Wiadomość gry na świecie 11 maja 2006, 12:04

autor: Shuck

GOL na E3 2006: Age of Conan: Hyborian Adventures

Odkąd pojawił się World of Warcraft i odkąd zdobył dla Blizzarda miejsce w portfelu co tysięcznego mieszkańca Ziemi, zwykło się podejrzewać, że każdy następny massive będzie się starał być do niego podobny w tym tylko celu, by się lepiej sprzedać. Tak wydaje się być w przypadku Warhammera Online, na przykład.

Odkąd pojawił się World of Warcraft i odkąd zdobył dla Blizzarda miejsce w portfelu co tysięcznego mieszkańca Ziemi, zwykło się podejrzewać, że każdy następny massive będzie się starał być do niego podobny w tym tylko celu, by się lepiej sprzedać. Tak wydaje się być w przypadku Warhammera Online, na przykład. Tymczasem jest firma, która trendu tego nie dostrzega i dostrzegać nie chce – Funcom, twórcy legendarnej niemalże Anarchy Online. Co więcej, Funcom pracuje nad grą, która bez wielkiej przesady stanowi jedną z najlepiej wyglądających gier na obecnych targach, a przy tym zapowiada się na niezwykle rozbudowaną i dającą graczowi mnóstwo frajdy – Age of Conan: Hyborian Adventures.

GOL na E3 2006: Age of Conan: Hyborian Adventures - ilustracja #1
Proooszę państwa... Boniek atakuje iiii... główka!

Abstrahując od rozmiaru i piękna świata oraz od rozbudowanego systemu kreacji postaci, cele nadrzędne są trzy: walka, walka i walka. :-) Cóż tu kryć, gracze oczekują dynamiki i wciągającej akcji już nie tylko od FPS-ów. Przełomowym dla MMORPG rozwiązaniem w Conanie ma być walka w czasie rzeczywistym (czytaj: żadnego lockowania przeciwników – jak ciachniemy i trafimy, to krew poleci, proste), na podobieństwo FPS-ów – jak to się będzie sprawdzać w gatunku, który chodzi z lagami za pan brat, nie wiadomo, ale Funcom jest na tyle doświadczonym developerem, iż możemy być dobrej myśli, że na coś wpadł :)

W parze z powyższym idzie mnogość rodzajów walk, w których gracze będą mogli wziąć udział – od prostych pojedynków, poprzez walki drużynowe, powiedzmy, na zdobywaniu i obronie miast skończywszy. Napisałem zdobywaniu miast? Ups, wydało się – w Conanie zarówno gracze jak i NPC-e będą w stanie wznosić własne miasta (myślisz ‘ertees’ i wszystko jasne). Same potyczki będą się mogły odbywać zarówno na poziomie gruntu, jak i na koniach, jak i na sposób mieszany. Wyobraźcie sobie konnego, który galopuje na Was trzymając wędzidło jedną ręką, a drugą krojąc mieczem na prawo i na lewo – może ścina Wam głowę, a może nie daje rady, zrzucony z konia ukąszeniem posłanej weń strzały. Tak walki mogą i tak zapewne będą w Conanie wyglądać.

GOL na E3 2006: Age of Conan: Hyborian Adventures - ilustracja #2
Mój drogi Sancho, to drzewo niebezpiecznie przypomina wiatrak. Posadź orchidee na moim grobie.

 

Ach i jeszcze konie, no przecież. Tak, da się nimi jeździć – to się staje coraz częstsze – ale jak one się ruszają! Na pokazie usłyszałem wrzucone pomiędzy akapity, że mamy do czynienia z motion-capture. Konia z rzędem temu, kto mi wytłumaczy, jak się robi mo-cap galopującego zwierzęcia, ale gdy widzę jak porusza nogami, jak przechodzi ze stępa do kłusa, z kłusa do galopu, jak pochyla się na zakrętach... No, miodzio. Mo-cap musi, bo przecież nikt tego myszką nie zanimował.

A padło jeszcze o strzelaniu z łuku do szarżujących nieprzyjaciół... ale dość. Problem z grą tak obszerną, dzieckiem developera, który nie urodził się wczoraj, polega na tym, iż zawsze jest coś więcej do pokazania, coś więcej do opowiedzenia, ale czasu na to nie starcza – w to trzeba zagrać. Oto prowadzony ręką szefa projektu gracz galopuje na koniu przez leśną polanę, spod kopyt umyka upstrzona kwiatami trawa – obecna na prezentacji dziennikarka pyta, czy te kwiatki/zioła da się zbierać. Tak, oczywiście – odpowiada developer, ale nie ma czasu myśli rozwinąć, bo przypomniało mu się właśnie, że z konia można atakować za pomocą lancy, a to trzeba pokazać. Pozostajemy w niedosycie informacji o tym, jak się z ziółek robi eliksiry, co one dają i po ile chodzą, jednak po chwili o tym zapominamy, gdy naszym oczom ukazuje się gracz zeskakujący z konia i wdający się w nierówną walkę z czwórką bandziorów jednocześnie.

GOL na E3 2006: Age of Conan: Hyborian Adventures - ilustracja #3
Halo? To ja, największy rzezimieszek w Cimmerii. Nie ma się czego bać!

 

Tak w ogóle, to cała historia zaczyna się na galerze, na której gracz albo wiosłuje (mężczyzna), albo jest skuty i uwięziony (kobieta), pozbawiony pamięci (to akurat częsta przypadłość noobów), ale niewątpliwie wplątany w spisek przeciw panującemu królowi Conanowi. Edytor postaci robi wrażenie nawet po tym, jak zdążyliśmy się nabawić edytorem w Oblivionie czy w Godfatherze – żeby i z innej beczki zaczerpnąć. Zatem: galera, edytor postaci, przybijamy do brzegu i... tu wspomnieć czas najwyższy o podstawowym z punktu widzenia mechaniki gry pomyśle na rozwój gracza – przez pierwsze 20 poziomów gramy w single’a. Kolejne 20 zdobywamy w trybie multi. Massive rozpoczyna się dopiero potem, a za single’a abonamentu nie płacimy. Rozwiązanie genialne w swej prostocie, cudownie rozwiązujące problem świeżych graczy, którzy jeszcze z chodzeniem prosto miewają trudności, a zmuszeni zostają do znalezienia się w świecie wyjadaczy, co to zapomnieli, jak ongi za młodości im się trafiało.

GOL na E3 2006: Age of Conan: Hyborian Adventures - ilustracja #4
Poszedłem z dziewczyną na majówkę, do lasu. Pośliznęła się na belce i skręciła główkę, o jeju.

 

Streszczam się, jak mogę, bo inaczej mógłbym długo. Jest o czym opowiadać. Widziałem walki, w których czuć siłę, jakiej postać potrzebuje, by podnieść topór, i czuć moc uderzenia, jakie nim zadaje. Widziałem skomplikowane combosy składane ze zróżnicowanych cięć i pchnięć. Widziałem lokacje tak pełne detali, że skłaniające do przerwy w walkach, spoczynku i napawania się. To podobny syndrom, który dotknął developera – w tej grze jest zbyt dużo istotnych elementów, by wszystkie z nich wymienić ot, tak. Widziałem grę, w którą będę musiał zagrać. Jednak za rok, nie wcześniej.