuda, ile by na to kasy i czasu nie zmarnowano. Owszem, stracono całą tę kasę i czas, ale wcześniej, inwestując je w pogoń za pustymi złudzeniami.

Rozumiem, że może dzieci czasem mylą świat rzeczywisty z grą (acz rzadziej, niż się mniema), ale jeśli dorośli świadomie sami to sobie robią, bolesna pobudka z takiego samorobnego matriksa wydaje się zasłużona i potrzebna.

15.09.2017 08:51
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

Każdy chce osiągnąć to samo - szczęście. Pytanie, w czym go upatruje.

U mnie - święty spokój i zbawienie. Jedno z drugim kłóci się niestety, stąd życie jest walką.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-15 09:28:20
15.09.2017 08:47
1
<Rydygier>
22

No nie dla mnie taki urok.

Zresztą realizm słabo się sprzedaje

Pewnie dlatego tak trudno mi znaleźć coś dla siebie ostatnimi laty.

i nie współgra z RPGami

Współgra. Jest wręcz nieodzowny w określonych granicach, ich przebieg zaś jest subiektywny. Ja tu wymagam sporo, nawet od konwencji fantasy.

14.09.2017 15:44
odpowiedz
<Rydygier>
22

A to wszystko realnie o nic i po nic. Z grubsza.

14.09.2017 13:36
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Nadal mam mieszane uczucia. Widzę to, co mnie irytowało w jedynce - odrealnione ( o ile można tak powiedzieć), lekko bajkoidalne i zbyt barokowo-cukierkowe wizualia, te wyreżyserowane pod konkretne taktyki miejsca starć, gdzie walka często staje się mocno abstrakcyjną łamigłówką z beczkami i substancjami... To wszystko zabija imersję, powstaje uczucie, jakby się grało w coś skierowanego do targetu młodszego o 20 lat, zabawa klockami i ludzikami z plastiku. Ale pytanie klucz - jaka fabuła, jaka narracja, jak zarysowane postacie i ich relacje. Jeśli w stylu poprzedniej części (i zajawek), to raczej mogiła.

Wygląda, że to gra zrobiona pod i dla fanów jedynki.

PS.Wszelako mam wrażenie, że jeśli idzie o sukces rynkowy, czyli ilość zachwyconych graczy, to będzie hicior (chyba, że coś skopali, okaże się za krótka itp.). A ja znowu gdzieś z boku.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-14 13:51:14
14.09.2017 12:25
odpowiedz
<Rydygier>
22

17, hę?

Śmiejcie się, śmiejcie, ale gdy już lada dekada gra doczeka się premiery, będziecie zbierać szczęki z podłogi (sztuczne).

SC, założywszy szczere intencje, to chyba jakaś próba zupełnie nowej formuły deweloperki, na miarę zupełnie nowej skali ambicji. Powiem tak: jeśli faktyczna realizacja tego rodzaju niebywałych wizji istotnie wymaga takich nakładów czasu i pracy, to chwała Syzyfom, którzy próbują to turlać. Nie ma co popędzać, na emeryturze jest podobno dużo wolnego czasu, będzie jak znalazł.

Ale to może być jak z tym podbojem kosmosu - wysłano podświetlny statek kolonizacyjny z hibernatusami, który miał osiągnąć cel za 200 lat, jednak w tym czasie wynaleziono warpa, więc nim statek doleciał, układ był już dawno skolonizowany, a zamrożeni "pionierzy" stanowili już tylko relikt-ciekawostkę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-14 12:26:25
12.09.2017 08:14
1
odpowiedz
<Rydygier>
22

Papież precyzuje i uzupełnia swoje stanowisko w kwestii migrantów:

https://gosc.pl/doc/4179033.Papiez-nie-taki-hurraoptymistyczny-jesli-chodzi-o-przyjmowanie

Odnosząc się do kryzysu migracyjnego, papież oświadczył: "Czuję obowiązek, by wyrazić wdzięczność Włochom i Grecji, ponieważ otworzyły serca przed migrantami. Przyjęcie ich to przykazanie Boże".

Następnie zastrzegł: "Ale rząd musi podchodzić do tego problemu z cnotą roztropności".

Zdaniem Franciszka w pierwszej kolejności należy rozważyć, ile miejsc ma się dla przybyszów. "Po drugie - dodał - chodzi o to, by nie tylko ich przyjmować, ale także integrować".

"Widziałem we Włoszech przykłady przepięknej integracji" - zapewnił.

Położył nacisk na to, że jest także problem humanitarny. W ten sposób odniósł się do obozów dla migrantów i uchodźców, głównie w Libii. "Niech ludzkość zda sobie sprawę z istnienia tych obozów, z warunków, w jakich ci migranci żyją na pustyni, widziałem zdjęcia" - mówił papież.

Franciszek podsumował: "A zatem serce zawsze otwarte, roztropność, integracja i bliskość humanitarna".

"Ale jest też nasza zbiorowa podświadomość, która myśli: Afrykę należy wyzyskiwać" - powiedział papież.

Wyraził przekonanie, że przeświadczenie to należy obalić. "Afryka to przyjaciółka i trzeba jej pomóc" - wskazał.

Zaskoczyło mnie, że jest gdzieś taka zbiorowa świadomość, że Afrykę należy wyzyskiwać. Rozumiem, że prowadzi do tego chciwość poszczególnych ludzi, ale zbiorowa świadomość, że tak należy?

11.09.2017 09:17
odpowiedz
<Rydygier>
22

Minister spraw wewnętrznych Niemiec Thomas de Maiziere

To jest jeden Niemiec.

Szef MSW zaznaczył, że poziom niemieckich świadczeń dla uchodźców jest relatywnie wysoki i wywołuje "efekt zasysania".

Dopiero teraz zauważył? Może raczej dopiero teraz chcą o tym mówić - ach ta wyborcza gorączka.

- Oznacza to, że wysokość świadczeń w Niemczech zostałaby obniżona - przyznał.

Brzmi rozsądnie.

11.09.2017 08:21
odpowiedz
<Rydygier>
22

Skoro reparacje dotąd nie zostały uiszczone w adekwatnej sumie, by zadośćuczynić ogromowi strat, a rachunek krzywd nie został wyrównany, to sprawiedliwym jest, by zostały wypłacone. W tym zwrócone to, co rozrabowano.

Ciekawe, czy rząd faktycznie na to liczy, czy też raczej chce mieć dźwignię nacisku, by mieć z czego ustępować
i ugrywać to i owo na innych polach.

10.09.2017 14:38
1
<Rydygier>
22

Ale dlaczego uważasz że kogokolwiek to obchodzi?

Piszę, co chcę napisać nie wiedząc, czy kogoś to obejdzie (skąd to wiedzieć?). Jeśli ktoś nawiązuje rozmowę - znaczy, że obeszło.

10.09.2017 12:16
<Rydygier>
22

czy nie dało sie tego poprawić

Nie wiem, jak z wyglądem, ale w generacji proceduralnej fajne jest to, że globalne poprawki nanosić można manipulując jednym wzorem, czyli to bardziej kwestia pomyślunku niż nakładu żmudnej pracy. To czyni gry pokroju NMS bardziej elastycznymi jeśli chodzi o poprawki. I szczerze liczę, że w kwestii złożoności tego wzoru i jakości rezultatów nie powiedziano jeszcze w NMS ostatniego słowa. Zwłaszcza na odcinku fauny i de facto nie istniejących ekosystemów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-10 12:34:33
10.09.2017 12:00
1
<Rydygier>
22

Ale po waszych wypowiedziach widze, ze z kazda inna religia, wymarla czy nie mozna robic co sie chce ale od chrzescijanstwa sie odwalcie.

Wiara zakłada prawdziwość jej przedmiotu, a zatem fałsz wszystkiego, co z nim sprzeczne. To wyklucza jakąkolwiek symetrię w traktowaniu wiary własnej i innej, z własną sprzecznej, chyba się zgodzisz? Nie wiem, jak u innych, ale w katolickiej wierze, choć nie szanuje się fałszu, to szanuje się szczerość poszukiwania prawdy i starania, by żyć jak najlepiej wedle owego szczerego rozeznania co do prawdy, dobra i zła (inaczej - szanuje się cudze sumienie). Zatem nie, nie można robić "co się chce" nawet z wiarą fałszywą, acz na pewno można robić więcej, skoro jest fałszywa.

Stosunek Kościoła Katolickiego do religii niechrześcijańskich jest omawiany w KKK, paragrafy poniżej:

http://www.teologia.pl/m_k/kkk1p18.htm#2

10.09.2017 10:56
1
<Rydygier>
22

rydygier...a dlaczego pomysl bluznierczy? w takim razie taki np God of War tez jest bluznierczy bo traktuje o religii Greckiej??

Bluźniercze jest to, co uwłacza temu, co święte. Nie wiem, jak na daną grę zapatrywałby się ten czy tamten innowierca, dla katolika wykorzystanie postaci Chrystusa w takim kontekście i formie jest bluźniercze.

KKK 2148 Bluźnierstwo sprzeciwia się bezpośrednio drugiemu przykazaniu. Polega ono na wypowiadaniu przeciw Bogu – wewnętrznie lub zewnętrznie – słów nienawiści, wyrzutów, wyzwań, na mówieniu źle o Bogu, na braku szacunku względem Niego w słowach, na nadużywaniu imienia Bożego. Św. Jakub piętnuje tych, którzy "bluźnią zaszczytnemu Imieniu (Jezusa), które wypowiedziano nad (nimi)" (Jk 2, 7). Zakaz bluźnierstwa rozciąga się także na słowa przeciw Kościołowi Chrystusa, świętym lub rzeczom świętym. Bluźniercze jest również nadużywanie imienia Bożego w celu zatajenia zbrodniczych praktyk, zniewalania narodów, torturowania lub wydawania na śmierć. Nadużywanie imienia Bożego w celu popełnienia zbrodni powoduje odrzucanie religii.

Bluźnierstwo sprzeciwia się szacunkowi należnemu Bogu i Jego świętemu imieniu. Ze swej natury jest grzechem ciężkim (Por. KPK, kan. 1369).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-10 11:00:52
10.09.2017 08:30
<Rydygier>
22

Religie , wiary itp. są to wymysły...stworzone po to by ludzie mieli o co toczyć ze sobą wojny.

No niestety, tego rodzaju uproszczone i wadliwe myślenie jest specyficzne dla wieku młodzieńczego buntu, gdzie wystarczy, że radykalne i na przekór. Pierwszy etap wybijania się na intelektualną niepodległość. Z tego się wyrasta... albo i nie.

Zauważ, że ta teza jest zupełnie pozbawiona rzetelnego uzasadnienia (byłoby ono zresztą bardzo trudne, bo teza nader śmiała, karkołomna wręcz). Wydaje się, że ot, bezrefleksyjnie rzuciłeś powtórzone za innymi hasełko i uznałeś, że to już, że cbdu. Otóż bynajmniej. Myśl samodzielnie. Myśl rzetelniej. Myśl bardziej. Nie zadowalaj się pozorami radykalizmu. Szukaj prawdy, bądź w tym staranny i uczciwy.

Dla studia Digital Crafter całe zamieszanie było zapewne sporym zaskoczeniem

Pomysł na grę parszywy i bluźnierczy. Dlatego też wątpię, by to było dla nich zaskoczeniem. Nie po to sięga się po bluźnierstwo, i to w takim szerokim spektrum, by być zaskoczonym skandalem. Nie. Robi się tak właśnie dla skandalu jako chwytu marketingowego. Działa? No chyba działa. Teraz grę pewnie kupi niejeden młodociany umysłowo "wróg religii" w ramach manifestu światopoglądowego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-10 10:46:08
09.09.2017 21:35
odpowiedz
<Rydygier>
22

Jedna z najciekawszych i najbardziej perspektywicznych koncepcji - zaprząc matematykę do generowania świata przedstawionego. W końcu onaż matematyka bangla światem rzeczywistym.

Proceduralne generowanie questów to nie problem. Ale tworzenie w ten sposób scenariuszy/spójnych, ciekawych i sensownych historii to stety-niestety dość odjechana SF spod znaku Elektrybałta Trurla. Chyba, że mówimy o fabule emergentnej, która gracz sobie dopowiada w wyobraźni osnuwając wokół proceduralnie generowanego szkieletu zdarzeń.

Fascynujące to wszystko.

09.09.2017 17:38
<Rydygier>
22

Kampania to perełka interaktywnej narracji. Mały klejnocik o wielu urokliwych fasetkach. Dojrzały temat i dojrzały sposób opowiedzenia. Idealny szlif. Krótkie, ale moim zdaniem to najlepszy kawałek oficjalnej grywalnej zwartości w Arma 3 jak dotąd.

09.09.2017 11:31
<Rydygier>
22

Tu piszą skąd cena:

http://pclab.pl/news73602.html

Na wzrost cen wpływa oczywiście wysoki popyt i ograniczona podaż – producenci mają zwiększyć produkcję w drugiej części tego roku.

Oczywiście to rodzi kolejne pytanie - czemu podaż nie jest większa. I tu odpowiedź może być ciekawsza.

Cały czas rosną ich przychody, a przede wszystkim zyski, więc firmom raczej nie spieszy się, by cokolwiek zmieniać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-09 11:31:48
09.09.2017 09:47
<Rydygier>
22

Dlaczego WSZYSCY chcą grać w PUBG

Nie wszyscy.

Zapewne teraz nieunikniony jest wysyp klonów tej formuły. Jeszcze dogorywa moda na zombie-surwiwale, z których większość poroniona, a już zaczyna się następna. Z kwaśną miną to piszę widząc, jak rośnie nakład pracy i kasy wkładany w coś, co mi zwisa i powiewa, w multi. To coraz bardziej nie jest rynek dla samotnych wilków. Przerysowując nieco, za jakiś czas aspołecznemu elementowi wśród graczy może pozostanie jedynie zaszyć się w mateczniku jakiejś niszy, w rezerwacie dla gatunków zagrożonych.

09.09.2017 09:09
odpowiedz
<Rydygier>
22

Obecnie mam jeden HDD i dwa SSD - na jednym SSD system, więc wstaje prędziutko, na drugim to, co doczytuje tekstury z dysku, czyli zyskuje realnie najwięcej na szybkości SSD (Arma, VBS). HDD z kolei zapewnia o wiele więcej miejsca na całą resztę, magazynowanie danych itp. Chwalę sobie taki układ.

08.09.2017 16:50
<Rydygier>
22

Trochę nie rozumiem co tutaj robi Arma III

W tym przypadku głównej przyczyny rozdźwięku w opiniach obu grup nie trzeba daleko szukać – jest nią po prostu czas. Media recenzowały Armę III, gdy tytuł ten dopiero raczkował – w niemal dosłownym tego słowa znaczeniu. Tuż po premierze był to projekt tyleż ambitny i technologicznie imponujący, co zwyczajnie niedorobiony. Roiło się w nim od frustrujących błędów i rozpaczliwie brakowało zawartości, na czele z kampanią fabularną z prawdziwego zdarzenia i porządnymi narzędziami moderskimi. Dlatego oceny prasy nie mogły być zbyt wysokie. Co innego opinie cierpliwych graczy.

Jak by nie patrzeć, w dniu premiery Arma 3 była mocno szkieletowa, zresztą z konkretnych przyczyn obejmujących wczasy w greckim więzieniu. Z tego, co mówili devowie, wybór był "wyjdzie teraz i taka albo wcale".

Obecnie wystawianie grom ocen na premierę to merytorycznie swoisty "przeżytek", w efekcie niezbyt miarodajne, ale w przypadku Army tak było od dawna. Premiera to tutaj zaledwie początek etapu intensywnego popremierowego rozwoju, który zresztą w najlepsze trwa nadal, więc jeśli ktoś podchodzi do Army jak do innej gry i ocenę wystawia jej na premierę... To jakby wręczać świadectwo szkolne we wrześniu. Co się dziwić, że rozdźwięk.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-08 16:55:30
08.09.2017 15:43
<Rydygier>
22

Ano, poczekać na szczegóły z oceną warto.

Podobnie to działa w kasynach

Hm. Nawet założywszy takie pokłady złej woli... Kupa zwiedzionych "cyrografami" moderów to proszenie się wizerunkowe samobójstwo we wszystkich internetach świata. Nie mówiąc o uwikłaniu w batalie sądowe, bo umowa to nie wszystko. Krótkowzroczne to byłoby, głupie. No i gdy fama pójdzie, a poszłaby, nowych do golenia by już nie znaleźli.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-08 15:44:18
08.09.2017 15:38
odpowiedz
<Rydygier>
22

Arma 3 - pomimo wad na dzień dzisiejszy jedna z bodaj dwóch gier, które osobiście uważam za rzeczywiście warte typowej ceny AAA (drugą jest W3). W istocie, skłonny byłbym za nią dać więcej. Tymczasem obie kosztują sporo mniej, a za A3 nie dałem ani grosza.

Właściwie to nie gra w sensie pograł, przeszedł, odłożył. To hobby na lata.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-08 15:38:33
08.09.2017 15:16
<Rydygier>
22

I kupa utalentowanych ludzi będzie na nich tyrać za grosze.

Dlaczego by mieli? Dla tych groszy zamieniać fajne hobby w tyranie? Oczywiście, że B. chodzi o zyski, zazwyczaj po to zakłada się firmę, na litość, by zarobić możliwie dużo, ale jeśli warunki nie będą korzystne dla moderów, to B. guzik na tym zarobi, raczej straci, bo zrazi graczy a moderów nie zachęci (lub też zrazi, jeśli dla chcącego modować wejście w taki układ byłoby jedyną opcją).

08.09.2017 13:23
odpowiedz
<Rydygier>
22

Ich produkt, ich prawo. Widzę, że pomysł płatnych modów wraca coraz częściej to tu to tam i nie dziwota, stoi za nim zarówno solidna logika jak i tym solidniejsza chęć zysku, w czym nie ma co do zasady nic złego. Granica między DLC a modem jest mętna i coraz bardziej rozmyta, pokrewne od strony zasady, z różnicą jakościową też bywa rozmaicie. Płacić musu istotnie nie ma i nie będzie, ale po ludzku zrozumiała, choć raczej nieuzasadniona, irytacja przyzwyczajonych do "kontentu" za free lub cołask. Jak będzie - zależy od reakcji rynku, lecz niezmienna to reguła, że stare mija, a idzie nowe.

Co do mnie - dostrzegam prawo do płacy za wykonaną, często wcale nie tak małą pracę, ale osobiście odradzałbym moderom wchodzenie w podobne układy. Gdzie pojawia się pieniądz, kończy się klimat beztroskiego modowania.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-08 13:23:47
08.09.2017 13:05
odpowiedz
<Rydygier>
22

Dziwnym nie jest.

Tak, też mi się wydaje, że standalone przespało modę, którą DayZ samo kreowało. Znowuż to tylko moje wrażenie, ale strategia dewelopersko-wydawnicza BI odnośnie priorytetów to "Arma, długo nic, reszta". I przy ograniczonych zasobach przerobowych to moim zdaniem jest strategia generalnie słuszna, choć pewne projekty jednak bym dopieścił bardziej (Take On Mars) a inne zrobił szybko i sprawnie lub wcale. No, ale rzeczywistość bywa bardziej złożona niż zgrabne założenia. DayZ mam, ale za free, w dodatku i tak nie lubię ani MP ani zombie, więc w sumie dla mnie los tego projektu to kwestia drugorzędna co najwyżej.

08.09.2017 09:35
odpowiedz
<Rydygier>
22

Komizm obrazka jest wysokich lotów, ale nieuchwytny i wymagający wyrobienia, bo mocno abstrakcyjny.

A poważnie - ciekawe, że pochylają się nad kształtowaniem poczucia humoru, idea wielce pozytywna. Wykonanie dyskusyjne, ale może jednak OK na ten wiek ucznia. Mamy żart sytuacyjny, językowy...

Gdyby autorzy artykułu i tweeta mieli w szkole zajęcia z humoru, może artykułu by nie było.

Jego pierwsza reakcja to: "po pierwsze tu powinno być napisane 'czarnoskóry', a nie 'murzyn'.

Ech, już mu ktoś wbił do głowy tę absurdalną sieczkę. Murzyn już pejoratywne? Toż chyba tylko Usańczykowie mają tutaj zakorzenionego historycznie hopla. Zdrowe to nie jest, po cóż to sztucznie kalkować, dobrego, poręcznego słowa szkoda.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-08 09:40:06
06.09.2017 19:05
odpowiedz
<Rydygier>
22

Potencjał na coś naprawdę fajnego jest. Mam nadzieję, że będzie gęsty klimat, postacie z krwi i kości, że unikną suchego schematyzmu a fabuła faktycznie wciągnie, a nie będzie tylko cienkim pretekstem. Podobna strategia w takim sosie - mniam. Nadal z nostalgią wspominam serial Nikita z lat 90-tych. Gdy się teraz na to patrzy - siermięga wyłazi i ze scenariusza i z realizacji, a jednak nadal ma to coś - oto nieświęci wcale, ale bardzo ludzcy ludzie wbrew woli uwikłani w działalność z natury wymagającą bezbłędności, bezdusznego kalkulowania i cynicznego rozporządzania życiem dla wyższego celu, beznadziejna sytuacja potrzasku, gdzie to, co konieczne, jest okrutne, w której próbują jednak po prostu żyć - melancholijnie pesymistyczne. Chciałbym gry owo "coś" oddającej. Może utrafią.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-06 19:22:15
04.09.2017 17:29
<Rydygier>
22

W jakim stopniu ten twój pogląd błędom nie podlega

W zwyczajnym, jak to ludzki pogląd. Chodzi o coś konkretnego, czy tak sobie "na pusto" się czepiasz, bo uwiera, co napisałem?

04.09.2017 17:23
<Rydygier>
22

Materię poważną definiuje sąsiedni paragraf. Chcesz wiedzieć, sam go "zmiel", ale to może nie być takie proste. Co do nieomylności - powtarzać nie będę, masz napisane, rób z tym co chcesz.

Zastosuj do siebie, z cała powagą..

Staram się tak właśnie postępować. Inaczej nie polecałbym innym.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-04 17:30:51
04.09.2017 17:11
<Rydygier>
22

Zgadza się. Tobie jedynie wyjaśniam w ramach obowiązków względem bliźniego. Radzę przeczytać, przemyśleć, naprawdę, bo błąd w tej materii ma poważne skutki.

04.09.2017 16:53
<Rydygier>
22

Dogmat obowiązuje wszystkich katolików od 1870 roku i mówi że:
"nieomylność papieża należy rozumieć jako bezbłędność w sprawach wiary i obyczajów, nie zaś w sprawach codziennych"
Stosunek do uchodźców nie jest sprawą codzienną, gdyż miłość bliźniego jest podstawą wiary Katolickiej.
Nie narzucam ci obowiązku przestrzegania tego co mówi Papież, ale jeżeli tego nie robisz nie jesteś katolikiem tylko innowiercą.

Wreszcie konkret. To teraz tak:

1. Napisałeś, że chodzi o "zdanie papieża". Nie chodzi jednak o zdanie papieża, a o jego nauczanie w konkretnej tematyce. Dogmat o nieomylności papieża ponadto tyczy się wyłącznie wypowiedzi ex cathedra:

http://www.rodzinakatolicka.pl/index.php/magisterium/47-b-pius-ix/36831-sobor-watykaski-i-pastor-aeternus-konstytucja-dogmatyczna-o-kociele-chrystusowym

My zatem, wiernie zachowując tradycję otrzymaną od początku wiary chrześcijańskiej, na chwałę Boga, naszego Zbawiciela, dla wywyższenia religii katolickiej i dla zbawienia narodów chrześcijańskich, za zgodą świętego soboru, nauczamy i definiujemy jako dogmat objawiony przez Boga, że gdy biskup Rzymu przemawia ex cathedra, to znaczy, gdy wykonując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich chrześcijan, na mocy swego najwyższego apostolskiego autorytetu określa naukę dotyczącą wiary lub moralności obowiązującą cały Kościół, dzięki opiece Bożej obiecanej mu w osobie św. Piotra, wyróżnia się tą nieomylnością, w jaką boski Zbawiciel zechciał wyposażyć swój Kościół dla definiowania nauki wiary lub moralności. Dlatego takie definicje biskupa Rzymu - same z siebie, a nie na mocy zgody Kościoła - są niezmienialne.
Gdyby zaś ktoś, nie daj Boże, odważył się sprzeciwiać tej naszej definicji - niech będzie wyklęty.

Cytat jednocześnie wylicza warunki, na jakich ogłasza się nauczanie ex cathedra. W praktyce oznacza to określona formę dająca jasno do zrozumienia, że papież niniejszym taką naukę wygłasza. Zdarza się to bardzo rzadko, zwykle przy formułowaniu dogmatów.

Sprawa nieomylności, wymogu posłuszeństwa itp. jest jednak bardziej złożona:

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/magisterium_ard5.html

(zwłaszcza 10.3, gdzie także cytat z KPK)

Przystępniej wyjaśnione:

http://mateusz.pl/pow/020208.htm

„Nieomylność” w Kościele należy rozumieć w bardzo konkretny i specyficzny sposób. Nieomylnością cieszy się papież i kolegium biskupów pod bardzo konkretnymi warunkami. Warunki te określa kanon 749 Kodeksu Prawa Kanonicznego:

etc. i dalej:

Jak dotychczas papieże nie korzystali prawie w ogóle z możliwości określania nauki w sposób definitywny. Od 1869 r. jedynie jeden raz w 1954 r. papież Pius XII użył tego instrumentu definiując Dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryji Panny. Może to wydawać się dziwne, ale dotychczas nigdy więcej z tego nie korzystano.

Ogłoszenie tego dogmatu to zresztą dobry przykład wypowiedzi ex cathedra.

http://ptm.rel.pl/files/bi_ma/bm07/bm07_19aneks.pdf

(str. 267)

Jest jeszcze sprawa tego, co stanowi kwestię wiary i moralności, a co nie. "Zdanie papieża", jak to ująłeś, może się tyczyć najzupełniej wszystkiego. Od dogmatów po hodowlę pomidorów. Już choćby z tego względu napisałeś zdanie błędne. Uważam też, że opinia w temacie postępowania krajów wobec uchodźców nie zalicza się do spraw wiary i moralności, a do kwestii sprawowania władzy, czyli polityki, zatem w najlepszym razie to nie sprawa wiary, lecz jej praktykowania w życiu (oby). Idąc Twoją logiką trzeba by przyznać, że sprawą wiary i moralności jest najzupełniej wszystko, bo zasady wiary i moralności dotyczą całej egzystencji i całego wszechświata.

2. Napisałeś, że każdy, kto podważa, popełnia grzech śmiertelny. To z definicji grzechu śmiertelnego nieprawda:

KKK 1857 Aby grzech był śmiertelny, są konieczne jednocześnie trzy warunki: "Grzechem śmiertelnym jest ten, który dotyczy materii poważnej i który nadto został popełniony z pełną świadomością i całkowitą zgodą" (Jan Paweł II, adhort. apost. Reconciliatio et paenitentia, 17).

Ergo - nie każdy, kto podważa i tylko wówczas, gdyby podważanie stanowiło materię poważną (np. głoszenie herezji).

04.09.2017 15:39
<Rydygier>
22

A jeżeli chodzi twoja opinię o Papieżu, to w kościele jest tylko jedna kara za "nie zgadzanie" się z Papieżem i jest to ekskomunika

Ja bym jednak poprosił o konkretny cytat z magisterium który tak stwierdza. Ja twierdzę, że jesteś w błędzie i takiego cytatu nie ma. Domyślam się, do czego pijesz, a jeśli mam rację, to mylisz pewne sprawy, gdy przytoczysz nauczanie, na którym się opierasz, łatwiej będzie wskazać, w czym błąd. Napiszę ponownie. Zdanie:

Każdy katolik który podważa zdanie Papieża popełnia grzech śmiertelny.

To nieprawda. Akatolicka bzdura. Zarówno z uwagi na to, czym jest grzech śmiertelny (KKK się kłania), jak i na to czym jest, a czym nie jest, "zdanie papieża". Jeśli twierdzisz inaczej - uzasadnij.

"Papież cieszy się z ustanowienia Bożego najwyższą, pełną, bezpośrednią i powszechną władzą duszpasterską"
oraz
"Biskup Rzymski z racji swego urzędu, mianowicie urzędu Zastępcy Chrystusa i Pasterza całego Kościoła, ma pełną, najwyższą i powszechną władzę nad Kościołem i władzę tę zawsze ma prawo wykonywać w sposób nieskrępowany"

Nie na temat. Mowa o władzy nad Kościołem, nie o zdaniu papieża, jego podważaniu i skutkach.

Celem życia Katolika jest miłość do Boga i bliźnich, również nieprzyjaciół

To są przykazania, które prowadzą do celu, nie cel. Po co Chrystus umarł na krzyżu i zmartwychwstał? Żeby co osiągnąć?

KKK 1719 Błogosławieństwa odsłaniają cel życia ludzkiego, ostateczny cel czynów ludzkich: Bóg powołuje nas do swojego własnego szczęścia. Powołanie to jest skierowane do każdego osobiście, ale także do całego Kościoła, nowego ludu tych, którzy przyjęli obietnicę i żyją nią w wierze.

KKK 1721 Bóg bowiem stworzył nas, byśmy Go poznawali, służyli Mu, miłowali Go, i w ten sposób doszli do raju. Szczęście czyni nas "uczestnikami Boskiej natury" (2 P 1, 4) i życia wiecznego (Por. J 17, 3). Wraz z nim człowiek wchodzi do chwały Chrystusa (Por. Rz 8, 18. i do radości życia trynitarnego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-04 15:53:39
04.09.2017 15:16
<Rydygier>
22

A merytoryczniej można prosić?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-04 15:16:33
04.09.2017 15:00
<Rydygier>
22

Każdy katolik który podważa zdanie Papieża popełnia grzech śmiertelny.

A skąd coś takiego wynika? Zwykła nieprawda.

Uchodźcom trzeba więc zapewnić warunki do godnego życia, miejsce do mieszkania, jedzenie, pracę, edukację, akceptację i nadzieję

Nie ma tak łatwo. Jeśli już o katolikach mowa, to jest ważna, ale drugorzędna część ich obowiązku wobec bliźniego - uczynki miłosierne co do ciała. Są jeszcze te odnośnie duszy. Bo dla katolika nadrzędnym dobrem nie jest doczesny dobrostan/godny byt, a wieczne zbawienie. To jest cel Kościoła, reszta to środki.

Ich domu nie ma bo został zniszczony.

Powstrzymać dalsze niszczenie, potem pomóc odbudować, w międzyczasie zapewnić dane kwestie tak, by nie było z tego więcej szkody, niż pożytku, czyli z głową. W miarę sił i środków, nie mniej i nie bardziej. Tak ja bym to widział. To się oczywiście tyczy sytuacji, gdy dom faktycznie zniszczony (np. przez wojnę lub nędzę).

Unia Europejska nie jest przeciwna religii Katolickiej, a to było by jedynym usprawiedliwieniem działania przeciwko Unii.

Katolik ma moralny obowiązek sprzeciwu wobec tego, co w świetle jego wiary jest złe. Oczywiście taki sprzeciw nie byłby działaniem przeciwko Unii, a dla jej dobra. Kto czyni zło, sam występuje przeciwko sobie i własnemu dobru.

Kościół jest za wspólnotą, jednoczeniem się i wzajemnym poszanowaniem.

Na warunkach zgodnych z jego doktryną.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-04 15:14:52
04.09.2017 14:13
<Rydygier>
22

To nam tu coś zmienia, że różne? Bo nie wiem, czy się wykłócać, że jednak wiary, czy machnąć ręką. :)

04.09.2017 13:22
<Rydygier>
22

Cierpienie nie ma sensu.

Logiczny wniosek, gdy nie wierzy się w Boga. Wierzącemu wystarczy spojrzeć na krzyż. Cóż, rozmowę zagajono w intencji z punktu widzenia wiary katolickiej.

04.09.2017 12:31
odpowiedz
8 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Uproszczenia są groźne.

PiS: Wszyscy znamy stanowisko PiSu w sprawie integracji europejskiej, UE itd.
Kościół: Jesteśmy jak najbardziej za integracją w ramach struktur Unii Europejskiej. Nawet św. Jan Paweł II poświęcił temu kilka wystąpień. Unia Europejska jest dobra.

Akurat stanowisko PiSu jest proeuropejskie/prounijne (przynajmniej było, gdy ostatnio czytałem ich wypowiedzi w temacie).
To jest kwestia zasad i stopnia integracji. Wizji nt. kształtu i wartości Unii. Jeśli przywołuje się autorytet św. Jana Pawła II, warto też polecić uważnej lekturze również książkę Pamięć i tożsamość.

Inaczej - poparcie dla idei Unii, a poparcie dla jej aktualnej polityki czy dla polityki jej członków to dwie różne sprawy. Poza kwestią "wspólnota państw narodowych versus superpaństwo multikulti" mamy kwestie trwałości i charakteru rodziny, wartości życia ludzkiego (EU pozostaje obszarem trwającej hekatomby aborcji, czyli zbrodni dzieciobójstwa, bo nienarodzonym odmawia się człowieczeństwa, podobnie czyni się z cierpiącymi, bo kto odrzuca Boga, ten traci z oczu sens cierpienia), kwestie płci itp. a przede wszystkim sam stosunek do Pana Boga i wiary katolickiej, ich roli w życiu i decyzjach. Kościół dostrzega wartość wspólnoty państw, ale Unia straciła z oczu wartości przyświecające jej założycielom i kluczowe w nauczaniu Kościoła. Unii fundamentalnie przestało być po drodze z Kościołem.

PiS: Nie chcemy uchodźców
Kościół: Naszym obowiązkiem jest aktywnie pomagać wszystkim potrzebującym w tym uchodźcom i nie ma od tego żadnego wyjątku.

Te stanowiska są sprzeczne jedynie przy założeniu, że jedyną słuszną formą aktywnej pomocy uchodźcom jest ich przyjmowanie. Nie jest, choć w konkretnych przypadkach może się tak okazać. Ponadto kluczowa jest kwestia zasad tego ewentualnego przyjmowania. Więcej - ponieważ aktywnie należy pomagać nie tylko uchodźcom, trzeba koniecznie zwrócić uwagę na katolicką zasadę porządku miłości (tu kłania się kard. Wyszyński). Rząd w pierwszym rzędzie odpowiada za rządzonych. Dopiero zabezpieczywszy ten odcinek winien myśleć o pomocy pozostałym. Jak się wywiązuje z pierwszego i co faktycznie robi z drugim w porównaniu z tym, co mógłby - to winno być przedmiotem pytań, dyskusji i ewentualnej krytyki.

To powiedziawszy trzeba dodać, że tak, czy siak katolik nie powinien działać powodowany lękiem przed ludźmi czy światem. To samo z nienawiścią, pogardą, egoizmem, obojętnością. Powinien działać zawsze powodowany miłością Boga i bliźniego. Wierzący nie żyje w strachu. I używa rozumu. Działa więc kierowany miłością, ofiarnie, ale roztropnie, przewidująco, czyli nie "byle działać", a tak, by osiągnąć jak najlepszy efekt, bo tak właśnie dyktuje autentyczna miłość bliźniego, kierująca się rozsądkiem, nie emocjami. Z tym jest wielki problem.

Z uwagi na powyższe, jeśli chcemy faktycznie pomóc, nie ma innej rady, jak każdy przypadek traktować osobno, nie patrzeć na migrantów jak na zbiorowość i statystykę. Nie ma różnicy wówczas, ile procent jakich przypadków. Ważne, by każdy potraktować adekwatnie. Statystyki incydentów z kolei pomogą ocenić metodologię. Zatrzymani już gwałciciele z Rimni, pośród wielu rozmaitych nagłaśnianych w ostatnich latach przypadków, to ilustracja wadliwości i nieskuteczności obecnej polityki i procedur oraz konsekwencji takiego stanu rzeczy. Zamiast pomocy - krzywda. O to chodzi w miłości bliźniego? W pomocy potrzebującym? Nie. Nie uchroniono przed złem ani sprawców ani ofiar. Skutek okazał się zły.

Notabene wielu sobie ten procent estymuje na widzimisia, by pasowało do światopoglądu, w oparciu o doniesienia mediów dany światopogląd forsujące co jest podwójnie zwodnicze, bo oprócz stronniczości - media żywią się sensacją i wyjątkami. Kto myśli, że w oparciu o newsy o incydentach poznaje normę, ten się okrutnie myli. Ciekawe, ilu faktycznie się przekonało i wie. W najlepszym razie garstka, estymuję na widzimisia.

Na marginesie - wspominani dyżurni duchowni mediów lewoliberalnych są dyżurnymi duchownymi bo mają i wyrażają poglądy zbieżne z lewoliberalną linią tychże mediów. Są przydatni tej narracji, więc nagłaśniani. Tymczasem poglądy polityczne duchownych to nie nauczanie Kościoła, zaś w kwestii np. traktowania uchodźców może mylić się choćby i sam papież, jak każdy, nic w tym niezwykłego ani niebywałego. Co nie znaczy, że się myli. To już zależy o czym konkretnie mowa.

Zresztą nauczanie Kościoła to temat-rzeka, można by dyskusjami o tym ożywiać przez lata osobne forum i kłótni nie zabraknie. Nadmienię tu tylko, że jak każda treść, podlega ono nieuchronnie interpretacjom odbiorców i stąd z tej samej wiary wywodzą się nieraz skonfliktowane ze sobą poglądy i stanowiska. Oczywiście nie ma tu żadnego relatywizmu, prawda jest jedna, obiektywna i nienegocjowalna, więc w takiej sytuacji przynajmniej jeden z poglądów jest przynajmniej w jakimś stopniu błędny.

A i PiS, podejrzewam, to mniejszy monolit w tej kwestii, niż mogłoby się zdawać. To nie byt zbiorowy. Wspólny mają program, ale tu nie o programie mowa, jak rozumiem.

Tego:

I niech nikt z PiS nie śmie powoływać się na religię, Boga czy wiarę.

nie masz czoła nikomu dyktować. To już sprawa ich sumień, nie Twojego. Nie bądź zbyt pewny swego. Masz swój ogląd na te sprawy, ktoś może mieć odmienny.

Notabene sama nazwa partii to fraza z Pisma Świętego, więc i nazwę musieliby zmienić.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-04 12:34:15
02.09.2017 13:32
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

Jeszcze z perspektywy modera, jako ten, co się tym zajmował hobbystycznie a potem pracował robiąc praktycznie to samo, stwierdzam co następuje:

1. Godzien jest robotnik zapłaty swojej. Modowanie potrafi być bardzo pracochłonne, a z nakładu pracy biorca często nie zdaje sobie sprawy. Jeśli jakiś moder chce mieć zysk z własnej pracy, to nie ma w tym nic złego, o ile dogada się ze wszystkimi, którzy mają tu decydujący głos.

2. Serdecznie odradzam powyższe. Wprowadzenie zapłaty do relacji twórca-odbiorca zmienia ją diametralnie. Przyjemność tworzenia i dzielenia się rezultatem zmienia się w zobowiązanie wobec nabywcy, a ci już wobec darmowej zawartości potrafią być czasem mocno roszczeniowi. Tyle, że w takim układzie można te roszczenia i pretensje spokojnie zlać pochyłym, są zresztą rzadkie, natomiast gdzie jest kasa, pojawia się mentalność "płacę - wymagam"/"zapłacili mi - muszę się wywiązać". Nawet, gdy sprzedaje się rzecz gotową i uczciwie ją zaprezentuje, to i tak zupełnie inna bajka, również psychologiczny koloryt zupełnie inny, pojawia się stres, na pewno nie jest "tak samo, tylko dodatkowo z kasą".

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-09-02 13:33:25
31.08.2017 16:53
odpowiedz
<Rydygier>
22

37 ojro. Hm. Ciekawe, jakie będą oceny.

31.08.2017 16:50
<Rydygier>
22

W praktyce papież wypowiada się ex cathedra niebywale rzadko. Głównie formułując dogmaty. Taka wypowiedź musi spełniać określone warunki, więc forma ma znaczenie i to decydujące, również dlatego, że czyni jasnym, kiedy mamy do czynienia z ex cathedra. I dobrze, że tak jest, bo papieże to też ludzie i grzesznicy, w żadnym razie, no właśnie, wyrocznie. Toż w historii Kościoła niezgorsze skandale zdarzały się wokół papieży. Kościół je przetrwał właśnie z uwagi na owe ograniczenia papieskiego autorytetu, który absolutny w żadnym razie nie jest. Nie wiem, czy dobrze pamiętam, ale sam papież Franciszek chyba twierdził razu jednego, że nie zamierza się wypowiadać w tym trybie.

Oczywiście sprawa istotnie nie jest prosta, jakom rzekł, Nauczanie Kościoła jest złożone, rozciąga się od niedzielnej homilii księdza po ex cathedra papieża i zależnie rangi różnie bywa i winno być traktowane. Sam miewam wątpliwości w pewnych niuansach. Ale może przykład:

- kochaj bliźniego swego jak siebie samego - to element nauczania i to fundamentalny.
- przyjmuj imigrantów w granice swojego kraju na takich a takich konkretnych zasadach - to już nie jest nauczanie, ani o wierze, ani o moralności. To już kwestia polityki, czyli, oby, wcielania w życie zasad wiary i moralności, leżąca w gestii i odpowiedzialności rządzących krajem. Warto się zapoznać z nauczaniem Kościoła o władzy, choćby zawartym w KKK. Widać tam, że Kościół nie narzuca konkretnych rozwiązań, określa natomiast ich moralne ramy i granice.

Jeśli czegoś nie przeoczyłem, papież nie próbuje jednak dyktować konkretnych zasad postępowania rządom, więc całkiem być może, że dylemat jest w gruncie rzeczy pozorny. Weźmy spod podanego linka:

Papież Franciszek powiedział w piątek, że w kwestii rozwiązywania kryzysu migracyjnego media muszą przestać utrwalać negatywne stereotypy i zacząć wyjaśniać całość obrazu, rzucając światło na przyczyny migracji.

No sam miód i orzeszki. Zgadzam się w pełni. Oczywiście dodam, że te drugie media powinny się powstrzymać od przekonywania, że problemów nie ma tam, gdzie w istocie są. Wszystkie pospołu powinny dawać pełen obraz sytuacji. No, ale wiadomo, wołanie na puszczy.

Albo to:

W ocenie Franciszka Europa i inne części świata są w „krytycznym połączeniu”, kiedy przychodzi do migracji i zarządzania politykami migracyjnymi, natomiast przywódcy muszą „przewidywać i działać wspólnie” jak również „czujnie szanować fundamentalne prawa człowieka”, aby stworzyć polityki, które zakończą przyczyny wymuszanej migracji.

Dokładnie to samo uważam.

Osobną kwestia są wszelakie nadinterpretacje, którym z lubością poddaje się to, co papież powiedział. Artykuł, z którego cytaty wzięte, to dobry przykład. Zakłada się, że papież "zapomina" o tym, o czym nie mówi. Owszem, to, że papież podkreśla jedną stronę medalu, a zwykle milczy o drugiej, za fajne może nie jest i rysuje obraz jednostronny (choć sam podkreśla, by przedstawiano pełny obraz), i daje pole do takowych nadinterpretacji, ale to jest typowe dla subiektywnego punktu widzenia.

No i zauważmy - papież podkreśla rolę przyczyn w rozwiązywaniu kwestii migracji. I to jest roztropne. W UE do bardzo niedawna o przyczynach było jakoś cichutko. Gadano o polityce przyjmowania i dystrybucji między kraje członkowskie, względnie o blokowaniu szlaków, jakby to samo w sobie cokolwiek rozwiązywało.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-31 17:09:25
31.08.2017 15:58
<Rydygier>
22

Zapytam retorycznie: czy gdyby zamiast Franciszka w Rzymie przebywał Jan Paweł II też byś twierdził, że to, co mówi albo pisze, to wyłącznie jego prywatne poglądy, a nie stanowisko (nauczanie) Kościoła?

Otóż owszem. Bo taki jest fakt. Nauczanie Kościoła to zwyczajnie co innego, niż prywatne opinie papieży na tematy wszelakie i osoba papieża nie czyni tu żadnej zupełnie różnicy. Taki jest katolicyzm. A też i samo Nauczanie jest mocno różnorodne, podzielone na rangi. No i tyczy się wyłącznie spraw wiary i moralności, nie pochodnych typu dyktowania rządom konkretnej polityki.

Na marginesie dodam, że istotnie znam (netowo) katolików mocno krytykujących Franciszka za jego lewicowe inklinacje. Chyba faktycznie tak jest, ale osobiście nie pozwalam sobie na krytykę papieża z tego powodu.

Jak mówię - co do sedna z papieżem się zgadzam, obawiam się tylko, że co do strony praktycznej, podchodzi do sprawy zbyt beztrosko. Albo też abstrahuje od strony praktycznej słusznie zostawiając ją rządom.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-31 16:01:06
31.08.2017 15:27
<Rydygier>
22

Tylko między innymi i nie przede wszystkim. UE odżegnuje się od Boga i wielokroć w swej polityce idzie na przekór nauczaniu Kościoła.

Europa postępuje w tej sprawie bardzo po chrześcijańsku

W wypadku imigrantów w najlepszym razie (zakładając intencje jak najżyczliwiej) stara się postąpić dobrze, ale zupełnie nie wychodzi, wychodzi głupio, szkodliwie i przeciwskutecznie. Może się to zmieni w końcu. Pomijając intencje, kompletnie brak w tym (było) cnoty mądrości/roztropności. Merkel, znów delikatnie pisząc, poszła na żywioł zapraszając komu wola do Europy, bez planu, ładu ni składu, by następnie próbować innym wmusić tych swoich gości, także wbrew woli samych gości. To też chrześcijańskie nie jest.

Co do papieża, jego poglądy na tę sprawę nie są nauczaniem Kościoła ani tym bardziej prawdami wiary, choć z nich je wywodzi. Nie są też zapewne tożsame z tym, co o nich piszą media, bo te jak zwykle dobierają, co nagłośnić, a co przemilczeć. Nie wiem, jaki dokładnie obraz sytuacji ma papież w tej sprawie, ale z tego co mówi obawiam się, że delikatnie mówiąc jest to obraz niepełny. Pamiętam jednak, że między innymi mówił o potrzebie roztropności w tym wszystkim. Ja się generalnie zgadzam, że pomagać trzeba, że to wymóg miłości bliźniego. Że imigranci to osoby, bliźni, w których chrześcijanin ma nakazane widzieć Chrystusa, a nie jakiś zbiorowy, odczłowieczony byt pod tytułem "dzicz". Rzecz się rozbija o efektywną metodologię pomocy i o to, co mianowicie nazwiemy pomocą. Pisałem o tym kiedy indziej, niedawno linkowałem gdzieś obok.

bo tutaj można by się bawić w różne egzegezy

U katolików jest taki myk, że się "szeregowi" nie bawią w samodzielne egzegezy Pisma. Obowiązuje jedna, podana przez oficjalne nauczanie Kościoła, który ma wyłączność na interpretację Pisma odnośnie wywodzenia zeń prawd wiary.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-31 15:50:16
31.08.2017 15:05
1
<Rydygier>
22

A jakim konkretnie?

Tym:

przyświecającym jej założycielom

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/X/XU/niedziela201421-wartoscieu.html

Ojcowie założyciele chcieli przede wszystkim Europy opartej na wartościach chrześcijańskich, a także Europy wolnej od wojen. 9 maja 1950 r. Robert Schuman przedstawił na posiedzeniu rządu francuskiego plan utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, nazwany później Deklaracją Schumana. Rok później, we współpracy z Jeanem Monnetem i kanclerzem Niemiec Konradem Adenauerem, doprowadził do porozumienia między Francją a Niemcami w sprawie wspólnego zarządzania przemysłami stalowym i węglowym na terenie Zagłębia Ruhry. Chodziło o kontrolę nad newralgicznymi gałęziami przemysłu, co stanowiłoby gwarancję pokoju w Europie.

Obecnie trwa proces beatyfikacyjny Roberta Schumana (...) Kandydatem na błogosławionego jest również de Gasperi.

Czyli zgodne z korzeniami Europy. Dzisiejsza Unia to już zupełnie co innego, w zasadzie przeciwieństwo, podobnie jak to co, obecnie rozumie się na Zachodzie pod hasłem "wartości europejskie". I to jest tragedia stanowiąca prawdopodobnie główną praprzyczynę dzisiejszych kryzysów. Ma się rozumieć, kto nie podziela wartości chrześcijańskich, a utożsamia wartości europejskie z kursem Euro czy ideologią inną, ten, mierząc innym systemem wartości, może stawiać Unii diagnozę diametralnie różną. Logiczne. Ale prędzej, czy później rzeczywistość każdemu zaskrzeczy, bo prawda nie zależy od przekonań na jej temat.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-31 15:07:37
31.08.2017 13:02
odpowiedz
<Rydygier>
22

Na automatach, w Gdyni. Właściciel salonu dostrzegł dwóch szkrabów, mnie i brata, wgapiających się, jak inni grają i zafundował partyjkę. Gra była monochromatyczna, miała mocno symboliczną grafikę i wedle jego słów miała polegać na ustrzeleniu odpowiedniej liczby kaczek/ptaków (ale nie to, co na Pegasusie). Nie mieliśmy pojęcia, co robimy i raz dwa było po grze. Tytuł nieznany, nie ręczę też, że wszystko dobrze zapamiętałem. Mogła to być końcówka lat 80-tych czy coś w ten deseń.

A potem...

Ruskie gierki się liczą? Na pożyczonej złapałem bodaj 14 jajek za pierwszym razem.

Potem była atarynka u kolegi - nie pamiętam gry, potem własny Pegasus - nie pamiętam, która gra pierwsza. Na PC to chyba była "Żaba" gra w ascii do ćwiczenia obsługi klawiszy kursora. Trzeba było przeprowadzić "żabę" przez ulicę. Potem Scorch, a na pierwszym własnym PC - Steel Panthers 2, moja pierwsza własna gra komputerowa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-31 13:04:30
31.08.2017 12:13
odpowiedz
<Rydygier>
22

Grałem dość dawno temu, ale pamiętam, że błogosławiłem te drzwi. Przy normalnych notorycznie tworzyły się zatory spowalniające wszystko, wszyscy czekali, aż dotrze zabiegany wartownik i otworzy. I tak non-stop. A przy automatach bodaj jeden dyżurny obsługuje wiele drzwi, nie ma przestojów, wszystko bangla. Chyba, że coś mi się pomyliło.

31.08.2017 11:54
<Rydygier>
22

No niestety, UE sprzeniewierzyła się własnym wartościom, bardzo słusznym a przyświecającym jej założycielom i czas się stawiać - w ich obronie. Czas i krzyczeć nawet, skoro autobus zjechał z drogi i stacza się w przepaść. Jeśli to nic nie da, trzeba będzie niestety wyskakiwać. A nachylenie rośnie.

31.08.2017 09:19
3
odpowiedz
10 odpowiedzi
<Rydygier>
22

1. Może skapnęli się, że blef nie zadziała;
2. Ale to się jeszcze zobaczy, co zrobią i co to da;
3. Macron i Merkel próbują ugrać swoje stawiając się w kontrze do Polski, tymczasem Hiszpania deklaruje zacieśnianie współpracy z Polską i UK na polu walki z terroryzmem i nie tylko

http://www.rp.pl/Unia-Europejska/308299878-Mariano-Rajoy-nie-chce-izolacji-Polski.html

Co by nie uważać, w tych ciekawych czasach sprawy Unii kręcą się coraz bardziej wokół niepozornej Polski, bo się postawiła.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-31 09:19:41
31.08.2017 09:06
odpowiedz
<Rydygier>
22

Trochę się obawiam trudnego do uniknięcia schematyzmu: co jakiś czas "trudna decyzja", gdzie wymusza się na graczu wybór między dobrem jednostki i dobrem społeczności (plus opcjonalnie zgniły kompromis). Jeśli celem gry jest rozwój społeczności, być może będzie premiowała poświęcanie jednostek. Jednak mam nadzieję, że to nie będzie tak płytkie. Choćby jest niejednoznaczna kwestia taka, jak na morale społeczności wpłynie fakt, że władza poświęca ludzi.

A też pytanie, jakiej postawy etycznej wobec dylematu będzie gra uczyć. Bo może lepiej przegrać, niż zapłacić cenę zwycięstwa? No, są tu wyboje i potencjalne wilcze doły, bo i temat trudny i ambitny. Oby twórcy uniknęli takich pułapek.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-31 09:06:53
30.08.2017 17:15
1
<Rydygier>
22

Prawdopodobnie chodzi raczej o to, co się dopiero wydarzy 24 września. Jeśli już ktoś czuje potrzebę pochylać się nad tym, co twierdzi, że uważa kanclerz Niemiec, to raczej w tym kontekście.

30.08.2017 16:44
<Rydygier>
22

Ano tak. W połowie literalnie wymiękłem. Nagle zagapiłem się w ekran z refleksją typu "co ja paczę?", zorientowałem się, że się przymuszam, by brnąć dalej i to było na tyle. Fabuła nie porwała ani trochę (trudno powiedzieć, ile w tym winy samej historii, a ile - narracji), walka, jak pisałem, irytowała sztucznością (choćby te wszystkie dziwnym trafem obecne poręczne beczki), choć z początku polubiłem, bo turowa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-30 16:47:26
30.08.2017 15:44
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Umiarkowane zainteresowanie budzi Total War, ale może bardziej drugi D: OS. Bo może bardziej mi się spodoba, niż pierwszy, od którego odpadłem w połowie (nuda + walki trącące sztucznym wyreżyserowaniem pod z góry zadane taktyki, które z tego względu trudno było traktować poważnie). Sporo zależy od historii i jej narracji.

30.08.2017 15:23
1
<Rydygier>
22

Imo nie powinno się zwalać na wspólne regulacje we wspólnocie dt uchodzców z Syrii

Owszem, nie powinno się. Jeśli ktoś tutaj to robi, jest w błędzie. Wszakże obecne problemy z migrantami lub ich niezintegrowanym potomstwem mają swoje konkretne przyczyny i zapewne zwykle da się wskazać decyzje za nimi stojące i odpowiedzialnych za nie. Bardziej jednak chodzi o to, by na przyszłość działać mądrzej, niż by wytykać palcami czyjąś przeszłą głupotę. Powinno się też odróżniać uchodźcę od imigranta ekonomicznego itd. Każdy uchodźca to migrant, nie każdy migrant to uchodźca. Jeśli chodzi o ogólne "IMO" etycznej strony zagadnienia, to wyraziłem je tutaj:

http://www.gry-online.pl/S043.asp?ID=14346011#post0-14346182

Praktyka odnośnie migracji szeroko pojętej... Cóż. Doniesienia z ostatnich dni wskazują, że ktoś tam zaczyna wreszcie myśleć. Najkrócej - zająć się przyczynami, a jeśli imigrantów chętnych zostać na stałe przyjmować, to na takich zasadach, by zminimalizować zagrożenie dla obywateli (wynikające nie tylko ze złej woli jednostek, ale też z nieuchronnych tarć i zderzeń kultur i obyczajów), bo rząd za ich bezpieczeństwo odpowiada przede wszystkim, i by spowodować efektywną inkulturację. Począwszy od obligatoryjnego dla każdego kandydata na obywatela testu z podstaw języka urzędowego. Żadnych gett. Żadnych rozbuchanych "praw mniejszości". Obowiązują prawa i kultura miejsca, które migranta przyjmuje i migrant musi się dostosować, jeśli chce pozostać. Nie ma mniejszości ani większości. Są równo traktowani obywatele szanujący miejscowe prawa, kulturę i zwyczaje, skąd by nie pochodzili. Dzieci chodzą do tych samych szkół i uczą się tego samego, co wszyscy. Kultywować swoje własne zwyczaje przybysze mogą o tyle, o ile nie koliduje to z powyższym i ze zwyczajami miejscowymi, tym bardziej - z prawem. To druga strona prawa gościnności - poszanowanie obyczaju panującego w domu gospodarza. No i rzecz jasna przyjmować na skalę, którą kraj wedle podanych zasad jest w stanie ogarnąć i udźwignąć. To tak na kolanie, bo na pewno jest więcej aspektów do rozważenia.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-30 15:58:41
30.08.2017 14:21
<Rydygier>
22

Problem musiał istnieć od tysiącleci.

Problem migracji - owszem. Ale nie problem polityki migracyjnej Unii i jej członków, która to polityka, gdy właściwa, powinna rozwiązywać lub redukować do minimum problemy związane z migracją. A ostatnio je nawet wzmagała.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-30 14:21:32
30.08.2017 13:35
1
odpowiedz
7 odpowiedzi
<Rydygier>
22

nie tak dawno kilku Polaków gwałciło dziewczynę na śmierć za pomocą kija od szczotki, co dowodzi, że zbydlęcenie nie ma nic wspólnego z kolorem skóry i kulturą

Zasadniczo zupełnie nie dowodzi. By tego dowieść, trzeba wykazać, że w każdej jednej kulturze gwałt/zbydlęcenie jest zjawiskiem równie rzadkim/częstym i traktowanym jednakowo lub choć tyle, że kwestie kultury nie rzutowały na różnicę. Karkołomne. Tu co prawda chodzi bardziej nie o różnice kulturowe, a poziom wyżej - różnice cywilizacyjne wręcz.

Nawiasem, o polityce migracyjnej głośno ostatnio z uwagi na skalę migracji i wyjątkowo do niedawna tępe podejście do problemu (to się szczęśliwie chyba zaczyna zmieniać), ale problem musiał istnieć od dekad, co najmniej odkąd zaczęły się w głowach roić podwaliny utopii tzw. multi-kulti, skoro mowa już o kolejnych pokoleniach mieszkańców "gett" żyjących w zupełnym oderwaniu od miejscowej kultury, zwyczajów i wartości. Ponoć co najmniej niektórzy spośród zamachowców to przypadki zradykalizowanych członków tych enklaw kolejnego pokolenia, już tam urodzonych. Tym jaskrawszy przykład, jaką klęskę stanowi dotychczasowa polityka w tym względzie, również długofalowo. Cały sposób myślenia do wymiany na już. Jakoby. Zawsze można twierdzić, że wszyscy, którzy o tym piszą, konfabulują i guzik wiedzą, gett żadnych nie ma, wszyscy tam żyją w harmonii i zgodzie, a samochody same się podpalały itp. itd.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-30 13:44:22
30.08.2017 09:37
<Rydygier>
22

Mhm. Typowo. Kolejno: dyskusja z nieistniejącym chochołem, pustosłowie oraz dziwny dryf nie na temat.

Przypadek drugi i trzeci nie wymagają odpowiedzi i jej nie otrzymają. Pierwszy w sumie też może powinienem zbywać już milczeniem, który to już raz się powtarza to samo, jednak spróbuję wyjść tu naprzeciw i wyrażę się inaczej i szerzej:

Gdzie jedni wołają "Polska Pany!" a drudzy "Polska raby!" warto zauważyć co następuje:

1. Nie mam musu ani ochoty wołać z którymikolwiek;

2. Nawoływanie pierwsze wydaje się być przesadną reakcją wkurzonych po latach hołdowania temu drugiemu. Teraz pewnie będzie na odwyrtkę. Wahadło napędzane frustracją.

3. Obie skrajne postawy mają za fundament pewną cząstkę prawdy: należy się szanować i wymagać szacunku od innych, to jedna; należy trzymać się realiów czyli dostrzegać i uwzględniać dysproporcję sił i potencjałów zanim zacznie się głupio podskakiwać komuś o metr wyższemu i bez sensu szukać z nim zwady, i to jest druga.

4. Obrona własnej niezawisłości i samorządności wobec skandalicznych prób ingerencji w nie to zdecydowanie przypadek pierwszy. Polską rządzi i o polskich sprawach decyduje polski rząd wybrany przez polskich obywateli. Dopóki Unia tego nie szanuje, pozostanie tworem chorym, winnym swojej chorobie i jej ewentualnym konsekwencjom. Ale dopóki sobie tylko gadają, wystarczy adekwatnie odpowiadać lub też w końcu ignorować i robić swoje po swojemu. Nawet wobec prób szantażu np. sankcjami. Dawanie proporcjonalnego odporu takim zapędom służy i Polsce i Unii - wytycza zdrowe granice integracji. Uleganie zastraszaniu i szantażom leży w tym samym worku, co uleganie terrorystom, w worku oznaczonym "złe pomysły".

5. Jak długo powstają wypowiedzi takie, jak zagajenie tego tu wątku, od których zbiera mi się na mentalny wymiot, tak długo słusznym będzie, gdy czas i ochota dopisuje, wskazywać na to, o czym napisałem w poście uprzednim.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-30 09:46:24
29.08.2017 20:43
odpowiedz
<Rydygier>
22

Neo-noir? To może być dobre.

29.08.2017 17:01
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Smutna histeria, ale mimo wszystko pocieszne to rozedrgane wpatrzenie w Wielkich Jaśnie Oświeconych z Zachodu. Łowienie każdego gestu, skrzywienia kącika ust... Czy pogłaszczą, czy się uśmiechną, może łaskawie talara rzucą, który rozjaśni życie jak słońce, ale może raczej namarszczą brew - zgroza i koniec świata. O, Wielka Eurodamo, ulituj się, kasy nie odmawiaj, nie licz nam Kaczora dufnego złości, jeno zważ na naszą usilnego uniżenia płaskość!

Rany, nie wiem, czy chciałbym kiedykolwiek pojąć, jak to jest żyć w takiej upodlonej, łaszącej postawie. W mentalności pańszczyźnianego chłopa drżącego z pochyloną głową, żebrzącego łaski i mnącego w spoconych rękach swą czapę, którą dopiero co zamiótł posadzkę pańskiego dworu w pokornym ukłonie. Czepiającego się kurczowo poły Jaśnie Pana w skardze na wójta.

Płacić taką cenę za nadzieję poklepania po głowie, słowa akceptacji no i garść ojro pod nogi, przede wszystkim lubego ojro brzęk niech trwa... No nie zazdroszczę.

Dla symetrii zastanowienie z drugiej mańki światooglądu - czy zdążymy wyjść, nim się okaże, że nie ma już z czego:

http://fakty.interia.pl/opinie/ziemkiewicz/news-europa-ktorej-sie-nie-chce,nId,2428413

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-29 17:04:45
29.08.2017 16:02
odpowiedz
<Rydygier>
22

O, nowy Star Trek, jak miło. Trzeba szybciej oglądać resztę Voyagera i Enterprise... Potem Expanse. Dobre wieści.

28.08.2017 22:08
<Rydygier>
22

O, i to mi się podoba. Przynajmniej ktoś zaczął wreszcie myśleć o tym na tyle konkretnie, że powstają wyliczenia. Rzecz całego problemu nie rozwiąże, bo jest złożony, ale bez tego pozostanie przynajmniej w części nierozwiązany, jest więc wydatek konieczną składową polityki dla odmiany sensownej, bo zajmującej się przyczynami, nie doraźnym wrestlingiem z objawami. W kwestii tych kwot cała UE powinna dołożyć się solidarnie, najlepiej proporcjonalnie do potencjałów gospodarczych/możliwości.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-28 23:23:18
28.08.2017 20:07
<Rydygier>
22

działamy jako partyzantka wiec już z samego założenia nasze operacje powinny być przeprowadzane szybko zanim przeciwnik wyprowadzi kontrę

To jest fakt. "Przekleństwem" gry są same jej założenia projektowe. To, że wedle zamysłu "realistycznie" oddaje szanse, jakie ma prowizoryczna partyzantka przeciw takiemu wrogowi - bardzo nikłe szanse. Tzn. w miarę realistycznie, bo w gruncie rzeczy i tak mocno optymistyczne. Na zdrowy rozum kosmici rozgoniliby towarzystwo raz dwa. To, w połączeniu z kluczową rolą szczęścia decydującego o porażce lub sukcesie misji sprawia, że jest to być może niezgorsza symulacja przebiegu tego typu wojny asymetrycznej (przy założeniu pewnej bierności/głupoty strony dominującej), ale fatalna gra, bo produkuje frustrację zamiast rozrywki. Mówię rzecz jasna o sobie. Mam świadomość, że wielu to rajcuje i że są tacy, którzy se ją na iron manie przechodzą z ręką na sercu. Takim jak ja pozostaje taśmowy save&load, co jest żmudne i daje mało satysfakcji, mody, albo nieistniejąca niestety opcja dostosowania założeń rozgrywki do własnych upodobań, na przykład przez zniesienie ograniczeń liczby tur, co jednak, jak wspomniano, zaburza balans gry zakładający istnienie ograniczenia czasowego.

Toteż nie gram już w to dla własnej higieny psychicznej, a żałuję, bo chciałbym, XCOM stoi na wysokim poziomie pod względem realizacji.

28.08.2017 13:25
<Rydygier>
22

zmusza do szybkiego działania.

Dokładnie dlatego nie jest to dobre rozwiązanie. Psuje zabawę. Wniosek: winno to być opcjonalne. Podwojenie jest miłe, ale nie wystarczy. Poza szczególnymi przypadkami, gdy pośpiech jest uwarunkowany fabularnie (typu rozbrój bombę), powinna istnieć opcja całkowitego wyłączenia ograniczenia ilości tur i bodaj powiązanego z nim spamowania posiłkami wrogów.

28.08.2017 13:21
<Rydygier>
22

Mam wrażenie, że mówimy o różnych sprawach. Ja mówię o pewnym naturalnym procesie.

28.08.2017 12:12
<Rydygier>
22

No proszę, to już sam Hitler był aktywnym uczestnikiem wojny o pojęcia. Nie ułatwi to zadania weryfikacji okładkowej tezy. Na przykład pytanie, czy fakt, że Hitler w intencji odcinał się od komunizmu, faktycznie czyni go odciętym od "lewactwa" rozumianego jak w artykule.

Dla Hitlera, czytam, socjalizm to myślenie "wspólnota nad jednostką" (faktycznie - germańskie), jednak przy podrzędnym poszanowaniu indywidualizmu, wszystko w sosie jakoś (rasistowsko) rozumianego patriotyzmu. Gdy to twierdził, o komunizmie faktycznie pasowało jeszcze mówić "internacjonalistyczny". Ale potem przyszła Wielka Wojna Ojczyźniana. Kolejny powód mętliku pojęciowego - desygnaty danych pojęć mutują, dryfują, podlegają modyfikacji.

28.08.2017 12:06
<Rydygier>
22

Słusznie.

28.08.2017 11:52
<Rydygier>
22

Apel z posta nr 9. Nie wiem, do czego zalicza się artykuł, dopiero pytam o zawartość. Jeśli artykuł stanowi spójny wywód, to siłą rzeczy używa danych pojęć w ściśle określonym znaczeniu, a wówczas siłą rzeczy ma walor jakiegoś porządkowania pojęć.

Jaki jest cel w wypadku takiego miksu? Czemu on służy?

W moim przypadku - próbie uzgodnienia pojęć. Ująwszy to samo na różne sposoby dostajemy większą szansę, że zostanie to zrozumiane zgodnie z moją intencją a uniknie się nieporozumienia.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-28 11:54:34
28.08.2017 11:29
<Rydygier>
22

A może Rydygier zada sobie przy okazji pytanie, czemu może służyć wymieszanie i rozmycie pojęć polityczno-ideologicznych?

Ale tylko ja mam je zadawać i to tylko sobie? Byłbym raczej ciekaw, co inni o tym sądzą.

Moja wstępna teoria: ludziom niczemu nie służy, jest raczej skutkiem niechlujnego sposobu myślenia (lenistwa umysłowego) i takiegoż formułowania myśli. Totalizująco upraszczającego myślenia zero-jedynkowego (my-oni) poniekąd też. Obocznie - może wynikać z kwestii, którą sygnalizowałem - być może współczesne prądy światopoglądowe coraz bardziej rozjeżdżają się z szufladkami, które niegdyś opatrzono tymi pojęciami. Nie pasują już do nich, a linie podziałów, być może, biegną już nie tylko inaczej, ale wręcz na innych płaszczyznach.

No i latają w tę i we w tę niedookreślone lub anachronicznie rozumiane hasła: lewaki, prawaki, socjaliści, naziole, nacjonaliści, faszyści, naziści... Jest głośno i ludycznie, wszyscy świetnie się bawią, ale merytorycznie pustawo. Na pewno więc nie służy to wzajemnemu porozumieniu czy dochodzeniu prawdy. Służy podtrzymywaniu jałowego intelektualnie, ale rozbuchanego emocjonalnie skłócenia. Stąd apel o wykorzystanie okazji celem uzgodnienia i uporządkowania na nowo takich pojęć oraz zainteresowanie, jak robi to artykuł.

Hitler był bowiem zatwardziałym lewakiem. Postępowcem, socjalistą, radykałem i fanatycznym rewolucjonistą burzącym z nienawiścią stary konserwatywny ład oraz porządek.

Aha, zatem tak w artykule jest rozumiane lewactwo. Cóż. Chyba może być. Ujmując inaczej: lewactwo byłoby to nacechowane mentalnością socjalistyczną radykalne przeciwieństwo konserwatyzmu (fanatyczny, rewolucyjny, liberalno-socjalistyczny postępizm). Różnie można miksować. Ciekawe, że te cechy spotykałyby się w umyśle jednej osoby wystarczająco typowo, by definiować z nich prąd myślowy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-28 11:50:03
28.08.2017 11:11
<Rydygier>
22

Czytałem już kiedyś narrację lewą i jakoś przeżyłem, choć przyjemne to nie było, więc tym bardziej dałbym radę z prawą, w końcu jakoś mi bliższą, więc mniej absurdalną w moich oczach. Ale nie kupuję papierowej prasy, więc raczej nie będę miał okazji, stąd pytanie.

Problem w tym, o czym wspominałem - w pojęciach i ich niejednorodnym rozumieniu a może właśnie w jego braku, czyli w pojęciowym mętliku. Chciałbym wiedzieć, jak te pojęcia rozumie autor artykułu, że wychodzi mu to, co na okładce.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-28 11:16:50
28.08.2017 11:00
odpowiedz
9 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Chwytliwa, choć niezbyt zaskakująca teza to jedno. Czytał ktoś może uzasadniający artykuł? Jakie padają argumenty? W internecie piszą tylko tyle:

Wbicie ludziom do głowy poglądu, że ideologia III Rzeszy była „skrajnie prawicowa”, a sam Hitler był „prawicowcem”, to jeden z największych sukcesów lewicowej propagandy – pisze Piotr Zychowicz w artykule „Hitler był lewakiem”.

https://dorzeczy.pl/kraj/39716/Do-Rzeczy-nr-35-Hitler-byl-lewakiem-Wbrew-komunistycznej-propagandzie-hitlerowcy-nie-mieli-nic-wspolnego-z-prawica.html

Jest też słowo od autora:

https://dorzeczy.pl/player/39735

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-28 11:05:44
28.08.2017 09:02
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

BARDZO mi się podoba to, co mówią o AI i koncepcji uniwersum jako samodzielnego, nieprzewidywalnego i dynamicznego organizmu żyjącego poza graczem i jego działaniami, pozwalającego graczowi w to życie się włączyć i na nie wpływać i oferującego wzajemność. W tym o ekonomii jako kompletnym aspekcie. Stopniowe budowanie własnej potęgi rzutującej na świat - dokładne to, co lubię i cenię. A przy tym ogólna wizja wydaje się być o wiele bardziej spójna, domknięta i ogarnialna technicznie niż takie Star Citizen utkane ze snów i marzeń. Od czasów X3, które wspominam ciepło, konkurencja nieco stężała, ale jeśli pójdą w to, co deklarują i zrobią to dobrze, seria X zakróluje w moim grafiku czasu wolnego raz jeszcze i to być może na długo.

Póki co pozostaje się skoncentrować na usilnych próbach oparcia się hajpowi.

27.08.2017 20:38
<Rydygier>
22

z tego co pokazywali na E3

Ano zgadza się, tylko z tego (z hurra-zapowiedzi). I z tego, co sobie dośpiewano (jak to będzie pięknie i świetnie). Może się mylę, ale na swojego czuja i rozum nie sądzę, by to się mogło ziścić. Ba. Zwykle lepiej, gdy tak nie jest. Lepiej być czymś jednym, konkretnym, niż wszystkim po trochu, przynajmniej tak pokazuje praktyka. Powinna być wyraźna dominanta. Obecnie jest nią niskostresowa eksploracja.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-27 20:43:32
27.08.2017 20:29
5
odpowiedz
<Rydygier>
22

Niezła myśl - przykleić Hitlera komunistom. Niech teraz oni go trochę pomają. Hitler przechodni. Ciekawe, co na to Rosjanie wytresowani na takiej, nie innej mitologii drugowojennej.

Dobra okazja, by sobie nieco uporządkować panujący bałagan pojęciowy i uzgodnić, co należy rozumieć pod pojęciami "prawica", "lewica", "lewak" i na ile taki podział istotnie oddaje współczesne prądy światopoglądowe.

Albo lepiej nie. To by utrudniło kłótnię.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-27 20:29:47
27.08.2017 20:19
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Potwierdzam, sporo jeszcze do zrobienia, ale gra nabrała nieśmiałych rumieńców, a zaklęcie "NMS nikogo nie obchodzi" stosowane na złagodzenie posthajpowego kaca jak widać blednie i śmiesznieje.

Przy tym wszakże wątpię, by kiedykolwiek NMS stała się tym, czym była w wyobrażeniach nahajpowanych, choć HG stara się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom graczy. To dość specyficzna gra dla specyficznego odbiorcy i raczej tak zostanie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-27 20:20:25
27.08.2017 13:27
1
<Rydygier>
22

moim zdaniem takie "zmęczenie tematem" jest dużo, dużo gorsze- bo będzie maleć opór społeczny i chęć by przeciwdziałać podobnym rzeczom.

Tu jest rzecz ciekawa. Jeśli bowiem narasta zobojętnienie, jeśli terror przestaje budzić szok i strach, to znaczy, że traci swoją skuteczność i rację bytu. Wynika to z samej definicji terroryzmu - działania nakierowanego na zastraszanie społeczeństwa. Skoro więc społeczeństwo przestaje się już bać a terror działać - po co go siać... Kto wie, może tam, gdzie trudno wskazać jakiekolwiek efektywne metody zapobiegania terrorowi, to zjawisko może się stać paradoksalnym remedium... albo powodem eskalacji.

No ale fakt, omawiane tu bestialstwo to nie akt terroru, tylko barbarzyństwa.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-27 13:34:16
27.08.2017 12:25
8
<Rydygier>
22

Jak wyżej. Tytuł jest ściśle zgodny z prawdą. Obecna polityka imigracyjna jest idiotyczna, to kompletna klęska i kompromitacja lewicowej wizji świata, a to, co się stało, to jeden z jej skutków i dowodów na to, jak groźne jest trwanie w utopistycznej iluzji. Jaka jest cena głupoty.

Ważne to jest pytanie, co jeszcze musi się stać, by ludziom ideologiczne klapki spadły z oczu i dostrzegli prawdę tam, gdzie wietrzą "propagandę".

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-27 12:26:19
27.08.2017 11:31
<Rydygier>
22

No to byłoby ciekawe. Jeden z materiałów mieli poświęcony w całości temu, jak bardzo stawiali tu na jakość. Wybrednie dobierani aktorzy itp.

27.08.2017 10:19
8
odpowiedz
<Rydygier>
22

Straszne, co się w Europie wyprawia. Plaga na własne życzenie. Przynajmniej Polska sama zdecydowała o swojej izolacji od tego.

27.08.2017 09:40
odpowiedz
<Rydygier>
22

Pytanie, jak typowy gracz wyobraża sobie realistyczną walkę. Zwykle pewnie jak na filmach. Ciekaw jestem, jaki będzie odbiór gry wśród ludzi od HEMA itp. bo jeśli tam gra w obecnym kształcie nie znajdzie niszy, to nie wiem, gdzie miałaby jej szukać.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-27 10:33:00
27.08.2017 09:34
odpowiedz
<Rydygier>
22

Kamera AAR zrobiona jak w serialu. Cudnie.

https://youtu.be/264s0fepFe8?t=30m20s

I ta muzyka. Czekam...

27.08.2017 08:04
odpowiedz
<Rydygier>
22

Podejrzewam, że istotnie realistyczny system walki z definicji nie może być miodny i przyjemny. A ma być realistyczny. Ponieważ jednak trudno o istotnie realistyczne odczucia, gdy miecz jest na ekranie, a ja siedzę w fotelu i wywijam myszą, obawiam się, że prawdziwie realistyczny nie będzie również. Może w VR mógłby być. Gdybym chciał robić szermierkę na mysz i klawisze realistyczną od strony wizualizacji technik, próbowałbym turowo jakoś, inaczej to chyba jednak przegrana sprawa.

Co do animacji, niektóre gry pokazują, że da się lepiej, ale widać to jest wyższa szkoła jazdy. Ten aspekt gier zresztą już od dawna woła o jakiś przełom technologiczny.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-27 08:09:12
26.08.2017 08:45
1
odpowiedz
<Rydygier>
22

Dobry materiał, krytyka rzeczowa i dogłębna.

Kiedyś, z początku, byłem przekonany, że to będzie rodzaj sandboksa, taka Arma w średniowieczu albo też M&B na bogato. Byłem zaskoczony, gdy się dowiedziałem, że to jednak ma być cRPG z klasyczną, bogatą historią za to na małej mapce. Nadal uważam, że największa szansa gry w tym, by sandboks się pojawił, w możliwości łatwego moddingu, łatwego kreowania własnych scenariuszy itp. W tym widziałbym możliwość ratunku. Wtedy faktycznie znajdzie sobie ciepła niszę i będzie finansowy punkt wybicia dla lepszego sequela. Pod warunkiem, że zrobią coś z optymalizacją i tym podobnymi technikaliami. Tyle tylko chyba zresztą mogą w pół roku.

Była też nadzieja, że mnie zaskoczą i udowodnią, że jednak da się zrobić realistyczną szermierkę na mysz i klawiter tak, by graczowi walczyło się naturalnie, jakby osobiście machał żelastwem. Widać nic z tego i nie dziwota, naprawdę - byłbym zdziwiony, gdyby dokonali takiej sztuki.

Cóż, rzec można "najwyżej zaoszczędzę pieniądze". Owszem, jednak szkoda całego trudu, czasu (więc kasy) i zapału zainwestowanych w tę, wychodzi, że chybioną, wizję.

26.08.2017 08:08
<Rydygier>
22

Tak, łaskawie dozwalam, z czego korzystasz, ale lekceważysz.

Idź zatem i miej to swoje zdanie, trudno. Zauważ, nawet nie próbuję przekonywać do jego zmiany, przedstawiam tylko swoje a od chętnych do dyskusji o nim oczekuję, że wpierw uważnie je przeczytają, inaczej to bez sensu. Są z tym notoryczne problemy prawie za każdym razem i zamiast rzeczowej dyskusji pozostaje męczące rozplątywanie czyichś niedorozumień i nadinterpretacji. Być może na przyszłość powinienem takie przypadki zbywać znaczącym milczeniem, ale ono też raczej nie będzie właściwie zrozumiane, obawiam się. Trudna rada.

No, pośmialiśmy się, pożartowali, jak to mówią, tymczasem wrócę jednak do meritum i dla porządku (bo pewnie już znane) zapodam:

https://twitter.com/pisorgpl/status/901175618011893766

Odpowiedź adekwatna w tonie i treści. Ode mnie plusik dla PiS i premier osobiście.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-26 08:08:51
25.08.2017 22:17
<Rydygier>
22

Myśl bardziej.

25.08.2017 21:22
<Rydygier>
22

Tak, ciekawość zaspokoiłeś.

No to git.

bo ja inaczej rozumiem to co napisałeś

Zgadza się. Rozumiesz źle. Również chyba samego siebie:

nie biorąc pod uwagę

wyraźnie przekładasz

Nie widzisz różnicy między pierwszym a drugim? Bo jest zasadnicza. Pierwsze to nieprawda, drugie to prawda. Owszem, przedkładam. To właśnie wynika z tego, co napisałem:

ponieważ kwestii gospodarczych nie uważam za jedyne ani też najważniejsze.

czyż nie?

Ono samo tak siebie nazywa w akcie ekspiacji? Czy może usiłuje wszystkim się zasłonić, począwszy od imienia Boga, skończywszy na tym tam co dobrem Polski się zasłania, wodzu z Żoliborza?
Ile jest złego w wyznawcach Allacha a ile w tym z Żoliborza?
Jesteś w stanie to zło, sam zobaczyć i odróżnić?

A co to? Poezja improwizowana? Zainspirowałem? Jakiś wiersz o podstępnym Lucyferze z Żoliborza? Doceniam wenę.

Dostrzegam, co złe, dostrzegam, co dobre. Wedle swojej własnej zdolności rozróżniania i dostrzegania, bo czyjejżby innej. Popieram z uwagi na to drugie, bo oceniam, że przeważa. Można się z tym nie zgadzać i mieć zdanie odmienne, łaskawie dozwalam.

25.08.2017 19:16
<Rydygier>
22

Kpisz sobie Rydygier?

Nie. Mówię to bardzo poważnie. Ważne, ale nie najważniejsze. Taka jest perspektywa katolicka.

nie biorąc pod uwagę kwestii gospodarczych

Pokaż, gdzie napisałem, że nie biorę. Bawisz się w nadinterpretacje - Twoja sprawa, ale mnie w to nie mieszaj. Piszę to, co piszę. Nie mniej i nie więcej. Tak mnie czytaj, albo nie pogadamy, boć to życia szkoda raz za razem prostować cudze widzimisie.

i wiele, wiele innych spraw to dla ciebie "hołdowanie wartościom chrześcijańskim"...

Jak wyżej. Ludzie, czytajcież ze zrozumieniem. Zło to zło. Co z wymienionych jest faktycznym złem i jak wielkim - tu możemy się różnić, ale nie twierdzę ani, że PiS to jacyś doskonalcy (czy nie uczyniłem tego jasnym nie tak dawno w innym wątku?) ani nie popieram ich z uwagi na to, co robią źle.

Ponadto mówię tutaj o polityce zagranicznej, a dokładnie - polityce względem UE.

W intencje rządzących nie wnikam, bo bez wglądu w sumienia to daremne. Pozostaje ocena tego, co wiadome - słów i czynów. W osądy cudzych intencji proszę się bawić beze mnie.

Plusik za Kochanowskiego, jeden z moich ulubionych poetów, utwór mądry.

No, byłeś ciekaw, jakie są różne spojrzenia na tę samą sprawę. Mam nadzieję, że ciekawość zaspokoiłem. Takie jest spojrzenie moje.

25.08.2017 17:16
<Rydygier>
22

PiS? PiS w działaniach (mi znanych) hołduje generalnie temu, co deklaruje - wartościom chrześcijańskim. I to jest dobre. Pewnym chorym pomysłom zdecydowanie stawia tamę (głupiej i szkodliwej polityce migracyjnej Brukseli, sprzecznemu z chrześcijaństwem ideologicznemu syfowi, który zaczął przesiąkać za serwilistycznego PO, gdy skręciło w lewo, skandalicznym próbom wpływania na rządzenie krajem...). Za to mu chwała - to jeden z kluczowych powodów mojego poparcia. Jeśli coś rząd chrzani, to głównie chyba przez to, o czym pisałem - miejscami zbyt wiele rozemocjonowania, rympału i/lub zbyt mało chłodnego namysłu i opanowania. Trudno mi to zresztą akuratnie zważyć bez wglądu za kulisy i stosownych kompetencji. Wiem tyle, ile media doniosą, a jak jest z mediami - pisałem kiedy indziej.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-25 17:20:10
25.08.2017 16:41
1
<Rydygier>
22

Będę dywagował już teraz, ponieważ kwestii gospodarczych nie uważam za jedyne ani też najważniejsze. To raz. Dwa - nie postuluję opuszczać UE, między innymi choć nie przede wszystkim dlatego, że są to kwestie istotne. Nie uważam jednak, by pozostawanie w niej było warte każdej ceny. Nie jest. Jeśli Unia będzie sobie poczynała z Polską i samą sobą, jak do tej pory, może nadejść smutny czas, gdy minusy przesłonią plusy i bardziej zacznie się opłacać współpraca luźniejsza, spoza. Oby nie. Osobiście pozwalam sobie jednak na nadzieję, że Unia się wczas opamięta, że dojdą w niej do głosu ludzie rozsądniejsi, mądrzejsi w miejsce obecnych. Chwilowo Polska służy Unii takim głosem, ale jest w mniejszości.

Na marginesie, odnośnie korzyści, o ile dobrze wyczytałem, pan Macron pozwala sobie krytykować Polskę głównie za to, że ta nie zgadza się na ich umniejszenie. Czyni tak zresztą, jeśli dobrze rozumiem, z pozycji interesu własnego kraju. I warto z tego jednego akurat wziąć przykład i postępować, jak inni członkowie. Unia Unią, współpraca rzecz dobra, samotne wyspy we współczesnym świecie racji bytu nie mają, chyba, że kogoś zadowala los a la Korea Północna, tylko bardziej, ale o własny kraj należy się troszczyć najpierw. To jest naturalna kolej rzeczy i zdrowy porządek.

W sumie jednak pan Macron poczyna sobie niezbyt mądrze, widząc interes własnego kraju w atakowaniu innego. Dlaczemuś też zresztą poparcie we Francji spadło mu na smutny pysk. Nie wiem, na kogo on się kreuje, może chce odzyskać zaufanie wyborców kosztem Polski, ale raczej mu nie wychodzi.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-25 16:57:06
25.08.2017 15:23
odpowiedz
14 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Ano, Polska po nowemu wielu na Zachodzie uwiera. Niektórzy się tym przejmują. Co do mnie, obserwując, komu mianowicie i dlaczego uwiera stwierdzam, że to dobry znak.

Czy UE idzie w dobrą stronę? Wobec tego, w którą stronę powinna pójść Polska? Te pytania nazwałbym demarkacyjnymi w sporze o wartości i wizję.

Jedni widzą dobro i bezpieczeństwo Polski w tym, by była niezależna, wierna określonym wartościom, szanowana i szanująca się, drudzy w tym, by była chwalona, głaskana po główce, usłużna. Pierwsze ma swoją cenę, wymaga wyczucia i niesie pewne ryzyko zwłaszcza, gdy dyplomację prowadzi się pod dyktando emocji, nie chłodnego a kompetentnego namysłu, drugie to rozczulająca i groźna naiwność.

Być może należałoby możliwie szybko uniezależniać Polskę od unijnej kasy, na ile jest faktycznie zależna. To powinien być korzystny dodatek, nie smycz, czyli możliwe narzędzie szantażu.

25.08.2017 14:41
odpowiedz
<Rydygier>
22

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie, to tak ogólnie o przyczynach wszelakich tutejszych rzeczystanów. A szczególnie - takie ojczyzny i symboli traktowanie, jakie patriotyzmu rozumienie, a z tym, obawiam się, marnie. Podejrzewam, że często (acz nie zawsze) to faktycznie płytka faza/moda. To byłoby w istocie przykre, ale gorzej, że są i tacy, którzy patriotyzm uznają za coś zbędnego, wstydliwego, szkodliwego. Niejakie pomieszanie pojęć to jedna z przyczyn, druga - niezdolność dojrzenia wartości w ojczyźnie, we własnym, wolnym kraju, w narodzie.

Obocznie jestem ciekaw, co i w która stronę się tu zmieni w najbliższej dekadzie powiedzmy.

24.08.2017 20:46
2
odpowiedz
<Rydygier>
22

Żenuał.

24.08.2017 20:18
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Największe zastrzeżenia mam do ogromnej roli szczęścia.

To właściwie przesądza sprawę. Choćby zmian było milion, nie 110, z tego jednego powodu gra pozostanie generatorem frustracji, nie rozrywki. Czy może choć dodali jakieś ustawienia trudności, by usunąć ograniczenia liczby tur itp?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-24 20:19:56
23.08.2017 10:44
2
<Rydygier>
22

:) Niezły ten trailer.

Bardzo dobra wiadomość. Od dawna mam ochotę na gry w klimatach Nikity, stąd też lubiłem Hitmana. To ma ciut inny posmak, ale też może być świetne, jeśli będzie świetnie zrobione.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-23 10:45:28
23.08.2017 09:14
<Rydygier>
22

Nie wiem, co myślą bliscy ofiary, ale zasadniczo bliscy, nomen omen, nie będą mieć w takiej sytuacji odpowiedniego dystansu do sprawy, by ją postrzegać całościowo, trzeźwo, na spokojnie. Są ostatnimi, których bym pytał o zdanie w takiej sprawie, w takiej dyskusji.

23.08.2017 09:10
odpowiedz
<Rydygier>
22

Porównywanie jednego z drugim, jakiegoś indywidualnego morderstwa z aktami terroru, to oczywiste nieporozumienie, oba są symptomem czegoś zupełnie innego. Tymczasem chodzi właśnie o to, czego symptomem są mnożące się zamachy, co oznacza łatwość radykalizacji, wielopokoleniowa już, bijąca po oczach niezdolność do integracji napływowych z jednej, a z uporem maniaka kontynuowane odcinanie się od własnych korzeni i tożsamości, od podstaw własnej cywilizacji z drugiej strony. Uśmierca się piękną kulturę w imię chybionej, wiodącej w absurdy utopistycznej ideologii, która nie działa i działać nie może jako nienaturalna, sztuczna i oparta na błędnych założeniach.

Jeśli zachodni decydenci będą nadal szli w zaparte, pozostaną tak impotentni w refleksji, wnioskowaniu i działaniu, jeśli nie ściągną sobie tego lewicowego bielma z modrych ócz, to Zachód im kipnie, zarżną go do szczętu i tyle w temacie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-23 09:17:49
21.08.2017 08:17
odpowiedz
<Rydygier>
22

Dziennikarstwo zmieniło się w targ narracji. Ostatnio coraz trudniej spośród fejkniusów wyłuskać cokolwiek nie zmanipulowanego. Nawigowanie w tym szambie celem rzetelnego doinformowania się jest sztuką coraz trudniejszą, coraz bardziej czasochłonną i wymagającą coraz większej czujności intelektualnej, mam wrażenie. Czy rzetelność dziennikarska to już oksymoron? Wielu w to graj, łatwiej sobie znaleźć konweniującą narrację by ochoczo w nią uwierzyć, pod jej sztandarem wypiąć pierś i propagować. Tylko prawdy szkoda.

Galopująca tzw. "poprawność polityczna" to szambo drugie - absurdów.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-21 08:18:49
20.08.2017 20:56
odpowiedz
<Rydygier>
22

Tzush. Gra była niezła, w sensie taka se, w sensie to najgorsza z gier sygnowanych "Mass Effect". Mimo takiej, nie innej realizacji, porcję historii dołożyła do uniwersum i ukończywszy chciałem się dowiedzieć, co było dalej. Ale wolałbym, aby ewentualny dalszy ciąg opowiedziano w ramach nowej gry, a konkretnie - w nowej jakości, nie obciążonej ułomnościami Andromedy. A dokładnie w starej jakości fabuły i narracji dawniejszych Mass Effectów, a technologicznie i gameplayowo w jakości nowej.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-20 20:58:54
20.08.2017 17:16
2
odpowiedz
<Rydygier>
22
8.0

Gra się. Miejscami jest świetnie i unikalnie, miejscami to i owo kuleje, i to mocno, trafiają się glicze i bugi, elementy technicznie nie do końca przemyślane, ogólnie jest dziwnie, ale gra się. Dużo zrobiono, sporo zostało do ulepszenia (ocena tyczy się wersji PC, 1.32).

Eksploracja nieogarnialnych rozmiarów wszechświata generowanego proceduralnie. Ależ to brzmi! Ziemia zwiedzona, między gwiazdy jeszcze nie umiemy, możemy tylko tęsknie gapić się w niebo i sfrustrowani marzyć. Albo grać w gry pokroju NMS, które z takich marzeń się wzięły. Uwielbiam wrażenie odkrywania czegoś, czego nikt przede mną nie widział, wliczając twórców gry. Tę świadomość, że to, co widzę, nie jest wyreżyserowane. Jest w tym pewien autentyzm obcowania z naturą realnego świata. Matematyka zaklęta w krajobrazy, pejzaże, formy i kształty - fascynujące.

Ogrom i proceduralność sprawiają, że trudno zagwarantować, iż inny gracz będzie miał analogiczne doznania. Trafiają się okresy nużącej nadobfitości lub popadania w nudny grind, ale też okresy "wow!" i to dla nich gra się dalej. Całkiem możliwe, że gdzieś tam jest planeta całkiem podobna do tej z niesławnego trailera albo i lepsza i całkiem możliwe, że nikt nigdy jej nie zobaczy. Taki jest NMS.

Realizm? Trudno o nim mówić. To ewidentnie inny wszechświat. Planety z formami życia to norma. Każdy z napotkanych układów zamieszkany przez jedną z paru ras. Globy pozasiedlane placówkami. Statki latające w kluczach nad głową. No i te wszechobecne drony. Wszędobylskość przejawów i przedstawicieli cywilizacji niestety w znacznym stopniu zaprzepaszcza wspominane wrażenie pionierstwa. Okazuje się, że w istocie nie jestem żadnym tam pionierem przecierającym nowe szlaki, a jedynie turystą z aparatem na ambitnej wycieczce krajoznawczej. Podróżnikiem w najlepszym razie. Wszystko, wliczając przestrzeń, w sosie psychodelicznych kolorów. Nie, nie należy oczekiwać ani potocznie rozumianego realizmu ani poczucia osamotnienia w bezkresie. Tam jest wręcz ciasno, choć tak ogromnie.

Formy życia są najwyraźniej składane z pul modyfikowalnych klocków. To oznacza, że prędzej, czy później, choć każda planeta inna, widoki spowszednieją, pojawi się wrażenie, że to już było. Może w innym kolorze, może w innym rozmiarze i kombinacji, ale było. Różnorodność zwiększono, ciekawość budzą tzw. "planety rzadkie", ale chyba trzeba pójść tutaj znacznie dalej i śmielej.

Rośliny jak rośliny, ale duże zastrzeżenia można mieć do fauny. W większości to dziwne hybrydy, groteskowo-komiczne i nieprzekonujące, a przy tym podejrzanie przypominające zlepki części ziemskich zwierząt. Szuka się więc w morzu tych "mutantów popromiennych" rzadkich wyjątków, kombinacji dających fajny, ciekawy rezultat.

Najgorzej jest na odcinku generacji "ekosystemów". Te po prostu nie istnieją. Cykle dobowe? Łańcuchy pokarmowe? Specyficzne zachowania? Nic z tych rzeczy. To placeholder, ewidentny zwłaszcza na planetach, gdzie fauna jest bujna. Polega to na tym, że po wylądowaniu gra spawnuje praktycznie na oczach gracza, na bezczela, tłumek tych pokrak, czasem tak gęsty, że gracz się potyka o te gruchające, piszczące, kląskające, stękające i co tam jeszcze okazy (stanowczo zbyt "gadatliwe" to i zbyt w tym monotonne towarzystwo), które losowo pętają się pod nogami, biegają wokoło i tyle. Takie misiowe, graczocentryczne "życie na osiedlu". Jeśli trafi się drapieżnik, będzie ukatrupiał inne zwierzęta albo i zaatakuje gracza i tyle. I tak w koło Macieju, na całej planecie, gdzie się nie wyląduje.

Wymaga też ulepszeń algorytm odpowiadający za ogólne rozmieszczenie wszystkiego na planetach (rośliny, skały, złoża...). Obecnie rezultat też nie jest przekonujący. Nazwałbym go homogeniczną losowością. Gdzie się nie poleci, jest w zasadzie ten sam miks, misz-masz wszystkiego po trochu. Nie zauważyłem więc odróżnialnych obszarów typu puszcze, stepy, góry... Jedna, wielka zupa-śmietnik pokrywająca całą planetę. Dobrze, że choć poszczególne planety różnią się między sobą pod tym względem. Widzę tu wielkie pole do ulepszeń.

Całość uzupełniają losowe POIe, których pula jest spora, ale przy ogromie powierzchni do zwiedzenia jest oczywiste, że raz dwa zaczną się powtarzać. Może wraz z postępami podróży do centrum (jeśli chcemy tam lecieć) coś się tu zmienia, nie wiem. POIe służą głównie do wielorakiego grindowania/lootowania.

Dziwne wizualia idą w parze z równie dziwną, też chyba proceduralnie komponowaną, muzyką wzmagając oniryczny efekt. Sterowanie jest OK. Interfejs to kliniczny przykład konsoloidyzacji, a ta zawsze mnie irytowała. Niewygodne dla pecetowca, nieintuicyjne, dziwne. No, ale można zacisnąć zęby i przywyknąć.

Przynajmniej w trybie normalnym, w którym grałem, wszystko wydaje się maksymalnie casualowe, obłe, lekkie, łatwe. Trochę brakuje poczucia wyzwania, jakie powinno towarzyszyć eksploracji galaktyki, ale taka jest filozofia tej gry.

Dynamika rozgrywki w moim przypadku również jest nietypowa. Znużenie dopada dość szybko, gdy się zapamiętam w grindzie, w pogoni za sumami, nowymi slotami ekwipunku, lepszymi relacjami z rasą, surowcami etc. Gra tego nie pilnuje za gracza, trzeba zatem samemu wiedzieć, jak dużo czasu poświęcić na jedną planetę, kiedy już dość i lepiej ruszać dalej. Pewnym wyznacznikiem czy wskazówką może być fakt, że gra wysoko premiuje skompletowanie skanów okazów wszystkich gatunków miejscowej fauny, których w moim przypadku zwykle było kilkanaście. Ale te ostatnie na liście bywają tak rzadkie, że ich poszukiwanie może zająć godziny i nie ma gwarancji sukcesu.

I to jest właściwie sedno jak dla mnie - eksploracja to główne mięcho tutaj. Wędrowni łowcy widoków i zrzutów nieziemskich landszaftów powinni być nomen omen wniebowzięci. Walka, handel, poznawanie języków, grindowanie ekwipunku, tryby fotograficzne, pojazdy, budowanie baz etc. - to wszystko mniej lub bardziej absorbujące dodatki, mile widziane przerywniki, gdy wędrówka znuży, zazwyczaj podporządkowane celowi eksploracji.

Jest też fabuła. Ledwie ją liznąłem, a liźnięty zaczątek nieprzesadnie frapujący. Narracja zdawkowa i dość pretensjonalna, dialogi też dziwne i "pretekstowe" raczej. Wyobcowane to wszystko jakieś (nie dziwota...), wyprane z aspektu emocjonalnego. Może dalej jest inaczej, nie wiem, nie spieszę się z tym, nie po to gram w NMS, choć odskocznia podążania za fabułą urozmaica Wielkie Zwiedzanie.

No i są tryby dla tych, którzy lubią pod górkę. W trybie normalnym aspekt surwiwalu jest drugorzędny zwykle, bo szkodliwe czynniki mają stonowane efekty. Co innego w trybie surwiwalowym a zwłaszcza perma-death. Podobno, nie próbowałem dotąd. Tam ponoć nie ma tyle czasu by podziwiać widoki, człek jest cokolwiek zajęty próbami przetrwania w o wiele bardziej wrogim otoczeniu.

A co z multi? Nico. Podobno jest jakaś namiastka, ja nie widziałem i dobrze. Nie wiem, jaki sens ma multi w takiej grze. Mnie ono w każdym razie zwisa i powiewa, zdecydowanie wolałbym, żeby inni gracze nie pałętali mi się po okolicy.

Na ten moment utknąłem w toku obocznej fabułki związanej z rozbudową własnej bazy, bug jakiś chyba, poczekam, zapewne to naprawią, ale oceniam teraz, rok po "premierze" zatem za takie i inne błędy odejmuję pół oczka.

Ogólnie wrażenia przyjemne, choć specyficzne, nie bez zgrzytów i zawodu, jest też realna nadzieja, że gra otrzyma więcej ciekawych ulepszeń. Poza konkursem dodam, że kibicuję NMS, bo stawia na innowacyjność w lubych mi kierunkach i chciałbym, by rozwijano te obiecujące idee i ambitne koncepcje, na których realizację odważyło się małe przecież studio HG. NMS to może być dopiero początek zupełnie nowego trendu, pierwiosnek.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-20 20:32:22
18.08.2017 09:35
<Rydygier>
22

Można się było zastanawiać, czy obecność dyplomatycznie kontrowersyjnych opcji to wynik premedytowanego wyboru, czy też braku wystarczającego namysłu (prozaicznie nie pomyśleli), taka wpadka wskazywałaby na to drugie, z pozoru dziwne, ale tak jakby nieobce modus operandi PiSu (lekkomyślny pośpiech, "niepomyślenie" i wynikowe głupie niedopatrzenia). A myślałby kto, że w sprawie było nie było ważnej się pofatygują i przyjrzą.

Remedium istnieje i jest proste - należy "zmodyfikować" pomnik, Xawery czy nie Xawery.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-18 09:47:10
17.08.2017 21:19
<Rydygier>
22

Widziałem na razie tylko 1 sezon The Expanse. Jeśli dalej jest podobnie, to będzie trudny wybór i na najwyższym stopniu podium zrobi się ciasno. Na razie jednak na mój gust lekka przewaga BSG. Mam słabość do tego rodzaju patosu, do sposobu, w jakim łączą efektowność, pracę kamery i muzykę i do tak pokazanej batalistyki (w The Expanse sezonu 1-go nie było wcale z tym jakoś specjalnie gorzej zresztą, ale za mało).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-17 21:20:40
17.08.2017 21:08
odpowiedz
6 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Mam nadzieję, że najlepszy jeszcze przede mną (kilku z powyżej wymienionych jeszcze nie oglądałem).

Jak dotąd - wspomniany już BSG z 2004 w działce SF, Gra o Tron (nie widziałem ostatnich dwu sezonów) w działce fantasy (w zasadzie nie ma konkurencji i liczę, że godna się pojawi), Wikingowie w działce historycznych/kostiumowych, Kompania Braci - wojenne (acz pozostawia pewien niedosyt) i Dr House w działce "nigdy bym nie pomyślał, że mnie wciągnie", czyli obyczaj itp. Honorowe wyróżnienie dla X Files - jako pierwsze wywarło wrażenie i kształtowało moje gusta.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-17 21:09:18
17.08.2017 20:49
<Rydygier>
22

Raz napiszę, ale w dalsze dysputy o swoich poglądach wdawać się nie zamierzam, więc nie ma co mnie ciągnąć za język.

Ale jednego pojąć wciąż nie mogę

Stąd bierze się poróżnienie Polaków. Nie umieją się nawzajem pojąć. Niczym ludzie i kosmici u Lema. Nie jest to kwestia siły argumentów czy intelektu w ogóle, korzeń różnicy tkwi u fundamentów, na zawsze istniejącym poziomie "wolę wierzyć". Co jednemu rzeczą kluczową to drugiemu bzdet, co dla tego szkodą, dla drugiego pożytkiem i vice wersja. Na marginesie, to wynika, wydaje mi się, z obranych odmiennych punktów odniesienia dobra i zła.

Nie utożsamiam się w pełni z żadnym ze "stronnictw", ale mojemu światopoglądowi, mimo istotnych różnic, bliżej wartościom, do których (przynajmniej) odwołuje się PiS. To raz. Dwa - PiS, w odróżnieniu od swoich oponentów ma jakąś spójną wizję kursu dla Polski, czyli proponują coś nie tylko bliższego temu, co uważam za dobre i ważne, ale też coś konkretnego. Trzy - w odróżnieniu od wszelakiej maści kanapowych marzycieli mają doświadczenie i zasoby ludzkie, czyli w teorii realne środki, by swoją wizję zrealizować. Cztery - rzecz niezwykła na polskiej scenie politycznej - faktycznie punkt po punkcie robią to, co mówili, że zrobią. Pięć - sam fakt, że nie są tymi, co byli poprzednio, to już spora ulga i niezły powód.

Tym niemniej od początku rządów zdążyli mnie już wielokrotnie rozczarować na różne sposoby, a lista ich przywar długa i nielekka, ale mimo to wybór i bilans pozostają na dziś w mojej ocenie jasne. Najszybciej stracą moje poparcie, jeśli faktycznie zamiast robić wspólnie, co moim zdaniem pożyteczne dla Polski pożrą się między sobą wokół osobistych ambicji, animozji i żądzy władzy zaprzepaszczając swój czas.

Przede tym wszystkim jednak uważam, że Polsce rozpaczliwie potrzeba nowej jakości etycznej/moralnej i kompetencyjnej w polityce i mediach. Zupełnie innego myślenia o władzy, o rządzeniu i o prawdzie. Ogólny poziom jest tragiczny. Muł i wodorosty. O rządach obecnych myślę jak o rodzaju brutalnego detoksu, ten zaś jest z definicji stanem przejściowym i winien mieć swój kres. Bardzo bym chciał w następnych wyborach mieć lepszy wybór, niż tylko "PiS albo jeszcze gorzej". I myślę, że popyt na to w narodzie jest powszechny. Czy pojawi się zatem stosowna podaż? Może status quo to jedyne, co realne, a co nadto, to naiwna utopia, w końcu jakie społeczeństwo, tacy politycy, jacy wyborcy, tacy wybrani, nie wiem, ale mam nadzieję, że może być lepiej.

Howgh.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-17 21:14:01
17.08.2017 17:34
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Czytam medialne "narracje" od lewa do prawa, widzę, co wygadują politycy i jaki poziom reprezentują, jak namnażają się "dyskusje" jednobrzmiące z tą tu, te kłótnie wszystkie, wzajemną pogardę, poróżnienie, jakość dziennikarstwa, polityki i całej "debaty publicznej" i dochodzę do wniosku że nawet, jeśli nie całkiem, to są Polacy szaleństwa bliscy. Albo zawsze byli, a teraz się okazuje. Jeden przebłysk rozsądku w tym, że w wyborach jednak wybrano prawdopodobnie najlepszą z dostępnych opcji.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-17 17:40:20
17.08.2017 12:32
odpowiedz
<Rydygier>
22

jeśli kwestionariusz do głosowania umieszczony był np. na forum lub stronie dewelopera,

Wówczas nie tylko w pytaniu o ulubione cRPG dominowałyby odpowiedzi od fanów, czyli tych, którzy lubią to, czym cechował się D: OS.

Z wynikami się zasadniczo zgadzam, ale wszystko zależy, jak to jest zrealizowane i może dodałbym więcej bardziej szczegółowych pytań. Np. od D: OS odpadłem w połowie.

16.08.2017 14:15
<Rydygier>
22

Jednocześnie osądzając mnie o łamanie drugiego przykazania

Napisałem, że dany czyn tyczy się drugiego przykazania. Polecam sprawdzić znaczenie pojęcia "materia grzechu" i dowiedzieć się, czym się różni od pojęcia grzechu - znajdziesz to w KKK. Osądziłbym, gdybym przypisał ci grzech z tego tytułu. O Twoich intencjach czy grzechu nic nie napisałem, bo nic o nich nie wiem. Złamanie przykazania jest z kolei widocznym faktem, to nie kwestia sumienia, tylko czynu. Nie jest osądem stwierdzenie tego faktu. Jest natomiast moralnym obowiązkiem katolika adekwatnie reagować na dziejące się zło, np. napominać.

niech każdy zajmie się sobą.

Nie tak jest u katolików.

Postanowiłeś pożartować sobie z męki Chrystusa publicznie. To niesie konsekwencje wliczając możliwe zgorszenie.

Słuchaj, nie chcę się z Tobą wykłócać, sprawa jest prosta, przedstawiłem jak umiałem, o co mi chodzi, masz rozum, masz sumienie, pomyśl, oceń i naprawdę - zainteresuj się bardziej swoją wiarą. Szczerze i bez złośliwości to piszę. EOT

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-16 14:18:34
16.08.2017 13:57
<Rydygier>
22

Łoj, chłopie, pomieszanie z poplątaniem. Bzdurę napisałeś piętrową. Mieszasz pojęcia, a moralny wymóg braterskiego napomnienia wobec czynionego zła mylisz z osądzaniem i jednym tchem sam mnie osądzasz. Wiesz chociaż, co to grzech? Że nie da się go stwierdzić bez wglądu w sumienie? Odsyłam do Katechizmu. Naprawdę, powinieneś lepiej poznać wiarę, do której się przyznajesz.

Ja ci z butami w sumienie nie włażę, nie osądzam Cię, ani nie diagnozuję Twojego sumienia, bo nie widzę, co w nim siedzi. Piszę natomiast o tym, co robisz, bo to widzę, mogę i powinienem oceniać i nazywać po imieniu. Reaguję na dziejące się zło i napominam, tak robić trzeba.

Tymczasem z tonu, w jaki uderzasz wnioskuję, że ani myślisz się zreflektować. Szkoda. Wiesz, kim jest Jezus Chrystus? Wiesz, co się dokonało na Krzyżu? Rozumiesz to? Wierzysz w to? Doceniasz? Jeśli wklejasz takie obrazki i nie widzisz problemu, to chyba nie bardzo.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-16 13:58:52
16.08.2017 12:02
<Rydygier>
22

Sam jestem katolikiem

Jako katolik powinieneś wiedzieć, że z tego nie wolno żartować i rozumieć, dlaczego tak jest. Niedobrze, skoro jest inaczej. To nie kwestia mojego nastawienia, to kwestia zasad wiary katolickiej. Co najmniej drugie przykazanie. Z takich spraw nie kpi się i nie żartuje, po prostu. Jeszcze raz apeluję o szacunek, to jak szydzenie z czyichś rodziców, tylko dla wierzącego znacznie gorzej. Szanujmy się wzajem, umiejmy z uwagi na ten szacunek sami sobie stawiać granice.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-16 12:03:21
16.08.2017 09:54
<Rydygier>
22

Męka Jezusa Chrystusa nie powinna być obiektem żartów czy kpin. Proszę uszanować wiarę katolików i nie obrażać wklejkami tego, co dla katolika święte.

14.08.2017 12:51
<Rydygier>
22

A jakby od razu powiedzieli, ze to early access i prosimy o cierpliwosc, bo to nie koniec gry to ok. Jakos by to przeszlo.

To właśnie mówię. Kwestia nomenklatury w gruncie rzeczy. De facto mała różnica a proszę, jakie nieproporcjonalnie rozdmuchane konsekwencje. Tak bywa, gdy się pociąg hajpu nazbyt rozpędzi. Tylko że, o ile wiem, to nie studio decyduje o dacie premiery.

Ale skoro wydaja gre to mam prawo jako konsument oczekiwac, ze gra jest KOMPLETNA.

Oczekiwać od wydawcy, rozumiem? Bo tu, o przedwczesną premierę, do niego pretensje, a tymczasem joby za skutki zbiera HG. Ciekawe, czy samo HG było nią zaskoczone i od kiedy było świadome, że taka data i że się nie wyrobi ze wszystkim.

Ba. Ale skąd właściwie takie prawo? I co to znaczy "kompletna"? Czy powinien być zakaz popremierowego rozwoju gry? Gra komputerowa to nie rower, taka specyfika branży, że premiera tytułu w zasadzie nigdy nie oznacza końca jego rozwoju. I dobrze. Stąd też powiedzieć, że w grze coś będzie a powiedzieć, że w grze coś będzie na premierę, to dwie różne sprawy.

No ale ludzie tak właśnie myślą, że "prawo", i stąd tornado gówna, zgadza się.

Myslisz, ze dlaczego zaszyli sie w zakamarkach?

Też raczej wolałbym się schować, niż gołą klatą próbować zawrócić tornado gówna. Zgadywałbym, że dlatego. Trudno zachować zimną krew w takiej sytuacji, tym bardziej, gdy faktycznie samemu rozkręciło się cały hajp i chyba nawet mu uległo.

Dla jasności: ani mi w głowie wybielać HG czy Sony tam, gdzie faktycznie skrewiono, dobrze jednak zwrócić uwagę na wspomniane interesujące "detale" całej sytuacji.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-14 13:38:22
14.08.2017 09:38
<Rydygier>
22

Po fakcie każdy prorok. Ludzie nahajpowani wierzyli, bo bardzo chcieli, by to była prawda, chcieli wierzyć. Częste, zrozumiałe, psychologia.

Co więcej to, co HG obiecywało, nadal może stać się prawdą. I jeśli nie obiecywało, że dana rzecz będzie w dniu premiery, to jeszcze może się okazać, że nie złamano w danej sprawie obietnicy. Gdyby nie poryty pomysł z "premierą", nie byłoby całej gównoburzy, a nahajpowani zapewne hajpowaliby się dalej czekając w zachwytach. Jeden błąd, a tak diametralna różnica. Choć z drugiej strony, paradoksalnie, "premiera" dała bardzo dużo. Mimo zwrotów chyba dużo kasy na dalszy rozwój, wiele cennego feedbacku, a skandal bardzo zmotywował HG, by wsłuchiwać się w ten feedback i robić, robić, robić... Ciekawy efekt uboczny.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-14 09:41:18
13.08.2017 16:34
odpowiedz
<Rydygier>
22

Pixel "art"? Więc odpada.

12.08.2017 16:58
odpowiedz
<Rydygier>
22

Mieszkanie w domu jednorodzinnym samo w sobie nie zapewni ciszy, choć zmieni specyfikę typowych hałasów i innych egzystencjalnych przeszkadzajek z otoczenia. Mówię o osiedlu. Sposobem na ciszę jest mieszkać na odludziu.

12.08.2017 16:38
11.08.2017 17:27
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

Tzw. "premiera" była w istocie niebywale kosztownym wczesnym dostępem. Kosztownym dla kieszeni nabywcy i dla wizerunku HG. To nie 1.3 jest o rok za późno, to "premiera" była o rok za wcześnie.

No, w każdym razie słowo się rzekło, rok upłynął, czas będzie przysiąść i ocenić NMS.

11.08.2017 15:16
odpowiedz
<Rydygier>
22

Na Kaszubach chłodniej, acz ze 27 jest dzisiaj. I znacznie mniej burz ostatnimi czasy. W tym roku prognozy pogody z reszty kraju to jak wieści z jakiejś równoległej rzeczywistości prawie. Ot, weźmy wczorajszą burzę. Tutaj objawiła się tym, że parę razy zagrzmiało gdzieś na południu i 5 minut trochę pokapało.

09.08.2017 14:50
3
<Rydygier>
22

2-10, hę? Na wsi to ja miałem bodaj jakieś 100kB/s download, 10-20 kB/s upload. Gdy dobrze zawiało. Teraz, w małym mieście po kablu wyciągam szalone 1,3-1,4 MB/s w porywach w tą i 30-40 kB/s w tamtą. Po przesiadce czułem się jak król. Filmy w w full HD nawet da się oglądać.

08.08.2017 09:06
odpowiedz
<Rydygier>
22

Artykuł jest faktycznie ciekawy, warto uważnie i ze zrozumieniem przeczytać całość.

07.08.2017 20:37
odpowiedz
<Rydygier>
22

Battlestar Galactica Deadlock, z uwagi na duży sentyment do serialowego remake'u.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-07 20:37:32
05.08.2017 09:41
4
odpowiedz
<Rydygier>
22

Bardzo fajny pomysł z takim rocznicowym paszportem.

03.08.2017 12:43
1
<Rydygier>
22

Pewnie każdy kraj ma swoje "narodowe demony", traumy, obsesje i przewrażliwienia z którymi radzi sobie lepiej lub gorzej. Nosi blizny kształtujące kolejne pokolenia.

Istotną częścią problemu jest trudność w uzmysłowieniu sobie, że państwo jako takie (czyli abstrakt, czy też naród/społeczeństwo - zbiorowość) nie podlega ocenie moralnej, de facto też, w sensie moralnym, niczego nie "robi". Tej ocenie podlegają wyłącznie konkretne czyny konkretnych osób. Dlaczego Niemiec ma się czuć moralnie odpowiedzialny za czyn innego Niemca dwa pokolenia wstecz? Dla niczego, bo nie jest odpowiedzialny, to nie jego postępki. Tymczasem z jednej strony Niemcy jako państwo, czyli byt abstrakcyjny z jednej strony, zwłaszcza w rozumowaniu potocznym, szaroobywatelskim, bywają bez sensu obarczane taką odpowiedzialnością (więc mimochodem personifikowane), z drugiej - Niemcy sami swojemu krajowi, tym bardziej bez sensu, ją doczepiają, a z trzeciej - pojawiają się w retorsji postawy chore, jak histeryczne kajanie się, negacje czy przerzucanie winy. Współczesny Niemiec na to stadionowe dictum powinien pokiwać twierdząco głową bez cienia poczucia winy czy sprzeciwu.

Treść tej "stadionowej okrasy" sama w sobie to pewna historyczna informacja i gdyby nie powyższe, nie byłoby powodu ani się na nią gniewać, ani jej prowokacyjnie wywieszać. Tymczasem jest, jak jest. Być może epatowanie trudną prawdą stanowi symptom pewnego procesu oczyszczania atmosfery. Byłby to proces burzliwy i pełen zawirowań oraz odchyłów w różne mańki i nie ma gwarancji, że zakończyłby się pomyślnie, w jego toku prawda może polec a w powszechnej świadomości przyschnąć wizja fałszywa, gdy z biegiem pokoleń ludziom odechciałoby się już drążyć odległe sprawy. Tak, czy siak, w końcu uspokoi się.

03.08.2017 10:14
<Rydygier>
22

Niemcy oczywiście poczuwają się do politycznej, moralnej i finansowej odpowiedzialności za II wojnę światową.

No, jeśli chodzi o odpowiedzialność moralną, to mamy do czynienia z przejawem niezdrowego podejścia do sprawy (co zrozumiałe). Chyba, że nie chodzi o moralność w ujęciu chrześcijańskim (a raczej chodzi), lub mowa o tych 100-letnich niedobitkach, którzy faktycznie taką odpowiedzialność ponoszą.

Niezdrowe podejście powinno być uzdrawiane (również dlatego, że prowadzi do dalszych problemów, jak potrzeba wyparcia czy przeniesienia "winy", wobec poczucia której coś się słusznie w człowieku buntuje), ale raczej nie pomoże w tym przemilczanie pewnych prawd.

Z drugiej strony istnieje istotna różnica między oficjalnymi oświadczeniami a tym, co komu siedzi w głowie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-03 10:17:28
03.08.2017 09:26
<Rydygier>
22

Tak. I właśnie w tej dobie wychodzi na jaw, jak złudne jest pojęcie oczywistości. Nie wolno o nich milczeć, jeśli mają pozostać oczywistościami.

Wyszło też na jaw, jak donośna jest taka forma przekazu. "Strach się bać", kto i co jeszcze wobec tego zapoda w ten sposób, nim się ów sposób epatowania przeje, opatrzy i straci na skuteczności.

Dobry pomysł - tak. Ale od razu "genialne"? Nie dewaluujmy pojęć.

02.08.2017 13:03
odpowiedz
<Rydygier>
22

Odkurzanie to znój daremnej walki z nieuchronnie rosnącą entropią, samojezdne odkurzacze rozczarowują, a lenistwo wujkiem wynalazków, stąd też proponuję:

- powierzchnie do odkurzania odpychające kurz, np. elektrostatycznie;
- w ścianach przy podłodze ssawy automatycznie ów kurz zbierające.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-02 13:04:16
02.08.2017 09:28
4
<Rydygier>
22

powstańcy poświęcili życie dziesiątek tysięcy mieszkańców stolicy.

Wyżej jest cytowana wypowiedź uczestnika PW, że nic podobnego. Wedle tej wypowiedzi należało zakładać, że te tysiące są na odstrzał, bo mieszkańcy gremialnie odmówili wykonania rozkazu udziału w fortyfikowaniu "Festung Warshau". Podobnie rzecz się ma z dziwnym argumentem tych, którzy wystarczającym powodem dla zaniechania walki na wojnie widzą obawę o los budynków.

Ogólnie dostrzegam dziwną łatwość, z jaką rzuca się na dowództwo a nawet uczestników PW najcięższe oskarżenia z pozycji co najmniej "radosnego niedoinformowania". Więcej wstrzemięźliwości w ocenach proponuję. Więcej pokory wobec własnego stanu wiedzy. Rzeczywistość jest bardziej złożona.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-02 09:31:43
02.08.2017 09:20
<Rydygier>
22

Właśnie dlatego nie ma sensu tu mówić o jakimś "militarnym punkcie widzenia".

A dokładnie: jak najbardziej jest sens o tym mówić, nie ma natomiast zapewne sensu tym punktem widzenia tłumaczyć wstrzymania ofensywy. Ergo dowództwu AK decydującemu o PW faktycznie pod względem oceny militarnej błąd zarzucić trudno.

01.08.2017 17:32
odpowiedz
<Rydygier>
22

O zasadności Powstania (i nie tylko) - głos uczestnika

http://www.radiomaryja.pl/multimedia/studencka-popoludniowka-233/

01.08.2017 09:49
odpowiedz
<Rydygier>
22

Tak, to istotny element odstraszania, przekonać, że nie warto pchać się z łapami. Szaleństwo takie byłoby pozorne, nie irracjonalne ale wykalkulowane, jeśli świadomie wycelowane w taki właśnie efekt. I poniekąd chyba tak było. A samo PW też raczej nie było zrywem już w zamyśle skazanym na pewną klęskę militarną. Kwestia była otwarta, zależała od decyzji Stalina.

No jestem ciekaw, gdyby dziś przyszło co do czego, jaka byłaby wola walki w narodzie. Ilu by tak walczyło, a ilu by nie rozumiało, o co, po co i dlaczego warto walczyć z okupantem (po co komu ta taka i owaka Polska, nie lepiej wybyć na Zachód?). Co ja bym zrobił? Tak, że owszem, celebrujmy, krzewmy to w sobie, doceniajmy wolność, a przede wszystkim rozumiejmy, że to ma sens, że warto, że potrzeba. Poznawajmy nie tyle mit, co prawdę o Powstaniu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-08-01 09:53:00
31.07.2017 22:33
1
<Rydygier>
22

Bot robiący literówki to bot wart uwagi.

31.07.2017 22:27
odpowiedz
<Rydygier>
22

O, pomysł może być bardzo wartościowy, może zaważyć o sukcesie gry. Liczy się i koncepcja i realizacja.

Czyli najlepszym wyjściem bylo by stworzenie wersji demonstracyjnej gry i pokazanie jej jakiejś firmie ?

Na chłopski rozum, jeśli chcesz kogoś czymś zainteresować, kontaktujesz się z nim i pokazujesz, co masz do pokazania. Im bardziej interesujące jest to, co pokażesz, tym większa szansa że zainteresuje. Prezentacja też ma tu znaczenie. Warunki ewentualnej realizacji pomysłu to rzecz osobna, acz zapewne im większe wrażenie zrobi projekt, tym elastyczniej można o nich rozmawiać. Tyle od nieznawcy.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-31 22:32:04
31.07.2017 12:58
odpowiedz
<Rydygier>
22

Styl graficzny to dla mnie minus, umowność nie służy imersji, ale mimo to wrażenia z wczesnego dostępu były pozytywne, w rodzaju "obiecujące, wreszcie w miarę realistyczny surwiwal bez udziwnień". Zobaczymy, co premiera przyniesie.

30.07.2017 10:57
odpowiedz
<Rydygier>
22

Straciłem rozpęd w toku pierwszej części i dotąd zapał do gry nie wrócił, próbowałem wznowić, ale musiałem odpuścić wobec wewnętrznego "po prostu nie chce mi się". Nie wciągnęło jakoś. Inna rzecz, że bardzo trudno mnie już wciągnąć.

27.07.2017 22:50
odpowiedz
<Rydygier>
22

To kwestia indywidualna (długość i pory snu). U mnie godzina, o której wstaję, zależy też od pory roku (kiedy robi się jasno). Czerwiec-lipiec to mniej więcej 23.30-6.15, bywa, że o siódmej już tyram (pracuję w domu). W grudniu bywa, że wstaję i ponad godzinę później. Pozostali domownicy zupełnie inaczej. Kładą się gdzieś o 2-giej i śpią do 10-tej +/- pół godziny. A słyszałem o takich, którym zupełnie wystarczą 3-4 godziny snu.

27.07.2017 20:29
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

Steam pokazuje 2890 dla Arma 3, ale zapewne mniejszość z tego to faktyczna gra, większość to testowanie skryptów lub ich pisanie (a gra w tle). Ciekawe, ile by było, gdybym nie zrobił sobie dwuletniej już przerwy. Jednak obca mi rasowa, niestrudzona monomania, jaką obserwuję u niektórych, wszystko w końcu mi się nudzi. Do pięciocyfrowych rekordów i tak mi daleko.

Dlaczego? Arma 3 nie jest po prostu grą w pierwszym rzędzie. Przede wszystkim to platforma twórczego, nieomal nieskrępowanego wyżywania się dla fanów militariów i nie tylko (jest bodaj nawet mod - pong). Kwintesencja sandboksu. Potężny a prosty w obsłudze edytor 3D (najprostszą rozgrywkę można se ustawić w 5 minut), własny język skryptowy pozwalający na niesamowicie złożone algorytmy, możność tworzenia w zasadzie każdego rodzaju zawartości - modeli, map, animacji, tekstur... Mocne wsparcie dla moderów od devów, nieustanne mimo upływu lat ulepszanie i rozbudowywanie tytułu po premierze, potężna, zżyta społeczność modersko-userska z kilkunastoletnimi tradycjami (i chyba mocno dojrzała wiekowo)... Można tam zrobić tak wiele na tak wiele sposobów, że w zupełności zrozumiałe są takie ilości godzin, nie tylko u moderów, bo w efekcie i gracz dostaje takie zatrzęsienie user-contentu, że może się zatracić na lata, a jednym z głównych problemów jest metodyka wyławiania perełek z tego oceanu. Nie wspominając o multi, którego unikam, a którym niektórzy (no dobra, całe klany niektórych) żyją.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-27 20:48:34
25.07.2017 13:10
1
<Rydygier>
22

z wielu rozmów z młodymi Niemcami jasno wynika, że świetnie wiedzą, kto jest odpowiedzialny za Holocaust i mają jasno zakodowany wstyd za grzechy pradziadków, widać niemiecki ordnung wciąż działa, jak powinien.

Bo ja wiem, to pewnie zależy, gdzie spojrzeć:

http://fakty.interia.pl/polska/news-tvp-info-zdf-nie-chce-przeprosic-za-polskie-obozy,nId,2421043

24.07.2017 12:53
<Rydygier>
22

Jeszcze raz:

Mowa o wymogu połączenia sieciowego podczas rozgrywki, nie podczas instalacji.

24.07.2017 12:13
<Rydygier>
22

Ktoś z PiS w ogóle objaśnił, o co chodzi z dekomunizacją sądów tak konkretnie? Wskazano, kogo się ma tyczyć? Ilu dokładnie sędziów z nadania komunistycznego pozostaje czynnych w zawodzie? A może chodzi o "sztafetę pokoleń"? O jakowyś nowy narybek z namaszczenia post-komunistycznej kliki? Konkretów mi brakuje wśród wszystkich haseł, jakie padają wokół tematu.

24.07.2017 12:06
<Rydygier>
22

Rozchodzi mi się dokładnie o tę tezę:

A steam to też forma bycia always online. Gra na Steamie nie jest grą niewymagającą dostępu do sieci.

Otóż właśnie spróbowałem. Przeszedłem w tryb offline i w razie czego rozłączyłem się z netem. Odpaliłem parę losowych gier z mojej biblioteki Steam, które same z siebie nie wymagają netu. Uruchamiają się bez problemu, można grać offline na Steamie. Zatem to nie jest tak, że sam fakt, iż gra jest na Steamie powoduje, że trzeba być "always online" by grać. Na tejże zasadzie pykałem niegdyś kilka miesięcy w steamowe gry bez netu.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-24 12:08:20
24.07.2017 11:57
<Rydygier>
22

To spróbuj zainstalować grę na steama bez dostępu do sieci, albo samego steama spróbuj. Nie da się.

Mowa o wymogu połączenia sieciowego podczas rozgrywki, nie podczas instalacji.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-24 11:59:09
24.07.2017 11:48
1
<Rydygier>
22

Nie wiem, jak oni. Na ile zrozumiałem, tym razem prezydent ma napisać poprawki. Zadeklarował, że z pomocą. Przecież chyba (nie znam się) potrzebne poprawki to nie jakieś Himalaje prawniczej złożoności, a punkty zapalne zostały aż nadto wyraziście oznaczone. Więcej namysłu, mniej emocji i może być nieźle. O intencjach nie wypowiadam się, bo nikomu w sumieniu nie siedzę. Pozostaje oceniać rezultaty działań.

Tak, czy siak, pożyjemy, zobaczymy. Unikałbym dyskutowania w czasie przyszłym, bo wygdybać to sobie możemy zupełnie wszystko.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-24 11:52:24
24.07.2017 11:37
1
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Okiem widza-dyletanta posunięcie mądre i słuszne. Jest przynajmniej nadzieja na coś pożytecznego, lepiej przemyślanego, skonsultowanego i wyzbytego potencjalnych "trojanów". Jest też zgodne z moimi intuicjami na temat prezydenta. Ciekawe, co z tego ostatecznie wyniknie i wejdzie w życie.

24.07.2017 10:32
<Rydygier>
22

W steamowym trybie offline coś się zmieniło? Mieszkając na mienionym zadupiu grałem w steamowe gry bez internetu przez szereg miesięcy, ale ostatnio nie próbowałem offline.

24.07.2017 09:32
<Rydygier>
22

U nas radiówka nie docierała z powodu ukształtowania terenu (dolina rzeki, lasy). Dopiero trzeba było antenę kierunkową mocować do masztu mocowanego do komina i coś tam łapało, zależnie od pogody i jak powiało. No, ale to bardzo wolne (prawie jak za modemów), limitowane i kapryśne było. Opcja kładzenia światłowodów od niedawna jest, ale to ma kosztować jakieś 50 tys. Gmina nie da, bo nie ma (to mało zaradna gmina jest), a ludzie nie chcą się zrzucić. Mało ich i biedni (życie "na zeszyt" to tam norma). Ja na szczęście obecnie tam nie mieszkam, ale mam wgląd w ichnie sprawy.

Wpływ uzależnienia od łącza na ocenę? Cóż. Skoro to uzależnienie rzutuje na przyjemność czerpaną z rozrywki lub nawet na samą możność gry, a jak czytamy - może rzutować i to bardzo, to jak najbardziej może wpływać na czyjąś ocenę.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-24 09:36:45
24.07.2017 09:24
<Rydygier>
22

Wobec obserwowanego rzeczystanu świadczyłoby jeszcze gorzej, gdyby taka teczka była. Tyle, że niechlujna legislacja nie służy szybszemu przejęciu władzy. Wydłuża ten proces.

Widać bycie w opozycji też wypełnia grafik nawet, gdy opozycja nie jest totalna.

Ogólna jakość uprawiania polityki w Polsce jest poniżej oczekiwań delikatnie mówiąc. Gdzież ci wybitni fachowcy i mężowie stanu, którzy zapewnią jakość adekwatną? Nie widać. Może człowiek ma po prostu zbyt wygórowane i utopijne wymagania.

24.07.2017 09:05
<Rydygier>
22

Nawet na największym zadupiu jest jakaś sieć (nawet światłowody)

Znam takie, gdzie nawet radiówka nie dolata nie mówiąc o światłowodach, na które nie ma kasy. Różnie bywa. I ludzie tam mieszkają. Sam mieszkałem.

Ogólnie rzecz jest łatwa do zrozumienia ze wspomnianych powodów, kto doświadczył, ten wie.

23.07.2017 20:50
<Rydygier>
22

PiS sam sobie strzela w stopę, bo teraz każda partia rządząca będzie mogła w taki sam sposób obsadzać SN swoimi pachołkami.

Prawo może być zmienione znowu. Zresztą również przez inny rząd.

Tymczasem piszą, że przez legislacyjny pośpiech senat przegłosował złą wersję, więc, jak rozumiem, ustawa i tak nie może być teraz podpisana z przyczyn formalnych. Pewnej rzeczy nie rozumiem. PiS miał dwie kadencje, by wszystko sobie przemyśleć (jak chcieliby niektórzy - "knuć"), pospisywać choćby ramowo gotowce itd. Ja bym tak zrobił. A tymczasem wszystko to pachnie pospieszną prowizorką na łapu-capu. Co robili przez 8 lat?

23.07.2017 14:53
3
odpowiedz
<Rydygier>
22

Prawdopodobnie, znając schematy fabularne Hollywood, będzie w najlepszym razie chodzić o odkrywanie zapomnianego piękna prawdziwego świata i życia oraz wyrwanie się, lub prawdopodobniej wszystkich, z dobrowolnego matriksa, dla którego zostawiają świat realny odłogiem. Ale przede wszystkim o epatowanie efekciarstwem. Tyle mi przynajmniej wynika z trailera.

EDIT: Hmm.

https://en.wikipedia.org/wiki/Ready_Player_One

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-23 14:57:04
23.07.2017 13:50
<Rydygier>
22

Sam nie uważam, by 1 była lepsza od 2, ale nie uważam też, by była gorsza. Obie mają swój własny, odmienny smak. Część pierwsza była inna i bardziej kameralna. I może przez tą kameralność i fakt, że na gruncie rozgrywki poniekąd dwójka dopracowuje i rozwija pomysły z jedynki, szlifuje koncept, Fallout 1 ląduje w cieniu większej i bogatszej dwójki uznawanej za optimum. Ale, dokładnie jak piszesz, wielką zaletą jedynki był ten jej klimat autentycznego wyludnienia, wrogiego, zabójczego pustkowia, osamotnienia. Wielka, naprawdę wielka szkoda, że fallouty nowej fali idą w dokładnie odwrotnym kierunku, konsekwentnie i coraz bardziej.

23.07.2017 13:19
1
odpowiedz
<Rydygier>
22

Jeśli tolerujesz Olbrychskiego to polecam bardzo:

http://audioteka.com/pl/audiobook/niezwyciezony

Jeśli nie tolerujesz, i tak polecam, nie ma go aż tak dużo.

23.07.2017 12:59
odpowiedz
<Rydygier>
22

Popróbowałem kampanii "załogowej". Można się poczuć jak filmowy Marsjanin. Mam słabość do gier starających się tak bardzo o realizm symulacji, do gier o eksploracji i do gier surwiwalowych, jeśli dobrze pomyślane, co rzadkie. TOM dość dobrze łączy te elementy, więc zasadniczo jest klawo. Generalny projekt nieco niespójny - gra jest podzielona na dwie praktycznie odrębne sub-gry. Gdyby część bezzałogowa (jej grzech główny, monotonia, wynika z realizmu, więc przy odpowiednim podejściu nie wadzi) jakoś rzutowała na załogową, byłoby świetnie, ale niczego takiego nie stwierdziłem. Łyżki dziegciu:

- glicze. Próba realistycznej emulacji praw fizyki od dawna mi się z nimi kojarzy, wydając się typowym problemem takiego podejścia. Remedium? Częste sejwy i stoicyzm oraz unikanie pewnych gliczogennych aktywności typu wskakiwanie na skrzynkę.

- niezgrabność ruchów, sterowania itp. W sumie podbija mi imersję, bo niczego innego nie spodziewam się po poruszaniu się w kombinezonie w warunkach low-G. Poniekąd jest to gra w rodzaju "poczuj się jak mucha w smole".

- mocno dyskusyjny projekt misji miejscami. Nadmiernie żmudne i nudne dłużyzny, można nawet nieświadomie doprowadzić do sytuacji, gdy misja stanie się niemożliwa do ukończenia, co nie znaczy, że gra o tym zakomunikuje - nawet stawiając na realizm trzeba wiedzieć, kiedy go ograniczyć i pamiętać, że robi się grę służącą ludziom do rozrywki.

- nie jestem pewien, czy to wada, ale pewnych informacji ważnych dla rozgrywki po prostu brak. Trzeba własnym sumptem się domyślać niektórych spraw.

- W dalszej części, gdy dotarłem do MAVa, zaczęły się zupełnie nieuzasadnione na zdrowy rozum problemy z FPSami. Podejrzewam, że z powodu gliczy fizyki niektórych obiektów (skrzynie cały czas wchodzące w kolizje z terenem, niemożliwe do przesunięcia).

Ostatnie mnie zniechęciło do dalszej gry (poczekam na patcha, który problem usunie) więc nie jestem gotów ocenić. Na ten moment wrażenia w okolicach 8.5, nie licząc tych efpeesów, czyli jest/może być naprawdę dobrze, to w sumie chyba jedyna znana mi gra podchodząca do tego tematu w taki sposób.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-23 13:02:09
23.07.2017 12:27
1
<Rydygier>
22

O książce Grossa wiem tyle, ile piszą łatwo dostępne internety, czyli np. że owszem, jest podważana również od strony faktografii, ale głównie chodzi raczej o rzecz mniej uchwytną - o narrację, jaką się osnuwa wokół tego typu relacji. Co do powstania, jak rozumiem, punktem niezgody nie są szanse na zwycięstwo, a co innego. Tymczasem jednak ewentualna rozprawa miałaby się tyczyć oskarżeń o "sponsorowanie przez Państwo Polskie zaprzeczania Holokaustowi". Rzecz wydaje mi się nie wróżyć sukcesu, bo choć oskarżenie o takowe pomówienia widzi mi się zasadne, to zapewne trudne do wykazania jako przestępstwo na gruncie prawa. Chodzi o międzywierszową aluzję (typowe narzędzie), nie słowa wprost, więc rzecz się rozmywa i subiektywizuje. Ale i tak byłoby ciekawie skonfrontować sprzeczne narracje w trybie rozprawy. Czasem przeniesienie pewnych kłótni do sali rozpraw może dać zaskakująco... oczyszczające rezultaty, bo stwarza warunki, by strony przyprzeć do muru i tych wolących posługiwać się śliskimi aluzjami zmusić do jasnych deklaracji, wyekstrahować i wydobyć na światło dzienne samą kość niezgody i wobec szerokiej publiki rozprawić się z nią raz a dobrze. Pod warunkiem, że rozprawa jest rzetelna i uczciwa. Jestem wręcz chciwy takich momentów, bo rzadkie a potrzebne.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-23 12:39:23
23.07.2017 11:01
23.07.2017 10:51
2
odpowiedz
<Rydygier>
22

Miga, lata, fruwa... Męczące. Może ze 20 lat temu bym się podjarał, ale za dużo już tej waty widziałem, Spielberg czy nie Spielberg. "Epatujmy zapierającymi dech scenami" to pomysł na film wielce już nieświeży. No, ale to jest Hollywood - przewidywalne fabularne sztampy w przewidywalnie widowiskowym opakowaniu. Dobry biznes.

23.07.2017 09:19
odpowiedz
<Rydygier>
22

Hm. W zależności od kryteriów miejsc jest za dużo lub za mało, nie pozostaję więc w pełni przekonany do poniższej listy, wyjąwszy miejsce pierwsze, które jest bezdyskusyjne:

1. Arma 3
2. Planescape: Torment
3. Fallout 1-2
4. Wiedźmin 3
5. Mass Effect 1-3

22.07.2017 13:14
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Dbałość o detale - teoretycznie w to mi graj. A jednak na oba podejścia do serii dwa razy odpadłem i to bardzo prędko. Jeśli chodzi o GTA V skorzystałem ze steamowego zwrotu kosztów po mniej niż godzinie singla.

21.07.2017 17:37
odpowiedz
<Rydygier>
22

Moje przemyślenie ma postać nadziei, że może doczekamy czasów, gdy taka forma reklamy odejdzie zasłużenie do lamusa jako przeciwskuteczna. Strony, które nie chcą mi pokazać zawartości bo blokuję tamtejsze reklamy wolę omijać. O tym, że takie blokowanie blokujących wymaga skanowania kompa i że to nie jest legalne odpowiednio nie pomyślałem i nie wiedziałem. Aż tak mnie to nie uwiera, bym sam szedł zgłaszać, ale gdyby wybuchła jakaś afera na tym tle pewnie bym się uśmiechnął. TV co prawda nie oglądam od dawna, ale tam bloki reklamowy mają tę korzyść, że można skoczyć do kibla (uff...) albo do kuchni. Jak łatwo się domyślić mija się to kompletnie z celem emisji reklam, bo powinienem karnie siedzieć i chłonąć przekaz - niedoczekanie.

Ale może kiedyś ktoś wymyśli takie formy reklamy, których oglądanie nie tylko nie będzie męczące/przykre, ale wręcz fajne. Byłyby chyba nie tylko tolerowane, ale i o wiele bardzie efektywne od obecnego nachalnego, wtórnego chłamu dla "myślących inaczej".

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-21 17:40:35
21.07.2017 15:46
7
odpowiedz
<Rydygier>
22

a co niby Francuzi tam takiego zrobili

Francuzi są niezadowoleni z pominięcia roli, jaką w Operacji Dynamo odegrały ich wojska. Dominique Lormier z magazynu The Local zauważa, że w jej trakcie swoje życie oddało 30 tysięcy francuskich żołnierzy, a to poświęcenie przyczyniło się de facto do ocalenia Wielkiej Brytanii i braku możliwości wynegocjowania osobnych warunków pokoju przez Hitlera z Londynem.

https://naekranie.pl/aktualnosci/ile-prawdy-historycznej-w-dunkierce-francuzi-krytykuja-film-nolana-2099557

Alianci prowadzili rozpaczliwe, ciężkie walki na pozycjach obronnych wokół Dunkierki, utrzymując je do zakończenia załadunku na jednostki płynące do Anglii ostatnich żołnierzy[9].

https://pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Dynamo

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-21 15:50:09
21.07.2017 11:19
<Rydygier>
22

póki krajami świata nie będą całkowicie rządzili zaślepieni ideologią idioci nie przyjmujący do wiadomości tego, co im się nie zgadza ze światopoglądem

Właśnie. Póki. Szerzej - póki podobni nie decydują o niczym ważnym, rzutującym jakkolwiek na ogół. Zbytek optymizmu uważać, że już obecnie się to nie dzieje na świecie i to raczej często niż wyjątkowo.

Dodam, że "bezwład światopoglądowy" to nie jest moim zdaniem jakaś ułomność tycząca się marginesu. To zjawisko najzupełniej powszechne i naturalne (mające swoje logicznie spójne, psycho-mentalne podstawy; a nawet organiczno-matematyczne, bo mózg to sieć neuronowa, sieci zaś takie cechuje m. in. zasada "czym skorupka za młodu..."). Trudno z tym walczyć, trudno brać na to trafną poprawkę, stąd nie należy uważać, że większość próbuje z dobrym skutkiem. Marginesem mogą być formy skrajne, ale w jakimś stopniu, uważam, dotyczy to wszystkich.

Nikt też raczej nie opływa przysłowiowej Irlandii, by samemu się przekonać, że to wyspa a mapy nie kłamią (opłynąwszy i tak by nie miał pewności, bo i własnego aparatu poznawczego być pewnym nie ma powodu). Taka postawa dałaby absurdalny paraliż poznawczy, a jeszcze trzeba mieć czas na życie, więc i chodzenie na skróty myślowe to rzecz nieunikniona. Kwestia miary i wyważenia, czyli kwestia niełatwa. I stąd podatność na efekty typu "polski obóz".

Ci rozumni zatem, myślę, również a może przede wszystkim są świadomi stanu rzeczy i ostrożni w sądach - nie traktują swych sądów ani własnego oglądu rzeczywistości jako pewniejszych, niż są w istocie. Ceną jest życie w ciągłej wątpliwości.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-21 11:35:06
21.07.2017 09:43
2
<Rydygier>
22

UPA mordowala Polaków -> UPA jest z Ukrainy -> naród ukraiński mordował Polaków -> Ukraińcy nienawidzą Polaków i chcą nas wszystkich wymordować

Tak, to trafna analogia. Inna sprawa, nie wiem, jaka będzie świadomość historyczna i wynikające poglądy przyszłych pokoleń Ukraińców, jeśli ich rząd skutecznie te pokolenia wyedukuje w duchu UPO-chwalczym. Pewnie analogiczna do rosyjskiej o Armii Czerwonej.

Formuła "Polish Death Camps" to wynik wyłącznie szkodliwego skrótu myślowego

Nie twierdzę inaczej (bo nie mam jak wiedzieć, jaka jest prawda tutaj, a powyższe brzmi prawdopodobniej). Przedstawiam natomiast pewien proces na gruncie powszechnej świadomości o historii wynikający ze zjawiska, a niezależny od przyczyn tego zjawiska. Specyficzny wariant głuchego telefonu (jedna z najbardziej pouczających dziecięcych zabaw).

I ostatecznie fakty wygrywają z ignorancją, bo każdego powątpiewającego w przewiny i czyny poszczególnych narodów wystarczy wysłać na wycieczkę do Yad Vashem

Oby, ale to nie takie proste, bo fakty zwykle nie funkcjonują w głowie same w sobie, a w formie interpretacji tych faktów, te zaś mogą być i bywają bardzo różne, zwykle doginane do już posiadanego oglądu świata. A owo "wystarczy" to nie jest remedium, co do którego można liczyć, że relatywnie wielu je zażyje. Nawet, jeśli gdzieś tam istnieją jakieś materiały źródłowe, dowody, archiwa, świadectwa itp. pytanie, ilu się zainteresuje na tyle, by zdobyć się na wysiłek konieczny do ich osobistego poznania i zrozumienia. Ilu osobiście weryfikuje to, co czyta np. w necie, a ilu po prostu, w oparciu o posiadana już wiedzę i zaufanie, jakim obdarza bądź nie autora waży i decyduje, czy pasuje i czy uznać za prawdę, czy odrzucić jako fałsz?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-21 09:50:40
21.07.2017 09:26
<Rydygier>
22

Czy ktoś mógłby mi wyłuszczyć związek przyczynowo-skutkowy tego rozumowania pana posła Jarosława

Co JK miał na myśli, można znaleźć w źródłowym materiale:

https://youtu.be/Ijvs1M26U9Q?t=1m16s

(gdzieś do 2:25)

21.07.2017 09:18
1
<Rydygier>
22

Kukiz próbuje walczyć z mentalnością plemienną nie mając własnego plemienia (logicznie zresztą). Nie widzę, jak może mu się to udać. Gdyby cieszył się większym autorytetem (chyba nadal jest postrzegany en masse raczej jako "estradowy błazen" niewart poważnego traktowania), może coś z tego, co prawi, ostałoby się w głowach na zaś, też jeśli będzie się sprawdzało, co mówi. Wynik K'15 w następnych wyborach będzie tu wyznacznikiem, czy taki trend jest.

Kultura polityczna... Hm. Na ten moment Polacy dopiero poznają samych siebie, uświadamiają sobie, jak bardzo są podzieleni i jak patowa, bo fundamentalna, jest ta sytuacja skłócenia. Głębsze i dalsze refleksje (dlaczego tak jest, jak z tym żyć w sposób cywilizowany, co z tym począć), ba, sama świadomość, że takich refleksji potrzeba, to chyba jakiś wąziutki margines, pojedyncze przebłyski. Proces na pokolenia, niemniej - proces dojrzewania.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-21 09:19:13
21.07.2017 09:01
5
odpowiedz
12 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Ostatnio przynajmniej parokrotnie reagowano na analogiczne "wpadki", jak pamiętam z doniesień.

Obóz w Polsce -> można więc powiedzieć: polski obóz ~> Polacy organizowali obozy.
Garstka Polaków uczestniczyła w mordzie na Żydach -> można więc powiedzieć: Polacy mordowali Żydów ~> naród polski to nienawistni żydożercy.

Wynikowa narracja: Polacy to naród antysemitów odpowiedzialny za Holokaust.

Tak to chyłkiem prawda zmienia się w fałsz.

Kiedyś to było osobiste doświadczenie. Potem - świadectwa rodziców i dziadków. Niedługo to już będzie tylko mój podręcznik kontra twój podręcznik (i udowodnij, że twój lepszy).

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-21 09:03:32
19.07.2017 22:50
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Tymczasem stanowisko JK o sprawie pojawiło się w reżymowym medium:

https://www.tvp.info/33279000/kaczynski-nie-mialem-innego-wyjscia-to-byl-imperatyw-moralny

19.07.2017 22:02
<Rydygier>
22

Powtarzam:

A ja powtarzam, co powiedziałem i podtrzymuję w całej rozciągłości w tym i to, że nadal ustawiasz se chochoła. Podpowiem: moja wypowiedź w ogóle nie zawiera argumentacji, tylko obserwacje i moje wnioski. W tych sprawach, o których wyraźnie napisałem, w żadnej innej. Mnie zwykle należy czytać precyzyjnie, bez cienia nadinterpretacji, inaczej nieporozumienie gotowe. Jeśli wziąwszy na to poprawkę nadal uważasz moje zdanie za obrzydliwe, to znaczy tyle, że fundamentalnie różnimy się w oglądzie rzeczywistości, co smuciłoby, ale nie byłoby zaskoczeniem. Proponuję wówczas raczej przejść nad tym do porządku niż jałowo spierać się o najmojszą, bo szkoda trudu.

19.07.2017 21:30
<Rydygier>
22

Wstydziłbyś się, Rydygier.

O, bynajmniej. Wręcz przeciwnie. Uważam, jak powiedziałem, cieszę się, że to zrobiłem i powiem znowu, jeśli zajdzie potrzeba, bo jestem w tej sprawie przekonany jak w mało której. Ponownie też (i po raz ostatni) proszę - czytaj ze zrozumieniem co napisano, nie imputuj nic ponadto, bo chybiasz prawdy i dyskutujesz z nie istniejącym chochołem, którego sam sobie ustawiasz.

19.07.2017 21:03
<Rydygier>
22

Człowiek od lat to obserwuje i dwa uczucia: obrzydzenie wobec i tych mediów i tych, którym dogadzają, wobec tego, co robią prawdzie i ludziom i rozczarowanie ich skutecznością - to im się po prostu udawało i udaje, koncertowo. Owe media, którym "nie jest obojętnie", mają dużo na rękach nawet, jeśli nie krwi, co też pośrednio niewykluczone, to na pewno gówna (przepraszam, ale to tutaj adekwatne słowo jak rzadko). Moim zdaniem wielki ich udział w tym, że teraz Polacy tak ze sobą "rozmawiają" i tak się do siebie odnoszą, stąd tyle żółci i goryczy. Co gorsza, media "drugiej strony" idą teraz w ślady adwersarzy jeśli chodzi o metodologię i stosunek do prawdy i człowieka. Czwarta władza, taka jej... Niszczyć pogardą i szyderstwem latami, prowokować do skutku, a potem pokazać palcem, ośmieszyć i powiedzieć, że stoczony nienawiścią wariat. Obrzydliwe.

19.07.2017 17:09
odpowiedz
<Rydygier>
22

Jakżeby inaczej.

19.07.2017 12:52
2
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

Czy Eurodama już była?

https://youtu.be/X1Fq6gtbx4Q

19.07.2017 10:04
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Chyba, że ma rację, przynajmniej w tym, że nerwy puścił, albo i w czym więcej nawet... Ciekawe, co go sprowokowało. Ktoś wrzuci kontekst, który doprowadził do wystąpienia JK?

Gorzej, że internety polityczne pełne gorszego syfu niż ten tu oburz JK. Człowieka rozumiem, stracił brata i to bliźniaka, a szitsztorm wokół tej tragedii był i pozostaje silnie naładowany pogardą i wzajemną nienawiścią, co w pełni tłumaczy wybuch. Na jego miejscu chyba już dawno bym pękł. Ciekawe, co inni by rzekli, gdyby spadły maski opanowania i dobranych słów. Może by się wszystkim przydało.

Inna sprawa, że to faktycznie może budzić obawy, jeśli ludzie w swych rządach kierują się przeżytymi traumami i emocjami, sprowokowanymi czy nie. Pytanie, czy to robią. Ani miesięcznice, ani pomniki, ani apele, ani wybuchy z mównicy rządzeniem nie są, ale...

18.07.2017 10:03
<Rydygier>
22

Rydygier, wysłałem na pocztę :) Oceń, jestem ciekaw pierwszej opinii :)
Pozdrawiam.

Wysłałem odpowiedź.

17.07.2017 23:19
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

Gry pokroju Black Dahlia czy X-Files łatwo jest polecać, trudniej zdobyć. A zagrałbym. Może kiedyś pojawią się na GOGu?

17.07.2017 22:47
<Rydygier>
22

Dotarło. Dam znać, gdy uda mi się sklecić odpowiedź.

17.07.2017 22:07
1
odpowiedz
<Rydygier>
22

A tak ogólnie przypomniałem sobie o tym miejscu:

http://weryfikatorium.pl/forum/

Jeśli dobrze kojarzę, udzielają się tam lub udzielali popularni pisarze np. Pilipiuk. Jeśli jest tam, jak było kilka lat temu, to bardzo polecam mającym pytania o pisarstwie, teksty do omówienia itp.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-17 22:10:05
17.07.2017 22:01
<Rydygier>
22

Cóż, mogę spojrzeć w wolnej chwili i wyrazić osobistą opinię. Szczerą i konstruktywną (oby), bo takie najpożyteczniejsze, choć niekoniecznie najprzyjemniejsze. Zatem jeśliś gotów na taki traktament, pisz na toronaga[małpa]wp.pl, ale daj znać, gdy pójdzie, bo rzadko tam zaglądam. Odpiszę na adres, z którego przyjdzie.

17.07.2017 20:41
1
<Rydygier>
22

Ech, wiem, jak to jest, pamiętam. Ta ekscytacja, że "oto tworzę!". Niepowtarzalne. Pewnie warto oprawić, jeśli sprawi ci to radość. Ciekawy pomysł. Żyłka introligatora? Ale jeśli będziesz się rozwijał pisarsko, to przygotuj się na to, że naturalnym biegiem rzeczy po latach będziesz patrzył na swoje dzieło zupełnie inaczej, o wiele bardziej krytycznie, może już niekoniecznie jak na coś wartego własnoręcznej oprawy. I to będzie dobry znak. A jednak, myślę, samodzielnie oprawiony własny debiut pozostanie, może właśnie dlatego, cennym memento.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-17 20:44:33
17.07.2017 19:29
2
<Rydygier>
22

Specjalista to każdy czytelnik. Będzie wiedział, czy mu się podoba, czy nie, a o to wszak chodzi, jak niegłupi, to może nawet powie, dlaczego się podoba lub nie - cenne. Chyba, że szukasz porad pisarskich, nie oceny czytelniczej. Kiedyś, dawno temu w tym celu wysyłało się np. Kresowi. :)

17.07.2017 19:16
1
<Rydygier>
22

Wole napisać całość i wtedy dać "specom" do oceny.

W każdym razie nie wzdragaj się dać, gdy będzie całość. Najwyżej oleją. Myślę że sam fakt otrzymania jakiejkolwiek odpowiedzi już dobrze świadczy, bo chłam raczej milcząco olewa się i jeśli redaktor poświęca czas potrzebny na odpowiedź, to już jest jakaś wskazówka, znaczy też, iż przeczytał więcej, niż parę pierwszych zdań zwykle wystarczających, by odsiać ziarno od plew. A jeśli oceniacze zrównają z ziemią - cóż, lepsza szczerość od obłudy, byleby dawać do oceny takim, których szczerości ufasz i których zdanie szanujesz. Będziesz wiedział, na czym stoisz. Przy czym to też nie jest tak, że im dłuższe tym lepsze. Ja bym wręcz za pierwszym razem starał się ograniczać do form krótkich a spójnych w zamyśle. Powodzenia w każdym razie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-17 19:31:23
17.07.2017 17:36
1
odpowiedz
<Rydygier>
22

Kiedyś kilka opek. Dwa nawet wydano, niszowo, ale zawsze. Z perspektywy czasu raczej się ich wstydzę, zwłaszcza pierwszego. Szybko jednak wyszło na jaw, że nie umiem wymyślić/skonstruować ciekawej opowieści, nie mam też zwykle nic wartego książki do powiedzenia ludziom, więc rychło odwiesiłem na kołek swe młodzieńcze ambicje pisarskie.

17.07.2017 17:34
6
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

Rozbieżność między sondażami a forami netowymi można tłumaczyć rozmaicie. Poza istniejącą w sieci od lat nadreprezentacją zwolenników JKM itp. jest jeszcze i ten efekt, że niezadowoleni są głośniejsi. Gdy wszystko jawi ci się OK, nie masz powodu ani takiej motywacji, by się produkować po forach jak ten, który ma jakieś anse, frustracje do ulania, którego trawi niezgoda na zastane status quo. Chyba, że chcesz się z takowymi spierać, ale to w reakcji na to, co oni piszą. Inaczej - treści krytyczne mają większą szansę się pojawić, niż aprobatywne chyba, że w kontrze na krytykę. Gdy jest ci wporzo, siedzisz cicho, gdy cię uwiera - nigdy nie masz dość pisania, jak jest źle.

Też swego czasu byłem zaskoczony, że istnieją ludzie tak odmiennie ode mnie oceniający tę samą rzeczywistość. W końcu człowiek się przyzwyczaja i z czasem coraz lepiej rozumie, dlaczego dwa przeciwstawne światopoglądy mogą trwale współistnieć i mimo wzajemnej sprzeczności jeden nie jest w stanie w żaden sposób skompromitować czy przemóc logiką/argumentacją drugiego, choć zwolennicy obu są tak pewni swego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-17 17:38:03
17.07.2017 16:39
odpowiedz
<Rydygier>
22

O, to ciekawe. Serial nadchodzi?

Film widziałem w jakiejś wersji rozszerzonej, o której to autor powieści miał stwierdzić, że ona jedna jakoś oddaje ducha książki (tej nie czytałem, nie wiem, w czym konkretnie lepsza, wiem tylko, że gruba chyba). No i wygląda, że kolejny temat dobrze dobrany pod VR.

17.07.2017 09:36
odpowiedz
<Rydygier>
22

Z lektorem preferuję gdy:

1) film leci w małym TV lub
2) Gra aktorska głosem jest nieistotna lub co najwyżej poprawna lub
3) Oglądam nostalgicznie wspominając VHSy, jak Kung Fury.

W innych wypadkach napisy.

Co do lektorów, większość tych staroszkolnych mi pasi, bo jestem przyzwyczajony i ich głos się nie wybija na pierwszy plan. Wśród nich nie mam zdecydowanego faworyta, wszyscy git (Brzostyński, Borowiec, Gudowski, Łukomski, Szydłowski, Popłonikowski, Olejniczak (ten może ciut mniej)...). Ale niektórzy mają taki tembr, że niestety, owszem (Utta, Gajewski). Natomiast Knapik (i Szołajski, Szczotkowski, ewentualnie też Rosołowski) co prawda też ma wybijający się tembr, ale to właśnie przypadek VHS-nostalgii, więc też git. Czubówna jest absolutny kult, ale w filmach przyrodniczych itp.

Nie każcie mi wybierać spośród powyższych, to prawie jak starzy znajomi. :)

Ci nowi raczej błe, nieprzyzwyczajony jestem, ale TV już od dość dawna nie paczam, głównie filmy na kompie.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-17 11:48:30
16.07.2017 09:02
1
odpowiedz
<Rydygier>
22

Największe? Łoj, panie dzieju, trudno wybrać. Może więc to, by rynek gier skutecznie promował śmiałą, ambitną innowacyjność, postawę pionierską, nie zaś zachowawczą - stadnej wtórności, jak to jest obecnie. W samej koncepcji gry komputerowej tkwi tyle niewykorzystanego potencjału... ale trzeba sięgać dalej. Np. większy nacisk na innowacyjne, coraz bardziej złożone i przemyślne AI.

Gdyby tak było, niektóre inne moje marzenia mogłyby się sprawdzić.

Na przykład gra, która na poważnie i dogłębnie podchodzi do eksploracji kosmosu, do wyzwań, które oznacza ale i do bogactwa i złożoności tego, co można by odkryć. Nie iść tu w szybką i łatwą, ale płytką i namiastkową masowość, jak niektóre istniejące tytuły, niech każda poszczególna ekspedycja stanowi wyzwanie i całą, soczystą rozgrywkę very hard SF. Proceduralna generacja i planet i prawdziwych ekosystemów, nie ich namiastek. Dbałość o realia fizyki itp.

Albo space operowy symulator wielkich kosmicznych okrętów, ale taki, w którym se normalnie łazimy po pokładach, czyli dowodzimy lub służymy z wewnątrz, kompletna symulacja załogi jak i związku z tym, co dzieje się na zewnątrz z tym, co wewnątrz itd. Musowo z opcją single player.

Może też coś naprawdę imersyjnego łączącego strategię wojenną z symulacją pola walki.

Śmiały remake Steel Panthers?

Może RPG, w którym m. in. mechaniki walki, rozwoju postaci itd. są naprawdę realistyczne i adekwatnie złożone.

Albo gry sandboskowe o architekturze świata nie graczocentrycznej, złożonej, dogłębnej i rozległej, świata naprawdę żyjącego, w którym czyny gracza, jedynie małego kółka w całej maszynerii, rozchodziłyby się łańcuchami przyczyn i skutków jak kręgi po wodzie, zatem by naprawdę odciskały swoje piętno, a okazje do działania pojawiały się nie arbitralnie ani losowo, a dynamicznie, emergentnie, w wyniku naturalnego rytmu życia owego świata i jego natywnych zakłóceń i fluktuacji... dobra, zbyt wiele razy już o tym pisałem.

Może do tego pomysłowe middleware'y które ułatwią studiom powyższe.

I, kurna, więcej miodu dla "singlów".

Może też - by mieć w tym osobisty udział. Czyż graczom nie zdarza się marzyć o tworzeniu własnych gier?

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-16 09:06:59
14.07.2017 10:59
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

Musi zależy. Ja nic nie czułem. Zresztą trzeba uważać, warga i okolice na znieczuleniu są zdrętwiałe, łatwo se uszkodzić nawet nie wiedząc.

14.07.2017 09:47
odpowiedz
5 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Rzeczywiście, bydgoszczanie krzywdzą murzynów:

http://bydgoszcz.naszemiasto.pl/artykul/student-z-afryki-czuje-sie-pokrzywdzony-przez-bydgoszczan,4170980,art,t,id,tm.html

W tle scyzoryk i pistolet na kulki. Niby nic, ale to jest symptom. Tylko patrzeć pogromów.

Mnie co prawda spotkało coś podobnego, ale jestem biały, więc nie liczy się.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-14 09:48:28
12.07.2017 17:35
<Rydygier>
22

Jako katolik mam wręcz moralny mus chodzić. :)

Znasz takich?

Obecnie nie za zbytnio, niestety. Na pewno nie znam takiej poważnej politycznej siły. Ale toteż piszę - popyt rodzi podaż, także w polityce. Warto pokazać, jakiego rodzaju polityki oczekujemy, a jakiego nie.

Symbol błota tutaj odnoszę (przez zapasy w błocie) do obecnie obserwowanego sposobu uprawiania polityki przez szczucie i konflikty, czyli owo rozemocjonowane plemienne mordobicie na poziomie mułu dennego.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 17:35:40
12.07.2017 15:49
<Rydygier>
22

A, jak taki mają plan, to oczywiście wyjaśnia. I może być nieźle.

12.07.2017 15:46
odpowiedz
<Rydygier>
22

Ulubiony film, jeden, trudno wskazać nie krzywdząc innych. Z ciekawszych, a rzadziej wspomnianych - Mroczne Miasto/Dark City. SF z zaskoczką w klimacie noir. Jeśli Riddick, to Pitch Black, czyli pierwsza część. Moim zdaniem najlepsza i jedyna w sumie ponadprzeciętna. Można dorzucić Sunshine. I większość żelaznej klasyki. Z serialem mam łatwiej - Battlestar Galactica (nowszy) to do dziś mój ulubiony, o Firefly tylko słyszałem, że dobry (Serenity faktycznie ma pewien klawy klimacik i zacne dialogi), zresztą nakręcono ponoć niewiele odcinków. Niedawno pojawił się nowy, mocno obiecujący, The Expanse.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 15:47:58
12.07.2017 14:44
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
<Rydygier>
22

TW: W to był dobry pomysł, ale po mojemu w zasadzie wyczerpał temat, ewentualnie można mu doklejać kolejne DLC, jeśli kto chce inne frakcje. TW: WII jak dla mnie zapowiada się na nieco już odgrzewany kotlet na nowym talerzu. Nawet, gdyby ta odsłona wprowadzała niebywałe nowości do rozgrywki, lepiej chyba było i tak sięgnąć po inny setting - dla odmiany.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 14:44:55
12.07.2017 13:45
<Rydygier>
22

Politycy nie biorą się z księżyca (wiem, to może zdziwić), władze poniekąd stanowią emanację stanu społeczeństwa (tak, widziałbym przyczynowość może nawet bardziej w tę stronę, niż odwrotnie, ogólnie to sprzężenie zwrotne). Lepszego remedium na ustanie zapasów w błocie po prawdzie nie widzę. Trzeba wyjść z błota. Również by dać do zrozumienia, że na mój głos mogą liczyć tacy, którzy w błoto nie włażą. By to zrobić, nie trzeba być ani politykiem, ani personą pokroju Ghandiego. Co szkodzi tak postąpić.

12.07.2017 12:34
<Rydygier>
22

Rydygier, wybacz, ale mam wrażenie, że na siłę usprawiedliwiasz obecnie rządzących.

Mam zasadę taką, że w poważnej rozmowie staram się pisać dokładnie to, co piszę, najwyraźniej, jak umiem, nie między wierszami. Czasem może nie wyjść, ale świadomie wyjątki robię rzadko. Należy więc dać odpór podobnym wrażeniom, na chwilę odłożyć swoje tomahawki, pyknąć z fajki pokoju i, kurka, raz jeden przeczytać, co napisano tak, jak napisano.

Pisałem to już i napiszę znów, by była jasność. Z tego, co mamy teraz, wolę PiS, co wynika z takiego, nie innego światopoglądu, a i tak trudno mi nie krzywić gęby, gdy obserwuję, jak tańcują z opozycją. Ale ja nie o swoich preferencjach politycznych tutaj, nie pakowałbym się znowu w spór, którym serdecznie rzygam, więc z góry przepraszam, że pozostawię bez odpowiedzi dalsze sugestie, że robię tu za obrońcę PiS czy co tam jeszcze kto wyczyta spomiędzy wierszy.

Jakim kosztem panie , panie Rydygier, mają opaść te emocje i wrócić rozsądek?

Pisałem. Albo kosztem osobistego wysiłku dobrej woli, albo zbytniego zmęczenia bitką (więc kosztami, jakie w jej wyniku poniesie kraj). Nie wymaga to zupełnie żadnych ustępstw poglądowych, ustrojowych, ani nawet nie wymaga zmilczenia wobec tego, co się dzieje. Jeśli stawiamy tezę, że PiS żyje konfliktem, że to jego racja istnienia, nie ma lepszej metody by zmusić go do refleksji lub "zagłodzić", niż zabrać mu paliwo, czyli emocjonalny spór - odmówić tarzania się w błocie. Do tego tanga trzeba dwojga - chętnych. Jeśli ktoś uważa się za człeka klasy wyższej, ponad to, co uprawia PiS, niech stawi opór tejże klasy. Niech pokaże, że można być ponad to zachowując wierność swoim zapatrywaniom. Czy opór w obecnej formie jest skuteczny? Zwłaszcza skoro jakoby napędza PiS? Czy to jedyna możliwa forma opozycji? Nie uważam tak. Uważam, że to może być obecnie najlepszy (co nie znaczy, że sam w sobie wystarczający) sposób na wygranie wyborów - wyróżnić się in plus na tle niedojrzałej bijatyki.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 12:55:52
12.07.2017 11:39
1
<Rydygier>
22

Problemem byłby zatem jednak nie paragraf 22, a to, że wszystko odbywa się pod dyktando emocji. Nic nie zrobić lub zrobić bydło to przecież nie jedyne możliwości, choć gdy człowieka nosi, może innych nie dojrzeć. I w tym kłopot - że nosi i nie dostrzega.

A jak jest teraz, wiemy wszyscy

Wszyscy wiemy, ale każdy po swojemu. Dla każdego absolutnie jasne, ale coś diametralnie różnego. I to też problem, bo pewność swego zamyka na to, co ma do powiedzenia druga strona.

Na pytanie, jak wyjść z klinczu takiej wojny plemiennej, gdzie żądzą emocje, padają więc zwykle tylko trzy odpowiedzi:

1. Unicestwić "tamtych";
2. Nie wiem;
3. Nie da się.

A przecież wątpliwe, by komukolwiek było dobrze w obecnym rzeczy stanie. By było dobrze, muszą więc opaść emocje i ustąpić rozsądkowi. Jeśli nie wysiłkiem dobrej woli, to może choć ze zmęczenia ludzie wreszcie zaczną się z siebie samych serdecznie śmiać. A wtedy żaden polityk do niczego już nie sprowokuje, ani nie będzie próbował, bo do prowokacji prowokuje go ich skuteczność. Wtedy ma szansę wypączkować ze społeczeństwa na scenie politycznej jakaś sensowna alternatywa dla obecnej wściekłej kołomyi. Bardzo bym chciał, bo choć staram się od niej alienować, i tak jestem już nią psychicznie zmęczony. Nie zmienię z tego powodu poglądów, ale po prostu mam dość tego, do czego różnica w poglądach doprowadza Polaków.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 11:40:26
12.07.2017 10:58
<Rydygier>
22

Umysłowe upośledzenie obu stron to jest wina tylko i wyłącznie obecnego rządu

Łatwo i poręcznie zwalić winę na tego, czy tamtego. A tymczasem sam zaczadzony, każdy jeden z osobna, ponosi mniejszą lub większą, a jednak zasadniczą winę za to, że daje się zaczadzać. On i ci, którzy byli odpowiedzialni za kształtowanie jego intelektu, kręgosłupa moralnego etc. Taki PiS nie przyciąga tych tzw. "barbarzyńców" na kontrmiesięcznice siłą woli. Przychodzą, bo sami tak zdecydowali, każdy z osobna, zatem to ich osobista, suwerenna odpowiedzialność. To nie bezwolne pacynki na ręce Kaczyńskiego. I tak samo od woli każdego poszczególnego uczestnika "plemiennej wojny" zależy, czy będzie brał w niej udział. Politycy przy użyciu mediów mogą prowokować (i uważam, że obie strony to właśnie intensywnie robią, na pewno nie zgodzę się, że tylko jedna jest odpowiedzialna za szczucie. Obecna opozycja była dnem, gdy rządziła, a teraz ryje w mule coraz głębiej bijąc własne rekordy, natomiast PiS, jak ten byk za płachtą, zniża się sukcesywnie do jej poziomu by móc się naparzać, żenada i tragedia, bo alternatyw jak nie było, tak nadal nie widać), ale to człowiek decyduje, czy ulec prowokacji. I on za tę decyzje odpowiada, politycy i media - za prowokacje. Każdy za swoje własne czyny, słowa i zaniechania.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 11:00:33
12.07.2017 09:41
1
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

Współrodacy nie muszą się wcale zgadzać we wszystkim, by żyć w zgodzie. Wystarczy wzajemny szacunek i wspólny mianownik w postaci troski o dobro kraju. Teoretycznie.

W praktyce stan wojny ma mocną podbudowę logiczną:

1. X uważa, że będzie dobrze, gdy Polska będzie prowadzona w kierunku A.
2. Y uważa, że w kierunku B.
3. Tego poglądu u X i Y nie da się pogodzić.
4. Sprawa jest zbyt ważna, by wzruszyć ramionami, bo tyczy się losu całego państwa i w danym kierunku, jako jego obywatele, będą musieli pójść wszyscy, nie tylko ci, którzy uważają go za słuszny.

No więc konflikt. A skoro konflikt, to wojna. Na noże, bez pardonu, szacunek ląduje w kącie na wstępie.

Efekt? Polska nie idzie ani w kierunku A ani w B, a raczej raz drepcze w tą, raz w tamtą jałowo trwoniąc siły. No, ale lepiej, by stała w miejscu, niż była pchana w kierunku, który uważam za zły, ergo...

Ponadto logika zwykle też ląduje szybko w kącie, pozostają emocje i zacietrzewienie. Przy akompaniamencie obrzydliwych rzeczy, jakie robią prawdzie media.

Ciekawe, jak z tym sobie radzą inne nacje, w końcu rozdźwięk poglądowy to nie jest problem specyficzny dla Polski.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-12 09:45:12
12.07.2017 09:10
odpowiedz
<Rydygier>
22

Więc trza się cywilizować, skoro tak.

Telewizja telewizją, ale faktycznie coś jest na rzeczy, że Polacy zbyt łatwo dają się sprowokować, a wtedy "wyłazi z nich bydło" i robi się nielicha żenada. Tyczy się to chyba statystycznie ogółu, niezależnie od przynależności plemiennej, ale przykład (kontr)miesięcznic jest mocno reprezentatywny. Przecież wystarczyłoby ignorować i pozostać zdystansowanym. Ale nieee. Nie godzi się przecież. Trzeba koniecznie tam iść, robić i prowokować to bydło i eskalować. Przymus, imperatyw. A potem o całe zamieszanie oskarżać organizatorów tych osobliwych spotkań, w charakterze dowodów okraszając "donos" co soczystszymi fotkami opatrzonymi stosowną narracją. Smutne, bo komiczne, jako i reszta tego, co się w Polsce od dłuższego czasu odbywa.

11.07.2017 10:54
odpowiedz
<Rydygier>
22

Co zmieni się dla Was?

Obaczym.

10.07.2017 09:10
<Rydygier>
22

Surowyś.

Żebyś mógł się jeszcze trochę oburzyć (można się jej czepnąć jeszcze przynajmniej o jedno), powtórzę z całą powagą tę jakże kłującą w oczy frazę:

Kto podnosi cenę, ten chce więcej zarobić, czyli jest chciwy na pieniądz.

Wyluzuj ździebko, czytaj w kontekście i z minimum dobrej woli.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-10 09:14:29
09.07.2017 20:31
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
<Rydygier>
22

Nabyłem dawno temu, w przecenie którejś za małą sumę. Popykałem trochę, oczywiście solo. W sumie żałowałem tej niewielkiej kwoty, którą wydałem, gra się przykrzyła dość szybko. Obecna cena? Za to? W życiu. Ciekawostka: to chyba najczęściej updatowana gra w mojej bibliotece. Bywały serie po kilka uaktualnień tego samego dnia, w tym parogigowe.

Kto podnosi cenę, ten chce więcej zarobić, czyli jest chciwy na pieniądz, jak to firma. Eureki nie odkrył, szoku nie ma. Tyle, że to chciwość głupia i krótkowzroczna, bo bezczelna i bijąca po oczach, która być może szybko ugryzie ich w de. Ciekawe, to już chyba trzecia tego typu "afera" w ostatnim czasie, kiedy to firma podpada graczom na Steamie i obrywa za to.

09.07.2017 11:37
odpowiedz
1 odpowiedź
<Rydygier>
22

Akurat będzie czas oceniać (dałem grze rok). Nie sądzę, by 1.3 wprowadził cokolwiek z tego, o co mi się rozchodzi, więc ocena nie będzie zapewne wysoka.

09.07.2017 08:12
odpowiedz
<Rydygier>
22

Oczywiście. Jak każdy, jestem jedyny w swoim rodzaju.

07.07.2017 19:08
odpowiedz
<Rydygier>
22

Odczucia mam ambiwalentne. Z jednej strony bardzo cieszy, gdy Arma, a zwłaszcza jej scena moderska, zyskuje takie (zasłużone!) wpływy w świecie gier, a z drugiej - pozostaje mi tylko z żalem kręcić głową, bo to jest gra zapewne pomyślana i zrobiona świetnie, ale multi, z opisu kwintesencja tego, co mi w multi nie podchodzi. Przeciwległy biegun względem moich upodobań. Zatem jest i przykrość, że mój gust idzie tak bardzo w poprzek z tym, co jest "trendi". Źle mi to wróży.

post wyedytowany przez <Rydygier> 2017-07-07 19:10:14