Recenzja gry 23 listopada 2006, 12:38

autor: Kull

Sezon na Misia - recenzja gry

Sezon na misia to przyjemna (jeżeli przyzwyczaimy się do sterowania, a to da się przeżyć) i relaksująca zabawa, która większości młodszych graczy powinna przypaść do gustu.

Recenzja powstała na bazie wersji PC.

Film animowany pod tytułem Sezon na misia to typowa bajka dla młodszych odbiorców. I nie zmienią tego nawet zgrabnie wplecione przez tłumaczy do wersji PL aluzje polityczne. Nie ma też wątpliwości, iż komputerowa adaptacja przygód Bogusia już z założenia miała żerować na popularności swojej kinowej wersji. Bo choć brzdąc w wieku „od lat 3+” nie należy do grupy społecznej zdolnej do podejmowania decyzji finansowych, to dzięki swoim rodzicom staje się potencjalnym nabywcą gry. Pytania nasuwają się same. Czy będąc rodzicem lub starszym rodzeństwem, warto kupić dla swojego szkraba opisaną tutaj grę? I czy nawet starszy gracz, któremu bliżej do matury/emerytury niż przedszkolnych wojaży, znajdzie w niej coś dla siebie? W poniższym tekście postaram się odpowiedzieć na te pytania. Aby zachęcić wszystkich tatusiów do dalszej lektury zdradzę tylko, iż Sezon na misia to jedyna gra, dająca możliwość własnoręcznego trzęsienia pupą pani Bath ;).

Jak dorosnę, chcę zostać dzieckiem!

Przygodę z grą Sezon na misia będę wspominał jako przyjemną i relaksującą zabawę. Dla odbiorcy mogącego już legalnie kupować w sklepie alkohol, program nie stanowi wyzwania i można go ukończyć w zaledwie 4 godziny. Czas ten wydłuża się wraz z obniżaniem wieku gracza. Niestety, przyczyna tego nie tkwi jedynie w poziomie skomplikowania rozgrywki. Chodzi mianowicie o sterowanie, które nie jest na tyle intuicyjne, aby trzyletnie dziecko, bezproblemowo mogło ukończyć grę. Możliwe, że nie doceniam dopiero rosnącego nam nowego pokolenia graczy, moje obawy są jednak uzasadnione. Frustracja związana ze sterowaniem, która dosięga człowieka w wieku „student” z pewnością nie ominie absolwentów przedszkoli.

O ile podczas zwykłej rozgrywki można przyzwyczaić się do z początku mało intuicyjnego pilotowania naszymi bohaterami, tak misje typowo zręcznościowe potrafią dać w kość największym twardzielom. Zdarza się, że sterowana przez nas postać reaguje ze zbyt dużym opóźnieniem, przydałyby się również pewne ułatwienia, dające większy margines na popełniane błędy. Np. misja, w której kierujemy kulą śnieżną. Spadanie w przepaść i obijanie się o drzewa, wynika z nienajlepiej zaprojektowanych plansz. Co gorsza, program obsługuje tylko niektóre PAD-y, co wymusi na większości graczy zabawę przy użyciu klawiatury.

Feralna misja, w której kierujemy kulą śnieżną. Sterowanie jest tutaj wyjątkowo niewygodne, a poukrywane odznaki trudne do zdobycia. Zadanie zamiast bawić, irytuje.

Prawdziwy problem zaczyna się, gdy postanowimy zebrać wszystkie poukrywane na planszy „odznaki” (czyli bonusowe znaczki, których zebranie daje dostęp do dodatkowych materiałów o filmie Sezon na misia). Porozmieszczanie ich w trudno dostępnych miejscach to już nie tylko nieuprzejmość projektantów plansz, ale ich niekompetencja. W kilku przypadkach plansze trzeba powtarzać nawet kilkanaście razy, aby zdobyć upragnione odznaki. Na szczęście, do każdej misji można wrócić w dowolnej chwili, na planszach porozmieszczano też checkpointy (autosave’y). Nie ma również możliwości, aby nasz miś na dobre pożegnał się z życiem. Zginąć jest bardzo trudno, a jeżeli już nam się to przytrafi, bezstresowo przenoszeni jesteśmy na początek misji (wyeliminowani wcześniej wrogowie nie pojawiają się).

Recenzja gry Beat Cop – pieskie życie gliniarza
Recenzja gry Beat Cop – pieskie życie gliniarza

Recenzja gry

Trochę po cichu i w cieniu wielkich premier nadeszła niezależna gra, o której warto pamiętać. Beat Cop to pod pewnymi względami produkcja podobna do cenionego Papers, Please, ale w tym wypadku wcielamy się w rolę dobrego i złego gliny.

Recenzja gry Kona – kanadyjskie miejskie legendy
Recenzja gry Kona – kanadyjskie miejskie legendy

Recenzja gry

Kanadyjskie, ośnieżone odludzie to idealne miejsce do pochowania kilku trupów w szafie. Przekona się o tym każdy, kto sięgnie po survivalową przygodówkę Kona od studia Parabole.

Recenzja gry Night in the Woods – Twin Peaks spotyka Cartoon Network
Recenzja gry Night in the Woods – Twin Peaks spotyka Cartoon Network

Recenzja gry

Gdy Twin Peaks spotyka Stranger Things, a wszystko ubrane jest w stylistykę rodem z Cartoon Network to rodzi się Night in the Woods, czyli świetny „indyk” z naciskiem na melancholijny klimat i niebanalną historię.

Zagraj w najlepsze gry!

Komentarze Czytelników

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
23.11.2006 15:22
Grah
38
Centurion

No to mamy odmienne zdanie :)

Ja bawilem sie przy tej grze swietnie. Skonczylem za jednym zamachem i nie pamietam juz czasow, bym zarwal nocke dla jakiejs gry tego typu. A tutaj, prosze bardzo, 4 nad ranem, a ja ciagle w to gralem.

Co do sterowania, to rzeczywiscie trzeba sie do niego przyzwyczaic i zrozumiec w jaki sposob dziala, wystarcza jeden etap, potem sie jego juz nie zauwaza. Wspomniany etap z kula sniezna ma jedno z prostrzych sterowan, tak jak ten z plynieciem na kibelku, takie samo, fakt, ciezko robic nagle zwroty, ale o to tutaj chodzi.

Tlumaczenia sie nie czepiam, bo jak ktos juz kiedys powiedzial - roznie to bywa, i rozne teksty ludziom podchodza badz nie. Ja w sumie nie mam zastrzezen do roznego rodzaju ryczenia. Zrozumiale przez dzieciaki do jakich jest gra adresowana, a o to chyba chodzi.

Ogolnie, moja ocena jest o oczko wyzsza, fajnie sie w to gra, polecam calym padem.

23.11.2006 21:17
odpowiedz
djsoundtronic
104
Konsul

Nie zgadzam się z oceną. Moim zdaniem jest krzywdząca. Bawiłem się przy tej grze, jak przy mało której. Sterowanie mi odpowiada, grafika jest bardzo ładna - nie każda gra musi wyglądać jak Crysis. Dla mnie przynajmniej 8/10