Publicystyka

Publicystyka 29 lipca 2017, 11:30

autor: Kwiść

Lubi gry trudne, ładne lub z dobrą fabułą. Nie kończy ich przez LoL-a i Overwatcha. PS Vita FTW!

Ile zarabiają e-sportowcy? Ferrari w nagrodę i miliony na kontach

Przy okazji każdego dużego e-sportowego turnieju możemy przeczytać o olbrzymich nagrodach wygrywanych przez zawodników. Czy rzeczywiście zarabiają oni tak dużo? Postanowiliśmy to sprawdzić.

Branża e-sportu przeżywa obecnie fazę dynamicznego rozwoju. Według szacunków firmy Newzoo w 2016 roku wygenerowała 493 mln dolarów przychodu (52% więcej niż rok wcześniej), a wydarzenia e-sportowe były oglądane przez ponad 323 mln widzów na całym świecie. Nadal nie są to liczby, które pozwoliłyby jej konkurować z najpopularniejszymi sportami, jak piłka nożna czy futbol amerykański, ale trudno je ignorować. Niestety, większość klasycznych mediów wspomina o e-sporcie tylko wtedy, gdy turniej CS-a czy LoL-a odbywa się w ich rodzimym kraju lub gdy jakiś zawodnik czy drużyna wygrywają idące w setki tysięcy lub miliony dolarów nagrody. Miliony dolarów bardzo ładnie wyglądają w nagłówkach, ale czy e-sportowcy rzeczywiście zarabiają tak dobrze?

Efektowne początki

W latach 90. inspiracją dla wielu graczy marzących o karierze w e-sporcie był Dennis „Thresh” Fong, który w jednym z turniejów Quake’a organizowanych przez id Software wygrał Ferrari 328 należące do Johna D. Carmacka, ówczesnego CEO firmy. Na początku XXI wieku nastąpiła natomiast era Johnathana „Fatal1ty” Wendela, który dzięki sukcesom w Quake’u i Painkillerze oraz wygraniu podczas licznych turniejów łącznej kwoty ok. 450 tys. dolarów na długie lata stał się symbolem e-sportu. Jego ksywkę mogliśmy oglądać np. na bardzo popularnych swego czasu w Polsce słuchawkach Creative, a i dzisiaj znajdziemy ją w nazwach komputerowych podzespołów. Sukcesy obu zawodników rozpalały wyobraźnię graczy, ale w tamtym okresie kariera e-sportowca wcale nie była łatwa i w większości przypadków nie przynosiła olbrzymich zysków.

Poza nielicznymi wyjątkami głównym źródłem dochodu zawodników w poprzednim dziesięcioleciu były nagrody zdobywane na turniejach. Za wygranie najbardziej prestiżowych rozgrywek bardzo wtedy popularnego Warcrafta III w 2005 roku zwycięzca otrzymał 13 tys. dolarów. W roku 2008 suma ta wzrosła do 25 tys. Jeszcze lepiej było w rozgrywkach StarCrafta: Brood War. Koreańczyk Kim „Bisu” Taek Yong za zwycięstwo w drugim sezonie ligi GOMTV MSL 2007 dostał ponad 50 tys. dolarów. W Korei Południowej, gdzie StarCraft został okrzyknięty sportem narodowym, pule nagród kilkakrotnie przekraczały 100 tys. dolarów.

Ferrari wygrane w turnieju Quake’a długo stało w późniejszej firmie Dennisa Fonga, założyciela Xfire oraz raptr.
Ferrari wygrane w turnieju Quake’a długo stało w późniejszej firmie Dennisa Fonga, założyciela Xfire oraz raptr.

Trudna rzeczywistość

Chociaż sumy te mogą wydawać się wręcz astronomiczne jak na ówczesne czasy, należy pamiętać, że wysokie kwoty otrzymywano najczęściej tylko za zwycięstwo, i to w najbardziej prestiżowych rozgrywkach. Na każdego zwycięzcę przypadało kilkudziesięciu przegranych oraz tysiące tych, którzy nawet nie zakwalifikowali się do turnieju. W tamtym okresie to, czy zawodnik dostawał wypłatę, było niemal w 100% uzależnione od jego aktualnych wyników.

Podczas odbywających się niedawno zawodów PGL Major Kraków 2017 wspominał o tym jeden z najbardziej doświadczonych graczy w historii polskiego e-sportu, Wiktor „TaZ” Wojtas:

My wiemy, jak to jest dostawać 500 euro na miesiąc. Wiemy, jak to jest nie zarabiać żadnych pieniędzy przez pół roku i walczyć o udział w turniejach, wiedząc, że wygrana lub przegrana zadecyduje o naszym losie w prawdziwym życiu. Że jeśli przegramy trzy mecze z rzędu, to będę musiał się pakować i iść do pracy.

Podobnie wspomina w rozmowie z nami swoje początki w e-sporcie obecny pracownik studia Hi-Rez oraz były gracz w Smite’a, Daniel „PonPon” Cooper:

Zanim wprowadzony został system stałych pensji dla zawodników, jeśli nie grałem dobrze na turnieju, mogłem nie mieć na zapłacenie czynszu, pokrycie kosztów edukacji czy zwyczajne stabilne życie.

Karierę w e-sporcie zaczyna się najczęściej w bardzo młodym wieku i żeby odnieść sukces, zawodnicy przeważnie dość szybko przerywają naukę w szkole. Z tego też powodu wielu z nich martwi się o swoją przyszłość po zakończeniu kariery. Jak się jednak okazuje, wiedza i umiejętności nabyte podczas treningów mogą być bardzo cenne. Podczas imprezy DreamHack Walencja 2017 mieliśmy okazję porozmawiać o e-sporcie z jednym z założycieli studia Hi-Rez, Toddem Harrisem. Jak się dowiedzieliśmy, studio chętnie zatrudnia byłych e-sportowców ze względu na ich wiedzę i etykę pracy. Obecnie Hi-Rez ma w swoich szeregach ok. 30 dawnych zawodników. Pracują m.in. jako komentatorzy meczów czy projektanci rozgrywki.

StarCraft przez długie lata był najbardziej dochodowym e-sportem. Zmieniło się to po pojawieniu się gier free-to-play. - 2017-07-29
StarCraft przez długie lata był najbardziej dochodowym e-sportem. Zmieniło się to po pojawieniu się gier free-to-play.

Fioletowa rewolucja

Na szczęście te mroczne czasy już niemal minęły i chociaż kariera e-sportowca nadal jest ryzykowna i ma sporo wad, jej rozpoczęcie i kontynuowanie nigdy jeszcze nie było tak łatwe. Złożyło się na to kilka bardzo różnych czynników. Pierwszy z nich pojawił się w roku 2011 i miał kolor fioletowy.

Powstanie platformy streamującej Twitch bardzo pozytywnie wpłynęło na rozwój e-sportu i wbrew pozorom nie chodzi tu tylko o możliwość transmitowania zawodów. Idealny streamer na Twitchu powinien posiadać przynajmniej jedną z dwóch cech: umieć dobrze grać lub dobrze zabawiać widzów. Pierwszy warunek spełnia niemal każdy e-sportowiec, nie trzeba było więc dużo czasu, żeby zawodnicy LoL-a czy CS-a stali się największymi gwiazdami Twitcha.

Były zawodowy gracz w League of Legends Michael „Imaqtpie” Santana według serwisu Socialblade ma obecnie najwięcej wyświetleń streamów, a jego kanał zajmuje czwarte miejsce pod względem liczby śledzących go osób (wykluczając streamy organizatorów turniejów). Drugie miejsce, jeśli chodzi o liczbę śledzących, należy do Jaryda „summit1g” Lazara, czyli byłego zawodnika Counter-Strike’a: Global Offensive. W czołówce znajdziemy również aktywnych graczy w LoL-a, takich jak Soren „Bjergsen” Bjerg z zespołu Team Solo Mid czy Cloud 9 Zachary „Sneaky” Scuderi.

Chociaż trudno określić dochody z kanału na Twitchu, to według różnych szacunków najpopularniejsi streamerzy z samych subskrypcji i wpłat od widzów mogą mieć nawet kilkaset tysięcy dolarów rocznie. W przypadku mniej popularnych zawodników są to najczęściej kwoty od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy.

Twitch nie tylko w znacznym stopniu przyczynił się do spopularyzowanie e-sportu oraz jego gwiazd, ale przede wszystkim zapewnił zawodowym graczom nowe stabilne źródło zarobku. Ich wypłata przestała zależeć wyłącznie od nagród w turniejach. Mogli wreszcie przestać martwić się o to, czy starczy im na życie, i skupić na osiąganiu jak najlepszych rezultatów.

Oczywiście należy pamiętać, że nie każdy zawodnik prowadzi własny stream. W roku 2016 członkowie zespołu Team Solo Mid grającego w League of Legends w porozumieniu ze swoją organizacją niemal zaprzestali korzystania z Twitcha. Zdecydowali, że zamiast tego wolą poświęcić jak najwięcej czasu na przygotowywanie się do meczów ligowych i mistrzostw świata, a streamy im w tym przeszkadzały.

Jakie zawody e-sportowe oglądasz najchętniej?

42%

Counter-Strike: Global Offensive

21.5%

League of Legends

9.6%

Inne

8.7%

StarCraft II

5.6%

Hearthstone

4.2%

Dota 2

3%

Overwatch

2.7%

World of Tanks

1.4%

Smite

1.4%

Paladins

Dota 2

Dota 2

League of Legends

League of Legends

Counter-Strike: Global Offensive

Counter-Strike: Global Offensive

StarCraft II: Wings of Liberty

StarCraft II: Wings of Liberty

Smite

Smite

Granie po LAN-ie, czyli relacja z DreamHack Valencia 2017
Granie po LAN-ie, czyli relacja z DreamHack Valencia 2017

Odwiedziliśmy hiszpańską imprezę DreamHack Valencia 2017. Znaleźliśmy się między miłośnikami grania po LAN-ie, fanami e-sportu i cospleyerami. Oto nasze wrażenia.

Od kafejkowych turniejów, do wielomilionowych nagród – krótka historia DotA i jej e-sportowego fenomenu
Od kafejkowych turniejów, do wielomilionowych nagród – krótka historia DotA i jej e-sportowego fenomenu

Kolejna edycja turnieju The International trwa w najlepsze, a za chwilę przed nami finał o największą stawkę w historii e-sportu. Zanim jednak Dota 2 doszła do tego momentu, przeszła naprawdę długą drogę.

Komentarze Czytelników (26)

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze
29.07.2017 12:09
Houseiniak
1
Junior

Czy monopoly z rodziną w święta na ps4 możemy zaliczyć do e-sportu?

post wyedytowany przez Houseiniak 2017-07-29 12:10:19
29.07.2017 12:11
odpowiedz
Cziczaki
110
Renifer

"Obecnie Hi-Rez ma w swoich szeregach ok. 30 dawnych zawodników. Pracują m.in. jako komentatorzy meczów czy projektanci rozgrywki."
Czy gdyby takie fuchy istniały w polsce, stać byłoby ich w ogóle na zakup nowego samochodu w salonie?

29.07.2017 20:55
odpowiedz
kaszkiet47
18
Chorąży

neo taz zarobili 600tys w ciągu kilku lat warto przypomnieć że dostają od organizacji wynagrodzenia w wysokości jak podają różne źródła 20tys$/mies

29.07.2017 23:37
2
odpowiedz
2 odpowiedzi
Jeyhard
13
Pretorianin

Warto przy tym pamiętać, że na te kilkaset osób, które zarabiają bardzo dobrze i ewentualne kilka(naście) tysięcy, które są w stanie z tego jakoś wyżyć, przypadają setki tysięcy (a pewnie i miliony) graczy, którzy zwyczajnie w świecie marnują swój czas - spędzając przed kompem całe dnie, zafascynowani życiem i karierami youtuberów i streamerów z twitcha. Pal licho, jeśli ktoś traktuje to jako dodatkowe źródło dochodów, pracując / ucząc się w tym samym momencie - jeśli coś nie wypali, albo będą z tego zbyt małe pieniądze, wystarczy sobie znaleźć pracę, a tamto traktować jako hobby. Gorzej, jak ktoś "rzuca szkołę" i poświęca się tylko temu, po latach dochodząc do bolesnego wniosku, że stracił kupę czasu i nic wiele z tego nie ma, a brak doświadczenia uniemożliwia znalezienie jakiejś sensownej i satysfakcjonującej pracy.

Niech nikt mnie też nie zrozumie źle - nie mam niczego do youtuberów, streamerów i ludzi, którzy próbują w tym wszystkim swoich sił. Jest to tak samo normalne, jak tysiące sportowców, którzy w życiu nic z tego nie będą mieli (a przy okazji zniszczą sobie jeszcze zdrowie jakąś głupią kontuzją). Z grami jednak jest taki problem, że wkręcić się w nie może każdy - nie trzeba być w klubie piłkarskim i godzinami trenować tężyzny fizycznej. Wystarczy tylko odpalić grę (często darmową) i spędzać przy niej nieprzyzwoitą ilość godzin dziennie, nie ruszając się z własnego, bezpiecznego pokoju. Zbyt dużo ludzi rzuciło się na nie w zbyt krótkim czasie.

Dodając do tego toksyczną społeczność sporej części popularnych gier, nie trzeba wiele, by spaprać sobie życie - szczególnie, gdy jest się dzieciakiem i nikt nie kontroluje tego, co się robi i które obowiązki się zaniedbuje.

post wyedytowany przez Jeyhard 2017-07-29 23:39:32
30.07.2017 10:02
Gorn221
32
Konsul

Jeśli robią coś co im daje przyjemność to nie marnują czasu.

30.07.2017 10:24
Jeyhard
13
Pretorianin

Nie o tym pisałem. Jeśli ktoś gra dla przyjemności to spoko, nie ma w tym nic złego. Gorzej, jak ktoś siedzi przy kompie, cisnąc w LoLa, CSa czy inny e-sportowy tytuł, po 12 godzin na dobę, olewając przy tym inne obowiązki, jak szkoła, czy rodzina. W sporcie, jeśli ktoś chce cokolwiek osiągnąć, ma nad sobą / przy sobie grupę ludzi, która mu w tym pomoże - domorośli e-sportowcy, zachłyśnięci sławą i pieniędzmi swoich idolów, nie mają takich "rarytasów", pod warunkiem, że nie przypilnuje ich rodzina (i nie mówię tutaj o ludziach, którzy dostali się do profesjonalnej drużyny).

Podobnie wygląda tutaj sprawa ze wszystkimi youtuberami, pragnącymi wybić się na jeszcze jednym kanale z "letsplejami" - bardzo mały odsetek tych ludzi cokolwiek osiągnie, większość po kilku latach codziennej pracy przy kanale zorientuje się, że nie będą w stanie się z tego utrzymać. Nie mówię, by nie próbować, bo warto, ale niekoniecznie trzeba traktować to jako swój główny plan - bo można po latach obudzić się z ręką w nocniku, jak nawet część niegdyś popularnych streamerów i youtuberów, których sława przeminęła, bo przyćmili ich inni, bądź tytuły, w których się specjalizowali po prostu straciły na popularności.

30.07.2017 11:06
1
odpowiedz
3 odpowiedzi
1up
80
Granat

Temat bardzo ciekawy. W tej kwestii mam podobne zdanie co Jeyhard. Z drugiej strony podziwiam odwagę - trzeba być albo nieświadomym konsekwencji albo bardzo zdeterminowanym, żeby postawić wszystko na jedną kartę. Strach pomyśleć co by było, gdyby nagle zniknął YouTube.

30.07.2017 11:55
Jeyhard
13
Pretorianin

Dlatego warto za takie rzeczy brać się wtedy, kiedy ma się ku temu warunki finansowe - albo dobrą pracę, albo odłożoną jakąś kasę, by w razie czego móc "przebiedować" kilka(naście) miesięcy, poświęcając się zupełności kanałowi na yt / streamingowi, czy graniu w dany tytuł. I najlepiej mieć plan B na wypadek, gdyby nic z tego nie wyszło.

30.07.2017 16:00
kwiść
89
Generał

Niestety tak to jest jak chce się zostać profesjonalnym sportowcem lub esportowcem. Jak się uda, to super, ale na początku trzeba strasznie dużo poświęcić, a gwarancji sukcesu brak. Bardzo dobrze że dla tych co poniosą porażkę powstaje coraz więcej alternatywnych ścieżek kariery: streamer, jutuber, trener, komentator etc.

30.07.2017 17:56
OMG
19
Legionista

Zarówno w sporcie, jak i w e-sporcie, bardzo wczesnie wiadomo, czy ktoś ma szansę zrobić zawodową karierę czy nie. Jesli ktoś w wieku 15 lat, nie jest jeszcze wyróżniajacym się e-sportowcem, to już nie będzie i czas się pouczyć.
Tak samo jest z graniem na gitarze, kopaniem piłki, żonglowaniem piłami mechanicznymi, czy większością rzeczy na które chorują nastolatki.

30.07.2017 14:03
odpowiedz
1 odpowiedź
t-time
2
Junior

Masakra z tymi waszymi artykułami. Dota 2 jest najbardziej dochodową grą esportową a wy i tak skupiacie się na gównach typu LoL. Zobaczcie sobie na stronie esportsearnings kto zarabia najwięcej i jaka gra. W pierwszej 50 jest 4 graczy LoLa. Reszta to gracze doty. Gracze LoLa i innych gierek mogą buty lizać dotowcom. Jak już piszecie o zarobkach to napiszcie o tym artykuł a nie tylko wzmiankę. Na ten moment jest już prawie 23 mil $ a za pierwsze miejsce ponad 10 mil $ a wy podniecacie się 75tys $ rocznie w lolu.

post wyedytowany przez t-time 2017-07-30 14:06:33
30.07.2017 15:44
1
kwiść
89
Generał

Polecam przeczytać tekst w całości, a nie we fragmentach ;)

30.07.2017 14:07
1
odpowiedz
4 odpowiedzi
Jane_od_Batmana
34
Konsul

Biorąc pod uwagę ile może być zwycięzców w jakiś mistrzostwach to na świecie jest masa innych, łatwiejszych zawodów, które nie mają tak ograniczonego miejsca zatrudnienia.

30.07.2017 15:47
kwiść
89
Generał

Jasne. W Macu jest dużo łatwiej zacząć pracę i liczba stanowisk prawie nieograniczona, ale chyba nie o to w życiu chodzi ;)

30.07.2017 17:37
Jane_od_Batmana
34
Konsul

Pewnie, lepiej poświęcić masę czasu na granie w gierki i nic z tego nie mieć, bo tylko 3 najlepsze osoby zgarną nagrody, kwintesencja życia.
Przepraszam, ale inaczej nie mogłam odpowiedzieć na taką hiperbolizację.

30.07.2017 18:14
Cyniczny Rewolwerowiec
41
Senator

Pewnie, lepiej poświęcić masę czasu na kopanie piłki i nic z tego nie mieć, bo tylko 3 najlepsze osoby zgarną nagrody, kwintesencja życia.

FTFY

30.07.2017 19:22
kwiść
89
Generał

@jane_od_batmana
Hiperbolizacja jest ironiczna, bo twoje stwierdzenie niewiele wnosi. Jasne, że masz więcej bezpieczniejszych zawodów. Tak samo wiele łatwiejszych i bardziej dochodowych. Tylko co z tego? :) Niektórzy wolą robić to co lubią i w czym są dobrzy, a nie to co jest łatwe i bezpieczne. Niewiele zawodów przynosi tyle satysfakcji co sport czy esport, jeśli lubisz rywalizację ;)

31.07.2017 10:15
odpowiedz
3 odpowiedzi
StarySalceson
3
Legionista

Cytat "Że jeśli przegramy trzy mecze z rzędu, to będę musiał się pakować i iść do pracy.". A co jest złego w uczciwej pracy? Ponadto płaca powinna być uzależniona od tego jaki wkład w rozwój społeczeństwa wnosi dana praca. Ponadto gdzie ci e-sportowcy rozstawili by swoje komputerki do grania gdyby budowlańcy nie zbudowali by mu nawet najprostszego baraku a elektrycy nie doprowadzili by do tego baraku dynksa z prądem?

post wyedytowany przez StarySalceson 2017-07-31 10:20:11
31.07.2017 10:34
2
Yoghurt
55
Legend

Ponadto płaca powinna być uzależniona od tego jaki wkład w rozwój społeczeństwa wnosi dana praca

W takim razie wszyscy PRowcy, marketingowcy, kołcze, social media guru, modele, aktorzy i piłkarze powinni mieszkać w lepiankach i żreć żwir z długich na sto metrów granitowych podjazdów piekarzy, murarzy, dekarzy i prostytutek.
To tak nie działa i nigdy działać nie będzie, sory ziom.

Ponadto gdzie ci e-sportowcy rozstawili by swoje komputerki do grania gdyby budowlańcy nie zbudowali by mu nawet najprostszego baraku a elektrycy nie doprowadzili by do tego baraku dynksa z prądem?

A z czego postawiliby mu barak, gdyby nie blacharze, ceglarze, stolarze?
A z czego oni zrobiliby materiał, gdyby nie górnicy i drwale?
A czym powyżsi wydobywali surowiec, gdyby nie kowale, hutnicy?
A co jedliby ci harujący w znoju rzemieślnicy, gdyby nie rzeźnicy, piekarze i rolnicy?
A kto dostarczyłby im odpowiednie maszyny do pracy, gdyby nie inżynierowie i wynalazcy?
A skąd ci ludzie by wiedzieli, jak wykonać te cuda techniki, gdyby nie nauczyciele i profesorowie?

I tak możemy się dalej przekomarzać kto jest ważniejszy i rozrysować sobie drabinę zależności jak w Settlersach, a fakt pozostanie faktem, że żadna praca nie hańbi, chyba, że za darmo. I ci kolesie od komputerków dają prace murarzowi tak samo, jak inne zawody. Sądzę, że murarzowi nie robi różnicy, kto mu zapłacił za wykonaną robotę - ważne, ze zapłacił.

31.07.2017 10:39
Jeyhard
13
Pretorianin

A gdzie by ci budowlańcy i elektrycy byli, gdyby rolnicy i hodowcy nie zadbali o jedzenie dla nich, a nauczyciele nie przygotowali ich do zawodu. Tego typu rzeczy można wymieniać bez końca - żadna gałąź społeczeństwa i żaden zawód nie jest w stanie funkcjonować bez pozostałych, jedni napędzają / wspierają inni. Argument jest więc trochę wyssany z palca.

Płaca powinna być uzależniona od tego, jaki wkład w rozwój społeczeństwa wnosi dana praca? Czyli KAŻDY rodzaj rozrywki, czy to piłka nożna, filmy, muzyka czy gry (i w tym e-sport) są bezużyteczne, bo nie wnoszą niczego w rozwój społeczeństwa? Serio? Brzmi to jak bełkot budowlańca, który ciśnie urzędasowi, że to jego praca jest ważniejsza, bo on fizycznie się orypie i to on stawia budynki - a urzędas sobie przewala tabeli w excellu, nierób jeden, tak samo jak jakiś dzieciak, co to sobie gra w LoLa czy innego CSa i ciśnie hajs. Bo oni to pewnie grają po 20 minut dziennie i nie napracują się na swój zarobek.

Każda praca jest tak samo wartościowa i tak samo zasługuje na zapłatę (fakt, hajs pompowany w niektóre odłamy jest niedorzeczny, ale to inna inszość) - czy to budowlańca, który stawia biurowiec, urzędasa, który w nim będzie robił, aktora, który zabawi ich swoją grą aktorską wieczorem przy piwku, czy e-sportowca / youtubera, który zabawi z kolei ich dzieciaki (i może ich samych). A że niektórzy zarabiają więcej? Nic na to nie poradzi.

edit: Yoghurt ej no weź, to ja mu miałem powiedzieć, a ty mnie tu ubiegasz. :D

post wyedytowany przez Jeyhard 2017-07-31 10:40:50
31.07.2017 10:48
1
Yoghurt
55
Legend

Najszybsza klawiatura na wschód od Pecos, joł.

31.07.2017 11:19
odpowiedz
2 odpowiedzi
kwiść
89
Generał

"Płaca powinna być uzależniona od tego, jaki wkład w rozwój społeczeństwa wnosi dana praca". Wbrew pozorom zarówno aktorzy, jak i sportowcy czy muzycy wnoszą olbrzymi wkład w rozwój społeczeństwa. Tylko nie jest on tak łatwo zauważalny. Nie bez powodu w Cywilizacji wystepuje zwycięstwo kulturowe :P

31.07.2017 12:32
Yoghurt
55
Legend

A kołcze?
Czemu w Cywilizacji nie ma zwycięstwa, którego wystarczy tylko chcieć i nawet nic nie klikać, by je osiągnąć?

31.07.2017 13:27
kwiść
89
Generał

Pewnie już niedługo xd

01.08.2017 21:36
odpowiedz
DanteHaHaHa
8
Centurion

Beka z tego czym jest esport.

02.08.2017 06:02
odpowiedz
yadin
91
Senator

Kiedyś stanąłem w szranki z takim wyczynowcem i zagrałem w PES-a. To było w czasach PlayStation 3. Strasznie się spinałem, ponieważ myślałem, że pokonam człowieka. Po pięciu minutach od niechcenia strzelił mi pół tuzina bramek, a ja nie potrafiłem wyjść z własnej połowy.

Pecety? Nie nazywajmy szamba perfumerią!

Dodaj swój komentarz
Wszystkie komentarze