Newsroom Wiadomości Najciekawsze Komiksy Tematy RSS
Wiadomość pozostałe 3 listopada 2007, 20:00

autor: Marzena Falkowska

Ludo ergo sum - Rozstrzygnięcie konkursu jubileuszowego

Dziś zgodnie z zapowiedzią rozstrzygnięcie ogłoszonego przed dwoma tygodniami konkursu na felieton o tematyce związanej z szeroko pojętą kulturą grania. Zapraszam do lektury pierwszego z wyróżnionych tekstów.

Dziś zgodnie z zapowiedzią rozstrzygnięcie ogłoszonego przed dwoma tygodniami konkursu na felieton o tematyce związanej z szeroko pojętą kulturą grania. Zapraszam do lektury pierwszego z wyróżnionych tekstów.

Najpierw jednak kilka słów podsumowania: przede wszystkim dziękuję autorom wszystkich nadesłanych tekstów za udział i gratuluję im odwagi oraz inwencji – tym bardziej, że był to konkurs, który wymagał więcej wysiłku niż spędzenie kilkunastu minut z wyszukiwarką internetową. Nadesłane teksty prezentowały różny poziom, większość jednak była naprawdę ciekawa. Miałam spore problemy z wyborem trzech najlepszych i nie piszę tego wyłącznie pro forma. Ostatecznie zadecydowała głównie pomysłowość w doborze tematu. Na drugim miejscu brałam pod uwagę umiejętność jego błyskotliwego ujęcia.

Oto nicki zwycięzców: Antonowski, garg, Kajetan-TM. Do wszystkich powędruje zestaw dwóch gier: World in Conflict oraz Kompania Braci: Na linii frontu. Gratuluję!

Ludo ergo sum - Rozstrzygnięcie konkursu jubileuszowego - ilustracja #1

Na pierwszy ogień idzie tekst Antonowskiego, w następnych tygodniach opublikowane zostaną teksty garga i Kajetana-TM (zgodnie z kolejnością nadesłania).

Przed wami zatem odważny i kontrowersyjny felieton, w którym autor stawia trudne pytania o odpowiedzialność twórców i wydawców gier względem symboliki totalitarnej. Ciekawa jestem waszych opinii.

Na barykady ludu graczy!

Pretekstem do napisania tego tekstu stało się wydanie kolekcjonerskie strategii World in Conflict. Jej wydawca – CD Projekt – tradycyjnie uraczył polskich graczy imponującymi dodatkami: płytą z materiałami produkcyjnymi, czapką baseballówką, koszulką, plakatem i zestawem słuchawkowym; wszystko zapakowane w drewnianą skrzynkę służącą do transportu granatów zaczepnych. Mało tego: rodzimy dystrybutor postarał się nawet o dwie unikalne odmiany tegoż wydania: amerykańską i radziecką [motywy sierpa i młota przyozdabiały edycję kolekcjonerską gry również w innych krajach – przyp. red]. Obie, oprócz odpowiednich motywów na pudełkach, posiadają również analogiczne flagi. No właśnie – flagi. Z jednej strony gwiaździsto-pasiasty sztandar, a z drugiej – sierp i młot. Demokracja i totalitaryzm. Dwa ustroje i dwa światy. Inne światy.

Wersja radziecka natychmiast wzbudziła we mnie bardzo mieszane uczucia. Nie zrozumcie mnie źle: z całego serca popieram inicjatywy dogadzania nam, graczom, i naszemu wciąż niezaspokojonemu pragnieniu „lepiej, więcej, szybciej, taniej”. Jestem natomiast stanowczo przeciwny rozpowszechnianiu niezwiązanych z grą materiałów zawierających symbole systemów totalitarnych – jakiekolwiek by one nie były. Dlaczego? Choćby dlatego, że mogą zostać użyte do gloryfikacji tychże. I nie chodzi o to, że ktoś maszerując środkiem ulicy z flagą ZSRR będzie entuzjastycznie nucił Międzynarodówkę. Chodzi raczej o to, że młody człowiek powiesi nowy nabytek na ścianie w swoim pokoju. No bo taka flaga po prostu coolersko wygląda. Poza tym to przecież nic takiego, ot, kawałek tkaniny. Czy aby na pewno?

Ludo ergo sum - Rozstrzygnięcie konkursu jubileuszowego - ilustracja #2

Kulturoznawcy uważają, że eksponowanie zdjęcia ulubionego sportowca czy plakatu z półnagą modelką to swoista forma kultu – wizerunki nabierają znaczenia mistycznego, niemal religijnego, choćby poprzez umieszczenie w dobrze widocznym miejscu. Chciałoby się rzec: honorowym miejscu. Podobnież jest z zawieszonym na ścianie kawałkiem czerwonego materiału ozdobionego rysunkiem narzędzi przemysłowo-rolniczych – wówczas ten niepozorny płócienny prostokąt staje się OŁTARZEM. Pozostawiając na chwilę teorie kultury, trzeba zwrócić uwagę na niezwykle ważny fakt: człowiek, nawet jeśli nie identyfikuje się z taką symboliką, z pewnością się z nią oswaja. Nawet jeśli z początku ma wątpliwości, po pewnym czasie nie widzi już w tym nic nadzwyczajnego, a tym bardziej zdrożnego. Warto również zaobserwować, jak szeroko pojęta opinia publiczna traktuje tyranię. Czy dołączenie do Silent Huntera III bonusu pod postacią nazistowskiej flagi byłoby odebrane równie pobłażliwie? Co by się stało, gdyby do Panzer General dodać wierną replikę Żelaznego Krzyża? A co powiecie na patki z chromowanymi runami SS w ekskluzywnym packu Blitzkrieg Anthology? Brzmi nieźle? Ależ by się podniosło larum! Faszyści! Skandal! Wycofać ze sklepów! Ludzie z Rockstar zzielenieliby z zazdrości. Ale chwileczkę – jak to jest, że Oświęcim jest be, a Kołyma „hmmm, no nie wiem...”. Kolejny raz widać, że są równi i równiejsi – ale czas z tym skończyć. Aby zrozumieć, dlaczego jakakolwiek tolerancja ideologii spod znaku czerwonej gwiazdy jest niemożliwa, trzeba się otworzyć na przeszłość – nie w kontekście porachunków i obelg rzucanych sąsiadom, a w kontekście pamięci i czci – w sensie poznania i zaakceptowania świadectwa Herlinga-Grudzińskiego, Sołżenicyna i Swianiewicza. Trzeba zrozumieć, że ów czerwony sztandar jest farbowany krwią setek milionów ludzi pozbawionych życia w imię jedynie słusznego programu, jedynie słusznej partii i jedynie słusznej rewolucji. Zbrodni tym tragiczniejszych, że popełnianych z pełnym przekonaniem, że muszą być ofiary, że to cena, którą warto ponieść i że nie ma innej drogi. Świadomość istnienia bezkresu cierpienia, jaki zafundował światu komunizm i różne jego odmiany, nie pozwala na akceptację rozpowszechniania takiej symboliki. Kto jak kto, ale Polacy, dla których Katyń jest nie tylko synonimem ludobójstwa, ale również przykładem niezrównanego kłamstwa, powinni to wiedzieć lepiej niż ktokolwiek inny. Nie po to nasi rodacy przez 150 lat podróżowali na koszt władców Rosji, byśmy teraz przechodzili obojętnie obok dumnego godła ich katów. Po co zatem dostajemy ten płócienny sierp i młot owinięty w czerwony całun? W imię miłości robotniczo-chłopskiej? W imię równości i sprawiedliwości społecznej? W imię rewolucji październikowej? A może po prostu z powodu lekkomyślności i nieświadomości projektantów polskiego wydania? Obstawiałbym to ostatnie.

Choć impulsem do napisania tego tekstu był World in Conflict, sprawa ma dużo szerszy kontekst. Chodzi bowiem o stosunek całej branży komputerowo-konsolowej do symboliki totalitarnej. Wyraźnie podkreślam: nie chodzi o jej wykorzystywanie dla uzyskania realizmu w grze. Mówimy o bardzo jaskrawych przykładach wybielania komunistycznych reżimów i akceptacji ich symboliki przez wydawców i developerów. Towarzyszy temu wielka hipokryzja, której dobitnym okazem jest Cywilizacja: Mao Zedonga wielu zachodnich graczy zapamiętało jako sympatycznego, dobrotliwie uśmiechającego się pana; na rokowania z cholerycznym Adolfem nie ma już jednak co liczyć (a Montezuma czuje się taki samotny...). Jakie kryteria stosują twórcy dla poszczególnych ustrojów? Jakiekolwiek by one nie były, są podszyte ignorancją lub co najmniej brakiem dobrego smaku. Margines tolerancji wizerunków komunistycznych w społeczeństwie jest tym większy, im mniejsza znajomość historii i im mniejsza chęć obcowania z mrocznymi faktami. A te są równie bezwzględne jak boski Che z lubością torturujący swoich przeciwników politycznych i świetnie prezentujący się na T-shirtach. I to jest powód dla którego dane mi było być niepokonanym wojakiem Krasnej Armii (Call of Duty) i agentem kontrwywiadu (KGB) rozpracowującym wszechświatowy spisek. Po stronie niemieckiej nie było nam dane strzelać w plecy Moskalom, Amerykanom czy choćby Polakom, nie mówiąc o służbie w Abwehrze lub chociaż w Sicherheitsdienst. Czy tylko U-booty i Tygrysy były na świecie? Naziści są be, a Rosjanie... jaka Kołyma, do licha!?

Pytanie, jakie po tych rozważaniach można sobie postawić, brzmi: czy można w jakikolwiek sposób wyplenić tę schizofrenię? Można – warunkiem jest zmiana sposobu myślenia czołowych twórców gier komputerowych. Nie zmusimy ich do tego siłą, ale można ich przekonać przełamując tabu, otwierając dyskusje, które jeszcze do niedawna mogłyby uchodzić za duży nietakt. Gry będą głosem w tych dyskusjach, bo to właśnie je najlepiej słyszy nowe pokolenie. Zamiast wzbogacić zestaw kolekcjonerski o flagę nadającą się na podpałkę, lepiej dodać film o dokonaniach rewolucji, której droga wiodła po trupie białogwardyjskiej Polski. Nikt nie powiedział, że musi być nudno.

Antonowski

Dziesięć ostatnich części cyklu: