tvgry.pl Przegląd tygodnia - "2010" brzmi nieźle

początekpoprzednia12
08.01.2010 21:58
251
odpowiedz
Nerevar
3
Legionista

Aliens vs Predator już się nie mogę się doczekać akurat kupuje sobie ps3 i najbardziej interesuje mnie balans rozgrywki multyplayer.

08.01.2010 21:58
252
odpowiedz
mentusz
1
Junior

To był jeden z tych długich, zimowych wieczorów, gdy każdy komputer należący do gracza jest doprowadzany na skraj wyczerpania. Mój właściciel, zajadając sałatkę z marchewek i rybich płetw, prawie doprowadził moją schorowaną kartę graficzną do zawału, kiedy próbował zmusić mnie do uruchomienia Crysisa. Niestety, mam już swoje lata i czasy, kiedy żadna gra mi nie podskoczyła bezpowrotnie minęły. Dość powiedzieć, że ostatni zabieg przeszczepienia pamięci RAM przeszedłem w 2005 roku. No, ale to jest opowieść na inną okazję. Wracając do tematu, mój pan zaczął wykrzykiwać w moim kierunku niecenzuralne słowa. Tak bardzo chciał zagrać w tę grę, a ja nie potrafiłem spełnić jego oczekiwań. Byłem już na bardzo wycieńczony, kiedy właściciel znalazł rozwiązanie. Ściągnął z sieci magiczny program sprawiający, że nawet 5-letni dziadek z wigorem i chęcią odpali najnowsze hity. Po instalacji poczułem się dziwnie, zupełnie jak astronauta po raz pierwszy mający do czynienia z nieważkością. Byłem taki lekki, odmieniony. Po euforii przyszło jednak zaskoczenie - coś poszło nie tak. Nowo zainstalowana aplikacja próbowała mnie zranić usuwając pliki systemowe. Wtedy stało się jasne - to był wirus. Natychmiast wysłałem sygnał do programu antywirusowego, aby mnie ratował. Ten zaczał działać - rozesłał szpiegów po całym dysku, aby znaleźli tę przeklętą bestię. Kilkunastominutowy zwiad dał efekt - szkodnik został zlokalizowany. Wtedy do akcji wkroczyła moja zaufana gwardia przyboczna, aby się z nim rozprawić. Walka była trudna, przeciwnik nie był pierwszym lepszym trojanem czy robakiem. Jednak mój właściciel dba o mnie i wyposażył mnie w najlepszy program antywirusowy, który dał sobie radę nawet z tym wrogiem. Wirus został usunięty, a ja wreszcie mogłem odetchnąć z ulgą.
A co było dalej? Od tamtej pory jestem traktowany iście po królewsku, dostałem nowy procesor, pamięć RAM oraz kartę graficzną, gdyż pan w końcu zrozumiał, że nie liczą się zainstalowane programy, ale to, co komputer nosi we wnętrzu.

08.01.2010 21:59
253
odpowiedz
Invader01
83
Konsul

Porządne tytuły. To jak dwa lata w pół roku.

08.01.2010 22:14
254
odpowiedz
Kurtal
14
Centurion

Był sobie koń trojański co lubił marchewki i niszczenie plików.
Gdy kasował pliki spotkał fotke z kosmonałtą co trzyma płetwę rekina ale nie gdybając usunął go z powierzchni twardego dysku ale niestety Avast wkroczył to akcji i dał Viruska do kwaranntanny.
This is my history :P

08.01.2010 22:21
255
odpowiedz
xKoweKx [stalker.pl]
59
Pretorianin

A gdzie Metro 2033: The Last Refuge? :| Premiera w marcu.

08.01.2010 22:22
256
odpowiedz
bigMAN
1
Legionista

no to 4 już będzie ;P

"wyścig szczurów"
Antywirusy na starcie się ustawiły,
Zaczyna się wyścig, pokaz prawdziwej siły.
Kosmonauci marchewkę na partycji środek rzucają
By zobaczyć które najwięcej szybkości mają.
Kaspersky i Norton nawzajem sobie przeszkadzają.
Avasta za przeciwnika na pewno nie mają.
Panda gdzieś się zagubiła.
G-Data już prawie u celu była
F-secure płetwą sobie pomagał.
Z ESET’em w jakości się zmagał.
Każdy ma swojego faworyta,
Prawda jest taka, że wygrywa ten o którego klient w sklepie pyta.

08.01.2010 22:26
257
odpowiedz
majkick
5
Legionista

tytuł kawałka o który sporo osób pyta :

Wake Of Destruction - This Is A War

nie ma za co.

08.01.2010 22:27
258
odpowiedz
sznicer91
5
Legionista

zapomnialem o historyjce : Astronałta z psem który miał łuski zjedli marchewke i potem zabili wirusa wygrałem oskara dla mnie xDD

08.01.2010 22:32
259
odpowiedz
fric96
21
Pretorianin

Świetny przegląd.

A co do rasy chciałbym zobaczyć obcego!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

08.01.2010 22:34
260
odpowiedz
komarek
34
Konsul

Witam o to moja historia: Kiedyś pewien komputer miał wirusa, wirusa? Przecież on ma płetwy to co to za wirus? Bo to był wirus który pliki zamieniał w marchewki, marchewki zdziwiony gracz patrzy, pierwszy raz widzę coś takiego, pomyślał, trzeba coś z tym zrobić, szukał na internecie i szukał, aż znalazł antywirus, który nazywał się astronauta, patrzy zdziwiony, pierwszy raz widzę taki antywirus, powiedział ahh spróbuje, ściągnął, zainstalował, patrzy a tu...., wszystkie zawirusowane pliki powróciły do swojego normalnego wyglądu.
Dziękuje, mam nadzieje, że się podobało.
Pozdrawiam.

08.01.2010 22:38
261
odpowiedz
killercwyl
7
Chorąży

Uwaga drobne info o DLC do MW2 - na twitterze Bowling napisał,żeby użytkownicy Twittera napisali mu tam jakie by chcieli emblematy nowe w DLC,więc można się spodziewać nowych emblemów xD.Orginalna wiadomość - Leads meeting @infinityward this morning; Lots of #MW2 DLC discussion got me wondering, what would YOU suggest as some new callsign titles? - CO O TYM MYŚLICIE???

08.01.2010 22:43
262
odpowiedz
F - A - S - T - B - A - C - K
7
Legionista

Historia: Pan Marchewka wysłał astronautom wirusa trojana ,w którym płetwa była trochę pofałdowana, ale Pan Marchewka się nie zmartwił , poleciał w kosmos i sam astronautów załatwił.Po udanej akcji Pan Marchewka na ziemię przyleciał dostał z bejsbola i znowu odleciał i tak zrobił mu się z głowy sok marchewkowy, przyszedł pan Ździchu i upił mu pół głowy. KONIEC Pozdrowienia dla całej ekipy tvgry :)

08.01.2010 22:49
263
odpowiedz
killercwyl
7
Chorąży

Aha jeszcze do MW2 powstał hack umożliwiający zabijanie swojej drużyny w trybach takich jak Wojna Lądowa(za te kille dostajemy punkty jak za zabicie wroga) http://www.youtube.com/watch?v=D-nvPIj8vOw&feature=player_embedded na filmie jest

08.01.2010 22:51
264
odpowiedz
Victuz
32
Pretorianin

Zapowiada się fajny rok. Ale czy Max Payne 3 nie został aby przesunięty na 2010?

A z AVP chciał bym zobaczyć Aliena (w pierwszej kolejności) a potem Marine. Predatora pokazywano nam już miliard razy :P

08.01.2010 23:05
265
odpowiedz
shar_kalii
28
Chorąży

pokazcie predatora!

08.01.2010 23:20
266
odpowiedz
mariox77
24
Centurion

Mój wierszyk !

Każdy astronauta walczy też z wirusem
Nie tylko chorobowym , ale również komputerowym,
Posłużą mu płetwy do źródeł plikowych
I marchewka w ręce wnet stanie się nowy.
Bo warzywko daje same witaminy
Strzeżcie się wirusy mojej grożnej miny
Już jak nurek znów płetwy zakładam,
Do serca komputera na nowo się skradam.
Marchewka w ręce , bez niej nie ma mowy
Bo ze mnie astronauta antywirusowy.

08.01.2010 23:21
267
odpowiedz
truskolodz
133
WRWG

Predzia w Akcji bym poprosił :P

08.01.2010 23:28
268
odpowiedz
ManganWroc
8
Chorąży

Ej a gdzie BF.BC2 w marcu w koncu to tez duza premierka . Przeglond bardzo fajny a Lordu chyba sie nie wyspal bo taki snienty byl he he . Zagrajcie Alienkiem to takie mile zwierzontko ;D

08.01.2010 23:32
269
odpowiedz
Von Kaktus
4
Junior

Krzysiek młody niczego nie spodziewajacy się napalony smarkacz,juz od dwóch godzi siedział na "stronach dla dorosłych".
Jego 6 letni brat,który byl tam razem z nim,nie świadomy swej żałosnej pozycji stał wpatrzony w monitor niczym Pudzian widzący przed sobą książke.
Tak samo zamyslony do czego może to słuzyć.Ta chwila mogła by trwać jeszcze dłużej gdyby nie brzek otwierających się drzwi,to był ojciec Krzycha.
Tata Krzyska z zawodu sprzedawca marchewek,po pierwszym spojrzeniu na monitor na którym dominował czerwony kolor, poczuł dume.
W mysłach mówił sobie -:"tak...nareszcze mój syn poszedł w moje ślady....nareszcze zaczął interesowć się karotką.
Krzyś tkwiący na stronie www.redastronaut.com zwinnym ruchem rzucił sie wtrone ojca,dając znak bratu aby ten pomógł mu w tej sytułacji.
Młody, bo tak go nazywano nie bedący pewnien nawet co do swojego imienia,zebrał zamaszysty obrót i całym ciałem prawie jak rybia płetwą wypadł przez okno.
Krzsztof,który był świadomy że jego brat którego zdolności "mózgowe" ograniczały sie do zmysłu slinienia,podjął ryzyko ,które jak widać opłacało mu się tak samo jak kupno
roweru dla pirata z jedną nogą. I moze wszystko zakończyło by sie bez wiekszych represji ze strony ojca gdyby nie to że Młody spadając przez okno zahaczył noga o kabel komputera,
spadając z nim z 4 pietra prosto na księdza ,który wracał z kolędy.Ks.Wirus,zwany tez Astma ,tradycjonalista i kapral w słuzbie jego dyrektorskiej mości zdązył zobaczyć to
co znajdował sięe w wyświetlaczy monitora.Jednym ruchem za pomoca kropidła uderzył w i tak juz zniszczoną skrzynie PC oraz w monitor który nie wytrzymał tego spotkania.
Przez następne 4 miesiące ,co tydzien w niedziele Wirus nakładał ekskomunike na rodzine Gonciarzów.Krzysiek od tamtego momentu zdał sobie sprawe
że jego prawdziwym powołaniem jest Konsola,cześciowo było to spowodowane strachem przed wirusami ,nie tylko komputerowymi.

08.01.2010 23:34
270
odpowiedz
mły
2
Junior

sorry ze tak z innej bajki ale moge prosic o tytul piosenki co leci w tle :D a w akji chcialbym zobaczyc predatora

08.01.2010 23:36
271
odpowiedz
samaz
26
Chorąży

Wirus ze mnie całkiem nowy,
wszystkie katalogi wyżeram do nogi,
lecz astronauta z płetwą na grzbiecie,
goni mnie po polu marchwi na swoim bicicle-cie,
w kodzie binarnym szukam schronienia,
nawet Avast nie daje mi wytchnienia,
Northon się wiesza, NOD po mojej stronie stoi,
E Smarta się boję choć on trojany woli,
ale najbardziej w tym kotle ja lubię,
gdy swąd spalenizny Hacker poczuje,
dwoi się troi staje na głowie,
lecz ja nie głupi w svchostach się schowiem,

08.01.2010 23:41
272
odpowiedz
Rooney20
1
Junior

Ja poproszę o Predatora :D

08.01.2010 23:44
273
odpowiedz
KodzaK
18
Stary wyjadacz

a gdzie bfbc2

08.01.2010 23:46
274
odpowiedz
Davy_Simon_Jones
2
Junior

Siedzę sobie przed Komputerem oglądając film o astronautach, bodajże "Apollo 13" i tu nagle wyskakuje Avast program, który zawsze mnie wpienia wiecznym meldowaniem o uaktualnieniu bazy danych. Patrze a jednak nie!! coś nowego moją czułą maszynkę atakuje Trojan:( wiec dojadając resztę marchewki, którą konsumowałem zabieram się do działania. Wyciągam z szafy jedną płetwę potem drugą nurkuję w systemie i z drobną pomocą antywirusa pozbywam się zagrożenia :D
P.S Szanowna Redakcjo tvgry.pl jeśli chodzi o AvP to pierwszego w akcji chciałbym zobaczyć Obcego

09.01.2010 00:15
275
odpowiedz
James_007
133
Septimus

Co to za nuta, ktora pojawia sie w 4:22?
swoja droga strasznie jestem rozczarowany, ze na PC nie wyjdzie Dante's inferno

zreszta jak zobaczylem FF13, to sie zastanowilem nad kupnem PS3, szczegolnie, ze zbliza sie GOW3

09.01.2010 00:18
276
odpowiedz
claudespeed18
111
LOOT

jaki to utwór leci w tle?

gdzie wzmianka o Metro 2033 ?

coś słaby przegląd jak na nowy rok, krótszy, mało humorystyczny, dość ogólnikowy..bla bla bla ;D Lord coś niewyrazny chyba jeszcze po Sylwku a reszta pewnie nadal leczy kaca ;]

09.01.2010 00:54
277
odpowiedz
Mieszofash
0
Junior

Z dziennika kapitana Jamiesona: (kilka wpisów)
1. "Wraz z drużyną wybraliśmy się do siedziby groźnego wirusa, który niszczy ludzkość - Troyana. Drogą wodną, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Szkoda, że Steven zapomniał płetwy i musieliśmy go taszczyć ze sobą..."
2. "Dotarliśmy, po drodze straciwszy ośmiu towarzyszy. Tak się boję... nie wiem, kiedy będzie moja kolej, już rymuję ze strachu. Na szczęście widzimy gościa z marchwiami zamiast rąk, który wrzeszczy coś, nie wiem co."
3. "Szkoda tylko, że okazał się to klon Alexa Mercera, zabił dwóch kumpli, reszta uciekła. Jesteśmy rozproszeni, a w wiadomości od komandora Sheparda było jasne, że musimy kontynuować misję."
*trudne do rozczytania drogą cyfrową*
4. "Predator, on nas zniszczy! Z nieba pociski, a na dole ta bestia, do kroć set! 'Kontynuuj misję, Jamieson' mówi ten dupek, a co ja mam zrobić? Z tą garstką komandosów?! "
5. "Pecet Troyana wydaje się być czysty, ale w piwnicy znaleźliśmy rakietę kosmiczną. Nie jestem astronautą do cholery, czego ode mnie wymagają?!"
6. "Kolejna ofiara... bronimy się... krzhchsastwasdf"
7. "Wszyscy zginęli na moich oczach, a w stacji kosmicznej Troyana jest dziura. Bestia się jej trzyma, a ja nie mam broni! fadaczeww kapitan Price umiera ksahxzhcshashsdahsadh użyłem gnata i strzeliłem wirusowi w łeb, a później w kończyny, udało się! komputer został oczyszczony, mission accomplished i ... "
WSTAWAJ DO SZKOŁY, BO SIĘ SPÓŹNISZ... - powiedziała mama.
========================
Co do rasy w AvP to ja chciałbym zobaczyć Predatora.

09.01.2010 01:47
278
odpowiedz
Kelmix312
22
Chorąży

Jak w każdy piątek siedziałem i oglądałem "Przegląd tygodnia" zajadając się marchewką, już miałem włączać call of duty modern warfare 2, gdy zobaczyłem że mój program antywirusowy wykrył Trojana o nazwie płetwa.zfg, przestraszyłem się jak astronauta w kosmosie lecz wiedziałem że muszę z nim walczyć by mieć na czym oglądać następne "Przeglądy tygodnia" walczyłem dzielnie nawet przez system awaryjny, udało się usunąłem go to był mój życiowy sukces.

09.01.2010 01:54
279
odpowiedz
PrEd4ToR
97
››LifeWire‹‹

zgadnijcie kogo ja bym chcial zobaczyc ? :›

09.01.2010 03:40
280
odpowiedz
Grinczar
20
Chorąży

Grinczar wszedł do restauracji "Astronauta" na rogu ulic 3-maja i Korfantego. Nigdy tu nie bywał, a tym bardziej nie zabierał w takie miejsca swojej dziewczyny. Jednakże zawsze kierował się zasadą "bez ryzyka, nie ma zabawy". Tak więc usiadł na skórzanej kanapie i zaczął się
rozglądać po nowym miejscu.
- Co podać? - pytanie wyrwało Grinczara z zamysłu. Nie zastanowił się nad tym, co chce zjeść, a przecież jest w restauracji.
- Niech będzie rosół... - odpowiedział niepewnie, jakby sądził, że w takiej restauracji go nie podają. Mylił się i to bardzo.
- Z płetwą? - zapytał kelner.
- Nie... Z marchewką. Dziękuje, to wszystko.
- Dobra! Zaprosiłeś mnie do tej restauracji, zamawiasz rosół i w ogóle... - w końcu musiała się zniecierpliwić. Grinczar wiedział, że jego dziewczyna - Vanessa
szybko się niecierpliwi i tylko czekał aż gromadząca się w niej złość wybuchnie. W końcu wybuchła, ale on już miał przygotowaną odpowiedź.
- Zabrałem cię tutaj, do tego dziwnego miejsca, bo chcę opowiedzieć ci równie dziwną historię związaną z wirusem komputerowym.
Vanessa nic nie odpowiedziała, tylko patrzyła tępo na Grinczara. Ten nie zwracając na nią uwagi kontynuuował. Był w swoim żywiole - komputery i opowiadania. Kochał to od dziecka.
- Wczoraj w nocy, siedząc sobie na tvgry.pl i przeglądając kolejne growe filmiki z tym głupawym lekko, ale przyjemnym, ot co komentarzem, bo wiesz...
- Do rzeczy! - ponagliła go dziewczyna.
- Ok... Ok... No więc siedziałem sobie na tvgry.pl, a tu nagle wyskoczyło mi okienko "Czy do końca swojego życia chciałbyś tylko grać i nic nie robić?". Kliknąłem oczywiście "tak". Poza tym,
znasz mnie - bez ryzyka, nie ma zabawy. Pobrało mi jakiś program, zainstalował się sam, co mnie zdziwiło lekko i nagle pojawiło się pełno ikonek znanych gier. Nawet tych z konsol! Wszystkie działały,
a ja byłem wniebowzięty, lecz niestety... Kiedy chciałem skończyć, to zaczynałem mieć halucynacje... Takie najgorsze z bliskimi... Wiesz, że na przykład ty i Mario, no wiesz... Dlatego cały czas grałem, ale
w końcu zaczęło mi się robić słabo. Cały czas myślałem, jak pokonać tego wirusa aż w końcu wpadłem na pomysł. Skoro jest to wirus growy, a każda gra nienawidzi, kiedy się w niej oszukuje, to włączyłem GTA i zacząłem, jak szaleniec
wpisywać kody.
- To stukanie w klawiaturę mnie w nocy obudziło!
- Przepraszam... Jak już mówiłem... Wpisywałem kody, a tu nagle zaczął się obraz trząść, monitor i wszystko. Zamknąłem oczy, otworzyłem i wszystko wróciło do normy. Nie miałem już czasu iść na górę do sypialni, a może po prostu nie miałem
już sił. Nie wiem... Zasnąłem przy biurku z głową na klawiaturze.
- Pański rosół z marchewką.
- Dziękuję, ile płacę? - Grinczar obejrzał się, ale nie zobaczył kelnera. Zobaczył Mario, który już zbliżał się do Vanessy. On mógł tylko grzecznie patrzeć. Wróg oblizał wargi i powiedział "Trzeba było grać, a nie myśleć, że udało ci się mnie
pokonać! Jako hydraulik pływałem nie raz w szambie, ale ty jesteś w jeszcze gorszym położeniu." Popatrzał na przestraszonego Grinczara złowieszczym wzrokiem i zaczął się diabolicznie śmiać, a śmiech niósł się echem i po restauracji "Astronauta" i po głowie
ofiary.

A co do rasy, to chciałbym zobaczyć Obcych :)

09.01.2010 03:52
281
odpowiedz
Juchas
5
Legionista

Powiem tyle, Grubo się dzieje. Oglądam przegląd prawie od roku, ale to dopiero mój pierwszy komentarz. Widać różnice miedzy początkiem wątku przeglądu, a teraz. No Brawo!!! Oby tak dalej ;)

09.01.2010 08:25
282
odpowiedz
macio11420
5
Legionista

spoko przeglad :)
ale nie zapomnieliscie o Arcania : a Gothic Tale i B: Bad Company II ???
a co do rasy to chcialbym zobaczyc Predatora :P

09.01.2010 08:33
283
odpowiedz
zaniek were
13
Legionista

''Spore- prawdziwa historia''
Dawno, dawno temu w pewnej grze o nazwie Spore żyło sobie czterech bohaterów: ryba ''Ferajna'' z dużą płetwą, pies Scooby Doo, astronauta z Planety 51 i królik z marchewką. Pewnego dnia ich życie zmieniło się na walkę o przetrwanie, ponieważ do krainy przybył zły wirus Big Daddy który chciał zapanować nad Spore. Wwiercał się swym wiertłem w pliki komputerowe aby je zniszczyć. Jednak czworo ''herosów'' przeciwstawiło mu się i po zaciekłej walce wrzucili go do Wrót do piekieł gdzie czekał na niego Avast. Najlepszy i największy boss w tej krainie.

09.01.2010 08:35
284
odpowiedz
M0nk
25
Legionista

Wszelka zbieżność imion/nazwisk NIE jest przypadkowa

Dzień jak co dzień, znowu wywaliła kanalizacja, sąsiadkę wreszcie dorwało ABW, a jej pies umknął i dokonał aktu defekacji , któremu przyglądał się nasz ( i tak już spóźniony) główny bohater - Krzysiu. Nie był on zadowolony z konieczności udania się do pracy,był niewyspany, jego nogi ciążyły mu jak cały stos niezrealizowanych projektów na Euro, a głowa po sylwestrowej balandze u Dela była zatruta niczym płetwa Fugu.W robocie czekała na niego z góry skazana na straty rozmowa z Naczelnym o podwyżkę , materiały z BioShocka 2 do zrobienia , kupa listów od niezadowolonych fanów z powodu braku Gramy! z Heavy Rain do skasowania, Flesz, no i Przegląd Tygodnia również trzeba przygotować za wczas , bo przecież niestrudzona ekipa TVGRY.PL nie ma d*py na posyłki , i musi sama jechać w teren aby jak najlepiej zrelacjonować daną sytuację na rynku gier swym wiernym odbiorcom. Gdy Lord oderwał się od własnych , zagmatwanych myśli powrócił do jeszcze bardziej szarej rzeczywistości i chyżo ruszył w stronę redakcji. Po dotarciu na miejsce , uprzedzone utarczką pomiędzy służbami komunikacji miejskiej a bohaterem , której ze względu na brutalny charakter sceny tutaj nie przytoczę, przywitawszy się z kolegami i zebrawszy opieprz za spóźnienie miast ruszyć czym prędzej do pracy, Krzysiu usiadł na swym skórzanym fotelu , przyglądając się "swojej" kolekcji konsol, wyjął drugie śniadanie . Od razu poczuł , że coś jest nie tak , nie czując zapachu swojskiej kiełbasy ,a tym bardziej domowych konfitur czy też średnio wypieczonych gofrów czym prędzej otworzył swój LunchBox, ku swemu zdziwieniu , z rozgoryczeniem stwierdził iż w śniadaniówce nie znajduje się żadna z wyżej wymienionych potraw , albowiem była tam... marchewka. Tak. Wiem. To straszne , i na prawdę ciężko przekazać czytelnikowi co czuł wtedy Lord. Cały świat nagle chciał mu popsuć dzisiejszy dzień, a i najbliższa mu osoba , jego własna żona oddaliła go na przymusową dietę. Jego własny umysł stał się w sytuacji patowej , recenzent nie chciał już być recenzentem , miał dość tej roboty. Uruchomił konsolę , włączył MW2, chciał zejchać paru n00bów z tuby, jednak po paru minutach wyskoczył mu RROD , (to pewnie przez te zawirusowane alternatywne firmware)

L. - "Trzeba było zostać astronautą..."

Ciąg dalszy nie nastąpi , chyba , że sam uczestnik przedstawionych w tej historii wydarzeń zechce nam ją przekazać.

09.01.2010 09:11
285
odpowiedz
VegittoPL
4
Junior

Witam zna ktoś tytuł piosenki Final fantasty ?

09.01.2010 09:14
286
odpowiedz
EddyPSP
13
Chorąży

Dawno, dawno temu kiedy miałem AVASTA podczas gry w Grand Theft Auto San Andreas przy ostatniej misji kiedy miałem załatwić ostatniego faceta wyskoczył Avast i zaczął wydzierać się UWAGA, UWAGA !!! WIRUS !!! myślałem że rozwale tego PC-ta i kiedy zacząłem się modlić przyszed on ESET z płetwą w dłoni i z marchewką w ustach próbował zwalczyć AVASTA jednak nic nie pomagało wtedy wezwał astronoma który przeszedł z kumplami od DEAD SPACE, innym się nie chciało próbowali, zwalczali i dalej nić w końcu ESET wypluł marchewkę obwiną ją płetwą, rzucił w AVASTA i tak załatwił tego Wirusa. ESET zaczął królować wygonił AVASTA został w moim Błaszaku i do tej pory pomaga mi z blaszaka przeszed na laptopa i non stop wspiera mnie w walce z następnym wirusami czyli AVASTEM i jego kolegami . Lecz chce mu podziękować i teraz mam okazje w 4 części jest płetwa i marchewka którą zwalczył AVASTA. To będzie chyba najlepsze podziękowanie dla ESETA mojego wybawiciela, chwała ESET.

09.01.2010 09:17
287
odpowiedz
EddyPSP
13
Chorąży

Dawno, dawno temu kiedy miałem AVASTA podczas gry w Grand Theft Auto San Andreas przy ostatniej misji kiedy miałem załatwić ostatniego faceta wyskoczył Avast i zaczął wydzierać się UWAGA, UWAGA !!! WIRUS !!! myślałem że rozwale tego PC-ta i kiedy zacząłem się modlić przyszed on ESET z płetwą w dłoni i z marchewką w ustach próbował zwalczyć AVASTA jednak nic nie pomagało wtedy wezwał astronoma który przeszedł z kumplami od DEAD SPACE, innym się nie chciało próbowali, zwalczali i dalej nić w końcu ESET wypluł marchewkę obwiną ją płetwą, rzucił w AVASTA i tak załatwił tego Wirusa. ESET zaczął królować wygonił AVASTA został w moim Błaszaku i do tej pory pomaga mi z blaszaka przeszed na laptopa i non stop wspiera mnie w walce z następnym wirusami czyli AVASTEM i jego kolegami . Lecz chce mu podziękować i teraz mam okazje w 4 części jest płetwa i marchewka którą zwalczył AVASTA. To będzie chyba najlepsze podziękowanie dla ESETA mojego wybawiciela, chwała ESET.

09.01.2010 09:18
288
odpowiedz
EddyPSP
13
Chorąży

Dawno, dawno temu kiedy miałem AVASTA podczas gry w Grand Theft Auto San Andreas przy ostatniej misji kiedy miałem załatwić ostatniego faceta wyskoczył Avast i zaczął wydzierać się UWAGA, UWAGA !!! WIRUS !!! myślałem że rozwale tego PC-ta i kiedy zacząłem się modlić przyszed on ESET z płetwą w dłoni i z marchewką w ustach próbował zwalczyć AVASTA jednak nic nie pomagało wtedy wezwał astronoma który przeszedł z kumplami od DEAD SPACE, innym się nie chciało próbowali, zwalczali i dalej nić w końcu ESET wypluł marchewkę obwiną ją płetwą, rzucił w AVASTA i tak załatwił tego Wirusa. ESET zaczął królować wygonił AVASTA został w moim Błaszaku i do tej pory pomaga mi z blaszaka przeszed na laptopa i non stop wspiera mnie w walce z następnym wirusami czyli AVASTEM i jego kolegami . Lecz chce mu podziękować i teraz mam okazje w 4 części jest płetwa i marchewka którą zwalczył AVASTA. To będzie chyba najlepsze podziękowanie dla ESETA mojego wybawiciela, chwała ESET.

09.01.2010 09:18
289
odpowiedz
EddyPSP
13
Chorąży

Dawno, dawno temu kiedy miałem AVASTA podczas gry w Grand Theft Auto San Andreas przy ostatniej misji kiedy miałem załatwić ostatniego faceta wyskoczył Avast i zaczął wydzierać się UWAGA, UWAGA !!! WIRUS !!! myślałem że rozwale tego PC-ta i kiedy zacząłem się modlić przyszed on ESET z płetwą w dłoni i z marchewką w ustach próbował zwalczyć AVASTA jednak nic nie pomagało wtedy wezwał astronoma który przeszedł z kumplami od DEAD SPACE, innym się nie chciało próbowali, zwalczali i dalej nić w końcu ESET wypluł marchewkę obwiną ją płetwą, rzucił w AVASTA i tak załatwił tego Wirusa. ESET zaczął królować wygonił AVASTA został w moim Błaszaku i do tej pory pomaga mi z blaszaka przeszed na laptopa i non stop wspiera mnie w walce z następnym wirusami czyli AVASTEM i jego kolegami . Lecz chce mu podziękować i teraz mam okazje w 4 części jest płetwa i marchewka którą zwalczył AVASTA. To będzie chyba najlepsze podziękowanie dla ESETA mojego wybawiciela, chwała ESET.

09.01.2010 09:19
290
odpowiedz
EddyPSP
13
Chorąży

Dawno, dawno temu kiedy miałem AVASTA podczas gry w Grand Theft Auto San Andreas przy ostatniej misji kiedy miałem załatwić ostatniego faceta wyskoczył Avast i zaczął wydzierać się UWAGA, UWAGA !!! WIRUS !!! myślałem że rozwale tego PC-ta i kiedy zacząłem się modlić przyszed on ESET z płetwą w dłoni i z marchewką w ustach próbował zwalczyć AVASTA jednak nic nie pomagało wtedy wezwał astronoma który przeszedł z kumplami od DEAD SPACE, innym się nie chciało próbowali, zwalczali i dalej nić w końcu ESET wypluł marchewkę obwiną ją płetwą, rzucił w AVASTA i tak załatwił tego Wirusa. ESET zaczął królować wygonił AVASTA został w moim Błaszaku i do tej pory pomaga mi z blaszaka przeszed na laptopa i non stop wspiera mnie w walce z następnym wirusami czyli AVASTEM i jego kolegami . Lecz chce mu podziękować i teraz mam okazje w 4 części jest płetwa i marchewka którą zwalczył AVASTA. To będzie chyba najlepsze podziękowanie dla ESETA mojego wybawiciela, chwała ESET.

09.01.2010 09:19
291
odpowiedz
EddyPSP
13
Chorąży

Dawno, dawno temu kiedy miałem AVASTA podczas gry w Grand Theft Auto San Andreas przy ostatniej misji kiedy miałem załatwić ostatniego faceta wyskoczył Avast i zaczął wydzierać się UWAGA, UWAGA !!! WIRUS !!! myślałem że rozwale tego PC-ta i kiedy zacząłem się modlić przyszed on ESET z płetwą w dłoni i z marchewką w ustach próbował zwalczyć AVASTA jednak nic nie pomagało wtedy wezwał astronoma który przeszedł z kumplami od DEAD SPACE, innym się nie chciało próbowali, zwalczali i dalej nić w końcu ESET wypluł marchewkę obwiną ją płetwą, rzucił w AVASTA i tak załatwił tego Wirusa. ESET zaczął królować wygonił AVASTA został w moim Błaszaku i do tej pory pomaga mi z blaszaka przeszed na laptopa i non stop wspiera mnie w walce z następnym wirusami czyli AVASTEM i jego kolegami . Lecz chce mu podziękować i teraz mam okazje w 4 części jest płetwa i marchewka którą zwalczył AVASTA. To będzie chyba najlepsze podziękowanie dla ESETA mojego wybawiciela, chwała ESET.

09.01.2010 09:20
292
odpowiedz
EddyPSP
13
Chorąży

Dawno, dawno temu kiedy miałem AVASTA podczas gry w Grand Theft Auto San Andreas przy ostatniej misji kiedy miałem załatwić ostatniego faceta wyskoczył Avast i zaczął wydzierać się UWAGA, UWAGA !!! WIRUS !!! myślałem że rozwale tego PC-ta i kiedy zacząłem się modlić przyszed on ESET z płetwą w dłoni i z marchewką w ustach próbował zwalczyć AVASTA jednak nic nie pomagało wtedy wezwał astronoma który przeszedł z kumplami od DEAD SPACE, innym się nie chciało próbowali, zwalczali i dalej nić w końcu ESET wypluł marchewkę obwiną ją płetwą, rzucił w AVASTA i tak załatwił tego Wirusa. ESET zaczął królować wygonił AVASTA został w moim Błaszaku i do tej pory pomaga mi z blaszaka przeszed na laptopa i non stop wspiera mnie w walce z następnym wirusami czyli AVASTEM i jego kolegami . Lecz chce mu podziękować i teraz mam okazje w 4 części jest płetwa i marchewka którą zwalczył AVASTA. To będzie chyba najlepsze podziękowanie dla ESETA mojego wybawiciela, chwała ESET.

09.01.2010 09:20
293
odpowiedz
EddyPSP
13
Chorąży

Dawno, dawno temu kiedy miałem AVASTA podczas gry w Grand Theft Auto San Andreas przy ostatniej misji kiedy miałem załatwić ostatniego faceta wyskoczył Avast i zaczął wydzierać się UWAGA, UWAGA !!! WIRUS !!! myślałem że rozwale tego PC-ta i kiedy zacząłem się modlić przyszed on ESET z płetwą w dłoni i z marchewką w ustach próbował zwalczyć AVASTA jednak nic nie pomagało wtedy wezwał astronoma który przeszedł z kumplami od DEAD SPACE, innym się nie chciało próbowali, zwalczali i dalej nić w końcu ESET wypluł marchewkę obwiną ją płetwą, rzucił w AVASTA i tak załatwił tego Wirusa. ESET zaczął królować wygonił AVASTA został w moim Błaszaku i do tej pory pomaga mi z blaszaka przeszed na laptopa i non stop wspiera mnie w walce z następnym wirusami czyli AVASTEM i jego kolegami . Lecz chce mu podziękować i teraz mam okazje w 4 części jest płetwa i marchewka którą zwalczył AVASTA. To będzie chyba najlepsze podziękowanie dla ESETA mojego wybawiciela, chwała ESET.

09.01.2010 09:21
294
odpowiedz
EddyPSP
13
Chorąży

Dawno, dawno temu kiedy miałem AVASTA podczas gry w Grand Theft Auto San Andreas przy ostatniej misji kiedy miałem załatwić ostatniego faceta wyskoczył Avast i zaczął wydzierać się UWAGA, UWAGA !!! WIRUS !!! myślałem że rozwale tego PC-ta i kiedy zacząłem się modlić przyszed on ESET z płetwą w dłoni i z marchewką w ustach próbował zwalczyć AVASTA jednak nic nie pomagało wtedy wezwał astronoma który przeszedł z kumplami od DEAD SPACE, innym się nie chciało próbowali, zwalczali i dalej nić w końcu ESET wypluł marchewkę obwiną ją płetwą, rzucił w AVASTA i tak załatwił tego Wirusa. ESET zaczął królować wygonił AVASTA został w moim Błaszaku i do tej pory pomaga mi z blaszaka przeszed na laptopa i non stop wspiera mnie w walce z następnym wirusami czyli AVASTEM i jego kolegami . Lecz chce mu podziękować i teraz mam okazje w 4 części jest płetwa i marchewka którą zwalczył AVASTA. To będzie chyba najlepsze podziękowanie dla ESETA mojego wybawiciela, chwała ESET.

09.01.2010 09:21
295
odpowiedz
EddyPSP
13
Chorąży

Dawno, dawno temu kiedy miałem AVASTA podczas gry w Grand Theft Auto San Andreas przy ostatniej misji kiedy miałem załatwić ostatniego faceta wyskoczył Avast i zaczął wydzierać się UWAGA, UWAGA !!! WIRUS !!! myślałem że rozwale tego PC-ta i kiedy zacząłem się modlić przyszed on ESET z płetwą w dłoni i z marchewką w ustach próbował zwalczyć AVASTA jednak nic nie pomagało wtedy wezwał astronoma który przeszedł z kumplami od DEAD SPACE, innym się nie chciało próbowali, zwalczali i dalej nić w końcu ESET wypluł marchewkę obwiną ją płetwą, rzucił w AVASTA i tak załatwił tego Wirusa. ESET zaczął królować wygonił AVASTA został w moim Błaszaku i do tej pory pomaga mi z blaszaka przeszed na laptopa i non stop wspiera mnie w walce z następnym wirusami czyli AVASTEM i jego kolegami . Lecz chce mu podziękować i teraz mam okazje w 4 części jest płetwa i marchewka którą zwalczył AVASTA. To będzie chyba najlepsze podziękowanie dla ESETA mojego wybawiciela, chwała ESET.

09.01.2010 09:22
296
odpowiedz
EddyPSP
13
Chorąży

POZDRO DLA CAŁEJ EKIPY tvgry.pl

09.01.2010 10:01
297
odpowiedz
Bartek93g
2
Junior

Co za nuta w tle ludzie ... HELP

09.01.2010 10:17
298
odpowiedz
Kamil9000
14
Centurion

Chciałbym zobaczyć najpierw misje obcego,potem marines a na końcu predatora.Teraz historyjka:
Kiedy jeszcze miałem AVASTA za dwa 2 złote kupiłem na pewnej stronie internetowej konto i ściągnełem batman arkham asylum demo aż tu nagle Uwaga znaleziono wirusa! kopałem komputer przez pięć minut ale wszystko dobrze się skończyło i komputer działa.

09.01.2010 10:22
299
odpowiedz
Kamil9000
14
Centurion

Jakby co to nie była historyjka na konkurs tylko tak dla jaj

09.01.2010 10:38
300
odpowiedz
A.l.e.X
88
Alekde

Oczywiscie w związku z tym że mataeriałów z gry kosmicznym żołnierzem jest bardzo mało (można powiedzieć że prawie ich nie ma), oraz w związku z tym ze właśnie to grając kosmicznym marines trzeba najbardziej łapać oddech i zmieniać pampersa Bardzo Proszę o załączenie gameplaya właśnie tą postacią. Pozdrawiam.

09.01.2010 10:40
301
odpowiedz
Łukasz.ryba.goku
19
Legionista

Virus tępy virus walnięty, burdel na kompie robi........Trzeba go pokonac ale to jest gratka bez antivirusa to wadanka,

09.01.2010 10:40
302
odpowiedz
rommel177
7
Legionista

Kto spiewa w Final Fantasy XIII?

09.01.2010 10:50
303
odpowiedz
oski123
34
Pretorianin

i jeszcze call of duty 7 wyjdzie w listopadzie!!!!!!!!

09.01.2010 10:59
304
odpowiedz
Barthez x
116
vel barth89

Ponawiam wniosek - gdzie Bad Company 2? :O

09.01.2010 11:08
305
odpowiedz
Pirania122
22
Legionista

Ja szczególnie chciałbym zobaczyć Aliena

09.01.2010 11:27
306
odpowiedz
udri
51
dybuk

Tęsknię za konkursami komentarzowymi... to były jedyne konkursy w jakich miałem jakiekolwiek szanse... No ale nic, spróbuję!

Za górami za lasami gdzieś głęboko w puszczy lasu Brecilian Morrigan spotkała chorego psychiczne i dość nadpobudliwego królika Pedo , który spędził swoje dzieciństwo w Zonie i przybył tutaj dzięki swojej magicznej marchewce o właściwościach i efektach spożycia podobnych do 6 działek kokainy. Marchewka ta podsuwała mu różne pomysły takie jak dołączenie do NASA i zostanie astronautom by zbadać nowe galaktyki z trylogii Mass Effect czy nawet przystąpienie do eksperymentów zmiany odnóży królika w płetwę, dzięki której łatwiej by mu było pływać. Lecz niestety Pedo przez swój zapał spróbował wszystkich idei i nie wyszło mu to raczej na dobre. Od dziś jest zwany misiem i jest gwiazdą internetu i nie wiedzieć czemu uznawany jest za pedofila. Kto wie może to taka sama zapowiedź kariery jaka miała miejsce w przypadku ś.p. Micheal'a Jackson'a. Tak więc Morrigan uciekła z Denerim i odłączyła się od swojego ukochanego szarego strażnika, który nie chciał mieć z nią dziecka tylko pragnął umrzeć z honorem za wszystkich szarych strażników. Pedo pomógł jej w tym zmaganiu o zdobycie dziecka i juz sami możecie co sie dalej stało, a także co z tego wynikło.

09.01.2010 11:31
307
odpowiedz
GyerM@ste®
11
Centurion

niezły przegląd.. ;]

09.01.2010 11:52
308
odpowiedz
bigMAN
1
Legionista

A ja uważam, że takie konkursy są lepsze. Bo wygrywa ten co ma coś w głowie i jakieś pomysły. Zresztą jest z czego się śmiać. Jak mi się będzie chciało to napisze jeszcze jakieś opowiadania.

A tak wogólę to tvgry jest najlepszą telewizją internetową na polskim rynku. W innych programy wyglądają jakby były robione podczas przerwy na obiad. Tutaj widać, że się tylko tym zajmujecie. Dla mnie bomba tylko chce więcej więcej więcej :P:P

09.01.2010 11:59
309
odpowiedz
Kosiorsky
22
Konsul

Hehe Najlepsze opowiadania ma BigMen xD A najpierw chcę zobaczyć Obcych w filmiku z A vs p

09.01.2010 12:02
310
odpowiedz
kefirek09
61
Senator

ja chciałbym zobaczyć aliens

09.01.2010 12:21
311
odpowiedz
damian5215
3
Junior

Przegląd fajny rok 2010 będzie rokiem graczy nie mogę się doczekać AC2,bio shock 2 i oczywiście mafii
a to moje opowiadanie

Wiecie ze na Marsie było życie. Opowiem wam o tym, a było to tak. Na marsie wylądował kosmonauta Krzysztof, który sie tam nudził, więc postanowił stworzyć na swoim pececie kod planetarny dzięki któremu na Marsie będzie życie. Udało mu się. Gdy wgrał kod w przestrzeń to mógł na Marsie zrobić sobie grządkę i staw. W ogródku miał różne warzywa min. marchewkę, a w stawie dużo różnych ryb z płetwami. Potem odwiedził do niespodziewany gość– pies Łajka. Oswoił go sobie i miał przyjaciela. Na drugi dzień gdy kosmonauta sobie smacznie spał do jego domku weszła kobieta . Gadała oś po rosyjsku, a on nie mógł jej zrozumieć , bo był polakiem ,ale okazało się ze gość mówi po polsku i się dogadali. Aleksandra(bo tak miała na imię) przyniosła mu dziwna płytkę i oznajmiła że dzięki niej z Ziemi do Marsa będzie prowadziła autostrada. Krzysiek uległ Oli i włożył płytkę do napędu, okazało się ze to był nowy wirus MARSJANIN. Wdał się on do komputera i pozmieniał kod planetarny, żaden antywirus nie mógł sobie z nim poradzić bo on dopiero powstał i żaden nie był do nie go przystosowany. Kosmonauta sformatował dysk , ale że zapisał kod tylko na dysku to kod się usunął . Zycie na Marsie zginęło. Krzysztof zabrał ŁAJKE i wrócił na ziemie, a Ole zostawił na Marsie , żeby zrobiła drugi kod planetarny. Krzysztof uległ Aleksandrze jak Adam Ewie.

09.01.2010 12:26
312
odpowiedz
MarcusFenix
56
Generał

JAK AC 2 W MARCU ?? miało byc w lutym chyba ??
no właśnie gdzie BC 2 ? a co Batman AA 2 to na pewno w tym roku sie nie ukaże ;] zreszta ja byc nawet niechciał Bats w tym roku, byłby na pewno gorszy od poprzedniczki

ps.myślicie ze kto napisze najdłusze opwiadanie ten ma większę sznase na wygranie ?? :P

09.01.2010 12:28
313
odpowiedz
damian5215
3
Junior

Przegląd fajny rok 2010 będzie rokiem graczy nie mogę się doczekać AC2,bio shock 2 i oczywiście mafii
a to moje opowiadanie

Wiecie ze na Marsie było życie. Opowiem wam o tym, a było to tak. Na marsie wylądował kosmonauta Krzysztof, który sie tam nudził, więc postanowił stworzyć na swoim pececie kod planetarny dzięki któremu na Marsie będzie życie. Udało mu się i zapisał go tylko na dysku. Gdy wgrał kod w przestrzeń to mógł na Marsie zrobić sobie grządkę i staw. W ogródku miał różne warzywa min. marchewkę, a w stawie dużo różnych ryb z płetwami. Potem odwiedził do niespodziewany gość– pies Łajka. Oswoił go sobie i miał przyjaciela. Na drugi dzień gdy kosmonauta sobie smacznie spał do jego domku weszła kobieta . Gadała coś po rosyjsku, a on nie mógł jej zrozumieć , bo był polakiem ,ale okazało się ze gość mówi po polsku i się dogadali. Aleksandra(bo tak miała na imię) przyniosła mu dziwną płytkę i oznajmiła że dzięki niej z Ziemi do Marsa będzie prowadziła autostrada. Krzysiek uległ Oli i włożył płytkę do napędu, okazało się ze to był nowy wirus MARSJANIN. Wdał się on do komputera i pozmieniał kod planetarny, żaden antywirus nie mógł sobie z nim poradzić bo on dopiero powstał i żaden nie był do nie go przystosowany. Kosmonauta sformatował dysk , ale że zapisał kod tylko na dysku to kod się usunął . Zycie na Marsie zginęło. Krzysztof zabrał ŁAJKE i wrócił na ziemie, a Ole zostawił na Marsie , żeby zrobiła drugi kod planetarny. Krzysztof uległ Aleksandrze jak Adam Ewie.

09.01.2010 12:39
314
odpowiedz
ron19
12
Legionista

Pewnego razu batman grał w mario astronautę i walczył ze smokiem.Smok już miał zginąć i powiedział: Będziesz miał wirusa!.Batman nie uwierzył.Następnego dnia włącza komputer i włącza mario.Nagle smok jedzący marchewkę pojawia się na tapecie i mówi: Masz wirusa!.Wirus kłócił się ze smokiem o zapłatę bo smok dal mu za mało gotówki.Licytuje się batman ze smokiem o wirusa.Wygrał smok.Od czasu do czasu wirus przejmuje komputer.Miesiąc później batman wygrał w konkursie na stronie www.tvgry.pl antywirusa nod32 i zainstalował go.Wirus wchodzi do komputera i został złapany przez antywirusa.Okazało się że ten wirus to ryba.Rybie wyrwano płetwę i się pobeczała.Smok nie miał już pieniędzy na nowego wirusa więc się poddał.Batman ucieszony jest coraz lepszy w mario i pokonuje smoki.

09.01.2010 12:43
315
odpowiedz
Griveus
11
Legionista

Koniecznie chciałbym zobaczyć predatora :D

09.01.2010 12:44
316
odpowiedz
Tiger486
5
Legionista

Ja chciałbym w avp zobaczyc aliena :)

09.01.2010 12:50
317
odpowiedz
S4BBa7
7
Legionista

Hej daleko w górach naszych
astronauta miał sto warzyw
Płetwą dzielnie co dzień plewił
lecz raz na nie się juz wnerwił
Wyrwał na raz sto marchewek
rzucił wszystko w komputerek
Tam wirusik się odezwał
"Tyś oszalał? Weź Pan przestań!"
Astronauta rzekł "Niezgoda!"
zaczął szukac ESET Noda
Wszak jest duża ta gospoda
lecz Nod lezał nieopodal
Kliknął skanuj myszką szybko
"Giń wirusie! Giń ty dziw**!"

09.01.2010 13:06
318
odpowiedz
kefirek09
61
Senator

Dawno temu (jakoś 2 lata po wydaniu God of War 2) żył sobie geniusz. Miał on na imię Krzyś i bardzo lubił Mass Effekt. Kiedy dowiedział się od wróżki, że w 2010r. wyjdzie Mass Effekt 2 tak się ucieszył, że nie mógł się doczekać. Wymyślił więc jak mógł przetrwać ten ciężki rok. Otóż chciał wysłać kosmonautę w kosmos, by znalazł wrota czasu na obcej planecie. Kiedy wysłaniec to uczyni to za pomocą teleportu wyśle naszego bohatera na tą planetę i przejdzie przez wrota czasu, które przeniosły by geniusza na ziemię gdzie byłby rok 2010. Krzyś jak pomyślał tak zrobił i wysłał e-maila do kosmonauty, by wyruszył. Jednak pismo zaatakował wirus ILOVEYOU i wysłał e-maila do zoo gdzie został przekierowany w formie listu do dwóch gadających osłów. Pierwszy miał na imię Marcin, a drugi Łukasz. Osiołki te bardzo się z dziwiły, że zostały wybrane do tak ważnej misji. Podjęły się temu wyzwaniu bo niestety Zoo nie miało funduszy na jedzenie dla zwierząt i w końcu tak by umarły, więc nie miały nic do stracenia. Dwa dni później osły wyruszyły na planetę Abydos gdzie znalazły wielką 3 metrową marchewkę. Było to dziwne gdyż na planecie był tylko piasek. Dwa głupie osły kłóciły się kto ma zjeść tą marchewkę, gdy w tym momencie okazało się, że to nie była marchewka. Była to wielka płetwa olbrzymiego pomarańczowego delfina piaskowego, który ryczał jak krowa!!! Marcin powiedział do Łukasza – O K....WA !!!!, a na to Łukasz mu odpowiedział – No.
Wielki delfin zjadł dwa osły i na deser jadł marchewkę, która była jego płetwą bo delfin był idiotą i ugryzł samego siebie. Gdy delfin muczał z bólu na ziemi Krzyś dawno przeszedł już Mass Efekt 2 bo samo szkolenie osłów zajęło 2 lata. Wiecie jaki jest morał? Ja chyba wiem.
Lepiej samemu przekazywać informacje, niż wysyłać e-maile. A jak ten morał wam się nie podoba to mam drugi Geniusz Krzyś podobnie jak osły byli Idiotami

09.01.2010 13:13
319
odpowiedz
kefirek09
61
Senator

zbieżność osób i nazwisk jest przypadkowa

09.01.2010 13:23
320
odpowiedz
skydog
8
Chorąży

Chciałbym zobaczyć OBCYCH jako pierwszą rase !!

09.01.2010 13:40
321
odpowiedz
Nerevar
3
Legionista

Ja chciałbym zobaczyć obcego albo człowieka a predatora na końcu

09.01.2010 13:41
322
odpowiedz
kazik1992
13
Legionista

Za górami, za lasami ale wcale nie tak daleko żył sobie w osamotnieniu pewien gracz imieniem Paweł. Żył sam do towarzystwa miał tylko swoje ukochane gry, był takim fanem wszystkich gier że nie potrzebował innych towarzyszy. Pewnego dnia blisko jego domu wylądował uszkodzony statek kosmiczny. Paweł od tak dawna żył jako pustelnik że nie wiedział co to takiego jest, nagle drzwi statku otwierają się a w nich stoi dziwnie ubrany człowiek. Oczywiście był to Astronauta jednak gracz tego nie wiedział. Gdy ujrzał kosmonautę w pierwszej chwili bardzo się przestraszył. Nieznajomy podszedł do Pawła i powiedział:
- Jestem porucznik Shepard a Ty?
- Ja nazywam się Paweł. Co robisz na moim odludziu?- zapytał Paweł
- Rozbiła się moja maszyna możesz wskazać mi drogę do najbliższego miasta?
- Ale najbliższe miasto jest 300 kilometrów stąd, jak chcesz możesz zatrzymać się u mnie i odpocząć później wybierzesz się do miasta.
Porucznik przyjął propozycję i we dwoje udali się do chaty gracza. Gdy doszli na miejsce Paweł zaproponował gościowi herbatę oraz obiad, jednak że Paweł na nic nie miał czasu gdy grał w lodówce została mu tylko marchewka. Gdy Paweł szykował jedzenie pułkownik dosiadł się do komputera i wpuścił bardzo groźnego wirusa do komputera Pawła. Na początku gracz niczego nie zauważył, gdy pułkownik Shepard miał się już zbierać do miasta Paweł zauważył coś dziwnego w swoim komputerze. Tak bardzo się ze złościł że chwycił pierwszą lepszą rzecz w rękę traf chciał że była to płetwa i uderzył Sheparda z taką siłą że pułkownik się przewrócił i uderz głową o podłogę tracąc przytomność. Paweł wykorzystując sytuacje przeszukał go i okazało się że jest to Agent CIA, gracz nie tracąc czasu związał go i ocucił, próbował dowiedzieć się co on tu tak naprawdę robi i dlaczego wprowadził mu wirusa. Agent wyśpiewał wszystko pod wpływem tortur wówczas okazało się że CIA wymyśliło tego wirusa specjalnie do tego zadania gdyż chcieli posiąść te wszystkie gry które miał Paweł. Wirus działał na zasadzie przesyłania informacji do centrali CIA oraz usuwaniu plików niszcząc dysk oraz wszystkie podzespoły w komputerze Pawła, wpadł on w czarną rozpacz, gdyż wirusa tego nie dało się już zatrzymać. Paweł był tak zdenerwowany że zabił agenta i wyprowadził się z odludzia ponieważ tam ciągle myślał o grach. Gdy przeprowadził się do miasta znalazł pracę i po kilku latach wszystko zaczęło się układać. Paweł dalej był wielkim fanem gier jednak teraz miał już czas dla innych ludzi. Wreszcie po kilku latach znalazł jeden plus tamtych wydarzeń a mianowicie teraz miał chodziarz z kim pograć w MMO....

09.01.2010 13:49
323
odpowiedz
rabinx
6
Junior

tu macie ludziska muzyczkę która leci w tle
http://www.youtube.com/watch?v=6XsUIhEGIhs

This is War -Wake of Destruction

09.01.2010 13:55
324
odpowiedz
andrzej1
30
Senator

Świetny przegląd!!!!!

09.01.2010 13:57
325
odpowiedz
lubiekozy56
44
Pretorianin

No mam nadzieję, że Crysis 2 bedzie na Xbox'a 360! Jeśli chodzi o Aliens vs. Predator to chce zobaczyć tą żałosną rasę ludzi :D

09.01.2010 14:00
326
odpowiedz
psychola
17
Pretorianin

POkażcie w pierwszej koleności ALiena!!!!!!!!!!!

09.01.2010 14:02
327
odpowiedz
Extra spioch
17
Chorąży

HALO JA CHCIAŁEM PRZYPOMNIEĆ O OBIECANYM "GOD OF WAR II" Z "GOD OF WAR COLLECTION"!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

09.01.2010 14:11
328
odpowiedz
Maziakol
39
Pretorianin

Przegląd nic specjalnego ale i tak fajny. Najlepiej zacząć tak: Pewien emerytowany astronauta który lubił marchewki posiadał płetwy zamiast rąk :D.

09.01.2010 14:24
329
odpowiedz
Bałka
2
Junior

Moja historyjka jest dość niereistyczna ale może komuś się spodoba.

"The Virus Story"

Jest zima roku 2012, na zegarku wskazówka znajdóję się w okolicach godziny 18, za oknem ciemno i pełno śniegu. Od wczoraj nie przestaje padać. Za chcwilę w moim domu zacznie się wigilia, mam jakieś dziwne przeczucie, że coś się tego wieczoru wydaży. ..
Jak co roku mama z ciocią przygotowały wyśmienitą potrawę wigilijną i jak zwykle gotowana marchewka wykipiła z garczka, ja z braćmi i kuzynami nakryliśmy stół, było trochę roboty, ponieważ na wigilię zjeżdża się do nas cała rodzina. Nawet przyjechał wujek Heniek, astronauta. Oczywiście jak tradycja nakazuje przygotowaliśmy także miejsce, dla nieznajomego gościa. Złożyliśmy sobie życzenia, pośpiewaliśmy kolędy i rozdaliśmy prezenty. Nagle z za ona zaczęło dochodzić bardzo intensywne zielonkawe światło. Pomyśleliśmy, że ktoś strzela petardami, więc wyjrzeliśmy przez okno. Ku naszemu zdziwieniu ujrzeliśmy, że z nieba coś spada, i do tego leci w naszą stronę, światło było coraz większe i coraz bliższe, nagle uderzyło w ziemię tuż przed drzwiami naszego domu. Poszedłem otworzyć drzwi, aby zobaczyć, co to jest. W ziemi była dość duża dziura a w niej meteoryt wielkości piłki do siatkówki, owy kamień świecił się na niebiesko, wyglądało to bardzo ładnie. Podszedłem do tego ostrożnie i dotknąłem, nic się nie stało, więc wiozłem to i zabrałem do domu. Do końca przyjęcia wigilijnego leżało to na ławie, i wszyscy zastanawialiśmy się, co z tym zrobić. Zrobiło się w końcu późno i powoli wszyscy się rozeszli. Wiozłem meteoryt do pokoju i poszedłem spać, gdy rano wstałem, nie było już meteorytu, zostało po nim jakaś galaretowata święcąca się maź. Podszedłem od tego i zgarnąłem do słoika, położyłem na biurku, postanowiłem, że zostawię to jeszcze dzień i zobaczę, co się z tym stanie. Włączyłem komputer i gdy tylko na monitorze pojawił się pierwszy obraz, maź zaczęła bardziej świecić jakby się trząść. Słoik się przewrócił, a zawartość wylała się na podłogę. Zielone coś zaczęło się ruszać i nagle powstał z niej malutki galaretowaty hipek. Popatrzył się na mnie i powiedział – cześć. Wytrzeszczyłem oczy ze zdziwienia i odpowiedziałem – ee…. Cześć, kim jesteś? Hipek powiedział – Jestem Virusem, z planety bardo odległej. Zostałem stworzony do niszczenia układów elektronicznych naszych wrogów. Potrzebuję informacji… - i nagle przybysz z kosmosu „wskoczył” do jednego z portów USB. Komputer zaczął wariować, kursor się sam poruszał, nic nie mogłem zrobić, zapewne wirus przejął kontrolę nad komputerem. Pojawiło się okno właściwości systemu i nagle taktowanie procesora zaczął wzrastać, zegar zatrzymał się na 24THz (T – tera). Wielkość pamięci ram także wzrosła, wzrosła to 1024TB. Wirus w kilka sekund poznał nowy system i przeszukał go dokładni, zobaczyłem, że kursor zbliża się do ikonki przeglądarki internetowej, więc szybko szarpnął za kable internetowy wyrywając go wraz z gniazdkiem w ścianie. Nagle na ekranie pokazała się twarz wirusa i zapytała się, dlaczego odłączyłem go od Internetu. Wtedy ja odłączyłem także zasilanie od komputera, ale ku mojemu zdziwienia dalej działał. Wirus się najwyraźniej zdenerwował, – co zrobiłeś, dlaczego mnie tu uwięziłeś, jesteś na pewno Ferozjańskim szpiegiem, bo inaczej byś nie wiedział, że jak odłączysz prąd to nie będę mógł się stąd wydostać!
Otworzyłem obudowę komputera i zobaczyłem, że każdy element pokryty jest tą mazią. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, a chwilę po tym otworzyły się drzwi do mojego pokoju i wkroczyło przez nie 2 męrzszczyzn w czarnych garniturach, rodem z „facetów w czerni”, przemówili – Witaj, jesteśmy z organizacji PŁETWA (Polsko Łotewsko Estońskie ToWarzystwo Anormalityczne) Zajmujemy się wszystkim, co jest anormalne. Od dawna śledziliśmy ten obiekt aż w dniu wigilii znikł z naszych ekranów, na szczęscie udało się nam go znaleźć, oddaj nam wirusa, gdzie on jest.
W komputerze – powiedziałem.
Co – odparł jeden z agentów, wiesz, co on może zrobić, może zniszczyć całą globalną sieć.
Domyślam się, dlatego odłączyłem Internet zanim się do niego dobrał i zasilanie, tak wiec jest uwięziony w moim komputerze. – Odpowiedziałem
Tak, więc musimy zabrać twój komputer – powiedział agent
Dobra, ale jadę z wami – powiedziałem
Agent kiwnął głową, wzięli komputer i za parę godzin byłem w jakiejś tajnej bazie wojskowej. Weszliśmy do wielkiej hali gdzie były poustawiane setki komputerów, naukowcy więźli mój komputer i podłączyli do reszty.
Naukowiec spojrzał na mnie i powiedział – Wirus, którego znalazłeś, pochodzi z nieznanego nam świata, nie jest jedyny, mamy tutaj już ich bardzo dużo, zamknęliśmy je w komputerach, połączyonych razem w sieć. Prowadzimy nad nimi badania już do 10 lat, twierdzimy, ze mogą nam pomóc w odnalzieniu pozaziemskich cywilizacji i dostarczą nam wiedzy na temat nowych technologii.
W zamian za mój komputer dostałem nowy z podzespołami, które na rynek miały wejść dopiero za dwa lata. Włączyłem nowy komputer odpaliłem na nim crysisa ustawiłem wszystko na max i włączyłem grę wszystko było super płynne, grafika piękna, nagle żaczą dzwonić dzwonek, przed oczami zrobiło się ciemno i się obudziłem. Okazało się, że wszystko mi się przyśniło. xD

09.01.2010 14:43
330
odpowiedz
LEGENDSx
9
Chorąży

Ja chętnie zobaczę Aliena.

09.01.2010 14:54
331
odpowiedz
Earsear
3
Junior

Wszystko miało początek w 1996 r gdzie w USA wybudowano więzienie "Looney Tunes" . Hmm więzienie dla bohaterów kreskówek spytacie ?? Ależ to prawda , w tym więzieniu przetrzymywano kreskówkowych bohaterów którzy coś przeskrobali....Wszystko oczywiście było objęte tajemnicą nikt nawet nie wiedział że oni instnieją naprawdę.W więzieniu tym w celi nr 124 przetrzymywany był Królik Bugs pseudonim "Płetwa" który wylądował tu za przemyt marychy przez może Sargasowe do Bałtyckiego na wielorybach ( stąd wzioł się jego pseudonim).Rządny zemsty królik wyszedł na wolność w 2012 roku i uknuł złowrogi plan pokrzyżowania polsko-ukraińskiego Euro (to polska straż graniczna złapała go w trakcie wsiadania na wieloryba w Gdańsku).Stworzył on wirusa , który nosił nazwę "Marchewka" .Działał on bardzo sprytnie , wykradał on wszystkie hasła Polaków i Ukraińców dawając dostęp Bugsowi do kont na allegor,eBay itp a on zanając passy logował się i zmawiał na kontach nieszczęśników po 2,3 t marchwi rujnując zarazem gospodarkę całego globu.Ludzie wydając tyle pieniędzy na marchewki nie mieli kasy na bilety na mecze co wkurzyło pewnego pseudo-kibica kosmonaute , który wykradając technologie NASA stworzył pakiet anty virusowy "ESET Smart Security", który skutecznie bronił komputery przed marchewkami.Po kilku miesiącach złapano bugsa i odesłano go spowrotem do USA a wirusa usunięto ze wszystkich komputerów .

09.01.2010 14:57
332
odpowiedz
Niezmordowany
49
Generał

Coś bowiem opowiem o pasożytach, zapytasz:
"Kim one są?" mordy nie drą ani oczami ich nie schwytasz.
Ujrzeć nie zdołał Kopernik Mikołaj ASTRONAUTA; nie uznała nauka.
Nie wierzono, niszczono tych co twierdzili inaczej raczej.
Szkodniki według Wiki od początków zalążków życia.
Łatwo się nie dają, przeszkadzają, na słabszych się czają.
Nigdy bez powodu, w tym szkopuł, przystopuj, się przygotuj.
Chcą przetrwać, nie przestać, stawiają to na piedestał.
Proste, czyimś kosztem jak większość ludzi, sumienia im nie brudzi.
Kolejną premierę zaliczyły, ożyły na komputerach zera.
Wirusy jak Prusy się zjawiały i atakowały.
Nierozłączne, łączne ze słabą profilaktyką nie znikąd,
jak z rybami, bykami PŁETWY i rogi, rymowanki dobij.
Żadne, bo padnę metody MARCHEWKI i kija bijacz.
Zapobiegać, nie dygać swoje robić, po necie śmigać,
bo spotka Cię nieprzyjemna, przyziemna kara na raz.
Wtedy jedyna metoda, to wyrzynać - ich nie szkoda.
Do tego celu, wielu tak uzna praca żmudna: format kompa.

09.01.2010 15:12
333
odpowiedz
wazonek
2
Junior

Witam jak nazywa się track który przeplata się w czasie przeglądu premier na 2010 rok ? %-)

09.01.2010 15:14
334
odpowiedz
samaz
26
Chorąży

Rozpoczynać dzień wieszaniem mego kompa jest zadaniem,
kiedy system się nie złości GTA już w gotowości,
matka dziś rozkazała marchewkę na śniadanie ma siostra zjeść miała
płetwa płetwą płetwę myje,
astronauci mają krzywe ryje,
i sens tego taki,
że gdy wirusa masz,
bez antyvira sobie rady nie dasz.

09.01.2010 15:27
335
odpowiedz
Pedrixo4
7
Chorąży

Hejka, witam i opowiadanie klikam.

Raz wieczorkiem, na naszym serwisie,
Zobaczyłem konkurs wyglądający znakomicie.
Nie czekając ani chwili,
Ściągnąłem pakiet offica moi drodzy mili.
Już szczęśliwy szybkim transferem,
Zjadłem z uśmiechem pyszną marchewę.
Po pobraniu programu,
Musiałem długo szukać winnraru.
Wkońcu się znalazł na dysku C,
I już po wszystkim, udało się !!!
Pisze już moją historię bardzo długo,
Drapiąc się przy tym w moje ucho.
Bez żadnych problemów,
Bez żadnych cięć.
Pirackie życie jest zawsze na pięć.

Kilkanaście minut później...

Nieeeeeee,
Nebieski astronauta kasuje mi,
wszystkie pliki .txt
Nie wiem co robić,
Chyba zabije się !!!

Kilkanaście dni później...

Po długiej i ciężkiej operacji,
Która miała na celu wyjęcie scyzoryka z mojej głowy.
Znalazłem przyczyne mojego problemu...

Był nim office tzn. Trojan
Bardzo zły.
Wieczny zbójca tak jak Ty.
Pił, palił i windowsa trawił.
Już kaplica postawiona,
Nie zabrakło monitora.

Tak więc drodzy piraci.
Macie wiele szczęścia,
Lecz gdy trafi Was wielka płetwa.
Pozostanie tylko żal,
I wirusa plik .rar

09.01.2010 16:01
336
odpowiedz
bigMAN
1
Legionista

No to chyba już będzie 5 opowiadanie :D:D:D

"Sens życia"
Pewien stary astronauta był od komputera uzależniony.
Cały czas przed nim siedział nawet nie miał żony.
Od grania płetwy zamiast nóg mu wyrosły
Mył się rzadko, zęby mu pleśnią zarosły
Jednak pewnego dnia komputer zachorował.
Miał wirusa który wszystko zniszczył , uciekł i gdzieś się schował.
Gdy okazało się że grę Marchewka: Vietnam mu zjadł.
Astronauta z bólu trzymając się za krocze na ziemie padł.
Całe życie staty nabijał.
Wirus się teraz z niego nabijał
Wyjść z domu postanowił
„Jak tam teraz jest” ciągle się głowił
Na mieście fajne lachony zobaczył
O parę domów publicznych zahaczył
Znalazł przyjaciół, hobby i pracę
Do domu wracał codziennie z kacem.
Ku jego zdziwieniu da się żyć bez komputera
Chociaż to uzależnia jak jasna cholera.

*cholera to taka choroba

09.01.2010 16:25
337
odpowiedz
Harry M
93
Master czaszka

Jupii przegląd. LOORD. HEHEH Pudełkowy DLC hehe. Ten DLC nie podoba mi się. Final Fantasty XIII ładnie wygląda grafika i to bardzo, coś mało tych wad Szkoda że niema jej na PCa echh. 2010 jeest ale będzie gierek i Mafia II powinno być. Ale gier nie no będzie się działo i ACII na PC. Kurcze tyle super gier a ja w nawet 1/5 nie zagram echh :(. No AC i Mafia. Ale nie no będzie tego. Jeeest Army Of Two tak jest super. ALIENS VS PREDATOR SUUPER TAAAK NARESZCIE JUPIII TAAK. Już koniec buuu. Historyjkę bym napisał ale nie mam czasu bo szkoła :(.

09.01.2010 16:45
338
odpowiedz
milosztor
14
Legionista

Świetne są te Przeglądy Tygodnia. Trochę szkoda, że nie wspomnieliście o Battlefield Bad Company 2, który w marcu wychodzi na PC, a 28 stycznia zaczną się beta testy

09.01.2010 16:59
339
odpowiedz
bigMAN
1
Legionista

Tak patrze po niektórych to piszą wierszyki a nie opowiadania. Ja pisze opowiadania wierszowane :P
No to teraz moje 6:

"FINDOFS"
Za górami za lasami
Żył sobie Bill ze swoim frajerami.
W garażu swoje dzieło tworzył.
Był to system operacyjny który mu drzwi do świata otworzył.
Wszystkie wersje Trojany zawierały
Ponieważ ludzi kontrolować miały
I tak bogaty Bill z marchewką siedział
Nawet o tajnych sprawach na świecie wiedział.
Jednak astronauci ESET’a zrobili
I wszystkie wiry w systemie wytępili.
Bill pływał w płetwach gdy o tym się dowiedział.
Zakrztusił się wodą i już na dnie siedział.
I tak jego kontrola się skończyła
Bo prywatność dla ludzi ważna jest i była.

zbieżność osób i nazwisk jest bardzo przypadkowa...

09.01.2010 17:08
340
odpowiedz
mikecortez
77
Senator

Przeglad spoko!

Bajka o rodzinie pana Marchewki, którzy są zapalonymi graczami World of Warcraft ;p

Pan Marchewka mądra głowa
Chciał dziś zalogować się na WoW'a
Coś nie wyszło...... bład wyskoczył....
Hmmmm......Tosz to wirus do akcji wkroczył!!!

Wirus groźny, pliki zjadał
W World of Warcraft postaci zmazał
Pan Marchewka przestraszony
W mig zadzwonił do swej żony.

Rozmawiali godzinami
Nie poradza sobie sami
Nagle Płetwa - syn najmłodszy
Wpadł na pomysł nienajgorszy

"Napiszemy do Blizzarda
Wszak to dla nich też pogarda
Kto smiał włamac się do WoW'a?!
Warhammera sprawka owa!"

W odpowiedzi przeczytali
By przez moment w nic nie grali
Szefo Blizza plik przesyła
Awantura mała była

Astronauta w załaćżniku
Tak, to nazwa tego pliku
Antywirus jest to wszakze
Bardzo znany on, a jakze!

Nie mowcie, ze nie znacie ?
Przypominam, ze bajke czytacie!
Pan Marchewka też zmyślony
Choć nie jeden zazdrości mu żony

Bo powiedzcie sami przecie
Kto gra z żonom w WoW'a w necie? :D
Wirus jest juz pokonany
A Marchewka Wam juz znany.

....

Za oknami zima...
Więc na koniec powiem jeszce w biegu
Pamiętajcie !!!
Nie jedzcie żółtego śniegu :)

pozdro! ;p

09.01.2010 17:17
341
odpowiedz
Jedziemy do Gęstochowy
85
JUDAS PRIEST

Marine

fajny odcinek, jak zawsze, same fajne gry na nas w tym roku czekają.

09.01.2010 17:28
342
odpowiedz
jeż Shadow
5
Legionista

Obcy ;p

A gdzie Bayonettka i Red Dead Redemption?

09.01.2010 17:28
343
odpowiedz
MistrzJaskier
6
Junior

Bez słowa o Arcania: A Gothic Tale... no nieźle :S

09.01.2010 17:40
344
odpowiedz
games4ever
19
Centurion

Co do tej rasy AvP to pokażcie obcego pls :)). A nawiasem świetny filmik jak zawsze ;)

09.01.2010 18:32
345
odpowiedz
Seblord
59
Pretorianin

a call of duty 7 to co wietnamu nie chciało się pokazać nie ale na brak emocji nie możemy narzekać tylko na brak karty graficznej która to pociągnie

09.01.2010 19:01
346
odpowiedz
Matekso
85
Generał

cześć oto i moja własnoręczna część wkładowa w historyjkę. Jak już masz Wirus trudna sprawa ale ja znam na to sposób sprawdzony : młotek i za okno! pamiętajcie o zabezpieczeniu się!:)

09.01.2010 19:23
347
odpowiedz
Eregus
17
Centurion

A więc tym wirusem to było tak:
Pewnego dnia pewien pirat, którego koledzy nazywają „Astronauta” (to z powodu że uwielbiał ściągać gry związane z kosmosem), surfował po Internecie. I gdy tak surfował, to wygrzebał spośród piszczeli i czaszek... marchewkę, bo był głodny. A więc zajadając marchewkę dalej surfował po Internecie. I gdy tak surfował, to uznał że sobie pogra w Assassin’s Creeda. Jednak przy próbie włączenia gry, wyskoczył mu błąd „404 Nie można było znaleźć płyty w napędzie”. A więc wpisuje sobie pirat w Googlach „assassin’s creed crack”. Wyskakuje tysiąc różnych propozycji. Biedny astronauta nie wie co ma robić. Naraz patrzy: Assassin’s Creed II (PC) (.iso) torrent ! A więc myśli sobie tak: „Takiej okazji nie mogę przegapić, muszę go sobie ściągnąć żeby moc poszanować przed kolegami, że się ma AC II na PC przed premierą!”. No więc nasz kochaniutki przestępca ściąga plik torrent i go otwiera. Pisze: Seedow: 1 (2), Peerow 157 (323) Wielkość pliku: 12,34 GB. Gdy minęło dokładnie 6 dni, 6 godzin i 6 minut plik wreszcie mu się ściągnął. No więc instaluje grę, otwiera skrót i zamiast gry, otwiera mu się program „płetwa.exe” i okienko gdzie pisze oto taki tekst:
„Głupi piracie! Masz wirusa na kompie!”
Astronauta z strachu zamknął komputer i poszedł do ubikacji. Tam zauważył że pod dom przyjeżdża mu samochód z Poczty Polskiej. Wieźli oni niedawno zakupionego programu „Eset Smart Security 4” (pirat kupił go ponieważ seriala nie umiał znaleźć na Necie). To było jego wybawienie! No więc włączył komputer, z zamiast Windowsa wyskakuje mi komunikat:
„Proces płetwa.exe blokuje dostęp do dysku twardego, nie można uruchomić systemu Windows 8.”
No więc astronauta wchodzi w tryb awaryjno-antywirusowy i instaluje program rodem ze Słowacji. A Nod32 wykrywa mu 34 wirusy, w tym płetwa.exe, i usuwa je! Tak oto nasz bohater uratował swój komputer i przestał piracić…

09.01.2010 19:26
348
odpowiedz
Blas95
27
Centurion

nareszcie!
Po pół roku główkowania rozczaiłem przy użyciu jakiego pakietu zrobiliście intro Przeglądu :D
Evolution z videocopilot, mam rację?
A przegląd fajny :)

09.01.2010 21:06
349
odpowiedz
Uncharted123
24
Chorąży

Witam wszystkich, ja osobiście polecam na początek rasę:Predatora (o gadżetach,trikach,i może słabościach) tej rasy,z góry dziękuje.

09.01.2010 21:07
350
odpowiedz
nomad244
33
Centurion

Gdzie gramy z Heavy Rain? Jesteście nie słowni. Mówiliście o dłuższej przygodzie a sprowadziło się do dwóch minut i kilku sekund. Co to za porządki? Myślałem, że najlepsza strona internetowa o grach tak nie robi.

09.01.2010 21:30
351
odpowiedz
Pawlos0991
3
Junior

Marcin był chory na Płetwę. Uratować mógł go astronauta Krzysztof dając marchewkę bo wiedział, że jak Marcin zje to wyzdrowieje aby pojawić się w najnowszym przeglądzie tygodnia.

ps. nie wiem czy choruje, ale w tym przeglądzie go nie było więc taka historyjka powstała ;]

09.01.2010 21:40
352
odpowiedz
AIDIDPl
82
PC-towiec

A na premiery 2010 to o Battlefield:Bad Company 2 zapomnieliście? To także hit....

P.S. Ten Final Fantasy to jakieś dziwactwo....

A gramy z AvP to chciałbym zobaczyć z oczu Marine i Obcego (Widziałem już Predatora, za łatwo)

09.01.2010 21:45
353
odpowiedz
wojas2000
3
Junior

Ja poprosze w AVP przedstawienie gry z oczu PREDATORA :) Dzieki!

09.01.2010 21:57
354
odpowiedz
pawciosides
18
Pretorianin

DO KONKURSU:
Afganistan GODZ. 6:30. 4 WRZEŚNIA ROK 2011. - Baza wojskowa Rapture,wybudowana na dawniejszym obozie CSSTEAM.
Afgański dowódca Carl Johnson dowiedział się od żołnierza,że Ameryka wysłała na nich F16 zwane "płetwa śmierci",Amerykanie wysłali także wiadomość faksem,aby wypuścić amerykańskich zakładników,oddać całą amunicję z bronią po którą przyleci samolot i złotą marchewkę,w której ukryty jest niebezpieczny komputerowy wirus "UMBRELLA"w innym razie baza zostanie zniszczona.Doświadczony dowódca ,zgodził się ,ale w zamian chciał najnowszy kostium amerykański do nurkowania,wyprodukowany przez Ubisoft,przypominający kształtem kostium astronauta.
Żołnierz zdziwiony odpowiedzią swojego dowódcy poszedł wysłać faksa,zastanawiając się ciągle po co mu ten głupi kostium?Gdy Amerykanie i Afganistan wymienili się.Dowódca Carl Johnson poszedł do swojego namiotu,ubrał kostium,usiadł i czekał,i czekał...Wszyscy żołnierze,myśleli że zwariował,ale nie wiedzieli,że ich dowódca ma wspaniały plan.
Gdy "towar" dotarł już do Ameryki,złota marchewka natychmiast została wysłana do laboratorium w Los Angeles "Imieniem,Syriusza Blacka"aby zostało zniszczone to co tam kiedyś stworzono.Niestety,gdy jeden z naukowców otworzył "puszkę pandory" wirus nie był już tylko wirusem komputerowym,ale i wirusem ludzkim,szybko się przenoszącym.Wirus sam nie zmutował,lecz afgański dowódca dodał tam pewną substancję,przy wymianie towaru,która miała złączyć się z dyskiem twardym wirusa i utworzyć wirusa ludzkiego.W niecały tydzień wirus zaatakował pół Ameryki - ludzi i komputery.Amerykanie nie wiedzieli co mają robić,wojska i naukowcy nic nie mogli zrobić.Ale kilka dni później prezydent Ameryki - Daxter,został poinformowany telefonicznie,że Afganistan może pomóc,ale muszą zostać spełnione tym razem warunki afgańskie.Dowódca Carl Johnson chciał wszystkie amerykańskie F16,dużo amunicji i nowych broni,oraz sojusz z Ameryką.Prezydent się zgodził i co dostał w zamian?Kostium amerykański.Ale naukowcy szybko zrozumieli o co chodzi,kostium miał specjalny materiał,który chronił przed tym wirusem.Naukowcy na podstawie kostiumu stworzyli jeszcze kilka milionów takich egzemplarzy.Po 2 miesiącach Ameryka została "uwolniona" od wirusa,który rozpuścił się w powietrzu.A wirus komputerowy został zniszczony raz na zawsze,zanurzając go w gorącej lawie.Na cześć tego dużego wydarzenia,w Waszyngtonie przed Białym Domem,stoi duży pomnik - CZŁOWIEK ASTRONAUTA TRZYMAJĄCY W JEDNEJ DŁONI MARCHEWKĘ, A W DRUGIEJ DŁONI KOMPUTER NA KTÓRYM WIDNIEJE NAPIS WIRUS.

09.01.2010 22:52
355
odpowiedz
Fenable
7
Junior

Radziecka myśl technologiczna po raz kolejny pokonała Amerykańską. Tylko moskiewscy informatycy mogli wpaść na genialny pomysł wysłania nowego, samodzielnego wirusa w formie spamu, która zawierała propozycję powiększenia pewnej części ciała. Celem ataku była nowa, super dokładna satelita wywiadowcza. Jak wiemy, amerykański naród do najbystrzejszych nie należy, tak więc obsługujący satelitę astronauta postanowił zdać się na firewalla i rozważania nad nadesłaną propozycją pochłonęły go do reszty…

- Trudno być wirusem bojowym – mruknęła do siebie odmiana „Trojana” , której twórcy nadali sympatyczną nazwę SHARK.3241. – No, ale trzeba zawrzeć piksele i ruszyć się do roboty, szczególnie że te dupki z Moskwy nawet nie dały mi instrukcji co do pokonania tego głupiego firewalla – Wypowiedź przerwały dwa wielkie piki, które to nasz wirus dostrzegł dopiero teraz.
- A kolega to chyba o nas, prawda Heniu?
- Ano chyba, to my jesteśmy firewall – Opowiedział drugi, jeszcze większy plik. W sumie razem mieli jakieś 800 pikseli wysokości na 600 szerokości. Na klatę brali pewnie ze 150 mb.
- Kolega z Moskwy, to co u nas szuka? Zaraz możemy zdefragmentować koledze troszkę kodu, co ty na to Andrzejek?
- Z przyjemnością – wycedził plik.
- Ale chwila, panowie! Ja tu do was w interesach, a wy już tu mnie chcecie kasować!
- W jakiej sprawie? Pewnie chcesz zdobyć nasze tajne kody!
- Ale skądże, w sprawach integracyjnych – powiedział cichutko wirus i wyciągnął 0,7 za pleców.
- Przecież już po zimnej wojnie, prawda?
- Ano, prawda.
- Z tamtych czasów została tylko zimna wódka, i napięte relacje. Może je trochę rozluźnimy?

Radziecka myśl biologiczna po raz kolejny pokonała Amerykańską. Tylko moskiewski wirus mógł wpaść na tak genialny pomysł, jakim było upicia firewalla. A jak wiadomo, Rosjanie mogą przyjąć dwa razy większą dawkę etanolu niż przedstawiciele innych nacji.

- Towarzyszu zarazek…
- Ty pijana świnio, jestem wirusem! Moi twórcy nadali mi nazwę SHARK.3241.
- …szjark, nie złość się, bo porozlewasz.
- Dobra, mówcie mi płetwa, tak jak moi koledzy z dysku C.
- No to na drugą płetwę! Żeby nam się dobrze surfowało po sieci.
- A właśnie, towarzysze. Jak tu się dostać do waszej bazy danych?
- Trza hasło. No ale wiesz, my nie możemy – Negocjacje trwały jeszcze przez dwie butelki, po czym kapitalistyczne świnie wyśpiewały hasło. Wyśpiewały dosłownie. Andrzej i Heniek wrzeszczeli marchewka do rytmów katiuszy, z przekonaniem że wygrali konkurs przeglądu pieśni radzieckiej. W tym czasie płetwa zdążyła podłączyć się do bazy, pobrać pożądane dane, w drodze powrotnej wypić kieliszek i w dyskretny sposób wylogować się.

*****

- Houston, mamy problem – wytrzaskał głośnik na ziemi.
- Co się dzieję? U nas odczyty wyglądają w porządku
- Przed chwilą dostałem propozycję powiększenia pen… wie kapitan czego, a w głośnikach słyszę radzieckie katiusze… -
Cholera kolejny, pomyślał kierownik lotu. Nowa technologia nie idzie w parze z ludzką psychiką. A może by tak wysłać jakiegoś Ruska?

09.01.2010 23:02
356
odpowiedz
Bezimienny07pl
40
Konsul

Możecie zrobić gramy z DlC's do Borderlands?

09.01.2010 23:04
357
odpowiedz
jacuch123
1
Junior

Do konkursu:

- Pan Master Albert?
- Czego, trojanie? - odburknął stwór wyglądający jak zmaterializowana wersja fantazji zamkniętego w sobie szaleńca.
Szczerze mówiąc był nią.
- Jestem Trojan Rafał, jak zdążył już pan zauważyć.
- A jak mógłbym nie?! - krzyknął wirus - Śmierdzisz koniem na gigabajt, zapora Windowsa by cię znalazła! A po za tym ten koński akcent...
To był celny cios.
- Jesteś nowy, prawda? - ciągnął dalej - Wiedziałem. Chcę żebyś coś wiedział, u mojego boku znalazłeś się tylko przypadkiem. Los uśmiechnął się do ciebie.
W Centrali krążyły plotki, że mówi to wszystkim młodym.
- Jest to prawdziwy przypadek - wymamrotałem nie chcąc zaczynać kłutni - ponieważ Feliks, który miał być pana towarzyszem dostał tajne zlecenie. Pracuje na stronie NASA.
- Chędożony astronauta. - podsumował Albert - Bierzmy się do roboty. Nie mam ochoty tracić ani sekundy więcej na beznamiętny dialog z tobą. Gdzie zlecenie?
- Proszę.
- Hmmm, ktoś zostawił folder "bardzo ważne" na pulpicie i mamy to sprawdzić. 52 misje bojowe na koncie i to właśnie JA muszę z amatorskim trojanem badać niepewne dokumenty! Ale cóż, mus to mus. Złap najbliższy SPAM i lecimy.

Okolica wyglądała spokojnie, wręcz przytulnie. Gdy podeszliśmy do bram Albert roześmiał się głośno.
- Co, znowu stary kawał o trojanie? - spytałem.
- Nie, haha, ten osobnik wciąż używa Internet Explorera haha!
Nie zrozumiałem tego żartu. Wejście było łatwe i prawie że przyjemne. Gdy odnaleźliśmy folder "bardzo ważne" Master poszedł go zbadać a ja pilnowałem by nikt nas nie odnalazł.
Nagle zauważyłem małą niebieską kulkę, która nieudolnie biegła w naszą stronę.
- Panie Albercie, niezidentyfi...
- Odpuść sobie kocie - przerwał mi - to Avast, jest niegroźny.
Rzeczywiście. Kuleczka stanęłą jakieś 30 pixeli od nas i pomachała rączką, która na dobrą sprawę przypominała raczej płetwę.
- Cholerna centrala!
- Co się stało?
- A spójrz sam co mamy w "bardzo ważnych" dokumentach.
Schyliłem się nad folderem i zajrzałem przez szparkę wywierconą przez Alberta. Był tam mały pliczek, którego nazwy za nic nie mogłem przeczytać.
- Mm mm mm mma
- Nie jąkaj się tylko czytaj!
- Mm mmar marchewka z groszkiem - sprawdzony przepis.

- Młody! Hej Rafał!
- Słucham.
- Centrala w zamian za ostatnią wpadkę wysyła nas głęboko na terytorium wroga. Mamy odbić rejestr jednego z komputerów jakiejś telewizji dla graczy.
- Brzmi ciekawie.
Czyżby Master zaczął mnie tolerować?
- Milcz. I nie ciesz się! To jest rozkaz!
Jednak nie.

Po przybyciu zaskoczył nas brak jakiejkolwiek obrony.
- Jest cicho - wyszeptałem
- Za cicho...
Powoli zbliżaliśmy się do rejestru, wszystko było w porządku.
Do czasu.
Coś eksplodowało jakieś 100 pixeli od nas. Upadłem. Albert też. Zanim zdążyłem się zorientować ogromny tytanowy humanoid zmiutł mojego towarzysza z powierzchni eksploratora.
Nie miałem czasu gonić go, koło mnie pojawił się drugi potwór, jeszcze większy niż poprzedni. Zaczął biec za mną.
Biegłem ile sił w nogach, lecz ten doganiał mnie powoli. Zaczynałem tracić nadzieję gdy nagle zauważyłem w dolnym rogu małe niebieskie oczko. Pomyślełem "Exit" i ruszyłem.

Gdy się obudziłem było bardzo jasno. Byłem przykuty. Nad moją głową wisiała tabliczka z napisem "do Kwarantanny". Nie wiedziałem co się stało. Nagle zaczął zbliżać się do mnie wielki biały kursor.
Niczym boży palec z gracją powoli zbliżał się do tabliczki. Wyglądało jakby robił to z przyjemnością. Potem była tylko jasność i ściany ognia otaczające mnie coraz bliżej i bliżej...

09.01.2010 23:17
358
odpowiedz
olewa31
4
Junior

Moja przydługawa historia:

To było wtedy, gdy jego uzależnione od rozrywki elektronicznej serce niemal nie wytrzymało. Jedna z zastawek prawie się rozleciała, gdy na ekranie zobaczył straszliwy komunikat. Tak, to był wirus. Wirus inny od innych. To był trojański koń na biegunach. Chłopak się załamał. Miał już sięgać do szafy po aureolę i dzwonić do grabaża, gdy jego mózg wieszający się częściej od windowsa wymyślił pomysł. Zakładał on dostanie się do układów zaatakowanych przez wirusa i jego ręczne usunięcie. Chłopakowi miała w tym pomóc magiczna płetwa, którą znalazł w edycji kolekcjonerskiej jednej ze swoich gier. Natychmiast wygrzebał ją spod łóżka i wypowiedział specjalną formułę, którą okazał się być klucz rejestracji elektronicznej do owej gry. W tym samym momencie został przeniesiony tam gdzie jeszcze nie był nikt. To było gdzieś między dwiema kośćmi pamięci RAM. Nie zastanawiał się gdzie jest, natychmiast ruszył do przodu. Na rozgałęzieniu dróg odnalazł znak wskazujący drogę do dysku twardego. Poszedł w tamtym kierunku. Lecz nagle drogę zastawiła mu zabójcza marchewka uzbrojona w opcje "format". Pomyślał, że to jest to czego mu potrzeba. Rozpoczął dialog:
- mogłabyś mi pomóc?
- nie!
- dlaczego??
- bo nie!
- ;(
- dobra nie smutkuj pomogę Ci.
Marchewka w zamian za użyczenie opcji "format" chciała kostium astronauty. Okazało się, że jedynego w tych regionach przetrzymuje złośliwy wirus, który jest znany głównemu bohaterowi. Chłopak ,jako że dużo czytał napisów końcowych wpadł na genialny plan. Postanowił upić wirusa. Więc poprosił swoją magiczną płetwę o zapas płynu mózgowo-rdzeniowego i udał się w kierunku karty sieciowej - miejsca gdzie wirus miał swoją kryjówkę. Podróż minęła bezproblemowo. W między czasie chłopak zaliczył dwa czekpointy. Zapukał do drzwi. Oczom jego ukazał się mały konik na biegunach.
- Kim jesteś? - zapytał wirus
- a ty kim jesteś?
- Jestem Riczi, ale możesz mówić mi Biegunek.
- właśnie ciebie szukam! Napijemy się?
- pewnie, dawno nie chodziłem wyprostowany.
Usiedli razem przy stole. Biegunek wyciągnął kieliszki i napełnił je płynem mózgowo-rdzeniowym, który przyniósł chłopak. Po dwunastu kolejkach wirus nadal się trzymał. Pili dalej. Minęło dwadzieścia kolejek i wirus już nie był taki kolorowy. Włosy na jego grzbiecie tańczyły salsę, a bieguny uległy rozmagnesowaniu. Chłopak skorzystał z okazji i wydostał astronautę zamkniętego w skrzyni na kable. Zdjął z niego kostium, co sprawiło, że astronauta zatoczył koło i rozbił się w północno-zachodnim narożniku obudowy. Chłopak wrócił do marchewki i uaktywnił opcję "format" wciskając dwie duże wypustki z przodu korpusu marchewki. Sprawiło to, że wszystkie dane zostały usunięte z dysku. Wszystkie przelatywały obok głowy chłopaka ginąc w próżni. Gdy tak obserwował jak wszyskie dane uciekają załamał się. Złapał lecącego wirusa, strzelił mu dwa razy gazrurką przez łeb, by mieć pewność, że nigdy tu nie wróci. Wirus jednak był bardziej odporny. Pociągnął chłopaka razem z sobą w próżnię.

09.01.2010 23:38
359
odpowiedz
PENdzel
30
Chorąży

A red dead redemption???? :D

10.01.2010 01:21
360
odpowiedz
Filip_avp2
32
Chorąży

Jeśli chodzi o Aliens vs. Predator 2 to ja bym chciał zobaczyć Obcego, jakie ma ataki i takie tam... Jestem wielkim fanem Obcego i Predatora!

10.01.2010 06:10
361
odpowiedz
Siewca Wiatru
11
Legionista

Ludzie, nie wiecie kto śpiewa?. Dla wszystkich co się nie znają na j-popie :P to informuję, iż piosenkę śpiewa Sayuri Sugawara ''Kimi Ga iru Kara''. Teraz możecie mi dziękować xD

10.01.2010 07:20
362
odpowiedz
Mazi1238
3
Junior

Nie wiem czy ktoś w końcu komuś tam odpowiedział na pytanie jaka to muza w tle , bo jak zauważyłem wszyscy są Chwiejami i nikogo to praktycznie nie obchodzi by pomóc kolegom w znalezieniu nuty ^^
1 piosenka to : Finger Eleven - Stay In Shadow
2 zaś nie mam pojęcia ^^ za krótko leciała i mało słów do wyłapania jak dla mnie.

10.01.2010 07:32
363
odpowiedz
Wasiu123
14
Legionista

... to była jego ostatnia misja. On, astronauta, sam na opuszczonym statku kosmicznym, gdzie życie zdominował wirus mutujący ludzkie ciała, musi dotrzeć do swojego ostatecznego celu. Wie że jedynie marchewka z laboratoriów jest w stanie go ocalić.

Gdy zbliża się do pomieszczenia zawierającego próbkę warzywa w oddali ciemnego korytarza widzi jak zbliżają się do niego zmutowani ludzie. Na plecach każdego znajduje się płetwa ostra jak brzytwa. Wie że ma mało czasu. Bierze marchewke i... zastanawia się... Co ma z nia zrobić?

Robi to co jedynie przychodzi mu na myśl... gryzie marchew! Nastaje ciemność... niepokój, po chwili budzi się, widzi przed sobą ekran a na nim napisane:

DEAD SPACE
[Naciśnij START]

10.01.2010 11:30
364
odpowiedz
Darkness
16
Legionista

Dajcie Predatora

10.01.2010 12:01
365
odpowiedz
gandzia125
30
Chorąży

przegląd świetny

10.01.2010 12:28
366
odpowiedz
bred2
15
Pretorianin

Spoko przegląd, a teraz moja historyjka.

W jednym bardzo dalekim miejscu, w odległej galaktyce żył najpotężniejszy komputer na świecie, Wielki Przywódca. Był ogromny, błyszczał w oddali i zasiadał na wielkim królewskim tronie. Wiele się wydarzyło przez ostatnie laty, wiele zamachów ale żaden nie był udany, gdyż prawda jest taka że ten komputer posiadał moc którą nie pokonał jeszcze żaden śmiertelnik.
Tymczasem w Międzygalaktycznym Więzieniu Wirusów Wojowników Którym Celem Jest Zawładnąć Światem, w skrócie MWWWKCJZŚ mieszkał jeden z najgroźniejszych, najsilniejszych wirusów, na jego widok wszyscy uciekali z przerażenia, nazywał się Mrs. Marchewka. Zakuty kajdankami, ze wszystkich stron były maszyny które utrzymywały go w pozycji nie ruchomej. Do celi wszedł strażnik antywirus drugiego kręgu.
- Zobacz co przyniosłem, śniadanko, marchewka w sosie własnym – powiedział poczym rzucił w niego z pogardą. Mrs. Marchewka nawet nie drgnął.
Było tak zawsze przez wiele lat, ale już nie długo miało się to zmienić. Marchewka przez cały swój pobyt w więzieniu prawie się nie odezwał, był tajemniczy.
Pewnego razu zdarzyło się coś czego nikt nigdy się nie spodziewał, coś wstrząsnęło więzieniem.
- Co to było? – krzyknął jeden z strażników
- Nie wiem – odpowiedział drugi
Do pokoju wbił jeszcze jeden, nazywał się Jack, w ręku trzymał destruktor atomowy.
- To pewnie znowu ten gang nielegalnych astronautów, żarty sobie robią – powiedział poczym dodał – czas dać im nauczkę, kto idzie ze mną.
- To nie wypali, głównodowodzący w życiu nas nie wypuści
- A kto powiedział że będziemy się pytać o zgodę
Jak zaplanowali tak uczynili, ostrożnie próbowali dostać się do głównej bramy. Po drodze spotkali Franka.
- Frank pamiętasz, jesteś mi winien przysługę – powiedział jeden ze strażników ten z najgroźniejszym głosem.
- Wiedziałem że będę tego żałował
Frank był więziennym inżynierem i informatykiem, dbał by wszystkie sprzęty działały poprawnie ale byt też straszliwym tchórzem.
- Wszyscy gotowi? – zapytał Frank mówiąc przez mikrofon głównym centrum blokad i zabezpieczeń. Strażnicy akurat mieli przerwę więc nikt nawet nie zauważył że coś jest nie tak. Gdy wszyscy potwierdzili Frank, wyłączył osłony otaczające więzienie i odblokował drzwi.
Drzwi podniosły się a przed nimi ukazała się nieskończona pustynia. Przeszli kilka kroków do przodu.
- Widzicie coś? – zapytał jeden
- Na razie nic – powiedział i rozglądnął się – tam jest trzech! – powiedział wskazując palcem
Gdzieś na pustyni stało trzech astronautów koło małej skały, puszczali coś w rodzaju petard atomowej destrukcji.
- No to teraz im pokażemy – powiedział Jack i wyciągnął swoją pukawkę, destruktor atomowy, naładował promień destrukcji, poczym strzelił. Wszyscy obserwowali jak kula energii leci w stronę niczego niespodziewającego się gangu astronautów. Nagle kula zatrzymała się. – Co jest ku......
W jednej chwili kula zmieniła kierunek i zaczęła lecieć prosto na nich, wszyscy rzucili się na ziemie. Kula minęła ich i zaczęła lecieć w kierunku więzienia.
- Nie tylko nie to, więzienie ma wyłączone osłony – Krzyknął jeden ale było już za późno. Kula uderzyła. Poczuli wielki impuls elektromagnetyczny, tak wielki że aż odlecieli do tyłu. Wszędzie latały gruzy i kamienia. To było straszne, cała przednia ściana runęła, więzienie nie było już bezpieczne.
Wszędzie panował zamęt, strażnicy latali tam i powrotem próbując powstrzymać uciekające wirusy. Nie mieli szans, nawet przy użyciu swej mocy, wirusów było zbyt wiele. Przed więzieniem stanął Dark Płetwa, podszedł do trzech strażników którzy z przerażeniem patrzyli na więzienie.
- I jak wam się podobał mój prezent, dzięki że mi pomogliście gdyby nie wy pewnie nigdy by się nie udało - powiedział, poczym dobył swojego LightSabera i wkroczył do więzienia, przemierzał sale, ciachając strażników jacy się na niego natchnęli. Nareszcie znalazł cele którą szukał, użył mocy by wywalić drzwi. Zobaczył Mrs. Marchewkę.
- Długo się nie widzieliśmy – powiedział z lekkim uśmiechem – Imperator się niecierpliwi
Używając mocy rozerwał istniejące bariery chroniące i zniszczył łańcuchy.
- Czas wypełnić przepowiednie, zrobisz to do czego byłeś trenowany przez te wszystkie lata, zniszczysz króla wszystkich króli, komputer nieśmiertelności, wielkiego przywódcę.
- Tak zrobię to, już nie długo przejmę nad nim kontrole a potem go zniszczę.
Więzienie zostało zniszczone, najgroźniejsze wirusy uciekły i powstała armia gotowa walczyć o lepsze zło.
Dokładnie tydzień po tych zdarzeniach zawirusowana armia ruszyła na bazę rebeliantów, siedzibę głównodowodzącego komputera nieśmiertelności. Bitwa była zacięta, armia antywirusów była równie liczna i silna jak wirusów. Tymczasem w pałacu, Mrs. Marchewka dopełniał przeznaczenie. Wielkie drzwi do sali tronowej zostały wywarzone, w progu stanęła Marchewka. Komputer powstał.
- Strażnicy, brać go – rzekł komputer
Ze wszystkich stron wyszły antywirusy różnej maści, była tam Avast, Norton, nawet ESET Smart Security 4 i wiele innych z całego świata. Otoczyli go ze wszystkich stron.
- Myślisz że twoje atywirusy mnie pokonają, nigdy – rzekł Marchewka
Z jego dłoni wystrzeliły błyskawice, obezwładniając trzech przed nim poczym wyciągnął dwa Lightsabery i zaczęła się walka. Antywirusy padały jeden po drugim. W pewnym momencie komputer krzyknął.
- Wrzućcie go do próżni!
Na środku sali pojawiła się wielka ogromna dziura, to jednak go nie powstrzymało a wręcz pomogło, wykorzystał to i zaczął wrzucać tam walczące antywirusy. Raz jeden ze strażników uderzył go, zdezorientowany Marchewka nie był wstanie odeprzeć nadlatującego ciosu ale zablokował go inny miecz. Był to Dark Płetwa który przybył by mu pomóc.
- Co ty tu robisz – zapytał Mrs. Marchewka – nie byłeś szkolony, zginiesz
- Wolę zginąć w walce niż pozwolić ci umrzeć
Walczyli dalej, w pewnym momencie jeden z antywirusów mocno zranił Dark Płetwe, drugi zaraz po tym odetną mu rękę.
- Nieeee! – krzyknął Marchewka, ale był zbyt daleko by mógł mu pomóc.
Płetwa padł na kolana, wiedział że to koniec. Jeden ze strażników podszedł do niego i krzyknął.
- THIS IS AVAST! – poczym efektownym kopniakiem wrzucił go do środka wielkiej dziury, otchłani.
Marchewka dokończył walkę, gdy już wszyscy leżeli martwi ruszył w kierunku komputera.
- Nie masz już szans, pokonałem twoich wojowników, podaj się.
- wolę umrzeć niż stanąć po twojej stronie
- tak też myślałem, w takim razie będę musiał cię zmusić.
To była najcięższa walka jaką kiedykolwiek Mrs. Marchewka stoczył. Komputer był nie wyobrażalnie silny. Próbował różnych podstępów ale komputer zawsze zdążył je wykryć. Komputer słabł z każdym uderzeniem był coraz słabszy, w końcu nie wytrzymał padł.
- Teraz przejmę nad tobą kontrole, możesz się pożegnać z tym światem jaki stworzyłeś. Nastał twój koniec. – powiedział, poczym przyłożył rękę do komputer – Tak, tak czuję tą moc, przeznaczenie wypełni się – czuł jak pasek przesuwa się, jeszcze trochę i będzie wnętrzu, już tak blisko, jeszcze tylko trochę i...
Hmmmm, chyba Internet padł.

Wiem że trochę długa ale tak jakoś wyszło, pisana na poczekaniu, przepraszam za wszystkie błędy jakie w tekście wystąpią. Pozdrawiam

10.01.2010 13:09
367
odpowiedz
Rafiraf2
76
ALPHA ASSASSIN

Dajta humana w tym AvP2!

10.01.2010 13:11
368
odpowiedz
Koper137
1
Junior

Pewnego razu nurek, nurkujący po oceanie spokojnym siedział spokojnie w swoim batyskafie przeglądając strony internetowe. Miał na sobie płetwe, dziwne że tylko jedną. natrafił na stronę tvgry.pl . Oglądał różne filmiki oraz przekierowano go na stronę gry-online.pl Na stronie pokazało się ostrzeżenie o zagrożeniu wirusem. Mimo wszystko nurek wszedł na stronę. Jego program anty wirusowy pokazał zagrożenie koniem trojańskim. Był to nowy typ konia trojańskiego. trojańskiego każdym rogu ekranu pokazywał się astronauta z marchewką w ręku. Nurek bardzo zaniepokojony całą sytuacją zadzwonił do producentów jego programu Anty Wirusowego, którzy dowiedli, iż nie jest to koń trojański lecz nowy wirus o nazwie AstroMarchew. Po dwóch tygodniach nurek już w swoim domu bez płetwy na nodze, postanowił zadzwonić po informatyka. Specjalista przyjechał w stroju astronauty a z plecaka wystawała mu płetwa. Mimo wszystko zwalczył wirusa i wychodząc z domu stanowczo zaśmiał się z Nurka o imieniu Adam.

10.01.2010 13:14
369
odpowiedz
Misisko
39
Pretorianin

Tak to czasem w życiu bywa,
Człowiek poszedł se popływać.
Wziął ze sobą swoją laskę,
Włożył płetwy oraz maskę.
W wodzie trafił na rekina,
Zgubił płetwę gdzieś w głębinach.
Musiał jechać więc po nowa,
Taką wiecie , odjazdową.
Wziął samochód, wziął dziewczynę,
Popędzili wnet na rynek.
Bo tam tanio, oraz blisko,
No i raczej kupisz wszystko.
Obszedł wszystkie stanowiska,
Patrzy a tam pustką błyska.
Wraca więc do samochodu,
Lecz czuje , że umiera z głodu.
Więc się czujnie porozglądał,
W dali tylko marchew dojrzał.
Myśli sobie : ja ją kupię,
Ugotuje w domu zupę.
Kiedy wrócił do swej chaty ,
Pojadł zupy , wypił herbaty.
Siadł na kanapie z dziewczyną prześliczną,
Oglądają na kompie komedię romantyczna.
Nagle słychać straszne jęki,
Jakby ktoś doznawał męki.
Krzyczeć zaczyna jego dziewczyna,
Bo wirus komputerowy swe harce zaczyna.
Pootwierał wszystkie pliki,
Te od gier , te od muzyki.
Call of Duty się załącza,
Fragment z astronautą włącza.
Komp szaleje , buczy , jęczy,
Wirus w środku na pewno go męczy.
Ziom pomyślał, ja mam Nod-a,
On wyniszczy tego smroda.
Wkłada płytę do napędu,
To załatwi parę błędów.
Gdy już się instalnął Eset,
Trzeba było zrobić reset.
Gdy się włączył , spokój , cisza ,
Wszystko ładniejsze , młodsze jak u Ibisza.
Nagle wirus się ukazał,
Pół zasobów on wymazał.
Był to trojan , "GRY-ONLINE"(czytać online),
Lecz gdy zobaczył NOD-a miał bledszą minę.
No więc skan potrzebny był,
Trojan zwiał ile miał sił.
Morał z tego taki jest:
"Gdyby nie wirus który robi nam kłopoty,
Program antywirusowy nie miał by roboty"

10.01.2010 13:27
370
odpowiedz
Sneak1221
1
Junior

No to i ja dorzucę moją historyjkę:

Siadam na kompie, jak za dawnych czasów,
zajadam marchewkę, z domowych zapasów,
aż tu nagle, ku memu zdziwieniu,
na kompie wirus o dziwnym imieniu.
Astronauta się nazywa, śmieję się do teraz,
ale niestety, niezły z niego przeraz.
Zniszczył mi pliki, wysłał je w kosmos,
czeka go kara, krzyczę radosno!
Lecę do szawki, wyciągam płetwy,
tłukę po kompie, niszcząc insekty.
Komputer w częściach, już się nie włącza
Ale wirusa nie ma, co podłe miał pnącza.
Morał z tego będzie taki, zainstaluj antywirus ale nie byle jaki.

10.01.2010 13:28
371
odpowiedz
lolmaster
105
Generał

Chce zobaczyć jak alien kosi marinsów :)

10.01.2010 13:52
372
odpowiedz
mateusz27
34
Pretorianin

a teraz moja hitoryjka :

Siadam na kompie, jak za dawnych czasów,
zajadam marchewkę, z domowych zapasów,
aż tu nagle, ku memu zdziwieniu,
na kompie wirus o dziwnym imieniu.
Astronauta się nazywa, śmieję się do teraz,
ale niestety, niezły z niego przeraz.
Zniszczył mi pliki, wysłał je w kosmos,
czeka go kara, krzyczę radosno!
Lecę do szawki, wyciągam płetwy,
tłukę po kompie, niszcząc insekty.
Komputer w częściach, już się nie włącza
Ale wirusa nie ma, co podłe miał pnącza.
Morał z tego będzie taki, zainstaluj antywirus ale nie byle jaki.

10.01.2010 13:57
373
odpowiedz
Xarvix
46
Chorąży

pokażcie rozgrywkę będąc człowiekiem :P

10.01.2010 14:57
374
odpowiedz
Velfrig
55
Pretorianin

Przegląd tygodnia coraz bliżej ideału :) Fajna koszulka Lord :P Czekam na Obcego.

10.01.2010 14:59
375
odpowiedz
bajt17va
30
Centurion

Szukam pracy :) Bo kase na tyle gier trzeba miec

10.01.2010 15:03
376
odpowiedz
CFH
86
On March The Saints

zacznijcie od najslabszej postaci avp2... (ludzi??)

10.01.2010 15:11
377
odpowiedz
Colossus75
20
Chorąży

dajcie aliena oczywiście, nigdzie go nie pokazywano szerzej, tylko ten predek i predek, a o alienku nic :(

Siedział raz informatyk taki,
co w nosie miał komputera los,
zajadał marchew śmiejąc się we znaki,
bo wiedział, że anty nie wodzi go za nos.
wirus mu nie straszny, bo komp nie byle jaki,
jednak nie wiedział, jaki za chwilę otrzyma cios
Siedzi tak, siedzi i nagle zdziwienie nie małe,
pecet, na którym polegał, zawiódł go już na stałe,
Informatyk, nurek także, łapie płetwę i liczy marże,
sprzedać kompa ? czy rozwalić na kawałki małe ?
trzymając płetwę myśli i rozważa także

Za i przeciw

Aby uzyskać odpowiedź swoją, nie zawaha się użyć wszystkiego,
okazało się bowiem, że nasz informatyk, astronautą jest do tego.
może w kosmosie dowie się co za wirus doczepił się do niego

Biegnie do NASA, bo statku mu trzeba,
Apollo mu pasuje, trzynastka szczęśliwa
ładuje zapasy i bochenek chleba,
3,2,1...
...wystartował i więcej nie wrócił,
w przeciwieństwie do komputera bo na chwilę się tylko zawiesił...jak to vista z wirusem :)

10.01.2010 15:33
378
odpowiedz
Colossus75
20
Chorąży

i tu jeszcze jeden taki wierszyk oczami wiruska :D

Raz wirus jeden taki, zwany zawodowiec,
upatrzył niezły kąsek, latający dwupłetwowiec,
tłumacze o co chodzi, bo nie każdy pewnie wie,
o samolot się rozchodzi co jak lata chmury rwie.
Wirus zawodowiec, specem od wszystkiego
przez satelity kroczy do kokpitu lecącego.
Biegnie po przewodach, wchodzi w główny system,
pilot przerażony marchew sobie je,
wiem że rym nie wyszedł, wina moja nie jest,
raz on się nawinie raz pora jego nie jest.
Do tematu wracając, kontrolę pilot stracił,
majty pełne już są dawno, za gacie przepłacił
Wirus rozbawiony, brzuch od śmiechu boli,
nagle jak mu z tyłu głowy coś nie przypier..niczy
myśl mu taka przeszła, pilot ewakuowany,
co ja będę tutaj robił, idę stąd do mamy,
lecz po myśli mu nie poszło,
wyjść już stąd nie może,
satelita odłączony, broń mnie Panie Boże.
nagle guzik czerwoniasty, nad głową się pali,
czytam napis na guziku "Self Destruction", coś się pali !!
Ach pilocie ty przeklęty, megabajt ci w oko,
dorwę Cię gdziekolwiek będziesz, choćby i w Maroko.
Chwilę potem wirus patrzy, uśmiech się pojawił
leci nad nim całkiem sprawny statek SS: JAWIŁ
Myśli sobie "sprawa zajefajna, pilot uciekł,
kosmonauta jest obiektem moich uciech.
Już się wbija na imprezkę, lecz wykryto chwasta,
wirus w życiu nie spodziewał się, że mają na pokładzie AVASTA.

KONIEC !!! :D

10.01.2010 16:15
379
odpowiedz
Colossus75
20
Chorąży

Mały błądzik się wkradł :D w 378 poście jest kosmonauta, a powinien być astronauta, sorki za pomyłkę, mam nadzieję że uznacie, drobna pomyłeczka, znaczenie praktycznie to samo :D

A teraz jeszcze wierszyk oczami antywirusa :D

To ja, panda, antywirus bardzo dobry
zwalczam wiruski jak zaklinacz zwalcza kobry
nie straszne mi trojany, na śniadanie je pożeram,
ty zjadasz marchewkę, a ja tu się użeram
pływasz sobie w wodzie, ja w 200 gigabajtach
ty ubierasz płetwy, ja tu walczę w majtach.
Jak astronauta w kosmosie, walczę o twój byt
aby żaden software nie skarżył się o nic.
Instalujesz tu badziewia, ja skanuje grzecznie to,
bo się boję żebyś nie zamienił mnie na kogoś innego.
Wiem, że jestem płatny, ale co dzisiaj nie jest ??
Płacisz nawet, za woreczki foliowe w szpitalu, czy to gest ??
Avast, Kaspersky, to moi odwieczni wrogowie,
co z tego że avast może być darmowy on nic Ci nie powie.
Skanuje od niechcenia, dziurawe ma paluchy
Kaspersky nie lepszy, ma ślimacze ruchy.
Wirusy się z nich śmieją, tylko mnie poważają,
bo kiedy tylko o tym zapominają, niezłe manto dostają.
Mam uzbrojenia o jakich Ci się nie śniło,
pewnie nawet nie wiesz, ale nawet w NASA im ulżyło,
gdy tylko włączyli instalkę moją cudną,
wszyscy przeszli na dietę, po której świetnie chudną.
Z radości, że wszystkie wirusy już im nie straszne,
zwierzali mi się, że atakowały ich takie rubaszne.
W tym momencie się żegnam bardzo ciepło z tobą
i oby moc pandy czuwała nad tobą :P

PS: Zbieżność nazw, jest przypadkowa, nie twierdzę że panda jest najlepszym anty, to tylko wierszyk :D

10.01.2010 16:19
380
odpowiedz
bezimieny-emeryt
32
Pretorianin

żył raz bezimieny austronałta został zamieniąny w plik w komputerze, musiał walczyc z wirusami ale pomuk mu diego który uprawiał marchweki, powiedział mu zy istnieje płetwa Innosa która zorze do uratowac i poszet. Niestety nie wiedział ze tej płetwy broni wirus-Gomez. Potezna walko pomiedzy dobrem i złe, na szczescie pomu naszemu bochaterowi potezny antywirus Lee który dowodził plikami Gorn i Milten, pokonali poteznego wirusa-Gomeza juz nasz bezimieny austronałta miał zabrac płetwe Innosa a nie wiadomo skąnd sie wziął Xardas i ukrat płetwe Innosa.to be continued:P:P:P

10.01.2010 16:41
381
odpowiedz
Colossus75
20
Chorąży

bezimienny ty napisz lepiej o tym, jak powstawał słownik ortograficzny, bo to na prawdę ostro gryzie po oczach.

10.01.2010 17:14
382
odpowiedz
bred2
15
Pretorianin

Może jeszcze jedną dodam :)

Pewnego dnia kiedy Jasiu włączał komputer, coś mu się jednak stało. Nic nie mógł zrobić, cały system padł. Na monitorze wyskoczyła komunikat o bardzo rzadkim wirusie marchewce trzeciej generacji. Zezłoszczony Jasiu wyrzucił komputer z całą jego całą zawartością plus kilka innych rzeczy, między innymi klawiaturę, monitor i podkładkę w kształcie płetwy przez okno. Komputer z trzaskiem wylądował na twardym śniegu. Został sam, opuszczony, zniszczony i nie nadający się już do niczego, zakopany przez zaspy śniegu. Rozmyślał czy jego życie kiedykolwiek będzie miało jeszcze sens. Czas leciał, komputer stracił już całą nadzieję aż tu pewnego razu zakapturzona postać zatrzymała się. Popatrzyła w dół, czy to możliwe że wreszcie ktoś mnie zauważył, myślał sobie komputer. Nie znajoma postać podniosła go i zaprowadziła do swojego przytulnego domu. Postawiła komputer na najbliższym stole poczym rzekła:
- Nie martw się wyjdziesz z tego – powiedział z uśmiechem na twarzy
W pokoju było ciepło, można było wyczuć zapach pieczonego ciasta, domek był bardzo przytulny. Na półkach w pokoju gdzie komputer leżał postawione były różnego rodzaju figurki. Jednym z nich była figurka kosmonauty która komputerowi się najwidoczniej spodobała.
Po kilku dniach komputer został odnowiony, wyczyszczony. Nowy właściciel był o wiele lepszy od poprzedniego zaopiekował się nim, a żeby pozbyć się choroby codziennie częstował go dawką najnowszego antiwirusa ESET Smart Security 4. Po kilku dniach komputer doszedł do zdrowia. Był szczęśliwy i razem ze swoim panem żyli długo i szczęśliwie. Koniec

10.01.2010 17:50
383
odpowiedz
m919
9
Legionista

Siedziała rybka przy komputerze,
marchewkę wcinała, to zdrowo przy jej cerze.
Nagle bum,
komputer zmógł,
to wirus go zaraził, choć nie grypowy,
o pracy nad nim nie było mowy.
Swą płetwą walnęła w biednego blaszaka
aż astronauta usłyszał na krańcu świata,
Krzyknął: -Antywirusa kup oryginalnego,
to i PC-eta będziesz miała zdrowego!
Rybka posłuchała rady, i z emocji,
kupiła Kaspersky'ego na świetnej promocji,
i tak się cieszyła zdrowiem rok cały,
i że na chatę jej nie zrobią wjazdu pały! ;)

10.01.2010 20:11
384
odpowiedz
Vader274
45
Generał

Witam!
Niedawno założyłem wątek dotyczący pracy recenzenta gier.Spotkałem się z krytyką mojej ortografii i niczym innym.Ale może drodzy redaktorzy tvgry mogli mi odpowiedzieć na pytania: "Co trzeba skończyć, by zostać taką osobą?" i "Czy jest to rodzaj pracy dorywczej?".

Wiem,że to nie miejsce na to pytanie ale tam nie wiele było osób które mówiły coś sensownego.Choć niektórzy mieli dość miłe i dobre wypowiedzi.

Ps.Tak na marginesie to jestem waszym fanem przez duże F.

10.01.2010 21:28
385
odpowiedz
jkiler
2
Junior

jak sie nazywa ta piosenka, co leci w czasie kalendarium?

10.01.2010 22:37
386
odpowiedz
Colossus75
20
Chorąży

vader, nie jestem tu redaktorem :D, ale żeby pisać recenzje trzeba umieć to robić(nie mówię tu o ortografii, interpunkcji itp.) i lubić robić. Ktoś tu napisał o ortografii, no panowie ja rozumiem, każdy polak powinien znać zasady ortografii J.pol, no ale nie róbcie jaj, wystarczy pisać tekst w Word Office i błędu tam nie zrobicie, ważniejsza jest tutaj interpunkcja, stylistyka itp.

"Dzienkuje" powiadacie ?? Często spotykam się z takim określeniem, ale lepiej jedno "dzienkuje"
niż tekst pisany w stylu pana bezimiennego :D

10.01.2010 23:30
387
odpowiedz
dan800
25
Centurion

Obcego na początek

11.01.2010 09:20
388
odpowiedz
Sanks5
20
Chorąży

A kiedy flesz bedzie

11.01.2010 12:06
389
odpowiedz
Iskra_PL
5
Legionista

Pewien wirus o nazwie Marchewka, zaatakował komputer Astronauta będącego na statku Płetwa 7. Po czym się rozbił. KONIEC

11.01.2010 14:37
390
odpowiedz
Bibol
8
Legionista

Marchewkowy brzydal który uciekł z twojego rosołu wkradł się do TWOJEGO komputera przez wejście USB zaatakował dysk twardy który zwal się płetwą bo był taki plaski. Prawie że straciłeś dobytek swojego życia i swoje konto na fotce i nk ale NIE!! do komputera prosto z telewizora wepchał się Astronauta Z TOY STORY!!! Yea! uratował Ci kompa i dokończył rosół. Koniec

11.01.2010 15:24
391
odpowiedz
jaworek6
2
Junior

Przegląd ciekawy. Oto moja historyjka:

Antywirus chroni moje dane w komputerze,
Tak jak marchewka ratuje zdrowie w tej erze.
Antywirus zamyka mój komputer przed wirami,
Tak jak astronauta ucieka przed chorobami.
W kosmosie dobrze podróżuje,
Próżnia się nim opiekuje.
Mój komputer, Stacje, Dokumenty,
Uciekają jakby miały płetwy.
Gdy wirus je pożera,
Antywirus przeciwciała rozdziela.
Wysyła szybko pomoc danym,
Tak nazwę go antywirusem kochanym!!!

11.01.2010 15:34
392
odpowiedz
Vader274
45
Generał

Colossus75 dzięki mądre słowa.A na samym początku chciałbym zobaczyć predatora.Chcaiłbym zobaczyć czy serio jest taki niesamowity.

11.01.2010 15:40
393
odpowiedz
Vader274
45
Generał

Sorry za powtórkę zwrotu"Chciałbym zobaczyć"

11.01.2010 15:48
394
odpowiedz
RavenPl
10
Legionista

Ja z "Gramy" Alien vs Predator chciałbym zobaczyć tytułowego Aliena bo o Predaatorze było już długo.

11.01.2010 15:59
395
odpowiedz
aterazione
22
Senator

jeśli chodzi o AvP to Alien ale nie obrażę się za Predatora tylko nie marnujcie czasu na człowieka bo to bez sensu

11.01.2010 16:03
396
odpowiedz
marins32
6
Chorąży

dowiecie sie cos na temat dawn of war chaos rising

11.01.2010 16:16
397
odpowiedz
Hidden
17
Legionista

Tegoroczny styczeń nie różnił się niczym szczególnym od standardowego obrazu początku nowego roku - trochę śniegu szybko zmieniającego się w błoto, szczególnie na ruchliwych ulicach, paskudny, chłodny wiatr, słońce nieustannie skrywające się za chmurami, niezbyt skłonne by chociaż pojedynczymi promieniami oświetlić spragnionych ciepła mieszkańców. W sklepach nadal utrzymywały się świąteczne, a może raczej noworoczne promocje, ale wszyscy już dawno zapomnieli o urlopie, zaczęli za to zrzucać nadwagę w pracy, w biegu, żyjąc codziennymi problemami. Machina życia znów zaczęła się rozpędzać między brudnymi ulicami pełnymi smogu i biedy.
Dawid zdawał się być tego wszystkiego nieświadom, po prostu stał spokojnie na przystanku, oczekiwał swego autobusu, który przywiezie go prawie pod sam dom, jego kochane domostwo, piękny budyneczek otoczony zadbanym ogródkiem. Jakże lubił od wiosny aż po późną jesień pogrzebać przy tujach, pielęgnować róże, przesadzać jodełki, jeżeli okazało się, że ułożył je zbyt blisko siebie. To wszystko było takie sielskie, przyjemne, proste i piękne. Co wieczór wówczas siadał na leżaczku i obserwował swoje dzieło, czasem popijając jakiegoś mało wyszukanego drinka, zrazu zaś owijając się grubym kocem i drzemiąc. Zima jednak był to okres stagnacji, gdy prawie nic nie mógł zrobić, gdy to śnieg ukrywał jego ukochane roślinki grubą warstwą białego puchu, gdy nie był w stanie zrobić nic, bo przecie taki piękny świerk, choć młody i silny, nie przyjmie się w glebie skutej mrozem. Spokojnie. Byle do wiosny.
Dawid nie był tak naprawdę ignorantem. Był zwykłym staruszkiem, który przeżył zbyt wiele, by przejmować się otaczającym go światem. Z przyjemnością i wdzięcznością przyjmował comiesięczną emeryturę, raptem paręnaście tysięcy, które przeznaczał na podstawowe potrzeby - zapłacenie mediów, może jakiś nowy mebelek. Żył tak, spokojnie dogorywając, jako człowiek, który widział zbyt wiele, był w zbyt wielu miejscach, poznał aż za nadto ludzi i poderżnął gardło paru panom zgoła niepotrzebnie.
Autobus ciężo przytoczył się pod przystanek i otworzył drzwi, niczym bramę. Dawid spokojnie, pomalutku, kuląc się, wszedł po schodkach, wrzucił parę drobniaków do automatu i zasiadł przy oknie, w miejscu wprost przeznaczonym dla ludzi takich jak on. Przed oczami zaczęły mu majaczyć najpierw sklepy, ulice, wieżowce, potem stare kamienice, aż w końcu domy, dużo domów, małych, dużych, postawionych na ogromnych działkach, albo w zabudowie szeregowej. Minęły trzy kwadranse i już musiał wysiadać. Ledwo postawił nogi na rozwalającym się chodniku, a już mógł zadrzeć głowę do góry i spojrzeć na swój kochany, pokryty bordową dachówką domeczek. Wyjął klucz z kieszeni płaszcza i otworzył bramkę. Wzdłuż dróżki do drzwi wejściowych ciągnęła się zniszczona grządka - pozostałości po marchwi, ostałe, by przypominały Dawidowi, że on po prostu nie może uprawiać żadnego jedzenia. Roślinki ozdobne, zdecydowanie tak. Brukselkę nadal będzie kupował w sklepie.
Zdjął ubłocone buty, zawiesił płaszcz na wieszaku w garderobie. W kuchni, ładnie wyremontowanej zeszłą wiosną, postawił wodę na herbatkę, a sam udał się do swojego gabinetu. W ręce ściskał nowiutką kopię Dragon Age, nie mógł się doczekać aż ją zainstaluje i wniknie w świat tego, jak słyszał, "duchowego spadkobiercy Baldur's Gate'a". Czekał tak długo na tę premierę, tak długo...
Nacisnął przycisk POWER, komputer zaczął pracować, radiator począł odprowadzać już ciepło, wiatraczki z zasilacza i karty graficznej poszły w ruch. Monitor zapalił się radośnie, witając Dawida logiem Gigabyte'a, po czym przeszedł do prezentacji standardowego sprawdzania podzespołów. A potem zaczął wczytywać się i system operacyjny. Norma. Jeszcze tylko wpisanie hasła...
Wyskakujący napis BŁĘDNE HASŁO trochę go zdziwiło. Prychnął śmiechem, w tym wieku trzeba się już przyzwyczaić do pomyłek. Niestety, druga próba także zakończyła sie niepowodzeniem. I kolejna. Następna też. Dźwięk piszczącego czajnika jakoś nie docierał do zdeprymowanego Dawida, który z uporem maniaka starał się poprawnie wpisać swoje hasło użytkownika... Przecież musiało się zgadzać, wpisywał je codziennie! Czemu, CZEMU!?
Nagle otworzyło się nowe okienko, a w nim długowłosy, siwy starzec w przeciwsłonecznych okularach uśmiechnął się paskudnie.
- Witaj, Snake. - wydobyło się z głośników, wraz z ruchem ust starca.
- Ocelot! - Dawid warknął, nie wiedząc, czy tamten go słyszy. W kuchni zaś gwizdek czajnika wystrzelił właśnie od ciśnienia w górę i z racji na hałas, przebił się chyba przez okno.
- Jak zapewne zauważyłeś, nie możesz się zalogować... To dzięki mojemu specjalnemu wirusowi, którego - co jest bardzo zabawne - sam sobie wgrałeś!
- Co? - charkoczący głos Dawida zabrzmiał jak skrzeczenie starego silnika.
- FoxDive. To nie jest gra o nurkującym lisie!
- Co? - powtórzył z niedowierzaniem.
- To specjalny program, który przejął kontrolę nad Twoim komputerem! Już ściągnąłem twoją bazę danych, hasło do maila i hasło do... Traviana!
Z niebywałą mocą pięść Dawida wbiła się w biurko. Poznał wszystkie jego tajemnice, które trzymał na komputerze... Przeklęty Ocelot! Wiedział, że nie powinien ufać cholernej technologii! Nawet teraz, na jego emeryturze, wciąż musiał się zmagać z tym potworem! Z przeklętym Shalashaską!
Wyświetlany na monitorze Ocelot, dotąd zanoszący się od śmiechu, nagle zamilkł, zwinął się w kłębek i przeciągle jęknął, poczym odrzucił głowę do tyłu i ryknął z potworną mocą. Z ciężkim oddechem podniósł się na równe nogi i parokrotnie zacisnął prawą dłoń.
- Witaj, mój drogi... bracie.
- Liquid!
- Teraz to zakończymy... Mam twoje konto do Traviana... Patrz... Zaraz całkowicie zniszczę twoją wioskę... - na ekranie pojawiło się okienka przeglądarki w którym Liquid zaczął dewastację konta Dawida. - Wypadniesz z listy TOP, staniesz się zwykłą farmą dla graczy... - Starzec poprawił swoje włosy i okulary, uśmiechając się paskudnie. Wyglądał na jeszcze sędziwszego, gdy wszystkie zmarszczki na jego twarzy zawyły aż z brzydoty.
Dawid, mimo podeszłego wieku, miał wystarczająco dużo siły by wyrzucić fotel przez okno, lecz wcześniej zmasakrował nim jeszcze regał z książkami. W dzikim szale był bliski zniszczenia swojego komputera, gdy do jego uszu doszły kolejne słowa brata.
- Jeżeli chcesz odzyskać swoje konto... Przyjdź po mnie. Przyjdź do mnie bracie i zmierz się ze mną! Przyjmij moje wyzwa... - Rozpędzona lewa pięść Ocelota skutecznie uciszyła Liquida. Gdy starzec podniósł się z ziemi, otarł krew z twarzy i rozbitego nosa. - Na ekranie powinny się wyświetlić dane co do mojego... - Lewa dłoń zafundowała Ocelotowi policzka. - Naszego położenia. Przyjdź i odbierz co swoje... Masz czterdzieści osiem godzin. Żegnaj... Snake. - Starzec odwrócił się na pięcie i zniknął z pola widzenia kamery. Dało się jednak usłyszeć uderzenie, po czym rozanielony Ocelot powrócił. - Paaa braciszku!
Dawid złapał monitor i rzucił nim w ścianę, ku wyładowaniu złości. Nie mógł pozwolić, by jego ukochane konto na Travianie zostało zniszczone, w ciągu miesiąca wspiął się na bardzo wysoką pozycję, nie mógł tego wszystkiego zaprzepaścić. Ruszył szybkim, na ile było to możliwe w jego stanie, krokiem do szafy i zaczął wyjmować najpotrzebniejsze rzeczy do tej operacji. Stara lina, szczotka do kibla, płetwy do nurkowania... Nie był pewien co wybrać.
Wówczas go olśniło. Podszedł do komputera i wystukał na klawiaturze odpowiednią kombinację klawiszy (QWERTY), a jego oczom ukazał się ekran, nowiutki czarny LCD, wyłaniający się ze ściany ze stosownym napisem. Sentencja głosiła "Otacon is away from keyboard. Please wait.". Dawid zasiadł więc przy komputerze, używając krzesła z kuchni... I czekał.
Zastanawiając się nad kolejnym ruchem, obserwował rysunkową główkę Ocelota, która śmiała się i goniła po ekranie niczym wygaszacz. Była nieziemsko irytująca. Czemu akurat teraz, gdy tak bardzo był mu potrzebny, Hal uznał, że odejdzie od swojego stanowiska? A co ten człowiek w ogóle miał do roboty? Przeklęty komputerowiec! Dawid westchnął i przeczesał białe włosy. Zdenerwowany przygryzł wąsa i błądził wzrokiem po pokoju. Spojrzał na zniszczony regał - książki posypały sie po podłodze, ale także liczne pamiątki. Figurka Metal Geara REX-a leżała u jego stóp, równie przerażająca co oryginał. Z trudem Dawid pochylił się i wziął model do ręki - wspomnienia. Zdecydowanie nienajlepsze, pełne bólu i przelanej krwi. Odstawił Metal Geara na biurko i podniósł z ziemi to, co on zasłaniał. Fotografię Meryl z jakimś przystojnym szatynem... Praga, parę lat temu... Miał na sobie wówczas maskę Laughing Octopus. Powinien tak wyglądać... Ale był starcem. Umierał codziennie. A powinien wciąż być młodym i silnym. Był po czterdziestce, ale organizm miał już ze sto lat. Samotny wrak...
- Snake? Co się stało?
Głos Otacona zbudził Dawida z rozmyślań. Schował zdjęcie do szuflady, nie pozwalając wychwycić go kamerce zamontowanej w monitorze.
Otacon wyglądał jak zawsze, trochę rozczochrany, z okularami na nosie, z trzechdniowym zarostem. Próbował się uśmiechać, ale nie wychodziło mu to - był zmartwiony. Dawid nigdy sam do niego nie dzwonił.
- Słuchaj, Otacon... Jest problem. To Liquid... Ocelot... Obaj. Wykradli moje dane. Muszę ich...jego... dorwać!
- Och, Snake... - Otacon złapał się za głowę, przeczesując włosy. Westchnął ciężko. To nigdy, nigdy nie może się skończyć! - Wiesz gdzie się znajdują? Przechwyciłeś transmisję?
- Co?
Przechwycić... Co? Co on w ogóle do niego mówił? Przecież on tylko chciał zagrać w Dragon Age'a, a teraz nawet nie widział gdzie zapodziało mu się pudełko z grą. I jeszcze potrzebuje lokalizacji... Podali mu ją, ale... Nie zapisał jej! Co za idiota, kretyn, kretyn! Dawid był skłonny już rozwalić sobie głowę o ścianę, gdy zorientował się, że z drukarki wystaje zapisana kartka. Dobry, wspaniałomyślny Ocelot (a może Liquid?) zmusił jego komputer do wydrukowania tych współrzędnych. Czym szybciej pochwycił w dłoń kartkę i pokazał ją Otaconowi.
- Oddal to, bo nie widze... Dobrze. Ok... Już sprawdzam. Dziwne jakieś... O Boże...
- Co to, co to!? Mów, Otacon! - ryknął, zgniatając kartkę w dłoniach.
- To... - Hal poprawił okulary. - To jest w kosmosie, Snake. Za księżycem.
Dawida zamurowało. A więc to tam się ukrył, to tam zniknął i wciąż knuł Liquid Ocelot. On nigdy nie przestawał go dręczyć, jego odwieczny przeciwnik. Nie spocznie, dopóki nie wykończy go wszelkimi możliwymi środkami. Tak... Tak. Wiedział, że musi go powstrzymać. To nie chodziło tylko o Traviana, tylko o sprawiedliwość. O odwieczną walkę dobra ze złem, odwieczną walkę dwóch największych wrogów. Starcie gigantów... Musiało się dopełnić.
- Otacon... Skontaktuj się z Raidenem.
Hala te słowa zarówno przeraziły, jak i lekko zaciekawiły. Nie bez obaw, przybliżył twarz do kamery, jakby miało to sprawić, że lepiej usłyszy Dawida.
- Po co, Snake?
- Potrzebuję stroju astronauty i wahadłowca.

************
- Wszystko wykonane zgodnie z planem.
- Cieszę się. Uwierzył Ci?
- Oczywiście. Wszystko przebiegło idealnie. Uwierzył, że Liquid wciąż mnie kontroluje.
- Wspaniale. W takim razie kontynuuj swoje zadanie.
- Tak jest... Panie Prezydencie.

METAL GEAR SOLID 5
Patriots of Liberty and Walker Eater

11.01.2010 16:30
398
odpowiedz
damian3953
24
Chorąży

Jako pierwsze niech będzie kampania Obcego

11.01.2010 16:30
399
odpowiedz
kuras18
1
Junior

nie moge sie docekac assassyna na pc

11.01.2010 18:05
400
odpowiedz
Colossus75
20
Chorąży

vader, predek w wersji beta był o wiele za silny, to znaczy niektórzy tak twierdzili, a według mnie to on powinien równo kopać tyłki ludziom i alienkom, jedynie w multi powinny zrobić z niego słabeusza.
Alienek powinien jednym machnięciem rozrywać ludzi, ale w starciu z predkiem powinien się ostro napocić(zależy czy zaskoczenie itp. idt.)

I jeszcze raz proszę o Xenomorpha ponieważ o predku było już wiele, nawet na yt, były 20 min targi tylko o predku, wystarczająco już widziałem(i nie tylko ja :D)

11.01.2010 18:55
401
odpowiedz
Colossus75
20
Chorąży

To było dawno, nie pamiętam już gdzie
siedziałem przy PeCecie jedząc marchewkę
nagle zdziwko wzięło mnie, bo nie wiem co się dzieje,
to virus, znów nawiedził on mnie
ratuję pliki, muzę i filmiki,
avast już wariuje, wersję aktualizuje
krew w żyłach już się mrozi,
lecz po chwili nic mi nie grozi,
viktoria, komputer uratowany,
idę dziś nad wodę, uradowany,
biorę plecak, pakuję do nich płetwy
zakładam kąpielówki i ręcznika ze dwa metry,
leżę na leżaku, na gorącym piasku,
z nieba lecą szczątki kosmicznego statku,
astronauta leci, prędkość niemożliwa
w wodę cudem trafia, głowa mu się kiwa,
spieszę mu z pomocą, pewnie już nie żyje,
widzę jego rękę, chwytam go za szyję,
na brzeg go zaciągam, pomoc mu udzielam,
głowę raz odwracam, a on mi spierdziela,
co się okazało, był to tajny agent,
co ja miałem począć, kryłem jego zadek.
patrzę ja pod nogi, mina już szczęśliwa
kaspersky'ego mi zostawił, chłopina poczciwa,
pędzę wnet do domu, program prosto z USA
co się okazało, płyta ma virusa :(

FINE :D

11.01.2010 20:53
402
odpowiedz
Colossus75
20
Chorąży

Teraz jeszcze historyjka w formie nie wierszowej :D

Akcja była prosta, wprowadzam robaka do rządowego systemu i dostaję sto dużych baniek od zleceniodawcy, wszystko szło jak po maśle, robak zrobiony, czeka na wprowadzenie. Gotowe, insekt płynie już po przewodach systemu, nazwałem go płetwa bo najpierw dla żartu zrobiłem jego graficzny projekt, wyszła mi ryba, no a że ryba ma płetwy to wziąłem nazwę i tak już zostało. Wirus był bezwzględny, niszczył wszystko to co miał zaprogramowane, mimo iż zabezpieczenia systemowe starały się jak mogły, poległy. Jednak co mnie zdziwiło to to że robił on kopię niszczonych plików na mój dysk. Znałem ich zabezpieczenia od zleceniodawcy, nie wiem skąd on je miał, ale nie pytałem, wziąłem kody i je po prostu wprowadziłem, na początku nic nie podejrzewałem, aż do czasu gdy mój "pracodawca" zaczął wypytywać o mój dysk i pliki znajdujące się na nim, coś mi zaczęło śmierdzieć, więc w razie jakichkolwiek niesprzyjających okoliczności, po wykonanej pracy zrobiłem kopię mojego dysku. Moje obawy były słuszne, kiedy zbierałem sprzęt i miałem już zamiar zmienić moje położenie, do mojego domu wpadły służby specjalne, nie miałem żadnych szans na ucieczkę, dom był otoczony.
Okazało się że była to operacja kryptonim "Astronauta", dlaczego astronauta zapytacie, nie mam bladego pojęcia. Co stało się ze mną ?? Wyszedłem z więzienia po 5 latach, nie wiele, ale skasowali cały mój sprzęt z jednym małym szczegółem, dysk, który zawierał kopie systemu rządowego schowałem i odzyskałem po wyjściu z paki. Okazało się że są na nim między innymi numery kont z hasłami, na którym znalazłem niezłe sumki pieniędzy. Dzięki tej dotacji państwowej, znów zacząłem tworzyć wirusy, które utrudniały życie ludziom.

11.01.2010 21:28
403
odpowiedz
Tureb
23
Legionista

Rozdział 1 – Przebudzenie

Był suchy i upalny dzień. W tym świece ostatnio często zdarzały się takie gorące dni. Może to z powodu efektu cieplarnianego, o którym coraz głośniej słychać w mediach. Może to wpływ asteroidy 99942 Apophis, zbliżającej się do Ziemi, która według planu ma uderzyć w nią 2036 roku. Bez względu na to jaki był powód, lato zawsze jest najmniej atrakcyjnym czasem dla pracowników.

Spot lubił swoją pracę. Pomimo dużej ilości zajęć, dostarczała mu wiele przyjemności. Zwykle całe dnie spędzał w robocie. Lubił, gdy było co robić. Dlatego najmniej odpowiadał mu przełom czerwca i lipca – okres zaliczania semestrów w szkołach i na studiach. Teraz był koniec sierpnia, a nadal przychodziło mało zleceń. Ostatnio czasy stawały się szczególnie mało obfitujące w wydarzenia. Firma podejrzewała, że to za sprawą konkurencji. Matacze rozesłali po internecie serię filmików, w których to grupa zamaskowanych facetów w czerni napada na domy i bierze w niewolę klientów firmy.

Dziwić może każdego, że w tak upalny dzień, do koła jednego z bardzo nielicznych jezior na tym świecie, nie można było znaleźć prawie żadnej żywej istoty. Nie było to spowodowane obłokiem siarki, tworzącym mgłę nad jeziorem, ani nawet tym, że wszystkie śmieci i inne zanieczyszczenia z promienia kilku mil były tu gromadzone. Takie zanieczyszczenia były naturalne na tym świecie, więc mieszkańcy nie zwracali na to uwagi.

Dobry obserwator mógł dostrzec lekko zmutowanego rekina, leniwie pływającego w ściekach, którego jedynym widocznym elementem była wystająca ponad taflę wody nadgryziona płetwa grzbietowa. Ciecz miała zerową przezroczystość. Lecz rekin nie był jedynym, którego można było dziś tu spotkać. Na plaży (w rzeczywistości była to hałda usypana ze śmieci, porośniętych uschłą już pleśnią) wygrzewał się Spot. Po dłużej trwającym wypoczynku postanowił przespacerować się po swoim świecie.

Na pewnym etapie marszu poczuł ogromną potrzebę zrobienia czegoś co bardzo lubił (nie, nie chodzi o puszczenie bąka), a mianowicie zachciało mu się lać. Na jego szczęście obok stało suche drzewo, dosyć rzadka rzecz jak na pustynny krajobraz tego świata. Długo się nie zastanawiał i bez potrzeby rozpinania rozporka (na tym świecie nie noszono ubrań) zaczął opróżniać bolący pęcherz.

– Auu! – krzykną nagle, gdy poczuł chrupnięcie i ból od ugryzienia. – Co jest?

W następnej chwili zobaczył oddalające się futrzane zwierzę. Nie mógł określić co to dokładnie było i ile tego było. Stwierdził jednak, że nasikał na gniazdo tego czegoś. Chciał szybko zapomnieć o traumatycznym zdarzeniu, więc poszedł do biblioteki. Może znajdzie jakieś zlecenie z firmy.

Biblioteka na tym świecie spełniała wiele funkcji (najmniej tej, którą znamy z Ziemi). Można powiedzieć, że było to wielkie centrum handlowe, gdzie urzędowały między innymi takie instytucje jak bar striptizu, agencja towarzyska dla nawet najdziwniejszych przybyszów, cmentarz, stoisko z watą cukrową, itp.

Z rzeczy, które można zobaczyć w bibliotece, Spot największą sympatią darzył ekrany przyszłości Tam też się udał. Nie były to urządzenia przepowiadające przyszłość, lecz komputery zaprogramowane tak aby monitorować i rejestrować z całego świata najciekawsze wydarzenia. Z powodu nieprzyzwoitości cwanych komputerów i braku możliwości kasowania danych, Spot bez ograniczeń mógł oglądać nieświadome, nagie dziewczyny np. podczas golenia.

Gdy Spot był zajęty „poznawaniem świata”, do jego uszu dotarło głośne „puup!”. W następnej chwili usłyszał upadające ciała i krzyki tych, którzy potrafili utrzymać się na nogach.

– Takiego smrodu jeszcze nie przeżyłem!

– To nalot srakoszczyn.

– Mszczą się za to, że nie mamy własnej toalety i korzystamy z ich.

To prawda, na tym świecie był jeden problem – bark toalet. Nawet jednej spróchniałej latryny. Z tego powodu każdy, kto zechciał rzeźbić w brązie, musiał udać się do sąsiedniego świata, którego kształt przypominał przeogromną muszlę klozetową z ciągle zasikanymi: deską klozetową i dywanikiem. Srakoszczyny – mieszkańcy świata QPO-KLEX – zawsze obwiniali o to mieszkańców tego świata.

– To nie obcy. Trochę popuściłem – Spot dopiero teraz zorientował się, że musi się załatwić.

W następnej chwili dwóch gości w czerni wykopało Spota z sali ekranów przyszłości.

– To był twój ostatni taki numer. Więcej tu nie wejdziesz.

– Chamy! Więcej nie wrócę do tego chlewu.

Spot pokazał brud spod paznokcia środkowego palca u ręki i odszedł. Już mocno mu się chciało...

Jednym ze sposobów, aby dostać się do innego swiata, był transport internetowy. To dobry sposób, bo nawet w tak zacofanym miejscu jak Ziemia istniała sieć i była szeroko rozpowszechniona. Jednak, aby skorzystać z takiego transportu, trzeba czekać na zlecenie. W tej chwili nie było żadnego. Potrzeba narastała…

Musiał skorzystać z innego urządzenia. Podszedł więc do faksu znajdującego się w jakimś biurze, uświadomił sobie, że nie pamięta numeru na QPO-KLEX (aby skorzystać z faksu, trzeba było znać numer świata).

– Przepraszam – powiedział do przygniłego pomidora (a przynajmniej tak mu się wydawało) siedzącego za biurkiem, którego właśnie zauważył. Zazwyczaj nie używał takich słów i zawsze ciężko wychodziły one mu z ust, ale tym razem był w potrzebie. Liczył się czas. – Czy zna pan numer na QPO-KLEX?

Gość nie odezwał się. Widocznie czytał gazetę, która leżała na biurku.

– Ahem – zacharczał Spot. Czół, że zaraz może stać się nieszczęście.

– A, tak? Słucham. Pan o coś pytał? – ockną się w końcu pomidor. Ostatnie zdanie dodał widząc siną twarz Spota, uznał jednak to za normalne i dodał – właśnie czytałem artykuł o krwawej rzezi na Ziemi. Oni masowo wybijają pomidory. Trzeba coś z tym zrobić.

– Tak – potwierdził Spot nie słuchając. – Numer na QPO-KLEX – dodał wskazując faks.

– Aha. Hmm... – zastanowił się – już mam ten numer, to 123.

Spot natychmiast wpisał podany numer i dopiero teraz zorientował się, że jego gatunek nie może korzystać z faksów. Ale nagle trafiła się okazja – E-MAIL! – Pomidor właśnie zabierał się za odebranie swojej wiadomości. Można było dostrzec, że nadawcą jest mieszkaniec QUPO-KLEX – oni nigdy się nie podpisywali. Spot wiedział, że długo nie wytrzyma. Natychmiast skoczył przed siebie, przypadkowo rozgniatając czerwone warzywo, którego szczątki rozbryzgały się na artykule w gazecie – „Rzeź niewinnych pomidorów”.

Dotarł do portu USB. Jego stopy oderwały się od ziemi, a całe ciało zaczęło przechodzić przez wąski otwór. W następnej chwili był już na miejscu.

Nikt nie lubił tej planety, a szczególnie Spot. Tym razem przybywał w to miejsce wyłącznie z potrzeby. Istoty tu żyjące pobierały strasznie duże opłaty za korzystanie z WC. Babcią klozetową był oczywiście mieszkaniec QUPO-KLEX (cholerni tradycjonaliści). Nie opisze ich wyglądu bo sam się brzydzę o tym myśleć.

Mimo wszystko trzeba było tu przychodzić. Rekordziści robili to raz na tydzień (dłuższe próby wstrzymania prowadziły do tragedii).

Pot znalazł się w chłodnym, wilgotnym pomieszczeniu. Ściany porastał grzyb. Na betonowej podłodze zalegały kałuże jakiejś niezidentyfikowanej mazi, która pochodziła niewątpliwie ze zardzewiałego kraniku (mieszkańcy tej planety mieli hopla na punkcie higieny). Przebywając tu, jedno było wiadome: jak najszybciej załatwić co trzeba, żeby nie dostać syfu albo jeszcze czegoś gorszego.

Przy drzwiach siedziała gościówa pobierająca opłatę.

– Pięć złotych monet i dwie srebrne – wycharczała maszkara na widok klienta.

– Jak to? Zawsze było po trzy – wykrzyczał z oburzeniem Spot, wyciągając taką kwotę (swoją drogą zastanówcie się, gdzie może schować pieniądze, osoba nie mająca ubrania). – Nie mam więcej.

– Ostatnio podnieśli podatki – odparła z nieukrywaną rozkoszą babcia klozetowa. – Nie ma pieniędzy, nie ma srania.

– Ale ja musze!

– Nie ma...

Było już za późno. Kasjerka nie zdążyła dokończyć zdania. Nastąpiła wielka eksplozja.

Po wszystkim Spot dobrze wiedział co należy zrobić, jeśli chciał żyć.

– Trzeba spadać.

– Stój! – słyszał za sobą głosy.

Nie zwracał jednak na nic uwagi. Szybko napisał mala zwrotnego i w następnej chwili był w domu.

Wiedział, że srakoszczyny nie darują mu darmowego skorzystania z toalety. Postanowił więc, do czasu aż wszystko się uspokoi, przyjąć jakieś zlecenie. Musiał tylko trafić na okazję.

Wyszedł na chwilę z biura, aby znaleźć jakieś prezenty dla starego kumpla i jego rodziny. Zawsze ich odwiedzał podczas pobytu na Ziemi.

Gdy opróżnił już pierwszy lepszy śmietnik, ze słowami:

– Na ziemi nie ma takich rzeczy, nie zorientują się.

Wrócił do biura.

W miejscu, gdzie siedział pomidor, z którym wcześniej rozmawiał, była teraz czerwona mokra plama.

– Nic panu się nie stało?

Nie usłyszał odpowiedzi.

Nagle poczuł ogromne ciśnienie próbujące go rozsadzić. Spojrzał w niebo i spostrzegł wielkiego asteroida w kształcie rolki papieru toaletowego, zmierzającego w jego stronę. Spot domyślił się, że doprowadził do zagłady swojego pięknego świata.

Ważniejsze jednak było to, że trzeba się ewakuować, aby przeżyć.

Poszczęściło mu się. Przyszło zlecenie! Pomyślał, że jego przyjaciel będzie musiał dać mu bezpieczne schronienie na dłuższy czas.

Włożył ręce w szczelinę i zaczął się eksportować ze świadomością, że już tu nie wróci.

Rozdział 2 – Znowu w pracy

Już w czasie krótkiej i szybkiej podróży międzyplanetarnej, Spot zorientował się, że coś jest nie tak. Nie pomylił się. Wychodząc ze szczeliny nie zdziwiło go to, że wypadł głową w dół, uderzając w marmurową posadzkę (takie przypadki zdarzały się dosyć często, zwłaszcza podczas pospiesznego importu).

Zwykle zlecenia były realizowane na małą skalę w niewielkich pomieszczeniach. Prywatne zamówienia. Tym razem było inaczej. Tak jakby zlecenie globalne. Miał dostęp do całego uniwersum. Postanowił traktować to jak każde inne zadanie, które wykonywał wiele razy wcześniej. Najpierw wtopić się w otoczenie. Rozeznać się w sytuacji. Stał przed recepcją jakiegoś drogiego hotelu i widział przed sobą gromadę ludzi gapiących się na niego z opuszczonymi szczękami. W telewizorze powieszonym na ścianie pokazywali właśnie relację na żywo z Buool w Hiszpanii (”Rzeczywiście straszna rzeź” – pomyślał). Wstał i przemówił.

– Co jest? – Speszył się, mimo wszystko nie lubił być w centrum uwagi. – Trafiłem tu przez przypadek. Pewnie wybuch spowodował błąd w przekazie. – Następnie dodał, przypominając sobie, że homo sapiens jest mało inteligentną rasą: – to się zdarza.

Recepcjonistka podniosła słuchawkę telefonu i zaczęła gorączkowo, na oślep wykręcać numer, nadal patrzyła na Spota. Z powodu wynikłej awarii stanął przed trudniejszym zadaniem niż zwykle. Na razie postanowił udać się do przyjaciela. Zostawiając zgromadzonych, wyszedł z hotelu, w poszukiwaniu jakiegoś transportu, który zawiezie go do Gienka.

Nie pamiętał adresu. Nigdy nie miał głowy do takich rzeczy. Zwłaszcza, że był w domu Gienka zaledwie kilka razy i zawsze tylko na alkoholowych imprezach. Kiedy się zastanowił, doszedł do wniosku, że w ogóle nie wie jak wygląda willa przyjaciela. A przecież nie będzie pytał przechodniów gdzie stoi duży budynek (jedyny element jaki pamiętał), ostatecznie wiele bloków dokoła było dużych, może to jeden z nich.

Postanowienie Spota w tej sytuacji było oczywiste: wybrać jakiś autobus na chybił trafił i jechać aż zobaczy coś, co się kojarzy z CKM*. W końcu można powiedzieć, że to był jego prawdziwy dom na Ziemi.

Pechowo, pierwszy autobus, który zatrzymał się na przestanku był mocno zatłoczony (nie mówiąc już o jego złym stanie technicznym). Mimo to Spot trzymał się swojego postanowienia i wsiadł do przeładowanego pojazdu. Wszyscy natychmiast spojrzeli na niego – niektórzy z zaszokowaniem, inni z odrazą – nie przejął się jednak tym zbytnio. Często widział różne dziwolągi na swojej planecie i przypatrywał im się z odmiennymi wyrazami twarzy (tylko, że teraz miał postać człowieka... Co jest kurna?).

Zdziwiło go również to, że tak dużo osób stoi skoro jest jedno miejsce wolne. Z przodu siedział jakiś chłopak w skórzanej kurtce i irokezem na głowie – najwyraźniej student – palił papierosa mimo protestów innych pasażerów. Z tyłu spał biznesmen w potarganej białej koszuli. Pot nigdy nie ukrywał swych homoseksualnych skłonności, więc nie przeszkadzało mu takie towarzystwo. Powoli zaczął się przeciskać do wolnego miejsca. Już miał usiąść...

– Radzę tego nie robić. – Ostrzegł pasażer, który razem ze Spotem wsiadał na przystanku do autobusu. – Codziennie jeżdżę tą trasą. Krzesło jest uszkodzone i jeśli na nie usiądziesz to spadniesz. – Widząc nie przekonaną minę adresata tych słów dodał: – Cholerni emeryci! Zawsze wykręcają śruby na złom.

– Dziękuje – odparł Spot. Wiedział, że chłopak robi z niego balona, żeby zająć miejsce, z natury jednak był pokojowo nastawiony do życia, więc odszedł z powrotem na przód autobusu.

Kontem oka zobaczył jak jego rozmówca natychmiast skulony w pośpiechu siada na wolne miejsce i otwarcie śmiejąc się z tego co właśnie osiągną w dość łatwy sposób, zaczął wyciągać z plecaka swoje notatki.

W następnej chwili stało się jasne, dlaczego wszyscy unikali tego jednego miejsca. Biznesmen z tyłu przebudził się na chwilę tylko po to, żeby zwymiotować, następnie znowu zasną. Dwa kolejne siedzenia zostały pokryte grubą warstwą wymiocin które śmierdziały etanolem, sokami żołądkowymi i (chyba) hamburgerem z restauracji fast-food, co można było stwierdzić po nie przetrawionych kawałkach mięsa i bułki.

W odwecie za poprzednie poniżenie, Spot zaczął się nabijać z poszkodowanych.

– Kto się śmieje, ten się śmieje ostatni! – krzyknął.

Na najbliższym przystaniu wysiadła większość pasażerów. Upalny dzień plus parujące rzygowiny, po chwili stają się zabójczą bronią dla zwykłych śmiertelników. Istniała też szansa na kolejne pawiowanie, więc nie warto było ryzykować i narażać się na pobyt w szpitalu lub co gorsza dłuższą i przymusową kąpiel.

Wreszcie w autobusie został tylko sprawca przerzedzenia (okazało się, że jest bez spodni), kierowca, nie mający innego wyjścia, Spot i jakiś starszy facet, który najwidoczniej nie był świadomy co się dzieje dokoła. Spot dostrzegł w starcu cień nadziei. Choć wiedział, iż to bardzo malutki cień, podszedł.

– Dzień dobry! – Przywitał się, nie wiedząc czy musi krzyczeć, aby go usłyszano. W tej samej chwili domyślił się dlaczego staruch nie wyszedł z resztą – śmierdział tak samo jak otoczenie. – Czy nie wie pan gdzie jest Czubków Klinika w Milanówku?

Przed odpowiedzią, pomarszczony piernik puścił bąka. Trudno było uwierzyć, że te spróchniałe imitacje kości, jakie odbijały się na szarej skórze, wytrzymały tak mocne uderzenie.

– Nie – powiedział z dziwnie niestarczym głosem. – A co, potrzebuje pan pomocy specjalistów.

– Nie. Szukam starego znajomego. – Spota zawsze denerwowały ludzkie istoty, ale dzisiejszy dzień to już przesada. Co ich ugryzło? – Może znasz dr Gienka?

– Nigdy nie słyszałem.

Gdy starzec znowu pierdną, pot pożegnał się i wrócił na przód autobusu z obawą, że kolejnej dawki, bez wątpienia szkodliwych oparów, nie wytrzyma.

– Do widzenia. Zaraz jest mój przystanek – skłamał.

Z każdą chwilą jazda robiła się coraz nudniejsza. Pot nie wiedział nawet, czy to wszystko ma jakiś sens. Postanowił zająć się czymś, zwłaszcza, że nie chciał myśleć o zapachu i zaduchu jaki panował w pojeździe. Wyciągnął więc markera i zaczął wypisywać na siedzeniach przekleństwa i nieprzyzwoite teksty.

W pewnej chwili zainteresowała go naklejona biała kartka z czerwoną obwódką, znajdująca się nad drzwiami. Czerwone litery tworzyły słowa:

1. W razie potrzeby pociągnąć dźwignię.
2. Nieuzasadnione użycie będzie karane.

***

– Uwierzcie mi, to jakieś nieporozumienie.

Pół godziny później Spot tłumaczył się na posterunku policji jakiemuś otyłemu i łysiejącemu funkcjonariuszowi.

– Zniszczył pan mienie publiczne, wyważając, bez podania przyczyny, drzwi. – Policjant zaczął wymieniać popełnione przewinienia. – Powodując przez to wypadek kilkunastu samochodów.

– Już mówiłem. Tam było napisane polecenie, żebym to zrobił. Nie moja wina, że część tekstu była zamazana. I co z tego, że to ja zamalowałem?

– Jechał pan autobusem komunikacji miejskiej bez biletu.

– Myślałem, że skoro mam jechać w złych warunkach, to jestem zwolniony z tego obowiązku.

– Bez zgody personelu, wtargną pan na teren hotelu...

– Ile razy mam tłumaczyć, że to się stało niezależnie ode mnie? Po prostu wybuch...

– ... bez ubioru.

W tej chwili Spot zamarł. Jak mógł popełnić taki błąd? Zapomniał, że na Ziemi nie powinien tak szybko się ujawniać. Powinien przyjąć stadium ukrycia, póki całkowicie nie zaaklimatyzuje się w otoczeniu. „Zwłaszcza jeśli to jest tak wspaniałe ciało, które łatwo może przykuć uwagę” pomyślał o sobie pochlebnie w duchu.

Mimo to Spot postanowił przystąpić do kolejnego kontrataku. A nuż tym razem okaże się skuteczny.

– Dopiero co przybyłem z miejsca, w którym chodzi się w negliżu – chciał utrzymać poważny ton, ale nie do końca mu wychodziło. Ta sytuacja zaczęła go trochę bawić – nie zdążyłem się ubrać.

– No jasne! A ja jestem z Policjantowa i nie ściągnąłem jeszcze munduru.

Po tym żałośnie kiepskim dowcipie, Spot zorientował się, co jest grane. Matka stojącego przed nim faceta, nie kochała go w dzieciństwie. Kontynuował jednak, współczując swojemu rozmówcy.

– Ja nie jestem kryminalistą. Należę do innej kultury.

– Człowieku, ty chyba się źle czujesz. – Powiedział, najwyraźniej już znudzony policjant.

Te słowa podsunęły Spotowi pewną myśl. Jeśli będzie udawał chorego na głowę, to go zawiozą w miejsce, do którego zamierzał dotrzeć. Było nim oczywiście CKM.

Przystąpił do działania. Wyciągną obie ręce przed siebie niczym zombie i na przemian przerzucał ciężar swojego ciała z jednej nogi na drugą. Chrapliwie przemówił (najwyraźniej dobrze się przy tym bawił):

– Bu, Buu! – Widząc, że nie przestraszył nikogo swoimi wygłupami, dodał: – Jestem strasznym astronautą po spotkaniu z kosmitami, który wrócił na tę cuchnącą planetę, aby was wszystkich pożreć. Tfu! – Spluną na podłogę. – Zmiażdżę was moimi zielonymi mackami.

Po tym przedstawieniu na twarzy policjanta pojawiło się zwątpienie. Zwrócił się o pomoc do swojego, tak samo głupio wyglądającego, kolegi.

– Ernest, ten facet to chyba świr. – Powiedział jakby Spota nie było obok. – Mówi, że ma zielone macki, a przecież widzę zwykłe ręce.

– Masz rację. Nie powinniśmy trzymać tu takich. Mogą stanowić niebezpieczeństwo dla otoczenia.

Pot ucieszył się, że ma do czynienia z dwoma durniami, których IQ nie przewyższa ilości palców u ręki. „Takimi łatwo manipulować” pomyślał, więc natychmiast przystąpił do kolejnego ataku.

– Jeśli mogę coś zasugerować, to czy takich ludzi jak ja nie powinno się zamykać w specjalnych ośrodkach? – Nie chciał ryzykować. Mówił wprost. Przecież nie znał dokładnego poziomu głupoty swoich towarzyszy.

– Ty nie masz nic do gadania. – Odparł Ernest – Ernie, może odwieźmy go do CKM. Tam niech się tym przejmują. Nawet raportu nie trzeba będzie pisać.

– Zgoda.

Po dziesięciu minutach, z uśmiechem na ustach, w wygodnym kaftanie bezpieczeństwa, Spot jechał radiowozem do Czubków Kliniki na Manhattanie.

Wreszcie dojechali do starej, trochę zapuszczonej bramy wjazdowej CKM. Trudno było poznać materiał z jakiego została wykonana, bo cała porastała bluszczem.

Gdy jeden z policjantów poszedł „na zwiady” (po tym, jak z kolegą doszli do wniosku, że nie można wyrzucić świra poza samochód i szybko zwiać), z bramy wyszedł jakiś facet.

W pierwszej chwili Spot go nie poznał – dosyć młody, wysoki mężczyzna w bluzie z kapturem, spodnie miał tak nisko opuszczone, że wyglądało jakby w nie narobił, dredy zaniedbane, ich właściciel najwidoczniej myślał, że woda ma niszczycielskie właściwości – to był Gary syn Gienka. Po siedmiu latach mocno się zmienił, wtedy stażysta (oczywiście to tylko oficjalna wersja, cały czas się obijał i wykorzystywał w najohydniejsze sposoby niczego nieświadome upośledzone pacjentki, jego ojciec, który wówczas stanowił tu władzę, robił to samo), teraz lekarz i dyrektor placówki.

– O co chodzi? – Gary zapytał z przesadnie niewinną miną. Widać było, że ma nieczyste sumienie. – Przecież sąd uniewinnił nas z zarzutu zmuszania pacjentów do pracy w kopalni.

– Daj spokój. Niby po co w szpitalu psychiatrycznym dziesięć kilometrów piwnic. Wszyscy wiedzą, że za jedzenie każecie szukać ropy naftowej. Klinika od dawna ma problemy finansowe. – odparł policjant. – Ale dzisiaj jestem w innej sprawie. Mam dla was nowego pacjenta.

– Tak? To ciekawe.

– Jeśli ominie mnie raport, to zapomnę że kradniesz swoim podopiecznym rentę.

– Plugawe pomówienia! Ale załatwię ci to.

– Wiedziałem, że się dogadamy. – Powiedział policjant i poszedł do samochodu po Spota.

Gary natychmiast poznał swojego starego znajomego.

– Witam uciekinierze! – Mrugną do Spota. – Ten człowiek uciekł z naszego szpitala jakiś miesiąc temu. – Skłamał policjantowi.

– Uważajcie na niego. Wydaje mi się, że jest niebezpieczny. – Powiedział dumnie policjant (najwyraźniej go to podniecało).

– Tak. Pogryzł połowę naszego personelu zanim uciekł. Dlatego były takie zmiany w składzie lekarzy i pielęgniarek.

– Tak? A ja myślałem, że posypały się zwolnienia za polowanie na pacjentów i urządzanie orgii.

– Nie, nie. Co za bezczelne plotki. – Natychmiast zaprzeczył Gary. – Myślę, że możesz mi przekazać tego pacjenta i sprawa załatwiona.

– OK.

Po tym wszystkim policjant szybko oddalił się do samochodu. Nie chciał ryzykować, że ktoś się rozmyśli i odda mu z powrotem czubka pod opiekę.

– Witaj Spot! Jak dobrze cię znowu widzieć. – Gdy radiowóz odjechał, Gary przywitał się z przyjacielem. – Nic się nie zmieniłeś.

Fakt, że Spot się nie postarzał przez siedem lat, nie jest niczym dziwnym. Jego gatunek już tak miał. Matka natura postarała się i umieściła w jego genach funkcję automatycznej aktualizacji. Duża ilość podróży po internecie dodatkowo działała na korzyść Spota.

– Co cię do nas sprowadza?

– A co, już nie można odwiedzić starych znajomych? – Spot starał się żeby jego słowa zabrzmiały obojętnie.

– Fajnie, że jesteś. – Odparł Gary, chcąc zmienić temat. – Słuchaj, właśnie jadę do ojca na obiad. Wybierzesz się ze mną? Wszyscy się ucieszą.

– Pewnie. Szczerze mówiąc dziś jeszcze nic nie jadłem.

– Świetnie, to jedziemy.

– Tak, tylko możesz mi ściągnąć ten kaftan bezpieczeństwa?

– Ach, no tak! – Gary’emu zrobiło się głupio, że o tym nie pomyślał, więc szybko pomógł Spotowi ściągnąć strój (pod spodem miał więzienne szaty) – W domu dostaniesz jakieś rzeczy taty. Tam jest mój samochód. – Wskazał palcem pojazd pokryty rdzą, którego markę trudno było rozszyfrować.

***

– Czołem Iks! – Na miejscu, Spot z radością przywitał psa, którego znał już od dawna (zawsze wolał zwierzęta od homo sapiens). – Jak się masz?

Iks szczekną i zsikał się z radości na powitanie. Zawsze lubił swojego przyjaciela z innego świata. Tym razem nie miał jednak siły na kopulowanie z jego nogą, bo, jak na psa, był już strasznie stary.

W drzwiach swojej bogatej willi dumnie stał Gienek – od dawna emeryt. Ustawił się dzięki pomocy jaką przyniósł mu Spot podczas ostatniego pobytu na Ziemi. Podczas wykonywania jednego ze zleceń, Spot miał okazję manipulowania środkami finansowymi pewnego banku. Wszystko przelewał na rachunek Gienka. Ten nie podzielił się ani groszem. Spot miał o to żal.

Kiedyś dr Gienek dostał w akcie zemsty bana (na korzystanie ze sklepu internetowego sprzedającego Stoperan), wywołanego przez firmę Spota. Nie dość, że doktorek nie zdążył do klopa (brudząc wszystko w koło), to jeszcze tak długo siedział na kiblu, że dopiero po miesiącu wyszedł z głębokiej katatonii, w którą zapadł (wyobraźmy sobie, co się dzieje z ludzkim ciałem po dziesięciu godzinach wydalania).

– Witam w moich skromnych progach. – Zawołał Gienek z słabo udawaną skromnością. – Kiedy tu przyjechałeś?

– Dzisiaj drogi przyjacielu. – Oboje zawsze zachowywali pozory.

– Wspaniale. Zaraz przyjdzie reszta. Gary! Spot! Wejdźcie proszę.

Mówiąc „reszta”, Gienek miał głównie na myśli swoje dzieci. Starał się zmniejszyć do minimum używanie ich imion i przyznawanie się do ojcostwa. Oprócz Gary’ego, który po ojcu został psychiatrą, prawdopodobnie doktorek wstydził się swoich potomków. No może jeszcze z wyjątkiem Futryny, bo zarabiała dużo pieniędzy (w rzeczywistości kradła fundusze przeznaczone na walkę z AIDS) i zawsze była skora do pożyczek.

Przed przyjściem kogokolwiek Gienek podszedł do Spota aby porozmawiać.

– Słuchaj Spot, dobrze się złożyło, że przybyłeś. Mam do ciebie ważną sprawę. Naprawdę mi na tym zależy.

– No słucham. O co biega?

– Nie masz może znowu jakiejś okazji na zarobek. Planowałem kupić wahadłowiec, a nie chciałbym zbytnio nadszarpywać domowego budżetu. Oczywiście dzielimy się pół na pół. – dodał szybko widząc zniechęconą minę Spota – obiecuję.

– Nie ma sprawy. Masz to załatwione.

– Dzięki, to naprawdę dla mnie ważne. – Odpowiedział bez entuzjazmu i miał już odejść.

– Zaczekaj! – Powiedział Spot, wiercąc się trochę. – Mam dla ciebie prezent.

Wyją śmieciowy upominek dla Gienka.

– Dziękuję. Nie trzeba było. – Skłamał doktor. – A do czego to służy?

Spot zorientował się, że nie wymyślił przeznaczenia rzeczy, którą trzymał w ręku. W rzeczywistości było to opakowanie po zjedzonej konserwie (jednak jak na Ziemie całkiem efektowne, nie przypominało tutejszych puszek, wyglądało bardziej jak telefon komórkowy z otwieraną klapką). Aby nie podać jakiegoś absurdalnego przeznaczenia, wykorzystał stary trik, którego zawsze używał w takich sytuacjach: jego twarz przybrała wyraz znudzonej żyrafy. Gienek wtedy myślał za każdym razem, że Spot zawiesił pracę i nie ma możliwości porozumienia się z nim.

– Może w najbliższym czasie sobie przypomnisz. Albo ja znajdę zastosowanie.

Spot zaśmiał się w myślach na widok zużytej mechanicznej prezerwatywy, wiszącej nad kominkiem, którą dał przyjacielowi poprzednim razem.

– Widzę, że masz nadal tę wyciskarkę do owoców, którą ci ostatnio dałem.

– Tak. – Odparł z entuzjazmem Gienek. – Nawet odkryłem dla niej nowe zastosowanie. Świetnie nadaje się jako środek antykoncepcyjny.

Spot znowu wrócił do numeru z żyrafą.

– Przed chwilą dzwoniła Rysia i mówiła, że lada moment tu będzie. Tylko musi odebrać syna ze szkoły. – Powiedział Gary podchodząc do rozmawiających.

– Akurat go znajdzie. Przecież wiesz jak rzadko tam chodzi. Jedynym powodem, dla którego dzisiejsze dzieci idą do szkoły, to wszczynanie burd dla rozrywki i uczęszczanie do darmowego sex-shopu jaki tam jest. – szczerze wyznał oburzenie Gienek.

– To takie nowe postanowienie ministra edukacji – dodał Gary widząc zainteresowanie Spota. – Twierdzi, że dzieci trzeba uświadamiać od najmłodszych lat.

– Moim zdaniem to straszna głupota – wyraził Gienek.

– A ja to popieram. Tato, jesteś strasznym konserwatystą. Wiesz jakie było moje zdziwienie, kiedy w dwudziestym piątym roku życia odkryłem, że kobiety różnią się od facetów? Moja żona Down przez miesiąc była na mnie obrażona za to, że zamówiłem dla niej najlepszego chirurga plastycznego w Stanach.

– Ja z Karol nigdy nie...

Nagle przerwał, rozproszony przez nadchodzący faks. Podszedł i wziął do ręki kartkę papieru, która właśnie pojawiła się w szczelinie urządzenia.

– Spot, to do ciebie.

Ten od razu domyślił się czego może dotyczyć wiadomość. Już od dawna dostawał listy z pogróżkami, których nadawcy domagali się zwrotu pożyczonych pieniędzy.

Szybko podszedł do Gienka, wyrwał mu kartkę, zgniótł w kulkę, rzucił na ziemie i ze wściekłością zaczął skakać po niczemu niewinnym papierze (goniec zawsze obrywa).

Gdy zobaczył miny obecnych, szybko się wytłumaczył.

– Mówiłem, że oddam im pieniądze jak będę miał.

W tej chwili przyszedł kolejny faks.

– To znowu do ciebie. – Tym razem Gary wziął wiadomość. – Zobacz. Nie chodzi o twoje długi.

Podał Spotowi kartkę na której znajdowała się następująca treść, zapisana wielkimi czarnymi literami:

DROGI SPOCIE
NIE CHCEMY OD CIEBIE ZWROTU ŻADNEJ POŻYCZKI. PROSIMY O PRZECZYTANIE NASTĘPNEJ WIADOMOŚCI.

I znowu w faksie pojawiła się wiadomość zaadresowana do Spota. Gary przeczytał jej treść, bo Spotowi ta umiejętność sprawiała trudność.

SZANOWNY PANIE SPOT
UPRZEJMIE INFORMUJEMY, ŻE JEST PAN ŚCIGANY PRZEZ MIĘDZYŚWIATOWY URZĄD DO SPRAW KONTAKTÓW MIĘDZY UŻYTKOWNIKAMI, ZA ZŁAMANIE KILKU Z PUNKTÓW REGULAMINU.
1. NIE UISZCZENIE OPŁATY ZA SKOŻYSTANIE Z TOALETY, PRAWNIE NALEŻĄCEJ DO OBYWATELÓW QUPO-KLEX.
2. NARUSZENIE PORZĄDKU PANUJĄCEGO W POCZEKALNI.
3. NIE UMYCIE RĄK PO ZAŁATWIENIU SPRAW FIZJOLOGICZNYCH.
JAKO ISTOTA NIE STOSUJĄCA SIĘ DO REGULAMINU POMAGAJĄCEMU UTRZYMAĆ POWSZECHNY PORZĄDEK, JEST PAN UMIESZCZONY NA LIŚCIE „POSZUKIWANYCH DO ZLIKWIDOWANIA”. ZOSTAŁ JUŻ WYSŁANY ZA PANEM UŻĘDNIK, KTÓRY WYKONA WYROK.
Z WYRAZAMI SZACUNKU.
PRZEDSTAWICIEL MIĘDZYŚWIATOWEGO URZĘDU
DO SPRAW KONTAKTÓW MIĘDZY UŻYTKOWNIKAMI
#######

Przez chwilę w pokoju zapanowało milczenie. Pierwszy odezwał się Gienek.

– W co ty się wpakowałeś.

– To nic groźnego. Ta długa nazwa organizacji jest wymysłem srakoszczyn. W rzeczywistości żadnej sprawy nie doprowadzili do końca. Już nieraz im podpadłem. Mają nadzieje, że sam się do nich zgłoszę. – powiedział szczerze Spot. – Nie bójcie się o mnie.

– Ja się nie boje o ciebie, tylko o siebie, bo jesteś w moim otoczeniu.

– Naprawdę nie ma czego.

– To dobrze przyjacielu. – Gienek poklepał Spota po ramieniu.

W tej chwili przyszedł kolejny faks.

– Niech to licho! Jeśli to kolejna groźba, to wylecisz z tego domu na... twarz, fagasie* !

– To z CKM. – Powiedział Gary, który wziął wiadomość do ręki i zaczął głośno czytać. – Doktorze Gary! Dziś, zaraz po pańskim wyjściu z kliniki, grupa pacjentów dokonała na dziedzińcu egzekucji przez powieszenie na doktorze Klaunie Serze... A ostrzegałem go, żeby nie grzebał w talerzach pacjentów podczas gdy jedzą. Oni tego nie lubią jak psy. – Skomentował Gary, na chwilę przerywając czytanie, po czym kontynuował. – Wie pan jakie mamy braki w personelu. Przez tą nieplanowaną śmierć, wielu pacjentów zostało bez lekarza prowadzącego, co ciągnie za sobą mniejsze wpływy finansowe z łapówek otrzymywanych z rąk rodzin chorych. Proszę o natychmiastowe poinformowanie mnie, co należy zrobić w tej sytuacji. Z uszanowaniem. Ally McBeal. – Skończył czytać. Na twarzy miał dziwne rysy (być może po prostu trzymał bąka, którego nie chciał wypuścić). – Nie wiem co mam teraz zrobić. Niedługo stracimy wszystkich lekarzy.

– Nie martw się, na pewno kogoś znajdziesz. – Pocieszył go ojciec. – Gdy ja byłem dyrektorem CKM, to w takich sytuacjach brałem pierwszego lepszego frajera bez wykształcenia do czasu, aż znalazłem kogoś lepszego.

– Tato, a może ty byś chciał...

– Nie, nie, nie! Ja już z tym skończyłem i nie zacznę znów. Jak to się mówi: dwa razy nie wchodzi się do jednego szamba.

Gary ze zrezygnowaniem załamał ręce. Nie wiedział co ma począć.

– Mam! Wiem co zrobię. – Wykrzykną nagle. – Spot może ty byś mógł zostać lekarzem. Przynajmniej na jakiś czas. Podczas ostatniego pobytu tutaj osiągnąłeś znaczne sukcesy w tej dziedzinie. Pamiętasz tego pacjenta, który gryzł wszystko dokoła? To ty wpadłeś na pomysł żeby dać mu kamień. Gdy już wybił sobie wszystkie zęby, jego mania znikła jak ręką odjął. To było genialne.

– No nie wiem.

– Zgódź się, proszę. Pomogłeś w krótkim czasie większej ilości pacjentom, niż ja w całej karierze.

To była prawda tylko częściowo. Spot pomagał świrom pozbyć się swoich obsesji, ale w rzeczywistości kodował w ich głupich mózgach, to aby po opuszczeniu szpitala skontaktowali się z jego znajomym piratem, który miał wdrożyć nowe jednostki do fachu. Mało tego. Tacy ludzie zarażali swoim postępowaniem innych, całkiem niewinnych. Spotowi sprawiało to wielką przyjemność i rozrywkę. Miało to też pozytywne skutki dla jego firmy.

Spotowi przyszło do głowy, że i tak nie będzie miał ciekawszego zajęcia na Ziemi, a myśl władzy nad kimś sprawiała mu przyjemność, więc się zgodził.

– To super. – Ucieszył się Gary – Zaraz zadzwonię do kliniki z dobrymi wieściami. – W podskokach wybiegł z pokoju.

Rozdział 3 – Czas działać

Rysia z synem przyszła, gdy na dworze zrobiło się już szaro. Na jej nieszczęście akurat wtedy podjechała śmieciarka, aby opróżnić to co opróżniają śmieciarki. Zbieg okoliczności sprawił, że trzy rzeczy – duży pojazd, kałuża i Rysia – stworzyły własny wątek w tym opowiadaniu. Nieszczęsna kobieta została całkowicie pokryta warstwą cuchnącego błota. W następnej chwili, Gienek (nieco opornie) wpuścił ją do domu.

– Przeklęci kierowcy! Kto im rozdaje prawa jazdy? – Nie witając się z nikim, Rysia zaczęła otrzepywać spodnie z brudu.

Twarz miała umazaną w błocie, ale i tak łatwo można było dostrzec jej ładne rysy. Mimo, że upłynęło kilka lat, a na skórze przybyło sporo zmarszczek, Spot stwierdził po minie, że Rysia nadal jest dziewicą (syn – Garnek był adoptowany). Jej zapach wprawiał każdego w swego rodzaju trans. Mydło, którego używała, miało zapach trochę przypominający miód zmieszany z śledziem w oleju.

W końcu skończyła się otrzepywać i podniosła głowę, aby zobaczyć, co się dzieje dokoła.

– Spot? – Trochę ją zatkało. – Spot, to ty! Jak dobrze cię widzieć – i rzuciła się, aby uściskać starego przyjaciela, pomimo protestów atakowanego (nadal była brudna).

– Ja też się cieszę. – Powiedział Spot, gdy wreszcie się uwolnił.

– Zaraz musisz mi powiedzieć, co tam u mojego kochanego męża.

Mężem Grislle był Robalt Portfel – dawny pacjent CKM. Z racji tego, że był programistą, okazał się przydatny dla Spota, więc ten zabrał go ze sobą. Kobalt miał wiele fobii i kompleksów, które w znacznym stopniu utrudniały mu życie. Nauczył się jednak z tym żyć. Na przykład strasznie wstydził się pokazywać swoje ciało (uważał, że jest grube itd.), więc zawsze kiedy musiał iść na plażę podstawiał zamiast siebie swego sobowtóra – Pola, który robił to dla pieniędzy. W przypadku gdy musiał zajmować się dziećmi (bał się ich), wynajmował innego „klona” o imieniu Smary.

Takie zamiany doprowadziły Robalta do kłopotów z policją. Jeden z sobowtórów (zgadnijcie który) okazał się pedofilem. Portfel w żaden sposób nie umiał udowodnić swojej niewinności i został skazany na potrójne dożywocie w obozie pracy dla zboczeńców (osadzeni tam musieli kąpać, przebierać i zmieniać pieluchy starcom).

Spot nie odważył się powiedzieć Ryśce, że jej mąż odsiadywał wyrok na planecie, w którą uderzył wielki asteroid w kształcie rolki papieru toaletowego, co w efekcie spowodowało zagładę wszelkiego życia (zwłaszcza, że to on był winien owej zagłady). Musiał szybko coś wymyślić. Na Ryśce nigdy nie działał numer ze znudzoną żyrafą, więc było trudniej.

– Nie wiem co się z nim dzieje. Wiesz, że on ma własne ścieżki. – Wybrał najbezpieczniejsze rozwiązanie, likwidujące ryzyko pytań o szczegóły.

– Ale kiedy go ostatnio widziałeś?

Przed odpowiedzią na to pytanie uratował Spota dzieciak, który domagał się jedzenia.

– Ach! – Achnęła Ryśka. – Nie przedstawiłam ci jeszcze mojego syna Garnka. Widziałeś go jak miał zaledwie roczek.

– Bardzo mi miło – grzecznie przywitał się Spot.

Chłopiec nie odpowiedział.

W tym momencie zabrzmiało walenie do drzwi. Przyszli pozostali zaproszeni na obiad, więc wszyscy zaczęli się tłoczyć w małym korytarzu. Oczywiście każdy z nowo przybyłych (gdy zauważył) chciał się przywitać ze Spotem.

Pierwszy był Frank – jedyny facet jakiego znał Spot, który zrobił sobie operację powiększania pośladków. Poza tym pracował w znanej agencji towarzyskiej jako alfons. Miał nieco kobiece rysy twarzy, więc czasem dorabiał na scenie jako transwestyta. Wiele osób uważało (w tym Gary), że naprawdę nim był.

Frank nigdy nie był zbyt rozmowny. Jedyne co powiedział do Spota, to niewyraźne "Cześć", poczym zaczerwienił się i wyszedł do sąsiedniego pokoju, w którym miał się odbyć obiad.

Następna do Spota podeszła Abblababbla.

Swoje poglądy na temat problemu zanieczyszczania środowiska wyrażała na różne sposoby. Nosiła na sobie bluzkę na ramiączkach, zrobioną przez odcięcie dna papierowej torebki reklamującej jakąś piekarnię. Spódnicę zrobiła z czarno-białej gazety, butów nie nosiła. Jej mąż mimo wszystko nie wstydził się z nią pokazywać (może dlatego, że był ślepy i głuchoniemy).

Abblababbla bardzo lubiła Spota za to, że popierał jej sposób życia (oprócz jej męża, mało było takich osób). Serdecznie go uściskała i pocałowała na przywitanie.

Pojawiła się także Down, żona Gary’ego. Ona jednak nie podeszła, ponieważ zawsze była zła na Spota, za to że jej mąż bardziej interesuje się „tym odmieńcem”, niż nią samą.

Po przywitaniu wszystkich, Spot oddalił się do innego pomieszczenia, zostawiając rozgadaną rodzinkę. Już jest gotowy. Może doprowadzić swoje zlecenie do końca. Pomyślał, że mimo wielu przeszkód, nie było to zbyt trudne.

– Gdzie jest Futryna? – Gienek zauważył brak jednej z osób.

– Gdy ostatnio z nią gadałem, mówiła, że musi się ukryć przed policją i na jakiś czas zniknie. – Odpowiedział Frank.

– Aha! No tak. Ma ryzykowny zawód.

– Szczególnie wtedy, gdy kradnie pieniądze. – Wtrącił Gary, ale przerwał śmiech kiedy spostrzegł gniewne spojrzenie ojca.

– Jest już późno. Chodźmy coś zjeść – Gienek chciał zmienić temat. – Na obiad jest kurczak pieczony, ziemniaczki, marchewka z groszkiem i kompot ze świerzych owoców.

Wszyscy posłuchali pana domu i ociężale ruszyli w stronę jadalni. Jedynym wyjątkiem była Abblababbla, która wyszła z domu, zostawiając męża pod opieką niechętnej do pomocy Down. Abblababbla robiła to przed każdym posiłkiem. Nie lubiła marnować jedzenia, więc zawsze przechadzała się po osiedlu i przeszukiwała śmietniki w poszukiwaniu wyrzuconych resztek.

Rozgadana rodzina siedząca przy stole, nie mogła zwrócić uwagi na dziwne zjawisko dziejące się na zewnątrz.

W szybkim tempie robiło się coraz ciemniej. Abblababbla, która jeszcze nie wróciła, zauważyła, że samochody, ulice, drzewa, domy i wszystko do koła zaczyna zanikać, a następnie pogrążać się w nieprzeniknionej czerni. Znikła i ona.

– Chciałbym wznieść toast za mojego przyjaciela Spota – powiedział Gienek, stojąc przy stole z kieliszkiem kompotu w ręku.

Otoczenie zadrgało, jednak bez wstrząsu. Wszystko zgasło…

*CKM – Czubków Klinika w Milanówku
*Fagas – szybko dojrzewająca rasa owiec długowełnistych. Gienek, mówiąc do Spota „fagasie”, miał zapewne na myśli: „ty szybko dojrzewająca raso owiec długowełnistych” (miało to pewnie związek z bujnym owłosieniem Spota w najrozmaitszych miejscach ciała z wyjątkiem głowy).

11.01.2010 22:14
404
odpowiedz
Crazy_Men
34
Chorąży

znajac zycie 50% tych zajebistych gier co byly pokazywane bedzie na XBOXA i PS3 a malo na PC ;/. przeglad tygodnia zajebisty jak zawsze. p..s Wiadomo moze cos o Gothicu 4 ? iedy bedzie itd ?

11.01.2010 22:18
405
odpowiedz
Lwr
4
Junior

Był mglisty, ciemny dzień. Latarnia migała, auta śmigały, przechodnie wracali do domów. Siedziałem w domu. Było zimno, gdyż wyłączyli mi ogrzewanie. Rodzina pojechała na zakupy, a ja mogłem oddać się przyjemnościom.
Włączyłem peceta, następnie przeglądarkę i buszowałem. Wiele kart przelało się przez mój ekran, wiele wpisów w historii się uwieczniło, wiele filmów zbuforowało. Ale to wszystko nic. Jednej rzeczy nie zapomnę. Natrafiłem na ciekawe strony. 60 – latki z bułką i bananem oraz deską surfingową... Witryna, na której się zatrzymałem było bardzo obficie zaopatrzona w fotki. Oglądałem je, zajadając sobie serek homogenizowany, czekoladę, lody i owoce. No co, ”smaka” miałem. Wracając. Moją uwagę przykuła kategoria „Wild”. Wcześniej zastanawiałem się czy na nią wejść, ale gdy to zrobiłem byłem zaczarowany. Otyłe kobiety, w sile wieku, usiłujące okiełznać deski surfingowe w skąpym stroju. Bosko. Tak podziwiam, obracam monitor, głowę, siebie, w końcu zjeżdżam niżej i co widzę? Astronautę dobierającego się do „lasencji” na tle księżyca... Jakby tego było mało, on trzymał marchewkę! I miał na nogach płetwy! A fe, fu, bu! Obrzydziło mi to mój deser. Prawie zwymiotowałem. Wkurzyłem się, wyłączyłem komputer i poszedłem spać.
Na drugi dzień, po szkole, uruchamiam moją „skrzynkę rozrywki”, czekam aż łaskawie system się zaloguje. Gdy już się doczekałem moim pięknym, zaspanym oczom ukazał się pulpit. Niby mój. A właściwie mój – nie mój. Nie poznawałem go. Na tapecie było sto zdjęć astronauty! Tego z marchewką i w dodatku ubranego w płetwy, które kolory zmieniały jak w kalejdoskopie! Miałem ochotę roznieść wszystko wokół. Koleś na każdym zdjęciu z inną kobitką, na różnym tle i w zaskakujących maskach. I to na moim pulpicie?! O, nie – powiedziałem.
Wziąłem się do roboty. Net, pomysły i usuwanie szkodników. Skanowanie online – nic. Programy antywirusowe – to samo. Z pomocą różnych forów usiłowałem rozwikłać mój problem. Logi, usuwanie, rejestr... Pliki systemowe, ukryte foldery... Już mi się wszystko mieszało.
Po wielu godzinach męki. Porażek. Cierpień. Zmagań. Nerwów. Udało się. W końcu wraz z użytkownikami sieci wywaliłem szkodnika. Błąd zalegał wszędzie. W rejestrze, w logach. Śmieciach. Plikach. Okazało się, że natrafiłem na wirusa, spyware, adware i inne syfy w jednym. Promocja po prostu! Lepiej niż w hipermarkecie. Na rynku od niedawna. Miałem takiego farta, że trafiłem na mądrych ludzi, znających się na rzeczy i obcykanych w tym temacie. Jeślibym ich nie znalazł, nawet nie chce myśleć, co bym zrobił. Na szczęście system powrócił do stabilności, a tapeta... oczywiście została zmieniona. Już nawet nie chcę dochodzić, o co chodziło z tym astronautą.

12.01.2010 05:18
406
odpowiedz
Sjespan
14
Legionista

Oto ,oje opowiadanku, prosze wybaczyc błędy itp. ale pisanie tego w pośpiechu zaowocowało. Co kolwiek ma być życze miłej lektury.

Mała, szara myszka.

I
Ludzie mówię ze takie rzeczy się nie zdarzają, ze to wymysły, nieprawda i fałsz, ale zapewniam cie drogi czytelniku ze wszystko, co zdołasz sobie wyobrazić zapoznając się z tekstem to zaledwie połowa tego, z czym przyszło mi się zmierzyć i co przyszło mi zobaczyć.
Dzień zaczął się zwyczajnie, prosto. Zszedłem na parter mojego domku by zjeść śniadanie jak to zwykle robię rano… zapewne nie tylko ja. Moc, jaka dał mi posiłek napędzała mnie przez kolejne 7 godzin spędzone w szkole, nawet sobie nie wyrażacie jak ciężko było przeżyć ten dzień. Klasówka, z każdym się przywitaj… udręka szkolnego czasu, która umilał mi tylko mój najlepszy przyjaciel Janek.
Janek to zwykły koleś, jak Ja. Niczym się nie wyróżniamy, siedzimy w tym grajdołku i rozważamy jak wyrwać się gdzieś dalej, naturalnie zapewne nie uda nam się tego zrobić, bo jesteśmy cholernymi leniami. Nic nie osiągniemy i będziemy żyć w tym samym mieście do końca życia oglądając przez okno jak mijają dni, miesiące i lata na tej sadystycznej zabawie zwanej życiem. Tak przynajmniej myślałem jeszcze do tego dnia. No, więc po kolejnej z lekcji wpatrywania się w sufit o doglądania wielkiego pieprzyka Pani Bolewicz, która uczy fizyki w sposób, który można porównać do przypalania jąder rozgrzanym szpikulcem usłyszeliśmy ten ostatni dzwonek, który mógłby świadczyć, że to już koniec udręki na dziś…, ale nie rogi czytelniku wszystko się dopiero zaczynało.
Naturalnie zaraza po szkole padła jedna z propozycji w stylu „Wpadasz do mnie”, którą wyrzuciłem w stronę Janka niczym oklepane i automatyczne „dzień dobry”, które zawsze mówisz do nauczyciela i chodź nawet chcesz mu okazać nieco pogardy i się nie odezwać to i tak to powiesz, bo w przeciwnym razie niesmak właściwie niewiadomo, czego zostałby na twoim języku do końca dnia. To silniejsze od ciebie. Jednak tej propozycji nie mogłem do tego porównać, bo Janka zapraszałem z chęcią… lepiej nudzić się w dwójkę niż samemu.
Poszliśmy do mnie… jak zwykle. Mam w domu 2 dobre komputery, więc zawsze można pograć w sieci w grę, która zaspokoi nas na kolejną godzinkę. Tak było i tym razem. Jednak, gdy tylko wczłapaliśmy się po schodach męki i włączyłem komputery i już chciałem uruchomić nasza ulubiona grę Janek szybko i mocno chwycił mnie za rękę.
-Poczekaj!- Powiedział podniesionym tonem.-Dziś odpalimy coś nowego.

II
Gra już się ładowała, Janek siedział jak cholerny Zombie przed ekranem, światło ostro i wręcz magicznie wkradało się do mojego pokoju tworząc fantazyjne kształty, których nie powstydziłby się sam Picasso… czy jak on się tam zwał. Dziwny dym tworzył jakby rękę, która wciąż machała przede mną placem ostrzegając przed czymś. Ale to nic, bo gdy spoglądnąłem na ekran komputera zobaczyłem wielki rysunek… dziwny. Jakby kontur głowy jakiegoś gryzonia, który wpatrywał się we mnie wielkimi czarnymi oczyma. Coś było nie tak.
POKLIKAMY!?
Napis pojawił się nagle i z rozbłyskiem na ekranie. „Dziwne” pomyślałem.
-Janek? Jak właściwie nazywa się ta gra?- Zapytałem z dziwnym Staszkiem w głosie.
-Aaaa nie wiem…
Wyobraźcie sobie, myślałem, że to może jakiś dysk hackerski i teraz mój komputer będzie w sieci zła hakerów, którzy będą na niego wrzucać jakieś okropne zoofilskie zdjęcia, których nie ma ochoty oglądać a tym bardziej moi rodzice, którzy dbają o „czystość” mojego Internetu. „Poklikamy?” Napis znów się pojawił. W tej sytuacji mogłem zrobić wiele… wyłączyć komputer, odpiąć sieć…, ale ja postanowiłem uderzać w klawisze tak by powstały słowa i odpisałem.
X: Poklikamy!?
X: Poklikamy!?
Ja:, Kim jesteś!
X: Ile masz wiosenek?
Ja:, Co? Kim jesteś? Co to za jakaś chora gra?
X: Gra? Przyjacielu nie wiem, co sobie myślisz, ale jeśli miałabym to nazwać grą to nazwałabym to „Gra o Zycie”.
Ja:, Co? Odwaliło ci? Wyłączam się.
Szybko wypiąłem wtyczkę z kontaktu i odetchnąłem z ulgą, jednak była to chyba ulga z odruchu jak to „dzień dobry”, bo nie rozwiązałem problemy. Ku mojemu przerażeniu spoglądając na ekran wciąż widziałem ten rysunek i tekst, który przed chwila pisałem.
X: i co już?
Nie miałem pojęcia jak zareagować, chciałem powiedzieć Jankowi, ale go nie było. Nasuwały się pytania… „Czy on tez to widział?”, „Gdzie jest” w głowie miałem pełno myśli?
X: Janek jest ze mną.
Nierealne, niemożliwe, nie do ogarnięcia. Strach, zgrzyt i huk…, w co ja się wplatałem.

III
Ja:, Kim ty jesteś! Czego chcesz?
X: Ja… jestem zwykłą, małą, szarą myszką z grubiutkim ogonkiem… taki mały, szkodniczek, wirusik.
Ja:, O czym ty gadasz… jesteś powalona… Gdzie Janek!
X: Gadam o życiu i śmierci o przemijaniu, o straconych domach i o splugawionej ziemi. Mówię o cały wszechświecie, bo może sama jestem cały wszechświatem. Powalona może jestem. Mogę być szalona i pokręcona, ale o to tu chodzi… taka jestem taką mam naturę. Tym mnie stworzono.
Ja: Dzwonie na policję.
Podbiegłem szybko do naszego białego telefonu, wciskając przeżułknięte przyciski modliłem się by po drugiej stronie był ktoś, kto uwierzy i co najważniejsze… pomoże mi. Przyłożyłem słuchawkę do ucha, tonowe wybieranie brzmiało jak melodia. Jednak nikt się nie odezwał…. No prawie, słyszałem jakby szuranie pazurków i dziwny pisk, wiedziałem ze już taki słyszałem.
-To piski myszy! Myszy!- Krzyczał mi ochrypły głos po drugiej stronie.
Wyrzuciłem słuchawkę i upadłem na podłogę, odsuwałem się od ów sprzętu najdalej jak mogłem jednak to nic nie dawało. Pisk i szuranie było wszędzie. Słyszałem je… dokładnie, wyraźnie jak kroki rodziców po schodach, gdy uradzam sobie zabawę przy „zakazanych stronach”.
Ale nawet Ja, zwykły chłopak z małego miasteczka nie mogłem zostawić mojego kumpla i przyjaciela na pastwę czegoś, czego sam nie rozumiałem. Powoli i jakby bez głośnie podszedłem i chwyciłem słuchawkę.
-Halo?
-Witaj, jak miło cię słyszeć! -Ochrypły głos dyszał mi do słuchawki.
-Czego chcesz? -Zapytałem
-Ciebie… Heniuś… ciebie całego opakowanego w soczyste i żółciutkie plasterki sera.
Nastała cisza. Cisza tak przejmująca, że niemal wydawało mi się ze nie istnieję.
Nagle spostrzegłem ze drzwi do szafy są otwarte a za nich wystaje… mały, różowy, mysio ogonek.
Ogon znikł tak szybko jak się pojawił jednak blask z szafy pozostał. Gdy chwytałem klamkę poczułem jak metal za niej przecieka mi przez palce, poczułem dziwy głód i przekroczyłem próg szafy.

IV
Jak to się mówi… „Nie byłem już w Kansas?. Przed moimi oczyma wiły się potężne schody, długie i przerażające… stanowiły kwintesencje wszystkich schodów. Powykręcane stopnie, sypiąca się poręcz i wyślizgane krawędzie każdego z schodków sprawiały wrażenie czyhających na moje życie… i zdałem sobie sprawę to nasze szkolne schody. Musiałem je przejść… znowu, jeszcze raz… przecież już dziś zaliczyłem ten horror.
Wspinając się po kolejnych stopniach widziałem jak wszystko dookoła mnie zmienia się w kod komputerowy jak w Matrixie. Liczy i znaki spadły w dół z wielką szybkością, w chaosie a jednak w tym chaosie była harmonia. Nagle, niewiadomo, czemu jeden z znaków spadł prosto w schody krusząc je na miliony kawałków. Nie było gdzie szukać ucieczki, schody w dołu już dawno poznikały te z góry kruszyły się jak chleb na ostatniej wieczerzy… wszystko było stracone. Nastała ciemność.
Obudziłem się w dziwnym pomieszczeniu. Wymiar nie większy niż trzy na trzy metry. Było z niego tylko jedno wyjście, przez drzwi, które znajdowały się centralnie przede mną. Wstałem i szarpnąłem za klamkę.
-Ekh.. Nie twoja kolej!
Obróciłem się i zobaczyłem, że pod ścianą stoją trzy krzesła a na jednym z nich człowiek z wielką szklaną kula na głowie i w białym skafandrze.
-Nie twoja kolej… Siadaj.- Powiedział Astronauta wskazując miejsce obok siebie.
Usiadłem… nie chciałem dostać ciosu z jakiegoś kosmicznego noża między zebra.
-Który masz numerek? – Zapytał.
-Nie mam numerka.
-Każdy ma zobacz w kieszeni.-Zasugerował dysząc w swoją kopułę.
I faktycznie w mojej kieszeni miałem mała kartkę z liczbą „6 908 234 163”
-ooo to zaraz po mnie! Pięknie! Pięknie!- Wykrzycał mi do ucha ściskając w ręku świstek z namalowaną jedynka.
BING!!!
Nad drzwiami rozświetliła się wielka liczba Jeden, gdy astronauta to zobaczył wstał, ukłonił się i poszedł prosto.
-Poczekaj! -Krzyczałem –Gdzie idziesz!?
-Jestem Astronautą i lecę w kosmos!
Po tych słowach szybko znikł za drzwiami.
BING!!!
Zaledwie sekundę po tym jak znikł ten dziwny facet licznik wyświetlił liczbę dwa.
BING!!! 3!
BING!!! 4!
BING!!! 6 908 234 162!
To nie ja.
BING!!! 5!
BING!!! 100!
Mijały godziny… lata. Wyrosła mi broda i wyskoczyły plamy wątrobowe. Cyfry i liczy wyskakiwały chaotycznie, niespójnie… głupio. A ja nie mogłem wstać z przeklętego krzesła.
BING!!! 6 908 234 163!

V
Przekroczyłem wrota, które już tak długo musiałem oglądać, ku mojemu zdziwieniu znów byłem młody. Moje życie wróciło do mnie jak do Spider-Mana w odcinku… ktoś ogłada w ogóle Jetix?
I znalazłem się na wielkiej okrągłej arenie, wyglądała jak ta z filmu „Gladiator”, nie wiem jak się nazywała. Na środku na wielkim piedestale stał tron… wielki, kunsztowny i wykonany z przepychem.
A na tronie siedział gryzoń.
Nie byle, jaki gryzoń, była to Mysz. Mała, szara myszka z wielkimi i Czernymi jak węgle oczyma oraz grubiutkim ogonkiem, niczym by nie odstępowała od wizerunku normalnej myszy gdyby nie fakt, że przepaśnie i wręcz podle się do mnie uśmiechała szczerząc zębiska, podczas gdy w prawej łapce ściskała Marchewkę, która obierała nienaturalnie długi i ostrym pazurem, który wyrastał jej z czegoś, co mogę nazwać chyba… mały palcem lewej łapki.
Mysz nic nie powiedział tylko się gapiła i obierała swoją marchew, skrobała ją dokładnie, milimetr po milimetrze… jej pazur pracował jak najdokładniejsze ostrza w jakiejś najdokładniejszej maszynie, oczy wgapione we mnie a pazur pracuje, obiera i skrobie… szybko ale z gracją, pieczołowicie. Sok z Marchwi począł ściekać jej po tym Arcydługim paznokciu, który tak na dobra sprawę był chyba dłuższy niż tipsy Rutowicz a nawet dłuższy niż Penis gwiazdora filmów porno… był długi i ostry… napawał mnie strachem. Mysz obierała nadal, marchwi ubywało a wszystkie ścinki leżały u moich stop, pot spływający po jej wąsach był szybko i sprawnie zlizywany przez termita, który najwidoczniej skończył na usługach u tego geniusza zbrodni. Gryzoń skończył pracować na marchwią… oblizał skrupulatnie pazurek i wyciągnął w moją stronę łapkę, na której trzymał to, co zostało z marchwi. O dziwo to był nikt inny jak Ja… znaczy moja podobizna. Mysz pokazywało mi ją i uśmiechał się coraz szerzej aż w końcu zamknęła łapkę rozbijając małą rzeźbę w drzazgi i uśmiech znikł z jej pyszczka.
Teleportowała się tuż obok mnie, wymachiwała pazurkiem i niuchała pod nosem, szybko i sprawnie operowała swoją wrodzoną bronią, wyskakiwała na wysokość mojej twarzy i szybkimi obrotami starała się poderżnąć mi gardło. W tle wszystkiego, niczym w wietrze słyszałem „potnę cię… potnę cię tak bardzo…, że nie będziesz chciał…. Bym tak cię pocięła…”.
Mysz przyparła mnie do muru, śmiejąc się podle oblizała pazur i poczęła go ostrzyc o swój ogonek jak stary golibroda ostrze swojej brzytwy o pas. Robiła to wolno a jednak tak, że nie mogłem się ruszyć… w ogóle nie mogłem nic powiedzieć. Nagle mysz przestała i skierowała pazur w moja stronę. Wydawało się, że to koniec a jednak nie wszystko było stracone. Podszedłem do myszy i spojrzałem jej prosto w te demoniczne ślepia, chwyciłem za pazur i przytuliłem jak najmocniej się dało. Zrozumiałem fakt, że mysz była uwięzionym potężnym wirusem, który mógł opanować świat, ale nawet ona potrzebowała przyjaciela i miłości. Różniło nas tak wiele a jednak byliśmy tacy podobni… Ja Henio i Ona Mała, szara myszka z mega pazurkiem.

VI
Nagle poczułem odepchnięcie i zobaczyłem pochylającego się nade mną Janka. Spojrzałem w telewizor, w którym leciał akurat „Mega Man NT Warrior” i zapytałem:
-Co się stało.
Janek opowiedział mi wszystko… Jak starałem się usunąć wirus który pożerał moje dane, jak biegałem do szafy w poszukiwaniu Anty-wirusa, jak w końcu usunąłem go wykrzykując ze „miłość zawsze wygrywa”, po czym podał mi kolejnego „maszka” dziwnego papierosa.
Ludzie mówię ze takie rzeczy się nie zdarzają, że to wymysły, nieprawda i fałsz… ze te środki tak nie działają a ci, co tak mówią zmyślają po to by zaimponować kolegom, ale zapewniam cie drogi czytelniku ze wszystko, co przeczytałeś to prawda, moja walka z tym strasznym wirusem wyglądała w każdym szczególe jak opisałem, a było tego nawet więcej ale kto chciałby to czytać. Tego jednego dnia moje życie się zmieniło, do naszej paczki dołączył nowy kolega, który został z nami na długi czas, dzięki niemu nasze życie było ciekawsze, mogliśmy osiągnąć wszystko, co kiedyś wydawało się niemożliwe. Niestety wszystko to trwało do godziny, gdy wrócili Rodzice i spostrzegli ze coś z nami „nie tak” i zaczęli pojmować, że nie tylko o czystość neta musza się martwić. Gdy zapytałem Janka, co on robił tego dnia powiedział tylko, że strasznie bolała go płetwa grzbietowa. Wszystko się skomplikowało, ale i odmieniło…, kto wie może jeszcze kiedyś powróci do nas ta mała, szara myszka.




12.01.2010 14:59
407
odpowiedz
Kacperpol
63
Konsul

Sjespan Tureb czy wy nie macie co na jamie robić
ciekawe kto to wszystko przeczyta c

12.01.2010 16:06
408
odpowiedz
damian97d
3
Legionista

Pewnego zimnego dnia siedziałem na fotelu obrotowym aż tu nagle wyskakuje mi że znaleziono wirusa. Mój Antywirus szybko go usunął jak to robi kret z marchewkami w ziemi. Poczułem się bezpieczniej ponieważ mój komputer był dobrze chroniony przez antywirusa jak kombinezon chroni astronautę.Baza wirusów znajdowanych codziennie w moim komputerze jest jak wielka płetwa wieloryba. Więc jest ich bardzo wiele lecz radzę sobie z nimi bez problemu. Dlatego pisze to opowiadanie ponieważ przydał by mi się lepszy antywirus.

12.01.2010 16:15
409
odpowiedz
Vader274
45
Generał

colossus mimo wszystko i tak stawiam na predatora choć "larwalną" postać obcego chętnie zobacze i ciekaw jestem jak wygląda część gry w której obcy się zmienia w pełnoprawnego osobnika.

12.01.2010 17:22
410
odpowiedz
bigMAN
1
Legionista

No więc tak kolejne opowiadanie. Ale to jest bardziej hardkorowe. Przed przeczytaniem ostrzegam że mam zboczone poczucie humoru xD Dzieci nie czytać ;P Zbieżność nazwisk, imion przypadkowa.No to do dziełą

„+18”
Było ciepłe lato chodź czasem padało
Dużo wina się piło i w Call of Duty grało.
Tak zaczęła się wakacyjna przygoda
Miał imię Krzysiek i oglądał na kompie jak się robi loda.
Ostatniego dnia tych pamiętnych wakacji
Wpadł do niego wirus podczas nocnej onanizacji
Rozczarował się zupełnie gdy zrobił mu cenzurę
Nie mógł już zobaczyć jak ją facet jedzie w rurę
Więc do swojego przyjaciela astronauty zadzwonił
By wirusa z komputera jak najszybciej wygonił.
Następnego dnia kolega do Krzyśka przyjechał
Jednak tylko zrobił kupę i zaraz pojechał.
Następnie z lekarzem Płetwą się skontaktował
Poradził mu żeby się nacierał marchewką i nie będzie się masturbował.
Jednak takie rozwiązanie go nie satysfakcjonowało
3 razy dziennie to dla niego wciąż mało.
Cierpiał całą jesień, zimę no i wiosnę
Miał spuchniętą bardzo swoją mosznę.
Aż pewnego dnia zobaczył antywirusa reklamę,
I od tego czasu miał na niego manię.
Postanowił go jak najszybciej kupić
By komputerowego zgreda natychmiast udupić.
I od tego czasu jaja wyzdrowiały
Krzysiek robi wszystko by dużo treningu miały.
I żył długo i szczęśliwie aż umarł :)

12.01.2010 19:54
411
odpowiedz
Vader274
45
Generał

Uważam, że jesteś rozkapryszonym dzieckiem, które nie może się doczekać swojego pierwszego razu.

12.01.2010 20:05
412
odpowiedz
C3LLO
1
Junior

przegląd super tylko nie było nic o dead space 2 i BF:BC 2
PS.: jak sie nazywa utwór od 4.22 min bardzo proszę o odpowiedź
W AVP najchętniej zobaczę marines poniewasz jest to rasa najsłabasza której poziom miał być zrównany z innymi
gry na które najbardziej czekam to:
-Dead Space 2
-Medal oh Honor
-God of War 3
-Dante's Inferno
-Prince of Persia The Forgotten Sands
-Call of Duty Vietnam

12.01.2010 20:06
413
odpowiedz
C3LLO
1
Junior

Sory za błędy takie jak "poniewasz" ponieważ

12.01.2010 22:17
414
odpowiedz
Colossus75
20
Chorąży

Trojan, z czym Ci się kojarzy ? Z Troją, z Grecją ? Mi kojarzy się tylko z jednym, z wirusem !

Opowiem wam historię, która mrozi krew w żyłach,

Na gwiazdkę roku 2009 dostałem internet 6mb, zupełnie się nie spodziewałem, więc nie wiedząc co ściągać, ściągałem wszystko co wpadło mi w firefoxa. Dysk 1 terabajt, także dowolność była spora.
No i zacząłem, plik po pliku, dzień po dniu, bez przerwy aż do samego sylwestra. W sylwestra, jak to w sylwestra, dałem ostro w palnik. Po kilku głębszych, humorek się poprawił, więc chciałem zagrać sobie w jakąś grę. No to dawaj, szukam linków i ściągam. Przy wypakowywaniu, pan Kaspersky zaczął trąbić, że w pliku jest niebezpieczny wirus. Niestety, będąc na wstępnym baniaku(czytaj upojenie alkoholowe) zignorowałem chama, bo stwierdziłem, że mi zazdrości i chce mi przeszkodzić. Wyłączyłem go, co więcej, usunąłem z dysku. W tym miejscu zaczął się ciąg nieszczęsnych zdarzeń. Gra pomimo iż ruszyła, przywlokła ze sobą najgorszego wirusa jakiego kiedykolwiek spotkałem. Komputer, który chodził jak "igła" zmniejszył swoją wydajność o 80%, po prostu koszmar. Dałem sobie spokój, po kilku następnych głębszych zapomniałem o wszystkim. Nazajutrz lekko skacowany, zasiadam przed moją machiną i niczego nie podejrzewając jadłem sobie marchewkę. Gdy tylko windows się uruchomił, na pulpicie zauważyłem wiele ikonek do stron XXX. Zacząłem je usuwać w obawie przed rodzicami (18 lat to nie znaczy dorosły :D), ponieważ dzieliłem z nimi Peceta. Niestety im więcej ikonek usunąłem tym więcej ich się znowu pojawiło. Zrozpaczony, chciałem włączyć antywirusa, aby to wszystko usunął, wtedy zrozumiałem swój błąd, odinstalowałem go. Byłem zdruzgotany, ostatnimi siłami wszedłem do internetu w poszukiwaniu darmowego antywirusa, znalazłem avasta, myślę co mi tam, chyba gorzej nie będzie, niestety myliłem się. Komputer chodził strasznie wolno, instalacja dłużyła się w nieskończoność, to była sprawa życia i śmierci. Nareszcie avast na komputerze, serial wpisany, SKANUJ SYSTEM !!!

W tym momencie zemdlałem, obudziłem się po kilku godzinach kiedy to avast kończył skan, okazało się że na komputerze mam ponad 20 000 wirusów, kasperskiego nie miałem przez kilkanaście minut, teraz pojąłem potęgę wirusów. Avast nie wiedząc co zrobić, zalecił całkowity format dysku. Byłem załamany, ponad 900gb nielegalnego oprogramowania i gier, miały iść na marne ?? Sprawdzam godzinę 13, za godzinę wróci ojciec i będzie chciał skorzystać z komputera, wystarczy że spojrzy na pulpit i będzie wiedział o co chodzi. Nie mogłem do tego dopuścić, jednak nie chciałem stracić danych. Po 20 min na jakiejś ruskiej stronie znalazłem instalkę pandy. Czym prędzej ją włączyłem, niestety, okazało się że program zainstalował niedźwiedzia zamiast pandy!!!
Patrzę na zegarek za 10 minut dochodzi druga. Nie wiedziałem co począć, na dysku były także bardzo ważne pliki ojca !!! Jednak zdecydowałem, z poziomu systemu wpisałem komendę , C:format, w tym momencie wszedł tata, krzyknął głośno, nie słyszałem dokładnie bo strasznie głowa mnie bolała, ale było to coś w rodzaju "Jestem księgowym mafii, ksywka astronauta, to ich pliki !!!!".......

Ojciec do mnie podbiegł, zresetował komputer, pod wpływem nerwów mnie potrącił, a ja ledwie żywy zachwiałem się i wypadłem przez okno, trzymałem się chwilę na parapecie, tata nie wiedząc co robić podał mi płetwę z moje szafy, niestety wyślizgnęła mi się i spadłem. Po tym już nie wiele pamiętam, jakieś krzyki, trzaski, karetka pogotowia.

Obudziłem się, nie mogłem ruszać rękoma, było ciemno, do pomieszczenia wszedł jakiś mężczyzna w białym kitlu. Lekarz dał mi tabletki i powiedział cicho "przez jakiś czas koniec z komputerami. Gdy to mówił wiedziałem już, że to metafora, bo na pewno nie przez jakiś czas. Walka z wirusem wywołała u mnie chorobę psychiczną i zostałem zamknięty w zakładzie psychiatrycznym. Teraz mam 48 lat. Postanowiłem napisać ten list, dopiero teraz ponieważ powoli dochodzę do siebie. To przestroga dla innych, abyście nigdy, ale to przenigdy nie usuwali antywirusa z komputera!!!

Powieść tą dedykuje mojemu pecetowi.

12.01.2010 22:35
415
odpowiedz
Colossus75
20
Chorąży

Panowie jeśli będziecie mogli (jeśli wybierzecie aliena) to pokażcie cały cykl rozwoju :D
jeżeli będzie to u was dostępne bo będziecie mieć chyba betę jeżeli się nie mylę ;)

Chciałbym też zobaczyć jak ta mała szczęka wbija się w główkę :D i maksymalną prędkość tego stwora no i ogólnie jego bojowe możliwości

A jeżeli wybierzecie człowieka i będziecie walczyć z xenomem :D to podłóżcie się w którejś rundzie żeby mógł was rozwalić :D to samo ma się przy predku jeżeli gdzieś się tam nawinie :D

Na razie to wszystko :D

zdrówki dla was _-----_-_-----_-_------_

13.01.2010 00:43
416
odpowiedz
denemes
1
Junior

Moze Mi ktos Podać Nazwę Utworu Który Leci Poczas "Army of Two"?; )

13.01.2010 13:32
417
odpowiedz
Liseczek_
21
Centurion

Pewnego pięknego dnia siedziałem przed komputerem, i bawiłem się moim wisiorkiem który zawsze przynosił mi szczęście był on w kształcie marchewki. I tak sobie siedziałem, siedziałem aż tu nagle na monitorze pojawiła mi się reklama na której Astronauta reklamował Batonika „Mars”, nie mogłem jej wyłączyć bo mi uciekała przed myszką zdenerwowany poszedłem do swojego akwarium które stało w drugim pokoju i ze złości karmiłem rybki. Zauważyłem ze jedna rybka ze wszystkich śmiesznie merdała płetwą poprawiło mi to bardzo humor. Poszedłem powrotem do komputera i zresetowałem go i dalej mogłem siedzieć i grać w swoje gierki
Może nie jest to za fajne alena temat:)

13.01.2010 15:22
418
odpowiedz
krzysiek5551
5
Legionista

Poda ktoś tytuł utworu który leci podczas - Army of two ?

13.01.2010 15:24
419
odpowiedz
krzysiek5551
5
Legionista

Sorki denemes , że powtórzyłem twój komentarz widzę , że też chcesz tytuł nie zauważyłem ;P

13.01.2010 16:13
420
odpowiedz
michalkpro
6
Legionista

fajny przeglądzik
a to moja historyjka
Pewnego dnia astronauta usłyszał że jest nowa planeta w galaktyce .
Więc wzioł marchewke do ręki i usiadł wygodnie w fotelu i zaczoł oglądać filmy kosmiczne.
po obejrzeniu paru ambitniejszych filmów przyczepił sobie do pasa płetwe od rekina tak uzbrojony biegał i zbierał kase od róznych nie astronałtów. Za kase kupił se ciągnik kombajn bizon i 2 rakiety .Zlutował je razem i wyleciał w kosmos . Astronauta wylądował na nowej planecie i zatrzymała go blokada kosmitów . Kosmici natychmiast wskoczyli do pojazdu astronauty i zainstalowali na jego kompie ich nowy antywirus.po zeskanowaniu komputera okazało sie ze astronauta ma 1000000 tys. wirusoł ale oczywiście ich nowy antywirus ESET 4 wszystkie wykasował . Astronauta szczęśliwy wraca do domu z ręką na klawiaturze śpiewająć ..
"ogórek ogórek ogórek czerwony ma garniturek i czpke i sandały czerwony czerwony jest cały

13.01.2010 16:34
421
odpowiedz
krzysiek5551
5
Legionista

Teraz moja historyjka trochę długa :D - Dawno temu, była ciemna, straszliwa noc. Za oknem bardzo mocno wiało i padało. Szafka otworzyła się a z niej wypadła płetwa z kombinezonem astronauty. Lecz ja siedziałem dalej przed moim Kompem. Po godzinie oglądania filmików na tvgry.pl włączył mi się wirus lecz mój avast go pokonał. Poszedłem spać. Śniło mi się, że byłem astronautą i walczyłem z wirusami marchewką. Gdy pokonałem wszystkie wirusy, obudziłem się. Okazało się, że mój komputer był cały i zdrowy i, że to był tylko zły sen. :D KONIEC !!!!

13.01.2010 17:25
422
odpowiedz
McTire
59
Generał

Co to za nuta, która leci podczas kalendarium?

13.01.2010 17:41
423
odpowiedz
gamer ops
3
Junior

antywirus jest jak marchewka źle smakuje
jest jak kosmonauta zawsze w kosmosie i nigdy nie robi to co trzeba
antywirus są jak duże płetwy zwalniają na ziemi jak antywirus kompa

13.01.2010 22:00
424
odpowiedz
toma7
17
Legionista

Był poranek wspaniały, a ja jak zwykle siadałem
do komputera mego, jakże pięknego.
Czułem się jak astronauta, bo wcześniej odleciałem
nie pytajcie jak, nie pytajcie kiedy, ważne, że z ogółu wszyscy odlecieli.

Włączam komputer, jedząc marchewkę, bo śniadania nie było jak na ponewkę
widzę już ekran windowsa nowego, tak, siódmego - następcy visty, "wspaniale" ocenianego.
Wszystko jest dobrze, na tapecie widnieje foka z wielką płetwą, lecz bez jednego oka
jak zawsze włączam firefoxa "wielkiego", z głęboką nadzięją na nowy filmik gramy z czysiem ukochanym.
Lecz co to się dzieję! Okna szaleją! Kolory wariują, programy się psują...!
Zasmuciłem się wielce, bo jak w tej męce mam oglądać programy o grach moich, ulubionych!

Ponownie uruchamiam komputer w trybie awaryjnym, nie ogarniam co się dzieje w tym syfie studyjnym
Skanuje komputer programami kilkoma... jak się zdziwiłem gdy wynik pokazało
ponieważ wykazało, że komputer zarażony jest virusami kilkoma!

Jak to się stało, nie wiem do dziś, nie jestem piratem... - nie mam już sił!

13.01.2010 22:11
425
odpowiedz
PatriciusG
20
Legend

Sniło mi się, że byłem astronautą z płetwą i jadłem marchewkę. Obudził mnie AVAST!, który się zaktualizował.

14.01.2010 12:52
426
odpowiedz
LEGENDSx
9
Chorąży

Dlaczego nie kontynuujecie cyklu Video Porady?

14.01.2010 20:50
427
odpowiedz
ciumciajdor13
16
Legionista

Wiersz nr. 1

Grzą gżegżółki, grzą
-Marchewka
Ćrwią wróbelki, ćrwią
-Astronauta
Kwają kaczki, kwają
-Płetwa
A wirus w komputerze jak był, tak będzie.

14.01.2010 20:53
428
odpowiedz
ciumciajdor13
16
Legionista

Wiersz nr. 2

Nie ma strusia, który wtrusiał, astronauta też być musiał. Ewka ruda jak marchewka, pływa w stawie koło drzewka. Rybia płetwa jej wyrosła, co zdziwiło nawet osła. Nie ma biologicznej odnowy, za to wirus jest komputerowy. Kupy wszystko się nie trzyma, bo w tym wierszu sensu ni ma.

14.01.2010 20:55
429
odpowiedz
ciumciajdor13
16
Legionista

Za górami, za lasami, za polami marchewki, mieszkał astronauta, co zamiast rąk miał płetwy. Dziwny stwór był z tego facia, chodził wciąż w kosmicznych gaciach. Tęgi chłop i zdrowy efekt animacji komputerowych. Lecz się wirus wkradł w maszynę i zamienił gościa w świnię. Morał z tego płynie prosty, jedz marchewkę oraz tosty.

14.01.2010 22:30
430
odpowiedz
bred2
15
Pretorianin

Świat nie był już taki jak dawniej. Teraz zapanowała era grozy i brutalności, wszędzie czaiło się zło. Świat opanowany był przez wirusy różnego rodzaju, wszędzie panował zamęt, rozprzestrzeniali się w niebezpiecznym tempie. Nie długo na świecie nie będzie ani jednego zdrowego komputera. W mieście czuć było smród i zapach zgniłych jaj, wszędzie panował odór nie do zniesienia.
Ulicą szła zakapturzona postać, w długim płaszczu. Ostrożnie poruszała się idąc blisko budynku. Gdy tak szła w oddali zauważyła dwóch na niebiesko ubranych z pałkami w rękach wirusulicję, czyli odział do wyłapywania ocalałych, nie zainfekowanych komputerów. Szybko i sprawnie wskoczyła do najbliższego zaułka i pobiegła przed siebie byle jak najszybciej zniknąć za winklem. Zmachana gdy zdała sobie sprawę że nikt za nią nie idzie ruszyła dalej. Po pewnym czasie zatrzymała się koło charakterystycznej czerwonej ściany, zapukała w nią trzy razy. Odpowiedział ledwo słyszący głos:
- Hasło?
- Płetwa na gorąco
- Dobrze możesz wejść
Po chwili kawałek czerwonej ściany drgnął i oczom zakapturzonej postaci ukazało się wejście. Postać weszła do środka, drzwi za nią zamknęły się.
- Witaj Franek, dawno cię tu nie widziałem, zdejmij płaszcz, jesteś wśród swoich.
Franek z wielką ulgą na twarzy zdjął płaszcz i powiesił na najbliższym wieszaku. Franek był komputerem tak jak wszyscy w tym miejscu. Jedynie co ich wyróżniało od reszty że było to miejsce nie zawirusowane, jako jedyne jeszcze nie złamane miejsce i dobrze zabezpieczone antywirusami. Żyły tu wszystkie komputery jakie przetrwały, na świecie zostało już naprawdę nie wiele miejsc gdzie komputery jeszcze żyły. Były to ponure czasy. Franek przybył z dalekiej kryjówki na wschodzie.
- usiąść – powiedział przyjaciel Franka
Franek usiadł i głęboko westchnął.
- Przebyłeś długą drogę, miałeś szczęście że cię nie złapali bo już byś pewnie należał do naszych bezmózgich przyjaciół, może się napijesz – zapytał przyjaciel Franka, poczym wskazał butelkę wódki.
- Nie dzięki Jack, jestem zmęczony
- Nie ma sprawy – powiedział Jack poczym nalał sobie kieliszek – w jakiej to sprawie do nas przybywasz
- Mam do dostarczenia ważną wiadomość
- Pokaż
- Nie mogę, muszę to pokazać samemu mistrzowi
- Niech i tak będzie – powiedział, poczym dodał – choć za mną
Jack zerwał się z miejsca i ruszył w stronę drzwi a Franek za nim. Szli długim korytarzem, po bokach było pełno drzwi. Franek był tu tylko raz i to jeszcze kiedy był młody, to było tak dawno że już niczego nie pamiętał. Pomału zbliżał się do drzwi na końcu korytarzu, były ogromne. Drzwi otworzyły się a przed nim i ukazała się wielka hala. Na środku stał wielki mistrz, medytując unosił się w powietrzu.
- Wielki Mistrzu – rzekł z szacunkiem Jack – ten o to człowiek został wysłany z wiadomością bezpośrednio do ciebie, mówi że to ważne
- Możesz odejść – rzekł mistrz
Jack pomału wyszedł z sali, gdy drzwi zamknęły się, Wielki Mistrz przemówił
- Jak bardzo ważna sprawa sprowadza cię by zakłócać mój spokój
- Gdyż chcę powiedzieć że udało nam się stworzyć broń która jest wstanie nas ocalić
- Jakaż to broń
Franek wyciągnął z kieszeni pudełko, które zaczęło się powiększać aż osiągnęło dość duże rozmiary. Otworzył je i wyciągnął dziwnie wyglądającą rzecz.
- To jest Astronauta 3004 XL, został stworzony przez grupę komputerów naukowych i jest wstanie rozwiązać nasz problem
- Powiadasz, zaraz się przekonamy – rzekł spokojnie Wielki Mistrz a po chwili krzyknął – wprowadzić go!
Do sali wbiegło dwóch ludzi z wielką ścianą na której był przywiązany nikt inny jak wirus najnowszej generacji Trojan XX.
- Złapaliśmy go przypadkiem, był osłabiony więc antywirus sobie z nim poradził, teraz jest obezwładniony, zachowaliśmy go do takiej okazji jak ta.
Wielki Mistrz osobiście stanął na nogi i sięgną po Astronautę XL, wycelował w przywiązanego wirusa.
- Zobaczymy na co stać te cacuszko
Naładował energię i wystrzelił. Promień czystej energii zabłysnął w powietrzu, oślepiający blask raził w oczy i słychać było donośne bębnienie w uszach. Gdy wszystko się uspokoiło wirus zniknął, wyparował. Udało się.
- Chyba faktycznie jesteśmy na dobrej drodze – rzekł Mistrz – ale jeden nie wystarczy
- Właśnie że wystarczy, musimy go zamontować tylko na szczycie wieży, tam gdzie jest działo destrukcji – powiedział Frank
- Ocalałe komputery nie były tam od lat, pewnie roi się tam od tych wszystkich bezmózgich zombie.
- Musimy spróbować to nasza jedyna nadzieja
- Masz, racje zgromadzę posiedzenie
Na sali panował tłok, komputery szeptały między sobą i zastanawiały się po co ich wezwano. Nagle na sale wszedł Wielki Mistrz, zapanowała cisza. Mistrz wszedł na podest i przemówił:
- Drogie komputery, od lat żyjemy w strachu przed narastającymi siłami zła, jest nas coraz mnie i jesteśmy coraz słabsi, nie długo może zabraknąć prądu i co w tedy. Prawda jest taka że jeżeli nic z tym nie zrobimy to zostanie tak na zawsze i wirusy opanują świat, czy chcecie tego? No jasne że nie dlatego musimy walczyć! Pokażemy im kto tu rządzi, czy jesteście ze mną.
Okrzyki i oklaski zapanowały na sali, stało się. Będzie wojna
- Zgromadzić armie, wysłać wiadomość do innych obozów komputerów, przygotować broń, ruszamy jutro o świcie.
Słońce pomału wchodziło za horyzontem, wielka komputerowa armia wyszła ze swej kryjówki uzbrojona w najnowsze bronie antywirusowe rozpoczęła się bitwa. Główna bitwa działa się tuż przed wielką wieżą Wolności.
- musimy się tam dostać! – krzyknął Franek
Wokół panował zamęt, słychać było pociski i okrzyki poległych, wszędzie leżały trupy po zniszczonych komputerach. Widział że przegrywają, ale wiedział że konieczne musi dostać się do wieży to ich jedyna szansa. W pewnym momencie wyrwał się do biegu, wyciągnął podręczny nóż i biegł, jeden padł, biegł dalej, kolejny i trzeci i nagle wielki huk. Przed oczami zrobiło mu się ciemno i nie widział już nic.
Otworzył oczy, blask zachodzącego słońca przeszywał go nie miłosiernie. Rozglądną się, wokół leżały wszędzie zwłoki zabitych komputerów. Przegraliśmy nie udało nam się a ja jestem jedynym ocalałym. Nagle usłyszał czyjeś kroki, padł na ziemię.
- Myśleli że mają jakiekolwiek szanse, głupcy – powiedział jeden z wirusów do drugiego
Po chwili głos oddaliły się. Franek cicho przeczołgał się, w zwłokach zobaczył Wielkiego Mistrza. To wszystko moja winna, nie powinienem mu na to pozwolić, jestem głupcem powinniśmy to lepiej zaplanować. Nie było już odwrotu co się stało to się stało. Koło mistrza leżała skrzynka z Astronautą XL. Dokończę to co zacząłem. Pomału i ostrożnie czołgach się w kierunku wejścia. Na szczęście przy wejściu był tylko jeden strażnik który smacznie chrapał. Gdy Franek koło niego przechodził strażnik drgnął i powiedział:
- Kupiłeś Marchewkę?
Poczym znowu padł na ziemię i kontynuował swoją drzemkę. W środku budynku nie było zbyt wiele osób, wszyscy albo spali albo byli całkowicie w innym miejscu. Z łatwością dostał się do windy wjechał na sam szczyt. Na górze czekała na niego niespodzianka, przed działem destrukcji stał nikt inny jak sam Lord Virus.
- Wiedziałem że ktoś przeżyje i spróbuje dokończyć to co zaczęliście, niestety nie mogę na to pozwolić – rzekł Lord, poczym dodał – Brać go!
- Tak to załatwiasz, może sam staniesz do walki, ty tchórzu, nie umiesz nawet władać mieczem a twoja stara...
- Pójście go, chłopak ma rację zrobię to osobiście
Co robić myślał Franek, no jasne przecież miał astronautę tyle że w skrzyni za nim ją wyciągnie będzie po nim, trzeba spróbować. Wyjął mała jeszcze skrzynkę i wyrzucił wysoko w powietrze.
- myślisz ze to cię uratuje, w takim razie jesteś głupcem
Lord rzucił się na niego ze swoim czerwonym mieczem, Franek z wielką zręcznością uniknął ataku, odskoczył do tyłu i wyciągnął miecz z strażnikowi który stał w pobliżu.
- Widzę że umiesz się ruszać ale na wojownika to ty się nie nadajesz
Zaatakował, Franek ledwie był wstanie się obronić, walka trwała długo, pomału Lord kierował go do krawędzi wieżowca. W pewnym momencie pchnął go nie spodziewanie, Franek złapał się wystającej z wieży małej belki.
- To już twój koniec, jesteś w sytuacji bez wyjścia – powiedział i zaśmiał się głośno – zawsze byłeś słaby, nigdy nie będziesz kimś, nigdy, jesteś tylko głupim dzieckiem.
W ciele Franka buzowała wściekłość, poczuł wielką siłę i moc, czuł że serce wali mu jak oszalałe. Na krawędzi przepaści zauważył miecz, w jednej chwili wyskoczył w powietrze na trzy metry, używając mocy przyciągnął miecz, zrobił salto nad Virusem i przeciął Lorda w pół. Jego ciało obezwładnione spadło na samo dno wieży. Czuł że jest kimś, czuł że mam moc, ale jak to możliwe. Jednym pociągnięciem ręki odepchnął strażników, którzy chcieli go zaatakować. Przestraszeni i zdezorientowanie wirusy uciekły w popłochu. Czas dokonać tego co należało nam się od lat. Wyciągnął ze skrzynki astronautę XL i włożył ją do maszyny destrukcji. Maszyna wystrzeliła, wielkim niebieskawym promieniem, tak silnym że można było z łatwością oślepnąć.
Wirusy na całym świecie zaczęły ginąć, komputery stały się wolne, zaczęły odbudowywać świat który przez tyle lat był zanieczyszczany przez te wirusopodobne szkodniki. Na świecie zapanował pokój, do czasu.

14.01.2010 23:38
431
odpowiedz
mrowa4224
66
Pretorianin

Zapomnieliście o Battlefield bad company 2 ;P

15.01.2010 15:07
432
odpowiedz
ciumciajdor13
16
Legionista

Ni astronauta, ni żołnierz,
Ani żaden inny zuch, choćby siłacz,
atleta, albo tysiąc atletów,
A każdy zjadłby z marchewką po sto kotletów,
Ni płetwonurek, co płetwy wytęża,
Choć opłynął by świat cały, lub padł,
Nie wskórają swym męstwem nic,
Bo w sieci o zgrozo!
Zawsze pojawi się nowy, wirus komputerowy.

19.01.2010 22:38
433
odpowiedz
Arakiel89
2
Junior

co to za Nuta co leci w tle ??

20.01.2010 00:50
434
odpowiedz
Arakiel89
2
Junior

ok już znalazłem tytuł nuty Wake Of Destruction - This Is A War

26.01.2010 01:17
435
odpowiedz
SSman92
26
Generał

kiedy więcej gram z aliensa

tvgry.pl Przegląd tygodnia - "2010" brzmi nieźle
początekpoprzednia12