Publicystyka

Publicystyka 8 stycznia 2017, 13:12

autor: DM

Strzelam i jeżdżę – wirtualnie i w realu. Później o tym piszę – krytycznie lub z zachwytem.

Jak pecet stał się platformą do grania – sprzętowe rewolucje od IBM-a do gamingowego PC

Amiga czy IBM? Konsola czy PC? Dzisiejszy dylemat graczy kiedyś był równie aktualny. Wszystko zmieniło się jednak na początku lat 90. wraz z nadejściem złotej ery grania na pecetach! Jak zaczęła się dominacja blaszaków w świecie gier?

Postęp następował jednak szybko. W przypadku wielu tytułów jedna płyta okazywała się już nie wystarczać, a na rynek wchodziły czytniki o poczwórnej, a później sześciokrotnej prędkości (CD-ROM x6 renomowanej firmy Plextor wyceniono u nas początkowo na 1890 zł!). Pojawienie się napędów x6 spowodowało spadek cen „czwórek” i to chyba właśnie one zaczęły w połowie lat 90. zdobywać nasz rynek, choć jeszcze w 1995 roku kosztujący około 350–400 zł CD-ROM stanowił opcję przy kupnie. Komplet z kartą dźwiękową w podobnej cenie był sporym dodatkiem do kwoty za cały zestaw. Przesiadka okazała się jednak koniecznością, zwłaszcza od roku 1996, kiedy to dyskietka przestała już istnieć dla deweloperów gier AAA („Rok 1995 ma być ostatnim rokiem dyskietki 3.5 cala” – pisał Secret Service). Na rynku pojawiły się hity pokroju Quake’a i Tomb Raidera, a gracze stanęli przed koniecznością kolejnego sporego wydatku pod chwytliwą nazwą: Pentium!

Koniec IBM-ów z mocnym CPU, początek pecetów z GPU

Sposoby radzenia sobie ze zbyt wysokimi na początku cenami napędów CD najlepiej ilustruje słynny przykład „portu” gry Mad Dog McCree z 1992 roku, którą zdolni piraci przenieśli z jednego CD na 67 dyskietek!

Od spychanego na margines, niedorównującego popularnej Amidze komputera IBM 80286 z 16-kolorową grafiką i pikawką zamiast dźwięku do bezkonkurencyjnego, multimedialnego peceta z 486 DX2 lub DX4 na pokładzie, 16 MB pamięci RAM, Sound Blasterem, CD-ROM-em i podpiętą wieżą stereo Hi-Fi. Taka sprzętowa rewolucja była dość krótka, ale i niesłychanie barwna, dzięki wielu wspaniałym tytułom z tego okresu. Zbliżona konfiguracja (choć jeszcze nie wszędzie z napędem CD) przeważała wśród polskich graczy w połowie lat 90., a złota era gier na PC trwała w najlepsze. Cały czas jednak wymagania sprzętowe rosły z tytułu na tytuł, a gracze wręcz nie nadążali za kolejnymi mocniejszymi wersjami procesora Pentium czy ilością wymaganego RAM-u. Na horyzoncie zaczęły też majaczyć coraz bardziej popularne konsole Nintendo 64 i PlayStation – ze swoją płynną animacją i bajecznie wyglądającą grafiką. Do powstania peceta, którego znamy dzisiaj, potrzebnych było jeszcze po drodze kilka rewolucji, a największa z nich przyszła dosłownie dzięki magii Voodoo!

Diamentowe potwory i Voodoo

Grafika 3D zagościła w grach na dobre, problemem była jednak liczba klatek na sekundę. Ówczesne karty graficzne SVGA posiadały różną ilość pamięci, wpływającą jedynie na maksymalną rozdzielczość, w jakiej mogliśmy uruchomić grę. Płynność zależała od procesora, przez co kolejne tytuły odmawiały działania na 486, wymagając Pentium 90, Pentium 100, Pentium MMX itd., ale było to błędne koło. Grafika 3D zdecydowanie potrzebowała już osobnego wsparcia, a stworzenie odpowiedniego hardware’u pozostawało tylko kwestią czasu. Jedną z pierwszych kart graficznych starających się odciążyć procesor od wyświetlania 3D była S3 Virge, jednak jej użycie nie dawało odczuwalnych rezultatów w najpopularniejszych grach (przyznam, że posiadając wtedy tę kartę, nie zauważałem absolutnie żadnej różnicy pomiędzy Virge a poprzednią, zwykłą SVGA 1MB).

Mała kostka z logo 3Dfx zmieniła gry na zawsze. - 2017-01-08
Mała kostka z logo 3Dfx zmieniła gry na zawsze.

Do S3 Virge w tym okresie dołączyły jeszcze karty ATI Rage i Matrox Mystique, tworząc trójcę niezbyt udanych pomysłów na szybkie 3D w niskiej cenie. Wtedy w zasadzie znikąd pojawiła się firma 3Dfx ze swoim chipem Voodoo i w 1997 roku z miejsca odesłała wszelką konkurencję w niebyt! Voodoo to było właśnie to – akcelerator graficzny wygładzający wielkie, kanciaste piksele i pozwalający grać w Quake’a w wysokiej rozdzielczości, przy 65 tysiącach kolorów i oszałamiającej liczbie klatek na sekundę!

Pierwsze karty 3Dfx, jak np. Diamond Monster 3D, oferowały 4 MB pamięci i zegar 50 MHz, a w połączeniu z odpowiednio szybkim procesorem zapewniały nawet trzykrotny wzrost wydajności w grach. Wadą była dość wysoka cena wynosząca około 800 zł i konieczność posiadania osobnej karty SVGA do grafiki 2D – Voodoo odpowiadało tylko za 3D w grach. Z zakupem musiał się jednak prędzej czy później pogodzić każdy gracz, Voodoo pozwalało bowiem przenieść się w świat wysokich rozdzielczości SVGA z liczbą powyżej 30 klatek na sekundę, a nie 12–15 jak dotychczas. Rolę i znaczenie chipsetu Voodoo w tamtym okresie można by chyba dziś przyrównać do funkcji niedrogiej karty pozwalającej grać we wszystko w stałych 60 klatkach i więcej w rozdzielczości 4K!