|
Wyobraźcie sobie strategię turową dziejącą się w realiach II wojny światowej, w której rozgrywka taktyczna przypomina system znany z Jagged Alliance 2, ale zrealizowany nowocześniej i dynamiczniej, z grafiką 3D, która dech zapiera.....
Marzenie to czy slogan marketingowy ?
Nie, ani jedno ani drugie... Taka gra powstała i znajduje się w sprzedaży (niestety, jeszcze nie wszędzie dostępna). Tak po prostu, trochę po cichu, bez wielkiego marketingowego zadęcia została wydana, i już. Nie jestem pewny czy będzie wielkim kasowym sukcesem...,bo chyba w dzisiejszych czasach wielkie marketingowe zadęcie jest zdecydowanie ważniejsze od samego produktu. Osobiście nie spodziewałem się gry aż tak udanej – Nival, to taka rosyjska firma, która do tej pory robiła solidne produkcje (np. Blitzkrieg i seria Etherlords), ale nie były to znowu takie rewelacje. Widać, że ludzie, którzy zrobili tą grę, zjedli zęby na wszystkich turówkach, które do tej pory ukazały się, umiejętnie skompilowali to w jedno, dodali od siebie umiejętności, ogrom serca i zaangażowania, i do tego jakimś cudem większość zamierzeń udała im się.
Oczywiście, w tej beczce miodu pływa sobie odrobina dziegciu, o którym nie omieszkam wspomnieć. Ale po kolei...
Oprawa
Zanim przejdę do szczegółów chciałbym pokazać, z jakiego typu jakościową zmianą mamy do czynienia. Posłużę się przykładami filmowymi, a dokładniej filmami wojennymi. Wszyscy znamy klasyki z lat 60-tych i 70-tych w stylu „Tylko dla orłów”, czy „O jeden most za daleko” – świetni aktorzy, wielkie kino, ale co do przedstawienia realizmu scen batalistycznych, zwłaszcza strzelaniny, to mniej lub bardziej „lecieli Klosem”, (czyli strzelający strzela jak z kapiszona, a trafiony zastyga w powietrzu na parę sekund, najlepiej na jednej nodze, po czym wolno osuwa się). Cóż, taka była konwencja, jak i możliwości ówczesnego kina i w filmach wojennych trwało to całkiem długo (w innych gatunkach zmieniało się znacznie szybciej dzięki takim prekursorom jak Sam Peckinpah), a zmiany, które następowały były powolne i w charakterze ewolucyjne. Do czasu... pewnej rewolucji (moim zdaniem była to rewolucja w skali całego kina) – do powstałego w 1998 „Szeregowca Ryana”. Nie będę się rozpisywał – każdy, kto widział wie, o co chodzi. Dla żartu wraz ze znajomymi wprowadziliśmy nawet jednostkę określania realizacji nowych produkcji filmowych – ryan, np. taki „Wróg u bram” ma 0,6 ryana. Ciekawe, kiedy pojawi się film, którego realizację będzie można określić na np. 1,2 ryana... (Tak na marginesie, ile ryanów ma „Pasja” Gibsona ?).
|